Blog

Zachodowi podobają się bardziej ci, których klepie się po plecach…

Posted on

Proponuję Państwu lekturę wywiadu, którego udzieliłem redaktorowi Krzysztofowi Skowrońskiemu, prezesowi Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dla Radia Wnet. Ta rozmowa – telefoniczna zresztą – została spisana i jej tekst jest zautoryzowany. Ze względu na wczorajsze okoliczności jest on szczególnie aktualny… 

 

A my, proszę Państwa teraz łączymy się z Brukselą. W Brukseli jest Ryszard Czarnecki, europoseł, polityk Prawa i Sprawiedliwości. Dzień dobry, Panie Pośle. 

 -Witam Pana  Redaktora, Pana Marszałka, witam Państwa. Mówiąc precyzyjnie, ze Strasburga, z siedziby Parlamentu Europejskiego, to też, jak Bruksela, stolica europarlamentu.

To prawda. Jest Pan w  Strasburgu i to na Strasburg były skierowane oczy całej Europy, bo tam dokonywano wyborów zarządu Parlamentu Europejskiego. Wiemy, że profesor Krasnodębski nie został wiceprzewodniczącym europarlamentu, wiemy że umowa, która poprzedzała głosowanie między innymi z Europejską Partią Ludową została niedotrzymana przez nią. Jaki jest Pana komentarz w tej sprawie? 

– Tu nawet  nie chodzi o umowę polityczną, tu chodzi o elementarne zasady demokracji – według systemu d’Honte’a z parytetów wynikało, że Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy-  a wewnątrz EKR-u zadecydowaliśmy, że będzie to Delegacja Polska – mamy prawo do jednego wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego. No i rzeczywiście ci politycy, którzy odmieniają słowo demokracja na wszystkie przypadki, bardzo często tej demokracji nie umieją, nie potrafią  uszanować, a demokratyczne reguły gry złamali, bo tak odbieramy głosowanie przeciwko profesorowi Krasnodębskiemu. Przy czym odbieramy to jako ewidentną zemstę na Polsce za to, żeśmy pomieszali szyki tym największym czy najbogatszym państwom w Unii Europejskiej, które jak co 5 lat ustaliły pewne personalne  nominacje odnośnie tego topu unijnego. Inni mieli to przyklepać i okazało się, że na skutek akcji Polski, wokół której skupiły się kraje naszego regionu, a także niektóre kraje Europy Zachodniej, jak Włochy, Irlandia – że te nominacje trzeba włożyć do kosza: pan Timmermans nie będzie szefem Komisji Europejskiej, na przykład pan Manfred Weber nie został szefem Parlamentu Europejskiego. A więc politycy, którzy atakowali Polskę czy atakowali kraje naszego regionu zostali za to ukarani, ale zemstą za to jest niewybranie kandydata Prawa i Sprawiedliwości na wiceszefa europarlamentu.

 Ale gdybyśmy spojrzeli na wybory tych pięciu kluczowych stanowisk i na idee, które reprezentuje EKR i Prawo i Sprawiedliwość, to właściwie żaden przedstawiciel tych idei nie jest w żadnych władzach, bo przyszłą szefowa Komisji Europejskiej ma tzw. liberalne poglądy, jeśli chodzi o sprawy etyczne i sprawy moralne czyli jest w zasięgu ideologii gender, z  kolei tak jak powiedział Pan Poseł w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl nowy szef Parlamentu Europejskiego jest  wielkim zwolennikiem przyjmowania imigrantów do Europy. Szefowa europejskiego  Banku Centralnego to Francuzka, z kolei my nie jesteśmy w strefie euro, to możemy powiedzieć, ze jest nam to w pewnym sensie obojętne, kto rządzi w Europejskim Banku Centralnym. Z kolei minister spraw zagranicznych Unii Europejskiej, chociaż Unia nie jest państwem, więc prowadzi taka półpolitykę zagraniczną, ale szef  dyplomacji europejskiej … Jak Pan to wszystko ocenia? Jak Pan to skomentuje? 

 – Wbrew pozorom sytuacje jest bardziej skomplikowana. Zwracam uwagę na narastające napięcia, konflikty, spory miedzy instytucjami Unii Europejskiej. To się zaczęło dawno temu, ale przykładem tego jest chociażby to, co się stało jesienią, kiedy Europejski Trybunał Obrachunkowy z siedziba w Luksemburgu bardzo ostro skrytykował propozycję Komisji Europejskiej powiązania budżetu unijnego z dosyć subiektywną oceną stanu praworządności w Polsce czy formalnie generalnie w poszczególnych krajach. A teraz mieliśmy wczoraj w Parlamencie Europejskim właśnie pokazanie swoistego „gestu Kozakiewicza” wobec Rady Europejskiej, bo Rada Europejska postanowiła, że szefem europarlamentu będzie przedstawiciel naszego regionu Europy, były premier Bułgarii, Sergej Staniszew, a tymczasem Parlament Europejski, a mówiąc ściślej, ta „stara Unia”, dawna „Piętnastka”, dawna EWG postanowiła, że nie, że nie Bułgar, ze nie z naszego regionu, tylko Europa  Południowa czyli David Maria Sassoli, zresztą Pański kolega Redaktorze, bo dziennikarz przez wiele lat. To jakby pokazuje, ze także w kontekście tego co będzie za 13 dni czyli głosowania kandydatury pani Ursuli Gertrud von der Leyen z domu Albrecht na szefową Komisji Europejskiej , wcale nie jest też oczywiste, że ta kandydatura przejdzie. Już mamy wypowiedź przewodniczącej frakcji socjalistycznej, Hiszpanki Iratxe Garcii, która powiedziała, że socjaliści nie poprą kandydatury Ursuli von der Leyen, minister obrony, zresztą od 14 lat zasiadającej w czterech różnych gabinetach Angeli Merkel. A to może oznaczać, że trzeba będzie szukać kolejnego kandydata na szefa Komisji Europejskiej, a więc mamy do czynienia z Europą napięć: napięć między poszczególnymi krajami, bo przecież to Emmanuel Macron okazał się sojusznikiem Polski, gdy chodzi o blokowanie kandydatury Manfreda Webera na szefa Komisji Europejskiej (czyli pomysłu Angeli Merkel), napięć między instytucjami UE, o czym mówiłem przed chwilą, także napięć między frakcjami unijnymi, bo tutaj socjaliści robią na złość chadekom. Co zaś do pani von der Leyen : polityka to sztuka realizowania pewnych rzeczy w określonym miejscu i czasie. Ja ją porównuję z Timmermansem. Timmermans karierę swoją budował na antypolonizmie, na atakowaniu Polski i innych krajów naszego regionu, ona miała jedną głupią wypowiedź na temat Polski, miała nieścisłe informacje. Na pewno on jest dużo gorszy. Natomiast, gdy chodzi o relacje transatlantyckie, co dla nas jest bardzo ważne, Timmermansowi jako przedstawicielowi lewicy zachodnioeuropejskiej udzieliła się ta antyamerykańska obsesja, która nie jest korzystna dla Polski jako kraju, który współpracuje z USA. Natomiast von der Leyen  tej obsesji nie ma, jest za współpracą transatlantycką, jest za tym, żeby było więcej wojsk amerykańskich w naszym regionie Europy.

 Pewno Pan czyta rozmaite wypowiedzi polityków opozycyjnych w stosunku do rządów Prawa i Sprawiedliwości, którzy mówią, Prawo i Sprawiedliwość żadnego stanowiska nie ma, poniosło całkowitą klęskę w negocjacjach. Jak Pan to skomentuje? 

– Oferuję tym państwu bezpłatne korepetycje. Oni są strasznie zaściankowi, to znaczy nie znają podstawowych reguł gry. Otóż w Unii Europejskiej obowiązują pewne parytety geograficzne, jak na przykład były premier Portugalii Jose Manuel Durrao Barroso był przez dwie kadencje szefem Komisji Europejskiej, to oznaczało, że przez kolejne 5 lat nikt z Półwyspu Iberyjskiego nie otrzyma żadnego topowego stanowiska w Unii. Tak samo, jak przez ostatnich 10 lat obywatele Polski przez 7,5 roku zajmowali topowe stanowiska w Unii: szefa Parlamentu czy szefa Rady, to jest rzeczą oczywistą, że Polska, ba, Grupa Wyszehradzka przez najbliższe 5 lat żadnego takiego stanowiska nie otrzyma. W związku z tym to jest po prostu kwestia parytetów geograficznych, które tutaj obowiązują, a nie jest to kwestia tego że akurat jakieś negocjacje przegraliśmy. To absurd. Z drugiej strony ja rozumiem i to jest szersza refleksja, że naszym partnerom w Europie Zachodniej bardziej się podobają ci politycy, których się poklepie po plecach, da im się jakiś doktorat honoris causa w Niemczech czy w Austrii i później będą oni gwarantem, jak Donald Tusk, takiej polityki imigracyjnej , która bardziej się podoba czyli realizuje interesy Niemiec czy innych krajów, które w tej kwestii miały zupełnie inne zdanie niż Polska, inne kraje naszego regionu. A więc konkretnie Donald Tusk, mówiąc tak konkretnie ,personalnie jest dużo bardziej wygodnym politykiem niż polityk Prawa i Sprawiedliwości, bo Tusk nie gwarantuje realizacji polskich interesów. Skądinąd pan Donald Tusk, kiedy już gasła kandydatura Timmermansa na szczycie UE, on parokrotnie ją podtrzymywał, co też jest bardzo charakterystyczne, podobnie jak to robiła pani kanclerz Angela Merkel, ale podtrzymywał kandydaturę człowieka, który Polskę bardzo osobiście, zawzięcie i emocjonalnie atakował – warto, abyśmy my w Polsce o tym wiedzieli.

Skoro  mowa o Donaldzie Tusku, to jak Pan ocenia następcę Donalda Tuska na stanowisku szefa Rady Europejskiej , byłego premiera Belgii? 

– Jak został potwierdzona ta informacja, to pomyślałem sobie, ze się starzeję, ponieważ dobrze znam jego ojca, pamiętam dobrze Louisa Michela, z czasów, kiedy współpracowaliśmy z nim, gdy był komisarzem z ramienia Królestwa Belgii. Teraz jego syn, jeszcze cały czas młody polityk,  ma być szefem Rady Europejskiej. Przed Tuskiem był van Rompuy, też premier Belgii. Teraz jest powrót do polityka z państwa, na którego terytorium jest nieformalna stolica UE. Nie jestem akurat tym zaskoczony. Beneluks coś powinien mieć. No i ma. Beneluks czyli Belgia, Holandia, Luksemburg.

Ale taka skromna, rodzinna refleksja, bardzo dużo jest tych następnych pokoleń, które przejmują czołowe stanowiska, czyli…

– Pani Ursula von der Leyen jest córką pana Albrechta, który był premierem Dolnej Saksonii, taka ciekawostka.

To jeszcze nie jest dziedziczenie stanowisk, ale pewien krok w tym kierunku budowy elity europejskiej, rodzinnej elity europejskiej. Pani Pośle bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę. 

 – Ja dziękuję i pozdrawiam Białą Podlaską, w której kilkakrotnie gościłem, także na premierze filmu, który powstał na podstawie powieści Zofii Kossak-Szczuckiej „Błogosławiona wina”.

 Pan Ryszard Czarnecki, europoseł PiS, prosto ze Strasburga dla „Poranka Wnet”.

Blog

Berlin z Paryżem reformują Unię: nowy plan dla UE

Posted on

Niemcy i Francja różnią się w sprawach nowej, unijnej geografii personalnej po wyborach europejskich A. D. 2019 – i to różnią się w sposób spektakularny.

Personalne tarcia w tandemie Berlin-Paryż

Prezydent Republiki Francuskiej Emmanuel Macron publicznie oponował przeciwko kandydaturze Niemca (Bawarczyka) Manfreda Webera na szefa Komisji Europejskiej. A teraz Niemcy półoficjalnie, ale wyraźnie sceptycznie wypowiadają się o kandydaturze Francuza Michela Barniera na to samo stanowisko. Podobnie jest w przypadku zwalniającej się 1 listopada funkcji prezesa Europejskiego Banku Centralnego. Tu konkurują Niemiec Jens Weidmann i Francuz Benoit Coeure. Tyle, że ja uważam, że obecny niemiecki sprzeciw wobec francuskiego kandydata na następcę Junckera jest tak naprawdę elementem lewarowania, wzmocnienia pozycji Niemiec w negocjacjach o objęcie przez ich przedstawiciela stanowiska bądź szefa PE (Ska Keller z niemieckich „Zielonych”), bądź prezesa EBC, którego siedziba znajduje się skądinąd właśnie na terenie Republiki Federalnej we Frankfurcie nad Menem (wspomniany J. Weidmann). Zatem spory miedzy Berlinem a Paryżem znikną szybko: w przypadku szefa Komisji Europejskiej być może już w tych dniach, w przypadku szefa eurobanku najpóźniej do 1 listopada, gdy rozpoczyna się nowa kadencja, a w praktyce wcześniej. Oczywiście nie sprowadzałbym napięć między ośrodkami władzy nad Sprewą i Renem oraz Loarą wyłącznie do kwestii personalnych. Przecież Niemcy oficjalnie zanegowały pozycję Francji w ONZ: po brexicie Paryż będzie jedynym przedstawicielem UE w stałej Radzie Bezpieczeństwa ONZ, co nie podoba się Niemcom walczącym o podobną pozycję dla siebie. Stąd ogłoszona w niemieckiej prasie propozycja nowej przewodniczącej CDU – być może przyszłej kanclerz – Annegrete Kramp-Karrenbauer, aby to Unia Europejska jako całość miała własne miejsce w RB ONZ…

„Pomysły” na Unię: wzmocnienie euro, osłabienie relacji transatlantyckich…

A jednak dużo więcej łączy niż dzieli Republikę Francuską z Republiką Federalną Niemiec. Świadczy o tym kontrolowany przeciek w ostatnich dniach do niemieckich mediów o wspólnym niemiecko-francuskim planie reformy Unii. Dokument przygotowały resorty spraw zagranicznych obu państw. Dwie główne „lokomotywy” integracji europejskiej domagają się wzmocnienia euro jako waluty (sic!), wsparcia rozwoju nowych technologii, zmian we Wspólnej Polityce Zagranicznej i Bezpieczeństwa, a wreszcie – co z punktu widzenia polskich firm może wydać się najbardziej interesujące, choć nie wiadomo czy dobre – tworzenia wielkich europejskich przedsiębiorstw czyli tak zwanych czempionów.

Tandemowi niemiecko-francuskiemu chodzi – i nie jest to skrywane – o wzmocnienie siły Unii w rywalizacji międzynarodowej z Chinami i USA. Przy czym Pekin i Waszyngton traktowane są praktycznie symetrycznie, co o tyle budzi sprzeciw, że jest to pośrednio zanegowanie, a przynajmniej osłabienie relacji transatlantyckich. Relacji zapewne ważnych dla USA, ale na pewno kluczowych dla Europy.

Berlin z Paryżem chcą utworzenia „Europejskiej Strefy Bezpieczeństwa”, która miałaby przygotowywać i podejmować strategiczne decyzje dotyczące funkcjonowania Unii na arenie międzynarodowej . Chcą tez wzmocnienia polityki zewnętrznej, obrony i bezpieczeństwa. Co ważne, Niemcy i Francja mają przedstawić szczegóły swojego projektu jeszcze przed powołaniem nowej Komisji Europejskiej, co nastąpi zapewne w październiku. Oczywiście preferencje obu europejskich „playmakerów” są inne: Niemcy chcą wsparcia Paryża dla większej aktywności w Europie Wschodniej, a Paryż oczekuje mocnego zaangażowania Berlina wraz z Francją w Afryce.

„Europeizacja przemysłu” czyli…

Co do euro – jego status jako waluty rezerwowej w międzynarodowym krwiobiegu finansowym ma być wzmocniony. Oba państwa chcą też „europeizacji” przemysłu, co należy odczytywać jako wzmocnienie i tak dominującej roli Niemiec i Francji na mapie gospodarczej Starego Kontynentu.

Ogłoszenie tej wspólnej francusko-niemieckiej agendy reform UE przed ukonstytuowaniem się nowych władz Unii po wyborach europejskich następuje, co warto podkreślić, niedługo przed kluczowymi decyzjami dotyczącymi nowego budżetu UE. Nie przypadkiem. Berlin i Paryż postuluja bowiem, aby w tej nowej unijnej perspektywie finansowej już zabezpieczyć środki na wspólne europejskie projekty przemysłowo-technologiczne. Mowa jest na przykład o stworzeniu czempiona w dziedzinie technologii 5G.

W wymiarze politycznym należy ów wspólny projekt obu największych – po brexicie – państw Unii czytać jako swoistą kontrę wobec USA. Bo jak inaczej należy rozumieć tworzenie „autonomicznej polityki sankcji UE” oraz postulowane uodpornienie się na „sankcje eksterytorialne”. Przecież to konfrontacyjna odpowiedź wobec Waszyngtonu na jego pogróżki pod adresem firm z Europy w kontekście ich nadmiernych, zdaniem Białego Domu, związków z Teheranem. Jako przez blisko 7,5 roku członek SEDE czyli Podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony w PE zwróciłem uwagę na mocne akcenty dotyczące w tym projekcie rozwoju wspólnych projektów w obszarze polityki obronnej. Chodzi na przykład o tworzenie niemiecko-francuskiego czołgu, czy francusko-niemieckiego samolotu bojowego. Mowa też o doprowadzeniu do „wiążącego porozumienia” dotyczącego eksportu broni jako podstawy prawdziwie europejskiej polityki obronnej. Przyczyną takich działań ma być eliminowanie potencjalnych konfliktów – a może nadmiernej konkurencji państw członkowskich UE? Brzmi ładnie. Czy jednak w praktyce nie będzie to podzielenie europejskiego „tortu zbrojeniowego” miedzy głównych graczy, takich jak RFN i Francja? Być może z dodatkowym zagwarantowaniem udziału w rynku Włochom czy Szwedom (Grippen), jednak kosztem „wschodzących” gospodarek krajów nowej Unii, a zwłaszcza Polski…

Co ciekawe, ów niemiecko-francuski pakiet reform Unii obejmuje także … prawo konkurencji. Nie można tego zinterpretować inaczej niż jako odpowiedź na negatywną decyzję Komisji Europejskiej w sprawie projektowanej fuzji koncernów Siemens i Alstom (a więc firma niemiecka i francuska). MSZ Republiki Federalnej wprost sugeruje, że nowa Komisja Europejska powinna być w takich sprawach bardziej elastyczna . Oczywiście dla dobra Unii, która przecież rywalizuje z Ameryką i Azją…

Oczywiście na razie ta propozycja reformy Unii nie została oficjalnie przyjęta przez rządy w Berlinie i Paryżu. Strona niemiecka daje do zrozumienia, że jest bardziej „zdroworozsądkowa”, gdy chodzi o relacje z Waszyngtonem i bardziej wyważona niż strona francuska. I tak zapewne rzeczywiście jest w kontekście Angeli Merkel i jej CDU. Jednak koalicjant „Frau Kanzlerin” czyli niemiecka SPD w kwestii antyamerykańskiej obsesji jest dużo bliższa panu M. (Macronowi) niż pani M (Merkel).

Omawiam ten dokument, bo warto wiedzieć, co szykują Unii jej dwa główne państwa.

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (01.07.2019)

Blog

O wojnach między instytucjami UE i rotacji geograficznej w Unii

Posted on

Polecam lekturę wywiadu, jakiego ostatnio udzieliłem PR 24. Rozmowę przeprowadziła red. Eliza Olczyk. Wywiad później został spisany i jest autoryzowany.

Ryszard Czarnecki: Dzień dobry państwu, „24 pytania”, Eliza Olczyk moim gościem jest europoseł PiS-u weteran, a właściwie stary wyjadacz brukselskiej polityki. Dzień dobry. 

– Witam Panią, witam Państwa. Weteran- to trochę tak się poczułem, jak kombatant. Ale rzeczywiście czwarta kadencja, to jest fakt.

 No właśnie, ale ileż to już lat w europarlamencie? 

– 15 lat, jestem jednym z pięciu Polaków, którzy są tutaj od samego początku bez żadnej przerwy. To panowie: Buzek, Liberadzki, Olbrycht i Saryusz-Wolski.

No dobrze, skoro już wiemy, ze jest Pan naprawdę jednym z pięciu bardzo, bardzo długo przebywających w europarlamencie, to niech Pan powie w takim razie, jak Pan ocenia ten ostatni szczyt? Szybko poszło, prawda? Ustalanie tych najwyższych stanowisk.

 – Cóż, to był najbardziej dramatyczny szczyt w historii. To było najbardziej ciekawe dla postronnych obserwatorów, ale trudny, choć pasjonujący czas, dla tych którzy brali w tym udział. Gdy chodzi o czas wyłaniania kandydatów, to tego jeszcze nigdy nie było w historii ani Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, ani EWG, a teraz Unii Europejskiej. To wszystko wcześniej było ustalane w kuluarach, w gabinetach przez największe państwa i potem te kraje mniejsze, chcąc nie chcąc,godziły się na te rozdania. Przypomnę, że 5 lat temu dwa kraje oprotestowały kandydaturę Junckera. Były to Wielka Brytania, premier Cameron wtedy oraz Węgry z premierem Orbanem. Ten głos wtedy zlekceważono. Tym razem nasz region Europy, z Polską na czele wymusił, aby jednak te decyzje nie tylko konsultować, ale żebyśmy mieli na to realny wpływ, stąd utrącona kandydatura Fransa Timmermansa, który miał być szefem Komisji Europejskiej i tym szefem na pewno nie zostanie, również mówiono, że będzie szefem dyplomacji – również nim nie będzie.

 Ale mówi się, że może być wiceszefem Komisji Europejskiej… 

 – No tak, tylko zwracam uwagę, że tym wiceszefem KE on już był. I tych wiceszefów, o czym się mało mówi, jest siedmiu.

 Ale tylko on się zaznaczył na tym stanowisku, tak bym powiedziała, w poprzedniej kadencji… 

 – Był pierwszym wiceprzewodniczącym, natomiast całą swoją polityczną karierę budował na atakowaniu Polski, ale bądźmy obiektywni nie tylko Polski, także Węgier  Rumunii, Czech, Słowacji, –więc skupiał się na naszym regionie, a zamykał oczy, gdy chodzi o praworządność w innych krajach, np. o brutalne akcje policji we Francji, co tydzień, gdy chodzi o „żółte kamizelki” czy to, co się działo w Katalonii czyli w  Hiszpanii. Więc tutaj zachował się bardzo „unfair”. Zapłacił jednak wysoką cenę za to, że ten swój polityczny życiorys budował na atakowaniu naszego kraju, co jest pewnym sygnałem, że nie warto Polski atakować, bo to może się po prostu nie opłacić.

Premier wczoraj wieczorem już ogłosił sukces stanowiska polskiego, z  tego, co wiem, Pan również uważa, że to jest sukces, ale na przykład Władysław Kosiniak-Kamysz, szef PSL-u mówi o was: „nie mają mocy sprawczej w Europie”. Sukcesem byłoby, gdyby Polak został szefem Komisji Europejskiej, europarlamentu, Europejskiego Banku Centralnego. Nie ma nigdzie Polski, jesteśmy wykluczeni. Zwycięstwem ma być wybór niemieckiej minister obrony. No i coś w tym jest, Panie Pośle. 

 – Nie proszę pani. To świadczy o dramatycznej niewiedzy lidera PSL-u, jestem zażenowany słuchając takich słów. No ja może to jakoś wytłumaczę, tak, jak chłop krowie na rowie, tak bardzo bezpośrednio… Drogi panie Kosiniak-Kamysz, przez 10 lat ostatnich Polacy zajmowali stanowiska topowe w Unii Europejskiej:  przez 2,5 roku Jerzy Buzek był szefem europarlamentu;  przez 5 lat, dwie kadencje Donald Tusk był szefem Rady Europejskiej – w związku z tym, ze względu na parytety geograficzne,  w najbliższych 5 latach żaden Polak nie może być  szefem jakiejś instytucji unijnej, bo Polacy już  przez ostatnią dekadę te stanowiska zajmowali. I to wynika po prostu przyjętego obyczaju w Unii Europejskiej, że następuje rotacja, rotacja geograficzna. Jeżeli pan Kosiniak-Kamysz tego nie wie, to naprawdę jego wiedza jest dramatycznie słaba i powinien się po prostu poduczyć, bo inaczej opowiada rzeczy , które świadczą o totalnej jego ignorancji. Zwracam uwagę, że to dotyczy wszystkich krajów, nie tylko naszego regionu, mieliśmy przez dwie kadencje szefa Komisji Europejskiej z Portugalii , po czym już nie tylko Portugalia, która do tej pory nie ma żadnego stanowiska, ale nawet z tego samego regionu Hiszpania też przez 5 lat miała przerwę. Dopiero teraz szefem dyplomacji ma zostać skądinąd były szef PE, dobrze mi znany, Josep Fontenelles Borell, Katalończyk, Hiszpan. A więc to jest po prostu tak, że jak jakiś region ma stanowiska przez jakiś czas, to potem musi poczekać.

 Na ławce rezerwowych troszeczkę posiedzieć. 

– Jest rotacja geograficzna, to jest naturalna rzecz. Tak, jak w  Radzie Bezpieczeństwa ONZ, gdy chodzi o członków tej niestałej Rady Bezpieczeństwa ONZ, tak samo tutaj, w Unii Europejskiej jest podobnie, choć nie jest to oczywiście formalne. Zwracam uwagę, że teraz nasz region Europy w ogóle prawdopodobnie nie będzie reprezentowany. Tutaj mówiono na tym szczycie unijnym mówiono o tym, przeforsowano, aby szefem europarlamentu był Bułgar, były premier tego kraju, Staniszew, ale socjaliści w europarlamencie postawili się i zgłosili wczoraj kandydaturę zresztą też dobrze mi znanego wiceszefa europarlamentu przez dwie kadencje, pana Sassoli. Zatem to on ma największe szanse. Dosłownie za godzinę rozpoczyna się pierwsza tura głosowań. Wystartuje pan Sassoli, będzie również kandydatka „Zielonych”, ta która była kandydatem na szefa Komisji Europejskiej, Ska Keller, ale tutaj Sassoli jest faworytem.  A podkreślam, że to decyzja inna, niż ta, która zapadła na szczycie Rady Europejskiej. To jakby pokazuje, że już skończyły się czasy, kiedy to Rada dyktowała wszystko. To po pierwsze, ale ponadto skończyły się czasy, że największe państwa coś ustalają, a potem najmniejsze grzecznie to realizują. „To se ne vrati”.

No, ale panie Pośle, rzeczywiście, ma Pan rację, jeśli chodzi o Polskę, to trudno by było uzyskać jakieś topowe stanowisko. Ale nikt z Grupy Wyszehradzkiej żadnego topowego stanowiska nie uzyskał. I może fajnie jest walczyć z Fransem Timmermansem i zablokować jego kandydaturę, no ale potem jak przychodzi do bilansu, to bilans wychodzi na zero. 

– Nie, no bilans jest pozytywny. To znaczy, ze żaden polityk, który atakuje Polskę nie ma szans na karierę międzynarodową, nie tylko chodzi zresztą tutaj o pana Timmermansa, bo tego typu ataki również przepuszczał pan Manfred Weber, który tez żadnego dużego stanowiska w UE nie obejmie, szefa europarlamentu również, chociaż to proponowała pani Kanclerz Merkel. Manfred Weber przyjeżdżał do Polski w kampanii wyborczej i mówił, uwaga, ze żaden przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości nie obejmie żadnego ważnego stanowiska w strukturach Unii Europejskiej.

 Tak, mówił tak. 

Teraz mamy dziś i jutro wybór prezydium europarlamentu i będzie tam jeden przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości i jeden przedstawiciel Platformy Obywatelskiej. Pani tutaj powiedziała, że V4 żadnego stanowiska ważnego nie otrzymała, ale cały nasz region Europy nie otrzymał. Cały nasz region Europy nic nie dostał, mimo że była mowa o tym byłym premierze Bułgarze Staniszewie. To jakby pokazuje, że ten stosunek krajów „starej Unii”,  „Piętnastki”, jest cały czas, macoszy – bym powiedział. I to jakby pokazuje, że te ataki na nas odnośnie rzekomego łamania praworządności w Polsce, na Węgrzech, w Rumunii, w Czechach czy na Słowacji – one jednak miały bardzo wyraźną motywację polityczną.

A może to jest taka zemsta za to, że wywróciliście stolik i całą na nim układankę, która była z panem Timmermansem, no i wzięła odwet „stara Unia” za to. 

– Ja nie wykluczam tego, co nie osłabia mojej argumentacji, ale też pokazuje pewne napięcia między instytucjonalne, tzn. Rada Europejska coś tam postanawia, po czym Parlament Europejski jednak pokazuje „gest Kozakiewicza” i mówi no ,nie, jednak na szefa Parlamentu Europejskiego to my wybierzemy socjalistę, ale jednak Włocha, nie Bułgara. Skądinąd, uwaga, hiszpańska szefowa frakcji socjalistycznej powiedziała wczoraj, że jej frakcja nie poprze kandydatury Ursuli von der Leyen , minister obrony Niemiec na szefa Komisji Europejskiej. A głosowania w tej sprawie, będą w europarlamencie równo za 2 tygodnie, 17 lipca.

To może coś się jeszcze wydarzyć podczas tych głosowań? 

– Może cos się wydarzyć, w  tym sensie, że teraz EPL ma dwa tygodnie, żeby przekonywać swojego dawnego i obecnego koalicjanta, socjalistów, żeby jednak panią Ursulę von Der Leyen poparły.

A jak Pan ocenia Tę kandydaturę pani Ursuli von der Leyen? Czy ona z naszego punktu widzenia będzie dobrym szefem Komisji Europejskiej? Jak Pan sądzi? 

– Życie pokaże. Natomiast jest osobą bardzo doświadczoną, gdy chodzi o udział w rządach przez ostatnich 14 lat jest w rządzie RFN, zawsze u pani Kanclerz Merkel. Przez 4 lata była ministrem spraw społecznych. Ostatnie sześć lat ministrem obrony. Dla mnie, patrząc tak bardziej globalnie, to jest postęp wyraźny, gdy chodzi o Pana Timmermansa, ponieważ gdy chodzi o relacje transatlantyckie, relacje z NATO, ona była tutaj przewidywalna. Zawsze była takim wyraźnym zwolennikiem bliskich relacji z USA. Pan Timmermans uległ temu dość powszechnemu na lewicy trendowi bycia przeciwko Ameryce Donalda Trumpa. Pani Ursula von der Leyen na tę ryzykowną kładkę nie weszła.

Konsekwentnie była za wzmocnieniem NATO, a nawet za  zwiększeniem wydatków na obronność w Niemczech, ale to za jej czasów podobno liczebność Bundeswehry spadła do najniższego poziomu, więc… taka trochę sprzeczność. 

– Może, tylko to jest taka wewnętrzna sprawa Niemiec, jak liczne mają wojsko. Proszę nie kazać mi się tym martwić.

Jasne. Nie będziemy się tym martwić. 

– Natomiast ja mówię o jej wizji relacji względem USA i pod tym względem te relacje będą na pewno lepsze niż te, gdyby szefem był Frans Timmermans. Zresztą ona przez 4 lata przebywała w Stanach w Stanford, tam gdzie jest ten słynny uniwersytet, ponieważ jej mąż był wykładowcą akademickim. Siedmioro dzieci, to się rzadko zdarza.

Też mnie to uderzyło. 

 – W tym dwoje bliźniąt, uwaga, kilkoro jej dzieci studiowało w Polsce w ramach programu Erasmus. Musze powiedzieć, że to bedzie pierwsza przewodnicząca Komisji Europejskiej- kobieta, oczywiście jeżeli będzie wybrana przez europarlament.

No właśnie, panie pośle, chciałam Pana spytać o stanowisko dla Pani premier Beaty Szydło, ponieważ dochodzą już oficjalne informacje z Brukseli, że została już oficjalnie kandydatką waszej grupy czyli Europejskich Konserwatystów i Reformatorów na szefową komisji do spraw zatrudnienia. 

– Już mówię. Mogę potwierdzić oficjalnie, że  w ramach negocjowanych stanowisk w PE nasza frakcja uzyskała stanowisko szefa bardzo ważnej Komisji do spraw pracy i spraw społecznych i zdecydowaliśmy, że szefem tej Komisji będzie była polska premier, pani Beata Szydło. Będzie to bardzo ciekawe doświadczenie dla Pani Szydło, zajmowała się w Polsce polityką społeczną będąc zarówno premierem, jak i wicepremierem i tutaj kontynuuje tę pracę, z jej wrażliwością społeczną, którą ewidentnie ma. Będzie mogła ją zaprezentować  jako szefowa ważnej Komisji europarlamentu.

A dlaczego ta Komisja jest taka ważna? Co ciekawego można w niej uzyskać? 

– To jest Komisja, która zajmuje się wszystkimi propozycjami pewnego „ładu społecznego”, które pojawiają się w  Unii . Oczywiście ta sprawa jest regulowana, i to podkreślam przez ustawodawstwo poszczególnych krajów Unii, tutaj UE nie może niczego nakazać . Natomiast tworzenie pewnych standardów, akurat Polska może tu sporo powiedzieć i sporo wnieść, to kompetencje właśnie tej komisji i wydaje mi się, że tutaj pani premier Szydło jest stworzona wręcz do kierowania tą komisją, ale też tu może być, uwaga, promotorem pewnych rozwiązań.

To jakich rozwiązań?  Bo na to czekam. Na ten konkret. 

– Polityka prospołeczna w Polsce w ostatnich 4 latach budzi zainteresowanie w Europie i nie tylko. To jest jednak umiejętność polskiego rządu, który potrafił połączyć tę ewidentnie prospołeczną decyzję o 500 plus, teraz już na pierwsze dziecko, z wprzęgnięciem tego w pewną politykę prorozwojową. A więc można połączyć jednocześnie decyzje takie, które rozhuśtują gospodarkę z takimi, które dają Polakom konkretne poczucie tego, że są beneficjentami dobrej sytuacji gospodarczej.

Ale o czym Pan konkretnie myśli? O europejskiej płacy minimalnej? O takim rozwiązaniu? Czy o europejskiej emeryturze minimalnej? 

– Ja myślę o tym, że na tej komisji można pokazać to, co Polska zrobiła w tym zakresie i w krajach rządzonych przez liberałów, a takich krajów jest w tej chwili siedem, póki co ,w Unii Europejskiej , może warto, aby pewne polskie doświadczenia były przetransponowane. No właśnie takie, które pokazują, że politykę prospołeczną, prosocjalną można pogodzić z rozwojem gospodarczym, z polityką rozwojową. A co do europejskiej płacy minimalnej, ja wiem, że to jest postulat związków zawodowych, wiem, że to jest rzecz, która od lat jest tutaj dyskutowana. Natomiast podkreślam, że w tym zakresie to są jednak kompetencje państw członkowskich Unii Europejskiej. To poszczególne państwa decydują, jak sobie to układają. I myślę, że akurat premier Polski w tej kwestii może dużo powiedzieć nie tylko w sensie teoretycznym, ale też praktycznym, bo pani premier Beata Szydło za tę prospołeczną politykę w piątym co do wielkości -po Brexicie- kraju Unii Europejskiej właśnie odpowiadała.

No tak, to prawda, co nie zmienia jednak faktu, że cały czas słyszymy takie słowa krytyki  ze strony opozycji i ze strony ekonomistów, że jednak ta polityka społeczna może nam trochę wyjść bokiem, jeśli chodzi o budżet, nie wiadomo czy nam się nie zawali, jak nadejdą trudne czasy. 

-Tu jednak będę bronił tej polityki, ponieważ zwracam uwagę- a mówmy o faktach- wszędzie w tej chwili następuje spowolnienie gospodarcze. Nawet u naszego sąsiada, od którego jesteśmy gospodarczo uzależnieni, w Niemczech, ono następuje w sposób spektakularny- a  to jest nasz numer jeden, jeśli chodzi o kierunek naszego eksportu. I numer jeden, jeśli chodzi o nasz import.

No właśnie …

– A u nas? U nas spowolnienia nie ma. Dlaczego? A no właśnie dlatego, że pieniądze  z tych programów socjalnych, społecznych – one w olbrzymim stopniu idą nie na konta bankowe czy do skarpety w domu, mówiąc metaforycznie, tylko one idą na rynek, bo ludzie kupują towary, kupują usługi – i to jest także metoda, żeby to spowolnienie gospodarcze zahamować. To się stało faktem, więc można powiedzieć, że my jako polski rząd, jako Polska, realizując programy prospołeczne, my uratowaliśmy nasz kraj przed tym, co jest w reszcie Unii Europejskiej czyli przed spowolnieniem gospodarczym. Ożywiliśmy w ten sposób rynek, spowodowaliśmy ożywienie gospodarki, przedsiębiorcy więcej produkują w sensie towarów i usług, bo jest większa podaż dzięki tym pieniądzom. Wydaje mi się, że to polskie doświadczenie jest naprawdę cenne.

No tak, ale prędzej czy później do tego spowolnienia, tak przynajmniej twierdzą niektórzy ekonomiści, dojdzie. To prosta sprawa, jeżeli w Niemczech jest spowolnienie i mniejszy popyt na nasze towary, to nawet jeżeli jest pobudzony popyt wewnętrzny, to w końcu ten mniejszy popyt zewnętrzny też w końcu jakoś się przełoży na naszą gospodarkę, prawda? 

– Ja bym powiedział w ten sposób: to spowolnienie w Niemczech trwa, a w Polsce tego nie odczuliśmy. Do tej pory było tak, że jak niemiecka gospodarka miała katar, to my kichaliśmy . Okazuje się więc, ze można tego uniknąć. Okazuje się, że także w dużym stopniu dzięki tej polityce prorozwojowej i jednocześnie prospołecznej polskiego rządu. I o tym pani premier Szydło może bardzo konkretnie opowiedzieć na forum Komisji, której będzie przewodziła. Gratuluję pani premier tego stanowiska, choć decyzji jeszcze nie ma, ale podział d’Honta jest właśnie taki. Ta Komisja będzie dla naszej polskiej byłej premier.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Moim gościem był Ryszard Czarnecki, europoseł PiS-u, który po prostu jest w samym centrum najważniejszych wydarzeń europejskich. Dziękujemy jeszcze raz za rozmowę. 

 – Dziękuję Pani, dziękuję Państwu.

 

Blog

Czy Niemka uzyska większość w PE w głosowaniu na szefa Komisji Europejskiej?

Posted on

17 lipca, a więc za 9 dni odbędzie się głosowanie w Parlamencie Europejskim nad kandydaturą Niemki von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej. Nie jest oczywiste, że uzyska ona większość. O tym m.in. mówi wywiad, którego lekturę polecam. To rozmowa, którą przeprowadził ze mna red. Piotr Gociek. Została ona nadana na żywo w „Sygnałach Dnia” w Programie 1 Polskiego Radia. Zapraszam do przeczytania – wywiad został spisany i jest zautoryzowany .

 

Piotr Gociek:  W Strasburgu w Parlamencie Europejskim Ryszard Czarnecki, europoseł, gościem „Sygnałów Dnia” i radiowej „Jedynki”. Witam, Panie Pośle, dzień dobry. 

 

  -Ryszard Czarnecki: Witam Panów, witam Państwa serdecznie, pozdrawiam ze Strasburga, właściwie z siedziby europarlamentu.

 

Dlaczego złamano ustalenia wczoraj i profesor Zdzisław Krasnodębski nie został wybrany na wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego? Czyżby zaczęło się już karanie Polski za to, że premier Morawiecki podczas negocjacji w sprawie obsady szefa Komisji Europejskiej zdołał zablokować plany Francji i Niemiec? 

 

 – Tak to odbieramy, rzeczywiście to wygląda na zemstę na Polsce za to, że pokrzyżowaliśmy szyki tym największym państwom, które chciały narzucić pewne rozwiązania personalne w Unii, tak jak to robiły co pięć lat. Tym razem jednak się to nie udało, bo Polska stworzyła skuteczną blokującą mniejszość i dzięki temu te narzucane z góry -zresztą ustalane poza Europą, bo na szczycie G-20 w Japonii- rozwiązania zostały wyrzucone na śmietnik. Tak, rzeczywiście mam wrażenie, że to jest taki odwet za zablokowanie pana Timmermansa…

 

 No, wcześniej, dodajmy jeszcze, Polska, Węgry, Włochy zablokowali również kandydaturę z Europejskiej Partii Ludowej, chodzi tutaj o Manfreda Webera, więc naraziliśmy się i jednej dużej frakcji i drugiej, tak można powiedzieć. 

 

 – No cóż, zwracam uwagę, że obaj ci politycy atakowali -pan Timmermans zwłaszcza, ale pan Manfred Weber również- Polskę, polskie władze także. No i trudno żebyśmy przechodzili nad tym do porządku dziennego :  każdy polityk, który będzie budował w Europie, szerzej: w świecie, w relacjach międzynarodowych swoją pozycję na antypolonizmie, na atakowaniu naszego kraju, powinien ponieść karę. Nie może być tak, że ktoś atakuje Polskę, a potem oczekuje, że Polska będzie go popierać. Przeciwnie. I myślę, że tutaj możemy brać przykład z innych narodów, z innych krajów, które robią to często od wieków to samo.

 

Dzisiaj kolejne głosowania w europarlamencie, będą wybierani skarbnicy, pięciu kwestorów dokładnie. Karol Karski jest tutaj kandydatem Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Myśli pan, że tę kandydaturę uda się przeprowadzić? 

 

 – Jestem przekonany, że nasz rodak, nasz kolega z Prawa i Sprawiedliwości, profesor Karol Karski zostanie kwestorem. Natomiast co do tego, co stało się wczoraj wieczorem, no to ci, którzy tyle mówią o demokracji, demokrację złamali, ponieważ według systemu d’Hondta, według parytetów to stanowisko jednego z wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego należało się polskiej delegacji w ramach Europejskich Konserwatystów i Reformatorów -i jednak tutaj nie dotrzymano pewnych reguł (…)

 

Pewnych wcześniejszych ustaleń. Panie pośle, a Ursula van der Leyen, czyli kandydatka na nowego szefa Komisji Europejskiej, też musi uzyskać akceptację w europarlamencie, to głosowanie 17 lipca. Uda się jej uzyskać większość? Sami Niemcy są podzieleni w tej sprawie, nawet ci Niemcy z frakcji z Europejskiej Partii Ludowej. 

 

 – Tu jest problem, głosowanie za trzynaście dni, też w Strasburgu na drugiej sesji europarlamentu w tej kadencji, ale mamy oświadczenie oficjalne przewodniczącej frakcji socjalistów w Parlamencie Europejskim, Hiszpanki Iratxe Garcia, która oświadczyła, że socjaliści będą głosować przeciwko tej kandydaturze. To może być mechanizm podobny,jak uruchomiono wobec pana Staniszewa, to znaczy pan Staniszew, były premier Bułgarii, był kandydatem ustalonym na szczycie Rady Europejskiej jako szef Parlamentu Europejskiego, ale tutaj socjaliści w europarlamencie się zbuntowali, nie chcieli kandydata z naszego regionu Europy, z tej nowej Unii, z Europy Środkowo-Wschodniej, a woleli Włocha, który właśnie wczoraj zostały wybrany, David Maria Sassoli, wcześniej dwukrotnie wiceszef europarlamentu, a przedtem Pański kolega, przez wiele lat dziennikarz. Otóż tutaj może być podobny mechanizm, to znaczy socjaliści mogą uznać, że owszem, to stanowisko przynależy chadecji, Europejskiej Partii Ludowej, ale nie może to być pani Ursula Gertrud von der Leyen z domu Albrecht, tylko właśnie jakiś inny kandydat EPL-u. Tutaj będą do nas przychodzić: do Prawa i Sprawiedliwości, do EKR-u w europarlamencie, żeby tę kandydaturę pani minister obrony Niemiec na szefową Komisji Europejskiej poprzeć…

 

 To teraz o samej tej postaci, panie pośle. Pan należy do tych, którzy są zadowoleni, bo Ursula von der Leyen wspiera ten kierunek północnoatlantycki, jest za zwiększeniem obecności militarnej NATO na wschodniej flance, mówi o tym, że trzeba z Rosją rozmawiać, ale z pozycji siły, z tego, że to jednak chrześcijańska demokracja i matka siódemki dzieci, czy też należy pan do tych, którzy martwią się tym, że w wywiadach między innymi mówiła, że w Polsce to teraz trzeba przeciwko niedobrej władzy wspierać zdrową, młodą opozycję, tym, że ją toalety dla trzeciej płci w Bundeswerze bardzo interesują i walka o prawa LGBT. Jak patrzeć na tę kandydaturę? 

 

 – Porównując z tym, co było na stole- bo polityka jest sztuką realizowania rzeczy możliwych w danym miejscu i czasie- porównując z panem Timmermansem, który budował swoją karierę polityczną na takim bardzo brutalnym, bezwzględnym, nieuczciwym atakowaniu naszego kraju, pani Ursula von der Leyen raz się wypowiedziała w jakimś talk-show na temat Polski w sposób bezmyślny, mając nieścisłe informacje. Choć z drugiej strony zawsze podkreśla, że część z jej siódemki dzieci studiowała w Polsce w ramach programów Erasmus. Zatem tutaj porównania nie ma. Ponadto pan Timmermans jako człowiek lewicy zachodnioeuropejskiej owładniętej taką antyamerykańską obsesją byłby raczej pewną barierą, zawalidrogą w relacjach transatlantyckich między USA a Unią. Natomiast pani von der Leyen stwarza nadzieję, że te relacje z USA, które leżą w interesie Europy, a zwłaszcza Europy Środkowo–Wschodniej, naszego regionu, zwłaszcza Polski, one będą dobre czy bardzo dobre. I oczywiście mając do wyboru Holendra -socjalistę czy Niemkę -chadeczkę z takimi poglądami, gdy chodzi o USA – to wolę tę drugą. Natomiast czy będzie wybrana, gwarancji nie ma. Uwaga : ja tutaj dostrzegam coraz większe napięcia, konflikty, spory między instytucjami w Unii Europejskiej. I tak jak na przykład w zeszłym roku jesienią Europejski Trybunał Obrachunkowy bardzo źle potraktował Komisję Europejską za jej projekt odnośnie powiązania budżetu unijnego z kwestią praworządności w poszczególnych krajach czy też dosyć dowolnie interpretowanej oceny stanu praworządności, tak samo tutaj jest pewien wyraźny mecz między Radą Europejską a Parlamentem Europejskim. Parlament Europejski trochę na złość Radzie zamienił (już o tym mówiłem) Bułgara na Włocha, gdy chodzi o szefa Parlamentu i teraz być może ta duża część lewicy, która jest w europarlamencie – socjaliści, komuniści, zieloni, może też liberałowie – mają ochotę zagłosować demonstracyjnie, żeby pokazać siłę europarlamentu…

 

Przeciwko Ursuli von der Leyen. 

 

…przeciwko pani von der Leyen.

 

 Dowiemy się 17 lipca. Dziękuję pięknie. Gościem Sygnałów Dnia i radiowej Jedynki był europoseł Ryszard Czarnecki. 

 

 – Dziękuję, miłego dnia.

 

Blog

Historyczny tydzień

Posted on

Miniony  tydzień przejdzie do politycznej historii Europy. Najpierw po raz pierwszy w historii EWG i UE państwa członkowskie odrzuciły personalne ustalenia podjęte, jak zawsze wcześniej, przez największe lub najbogatsze państwa Unii. Okazało się, że w Brukseli – głównie dzięki Polsce – zwyciężyła zasada „nic o nas bez nas”. Trochę już w UE- 28 zapomniana. Ale zaraz potem nastąpiło drugie historyczne wydarzenie: po raz pierwszy Parlament Europejski odrzucił decyzję Rady Europejskiej odnośnie przewodniczącego PE. Zamiast Bułgara ustalonego przez  unijny szczyt wybrano Włocha. Oznacza to dwie rzeczy. Po pierwsze, że „stara Unia” czyli dawna „Piętnastka” bezwzględnie forsuje swoje interesy kosztem naszego regionu Europy – nikt z „nowej Unii” nie zajmie żadnego z pięciu kluczowych stanowisk  w UE.  Z drugiej strony pokazuje to wzrastające antagonizmy miedzy instytucjami unijnymi, w tym wypadku między europarlamentem a Radą Europejską. Ale przecież te konflikty to norma: np. we wrześniu 2018 Europejski Trybunał Obrachunkowy  zmiażdżył Komisję Europejską za jej projekt powiązania budżetu UE z subiektywna oceną stanu praworządności w krajach członkowskich…

*tekst ukazał się w tygodniku „Gazeta Polska Codziennie” (06.07.2019)

 

Blog

Byłem jak Rambo

Posted on

Plus Minus: Która z partii, do których pan należał, była pana ulubioną?

– Tak jak Donald Tusk i wielu innych byłem raptem w trzech. Najpierw w Zjednoczeniu Chrześcijańsko-Narodowym, które współtworzyło w wyborach w 1991 r. Wyborczą Akcję Katolicką, w 1993 r. Katolicki Komitet Wyborczy Ojczyzna”, wreszcie w 1997 r. Akcja Wyborcza Solidarność, a potem w 2001 r. AWS Prawica, ale to był zawsze ten sam ZChN. Potem, czego nie wycieram gumka myszką, byłem w Samoobronie, z której mnie wyrzucono, bo sprzeciwiłem się zrywaniu koalicji z PiS i chciałem utrzymania rządu Jarosława Kaczyńskiego. Do Prawa i Sprawiedliwości wstąpiłem na zaproszenie prezesa Kaczyńskiego po przegranych wyborach. Poparcie dla PiS po jesieni 2008 roku, gdy stawiałem pierwsze kroki w tej partii, wynosiło… 19 proc., a dla PO 60!

By pan jeszcze w Unii Polityki Realnej i startował z listy Wyborczej Akcji Katolickiej.

– Ruch Polityki Realnej nie by partią. Dopiero potem przekształcił się w UPR, ale już beze mnie. W Ruchu byłem zresztą działaczem monotematycznym. Zajmowałem się pomocą Polakom na Wschodzie, na dawnych Kresach. A Wyborcza Akcja Katolicka była wszak koalicją stworzoną przez ZChN.

Było też sporo okręgów wyborczych: kujawsko-pomorski, wielkopolski, dolnośląski.

– Prezes rzuca mnie niczym Rambo na spadochronie do najtrudniejszych okręgów.

Gdziekolwiek spojrzę, pan tam był. W Polsacie kierował pan nawet redakcją katolicką. Ostatnio zerknąłem na stronę mojego rodzinnego miasta i dowiedziałem się, że doradzał pan prezydentowi Włocławka.

– Doradzałem Władysławowi Skrzypkowi w sprawach związanych z Unią Europejską. Natomiast jeżeli chodzi o liczbę partii politycznych, to jestem z moimi trzema poniżej średniej krajowej. Na przykład Bronisław Komorowski był w sześciu.

Tylko wszyscy byli w Unii Wolności, a pan w Samoobronie.

– Jestem konsekwentnie antyestablishmentowy.

W sprawie tej wcześniejszej partii, to Jarosław Kaczyński powiedział, że najkrótszą drogą do dechrystianizacji Polski jest ZCHN”.

– W tej sprawie pięknie się różniliśmy.

I ideowo wygrało ZCHN, a wyborczo Porozumienie Centrum.

– Kiedy, odwołując się do okresu II Rzeczypospolitej, przedstawiłem taką analogię prezesowi Kaczyńskiemu: osią sporu był w niepodległej Polsce nie ten z komunistami, którzy byli marginesem, tylko ten między zwolennikami Piłsudskiego a Obozem Narodowym. Jak się zakończyło? Politycznie wygrała sanacja, ale krok po kroku przyjmowała założenia Obozu Narodowego. Mam wrażenie, że Porozumienie Centrum wygrało, ale poszło na prawo. Współzakładający je Adam Lipiński był klasycznym wrocławskim centrowcem.

Jak już jesteśmy przy Wrocławiu. Był nawet czas, że działacze z Pawłem Kasprzakiem z Obywateli RP w jednej organizacji.

– Byłem szefem NZS na Uniwersytecie Wrocławskim. Przejąłem pałeczkę po Bogdanie Zdrojewskim i przekazałem ją Grzegorzowi Schetynie, który używał wtedy pseudonimu Mateusz Lewita, o czym nie wiedzą pewnie nawet jego partyjni koledzy.

I jak się współpracowało?

– Myśmy już wtedy zaczęli się różnić. Na pewno nie mogłem Grzegorzowi odmówić autentycznego antykomunizmu. Był krytykiem Okrągłego Stołu. Nie tylko on. Bronisław Komorowski nie poszedł zresztą na wybory w 1989 r., bo uważał, że to zmowa. Komorowski zresztą chciał potem przystąpić do ZChN. Odradził mu to Aleksander Hall. Cały czas rozmawiamy o historii…

To porozmawiajmy o sporcie. W kocu rozmawiam z wiceprezesem Polskiego Związku Siatkówki. Pan jest jak Józef Oleksy. Wszędzie potrzebny.

– Skoncentrowałem się na dwóch dyscyplinach: jednej nieolimpijskiej – żużlu, i drugiej olimpijskiej – siatkówce. Właśnie pod moim patronatem w tę sobotę odbywał się powrót żużla na Stadion Śląski. Trzeci rok wszystkie mecze polskiej reprezentacji żużlowej odbywają się pod moim patronatem. A w polskiej siatkówce odpowiadam za sprawy międzynarodowe.

Mam wrażenie, że jest pan zafascynowany Donaldem Trumpem.

– Panu się dobrze wydaje. Byłem politykiem, który wierzył w jego zwycięstwo. Mówiłem o tym prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Byli też tacy, którzy tłumaczyli mi, że Trump na pewno nie wygra. Nie będę podawał ich nazwisk.

Rozumiem, że chodzi o Adama Bielana.

– Akurat nie o niego. Nie będę podawał nazwisk tych ludzi, bo ich szanuję. Uważam, że z punktu widzenia Polski Trump to dobry wybór. Przypomnę, że Barack Obama mówił o „polskich obozach śmierci” i za to nie przeprosił.

W zeszłym tygodniu ukochana stacja pana i Donalda Trumpa Fox News też mówiła o „polskich obozach śmierci”.

– Wolę TVP Info (śmiech). Co zaś do antypolskiej propagandy w kontekście II wojny, to pod względem częstotliwości mówienia o „polskich obozach” USA jest na drugim miejscu po Wielkiej Brytanii, Niemcy są na czwartym. Wracając do mediów w USA: ich duża część w sposób obsesyjny atakuje Trumpa, a tymczasem ma on poparcie, jakiego nie miał nikt od 2001 r. i ataku na WTC w Nowym Jorku. Dlaczego? Bo bardzo ożywił gospodarkę, a to jest najważniejsze dla Amerykanów. Ale też zmienił reguły gry: kontaktuje si z Amerykanami, omijając telewizje i medialny establishment.

Z tym poparciem, to zależy na jaki sondaż patrzę, ale jak dla Polski dobrym prezydentem może być człowiek, którego tak w Helsinkach ograł Putin?

– Tu przed lipcowym spotkaniem w Helsinkach odbył się szczyt NATO w Brukseli, gdzie z inicjatywy USA zapalono zielone światło dla obecności w sojuszu Macedonii, gdzie rosyjski diabeł ogonem macha. Amerykanie wypierają Rosję na Bakanach i na Kaukazie i trzeba to widzieć. Patrzę na czyny Trumpa, które uderzają w interesy Moskwy. Rosja chce być sojusznikiem Chin, a one są głównym konkurentem USA.

Ale Pana w Trumpie to chyba najbardziej pociąga styl bycia.

– Mógłby być introwertykiem, byleby robił taką politykę zagraniczną, jak robi. Zwalcza go zresztą ten sam establishment, który zwalcza i polski rząd. To wystarczający powód, by mieć poczucie solidarności.

Gdy mówię o stylu bycia Trumpa, mam na myli pana wpis: o ciągnięciu „wie pani lepiej ode mnie” do jednej z twitterowiczek.

– Niefortunne sowa. Ta pani pisała o ciągnięciu przeze mnie pieniędzy z Unii Europejskiej, a ja po prostu odbieram moją pensję w euro. Nie miałem takich skojarzen, które miały różne feministki czy państwo z opozycji.

Następne ciekawe miejsce, w którym pan był, to Komitet Integracji Europejskiej: Pamięta pan, jak Mateusz Morawiecki negocjował wejście do Unii Europejskiej? By pan wtedy jego przełożonym.

– Mateusz Morawiecki współkierował kluczowym departamentem DNA.

DNA?

– Departamentu Negocjacji Akcesyjnych, który organizował nie tylko rokowania z Brukseli w ramach mojego Komitetu Integracji Europejskiej, ale także koordynował prace na zewnątrz, między resortami, które przygotowywały materiały do obszarów tematycznych. Czyli opozycja szuka pretekstu, by powiedzie: „Halo, halo my tu jesteśmy”. Przecież nikt nie odbiera premierowi Millerowi tego, że składa podpis. Rola Mateusza Morawieckiego była bardzo merytoryczna i absolutnie istotna. Ma prawo mówić o swojej dużej cegiełce.

Formalne negocjacje zaczęły się w marcu 2000 roku, gdy już tam nie było Morawieckiego.

– 13 grudnia 1997 r. w Luksemburgu rozpoczęto proces akcesyjny. Pamiętam, bo wtedy towarzyszyłem premierowi Buzkowi. Miałem zresztą poczucie dumy, bo Polska była tam dla państwem naszego regionu punktem odniesienia i graczem, z którym warto się gra.

A teraz…

– A teraz tym bardziej. Polska wzmocniła swoja pozycję w ramach „nowej Unii”. Jesteśmy jedynym zwornikiem tych trzech azymutów: Bałkanów, krajów bałtyckich i Grupy Wyszehradzkiej. Jesteśmy dla nich mostem i nieformalnym liderem.

Nasze położenie geograficzne jest niezmienne od lat, a ja pytam o pozycję polityczną.

– Kraje naszego regionu zauważyły, że warto grać razem, bo to się po prostu opłaca. Jak mówił mi kiedyś premier Czech Petr Neczas: im bardziej kraje zachodnie dopytują się, dlaczego my się tak integrujemy, tym bardziej warto to robić.

Wracając do Mateusza Morawieckiego, to rozumiem, że pan go wprowadził do polityki.

– Wprowadził go ojciec. Natomiast mogę powiedzie, że zaproponowałem mu pierwszą jego pracę na rzecz państwa polskiego.

Pan był przełożonym Mateusza Morawieckiego.

– Muszę dodać, że przeciwnicy polityczni, którzy kwestionowali różne moje personalne wybory, tego nigdy nie kwestionowali.

Czyli negocjował traktat, z którego jesteście niezadowoleni.

– Uzyskaliśmy jako Polska wyraźnie mniej niż mogliśmy uzyskać. Przypomnę, że PiS, oprócz środowiska Marka Jurka, przekonywał, by głosować  za wejściem do Unii. W naszej sytuacji geopolitycznej lepiej być wewnątrz Wspólnoty niż na zewnątrz. Nie jesteśmy Norwegia, która śpi na ropie.

Ale pan bardzo lubi się z tymi, którzy doprowadzili do brexitu.

– Mam kontakty z różnymi politykami. Bardzo dobrze mi się współpracuje w Parlamencie Europejskim na przykład z rumuńskimi socjalistami, którzy rządzą tym krajem.

Podsumujmy: chwalicie się, że uczestniczyliście w negocjacjach, które krytykujecie. Narzekacie na prywatyzację, którą przeprowadzało głównie AWS, w której byliście.

– PiS powstało w kontrze do AWS.

PiS powstało, a pan pozostawał w AWS, którego radnym był też Morawiecki.

– Pamiętam swoje zaskoczenie, gdy dowiedziałem się o sprzedaży Telekomunikacji Polskiej francuskiemu państwowemu France Telecom. Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że na pewno powinno się tego uniknąć. Klasa polityczna się wtedy nie wykazała, podobnie jak za rządów Kongresu Liberalno-Demokratycznego Bieleckiego i Tuska czy kolejnych rządów SLD-PSL. Takie rzeczy mogą się zdarzać w małych pastwach, które są zdominowane przez większe kraje. Polska powinna mieć wtedy świadomość, że po wejściu do Unii, a więc za chwilę, będziemy ważnym krajem: jednym z sześciu największych państw UE.

Krytykujecie to, co sami robiliście.

– Proszę nie obciążać PiS grzechami koalicji AWS-Unia Wolności. Podkreślam, że Prawo i Sprawiedliwość powstało w kontrze do AWS Prawicy, której byłem wtedy rzecznikiem. Pozostałem wtedy po prostu wierny ZCHN, gdy Marek Jurek czy Kazimierz Marcinkiewicz odchodzili do PiS. Swoją droga Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się to, co nie udało się różnym liderom na prawicy. Wszystko dlatego, że potrafi to trzymać twardą  ręką. Jak to jest napisane w „Potopie” o Kmicicu? „Wachmistrz Soroka mawia, że dla wrogów okrutny, ale dla swoich tez nie lekki”.

Dlaczego mu się to udało?

– Okazał się najlepszym politykiem. Przede wszystkim lepiej czytającym nastroje społeczne i zdarzenia.

Ewidentnie. Tylko niech pan pomoże zrozumieć, jak to jest, że człowiek, który mieszka w willi na Żoliborzu i wydaje się trochę odcięty od świata, tak dobrze odczytuje nastroje społeczne.

– Bardzo dużo rozmawia z ludźmi. Jest jak szachista, który wie, co zrobi paręnaście ruchów do przodu, a gra z ludźmi, którzy zastanawiają się nad następnym ruchem. Dobrze zna historię i umie kreować zespoły ludzkie, bo polityka to ludzie. Jarosław Kaczyński potrafił wymusić jedno. Ona stała się pewnym dogmatem. Przypomne, że w latach 1993 i 2001 prawica podała lewicy władzę na tacy. Dla prezesa Kaczyńskiego jedno jest wartością samą w sobie. Potrafi ściągać ludzi z różnych środowisk.

Nie miał problemu z tymi, którzy tworzyli Polskę XXI czy partię Polska Jest Najważniejsza, ani nawet z rozłamowcami z Solidarnej Polski. Może jego legendarna mściwość jest przereklamowana?

– Mściwość? Liczy się pragmatyzm. Jarosław Kaczyński wiedział, że PiS sam może wygrać, ale nie weźmie sam większości. Zacisnął zęby i zaprosił ugrupowania Ziobry i Gowina.

I to jest cały czas rządzenie przez zaciśnięte zęby?

– Myślę, że już nie. Ta koalicja się sprawdziła, a poziom zaufania wzrósł. Wszyscy wiedzą, że to jest politycznie skuteczne. Na poziomie powiatów mogły być tarcia, ale ważniejsze jest poczucie, że będąc razem, możemy rządzić wiele lat i dużo zrobić dla Polski.

Mateusz Morawiecki może być kiedyś liderem PiS?

– Odrzucam wszelkie dyskusje na ten temat. To nie chodzi o to, że one są nieeleganckie, tylko po prostu niepraktyczne. Jak mawiała Margaret Thatcher:  “there is no alternative” tu też nie ma alternatywy. Proszę nie spekulować.

Ja mogę tego nie robi, ale to się dzieje.

– Trump jest starszy od Jarosława Kaczyńskiego, a będzie się ubiegał o drugą kadencję. O premierze Malezji już nawet nie wspomnę.

Pan się teraz powołuje na lewaków.

– On jest antyliberalny. Zawsze mówi, że do Azji nie pasuje liberalna polityka.

Teść  panu podziękował za weto prezydenta?

– Nie będę mówił o sprawach rodzinnych. Ustawa degradacyjna miała sens, ale uważam, że powinna objąć realnych liderów Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, a nie Mirosława Hermaszewskiego, który cieszy się szacunkiem wielu Polaków. Nie tylko dlatego, że był pierwszym i na razie ostatnim polskim kosmonautą, ale i za to, że wykonał olbrzymią pracę upamiętnienia Polaków, którzy zginęli na Wołyniu z rąk Ukraińców szowinistów.

Gdy powstaje ustawa, która zakłada odpowiedzialność zbiorową, to nie ma miejsca na takie oceny.

– Pan prezydent zawetował tę ustawę i kropka.

A jakie plany na przyszłość? Następna kadencja w europarlamencie? Z jakiego okręgu?

– Odpowiem w sposób, który pana rozczaruje. Polityka jest grą zespołową i nasz kapitan Jarosław Kaczyński rozdziela funkcje, a ja mu się podporządkuję. Gram na prawym skrzydle PiS i jak będzie chciał, żebym grał w ataku, to będę grał z przodu, a jak będzie chciał, żebym był pomocnikiem, to będę pomocnikiem.

A Ministerstwo Spraw Zagranicznych?

– Jacek Czaputowicz.

A kiedy pan?

– Miałem nosa, gdy zaprosiłem Jacka Czaputowicza z MSZ do mojego Komitetu Integracji Europejskiej na stanowisko dyrektora departamentu. Myślę, że w przyszłości też chciałbym skoncentrować się na polityce międzynarodowej.

*rozmawiał Piotr Witwicki (dziennikarz Polsat News oraz „Rzeczpospolitej”)

 

Blog

Rady dla Ewy Kopacz

Posted on

Zapraszam do przeczytania wywiadu, jakiego w ostatnich godzinach udzieliłem portalowi tygodnika „Solidarność” – Tysol.pl. Rozmowę przeprowadził Olaf Woliński. Tekst jest autoryzowany.

Czy zablokowanie kandydatury Fransa Timmermansa na przewodniczącego Komisji Europejskiej to sukces polskiego rządu?

Ryszard Czarnecki: Tak, to wielki sukces polskiego rządu, Polski i całego regionu Europy Środkowo Wschodniej, ponieważ po raz pierwszy w historii EWG, a potem Unii Europejskiej, zdarzyło się, że decyzje personalne wcześniej uzgodnione przez największe lub najbogatsze państwa nie zostały wprowadzone w życie na szczycie UE. Przedtem po prostu to ,co „Biuro Polityczne” Unii zarządziło, to było realizowane. Tym razem, po raz pierwszy w historii, obóz polityczny stworzony przez Polskę to zablokował dzięki czemu jest prawdopodobne, że w przyszłości przy ustalaniu stanowisk będą musieli się bardzo z nami liczyć. Wymusiliśmy nasza partycypacje w kluczowych decyzjach. Jest to wielki sukces.

Co Pan sądzi o wyborze Ewy Kopacz na zastępcę przewodniczącego Parlamentu Europejskiego?

– Byli premierzy są cenieni w europarlamencie np. szefem frakcji liberałów został były premier Rumunii, zresztą komisarz również, Ciolos. Na tym tle aż dziw, że trzem premierom z Polski, z lewicy, którzy są teraz europosłami nie zostało nic.

Czy jako były przewodniczący daje jej jakieś rady w rozmowach prywatnych?

 – Nie daje, natomiast mogę życzyć jej za pośrednictwem Tysol.pl, żeby starała się o teki, które ja miałem, o podobny zakres odpowiedzialności , zwłaszcza jeśli chodzi o politykę zewnętrzną. Myślę tu o polityce wschodniej, relacjach z naszymi partnerami ze wschodu: Ukraina, Białoruś, Mołdawia oraz Kaukaz Południowy, czyli Gruzja, Azerbejdżan, Armenia . Jest także kwestia państw Azji Centralnej, czyli Azji postsowieckiej, bo tam też siłą rzeczy są polskie interesy gospodarcze i geopolityczne. Mam nadzieję, że w prezydium PE pani europoseł Ewa Kopacz będzie się tym zajmować.

Co Pan Przewodniczacy sądzi o kandydaturze von der Leyen, czy jest dobrym politykiem i czego można się po niej spodziewać?

– Na razie to nie mówmy „hop”. Proszę pamiętać o przysłowiach – „już był w ogródku, już witał się z gąską” albo – „myślał indyk o niedzieli, a w sobotę łeb ucięli”. Zwracam uwagę, że dopiero Parlament Europejski dopiero będzie głosował nad tą kandydaturą, natomiast na razie szefowa frakcji „postępowych socjalistów”, pani Garcia oświadczyła, że lewica zagłosuje przeciwko von der Leyen. To oznacza, że będą bardzo potrzebne głosy Polaków. Cóż, „jak trwoga, to do PiS -u”. Pewnie będziemy adresem, pod którym szereg osób będzie się zgłaszać…

Czy Karol Karski to najlepszy polski kandydat na stanowisko kwestora? Co Pan sądzi o ponownej kadencji?

– Został wybrany przez aklamację, co świadczy o jego osobistej popularności. Był też wcześniej wybrany na dwie kadencje jako kwestor. Teraz będzie miał trzecią i to będzie polski rekord, jeśli chodzi o kwestorów. Uważam, że jest to właściwy człowiek na właściwym miejscu i bardzo się cieszę z tego wyboru.

Blog

Timmermans się przekonał – antypolonizm nie popłaca

Posted on

Zapraszam do lektury mojego wywiadu, który dopiero co ukazał się na portalu Fronda.pl. Rozmowę przeprowadził redaktor Damian Świerczewski.

Damian Świerczewski, Fronda.pl: Kandydatura Fransa Timmermansa na szefa Komisji Europejskiej upadła. Zdecydowanie przeciwna jej była Grupa Wyszehradzka, z Polską na czele. Należy to odczytywać jednoznacznie jako sukces Polski w trakcie szczytu Unii Europejskiej? 

 – Ryszard Czarnecki, europoseł, Prawo i Sprawiedliwość: Tak, mamy do czynienia z wielkim sukcesem. Po pierwsze dlatego, że utrącony został kandydat, który swoją pozycję budował na atakowaniu Polski, a także innych krajów naszego regionu Europy – Węgier, Rumunii, Czech czy Słowacji. Trzeba to powiedzieć wprost – Timmermans budował swoją politykę na antypolonizmie oraz poczuciu wyższości względem naszego regionu Europy. I to właśnie Polska odegrała największą rolę jeśli chodzi o jego polityczne „wyautowanie”.

Dlaczego właśnie Polska? 

– Wiele rzadow krajów sarkało na temat Timmermansa, jednak nie przekładało się to na realne decyzje. To Polska zorganizowała opór przeciwko kandydaturze dotychczasowego wiceszefa Komisji Europejskiej, a później go skutecznie podtrzymywała. Tu musimy zwrócić również uwagę na fakt, że celowo zarządzono przerwę w obradach, aby spróbować zmiękczyć stanowisko Grupy Wyszehradzkiej i szerzej: całego regionu  i być może „wyrwać” poszczególne kraje poprzez oferowanie im różnych stanowisk, czy dając różne obietnice dotyczące budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027. Gdyby nie zdecydowane stanowisko Polski, blok ten mógłby osłabnąć na tyle, że niechętnie, ale jednak niektóre kraje zmieniłyby zdanie i poparłyby kandydaturę Fransa Timmermansa. Tak się nie stało i dzięki temu w świat poszły trzy czytelne sygnały.

To znaczy? 

 – Po pierwsze – nie można budować pozycji politycznej na antypolonizmie. Po drugie – nie można tez czynić tego na pogardzie i arogancji wobec jakiegoś regionu, np.krajów „nowej Unii”. Po trzecie w końcu – skończył się czas, kiedy to największe państwa Unii Europejskiej umawiają się, komunikują to reszcie Wspólnoty, która potem to „klepie”. Skończyły się czasy, kiedy takie decyzje podejmowała w zasadzie kanclerz Niemiec Angela Merkel wraz z prezydentem Francji. Podsumowując: „To se ne vrati”.

 A co z kandydaturą Ursuli von der Leyen? Z punktu widzenia Polski to dobry wybór? 

 – Przede wszystkim uważam, że należy poczekać na efekty jej działalności i dopiero wtedy je oceniać. Bardzo ważny jest też fakt, że wciąż ta kandydatura nie jest oczywista i pewna. Tu chciałbym zwrócić uwagę choćby na to, co dziś wydarzyło się przed chwila dosłownie w Parlamencie Europejskim.

 Co dokładnie? 

– Europarlament odrzucił decyzję Rady Europejskiej dotyczącą tego, że były premier Bułgarii Sergiej Staniszew będzie nowym szefem europarlamentu. Parlament Europejski pokazał zatem, że jest w swoich decyzjach autonomiczny. Socjaliści to stanowisko oczywiście objęli , jednak wystawili nie  Staniszewa, a Włocha, Davida Sassoli. Ponadto hiszpańska przewodnicząca frakcji socjalistycznej Garcia powiedziała wprost, że kandydatura Ursuli von der Leyen jest dla jej frakcji absolutnie nie do przyjęcia. To oznacza, że pani von der Leyen może nie uzyskać wymaganego poparcia w Parlamencie Europejskim. Głosowanie odbędzie się za dwa tygodnie.

 Jakie są wówczas możliwe scenariusze? 

 – Przede wszystkim musimy zwrócić uwagę, że teraz sytuacja nie wygląda tak jak do tej pory, kiedy to głosowanie w zasadniczych kwestiach personalnych z góry było ustalone i  było w zasadzie formalnością. Mamy do czynienia z dynamiczną grą, co najlepiej pokazuje owa zmiana kandydata na szefa Parlamentu Europejskiego. Socjaliści oczywiście na pewno nie zgłoszą swojego kandydata na szefa Komisji Europejskiej, jednak mogą doprowadzić do wymiany tej osoby.

Gdyby jednak von der Leyen została wybrana szefową Komisji Europejskiej – to dobrze z punktu widzenia Polski? 

 – Na pewno jest o niebo lepsza od Fransa Timmermansa w kwestii relacji transatlantyckich i stosunku do Stanów Zjednoczonych. Dotychczasowy wiceszef Komisji Europejskiej był przedstawicielem typowego dla lewicy w Unii Europejskiej „antyamerykanizmu”, pogłębionego jeszcze przez fakt prezydentury Donalda Trumpa. Ursula von der Leyen natomiast jest przecież od sześciu lat szefem resortu obrony Niemiec, przez cztery lata mieszkała wraz z mężem w USA i doskonale rozumie wagę relacji transatlantyckich i efektywnego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. Pod tym względem na pewno jest znacznie lepszym kandydatem na szefa Komisji niż Timmermans.

Fransa Timmermansa Polska czy Węgry miały okazję poznać z jak najgorszej strony. Po tym, jak wskutek oporu Grupy Wyszehradzkiej jego kandydatura na szefa KE upadła, możemy się spodziewać, że unijne elity przestaną tak chętnie „grillować” Polskę? 

 – Gdyby szefem Komisji Europejskiej rzeczywiście został Frans Timmermans, takie traktowanie Polski w Unii Europejskiej z pewnością trwałoby nadal. Mógłby chociażby odrzucać kandydatów z Polski na komisarzy. Z pewnością więc presja wywierana na Polskę będzie mniejsza, ale czy zniknie zupełnie? Nie jestem co do tego przekonany, musimy zaczekać. Nie ulega jednak najmniejszej wątpliwości, że dzięki utrąceniu kandydatury Timmermansa, sytuacja dla Polski będzie znacznie lepsza.

Nie sposób nie zapytać o wpływ szczytu UE i jego wyników na sytuację przed wyborami, które czekają nas na jesieni. Już teraz Prawo i Sprawiedliwość ma ogromną przewagę nad opozycją (według Instytutu Badania Pollster – PiS może liczyć na 45 proc. poparcia). Wyniki szczytu jeszcze bardziej osłabią opozycję? 

 – Sądzę, że pokazaliśmy, że potrafimy skutecznie działać na arenie międzynarodowej, a te głupie narracje opozycji o rzekomej „izolacji Polski” są funta kłaków warte. Polska potrafiła stworzyć koalicję z krajami naszego regionu i nie tylko – przeciw Timmermansowi były też np. Irlandia i Włochy. To pokazuje, że działamy sprawnie i na pewno wyborcy to zauważą. Jeśli będzie to miało wpływ na sondaże, to z pewnością bardzo pozytywny dla Prawa i Sprawiedliwości. Przestrzegam jednak przed triumfalizmem i tym, aby owe sondaże były dla nas najważniejszym punktem odniesienia. Liczą się wyniki wyborów, a nie sondaży i nie możemy pozwolić na to, by nas „uśpiły”. Powinny być raczej zachętą do ciężkiej pracy i walki o każdy głos. Prezes Jarosław Kaczyński zresztą bardzo twardo mówi o tym, aby nie zachwycać się sondażami i ciężko pracować.

 Bardzo dziękuję za rozmowę. 

 

Blog

Unijny podatek od węgla?

Posted on

Polecam wywiad, jakiego udzieliłem red. Michałowi Rachoniowi w jego nowym programie „Jedziemy” w TVP Info. Poświęcony był głównie inicjatywie Komisji Europejskiej potencjalnego wprowadzenia podatku od węgla.

Ryszard Czarnecki jest już z nami. Jak się Panu podobają te eksponaty zakupione przez magistrat w Warszawie i Gdańsku, mamy rydwan i jednorożca? 

– Powiem szczerze, że mam inną wrażliwość artystyczną niż władze i samorządowcy ze stolicy Państwa Polskiego i stolicy Pomorza.

Gdyby Pan był szefem takiej instytucji, to? 

 – Polityka jest rzeczą poważną, a tego typu inicjatywy trochę ośmieszają także tych, którzy zamawiają takie surrealistyczne -w moim przekonaniu -obiekty.

Przejdźmy do spraw polityki w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy, Federacji Rosyjskiej przywrócono wszystkie prawa, które zostały zabrane po aneksji Krymu, wczoraj między innymi Garri Kasparow w takim ostrym tweecie skierowanym do niemieckiego MSZ powiedział, że wszyscy Ci, którzy są częścią wolnych obywateli zmuszonych do emigracji tak naprawdę protestują przeciwko tej decyzji. Dlaczego podjęto taką decyzję, coś się zmieniło w stosunku Europy do Rosji i Krymu? 

 – Formalnie nic się nie zmieniło, bo przypomnę, że dosłownie tydzień temu decyzja miala miejsce jednogłośna szczytu Rady Europejskiej o przedłużeniu sankcji wobec Federacji Rosyjskiej o pół roku. A więc nawet państwa, których przywódcy wyrażali obiekcje, takie jak Włochy czy Węgry, także w jakiejś mierze Niemcy zagłosowały, żeby Rosja nadal była objęta sankcjami wprowadzonymi za agresję tego państwa na Ukrainę. Natomiast Rada Europy jest instytucją szerszą, ona też skupia kraje spoza Unii, tam Rosja ma większe wpływy i to rzutowało na wynik głosowania. Jest też jednak coś takiego jak PPR – Partia Przyjaciół Rosji – w Europie Zachodniej . Mam wrażenie, że ona czasem działa , bo politycy Zachodu są często w kieszeni Rosjan, ale przede wszystkim dlatego, że chcą mieć święty spokój, nie chcą problemów, konfliktów, nie chcą zimnej wojny i odpuszczają Kremlowi. Jest też trzecia grupa, która tworzy tą PPR, to są politycy, którzy wietrzą biznes w ożywieniu relacji ekonomicznych z Federacją Rosyjską.

Panie Przewodniczący, w relacjach Unia Europejska a Polska – Polska zdecydowała się na zablokowanie decyzji ostatniego szczytu Rady związanej z ambitną polityką klimatyczną. Jak wygląda w tej chwili unijny pomysł na kwestie właśnie tego, co związane jest z opłatami i pieniędzmi, które mają być wypłacane w związku z emisją CO2 i emisją innych gazów związanych z paliwami kopalnymi. 

– Pan powiedział, że Polska zablokowała, a opozycja mówi, że jesteśmy często samotni na placu boju, a według mojej wiedzy – choć posiedzenia Rady Europejskiej są tajne – aż 7 państw dało weto w tej sprawie, wszystkie z naszego regionu. Z V4 Polska, Czechy i Węgry, z państw bałtyckich Litwa i Estonia, a z państw bałkańskich Chorwacja i Rumunia, która ma prezydencję do końca czerwca w Unii. To oznacza, że te państwa, nie przypadkiem z Europy Środkowo-Wschodniej i państwa tzw. „nowej Unii”, protestują przeciwko arogancji tzw. „starej Unii”, dawnej EWG. Co do pomysłów, to Pan się trochę wstrzelił, bo w zeszłym tygodniu, w tym samym czasie kiedy trwał szczyt Rady Europejskiej w Brukseli,to w Hadze – czyli 2 godziny drogi pociągiem od Brukseli, odbyło się spotkanie, o którym w mediach się nie mówi, a może być kluczowe dla przyszłości Unii i relacji wewnątrz Unii, także finansowych, czyli spotkanie dyrektorów departamentów resortów finansów z wszystkich krajów państw członkowskich Unii Europejskiej z przedstawicielami Komisji Europejskiej, a dokładniej dyrekcji odpowiedzialnej za kwestie podatków. Gospodarzem był wiceminister finansów Królestwa Niderlandów i przedstawiciele Komisji przedstawili tam pomysł, który dla Polski może być bardzo groźny. Chodziło o wprowadzenie nowego europejskiego podatku od paliw i węgla, ale nie tylko, bo na przykład też o wprowadzenie podatku od biletów lotniczych, co się przełoży oczywiście na ceny tychże biletów, więc to będzie uderzało w polskiego konsumenta.

 A czy Panie Pośle to będzie oznaczało, że Unia chciałaby stworzyć podatek węglowy, że to w tej chwili przechodzi do fazy realizacji, urzędnicy spotykają się i chcą to wdrożyć już jako obowiązujące prawo dla wszystkich państw i obywateli Unii Europejskiej? 

– Dokładnie tak. Ale póki co jest to sondowanie bojem, nie było szczegółów od kiedy ten podatek i jak wysoki ma być , ale wyraźnie w tym kierunku to zmierza. Oczywiście nie mówi się, że jest to podatek od węgla wprost, to się ujmuje w szersze ramy, mówi się o podatku w ogóle od paliw, także paliwa lotniczego, to jest bardzo groźne. W praktyce politycznej konsekwencje będą uderzały między innymi w Polskę, ale nie tylko. Tak na marginesie zwracam uwagę na ciekawą sprawę Niemiec, które dużo mówią o odnawialnych źródłach energii, ale swoje kopalnie trzymają i do 2039 roku trzymać będą.

No dobrze, ale czy to oznacza, że Unia Europejska chce wycofać się z handlu emisjami i podatków, które już de facto istnieją, tylko nie są płacone przez końcowego konsumenta i wprowadzić ten podatek w zamian, czy ma to być dodatkowy, nowy podatek, który ma obciążyć dodatkowo obywateli Unii Europejskiej? 

– Nikt, kto był na tym spotkaniu, nie odebrał tego, że jest to coś alternatywnego, czyli albo-albo, a raczej, że jest to koniunkcja.

Urzędnicy unijny dyskutują teraz nad wprowadzeniem jeszcze kolejnej, nowej dodatkowej opłaty, która miałaby być obowiązkowa i wprowadzona na terenie całej Unii Europejskiej? 

 – Tak, tak.

 Jest jakakolwiek szansa, że na to zgodzą się państwa Europy Środkowej, na przykład Polska? 

 – Tutaj muszę powiedzieć z satysfakcją, że na szczęście gdy chodzi o kwestie podatkowe, to są to póki co suwerenne decyzje państw członkowskich Unii. Ale to, że taka próba się pojawiła, świadczy o dużej woli politycznej, żeby jednak z tym węglem powalczyć. Oczywiście nie chodzi tutaj tylko o węgiel, ja uważam, że tego typu inicjatywy będą też uderzać na przykład w Polskie Linie Lotnicze LOT, one będą służyć przede wszystkim największym liniom lotniczym typu KLM z Holandii, AirFrance i Lufthansa. A LOT na przykład ma bardzo nowoczesne samoloty, one stoją teraz z racji katastrof i tak dalej, natomiast generalnie akurat tego typu inicjatywy w LOT mogą uderzać, a on jest bardzo konkurencyjny obecnie i stał się alternatywą dla największych firm lotniczych z Europy Zachodniej.

Panie Pośle, wracając do naszego polskiego podwórka politycznego, wczoraj Grzegorz Schetyna przedstawił sztab Platformy Obywatelskiej, mówił, że to drużyna zwycięzców, wśród nich politycy kontrowersyjny, na przykład Jacek Karnowski, dziś już uniewinniony z zarzutów prokuratorskich w aferze sopockiej, Hanna Zdanowska, która nie miała tyle szczęścia, jeśli chodzi o wymiar sprawiedliwości, jak Pan to ocenia i jak to ocenia PiS, czy obawiacie się tego zestawu zwycięzców? 

 – Pycha kroczy przed upadkiem, politycy PO często mówia :”my zwyciężymy, wy przegracie. A my jako PiS ciężko pracujemy i walczymy o każdy głos naszych wyborców. Tutaj pewna arogancja dawnej władzy z PO przebija, mówienie o tym, że wygrają w tych wyborach to tak jakby sami siebie przekonywali, że to w ogóle jest możliwe. Co do sztabu, to jakbym doradzał komukolwiek, to raczej bym osób skazanych czy takich, wobec których toczyły się w ostatnich latach postępowania, to raczej bym na pierwszą linię frontu także medialno-politycznego nie dawał- ale to ich sprawa.

No właśnie, Grzegorz Schetyna mówi, że to są specjaliści od wygrywania wyborów samorządowych, wygrywali wielokrotnie, tak też było z prezydentem Sopotu, tak z panią prezydent Łodzi. 

– To niech się sprawdzą i startują do Senatu, mogę się z Panem założyć, że żaden z tych prezydentów miast do Senatu nie wystartuje, znając stare rzymskie powiedzenie, że „lepiej być pierwszym na prowincji, niż drugim w Rzymie”. Drogowskazy nie chodzą czyli powiedzą im, że mają iść, ale sami nie pójdą. Mam wrażenie, że po prostu PO teraz zmienia szyld, a dalej jest ta sama treść. A Polacy to wiedzą.

 Polska prokuratura odmówiła zatrzymania człowieka, który uciekł ze Szwecji ze swoimi dziećmi, jego dzieci zostały odebrane i przekazane do rodziny muzułmańskiej i on je odzyskał i uciekł. Szwecja żąda wydania tego człowieka. Jak Pan ocenia tą sytuację? 

 – Jestem dumny z tego, że moja ojczyzna, Polska, jest wolnym krajem wolnych ludzi. Kilkaset lat temu Rosjanie uciekali do nas z Rosji, teraz także Norweżki uciekają przed odpowiednikiem norweskiego Jugendamtu i znajdują w Polsce schronienie. Jeżeli komuś jest za ciasno gdzie indziej, to ucieka do Polski, a to jest chyba oskarżenie wobec takich krajów jak Szwecja czy Norwegia.

 Bardzo dziękuję za to spotkanie, Ryszard Czarnecki, europoseł PiS był moim gościem, a Państwo zostańcie z nami, bo program #Jedziemy trwa. 

 – Dziękuję.

 

Blog

Timmermans to zły wybór dla Polski i Europy

Posted on

Dziś o 11 nastąpi rozpoczęcie zawieszonego wczoraj szczytu UE poświęconego wyborowi nowych władz Unii ,w tym szefa Komisji Europejskiej. W związku z tym – i wisząca nad nami groźbą wyboru pewnego Holendra – proponuje lekturę komentarza, jakiego udzieliłem portalowi wpolityce.pl. Rozmowę przeprowadził red . Tomasz Plaskota. 

Jeżeli wszystkie państwa, które w  nieoficjalnych rozmowach deklarują zawetowanie kandydatury Timmermansa, potwierdzą to na szczycie Rady Europejskiej, wówczas nie będzie większości potrzebnej do jego wyboru.

Na szczycie państw G20 w Japonii państwa Unii Europejskiej, przede wszystkim Niemcy i Francja zaakceptowały kandydaturę Franka Timmermansa na szefa Komisji Europejskiej. I jego kandydatura będzie dzisiaj proponowana na szczycie unijnym – wskazuje polityk.

 Pojawia się pytanie czy do jego wyboru zostanie zebrana większość kwalifikowana. Ona wynosi 72 proc. Przy czym państwa, które tę większość tworzą, muszą stanowić w sensie demograficznym 65 proc. całej UE. Jeżeli wszystkie państwa, które w  nieoficjalnych rozmowach deklarują zawetowanie kandydatury Timmermansa, potwierdzą to na szczycie Rady Europejskiej, wówczas nie będzie większości potrzebnej do jego wyboru – przekonuje Czarnecki.

Jeżeli ktoś kto mówi dziś „nie” dla Fransa Timmermansa, zmieni zdanie i powie „tak”, wtedy ma on szansę na wybór – dodaje.

Dzisiaj wieczorem albo w nocy zapadnie decyzja w sprawie jego kandydatury. Formalny wybór ma nastąpić 17 lipca na drugim w tej kadencji posiedzeniu Parlamentu Europejskiego. Wybór pozostałych 27 czy 26 komisarzy (bez Wielkiej Brytanii) nastąpi we wrześniu lub w październiku – mówi.

Jeżeli kandydat socjalistów Frans Timmermans zostanie szefem Komisji Europejskiej, przedstawiciel liberałów ma być szefem Rady Europejskiej, a chadek Parlamentu Europejskiego.

Nie jest to wykluczone. Jako szefowa Rady Europejskiej wymieniana jest obecna komisarz do spraw konkurencji, Dunka Margrethe Vestager. Mówi się, że szefem Parlamentu Europejskiego mógłby zostać kandydat chadeków Manfred Weber – wskazuje.

Wszystko rozstrzygnie się za kilka godzin. Gdyby Frans Timmermans został szefem Komisji Europejskiej, nie byłoby to dobre dla przyszłości Europy i Polski. Przypomnę, że Timmermans dzielił państwa europejskie a zadaniem szefa KE jest łączenie. Może to być dobry wybór dla najbogatszych państw, dla państw „starej” UE. Dla państw „nowej” Unii na pewno nie będzie to dobre rozwiązanie. Przypomnę, że pan Timmermans atakował Polskę, a nie dostrzegał brutalnie tłumionych demonstracji „żółtych kamizelek” we Francji – podkreśla Czarnecki w rozmowie z portalem wPolityce.pl.

Blog

PiS – PO: 2 do 1 w prezydium europarlamentu!

Posted on

Zapraszam do lektury obszernych fragmentów wywiadu ,jakiego udzieliłem dla telewizji dziennika „Rzeczpospolita”. Rozmowę przeprowadziła red. Zuzanna Dąbrowska. Tekst został autoryzowany przed niniejsza publikacja. Został także zamieszczony w internetowym i papierowym wydaniu „Rzeczpospolitej”. 

 Zuzanna Dąbrowska: Obiecywał mi Pan podczas naszej poprzedniej rozmowy, która nie była tak dawno, informacje na temat tego, jak się w końcu ułoży Unia Europejska. Jesteśmy przed sesją Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, która rozpocznie się 2 lipca i tam – i tam właśnie co? Będzie przewodniczący parlamentu nowy już? 

– Ryszard Czarnecki, europoseł PiS: Czas jest pojęciem relatywnym. Dla mnie nasza rozmowa była bardzo, bardzo dawno temu. Już poważnie: pewnym paradoksem jest to, że decyzje personalne, gdy chodzi o te topowe stanowiska w Unii Europejskiej, przynajmniej część z nich, mogą zapaść wcale nie w Brukseli czy w Strasburgu, ba, nie w Unii, ba, nie w Europie.

 Tylko niech Pan nie mówi, że w Moskwie. 

 – W Japonii. Bo tam będzie szczyt G20. Ja nie mam antyrosyjskiej obsesji. G20, cztery największe państwa członkowskie Unii; zostawmy Wielką Brytanię, która odchodzi. Myślę, że też tutaj rola Włoch – trzymam za nich kciuki – ale nie będzie jakaś największa. Myślę, że Berlin z Paryżem będą starać się uzgodnić kandydata, który już zaraz w tę niedzielę, w zaczynającym się o godz. 18 szczycie Unii Europejskiej w Brukseli będzie przedstawiony; zarówno kandydat lub kandydatka na przewodniczącego – przewodniczącą Parlamentu Europejskiego, i kandydat na szefa Komisji Europejskiej, a to jest zasada domina, to znaczy…

Zaraz, zaraz. Zostańmy przy tych gramatycznych końcówkach na chwilkę. Przewodnicząca Parlamentu Europejskiego i przewodniczący Komisji Europejskiej? Czyli to nie Angela Merkel będzie przewodniczącą Komisji i nie Guy Verhofstadt będzie przewodniczącym Parlamentu Europejskiego? 

 – Zobaczymy. Ja mówię o przymiarkach. Wydaje się, że na dzisiaj faworytem wyścigu do stanowiska szefa Komisji Europejskiej, a więc najważniejszego de facto, jest były francuski komisarz, były francuski minister spraw zagranicznych, ale także minister rolnictwa, co dla nas jest rzeczą ciekawą, Michel Barnier, obecny negocjator warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, który jest człowiekiem bardzo powściągliwym, stonowanym. Nigdy Polski, polskiej władzy, polskiego rządu nie atakował, w przeciwieństwie do innych kandydatów typu Timmermans czy Manfred Weber. Niemcy protestują przeciwko tej kandydaturze, ale mam wrażenie, że protest niemiecki służy wylewarowaniu lepszej pozycji negocjacyjnej w kontekście po pierwsze uzyskania, no , właśnie być może szefostwa Parlamentu Europejskiego dla Niemca lub Niemki…

 Dla której Niemki? 

 – Mówi się o nazwisku osoby, która do tej pory była Spitzenkandidat, kandydatem wiodącym frakcji Zielonych na szefa Komisji Europejskiej – Ska Keller, kiedyś rzeczniczka Międzynarodówki młodzieżowej Zielonych. Osoba, która rozpoczyna właśnie trzecią kadencję europarlamentarną.

 Dobra kandydatka? 

 -Zielona.

To dyplomatyczna odpowiedź jest. 

 – Ja nie mogę zapomnieć jednak jej pewnych niechętnych i uszczypliwych wypowiedzi o naszym kraju. Natomiast bardzo kandydatura zaskakująca, o tyle, że jeszcze nigdy w historii Parlamentu Europejskiego, poza Simone Veil, nie było przewodniczącej – kobiety. To byłoby ciekawe. Skądinąd, jak policzyłem, poza Włochem Tajanim i Polakiem Buzkiem byłaby to, jeżeli by została Niemka, to byłby to trzeci niemiecki szef PE w ciągu ostatnich 12 lat,przy czym .

No tak, ale jeśli Francuz szefem Komisji, Niemiec przewodniczącym Parlamentu Europejskiego lub Niemka, to w takim razie kto szefem Rady Europejskiej? 

 – Socjaliści walczą o tę pozycję i tutaj uwaga: znowu mówi się o dwojgu kandydatów. Mówi się teraz, no ,bo jest takie znane powiedzenie dotyczące Kościoła katolickiego, natomiast może się też odnosić do Unii Europejskiej, że kto wchodzi na konklawe papieżem, to wychodzi kardynałem. Zatem to, że się o kimś mówi wcale nie oznacza, że będzie. Ale a propos szefa Rady Europejskiej, to wymienia się tutaj na razie jako takich faworytów, być może na razie, dwoje osób: premier maleńkiej Malty Joseph Muscat, moj kolega europoseł przed laty, pamiętam go dobrze. Bardzo mu się polskie kobiety podobały, tak na marginesie ciekawostka. A co ważniejsze – i chyba kandydatura bardziej poważna, rozważana już pięć lat temu – pani Thorning-Schmidt, była premier Danii. Jedna zresztą z najwyższych kobiet w polityce – mówię już tak obrazowo – która pięć lat temu była bardzo poważnym kandydatem na szefa dyplomacji unijnej, ale wtedy przegrała z panią Federiką Mogherini, bo wtedy to miało być dla socjalistów i miało być dla kobiety. To byłoby ciekawe, bo w tym momencie po raz pierwszy w historii dwa z pięciu topowych stanowisk w Unii Europejskiej, 40 proc., byłoby dla kobiet, gdyby to oczywiście się zrealizowało.

 A w „wielkiej czwórce” – dwa na dwa. 

 – A w „wielkiej czwórce” – dwa na dwa. Zostaje szef dyplomacji. Tutaj zresztą mogą być pewne podmianki. Może się okazać, że pani Thorning-Schmidt w końcu wyląduje tam, gdzie miała wylądować pięć lat temu, czyli właśnie jako wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej do spraw polityki zewnętrznej, zagranicznej i bezpieczeństwa, szefowa European External Action Service, Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, czyli unijnej dyplomacji. Natomiast jest jeszcze kwestia Europejskiego Banku Centralnego. Tutaj się bije Niemiec Jens Weidmann i Francuz Coeure. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Pani słusznie powiedziała, że jak Niemiec czy Niemka będzie szefem europarlamentu, no,to już inne stanowiska dla Niemców nie będą. Podobnie Francuz szefem Komisji Europejskiej – to już nie szefem Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem. Tutaj jest poważna kandydatura też kolegi z europarlamentu mojego, Olli Rehna. Fin, były komisarz, merytoryczny, stonowany człowiek. A to jest zasada domina, to znaczy jedna kostka przewraca następne. Ta rozgrywka jest chyba tak ciekawa, jak jeszcze nigdy, bo zwykle wcześniej już tak było z góry wiadomo, kto będzie, a teraz…

 Ale jest nowa większość, nowa koalicja. Chadecy trochę stracili na rzecz Zielonych, nowa siła, to trzeba odzwierciedlić. 

 – Chadecy stracili nie „trochę”, stracili jedną czwartą. Pani jest dyplomatką. Bardzo dużo, 25 proc. mandatów „w plecy” to jest dużo. Socjaliści 25 proc. mandatów „w plecy”, tak samo, jedna czwarta. Komuniści stracili połowę niemal. Ale ma Pani rację: Zieloni – wzrost, Liberałowie – również wzrost, mieli 70, mają lekko ponad 100. W związku z tym ta geografia polityczna jest inna, w związku z tym inna musi też być geografia personalna. A notabene propozycja, żeby pani Keller była przewodniczącą europarlamentu jest forsowana przez polityków niemieckich. Nie tylko dlatego, że jest to kwestia interesu narodowego, ale także dlatego, że to przygotowanie pod ewentualną pierwszą w historii na szczeblu federalnym koalicję Schwarz-Grün, CDU/CSU – Zieloni, za dwa lata, kiedy się zakończy czwarta kadencja kanclerz Angeli Merkel. Ja zaprzeczam – ona nie jest… Albo jest mistrzem dyplomacji, tego nie ujawnia, trzyma przy orderach, ale nie jest brana pod uwagę jako szefowa Komisji Europejskiej, ale mówi się o tym, że może być za dwa i pół roku…

 ..kiedy zakończy urząd. 

 – Brawo. Zakończy urząd i wtedy akurat kończy się, dosłownie w tym samym czasie, dwuipółletnia kadencja przewodniczącego czy przewodniczącej Rady Europejskiej, i wtedy ona może być właśnie nową przewodniczącą Rady Europejskiej.

 No dobrze, ale z tego wszystkiego, co Pan mówi, dla nas wyraźnie widoczne jest jedno: w tej całej układance nie ma Polaków tym razem. 

 – No tak, tylko że to jest w ogóle niemożliwe, bo parytety geograficzne, o których mówimy, są nieubłagane. Na ostatnich 10 lat Polacy zajmowali topowe stanowiska w Unii przez siedem i pół roku. Jerzy Buzek 2,5 roku – szef europarlamentu, dwie kadencje dwuipółletnie szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska. A więc 75 proc. w ciągu ostatnich 10 lat Polacy na topie. Tutaj oczywiście w związku z tym nie ma mowy, żeby nie tylko Polska objęła taką funkcję w tej chwili, jedną z tych pięciu czy czterech topowych, ale również kraje naszego regionu, jest to trudne. V4 na pewno nie, jak się wydaje. Mówiło się o dwóch kobietach z naszego regionu – szeroko rozumianego – gdy chodzi o te stanowiska szefa dyplomacji, szefa Rady, konkretnie o pani Dalii Grybauskaite, byłej prezydent Litwy przez dwie kadencje, kiedyś komisarz w Komisji Europejskiej.

Dobrze znana Unii Europejskiej, z takim wspólnym językiem chyba. 

 – Tak. Ona zresztą była pięć lat temu też rozważana do czołowych stanowisk w Unii, ale nie została wtedy. Ale nawet już do tego stopnia była rozważana, że ambasador litewski w USA był szykowany na prezydenta, tak się Litwini witali z tą gąską. Natomiast druga osoba to jest prezydent Chorwacji, pani Kolinda Grabar-Kitarović. Świetne relacje z prezydentem Andrzejem Dudą. Ja bym bardzo chciał, żeby ktoś z naszego regionu został gdziekolwiek, ponieważ ten „understanding”, to zrozumienie lepsze naszego regionu przez te osoby miałoby też wpływ na nasze losy.

A dlaczego Beata Szydło, która zanotowała tak znakomity, najznakomitszy wynik, która należy do obozu zwycięzców wyborów europejskich w Polsce, nie zrobi – na razie – unijnej kariery, nie dostanie żadnego ważnego stanowiska. 

 – Po pierwsze: została szefową rady sztabu Prawa i Sprawiedliwości i przed nią wielkie wyzwanie w postaci…

 To nie jest unijna kariera. 

 – Ale obciążająca czasowo. W postaci wygrania przez nią wyborów. Przypomnę, że była szefem sztabu kampanii prezydenta Andrzeja Dudy. Potem była twarzą naszej kampanii zwycięskiej, potem została premierem. A więc to jej trzecia, mam nadzieję zwycięska, kampania. Ale ja nie uciekam od odpowiedzi. Uważam, że Beata Szydło otrzyma, zostanie wybrana, mówiąc ściślej, na interesujące i ważne stanowisko.

 Ale nie będzie to wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, bo tam pan Zdzisław Krasnodębski. 

 – Tutaj jest kontynuacja. Postawiliśmy na osoby, które były. Prof. Krasnodębski – wiceprzewodniczący europarlamentu, jeden z czternastu; kwestor, czyli skarbnik, prof. Karol Karski,  jeden z pięciu kwestorów w europarlamencie. Skoro już mówimy o Polakach, to arytmetyka jest nieubłagana. Na dwudziestu członków prezydium europarlamentu – troje Polaków, według mojej wiedzy, stan na dzisiaj. Mecz PiS-PO, jeżeli ktoś się interesuje takimi meczami, 2-1 dla Prawa i Sprawiedliwości. Dwóch przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości, jedna osoba z Platformy, premier Kopacz.

 Podsumujmy: premier Kopacz, z PiS-u prof. Krasnodębski… 

 …i prof. Karski jako kwestor, bo prezydium to przewodniczący, 14 wiceprzewodniczących oraz 5 kwestorów. W sumie 20 osób.

 Bogusław Liberadzki nie dobije się swojej funkcji? 

 – Trzymam kciuki, jak za każdego Polaka. Z tego co wiem, to nie ma jeszcze nominacji u socjalistów, u socjaldemokratów. Natomiast też nie wiem, nie słyszałem, żeby, że tak powiem, był zgłaszany. Ale ja bardzo go cenię, więc mam nadzieję, że otrzyma inną, równie ważną funkcję.

Eurodeputowani Prawa i Sprawiedliwości poprą Ewę Kopacz? 

 – Jeżeli Pani zapyta mnie, to ja powiem tak, że zawsze głosowałem na Polaków.

 Pytam Pana. 

– Ja zawsze głosowałem na Polaków. Głosowałem na Jerzego Buzka, głosowałem za Januszem Lewandowskim jak kandydował na komisarza. Głosowałem na prof. Geremka, kiedy starał się, bezskutecznie, o czym się nie pamięta, 15 lat temu o funkcję przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. I głosowałem zawsze, także na pana Liberadzkiego czy panią Geringer de Oedenberg, a więc ludzi lewicy, na kwestorów czy na wiceprzewodniczącego europarlamentu w przypadku pana Liberadzkiego. Zatem zawsze głosowałem na Polaków.

Sam Pan wywołał temat komisarza, o tym jeszcze nie mówiliśmy, a to jest tak naprawdę chyba z punktu widzenia interesów Polski rzecz fundamentalna. Kiedy odbędą się w Parlamencie Europejskim przesłuchania kandydatów? 

 – Kluczowe pytanie. Pewnie nastąpi rozdzielenie: najpierw wybór szefa Komisji Europejskiej, formalnie to może nastąpić 17 lipca , w czasie drugiej sesji europarlamentu w tej nowej kadencji. Oczywiście ta osoba musi być najpierw 30 czerwca  zgłoszona na szczycie unijnym, na szczycie Rady Europejskiej. Ale będzie to samotny biały żagiel, tzn. będzie przewodniczący Komisji Europejskiej, ale nie będzie komisarzy. On będzie miał czas wakacji na to, żeby przedstawić Parlamentowi Europejskiemu 27 czy 26 kandydatów – nie wiem jak z Wielką Brytanią, 1 listopada Wielka Brytania może opuścić Unię,a może i wcześniej . Przy czym to jest kwestia konsultacji z rządami. To nie jest tak, że przewodniczący Komisji musi kupić kota w worku i na wszystkich kandydatów rządów się zgodzić. Juncker kilku odrzucił, co ostatnio ujawnił.

Czyli to jest pierwszy poziom, na którym jest selekcja. 

 – Pierwsze sito, tak. A potem, ma Pani rację, Parlament Europejski, który zawsze chce pokazać, że jest silny, że ma wpływ, więc zawsze kogoś „odstrzeliwuje”, mówiąc metaforycznie. W 2004 r. zdyskwalifikował Włocha i Łotysza, w 2009 r. – Bułgarkę, a pięć lat temu odrzucił kandydaturę byłej premier Słowenii, pani Bratušek.

I to znaczy, że rząd PiS jest gotowy na to, że kandydat wystawiony przez polski rząd też będzie „odstrzelony”? 

 – Jestem przekonany, że zgłosimy tak mocnego kandydata merytorycznego, że to będzie niemożliwe. Wiem, że Węgrzy się obawiali, że ich kandydat będzie poddany bardzo trudnemu egzaminowi, stąd chcieli, aby ów kandydat został przewodniczącym komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego, żeby przez parę miesięcy, że tak powiem, został oswojony przez ten europarlament. Ale zdaje się, że to się nie uda. Obawy, z tego co słyszę, mają także Włosi, Czesi, Słowacy, Rumuni. Zobaczymy.  Kandydatka czeska Jourová ledwo przeszła pięć lat temu, pamiętam doskonale.

Czy dla PiS-u byłoby lepiej, gdyby te przesłuchania parlamentarne odbywały się przed polskimi wyborami czy po nich? 

 – Dobrej tanecznicy nie zawadza rąbek od spódnicy, więc dla nas to jest obojętne.

 A czy to ma wpływ na wybór kandydata? 

 – Nie. Odpowiedź jest bardzo krótka: nie.

Z jakiej półki możemy się spodziewać propozycji ze strony Polski? Pytam o te półki polityczne. Powiedział Pan „bardzo merytoryczny” kandydat. No tak – ale może być bardziej techniczny, a bardziej polityczny. 

 – Myślę, że Polska ogłosi polityka.

 Kiedy? 

 – Żadne inne państwo tego jeszcze nie uczyniło, więc wtedy, kiedy inni, a więc de facto w okresie wakacji.

 Po wskazaniu szefa Komisji Europejskiej? 

 – Będą konsultacje przewodniczącego Komisji Europejskiej z poszczególnymi krajami członkowskimi, wtedy Polska swojego kandydata przedstawi.

Teraz troszeczkę zmiana instytucji. Przed nami decyzja w sprawie wiceszefa NATO. To też niesłychanie ważna i prestiżowa pozycja międzynarodowa. Mówi się w tym kontekście o szefie gabinetu pana prezydenta Andrzeja Dudy Krzysztofie Szczerskim, który podobno uzyskał poparcie Amerykanów po ostatniej wizycie prezydenta w Stanach Zjednoczonych i teraz może być prawie pewien, że jednak nominację uzyska. 

 – Ja powiem tylko tyle, że na pewno minister prof. Krzysztof Szczerski nadaje się na to stanowisko. To stanowisko numer dwa w Pakcie Północnoatlantyckim, osoba odpowiedzialna za wywiad na przykład, konkretnie mówię o jego „job description”, że tak powiem. Ta osoba nowo wybrana zastąpi dyplomatę niemieckiego, który tę funkcję sprawuje jeszcze do jesieni. Natomiast ja się nie podejmuję oceniać jakichkolwiek szans, tylko stwierdzam, że pan minister Szczerski jest bardzo dobrym kandydatem na to stanowisko.

 A czy gdyby minister Szczerski nie uzyskał tej nominacji, to wtedy komisarz byłby wskazany przez obóz prezydencki, bardziej by to było prawdopodobne? 

 – Nie chcę się w takie dywagacje zagłębiać. Trzymam kciuki za ministra Szczerskiego w kontekście NATO.

 Ostatnie pytanie będzie dotyczyło krajowego podwórka. Chodzi o pana prezydenta i o to, co ma zrobić ze zmianami w Kodeksie Karnym, które – jak mówi nawet prezydencki minister Andrzej Dera – były przygotowane przynajmniej ze złamaniem regulaminu Sejmu. Czy prezydent powinien podpisać? 

 – Myślałem, że Pani mnie oszczędzi, cały czas mówimy o polityce zagranicznej.

 Nie ma litości w dziennikarstwie i polityce. 

 – Już patrzę na zegarek, już chcę wychodzić, a tutaj na końcu pytanie o politykę krajową. Pan minister Andrzej Dera w dość ekspresyjny sposób pokazał taki dystans, powiedziałbym, swój, myślę że nie tylko swój, do tego projektu. Relacje między rządem a panem prezydentem obecnie są bardzo dobre, więc na pewno nie możemy mówić, że ktoś komuś będzie czynił na złość. Natomiast pan prezydent ma różne drogi. Po pierwsze – zaakceptować, podpisać. Po drugie – odesłać do Trybunału Konstytucyjnego, żeby sprawdzić zgodność z ustawą zasadniczą. Po trzecie – zawetować.

 A Trybunał już po kilku latach zajmie się tą sprawą. 

 – Nie, no ,teraz Pani jest troszeczkę złośliwa. Akurat Trybunał ,myślę,że pracuje dość szybko. Chyba Pani nie krytykuje damy na stanowisku prezesa Trybunału?

 Damy, tak jak i mężczyźni, muszą być traktowane równo, więc też można je krytykować. (….) 

 

 

 

 

Blog

Drugi wyborczy wynik PiS w UE ułatwia Polsce rozmowy w Brukseli

Posted on

Polecam lekturę obszernych fragmentów wywiadu, jakiego ostatnio udzieliłem dla TVP 3 Warszawa i Radia dla Ciebie. Rozmowę przeprowadził red. Michał Kolanko („Rzeczpospolita”). Została ona spisana,  jej tekst jest autoryzowany.

 Dzień dobry, Michał Kolanko, audycja „Polityka w Południe”, dziś moim i państwa gościem jest europoseł Ryszard Czarnecki z Warszawy, witam serdecznie. 

 – Witam Pana, witam Państwa.

 Chciałbym zapytać na początek o temat, który grzeje opinię publiczną, Polska zablokowała ustalenia ostatniego szczytu unijnego w sprawie klimatu i dojścia do tzw. neutralnej emisji CO2 w 2050 roku. Dlaczego? 

 – Warto podkreślić, że aż 1/4 krajów członkowskich Unii, według mojej wiedzy, była temu przeciwna. Z krajów Grupy Wyszehradzkiej także Czechy i Węgry, z krajów bałtyckich Litwa i Estonia, z krajów bałkańskich Rumunia, a także Chorwacja. Dlaczego? Z prostego powodu. Nie widzimy żadnego powodu, by podwyższać podatki polskim obywatelom, a uzyskane z tego środki przeznaczać na walkę o lepszą ekologię. Nie będziemy podwyższać podatków, ale oczekujemy od Unii jasnych programów rekompensacyjnych. Chciałem też podkreślić, że średnia emisja CO2 w Unii jest uwaga wyższa, niż emisja CO2 w Polsce. Polska ma niższą emisję CO2 niż Niemcy. Ponadto myśmy jako kraj wywiązali się z zobowiązań z protokołu z Kyoto : mieliśmy zmniejszyć redukcję CO2 o 6%, zrobiliśmy 5 razy więcej, bo prawie 30% redukcji, a tymczasem kraje Unii Europejskiej z dawnej „Piętnastki”, które rozliczają się wspólnie, one nie dokonały zaplanowanego zmniejszenia emisji. Ich redukcja nie została osiągnięta na poziomie takim, jaki obiecywały . Nie widzę żadnego powodu, aby polskie społeczeństwo płaciło za te unijne wymysły. I zamiast docenić to, co zrobiła Polska – która de facto osiągnęła gigantyczne postępy przez ostatnie 30 lat – również dzięki wsparciu obywateli, bo to dzięki ich podatkom, to teraz zamiast to docenić, to każą nam jeszcze więcej płacić. A Niemcy i inne kraje miały dziesięciolecia, żeby dostosować się do unijnych standardów.

 A nie martwi Pana to, że na polskim podwórku ta decyzja może być wykorzystywana przez opozycję, że PiS nie chce walczyć ze zmianami klimatycznymi i tak dalej? 

 – Proszę nie żartować, przecież smog nie wziął się za czasów rządów PiS, przeciwnie, za czasów rządów PO-PSL byliśmy karani przez instytucje unijne za brak skutecznej walki ze smogiem. Co do emisji i CO2, my to czynimy i to podkreślam, w większym stopniu niż inni, ale musimy apelować o pewne proporcje. Europy dotyczy wyłącznie 11% emisji, a na przykład Rosji z Ameryką aż 40% całkowitej emisji. Rosja to po pierwsze nasz sąsiad , a po drugie, według protokołu z Kyoto nie musiała robić żadnej redukcji CO2. A mamy jeszcze dalej Chiny, które na potęgę kopcą. Unia Europejska nie usiłuje wpłynąć na te potęgi jak Rosja, Chiny czy Ameryka, które nie podpisały protokołu z Kyoto i nie zaistniały w Paryżu w 2015 roku – a mówię o tej nowej wersji Kioto, gdzie polski rząd odniósł bardzo duży sukces, przypominam, osiągnięcia ministra Jana Szyszko. Nie widzimy więc żadnego powodu, dlaczego Unia to nas ma stawiać pod pręgierzem czy cały region Europy Środkowo-Wschodniej, a nie naciskała na Rosję czy Chiny żeby redukcji emisji dokonały.

 Czy ta decyzja może mieć wpływ dla Polski w kwestii obsady stanowiska w Komisji Europejskiej, że może być teraz rodzaj reakcji ze strony brukselskich elit? 

 – Nie można wykluczyć żadnego z 7 państw, w tym mającej unijna prezydencję Rumunii, więc to są dwie różne planety.

Ostatni szczyt unijny przyniósł impas, z tych informacji które są wynika, że kandydatura Manfreda Webera została zablokowana. A jeśli nie Weber, to kto, kto na tej najważniejszej posadzie unijnej byłby? 

 – Jako Polak bardzo się cieszę, że odpadli kandydaci, którzy Polskę atakowali, tego im nie można wybaczyć, zwłaszcza Frans Timmermans, który prezentował spory antypolonizm, również Manfred Weber, który przyjeżdżał do Polski w kampanii wyborczej, wtrącając się w nasze wewnętrzne sprawy i wspierając koalicję PO-PSL, a pamiętam też jego wypowiedź, że nikt z PiS nie będzie mógł mieć żadnego przedstawiciela w unijnych strukturach, a tymczasem wybory do prezydium Parlamentu Europejskiego za parę dni i okaże się, że PiS będzie miał tam dwóch przedstawicieli, a PO tylko jedną osobę.

 A kto to będzie? 

 – Gdy chodzi o prezydium Parlamentu Europejskiego, jednogłośne poparcie naszej frakcji politycznej EKR – Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, uzyskali prof. Krasnodębski na wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego i prof. Karski na kwestora. Ze strony PO, z tego co słyszymy, pani europoseł Ewa Kopacz. Pan pytał o to, kto może być szefem Komisji Europejskiej: w tej chwili na giełdzie są 3 nazwiska, w tym dwie kobiety, przy czym jedna z nich chyba ma mniejsze szanse, bo mówimy tu o duńskiej komisarz Margrethe Vestager, ona reprezentuje frakcję liberałów, czyli trzecią siłę w Parlamencie Europejskim, więc raczej szans tych może nie mieć. Mówi się od dłuższego czasu o „czarnym koniu” czyli o Michelu Barnier – Francuz, z innej opcji niż prezydent Macron, ale może uzyskać poparcie prezydenta Republiki Francuskiej , były komisarz, były minister francuskiego rządu, obecnie oficjalny koordynator wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej i człowiek, który nigdy Polski nie atakował. Myślę, że byłby akceptowalny dla Polski. A drugą kandydaturą, o której się mało mówi w obiegu publicznym, która również jest rozważana przynajmniej na dzisiaj, to jest kobieta z naszego regionu – prezydent Chorwacji, pani Kolinda Grabar-Kitarović- gdyby ona została to byłoby to bardzo dobre dla naszego regionu, bo ona rozumie „nową Unię”, a przypominam, że Chorwacja weszła do Unii 1 stycznia 2013 roku, więc 6 lat temu. Oprócz tego ma też przyjazne relacje z prezydentem RP Andrzejem Dudą.

 Myśli Pan, że ta decyzja zapadnie już 30 czerwca, podczas kolejnego szczytu? Bo jak Pan wspomniał, 2 lipca czy 1 lipca będą decyzje w sprawie prezydium Parlamentu Europejskiego, więc dobrze byłoby mieć elementy układanki, które stworzyłyby pewien pakiet, a w tym pakiecie jest szef Parlamentu też. 

 – Donald Tusk powiedział, że jest optymistą i przed szczytem, który zakończył się w ostatni czwartek mówił, że tego kandydata na szefa Komisji Europejskiej państwa członkowskie znajdą. Pomylił się. To po raz kolejny była taka PO – Pusta Obietnica. (….) Agenda jest następująca: 1 lipca zakończenie kadencji 2014-2019 i 2 lipca prezentacja kandydatów na szefa PE oraz 3 lipca wybór nowego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, zaraz potem wybór 14 wiceprzewodniczących i 5 kwestorów europarlamentu, a potem pytanie:  co dalej ? Teoretycznie wybór szefa Komisji Europejskiej jest wpisany na druga dekadę lipca – wybór przewodniczącego  Komisji Europejskiej może się odbyć 17 lipca, ale na pewno nie będzie wtedy wybrana cała Komisja z jej 7 wiceprzewodniczącymi, bo tylu ich było dotychczas – chyba że nowy szef podejmie decyzję o zmniejszeniu tej liczby z 7 do 4, bo tak było na przykład w kadencji 2004-2009. Uważam , że to się opóźni i będzie jesienią- to może być wrzesień lub październik.

 Pytanie też co z polskim kandydatem na komisarza, czy też w takim razie będzie to nazwisko znane jesienią oficjalnie? 

 – Niekoniecznie, ale niewykluczone. Myślę, że tu mamy doborowe grono potencjalnych kandydatów. Jest taka zasada niepisana, która generalnie jest przestrzegana, a mówię o niej po raz pierwszy publicznie, że jeżeli jakieś państwo ma w danej kadencji komisarza – mężczyznę, to przyjęło się, żeby w kolejnej komisarzem z tego kraju była kobieta, ale też i odwrotnie, choć w drugą stronę ten wymóg nie jest aż tak respektowany i wymagany. A to oznacza, że po pani komisarz Bieńkowskiej może być mężczyzna, ale nie musi. Są oczywiście wyjątki, takimi wyjątkami były Niemcy czy Francja, gdzie ostatnio cały czas mężczyźni są komisarzami. Jednak jeszcze żadne państwo nie przedstawiło swojego kandydata na komisarza, nie widzę więc powodu, żeby Polska miała to teraz czynić.

A jaka teka polski rząd najbardziej teraz interesuje? 

 – Tak na zdrowy rozum, to te obszary, które z punktu widzenia polskiej gospodarki są kluczowe, a więc polityka energetyczna, klimatyczna, rynek wewnętrzny, wszelkie resorty gospodarcze. Na pewno o to będzie toczony dyplomatyczny bój.

 A czy po wyborach i po zwycięstwie PiS myśli Pan, że łatwiej będzie to starcie dyplomatyczne toczyć, czy pozycja Polski przez to wzrosła? Chyba nawet o tym premier Morawiecki wspominał, że po wyborach europejskich w Brukseli na Polskę spogląda się teraz inaczej. Pytanie, czy to sprawia, że będziemy mieli silniejszą tekę, bardziej znaczącą? 

 – Jest faktem, że obecny rząd uzyskał potwierdzenie bardzo silnego mandatu demokratycznego, PiS uzyskał w sensie procentowym drugi wynik w całej Europie po węgierskim Fideszu, skądinąd najwyższy wynik procentowy , gdy chodzi o wszystkie polskie wybory pomijając komunę. PiS pobił nawet wynik Narodowej Demokracji sprzed wieku, gdy chodzi o procent głosów, bo tam Oboz Narodowy miał ok. 42%. Natomiast na pewno w tej chwili mamy mocniejszą pozycję, ale i mądrze gramy układem regionalnym. To wzmacnia polskie aspiracje, postulaty, a także postulaty innych krajów „nowej Unii”.

 (…) V4 czyli Grupa Wyszehradzka działa, ale również Polacy starają się mocno współpracować szerzej:  Polska jest łącznikiem trzech modułów – bałkańskiego, bałtyckiego i wyszehradzkiego.

 Pytanie też o, na przykład, zmiany w Unii Europejskiej, bo ta Komisja będzie inna niż Komisja Junckera i Timmermansa i to może sprawić, że dyskusje, które będzie odbywał polski rząd, będą łatwiejsze. Czy transformacja brukselskiej elity się odbywa? 

 – Na pewno te rozmowy i dyskusje będą bardziej merytoryczne i mocniej ukierunkowane na polską gospodarkę właśnie, ale też przestrzegam przed wyobrażeniem ,ze będzie idylla. To nie jest tak, że Unia się całkowicie zmieniła, w wielu krajach rządzą te same ekipy, które już rządziły, choć np. w Grecji będzie zmiana i postkomunistów zmienią konserwatyści, zapewne w Danii liberałów zastąpi lewica, ale generalnie to nie będzie gwałtowna zmiana, choć Parlament Europejski powinien być bardziej merytoryczny i bardziej pluralistyczny niż dotychczas.

Czyli mniej będzie, gdy rząd PiS zdobędzie drugą kadencję, mniej wniosków o rezolucje i tak dalej? Bo też wielu posłów PO, którzy te wnioski popierali, już teraz w Parlamencie Europejskim się nie znaleźli. 

 – Tak, ale zapewne trochę małych Timmermansów, którzy będą chcieli budować swoją pozycję na atakowaniu Polski się znajdzie. Trochę radykałów liberalnych czy lewicowych pewnie uświadczymy, takich,którzy będą Polskę jako kraj przywiązujący dużą wagę do wartości konserwatywnych i chrześcijańskich atakować. Myślę natomiast, że natężenie tego ataku będzie mniejsze lub znacznie mniejsze niż dotychczas.

 A jak będzie teraz wyglądała kwestia budżetu, bo wielokrotnie rozmawialiśmy o nim na antenie radia RDC, też przewidywał Pan, że dyskusja budżetowa nie zakończy się przed zakończeniem starej kadencji i tak się stało, w związku z tym pytanie czy teraz będzie nadal wiązanie funduszy unijnych z praworządnością, czy to jest nadal cały czas jeszcze na stole, czy już w ogóle ze stołu zniknęło? 

 – Ja w tej kwestii mam inne zdanie niż premier Mateusz Morawiecki, który zapowiedział zakończenie dyskusji na temat nowego budżetu siedmioletniego na lata 2021-2027 wiosną przyszłego roku. Uważam, że to nastąpi jesienią przyszłego roku.

 A ta praworządność będzie? 

 – Nie ma w wymiarze formalnoprawnym żadnych takich regulacji unijnych, które mogłyby na to pozwolić. Ja przypomnę, że w debacie unijnej tylko jeden kraj był wymieniany w kontekście zabrania pieniędzy w kontekście praworządności i to były Węgry, a nie Polska.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Dziś moim i państwa gościem był europoseł Ryszard Czarnecki z PiS. 

 – Dziękuję bardzo.