Blog

CO W BRUKSELSKIEJ TRAWIE PISZCZY

Posted on

Parlament Europejski zdecydował, że zwiększa ilość swoich stałych komisji z siedemnastu do dwudziestu. Każdy poseł ma prawo być w dwóch komisjach, w jednej jako członek, w drugiej jako zastępca członka (niestety przypomina mi to komunistyczną nomenklaturę z członkami i zastępcami członka Biura Politycznego i Komitetu Centralnego KPZR, PZPR itd.).

W zasadzie powinienem napisać precyzyjnie: każdy poseł teoretycznie może być w dwóch komisjach, bo w praktyce może być w trzech. Dlaczego? Ponieważ PE uznał, że udział w niektórych komisjach będzie pozwalał jednocześnie zasiadać w dwóch innych. To Komisje cieszące się najmniejsza popularnością wśród posłów.

Należą do nich np. komisja praw kobiet, której mężczyźni unikają, ale same kobiety jakoś też. Z tego wynika, że feministek w PE nie jest tak dużo, jak mogłoby się to wydawać. Inną komisją unikaną przez posłów jest komisja kontroli budżetu. Niechęć do zasiadania w niej wynika z tego, że to właśnie to gremium czy też jego członkowie w ostatnim czasie ujawniło szereg afer korupcyjnych czy nadużyć w samym Parlamencie Europejskim czy innych strukturach unijnych. Posłowie – którzy sami mają sporo do ukrycia, np. w zakresie manipulowania środkami na podróże czy diety – nie chcą pracować w tej komisji, aby nie być ewentualnym przedmiotem zemsty ze strony administracji. Również bardzo mało obleganą komisją jest komisja rybołówstwa, chociaż niektórzy unijni politycy wolą łowić ryby w mętnej wodzie, a wielu z nich jest grubymi rybami.

Parlament oficjalnie startuje w nowej kadencji 2004 – 2009 w dniu 20 lipca na uroczystej sesji we francuskim Strasburgu. Na razie trwają szkolenia posłów: na przykład w najbliższą środę, odbędą się takowe już po raz drugi w Brukseli. Trwa też kompletowanie komisji i delegacji, czyli przedstawicielstw PE do kontaktów z władzami państw i regionów na świecie, które UE uznała za istotne.

Blog

EUROPEJSKIE SZACHY

Posted on

Piszę te słowa w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Przed chwilą potwierdziła się informacja, że poseł Geremek nie ma żadnych szans na fotel przewodniczącego PE, ponieważ poza plecami Liberałów dogadały się 2 największe frakcje: Chadecy i Socjaliści. Nie będzie wiec powtórzenia koalicji Chadeków z Liberałami, którzy w zeszłej kadencji Parlamentu Europejskiego (1999-04) podzielili się funkcjami “Prezydenta PE” – przedstawiciele obu frakcji sprawowały tę funkcję po 2,5 roku, czyli przez połowę kadencji. Wówczas Socjalistów zepchnięto do opozycji i dzięki temu irlandzki Liberał Pat Cox został szefem Parlamentu Europejskiego.

W Brukseli i Strasburgu bezwzględnie obowiązuje system d”Hondta. Co to oznacza dla Polaków? Ano to, że grozi nam że nikt z naszych nie będzie wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Ewentualnie w grę wchodziłby właśnie Geremek, może ewentualnie Saryusz – Wolski, bardzo zmalały na to szanse Rosatiego. A propos Socjalistów właśnie dzisiaj wybrano wiceprzewodniczącego frakcji socjalistycznej z Europy Środkowo – Wschodniej – niestety, nie został nim żaden z Polaków, ale Węgierka (Węgrzy maja 9 posłów w tej frakcji, Polacy 8…).

Zaczęły się więc parlamentarne, ale kuluarowe, zakulisowe boje. Ja się uczę od moich starszych kolegów z Zachodu. Niektórzy z nich są już w PE 25 lat! Porównuję to z moim 6-letnim stażem w Parlamencie Polskim. Poza obsadzeniem Prezydium Parlamentu Europejskiego i poszczególnych frakcji politycznych ukonstytuować się muszą również komisje oraz delegacje (czyli reprezentacje PE wobec parlamentów w innych częściach świata). To dopiero przed nami. Proces ten zakończy się na początku 3 dekady lipca, ale już nie w stolicy Belgii, lecz w e francuskim Strasburgu. Ciekawe czy tu też Polacy wyjdą jak Zabłocki na mydle? W każdym razie euroszachy trwają…

Blog

REFERENDUM 2006 – NIE WCZEŚNIEJ

Posted on

W Polsce wszyscy w zasadzie są zgodni, że referendum dotyczące Konstytucji Europejskiej powinno się odbyć. Będziemy zatem jednym z dziewięciu krajów Unii Europejskiej, którym do niego dojdzie. Tym, co różni polityków w Polsce jest więc nie to, czy referendum ma się odbyć, lecz to – kiedy ma być ono przeprowadzone.

Prezydent Aleksander Kwaśniewski sugeruje, żeby referendum połączyć z wyborami prezydenckimi (jesień 2005). Dzięki temu będzie taniej i frekwencja prawdopodobnie będzie wyższa. Oba argumenty są ważne i przekonujące. Trafiają do mnie. Tyle, że moja kalkulacja jest odmienna.

Razem z wyborami – zgoda, ale nie prezydenckimi, lecz samorządowymi. Czyli jesienią 2006 r. Dlaczego?
To proste. W interesie Polski jest, by decyzję w sprawie eurokonstytucji podejmować nie przed, lecz po innych państwach. Nie musimy i nie powinniśmy być pierwsi czy jednymi z pierwszych. Zgodnie z anglosaską zasadą: “wait and see”…

To nie Polska – znowu – musi być “hamulcem”, jak miało to miejsce w grudniu 2003 r. w Brukseli właśnie przy okazji “szczytu konstytucyjnego”. Niech za nas kasztany z europejskiego ogniska wyciągają Brytyjczycy (ale i oni już sprytnie mówią o terminie 2006 r., a nie 2005). Niech uczynią to Włosi, Holendrzy, Czesi – i to obojętnie od decyzji, jaką te narody podejmą.

Spieszmy się powoli. Pośpiech bowiem jest dobry przy “łapaniu pcheł”, a nie przy przyjmowaniu eurokonstytucji.

Blog

PIERWSZE KOTY W BRUKSELI

Posted on

Pierwsza wizyta w Parlamencie Europejskim w Brukseli, po wyborach. Trochę jak na komisariacie policji. Robią mi najpierw 1 zdjęcie, następnie – już w innym miejscu, kolejne, tym razem na stronę internetową. Podpisuję sporą ilość papierów, kwitując odbiór innych papierów. Od stanowiska polskiego wędruję do Działu Finansowego, od Działu Finansowego do działu, w którym zakłada się konta mailowe, potem jeszcze radzą mi, żeby założyć konto bankowe – a na miejscu są 3 banki. Otrzymuję najpierw jeden identyfikator ze zdjęciem – tymczasowy. Następnie drugi identyfikator, ze zdjęciem, lepszy, ale też tymczasowy. Te właściwe, już poselskie będą dopiero po 20 lipca. Dostaję też parę kilogramów Traktatów Europejskich po polsku i trochę materiałów po angielsku.

Oczywiście już tu byłem szereg razy, także w tym roku, ale dopiero teraz poznaję nieznany mi wcześniej gąszcz setek korytarzy i pokojów dla urzędników i posłów. Właściwie Parlament Europejski znałem dotąd z Sali Plenarnej, czy innych większych sal, a nie “od kuchni”. Przyleciałem samolotem, inni posłowie dojeżdżają samochodami, pociągami lub też “powietrzem”. Wędrówka ludów i niech nikt nie myśli, że posłowie innych narodowości z niecierpliwością czekają, co na ten temat powie strona polska. Polska nie jest pępkiem świata – ani Europy. Mam nadzieję też, że nie będziemy wyrostkiem robaczkowym naszego kontynentu. Ale też nie miejmy złudzeń, że naszych 54 deputowanych będzie trząść Brukselą czy Strasburgiem. Trząść nie musimy – ale nasz głos musi być słyszalny.

Blog

JESZCZE O UNIJNEJ KONSTYTUCJI

Posted on

“Ideologia i egoizm” to tytuł artykułu w Rzeczpospolitej z 22 czerwca. Rzecz dotyczy Konstytucji UE. Ta gazeta zwykle pieje z zachwytu nad UE i integracją Polski z Unią. Tym razem nawet ten euroentuzjastyczny dziennik uznał, że ten projekt konstytucji to rzecz wielce kontrowersyjna. Autor artykułu Bronisław Wildstein pisze krytycznie, zauważając, że “Integracja stała się fetyszem współczesnej Europy. Czy jednak integracja jest wartością samą w sobie?”. A dalej krytykuje RFN, która zatrzymuje “liberalizację rynku pracy i chce utrzymać szczególny status swoich landów wschodnich”…

Prezydent Francji, Chirac brutalnie, ale też szczerze powiedział, że konstytucja jest Unii potrzebna, bo nowe kraje członkowskie nie nauczyły się jeszcze europejskiej kultury. Musiało to, siłą rzeczy, nasunąć skojarzenie z wypowiedzią tego samego prezydenta Francji, który gdy Polska poparła interwencję USA w Iraku był łaskaw powiedzieć, że nasz kraj “przegapił okazję żeby się zamknąć”. To wszystko świadczy nie tyle o samej konstytucji, co o aurze w jakiej ta konstytucja, była nam przez Francję i Niemcy wciskana. Zwykle jest tak, że czegoś, co jest merytorycznie dobre czy przełomowe nie trzeba nikomu na siłę wciskać… Mobilizowanie całego frontu formalnych i nieformalnych nacisków aby Polskę zmusić do ustępstw i dopuszczenia “rzeczy, na których nam najbardziej zależało” świadczy, że chciano konstytucję wepchnąć nam i innym krajom za wszelka cenę przed momentem, w którym Polska będzie faktycznie współdecydować o zjednoczonej Europie. To smutne. Ale to też kolejny argument przeciw tej konstytucji.

Blog

KOMPROMIS KONSTYTUCYJNY

Posted on

Ostatni szczyt Unii Europejskiej w Brukseli i negocjacje związane z projektem Traktatu ustanawiającego Konstytucję UE zakończyły się dotkliwa porażką polskiego rządu.

Obecny rząd nie potrafił przeforsować preambuły do Konstytucji UE mającej nawiązywać do chrześcijańskiego dziedzictwa Europy. Również w obszarze polityki narodowej, rzekomo kompromisowe propozycje, de facto są odejściem od korzystnego dla nas Traktatu z Nicei. Nasza siła tzw. “mniejszości blokującej”, według Traktatu z Nicei, wynosiła prawie 30%, a w postanowieniu brukselskim zaledwie 23%.
Tzw. mechanizm bezpieczeństwa (“hamulec”) zakłada nie tyle zablokowanie, co opóźnienie przyjęcia decyzji niekorzystnych dla Polski. Propozycje rządu RP zmierzały do ustalenia progu ludności w mechanizmie bezpieczeństwa na 25%. Tymczasem zdecydowano, że będzie to 30%. Co charakterystyczne ów “hamulec” nie ma być wpisany do Konstytucji, lecz będzie tylko decyzją szczytu UE, co oczywiście daje mu dużo mniejszą rangę – nie musi być ono respektowane. Jest to zresztą rozwiązanie tymczasowe, ponieważ za dziesięć lat Unia Europejska może ten instrument ochronny wspierający średnie i małe państwa zlikwidować.
Premier Leszek Miller swoją porażkę w negacjach z UE z grudnia 2003 r. usiłował przedstawić jako zwycięstwo. Dziś podobnie czyni premier Marek Belka, który nie mając parlamentarnego i wyborczego mandatu do podejmowania decyzji w imieniu RP, zgadza się na rozwiązania dla Polski niekorzystne, nagłaśniając je jednocześnie jako rzekomy sukces.
W tej sytuacji Samoobrona RP deklaruje, że:
1. przyszły rząd Polski z udziałem Samoobrony zaneguje wyniki szczytu w Brukseli z czerwca 2004 r.,
2. wzywamy obywateli, aby w referendum (którego przeprowadzenia przypilnujemy) odrzucili projekt Traktatu Konstytucyjnego i jednocześnie liczymy, iż w trakcie debaty ratyfikacyjnej w Parlamencie RP partie, które dziś deklarują opozycyjność wobec ustaleń z Brukseli podtrzymają to stanowisko.

Samoobrona RP będzie konsekwentnie bronić praw Polski na arenie międzynarodowej zarówno pozostając w opozycji do obecnego rządu, jak i będąc w przyszłym rządzie RP.
Ryszard Czarnecki
Koordynator Deputowanych
Samoobrony RP do PE

Blog

WARTO WIEDZIEĆ

Posted on

Przedsiębiorcy myślą przede wszystkim o rynku lokalnym (wg definicji Unii Europejskiej w promieniu 70 km) oraz rynku krajowym. Co więksi ludzie biznesu z powiatu oleśnickiego, oraz Wrocławia zamachują się na rynek unijny, który jest blisko: w Niemczech i Czechach (a także oczywiście dalej). Uwaga to nie jest export! Od 1 maja 2004 sprzedaż towaru wyprodukowanego w Polsce, obojętnie do RFN czy Portugalii jest sprzedażą na rynek wewnętrzny UE. Oj, zmieniają się nam definicje.

To wszystko warto wiedzieć, podobnie jak to, że nie trzeba wcale unijnego certyfikatu aby sprzedawać bułki czy rowery w sklepie dwie ulice dalej. Te certyfikaty trzeba mieć, jeśli ktoś myśli o ich wyekspediowaniu poza granice Rzeczypospolitej. Tak samo jak warto, a nawet trzeba wiedzieć, że sprytnym ominięciem progów i szlabanów w postaci ograniczenia rynku pracy dla Polaków (ale tez Czechów, Słowaków itp. itd.) w RFN w Austrii, ale także np. we Francji jest… założenie jednoosobowej firmy przez Polaka w tych właśnie krajach i podjęcie absolutnie legalnej, oficjalnej pracy. To się nazywa samozatrudnienie.

Polskim przedsiębiorcom w Unii lekko nie będzie. Zwłaszcza małym jak i firmom rodzinnym. Średnie też nie będą miały lekko. Co prawda zwiększy się dostęp do unijnych środków, ale przejść przez dżunglę biurokratycznych formularzy i wniosków to nie to samo, co wypić małego “browara”. Konkurencja stanie się faktem. A nasze firmy mają znacznie mniejsze zaplecze kapitałowe. Powinny więc jednoczyć wysiłki, łączyć się, a przynajmniej tworzyć silne i skuteczne organizacje reprezentujące biznes. Jednak konkurencja działa w dwie strony. Niektóre polskie firmy już atakują rynek zachodni, zwłaszcza ten najbliższy, tuż za nasza zachodnią granicą. To szansa raczej dla firm ze Zgorzelca czy Oleśnicy albo Kłodzka czy Ząbkowic Śląskich, a nie Białegostoku czy Rzeszowa. Ale są też tacy rodzimi przedsiębiorcy, którzy myślą bardziej do przodu. Oni inwestują w fabryki na… Wschodzie. Czy Państwo wiecie, że polskie inwestycje na Ukrainie są ponad 90 razy większe niż takież na Słowacji czy Węgrzech? Podobnie wygląda różnica miedzy inwestycjami w Rosji na Łotwie czy w Estonii. Polskie inwestycje w Republice Ukrainy są trzy razy większe niż np. w Czechach (a w samej Ukrainie wyższe niż w Rosji). Nasz duży biznes już czuje, że Wschód to wielki, nienasycony rynek zbytu…

Blog

JEDNAK EUROPA NARODÓW

Posted on

54% Brytyjczyków (sondaż opublikowany w minionym tygodniu) wypowiedziało się za … wystąpieniem ich kraju z Unii Europejskiej! W całej Europie Zachodniej narasta fala niechęci do instytucji UE, eurobiurokracji. Coraz większe znaczenie mają tendencje narodowe oraz powszechniejsze jest uznanie, że integracja europejska powinna ograniczyć się do spraw gospodarczych, a nie politycznych.

Na jedną z głównych sił politycznych w Szwecji wyrasta partia założona przez dwóch bankowców: byłego prezesa szwedzkiego banku centralnego oraz prezesa dużego banku komercyjnego, którzy swój polityczny kapitał zbijają na jednym haśle: NIE DLA EURO! Podobnie w Danii, gdzie rośnie w siłę ugrupowanie Jensa Petera Bonde sprzeciwiające się zarówno euro, jak i konstytucji europejskiej.

Angielski dziennik “The Guardian” piórem Iana Blacka w zeszły wtorek sugeruje, że eurosceptycy czy może raczej eurorealiści (w tym Samoobrona) będą trzecią siłą w Parlamencie Europejskim. “The Guardian” jest lewicowy, ale podobnie wyraża się prawicowy “Daily Thelegraph” oraz opiniotwórcza telewizja BBC.

Rośnie w Europie tendencja do zachowania jednak maksimum decyzji w poszczególnych krajach, a nie oddawania ich do Brukseli. Rośnie patriotyzm gospodarczy i nasila się walka o taki budżet UE na lata 2007 – 2013, aby w jak największym stopniu bronić swoich interesów ekonomicznych. Wchodzimy zatem do Unii nie jednorodnej, lecz różnorodnej, Unii, której poszczególni członkowie – nawet, jeśli o tym nie mówią – to mocno walczą o swoje interesy. Nie rozpływajmy się w morzu europejskości, bo nie byłoby to ani mądre. Morze takie nie istnieje, choć europejscy federaliści bardzo tego by chcieli.

Poszczególne państwa członkowskie starej Unii dbają o swoje firmy narodowe – państwowe i prywatne. Nowe kraje członkowskie nie chcą jednolitych stawek podatkowych (a więc praktycznie wyższych podatków), chcą jak najwięcej pozyskać dla siebie z funduszy strukturalnych oraz mocno podkreślają konieczność zachowania własnej tożsamości narodowej i kulturowej. Warto więc wiedzieć do jakiej Unii wchodzimy.

Blog

CZAS NA OPAMIĘTANIE

Posted on

Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, także polskich mediów, nie ma większych szans na zakończenie prac nad konstytucją europejską w czerwcu, czyli do końca półrocznej prezydencji Irlandii w UE. I dobrze! Konstytucja jest potrzebna Unii, jak świeczka diabłu (właśnie wymyśliłem nowe, polskie, przysłowie niczym porucznik Banaczek z amerykańskiego serialu). Projekt traktatu o ustanowieniu konstytucji jest w gruncie rzeczy psu na budę. Pomijając już brak bardzo ważnej preambuły, dotyczącej dziedzictwa chrześcijańskiego, kluczową sprawa jest odejście, w praktyce po roku 2009, od ustaleń traktatu z Nicei. Dla naszego kraju były one znacznie korzystniejsze niż propozycje zawarte w eurokonstytucji. Przesunięcie tej sprawy w czasie pokazuje, że UE jakoś egzystuje bez konstytucji. To z kolei oznacza, że można bez niej żyć. Im więcej czasu dla poszczególnych rządów na refleksję, tym więcej czasu na opamiętanie. Skorzystała z tego Wielka Brytania, której premier Tony Blair oświadczył już, że Albion konstytucji nie poprze. A to oznacza, że jej nie będzie – w tej bowiem kwestii w Unii obowiązuje zasada jednomyślności. Brytyjczycy zrobili to, o czym szereg innych narodów myślało, tyle, że po cichu. Osobiście uważam, że w sprawie konstytucji europejskiej powinno być w Polsce przeprowadzone referendum, Nie jest to bowiem decyzja, którą elity (marnej zresztą jakości) mogą narzucić społeczeństwu.

Blog

EUROWYBORY

Posted on

Już miesiąc jesteśmy w Unii, nie chwyciliśmy Pana Boga za nogi – jak obiecywali euroentuzjaści. Polska nie stała się oazą nieszczęść i kolonią Brukseli jak sugerowali euronegatywiści. Co ciekawe: jedni i drudzy dalej obstają przy swoim. Dalej mamy podobne problemy co przedtem, kłopoty z korupcją i mało sprawną administracja. Unia Europejska nie okazała się ani cudowna receptą ani dżuma. Jest – mniej więcej – jak było.

Piszę te słowa na Dolnym Śląsku, który ma szanse skorzystać z integracji lepiej niż Lubelszczyzna czy Podlasie – regiony i biedniejsze i bardziej od Unii oddalone. Ale czy ją wykorzysta? To zależy od administracji samorządowej (sejmik, powiaty, gminy), ale też od umiejętności poruszania się po brukselskich korytarzach przez naszych ludzi w Parlamencie Europejskim.

Eurodeputowani mają tu swoją dużą rolę do spełnienia (zwłaszcza w pierwszej kadencji PE 2004-2009), gdy struktury państwowe i samorządowe odpowiedzialne za pozyskiwanie środków z UE są słabo wykształcone.

Z kolei jacy to będą eurodeputowani, zależy od Państwa. Także ich ilość z naszego województwa jest uzależniona od wyborców (ordynacja do PE nagradza większą liczbą mandatów regiony, które mają wyższą frekwencję. A więc, to naprawdę zależy od nas.

Blog

UNIJNY KOKTAJL

Posted on

Po naszym wejściu do Unii miały stanieć samochody. No i podrożały – media informują o wykupywaniu aut w polskich salonach samochodowych przez Niemców. Można było to łatwo przewidzieć przy różnicach cen dochodzących do 20%. To wiedział, czy wiedzieć powinien student ekonomii, ale nie chcieli tego wiedzieć propagandziści polityczni i medialni. Tylko po co było robić wodę z mózgów? Po co było mącić ludziom w głowach? W końcu ludziska dopadną tych, co ich tak od lat oszukują.

EBOR, czyli Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, z siedzibą w Londynie, skrytykował Polskę za brak tworzenia nowych miejsc pracy i zbyt słabe zachęty ekonomiczne dla inwestorów zagranicznych. Jak widać – za brak realnej walki z bezrobociem nasz rząd krytykowany jest nie tylko przez Samoobronę, lecz przez międzynarodowe instytucje finansowe. Trudno się z EBOR-em nie zgodzić, nie tylko dlatego, że zainwestował w Polsce 2,8 mld euro w 130 projektach.

Zachodni i polscy eksperci twierdzą, że gospodarka Unii jest zbyt obwarowana zakazami, męczy się w gorsecie przepisów, jest przeregulowana. UE tyle mówi o wolnym rynku, ale tworzy system gospodarczy nakazowo-zakazowy oparty na centralnym, ręcznym sterowaniu. Okazuje się, że nie wszystko złoto, co się świeci. Złoto, które Polska nabyła, jest poszczerbione, znacznie gorszej próby, niż nam mówiono.

I tak już będzie. Unia to splot różnych interesów. W tej dżungli musimy się odnaleźć. I twardo walczyć o swoje. Trzeba wiedzieć, jak się to robi. Trzeba mieć doświadczenie. Należy odrzucić propagandę sukcesu z jednej strony i propagandę klęski – z drugiej. Polska na równych prawach w UE – to postulat do zrealizowania. Choć przerasta on zarówno tych, którzy gorliwie potakują Brukseli, jak i tych, którzy odwracają się do Unii plecami .

PS: Unijny koktajl nie musi być koktajlem Mołotowa…

Blog

KARTAGINA I BRUKSELA

Posted on

Jesteśmy w Unii od 2 tygodni. I tak naprawdę nie zmieniło się nic lub prawie nic. No, może jest trochę drożej. No i gdy planowałem swój wylot do Brukseli na początku czerwca, zacząłem zastanawiać się gdzie jest mój paszport, na co profesor Lech Koćwin, również kandydujący do Parlamentu Europejskiego zapytał mnie:, “Po co Panu paszport? Przecież wystarczy dowód.” To też się zmieniło …Choć nasz MSZ ostrzega, że nie wszędzie mogą te nasze dowody osobiste respektować, czyli “strzeżonego Pan Bóg strzeże” – a więc paszporty lepiej jednak zabierać.

Wbrew temu co mówili euroentuzjaści Polska nie stała się po 1 maja krajem mlekiem i miodem płynącym. Polskie krowy nie wiedzą, żeśmy weszli do Unii i dalej dają tyle samo mleka – nie wiedzą biedactwa, że nie mogą dawać więcej, bo Bruksela wprowadziła limity: 235 litrów na głowę mieszkańca rocznie. Stąd też oczyma wyobraźni widzę już polskiego rolnika jak tłumaczy krasuli: “nie wydoję cię dzisiaj stara, żebyśmy nie przekroczyli limitu, poczekaj do jutra”. Litewskie krowy są w lepszej sytuacji, bo mają limity prawie 2 razy większe. Nie mówiąc już o irlandzkich, które oficjalnie mogą dawać 5 razy więcej niż nasze.

Wbrew skrajnym euronegatywistom (czy eurosceptykom) od 1 maja 2004 Rzeczpospolita nie stała się również oazą nieszczęścia i większej zapaści ekonomicznej niż była. W gruncie rzeczy, jak w tym dowcipie, jest jak było. Ani Unia nie dała nam cudownych recept, ani też nie wpędziła do grobu. UE nie stała się rajem, ani też apokalipsą.

Zostało więc po staremu. Źle wynegocjowane przez Millera i Huebnerową, przy milczeniu Rokity i Kaczyńskiego, limity produkcyjne na tytoń pozostają na poziomie produkcji tytoniu w Polsce w roku… 1980. Gdy chodzi o owce to ostrzygli nas aż miło: poziom produkcji z roku… 1969. Zaś gdy chodzi o stal mieliśmy też miękkie stanowisko pod stalowym spojrzeniem Komisarza Verheugena: limit z roku 1970! No i w końcu mleko się rozlało: limit produkcji mleka jak w 1952.
A ja powtórzę: “Kartagina powinna być zniszczona” – “renegocjacje są konieczne…”.