Sport

Okręt flagowy polskiego sportu

Posted on

Przedstawiam poprawiony i autoryzowany tekst mojego wywiadu,jaki ukazał się niedawno na oficjalnej stronie Polskiego Związku Piłki Siatkowej pzps.pl. W całości poświęcony jest on tej wiodącej dyscyplinie w polskich sportach drużynowych . Rozmowę (podobnie ,jak te publikowana w dniu wczorajszym) przeprowadził Janusz Uznański, rzecznik PZPS. Życzę miłej lektury.

***

Koniec roku to okazja do podsumowań. Rok 2018 był bardzo szczęśliwy dla Polskiej Siatkówki, która obchodzi 90-lecie istnienia. Ten jubileusz został uczczony mistrzostwem świata męskiej reprezentacji Polski. Czas jednak się nie zatrzymał. Z Ryszardem Czarneckim – Wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej podsumowujemy to,co było i to co przed nami.

pzps.pl: Koniec roku, to wiele plebiscytów i już wiemy, że mistrzowie świata – tak, jako drużyna, jak i indywidualnie będą honorowani. To miłe, ale też zobowiązujące.

Ryszard Czarnecki – Wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej: Nagrody  należą się mistrzowskiej drużynie, jak i zawodnikom. Przypomnę, że w gronie nominowanych w Plebiscycie Przeglądu Sportowego są Michał Kubiak i Bartosz Kurek( ostatecznie Kurek wygrał ,a kapitan Kubiak był 3…- dop. RCz). Ten ostatni to najlepszy siatkarz mistrzostw świata, najlepszy siatkarz Europy w roku 2018, więc naturalny kandydat do co najmniej podium tej rywalizacji, która rozstrzygnięta zostanie 5 stycznia ,choć wielu kibiców zagłosuje na naszego kapitana i lidera bez którego trudno sobie wyobrazić złoto z Turynu – Kubiaka. Jednocześnie traktuję wszystkie te plebiscyty, jako genialną formę promocji polskiej siatkówki, ale też dowód jej siły i popularności. Naturalnie ważnym jest uhonorowanie sportowców, ale te wyróżnienia to także dobry sygnał dla sponsorów – sponsorów obecnych, jak i potencjalnych; sponsorów  spółek Skarbu Państwa, jak sponsorów prywatnych, i to na różnym poziomie – od sponsorów utrzymujących małe kluby, poprzez sponsorów klubów, które walczą o najwyższe laury i sponsorów reprezentacji narodowych. Każda taka nagroda dla drużyny czy zawodników jest także szansą dla polskiej siatkówki.

Tak naprawdę honorowanie mistrzów świata rozpoczął Premier Mateusz Morawiecki, nie tylko przyznając znaczące środki dla mistrzów, jak i związku, a nawet by to uczynić zainicjował odpowiednie zmiany w prawie. To Pan Premier, jako pierwszy dał sygnał, że trzeba wymiernie honorować mistrzów i inwestować w polską siatkówkę.

To bardzo ważny gest i sygnał ze strony szefa rządu. Ale obecny premier  nie był oryginalny, bo przypomnę, że w 2006 roku po wicemistrzostwie świata naszych siatkarzy ówczesny premier – Jarosław Kaczyński przeznaczył milion złotych na nagrodę dla drużyny. Wówczas podczas spotkania  premiera Kaczyńskiego z drużyną padły kultowe już w środowisku siatkarskim słowa byłego premiera odnoszące się do trenera Raula Lozano, który, jak wiadomo, wielkoludem nie jest . A brzmiały mniej więcej tak: „… podoba mi się, jak tacy mali rządzą takimi dużymi…”.

Pan Premier Morawiecki jest bardzo wysoki, więc i ta kwota musiała być wyższa…

…no ,może jednak nie to kryterium zdecydowało. Po pierwsze to jest mistrzostwo świata, po drugie obrona mistrzostwa świata i to po raz pierwszy w historii polskich gier zespołowych. Mateusz tak to podsumował: „… obrona mistrzostwa świata to jest dopiero… mistrzostwo świata”. Pan premier Morawiecki, który przyszedł  do polityki ze sfer biznesowych, gospodarczych czuje wartość tego sukcesu w szerszym kontekście i rozumie, że takie osiągnięcia należy nagradzać. To także bardzo wyraźny impuls dla wszystkich firm, które siatkówkę już wspierają lub zamierzają wspierać. Ostatnio powiedziałem jednej z ważnych postaci polskich mediów, że bardzo się cieszę, iż polski rząd tak mocno wspiera polski sport, ponieważ zawiesza wysoko poprzeczką i jeśli kiedyś tam, w przyszłości będzie kolejny  rząd to mam nadzieję, że nie będzie mu wypadać obniżać tego poziomu wsparcia dla siatkówki.
Zwracam uwagę, że w związku z przyznaniem przez szefa rządu  piętnastu milionów złotych przeznaczonych na nagrody za mistrzostwo świata i na rozwój polskiej siatkówki pojawiły się perturbacje natury formalno-prawnej i to był impuls, by podjąć szybką inicjatywę przywracającą „Fundusz Premiera”, który pozwala Prezesowi Rady Ministrów przyznawać nagrody nie tylko sportowcom, ale także  osobom odnoszącym sukcesy w innych dziedzinach. Można więc powiedzieć, że mistrzostwo świata polskich siatkarzy sprawiło, że z dobrodziejstwa funduszu Premiera będą korzystać inni sportowcy. Więcej: wybitne postaci z innych dziedzin. To taki pozasiatkarski, a nawet pozasportowy bonus sukcesu polskiej siatkówki z roku 2018.

Czyli warto być w Polsce wybitnym…

…i warto być dumnym Polakiem. Siatkarze porwali Polaków nie tylko dlatego, że wygrywali, ale dlatego także, że widać było, że są dumni z tego, że są Polakami, że walczą i zwyciężają pod biało-czerwoną flagą.

Czy Polska Siatkówka jest skuteczną formą promocji kraju w wymiarze globalnym?

Siatkówka nie jest piłka nożną, w sensie popularności, czy budżetów przeznaczanych na marketing. Ale nawet bez tej nośności, jaką ma futbol ,bez wątpienia siatkówka może być znakomitą platformą międzynarodowej promocji Polski. Tu ciekawostka: Paweł Zagumny jest kilka razy w miesiącu w Londynie, gdzie ma swoją akademię przy klubie Polonia. Jest siatkarskim ambasadorem Polski na Wyspach Brytyjskich. Klub nadal lideruje w lidze angielskiej. W dodatku niewykluczone, że polsko-londyński klub zagra w silniejszej lidze belgijskiej. To pokazuje tylko wąski wycinek potencjału promocyjnego i to w krajach o wiele zasobniejszych od Polski. Szerzej: promocja poprzez  polską siatkówkę, jej sukcesy, potencjał organizacyjny oznacza więcej turystów, więcej sprzedanych pamiątek, więcej gości zza granicy w halach, a dalej restauracjach, hotelach. Międzynarodowa turystyka sportowa ma we współczesnej cywilizacji coraz większe znaczenie. Im więcej ludzie mają wolnego czasu, tym więcej poświęcają go na wyjazdy na wydarzenia sportowe, także siatkarskie. Stąd Polska organizując turnieje siatkarskie, jak w zeszłym roku męskie mistrzostwa Europy, a w przyszłym żeńskie staje się swoista Mekką dla siatkarskich turystów . Polska to kraj wielu atrakcji, pięknych miejsc, dobrej i zdrowej żywności, o bogatym dorobku kulturowym. Organizacja kolejnych turniejów, jak wspomniane przyszłoroczne mistrzostwa Starego Kontynentu kobiet, a dalej – mam nadzieje-mistrzostwa świata kobiet oraz mężczyzn, a także czempionat globu w „plażówce” będą znakomitą okazją do zaprezentowania dorobku i potencjału turystyczno-gastronomicznego naszego kraju. To wymaga zgodnego współdziałania związku, rządu, agend rządowych i mediów. Tak – na tym skorzystają wszyscy.

Tak, ale jeśli się jest gospodarzem takich wydarzeń, to są oczekiwania, że gospodarz odniesie sukces. Czy nasze drużyny narodowe mają potencjał by stawać na podiach tych turniejów?

Sport to dziedzina ludzi ambitnych. Zarówno tych, którzy go uprawiają, jak i tych którzy sportowców wspierają organizacyjnie, czy finansowo. Naturalnym więc jest, że oczekuje się sukcesów. Na szczęście mamy ambitnych sportowców. Kapitan naszej męskiej reprezentacji, Michał Kubiak tonował  nastroje po mistrzostwie świata podkreślając, że celem naszej reprezentacji jest medal igrzysk olimpijskich. To też pokazuje, że tym ludziom grającym pod polską flagą obcy jest minimalizm. Osobiście nie cierpię minimalizmu – jak sobie stawiać, to najwyższe cele. Nie ukrywam, że budująca jest także postawa naszych siatkarek, które w Lidze Narodów potrafiły pokonać o wiele wyżej notowane reprezentacje Włoch, Chin, czy Rosji. Uważam, że kadra budowana przez trenera Jacka Nawrockiego z myślą o tegorocznych mistrzostwach Starego Kontynentu, które odbędą się w Turcji, Polsce do fazy ćwierćfinałowej włącznie oraz na Węgrzech i Słowacji, w przyszłości tez będzie walczyć też o medalowe pozycje , ale również podejmie bardzo trudna walkę o olimpijskie paszporty do Tokio. Zatrzymam się jeszcze przy mistrzostwach świata kobiet w 2022, o których organizacje wraz z Holandią się staramy. To, że żeńskie mistrzostwa globu za cztery lata odbędą się w Europie wcale nie jest tak oczywiste. Swoje aplikacje składały Chiny – ich delegacja w przyszłym tygodniu przyjedzie do Lozanny, do siedziby FIVB czy  Japonia i Tajlandia. To wskazuje zresztą na ciekawą światową tendencję – kumulacji wydarzeń sportowych na najwyższym szczeblu i w różnych dyscyplinach w Azji – Azji, która staje się coraz bogatsza. Ta tendencja będzie wzrastać , szczególnie na poziomie mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. Odpowiedzią Europy na azjatycką ofensywę, wspartą pokaźnymi środkami finansowymi,  powinny być koalicje europejskich krajów zabiegających o organizację  wydarzeń najwyższej rangi. Tu siatkówka jest jednym z liderów takiego rozwiązania. Najbliższe mistrzostwa Europy tak kobiet, jak i mężczyzn będą mieć w sumie osiem państw-gospodarzy. Wierzę, że przy przychylnej postawie FIVB doprowadzimy do sfinalizowania porozumienia z Holendrami i żeńskie mistrzostwa świata w roku 2022 będą i w Polsce. Na tym jednak nie poprzestajemy. Podejmujemy już intensywne działania , by męskie mistrzostwa globu w roku 2026 znów zagościły w naszym kraju. To byłby spory wyczyn, by w ciągu 12 lat w naszym kraju rozegrać trzy turnieje rangi mistrzostw świata.

Atutem polskiej siatkówki są kibice…

…absolutnie tak. Moim zdaniem – najlepsi kibice na świecie i nie ma w tym żadnej przesady. Trzeba do tego koniecznie dodać najwyższy poziom organizacyjny wydarzeń siatkarskich w Polsce. To od nas uczono się, jak zbudować siatkarskie widowisko, jak zainspirować kibiców i skierować ich wyłącznie na pozytywne emocje, jak stworzyć show, których esencją jest siatkówka, jest boiskowa rywalizacja. To się udało i udaje. To buduje frekwencję. Jestem skądinąd fanem żużla. Tam też jest bardzo przyjazna atmosfera, rodzinne sektory. Jednak mimo wszystko uważam, że palma pierwszeństwa należy się siatkówce. Przynajmniej wśród dyscyplin olimpijskich…

Czy sukces sportowy, organizacyjny, poziom popularności siatkówki w Polsce, byłby możliwym bez współdziałania ze sponsorami i partnerami PZPS? Nie chodzi tylko o zaangażowanie finansowe, ale także wsparcie kreatywne.

To pytanie retoryczne. Nie byłoby efektu sukcesu naszej dyscypliny, bez takiego zaangażowania sponsorów i partnerów. Tak się składa, że jestem świeżo po spotkaniu z panem Danielem Obajtkiem – prezesem PKN ORLEN SA,  który  zapewnił mnie, że w najbliższym czasie nastąpi przedłużenie umowy pomiędzy PKN ORLEN SA a Polskim Związkiem Piłki Siatkowej. To ważne, bo rozwiewa pewne medialne wątpliwości, czy niejasności, które miały miejsce. Model współpracy z ORLEN-em jest wzorcowy, bowiem nie opiera się jedynie na wspieraniu reprezentacji, ale sięga głęboko jej zaplecza, czyli tych którzy w nawet dalekiej perspektywie czasowej będą zasilać kadry narodowe . I za taki sposób współpracy jesteśmy niezwykle wdzięczni. ORLEN jest koncernem inwestującym zagranicą, posiadającym setki stacji ORLEN Deutchland. Mamy inwestycje ORLENU na Litwie, w Czechach, słyszymy o inwestycjach na Słowacji. Teraz mamy do czynienia z jego mocnym wejściem, rzeczywiście „z przytupem” czyli zaangażowaniem koncernu w Formułę 1, w stajnię  Williamsa. Niebawem, jak zapewnia prezes Obajtek zostanie zawarta odrębna umowa z Robertem Kubicą. To znakomita synergia: okręt flagowy polskiego sportu, jakim jest Polska Siatkówka jest związany z okrętem flagowym polskiej gospodarki, jakim jest i pozostanie PKN ORLEN . Pamiętajmy także, że trwają prace nad fuzją ORLEN-u z Lotosem, co sprawi że powstanie jeden z największych podmiotów w Europie w tym obszarze.
Tu także słowa uznania dla Polkomtela -Plusa i szeregu innych podmiotów, które są od lat bardzo lojalnymi i kreatywnymi sojusznikami naszej dyscypliny.

Nic tak nie weryfikuje pozycji dyscypliny, jak media.

To prawda:  Polacy kochają siatkówkę, a siatkówka odwdzięcza się im sukcesami. Podczas ostatnich mistrzostw świata drogę do kolejnego złota naszych siatkarzy relacjonowały i Polsat i Telewizja Polska. Polsat nie stracił miana pioniera i lidera w promocji siatkówki, bo teraz praktycznie każdy mecz ligowy jest obecny na antenach sportowych Polsatu. To jest rzecz fenomenalna i tutaj się trzeba Polsatowi nisko ukłonić. Telewizja Polska gwarantuje natomiast masowość. Porównując to z innymi krajami Europy, gdzie siatkówka jest marginalna, to my jesteśmy potęgą. To ogromne zainteresowanie mediów jest bardzo ważne dla sponsorów, bo buduje wysoki ekwiwalent w postaci wartości medialnej. Niedawno rozmawiałem z prezesem bardzo ważnej korporacji, który mówił, że bardzo chce się zaangażować w Polską Siatkówkę, bo nie tylko chce, ale wprost musi to zrobić, ponieważ to mu daje wysoką stopę zwrotu każdej złotówki wydanej na siatkówkę. Inny z kolei menedżer, z innego ważnego polskiego przedsiębiorstwa ubolewał, ze siatkówka nie wybrała jego firmy.
Tak obrazowo – jesteśmy niczym surfer, który płynie na wysokiej fali.

W ostatnich dniach w Polskiej Siatkówce pojawiły się pewne perturbacje zewnętrzne. Jaki mogą mieć wpływ na postrzeganie dyscypliny?

Przestrzegałbym przed krzywdzącymi środowisko ocenami i słowami potępienia, które się pojawiają. Mam wrażenie, że jest w Polsce wielu ludzi, którzy zazdroszczą środowisku siatkarskiemu. Mogę tylko zaapelować, by skupić się na własnych dyscyplinach i takiej organizacji swojego sportu, by odnosić sukcesy.

 Czego można zazdrościć siatkówce?

Na pewno wielkich sukcesów. Na pewno wielkiej historii,  wspaniałej tradycji. Medialności, faktu, że jest to sport na fali, jest to sport masowy. Można zazdrościć siatkówce ciepłego nastawienia opinii publicznej, co wynika z sukcesów historycznych, jak i aktualnych, ale także bardzo wielu ludzi oddanych siatkówce na każdym szczeblu siatkarskiej piramidy. To jest bardzo pokaźny potencjał.
Ale żeby nasza dyscyplina była wciąż na topie, żeby ta siatkarska piramida miała jeszcze szerszą podstawę, żebyśmy za 10 lat mogli powiedzieć, ze jesteśmy w co najmniej tym samym albo jeszcze lepszym miejscu niż teraz -musimy wykorzystać koniunkturę, bo jej zmarnowanie byłoby ciężkim grzechem. Lata po sukcesach służą temu by utrwalić fundamenty sukcesu w postaci szkolenia dzieci i młodzieży, w postaci promocji dyscypliny, w postaci zapewnienia finansowania na poziomie klubowym i reprezentacyjnym. Chciałbym, byśmy na stulecie Polskiej Siatkówki mogli sobie winszować, że ten czas od 90-lecia do 100-rocznicy był okresem twórczej kontynuacji.

Sport

Polska siatkówka i ambitne cele

Posted on

Dziś we Wrocławiu rozpoczął się finałowy turniej Pucharu Polski w siatkówce mężczyzn . Będę miał przyjemność być tam obecny. Z tej okazji pozwalam sobie zaproponować Państwu lekturę wywiadu ,którego udzieliłem dla oficjalnej strony internetowej Polskiego Związku Piłki Siatkowej pzps.pl

pzps.pl: Czy tęskni Pan za pucharowym systemem rozgrywaniem klubowych pucharów, tak w siatkówce, czy piłce nożnej?

Ryszard Czarnecki – wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej ds. międzynarodowych:

Plusem obecnego sytemu jest większa ilość meczów, co jest korzystne dla telewizji i sponsorów, a minusem jest to samo co jest plusem – czyli większa liczba spotkań, co jest z kolei dużym obciążeniem dla siatkarek i siatkarzy, szczególnie występujących również w reprezentacjach. Jednak w przypadku Polski, gdzie możemy wystawić praktycznie dwie niemal równorzędne kadry ten problem nie jest tak dramatycznie dolegliwy, jak gdzie indziej. Ale rzeczywiście powszechna jest opinia ,że meczów jest zbyt dużo .

W międzynarodowych strukturach sportu trwa walka pomiędzy dwoma koncepcjami: rozszerzania rywalizacji poprzez zwiększanie ilości uczestników a zachowaniem ich elitarności. Takie próby mają miejsce w piłce nożnej (inicjatywa najsilniejszych klubów – rozgrywki interkontynentalne), takie projekty pojawiają się w siatkówce (ograniczone póki co do Europy). Która droga jest właściwą?

To, co jest złe z punktu widzenia polskich klubów piłkarskich, jest dobre z punktu widzenia klubów siatkarskich. O ile europejski elitaryzm w przypadku polskich klubów piłkarskich oznacza zamykanie dla nich kolejnych drzwi, o tyle w przypadku siatkówki oznaczałoby, że będziemy grać z najlepszymi. Polski Związek Piłki Siatkowej i Polska Liga Siatkówka, to system naczyń połączonych, więc w interesie PZPS jest dbać o dobro klubów, bo w perspektywie kolejnych wyzwań czekających Polską Siatkówkę jest to również interes naszych reprezentacji narodowych. Mówię to bardzo kategorycznie, bo uważam ze błędem byłoby po naszej stronie myślenie typu „moja chata z kraja” czyli „niech sobie kluby jakoś radzą same”. Powtarzam: interes jest wspólny, bo Polska Siatkówka potrzebuje polskich klubów ze stabilnym zapleczem sportowym, finansowym i sponsorskim.

Problemem międzynarodowej siatkówki jest kalendarz. Mamy czas dla klubów i czas dla reprezentacji. Wydaje się, że taki podział nie odpowiada nikomu, ale nikt nie chce wykonać pierwszego, a właściwie jedynego kroku, czyli przyjąć zasad obowiązujących np. w piłce nożnej, czy ręcznej, koszykówce.

To trochę przypomina anegdotę z chińskim chórem, który przez kilka aktów śpiewa „uciekajmy, uciekajmy” jednocześnie pozostając w kompletnym bezruchu. Powszechne jest narzekanie na kalendarz siatkarski, i tak się dzieje z roku na rok, ale decyzja należy do FIVB i europejskiej CEV. Z naszej strony należy   podejmować odpowiednie inicjatywy – to leży w gestii naszego przedstawiciela w międzynarodowych strukturach siatkarskich, byłego prezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej Mirosława Przedpełskiego. Musi on znaleźć sojuszników w innych krajowych federacjach i jeśli takie działania podejmie należy go w nich bezwzględnie wspierać. Ba, nawet go do tego zobowiązać.

Może po prostu interesy międzynarodowych struktur są rozbieżne z interesami federacji krajowych, klubów…

Czasami można odnieść takie wrażenie. Przykładem jest kompletny brak elastyczności CEV w ustalaniu terminarza transmisji telewizyjnych z meczów polskich klubów w rozgrywkach  europejskich pucharów w zeszłym sezonie. W przypadku pokrywania się spotkań z udziałem polskich drużyn w tym samym dniu i o zbliżonej porze, mimo słusznej presji naszego sojusznika w tym zakresie Polsatu nie wykazano żadnej dobrej woli co do uelastycznienia kalendarza. Z punktu widzenia interesu klubów, kibiców, widzów telewizyjnych stało się bardzo źle.. Będę na ten temat rozmawiał z Aleksandarem Boriciciem, prezydentem CEV podczas lutowej wizyty w Belgradzie,

Skoro jesteśmy przy międzynarodowym kalendarzu siatkarskim, to już nikt nie zaprzeczy, że jest maksymalnie przeładowany: Ligi Narodów, kwalifikacje olimpijskie, wcześnie kwalifikacje do mistrzostw kontynentów, mistrzostwa kontynentów, kwalifikacje i mistrzostwa świata, Puchary Świata, klubowe rozgrywki kontynentalne, klubowe mistrzostwa świata i naturalnie rozgrywki krajowe. Może tych wydarzeń za dużo?

Wielu kibiców, działaczy, dziennikarzy, ekspertów ten cały system odbiera jako dziwaczny. Rozumiem intencje federacji światowej  i europejskiej, bo to napędza koniunkturę biznesową na siatkówkę. Więcej meczów i transmisji  to potencjalnie więcej sponsorów – to są motywy takiego systemu rozgrywek, w tym licznych kwalifikacji. Przekonany jestem, że konieczne są w tej kwestii rozmowy tak w Lozannie (siedziba FIVB – przyp. red.), jak i Luksemburgu (siedziba CEV – przyp. red.) zarówno oficjalne, jak i kuluarowe, a ich celem powinno być „rozrzedzenie” kalendarza.

Nie ukrywajmy, że problemem siatkówki w wymiarze globalnym są pieniądze. Ani CEV, ani FIVB nie wypracowały takich mechanizmów, które pozwalają na to by udział w międzynarodowej rywalizacji na poziomie reprezentacji, ale i klubów chociażby bilansował się dla jej uczestników. Poziom honorowania najlepszych też jest często symboliczny. Dlaczego tak trudno znaleźć klucz do choćby samofinansowania się rozgrywek międzynarodowych?

To jest kwestia partycypacji w zyskach wypracowywanych tak przez federacje światową , jak i  europejską. Tu jako historyk przytoczę okoliczności powstania Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej . Otóż, miejscowi uznali, że są wykorzystywani przez Imperium Brytyjskie i wysypali w Bostonie dostawę herbaty do oceanu. I tak zaczął się bunt, który zrodził USA. Wszystko dlatego, że nie mieli partycypacji w zyskach…Tutaj widzę dużą rolę naszych reprezentantów w międzynarodowych strukturach siatkarskich, by przedkładać nasze racje, tym bardziej, że podobny pogląd ma szereg innych federacji narodowych, co pozwoli skuteczniej walczyć o swoje .

Które z federacji krajowych mogły by stać się liderami gruntownych zmian w siatkówce?

Nie wiem czy gruntownych. Nie jestem za rewolucją, tylko za stopniowa ewolucją. Lepiej o tym rozmawiać bezpośrednio z potencjalnymi koalicjantami, niż ogłaszać manifesty  w mediach. Nie wolno tego robić konfrontacyjnie, ale należy szukać porozumienia, które ma być rezultatem dialogu. I mam przekonanie, że takich chętnych do dialogu będzie wielu.

Już w poprzednim wywiadzie sygnalizował Pan, że siatkarski Stary Kontynent musi się mocno bronić przed ofensywą Azji, która sukcesywnie chce przejmować najważniejsze turnieje. Teraz się udało, bowiem MŚ 2022 kobiet będą w Holandii i Polsce, mężczyzn w Rosji. Czy takie koalicje to jedyny sposób by zachować siatkarską równowagę w skali globalnej?

Taki model już mamy. Tegoroczne mistrzostwa Europy kobiet i mężczyzn odbędą się w ośmiu krajach. W przypadku żeńskich mistrzostw świata w roku 2022 wygraliśmy rywalizację z Chinami, bo to my pierwsi zawarliśmy w Europie koalicję z Holandią. Wiem, że do tej imprezy aspirowały także Japonia i Tajlandia i gdyby zawarły porozumienie z Chinami, to nasze szanse byłyby pewnie mniejsze. Przypomnę, że początkowo Holandia aplikowała indywidualnie i pewnie rywalizację z Chinami by przegrała. Wspólna oferta z Polską okazała się atrakcyjniejszą. Generalnie uważam, że takie jednoczenie sił są dobre, ale nie zawsze konieczne. Wyobrażam sobie, że kolejne mistrzostwa świata mężczyzn w 2026 roku mogą być w jednym kraju, i że będzie to Polska.

Które z federacji krajowych mogą być liderami promocji siatkówki w swoich geograficznych regionach, bo jest wiele opinii, że w porównaniu z siatkówką, tenisem, koszykówką siatkówka jest dyscypliną nieco peryferyjną.

Po pierwsze nie powinniśmy się ścigać z piłka nożną, czy tenisem. Dbajmy o rozwój siatkówki, a nie zazdrośćmy innym. Wracając do pytania: w Ameryce Łacińskiej takimi siłami wiodącymi są Brazylia i Argentyna. W Azji Chiny, Japonia i Iran. Wydaje mi się, że punktu widzenia „eksportu” siatkówki bardzo ważnym jest zwrócenie uwagi na kraje Zatoki Perskiej. Piłka ręczna już to zrobiła. W Katarze były mistrzostwa świata. Można się oczywiście uśmiechać i dowcipkować z publiczności przywożonej z zewnątrz, ale chodzi o uruchomienie znaczącego kapitału . Mówimy o przysłowiowej „białej plamie” siatkarskiej, a z drugiej strony, jako bardzo interesujący region potencjalnych sponsorów dyscypliny . Wolałbym by pozyskiwać środki na siatkówkę także stamtąd, nawet za cenę rozrzedzenia kalendarza. W tej chwili FIVB, by zyskać środki na rozwój naszej dyscypliny organizuje bardzo wiele wydarzeń, które finansowo obciążają głównie gospodarzy imprez. Doradzałbym naszym władzom z Lozanny zainspirować się doświadczeniami piłki nożnej, piłki ręcznej czy Formuły 1, które czerpią w jakiejś mierze z finasowania przez zamożne kraje regionu Zatoki Perskiej. Taki dodatkowy, uzupełniający „kran finansowy”.

Jaka jest pozycja Europy w światowej siatkówce?

Pozycja Europy jest nieadekwatna wobec poziomu sportowego. Powiedzmy sobie wprost: skoro w FIVB  nie ma tego, co występuje w Radzie Europejskiej czyli tzw. głosów ważonych,  uwzględniających demografię –w przypadku FIVB mogłyby to być sukcesy sportowe – w sytuacji, gdy jedna federacja ma jeden głos to siłą rzeczy Europa odgrywa mniejszą rolę. To się może zmienić jeśli  umiejętnie będzie budowała koalicję z federacjami z innych kontynentów. To już jednak zadanie naszych przedstawicieli we władzach światowej organizacji siatkarskiej .

Fakt, że tegoroczny finał mistrzostw Europy mężczyzn zbiega się praktycznie z początkiem Pucharu Świata dowodzi chyba, że rozdźwięk między CEV a FIVB jest spory…

To dowód na przysłowiowe przeciąganie liny, choć można by użyć mocniejszych słów. To jest taka samonapędzająca się spirala. Argumentem obydwu stron było to, że w kalendarzu brakuje już terminów. Tylko, że ten brak terminów wynika z tego o czym mówiliśmy wcześniej, czyli braku priorytetów  lub dziwnych kryteriów w wyznaczaniu tych priorytetów. To jest przykład spektakularny, który nie buduje autorytetu siatkówki. Takie sytuacje mogą sprawić, że z czasem mogą się od nas odwrócić sponsorzy. Ale to nie tylko kwestia terminarza. Jeśli dla wielu trenerów ważniejsze będą – z konieczności! – kwalifikacje olimpijskie od mistrzostw kontynentów, to naprawdę w tym systemie rozgrywek należy dokonać gruntownych zmian.

Zakończmy sportem. Czy nasze seniorskie reprezentacje dadzą radę: w kwalifikacjach olimpijskich, mistrzostwach Europy i nie rozczarują w Lidze Narodów?

Zacznę od pań. Bardzo dobrze, że mistrzostwa Europy są także w Polsce. Polska federacja potrafiła pokazać sprawność, siłę i swoją pozycję w europejskich strukturach. Fakt, że mistrzostwa są w naszym kraju jest bardzo ważny również dla ligi i klubów, którym łatwiej może będzie pozyskać sponsorów. Myślę, że niebawem liga żeńska właśnie zacznie współprace z poważnym i  możnym sponsorem. Są ku temu po naszej stronie dwa dodatkowe argumenty – czyli zlokalizowane w naszym kraju tegoroczne mistrzostwa Europy i mistrzostwa świata za trzy lata.  Jeśli zaś chodzi o stronę sportowa to należy się zgodzić z trenerem Jackiem Nawrockim, że powinniśmy grać w „ósemce”, czyli do końca polskiej części turnieju, choć ambicje powinny być jeszcze większe.

Kwalifikacje olimpijskie będą dla naszych siatkarek bardzo trudne, ale przy tym młodym zespole, każdy mecz z drużyną z czołówki jest bardzo ważny, bo tak naprawdę już teraz trzeba myśleć o drużynie, która będzie reprezentować Biało- Czerwone barwy w 2022 roku. Reasumując: w przypadku żeńskiej reprezentacji mistrzostwa Europy będą  turniejem numer jeden.

Gdy chodzi o siatkarzy jestem realistą czyli …optymistą. Mamy szerokie zaplecze pierwszej kadry. Zapewne nieco różne zestawienia kadrowe będziemy mieli w Lidze Narodów, kwalifikacjach olimpijskich, mistrzostwach Starego Kontynentu, Pucharze Świata. Mój optymizm wzmacnia fakt, że mamy bardzo ambitną kadrę, z bardzo ambitnym kapitanem i świetną atmosferę w ekipie.  Najważniejsze będą zapewne kwalifikacje olimpijskie i mistrzostwa Europy, choć liczymy na dobre wyniki również w Lidze Narodów i Pucharze Świata.

Jednak w 2019 roku nie samymi reprezentacjami żyć powinien związek. Bardzo ważnym będzie wsparcie dla klubów, tak by nie było takiego rozdźwięku, że zespoły reprezentacyjne mają znakomitych sponsorów na lata, a klubom jest niełatwo i w znacznie mniejszym stopniu są beneficjentami tych sukcesów reprezentacji, tego że nasi siatkarze są mistrzami świata, że wygrywają w plebiscytach na najlepszych czy najpopularniejszych sportowców Polski. To się musi przełożyć na kluby nie tylko w sensie prestiżowym, czy frekwencji na trybunach, ale w sensie sponsorskim. Polski Związek Piłki Siatkowej musi kluby w tym zakresie mocno wspierać, bo raz jeszcze podkreślam, to wspólne interesy federacji i klubów, to są naczynia połączone.

źródło: https://www.pzps.pl/pl/aktualnosci/217-artykuly/16921-ryszard-czarnecki-jestem-realista-czyli-optymista

Sport

Rację ma świat sportu, a nie światek europejskich elit

Posted on

Dziś szczególny dzień. Nie dość, że moje urodziny, to jeszcze coroczna prestiżowa dla środowiska żużlowego gala #Letsmakespeeedway. Uhonorowane zostaną na niej osoby zasłużone dla organizacji największych imprez żużlowych w Polsce i Europie. Jak co roku będę na niej obecny. Z tej okazji polecam lekturę mojego wywiadu, który ukazał się w branżowym „Tygodniku Żużlowym”. Temat został wybrany przez redaktora „TŻ” i jest on cytatem z mojej wypowiedzi. Rację ma świat sportu, a nie światek europejskich elit.

***
Rozmowa z europosłem Ryszardem Czarneckim, honorowym patronem prestiżowych imprez żużlowych.

Jak na razie kluby dostały od PZM licencję na starty w sezonie ligowym ‘2019.  Niektóre, póki co, warunkową, jak np. WTS Betard Sparta Wrocław (ale nie tylko ona), widać czegoś zabrakło im w papierkach i trzeba to uzupełnić, inne otrzymały licencję nadzorowaną, bo mają kłopoty finansowe (Unia Tarnów, Polonia Piła i Wanda Kraków), a pierwszoligowe Orzeł Łódź i Stal Rzeszów licencji chwilowo w ogóle nie dostały. Łodzianie mają jakieś problemy z ustaleniem z miastem warunków korzystania z nowego stadionu, a w przypadku Rzeszowa – jak podają niektóre media – rzekomo miały potwierdzić się zaległości tego klubu w stosunku do zawodników. Inni dziennikarze z kolei ujawniają, iż „Żurawiom” zabrakło tylko jakichś papierków w dokumentacji i też trzeba je szybko uzupełnić, by tę licencję jednak dostać. Spodziewałeś się tego? Przecież wyglądało na to, że w polskim żużlu mamy hossę, wydajemy krocie na żużlowe gwiazdy nawet w drugiej lidze, że panuje pełny profesjonalizm, a tu takie klopsy (w niektórych przypadkach) na koniec?

– Co do WTS, to wiadomo, że chodzi o dmuchane bandy, których atest kończy się w marcu i w marcu będzie przedłużony na kolejny sezon. Sprawa ma więc charakter bardziej formalny niż merytoryczny. Co do innych klubów, to mam nadzieję, że prezydent Tarnowa, wywodzący się ze środowiska biznesowego, zaangażuje się w stabilizację finansową „Jaskółek”. Brawa dla tarnowskich „Azotów”, które jak słyszę, zdecydowały o podpisaniu umowy z Unią na kolejne dwa lata – mimo jej spadku z Ekstraligi. To, jak rozumiem, w istotny sposób pomoże „wyczyścić” zaległości finansowe, na przykład wobec zawodników. Wiem, że były tam problemy w kontekście stadionu i warunków licencyjnych Ekstraligi, a władze miasta nie przeprowadziły obiecanego remontu tego obiektu, ale w pierwszej lidze te obwarowania licencyjne już nie są tak surowe, więc to też nie powinno być, przynajmniej na razie, bólem głowy dla działaczy „Jaskółek”. Jako europoseł z Wielkopolski słyszałem, że władze miasta Piła obiecały większe niż dotąd wsparcie dla tamtejszej żużlowej Polonii – teraz to trzeba wyegzekwować. Trzymam kciuki za Wandę Kraków, choć to swoisty paradoks, że klub reprezentujący jedno z największych miast w Polsce nie ma szans na zaistnienie w wyższych ligach. Zupełnie nie rozumiem sytuacji z Łodzi i kłopotów prezesa Skrzydlewskiego, bo przecież po to zbudowano nowy tor żużlowy, żeby z niego korzystać, a nie żeby to było obciążenie przy uzyskiwaniu licencji. Tutaj władze miasta z panią prezydent na czele muszą stanąć na wysokości zadania i koniec, basta. Zostaje Rzeszów. Już rok temu słyszałem, że mogą być trudności – i są. W środowisku żużlowym mówi się – oby to nie była prawda o 100 lub jak inni twierdzą nawet o 300 tysiącach złotych, które klub ponoć miałby zalegać wobec rodziny ś.p. Tomka Jędrzejaka. Nie chcę się wypowiadać na temat innych zawodników. Właściciel klubu z Podkarpacia ma olbrzymie ambicje – i to dobrze, bo ja lubię ambitnych ludzi. Może dlatego, że sam taki jestem. Ale trzeba doprowadzać sprawy do końca, żeby potem nie uderzano w wizerunek człowieka i klubu. Ponoć Słoweńcy się skarżą, że nie są rozliczeni w ramach „Diamond Cup”, jakiś kibic ze Szwecji awanturuje się o samochód, który wygrał, który owszem już ma, ale nie ma do niego papierów. OK, to nie są rzeczy związane  z ligą, ale pokazują sytuację, których lepiej, żeby nie było. Chciałbym, żeby każdy klub we wszystkich trzech ligach dostał licencję, bo silna reprezentacja zależy od zaplecza w postaci wielu klubów w różnych regionach kraju. Ale nie ma co popadać w histerię, czy w skrajności. W najważniejszych zawodowych ligach piłkarskich, a także piłki ręcznej na Zachodzie odmowy przyznania  licencji się zdarzają, kluby są relegowane kilka poziomów w dół, ale z tego powodu nikt nie wystawia złego świadectwa całej lidze, czy dyscyplinie. Także proponuję nie rwać włosów z głowy, choć oczywiście odmowa jakiejkolwiek licencji to strata dla polskiego żużla – i oby to nie nastąpiło.


Czy słyszałeś o pewnym nowym (?) problemie polskiego ligowego żużla? Otóż wygląda na to, że niektóre kluby, aby ominąć obowiązujący regulamin finansowy i przyciągnąć do siebie jak najlepszych zawodników, którzy są pazerni na kasę,  ponoć podpisują z nimi dodatkowe tzw. umowy sponsorskie. I potem mają problemy z ich wypełnieniem. Ale PZM mówi, że interesuje go tylko przestrzeganie umów regulaminowych, zaś do dowolnych sponsorskich kontraktów nic nie ma. W ten sposób zawodnicy w tym przypadku niekiedy zostają na lodzie, są bezbronni, przez co czasem bywają karani przez los za swoją chciwość i omijanie przepisów. Bo tej dodatkowej forsy na oczy nie widzą. Albo długo nie widzą. Czy jednak taka fikcja powinna u nas funkcjonować? A wszyscy o niej wiedzą. Często te rzekomo sponsorskie umowy to nic innego jak „tylko” dodatkowe kontrakty jeźdźców z klubami.  Takie podwójne kwity.

– To znana sprawa. Cóż, trochę się uśmiechając powiem, że niewidzialna ręka rynku jest silniejsza niż przepisy, które ustalają kwoty za podpisanie kontraktu oraz stawki za punkt. Pewnie limity w kontekście najlepszych jeźdźców są chyba jednak za małe. To nie jest sprawa nowa. Czy pamiętasz historię Grega Hancocka i Stali Rzeszów (po jego poprzednim pobycie w tym klubie)? Amerykanin rzekomo podpisał z nią praktycznie nielegalny kontrakt sponsorski. Jak pamiętam, przywalono mu wtedy 50 tysięcy złotych kary. Ostatnio słyszeliśmy o sporych zaległościach wobec Przemka Pawlickiego przed jego przejściem do Grudziądza, czy też o blisko 500, czy nawet i 700 tysiącach zaległości wobec Martina Vaculika. Cóż, może lepiej skończyć z fikcją, nawet jeżeli te przepisy były ustalane w jak najlepszych intencjach. Może warto, aby „Tygodnik Żużlowy” stał się miejscem takiej właśnie debaty o sensowności – lub jej braku – utrzymania obecnych przepisów.


Jak odebrałeś informację, że w myśl nieżyciowego regulaminu szkoleniowego odwieczna królowa szkolenia Unia Leszno została przez PZM ukarana finansowo za… brak szkolenia? A ma mistrza świata juniorów Smektałę, Kuberę i innych, którzy zasilają wiele drużyn ligowych?

– Szczerze mówiąc, tutaj regulamin nie do końca wydaje się być życiowy. Przykład „Byków” jest bardzo dobry. Jak junior ma „wykręcić” odpowiednią liczbę biegów i punktów, gdy nie ma możliwości startu w zawodach? Doskonale rozumiem intencje działaczy szczebla centralnego, którzy słusznie martwią się o to, aby następowała płynna zamiana dawnych mistrzów na nowych mistrzów – a więc chuchają i dmuchają nad młodymi zawodnikami. Absolutnie słuszna intencja, dobry zamiar, ale życie, praktyka, płata figle. Czy nie jest to kolejny temat, który warto przedyskutować na łamach „TŻ” z udziałem przedstawicieli PZMot., Ekstraligi, klubów, trenerów, tych od seniorów, ale też tych kształcących  adeptów do ścigania się, lecz również i może samych zainteresowanych? Chętnie bym wysłuchał opinii na przykład „Jankesa” – Romana Jankowskiego, który jest „ojcem chrzestnym” wielu znakomitych młodych żużlowców z Leszna i prowadzi wzorcową szkółkę żużlową w obecnej stolicy polskiego żużla.

Honorowy szef PZM Andrzej Witkowski nie został wybrany na wiceprezydenta FIM. To źle dla polskiego speedwaya i całego naszego sportu motocyklowego. Jako najsilniejsza żużlowa nacja powinniśmy mieć w FIM chyba mocniejszą pozycję? Brak umiejętności dyplomatycznych? Jak czytam w mediach: „Wybory prezydenta FIM nie ułożyły się po myśli One Sport, które chce stanąć do przetargu o prawa do Grand Prix. Wygrana Jorge Viegesa i brak posady wiceprezydenta dla Andrzeja Witkowskiego oznaczają, że nie będzie mocnej pozycji startowej. Polacy podkreślają, że zanim FIM ogłosi przetarg na kupno licencji od 2021 roku, to z pewnością odbędą wiele rozmów, by przekonać najważniejszych ludzi do swojej wizji. Chcąc się odróżnić od BSI (obecny posiadacz praw), będą musieli obiecać (taki mają zresztą zamiar) światową ekspansję. Dla One Sport oczywisty jest kierunek rosyjski. W planach jest też zbadanie rynku azjatyckiego. Oczywistą oczywistością będzie zaproponowanie przez Polaków turnieju w Australii bądź w Ameryce Północnej”. Czy zatem według Ciebie realne jest, aby One Sport przebiło w swej ofercie BSI, bo to się wiąże z ogromnymi kosztami? No i z poparciem w FIM, a tego jakby brakuje.

– Żałuję, ze Andrzej Witkowski zajął w tym wyścigu do władz FIM miejsce czwarte. To tak jak w sporcie było najgorsze miejsce – tuż za podium, bo pierwsza trójka wchodziła do prezydium FIM. To oczywiste, że we władzach światowej federacji motorowej powinniśmy mieć pozycję adekwatną do siły  polskiego speedwaya – i najlepszej ligi świata, czyli Ekstraligi – a tak nie jest. Skądinąd nie dotyczy to tylko żużla, ale też na przykład siatkówki – a o tym wiem bardzo dobrze – gdzie nacja mistrzów świata też jest niedoreprezentowana. Natomiast absolutnie się nie zgadzam, że wybór Portugalczyka na prezydenta FIM oznacza, iż Polacy mają z definicji mniejsze szanse na wieloletnią organizację cyklu Grand Prix, tak jak to czyni obecnie Benfield Sport International (BSI).  Nie mówi się na przykład w ogóle o tym, że pierwszą decyzją Jorge Viegasa było zdymisjonowanie i to już dosłownie o świcie, po wyborze wieczorem poprzedniego dnia – Brytyjczyka, który piastował stanowisko sekretarza generalnego FIM. Myślisz, że ów Anglik był nieprzychylny BSI? Słyszałem,  że wręcz przeciwnie.  Nowy portugalski szef FIM jest trochę poza układami i chce pokazać też i nowych ludzi oraz nowe rozwiązania, nowe inicjatywy. To akurat może być szansą dla One Sport. Nie uważam – prawdę mówiąc – za rozsądne publiczne dyktowanie firmie z Torunia jakie plany ekspansji mają przedstawić władzom FIM, aby wygrać wyścig z Brytyjczykami. Zapewniam Cię , że rywale Polaków mają u nas w kraju życzliwych ludzi, którzy na wyścigi przetłumaczą im wszystko, co pisze się o One Sport, zwłaszcza w kontekście potencjalnej oferty odnośnie organizacji Grand Prix przez kolejnych pięć, czy siedem lat.

Na szczęście, szefem Komisji Wyścigów Torowych (CCP) w FIM Europe (czyli na Stary Kontynent) wciąż jest przewodniczący polskiej Głównej Komisji Sportu Żużlowego Piotr Szymański. A on dąży do tego, żeby towarzyskie mecze reprezentacji narodowych (a Ty jesteś patronem takich spotkań polskiej kadry) zamienić w tzw. Ligę Narodową. Wtedy taka rywalizacja toczyłaby się o coś i miała większy prestiż. A przy okazji: czy to nie dziwne, że w dobie, kiedy szefowie Unii Europejskiej zwalczają państwa narodowe typu Polska i Węgry, to wiele federacji sportowych organizuje rozgrywki z „Narodem” w tle, a raczej w nazwie, np. piłka nożna, siatkówka, motocross itd.? Zresztą, mamy już Speedway of Nations. Skąd się w sporcie bierze taki odwrotny trend do tego, który obowiązuje dziś na szczytach władzy UE?

– Gratuluję Piotrowi Szymańskiemu, że ma tak odpowiedzialną funkcję w ważnej dla żużla strukturze międzynarodowej. A jako reprezentant Wielkopolski w  Parlamencie Europejskim pragnę pogratulować Wielkopolsce … Piotra Szymańskiego, bo przecież to człowiek wychowany w Ostrowie Wielkopolskim, a  osiadły w Poznaniu. Co do meczów polskiej reprezentacji  to zawsze lepiej rywalizować o punkty i trofea niż tylko towarzysko. Ale diabeł tkwi w szczegółach. Pewnie na najbliższym „Balu Żużlowca” w Lesznie, a może i wcześniej porozmawiam z Piotrem o tych kluczowych „detalach”. No bo z kim Biało-Czerwoni mielibyśmy jeździć? Ze Słowenią? Z Czechami? Czy też podzielić ową żużlową Ligę Narodów, jak w futbolu na kilka grup ze spadkami i awansami. Twoja uwaga o tym, że w sporcie nawet w nazwach turniejów na najwyższym szczeblu pojawia się słowo „Naród” jest bardzo ciekawa we współczesnym  kontekście polityki międzynarodowej. Tyle że mamy też i w Europie tendencję odwrotną niż tzw. główny nurt, czyli coraz większego znaczenia formacji odwołujących się w poszczególnych krajach do interesu narodowego i przez ten pryzmat krytycznie patrzącego na UE. Ta druga tendencja, która przypomina tę obecną w sporcie jest coraz silniejsza. Cóż, ja akurat uważam, że w tej sprawie to świat sportu ma rację, a  nie światek europejskich elit.

Plotkowano tu i ówdzie, że jeśli toruńskiej firmie One Sport nie udadzą się frekwencyjnie, czyli kasowo, dwie imprezy na Stadionie Śląskim w Chorzowie w sezonie ‘2018, to zamknie ona swoje podwoje. Wygląda na to, że udały się i groźba została oddalona. Cykl SEC, zapewne znowu pod Twoim honorowym patronatem, ma się odbyć z ostatnim finałem znowu w „Kotle Czarownic”, czyli na Śląskim w Chorzowie. To chyba dobra wiadomość, acz atmosfera na tym obiekcie już nie ta historyczna? Co więcej, jak już tu mówiliśmy, torunianie ponoć pragną rywalizować z BSI o organizację całego cyklu GP IMŚ. Mierz siły na zamiary? Czy rzeczywiście są tacy mocni?

– Mogę tylko potwierdzić sukces organizacyjny i finansowy obu wrześniowych imprez na Śląskim, nad którymi przyjąłem patronat honorowy,  a więc nie tylko SEC, ale też meczu Polska – Reszta Świata, wygranego zresztą przez Biało-Czerwonych dopiero w  ostatnim biegu. Ja też słyszałem, powiem dyplomatycznie, że kolejny finał Indywidualnych Mistrzostw Europy Seniorów – SEC odbędzie się znowu na Śląsku. One Sport dokonała przez organizację finału SEC na Stadionie Śląskim milowego kroku w kierunku zdobycia Grand Prix, choć dodam, że droga przed nimi jeszcze daleka. Przez ostatnie lata firma kojarzona z Karolem Lejmanem i Janem Konikiewiczem bardzo urosła, gdy tymczasem Anglikom chyba trochę zaczyna brakować i tchu, i wizji, gdy chodzi o przyszłość speedwaya. Zaś co do atmosfery, to trudno porównywać 100 -tysięczny polski tłum, który 45 lat temu na tymże Stadionie Śląskim swoim entuzjazmem niósł  Szczakiela po zwycięstwo  z Maugerem w barażu o pierwszy dla Biało-Czerwonych tytuł indywidualnego mistrza świata i oklaskiwał Zenka Plecha, gdy ten stawał  na najniższym stopniu podium z obecnymi czasami, gdy w Chorzowie może wejść połowa tej liczby kibiców i ze względu na nowe regulacje dotyczące bezpieczeństwa: inne są wymiary krzesełek – już nie ławek – i miejsca między rzędami. To samo przecież dotyczy meczów piłkarskich rozgrywanych na w „Kotle Czarownic”.

Ogłoszono kalendarz IMŚ, czyli GP ‘2019. Ma ona wrócić do Australii, ale to jeszcze nic pewnego. Wygląda na to, że ten cykl generalnie wycofuje się z wielkich stadionów (poza m.in. Warszawą, Cardiff) i miast oraz z jednorazowych nawierzchni na rzecz kameralniejszych obiektów ze stałym żużlowym torem. Skąd ten odwrót? To tak miało być? Czy to dobrze dla prestiżu naszej dyscypliny i tych rozgrywek? A może one już się wyczerpują w tej formule? Albo BSI już zjada własny ogon i nie daje rady organizacyjnie? Czy znowu będziesz obecny na GP na Narodowym w naszej stolicy?

– Australia to dobre miejsce dla żużla, bo to ojczyzna szeregu mistrzów świata, a także kraj, w którym wychowywał się aktualny champion Tai Woffinden. Ale trzeba myśleć o nowych rynkach, a nie tylko o porcie, w którym już się było. To źle, że speedway za przyczyną BSI wycofuje się z największych stadionów – z sentymentem wspominam Grand Prix przed 15 laty na… Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie, gdzie w 1912 roku rozgrano igrzyska olimpijskie. To dopiero robiło wrażenie! Rozumiem, że Anglicy, którzy wykupili licencję FIM na organizacje Grand Prix wycofują się zarówno z jednorazowych torów budowanych na jedno GP, jak i z dużych stadionów ze względów ekonomicznych.  Przestrzegam jednak przed traktowaniem indywidualnych mistrzostw świata niczym cytryny do maksymalnego wyciśnięcia. FIM przecież może wpisać do nowego kontraktu na organizację GP warunku w postaci otwarcia na nowe rynki i kraje, w których będzie się organizować Grand Prix – także w tych regionach świata, gdzie nie ma żadnej tradycji uprawiania „czarnego sportu”. Firma, która odpowiada długofalowo ,w planie co najmniej kilku lat, za organizację IMŚ powinna być zmuszona przez światowe władze sportu motorowego do inwestowania w promocję żużla. Niestety, dzisiaj tego nie widać. Co zaś do Stadionu Narodowego, to chciałbym, wzorem dwóch ostatnich lat, być na Grand Prix. To miejsce jest doprawdy PR-owską trampoliną dla speedwaya. A tak na marginesie, byłem na Millenium Stadium w stolicy Walii i na tym całkowicie zadaszonym, jak trzeba, obiekcie atmosfera też jest niepowtarzalna.

Co ma Woffinden, że jest mistrzem świata, a czego nie mają Zmarzlik, Janowski i Dudek, że mistrzami jeszcze nie są?

– Brytyjczyk, jak tak dalej pójdzie, zostanie pewnie honorowym obywatelem Wrocławia, bo przecież wszystkie tytuły mistrza świata wyjeździł jako reprezentant klubu ze stolicy Dolnego Śląska. Ma niebywałą, godną mistrza, determinację. Patrząc z jaką pasją walczy o kolejne złoto w GP, przypomina mi się tytuł sztuki Witkacego „Nienasycenie”. On nie chce spocząć na laurach. Tej determinacji życzę wszystkim polskim mistrzom „czarnego toru”. Woffinden ma jeszcze jedną kapitalną zaletę: niebywałą odporność psychiczną, która pozwala mu wygrywać najtrudniejsze biegi, w  tym biegi finałowe. Tej odporności też należałoby życzyć naszym jeźdźcom, bo nie wszyscy ją mają jeszcze w stopniu pozwalającym osiągać najwyższe trofea. Wierzę, że zarówno Bartek, jak i Maciej czy Patryk mogą pokusić się o złoto, ale każdy musi jeszcze mocno popracować. Jeden nad odpornością psychiczną właśnie, drugi wyrównywać zaskakujące spadki formy w trakcie sezonu, co kosztuje decydujące punkty w klasyfikacji Grand Prix. Na koniec jedna uwaga: zabrakło mi w tej wyliczance jednego nazwiska: do trzech muszkieterów dodałbym jeszcze czwartego – Piotra Pawlickiego i nieważne kto będzie z d’Artagnanem, Aramisem, Portosem, czy hrabią de Rochefort – ważne, żeby któryś z nich, może więcej niż jeden, wszedł w buty Jerzego Szczakiela i Tomasza Golloba, a więc jedynych polskich indywidualnych mistrzów świata. Uważam to za bardzo realne.

Jak widzisz swoją dalszą współpracę z One Sport i z KF Sport Maćka Polnego, i generalnie z całym polskim oraz światowym speedwayem w sezonie ‘2019. Czy masz już konkretnie sprecyzowane szczegółowe  plany na tę współpracę? I jak w skrócie ocenisz to, czego dokonałeś na tym polu w sezonie ‘2018?

– Jestem po długich spotkaniach z nimi, czyli z „gdańskim” i „toruńskim”, żeby geograficznie przypisać nazwiska  tych promotorów żużla do miast. Mamy dość szczegółowe omówiony zakres współpracy w roku przyszłym, a wstępnie nawet w kolejnych. Chcę i będę kontynuować moje zaangażowanie, a więc i patronat honorowy nad mistrzostwami Europy seniorów – SEC, mistrzostwami świata juniorów, meczami polskiej reprezentacji, IMME oraz szeregiem turniejów i memoriałów  żużlowych, żeby wymienić choćby tylko tytułem przykładu „Łańcuch Herbowy Ostrowa Wielkopolskiego”, „Puchar Pierwszego Polskiego Króla Bolesława Chrobrego” w Gnieźnie czy Memoriał Floriana Kapały w Rawiczu, ale też i współpracę  z kilkoma klubami w Wielkopolsce. Reasumując: będzie to to samo, co w latach 2016-2018, ale jeszcze szerzej…

Coraz więcej kobiet chce jeździć na żużlu. Co Ty o tym sądzisz? I czy powinno się je dopuszczać do rywalizacji z mężczyznami, czy powinny raczej tak jak w innych dyscyplinach np. w sportach walki, w podnoszeniu ciężarów, lekkiej atletyce, siatkówce, koszykówce, piłce nożnej itd.  walczyć w swoim żeńskim gronie?

– Skoro użyłeś słowa „jeździć”, to przypomnę, że jest taki sport, gdzie kobiety i mężczyźni w niektórych konkurencjach – jak ujeżdżanie czy skoki – startują razem. Ale w speedwayu nie wyobrażam sobie rywalizacji kobiet wraz z mężczyznami. Tak, jak np. w skokach narciarskich panie skaczą osobno.

Mówi się, że imprez w speedwayu jest zbyt wiele. Ale dla tych słabszych i mniej znanych zawodników np. z Finlandii, Łotwy, Estonii, czy Rosji, zwłaszcza dla młodych, żużel nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Jak więc oceniasz raczkującą inicjatywę, funkcjonującą już od tego roku, czyli Baltic Speedway League?

– Każda impreza, turniej, cykl zawodów, które promują  naszą dyscyplinę wśród młodzieży, zwłaszcza w krajach, gdzie jest ona przecież wciąż mało popularna, jest godna pochwały i wsparcia. Dostrzegamy duże postępy żużla na Łotwie, ale też i w Rosji – kraju, który wygrał pierwszą edycję „Speedway of Nation”. Trzymam zatem kciuki za „Baltic Speedway Ligue”, choć prawdę mówiąc nie budzi ona we mnie nawet jednej setnej tych emocji, które udzielają mi się, gdy oglądam  rywalizację  w Ekstralidze, SEC czy Grand Prix. Pozwól jednak, że tę naszą długą rozmowę o żużlu, trzecią z cyklu, zakończę jednak  „nieżużlowo”. Rozmawiamy przecież tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, czyli przed wyjątkowym czasem dla nas – Polaków. Niech mi będzie więc wolno złożyć życzenia wszystkim Czytelnikom „Tygodnika Żużlowego”, obojętnie jakiemu klubowi kibicują i na kogo głosują, nie tylko w plebiscycie „TŻ”. Życzę wszystkim zawodnikom, trenerom, działaczom, rodzinom zawodników, sponsorom, kibicom, aby te szczególne w polskiej tradycji święta były czasem dla rodziny i najbliższych, czasem zatrzymania się w naszym codziennym biegu, dostrzeżenia tego, co jest ważne, ale i tego, co jest najważniejsze. Wszystkim życzę też zdrowia i dumy z osiągnięć polskich żużlowców i szerzej: naszych sportowców w Nowym Roku 2019.

*Pytania zadawał Bartłomiej Czekański