Blog

Bruksela przed wyborami Komisji Europejskiej: ostatnie rozgrywki

Posted on

Zaaferowani kampanią wyborczą zapominamy- a przynajmniej niektórzy z nas- że przed 13 października, bo już we wrześniu w Brukseli i  Strasburgu zapadną strategiczne decyzje odnośnie unijnych personaliów . Prawdę mówiąc nie tylko przed wyborami w Polsce ale i po nich UE czeka już nie tyle personalne co polityczno- gospodarcze trzęsienie ziemi: będzie nim Brexit czyli opuszczenie Unii przez Wielką Brytanię . Wszystko to odbędzie się z naszej, zaiste polonocentrycznej ( nic w tym złego!) perspektywy w cieniu wyborów do Sejmu i Senatu w drugą niedzielę października. Tyle , że i nowe europejskie rozdanie personalne zarówno w Komisji Europejskiej ale też ,o czym się zapomina , w Parlamencie Europejskim będzie miało wpływ na sytuację Polski i wokół Polski.

Jeden kraj – jeden komisarz…

Komisja Europejska składa się z 28 członków , ale europarlament we wrześniu wybierze tylko 26 z nich. Z jednej strony Niemcy mają już przewodniczącą Komisji Europejskie Ursule Gertrud von der Leyen i w związku z tym nie zgłoszą kandydata na komisarza,a z drugiej strony Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej demonstracyjnie nie wystawia kandydata na komisarza ,co ma być czytelnym sygnałem i dla brytyjskiej opinii publicznej i dla Brukseli , że premier Jej Królewskiej Mości Boris Johnson kategorycznie myśli o Brexicie , nawet gdyby to miał być „no deal” czyli wyjście bez żadnego porozumienia.

Nowa Komisja  Europejska będzie wybrana w myśl funkcjonującej od czasów EWG zasady :jeden kraj -jeden komisarz. Traktatowo nie jest to oczywiste , bo Traktat Lizboński dopuszcza sytuację w której nie każde państwo musi mieć swojego reprezentanta w KE. Jednak na razie nikt takiego zamachu na realną partycypację państw narodowych w europejskich strukturach ponadnarodowych nie dokonał i na pewno we wrześniu AD 2019 nie dokona. Jeżeli by się tak kiedyś stało będzie to symboliczne pożegnanie się z ideą Europy Ojczyzn czy Europy Narodów jako drogowskazem mającym przyświecać Unii Europejskie. Zapewne jesteśmy do tego bliżej niż dalej.

Von der Leyen: połowa tek w Komisji dla kobiet !

Poza parytetami narodowymi Komisja Europejska uwzględni w jakiejś mierze parytety płci . Pytanie jest nie „ czy uwzględni” tylko: „w jakiej mierze, na jaką skalę” uwzględni? . Tu glossa historyczna . Gdy w czerwcu i lipcu 2014 konstytuowała się Komisja Europejska państwa członkowskie na 27 miejsc ( Luksemburg miał i tak już szefa KE -skądinąd już po raz trzeci wywodzącego się z tego małego Wielkiego Księstwa ) zgłosiły aż 23 mężczyzn i 4 kobiety . Żeby uniknąć poczucia totalnej maskulinizacji Komisji Jean Claude Juncker wymusił na krajach członkowskich zamianę 4 panów na 4 panie w efekcie czego nowa Komisja Europejska składała się z 8 kobiet -komisarzy i 19 mężczyzn -komisarzy . Parytet kobiet wyniósł więc niemal jedną trzecią .

Teraz nowa przewodnicząca Komisji Europejskiej i pierwsza w jej historii szefowa- kobieta szykuje prawdziwą rewolucję oznajmiając , że chce aby w jej „ europejskiej drużynie” obowiązywały parytety skandynawskie , a więc „połowa kobiet- połowa mężczyzn”. Nie za bardzo wierzę , że to się uda. Dlaczego? Już teraz bowiem von der Leyen poniosła pierwszą porażkę , bo jej kategoryczne zadanie skierowane wobec państw członkowskich ,aby zgłaszały na komisarza dwoje kandydatów : mężczyznę i kobietę zostało przez szereg państw członkowskich w praktyce odrzucone. Na przykład przez Polskę : rząd premiera Mateusza Morawieckiego również nie spełnił tego warunku i przedstawił tylko jedną kandydaturę- „jedynie”( albo „aż”) profesora Krzysztofa Szczerskiego. Oczywiście formalnie takiego wymogu,jaki postawiła niemiecka przewodnicząca KE nie było i nie ma-był to pewien polityczny manewr ,tyle że okazał się nieskuteczny. Zapewne także dlatego ,że dotychczasowa praktyka była zupełnie inna: obowiązywała niepisana reguła ,że państwa ,które mają komisarzy -kobiety mogą w następnym politycznym rozdaniu zgłosić mężczyzn z gwarancją ,że taki kandydat będzie na pewno przyjęty. Chyba, że jego kandydaturę odrzuci Parlament Europejski -ale wtedy również zastąpić go może przedstawiciel tej samej płci.

No,właśnie : dochodzimy do procedury przyjmowania -lub nie -kandydatów na komisarzy przez europarlament. Kiedy to nastąpi ? Tuż po wakacjach ,w pierwszej połowie września ma dojść do pierwszych przesłuchań  na poziomie komisji Parlamentu Europejskiego w jego siedzibie w Brukseli. Formalne zatwierdzenie pełnego składu Komisji Europejskiej nastąpić może 17 lub 18 września ,już w Strasburgu.

Europarlament:  „ścieżka zdrowia” dla kandydatów na komisarzy

Oczywiście nie należy wykluczać-a nawet wręcz przeciwnie ! -scenariusza ,który jest realizowany co pięć lat . Chodzi o odrzucenie jednego lub dwóch kandydatów na komisarzy . W roku 2004 Parlament Europejski zdyskwalifikował przedstawicieli dwóch krajów członkowskich . Jednego moim zdaniem słusznie- słabego merytorycznie kandydata z Łotwy . I drugiego ze względów czysto ideologicznych -Włocha ,profesora Rocco Buttilione ,znającego skądinąd język polski doktora honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego . Włoski naukowiec wypowiedział się na temat homoseksualistów niezgodnie z „polityczną poprawnością” i to było powodem zagłosowania przeciw jego kandydaturze ze strony lewicy socjalistycznej i postkomunistycznej ,Zielonych oraz liberałów .

W 2009 roku PE odrzucił już „tylko” jedną kandydatkę -z Bułgarii. Zastąpiła ją zresztą Kristalina Georgijewa z Banku Światowego ,która dziś jest jedynym kandydatem na prezesa IMF czyli Miedzynarodwego Funduszu Walutowego w miejsce Francuzki Christine Lagarde . Ta z kolei ma objąć jedno ze stanowisk w ramach unijnej „TOP 5” -konkretnie szefa Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem. Ma to nastąpić na Wszystkich Świętych czyli 1 listopada -tego dnia EBC osieroci Włoch Mario Draghi ,tak często stojący na kursie kolizyjnym z rządem w Berlinie…

Przed pięcioma laty europarlament odrzucił kandydaturę na komisarza byłej premier Słowenii. Alenka Bratusek skądinąd reprezentowała formacje funkcjonująca w międzynarodówce liberałów ,co jest dowodem na to ,że trup w Brukseli ściele się gęsto (politycznie,nie dosłownie) i nie zawsze takie „egzekucje”dotyczą osób ze środowisk „politycznie niepoprawnych”( choć akurat ekspremier z Lublany i takie wypowiedzi miała na koncie).

Jak będzie w tym roku? W brukselskich kuluarach mówi się ,że środowiska lewicowe i liberalne szczególną uwagę poświęca kandydatom z sześciu krajów. Jeden z nich to reprezentant „starej Unii” i członek -założyciel Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali ,a potem EWG – Włochy . Reszta to państwa naszego regionu Europy będące „na cenzurowanym” już w mijającej kadencji Komisji Europejskiej . Chodzi o Węgry,Rumunię,Czechy oraz ewentualnie Słowację i Polskę . Ciekawe – vide casus liberałki ze Słowenii ,byłej premier tego kraju- że dwa z tych państw rządzone sa przez socjalistów ( Bukareszt i Bratysława ) ,a jeden przez nominalnych liberałów (Praga). Jak będzie ostatecznie -zobaczymy w ciągu najbliższych trzech tygodni .

* Artykuł ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennej” 26.08.2019 – parę godzin przed rezygnacją prof. Krzysztofa Szczerskiego
Blog

Damy i Huzary

Posted on
Zapraszam do lektury wywiadu ,którego udzieliłem jako wiceprezes PZPS p. Januszowi Uznanskiemu w trakcie siatkarskich Mistrzostw Europy kobiet. Odbywają się one w Polsce,w Łodzi . Rozmowa w całości poświęcona jest siatkówce . Ukazała się na oficjalnej stronie internetowej Polskiego Związku Piłki Siatkowej (PZPS).
Część sezonu reprezentacyjnego już na półmetku i był to bardzo dobry czas dla naszych reprezentacji narodowych. Jednak druga część będzie nie mniej emocjonująca i może nam przynieść jeszcze wiele powodów do radości. Jakich? Na ten temat spekulujemy z Ryszardem Czarneckim – wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

pzps.pl: Jesteśmy w drugiej części sezonu reprezentacyjnego. Po udanych występach naszych kadr w Ligach Narodów i awansie męskiej reprezentacji do turnieju olimpijskiego Tokio 2020 czuje pan satysfakcję?
Ryszard Czarnecki – wiceprezes PZPS: Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Rzeczywiście – na razie bierzemy wszystkie cele bojem. Najpierw Final Six Ligi Narodów kobiet, co było dla niektórych pewną niespodzianką, dalej brązowy medal panów, i to grając niemal 30-osobowym składem – co było pewnym elementem wojny psychologicznej z rywalami, bo pokazaliśmy, jak mamy wielki potencjał, jak wielki możliwości i długą ławkę. Turniej kwalifikacyjny mężczyzn wygrany niemal w cuglach, a u pań minimalne niepowodzenie. We wrześniu do rywalizacji w mistrzostwach Europy panowie mogą przystąpić z „czystą” głową i nie kryjmy – do walki o medale, a dziewczyny powinny potwierdzić w Łodzi, że dołączyły do europejskiej i nawet światowej czołówki Tym bardziej, że Łódź jest miejscem szczęśliwym dla naszej dyscypliny, szczególnie kadry kobiet, bo przecież dziesięć lat temu tutaj właśnie zdobyliśmy brązowy medal mistrzostw Europy, co wówczas też było trochę niespodzianką.

A nie obawia się pan prezes w przypadku męskiej reprezentacji „grzechu pychy”?
Pycha to jest najgorsza rzecz, która może się przydarzyć w różnych zawodach i należy być zawsze pokornym. Przypuszczam, że Vital Heynen będzie rotował składem i na mistrzostwa Europy pojadąpp części też zawodnicy, którzy nie grali w Gdańsku, a którzy grali w Lidze Narodów. Mam przekonanie, że i oni będą wszystkich chcieli przekonać, że są pełnoprawnymi reprezentantami. Nie kryjmy, to też początek rywalizacji o miejsce w olimpijskiej kadrze. Rywalizacja i ogromna ambicja naszych siatkarzy – z kapitanem Michałem Kubiakiem na czele – sprawiają, że słowo pycha w naszej sytuacji pochodzi ze Slownika Wyrazów Obcych.

W nieco odmiennej sytuacji jest trener Jacek Nawrocki, który nie ma takiego kłopotu bogactwa i tworzy węższy trzon drużyny, na którym opiera grę.
Trener Nawrocki jest w odmiennej sytuacje, ale potrafi  wykorzystać posiadany potencjał  i osiągać bardzo dobre wyniki. Te wyniki go absolutnie bronią. Widać postęp w porównaniu do poprzedniego sezonu, kiedy to Polki były na 9-ym miejscu w Lidze Narodów, choć wówczas niewiele zabrakło do Final Six-ale zwłaszcza w porównaniu z tym ,co widzieliśmy dwa lata wstecz . W tym roku obecność w finale Big -6 Ligi Narodow i minimalne niepowodzenie w walce o czołową czwórkę. Z kolei mecz z wrocławskich kwalifikacji olimpijskich z Serbkami będzie się nam pewnie śnić po nocach, kiedy to mogliśmy prowadzić 2:0, a potem doprowadzić do tie breaka… Tu w Łodzi jest okazja na potwierdzenie aspiracji naszej żeńskiej drużyny narodowej. Nie tylko wyniki seniorek dają podstawy do pozytywnych prognoz. Nasze juniorki po kilkunastu latach nieobecności stanęły w ubiegłym roku na podium mistrzostw Starego Kontynentu i dobrze -choć bez Magdy Stysiak-wypadły w tegorocznych mistrzostwach globu. Dotychczas była taka prawidłowość, że okresy świetności żeńskiej reprezentacji przeplatały się z okresami sukcesów męskiej kadry. Najpierw w latach 50 i 60-ych medalowe plony zbierały Damy. Kolejna dekada należała do Huzarów. Początek nowego wieku, to znów dominacja pań, a potem na podiach różnych imprez międzynarodowych regularnie pojawią się panowie. Rok 2019 jednak się jeszcze nie zakończył, więc nie pora na podsumowania. Poprzedni sezon był znakomity, a w tym idzie też bardzo pomyślnie.

Wspominał Pan już rok 2009, a wówczas obydwie nasze reprezentacje zdobyły medale mistrzostw Europy…
Tak, tak. Panie brązowy, panowie złoty, ale nie wywierajmy presji, choć naturalnie męska reprezentacja jest faworytem do medali-jesteśmy badz co badz dwukrotnymi z rzędu mistrzami swiata. Panie zapewne też marzą o medalu, a miejsce w „ósemce” to będzie chyba takie minimum. Nie mniej powtórka sprzed dziesięciu lat byłaby bardzo miła-jednak żadnej presji nie ma co wywierać .

Pieniądze nie są czynnikiem kluczowym w sporcie. Nie mniej dzięki nagrodzie przyznanej siatkarzom przez Premiera Mateusza Morawieckiego za mistrzostwo świata oraz dofinasowaniu w tym sezonie przygotowań i startów kadr seniorskich można stwierdzić, że nasze zespoły narodowe miały możliwość do optymalnego przygotowania. Przykład: może to w przypadku osób o normalnych parametrach wzrostowych nie stanowi nadzwyczajnej niedogodności, ale w przypadku siatkarek i siatkarzy lotnicze podróże międzykontynentalne w klasie biznes są bardzo istotne. Dzięki środkom przekazanym przez Pana Premiera udało się takie warunki zapewnić. Takie udogodnienie mogło mieć wpływ na dyspozycję Czy teraz, po awansie męskiej kadry do turniej olimpijskiego i niewykluczonym wykorzystaniu szansy przez kobiecą reprezentację w styczniowych kwalifikacjach kontynentalnych do IO 2020 taki model inwestycji w siatkówkę uda się powtórzyć?
Absolutnie trzeba o to walczyć i jest na to spora szansa. Pieniądze nie decydują o wszystkim ,bo np.-  bez złośliwości to mówię –  dowodzą tego wyniki naszych klubów piłkarskich, które mimo znacznie wyższych budżetów niż kluby z Białorusi, Czech i Słowacji, jednak mniej niż one osiągają w europejskich pucharach. Wracając do siatkówki i mówiąc bardzo konkretnie: może ten mecz w Lidze Narodów nie był specjalnie analizowany, mówię o spotkaniu Polska – Bułgaria, 3:0 w Lidze Narodów, kiedy to Bułgarzy grali po 30-godzinnej podróży w klasie ekonomicznej, a Polacy przystąpili do turnieju po locie w klasie biznes i parodniowej aklimatyzacji. W następnych dniach Bułgaria grała już znacznie lepiej. Niemniej dla obydwu drużyn to spotkanie było kluczowe. Dla nas – bo otwieraliśmy sobie drogę do awansu, a w przypadku rywali było to w praktyce zamknięcie drogi do Final Six. Takie pozorne detale mogą decydować. Jeśli nawet  nie o wyniku wprost, to dają pewną przewagę psychologiczną. Rolą związku jest zapewnienie super-siatkarzom optymalnych warunków przygotowań i startów, tak by nie zajmowali sobie głowy tym, że może nieco zamożniejsi przeciwnicy zyskują przewagę przed rywalizacją na boisku. Dlatego będę przekonywał kolegów z rządu do inwestowania w siatkówkę, bo jest ona obciążona minimalnym stopniem ryzyka.
Albo inaczej: siatkówka gwarantuje wysoką stopę zwrotu inwestycji…

Zadam Panu pytanie, jako parlamentarzyście Parlamentu Europejskiego. Mistrzostwa Europy 2019, zarówno kobiet, jak i mężczyzn rozgrywane są w nowej formule. Po 24 kraje w turniejach  finałowych, po cztery państwa w roli gospodarzy. Czy taka formuła służy promocji dyscypliny, czy może wyprzedza czas…
Wyrazy uznania dla Prezydenta Boricicia i dla Europejskiej Konfederacji Piłki Siatkowej. Nowe rozwiązanie będzie służyć promocji naszej dyscypliny w krajach, gdzie siatkówka nie jest tak popularna, jak w Polsce. U nas bez wątpienia jest sportem wiodącym. Naturalnie niektórzy mogą narzekać, że turnieje trwają tygodniami, że zdarzać się będą mecze, gdzie w setach będą wyniki do 10-ciu, czy 12-u, ale z punktu widzenia promocji dyscypliny w moim przekonaniu to jest właściwa droga. Widać już pewne ożywienie w krajach, które dotychczas były na uboczu nurtu głównego. Mamy w Zawierciu pierwszego Portugalczyka, dwa profesjonalnie budowane kluby w Portugalii. To naturalnie pierwsze przykłady z brzegu. Będę bronił tego projektu – nie  możemy się zasklepiać w takiej wąskiej formule, bo owszem –  chcemy być mistrzami, ale w dyscyplinie, która jest popularna, powszechna, a nie jest dyscypliną niszową.

Blog

Blok senacki a sejmowy próg 5%

Posted on
Rozgrywka  o Senat nie zdecyduje kto będzie Polską rządził- bo to Sejm RP głosuje nad powstaniem(odwołaniem zresztą też) rządu. Jednak gdyby po raz pierwszy od czasu wprowadzenia nowej,większościowej formuły wyborów do Senatu zdarzyło się, że większość senacka będzie  inna niż ta w Sejmie byłoby to utrudnieniem dla rządzących. Może nie najbardziej uciążliwym-w przeciwieństwie na przykład do  wyboru prezydenta RP z innej opcji-  ale jednak i symboliczne i w praktyce politycznej niedobrym . To, że opozycja jest absolutnie podzielona,gdy chodzi o wybory sejmowe,a jednoczy się w walce o Senat świadczy o jednym: „antyPiS” nie wierzy w wygraną w najważniejszych wyborach czyli tych, które decydują o powstaniu rządu. Gdyby wierzył to chcąc nie chcąc, płacząc i zgrzytając zębami wystawiłby „neo-FJN” czyli reprezentacje wszystkich tych,którzy budzą się rano z nienawiścią do Prawa i Sprawiedliwości i Jarosława Kaczyńskiego. A swoją droga co powie wyborca PSL ,gdy dowie się,że jego formacja zawarła-nawet nieformalne-porozumienie z „tęczowym” Biedroniem? Co powie  wyborca Kukiz 15,gdy zobaczy ,iż jego lider idzie do Senatu pod pachę z postkomunistycznym SLD? Mogą nie zagłosować na tę partie do Sejmu !
* Artykuł ukazał się w „ Gazecie Polskiej Codziennie” 25.08.2019
Blog

Ojciec opowiada czyli powstańcza opaska

Posted on

Sierpień. Ojcu zebrało się na wspomnienia i opowiada rodzinną historię powstańczą. Polskie losy. Przyrodnia siostra Taty wyszła za spolonizowanego Austriaka, handlowca, w którego pustym biurze na Nowym Świecie między Smolną a Pierackiego (dziś: Foksal) przekoczowali część Powstania. Siostra Ojca, Isia, była w czasie Powstania sanitariuszką AK, jej mąż, antykomunista, przed komuną uciekł do Wiednia, a gdy i tam wkroczyła Armia Czerwona (była w austriackiej stolicy aż do 1955 roku) popełnił samobójstwo. Dokładnie tak, jak Witkacy na Kresach Wschodnich RP na wieść o wkroczeniu Sowietów  na terytorium Rzeczypospolitej.

Ojciec opowiada, a mi aż żal, że tego nie nagrywam. O opasce, którą zachował do dzisiaj i ma ją dalej, biało-czerwoną, choć wyblakłą ,z orzełkiem w  koronie i z napisem „Sztab Generalny WP” i numerem oddziału. Miał też legitymację z funkcją: „goniec”. Ale podczas ewakuacji do obozu w Pruszkowie podarła ją jakaś obca pani, żeby 10-latek „nie miał problemu z Niemcami”.  W Powstaniu przemykał miedzy barykadami i ulicami a między jedną, drugą, trzecią drukarnią,  które drukowały na rzecz Biura Propagandy AK. Drukarnia jego dziadka, a mojego pradziadka Bronisława, o którym wspomniałem tydzień temu funkcjonowała do 7 września.

Ojciec miał troje starszego rodzeństwa. Różnica wieku miedzy nimi była duża . Do tego stopnia, że córka jego siostry Marysi była starsza od swojego „wujka Henryka” o pięć czy sześć lat. Jej mama zmarła przy porodzie. Dziewczynkę zamordowali Niemcy w 1941 roku. Ciocia Marysia – której nigdy nie poznałem, bo zmarła wiele lat przed moim urodzeniem wyszła za mąż za spolonizowanego rosyjskiego arystokratę Tołstikowa. To jeden z tych „białych” Rosjan, których do Polski przywiódł lęk przed „czerwoną Rosją”. W historii wiele rzeczy się powtarza. Rodacy Tołstikowa trzysta, czterysta lat wcześniej uciekali na teren Pierwszej Rzeczypospolitej przed carem-dyktatorem tłumiącym wolność swoich poddanych, także tych najwyżej urodzonych. Wybierali polską wolność od ojczystego samodzierżawia. Minęło kilkaset lat i eksodus się powtórzył. Słynny „agent numer jeden”, bohater dwóch narodów: Polski i Grecji, Jerzy Iwanow Szajnowicz, który walczył z Teutonami i zginął z ich ręki w Helladzie, też przecież był synem „białego Rosjanina”.

Po wojnie ciocia Isia, owa sanitariuszka AK, wdowa po spolonizowanym Austriaku czy może raczej Polaku o austriackich korzeniach wyjdzie za mąż za żołnierza AK. Wujowi Wiesławowi  po kilkunastu latach duszenia się w PRL-u udało się wyjechać za „Wielką Wodę”, a potem ściągnąć rodzinę do USA. Pracował w „Głosie Ameryki” i w organizacjach niepodległościowych. Ciocia Isia (Henryka) po odzyskaniu wolności przez Polskę wróciła do Ojczyzny, mieszkała w niej niemal ćwierć wieku, zmarła niedawno, dobrze po dziewięćdziesiątce.

Polskie losy. Pytajmy najbliższych o historię naszych rodzin, aby ocalić od zapomnienia to, co zapomniane być nie może.

* Felieton ukazał się w „ Gazecie Polskiej” 14.08.2019

Blog

Wroclaw potencjalnie silniejszy od Zielonej Góry

Posted on

Sezon zuzlowy zbliża się finałowych rozstrzygnięć: i w najsilniejszej lidze swiata (polskiej Ekstralidze) i mistrzostwach swiata (Grand Prix) i mistrzostwach Europy(SEC). Z tej okazji pozwalam sobie przypomnieć wywiad ze mna opublikowany przez bardzo popularny portal branżowy „pobandzie.pl”. Rozmowę przeprowadził red. Lukasz Malaka.

 

Europoseł Ryszard Czarnecki, w nawale zawodowych obowiązków, nie zapomina o sporcie. Na bieżąco uczestniczy w wydarzeniach żużlowych oraz siatkarskich. To przecież, przypomnijmy, ambasador speedwaya, ale też wiceprezes PZPS. Nam opowiedział o ostatnich wrażeniach.

Panie Ryszardzie, Betard Sparta wygrała dosyć łatwo w Zielonej Górze. Nie uważa Pan, że to swoista „zasłona dymna” ze strony lubuskiego klubu?
Oczywiście, doświadczony trener robi tor taki, aby okazał się inny od tego na ewentualny mecz półfinałowy obu drużyn. Nie mam o to żadnych pretensji. Podejrzewam, że trener Śledz niekoniecznie będzie chciał mieć ten sam tor na mecz z Lesznem w fazie zasadniczej, jak i później na ewentualną potyczkę w play-offach . Absolutnie nie krytykuję Adama Skórnickiego i nie będę hipokrytą w sytuacji, gdy przyznaję prawo takich samych manewrów Dariuszowi Śledziowi. Obaj jako byli świetni zawodnicy doskonale wiedzą, jak takie rzeczy robi się najlepiej i mogą czynić takie „numery”. To takie trochę przeniesienie szachów do żużla. Swoją drogą obecnie potencjał Wrocławia wydaje mi się wyższy aniżeli Zielonej Góry i tym samym kolejna wygrana Betard Sparty przy ul. Wrocławskiej, na innej już nawierzchni, sensacją dla mnie nie będzie.
Uczestnicy play-off są już znani. Jaki zatem widzi Pan finał  tegorocznych rozgrywek?
Myślę, że finał będzie taki sam jak dwa lata temu, czyli Wrocław – Leszno. Dodam tylko, że przedwczesne koronowanie Unii wcale nie musi wyjść na dobre „Bykom”. Jest takie powiedzenie w Kościele – „kto wchodzi na konklawe papieżem, wychodzi kardynałem”. Tak samo z żużlem – jak ktoś czuje się mistrzem przed finałem, to niekoniecznie tym mistrzem zostanie.
Przed nami ostatnia runda SEC, której Pan honorowo patronuje. Ostateczne wyniki są sprawą otwartą, zapowiada się więc doskonały żużel na Śląskim…
Po pierwsze, sądzę, że będzie więcej kibiców aniżeli te ponad 30 tysięcy w ubiegłym roku. Po drugie, cieszę się, że Stadion Śląski kontynuuje tradycję goszczenia w „kotle czarownic” najlepszych zawodników świata. Dla mnie Stadion Śląski to też podróż sentymentalna . Tam zakochałem się w żużlu, kiedy 46 lat temu mistrzostwo zdobywał Jerzy Szczakiel. Teraz dla mnie Jurek, bo jesteśmy po imieniu. Boże… trochę przy tym sporcie już jestem.  Genialnie ułożyły się zawody SEC w Danii dla polskich kibiców i żużlowców. Jest szansa, że po raz pierwszy na podium końcowym SEC-u może stanąć dwóch Polaków. Wcale nie jest powiedziane, że Łaguta będzie mistrzem, a Pedersen medalistą. Kacper Woryna ma za sobą dwa świetne występy. Ma tym samym wielkie szanse na medal. Nie zapominajmy o Bartku Smektale, który też swietnie jedzie i też ma realne dane,aby zdobyć medal. Zapowiada się wspaniały finał. Szkoda mi mieszkającego przecież w Polsce Leona Madsena. Miał szansę jako pierwszy zawodnik w historii, wywalczyć w tym samym roku tytuł mistrza świata i mistrza Europy. Pokiereszowany po wypadku skupił się na walce o złoto w Grand Prix.
Przeskoczmy do siatkówki. Polacy przebrnęli przez turniej eliminacyjny i jadą do Tokio. A Pan już bilet sobie na samolot  zarezerwował?
Panie Redaktorze, proszę nie mówić :”przebrnęli”. Siatkarze z hukiem przelecieli przez turniej eliminacyjny. Zdemolowanie Francji 3:0 to fenomenalny wynik. Ten mecz przypominał mi trochę zdeklasowanie Brazylii podczas finału mistrzostw świata przed rokiem w Turynie. Co do Tokio – to tak, oczywiście się wybieram. Do tej pory siatkarzy na igrzyskach olimpijskich widziałem raz i wie pan, to jest taki trochę chichot historii, ponieważ było to w Atenach i był to przegrany mecz z … Francją w stosunku 0:3. W ogóle warto zauważyć i podkreślić , że na siedem ostatnich igrzysk aż sześciokrotnie występowali w nich polscy siatkarze-łącznie licząc z tymi w Japonii w następnym roku . Nie mamy drugiego takiego sportu drużynowego, który byłby tak często obecny na igrzyskach jak polska siatkowka. Szansę na awans, nie zapominajmy, mają również siatkarki, które w przyszły piątek rozpoczynają mistrzostwa Europy w Łodzi. Uważam, że będą walczyły o medale w ME. Dodam jeszcze, że w tym samym czasie, gdy polscy siatkarze triumfowali w Gdańsku, największy sukces w historii odniosła polska  siatkówka plażowa. Nasze zawodniczki w Moskwie zdobyły tytuł wicemistrzyń Europy. Minimalnie uległy Łotyszkom w finale. Nieźle spisali się również mężczyźni, prowadzili 1-0 w setach i 16-15 w drugim secie w walce o finał, ale jeden z zawodników doznał kontuzji. Może być więc tak, że i nasze tandemy siatkówki plażowej będą walczyły o medale w Tokio.
Czyli w Tokio będzie złoty medal siatkarzy?
Jestem przeciwny, aby nadmuchiwać balon oczekiwań. To nie powinno być robione, tu Pana przepraszam, przez Was,dziennikarzy i nas,działaczy. Jednak skoro taki cel formułuje wprost kapitan zespołu Marcin Kubiak, to Polskiemu Związkowi Piłki Siatkowej nie pozostaje nic innego ,jak tylko stworzyć całej Biało- Czerwonej druzynie siatkarzy ,jak najlepsze warunki przygotowań do Tokio.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję również.

Blog

Światowa siatkówka czyli polska dominacja…

Posted on

Wielu z nas zastanawia się jak to jest, że polscy siatkarze dwa razy z rzędu zdobywają tytuł mistrza świata (jako jedyny sport zespołowy w historii Polski !), a nasze kluby piłkarskie odpadają z europejskich pucharów już w … sierpniu. Jak to możliwe? Czyżbyśmy mieli w naszym narodzie „siatkarski gen”, a  nie mieli smykałki do futbolu? Nie, to absurd. Przecież pamiętamy lata 1970-te, gdy siatkarze zdobywali pierwszy w historii (ale nie ostatni) tytuł mistrza świata, a później tytuł mistrza olimpijskiego (pierwszy i ostatni, przynajmniej na razie…) to wówczas  piłkarze byli mistrzami i wicemistrzami olimpijskimi, a na piłkarskich mundialach zdobywali pozycję  trzecią, piątą i na początku lat 1980. znowu trzecią! Zatem to nie jest tak, że  Polacy nie rodzą się piłkarzami i w Polsce nie ma zdolnych młodych futbolistów. Pewien prezes zasłużonej dla polskiego sportu spółki Skarbu Państwa powiedział mi całkiem niedawno, że do niedawna uważał, że Polacy zupełnie nie nadają się do koszykówki. Odpowiedziałem mu, że przecie z w tymże basketballu byliśmy w 1960 latach wicemistrzami Europy, a także dwukrotnymi medalistami ME. Piłkarze ręczni też w dziejach polskiego sportu nie byli od macochy, skoro mieliśmy brąz na IO w Montrealu. Skądinąd na tych igrzyskach, na których zdobyliśmy najwięcej złotych medali w  historii aż trzy polskie reprezentacje sportów drużynowych stanęły na podium: obok piłkarzy i piłkarzy ręcznych także siatkarze.  A po kolejnych 30 latach nasz „szczypiorniak” ( historyczne określenie piłki ręcznej ,wywodzące się z obozu dla internowanych legionistów w Szczypiornie pod Kaliszem, gdzie Polacy po raz pierwszy zagrali w „handbal”) zdobył trzy medale Mistrzostw Świata (srebro i dwa brązy) oraz czwarte miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro, o ćwierćfinałach na IO  nie wspomnę.

Polskie władze wspierają „narodowa dyscyplinę” – siatkówkę

Powstaje więc pytanie dlaczego takie sukcesy odnosi dziś polska siatkówka w porównaniu z innymi sportami zespołowymi? Przy czym nie towarzysza jej, inaczej jak w przypadku innych dyscyplin, okresy krótkich wzlotów, przeplatane następnie  długimi okresami upadku. Niech przemówi statystyka: na siedem ostatnich igrzysk olimpijskich, łącznie z tymi za rok w Japonii, nasza męska reprezentacja uzyskała awans z kwalifikacji aż sześć razy (w tym ten ostatni, sprzed tygodnia to piąty raz z rzędu!). To nieporównywalne z żadną inną dyscypliną. Nasi siatkarze, jako jedyni w historii polskiego sportu obronili tytuł mistrzów świata (mistrzostwa w  Polsce A.D.  2014 oraz w Bułgarii i Włoszech A.D. 2018). Jednocześnie warto podkreślić, że polska siatkówka to nie tylko mężczyźni .Sukcesy w tym sporcie odnosiły i odnoszą kobiety. W tym roku zameldowały się w  pierwszej szóstce na świecie, wyłanianej w wyniku szeregu turniejów ,w którym bierze udział 16 najlepszych zespołów na globie. Wygrane z mistrzyniami olimpijskimi z Chin czy Brazylią, a także niedawno minimalnie przegrany turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Japonii, gdzie po ciężkiej walce uległy tylko aktualnym mistrzyniom świata – Serbii, stawia Polki w roli pretendentów do medali w zbliżających się szybkimi krokami mistrzostwach Europy A. D. 2019. Odbędą się one po raz pierwszy w  formule  czterech państw – gospodarzy.  Dzięki sprawności organizacyjnej Polskiego Związku Piłki Siatkowej  udało się zdobyć prawo do  współorganizacji tego turnieju wraz z Węgrami, Słowacją i Turcją. Z bycia współgospodarzem mistrzostw kontynentu zrezygnowały Czechy, których federacja siatkarska nie uzyskała potrzebnych do przeprowadzenia imprezy gwarancji rządowych. Warszawa natychmiast wskoczyła na miejsce Pragi.

I w tym tkwi sedno sprawy.  Oto bowiem siatkówka w naszym kraju ma olbrzymie wsparcie władz państwowych. Premier Mateusz Morawiecki w  październiku 2018 roku, parę tygodni po zdobyciu przez Polskę złotego medalu w mistrzostwach świata ,w imieniu Rady Ministrów przeznaczył 15 milionów złotych jako nagrodę dla siatkarzy, a także na rozwój siatkówki w Polsce. Pieniądze te posłużyły m.in. przygotowaniu omawianych już tu turniejów kwalifikacyjnych do igrzysk olimpijskich. To, że Polacy zagrali u siebie – w Gdańsku, a Polki również były gospodarzami turnieju we Wrocławiu zależało od sprawności mobilizacyjnej rodzimej federacji siatkarskiej, ale też  wymagało znaczących środków finansowych. Za turniej mężczyzn kwota wymagana przez FIVB wynosiła 500 tysięcy euro, a za turniej kobiet 200 tysięcy euro. Dzięki dotacjom rządowym wydatek rzędu około 3 milionów złotych był dla Polskiego Związku Piłki Siatkowej znacznie łatwiejszy do spełnienia.

Polska jako organizator najważniejszych turniejów

Oczywiście decyduje boisko, a  nie pieniądze, ale jeśli najlepsi siatkarze świata, czyli Biało-Czerwoni mają wsparcie najlepszej publiczności świata czyli polskiej (tak to oceniają eksperci i dziennikarze) to oczywiste, że ich szanse rosną. Czy wygrana z Francją 3:0, która zdecydowała w dużej mierze o awansie do Tokio A. D.  2020 byłaby możliwa na francuskim terytorium? Pewnie tak, ale jednak zdecydowanie łatwiej się gra, gdy publiczność jest gremialnie „za”, a nie gremialnie „przeciw”.

Państwo polskie finansuje od lat SOS-y czyli Siatkarskie Ośrodki Szkolne. Tysiące polskich uczniów w zasadzie profesjonalnie trenuje siatkówkę łącząc to z nauką  w szkołach, których zadaniem jest właśnie koncentrowanie w poszczególnych województwach najzdolniejszej siatkarsko młodzieży. Tego nie ma w innych krajach, a przynajmniej nie w takim stopniu.

Właśnie ta siatkarska „piramida” współdecyduje o sukcesach reprezentacji seniorskich. Tworzą ją: bardzo szeroka podstawa w postaci sportu szkolnego i młodzieżowego, liczne rozgrywki klubowe na poziomie kilku szczebli ligowych, wreszcie kadry narodowe.

Mistrzowie świata grają w polskich klubach

Rzeczą znamienną jest, że odwrotnie niż w piłce nożnej, najlepsi polscy siatkarze grają w klubach we własnym kraju. Polska PlusLiga jest jedną z trzech najsilniejszych w Europie, obok rosyjskiej i włoskiej. W sezonie 2018/2019 tylko dwóch Polaków, w naszej drużynie mistrzów świata grało poza krajem (w Japonii i Grecji). To z jednej strony podnosi poziom rozgrywek, z drugiej przyciąga sponsorów, z trzeciej –  młodsi polscy siatkarze spotykają się i rywalizują co tydzień ze „złotymi” zawodnikami, uzyskując w ten sposób nieustający bodziec do pracy i – z czasem – awansu do kadry narodowej.

Niemal niespostrzeżenie dla szerszej opinii publicznej w Polsce przeszedł fakt, że  w tym samym czasie, gdy nasza reprezentacja zajmowała trzecie miejsce na turnieju „Final Six”  Ligi Narodów w USA akademicka reprezentacja Polski zdobyła srebro na Uniwersjadzie we Włoszech, minimalnie w finale ulegając gospodarzom 2:3. Polskie juniorki w zeszłym roku, po parunastu latach przerwy zdobyły brązowy medal mistrzostw Europy w swojej kategorii wiekowej. W drużynie „dorosłych” mistrzów świata gra dwóch zawodników z niepokonanej w 33 meczach drużyny polskich kadetów i juniorów – mistrzów Europy i świata w tych właśnie kategoriach wiekowych. To pokazuje ciągłość polskiej siatkówki. I to, że przyszłość należy do Biało-Czerwonych. Czy weszliśmy w erę dominacji Polaków w tej dyscyplinie sportu? Nie ma co dmuchać balonu oczekiwań i presji, ale wielu ekspertów na świecie uważa, że polskie panowanie na siatkarskiej planecie potrwa długo. Zróbmy wszystko, aby tak było.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (19.08.2019)

Blog

O siatkówce, „demokracji medialnej” i Kukizie zjadającym własny język …

Posted on

Nie tylko z archiwalnych, ale przede wszystkim z merytorycznych względów polecam radiowy wywiad, jakiego udzieliłem redaktorowi Marcinowi Fijkowi dla Poranka Rozgłośni Katolickich „Siódma 9”,emitowanego na falach Radia Warszawa, Radia Nadzieja, Radia Glos i Radia Bobola. Mowa jest o siatkówce, lotach polityków i unijnej układance. Zapraszam do lektury i nadsyłania uwag/polemik…

Gościem „Poranka” jest Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości. Dzień dobry.

– Witam Pana, witam Państwa

Zanim  o polityce, to o innej Pana roli – bo tez jest Pan wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Dzisiaj rusza turniej kwalifikacyjny do Igrzysk Olimpijskich w Tokio w Gdańsku. Awansujemy?

– Wierzę, że tak. Rzeczywiście, już o 17-stej mecz z Tunezją. Potem grają Francuzi ze Słoweńcami, a jutro chyba decydujący mecz  z Francją, czołowym zespołem świata, który ma jednego z najlepszych siatkarzy na świecie – Laurenta N’Gapeta. To jest trudny mecz, tym bardziej, że Polska jest mistrzem świata, jest faworytem, występuje przed własną publicznością. I niejako oczekiwania kibiców i naszego Związku są jednoznaczne – muszą ten turniej wygrać i już teraz sobie niejako kupić – to metafora – bilety do Tokio na Igrzyska Olimpijskie, choć oczywiście w odwodzie są jeszcze inne możliwości wejścia na igrzyska poprzez turniej interkontynentalny. Natomiast chcemy to zrobić  w Gdańsku, wierzymy, że tak się stanie. Żeby mieć prawo być gospodarzem tego turnieju zapłaciliśmy światowej Federacji 500 tysięcy euro, ponad dwa miliony złotych i wierzymy, że  ten turniej wygramy i że będzie to kolejny sukces polskiej siatkówki. A przypomnę, że już za dwa tygodnie rozpoczynają się w  Polsce mistrzostwa Europy siatkarek i wierzymy, że drużyna naszych dziewcząt pod wodzą trenera Jacka Nawrockiego może powalczyć o medale.

Oby w niedzielę nasi siatkarze już zamawiali bilety lotnicze do Tokio na lgrzyskaOlimpijskie w 2020 roku. No, ale bilety lotnicze to taki temat niezręczny, Panie Pośle, bo Marek Kuchciński poleciał, a zasadzie wylądował – jak piszą dzisiaj tytułu prasowe – w związku z tymi lotami. 64-te urodziny dzisiaj Pana Marszałka, a państwo mu robią taki „prezent”- dymisję.

– Myślę, że dymisja pana Marszałka Kuchcińskiego jest dowodem jego odpowiedzialności za Państwo Polskie, za wizerunek Sejmu Rzeczpospolitej. To decyzja trudna w sensie psychologicznym, trudna osobiście dla niego, ale pokazująca, że wyżej od własnego interesu ceni interes wspólnoty, interes państwa – i za to mu chwała. I też chwała za pewne wyższe standardy – on prawa nie złamał, obyczaju nie złamał.

A nagiął standardy, Pana zdaniem?

– On robił dokładnie to, co robili jego poprzednicy.

A miało być lepiej? Miało być inaczej.

– Tak, ale podkreślam, nie złamał ani obyczaju, ani prawa, a mimo to uznaliśmy, pan Marszałek uznał, uznaliśmy, że powinien złożyć dymisję. Bo jest tak, że od nas się wymaga więcej. Ludzie głosujący na Prawo i Sprawiedliwość właśnie chcą, abyśmy byli inni niż Platforma Obywatelska, PSL, SLD i tak dalej. I tę poprzeczkę prezes Kaczyński stawia nam wysoko.

A czy można tę poprzeczkę – używając żargon sportowy – zrzucić?

– Powiem  w ten sposób: pan marszałek  poruszał się w pewnym określonym schemacie, należały mu się loty samolotem przez 24 godziny, to druga osoba w państwie.

Nikt mu tego nie odmawia. Pytanie jednak o częstotliwość i sensowność tych lotów.

– Częstotliwość, myślę, to nie jest tu problem, natomiast jak rozumiem problemem dla opinii publicznej były osoby towarzyszące Panu Marszałkowi. I tutaj Prawo i Sprawiedliwość wychodzi z inicjatywą. Nie uczynił tego przez osiem lat rząd PO-PSL, przez dwie kadencje również rząd SLD-PSL. Tak na marginesie: PSL to jest teraz partia, która głośno krzyczy, a była w pięciu rządach. Ale wracając do tematu – to właśnie Prawo i Sprawiedliwość wprowadzi regulację, która będzie bardzo przejrzysta i transparentna, która precyzyjnie określi, na jakich zasadach mogą korzystać politycy z samolotów rządowych, helikopterów rządowych

Mamy już instrukcję HEAD, wystarczy jej przestrzegać, a wszystko będzie lege artis.

– Też na jakiej zasadzie mogą w tych samolotach przebywać, na przykład ministrowie, wiceministrowie, parlamentarzyści, członkowie gabinetów politycznych, poszczególnych VIP-ów . Takie jasne określenie – tak, żeby nikt nie miał wątpliwości – będzie na pewno krokiem ku większej transparentności życia publicznego

A kończąc wątek Pana Marszałka i trochę nawiązując do tej transparentności życia publicznego – nie oburzało Pana, że komunikaty Sejmu wprowadzały w błąd ? Mówiąc wprost wyglądało to, jak krętactwo zwykłe. Sprzeczne informacje, że tych lotów było tyle, że leciał czy nie leciał z rodziną. Później okazało się, że te dane się nie weryfikowały z rzeczywistością.

– To mnie zaskoczyło. Czy to wynika z niewiedzy czy z innych powodów – nie wiem, ale rzeczywiście wiem, że to zbulwersowało opinię publiczną.

A kto będzie nowym Marszałkiem Sejmu?

– To już jest decyzja, która będzie ogłoszona dosłownie za parę godzin. Klub parlamentarny mający większość w Sejmie zgłosi kandydata lub kandydatkę. Mamy szereg świetnych ludzi, którzy by tę funkcję godnie sprawowali. Proszę jeszcze dać nam trochę czasu. Kandydat już jest znany, ale nie moją rolą jest to, aby go ujawniać.

A możemy mieć takie oczekiwanie, że nowy Marszałek Sejmu będzie organizował konferencje prasowe przed posiedzeniami, będzie dostępny dla dziennikarzy, będzie bardziej komunikatywny – nie chcę używać słów zbyt daleko idących, ale pan marszałek Kuchciński nie współpracował dobrze z dziennikarzami. To bardzo okrągłe zdanie wypowiedziałem teraz, dalece dyplomatycznie.

– Myślę, że w XXI wieku, w czasach „demokracji medialnej” polityk powinien być otwarty na media i wierzę , że nowy marszałek Sejmu, druga osoba w Państwie będzie otwarty na kontakty z dziennikarzami. Zwłaszcza, że będzie to osoba, która wcześniej te kontakty miała dobre.

Pani Pośle obawiacie się w PiS sojuszu nowego, „agrarno-antysystemowego” PSL-u z ruchem Kukiz’15? Bo i Paweł Kukiz i Kosiniak -Kamysz mówią – idziemy po wyborców centroprawicowych, chcemy , by obdarzyli nas zaufaniem, a  to przecież także baza, o którą walczy Prawo i Sprawiedliwość?

– Doceniam Pańskie poczucie humoru, zwracam jednak uwagę, że Paweł Kukiz publicznie zjada własny język. On budował swoją pozycję osiągając świetny wynik w wyborach prezydenckich mówiąc, że walczy z systemem. I z kim się teraz wiąże? Z kim podejmuje taki polityczny romans? Z najbardziej systemową partią w Polsce – bo Platforma byłą dwa razy w rządzie, SLD było dwa razy w rządzie, a PSL – był w pięciu rządach… I nie ma większej egzemplifikacji, uosobienia  partii , która jest częścią tego establishmentu i na szczeblu centralnym i na szczeblu wojewódzkim, powiatowym niż właśnie PSL. Paweł Kukiz walcząc  z establishmentem, teraz do tego establishmentu się przytulił za cenę „jedynki” w Opolu. Czy to mu wyjdzie na dobre? Może Kukizowi wyjdzie, bo może do Sejmu wejdzie, jeżeli PSL wejdzie. Natomiast mam wrażenie , że ci wyborcy, którzy wierzyli w  Pawła Kukiza, że jest on takim nonkonformistą, że chce innej, świeżej polityki, innej, czystej- ci wyborcy teraz są głęboko rozczarowani.

A czy ci posłowie, działacze Ruchu Kukiz’15, którzy też są przeciwni temu sojuszowi z PSL-em odnajdą się na listach Prawa i Sprawiedliwości? Wiceprezes Ruchu Kukiz ’15 rzuca dziś legitymacją partyjną, Tomasz Jaskóła też daje wyraźne sygnały, że z ludowcami to on nie idzie, bo nie po to wchodził do polityki – czy mogą liczyć na to, ze przygarnie, przytuli ich Prawo i Sprawiedliwość? Tomasza Rzymkowskiego już przytuliliście na przykład.

– Jest faktem, że na naszych listach na pewno paru posłów Kukiz ’15 będzie. Jeśli chodzi o Tomasza Rzymkowskiego to jest człowiek, który jasną postawę prezentował od lat, bardzo konserwatywną, patriotyczną, narodową – więc tutaj nie było żadnych wątpliwości. Też pan Norbert Kaczmarczyk z Tarnowskiego na naszych listach będzie, jak sadzę. Powiem tak : rejestracja list, z tego co wiem, jest na początku września.

No, dobrze, zostawmy polską politykę ,do wyborów jeszcze sześćdziesiąt parę dni. Przenieśmy się do Brukseli, do Strasburga – czy kandydatura Krzysztofa Szczerskiego na polskiego komisarza  w Brukseli  to dobry wybór, Panie Pośle? Jakie są nasłuchy w Parlamencie Europejskim jeśli chodzi o jego ocenę działania?

– Ciekawe pytanie. Merytorycznie jego wybór jest świetny – bo nawet tak patrzę na publikacje w polskich gazetach i w ogóle nie przeczytałem nigdzie informacji, to o tym powiem, także u Państwa, że przecież Krzysztof Szczerski, poza tym, że był wiceministrem spraw zagranicznych, o czym wszyscy ci, którzy się tym interesują – wiedzą, poza tym, że kierował sprawami międzynarodowymi w Kancelarii Prezydenta, to przecież był „insiderem”, gdy chodzi o Unię Europejską :  pracował w jednej z głównych instytucji UE – w Parlamencie Europejskim,. Był szefem takiego „unitu”, takiej struktury, która odpowiadała za planowanie polityki zagranicznej , problemy strategiczne- wiec on Unię Europejską zna dobrze od wewnątrz.

To mu pomoże w tych negocjacjach?

– Gdy chodzi o kwestie merytoryczne, mucha nie siada. Jest świetny. Natomiast pytanie, na ile Parlament Europejski będzie chciał przy przesłuchaniach kandydatów z 26 krajów -26, ponieważ mamy już przewodniczącą Komisji Europejskiej, więc Niemcy maja już swoja osobę w Komisji Europejskiej, a Wielka Brytania nie wystawia swojego kandydata, więc  w sumie będzie już UE-27, mimo że jeszcze brexitu formalnie nie ma- tak więc PE na ile będzie chciał przy przesłuchaniach tych kandydatów, a to się odbędzie w pierwszych dwóch tygodniach września w Brukseli, kierować się kryteriami merytorycznymi?

Pan zna świetnie Parlament Europejski i może przewidzieć to, jak zachowają się europosłowie, a także odpowiednie komisje, ciała w tym urzędzie?

– Mam wrażenie, ze w sposób szczególnie wnikliwy, żeby nie powiedzieć agresywny, będą przepytywani kandydaci z sześciu państw. Te państwa to: Włochy, Węgry, Rumunia, Czechy, Słowacja i Polska – a więc jest jeden kraj ze „starej Unii”, z „Piętnastki” czyli Włochy i pięć krajów z naszego regionu.  Wszystko to są kraje, które narażały się tej lewicowo-liberalno-zielono-komunistycznej większości. Narażały się poprzez to, że rządy tych państw prowadziły samodzielną politykę.

Czyli rozumiem może być scenariusz, w którym kandydatura Krzysztofa Szczerskiego będzie odrzucona?

– Ja zakładam zawsze pozytywny scenariusz. Uważam, że pod względem merytorycznym jest to kandydat świetny. Ale oczywiście kandydaci z naszego regionu Europy będą pod szczególną lupą. I te przesłuchania mogą nie być łatwe. Wierze jednak, że minister Szczerski w sensie merytorycznym będzie tak dobry, że przekona europosłów.

A wierzy Pan, że Komisja Europejska pod kierownictwem Ursuli von der Leyen będzie nieco inna niż dotychczas, jeśli chodzi o działania względem naszego regionu, ale także względem Rosji? Przy okazji Nord Stream II przy okazji tych postulatów, na których Warszawie bardzo zależy?

– To nie kwestia wiary, ale już wiedzy. Pani przewodnicząca von der Leyen wisi na polskich głosach, na głosach Prawa i Sprawiedliwości, wygrała dziewięcioma głosami..

No, nie tylko dzięki polskim głosom…  Węgrzy mówią, że to dzięki nim. Włosi mówią, że to dzięki nim.  Każdy teraz…

– Tak, no ,ale właśnie dlatego, że jak pisał „Financial Times” to byłby najgorszy scenariusz, gdyby głosami prawicy ona wygrała. Ten czarny sen londyńskiego dziennika się sprawdził. Ona już przyjechała do Polski jako do drugiego kraju po Francji. To jest sygnał bardzo czytelny, że chcąc nie chcąc z Polską będzie musiała się liczyć. Po drugie a propos NordStreamu to bardzo słuszne pytanie – już powiedziała bardzo wyraźnie, inaczej niż rząd niemiecki, że jest tutaj sceptyczna. Zmieniła swoje przekonanie.

Może to taka kurtuazja?

– Ja myślę, podkreślam, że ona może niekoniecznie z entuzjazmem, ale wiem, że będzie ona musiała się liczyć z polskimi racjami, z polskimi interesami. To jest kwestia też praworządności – przedtem Timmermans sobie hasał, ponieważ Juncker powiedział rok wcześniej, że rezygnuje ze stanowiska i nie trzymał specjalnie w ryzach tej Komisji Europejskiej. Pani von der Leyen jest z największego kraju w Unii Europejskiej, najbogatszego płatnika netto, a nie z małego Luksemburga, więc jej pozycja będzie znacząca, nawet jeśli Timmermans będzie jednym z siedmiu wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej, to jej pozycja będzie dużo silniejsza. Po  drugie ona ma swoje ambicje – naprawdę chce walczyć o dwie kadencje jak Barroso, bo Junckerowi to się nie udało. Dlatego też chce mieć spokój, nie chce mieć sił odśrodkowych, nie chce mieć walk. I dlatego będzie traktowała z szacunkiem i podmiotowo kraje naszego regionu – stąd też o praworządności wypowiadała się pani von der Leyen w taki sposób dla nas i ciekawy i do przyjęcia, że nie poszczególne kraje będą specjalnie w tej kwestii inwigilowane, ale że wprowadzi procedurę oceny stanu praworządności we wszystkich krajach członkowskich Unii Europejskiej – także na przykład we Francji, gdzie „żółte kamizelki” co tydzień dostają lanie od policji francuskiej czy w Hiszpanii w kontekście Katalonii. Jest to procedura dla nas dużo lepsza niż to, co było za czasów Timmermansa.

Kto by pomyślał, Panie Pośle, że doczekamy czasów, że polski rząd będzie wiązał nadzieje z niemiecką polityk jako szefową Komisji Europejskiej…

– Dzięki nam została przewodniczącą. A teraz dzięki nam dalej może funkcjonować w sytuacji ,gdy na przykład trzy niemieckie partie – co łamie stereotyp o niemieckiej solidarności ponad podziałami politycznymi – głosowały przeciwko niej. I niemiecka SPD – koalicjant CDU i CSU -głosował w Parlamencie Europejskim przeciwko niej i niemieccy Zieloni  i niemieccy postkomuniści, a nawet część liberałów, mniejsza część, ale też głosowała przeciwko niej. Dlatego siłą rzeczy ona musi orientować się bardziej na tych, którzy ją popierali –  jak na przykład europosłowie Prawa i Sprawiedliwości.

Ryszard Czarnecki, jeden właśnie z europosłów  Prawa i Sprawiedliwości, dziękuję za rozmowę.

– Dziękuję bardzo.

Blog

O burzeniu pomników w USA,wizycie Trumpa i płonącym Hamburgu

Posted on

Polecam lekturę mojego wywiadu ,który dla Radia Kraków przeprowadził red. Marcin Makowski,stały współpracownik tygodnika „Do Rzeczy” i portalu „Wirtualna Polska”. Dotyczy on głównie naszej historii i polityki międzynarodowej

Dzień dobry, przed mikrofonem Radia Kraków Marcin Makowski, moim i Państwa gościem jest europoseł, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Ryszard Czarnecki. Dzień dobry Panu.

– Witam Pana, witam Państwa.

Chciałbym zacząć od historii, ale historia nieubłaganie w ostatnich miesiącach łączy się z  teraźniejszością i z polityką – jak Pan obchodził 75. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i czy sądzi Pan, że takie wydarzenia mogą jeszcze nas łączyć  jako Polaków? Czy nawet w takich chwilach, być może nieuchronnie coraz bardziej różnić?

– To dla mnie szczególna rocznica, ponieważ moi rodzice i dziadkowie urodzili się w Warszawie. Mój tata uciekł z domu na Wareckiej 9., żeby pomagać przy powstańczej poczcie, potem uciekł z transportu niemieckiego, babcia i prababcia przeszły przez obóz dla ludności cywilnej w Pruszkowie pod Warszawą, a więc Powstanie Warszawskie to dla mnie coś bardzo ważnego – dla historyka, dla Polaka, ale też jest to część historii mojej rodziny – „Powstanie chłopców pełne, / Powstanie pełne snów,/ I tamte pieśni rzewne,/ I tamten pożar głów” – pisał ks. Jan Twardowski, wtedy jeszcze żołnierz Armii Krajowej, a nie ksiądz.

Ledwo pierwsza minuta minęła audycji, a już Pan poseł cytuje poezję. Erudyta.

– Ja myślę, że Powstanie Warszawskie jest dla mnie czymś szczególnym, choć pewnie byśmy długo dyskutowali, ja wcale – tu pewnie Pana zaskoczę – nie jestem entuzjastą idei Powstania Warszawskiego i nie tylko Powstania Warszawskiego, natomiast mam największy szacunek dla tych, którzy w nim walczyli, ginęli za Polskę.

Jest Pan przedstawicielem tej szkoły historycznej, że heroizm indywidualnych żołnierzy, jak najbardziej , ale dowódcy jednak popełnili strategiczny błąd?

– Wie Pan, ja dosłownie dzisiaj skończyłem tekst do tygodnika „Gazeta Polska”, gdzie mówię o tym, iż dla mnie nie jest argumentem, że Warszawiacy chcieli Powstania, dlatego ono musiało wybuchnąć i że to był odwet za pięć lat egzekucji i poniżania przez Niemców, bo  oczywiście emocje ludzkie są ważne, ale one nie powinny decydować o właśnie strategicznych decyzjach polityków czy dowódców wojskowych. Ale zostawmy to, ja mam wielki kult dla powstańców warszawskich – ale także dla tych, o których się mówi mniej, dla ludności cywilnej, bo zwracam uwagę, Panie Redaktorze, że…

…No rzeź Woli to była hekatomba ludności cywilnej stolicy.

– Tak, to prawda. Mało może przypominana i bardzo się cieszę, że ukazała się na ten temat książka ostatnio i powstał również film o zamordowaniu kilkudziesięciu tysięcy Polaków przez Niemców i była to ludność cywilna. I chwała Piotrowi Gursztynowi, który tę książkę napisał,  a także Rafałowi Geremkowi, który ten film nakręcił. Natomiast wracając do wątku głównego – Pan zapytał czy ta różnica może łączyć?

No właśnie, bo chciałbym również skupić się na teraźniejszości, jak widać ta rocznica polaryzuje nawet dzisiaj – w Warszawie widnieją, pojawiły się takie banery: „Warszawa wolna od faszyzmu” , „Gazeta Wyborcza” na pierwszej stronie tego dnia napisała, że czczą bohaterów, a  za chwilę będą czcić faszystów – to w kontekście państwowych obchodów rocznicy  i również oddawania czci żołnierzom Narodowych Sił Zbrojnych. To są jednak mocne słowa. Myśli Pan, że przegraliśmy tą wolność w takim wymiarze symbolicznym, że nie potrafimy nawet takiego jednoznacznie pozytywnego dziedzictwa świętować wspólnie?

– Pan powiedział, że mocne. Ja bym powiedział, że mocno obrzydliwe. Pan jest wśród polskich dziennikarzy jednym z  lepszych specjalistów od polityki amerykańskiej, więc Pan doskonale wie, że nawet tam, po – ba, stu kilkudziesięciu latach od wojny domowej – nagle te podziały wracają i nawet są próby korygowania historii …

…Burzy się pomniki Konfederatów…

–  Tak. Dlaczego? Ponieważ jest to element walki politycznej. Żałuję bardzo, że Powstania Warszawskiego „Gazeta Wyborcza” nie uszanowała czy też różne środowiska polityczne nie uszanowały . Wydaje mi się, że trzeba oddawać chwałę bohaterom. Także tym, którzy ginęli za Polskę już po II wojnie światowej, walcząc o Wolną,Całą Niepodległą Rzeczypospolitą. Natomiast mam wrażenie , że niektóre środowiska, niektóre również media usiłują za wszelką cenę uzyskać jakiś oręż do walki z obozem niepodległościowym, patriotycznym, a  częścią tego jest zohydzanie polskiej historii. W tekście, o którym  przed chwilą wspominałem, napisałem o tym, że jest coś, co łączy komunistów i kosmopolitów w Polsce. Mianowicie sa to próby zohydzania Powstania Warszawskiego, a ja nie będąc jakimś entuzjastą Powstania Warszawskiego, będę zawsze bronił honoru żołnierzy i ludności cywilnej. Tych, którzy w Powstaniu brali udział i tych,którzy wspierali żołnierzy, którzy w nim walczyli.

Kontynuując ten wątek historyczno-polityczny, chciałbym jeszcze się zapytać Pana o opinię na temat tego komunikatu, który pojawił się na stronie miasta Gdańsk – a mianowicie, że obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej odbędą się w jakimś takim mieszanym osobliwym wstawiennictwie Żydów, Niemców, Polaków, w „radosnym pochodzie, w radosnym świętowaniu” przejdą wszyscy razem, żeby pokazać, ze można się pojednać. Te słowa o radosnym świętowaniu wzbudziły kontrowersj – tak samo zresztą , jak boje o to czy Państwo Polskie może przejmować czy to w Warszawie, czy na Westerplatte takie tereny czy nie? Czy Pana zdaniem te obchody w Gdańsku zakończą się jakimś skandalem? Czy jednak jest to taki typowy polityczny kapiszon i de facto na koniec dnia nic takiego się nie wydarzy?

– Nie chciałbym, żeby był skandal, bo Polacy, którzy ginęli we Wrześniu 1939, gdy Niemcy zaatakowały Polskę i od tego rozpoczęła się II wojna światowa -zasługują  na upamiętnienie . Ja to powtarzam, ponieważ nie myślałem, że trzeba będzie takie rzeczy powtarzać – od czego się zaczęła II wojna światowa i kto był katem, a kto był oprawcą, a jednak wprost powtarzać trzeba i to głośno – także w Parlamencie Europejskim, także na Zachodzie…Ta rocznica zasługuje na powagę, na oddanie czci naszym rodakom, którzy walczyli i ginęli za Najjaśniejszą Rzeczypospolitą. Natomiast myślę, że prezydent Gdańska nie dorosła do roli gospodarza jednej z największych polskich metropolii. Ja byłem bardzo krytyczny nieraz wobec pewnych wypowiedzi  prezydenta Adamowicza, ale jednak za jego czasów „radosne pląsy” i „radosne” obchody rocznicy napaści Niemiec na Polskę nie byłyby możliwe…

Ryszard Czarnecki zatęsknił za Pawłem Adamowiczem?

Nie, ja po prostu myślę, że ta poprzeczka został bardzo obniżona. Ja się spierałem ze ś. p. prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem w wielu sprawach, ale jednak on nie dopuściłby do sytuacji, w której obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej, która zaczęła się, powtórzę, „ceterum censeo…”, od napaści Niemiec na Polskę, że tam będą jakieś radosne pląsy… Muszę powiedzieć, że to jakaś autokompromitacja Pani Dulkiewicz, ale zostawmy to… Oczy całego świata czy przynajmniej bardzo wielu krajów będą zwrócone na Warszawę, będzie prezydent najważniejszego państwa świata…

Właśnie o to chciałem zapytać, bo wspomniał Pan o wizycie amerykańskiej. Biały Dom już potwierdził, wieczór 30 sierpnia, no i pewnie popołudnie 2 września – to będzie ten czas, w którym Donald Trump wraz z małżonką Melanią Trump odwiedza Polskę. Myśli Pan, że tak jak w przypadku przemówienia dotyczącego Powstania Warszawskiego, tak i 1 września w Warszawie wybrzmi takie mocne przemówienie Donalda Trumpa, który przypomni światu o tym, jak wyglądała naprawdę II wojna światowa? Czy my po prostu wyolbrzymiamy takie wydarzenie, a  z obowiązku reporterskiego się o nich mówi, ale nikt poza Polakami tego nie będzie słuchał?

–  Chciałbym, żeby Donald John Trump  czyli 45. prezydent w dziejach USA miał taką samą historyczną mowę, jaką miał podczas swojej pierwszej wizyty w naszej Ojczyźnie. Warto podkreślić, że do Polski przyleciał jako do pierwszego kraju w  Europie, gdy chodzi o wizytę bilateralną, dwustronną – bo wcześniej był w Belgii,ale na szczycie NATO,

…w Watykanie

Tak i na  szczycie na G-8. Natomiast w wymiarze takich wizyt dwustronnych, ta w Polsce była pierwsza i przez te lata, które minęły od tej wizyty Polska wypromowała się na sojusznika numer jeden USA w Unii Europejskiej w kontekście Brexitu, a przestała być nim Wielka Brytania. Polska też przyjęła rolę, którą za czasów prezydenta Obamy i kanclerz Merkel pełniły Niemcy – role takiego swoistego pośrednika między Waszyngtonem a Unią i to jest dla znaczenia Polski w świecie, dla strategicznej roli Polski bardzo ważne. Natomiast myślę, że zwłaszcza teraz, gdy polska historia jest w świecie zohydzana, przekręcana, zaklamywana, wypowiedzenie słów prawdy i oddanie hołdu Polsce, Polakom, polskim bohaterom, polskim dziejom przez prezydenta najpotężniejszego państwa na świecie, byłoby rzeczą niesłychanie ważną. Na to liczę. Ale też powiem tak – Pan doskonale wie, że prezydent  Trump, którego politykę oceniam dobrze jest człowiekiem, który ma duże ego. Bardzo duże ego.

…To delikatnie powiedziane

– olbrzymie ego. I ja myślę, że to dobrze dla nas, bo w polityce są także emocje. To są pewne odczucia. Politycy nie są robotami. Jeżeli do nas przyjeżdża prezydent Trump, gdy przyjechał za pierwszym razem, powitała go entuzjastyczna Warszawa. Było widać, że tamtych ludzi nikt nie spędził, że ludzie chcieli przyjść.

Tak polubił tę atmosferę, że dlatego jest drugi raz w ciągu dwóch lat?

– Nie. Prosto z Warszawy, kiedy go Polska witała chlebem, solą i serdecznie, tak od serca, ze staropolską gościnnością, pojechał po tym do Hamburga na szczyt G-20, Pan pamięta?

Milo tam nie było…

– Hamburg płonął. Były protesty antyglobalistów. Melanie Trump nie była w stanie wyjść z hotelu na spotkanie, na mowę, którą miała wygłosić, ponieważ hotel został zablokowany i Trump, który ma niemieckie korzenie,przypomnijmy, on mógł porównać tą ciepłą, serdeczną, z sercem na dłoni Polskę, która witała amerykańskiego prezydenta, jego, Donalda Trumpa i te Niemcy, te pożary, te zajścia, te zamieszki – taką antyamerykańską obsesję, która się unosiła w powietrzu, zarówno wśród tych antyglobalistów, którzy podpalali samochody, ale też wśród niemieckiej klasy politycznej i wielu zresztą elit europejskich . Zatem myślę, że on tu przyjeżdża do Polski, gdyż wie, że tu będzie naprawdę miło witany. Nie tylko przez polityków, przez prezydenta doktora Andrzeja Dudę, zresztą Pańskiego krajana, ale również przez polski naród. I myślę, że dlatego będzie Trump wobec nas pewnie cieplejszy niż wobec Niemców, którym cały czas wypomina- i słusznie – że nie spełniają wymogu płacenia 2% własnego budzetu na obronność.

Oczywiście miło jest słuchać, jak prezydent USA jest witany w Polsce chlebem i solą, ale to są kwestie międzynarodowe – a ja jeszcze chciałbym, bo zmierzamy do końca …

– Na pewno nie będzie tak, jak z George’em Bushem juniorem, którego niegdyś witano w Albanii bardzo serdecznie, ale na koniec, jak wrócił do hotelu i jak potem opowiadała zaśmiewając się Condoleezza Rice, Sekretarz Stanu, okazało się że prezydent George Walker Bush uściskał tysiące dłoni i okazało się, że nie miał zegarka na koniec tego dnia spędzonego w Tiranie. Tak na pewno w Warszawie nie będzie.

No ,nie sądzę, żeby ktoś się na zegarek Donalda Trumpa połasił, ale przechodzę do polskiej polityki, bo to są tematy, jak koszula bliska ciału. Serdecznie wita także Prawo i Sprawiedliwość posłów Ruchu Kukiz ’15 . Niektórzy ironicznie mówią, że w takim tempie zostanie z Ruchu Kukiz’15 tylko apostrof w nazwie. Czy Prawo i Sprawiedliwość w tym gorącym okresie przedwyborczym ma zamiar wchłonąć Ruch Pawła Kukiza. To jest ta strategia? Żeby zneutralizować konkurencję na prawicy? Z drugiej strony przecież może przez to zabraknąć potencjalnego sojusznika.

– Już za kilka dni pan prezes Jarosław Kaczyński ogłosi pełne listy naszych kandydatów do Sejmu i do Senatu, ale mogę powiedzieć, że według mojej wiedzy będzie paru tych posłów – to nie jest tak, że będziemy cały  klub przyjmować. Zostało przyjętych dwóch, pan poseł Tomasz Rzymkowski i poseł Norbert Kaczmarczyk, zresztą z Małopolski. Natomiast nie słyszałem o następnych, ale oczywiście decyzja należy do władz PiS-u i prezesa Kaczyńskiego.

A jeżeli Kukiz już niemal oficjalnie będzie się jednoczył z Konfederacją , to jest sygnał, ze po wyborach koalicji z PiS-em już nie będzie? Bo Konfederacja to na prawicy największy wróg Prawa i Sprawiedliwości, mówiący, że jest to partia, która jest uległa wobec Izraela, wobec Ameryki, no i właściwie mało patriotyczna.

– To są banialuki i ja macham ręką, jak słyszę takie opowieści dziwnej treści, natomiast zwracam też uwagę, że szereg różnych polityków Kukiz’15 oficjalnie lub nieoficjalnie ogłasza, że jeżeli ich lider, pan Paweł Kukiz pójdzie z Konfederacją, ze skrajną prawicą, to wówczas na listach ich nie będzie z ich własnego wyboru. Mówią to postaci znaczące i medialne twarze  tego ugrupowania.

Gdzie nie pójdą, jak nie do PiS-u?

– Ja w tej chwili nie chcę o tym mówić, pewnie część z nich nie wystartuje w wyborach. Myślę, że pan Kukiz podejmuje bardzo ryzykowny manewr polityczny. Jego sprawa.

A jakie manewry – i to tak dosłownie i w przenośni – podejmuje w tej chwili pan marszałek Sejmu Marek Kuchciński, ponieważ coraz bardziej wokół niego ta pętla polityczna się zaciska. Ta kwestia lotów, jak informują media, być może również śmigłowcem na wesele chrześnicy do Białegostoku. To jest coś, co politycznie ciąży nad Prawem i Sprawiedliwością w okresie przedwyborczym. Czy Pana zdaniem ta sprawa na tym finiszu kampanii zostanie jednoznacznie zamknięta i nie będzie wracać, czy pod tym znakiem te wybory upłyną? Jednak ta sprawa ludzi bulwersuje.

– Prezes Kaczyński jest w takich sprawach jednoznaczny. Stad pan marszałek Kuchciński zapowiedział, że zwróci te pieniądze na cele charytatywne, do Caritasu. Myślę, że to dobra reakcja. Tutaj, pan prezes Jarosław Kaczyński wymaga od nas bardzo jasnych sytuacji. I to dobrze.

Jakoś tak bez przekonania Pan mówi

– Nie, nie. Właśnie sobie przypominam kolejny cytat. Już sobie przypomniałem w tej chwili. Sytuacja jest poważna, ale tak troszeczkę mówiąc żartobliwie można określić stosunek prezesa Kaczyńskiego do działaczy jego partii, do nas, słowami Wachmistrza Soroki z „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza o Andrzeju Kmicicu: „Nasz Pan dla wrogów okrutny, ale dla swoich też nie lekki”.

Albo jak Leszek Miller użył znanego cytatu  – „Dobry car, źli bojarzy”?

– Jednak ja wolę Sienkiewicza niż Millera, Pan pozwoli.

Na koniec, bo przyjechał Pan do Krakowa na Memoriał Huberta Wagnera, co nie jest tajemnicą zajmuje się Pan też sportem, oprócz polityki – i prosiłbym o takim okiem eksperckim człowieka, który na styku tych światów żyje, o analizę tego czy Kraków potrzebuje europejskiej olimpiady? Czy to jest w ogóle coś, co Pana zdaniem jest dobrą inicjatywą, która rozwinie Kraków  i Małopolskę czy to jest impreza, której nikt nie chciał, wpadła do Krakowa, rząd ją przytulił i tak już zostało?

– Jako członek prezydium Polskiego Komitetu Olimpijskiego i członek zarządu głosowałem właśnie za tym pomysłem.

Głosował Pan, ale się nie cieszył, czy ..

– Nie, nie. Ja jestem entuzjastą tutaj tej idei – od razu mówię. Uważam, że to jest genialna promocja i Polski, i Krakowa, i Małopolski, bo przecież te konkurencje będą rozgrywane w całej Małopolsce. Uważam, ze to jest bardzo dobre i dla polskiego sportu, ale także dla promocji Krakowa, Ziemi Małopolskiej w kontekście turystyki. W tej chwili coraz większą część, to powie Panu każdy fachowiec od turystyki, coraz większą część turystyki stanowią tzw. turyści sportowi. To się będzie zwiększać w skali świata zresztą. To jest taki proces. Wydaje mi się, że tutaj przy gwarancjach rządowych, a one są, podkreślam, w sytuacji, gdy rząd będzie w dużej mierze brał na siebie koszty te igrzyska będą dla Krakowa dobra promocja.

Czyli Kraków nie zostanie pozostawiony samemu sobie?

– Nie. Ja myślę, że to jest „win-win situation”: dla Polski świetnie, dla Krakowa świetnie, dla sportowej turystyki tez swietnie.

Dziękuję bardzo za wywiad. Gościem Radia Kraków był były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, europoseł PiS.  Ryszard Czarnecki. Audycję poprowadził Marcin Makowski.

– Dziękuję bardzo

Blog

Niemcy przeciwko szefowej KE -będzie nią tylko dzięki głosom PiS…

Posted on

Zapraszam do lektury wywiadu, jakiego udzieliłem portalowi fronda.pl. Rozmowę ze mną-poświęconą wyłącznie tematyce międzynarodowej – przeprowadził red. Tomasz Wandas.

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Co sądzi Pan o nowej szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen? Jakie było jej dotychczasowe zdanie o sytuacji politycznej w Polsce, odkąd rządzi u nas Zjednoczona Prawica?

Pani Von der Leyen jako minister obrony narodowej Niemiec była zwolennikiem -co jest bardzo ważne- bliskiej współpracy euroatlantyckiej i realnego sojuszu z USA – to z pewnością różni ją od Fransa Timmermansa, który był zakładnikiem pewnych lewicowych, antyamerykańskich obsesji. Ponadto, jako niemiecki polityk, jest niesłychanie pragmatyczna. Doskonale wie, że teraz musi starać się o bliską i dobrą relację z Polską, ponieważ jest to w jej osobistym interesie.

To znaczy?

Pani Ursula von der Leyen wygrała wybory na przewodniczącą Komisji Europejskiej dziewięcioma głosami i doskonale wie, że fakt, iż jest dzisiaj szefową KE miał miejsce dzięki dwudziestu sześciu głosom europosłów Prawa i Sprawiedliwości. Tuż przed jej wyborem na nową szefową KE w jednej z bardziej znanych brytyjskich gazet, ukazał się artykuł autorstwa Niemca, z którego można było się dowiedzieć, jakim nieszczęściem będzie, gdy o wyborze Von der Leyen zdecydują głosy prawicy – i tak się stało.

Jak zatem wyglądało to głosowanie?

Przeciwko Von der Leyen głosowali nie tylko wszyscy „zieloni” i wszyscy komuniści, ale też część liberałów i aż siedem delegacji narodowych w grupie socjalistycznej. Warto zwrócić uwagę, że europosłowie aż trzech niemieckich partii ,w tym delegacja niemiecka w grupie socjalistycznej czyli SPD , a wiec koalicjant CDU w ramach czarno-czerwonego rządu w Berlinie oraz niemieccy Zieloni i niemieccy postkomunisci głosowali przeciwko własnej rodaczce.

O czym to świadczy?

W tej sytuacji nie dziwi fakt dwóch rozmów polskiego premiera z nowowybrana szefowa Komisji Europejskiej- oficjalnej oraz nieoficjalnej, tej w cztery oczy-obie miały miejsce w Warszawie ,która była celem drugiej ,po Paryżu ,podrozy von der Leyen.  Na co warto zwrócić uwagę to fakt,ze temat praworządności w Polsce ,który była wcześniej tak ważny dla Komisji Europejskiej już się nie pojawił.

Dlaczego?

Skoro w jej interesie jest dobra współpraca z polskim rządem, mającym silny, demokratyczny mandat, należy się spodziewać zdecydowanie lepszych relacji między Polską a Komisją Europejską niż wtedy, kiedy Juncker ogłosił, że nie będzie już kandydował na szefa Komisji i w zasadzie ustępował we wszystkim kandydatowi na szefa KE, czyli Fransowi Timmermansowi. Ten zły czas dla Polski już minął.

Wiedząc, że w dyplomacji na wysokim szczeblu rzadko zdarzają się przypadki, dopytam, o czym świadczy fakt, że Ursula von der Leyen, tuż po wizycie we Francji odwiedza Polskę?             Rozumiem, że wynika to z faktu, że docenia ona to, iż głosy polskich europosłów przyczyniły się do tego, że została ona szefową Komisji Europejskiej, ale czy to wszystko?

Niewątpliwie fakt, iż Polska jest na jej europejskiej trasie zaraz po Francji, jest to docenienie znaczenia naszego kraju, to uznanie, że może i czasem Polska będzie różnić się z Brukselą, ale Polski nie można ominąć. Jeżeli Unia Europejska ma być stabilna, jeżeli projekt europejski ma się rozwijać, a nie zwijać, to Polska jest tu konieczna. Pragmatyczna Niemka, Ursula von der Leyen o tym wie. W związku z tym,  jeżeli nawet nie jest entuzjastką prezesa Kaczyńskiego czy premiera Morawieckiego, zdaje sobie sprawę, że jeśli chce sprawnie rządzić Komisją Europejską, nie mieć kłopotów i być może powalczyć o reelekcję, to ewidentnie musi blisko współpracować z rządem w Warszawie. Jej wizyta w Polsce, tuż po Francji, jest pierwszym krokiem w tym kierunku.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć po jej spotkaniu z premierem Morawieckim? Na co szczególnie powinniśmy zwrócić uwagę? Czego nie powinniśmy przeoczyć?

Choć ani Ursula von der Leyen ani premier Morawiecki tego nie powiedzą, było to spotkanie dwóch polityków z dwóch krajów, z których jeden jest liderem Unii, a drugi jest liderem „nowej Unii”, a więc tych trzynastu krajów, które w ostatnim piętnastoleciu weszły do Unii Europejskiej. Są takie tezy, że bez współpracy tych dwóch liderów : Unii i „nowej Unii”, Unia Europejska znajdzie się na równi pochyłej. Myślę, że Ursula von der Leyen to wie, chce uniknąć tej równi pochyłej i dlatego jest otwarta na dobrą współpracę w Polską. Co więcej, z racji tego, że jest politykiem pragmatycznym, otwarta jest też na propozycje premiera Morawieckiego związane z uszczelnianiem „dziur” VAT-owskich, które kiedyś w Polsce były wielkie, dziś są znacznie mniejsze, ale też które są problemem wielu państw członkowskich Unii Europejskiej. Polska proponuje bardzo pragmatyczną koncepcję zasypania tej dziury budżetowej europejskiej wspólnoty.  

Początek naszych relacji wygląda dobrze, czy jest to zapowiedź, tego, że teraz będzie już tylko lepiej niż było za Timmermansa? Tylko jeśli tak, to co teraz zrobi nasza opozycja, do kogo będą się skarżyć na polski rząd?

Patrząc przez pryzmat racjonalnych przesłanek, uważam, że te dobre relacje między Warszawą a Brukselą są w interesie Brukseli. Nie jest tak, że jest to przede wszystkim w naszym interesie, my o nic prosić nie musimy. Natomiast, prawdę mówiąc, mało mnie obchodzą problemy opozycji, których ta, zdaje się ,ma teraz bardzo dużo. Zarówno ja, jak i moi koledzy i koleżanki z Prawa i Sprawiedliwości myślimy o Polsce, o tym jak wzmocnić jej pozycję w wymiarze wewnętrznym i zewnętrznym, a nie o tym jak dogodzić opozycji.

Złośliwi mówią, że po raz pierwszy w Parlamencie Europejskim nikt z polskich posłów poza byłą premier Kopacz nie dostał znaczącej funkcji, czy faktycznie tak jest? Jeśli tak, to dlaczego? A jeśli nie, to skąd ta narracja?

To kompletna bzdura, pani poseł Kopacz jest jedną z czternastu wiceprzewodniczących europarlamentu, a nasz przedstawiciel – pan profesor Karol Karski jest jednym z pięciu kwestorów. Co więcej ,uzyskał on tę funkcję jednogłośnie, poprzez aklamację, co świadczy nie tylko o jego osobistej pozycji, ale też pozycji Prawa i Sprawiedliwości. Zwracam też uwagę na fakt o którym w Polsce się nie mówi, co mnie zdumiewa, że Prawo i Sprawiedliwość w Parlamencie Europejskim ma trzech wiceprzewodniczących komisji, a Platforma ma ich tylko dwoje. To pokazuje, że albo autorzy narracji, którą Pan przytoczył są nieprofesjonalni i nie wiedzą jaka jest rzeczywistość, albo kłamią jak najęci.

Minister Krzysztof Szczerski został kandydatem na komisarza Unii Europejskiej. Jakie ma szanse, by objąć to stanowisko? Jeśli by mu się udało, to co by to znaczyło dla Polski?

Gratuluję nominacji Krzysztofowi, który jest politykiem o dużym międzynarodowymdoświadczeniu. Warto przypomnieć przy tej okazji fakt, że pracował on już w instytucji unijnej :  w Parlamencie Europejskim, był szefem struktury, która zajmowała się planowaniem polityki zagranicznej w Grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Ponadto był też i jest ministrem odpowiedzialnym za sprawy międzynarodowe w Kancelarii Prezydenta, ma wiele zagranicznych kontaktów i jestem przekonany, że byłby świetnym komisarzem w przeciwieństwie do naszego poprzedniego komisarza pani Elżbiety Bieńkowskiej. Pytanie jakie pozostaje, to jaką otrzyma tekę. Myślę, że Polska powinna starać się o to, by otrzymał tekę gospodarczą, typu rynek wewnętrzny, przemysł, przedsiębiorstwa, rolnictwo, bo to jest z punktu widzenia interesu polskiego najważniejsze.

Dziękuję za rozmowę.

Blog

Katowice : silna Polska

Posted on
Dziesiątki tysięcy ludzi z Górnego Śląska ,ale i z sąsiednich województw pociągami i samochodami podróżowało  w Święto Wojska Polskiego do Katowic. Gdy jechalem do centrum mijałem ludzka rzekę ,wielu z biało-czerwonymi chorągiewkami . To dziennie znajomy widok . Skad? Z pielgrzymek do Polski papieza- rodaka. Defilada w górnośląskiej stolicy była największa od 97 lat. Wtedy Śląsk wracał do Macierzy -dziś była to demonstracja siły polskiego państwa,polskiej armii, polskiego Śląska jako waznej części Rzeczypospolitej . Ale była to również manifestacja polskości i dumy narodowej. Gdyby jednym zdaniem podsumować ,jaki obraz naszego państwa wyłania się z obchodów 15 sierpnia to brzmiałoby ono tak: Polska silna ,dumna i radosna- Polska mająca poczucie ważności swojej historii ,ale tez -współcześnie -wagi swojego miejsca w świecie.  Można określić Polskę ,która widziałem w Święto Wojska Polskiego hasłem towarzyszącym pierwszej zwycięskiej kampanii prezydenckiej Francoisa Mitteranda :”spokojna siła”. A pomysł ,by te defiladę przenieść ze stolicy do stolicy -Górnego Śląska – uwazam za ważny i w wymiarze międzynarodowym i wewnętrznym. Daliśmy sygnał,jak ważny dla Polski jest Gorny Śląsk -i jak wazna jest armia.
*Artykuł ukazał się w”Gazecie Polskiej Codziennie” 17.08.2019
Blog

„Powstanie chłopców pełne”- i babcia Bronisława…

Posted on

Kreślę te słowa w dzień szczególny: 1 sierpnia. Z pamięci cytuję: „Powstanie chłopców pełne/ Powstanie pełne snów/ I tamte pieśni rzewne/ I tamten pożar głów”. Tak po wojnie pisał o tym czasie uczestnik zrywu sprzed 75 lat ksiądz Jan Twardowski. Jako dzieciak chodziłem na niedzielne msze do kościoła sióstr wizytek, gdzie o dziesiątej kazanie miał właśnie ksiądz Jan, a potem z mamą spacerkiem na plac Zamkowy, aby w cukierni na rogu ze Świętojańską  (dziś jest tam restauracja) zjeść babeczkę za dwa złote. Pamiętam dotąd ich smak…

Gdy byłem studentem to na ćwiczeniach u nieżyjącego już rektora Uniwersytetu Wrocławskiego profesora Wojciecha  Wrzesińskiego w studenckiej debacie broniłem tezy, że Powstanie A. D. 1944 było … niepotrzebne. I znalazłem na to dziesiątki argumentów. Co nie zmienia faktu, że najniżej jak tylko można kłaniać się należy przed patriotyzmem tych, często bardzo młodych, ludzi, którzy bez wahania składali życie na ołtarzu Ojczyzny. Nie przekreśla to sensu pytań o racjonalność powstania tego i szeregu innych. To nie jest żadne tabu. Tego dyskursu tłumić nie należy, na przykład odwołując się do wyższych patriotycznych racji. Argumentem „za” Powstaniem nie jest na pewno to, że „warszawiacy tego chcieli”. Patriotyczne emocje oraz uzasadniona chęć odwetu na Niemcach za pięć lat egzekucji i poniżania nie mogą być uzasadnieniem decyzji polityków i dowódców wojskowych.

Żeby jednak było jasne:  po stokroć bliżsi mi są ci w obozie patriotycznym, stanowiący zresztą znakomitą większość, którzy hołdują kultowi Powstania Warszawskiego niż komuniści i kosmopolici-ci, którzy  Powstanie z 1944 roku zohydzali i zohydzają jako przejaw polskiej głupoty. Z tym państwem nie chcę mieć nic wspólnego.

Sądzę, że za mało w kontekście PW’44 mówimy o ludności cywilnej – jej cierpieniach, jej ofierze, jej poświęceniu i patriotyzmie. Uważam to jako historyk, ale też jako osoba, której część rodziny – ze strony ojca- wyszła po upadku powstania ze stolicy i przeszła obóz w Pruszkowie. Zresztą wtedy z jednego z transportów jadących w nieznane uciekł 10-letni chłopak, który po niespełna 20 latach po Powstaniu został moim ojcem. Mały Henio dał dyla Szwabom w okolicach Końskich, w Świętokrzyskiem. Znalazł zresztą schronienie u miejscowego księdza, co zawsze z wdzięcznością podkreślał.

Ale ojciec, zanim uciekł Niemcom, najpierw uciekł babci Bronisławie z domu na Wareckiej 9, aby pomagać przy powstańczej poczcie. Tak, ta sama babcia Bronia, cicha, skromna, niepozorna, w której mieszkaniu pierwszą noc po wyprowadzeniu z getta spędzały żydowskie dzieci. Nie ma drzewka w Yad Vashem, nigdy o to nie zabiegała, w czasie wojny współpracowała też z kontrwywiadem AK – to zresztą temat na osobną opowieść. Ojciec babci, czyli mój pradziadek Bronisław, towarzysz sztuki drukarskiej, drukował „bibule” podczas okupacji niemieckiej – a wcześniej, za zaboru rosyjskiego, „Robotnika”, bo był w PPS-ie Piłsudskiego.

O nich i o tysiącach żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego myślę w tę szczególną rocznicę – z największą czcią.

*tekst ukazał się w tygodniku „Gazeta Polska” (07.08.2019)

Blog

Antysystemowy Kukiz z PSL, który był w pięciu rządach…

Posted on

Polecam lekturę wywiadu, jakiego udzieliłem TV Republika. Rozmowa, którą przeprowadziła red. Ilona Januszewska została spisana, a jej bohaterami są Kukiz, Biedroń, Georgijewa, ale także arcybiskup Jędraszewski….

Pierwsza dziś rozmowa w „Prosto w oczy” z Ryszardem Czarneckim.

Witam Panią, witam Państwa

Panie Pośle, coraz bardziej gorąco się robi, ale nie tylko na termometrach, ale także w polityce ze względu na wybory i termin wyborów. Każdy czeka na termin wyborów. Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla stacji Polsat News powiedział, że chce, aby te wybory odbyły się 13 października. Lepiej 13 października czy tydzień później? Jak Pan sądzi? Jak Pan ocenia?

– Jest takie powiedzenie, że „złej tanecznicy przeszkadza rąbek u spódnicy, więc gdybym powiedział, że lepiej byłoby 20-tego, to wyglądałoby na to, że szukam tutaj jakiegoś pretekstu, by uzasadnić wynik. Nie. Każda data jest dobra. Myślę, że nie ma co czekać zbyt długo, a te wybory będą w październiku, im szybciej, tym lepiej. Decyzja prezydenta jest tutaj nieodzowna, taki jest porządek prawny i prerogatywy prezydenta.

Tylko, że właśnie prezydent Andrzej Duda mówiąc o terminie wyborów, używał takiego argumentu, że on spodziewa się, że ta kampania będzie bardzo ostra i tutaj chce on oszczędzić też samych wyborców, by jak najmniej tych negatywnych emocji musieli też przyswajać. Pan też się spodziewa, że to będzie ostra kampania wyborcza?

– Patrząc na to, co opozycja wyrabia, na te, jakże często, mowę hejtu politycznego ze strony opozycji, mam wrażenie, że może być bardzo ostra. Oczywiście możemy porównywać kampanie w Polsce z tymi amerykańskimi – tam dopiero się dzieje. Tam dopiero jest jazda bez trzymanki. Tam jest bardzo ostra kampania z wyciąganiem wszystkim brudów, ale nie robią tego kontrkandydaci, tylko ich sztaby. Kontrkandydaci umywają oczywiście ręce, natomiast wiadomo, że za ich sprawą to się dzieje. Oczywiście prezydent ma tu racjonalne argumenty, mówiąc, że krótsza kampania, to mniej hejtu, który głównie ze strony opozycji się wyleje.

No właśnie, mówimy o opozycji – dzisiaj bardzo ważny dzień dla opozycji, dla lewicy również, a także dla Polskiego Stronnictwa Ludowego, dla Kukiz’15 i oczywiście dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej i „Wiosny” , i „Razem”. W poniedziałek o 13-stej odbędzie się konferencja koalicji SLD, „Wiosny”, „Razem”, która zaprezentuje sztab wybroczy. Robert Biedroń ma tez powiedzieć, czy on będzie twarzą tej kampanii, czy będzie szedł do wyborów z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. No właśnie, czego tutaj się Państwo spodziewacie?

– Zbyt wiele dobrego po lewicy spodziewać się nie można. Natomiast Robert Biedroń może być twarzą kampanii, ale nie będzie kandydatem. To znaczy on może pokazać się w wideoklipie, pojechać w jedno czy drugie miejsce, na wiecu wystąpić – jednym, drugim, trzecim, natomiast nie zrezygnuje z mandatu w Parlamencie Europejskim, wbrew wcześniejszym obietnicom.

A czy bardzo częste dziś rozmowy na temat ideologii ruchów LGBT i sami aktywiści tych ruchów LGBT – czy to będzie siła polityczna „Wiosny” Roberta Biedronia?

– Na pewno ta ofensywa ideologii LGBT może skonsolidować elektorat prawicy, elektorat obozu patriotycznego, obozu niepodległościowego, elektorat Prawa i Sprawiedliwości – ale, gdy chodzi  o opozycję, tutaj ta sytuacja może tez spowodować przepływ  elektoratu z Platformy czy Koalicji Europejskiej -tej niedawnej ,z wyborów  do europarlamentu do lewicy, czyli do tego „tercetu egzotycznego”: Biedroń, Zandberg, Czarzasty.

Panie Pośle, no, właśnie, teraz w miniony weekend media rozpisywały się na temat ostatnich słów arcybiskupa Jędraszewskiego, sam biskup spotkał się z ogromnym atakiem ze strony aktywistów LGBT. Czy ten wątek jest uzasadniony? Jest to osoba, która ma przecież bronić wartości chrześcijańskich w chrześcijańskim kraju. Spotyka się z ogromnym atakiem, całe szczęście chyba strona patriotyczna staje po jego stronie i okazuje mu ogromne wsparcie. Czy biskup Jędraszewski powinien czuć jakiekolwiek wyrzuty sumienia ze względu na to, że stanął w obronie wartości?

– Uderz w stół, nożyce się odezwą. Mam wrażenie, że właśnie taka gwałtowna reakcja na te słowa jest spowodowana wyrzutami sumienia. Zresztą tutaj nie chodzi o aktywistów LGBT, bo tutaj jest szereg po prostu polityków czy dziennikarzy sympatyzujących z opozycją czy zajmujących w przeszłości miejsca w strukturach władzy, także mówię o dziennikarzach, którzy  teraz bardzo ostro zaatakowali arcybiskupa.

Czy to naprawdę tak dziwi, że biskup broni wartości chrześcijańskich?

– Przypomnę słynną maksymę, słynne słowa o tym, że Kościół jest „znakiem sprzeciwu” . W swoim czasie  – nie chciałbym tu porównywać, mówię to jako historyk – kilka wieków wstecz ostre „kontrowersje” – byśmy dzisiaj powiedzieli – wzbudzały kazania Piotra Skargi. Pamiętam taki zapis kronikarski jak to obywatele zebrali się „w zakrystii, żeby księdza Skargę obić” – koniec cytatu. To po kilku wiekach sytuacja się powtarza i inni Książęta Kościoła też są brutalnie atakowani, jak arcybiskup Jędraszewski, których słowa budzą reakcje  alergiczne, bardzo emocjonalne reakcje ze strony ludzi, którzy właściwie usłyszeli, to co chcieli usłyszeć, a nie to, co powiedział arcybiskup.

Dzisiaj taki moment, kiedy Kukiz’15, zresztą to już na Twitterze była taka rozmowa, kiedy Marek Jakubiak sam skomentował zachowanie Pawła Kukiza, że posłowie z Kukiz’15 znajdą się na listach Polskiego Stronnictwa Ludowego, Paweł Kukiz w odpowiedzi mówi, że woli dać swoich pewnych posłów na listę Polskiego Stronnictwa Ludowego niż stworzy sam swoją listę wyborczą, nie ma na to czasu i nie ma na to pieniędzy.  Skoro nie ma na to czasu przede wszystkim, to po co mu ta polityka, skoro już chyba coś tutaj się kończy?

– To jest totalna kapitulacja Kukiza, który budował swoje ugrupowanie jako sprzeciw wobec pewnego establishmentu, formacje buntu, formacje protestu, co w Europie Zachodniej jest dosyć częste i na koniec wylądował na listach partii, która uwaga, była najdłużej u władzy w III RP, bo była w rządzie Mazowieckiego przez rok, dwie kadencje z SLD, dwie z Platformą – sumie 17 lat. To jest partia, która jest klasyczną partią władzy, nawet bardziej niż Platforma, która była dwa razy krócej u władzy niż PSL. Także Kukiz przeprosił się z  tym establishmentem, staje się jego częścią .

Ale samo mówi o tym, ze posłowie, którzy przeszli między innymi do Prawa i Sprawiedliwości, to koniunkturaliści, którym zależy tylko na tym, aby mieć stanowisko, mieć funkcję.

– Myślę, ze mówienie źle o ludziach, z  którymi współpracował przez lata świadczy o nim źle.

A czy Prawo i Sprawiedliwość widziało w  Kukiz’15 trochę większe szanse na lepszą współpracę?

– Na pewno część posłów tej formacji głosowała z nami w wielu sprawach. Paru z nich, jak sądzę, znajdzie się na listach wyborczych w Prawie i Sprawiedliwości. Natomiast tutaj chodzi  o coś całkiem innego. Ludzie mają prawo wybierać z kim jest im po drodze. Natomiast ten język pogardy, niechęci , pełen emocji u pana Kukzia jest niepotrzebny. Przecież to  ludzie, których wybierał na swoje listy. I to świadczy nie tyle źle o nich, co o nim.

Ostatnie pytanie – przejdziemy jeszcze na chwilę do zagranicy – Bułgarka KristalinaGeorgijewa jest kandydatką Unii Europejskiej na stanowiska szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. To jest dobra kandydatura? Jak Pan to ocenia?

– Znam bardzo dobrze panią Gerogijewą, przez piec lat była komisarzem w Komisji Europejskiej, a  została nią w roku 2009, wtedy kiedy jej koleżanka z Bułgarii została odrzucona przez Parlament Europejski. Pracowałem wówczas i do tej pory pracuję w Komisji Kontroli Budżetu- ona była naszym partnerem, spotykaliśmy się także sam na sam, gdy chodzi właśnie o kwestie kontroli budżetu instytucji unijnych. Merytorycznie jest to kandydatka bardzo dobra. Cieszę się, że ktoś z naszego regionu Europy zostaje szefem takiej instytucji. A dlaczego zostaje szefem? Ponieważ dotychczasowa przewodnicząca, Francuzka Christine Lagarde ma zostać od listopada prezesem Europejskiego Banku Centralnego. Stąd więc taka roszada szachowa, ale uważam, że to tez sygnał, iż nie wolno pomijać naszego regionu Europy.

Bardzo Państwu dziękuję. Moim i Państwa gościem był europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki. Dziękuję Panu jeszcze raz.