Blog

Wroclaw potencjalnie silniejszy od Zielonej Góry

Posted on

Sezon zuzlowy zbliża się finałowych rozstrzygnięć: i w najsilniejszej lidze swiata (polskiej Ekstralidze) i mistrzostwach swiata (Grand Prix) i mistrzostwach Europy(SEC). Z tej okazji pozwalam sobie przypomnieć wywiad ze mna opublikowany przez bardzo popularny portal branżowy „pobandzie.pl”. Rozmowę przeprowadził red. Lukasz Malaka.

 

Europoseł Ryszard Czarnecki, w nawale zawodowych obowiązków, nie zapomina o sporcie. Na bieżąco uczestniczy w wydarzeniach żużlowych oraz siatkarskich. To przecież, przypomnijmy, ambasador speedwaya, ale też wiceprezes PZPS. Nam opowiedział o ostatnich wrażeniach.

Panie Ryszardzie, Betard Sparta wygrała dosyć łatwo w Zielonej Górze. Nie uważa Pan, że to swoista „zasłona dymna” ze strony lubuskiego klubu?
Oczywiście, doświadczony trener robi tor taki, aby okazał się inny od tego na ewentualny mecz półfinałowy obu drużyn. Nie mam o to żadnych pretensji. Podejrzewam, że trener Śledz niekoniecznie będzie chciał mieć ten sam tor na mecz z Lesznem w fazie zasadniczej, jak i później na ewentualną potyczkę w play-offach . Absolutnie nie krytykuję Adama Skórnickiego i nie będę hipokrytą w sytuacji, gdy przyznaję prawo takich samych manewrów Dariuszowi Śledziowi. Obaj jako byli świetni zawodnicy doskonale wiedzą, jak takie rzeczy robi się najlepiej i mogą czynić takie „numery”. To takie trochę przeniesienie szachów do żużla. Swoją drogą obecnie potencjał Wrocławia wydaje mi się wyższy aniżeli Zielonej Góry i tym samym kolejna wygrana Betard Sparty przy ul. Wrocławskiej, na innej już nawierzchni, sensacją dla mnie nie będzie.
Uczestnicy play-off są już znani. Jaki zatem widzi Pan finał  tegorocznych rozgrywek?
Myślę, że finał będzie taki sam jak dwa lata temu, czyli Wrocław – Leszno. Dodam tylko, że przedwczesne koronowanie Unii wcale nie musi wyjść na dobre „Bykom”. Jest takie powiedzenie w Kościele – „kto wchodzi na konklawe papieżem, wychodzi kardynałem”. Tak samo z żużlem – jak ktoś czuje się mistrzem przed finałem, to niekoniecznie tym mistrzem zostanie.
Przed nami ostatnia runda SEC, której Pan honorowo patronuje. Ostateczne wyniki są sprawą otwartą, zapowiada się więc doskonały żużel na Śląskim…
Po pierwsze, sądzę, że będzie więcej kibiców aniżeli te ponad 30 tysięcy w ubiegłym roku. Po drugie, cieszę się, że Stadion Śląski kontynuuje tradycję goszczenia w „kotle czarownic” najlepszych zawodników świata. Dla mnie Stadion Śląski to też podróż sentymentalna . Tam zakochałem się w żużlu, kiedy 46 lat temu mistrzostwo zdobywał Jerzy Szczakiel. Teraz dla mnie Jurek, bo jesteśmy po imieniu. Boże… trochę przy tym sporcie już jestem.  Genialnie ułożyły się zawody SEC w Danii dla polskich kibiców i żużlowców. Jest szansa, że po raz pierwszy na podium końcowym SEC-u może stanąć dwóch Polaków. Wcale nie jest powiedziane, że Łaguta będzie mistrzem, a Pedersen medalistą. Kacper Woryna ma za sobą dwa świetne występy. Ma tym samym wielkie szanse na medal. Nie zapominajmy o Bartku Smektale, który też swietnie jedzie i też ma realne dane,aby zdobyć medal. Zapowiada się wspaniały finał. Szkoda mi mieszkającego przecież w Polsce Leona Madsena. Miał szansę jako pierwszy zawodnik w historii, wywalczyć w tym samym roku tytuł mistrza świata i mistrza Europy. Pokiereszowany po wypadku skupił się na walce o złoto w Grand Prix.
Przeskoczmy do siatkówki. Polacy przebrnęli przez turniej eliminacyjny i jadą do Tokio. A Pan już bilet sobie na samolot  zarezerwował?
Panie Redaktorze, proszę nie mówić :”przebrnęli”. Siatkarze z hukiem przelecieli przez turniej eliminacyjny. Zdemolowanie Francji 3:0 to fenomenalny wynik. Ten mecz przypominał mi trochę zdeklasowanie Brazylii podczas finału mistrzostw świata przed rokiem w Turynie. Co do Tokio – to tak, oczywiście się wybieram. Do tej pory siatkarzy na igrzyskach olimpijskich widziałem raz i wie pan, to jest taki trochę chichot historii, ponieważ było to w Atenach i był to przegrany mecz z … Francją w stosunku 0:3. W ogóle warto zauważyć i podkreślić , że na siedem ostatnich igrzysk aż sześciokrotnie występowali w nich polscy siatkarze-łącznie licząc z tymi w Japonii w następnym roku . Nie mamy drugiego takiego sportu drużynowego, który byłby tak często obecny na igrzyskach jak polska siatkowka. Szansę na awans, nie zapominajmy, mają również siatkarki, które w przyszły piątek rozpoczynają mistrzostwa Europy w Łodzi. Uważam, że będą walczyły o medale w ME. Dodam jeszcze, że w tym samym czasie, gdy polscy siatkarze triumfowali w Gdańsku, największy sukces w historii odniosła polska  siatkówka plażowa. Nasze zawodniczki w Moskwie zdobyły tytuł wicemistrzyń Europy. Minimalnie uległy Łotyszkom w finale. Nieźle spisali się również mężczyźni, prowadzili 1-0 w setach i 16-15 w drugim secie w walce o finał, ale jeden z zawodników doznał kontuzji. Może być więc tak, że i nasze tandemy siatkówki plażowej będą walczyły o medale w Tokio.
Czyli w Tokio będzie złoty medal siatkarzy?
Jestem przeciwny, aby nadmuchiwać balon oczekiwań. To nie powinno być robione, tu Pana przepraszam, przez Was,dziennikarzy i nas,działaczy. Jednak skoro taki cel formułuje wprost kapitan zespołu Marcin Kubiak, to Polskiemu Związkowi Piłki Siatkowej nie pozostaje nic innego ,jak tylko stworzyć całej Biało- Czerwonej druzynie siatkarzy ,jak najlepsze warunki przygotowań do Tokio.
Dziękuję za rozmowę.
Dziękuję również.

Blog

Światowa siatkówka czyli polska dominacja…

Posted on

Wielu z nas zastanawia się jak to jest, że polscy siatkarze dwa razy z rzędu zdobywają tytuł mistrza świata (jako jedyny sport zespołowy w historii Polski !), a nasze kluby piłkarskie odpadają z europejskich pucharów już w … sierpniu. Jak to możliwe? Czyżbyśmy mieli w naszym narodzie „siatkarski gen”, a  nie mieli smykałki do futbolu? Nie, to absurd. Przecież pamiętamy lata 1970-te, gdy siatkarze zdobywali pierwszy w historii (ale nie ostatni) tytuł mistrza świata, a później tytuł mistrza olimpijskiego (pierwszy i ostatni, przynajmniej na razie…) to wówczas  piłkarze byli mistrzami i wicemistrzami olimpijskimi, a na piłkarskich mundialach zdobywali pozycję  trzecią, piątą i na początku lat 1980. znowu trzecią! Zatem to nie jest tak, że  Polacy nie rodzą się piłkarzami i w Polsce nie ma zdolnych młodych futbolistów. Pewien prezes zasłużonej dla polskiego sportu spółki Skarbu Państwa powiedział mi całkiem niedawno, że do niedawna uważał, że Polacy zupełnie nie nadają się do koszykówki. Odpowiedziałem mu, że przecie z w tymże basketballu byliśmy w 1960 latach wicemistrzami Europy, a także dwukrotnymi medalistami ME. Piłkarze ręczni też w dziejach polskiego sportu nie byli od macochy, skoro mieliśmy brąz na IO w Montrealu. Skądinąd na tych igrzyskach, na których zdobyliśmy najwięcej złotych medali w  historii aż trzy polskie reprezentacje sportów drużynowych stanęły na podium: obok piłkarzy i piłkarzy ręcznych także siatkarze.  A po kolejnych 30 latach nasz „szczypiorniak” ( historyczne określenie piłki ręcznej ,wywodzące się z obozu dla internowanych legionistów w Szczypiornie pod Kaliszem, gdzie Polacy po raz pierwszy zagrali w „handbal”) zdobył trzy medale Mistrzostw Świata (srebro i dwa brązy) oraz czwarte miejsce na Igrzyskach Olimpijskich w Rio de Janeiro, o ćwierćfinałach na IO  nie wspomnę.

Polskie władze wspierają „narodowa dyscyplinę” – siatkówkę

Powstaje więc pytanie dlaczego takie sukcesy odnosi dziś polska siatkówka w porównaniu z innymi sportami zespołowymi? Przy czym nie towarzysza jej, inaczej jak w przypadku innych dyscyplin, okresy krótkich wzlotów, przeplatane następnie  długimi okresami upadku. Niech przemówi statystyka: na siedem ostatnich igrzysk olimpijskich, łącznie z tymi za rok w Japonii, nasza męska reprezentacja uzyskała awans z kwalifikacji aż sześć razy (w tym ten ostatni, sprzed tygodnia to piąty raz z rzędu!). To nieporównywalne z żadną inną dyscypliną. Nasi siatkarze, jako jedyni w historii polskiego sportu obronili tytuł mistrzów świata (mistrzostwa w  Polsce A.D.  2014 oraz w Bułgarii i Włoszech A.D. 2018). Jednocześnie warto podkreślić, że polska siatkówka to nie tylko mężczyźni .Sukcesy w tym sporcie odnosiły i odnoszą kobiety. W tym roku zameldowały się w  pierwszej szóstce na świecie, wyłanianej w wyniku szeregu turniejów ,w którym bierze udział 16 najlepszych zespołów na globie. Wygrane z mistrzyniami olimpijskimi z Chin czy Brazylią, a także niedawno minimalnie przegrany turniej kwalifikacyjny do igrzysk w Japonii, gdzie po ciężkiej walce uległy tylko aktualnym mistrzyniom świata – Serbii, stawia Polki w roli pretendentów do medali w zbliżających się szybkimi krokami mistrzostwach Europy A. D. 2019. Odbędą się one po raz pierwszy w  formule  czterech państw – gospodarzy.  Dzięki sprawności organizacyjnej Polskiego Związku Piłki Siatkowej  udało się zdobyć prawo do  współorganizacji tego turnieju wraz z Węgrami, Słowacją i Turcją. Z bycia współgospodarzem mistrzostw kontynentu zrezygnowały Czechy, których federacja siatkarska nie uzyskała potrzebnych do przeprowadzenia imprezy gwarancji rządowych. Warszawa natychmiast wskoczyła na miejsce Pragi.

I w tym tkwi sedno sprawy.  Oto bowiem siatkówka w naszym kraju ma olbrzymie wsparcie władz państwowych. Premier Mateusz Morawiecki w  październiku 2018 roku, parę tygodni po zdobyciu przez Polskę złotego medalu w mistrzostwach świata ,w imieniu Rady Ministrów przeznaczył 15 milionów złotych jako nagrodę dla siatkarzy, a także na rozwój siatkówki w Polsce. Pieniądze te posłużyły m.in. przygotowaniu omawianych już tu turniejów kwalifikacyjnych do igrzysk olimpijskich. To, że Polacy zagrali u siebie – w Gdańsku, a Polki również były gospodarzami turnieju we Wrocławiu zależało od sprawności mobilizacyjnej rodzimej federacji siatkarskiej, ale też  wymagało znaczących środków finansowych. Za turniej mężczyzn kwota wymagana przez FIVB wynosiła 500 tysięcy euro, a za turniej kobiet 200 tysięcy euro. Dzięki dotacjom rządowym wydatek rzędu około 3 milionów złotych był dla Polskiego Związku Piłki Siatkowej znacznie łatwiejszy do spełnienia.

Polska jako organizator najważniejszych turniejów

Oczywiście decyduje boisko, a  nie pieniądze, ale jeśli najlepsi siatkarze świata, czyli Biało-Czerwoni mają wsparcie najlepszej publiczności świata czyli polskiej (tak to oceniają eksperci i dziennikarze) to oczywiste, że ich szanse rosną. Czy wygrana z Francją 3:0, która zdecydowała w dużej mierze o awansie do Tokio A. D.  2020 byłaby możliwa na francuskim terytorium? Pewnie tak, ale jednak zdecydowanie łatwiej się gra, gdy publiczność jest gremialnie „za”, a nie gremialnie „przeciw”.

Państwo polskie finansuje od lat SOS-y czyli Siatkarskie Ośrodki Szkolne. Tysiące polskich uczniów w zasadzie profesjonalnie trenuje siatkówkę łącząc to z nauką  w szkołach, których zadaniem jest właśnie koncentrowanie w poszczególnych województwach najzdolniejszej siatkarsko młodzieży. Tego nie ma w innych krajach, a przynajmniej nie w takim stopniu.

Właśnie ta siatkarska „piramida” współdecyduje o sukcesach reprezentacji seniorskich. Tworzą ją: bardzo szeroka podstawa w postaci sportu szkolnego i młodzieżowego, liczne rozgrywki klubowe na poziomie kilku szczebli ligowych, wreszcie kadry narodowe.

Mistrzowie świata grają w polskich klubach

Rzeczą znamienną jest, że odwrotnie niż w piłce nożnej, najlepsi polscy siatkarze grają w klubach we własnym kraju. Polska PlusLiga jest jedną z trzech najsilniejszych w Europie, obok rosyjskiej i włoskiej. W sezonie 2018/2019 tylko dwóch Polaków, w naszej drużynie mistrzów świata grało poza krajem (w Japonii i Grecji). To z jednej strony podnosi poziom rozgrywek, z drugiej przyciąga sponsorów, z trzeciej –  młodsi polscy siatkarze spotykają się i rywalizują co tydzień ze „złotymi” zawodnikami, uzyskując w ten sposób nieustający bodziec do pracy i – z czasem – awansu do kadry narodowej.

Niemal niespostrzeżenie dla szerszej opinii publicznej w Polsce przeszedł fakt, że  w tym samym czasie, gdy nasza reprezentacja zajmowała trzecie miejsce na turnieju „Final Six”  Ligi Narodów w USA akademicka reprezentacja Polski zdobyła srebro na Uniwersjadzie we Włoszech, minimalnie w finale ulegając gospodarzom 2:3. Polskie juniorki w zeszłym roku, po parunastu latach przerwy zdobyły brązowy medal mistrzostw Europy w swojej kategorii wiekowej. W drużynie „dorosłych” mistrzów świata gra dwóch zawodników z niepokonanej w 33 meczach drużyny polskich kadetów i juniorów – mistrzów Europy i świata w tych właśnie kategoriach wiekowych. To pokazuje ciągłość polskiej siatkówki. I to, że przyszłość należy do Biało-Czerwonych. Czy weszliśmy w erę dominacji Polaków w tej dyscyplinie sportu? Nie ma co dmuchać balonu oczekiwań i presji, ale wielu ekspertów na świecie uważa, że polskie panowanie na siatkarskiej planecie potrwa długo. Zróbmy wszystko, aby tak było.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (19.08.2019)

Blog

O siatkówce, „demokracji medialnej” i Kukizie zjadającym własny język …

Posted on

Nie tylko z archiwalnych, ale przede wszystkim z merytorycznych względów polecam radiowy wywiad, jakiego udzieliłem redaktorowi Marcinowi Fijkowi dla Poranka Rozgłośni Katolickich „Siódma 9”,emitowanego na falach Radia Warszawa, Radia Nadzieja, Radia Glos i Radia Bobola. Mowa jest o siatkówce, lotach polityków i unijnej układance. Zapraszam do lektury i nadsyłania uwag/polemik…

Gościem „Poranka” jest Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości. Dzień dobry.

– Witam Pana, witam Państwa

Zanim  o polityce, to o innej Pana roli – bo tez jest Pan wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Dzisiaj rusza turniej kwalifikacyjny do Igrzysk Olimpijskich w Tokio w Gdańsku. Awansujemy?

– Wierzę, że tak. Rzeczywiście, już o 17-stej mecz z Tunezją. Potem grają Francuzi ze Słoweńcami, a jutro chyba decydujący mecz  z Francją, czołowym zespołem świata, który ma jednego z najlepszych siatkarzy na świecie – Laurenta N’Gapeta. To jest trudny mecz, tym bardziej, że Polska jest mistrzem świata, jest faworytem, występuje przed własną publicznością. I niejako oczekiwania kibiców i naszego Związku są jednoznaczne – muszą ten turniej wygrać i już teraz sobie niejako kupić – to metafora – bilety do Tokio na Igrzyska Olimpijskie, choć oczywiście w odwodzie są jeszcze inne możliwości wejścia na igrzyska poprzez turniej interkontynentalny. Natomiast chcemy to zrobić  w Gdańsku, wierzymy, że tak się stanie. Żeby mieć prawo być gospodarzem tego turnieju zapłaciliśmy światowej Federacji 500 tysięcy euro, ponad dwa miliony złotych i wierzymy, że  ten turniej wygramy i że będzie to kolejny sukces polskiej siatkówki. A przypomnę, że już za dwa tygodnie rozpoczynają się w  Polsce mistrzostwa Europy siatkarek i wierzymy, że drużyna naszych dziewcząt pod wodzą trenera Jacka Nawrockiego może powalczyć o medale.

Oby w niedzielę nasi siatkarze już zamawiali bilety lotnicze do Tokio na lgrzyskaOlimpijskie w 2020 roku. No, ale bilety lotnicze to taki temat niezręczny, Panie Pośle, bo Marek Kuchciński poleciał, a zasadzie wylądował – jak piszą dzisiaj tytułu prasowe – w związku z tymi lotami. 64-te urodziny dzisiaj Pana Marszałka, a państwo mu robią taki „prezent”- dymisję.

– Myślę, że dymisja pana Marszałka Kuchcińskiego jest dowodem jego odpowiedzialności za Państwo Polskie, za wizerunek Sejmu Rzeczpospolitej. To decyzja trudna w sensie psychologicznym, trudna osobiście dla niego, ale pokazująca, że wyżej od własnego interesu ceni interes wspólnoty, interes państwa – i za to mu chwała. I też chwała za pewne wyższe standardy – on prawa nie złamał, obyczaju nie złamał.

A nagiął standardy, Pana zdaniem?

– On robił dokładnie to, co robili jego poprzednicy.

A miało być lepiej? Miało być inaczej.

– Tak, ale podkreślam, nie złamał ani obyczaju, ani prawa, a mimo to uznaliśmy, pan Marszałek uznał, uznaliśmy, że powinien złożyć dymisję. Bo jest tak, że od nas się wymaga więcej. Ludzie głosujący na Prawo i Sprawiedliwość właśnie chcą, abyśmy byli inni niż Platforma Obywatelska, PSL, SLD i tak dalej. I tę poprzeczkę prezes Kaczyński stawia nam wysoko.

A czy można tę poprzeczkę – używając żargon sportowy – zrzucić?

– Powiem  w ten sposób: pan marszałek  poruszał się w pewnym określonym schemacie, należały mu się loty samolotem przez 24 godziny, to druga osoba w państwie.

Nikt mu tego nie odmawia. Pytanie jednak o częstotliwość i sensowność tych lotów.

– Częstotliwość, myślę, to nie jest tu problem, natomiast jak rozumiem problemem dla opinii publicznej były osoby towarzyszące Panu Marszałkowi. I tutaj Prawo i Sprawiedliwość wychodzi z inicjatywą. Nie uczynił tego przez osiem lat rząd PO-PSL, przez dwie kadencje również rząd SLD-PSL. Tak na marginesie: PSL to jest teraz partia, która głośno krzyczy, a była w pięciu rządach. Ale wracając do tematu – to właśnie Prawo i Sprawiedliwość wprowadzi regulację, która będzie bardzo przejrzysta i transparentna, która precyzyjnie określi, na jakich zasadach mogą korzystać politycy z samolotów rządowych, helikopterów rządowych

Mamy już instrukcję HEAD, wystarczy jej przestrzegać, a wszystko będzie lege artis.

– Też na jakiej zasadzie mogą w tych samolotach przebywać, na przykład ministrowie, wiceministrowie, parlamentarzyści, członkowie gabinetów politycznych, poszczególnych VIP-ów . Takie jasne określenie – tak, żeby nikt nie miał wątpliwości – będzie na pewno krokiem ku większej transparentności życia publicznego

A kończąc wątek Pana Marszałka i trochę nawiązując do tej transparentności życia publicznego – nie oburzało Pana, że komunikaty Sejmu wprowadzały w błąd ? Mówiąc wprost wyglądało to, jak krętactwo zwykłe. Sprzeczne informacje, że tych lotów było tyle, że leciał czy nie leciał z rodziną. Później okazało się, że te dane się nie weryfikowały z rzeczywistością.

– To mnie zaskoczyło. Czy to wynika z niewiedzy czy z innych powodów – nie wiem, ale rzeczywiście wiem, że to zbulwersowało opinię publiczną.

A kto będzie nowym Marszałkiem Sejmu?

– To już jest decyzja, która będzie ogłoszona dosłownie za parę godzin. Klub parlamentarny mający większość w Sejmie zgłosi kandydata lub kandydatkę. Mamy szereg świetnych ludzi, którzy by tę funkcję godnie sprawowali. Proszę jeszcze dać nam trochę czasu. Kandydat już jest znany, ale nie moją rolą jest to, aby go ujawniać.

A możemy mieć takie oczekiwanie, że nowy Marszałek Sejmu będzie organizował konferencje prasowe przed posiedzeniami, będzie dostępny dla dziennikarzy, będzie bardziej komunikatywny – nie chcę używać słów zbyt daleko idących, ale pan marszałek Kuchciński nie współpracował dobrze z dziennikarzami. To bardzo okrągłe zdanie wypowiedziałem teraz, dalece dyplomatycznie.

– Myślę, że w XXI wieku, w czasach „demokracji medialnej” polityk powinien być otwarty na media i wierzę , że nowy marszałek Sejmu, druga osoba w Państwie będzie otwarty na kontakty z dziennikarzami. Zwłaszcza, że będzie to osoba, która wcześniej te kontakty miała dobre.

Pani Pośle obawiacie się w PiS sojuszu nowego, „agrarno-antysystemowego” PSL-u z ruchem Kukiz’15? Bo i Paweł Kukiz i Kosiniak -Kamysz mówią – idziemy po wyborców centroprawicowych, chcemy , by obdarzyli nas zaufaniem, a  to przecież także baza, o którą walczy Prawo i Sprawiedliwość?

– Doceniam Pańskie poczucie humoru, zwracam jednak uwagę, że Paweł Kukiz publicznie zjada własny język. On budował swoją pozycję osiągając świetny wynik w wyborach prezydenckich mówiąc, że walczy z systemem. I z kim się teraz wiąże? Z kim podejmuje taki polityczny romans? Z najbardziej systemową partią w Polsce – bo Platforma byłą dwa razy w rządzie, SLD było dwa razy w rządzie, a PSL – był w pięciu rządach… I nie ma większej egzemplifikacji, uosobienia  partii , która jest częścią tego establishmentu i na szczeblu centralnym i na szczeblu wojewódzkim, powiatowym niż właśnie PSL. Paweł Kukiz walcząc  z establishmentem, teraz do tego establishmentu się przytulił za cenę „jedynki” w Opolu. Czy to mu wyjdzie na dobre? Może Kukizowi wyjdzie, bo może do Sejmu wejdzie, jeżeli PSL wejdzie. Natomiast mam wrażenie , że ci wyborcy, którzy wierzyli w  Pawła Kukiza, że jest on takim nonkonformistą, że chce innej, świeżej polityki, innej, czystej- ci wyborcy teraz są głęboko rozczarowani.

A czy ci posłowie, działacze Ruchu Kukiz’15, którzy też są przeciwni temu sojuszowi z PSL-em odnajdą się na listach Prawa i Sprawiedliwości? Wiceprezes Ruchu Kukiz ’15 rzuca dziś legitymacją partyjną, Tomasz Jaskóła też daje wyraźne sygnały, że z ludowcami to on nie idzie, bo nie po to wchodził do polityki – czy mogą liczyć na to, ze przygarnie, przytuli ich Prawo i Sprawiedliwość? Tomasza Rzymkowskiego już przytuliliście na przykład.

– Jest faktem, że na naszych listach na pewno paru posłów Kukiz ’15 będzie. Jeśli chodzi o Tomasza Rzymkowskiego to jest człowiek, który jasną postawę prezentował od lat, bardzo konserwatywną, patriotyczną, narodową – więc tutaj nie było żadnych wątpliwości. Też pan Norbert Kaczmarczyk z Tarnowskiego na naszych listach będzie, jak sadzę. Powiem tak : rejestracja list, z tego co wiem, jest na początku września.

No, dobrze, zostawmy polską politykę ,do wyborów jeszcze sześćdziesiąt parę dni. Przenieśmy się do Brukseli, do Strasburga – czy kandydatura Krzysztofa Szczerskiego na polskiego komisarza  w Brukseli  to dobry wybór, Panie Pośle? Jakie są nasłuchy w Parlamencie Europejskim jeśli chodzi o jego ocenę działania?

– Ciekawe pytanie. Merytorycznie jego wybór jest świetny – bo nawet tak patrzę na publikacje w polskich gazetach i w ogóle nie przeczytałem nigdzie informacji, to o tym powiem, także u Państwa, że przecież Krzysztof Szczerski, poza tym, że był wiceministrem spraw zagranicznych, o czym wszyscy ci, którzy się tym interesują – wiedzą, poza tym, że kierował sprawami międzynarodowymi w Kancelarii Prezydenta, to przecież był „insiderem”, gdy chodzi o Unię Europejską :  pracował w jednej z głównych instytucji UE – w Parlamencie Europejskim,. Był szefem takiego „unitu”, takiej struktury, która odpowiadała za planowanie polityki zagranicznej , problemy strategiczne- wiec on Unię Europejską zna dobrze od wewnątrz.

To mu pomoże w tych negocjacjach?

– Gdy chodzi o kwestie merytoryczne, mucha nie siada. Jest świetny. Natomiast pytanie, na ile Parlament Europejski będzie chciał przy przesłuchaniach kandydatów z 26 krajów -26, ponieważ mamy już przewodniczącą Komisji Europejskiej, więc Niemcy maja już swoja osobę w Komisji Europejskiej, a Wielka Brytania nie wystawia swojego kandydata, więc  w sumie będzie już UE-27, mimo że jeszcze brexitu formalnie nie ma- tak więc PE na ile będzie chciał przy przesłuchaniach tych kandydatów, a to się odbędzie w pierwszych dwóch tygodniach września w Brukseli, kierować się kryteriami merytorycznymi?

Pan zna świetnie Parlament Europejski i może przewidzieć to, jak zachowają się europosłowie, a także odpowiednie komisje, ciała w tym urzędzie?

– Mam wrażenie, ze w sposób szczególnie wnikliwy, żeby nie powiedzieć agresywny, będą przepytywani kandydaci z sześciu państw. Te państwa to: Włochy, Węgry, Rumunia, Czechy, Słowacja i Polska – a więc jest jeden kraj ze „starej Unii”, z „Piętnastki” czyli Włochy i pięć krajów z naszego regionu.  Wszystko to są kraje, które narażały się tej lewicowo-liberalno-zielono-komunistycznej większości. Narażały się poprzez to, że rządy tych państw prowadziły samodzielną politykę.

Czyli rozumiem może być scenariusz, w którym kandydatura Krzysztofa Szczerskiego będzie odrzucona?

– Ja zakładam zawsze pozytywny scenariusz. Uważam, że pod względem merytorycznym jest to kandydat świetny. Ale oczywiście kandydaci z naszego regionu Europy będą pod szczególną lupą. I te przesłuchania mogą nie być łatwe. Wierze jednak, że minister Szczerski w sensie merytorycznym będzie tak dobry, że przekona europosłów.

A wierzy Pan, że Komisja Europejska pod kierownictwem Ursuli von der Leyen będzie nieco inna niż dotychczas, jeśli chodzi o działania względem naszego regionu, ale także względem Rosji? Przy okazji Nord Stream II przy okazji tych postulatów, na których Warszawie bardzo zależy?

– To nie kwestia wiary, ale już wiedzy. Pani przewodnicząca von der Leyen wisi na polskich głosach, na głosach Prawa i Sprawiedliwości, wygrała dziewięcioma głosami..

No, nie tylko dzięki polskim głosom…  Węgrzy mówią, że to dzięki nim. Włosi mówią, że to dzięki nim.  Każdy teraz…

– Tak, no ,ale właśnie dlatego, że jak pisał „Financial Times” to byłby najgorszy scenariusz, gdyby głosami prawicy ona wygrała. Ten czarny sen londyńskiego dziennika się sprawdził. Ona już przyjechała do Polski jako do drugiego kraju po Francji. To jest sygnał bardzo czytelny, że chcąc nie chcąc z Polską będzie musiała się liczyć. Po drugie a propos NordStreamu to bardzo słuszne pytanie – już powiedziała bardzo wyraźnie, inaczej niż rząd niemiecki, że jest tutaj sceptyczna. Zmieniła swoje przekonanie.

Może to taka kurtuazja?

– Ja myślę, podkreślam, że ona może niekoniecznie z entuzjazmem, ale wiem, że będzie ona musiała się liczyć z polskimi racjami, z polskimi interesami. To jest kwestia też praworządności – przedtem Timmermans sobie hasał, ponieważ Juncker powiedział rok wcześniej, że rezygnuje ze stanowiska i nie trzymał specjalnie w ryzach tej Komisji Europejskiej. Pani von der Leyen jest z największego kraju w Unii Europejskiej, najbogatszego płatnika netto, a nie z małego Luksemburga, więc jej pozycja będzie znacząca, nawet jeśli Timmermans będzie jednym z siedmiu wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej, to jej pozycja będzie dużo silniejsza. Po  drugie ona ma swoje ambicje – naprawdę chce walczyć o dwie kadencje jak Barroso, bo Junckerowi to się nie udało. Dlatego też chce mieć spokój, nie chce mieć sił odśrodkowych, nie chce mieć walk. I dlatego będzie traktowała z szacunkiem i podmiotowo kraje naszego regionu – stąd też o praworządności wypowiadała się pani von der Leyen w taki sposób dla nas i ciekawy i do przyjęcia, że nie poszczególne kraje będą specjalnie w tej kwestii inwigilowane, ale że wprowadzi procedurę oceny stanu praworządności we wszystkich krajach członkowskich Unii Europejskiej – także na przykład we Francji, gdzie „żółte kamizelki” co tydzień dostają lanie od policji francuskiej czy w Hiszpanii w kontekście Katalonii. Jest to procedura dla nas dużo lepsza niż to, co było za czasów Timmermansa.

Kto by pomyślał, Panie Pośle, że doczekamy czasów, że polski rząd będzie wiązał nadzieje z niemiecką polityk jako szefową Komisji Europejskiej…

– Dzięki nam została przewodniczącą. A teraz dzięki nam dalej może funkcjonować w sytuacji ,gdy na przykład trzy niemieckie partie – co łamie stereotyp o niemieckiej solidarności ponad podziałami politycznymi – głosowały przeciwko niej. I niemiecka SPD – koalicjant CDU i CSU -głosował w Parlamencie Europejskim przeciwko niej i niemieccy Zieloni  i niemieccy postkomuniści, a nawet część liberałów, mniejsza część, ale też głosowała przeciwko niej. Dlatego siłą rzeczy ona musi orientować się bardziej na tych, którzy ją popierali –  jak na przykład europosłowie Prawa i Sprawiedliwości.

Ryszard Czarnecki, jeden właśnie z europosłów  Prawa i Sprawiedliwości, dziękuję za rozmowę.

– Dziękuję bardzo.

Blog

O burzeniu pomników w USA,wizycie Trumpa i płonącym Hamburgu

Posted on

Polecam lekturę mojego wywiadu ,który dla Radia Kraków przeprowadził red. Marcin Makowski,stały współpracownik tygodnika „Do Rzeczy” i portalu „Wirtualna Polska”. Dotyczy on głównie naszej historii i polityki międzynarodowej

Dzień dobry, przed mikrofonem Radia Kraków Marcin Makowski, moim i Państwa gościem jest europoseł, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, Ryszard Czarnecki. Dzień dobry Panu.

– Witam Pana, witam Państwa.

Chciałbym zacząć od historii, ale historia nieubłaganie w ostatnich miesiącach łączy się z  teraźniejszością i z polityką – jak Pan obchodził 75. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i czy sądzi Pan, że takie wydarzenia mogą jeszcze nas łączyć  jako Polaków? Czy nawet w takich chwilach, być może nieuchronnie coraz bardziej różnić?

– To dla mnie szczególna rocznica, ponieważ moi rodzice i dziadkowie urodzili się w Warszawie. Mój tata uciekł z domu na Wareckiej 9., żeby pomagać przy powstańczej poczcie, potem uciekł z transportu niemieckiego, babcia i prababcia przeszły przez obóz dla ludności cywilnej w Pruszkowie pod Warszawą, a więc Powstanie Warszawskie to dla mnie coś bardzo ważnego – dla historyka, dla Polaka, ale też jest to część historii mojej rodziny – „Powstanie chłopców pełne, / Powstanie pełne snów,/ I tamte pieśni rzewne,/ I tamten pożar głów” – pisał ks. Jan Twardowski, wtedy jeszcze żołnierz Armii Krajowej, a nie ksiądz.

Ledwo pierwsza minuta minęła audycji, a już Pan poseł cytuje poezję. Erudyta.

– Ja myślę, że Powstanie Warszawskie jest dla mnie czymś szczególnym, choć pewnie byśmy długo dyskutowali, ja wcale – tu pewnie Pana zaskoczę – nie jestem entuzjastą idei Powstania Warszawskiego i nie tylko Powstania Warszawskiego, natomiast mam największy szacunek dla tych, którzy w nim walczyli, ginęli za Polskę.

Jest Pan przedstawicielem tej szkoły historycznej, że heroizm indywidualnych żołnierzy, jak najbardziej , ale dowódcy jednak popełnili strategiczny błąd?

– Wie Pan, ja dosłownie dzisiaj skończyłem tekst do tygodnika „Gazeta Polska”, gdzie mówię o tym, iż dla mnie nie jest argumentem, że Warszawiacy chcieli Powstania, dlatego ono musiało wybuchnąć i że to był odwet za pięć lat egzekucji i poniżania przez Niemców, bo  oczywiście emocje ludzkie są ważne, ale one nie powinny decydować o właśnie strategicznych decyzjach polityków czy dowódców wojskowych. Ale zostawmy to, ja mam wielki kult dla powstańców warszawskich – ale także dla tych, o których się mówi mniej, dla ludności cywilnej, bo zwracam uwagę, Panie Redaktorze, że…

…No rzeź Woli to była hekatomba ludności cywilnej stolicy.

– Tak, to prawda. Mało może przypominana i bardzo się cieszę, że ukazała się na ten temat książka ostatnio i powstał również film o zamordowaniu kilkudziesięciu tysięcy Polaków przez Niemców i była to ludność cywilna. I chwała Piotrowi Gursztynowi, który tę książkę napisał,  a także Rafałowi Geremkowi, który ten film nakręcił. Natomiast wracając do wątku głównego – Pan zapytał czy ta różnica może łączyć?

No właśnie, bo chciałbym również skupić się na teraźniejszości, jak widać ta rocznica polaryzuje nawet dzisiaj – w Warszawie widnieją, pojawiły się takie banery: „Warszawa wolna od faszyzmu” , „Gazeta Wyborcza” na pierwszej stronie tego dnia napisała, że czczą bohaterów, a  za chwilę będą czcić faszystów – to w kontekście państwowych obchodów rocznicy  i również oddawania czci żołnierzom Narodowych Sił Zbrojnych. To są jednak mocne słowa. Myśli Pan, że przegraliśmy tą wolność w takim wymiarze symbolicznym, że nie potrafimy nawet takiego jednoznacznie pozytywnego dziedzictwa świętować wspólnie?

– Pan powiedział, że mocne. Ja bym powiedział, że mocno obrzydliwe. Pan jest wśród polskich dziennikarzy jednym z  lepszych specjalistów od polityki amerykańskiej, więc Pan doskonale wie, że nawet tam, po – ba, stu kilkudziesięciu latach od wojny domowej – nagle te podziały wracają i nawet są próby korygowania historii …

…Burzy się pomniki Konfederatów…

–  Tak. Dlaczego? Ponieważ jest to element walki politycznej. Żałuję bardzo, że Powstania Warszawskiego „Gazeta Wyborcza” nie uszanowała czy też różne środowiska polityczne nie uszanowały . Wydaje mi się, że trzeba oddawać chwałę bohaterom. Także tym, którzy ginęli za Polskę już po II wojnie światowej, walcząc o Wolną,Całą Niepodległą Rzeczypospolitą. Natomiast mam wrażenie , że niektóre środowiska, niektóre również media usiłują za wszelką cenę uzyskać jakiś oręż do walki z obozem niepodległościowym, patriotycznym, a  częścią tego jest zohydzanie polskiej historii. W tekście, o którym  przed chwilą wspominałem, napisałem o tym, że jest coś, co łączy komunistów i kosmopolitów w Polsce. Mianowicie sa to próby zohydzania Powstania Warszawskiego, a ja nie będąc jakimś entuzjastą Powstania Warszawskiego, będę zawsze bronił honoru żołnierzy i ludności cywilnej. Tych, którzy w Powstaniu brali udział i tych,którzy wspierali żołnierzy, którzy w nim walczyli.

Kontynuując ten wątek historyczno-polityczny, chciałbym jeszcze się zapytać Pana o opinię na temat tego komunikatu, który pojawił się na stronie miasta Gdańsk – a mianowicie, że obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej odbędą się w jakimś takim mieszanym osobliwym wstawiennictwie Żydów, Niemców, Polaków, w „radosnym pochodzie, w radosnym świętowaniu” przejdą wszyscy razem, żeby pokazać, ze można się pojednać. Te słowa o radosnym świętowaniu wzbudziły kontrowersj – tak samo zresztą , jak boje o to czy Państwo Polskie może przejmować czy to w Warszawie, czy na Westerplatte takie tereny czy nie? Czy Pana zdaniem te obchody w Gdańsku zakończą się jakimś skandalem? Czy jednak jest to taki typowy polityczny kapiszon i de facto na koniec dnia nic takiego się nie wydarzy?

– Nie chciałbym, żeby był skandal, bo Polacy, którzy ginęli we Wrześniu 1939, gdy Niemcy zaatakowały Polskę i od tego rozpoczęła się II wojna światowa -zasługują  na upamiętnienie . Ja to powtarzam, ponieważ nie myślałem, że trzeba będzie takie rzeczy powtarzać – od czego się zaczęła II wojna światowa i kto był katem, a kto był oprawcą, a jednak wprost powtarzać trzeba i to głośno – także w Parlamencie Europejskim, także na Zachodzie…Ta rocznica zasługuje na powagę, na oddanie czci naszym rodakom, którzy walczyli i ginęli za Najjaśniejszą Rzeczypospolitą. Natomiast myślę, że prezydent Gdańska nie dorosła do roli gospodarza jednej z największych polskich metropolii. Ja byłem bardzo krytyczny nieraz wobec pewnych wypowiedzi  prezydenta Adamowicza, ale jednak za jego czasów „radosne pląsy” i „radosne” obchody rocznicy napaści Niemiec na Polskę nie byłyby możliwe…

Ryszard Czarnecki zatęsknił za Pawłem Adamowiczem?

Nie, ja po prostu myślę, że ta poprzeczka został bardzo obniżona. Ja się spierałem ze ś. p. prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem w wielu sprawach, ale jednak on nie dopuściłby do sytuacji, w której obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej, która zaczęła się, powtórzę, „ceterum censeo…”, od napaści Niemiec na Polskę, że tam będą jakieś radosne pląsy… Muszę powiedzieć, że to jakaś autokompromitacja Pani Dulkiewicz, ale zostawmy to… Oczy całego świata czy przynajmniej bardzo wielu krajów będą zwrócone na Warszawę, będzie prezydent najważniejszego państwa świata…

Właśnie o to chciałem zapytać, bo wspomniał Pan o wizycie amerykańskiej. Biały Dom już potwierdził, wieczór 30 sierpnia, no i pewnie popołudnie 2 września – to będzie ten czas, w którym Donald Trump wraz z małżonką Melanią Trump odwiedza Polskę. Myśli Pan, że tak jak w przypadku przemówienia dotyczącego Powstania Warszawskiego, tak i 1 września w Warszawie wybrzmi takie mocne przemówienie Donalda Trumpa, który przypomni światu o tym, jak wyglądała naprawdę II wojna światowa? Czy my po prostu wyolbrzymiamy takie wydarzenie, a  z obowiązku reporterskiego się o nich mówi, ale nikt poza Polakami tego nie będzie słuchał?

–  Chciałbym, żeby Donald John Trump  czyli 45. prezydent w dziejach USA miał taką samą historyczną mowę, jaką miał podczas swojej pierwszej wizyty w naszej Ojczyźnie. Warto podkreślić, że do Polski przyleciał jako do pierwszego kraju w  Europie, gdy chodzi o wizytę bilateralną, dwustronną – bo wcześniej był w Belgii,ale na szczycie NATO,

…w Watykanie

Tak i na  szczycie na G-8. Natomiast w wymiarze takich wizyt dwustronnych, ta w Polsce była pierwsza i przez te lata, które minęły od tej wizyty Polska wypromowała się na sojusznika numer jeden USA w Unii Europejskiej w kontekście Brexitu, a przestała być nim Wielka Brytania. Polska też przyjęła rolę, którą za czasów prezydenta Obamy i kanclerz Merkel pełniły Niemcy – role takiego swoistego pośrednika między Waszyngtonem a Unią i to jest dla znaczenia Polski w świecie, dla strategicznej roli Polski bardzo ważne. Natomiast myślę, że zwłaszcza teraz, gdy polska historia jest w świecie zohydzana, przekręcana, zaklamywana, wypowiedzenie słów prawdy i oddanie hołdu Polsce, Polakom, polskim bohaterom, polskim dziejom przez prezydenta najpotężniejszego państwa na świecie, byłoby rzeczą niesłychanie ważną. Na to liczę. Ale też powiem tak – Pan doskonale wie, że prezydent  Trump, którego politykę oceniam dobrze jest człowiekiem, który ma duże ego. Bardzo duże ego.

…To delikatnie powiedziane

– olbrzymie ego. I ja myślę, że to dobrze dla nas, bo w polityce są także emocje. To są pewne odczucia. Politycy nie są robotami. Jeżeli do nas przyjeżdża prezydent Trump, gdy przyjechał za pierwszym razem, powitała go entuzjastyczna Warszawa. Było widać, że tamtych ludzi nikt nie spędził, że ludzie chcieli przyjść.

Tak polubił tę atmosferę, że dlatego jest drugi raz w ciągu dwóch lat?

– Nie. Prosto z Warszawy, kiedy go Polska witała chlebem, solą i serdecznie, tak od serca, ze staropolską gościnnością, pojechał po tym do Hamburga na szczyt G-20, Pan pamięta?

Milo tam nie było…

– Hamburg płonął. Były protesty antyglobalistów. Melanie Trump nie była w stanie wyjść z hotelu na spotkanie, na mowę, którą miała wygłosić, ponieważ hotel został zablokowany i Trump, który ma niemieckie korzenie,przypomnijmy, on mógł porównać tą ciepłą, serdeczną, z sercem na dłoni Polskę, która witała amerykańskiego prezydenta, jego, Donalda Trumpa i te Niemcy, te pożary, te zajścia, te zamieszki – taką antyamerykańską obsesję, która się unosiła w powietrzu, zarówno wśród tych antyglobalistów, którzy podpalali samochody, ale też wśród niemieckiej klasy politycznej i wielu zresztą elit europejskich . Zatem myślę, że on tu przyjeżdża do Polski, gdyż wie, że tu będzie naprawdę miło witany. Nie tylko przez polityków, przez prezydenta doktora Andrzeja Dudę, zresztą Pańskiego krajana, ale również przez polski naród. I myślę, że dlatego będzie Trump wobec nas pewnie cieplejszy niż wobec Niemców, którym cały czas wypomina- i słusznie – że nie spełniają wymogu płacenia 2% własnego budzetu na obronność.

Oczywiście miło jest słuchać, jak prezydent USA jest witany w Polsce chlebem i solą, ale to są kwestie międzynarodowe – a ja jeszcze chciałbym, bo zmierzamy do końca …

– Na pewno nie będzie tak, jak z George’em Bushem juniorem, którego niegdyś witano w Albanii bardzo serdecznie, ale na koniec, jak wrócił do hotelu i jak potem opowiadała zaśmiewając się Condoleezza Rice, Sekretarz Stanu, okazało się że prezydent George Walker Bush uściskał tysiące dłoni i okazało się, że nie miał zegarka na koniec tego dnia spędzonego w Tiranie. Tak na pewno w Warszawie nie będzie.

No ,nie sądzę, żeby ktoś się na zegarek Donalda Trumpa połasił, ale przechodzę do polskiej polityki, bo to są tematy, jak koszula bliska ciału. Serdecznie wita także Prawo i Sprawiedliwość posłów Ruchu Kukiz ’15 . Niektórzy ironicznie mówią, że w takim tempie zostanie z Ruchu Kukiz’15 tylko apostrof w nazwie. Czy Prawo i Sprawiedliwość w tym gorącym okresie przedwyborczym ma zamiar wchłonąć Ruch Pawła Kukiza. To jest ta strategia? Żeby zneutralizować konkurencję na prawicy? Z drugiej strony przecież może przez to zabraknąć potencjalnego sojusznika.

– Już za kilka dni pan prezes Jarosław Kaczyński ogłosi pełne listy naszych kandydatów do Sejmu i do Senatu, ale mogę powiedzieć, że według mojej wiedzy będzie paru tych posłów – to nie jest tak, że będziemy cały  klub przyjmować. Zostało przyjętych dwóch, pan poseł Tomasz Rzymkowski i poseł Norbert Kaczmarczyk, zresztą z Małopolski. Natomiast nie słyszałem o następnych, ale oczywiście decyzja należy do władz PiS-u i prezesa Kaczyńskiego.

A jeżeli Kukiz już niemal oficjalnie będzie się jednoczył z Konfederacją , to jest sygnał, ze po wyborach koalicji z PiS-em już nie będzie? Bo Konfederacja to na prawicy największy wróg Prawa i Sprawiedliwości, mówiący, że jest to partia, która jest uległa wobec Izraela, wobec Ameryki, no i właściwie mało patriotyczna.

– To są banialuki i ja macham ręką, jak słyszę takie opowieści dziwnej treści, natomiast zwracam też uwagę, że szereg różnych polityków Kukiz’15 oficjalnie lub nieoficjalnie ogłasza, że jeżeli ich lider, pan Paweł Kukiz pójdzie z Konfederacją, ze skrajną prawicą, to wówczas na listach ich nie będzie z ich własnego wyboru. Mówią to postaci znaczące i medialne twarze  tego ugrupowania.

Gdzie nie pójdą, jak nie do PiS-u?

– Ja w tej chwili nie chcę o tym mówić, pewnie część z nich nie wystartuje w wyborach. Myślę, że pan Kukiz podejmuje bardzo ryzykowny manewr polityczny. Jego sprawa.

A jakie manewry – i to tak dosłownie i w przenośni – podejmuje w tej chwili pan marszałek Sejmu Marek Kuchciński, ponieważ coraz bardziej wokół niego ta pętla polityczna się zaciska. Ta kwestia lotów, jak informują media, być może również śmigłowcem na wesele chrześnicy do Białegostoku. To jest coś, co politycznie ciąży nad Prawem i Sprawiedliwością w okresie przedwyborczym. Czy Pana zdaniem ta sprawa na tym finiszu kampanii zostanie jednoznacznie zamknięta i nie będzie wracać, czy pod tym znakiem te wybory upłyną? Jednak ta sprawa ludzi bulwersuje.

– Prezes Kaczyński jest w takich sprawach jednoznaczny. Stad pan marszałek Kuchciński zapowiedział, że zwróci te pieniądze na cele charytatywne, do Caritasu. Myślę, że to dobra reakcja. Tutaj, pan prezes Jarosław Kaczyński wymaga od nas bardzo jasnych sytuacji. I to dobrze.

Jakoś tak bez przekonania Pan mówi

– Nie, nie. Właśnie sobie przypominam kolejny cytat. Już sobie przypomniałem w tej chwili. Sytuacja jest poważna, ale tak troszeczkę mówiąc żartobliwie można określić stosunek prezesa Kaczyńskiego do działaczy jego partii, do nas, słowami Wachmistrza Soroki z „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza o Andrzeju Kmicicu: „Nasz Pan dla wrogów okrutny, ale dla swoich też nie lekki”.

Albo jak Leszek Miller użył znanego cytatu  – „Dobry car, źli bojarzy”?

– Jednak ja wolę Sienkiewicza niż Millera, Pan pozwoli.

Na koniec, bo przyjechał Pan do Krakowa na Memoriał Huberta Wagnera, co nie jest tajemnicą zajmuje się Pan też sportem, oprócz polityki – i prosiłbym o takim okiem eksperckim człowieka, który na styku tych światów żyje, o analizę tego czy Kraków potrzebuje europejskiej olimpiady? Czy to jest w ogóle coś, co Pana zdaniem jest dobrą inicjatywą, która rozwinie Kraków  i Małopolskę czy to jest impreza, której nikt nie chciał, wpadła do Krakowa, rząd ją przytulił i tak już zostało?

– Jako członek prezydium Polskiego Komitetu Olimpijskiego i członek zarządu głosowałem właśnie za tym pomysłem.

Głosował Pan, ale się nie cieszył, czy ..

– Nie, nie. Ja jestem entuzjastą tutaj tej idei – od razu mówię. Uważam, że to jest genialna promocja i Polski, i Krakowa, i Małopolski, bo przecież te konkurencje będą rozgrywane w całej Małopolsce. Uważam, ze to jest bardzo dobre i dla polskiego sportu, ale także dla promocji Krakowa, Ziemi Małopolskiej w kontekście turystyki. W tej chwili coraz większą część, to powie Panu każdy fachowiec od turystyki, coraz większą część turystyki stanowią tzw. turyści sportowi. To się będzie zwiększać w skali świata zresztą. To jest taki proces. Wydaje mi się, że tutaj przy gwarancjach rządowych, a one są, podkreślam, w sytuacji, gdy rząd będzie w dużej mierze brał na siebie koszty te igrzyska będą dla Krakowa dobra promocja.

Czyli Kraków nie zostanie pozostawiony samemu sobie?

– Nie. Ja myślę, że to jest „win-win situation”: dla Polski świetnie, dla Krakowa świetnie, dla sportowej turystyki tez swietnie.

Dziękuję bardzo za wywiad. Gościem Radia Kraków był były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, europoseł PiS.  Ryszard Czarnecki. Audycję poprowadził Marcin Makowski.

– Dziękuję bardzo

Blog

Niemcy przeciwko szefowej KE -będzie nią tylko dzięki głosom PiS…

Posted on

Zapraszam do lektury wywiadu, jakiego udzieliłem portalowi fronda.pl. Rozmowę ze mną-poświęconą wyłącznie tematyce międzynarodowej – przeprowadził red. Tomasz Wandas.

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Co sądzi Pan o nowej szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen? Jakie było jej dotychczasowe zdanie o sytuacji politycznej w Polsce, odkąd rządzi u nas Zjednoczona Prawica?

Pani Von der Leyen jako minister obrony narodowej Niemiec była zwolennikiem -co jest bardzo ważne- bliskiej współpracy euroatlantyckiej i realnego sojuszu z USA – to z pewnością różni ją od Fransa Timmermansa, który był zakładnikiem pewnych lewicowych, antyamerykańskich obsesji. Ponadto, jako niemiecki polityk, jest niesłychanie pragmatyczna. Doskonale wie, że teraz musi starać się o bliską i dobrą relację z Polską, ponieważ jest to w jej osobistym interesie.

To znaczy?

Pani Ursula von der Leyen wygrała wybory na przewodniczącą Komisji Europejskiej dziewięcioma głosami i doskonale wie, że fakt, iż jest dzisiaj szefową KE miał miejsce dzięki dwudziestu sześciu głosom europosłów Prawa i Sprawiedliwości. Tuż przed jej wyborem na nową szefową KE w jednej z bardziej znanych brytyjskich gazet, ukazał się artykuł autorstwa Niemca, z którego można było się dowiedzieć, jakim nieszczęściem będzie, gdy o wyborze Von der Leyen zdecydują głosy prawicy – i tak się stało.

Jak zatem wyglądało to głosowanie?

Przeciwko Von der Leyen głosowali nie tylko wszyscy „zieloni” i wszyscy komuniści, ale też część liberałów i aż siedem delegacji narodowych w grupie socjalistycznej. Warto zwrócić uwagę, że europosłowie aż trzech niemieckich partii ,w tym delegacja niemiecka w grupie socjalistycznej czyli SPD , a wiec koalicjant CDU w ramach czarno-czerwonego rządu w Berlinie oraz niemieccy Zieloni i niemieccy postkomunisci głosowali przeciwko własnej rodaczce.

O czym to świadczy?

W tej sytuacji nie dziwi fakt dwóch rozmów polskiego premiera z nowowybrana szefowa Komisji Europejskiej- oficjalnej oraz nieoficjalnej, tej w cztery oczy-obie miały miejsce w Warszawie ,która była celem drugiej ,po Paryżu ,podrozy von der Leyen.  Na co warto zwrócić uwagę to fakt,ze temat praworządności w Polsce ,który była wcześniej tak ważny dla Komisji Europejskiej już się nie pojawił.

Dlaczego?

Skoro w jej interesie jest dobra współpraca z polskim rządem, mającym silny, demokratyczny mandat, należy się spodziewać zdecydowanie lepszych relacji między Polską a Komisją Europejską niż wtedy, kiedy Juncker ogłosił, że nie będzie już kandydował na szefa Komisji i w zasadzie ustępował we wszystkim kandydatowi na szefa KE, czyli Fransowi Timmermansowi. Ten zły czas dla Polski już minął.

Wiedząc, że w dyplomacji na wysokim szczeblu rzadko zdarzają się przypadki, dopytam, o czym świadczy fakt, że Ursula von der Leyen, tuż po wizycie we Francji odwiedza Polskę?             Rozumiem, że wynika to z faktu, że docenia ona to, iż głosy polskich europosłów przyczyniły się do tego, że została ona szefową Komisji Europejskiej, ale czy to wszystko?

Niewątpliwie fakt, iż Polska jest na jej europejskiej trasie zaraz po Francji, jest to docenienie znaczenia naszego kraju, to uznanie, że może i czasem Polska będzie różnić się z Brukselą, ale Polski nie można ominąć. Jeżeli Unia Europejska ma być stabilna, jeżeli projekt europejski ma się rozwijać, a nie zwijać, to Polska jest tu konieczna. Pragmatyczna Niemka, Ursula von der Leyen o tym wie. W związku z tym,  jeżeli nawet nie jest entuzjastką prezesa Kaczyńskiego czy premiera Morawieckiego, zdaje sobie sprawę, że jeśli chce sprawnie rządzić Komisją Europejską, nie mieć kłopotów i być może powalczyć o reelekcję, to ewidentnie musi blisko współpracować z rządem w Warszawie. Jej wizyta w Polsce, tuż po Francji, jest pierwszym krokiem w tym kierunku.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć po jej spotkaniu z premierem Morawieckim? Na co szczególnie powinniśmy zwrócić uwagę? Czego nie powinniśmy przeoczyć?

Choć ani Ursula von der Leyen ani premier Morawiecki tego nie powiedzą, było to spotkanie dwóch polityków z dwóch krajów, z których jeden jest liderem Unii, a drugi jest liderem „nowej Unii”, a więc tych trzynastu krajów, które w ostatnim piętnastoleciu weszły do Unii Europejskiej. Są takie tezy, że bez współpracy tych dwóch liderów : Unii i „nowej Unii”, Unia Europejska znajdzie się na równi pochyłej. Myślę, że Ursula von der Leyen to wie, chce uniknąć tej równi pochyłej i dlatego jest otwarta na dobrą współpracę w Polską. Co więcej, z racji tego, że jest politykiem pragmatycznym, otwarta jest też na propozycje premiera Morawieckiego związane z uszczelnianiem „dziur” VAT-owskich, które kiedyś w Polsce były wielkie, dziś są znacznie mniejsze, ale też które są problemem wielu państw członkowskich Unii Europejskiej. Polska proponuje bardzo pragmatyczną koncepcję zasypania tej dziury budżetowej europejskiej wspólnoty.  

Początek naszych relacji wygląda dobrze, czy jest to zapowiedź, tego, że teraz będzie już tylko lepiej niż było za Timmermansa? Tylko jeśli tak, to co teraz zrobi nasza opozycja, do kogo będą się skarżyć na polski rząd?

Patrząc przez pryzmat racjonalnych przesłanek, uważam, że te dobre relacje między Warszawą a Brukselą są w interesie Brukseli. Nie jest tak, że jest to przede wszystkim w naszym interesie, my o nic prosić nie musimy. Natomiast, prawdę mówiąc, mało mnie obchodzą problemy opozycji, których ta, zdaje się ,ma teraz bardzo dużo. Zarówno ja, jak i moi koledzy i koleżanki z Prawa i Sprawiedliwości myślimy o Polsce, o tym jak wzmocnić jej pozycję w wymiarze wewnętrznym i zewnętrznym, a nie o tym jak dogodzić opozycji.

Złośliwi mówią, że po raz pierwszy w Parlamencie Europejskim nikt z polskich posłów poza byłą premier Kopacz nie dostał znaczącej funkcji, czy faktycznie tak jest? Jeśli tak, to dlaczego? A jeśli nie, to skąd ta narracja?

To kompletna bzdura, pani poseł Kopacz jest jedną z czternastu wiceprzewodniczących europarlamentu, a nasz przedstawiciel – pan profesor Karol Karski jest jednym z pięciu kwestorów. Co więcej ,uzyskał on tę funkcję jednogłośnie, poprzez aklamację, co świadczy nie tylko o jego osobistej pozycji, ale też pozycji Prawa i Sprawiedliwości. Zwracam też uwagę na fakt o którym w Polsce się nie mówi, co mnie zdumiewa, że Prawo i Sprawiedliwość w Parlamencie Europejskim ma trzech wiceprzewodniczących komisji, a Platforma ma ich tylko dwoje. To pokazuje, że albo autorzy narracji, którą Pan przytoczył są nieprofesjonalni i nie wiedzą jaka jest rzeczywistość, albo kłamią jak najęci.

Minister Krzysztof Szczerski został kandydatem na komisarza Unii Europejskiej. Jakie ma szanse, by objąć to stanowisko? Jeśli by mu się udało, to co by to znaczyło dla Polski?

Gratuluję nominacji Krzysztofowi, który jest politykiem o dużym międzynarodowymdoświadczeniu. Warto przypomnieć przy tej okazji fakt, że pracował on już w instytucji unijnej :  w Parlamencie Europejskim, był szefem struktury, która zajmowała się planowaniem polityki zagranicznej w Grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Ponadto był też i jest ministrem odpowiedzialnym za sprawy międzynarodowe w Kancelarii Prezydenta, ma wiele zagranicznych kontaktów i jestem przekonany, że byłby świetnym komisarzem w przeciwieństwie do naszego poprzedniego komisarza pani Elżbiety Bieńkowskiej. Pytanie jakie pozostaje, to jaką otrzyma tekę. Myślę, że Polska powinna starać się o to, by otrzymał tekę gospodarczą, typu rynek wewnętrzny, przemysł, przedsiębiorstwa, rolnictwo, bo to jest z punktu widzenia interesu polskiego najważniejsze.

Dziękuję za rozmowę.

Blog

Katowice : silna Polska

Posted on
Dziesiątki tysięcy ludzi z Górnego Śląska ,ale i z sąsiednich województw pociągami i samochodami podróżowało  w Święto Wojska Polskiego do Katowic. Gdy jechalem do centrum mijałem ludzka rzekę ,wielu z biało-czerwonymi chorągiewkami . To dziennie znajomy widok . Skad? Z pielgrzymek do Polski papieza- rodaka. Defilada w górnośląskiej stolicy była największa od 97 lat. Wtedy Śląsk wracał do Macierzy -dziś była to demonstracja siły polskiego państwa,polskiej armii, polskiego Śląska jako waznej części Rzeczypospolitej . Ale była to również manifestacja polskości i dumy narodowej. Gdyby jednym zdaniem podsumować ,jaki obraz naszego państwa wyłania się z obchodów 15 sierpnia to brzmiałoby ono tak: Polska silna ,dumna i radosna- Polska mająca poczucie ważności swojej historii ,ale tez -współcześnie -wagi swojego miejsca w świecie.  Można określić Polskę ,która widziałem w Święto Wojska Polskiego hasłem towarzyszącym pierwszej zwycięskiej kampanii prezydenckiej Francoisa Mitteranda :”spokojna siła”. A pomysł ,by te defiladę przenieść ze stolicy do stolicy -Górnego Śląska – uwazam za ważny i w wymiarze międzynarodowym i wewnętrznym. Daliśmy sygnał,jak ważny dla Polski jest Gorny Śląsk -i jak wazna jest armia.
*Artykuł ukazał się w”Gazecie Polskiej Codziennie” 17.08.2019
Blog

„Powstanie chłopców pełne”- i babcia Bronisława…

Posted on

Kreślę te słowa w dzień szczególny: 1 sierpnia. Z pamięci cytuję: „Powstanie chłopców pełne/ Powstanie pełne snów/ I tamte pieśni rzewne/ I tamten pożar głów”. Tak po wojnie pisał o tym czasie uczestnik zrywu sprzed 75 lat ksiądz Jan Twardowski. Jako dzieciak chodziłem na niedzielne msze do kościoła sióstr wizytek, gdzie o dziesiątej kazanie miał właśnie ksiądz Jan, a potem z mamą spacerkiem na plac Zamkowy, aby w cukierni na rogu ze Świętojańską  (dziś jest tam restauracja) zjeść babeczkę za dwa złote. Pamiętam dotąd ich smak…

Gdy byłem studentem to na ćwiczeniach u nieżyjącego już rektora Uniwersytetu Wrocławskiego profesora Wojciecha  Wrzesińskiego w studenckiej debacie broniłem tezy, że Powstanie A. D. 1944 było … niepotrzebne. I znalazłem na to dziesiątki argumentów. Co nie zmienia faktu, że najniżej jak tylko można kłaniać się należy przed patriotyzmem tych, często bardzo młodych, ludzi, którzy bez wahania składali życie na ołtarzu Ojczyzny. Nie przekreśla to sensu pytań o racjonalność powstania tego i szeregu innych. To nie jest żadne tabu. Tego dyskursu tłumić nie należy, na przykład odwołując się do wyższych patriotycznych racji. Argumentem „za” Powstaniem nie jest na pewno to, że „warszawiacy tego chcieli”. Patriotyczne emocje oraz uzasadniona chęć odwetu na Niemcach za pięć lat egzekucji i poniżania nie mogą być uzasadnieniem decyzji polityków i dowódców wojskowych.

Żeby jednak było jasne:  po stokroć bliżsi mi są ci w obozie patriotycznym, stanowiący zresztą znakomitą większość, którzy hołdują kultowi Powstania Warszawskiego niż komuniści i kosmopolici-ci, którzy  Powstanie z 1944 roku zohydzali i zohydzają jako przejaw polskiej głupoty. Z tym państwem nie chcę mieć nic wspólnego.

Sądzę, że za mało w kontekście PW’44 mówimy o ludności cywilnej – jej cierpieniach, jej ofierze, jej poświęceniu i patriotyzmie. Uważam to jako historyk, ale też jako osoba, której część rodziny – ze strony ojca- wyszła po upadku powstania ze stolicy i przeszła obóz w Pruszkowie. Zresztą wtedy z jednego z transportów jadących w nieznane uciekł 10-letni chłopak, który po niespełna 20 latach po Powstaniu został moim ojcem. Mały Henio dał dyla Szwabom w okolicach Końskich, w Świętokrzyskiem. Znalazł zresztą schronienie u miejscowego księdza, co zawsze z wdzięcznością podkreślał.

Ale ojciec, zanim uciekł Niemcom, najpierw uciekł babci Bronisławie z domu na Wareckiej 9, aby pomagać przy powstańczej poczcie. Tak, ta sama babcia Bronia, cicha, skromna, niepozorna, w której mieszkaniu pierwszą noc po wyprowadzeniu z getta spędzały żydowskie dzieci. Nie ma drzewka w Yad Vashem, nigdy o to nie zabiegała, w czasie wojny współpracowała też z kontrwywiadem AK – to zresztą temat na osobną opowieść. Ojciec babci, czyli mój pradziadek Bronisław, towarzysz sztuki drukarskiej, drukował „bibule” podczas okupacji niemieckiej – a wcześniej, za zaboru rosyjskiego, „Robotnika”, bo był w PPS-ie Piłsudskiego.

O nich i o tysiącach żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego myślę w tę szczególną rocznicę – z największą czcią.

*tekst ukazał się w tygodniku „Gazeta Polska” (07.08.2019)

Blog

Antysystemowy Kukiz z PSL, który był w pięciu rządach…

Posted on

Polecam lekturę wywiadu, jakiego udzieliłem TV Republika. Rozmowa, którą przeprowadziła red. Ilona Januszewska została spisana, a jej bohaterami są Kukiz, Biedroń, Georgijewa, ale także arcybiskup Jędraszewski….

Pierwsza dziś rozmowa w „Prosto w oczy” z Ryszardem Czarneckim.

Witam Panią, witam Państwa

Panie Pośle, coraz bardziej gorąco się robi, ale nie tylko na termometrach, ale także w polityce ze względu na wybory i termin wyborów. Każdy czeka na termin wyborów. Prezydent Andrzej Duda w wywiadzie dla stacji Polsat News powiedział, że chce, aby te wybory odbyły się 13 października. Lepiej 13 października czy tydzień później? Jak Pan sądzi? Jak Pan ocenia?

– Jest takie powiedzenie, że „złej tanecznicy przeszkadza rąbek u spódnicy, więc gdybym powiedział, że lepiej byłoby 20-tego, to wyglądałoby na to, że szukam tutaj jakiegoś pretekstu, by uzasadnić wynik. Nie. Każda data jest dobra. Myślę, że nie ma co czekać zbyt długo, a te wybory będą w październiku, im szybciej, tym lepiej. Decyzja prezydenta jest tutaj nieodzowna, taki jest porządek prawny i prerogatywy prezydenta.

Tylko, że właśnie prezydent Andrzej Duda mówiąc o terminie wyborów, używał takiego argumentu, że on spodziewa się, że ta kampania będzie bardzo ostra i tutaj chce on oszczędzić też samych wyborców, by jak najmniej tych negatywnych emocji musieli też przyswajać. Pan też się spodziewa, że to będzie ostra kampania wyborcza?

– Patrząc na to, co opozycja wyrabia, na te, jakże często, mowę hejtu politycznego ze strony opozycji, mam wrażenie, że może być bardzo ostra. Oczywiście możemy porównywać kampanie w Polsce z tymi amerykańskimi – tam dopiero się dzieje. Tam dopiero jest jazda bez trzymanki. Tam jest bardzo ostra kampania z wyciąganiem wszystkim brudów, ale nie robią tego kontrkandydaci, tylko ich sztaby. Kontrkandydaci umywają oczywiście ręce, natomiast wiadomo, że za ich sprawą to się dzieje. Oczywiście prezydent ma tu racjonalne argumenty, mówiąc, że krótsza kampania, to mniej hejtu, który głównie ze strony opozycji się wyleje.

No właśnie, mówimy o opozycji – dzisiaj bardzo ważny dzień dla opozycji, dla lewicy również, a także dla Polskiego Stronnictwa Ludowego, dla Kukiz’15 i oczywiście dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej i „Wiosny” , i „Razem”. W poniedziałek o 13-stej odbędzie się konferencja koalicji SLD, „Wiosny”, „Razem”, która zaprezentuje sztab wybroczy. Robert Biedroń ma tez powiedzieć, czy on będzie twarzą tej kampanii, czy będzie szedł do wyborów z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. No właśnie, czego tutaj się Państwo spodziewacie?

– Zbyt wiele dobrego po lewicy spodziewać się nie można. Natomiast Robert Biedroń może być twarzą kampanii, ale nie będzie kandydatem. To znaczy on może pokazać się w wideoklipie, pojechać w jedno czy drugie miejsce, na wiecu wystąpić – jednym, drugim, trzecim, natomiast nie zrezygnuje z mandatu w Parlamencie Europejskim, wbrew wcześniejszym obietnicom.

A czy bardzo częste dziś rozmowy na temat ideologii ruchów LGBT i sami aktywiści tych ruchów LGBT – czy to będzie siła polityczna „Wiosny” Roberta Biedronia?

– Na pewno ta ofensywa ideologii LGBT może skonsolidować elektorat prawicy, elektorat obozu patriotycznego, obozu niepodległościowego, elektorat Prawa i Sprawiedliwości – ale, gdy chodzi  o opozycję, tutaj ta sytuacja może tez spowodować przepływ  elektoratu z Platformy czy Koalicji Europejskiej -tej niedawnej ,z wyborów  do europarlamentu do lewicy, czyli do tego „tercetu egzotycznego”: Biedroń, Zandberg, Czarzasty.

Panie Pośle, no, właśnie, teraz w miniony weekend media rozpisywały się na temat ostatnich słów arcybiskupa Jędraszewskiego, sam biskup spotkał się z ogromnym atakiem ze strony aktywistów LGBT. Czy ten wątek jest uzasadniony? Jest to osoba, która ma przecież bronić wartości chrześcijańskich w chrześcijańskim kraju. Spotyka się z ogromnym atakiem, całe szczęście chyba strona patriotyczna staje po jego stronie i okazuje mu ogromne wsparcie. Czy biskup Jędraszewski powinien czuć jakiekolwiek wyrzuty sumienia ze względu na to, że stanął w obronie wartości?

– Uderz w stół, nożyce się odezwą. Mam wrażenie, że właśnie taka gwałtowna reakcja na te słowa jest spowodowana wyrzutami sumienia. Zresztą tutaj nie chodzi o aktywistów LGBT, bo tutaj jest szereg po prostu polityków czy dziennikarzy sympatyzujących z opozycją czy zajmujących w przeszłości miejsca w strukturach władzy, także mówię o dziennikarzach, którzy  teraz bardzo ostro zaatakowali arcybiskupa.

Czy to naprawdę tak dziwi, że biskup broni wartości chrześcijańskich?

– Przypomnę słynną maksymę, słynne słowa o tym, że Kościół jest „znakiem sprzeciwu” . W swoim czasie  – nie chciałbym tu porównywać, mówię to jako historyk – kilka wieków wstecz ostre „kontrowersje” – byśmy dzisiaj powiedzieli – wzbudzały kazania Piotra Skargi. Pamiętam taki zapis kronikarski jak to obywatele zebrali się „w zakrystii, żeby księdza Skargę obić” – koniec cytatu. To po kilku wiekach sytuacja się powtarza i inni Książęta Kościoła też są brutalnie atakowani, jak arcybiskup Jędraszewski, których słowa budzą reakcje  alergiczne, bardzo emocjonalne reakcje ze strony ludzi, którzy właściwie usłyszeli, to co chcieli usłyszeć, a nie to, co powiedział arcybiskup.

Dzisiaj taki moment, kiedy Kukiz’15, zresztą to już na Twitterze była taka rozmowa, kiedy Marek Jakubiak sam skomentował zachowanie Pawła Kukiza, że posłowie z Kukiz’15 znajdą się na listach Polskiego Stronnictwa Ludowego, Paweł Kukiz w odpowiedzi mówi, że woli dać swoich pewnych posłów na listę Polskiego Stronnictwa Ludowego niż stworzy sam swoją listę wyborczą, nie ma na to czasu i nie ma na to pieniędzy.  Skoro nie ma na to czasu przede wszystkim, to po co mu ta polityka, skoro już chyba coś tutaj się kończy?

– To jest totalna kapitulacja Kukiza, który budował swoje ugrupowanie jako sprzeciw wobec pewnego establishmentu, formacje buntu, formacje protestu, co w Europie Zachodniej jest dosyć częste i na koniec wylądował na listach partii, która uwaga, była najdłużej u władzy w III RP, bo była w rządzie Mazowieckiego przez rok, dwie kadencje z SLD, dwie z Platformą – sumie 17 lat. To jest partia, która jest klasyczną partią władzy, nawet bardziej niż Platforma, która była dwa razy krócej u władzy niż PSL. Także Kukiz przeprosił się z  tym establishmentem, staje się jego częścią .

Ale samo mówi o tym, ze posłowie, którzy przeszli między innymi do Prawa i Sprawiedliwości, to koniunkturaliści, którym zależy tylko na tym, aby mieć stanowisko, mieć funkcję.

– Myślę, ze mówienie źle o ludziach, z  którymi współpracował przez lata świadczy o nim źle.

A czy Prawo i Sprawiedliwość widziało w  Kukiz’15 trochę większe szanse na lepszą współpracę?

– Na pewno część posłów tej formacji głosowała z nami w wielu sprawach. Paru z nich, jak sądzę, znajdzie się na listach wyborczych w Prawie i Sprawiedliwości. Natomiast tutaj chodzi  o coś całkiem innego. Ludzie mają prawo wybierać z kim jest im po drodze. Natomiast ten język pogardy, niechęci , pełen emocji u pana Kukzia jest niepotrzebny. Przecież to  ludzie, których wybierał na swoje listy. I to świadczy nie tyle źle o nich, co o nim.

Ostatnie pytanie – przejdziemy jeszcze na chwilę do zagranicy – Bułgarka KristalinaGeorgijewa jest kandydatką Unii Europejskiej na stanowiska szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. To jest dobra kandydatura? Jak Pan to ocenia?

– Znam bardzo dobrze panią Gerogijewą, przez piec lat była komisarzem w Komisji Europejskiej, a  została nią w roku 2009, wtedy kiedy jej koleżanka z Bułgarii została odrzucona przez Parlament Europejski. Pracowałem wówczas i do tej pory pracuję w Komisji Kontroli Budżetu- ona była naszym partnerem, spotykaliśmy się także sam na sam, gdy chodzi właśnie o kwestie kontroli budżetu instytucji unijnych. Merytorycznie jest to kandydatka bardzo dobra. Cieszę się, że ktoś z naszego regionu Europy zostaje szefem takiej instytucji. A dlaczego zostaje szefem? Ponieważ dotychczasowa przewodnicząca, Francuzka Christine Lagarde ma zostać od listopada prezesem Europejskiego Banku Centralnego. Stąd więc taka roszada szachowa, ale uważam, że to tez sygnał, iż nie wolno pomijać naszego regionu Europy.

Bardzo Państwu dziękuję. Moim i Państwa gościem był europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki. Dziękuję Panu jeszcze raz.

Blog

Unijny budżet i optymista (nie za duży?) Morawiecki

Posted on

Zapraszam do lektury wywiadu radiowego ,jakiego udzieliłem dla Polskiego Radia Wrocław. Rozmowę przeprowadził red. Filip Marczyński. Oto jej spisana forma. Wywiad w całości poświęcony był problematyce unijnej: budżetu i Brexitu.

Dzień dobry, dziś przed mikrofonem Filip Marczyński, dziś naszym gościem jest poseł do Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki. Dzień dobry, Panie Pośle,

– Witam Pana, witam Państwa bardzo serdecznie.

Do końca przyszłego roku, czyli Pan i jeszcze siedmiuset innych ludzi musi przegłosować nowy budżet, te ramy budżetowe dla Unii Europejskiej – czy to będzie trudne?

Zawsze jest to niełatwe, ponieważ chodzi o pieniądze, duże pieniądze. Pan powiedział :do końca przyszłego roku. Zgadzam się z Panem, chociaż się nie zgadzam z premierem Morawieckim akurat, ponieważ premier Morawiecki tak dość optymistycznie powiedział, że – choć może mieć też rację – to nastąpi do połowy przyszłego roku.

Ano, to takie nadzieje ma premier.

– Wie Pan, to jest rzecz ciekawa, ponieważ będzie prezydencja niemiecka w następnym roku i Niemcy bardzo nie chcą, aby budżet unijny siedmioletni, na lata 2021-2027, został przegłosowany, kiedy akurat  oni będą mieli półroczną prezydencję w Unii Europejskiej, ponieważ wtedy wszelkie pretensje poszczególnych krajów będą kierowane do Berlina. Oni ciężko pracują, żeby to nastąpiło na początku roku czyli podczas prezydencji chorwackiej – i taka jest oficjalna linia . Oczywiście już nikt nie pamięta dziś, co mówił kiedyś przewodniczący Komisji Europejskiej Juncker i komisarz do spraw budżetu, Niemiec – Niemcy bardzo pilnują finansów unijnych – Guenter Oettinger. Oni chcieli, żeby przed wyborami europejskimi ten budżet zamknąć, co jednak było surrealizmem, mrzonką.

Natomiast ja bym powiedział w ten sposób – pośpiech jest potrzebny przy łapaniu pcheł. Lepiej wynegocjować lepszy budżet parę tygodni czy parę miesięcy później niż na „olaBoga” przegłosować budżet tylko dlatego, żeby to było do końca czerwca przyszłego roku. Tutaj oczywiście będzie brakowało tych miliardów funtów ze Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Z drugiej strony Polska bardzo pragmatycznie zawiera sojusze  z krajami, gdzie rządzą formacje odległe od PiS-u, ale mamy wspólny interes – np. gdy chodzi o rolnictwo, zawarliśmy sojusz z Francją Macrona, z Hiszpanią, gdzie rządza socjaliści, z Portugalią, gdzie rządzą socjaliści, z Włochami czy z Grecją, gdzie będą rządzić konserwatyści – właśnie po to, by chronić ten budżet unijny na rolnictwo i dzialac ,żeby był jak największy. Jak na razie w tym projekcie budżetu, przygotowanym m.in. przy udziale pani komisarz Bieńkowskiej – co było dla mnie zaskoczeniem, że ona głosowała za tym budżetem – jest minus 5 procent na Wspólną Politykę Rolną, w tym na dopłaty  minus 1 procent. Wydaje się, jestem przekonany, mogę się nawet założyć, że to się zmieni w sposób wyraźny. A drugi sojusz, który Polska zawarła to jest powrót do tworzenia, ponownie, po latach, Grupy Przyjaciół Funduszy Spójności. A więc te kraje i z naszego regionu Europy, a także niektóre kraje z tzw. Europy Zachodniej, które są największymi beneficjentami właśnie funduszy spójnościowych, oczywiście chcą, żeby te fundusze były jak największe. Tymczasem „stara Unia” dosyć mocno forsuje, w  swoim interesie oczywiście ich zmniejszenie .

Każdy ciągnie w swoją stronę, prawda?

– Oczywiście, to jest jasne. Tak zawsze było w  Unii. Forsuje się taką oto praktykę budżetową, że owszem te państwa tak zwanej „ starej Unii”, dawnej EWG, dawnej „Piętnastki”, one będą wpłacały dużą składkę członkowską cały czas, ale będą stamtąd maksymalnie dużo z powrotem brały, bo na przykład będą specjalne środki finansowe na politykę imigracyjną, a więc to pójdzie do tych krajów, które są najbogatsze, które były magnesem dla imigrantów spoza Europy. Albo też na przykład zostaną spożytkowane na badania naukowe, uczelnie wyższe. I te środki w praktyce – mimo ,że obiecywano nam przed naszym wejściem  do Unii Europejskiej co innego – one w praktyce idą do tych najbogatszych krajów członkowskich Unii. I to są takie pewne metody, aby te środki, które się włożyło do tej skarbonki unijnej przez takie państwa, jak Niemcy, Holandia, Szwecja, Austria, Francja ,te kraje najbogatsze- żeby z powrotem z tej skarbonki wyjąć. Walka tutaj będzie trwać. Ja jestem przekonany, że ten budżet będzie dużo, dużo lepszy niż ten, który zaprojektowała Komisja Europejska. Jeszcze na koniec jedno zdanie, że Parlament Europejski jest naszym sojusznikiem, zawsze – bo PE, obojętnie od składu, jest za koncepcją jak największego budżetu. Komisja Europejska ma największego węża w kieszeni, a Rada Europejska, tam gdzie przedstawiciele rządów, tutaj jest gdzieś tak pośrodku. Mam nadzieję, że europarlament będzie rzeczywiście skutecznym sojusznikiem rządu Rzeczpospolitej.

To jeszcze na koniec jedno pytanie i o krótką odpowiedź proszę – czy będzie nowa umowa z Wielką Brytanią w sprawie Brexitu czy też, tak jak zapowiedział nowy premier, Boris Johnson, 31 października po prostu powiedzą „good bye” i odejdą bez umowy?

– Nie jestem prorokiem Ryszardem, ale wydaje mi się, że to, co powiedział premier Jej Królewskiej Mości, Boris Johnson, to jest taki element negocjacji. Powiem wprost : „no deal”, wyjście bezumowne, jest złe dla Londynu i fatalne dla UE-27, dla reszty Unii – także dla Polski. Przypomnę, że Wielka Brytania jest jednym z nielicznych krajów Zachodu, z  którym my jako Polska mamy dodatni bilans handlowy, czyli wolumen eksportu przewyższa import. W związku z tym w naszym interesie, w  interesie Unii, ale też w  jakiejś mierze Londynu jest to, żeby umowa była. Nawet , jeżeliby Wielka Brytania wycofała się z Unii jednak trochę później. I to jest z punktu widzenia zdroworozsądkowego optymalny wariant, ale jak Pan wie – w polityce nie zawsze zdrowy rozsądek króluje.

Ryszard Czarnecki, poseł do  Parlamentu Europejskiego, bardzo dziękuję.

– Dziękuje bardzo.

Blog

Świt i sznur czyli … samorządy stolicy, Gdańska i Radomia

Posted on

W stanie wojennym na różnych wrocławskich demonstracjach skandowaliśmy: „Wrocław -Warszawa: wspólna sprawa!”. A z kolei podczas pielgrzymki Papieża -Polaka i mszy na gdańskiej Zaspie: „Gdańsk- Warszawa :wspólna sprawa!”. Te hasła po latach wracają niczym chichot historii. Co łączy bowiem np. władze Warszawy, Gdańska i Radomia? Pogarda dla historii i brak szacunku dla tych, którzy ginęli za Polskę. W stolicy Polski ,stolicy Pomorza oraz w mieście protestów w 1976 roku rządzą prezydenci z PO – to ich wspólny mianownik. Czy dlatego przez długie lata nie można było w Warszawie postawić pomnika prezydenta Warszawy, potem RP, profesora Lecha Kaczyńskiego, a władze robiły wszystko, aby tę wielką postać wymazać z kart polskiej historii. W Gdańsku niszczeje Westerplatte, co jest i wielkim wstydem i wielkim oskarżeniem władz samorządowych tego miasta, które znajdują pieniądze na tzw. „Parady Równości”, ale nie znajdują środków finansowych, aby choćby w elementarny sposób uczcić tych, którzy „czwórkami do nieba szli” (Konstanty Ildefons Gałczyński).

W Radomiu natomiast już nawet „Gazeta Wyborcza” pisze, że niszczeje miejsce upamiętniające Polaków zamordowanych przez Niemców w 1943 roku. Władze tych dwóch aglomeracji i jednego dużego miasta widać nie znają słów Norwida: „Przeszłość to dziś, tylko cokolwiek dalej”. Nie rozumieją, albo nie chcą zrozumieć, co to jest polityka historyczna. Nie rozumieją lub nie chcą zrozumieć, że rodakom poległym za Ojczyznę należy się wdzięczność i hołd. Wszak, jak pisał współczesny, jakże tragiczny poeta Rafał Wojaczek: „Ojczyzna, ta dziedzina śmierci niechybionej”.

Albo się pewne rzeczy czuje, albo ma się je w nosie. Pokaż mi czy masz szacunek do polskich bohaterów – a powiem Ci, kim jesteś. Widocznie politycy PO należą do tych, do których nie stosują się słowa Zbigniewa Herberta o tym, by iść, żyć i dać świadectwo. A może są to dla nich pojęcia ze Słownika Wyrazów Obcych? Jak zwał, tak zwał, nieważne motywy: ważny jest efekt finalny – czyli ich kompromitacja.

Oglądanie dramatycznie zaniedbanych miejsc na terenie Wojskowej Składnicy Tranzytowej- bohaterskiej obrony Polaków z Września 1939 budzi wściekłość. Trzeba ją wyrażać, bo bezkarność tylko rozzuchwala tych kosmopolitów, którzy z własnej woli dokonują amputacji naszych korzeni.

Co łączy przywracanie przez władze Warszawy – wspólnie z sądami – komunistycznych patronów ulic w stolicy Rzeczpospolitej z prezydentem Radomia, któremu nie przeszkadza rozpadający się pomnik upamiętniający rodaków walczących z niemieckim okupantem? Co łączy poza legitymacją partyjną? Zapewne całkowite wykorzenienie. Co ich łączy z wiceprezydentem Gdańska, który winą za II wojnę światową rozpoczętą agresją III Rzeszy Niemieckiej na Polskę obarcza …i Polaków i naszych zachodnich sąsiadów(sic!). Lub z jego szefową, dla której marniejące miejsca narodowej pamięci na Westerplatte stają się pretekstem do… atakowania polskiego rządu, który chce wypełnić „obowiązek pamięci”.

Czasem piszę o różnych niemądrych politykach, że dopisują swoje rozdziały do książki Aleksandra Bocheńskiego „Dzieje głupoty w Polsce”. To nie jest ten przypadek. To raczej zapisywanie kolejnych rozdziałów „Hańby domowej”, by użyć tytułu poruszającego zbioru wywiadów z przywódcami nadwiślańskich komunistów autorstwa mojego znajomego Jacka Trznadla.

Nie wiem, co gorsze: miliardy wyciekające w aferze VAT-owskiej czy ta pogarda dla polskiej przeszłości będąca udziałem władz samorządowych występujących pod (tęczowa) flagą PO.

„Spisane będą czyny i rozmowy” – ten cytat polskiego noblisty Czesława Miłosza pasuje tu , jak ulał. Cóż, ten wiersz napisany przez Miłosza w Waszyngtonie w 1950 roku kończy się słowami, które wszak trudno uznać za mowę nienawiści: „lepszy dla Ciebie byłby świt zimowy /I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta”.…

*tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” (lipiec 2019)

Blog

Odwilż na Wschodzie? „Nowe otwarcie” w trójkącie Polska-Ukraina-Litwa

Posted on

Od razu wyjaśnię, aby nie było nieporozumień: tytułowy „Wschód” to nie żadna tam Rosja, tylko nasi sąsiedzi, których państwa znajdują się między nami a Federacją Rosyjską czyli Ukraina i Litwa. A termin „odwilż”, który po raz pierwszy w języku politycznym został użyty bodaj w 1956 roku (chodziło w nim o złagodzenie kursu przez Komunistyczną Partię Związku Sowieckiego i w samym ZSRS i całym bloku wschodnim) dotyczy nie tyle sytuacji wewnętrznej w Kijowie i Wilnie – ale relacji tych państw z sąsiadami, a konkretnie z Polską.

Zbliżenie Ukrainy z Polską?

W drugiej połowie jedynej kadencji prezydenta Petra Poroszenko Ukraina faktycznie postawiła na zbliżenie z Berlinem kosztem dobrych relacji z Polską, tak jakby była to alternatywa ,a nie koniunkcja i nie można było dbać o dobre stosunki i z Berlinem i z Warszawą. Dodatkowo Poroszenko ratując wyborczą skórę zastosował identyczny manewr, jak jeden z jego poprzedników Wiktor Juszczenko, którego widmo politycznej klęski kazało zwrócić się do nacjonalistów. Obaj wyszli na tym, jak imć Zabłocki na mydle: cnotę stracili, a  przysłowiowego rubla (przepraszam!) nie zarobili. Choć można złośliwie powiedzieć, ze fabryki słodyczy oligarchy Poroszenki dalej funkcjonujące na terenie Federacji Rosyjskiej jednak ruble zarabiają.

Hołdy składane UPA nie tyle okazjonalnie, co jako rdzeń polityki historycznej w oczywisty sposób musiały zaszkodzić relacjom z Warszawą. Nowy prezydent Ukrainy, WołodymyrZełenski pokazuje gesty, które tę skrajna wizję historii obustronnych relacji polsko-ukraińskich mają wyraźnie łagodzić, co ma w rezultacie umożliwić  zbliżenie z Polską. Czy jest to suwerenna decyzja nowego Pierwszego Obywatela Ukraina czy efekt nacisku Amerykanów zyskujących w Kijowie coraz większe wpływy – tego nie wiemy. Ale jedno jest pewne – w interesie amerykańskim czy jednak szerzej: Zachodu jako całości jest zgoda między sojusznikami Waszyngtonu w obszarze postsowieckim, a nie konflikty historyczne czy polityczne, które jednocześnie są prezentami dla Kremla. O ile dla Poroszenki Berlin jawił się jako swoisty „door-opener” – „otwierający drzwi” do Unii Europejskiej, o tyle ekipa Zełenskiego i jego partii „Sługa Narodu” może tak samo traktować Warszawę, ale w kontekście relacji transatlantyckich.

Litwa: 100 tysięcy euro na polskie podręczniki czyli nowa jakość

W polityce zagranicznej ważne są gesty. Jeżeli nowy gospodarz w Kijowie z pierwsza Głową Państwa spotyka się z prezydentem Rzeczypospolitej dr Andrzejem Dudą i to na terenie Stałego Przedstawicielstwa RP przy Unii Europejskiej czyli w polskiej ambasadzie przy UE, to ma to wymiar symboliczny. Podobnie jak fakt, że to terytorium naszego kraju ma dojść do spotkania Zełenskiego z prezydentem Donaldem Trumpem (ma to nastąpić 1 lub 2 września tego roku).

Oczywiście trzymilionową Litwę trudno porównywać z przeszło 40 -milionowa Ukraina, ale identyczny sygnał, co ukraiński prezydent, dał nowy litewski prezydent Gitanas Nauseda, który demonstracyjnie z pierwszą wizytą zagraniczną udał się do Warszawy. A że nie był to tylko gest, pokazuje fakt, że w jego nowym gabinecie dwa ministerstwa zarezerwował dla reprezentantów polskiej mniejszości.  Taka sytuacja zdarza się w historii Republiki Litwy dopiero po raz drugi. Skądinąd wtedy ,za pierwszym mieliśmy – co szczególnie istotne miedzy innymi w kontekście Nord Streamu oraz Możejek i Orlenu- stanowisko ministra energetyki. W tym samym czasie zresztą nasi rodacy mieli też funkcję wicemera Wilna.

Jednak za tym gestami szefa rządu wybranego przez litewski Sejmas (oczywiście nazwa wzięta z polskiego Sejmu…) odnośnie celu pierwszej podróży zagranicznej i zaproponowania foteli ministerialnych dla dwóch Polaków w Radzie Ministrów w Wilnie, poszły też przełomowe, jak się wydaje, decyzje natury finansowo-psychologicznej. Finansowej – bo litewski rząd po raz pierwszy w historii tego państwa przeznaczył kwotę aż 100 tysięcy euro na sprowadzenie z Polski (sic!) podręczników dla naszej mniejszości narodowej w jej języku ojczystym. Psychologicznej – bo dotychczas, obojętnie kto rządził  w Wilnie, władze dość skutecznie rzucały kłody pod nogi polskiego szkolnictwa. Na przykład doprowadzano do zamykania polskich klas czy szkół  poprzez podwyższanie koniecznego limitu uczniów mniejszości narodowej do urzędowej zgody na stworzenie dla nich klas. Było to konsekwentne działanie mające na celu ograniczanie polskiego szkolnictwa i lituanizację młodych obywateli tego kraju z polskich rodzin. Paradoksalnie, próby ich oderwania od polskości czasem może i były skuteczne, ale nierzadko prowadziły bądź do utwierdzania ich w polskości lub – niestety dla obu stron konfliktu – pójścia w kierunku rusyfikacji.

Oczywiście za wcześnie jeszcze odtrąbić strategiczną zmianę polityki Kijowa, a zwłaszcza Wilna wobec Warszawy. Takiej oceny można dokonać najwcześniej po kilku miesiącach-a nie po kilku tygodniach funkcjonowania nowych władz Ukrainy i Litwy. Jednak odwilż jest faktem.

Oligarchowie i media: Polska i Ukraina to dwie różne planety

A tak na marginesie: opozycja w Polsce zarzuca prezydentowi RP Andrzejowi Dudzie, że ten wybrał najbliższy z możliwych terminów wyborów, zatem kampania wyborcza w naszym kraju potrwa ledwie 2 miesiące i parę dni. Kampanie w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej czy Skandynawii nie trwają dłużej, ale może bardziej przekonywujący jest przykład sąsiadującej z nami Ukrainy, gdzie wybory rozpisano 6 czerwca, a odbyły się 21 lipca. Jest to więc kampania krótsza o parę tygodni niż ta w Polsce. Prawdę mówiąc , nie jedyna to różnica między kampaniami w tych dwóch krajach. W Polsce jest jedna telewizja należąca do jednego z najbogatszych Polaków – Zygmunta Solorza. Tymczasem w praktyce wszystkie główne kanały TV na Ukrainie są w rękach tamtejszych oligarchów. I tak TV Ukraina należy do Rinata Ahmetowa, IC TV do Wiktora Pinczuka , „1+1” do Ihora Kołomojskiego , a „112” – oskarżana o prorosyjskość i niechęć do władz wybranych po „drugim” Majdanie – do Tarasa Kozaka. Kanały TV należące do przyjaciela Aleksandra Kwaśniewskiego Wiktora Pinczuka to 22,5% wszystkich aktywów telewizyjnych Ukrainy, a telewizje wspierającego i „Sługę Narodu” Zełenskiego i partię „Głos” piosenkarza Światosława Wakarczuka – prezesa Zjednoczonej Wspólnoty Żydowskiej  IhoraKołomojskiego to kolejne 20% tychże aktywów. Taka oligarchizacja mediów elektronicznych w Polsce była, jest i będzie zapewne niemożliwa.  I Bogu dzięki…

Trzeba trzymać rękę na pulsie, gdy chodzi o relacje polsko-ukraińskie i polsko-litewskie, ale optymizm w kontekście tych bilateralnych stosunków nie może być już objawem politycznej naiwności, jak to dotąd bywało.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (12.08.2019)

Aktualności

Trump niczym Reagan

Posted on

Oto wywiad ,jaki udzieliłem red Przemysławowi Harczukowi z portalu dorzeczy.pl

Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący PE 

Krytyka Donalda Trumpa jako rzekomego sojusznika Rosji jest bardzo krzywdząca. Trzeba odróżnić słowa prezydenta USA od jego czynów. A te są bardzo stanowcze wobec Putina. Można powiedzieć, że Donald Trump wszedł w buty Ronalda Reagana – mówi w rozmowie z DoRzeczy.pl Ryszard Czarnecki, były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości.

Polityk odniósł się do ostatnich wydarzeń. Przypomnijmy, że Donald Trump zaskoczył ugodową postawą wobec Rosji podczas wspólnej konferencji prasowej z Władimirem Putinem. Prezydent USA stwierdził, że Rosja nie wpływała na wybory w Stanach Zjednoczonych. Dzień później oznajmił, że się… przejęzyczył.

Zdaniem Ryszarda Czarneckiego mówienie o prorosyjskości Trumpa jest niezgodne z faktami. – Dobrze radzę spojrzeć na politykę Donalda Trumpa przez pryzmat czynów, działań i faktów, podczas tej prezydentury, a nie przez pryzmat słów – mówi Czarnecki w rozmowie z DoRzeczy.pl.

– Jeśli porówna się pierwsze 30 miesięcy prezydentury Donalda Trumpa i pierwsze 30 miesięcy prezydentury Baracka Obamy, to widać, że Obama mało mówił o zbliżeniu z Rosją, ale zrobił fatalny reset w relacjach Waszyngtonu i Moskwy, de facto oddając Polskę i kraje naszego regionu w ręce Rosji. Za cenę neutralności względem Iranu i urwania kontaktów Moskwy z palestyńskim Hamasem – mówi Czarnecki.

Zupełnie inaczej – według eurodeputowanego – wygląda polityka obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. – Trump w ciągu pierwszych 30 miesięcy swojej prezydentury zdecydował o bazach wojskowych w Polsce i krajach bałtyckich. Zwiększył liczbę amerykańskich żołnierzy w Polsce. Wielokrotnie bardzo krytykował publicznie Rosję. Wyrzucił 60 rosyjskich dyplomatów ze swojego kraju. Wymusił na członkach NATO zwiększenie wydatków na obronność – przekonuje Ryszard Czarnecki.

– Niejednokrotnie Donald Trump wchodził w buty Ronalda Reagana. Barack Obama w sposób bezrefleksyjny zachowywał się jak przedstawiciel ruchów pacyfistycznych. Na szczęście porzucił tę politykę w drugiej kadencji. Jednak dziś krytykowanie Donalda Trumpa za  słowa, za rzekome sprzyjanie Putinowi jest mocno krzywdzące – przekonuje eurodeputowany PiS.

– Uważam, że nie można mówić o nieprzewidywalności Trumpa. Nieprzewidywalna to jest Rosja, Iran, Korea Północna. Ameryka Trumpa jest jak najbardziej przewidywalna. A sam prezydent USA może nas zaskakiwać swoimi wypowiedziami, ale na pewno nie czynami – te są przewidywalne i na pewno nie służą Rosji – dodaje Ryszard Czarnecki