W Prasie

Ryszard Czarnecki: Wypowiedź dla Katolickiej Agencji Informacyjnej na temat stosunków polsko-niemieckich dziś i w przyszłości.

Posted on

1. Minęło już 41 lat od listu polskich biskupów do biskupów niemieckich. Czy od roku 1965 stosunki polsko-niemieckie uległy rzeczywistej poprawie czy była to tylko politycznie poprawna fasada, która runęła obecnie?

Chwała polskim biskupom, bo przetarli szlak – i to będąc atakowanymi przez komunistyczną propagandę (o czym juz dziś mało się pamięta). Relacje polsko – niemieckie są teraz na pewno inne niż 40 lat temu. Wtedy była to sterowana wrogość, a teraz po prostu normalność, czyli czasem lepiej, czasem gorzej. “Polityczna poprawność” w stosunkach RP – RFN była, owszem, przez większość dekady lat 90-tych i było to sztuczne “kochajmy się i umówmy się, że nie ma problemów”. To było bezsensowne – bo właśnie generowało problemy na dłuższą metę.

Lepsze są realne problemy i chęć ich rozwiązywania niż sztuczna miłość, czy sztuczna nienawiść. Jednym zdaniem: relacje Warszawa – Berlin są od ostatnich kilkunastu lat prawdopodobnie najlepszymi stosunkami minionego tysiąclecia, ale ostatni rok tego okresu jest najgorszy.

2. Czy obecna sytuacja jest spowodowana tylko działalnością p. Steinbach i Powiernictwa Pruskiego, czy wina jest także po polskiej stronie? Jeśli tak to dlaczego?

Nie dostrzegam winy po polskiej stronie. Jeżeli nawet zdarzają się polskim politykom ostrzejsze wypowiedzi – to zawsze jest to reakcja na wypowiedzi czy działania strony niemieckiej. Pani Steinbach nie jest “samotnym białym żaglem” – działalność jej Związku Wypędzonych jest finansowana z budżetu RFN, jej kongres zaszczyca prezydent Niemiec, a szef Bundestagu popiera publicznie szereg jej inicjatyw. Tak naprawdę – nie zawsze, ale często – Steinbach mówi głośno to, co (prawie) całe Niemcy mówią po cichu… Co do Pruskiego Powiernictwa – to jednak raczej polityczny margines, oficjalnie – choć bez większego entuzjazmu – krytykowany przez rząd RFN.
Reasumując: nie doszukujmy się na siłę winy po polskiej stronie – tu jej naprawdę nie ma. Postawa Niemiec wynika także z pewnego obiektywnego procesu: po dziesiątkach lat udawania, że nie mają własnej, narodowej tożsamości – teraz odkrywają ją ze zdwojoną siłą i, niestety, czasem z wdziękiem słonia w składzie porcelany.

3. Czy historia zawsze juz będzie dzielić narody Europy, a w szczególności Polaków i Niemców? Czy możliwe jest wypracowanie wspólnej (bardziej obiektywnej) wizji historii XX wieku w ramach UE? Czy PE mógłby to zainicjować?

Historia nie musi, ale może dzielić. Ale też historia nie musi, ale może łączyć. Trzeba być uczciwym (to lepsze słowo niż: obiektywnym) i mówić zarówno o Krzyżakach, zaborze pruskim oraz II wojnie światowej i 6 mln zabitych obywateli RP, ale też o sympatycznych reakcjach Niemców na polskich uchodźców po Powstaniu Listopadowym czy pomocy ze strony “zwykłych” Niemców dla “zwykłych” Polaków w stanie wojennym.
Wypracowanie jednej, wspólnej wizji historii? To mało możliwe. Zbliżanie się do siebie w ocenach przeszłości? To juz bardziej. Ale nie zrobi tego Parlament Europejski – bo nie jest od tego. PE może i powinien czcić różne rocznice, ale to ciało polityczne, zajmujące się teraźniejszością i przyszłością, a nie Kongres Historyków. Bardziej efektywne będą w tej mierze bilateralne działania rządów, np. polskiego i niemieckiego, węgierskiego i słowackiego itd.

4. Czy w dzisiejszej sytuacji Kościół znowu może pomóc w przełamaniu wzajemnych uprzedzeń? Jeśli tak, to jak?

Kościół katolicki – a więc powszechny! – te uprzedzenia przełamuje cały czas – swoją codzienną pracą. Czy polscy księżą pracujący w Niemczech nie są w pewnym sensie ambasadorami dobrego imienia Polski? Czy polscy kapłani – proboszczowie we francuskich parafiach nie są pomostem między Francją a Rzeczpospolitą? Przełamywanie stereotypów i uprzedzeń nie dzieje się na rozkaz polityków, ale dzięki wysiłkom społeczeństwa – a więc Kościoła tworzonego wszak przez “lud wierny”.
Oczywiście, gesty Episkopatu Polski, episkopatów innych krajów czy też Konferencji Episkopatów Europy, wspólne konferencje i seminaria są potrzebne, ale to tylko ramy do obrazu, malowanego przez przeciętnych Polaków i Niemców.

W Prasie

Ryszard Czarnecki: Wypowiedź dla Katolickiej Agencji Informacyjnej na temat sprawozdania PE ws. homofobii

Posted on

1. Ponad 3/4 Polaków (77 proc.) uważa, że w naszym kraju nie powinno się pozwolić na śluby osób tej samej płci. Przeciwny pogląd ma co piąty badany (18 proc.) – wynika z opublikowanego dziś sondażu “Rzeczpospolitej”. Tymczasem w przyjętym (zresztą prawie niezauważenie w cieniu debaty o homofobii i antysemityzmie w Polsce) na ostatnim posiedzeniu PE w Strasburgu sprawozdaniu posłanki Tatjany Ždanoki, w sprawie niedyskryminacji i równych szans dla wszystkich, w którym Parlament Europejski domaga się między innymi zakazu dyskryminacji par tej samej płci oraz wzajemnego uznawania małżeństw lub zarejestrowanych związków osób tej samej płci przez Państwa Członkowskie UE. Posłowie chcą też wyjaśnień w sprawie likwidacji Urzędu Pełnomocnika ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn w Polsce.
Czy nie jest to próba wprowadzenie „tylnymi drzwiami” małżeństw homoseksualnych całej UE?

Mało przemyślana rezolucja Parlamentu Europejskiego ws. “niedyskryminacji” – przeciwko której głosowałem nie ma mocy prawnej, ale jest sygnałem zachęcającym lobby homoseksualne do otwierania sobie kolejnych drzwi w kolejnych krajach. W tym sensie rezolucja ta “oswaja” sprawę akceptacji tzw. małżeństw homoseksualnych – dlatego też budzi mój sprzeciw. Jest to zresztą kolejny, niedobry sygnał wysyłany w tym obszarze przez europarlament w ostatnich miesiącach. Możemy więc mówić o zorganizowanej, zaplanowanej akcji zwolenników “małżeństw” homoseksualnych.

2. Czy Polska (rząd, sejm, prezydent) powinna reagować na takie uchwały PE?

Władze RP powinny “robić swoje”, a nie ograniczać się do nasłuchiwania i krytykowania Parlamentu Europejskiego. Ważne jest, aby w tej sprawie mieć własne stanowisko, posiadać sporą większość w Sejmie i Senacie dla jego obrony, przekazywać je na forum międzynarodowym. I wiedzieć, że nikt z zewnątrz nie może nam niczego narzucić – chyba, że sami się na to zgodzimy.

3. Jakie zdanie w tej sprawie ma Pana grupa polityczna i jak głosowała nad tym raportem?

Wyraźna większość grupy posłów niezależnych głosowała przeciw tej rezolucji (Francuzi, Belgowie, Włosi, Polacy). W tej sprawie, podobnie jak we wszystkich innych nie ma u nas (podobnie, jak w innych grupach) dyscypliny w głosowaniach.

4. Czy polscy Eurodeputowani będą domagać się odpowiedzi PE na protest Sejmu RP w związku z raportem PE na temat antysemityzmu i homofobii w Polsce?

Na rozpoczęcie tej sesji PE jego przewodniczący, Borrell poinformował o stanowisku polskiego parlamentu – nie komentując tego faktu.
Wbrew krytykom z polskiej opozycji uchwała Sejmu RP, która “dała odpór” europarlamentowi była potrzebna. Była ona bowiem czytelnym znakiem, co w tej sprawie myśli Polska i że olbrzymia większość polskich eurodeputowanych, która głosowała przeciw tej rezolucji – wyrażała właśnie wolę narodu polskiego. Stanowisko Episkopatu Polski jest konkretne, merytoryczne i wyważone. Podaje racjonalne argumenty, jak choćby ten o finansowaniu kontrowersyjnych badań z budżetów także tych krajów, gdzie te badania (“embrionalne”) są … nielegalne.
To ważny głos w tym cywilizacyjnym sporze, który toczy się w Europie i na świecie.

5. Czy, a jeśli tak to jakie, kroki zamierza przedsięwziąć Pan osobiście lub w grupie politycznej w Parlamencie Europejskim w tej sprawie?

Posłowie “Samoobrony” będą w tej sprawie w Parlamencie Europejskim dawać świadectwo prawdzie – zarówno poprzez wypowiedzi, jak i w głosowaniach. Ja osobiście udzieliłem na ten temat obszernego wywiadu dla wpływowego, prestiżowego, włoskiego pisma “Il Foglio”. Rozważamy też zgłoszenie w tej sprawie oficjalnych pytań do Rady i Komisji, zwłaszcza po decyzji Rady z 11 lipca.

W Prasie

Ryszard Czarnecki: Wypowiedź dla Katolickiej Agencji Informacyjnej na temat warszawskiej parady równości oraz badan na komórkach macierzystych.

Posted on

1. Czy popiera Pan organizowanie parad równości i dlaczego?

Nie popieram tego typu happeningów. Bardzo często bowiem są one tylko pretekstem do obrazy moralności publicznej, czynienia zgorszenia, a wielokroć także ataków na Kościół Katolicki, a ostatnio – również na Polskę. Jednym słowem – nie widzę żadnego uzasadnienia, aby tego typu dziwolągi miały miejsce.

2. Jak ocenia Pan, jaki mają one wpływ na życie społeczne, przede wszystkim tradycyjną rodzinę, która jest przecież podstawą społeczeństwa?

Wpływ mogą mieć tylko jeden – destrukcyjny. Atakują bowiem wartości tradycyjne i rodzinne – jakoś przez ostatnie 2000 lat nie wymyślono lepszych…

3. Czy tego typu parady to nie przygotowywanie gruntu pod m.in. legalizację związków homoseksualnych i adopcję dzieci?

Tak, następnym krokiem będzie zadanie zalegalizowania małżeństw homoseksualnych. Kolejnym natomiast: prawne przyzwolenie na adopcje dzieci przez pary homoseksualne.

4. Z jednej strony istnieje niepodważalna zasada wolności zgromadzeń i słowa, a z drugiej Pana osobiste chrześcijańskie wartości i przekonania. Czy to się nie kłóci z tymi Pana osobistymi przekonaniami?

Zasada wolności słowa – tak! Ale promocja zachowań i działań niemoralnych, zakłócenie porządku publicznego – nie!

Nie wszyscy musza podzielać chrześcijańskie normy, wartości i przekonania (vide: nauka Pawła Włodkowica!). Ale wszyscy powinni i muszą przestrzegać norm życia publicznego: społeczeństwo bowiem nie jest zbiorem zanarchizowanych jednostek…

5. Co Pan sądzi na temat siódmego ramowego programu naukowego w sprawie finansowania badań na komórkach macierzystych przez UE? Gdzie są limity takich badań?

To delikatna materia. Jako katolik dopuszczam w pełni badania na komórkach macierzystych, o ile nie są to badania na embrionach. Nie widzę powodów, aby pieniądze podatników europejskich, w dużej mierze katolików, były przeznaczone na badania sprzeczne z nauczaniem Kościoła Katolickiego.

7. “3000€ grzywny oraz 6000€ do podziału dla aktywistów homoseksualnych nakazał zapłacić sąd w Lille francuskiemu parlamentarzyście, Christianowi Vanneste, oskarżonemu o “homofobiczne” wypowiedzi, a konkretnie sprzeciw wobec prawa karającego za “homofobię”. Vanneste wygłosił swoją opinię w parlamencie francuskim podczas debaty nad potrzebą wprowadzenia takich praw. W efekcie, został skazany na mocy prawa, wobec którego wyraził obiekcję w kontekście uprawnionej dyskusji, zanim prawo weszło w życie. “
Pytanie jest następujące: Czy tu Europarlament nie powinien wystąpić w obronie wolności przekonań i wypowiedzi?

To przykład głupoty – ale w majestacie prawa. Naruszono tu zresztą zasadę obowiązywania immunitetu w przypadku wypowiedzi, które mają miejsce w parlamencie (w Polsce uczyniono to zresztą w 2002 roku wobec Andrzeja Leppera). Złamano też drugą zasadę, że “prawo nie działa wstecz”.

Jest to przykład upolitycznienia wymiaru sprawiedliwości oraz swoistego triumfu “poprawności politycznej”, która ingeruje nawet w wyroki wymiaru sprawiedliwości.

Niestety, to również przykład narzucania cenzury i zwalczania swobody wypowiedzi. Uważnie patrzmy na to, co dzieje się we Francji, aby zobaczyć, co chcą nam zafundować w Polsce.

W Prasie

Ryszard Czarnecki: Wypowiedź dla Katolickiej Agencji Informacyjnej na temat homofobii i praw homoseksualistów.

Posted on

1. Jaka jest definicja homofobii i jakie są jej przejawy?

Problem w tym, że nie ma precyzyjnej definicji homofobii. To wygodna sytuacja dla lobby homoseksualnego, które pojęcie “homofobii” rozciąga tak absurdalnie szeroko, że kwalifikuje doń nawet zwykłe głosy sceptycyzmu wobec np. adopcji dzieci przez lesbijki. W ten sposób pod tak pojmowaną “homofobię” można podciągnąć niemal wszystko. Stąd też walka z “homofobią”, a raczej wirtualną dyskryminacją środowisk homoseksualnych jest tak naprawdę instrumentem poszerzenia wpływów medialnych i legislacyjnych homoseksualistów.

2. Czy z homofobią należy walczyć instytucjonalnie?

“Homofobia” i walka z nią jest raczej ideologicznym wytrychem dla organizacji mniejszości seksualnych. W związku z tym wykorzystywanie w tym celu instytucji UE lub instytucji narodowych jest nieuzasadnione, a dodatkowo oznacza sięganie do kieszeni podatników – oczywiście wbrew podatnikom.

3. Czy w instytucjach UE ma miejsce homolobbing?

Homolobbing to nic innego jak forsowanie postaw, zachowań medialnych, a także rozwiązań prawnych korzystnych dla mniejszości seksualnych. Przykładem takiego homolobbingu może być debata w PE na temat homofobii, która miała miejsce parę tygodni temu. To na poziomie unijnym. Ale również na poziomie narodowym w parlamentach Francji i Belgii mieliśmy do czynienia ostatnio z klasycznym i – niestety – skutecznym “homolobbingiem”. Jednak szczególnym, “ulubionym” miejscem “homolobbingu” są media, w których walka mniejszości seksualnych o swoje prawa jest wręcz przedstawiana nieraz jako walka Dobra (środowiska homoseksualne) ze Złem (obskuranckie, wsteczne siły “heteroseksualnego obozu nietolerancji”…).

4. Czy są zawody, które są niekompatybilne z orientacją homoseksualną? Czy nauczyciel, wychowawca, trener dzieci i młodzieży może być homoseksualistą?

Z poziomu ogółu zejdźmy na poziom konkretu. Na pytanie czy chciałbym, aby mój 16 letni syn miał wychowawcę lub nauczyciela czynnego homoseksualistę? – odpowiedź brzmi: absolutnie nie! Nie obchodzi mnie orientacja seksualna moich bliźnich, ale to nie oznacza, że jest mi obojętne, jakie postawy będzie promować (także swoim przykładem) nauczyciel, trener czy przełożony w harcerstwie mojego syna.

5. Czy Państwo powinno uregulować prawnie ramy związków osób tej samej płci? Jeśli tak, to w jakich dziedzinach i w jakim zakresie?

Takie regulacje w Polsce już istnieją w ramach już funkcjonującego prawa. Nowe są zbędne. Próby nawet niewielkiej zmiany prawa w tym obszarze mogą być tylko pretekstem do zmian znacznie dalej idących, z czasem wręcz rewolucyjnych. Sprawdza się tu zasada: “dasz diabłu palec – to całą rękę weźmie…” lub “od rzemyczka do koziczka”. Dzisiaj np. mniejszości seksualne w Polsce mówią co najwyżej o pozwoleniu na małżeństwa homoseksualne, nie wypowiadając się zbyt głośno, ze względów taktycznych, o adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Jednak jutro – po załatwieniu małżeństw gejów i lesbijek – nagle wybuchnie problem adopcji.

6. Czy można pozwolić związkom osób tej samej płci na adopcję dzieci?

Zdecydowanie nie. W tej sprawie nie wolno ustąpić nawet o milimetr.

7. Czy UE może wymusić na Polsce uregulowania prawne w dziedzinie ochrony preferencji seksualnych?

Pod względem formalno – prawnym: nie. Może jedynie np. poprzez Parlament Europejski stosować presję psychologiczną czy nacisk medialny. Jednak sprawa ta leży w kompetencjach państw członkowskich, a nie Unii jako takiej.

W Prasie

Ryszard Czarnecki: Wypowiedz dla Katolickiej Agencji Informacyjnej na temat homofobii.

Posted on

1. Co oznacza termin homofobia?

Dobre pytanie. Dotąd nikt tego tak naprawdę precyzyjnie nie zdefiniował. Na razie “homofobia” jest takim kijem do walenia przeciwnika politycznego, czy nawet w całe kraje (np. w prawicę, np. w Polskę). Albo inaczej: jest to taki pojemny worek, do którego można wszystko wrzucić.

2. Czy homofiobię można stawiać w jednym szeregu z ksenofobią i antysemityzmem?

Antysemityzm – jak mówił Jan Paweł II – jest grzechem. Ksenofobia jest głupotą i jest niemoralna – porównywanie z nimi homofobii jest nadużyciem. Homofobia to termin bardzo ideologiczny, a nie opisujący rzeczywistość. Tym bardziej nijak się ma do np. antysemityzmu czy ksenofobii.

3. Czy w Polsce występuje homofobia? Jeśli tak, to jaka? Instytucjonalna, czy społeczna?

Nie, w Polsce nie ma zjawiska społecznej nietolerancji dla homoseksualistów. Jeżeli ludzie z mniejszości seksualnych bywają traktowani niewłaściwie, to to samo można powiedzieć o różnych grupach społecznych czy zawodowych (np. politykach), którzy są przedmiotem daleko idącej krytyki, szyderstw, a czasem wręcz dyskryminacji. Trudno jednak mówić o “politykofobii”.
Podsumowując: homofobia w Polsce jest, ale jako byt wirtualny.

4. Czy zgadza się Pan z opinią środowisk homoseksualnych, że jednym z najważniejszych źródeł homofobii jest “konserwatyzm” Kościoła Katolickiego?

Nie uważam, aby Kościół Katolicki “napędzał” nietolerancję wobec homoseksualistów. To kolejny, głupawy mit.

5. Jak Pan (lub Pana grupa polityczna) zamierza głosować w sprawie homofobii?

UEN będzie głosować przeciwko rezolucji PE, ponieważ jest ona oparta o niewiarygodne informacje oraz fałszywe wyobrażenia o sytuacji w Polsce. Jest także elementem ideologicznego ataku na nasz kraj przez ludzi, których drażni nasz kraj (często jest to motywowane politycznie).

W Prasie

Ryszard Czarnecki: Wypowiedź dla Katolickiej Agencji Informacyjnej na temat przymusowej prostytucji.

Posted on

1. Jakie są przyczyny prostytucji w dzisiejszej Europie?

Prostytucja nie jest problemem, który narodził się w XX czy XXI wieku. Jej rozwój po części natomiast jest związany ze zwiększoną migracją, otwarciem granic, turystyką itd. Plus rzecz jasna relatywizm moralny, który dziś jest “trendy” bardziej niż np. 40 lat temu…

2. Jak skutecznie walczyć z prostytucją w ogóle, a szczególnie z prostytucją przymusową w trakcie międzynarodowych imprez sportowych i innych?

Walkę z prostytucją przymusową w trakcie np. piłkarskich MŚ w RFN 2006 można toczyć na dwa sposoby. Pierwszy to ograniczenia wizowe na czas imprezy. Drugi – niewykluczający pierwszego – to solidarne działania wielu instytucji europejskich i krajowych, które wspólnie ustanowią moralny “front odmowy”, uczynią z przymusowej prostytucji poważny problem, wobec którego nie można przejść obojętnie. Takie wspólne działania organizacji kobiecych, Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, związków sportowych, takich jak FIFA, UEFA, czy w przypadku MŚ 2006 – Niemieckiego Związku Piłki Nożnej, proponuje w tej chwili w swej rezolucji PE. Chodzi też o wspólne napiętnowanie kontrowersyjnych zachowań osób publicznych, jak np. byłego, wybitnego, niemieckiego piłkarza, “cesarza futbolu”, a obecnie szefa komitetu organizacyjnego piłkarskich mistrzostw świata Franca Beckenbauera, który demonstracyjnie uchylił się od potępienia prostytucji w okresie Mistrzostw Świata .

3. Czy należy zakazać prostytucji jako formy zniewolenia kobiet?

Prawny zakaz prostytucji byłby moralnie słuszny. Tylko na ile byłoby to skuteczne, a na ile – jak z prohibicją w USA w latach 30-tych – odniósłby skutek przeciwny do zamierzonego, czyli jej nielegalne co prawda, ale jednak rozprzestrzenienie? Nie wykluczałbym jednak z góry formalnego zakazu prostytucji, choć byłoby to trudne w realizacji.

4. Czy godność i prawa kobiet są naruszane np. przez przemysł pornograficzny ? Czy i jak należy z nim walczyć?

Godność i prawa kobiet (ale też mężczyzn) są absolutnie naruszane poprzez przemysł pornograficzny. Walka o godność człowieka – kobiety i mężczyzny – to prawne i administracyjne ograniczanie promocji wytworów tego przemysłu np. filmów czy kaset pornograficznych, kin, porno shopów itp, a także bezwzględnie egzekwowany prawny zakaz pornografii z udziałem dzieci. To także moralny nacisk na np. redakcje gazet publikujących tzw. ogłoszenia erotyczne, będące sporym źródłem zysku (w swoim czasie zamieszczał je, już nieistniejący, prawicowy dziennik “Życie” Tomasza Wołko, jak również kwestia edukacji szkolnej, edukacji prewencyjnej, uświadamiającej, tworzenie standardów moralnych, w których prostytucja nie jest czymś obojętnym, “prywatną sprawą”, ale czymś bardzo nagannym moralnie, obrzydliwym i poza nawiasem normalnych zachowań człowieka.

5. Co powinna zrobić UE, aby zlikwidować handel kobietami w Europie i na świecie?

Unia powinna zasugerować państwom członkowskim zaostrzenie przepisów dotyczących promocji pornografii, a także tworzyć sprzyjający moralny klimat przeciwdziałania i ograniczania prostytucji. Z tym zjawiskiem trzeba walczyć metodami perswazji moralnej. Poprzez edukację, media, ale także instrumentami ekonomicznymi – i to będzie najbardziej skuteczne, np. poprzez ustanowienia bardzo wysokich podatków na działalność gospodarczą związaną z prostytucją i pornografią. Nie gadanie, lecz zdecydowane działania mogą to zjawisko nie tyle zlikwidować, co przynajmniej ograniczyć.
Przykładem działań PE w walce z prostytucją jest ostatnia propozycja ustanowienia Dnia Przeciwdziałania Handlowi Ludźmi oraz uruchomienia bezpłatnych infolinii pomocy dla osób dotkniętych tym problemem.

W Prasie

Ryszard Czarnecki: Wypowiedź dla Monitora Unii Europejskiej nt.perspektywy finansowej Unii Europejskiej 2007-2013, najważniejszych zadań eurodeputowanych na rok 2006 oraz podsumowania aktywności Posła w PE za rok 2005

Posted on


Ryszard Czarnecki: Wypowiedź dla Monitora Unii Europejskiej nt.
A) perspektywy finansowej Unii Europejskiej 2007-2013,
B) najważniejszych zadań eurodeputowanych na rok 2006 oraz
C) podsumowania aktywności Posła w PE za rok 2005

A. Perspektywa finansowa UE 2007- 2013 jest na pewno poniżej zarówno deklaracji samej Unii, jak i naszych wcześniejszych oczekiwań. Przypomnę, że w pierwszym projekcie budżetu 7- letniego UE, który ogłoszono jesienią 2003 roku była mowa o 80 mld euro. We wstępnym, ale oficjalnym projekcie udostępnionym rok później, jesienią 2004, była mowa o 75 mld euro. Projekt “Perspektywy Finansowej 2007 – 2013” Komisji Europejskiej przedstawiony m.in. Polsce w styczniu 2005, na początku prezydencji luksemburskiej zakładał, że otrzymamy 73 mld euro. Niespełna pół roku później ostateczna propozycja Luksemburga jako kraju przewodzącego Unii to 63 mld euro. Skończyło się, jak wiadomo, na niespełna 60 mld euro. W stosunku do intencji budżetowych sprzed dwóch lat oznacza to spadek o ponad 20 mld!

Z drugiej jednak strony, przyznajmy to uczciwie, rząd Marcinkiewicza nie miał zbyt dużego pola manewru. Ostateczny rezultat jest na pewno poniżej wcześniejszych oczekiwań, ale nie jest też jakąś szczególną niespodzianką. Jednak robienie z wyników szczytu w Brukseli propagandowego sukcesu jest elementem rządowej socjotechniki, a nie fotografią rzeczywistości.

Nie dokonując szczegółowej analizy unijnego budżetu na następne 7 lat (uczyniono to wielokrotnie) chciałbym jedynie zwrócić uwagę na fakt w zasadzie pomijany przez środki masowego przekazu w Polsce. Chodzi o strukturę środków przeznaczonych na badania naukowe i rozwój. Preferuje ona jednoznacznie kraje “starej” Unii. W praktyce oznacza to, przynajmniej częściową,  r e n a c j o n a l i z a c j ę składki członkowskiej przez najbogatsze kraje UE, takie jak RFN, Wlk. Brytania, Francja, Holandia, Austria, Szwecja (tzw. Klub “6”). Słusznie domagając się zwiększenia tej części budżetu Unii, Polska i pozostała dziewiątka “nowych” wpadła w swoistą pułapkę. Taka bowiem konstrukcja rozdziału pieniędzy “na rozwój” powiększy tylko dysproporcję między “15” a “10”.

B. Co najważniejszego mogą zrobić polscy eurodeputowani w 2006 roku? Dwie rzeczy.

Po pierwsze: solidarnie (jak dotąd) walczyć o korektę perspektywy finansowej UE 2007 – 2013. Parlament Europejski ma prawo weta. Nie powinien z niego korzystać, ale groźbą jego użycia może wymusić choćby częściowe zmiany w nowym wieloletnim budżecie unijnym. Z perspektywy Polski kilkaset tys. euro – bo o to gramy – nie jest kwotą rewolucyjną, ale warto się po nią schylić.

Po drugie: doprowadzić do jak najszybszego przyjęcia i to w jak najkorzystniejszym kształcie tzw. dyrektywy usługowej oznaczającej zielone światło dla polskich przedsiębiorców, małych i średnich firm na obszarze UE. Obecnie poszczególne kraje członkowskie robią to już na własny rachunek, ale w sposób bardzo ograniczony (np. Belgia od 1 stycznia 2006 dopuściła na swój rynek pracy przedstawicieli 6 nowych kategorii zawodowych z Polski). Im dyrektywa usługowa będzie bardziej liberalna i wolnorynkowa – tym dla nas lepiej.

Poza tym “stały fragment gry”: promowanie w Parlamencie Europejskim polityki wschodniej UE – tak jak to było dotąd, począwszy od lipca 2004. Jest to szczególnie ważne w roku 2006 – roku wyborów parlamentarnych na Ukrainie i Białorusi. Polityka polskich posłów do PE okazała się w tym obszarze bardzo skuteczna względem Ukrainy, ale – niestety – bardzo nieskuteczna względem Białorusi (kilka rezolucji Parlamentu nie przyniosło żadnego efektu).

C. Podsumowanie mojej aktywności w PE za rok 2005 po części zastąpić może sucha statystyka: 67 wystąpień na forum plenarnym PE, 25 zapytań do Rady i Komisji Europejskiej. Ponad 20 razy reprezentowałem europarlament “na zewnątrz” – na czterech kontynentach (Azja, Afryka, Ameryka Północna, Europa), prowadziłem seminarium w PE nt. Kaszmiru, w imieniu PE zabrałem głos na sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Unii Zachodnioeuropejskiej (UZE) w Paryżu, aktywnie działałem w Komisji Spraw Zagranicznych (AFET) PE, wpływając na kształt kilku rezolucji tej Komisji. Spośród polskich europosłów najczęściej zabierałem głos na sesjach PE. W kraju występowałem na różnego rodzaju konferencjach i panelach poczynając od Instytutu Spraw Publicznych przez mój macierzysty Uniwersytet Wrocławski, Helsińską Fundację Praw Człowieka i liczne spotkania z młodzieżą.

W grudniu 2005 – jako pierwszy Polak i pierwszy reprezentant Europy Środkowo- Wschodniej – zostałem wybrany do Zarządu Funduszu ASBL z siedzibą w Brukseli (obrót 170 mln euro).

Ryszard Czarnecki

W Prasie

Rozmawiać z diabłem

Posted on

Dla Ryszarda Czarneckiego, nazwanego onegdaj w „Dzienniku” „pupilkiem emigracji”, a obecnie posła do Parlamentu Europejskiego z ramienia Samoobrony, wizyta w Londynie to zwiedzanie starych śmieci. Swego czasu dziennikarz „Dziennika Polskiego”, za czasów redagowania gazety przez śp. Andrzeja Czyżowskiego, delegat „Solidarności” na Europę Zachodnią i postać, z którą emigracja żołnierska wiązała niemałe nadzieje. W POSK-u czuje się jak w domu. Dzisiaj jednak wiele osób w polskim Londynie woli o nim nie mówić. – Daj pan spokój, chyba moje największe rozczarowanie – mówi znana osoba w środowisku. Co się stało?

Ja tylko raz, Rokita sześć

Na pierwszy rzut oka nic wielkiego. Ryszard Czarnecki zmienił partię polityczną. Większość polskich polityków ma na swoim koncie większe czy mniejsze wolty i zmianę koszulek ligowych. Jednak zmiana barw Czarneckiego wywołała szczególne zdziwienie. Ze Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego Czarnecki stał się najpierw doradcą Andrzeja Leppera ds europejskich, a teraz jest eurodeputowanym Samoobrony. Jak się w tym znajduje? Czy nie ma z tym problemu?

 ­ Nie, dla mnie jest to kontynuacja tego, co robiłem jako dziennikarz „Dziennika Polskiego” i jako działacz niepodległościowy, a później jako najmłodszy minister rządu Buzka. Cały czas podkreślam konieczność robienia tych samych rzeczy. Nie zmieniam politycznej linii, nie zmieniam poglądów – zapewnia w rozmowie z „Dziennikiem” europoseł. Poza tym, za dziesięć lat nikt nie będzie pamiętać – polscy politycy tak często zmieniają partię. W porównaniu z Janem Marią Rokitą który zrobił to już sześć razy, ja zmieniłem dopiero raz. W końcu Churchill też zmienił partię…

 Czy spotykani w Londynie starzy znajomi nie krzywią się? – pytam, sam będąc świadkiem sceny, gdy dawna znajoma Czarneckiego ofuknęła go publicznie: „Tylko z daleka z tym Lepperem!”. Zostałem zaproszony przez Pana Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego do jego domu. Dobrze znam Pana Prezydenta z wywiadów prasowych i filmowych jakich mi udzielał oraz mojej działalności na rzecz podziemnej Solidarności i NZS. Pan prezydent, być może bardziej niż Kwaśniewski, jest prezydentem wszystkich Polaków i mimo, iż ma swoje zdanie niekoniecznie pokrywające się z moim na temat Andrzeja Leppera, o tyle nasza rozmowa była bardzo serdeczna. – mówi Czarnecki (co w dość zawiły sposób ma sugerować, iż ostatni prezydent II RP był po prostu grzeczny i nie zahaczał zbytnio o politykę).
O czym więc była rozmowa? Mówiliśmy w jaki sposób można jeszcze upamiętnić zasługi uchodźstwa niepodległościowego, mówiliśmy o składzie Samoobrony w Parlamencie Europejskim, a zwłaszcza o tym, że Lepper posłał tam zupełnie inną ekipę, niż tę która kojarzy się z blokadami czy wysypywaniem zboża na tory.
 Czyżby jednak podświadomie Czarnecki takich działań nie traktował jako dobry sposób na reklamę i jako coś godnego pochwały? – pytam. Zna pan kategorię obywatelskiego nieposłuszeństwa? – argumentuje Czarnecki. Takie akty miały miejsce też w Europie Zachodniej, w USA…, to pewien element nacisku. A to, że łamane jest prawo? W historii Polski wielu ludzi począwszy od Piłsudskiego po opozycję niepodległościową łamało prawo dla wyższych celów. Uważam, że pod tym względem Lepper nie robi nic diametralnie innego niż to co inni politycy…
 Lepper w roli Piłsudskiego a Czarnecki w roli Churchilla? Niezbyt to skromnie brzmi…. No wie, pan mówię jako historyk – śmieje się europoseł.

Winna klasa polityczna

Niech pan jednak pamięta – mówi serio już polityk – że Andrzej Lepper został stworzony przez kompletne odwrócenie się polskiej klasy politycznej od społeczeństwa. Jak pisał Rafał Ziemkiewicz (prawicowy publicysta) Lepper stawia dobre pytania. Leppera stworzyły elity polityczne, które odizolowały się od elektoratu. Potrzebny jest więc ktoś kto będzie ich reprezentował.
Dlaczego jednak akurat Lepper, który łamie nagminnie prawo i był za to skazany? I co pan robi obok osób, które w każdym innym państwie prawa siedziałby w więzieniu? To ugrupowanie w którym w powszechnej świadomosci znajdują się z kryminaliści z wyrokami, ludzie tacy jak Hojarska, Beger czy osobnicy bredzący coś o talibach w Klewkach – czy nie obawia się pan tutaj po prostu o swoją reputację? ­ Pytam coraz bardziej zdumiony.
Powiem krótko – mówi Czarnecki. Szereg zarzutów stawianych posłom Samoobrony, to zarzuty w ogóle stawiane klasie politycznej. Zapewniam, że można je stawiać różnym innym partiom i to nieraz w większym stopniu.. Jeśli chce pan wejść w licytację to proszę: jeśli mamy obok ludzi odpowiedzialnych za gigantyczne przekręty przy prywatyzacjach, byłych ministrów i porównamy to z zarzutami o niespłacony kredyt za kombajn czy sfałszowanie przepustki na widzenie się z synem siedzącym w więzieniu, to powiem, że te zarzuty są stosunkowo mniejszej skali. Co ja tam robię? Prowadziłem szkolenia dla młodzieżówki Samoobrony i zapewniam pana, że przez pierwsze pół godziny nie zorientowałby się pan czy jest pan na spotkaniu PiS, PO czy Samoobrony.
Jednak przejście Czarneckiego do Samoobrony wszystkich zdziwiło. Stefan Niesiołowski określił to „żałosnym i komporomitującym”, a Andrzej Wiszniewski „Koniunkturalizmem doprowadzonym do skrajności”. Bardzo szanuję swoich kolegów z ZChN i AWS, bardzo miło wspominam mój okres współpracy z nimi, szkoda, że dla niektórych z nich jedyną szansą zaistnienia w mediach obecnie jest nie ich działalność, ale to że krytykują Leppera i Samoobronę – odpowiada.
 Wielokrotnie w naszej rozmowie przewija się wątek nieprzychylnych dziennikarzy, mediów które zmanipulowały wywiad, wypowiedź etc. Proszę o szczerość – zaczynam – ani razu żadna wypowiedź Leppera nie wywołała u pana zażenowania? Na pewno nie byłem entuzjastą jego działalności na początku lat 90, o czym on zresztą dobrze wie. Natomiast teraz często doprawia mu się gębę, Lepper ktorego ja znam, to zupełnie inny człowiek niż ten, który funkcjonuje w mediach. Teraz Samoobrona otwiera się na środowiska wielkomiejskie, inteligenckie etc. – mówi europoseł mając zapewne na myśli siebie.

Dobro Polski według Czarneckiego

Kiedy rozmawiamy na temat ewentualnych aliansów politycznych w Parlamencie Europejskim, dotykam być może odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie: w jaki sposób wykształcony człowiek, od 15 lat obracający się w salonach elity politycznej, znajduje sobie miejsce w jednym z najbardziej populistycznych i aintelektualnych ugrupowań Europy. Wie pan, jesteśmy otwarci, dla dobra Polski gotowi jesteśmy rozmawiać nawet z diabłem.
 A więc to tak. Dobro Polski sankcjonuje więc nie tylko łamanie prawa, co dzięki napadom na bank Piłsudskiego stało się łatwą wymówką dla fałszującej listy wyborcze posłanki Renaty Beger, ale i pakt z diabłem.
Dobro Polski… Kordianowi ta kategoria nie wystarczała…

Tekst ukazał się w „Dzienniku Polskim” (nr 201/65)