Blog

11 czerwca 2006

„Święte krowy" są w Indiach. Ich sprawa. Nie powinno ich natomiast być w Polsce. Także np. w agencjach rządowych. Także tych związanych z rolnictwem. Nawet jeśli są działaczami czy członkami PiS-u. Zwłaszcza, gdy objawili się tam w ostatniej chwili, tuż przed wejściem do rządu Andrzeja Leppera, gdy było wiadomo, że Samoobrona będzie partycypować we władzy. Ten "pisowski desant" miał przede wszystkim charakter polityczny, nie merytoryczny. Trudno więc, aby Andrzej Lepper uznał te sytuacje za trwałą i "nie do ruszenia". Ta sytuacja, pospiesznie, na łapu-capu zainscenizowana przez Prawo i Sprawiedliwość na minuty przed "godzina Zero" (czyli poszerzeniem koalicji rządowej) wymaga częściowej, ale pilnej weryfikacji.

Trwa piłkarski Mundial, ale nawet w weekend byłem tak zajęty, że ja -piłkarski kibic - z drugiego i trzeciego dnia MS 2006 obejrzałem raptem tylko ostatnie 20 min. meczu Argentyna - Wybrzeże Kości Słoniowej (2:1 i aakurat gol dla Afrykanów). A poza tym samobójczą bramkę Paragwajczyków, która dała wymęczone zwycięstwo Anglikom, ale to już w jakimś skrócie wiadomości sportowych. Póki co sensacją jest remis Dawida z Trynidadu -Tobago z nordyckim Goliatem ze Szwecji. I na tym także polega urok piłki.

Wczoraj miałem dwie konferencje prasowe na Dolnym Śląsku: w Głogowie i Lubinie. W tym drugim mieście odwiedziłem też kupców na miejscowym bazarze. Jednak najbardziej poruszające były lekkoatletyczne mistrzostwa Polski "sprawnych inaczej", a ściślej osób z lekkim upośledzeniem umysłowym (często niewidocznym). Przemawiałem na początku, potem wręczałem medale zwycięzcom, ale tak naprawdę najważniejsze było obserwowanie rywalizacji młodych ludzi, którzy nie chcą od nas współczucia, lecz raczej tworzenia warunków, aby mogli funkcjonować na tyle "normalnie", na ile to w ogóle możliwe. Oni nie udawali, oni walczyli, wygrywali, przegrywali, odnosili kontuzje, cieszyli się na podium, pytali, czy ich "skamerowali". Są częścią naszego świata. Może za rzadko o tym pamiętamy.

Dodaj komentarz