Aktualności

Trump niczym Reagan

Posted on

Oto wywiad ,jaki udzieliłem red Przemysławowi Harczukowi z portalu dorzeczy.pl

Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący PE 

Krytyka Donalda Trumpa jako rzekomego sojusznika Rosji jest bardzo krzywdząca. Trzeba odróżnić słowa prezydenta USA od jego czynów. A te są bardzo stanowcze wobec Putina. Można powiedzieć, że Donald Trump wszedł w buty Ronalda Reagana – mówi w rozmowie z DoRzeczy.pl Ryszard Czarnecki, były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości.

Polityk odniósł się do ostatnich wydarzeń. Przypomnijmy, że Donald Trump zaskoczył ugodową postawą wobec Rosji podczas wspólnej konferencji prasowej z Władimirem Putinem. Prezydent USA stwierdził, że Rosja nie wpływała na wybory w Stanach Zjednoczonych. Dzień później oznajmił, że się… przejęzyczył.

Zdaniem Ryszarda Czarneckiego mówienie o prorosyjskości Trumpa jest niezgodne z faktami. – Dobrze radzę spojrzeć na politykę Donalda Trumpa przez pryzmat czynów, działań i faktów, podczas tej prezydentury, a nie przez pryzmat słów – mówi Czarnecki w rozmowie z DoRzeczy.pl.

– Jeśli porówna się pierwsze 30 miesięcy prezydentury Donalda Trumpa i pierwsze 30 miesięcy prezydentury Baracka Obamy, to widać, że Obama mało mówił o zbliżeniu z Rosją, ale zrobił fatalny reset w relacjach Waszyngtonu i Moskwy, de facto oddając Polskę i kraje naszego regionu w ręce Rosji. Za cenę neutralności względem Iranu i urwania kontaktów Moskwy z palestyńskim Hamasem – mówi Czarnecki.

Zupełnie inaczej – według eurodeputowanego – wygląda polityka obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. – Trump w ciągu pierwszych 30 miesięcy swojej prezydentury zdecydował o bazach wojskowych w Polsce i krajach bałtyckich. Zwiększył liczbę amerykańskich żołnierzy w Polsce. Wielokrotnie bardzo krytykował publicznie Rosję. Wyrzucił 60 rosyjskich dyplomatów ze swojego kraju. Wymusił na członkach NATO zwiększenie wydatków na obronność – przekonuje Ryszard Czarnecki.

– Niejednokrotnie Donald Trump wchodził w buty Ronalda Reagana. Barack Obama w sposób bezrefleksyjny zachowywał się jak przedstawiciel ruchów pacyfistycznych. Na szczęście porzucił tę politykę w drugiej kadencji. Jednak dziś krytykowanie Donalda Trumpa za  słowa, za rzekome sprzyjanie Putinowi jest mocno krzywdzące – przekonuje eurodeputowany PiS.

– Uważam, że nie można mówić o nieprzewidywalności Trumpa. Nieprzewidywalna to jest Rosja, Iran, Korea Północna. Ameryka Trumpa jest jak najbardziej przewidywalna. A sam prezydent USA może nas zaskakiwać swoimi wypowiedziami, ale na pewno nie czynami – te są przewidywalne i na pewno nie służą Rosji – dodaje Ryszard Czarnecki

Aktualności

Polska w „Osi”?

Posted on

Polska w „Osi”?

Czy Polska będzie w „Achse der Willigen”? „Eine gute frage”, czyli po prostu „dobre pytanie”. Owa „Achse” to „oś chętnych”. Chodzi o współpracę państw członkowskich Unii Europejskiej w obszarze „bezpieczeństwa, terroryzmu i imigracji”. Z języka dyplomatycznego przechodząc na normalny – chodzi o kooperację UE27 (już bez Wielkiej Brytanii) w zakresie zwalczania nielegalnej inwazji imigrantów spoza Europy na Stary Kontynent. Skądinąd głównie muzułmanów. Ta właśnie „oś chętnych” ma być jednym ze sztandarowych pomysłów prezydencji Austrii w Unii Europejskiej. Zacznie się ona dosłownie parę dni po tym, jak ten numer tygodnika „Wprost” trafi do kiosków. Unijną sztafetową pałeczkę Wiedeń przyjmuje od Sofii o północy z 30 czerwca na 1 lipca. Północ to godzina duchów, co by się nawet zgadzało, bo po Merkelowym „Herzlich Willkommen” dla przybyszy z innych kontynentów dla wielu polityków europejskich imigracyjny megaproblem stał się prawdziwym, „nightmare” („nocnym koszmarem). Polacy na szczęście mogą spać spokojnie, bo rząd RP nie dał się wziąć „na krzyk” i prowadził politykę zgodną z odczuciami Polaków. W tym samym czasie nad Dunajem premier Orban słuchał się Węgrów – i oba państwa dobrze na tym wyszły.

Najmłodszy premier Europy i były najmłodszy szef MSZ w UE Austriak Sebastian Kurz w wywiadzie dla telewizji ORF powiedział, że planuje utworzenie obozu dla uchodźców, którym odmówiono azylu. Nie powiedział konkretnie gdzie. Ale chodzi o kraj spoza Unii Europejskiej. Austriaccy dziennikarze twierdzą, że w grę wchodzi Albania. Wydaje się to dość prawdopodobne z dwóch powodów – w tym jeden wypływający z mojego własnego doświadczenia. Pierwszy powód to fakt, że Albanii bardzo zależy na wejściu do UE i to najlepiej w tzw. „pierwszym rzucie” czyli zaraz po Czarnogórze, równolegle z Serbią lub niedługo po niej. Jednym słowem: w pierwszej trójce. Stąd też Tirana byłaby skłonna spełniać różne zachcianki Brukseli lub głównych krajów członkowskich Unii, byleby tylko zobaczyć zielone światło na jej krętej i górzystej drodze do UE. Drugi powód to ten, o którym wiem coś więcej. W swoim czasie, a dokładnie w 2016 roku interweniowałem osobiście u ówczesnego (i obecnego) premiera tego kraju, Ediego Ramy, socjalisty i malarza (Austriacy też mieli jednego polityka-malarza, ale go szybko wyeksportowali do Niemiec… ), aby w tym bałkańskim państwie zgodził się dać schronienie paru tysiącom rzeczywistych uchodźców z Iranu, którzy fatalnie traktowani byli w Iraku. Premier Rama na to przystał, a ja mu podziękowałem składając wizytę tuż przed Bożym Narodzeniem A. D. 2016. To wówczas ten były koszykarz pokazał mi z dumą koszulkę Leo Messiego, która wisiała w jego gabinecie. Nie był chyba w najlepszym humorze, bo miesiąc wcześniej wybory prezydenckie w USA wygrał Trump, którego ów Rama nie cierpiał i krytykował publicznie jeszcze podczas kampanii. Widocznie przekonano go, że Hilary Rodham Clinton wygra, za przeproszeniem, w cuglach, a Donald John Trump poniesie spektakularną klęskę. Amerykańscy wyborcy mieli jednak zdanie inne niż albańscy doradcy lewicowego PM .

Jaki z tego morał? Jest ich kilka. Po pierwsze austriacki premier zrozumiał, że należy realizować obietnice wyborcze (tak, jak PiS) – jak się wygrało wybory dzięki krytyce polityki imigracyjnej UE i własnego kraju, to należy od słów przejść do czynów. Po drugie albański premier nie zrozumiał, że sondaże to nie dogmat, a wyniki wyborcze często wyraźnie różnią się od przedwyborczych spekulacji (jak w Polsce w 2015 roku).

Na szczęście my, Polacy, oba morały znamy z życia.

* tekst ukazał się w tygodniku „Wprost” (25.06.2018)

Aktualności

O histerii”Gazety Wyborczej”,uciesze obcych ambasadorów i „pale” dla opozycji

Posted on

Poniżej zapis wywiadu, jakiego udzieliłem red.Janowi Przemylskiemu dla VOD „ Gazety Polskiej”

Witam, Jan Przemyłski, „Rozmowa niezależna”, a naszym gościem jest Ryszard Czarnecki, europoseł z ramienia PiS.

Witam Pana, witam Państwa.

Za nami szczyt NATO w Brukseli, dla wielu przełomowy, zapadło wiele ważnych decyzji, Prezydent Duda spotkał się dwukrotnie z Prezydentem USA Donaldem Trumpem, to nie były umawiane wcześniej spotkania. Jakie będą korzyści z tego dla naszego kraju?

To był z punktu widzenia interesów Polski bardzo korzystny szczyt, nie rozumiem histerii „Gazety Wyborczej”, która przedstawia to w czarnych kolorach, „skłócone państwa NATO”, „demoniczny Donald Trump”, same porażki, tak jakby obserwowali inny szczyt i kiedy indziej. Szczyt był bardzo dobry z kilku powodów: po pierwsze, oficjalnie decyzja, że za 2 lata NATO będzie dysponowało specjalnymi siłami szybkiego reagowania, „4×30”, które w ciągu miesiąca można przerzucić na wschodnią flankę 30 brygad zmechanizowanych, 30 okrętów, a także około 300 samolotów z 30 dywizjonów i to jest bardzo dobra decyzja, to taki „breaking point” w pewnym sensie. Po drugie, kolejne zbliżenie z Gruzją i Ukrainą, a więc znowu NATO trochę wbrew traktatowi NATO-Rosja buszuje w postsowieckiej kniei i buszuje skutecznie. Kwestia trzecia, oficjalne zaproszenie do negocjacji członkowskich Macedonii, kraju z Bałkanów, gdzie walka o wpływy między Rosją a Zachodem jest bardzo silna, gdzie Rosjanie sponsorowali próbę przewrotu politycznego w Czarnogórze, chcieli zablokować dołączenie Montenegro do NATO. Eksperci powiedzą, że Rosjanie werbują szpiegów w batalionie ukraińskim, który stacjonuje w Kosowie.. Walka się toczy, a to, że NATO otwiera perspektywę dla Macedonii jest też ograniczaniem wpływów Rosji. A poza tym też decyzje nieformalne, czyli przygotowanie w kuluarach utworzenia nowego dowództwa NATO w Polsce- w Szczecinie. Teraz była decyzja o utworzeniu nowych dwóch jednostek dowództwa wyższego szczebla – w USA w Norfolk oraz Niemczech w Ulm – ja mówię specjalnie o Ulm, bo Donald Trump ostro stawia do kąta kanclerz Merkel, słusznie domaga się, by Niemcy nie płaciły 1,2% PKB na obronność tylko 2%, Niemcy się już ugięły i w ciągu 6 lat chcą dojść do 1,5%,. Jednak mogę teraz wymienić co najmniej 2 kraje z tzw. „Big 5”, które są członkami NATO, które płacą znacznie mniej niż Niemcy – 0,9%, Włochy – 1,1%, ale Trump skupił się na Niemczech, bo to oni są konkurentem. Trump widzi świat w perspektywie walki, może trochę darwinistycznej, ale ma rację – Niemcy postrzega jako konkurenta gospodarczego, politycznego i geopolitycznego. Stąd nie atakuje premiera Włoch czy nowego premiera Hiszpanii, który w ogóle jest dość sceptyczny wobec NATO, a skupia się na Niemczech nie izolując ich wobec NATO – dostają kolejne dowództwo u siebie. Jest rzeczą ważną również aspekt umów bilateralnych, między innymi między Donaldem Johnem Trumpem a Andrzejem Sebastianem Duda . Sprawa istotna, ponieważ poruszono kwestię baz amerykańskich w Polsce. Z tego typu rozmów niebawem się urodzi zamiana obecności rotacyjnej, która de facto jest permanentna, w obecność stałą. Polska dyplomacja i polski rząd mądrze mówi, że to nie jest żadna alternatywa dla Niemiec, choć w praktyce amerykański militarny worek nie jest bez dna, więc stworzenie baz stałych w Polsce mogłoby być alternatywą dla Niemiec. Natomiast liczą też na to po cichu kraje bałtyckie, które mówią „zaraz, zaraz, my jesteśmy bardziej narażeni” – i mają rację, tyle, że Amerykanie są bardziej pragmatyczni i woleliby w przyszłości bazy w Polsce, bo u nas byłyby one bardziej bezpieczne.

Panie Pośle, a czy to nie jest tak, że jeżeli powstaną stałe bazy w Polsce to – powiedzmy sobie to szczerze – czy to będzie na rękę Niemcom i jakie wrażenie może Rosja odnieść po tym szczycie. Raczej nie ma powodów do zadowolenia?

Oczywiście Rosjanie będą eksponować, tak jak „Gazeta Wyborcza”, „New York Times” czy prasa francuska, werbalne sformulowania Donalda Trumpa, który uważa za dobrą metodę nazywanie rzeczy po imieniu i ruga m.in. na twitterze kanclerz Merkel, kiedy uważa, że ona się ugnie – bo ma problemy we własnym rządzie i w środowisku koalicyjnym. Chociaż w praktyce dostali kilka strzałów z tego szczytu – zarówno kwestia Bałkanów, jak i Gruzji czy Ukrainy oraz zwiększanie wydatków na obronność to jest oczywiste uderzenie w Rosję. To jest takie narzucenie pewnego wyścigu zbrojeń. Już za Ronalda Reagana dzięki temu ZSRR upadł. Myślę, że Trump wchodzi w buty Reagana, jest bardziej pragmatyczny, ale dla niego Putin jest konkurentem…

… i jest też biznesmenem.

Tak, ale na drodze wielkości samego Trumpa i jego kraju, a to człowiek bardzo żywotny i na pewno będzie walczył o drugą kadencję, stoi właśnie Rosja. I w jego interesie osobistym i jego państwa jest nie dogadywanie się z nimi – tak jak to miało miejsce za czasów pierwszej kadencji Baracka Obamy – tylko ograniczenie wpływów Rosji i obecny prezydent Stanow to robi. Donald Trump jest wbrew pozorom nieprzewidywalny w tym co powie, ale przewidywalny jest w tym, co zrobi. Będzie ograniczał wpływy Rosji, ale też i wpływy Niemiec. A dla nas to jest bardzo korzystne.

Czy ta nieprzewidywalność Trumpa przejawiła się w tym 4% na obronność? Nikt się pewnie nie spodziewał tego, że on rzuci takimi liczbami, kwotami.

USA ma 3,2% PKB na obronność, Trump wistuje – licytuję, jak w pokerze. Jak mówi 4%, to wiadomo, że jest to pewnego rodzaju figura retoryczna, bo jest to niemożliwe. Skądinąd powiem tak – jak można policzyć, gdyby Niemcy miały 2% PKB na obronność, to wydawałyby jakieś 70 miliardów euro – szczerze mówiąc, jako historyk mając w pamięci wcześniejsze ich doświadczenia wolałbym, żeby tyle nie dawały. Trump zmusza tymi procentami osiągnięcie 2% przez te kraje. Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO mówi o 8 państwach , które osiągną w tym roku ten magiczny próg 2 procent.Polska minimalnie go przekroczy, będzie bodajże 2,1%, skądinąd dzięki zakupowi broni amerykańskiej dla naszego kraju. Przekroczą też i teraz także kraje bałtyckie, Grecja, Wielka Brytania. Inne kraje będą dopiero dochodzić i przekraczać, zwłaszcza Europa Południowa -jest w tych statystykach bardzo kiepska.

Zmienimy teraz temat, w elitach brukselskich chyba panuje epidemia choroby filipińskiej. Patrząc na Junckera na szczycie NATO, kiedy był podtrzymywany przez swoich współpracowników, kierowników innych państw, przewodniczących, czy można powiedzieć, że Juncker zasłabł czy coś mu się stało?

Czytałem w internecie już, że schody były za strome, buty miał za ciasne, halny w Brukseli wiał, więc możemy się śmiać….

No tak, ale to jest właśnie ta osoba, która poucza Polskę pod każdym względem. Czy na pewno nasze państwo nie ma sobie nic do zarzucenia?

Myślę, że poucza znaczniej bardziej niż Juncker pan Timmermans czy Verhofstadt. Natomiast jest to pewien problem. Ja jak słyszę takie głosy, że w interesie Rosji jest nagłaśnianie chwiejnego kroku pana Junckera – no, dobrze, ale to pan Juncker się chwieje, wobec tego nie dziwmy się, że przeciwnicy politycznej Europy to wykorzystują. Daje on preteksty…

… takie rzeczy trzeba nagłaśniać.

Trudno dziwić się dziennikarzom czy internautom, że hulają. Jak polityk ma problem, to powinien z tym problemem się zmierzyć. Pamiętamy spotkanie liderów Unii z papieżem Franciszkiem i sytuacje – a dokładnie zdjęcia Junckera bardzo gestykulującego w czasie rozmowy – też poszły w świat. Można się uśmiechać, że to był test na życzliwość innych przywódców i ten test zdali ci, co podtrzymywali pana Junckera, czyli premier Portugalii Costa i prezydent Ukrainy Poroszenko. Natomiast śmiać się rzeczywiście nie ma z czego. Jest to problem dla autorytetu Unii.

Czy to nie jest takie odzwierciedlenie całej Unii?

To taka metafora, ale z drugiej strony tego typu rzeczy generują kolejne tysiące głosów eurosceptyków. Ludzie patrzą i głosują – przeciwko takiej Unii, jaką widzą.

W piątek w Warszawie odbyło się Zgromadzenie Narodowe, 550 lat polskiego parlamentaryzmu, zorganizowane na Zamku Królewskim. PO bojkotuje, nie zjawia się, Nowoczesna wyszła ze Zgromadzenia. Czemu to służy, czy to jest kolejny etap puszczania w świat „laurki” naszej władzy , wołanie o pomoc, krzyk rozpaczy, co oni chcą osiągnąć?

Dzisiaj w trakcie naszej rozmowy pojawiły się trzy tematy. Jeden dla mnie o polityce międzynarodowej, drugi raczej do Prezesa PARPY, czyli Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, a trzeci to raczej do jakiegoś satyryka, kabareciarza. To była szopka. Ja myślę, że ambasadorowie Niemiec czy Rosji najbardziej cieszyli się z tego,co dzialo w Warszawie. Ja pamiętam taki tekst Romana Dmowskiego pt. „Gdybym był wrogiem Polski” i w tym tekście pisał on, że robiłby wszystko, żeby klasa polityczna w Polsce była skłócona. Właśnie takie sytuacje ,jak 550 rocznica polskiego parlamentaryzmu – a dziś jest równo ta rocznica przypadająca na wydarzenie w Kole w Wielkopolsce, gdzie odbył się Sejmik, który poprzedził Sejmik Generalny w Piotrkowie Trybunalskim – to jest rzecz, która powinna łączyć. Oczywiście PO, Nowoczesna, PSL i inni, ich „prawem” ,według zwyczaju, jest walka z tym rządem, ale takie rocznice powinny łączyć. I musze powiedzieć, że jednak w Europie Zachodniej tak się jak u nas nie dzieje – tego typu rocznice łączą. Takie sceny były i są na Ukrainie, gdzie ukraińska opozycja nie miała i nie ma poczucia, że powinno się być razem i dlatego demonstrują . To jest rzecz ze strony opozycji nieodpowiedzialna i antypolska – to mocne oskarżenie, ale uważam, że generowanie takich obrazków i takich sytuacji, przedstawianie takiej narracji na Zachód jest pokazywaniem, że oni bardziej niż szanują Polskę nienawidzą polskiego rzadu . Z instynktu państwowego – bo takie pojęcie powstało około 60 lat temu – dwójka bądź pała dla totalnej opozycji.

Panie Pośle, dziękuję za dzisiejszą rozmowę.

Aktualności

Opozycja obraziła się na Państwo Polskie

Posted on

Poniżej publikuje wywiad, jakiego udzieliłem dla portalu wpolityce.pl red. Adamowi Stankiewiczowi

Próba skonfrontowania się Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim w wyborach prezydenckich pokazuje de facto jego rejteradę z tych wyborów. On doskonale wie, że w tych wyborach wystartuje jako kandydat PiS obecny prezydent, pan doktor Andrzej Duda

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Ryszard Czarnecki, europoseł PiS.

wPolityce.pl: Partie opozycyjne, poza Kukiz’15, zbojkotowały Zgromadzenie Narodowe z okazji 550-lecia polskiego parlamentaryzmu. Jak pan ocenia takie zachowanie?

Ryszard Czarnecki: Wczoraj akurat równo w 550 rocznicę sejmiku w Kole, byłem w powiecie kolskim na spotkaniu z wyborcami w Grzegorzewie i w Dąbiu. Na własny sposób uczciłem ten sejmik sprzed 5,5 wieku, który stworzył fundamenty pod Sejm w Piotrkowie Trybunalskim. Mówię o tym specjalnie, ponieważ to, co w tej chwili totalna opozycja robi, to jest tak naprawdę ,w gruncie rzeczy ,patrząc przez pryzmat długich polskich dziejów, tylko zapisaniem pewnego przypisu do polskiej historii. Nic ani dobrego ani mądrego opozycja nie zrobiła. Chciała po raz kolejny wysłać pewien sygnał za granicę, że w Polsce jest coś nie w porządku, co jest absurdalne, ale niektórzy wrogowie naszego kraju „kupują” taką narrację. Temu właśnie służyła ta żałosna demonstracja opozycji, bo tak naprawdę pokazała ona, że obraża się na własne państwo. Przypominam posłom opozycji, że obowiązuje ustawa o wykonywaniu mandatu posła i ona nakazuje udział właśnie w tego typu zgromadzeniach. Mam też wrażenie, że totalna opozycja dziecinnieje, bo zachowuje się jak dzieciak, który zabiera zabawki z piaskownicy i z niej ucieka.

W swoim przemówieniu prezydent Andrzej Duda odnosił się głównie do historii, ale powiedział też, że odpowiedzialność nakazuje, aby wynik wyborów był powszechnie respektowany i że wypełnianie programu wyborczego to nie tylko przywilej, ale i obowiązek wobec obywateli.

Miał rację. Nazwał rzecz po imieniu. Nie odkrył Ameryki, ale trzeba było to powiedzieć. Opozycja, powiem językiem piłkarskim, sama „zakiwała się” i to na śmierć w tych swoich politycznych dryblingach. Nie odróżnia bycia opozycją od totalnego negowania funkcjonowania państwa, bo do tego się to sprowadza. W Polsce rozstrzyga kartka wyborcza. Mam wrażenie, że opozycja bardzo obawia się tego kolejnego werdyktu, gdy chodzi o wybory, i dlatego też ucieka w tego typu happeningi polityczne.

Donald Tusk udzielił ostatnio wywiadu TVN, w którym stwierdził m.in., że w Europie jest takie przekonanie, że naciskanie na rząd PiS służy Polsce.

Diabeł ubrał się w ornat i na Mszę dzwoni. Donald Tusk jako przyjaciel demokracji i człowiek, któremu zależy na Polsce to rzeczywiście jakaś nowa figura retoryczna. Mam wrażenie, że Donald Tusk parę ostatnich lat ciężko pracował, żeby w rozmowach kuluarowych, a także wystąpieniach publicznych dezawuować Polskę, polskie władze. Wysyłał skrajnie fałszywą narrację o braku demokracji w Polsce. Jest człowiekiem bardzo głęboko zaangażowanym politycznie w Polsce po stronie totalnej opozycji. Jeżeli dzisiaj posłowie PO nazywają Donalda Tuska „liderem Zjednoczonej Opozycji”, to Platforma sama ujawnia, jaką rolę Tuskowi przypisuje. Na szczęście nie jest to opozycja zjednoczona, a jeżeli ma takiego lidera, to w zasadzie możemy spać spokojnie.

Donald Tusk mówił tez, że nie wahałby się ani chwili odnośnie startu w wyborach prezydenckich, gdyby wystartował w nich Jarosław Kaczyński. Jak pan interpretuje te słowa?

Próba skonfrontowania się Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim w wyborach prezydenckich pokazuje de facto jego rejteradę z tych wyborów. On doskonale wie, że w tych wyborach wystartuje jako kandydatem PiS obecny prezydent, pan doktor Andrzej Duda. Zatem szczerze mówiąc coraz mniejszą uwagę przywiązuje do wypowiedzi Donalda Tuska. Zwracam uwagę, że ich jest coraz więcej i widać, że Donald Tusk za wszelką cenę stara się skupić na sobie uwagę opinii publicznej, tyle że wydaje mi się, iż z coraz gorszym skutkiem.

Zjednoczona Opozycja najprawdopodobniej nie poprze Jacka Majchrowskiego jako kandydata na prezydenta Krakowa. Czy według pana to oznacza, że Państwa kandydatka, Małgorzata Wassermann, ma większe szanse na zwycięstwo?

To jest przykład na to, jak opozycja się jednoczy przez podział. Było uzgodnione porozumienie dotyczące wspólnego startu. Prezydent Jacek Majchrowski wyrzucił je do kosza. Czemu to zrobił? Z prostego powodu – uznał, że dla niego pójście do wyborów razem z Platformą byłoby rzeczą niedobrą, przeciwskuteczną wręcz. To oznacza, że PO była dla niego partnerem kompromitującym i uznał, że w Krakowie może na takiej współpracy stracić. Można powiedzieć, że nastąpił rozwód, zanim małżeństwo zostało zawarte. To zwiększa szanse Małgorzaty Wassermann, ale przede wszystkim skazuje na ciężką klęskę Platformę i Nowoczesną, bo one nie mają swojego kandydata. Zaraz będzie łapanka, ale to też osłabia szanse na znaczącą obecność Platformy Obywatelskiej w Radzie Miasta Krakowa. To jest dobra wiadomość dla PiS.

Blog

Trzej Królowie ze Strasburga i ACTA 2.0

Posted on

„Boh trojcu lubit”. To rosyjskie przysłowie pasuje do listy gości Parlamentu Europejskiego podczas ostatniego przed wakacjami posiedzenia, które tradycyjnie odbyło się w Strasburgu w pierwszej połowie lipca. Owymi gośćmi – pomijając w tych rozważaniach delegację gubernatorsko-ministerialno-parlamentraną Australii, którą przywitano zdawkowymi oklaskami – byli w kolejności wystąpień: austriacki kanclerz Sebastian Kurz (skądinąd najmłodszy premier w Europie), polski premier Mateusz Morawiecki i prezydent Angoli Joao Manuel Consalves Lourenco. O reprezentancie kraju „Czarnej Afryki” (to coraz mniej „poprawne politycznie” określenie, co zresztą nie najlepiej świadczy o czasach, w których żyjemy) mówić nie będę, skupiając się na niespełna 32-letnim szefie rządu z Wiednia i 50-letnim (20 czerwca obchodził urodziny) premierze z Warszawy, a raczej z Wrocławia. Ten pierwszy przywołuje mi na myśl Cesarsko-Królewskie Austro-Węgry, ale nie dlatego, że nosi bokobrody a la Franciszek Józef (bo nie nosi) – tyle że twórczo stosuje w polityce tzw. „metodę Orbana”. Metoda owa polega na tym, że we własnym kraju gromko krytykuje się imigrantów, ale po przyjeździe do Brukseli jakoś się w tej kwestii łagodnieje. Przynajmniej werbalnie. Sebastian Kurz robi to samo: wgrał wybory dzięki mówieniu imigrantom „dość”, ale na ostatnim posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli siedem dni temu od momentu , gdy piszę ten felieton ‒ siedział jak mysz pod miotłą. O polityce imigracyjnej podczas swojego wystąpienia na forum PE jednak mówił, ale w porównaniu z tym, co komunikuje nad Dunajem była to wersja jakże „soft”.

Premier RP w Alzacji pozostał sobą, bo jego narracja jest generalnie ta sama i w Warszawie i w Koninie czy Ostrowie Wielkopolskim i na europejskich salonach. Wystąpił w innej roli niż Austriak – tamten mówił w imieniu kraju ,który właśnie dopiero co objął półroczną prezydencję w Unii, a nasz wystąpił w cyklu z debat o „przyszłości Europy”, jakie odbywają się od końca zeszłego roku w europarlamencie. Zapoczątkował je premier Irlandii Leo Varadkar, ale konia z rzędem temu, kto bez sięgania do Internetu przypomni choćby jedną myśl wypowiedzianą przez szefa rządu „Zielonej Wyspy”. Nasz rodak nie byłby sobą, gdyby nie mówił o innowacyjności, nowoczesnych technologiach, rozwoju gospodarczym, ale podkreśli również, co nie wszystkim się spodobało w parlamencie w Strasburgu – chrześcijańskie fundamenty Zjednoczonej Europy. A we mnie odezwał się historyk(szef polskiego rządu kończył te same studia historyczne, co ja: na Uniwersytecie Wrocławskim imienia … Bolesława Bieruta, tyle że bodaj 6 lat po mnie) i przypomniałem sobie, że europejskie elity odrzuciły projekt preambuły do nieszczęsnej, na szczęście nie przyjętej „konstytucji europejskiej”. A ta wprost zawierała odniesienia do chrześcijańskich korzeni Europy. Jak to świadczy o tych elitach – wiadomo.

W tym europarlamencie słuchałem już kilkadziesiąt głów państw i szefów rządów, ale poza wystąpieniami dwojga polskich premierów (Szydło i Morawieckiego) zapamiętam tylko wielką mowę premiera Jej Królewskiej Mości Tony Blaira, którego charyzmą można by obdzielić iluś tam gości PE na przestrzeni lat.

Dla młodych Europejczyków, w tym młodych Polaków, najważniejszym wydarzeniem minionej sesji europarlamentu były jednak nie wystąpienia gości z Wiednia, Warszawy czy Luandy, ale fakt odrzucenia dużą liczbą głosów ACTA 2.0 – czyli wprowadzenia jakiejś tam formy cenzury w sieci, co wiąże się z nieuchronnym wyprowadzeniem ludzi na ulicę. Byłem wśród obrońców wolności i cieszę się z tej decyzji, ale to na razie tylko wygrana bitwa – we wrześniu sprawa wraca: z inicjatywy Komisji Europejskiej, choć może w nieco łagodniejszej (?) wersji.

* tekst ukazał się w tygodniku „Wprost” (09.07.2018)

Aktualności

Pragmatyczny (?) Berlin ,ideologiczny(?) Paryż-bez Polski ani rusz

Posted on

wPolityce.pl: Za nami spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z kanclerz Angelą Merkel. Jakie będą konsekwencje tego spotkania?
Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości: Dobrze, że do niego doszło. Choć nie jest prawdą, że to pierwsze spotkanie tych szefów państw, bo do pierwszego doszło podczas Rady Europejskiej w Brukseli, ale tamto musiało być krótkie. W latach 2007-2015 premier Tusk i premier Kopacz za wszelką cenę unikali rozmowy o różnicy zdań, protokole rozbieżności. Dziś jest inaczej. Premier Morawiecki nie ukrywał, co jest sprzeczne w naszych interesach. I uważam, że słusznie. Nie ma co ukrywać prawdy. Trzeba pokazywać, co jest wspólnym mianownikiem, a co nas różni. Dzisiaj potwierdziło się, że różni nas chociażby kwestia gazociągu Nord Stream 2. Chodzi też o kwestie gotowości do wypełnienia zobowiązań wobec NATO. Jest też sprawa reparacji wojennych. Z polskiej strony chodzi tu nie o sam fakt, że te reparacje nam się należą, a o to , w jaki sposób i kiedy zostaną zrealizowane.
Co w takim razie jest wspólnym elementem?
Wspólna może być kwestia prac nad budżetem Unii Europejskiej, choć Niemcy stosują medialne przecieki ws. potencjalnego szantażowania Polski powiązaniem oceny praworządności w naszym kraju z wysokością przepływów unijnych.
Istnieje taka możliwość?
Pod względem formalno-prawnym nie ma żadnego instrumentarium, by jakiemukolwiek państwu Unii Europejskie zabrać choć jedno euro z powodów wewnętrznych. Ale to, że nie ma takiej możliwości dzisiaj, nie oznacza, że nie może się pojawić. Tym bardziej, że coraz mocniej w brukselskich kuluarach mówi się, o uzależnieniu wypłaty kasy z Brukseli do Polski z oceną sytuacji u nas w Polsce. Za tym stoją dwa główne państwa w Unii Europejskiej, czyli Niemcy i Francja. Wbrew większości komentatorów twierdzę, że nie chodzi tu o sprawę praworządności.
O co w takim razie chodzi?
Tak naprawdę chodzi o politykę imigracyjną. Paryż i Berlin są wściekłe na Polskę, że ta jako jedno z dwóch państw w Europie prowadzi zupełnie niezależną i suwerenną politykę imigracyjną. Postawiliśmy tamę dla muzułmańskich imigrantów, a preferujemy faktyczną imigrację bliskich nam kulturowo ludzi z dawnych Kresów Wschodnich. Praworządność to tylko pretekst, powodem jest polityka migracyjna. Na razie ten szantaż jest wbrew Komisji Europejskiej i jej przewodniczącemu. Jean-Claude Juncker wie, że zastosowanie takiej bomby atomowej oznaczałoby tak naprawdę znalezienie się Unii Europejskiej trwale na równi pochyłej. Juncker nie chce przejść do historii jako grabarz Unii Europejskiej. Pamiętajmy, że za jego kadencji odbywa się Brexit.
Jakie są atuty po naszej stronie w dyskusji z Niemcami?
Jesteśmy piątym krajem co do wielkości w Unii po Brexicie. Jesteśmy też liderem państw nowej Unii. Krajem, który dokonał pewnej integracji trzech podregionów w ramach tej nowej Unii – krajów bałtyckich, krajów bałkańskich i krajów grupy V4. Atakowanie Polski może być problemem w kontekście całej nowej Unii. Niemcy i Francja, które stosują zasadę divide et impera na terenie całej Wspólnoty, będą musiały na rozgrywanie Polski i innych krajów naszego regionu stracić wiele sił i środków. Polska jest też ogromnym rynkiem zbytu i mostem Unii na Wschód. Pragmatyczny Berlin, lepiej niż mocno ideologiczny Paryż, wie, że na dłuższą metę nie uda się utrzymać projektu europejskiego bez partnerskiej i podmiotowej współpracy lidera Unii, którym są Niemcy, z liderem regionu – Polską.
Angela Merkel użyła wyrażenia „polska mniejszość”. Wspomniała też o nauczaniu języka polskiego. To przełom czy tylko ukłon w stronę Mateusza Morawieckiego przy okazji tego spotkania?
Wypowiedź kanclerz Merkel to, używając języka baseballu, zdobycie kolejnej bazy. Jest to wyraźne przesunięcie piłki w kierunku bramki przeciwnika. To zmuszenie strony niemieckiej do używania języka, którym my opisujemy problem.
*Rozmawiał Tomasz Karpowicz. Portal wpolityce.pl (16.02.2018)

Blog

„Czarneckigate” – kulisy i podwójne standardy UE

Posted on

Dotychczas w kompetencjach Parlamentu Europejskiego nie leżało ocenianie wypowiedzi eurodeputowanych, które miały miejsce poza salą plenarną lub poza posiedzeniami komisji PE. „Sprawa Czarneckiego” jest swoistym precedensem. O tyle szczególnym, że otwiera drogę do sytuacji, w której parlament z siedzibami w Brukseli, Strasburgu i Luksemburgu (europosłowie pracują w tych dwóch pierwszych) staje się w praktyce arbitrem, sędzią, ale też i prokuratorem (coś wiem o tym!) w … sporach, które mają miejsce na terenie krajów członkowskich. To swoista łapczywość kompetencyjna. Wpisuje się ona jednak w pewne zinstrumentalizowanie roli europarlamentu w kierunku politycznej maczugi wobec tych polityków, którzy nie tylko mają poglądy inne niż europejski mainstream (mainstream, póki co…), ale też nie boją się jej głosić.

„Czarneckigate” zamiast „Verhofstadtgate”

Rzecz określana ironicznie jako „Czarneckigate” jest o tyle znamienna, że dzieje się w pewnym określonym kontekście polityczno-sytuacyjnym. Oto bowiem przewodniczący Grupy Liberałów i Demokratów w Parlamencie Europejskim, były premier Belgii, 13 kwietnia 2017 roku wołał do szefa rządu Węgier Viktora Orbana: „Czy będzie palił pan książki na placu przed parlamentem?”. Wypowiedź ta w skandaliczny sposób kojarzy premiera rządu Budapesztu z Hitlerem, za którego czasów rzeczywiście palono niewygodne książki przed budynkiem niemieckiego parlamentu – Reichstagu. Były wnioski o ukaranie belgijskiego (flamandzkiego) polityka, ale nie zostały rozpatrzone i żadnej kary nie poniósł. Mogą to potwierdzić ich autorzy ‒ polscy europosłowie z grupy politycznej Europejskich Konserwatystów i Reformatorów profesor Zdzisław Krasnodębski i Marek Jurek. Zażądali ukarania lidera ALDE w lipcu 2017 i ich wniosku dotychczas nie rozpatrzono. Chyba rozzuchwalony tym faktem Guy Verhofstadt wystąpił jako recydywista 15 listopada, gdy 4 dni po Święcie Narodowym Polski i upamiętniającym go Marszu Niepodległości, powiedział: „Na ulice Warszawy wyszło kilka tysięcy faszystów, neonazistów, białych suprematystów. (…) Marsz ten miał miejsce 300 km od obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau”. Tym razem z żądaniem przeproszenia tysięcy polskich patriotów zwróciła się poseł Jadwiga Wiśniewska oraz – w osobnym liście – ponownie posłowie Marek Jurek i Zdzisław Krasnodębski. Skarga i tej grupy posłów nie doczekała się żadnego rozpatrzenia, a lider liberałów ‒ kary czy choćby upomnienia.

Przesunięcie „wajchy” federalizmu

Jak widać europarlamentarne młyny czasem nie mielą wcale, a czasem błyskawicznie. Nawet, gdy opierają się na dość pokrętnym tłumaczeniu, a raczej jego… omówieniu.

Właśnie władze PE określiły termin następnych eurowyborów. Odbędą się one w ostatni weekend maja AD 2019. Czemu o tym piszę? I to tak nagle, zmieniając temat? Wbrew pozorom wcale go nie zmieniam. Oto bowiem nowe wybory do europarlamentu, które odbędą się równo w 40 rocznicę pierwszych bezpośrednich wyborów do „Brukseli i Strasburga” (wcześniej europarlament funkcjonował jako zbiór przedstawicieli parlamentów narodowych przez nie właśnie wskazywanych) prawdopodobnie w znaczący sposób zmienią geografię polityczną w Parlamencie Europejskich. Można spodziewać się bardzo znaczącego wzrostu euronegatywistów, eurosceptyków, eurorealistów i konserwatystów oraz tradycjonalistów. Już dzisiaj w europarlamencie liczącym 751 posłów eurosceptycy i eurorealiści zrzeszeni w takich właśnie frakcjach (nie mówię o eurosceptykach i eurorealistach występujących w szeregach socjalistów, chadeków i liberałów, bo i tam się oni zdarzają) liczą około 180 osób, co stanowi niespelna 25%. Trudno przesądzać wyniki wyborów za rok i cztery miesiące, ale wydaje się być pewne, że skoro Europa staje się coraz mniej euroentuzjastyczna i niechętna eurokracji – to taki tez właśnie będzie Parlament Europejski. A to prawdopodobnie może oznaczać, iż dużo trudniej będzie „zdyscyplinować” przedstawicieli 27 już ‒ bo bez Wielkiej Brytanii – krajów członkowskich UE do jedynie słusznej, bezalternatywnej, paneuropejskiej wizji, w której Europa Narodów całkowicie wyparta jest przez federalistyczny koncept „Stanów Zjednoczonych Europy”. Zatem być może obecna chadecko-lewicowo-liberalno-zielono-komunistyczna większość usiłuje forsować rezolucje i decyzje personalne, które mogą być już za 1,5 roku swoistym „mission impossible”. Chyba na zasadzie: „po nas choćby potop”. Albo też: „a więc przesuwajmy teraz wahadło federalistyczne tak bardzo w jedną stronę, żeby trudno je było potem przesunąć w drugą w to samo miejsce”. To naprawdę wiele tłumaczy.

Odwilż? Nie, polityczna matematyka…

Cóż, nowy rok w Parlamencie Europejskim zaczął się w Strasburgu z przytupem. Jednak „sprawa Czarneckiego” nieco przyćmiła rzecz dla Polski zapewne jednak znacznie ważniejszą. Oto europarlament zrezygnował z uruchomienia własnej procedury artykułu 7. Traktatu o UE w kontekście Polski. Oficjalna przyczyna? Fakt, że w grudniu uczyniła to już Komisja Europejska przekazując ów „hot potato” (gorący kartofel), by użyć tego anglosaskiego określenia politycznego (synonim problemu). Nie należy tego jednak interpretować – o dziwo, niektórzy to czynią – jako przejaw chwilowej „odwilży” w relacjach między Brukselą a Warszawa. Nic bardziej mylnego! To żadne tam „złagodzone kursu” ani „nowe otwarcie”. To po prostu najzwyklejsza w świecie polityczna matematyka. O ile bowiem Rada Europejska może przegłosować wszczęcie tej procedury większością 4/5 głosów (a więc „za” musiałoby być co najmniej 22 na 28 państw), o tyle europarlament musi mieć w tej kwestii poparcie 2/3 głosów. Rzecz w tym, że z ich znalezieniem niechętna Polsce niewątpliwa europarlamentarna większość miałaby spory kłopot. Już bowiem podczas głosowania antypolskiej ‒ dla wielu obserwatorów ‒ rezolucji PE z 15 listopada 2017 okazało się, że choć przeszła ona wyraźną większością: 438 głosów „ZA” przy 152 „PRZECIW” i 71 wstrzymujących to jednak było to poniżej progu 2/3. A przed dwoma miesiącami była to „tylko” rezolucja. Teraz miałoby to być uruchomienie procesu sankcyjnego, a więc rzecz o znacznie poważniejszym ciężarze gatunkowym. I tu tkwi przyczyna „odpuszczenia” przez europarlament autonomicznej procedury uruchomienia artykułu 7. przeciwko Rzeczypospolitej.

Jednak i tak można spodziewać się kolejnej debaty w Strasburgu na temat Polski. Prawdopodobnie w marcu, może w kwietniu (zastanawiano się nad lutym, ale ostatecznie to odrzucono). Ta wiosenna debata o naszym kraju będzie już dziewiątą (sic!) w ciągu ostatnich dwóch lat. I tak właśnie Parlament Europejski podjął próba znalezienia się w Księdze Rekordów Guinessa…
*Artykuł ukazał się w „ Gazecie Polskiej Codziennej”

Blog

Nikt nie myśli o dymisji szefa MON

Posted on

Jacek Nizinkiewicz Dlaczego polska polityka zagraniczna oparta jest na otwieraniu kolejnych frontów walki z sąsiadami? Sygnalizujemy w mało dyplomatyczny sposób Niemcom, że będziemy domagać się reparacji. Ukrainie stawiamy ultimatum, że do UE z Banderą nie wejdzie. Z białoruskich elektrowni atomowych nie będziemy brali energii. Z Litwą konfliktujemy się ws. paszportów z cmentarzem Orląt Lwowskich i Ostrą Bramą. Nie przejmujemy się zaleceniami KE ws. wycinki w Puszczy Białowieskiej. Czemu ma służyć taktyka konfliktowania Polski z dotychczasowymi sojusznikami?

Ryszard Czarnecki Stawia pan sensacyjną tezę, że Białoruś dotychczas była naszym sojusznikiem ! Czy to wskutek upałów? A teraz już śmiertelnie poważnie. Proszę wreszcie zrozumieć, że bardzo duże europejskie państwo jakim jest Polska- 5 państwo UE po Brexicie i jednocześnie największe w regionie powinno i wręcz musi jasno artykułować swoje interesy . One bardzo często mogą by zbieżne z interesami innych krajów członkowskich Unii’ ale czasem jednak są rozbieżne. To normalność – a nie nienormalność. Postawienie po latach kwestii reparacji od Niemców ma sens i historyczny i polityczny i także na szczęście formalno -prawny. Jeżeli politykę można porównać do szachów – choć być może Pan wolałby do cymbergaja lub baseballu- to kwestia reparacji jest swoistym „ szachem”. Bardzo mocno wspieraliśmy wspieramy i będziemy wspierać kraje bałtyckie w tym Litwę- naszych sojuszników w kontekście Rosji, ale na ołtarzu tej bliskiej współpracy nie będziemy amputować dużego fragmentu polskich dziejów. Przecież Polska istniała też wieki na Kresach Wschodnich RP , a Piłsudski nawet mawiał , że nasza ojczyzna jest jak obwarzanek , wszystko co najlepsze nie jest w środku… Rzeczpospolita jako pierwsza na świecie uznała Ukrainę , żadne inne państwo nie zrobiło tyle dla Kijowa przy okazji Pierwszego i Drugiego Majdanu, ale oczywiście na ołtarzu tej przyjaźni nie będziemy składać naszej pamięci o Polakach-ofiarach ludobójstwa ze strony Ukraińców w okresie II Wojny Światowej. Skądinąd jesteśmy ambasadorem członkostwa Ukrainy w UE, ale widzimy , że dla wielu państw Europy Zachodniej to odległa perspektywa. Proszę nie sugerować , że mówienie o historii czy podkreślanie własnych interesów to „ otwieranie frontów”. Obecny polski rząd dba o polskie interesy, ale nie jest bynajmniej wojowniczy i odrzuca militarny język , który jest Pana udziałem. Co zaś do Puszczy Białowieskiej jest to jedna z 1656 spraw spornych między nami a UE począwszy od maja 2004 czyli naszej akcesji – w tym czasie Włoch miały prawie 3000 postępowań przeciwko sobie ze strony Brukseli, Grecja prawie 2500, Hiszpania ponad 2000, a Francja blisko 2000. Skądinąd Niemcy miały prawie tyle samo co Polska -1641.

Dlaczego ws. reparacji nie są podejmowane kroki dyplomatyczne na najwyższym szczeblu MSZ i premierowskim, a tylko o odszkodowaniach wypowiada w mediach poseł Mularczyk?

R. CZ. Rozpoczął o tym mówić śp. prezydent Warszawy, a później Rzeczpospolitej prof. Lech Kaczyński. Strona polska przygotowuje teraz poważne analizy formalno – prawne i ekonomiczne , bo takich bardzo pogłębionych analiz wymaga ta niezwykle ważna, ale też nie najłatwiejsza przecież sprawa. Jestem człowiekiem skromnym i cierpliwym, ale proszę mnie nie prowokować pomijaniem mojego udziału w nagłaśnianiu tego problemu. Skądinąd można zastanawiać się nad różnicami wynikającymi z pojęcia „reparacje” i „odszkodowania” . To charakterystyczne , że Niemcy wypłacając dopiero po przeszło 60 latach namiastkę finansowego zadośćuczynienia Polakom pracującym przymusowo w III Rzeszy za wszelką cenę unikali pojęcia „ odszkodowań” wiedząc, że mogłoby to otworzyć drogę do wielu innych roszczeń indywidualnych i zbiorowych. A zresztą polecam Panu lekturę dopiero co wydanej książki mojego ojca Henryka Tadeusza Czarneckiego „ Największe Heil Hitler . Zburzenie Warszawy”

Jaki jest plan na wyegzekwowanie reparacji od Niemiec?

R.Cz. Sprawa jest nadzwyczajna , ale procedura dość standardowa. Przedstawiamy problem polskiej, niemieckiej i międzynarodowej opinii publicznej. Przedstawiamy silne argumenty prawne. Stawiamy sprawę na poziomie rozmów bilateralnych, a jak trzeba to przeniesiemy sprawę również na forum organizacji międzynarodowych.

Co Pan może zrobić w sprawie reparacji jako wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego?

R.Cz. Nie przypadkiem wymieniłem” umiędzynarodowienie” tej sprawy jako ostatnią rzecz w polskim arsenale . Chcemy to załatwić na szczeblu rozmów dwustronnych, ale jeśli Berlin będzie głuchy na argumenty, fakty i konkrety to wejdziemy na poziom choćby PE. Polscy europosłowie mogą przecież zasypać Komisje Europejską i Radę Europejską interpelacjami w tej sprawie czy też organizować debaty i publiczne wysłuchania w europrlamencie .

Ile Niemcy powinni zwrócić Polsce?
R.Cz. Historycy i ekonomiści przygotują odpowiednie wyliczenia, które staną się podstawą do oficjalnego wystąpienia o reparacje.

Kiedy powinny zacząć się wypłaty?
R.Cz. Natychmiast po dokonaniu stosownych ustaleń ze stroną niemiecką.

Polska nie powinna domagać się reparacji od Rosji za II Wojnę Światową?
R.Cz. Federacja Rosyjska jest prawnym kontynuatorem ZSRR. Mamy prawo dochodzić i takich roszczeń.

A czy Wilno i Lwów powinny wrócić do Polski?
R.Cz. Wilno jest stolicą Litwy. Mam nadzieję, że prawa mniejszości polskiej będą przez naszego pólnocno wschodniego sąsiada w końcu respektowane. Lwowa – ani też Wilna- nie można wymazać z dziejów Polski, ale nie rościmy sobie żadnych pretensji terytorialnych wobec Ukrainy czy Litwy.

Polska ma być mocarstwem od morza do morza?
R.Cz. Jako historyk mogę Panu zrobić wykład na temat genezy tego pojęcia. Jako polityk odpowiadam – nie.

Dlaczego Polska przestała domagać się zwrotu wraku i czarnych skrzynek z tupolewa, mimo że w kampanii PiS obiecywało walkę o polską własność?
R.Cz. Ma Pan błędne informacje . Dalej domagamy się od Rosji wraku TU 154 M i czarnych skrzynek.
Czy przeciwko Rosji Polska skieruje sprawę do Trybunału w Hadze?

R.Cz. Nie chciałbym , aby Rosja miała poczucie, że temat krzywdy wyrządzonej Polsce i Polakom podczas II Wojny Światowej i później jest zakończony.

Czy Donald Tusk za rządów PiS stanie przed Trybunałem Stanu za Smoleńsk?
R.Cz. Na razie odpowiada jako świadek zeznając przed prokuraturą. Politycy nie powinni zastępować w tej kwestii wymiaru sprawiedliwości. Odmawiam spekulacji na ten temat .

Czy po rekonstrukcji rządu byłby Pan gotów stanąć na czele MSZ?
R.Cz. Nic nie wiem o rekonstrukcji rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Dlaczego Polska nie respektuje zaleceń KE i wciąż trwa wycinka w Puszczy Białowieskiej?
R.Cz. Nie sądzę aby sprawa ta miała fundamentalnie poróżnić UE i Rzeczpospolitą. Unii potrzebne są poważne reformy . Ale żeby ich dokonać potrzeba zgody Polski .

Czy nierespektowanie unijnego prawa nie skończy się wyprowadzeniem Polski z UE?
R.Cz. Polexit o którym na okrągło mówi totalna opozycja to political fiction i nikt z władz RP o tym nie myśli o Polexicie ani go nie chce. Proszę nie powtarzać opozycyjnych dyrdymałów.

Może Polacy powinni wypowiedzieć się w referendum, czy wciąż chcą być członkami UE?
R.Cz. Nie ma takiej potrzeby. Nikt poważny nie sugeruje wyjścia z Unii. Wyraźna większość Polaków chce aby Rzeczpospolita był członkiem UE. Ciekawe, że jednocześnie większość Polaków nie chce – i słusznie !- naszego akcesu do strefy euro.

Czy państwo zdało egzamin po nawałnicy na Pomorzu? W stolicy defilowano z okazji święta wojska, a poszkodowani czekali kilka dni na pomoc i decyzje rządzących? Mamy państwo teoretyczne?
R.CZ. Proszę nie żartować ! Czy naprawdę uważa Pan, że należało odwołać defiladę i uroczystości państwowe pokazując, że państwo polskie zawiesiło normalne funkcjonowanie z powodu klęski żywiołowej? Jako człowiek pracujący w instytucji międzynarodowej wiem, że byłoby to fatalne z punktu widzenia wizerunku Polski . Pani premier była na miejscu dramatu , rząd udzielił bardzo szybko pomocy finansowej, służbom, zwłaszcza strażakom nalezą się wyrazy uznania . Szkoda , że opozycja gra ludzkimi tragediami.

Czy PAD pokazał miejsce w szeregu A. Macierewiczowi mówiąc , że nie można różnicować wojsk i armia nie jest prywatna? Szef MON powinien lepiej współpracować z głową państwa, czy zostać zmieniony?

R.CZ.Nie ma mowy o dymisji ministra obrony narodowej . Nikt w rządzie ani w PiS nie bierze tego pod uwagę. Jeżeli Pan spojrzy na to z europejskiej perspektywy to realny problem związany z obronnością z udziałem prezydenta miał miejsce nie w Polsce, lecz we Francji i zakończył się dymisją szefa sztabu generalnego generała Pierre de Villiersa . Skądinąd było już weto prezydenta RP w sprawie fundamentalnej ustawy o systemie obronnym polski – ale przypomnę , że wetował prezydent Komorowski ustawę której autorem był minister obrony z PO. Zatem i tu powiem : miej proporcje mocium panie .

• Wywiad ukazał się w” Rzeczpospolitej” 17.08.2017. Autor red. Jacek Nizinkiewicz

Blog

Jasna strona mocy vs. kosmopolici

Posted on

1 sierpnia – rocznica Powstania Warszawskiego – w internecie był dla mnie jednym wielkim wzruszeniem. Zdjęcia anonimowych i rozpoznanych żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego cywilów, w tym dzieci .Wiersze . Filmowe etiudy. Przejmująca Minuta Ciszy o 17-ej, gdy duże europejskie miasto , a w zasadzie miasta, bo działo się to w wielu polskich aglomeracja zamiera…. I zamiera z własnej woli, a nie decyzją administracyjną . To coś absolutnie wyjątkowego . I hymn Polski ,podczas którego, jak napisał jeden z internautów „ aż ciary przechodzą po plecach”. Zapamiętam też i takie wpisy, iż „ jestem dumny, że jestem Polakiem”. Przypominają mi się transparenty naszych rodaków w Ameryce podczas pierwszej pielgrzymki naszego papieża do USA z napisem „ I’m proud to be Polish ”.

Tak to była jasna strona mocy. Armia patriotów poczynając od parolatków do dziewięćdziesięciolatków.

Ale oczywiście była też ciemna strona mocy . Wyłączenie podobno około 300 kont na facebooku – akurat wszystkich” ciemnogrodzkich” – prawicowych, narodowych , katolickich to , jak czytam, efekt działań tropicieli rasizmu i nacjonalizmu. Rasizm brzydka rzecz , choć akurat u różnych naszych sąsiadów na Wschodzie i Zachodzie pod tym względem dzieje się dużo gorzej niż u nas. Ale czemu wyłączano na przykład strony internetowe poświęcone grupom rekonstruktorskim lub… husarii? Polska husaria w rzeczy samej może kosmopolitów i internacjonalistów różnej maści wkurzać , bo była piekielnie skuteczna i nie dawała raczej pardonu. Fakt: grzeszyła patriotyzmem . Następnym razem proszę też wyłączyć i moje konto na facebooku bo bardzo lubię husarzy i ich zasługi dla Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, niebywale cenię grupy rekonstruktorskie, które ocalają od zapomnienia to co warto ocalić , ale też bardzo szanuje kibiców , a konta tych środowisk też były zamykane . Facebook ( FB) tłumaczył to potem remontem sieci czy czymś równie absurdalnym , ale jakoś nie dotknęło to np. strony „Antify”… Obserwując tego typu działania cenzorskie przypomina mi się scena z „Operetki „Witolda Gombrowicz. Otóż przez parę aktów z rzędu wchodził tam na scenę jegomość wypowiadając , z nieukrywaną awersją do otoczenia” Wymiot. Rzyg . Rzyg” . Nic dodać nic ująć.

A skoro już jestem przy „Antifie” i przy święcie narodowym to warto pomyśleć o 11 listopada i Święcie Niepodległości . Po demolce Hamburga można się spodziewać, że niemieccy lewacy będą chcieli znów błysnąć na gościnnych występach… i pojawią się tak, jak 6 lat temu w Warszawie . Nie będą mile widzianymi gośćmi. Wręcz sugeruję odpowiednim służbom i ministrom, aby towarzystwo wziąć za twarz nie na ulicach Warszawy , ale już na granicach państwa polskiego . Stolica Polski zasługuje bowiem na spokój od takiego importu dziczy.
* Felieton ukazał się „ Gazecie Polskiej” 9.08.2017

Aktualności

Zapomniane kłopoty rządu Tuska z UE czyli mit o izolacji

Posted on

Nie dajmy się nabierać propagandzie totalnej opozycji czy sugestiom płynącym ze strony UE, że  relacje Polski z Unią Europejską są tak złe, jak nigdy od 2004 roku. Jako przykład tej tezy opozycja wciska nam postępowanie przed ETS w sprawie Puszczy Białowieskiej czy wezwania rządu RP do implementacji innych dyrektyw unijnych. Tak jakby rząd PO-PSL był w tym zakresie jakimkolwiek wzorem do naśladowania ! Tymczasem jest wręcz przeciwnie. Ilość postępowań wytoczona Polsce za rządów Tuska ,a potem Kopacz była…rekordowa . Nie wynikało to bynajmniej z tego, że władze w Warszawie w latach 2007-2015 sprzeciwiały się Brukseli. Brak implementacji unijnego prawa (“acquis communitaire”) był efektem nie tyle obrony polskiego interesu narodowego przez rząd Platformy i PSL ,co najzwyczajniej w świecie niechlujstwa i osławionej już “abdykacji” państwa polskiego w wielu obszarach. Tusk, a następnie jego wybranka na fotelu premiera zgadzali się na niemal wszystkie sugestie UE ,ale słabość aparatu państwowego powodowała, że uzgodnione z Brukselą transfery dyrektyw unijnych na grunt polski nie były realizowane o czasie. To z kolei powodowało dziś już zapomniane napięcia, wnioski Komisji Europejskiej do Trybunału o ukaranie Polski, grzywny(kary) o bardzo wysokich dziennych przelicznikach.

Unijny entliczek-pentliczek

Żeby nie być gołosłownym przedstawię długą ( przepraszam, ale wina Tuska- dosłownie!) wyliczankę postępowań toczonych przeciw naszemu krajowi z inicjatywy Komisji. Trybunał Sprawiedliwości UE był adresatem następujących spraw wytoczonych przez KE przeciw Rzeczypospolitej.
1. Wyrok z 4 czerwca 2015 roku ws. podatku VAT od sprzętu medycznego oraz pozostałych urządzeń a także produktów farmaceutycznych.
Dodajmy: wyrok skazujący. Kolejna sprawa KE przeciw Polsce również zakończyła się wyrokiem skazującym.  Miało to miejsce 11 czerwca 2015 . Chodziło o wyłączenie komórek rozrodczych , tkanek płodowych z zakresu stosowania przepisów prawa krajowego( nie oceniam sprawy, stwierdzam fakt). Następna sprawa wytyczona przez Komisje Europejska formalnie poprzedniemu rządowi, a w praktyce politycznej Polsce dotyczyła szkoleń i certyfikatów związanych  z fluorowaniem gazów cieplarnianych .

Zestawienia – naprawdę długiego- ciąg dalszy. A w nim kolejny 
wyrok – tym razem z 18 grudnia 2014 roku. Chodziło o podatek VAT na artykuły przeciwpożarowe.  Wyrok był, a jakże: skazujący . Następna sprawa i następny wyrok- to ten z 20 listopada roku 2014.  Chodziło o unijną dyrektywę o ochronie wód zanieczyszczonych azotanami pochodzenia rolniczego .

Tusk się podlizywał, a i tak rząd PO dostawał w twarz
Kolejna sprawa KE kontra Polska. I kolejny skazujący wyrok Trybunału Sprawiedliwości . Wydano go w październiku 2014 roku . Rzecz dotyczyła upraw genetycznie zmodyfikowanych czyli GMO.  Następne dochodzenie Komisji i następny werdykt Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie KE vs. Rzeczpospolita Polska dotyczy tego samego roku- będącego wszak- o tempora, o mores- rokiem wyborów europejskich . Wyrok ETS nastąpił 20 marca 2014 roku, a dotyczył regulacji UE o … ruchu prawostronnym i  obowiązku przeniesienia kierownicy z prawej  na lewą stronę. Wydaje się to na pierwszy rzut oka trywialne i mało znaczące , ale skoro się rząd Tuska na to zgodził , a nie wdrażał tegoż w życie, to zasadne jest pytanie “dlaczego opóźniano ten proces legislacyjny?”. Na pewno nie z przyczyn “ideologicznych”… Raczej to przykład totalnego bałaganu i chaosu, charakterystyczny dla “państwa Tuska”- które oznaczało zanikanie państwa polskiego.

I dalsza cześć kompromitującej dla poprzedniego rządu wyliczanki. Kolejna sprawa: “KE przeciw Polsce” to rzecz z 7 listopada 2013- umowa dotycząca usług lotniczych między państwami członkowskimi Unii Europejskiej a tzw. państwami trzecimi. Następna afera, ósma już w tym zestawieniu, dotyczy procesu wytoczonego przez Komisję Europejską naszemu krajowi. Data: 26 września 2013 podatek. Zakres: podatek VAT, procedury biur podróży .

I kolejne postępowanie “Komisja kontra Warszawa”: dziewiąte licząc od ostatniego, dwa miesiące wcześniejsze niż poprzednie “VAT-owskie”, bo z 18 lipca 2013 roku . Dotyczyło ono żywienia zwierząt paszami  zmodyfikowanymi genetycznie (GMO).

Strasburg karał abdykujące państwo polskie

To chyba będzie mój najnudniejszy artykuł w “Gazecie Polskiej Codziennie”, bo składa się on z dość monotonnego wyliczania postępowań Brukseli przeciwko Polsce wytoczonych za poprzedniej władzy . Zestawienie to wszak obejmuje tylko część spraw skierowanych przez Komisje Europejska do Trybunału Sprawiedliwości. Kolejne orzeczenie to skazujący wyrok z 27 czerwca 2013 . Chodziło warunki udzielania zezwoleń na poszukiwanie, badania i produkcję węglowodorów oraz warunki korzystania z nich. Poprzedni wyrok skazujący zapadł w postępowaniu przeciwko Polsce niewiele mniej niż miesiąc wcześniej, bo 30 maja 2013 . Chodziło o dyrektywę dotyczącą kolejnictwa i rozwoju kolei wspólnotowych. Poprzedzał go o rok i dwa miesiące inny wyrok Trybunału , również skazujący Rzeczpospolitą ( z 29 marca 2012 roku).Chodziło o brak implementacji unijnej dyrektywy o dopuszczeniu leków do obrotu. Ledwie cztery miesiące wcześniej , na początku drugiej kadencji rządu Donalda Tuska ETS skazał nas wyrokiem  z 27 października 2011 roku w sprawie homologacji pojazdów silnikowych i ich przyczep.

Ciekawe, że tego samego dnia- 27.11.2011 Trybunał skazał nasz kraj dwukrotnie(!). Ten drugi skazujący wyrok dotyczył ustawodawstwa dotyczącego ponownego wykorzystania informacji z obszaru sektora publicznego. Taki był mizerny początek funkcjonowania nowego- starego gabinetu Tuska w relacjach miedzy Rzeczpospolitą a Unią Europejską. Rzecz w tym, że końcówka poprzedniego rządu PO- PSL wcale lepsza nie była. Tuż przed wyborami skwapliwie w mediach przemilczano inny wyrok skazujący ETS w sprawie ” Komisja Europejska kontra Polska”.
Zapadł on  14 kwietnia 2011 roku, a dotyczył on  pomocy publicznej  przyznanej grupie technologicznej ” Buczek”. Parę miesięcy wcześniej Trybunał sprawił państwu polskiemu swoisty “prezent Bożonarodzeniowy”. Był nim wyrok tegoż ETS wydany dwa dni przed Wigilią (sic!) ,a dotyczący zaskarżenia rządu Tuska w obszarze farmakologii ( datowany na 22.12.2010).Niespełna dwa miesiące wcześniej Trybunał w Strasburgu wydał wyrok skazujący (datowany na 28 października 2010 roku) w jeszcze innej sprawie ” KE vs. rząd PO- PSL”. Chodziło o “Uchybienie zobowiązaniom państwa członkowskiego – Podatek od wartości dodanej –Dyrektywa 2006/112/WE – Późniejsze przystąpienie państw członkowskich Przepisy przejściowe – Stosowanie w czasie – Stosowanie obniżonej stawki – Odzież i dodatki odzieżowe dla niemowląt oraz obuwie dziecięce W sprawie C‑49/09…”. Przepraszam za przydługi cytat, ale na koniec chciałem pokazać przykład “eurospeaku” czyli europejskiej “nowomowy” , urzędniczego, brukselskiego żargonu używanego bynajmniej nie tylko w sprawach wytaczanych przez organy Unii Europejskiej państwom członkowskim Unię tworzącym.

Aż 7 państw przed nami w klasyfikacji „zatargi z UE”

A skoro już jesteśmy przy krajach członkowskich (PCZ- w skrócie) UE to poczynając od wstąpienia Polski i innych dziewięciu krajów do Wspólnot Europejskich 1 maja 2004 roku to Rzeczypospolitej wytoczono prawie dwa razy mniej spraw o naruszenie unijnego prawa niż Włochom. Polsce- nieco ponad 1600, a Italii prawie 2900 ! Nasz kraj jest dopiero na 8 miejscu tej klasyfikacji   “najbardziej niepokornych” ( a często “najbardziej bałaganiarskich”) krajów UE. Przed nami spośród 7 państw większość to…członkowie założyciele Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali ,a potem EWG- poza Włochami także Francja , Belgia i Luksemburg. Czy krytykujący nas szef Komisji Europejskiej ,były premier Luksemburga Jean Claude Juncker tego nie wie? Czy najzagorzalszy wróg władz Rzeczypospolitej, były premier Belgii i szef liberałów w Parlamencie Europejskim, Guy Verhofstadt tego nie wie? Obaj wiedzą doskonale ,ale są hipokrytami i tego publicznie nie powiedzą. Podałem tę statystykę ,aby uświadomić nam wszystkim ,iż w zatargi z ” Brukselą” wchodzą notorycznie inne kraje, często na większą skalę niż Polska , a nasze państwo bynajmniej nie jest tu najgorszym “pieniaczem”.

Ta doprawdy monotonna wyliczanka polskich “grzechów” ustawodawczych i implementacyjnych w relacjach z UE za rządów PO- PSL służyła pokazaniu, że wcale nie jest tak ,jak twierdzi “totalna opozycja” ,a czasem i sugeruje sama Unia, że to obecnie władze RP są szczególnie skonfliktowane z Brukselą. Znacznie więcej spraw przeciwko Polsce Komisja Europejska wytaczała za rządów Tuska i Kopacz. Szef ówczesnego rządu i PO jednocześnie na to pozwalał, bo zajęty był
moszczeniem sobie własnego stanowiska w Unii. Państwo Platformy i jej obrotowego sojusznika było w stanie chaosu, który sprawiał, że nie wdrażano do polskiego prawa tego, co Brukseli obiecano. A jeśli nawet nie chciano   implementować dyrektyw szkodliwych dla naszego interesu narodowego to dlaczego nie zablokowano ich wcześniej, nie zawetowano na szczeblu procesu decyzyjnego, skoro- jak twierdzi PO- rząd Tuska miał takie świetne kontakty i “plecy” w Europie? W debacie o rzekomej izolacji Polski w Unii warto znać fakty ,aby nie dać wodzić się za nos tym politykom, którzy w latach 2007-2015 cnotę w relacjach z Bruksela stracili, a “eurorubla” nie zarobili.

* Artykuł ukazał się w „ Gazecie Polskiej Codziennie” 14.08.2017

Aktualności

Rosja daje sygnał, że politycy ze „starej” Unii mają swoją cenę

Posted on

Charakterystyczne, że niemiecka prasa oskarża władze w Polsce o rzekome prorosyjskie kontakty czy ciągoty. A tymczasem człowiek, który przez dwie kadencje był numerem jeden w niemieckiej polityce podpisuje cyrograf diabłu z Kremla. Świadczy to o podwójnych standardach panujących w niemieckich mediach

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, europoseł PiS.
wPolityce.pl: Były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder został powołany w skład zarządu koncernu Rosnieft, którego głównym akcjonariuszem jest rosyjski rząd. Co pan o tym sądzi?
Ryszard Czarnecki, poseł PiS do PE: Pakt z Locarno i traktat z Rapallo, czyli historyczne porozumienia rosyjsko-niemieckie zostały w XXI-wiecznej wersji sprowadzone do geszeftu. Kanclerz RFN dostał od Rosjan kolejną ciepłą posadkę.
Wcześniej Schröder został członkiem rady nadzorczej konsorcjum Nord Stream kontrolowanego przez Rosjan, który budował gazociąg. Kiedy był kanclerzem Niemiec podpisał z Rosjanami umowę o budowie Gazociągu Północnego pod dnem Bałtyku. Rurociąg ominął Polskę, Ukrainę i kraje nadbałtyckie.
Mówiono, że dostawał 1 000 000 euro miesięcznie. Nie wiem, czy to prawda, ale fakt, że Rosjanie angażują byłego kanclerz Niemiec czy też byłą prezydent Finlandii Tarję Halonen do rady nadzorczej spółki budującej Nord Stream świadczy o tym, że Moskwa umiejętnie gra w grę, której celem jest kupowanie czołowych polityków najważniejszych państw UE. Rosja daje sygnał, że politycy ze „starej” Unii mają swoją cenę.
Charakterystyczne, że niemiecka prasa oskarża władze w Polsce o rzekome prorosyjskie kontakty czy ciągoty. A tymczasem człowiek, który przez dwie kadencje był numerem jeden w niemieckiej polityce podpisuje cyrograf diabłu z Kremla. Świadczy to o podwójnych standardach panujących w niemieckich mediach.
Niemieckie media krytykują reformę wymiaru sprawiedliwości i sądownictwa w Polsce.
Opublikowałem na ten temat dwa artykuły w niemieckiej gazecie „Tagesspiegel”. Zdaje się, że były to jedyne głosy, które pokazały w Niemczech polski punkt widzenia. Bardzo zabawne, że  minister sprawiedliwości Niemiec Heiko Maas, krytykuje Polskę w momencie, kiedy największe instytucje niemieckie mają problemy z przestrzeganiem prawa. Mam na myśli ciężkie zarzuty i  poważne kary dla pięciu największych niemieckich koncernów samochodowych, które oskarżono o celową zmowę, czyli o tworzenie kartelu. Dotychczas pojęcie to było zarezerwowane dla Ameryki Łacińskiej, ale teraz jest używane również w kontekście Niemiec. Z kolei okręt flagowy niemieckiej gospodarki Deutsche Bank ma poważne zarzuty dotyczące machinacji bankowych i jest współoskarżany o przyczynienie się do światowego kryzysu finansowego. Mimo to minister sprawiedliwości Niemiec Heiko Maas widzi źdźbło w polskim oku, a nie jest w stanie dojrzeć belki we niemieckim oku. Mam wrażenie, że krytyka reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce wynika z tego, że Niemcy widzą istotny wzrost roli Polski pod względem ekonomicznym i politycznym. Polska jest liderem krajów naszego regionu, Grupy Wyszehradzkiej i Międzymorza. Wzrost roli ekonomicznej i politycznej wywołuje zazdrość, poczucie, że trzeba konkurować z rosnącą w siłę Polską również brudnymi metodami i takie działania Niemcy wobec nas stosują.
Przewodniczący włoskiej Grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim Gianni Pittella chce zmusić kraje Europy Wschodniej do przyjmowania imigrantów ekonomicznych. Straszy pozbawieniem funduszy unijnych.
Włoscy politycy w tej kwestii uciekają od własnej odpowiedzialności. Przecież to włoska lewicowa klasa polityczna rządząca ponosi odpowiedzialność za politykę imigracyjną, która doprowadziła do kataklizmu w Italii. Jednak włoscy wolą krzyczeć – każmy innych – żeby odwrócić uwagę od siebie. Ale tak naprawdę ich trzeba karać za doprowadzenie do takiej sytuacji. Dochodzą do tego również argumenty ideologiczne, Gianni Pittella jest jednym z wielu polityków lewicowych, którzy nie mogą przeboleć, że Polska jest jedynym krajem członkowskim Unii, w którym lewicy nie ma w parlamencie. W szeregu państw UE w parlamencie zasiadają nawet po dwie partie lewicowe. To próba pewnego szantażu, nie pierwsza i zapewne nie ostatnia. Należy ją znieść i przygotować się, bo zapewne będzie ich jeszcze wiele ze strony włoskich polityków. Wybory do niższej izby włoskiego parlamentu są wiosną przyszłego roku.

Aktualności

 Miej proporcje, Mocium Panie

Posted on

To powiedzenie rodem z I Rzeczypospolitej dobrze pasuje do wrzasków totalnej opozycji o rzekomej izolacji Polski w Europie i niby o stanie wojny między obecnymi władzami RP a Unią. Kompletnie przeczą temu fakty. Choćby ilość spraw wszczętych przez UE wobec Polski. Za rządów PO- PSL była ona…bardzo duża. Tylko między grudniem 2010 roku a październikiem 2015 doliczyłem się co najmniej 17 wyroków skazujących Polskę przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości. To ciekawe,ale to nie nasz kraj jest liderem w Unii właśnie  pod względem spraw wytaczanych krajom członkowskim przez Komisję Europejską, poczynając od rozszerzenia UE w 2004 roku. Przoduje Italia z 2897 postępowaniami, potem jest Grecja z 2518, Portugalia z 2154, Hiszpania z 2030, następnie Francja z 1948 , Belgia (ojczyzna wroga Polski G. Verhofstadta) z 1908, Luksemburg ( kraj naszego krytyka,szefa Komisji J-C.Junckera) z 1717- Polska jest dopiero na 8 miejscu z 1656 ! Tak bardzo atakujące nas Niemcy miały w zasadzie niemal tyle spraw przed Trybunałem co my: 1643 ! Warto zaznaczyć, że więcej od nas spraw miało aż 4 członków-założycieli EWG…

Jeszcze niedawno z instrumentu weta w UE najczęściej korzystały …Niemcy, Austria i Belgia. Porównajcie te fakty i liczby z tym, co słyszymy w dużej części mediów i od totalnej- i niemerytorycznej-opozycji.

* Komentarz ukazał się w „ Gazecie Polskiej Codziennie” 12.08.2017