Blog

Nikt nie zbuduje na atypolonizmie pozycji w UE

Posted on

Ten wywiad wstrząsnął opinią publiczną – ujawniłem w nim bowiem, że pan Biedroń wysyłał emaile wzywające zagranicznych polityków, aby nie głosowali na Polaków kandydujących na ważne funkcje w Parlamencie Europejskim. Biedroń zaprzeczył. Wtedy ujawniłem jego email z 10 lipca z godz.12.41… Tym bardziej polecam lekturę tej rozmowy przeprowadzonej przez red. Jakuba Pacana dla Tygodnika “Solidarność”.

 W ubiegłej kadencji Parlamentu Europejskiego panowała opinia, że Polska jest osamotniona. Zmieniło się coś teraz? 

 – Ta narracja była z gruntu fałszywa i zupełnie nieadekwatna do realiów. Polska ustanowiła swoisty rekord, jeśli chodzi o poparcie udzielane jakiemukolwiek państwu na forum ONZ kandydującemu do Rady Bezpieczeństwa-poparło nas 182 kraje. Żaden kraj wcześniej i później tego wyniku nie poprawił. To w Polsce w ciągu ośmiu miesięcy zrealizowano trzy wielkie konferencje międzynarodowe, poczynając od Zgromadzenia Parlamentarnego NATO z udziałem blisko 50 państw w lipcu zeszłego roku, szczyt klimatyczny w Katowicach w grudniu 2018 i wreszcie lutową konferencję na temat Iranu w Warszawie z udziałem bardzo wielu krajów arabskich. To tez zaprzecza tezie o izolacji Polski. Także umocowanie naszych ludzi w Prezydium PE i prezydiach komisji PE wskazuje, że nie jesteśmy odstawieni na boczny tor.

Jak wygląda nasza pozycja w nowym Parlamencie Europejskim? 

– Mamy zdecydowanie więcej niż poprzednio stanowisk w prezydiach Komisji. W Prezydium PE mamy remis z PO. Kwestor – jeden z pięciu – prof. Karol Karski został wybrany przez aklamację, PO ma wybraną większością głosów Ewę Kopacz, która jest jedną z czternastu wiceprzewodniczących PE. W komisjach europarlamentarnych PiS ma trzech wiceprzewodniczących, ja zresztą jestem wiceszefem Komisji Petycji, Witold Waszczykowski wiceprzewodniczącym  Komisji Spraw Zagranicznych i Zdzisław Krasnodębski wiceszefem Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii. PO ma dwóch wiceprzewodniczących. Niebawem odbędą się wybory na szefów delegacji odpowiedzialnych za kontakty z krajami trzecimi i Polacy mają tam spore aspiracje : zapewne przedstawiciele PiS obejmą szefostwo dwóch kluczowych delegacji: UE – Rosja i UE- Ukraina oraz wiceprzewodnictwo kilku istotnych Zgromadzeń Parlamentarnych .

 Do PE wszedł Robert Biedroń i już podobno widać jego obecność. 

– Jego wejście do PE sprawiło, że teraz anty-PiS nie dba o pozory. Wcześniej posłowie opozycji zwalczali rząd w Warszawie bardziej w białych rękawiczkach, teraz już nie mają hamulców. Otóż nowy poseł lewicy Robert Biedroń rozesłał maila do europosłów rożnych frakcji, apelując w nim, by nie głosować na przedstawicieli PiS-u i wymienił nazwisko moje, premier Szydło, Krasnodębskiego i Witolda Waszczykowskiego. W zeszłej kadencji Julia Pitera i pani von Thun und Hohenstein na Komisji Kontroli Budżetowej PE atakowały Janusza Wojciechowskiego, kandydata Polski do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, czyli europejskiego NIK-u, zupełnie otwarcie, namawiając do odrzucenia jego kandydatury, ale akcja pana Biedronia miała jednak szerszy charakter.

Czy wśród innych europarlamentarzystów spotkał Pan podobne praktyki, by skarżyli się na własne państwo? 

 – Nie, to jest sytuacja absolutnie wyjątkowa. Prowadząc obrady PE, widziałem wiele debat, podczas których francuscy czy hiszpańscy europosłowie skakali sobie do gardeł, natomiast sytuacja, w której wysyła się maile czy namawia się, by nie wybierać własnych rodaków na stanowiska, które im się należa zgodnie z systemem  D’Hondta, to rzecz absolutnie niespotykana. Opozycja ustanawia na forum międzynarodowym nowe haniebne standardy.

 Ale niewybranie premier Beaty Szydło nie świadczy chyba o silnej pozycji Polski w UE. 

– Wbrew temu, co opozycja mówi, że to pierwszy w historii taki przypadek, taka sytuacja zdarzyła się już pięć lat temu. Na najważniejsze stanowisko, bo komisarza, nie została wybrana była premier Słowenii Alenka Bratušek, którą odrzucono w głosowaniu, choć była z mainstreamowej i euroentuzjastycznej frakcji liberalnej. Te linie podziału nie idą po linii frakcyjno-partyjnej, tylko chodzi o regiony, a konkretnie o „nową Unie”, czyli kraje Europy Środkowo-Wschodniej. W przypadku premier Beaty Szydło była to ewidentna zemsta za to, że Polska zorganizowała front krajów, które obaliły uzgodnioną wcześniej przez nieformalne „biuro polityczne” UE, czyli Niemcy i Francję poszerzone o Holandię i Hiszpanię, kandydaturę Fransa Timmermansa na szefa Komisji Europejskiej.

Jednak Beata Szydło nie została szefową Komisji Zatrudnienia i Spraw Socjalnych PE. 

– Tak, to była wendeta, bo nadawała się na to stanowisko jak mało kto. Ale Polska przy wyborze szefa Komisji wysłała  sygnał, że polityk, który buduje swoją pozycję na antypolonizmie, jak Frans Timmermans, nie ma szans na wybór na ważne stanowisko międzynarodowe. Po drugie, to było działanie na rzecz zwiększenia demokracji w UE, bo nie może być tak, że cztery państwa coś między sobą ustalały, a pozostałe 24 tylko podnoszą ręce, żeby to zaakceptować. Teraz po raz pierwszy udało się spowodować, że Rada Europejska realnie wybierała przewodniczącego KE.

 Heiko Maas, szef dyplomacji RFN, poszerzył w przemówieniu to gremium o Włochy na południu i Polskę na wschodzie. 

 – Niemcy są pragmatyczni, nie tylko Maas, który wcześniej atakował Polskę, ale i kanclerz Angela Merkel . Są po prostu realistami. Oni wiedzą, że skończył się czas narzucania przez oś Berlin-Paryż reszcie Unii decyzji politycznych. W związku z tym trzeba z jednej strony dowartościować kraje Europy Południowej, z drugiej „nową Unie”, tzn. te trzynaście krajów, które weszły do UE po 2004 roku. Ja od roku mówię, że projekt europejski nie musi zjeżdżać po równi pochyłej jak do tej pory, jeżeli tylko dojdzie do porozumienia dwóch liderów. Lidera „starej Unii”, czyli Niemiec, i lidera „nowej Unii”, czyli Polski. Bez porozumienia tych państw przyszłość UE jest bardzo mglista i pesymistyczna. Uważam, że wizyta prezydenta RFN i jego wystąpienie w Wieluniu i na placu Piłsudskiego jest sygnałem, że Niemcy nawet jeśli im się nie podoba formacja rządząca Polska , to pogodzili się z faktami i uznali, że bez Polski trudno sobie wyobrazić zarządzanie i przyszłość UE.

Wystąpienie Franka-Waltera Steinmeiera było zdumiewające… 

–  Było ważne. Chciałbym jednak, aby prezydent Republiki Federalnej Niemiec i inni czołowi politycy niemieccy to samo, co mówią o polskiej tragedii do Polaków mówili też do swoich rodaków poprzez niemieckie media… Cenie słowa prezydenta Niemiec ,ale czekamy na czyny!

Niemcy już rozumieją, że bez Polski trudno sprawnie zarządzać Unią, a inne stolice, np. Paryż? 

– Słowa Jacques’a Chiraca o Polsce, która straciła okazję, by siedzieć cicho, są praktycznie realizowane przez Emmanuela Macrona. Chirac mówił, a Macron robi. Niestety udało mu się przed rokiem rozbić solidarność naszego regionu w kwestii pakietu mobilności i pracowników delegowanych – mówię tu o jego wizycie w Pradze i Bratysławie, która spowodowała oderwanie się Czech i Słowacji od bloku państw Europy Srodkowo- Wschodniej. Muszę tutaj stwierdzić, że faktycznie Paryż jest dużo bardziej ideologiczny niż Berlin, gdy chodzi o kwestie integracji europejskiej i jej skali.

Czy stajemy się coraz bardziej wymagającym partnerem dla naszych sąsiadów ze względu na świetne stosunki z USA? 

– Polska po decyzji o brexicie zastąpiła Wielką Brytanię jako sojusznika „numer 1” w Unii, co jest dla nas kluczowe w kontekście wzmocnienia naszej pozycji jako lidera regionu. Ale Polska w jakiejś mierze zastąpiła także Niemcy z czasów  Baracka Obamy jako swoisty pomost miedzy USA a Unia Europejska.

 Zbyt duży optymizm przez Pana przemawia. 

– Nie, Obama, który Europy nie znał i jej nie rozumiał, uznał, że sprawy związane z UE będzie załatwiał przez Berlin. Innymi słowy, przyjął, że ten telefon do Europy, z którego kpił Henry Kissinger, jest telefonem do Berlina. Teraz się zmieniło i Donald Trump ma telefon do Polski. Oczywiście Niemcy narzekają teraz, że to rozbija europejską jedność, ale kiedy oni byli mostem USA do Europy, to według nich było dobrze. Nigdy nie zapomnę pewnej sytuacji w windzie w europarlamencie , gdy były niemiecki dyplomata, który obecnie jest europosłem w pewnym momencie powiedział: „Czego ci Polacy jeszcze chcą, dostali tyle pieniędzy i chcą jeszcze współdecydować?”. Tak, chcemy partycypować w decyzjach Unii. Ale branie przez nas współodpowiedzialności za Europę będzie korzystne dla wszystkich-także dla Niemiec.

Blog

Frekwencja wyborcza w Polsce wyższa niż w Holandii Timmermansa

Posted on

Polecam lekturę spisanej wersji wywiadu radiowego ,jakiego udzieliłem PR 24. Rozmowę przeprowadził redaktor Grzegorz Jankowski. 

24 pytania „Rozmowa Poranka”. Może nawet więcej o kilka pytań, moim gościem jest Pan Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości, witam Pana serdecznie. 

–  Witam Pana, witam Państwa.

Dzień dobry, dzień dobry. Właśnie mam przed sobą tygodnik „Solidarność”, a  środku wywiad właśnie z Panem, tytuł brzmi: „Nikt nie zbuduje na antypolonizmie pozycji w Unii Europejskiej”. Jest antypolonizm w Unii, kto go reprezentuje? 

– W ostatnich pięciu latach bardzo spektakularnie pokazywał, że ma antypolską obsesje Frans Timmermans. I gdy doszło do wyborów na szefa Komisji Europejskiej, to został wskazany przez takie nieformalne „biuro polityczne” Unii Europejskiej, czyli przez Francję, Niemcy, z poparciem własnego kraju ,Holandii -gdzie uwaga, rząd liberalno-chadecki poparł socjalistę, poparł człowieka z innej opcji- i Hiszpanii. Te cztery kraje usiłowały narzucić reszcie państw europejskich kandydaturę Fransa Timmermansa na szefa Komisji Europejskiej. To wówczas polski rząd zainicjował akcję, nie tylko gdy chodzi o państwa naszego regionu, chociaż w dużej mierze, ale także kilka krajów z tzw. „starej” Unii, z EWG, z „Piętnastki” opowiedziało się przeciwko kandydaturze pana Timmermansa, m. in. na przykład Irlandia i Włochy i ta kandydatura upadła. A więc to jest przykład na to, że nikt , kto poważnie myśli o czołowych, kluczowych stanowiskach nie może swojej pozycji na antypolonizmie, na antypolskości budować.

Co teraz robi Timmermans właściwie? 

– Timmermans teraz będzie ponownie wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej, ale nie będzie zajmować się kwestią praworządności, tylko sprawami klimatycznymi – w tej mierze będzie kooperować z polskim komisarzem, który będzie zajmować się rolnictwem, panem Januszem Wojciechowskim. To będzie ciekawa współpraca.

Ponieważ ostatnio rozpoczęła się burza w sprawie maili Roberta Biedronia. I czytam fragment tego wywiadu: „(…) wejście pana Biedronia do Parlamentu Europejskiego sprawiło, że teraz anty-PiS nie dba o pozory.  Wcześniej szefowie opozycji zwalczali rząd bardziej w białych rękawiczkach, teraz już nie maja hamulców”. O co chodzi? 

– Chodzi o to, że gdy w PE nastąpiły wybory do prezydiów komisji, a  więc kluczowych struktur europarlamentu i gdy kandydowali Polacy, pani premier Beata Szydło, mówiący te słowa Ryszard Czarnecki, Witold Waszczykowski i Zdzisław Krasnodębski, wówczas, 10 lipca, konkretnie o godzinie 12:41 Robert Biedroń w imieniu delegacji „Wiosny” w Parlamencie Europejskim wysłał maila wzywającego zagranicznych europosłów, aby na jego rodaków, na Polaków nie głosować. Mam przed sobą skan tego waśnie maila, a pan Robert Biedroń zaprzeczał, że go wysłał, to ja pokazuję, proszę bardzo przekazuję Panu i chciałem powiedzieć, że oczekuję, żeby pan Robert Biedroń wycofał  się ze swoich słów, że ja kłamałem w tej kwestii. Tu jest dowód koronny. Jeżeli tego nie zrobi, to wytoczę mu sprawę sądową.

Tutaj jest napisane, drodzy Państwo przez szefa „Wiosny”, że zgodnie z linią naszej grupy… 

 – To jest napisane po angielsku

 … apelujemy, by nie popierać partii FIDESZU Orbana, węgierskiego premiera oraz „Law and Justice” czyli polskiej partii Prawa i Sprawiedliwości , czyli polskiej partii rządzącej. I tutaj wam wysyłam pełną listę kandydatów i są na niej Pan Waszczykowski, Pani Szydło, Pan Krasnodębski i Pan Czarnecki. Best regards, Robert Biedroń.  Czarno na białym. A autentyczność tego maila? 

– On został wysłany do, według mnie ,co najmniej stu parudziesięciu posłów z zagranicy i jak widać nie są szczelni ci europosłowie, skoro byli łaskawi mi to udostępnić.

No to w takim razie, teraz o Unii Europejskiej, ale też o sprawach polskich. Janusz Wojciechowski ma ogromne szanse zostać komisarzem do spraw rolnictwa. A czy jego celem będzie ściągnięcie do Polski pieniędzy tak, żeby polscy rolnicy dostali dopłaty na europejskim poziomie – to, co obiecywał ostatnio Jarosław Kaczyński? 

– Dobre pytanie, na razie na stole mamy budżet Komisji Europejskiej na następne siedem lat 2021-2027. I z przykrością stwierdzam, że Komisja Europejska Junckera i Timmermansa przygotowała budżet dla unijnego rolnictwa fatalny – minus 5% na CAP, Wspólną Politykę Rolną, na dopłaty minus 1 %, a pod tym podpisała się komisarz Elżbieta Bieńkowska. Mimo że jednym z większych beneficjentów Wspólnej Polityki Rolnej jest Polska, która jest największym po Grecji -procentowo -krajem ludzi zatrudnionych w rolnictwie. Szkoda, że pani komisarz Bieńkowska jednak pod takim antyrolniczym budżetem się podpisała. Teraz będziemy go korygować i to też jest zadanie nowego komisarza do spraw rolnictwa. Chociaż oczywiście na razie odbędą się przesłuchania w Parlamencie Europejskim, początek 30 września, koniec 8 października, a wcześniej poszczególne komisje, także  Komisja Rolnictwa, gdzie zresztą pan Janusz Wojciechowski przez parę kadencji  był wiceprzewodniczącym wystosowała do kandydatów na komisarzy pięć pytań pisemnych. Mają czas, żeby na nie odpowiedzieć do 26 września.

Ale o kandydatach jeszcze za chwilę, ale czy ta obietnica dopłat na europejskim poziomie opłat od 2021 roku, jak mówił prezes Kaczyński jest realna? Budżet jeszcze nie jest wynegocjowany do końca. 

– Tak, nie jest wynegocjowany, ale wynegocjowanie nastąpi w roku przyszłym. Pan Premier Morawiecki powiedział, że nastąpi to w pierwszej połowie roku 2020 roku. Mam nadzieję, że tak, być może, że to będzie w pierwszej połowie roku czyli podczas prezydencji Chorwacji. Może jednak w drugiej połowie roku za prezydencji Niemiec, bo zwykle te budżety siedmioletnie były negocjowane bardzo długo. Były to uciążliwe rokowania, które zwykle jednak kończyły się kilka tygodni przed rozpoczęciem tego okresu budżetowego, a  więc zwykle było to jesienią czy też późną jesienią w roku poprzedzającym rozpoczęcie roku budżetu siedmioletniego . Zatem teoretyczne może to być również jesienią przyszłego roku.

Jakie są szanse na te pełne dopłaty? 

– Polska tworzy koalicję – współtworzą ją kraje, dla których rolnictwo jest ważne i tutaj ponad podziałami politycznymi polski rząd wykazując pragmatyzm, podjął współpracę z krajami, które od nas się różnią, na przykład z Francją Macrona. W wielu sprawach różnimy się, ale w sprawach rolnictwa idziemy razem. Z socjalistyczną Hiszpanią jesteśmy w tej koalicji, z socjalistyczną Portugalią, gdy ta koalicja powstawała – w Grecji rządzili postkomuniści, teraz już rządzą konserwatyści. Ale rzeczywiście tutaj jest taka wielobarwna w sensie politycznym koalicja krajów, które chcą zwiększenia budżetu na rolnictwo i jestem przekonany, że to się uda. A co do dopłat, to liczymy, że te dopłaty na jeden hektar, konkretnie mówiąc, Panie Redaktorze wyniosą 280-290 euro.

280-290 euro – oby tak było. W takim razie przechodzimy już całkowicie do kraju. Co może się wydarzyć na finiszu kampanii do parlamentu, do  Sejmu i Senatu, żeby odebrać Wam zwycięstwo? 

– Z pokorą podchodzimy do tej kampanii, ja też dzisiaj w nocy wróciłem z objazdu Dolnego Śląska. Byłem wczoraj i we Wrocławiu  i w  Środzie Śląskiej i w Oleśnicy i w Trzebnicy i w Sycowie i w Ratowicach, powiat oławski. Dużo spotkań z wyborcami, walczymy o każdy głos, chcemy mobilizacji naszych wyborców, po to, żeby, jak wczoraj pan prezes Kaczyński mówił – właśnie też na Dolnym Śląsku -żeby nie było powrotu tego, co było , bo będzie nawet gorzej niż to, co było.  Walczymy o każdy głos, jesteśmy pełni nadziei, ale nie lekceważymy naszych przeciwników, oponentów politycznych, bo oni też prowadzą kampanię.

No właśnie, zsumowane poparcie opozycji, to tyle samo, a  może nawet ciut więcej niż Prawo i Sprawiedliwość, a jeśli jeszcze do Sejmu wejdzie Konfederacja, co wskazuje na przykład sondaż dla „Super Ekspresu”, to może się spełnić Wasz czarny sen. 

– Po pierwsze system d’Hondte’a jednak daje przywileje zwycięzcom, tej największej partii, która wygrywa. Po drugie frekwencja  wyborach krajowych zwykle jest wyższa lub dużo wyższa  w porównaniu z wyborami europarlamentarnymi, w  związku z tym ten próg wyborczy jest dużo wyższy niż w przypadku wyborów europejskich. Także te mniejsze partie mogą mieć problem z przekroczeniem progu, ale życie pokaże. Naprawdę z pełną pokorą i ciężko pracując podchodzimy do tej kampanii.

Prawie połowa poszła do głosowania, jeśli chodzi o wybory europejskie, był to skok ponad stuprocentowy. Jakiej frekwencji Pan się spodziewa? Pewnie dużej. I czy ta frekwencja działa na waszą korzyść. 

–  Większej frekwencji niż była w wyborach europejskich. Tak, rzeczywiście okazało się, że ta frekwencja działa na naszą korzyść. Przedtem bywało różnie. Ja jestem dumny z tego, że Polacy tak licznie poszli do urn w wyborach europejskich z prostego powodu: Polska, Panie Redaktorze ,była jednym z dwóch, jednym z trzech panstw w całej Unii z najniższa  frekwencję właśnie w wyborach do parlamentu w Strasburgu i Brukseli. Tak było w roku 2004, 2009, 2014 , obok Litwy i Słowacji byliśmy taką czerwoną latarnią w sensie wyborczym. Teraz jesteśmy w połowie stawki. Uwaga, frekwencja w Polsce była wyższa niż w ojczyźnie Pana Timmermansa – w Holandii, więc może pan Timmermans też by się zajął zwiększeniem frekwencji u siebie, a nie krytykowaniem Polski.

Timmermans czyli człowiek, którym się straszy dzieci w Polsce. 

– Nie, to jest stwierdzenie faktu, że pan Timmermans na przykład krytykując w Polsce funkcjonowanie Trybunału Konstytucyjnego zapomina, że w jego kraju Trybunału Konstytucyjnego w ogóle nie ma. Jakoś z tego tytułu Holandii krytyka nie spotyka.

No, a widzi Pan, polska lewica mówi, że jest to wielki przyjaciel Polski. 

– Definicja przyjaciela według lewicy przypomina mi to znane stare polskie powiedzenie :”Panie Boże ,chroń nas od przyjaciół, bo od wrogów obronimy się sami”.

Dlaczego po wyborach ma odbyć się jeszcze jedno posiedzenie Sejmu w starym składzie? O co tutaj chodzi, bo praktyka taka tutaj do tej pory nie była. 

– Chodzi o autorytet i powagę Sejmu. Sytuacja, w której opozycja chce zrobić z Sejmu RP, ustawodawcy taką maszynkę wybroczą, zakładnika w kampanii wyborczej opozycji, to jest rzecz niedopuszczalna i dbając o powagę Sejmu, o jego autorytet, taką decyzję podjęto. Ja uważam, że słusznie. Ja jestem europosłem, więc trudno mi się wtrącać w to, co dzieje się w Sejmie. Ale uważam, że to rzecz czysto funkcjonalna, ponieważ robienie z Sejmu takiej areny czysto kampanijnej, to nie jest rzecz mądra.

Czytałem taką plotkę. Gdzieś jeden z polityków ją przedstawiał, że jeżeli Prawo i Sprawiedliwość przegra wybory, może dojść do rozdzielenia funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości. Plotka? 

– Gdyby babcia miała wąsy, i tak dalej … To są plotki, proponuję wrócić do realu. A real jest taki, żeby nikt nie przesadzał wyniku wyborczego. I też na tym niech nikt nie buduje jakichś takich spekulacji.

To ja dokończę, drodzy Państwo. Gdyby babcia miała wąsy, to by była po prostu dziadkiem. Wracamy więc do realu – PiS postuluje płacę minimalną , dwie trzynastki w roku 2021 w roku dla emerytów, a  jeśli przyjdzie kryzys –  w Niemczech już teraz widoczne jest spowolnienie gospodarcze, a my jesteśmy powiązani gospodarczo z Niemcami. 

– Tak, to prawda, to jest nasz numer jeden, gdy chodzi o polski eksport. Również stamtąd głównie importujemy, ale zwracam uwagę, że dzięki polityce tego rządu, który umiejętnie wykorzystał koniunkturę gospodarczą ostatnich lat, który potrafił skierować duże środki do obywateli, a  obywatele skierowali te środki na rynek, właśnie wspierając rozwój gospodarczy kraju-spowolnienia w Polsce nie ma. I ta polityka polskiego rządu:  jednocześnie prorozwojowa i prospołeczna spowodowała, że nas to spowolnienie gospodarcze nie dotknęło. Jest ono nie tylko w  Niemczech, ale także w szeregu krajów Europy Zachodniej. Właśnie dlatego, że myśmy zadbali o to, ażeby cały czas utrzymywać tę koniunkturę wewnętrzna, ten popyt wewnętrzny, konsumpcyjny na produkty, na usługi. Okazało się, że te środki z 500 plus od drugiego dziecka, potem od pierwszego dziecka, te „trzynastki”, te wyprawki, spowodowały, że nasi obywatele mają wreszcie środki finansowe i mogą nimi gospodarować. Robiono  to  w sytuacji, gdy rząd walczył z deficytem budżetowym – i po raz pierwszy, uwaga, od 25 lat Polska będzie jakimś wyjątkiem w Europie, mając budżet bez deficytu. To wszystko powoduje, że to w  połączeniu ze spowolnieniem gospodarczym u naszych sąsiadów bliższych i dalszych, o którym Pan słusznie mówi  – to nas nie dotknęło, w związku z tym dobrze, że rząd prowadzi politykę nie tylko taką w perspektywie jednego roku naprzód, ale także kilku lat naprzód. Dobrze, ze Polacy wiedzą, co ich czeka pozytywnego. Nie tylko za parę miesięcy, ale za tych miesięcy kilkadziesiąt.

Jednym ze strategicznych celów rządu jest ściągnięcie Polaków, którzy mieszkają zagranicą, szczególnie w Wielkiej Brytanii najwięcej w tej chwili. Ma temu służyć podwyższona płaca minimalna w perspektywie czterech lat do 4 tysięcy złotych. Pana zdaniem, ściągnięcie Polaków z zagranicy jest realne? 

– W Wielkiej Brytanii konkretnie mieszka obecnie milion i 24 tysiące Polaków. Nieoficjalnie półtora miliona. Polacy są tam – uwaga – największa mniejszością narodową, ale nie tylko tam: także w Irlandii i uwaga, kraju poza Unią – Islandii. Po pierwsze Polacy już stamtąd wracają w jakiejś mierze. Głównie ze względu na bezpieczeństwo. Ja znam taki przykład moich przyjaciół, którzy wrócili po tym, jak w szkole ich syna w ciągu jednego tygodnia był dwa razy alarm bombowy. A to jedna z najlepszych szkół w Wielkiej Brytanii. Polacy już powoli wracają na przykład z krajów skandynawskich. Natomiast oczywiście chodzi o to, żeby ci ludzie z kapitałem, z  doświadczeniem, ze znajomością  języków obcych do Polski wracali. Ich miejsce jest w naszym kraju.

 Wrócą według Pana, realne? Dawno zapuścili tam korzenie, założyli rodziny, płacą tam podatki. 

– Jest jasne, że nie wrócą wszyscy, może nawet nie wróci większość, natomiast jako historyk powiem, że w naszych polskich dziejach wielka rolę odgrywali ludzie, którzy urodzili się poza krajem, albo ich rodzice urodzili się poza krajem w polskich rodzinach i jednak do Polski przyjechali. Tutaj żyli i dla Polski pracowali, więc wydaje mi się, że to jest słuszna metoda. Wydaje się, że sukces gospodarczy Niemiec, zanim nastąpiło spowolnienie polegał na tym, że Niemcy potrafiły ściągać ludzi, którzy nawet mieli dosyć odległe niemieckie pochodzenie i dzięki temu mieli ręce do pracy. Tutaj chodzi o to, żeby naszych rodaków, z krajów unijnych i nie tylko wykorzystać, dać im szansę. W moim przekonaniu Polska jest krajem dużych szans dla ludzi przedsiębiorczych – a oni swoją przedsiębiorczość pokazywali będąc właśnie w Anglii, Beneluksie czy innych krajach Europy Zachodniej.

To może powinniśmy też ściągać Polaków ze Wschodu, np. z Kazachstanu? 

– Pełna zgoda, mówi Pan do osoby, która jest zwolennikiem repatriacji Polaków. W Kazachstanie mieszkało jeszcze ćwierć wieku temu ponad 60 tysięcy Polaków. W tej chwili jest to mniej więcej 38 tysięcy. Ta akcja przyspieszyła  za tego rządu, ale uważam, że powinna być jeszcze bardziej ofensywnie prowadzona. Tak, w moim przekonaniu ci Polacy nie ze swojej winy znaleźli się poza granicami Polski i powinni mieć szansę w Polsce zamieszkać. Jeśli będzie taka ich oczywiście wola, bo część z nich woli mieć kartę Polaka, żyje u siebie, do Polski przyjeżdża, zna język polski, kultywuje polskość, ale chce żyć w krajach, gdzie osiedlili się ich rodzice, ich dziadkowie. I mają do tego prawo. Ale na pewno Polska powinna być, jak to powiedział kiedyś polski papież Jan Paweł II, zresztą na stadionie Crystal Palace w Londynie, na spotkaniu z polską emigracją, że Polacy poza Polską stanowią też Polskę i wydaje mi się, że powinniśmy właśnie w tych kategoriach myśleć.

Dziękuję Panu serdecznie, Ryszard Czarnecki był gościem Poranku Polskiego Radia 24. Dziękuję bardzo. 

– Dziękuję uprzejmie.

 

Blog

Nord Stream 2 czyli von der Leyen kontra von der Leyen

Posted on

Proponuję lekturę wywiadu, jakiego udzieliłem dla portalu wpolityce.pl. Rozmowę ze mną przeprowadził red. Tomasz Plaskota.

wPolityce.pl: Polska wygrywa z Gazpromem. TSUE uchylił decyzję KE ws. gazociągu OPAL. Jak pan skomentuje ten wyrok? 

 – Ryszard Czarnecki: Cieszę się, że zapadł dobry dla Polski wyrok Trybunalu Sprawiedliwości Unii Europejskiej ws. Gazpromu, ale żałuję, że Trybunał czekał z nim niemal trzy lata. Trybunał błyskawicznie działał w sprawie skargi Komisji Europejskiej wobec Polski. Był gotowy już po pół roku. A teraz TSUE potrzebował sześć razy więcej czasu. Ale sama decyzja jest słuszna. OPAL jest odnogą Nord Stream 1.

 Co ta decyzja oznacza w praktyce? 

 – Ten wyrok zmniejsza pole manewru dla Federacji Rosyjskiej. Rosja będzie musiała eksportować część gazu do Europy Zachodniej rurociągami przez Ukrainę. Paradoksalnie Rosja przez to uzależnia się w jakiejś mierze od Ukrainy. Rozmawiałem niedawno z nowym wicepremierem Ukrainy do spraw europejskich Dmytro Kulebą. Ukraina chce bardzo mocno zacieśniać więzi z UE i NATO.

 Wyrok TSUE świadczy też o tym, że polska administracja jest skuteczna, a zarzuty wobec Rosji skuteczne. 

 – Wyrok pokazuje również, że Polacy, wbrew temu, jak próbuje nam się to insynuować, nie mają obsesji na punkcie Rosji. Okazuje się, że najważniejsze instytucje unijne dostrzegają nasze zastrzeżenia i obiekcje. Komisja Europejska ma w swoich rękach instrumenty, które przy odrobinie dobrej woli mogą uderzyć w Nord Stream 2. Rurociąg skrytykowała, co jest pewną niespodzianką dla niektórych, ale dla mnie nie, nowa szefowa Komisji Europejskiej pani Ursula von der Leyen, chociaż była w rządzie, który ten projekt bardzo popierał. Daje to pewną nadzieję, że instytucje europejskie będą mówiły w tej sprawie dużo bardziej polskim głosem niż to było poprzednio.

 Ursula von der Leyen przedstawiła proponowany skład nowej Komisji Europejskiej. Na liście znalazł się Janusz Wojciechowski, któremu przypadła teka komisarza ds. rolnictwa. To już pewne, że obejmie tę funkcję? 

 – Nie, to są na razie oficjalne propozycje przewodniczącej Komisji Europejskiej. Przewodniczący KE ma nie tyle w sensie formalnym, ale zwyczajowo prawo poproszenia o zmianę kandydata państwa członkowskiego. Według mojej wiedzy Jean-Claude Juncker w czterech przypadkach z tego prawa skorzystał. Polska ogłosiła kandydaturę Janusza Wojciechowskiego znacznie wcześniej i została ona zaakceptowana przez szefowa Komisji. Jednak w dalszym ciągu to jedynie kandydatura na komisarza. Niebawem będą przesłuchania kandydatów w Parlamencie Europejskim, który musi ich zaakceptować. Każda komisja parlamentu, która zajmuje się obszarem, którego tekę ma mieć dany komisarz , ma obowiązek przedłożyć kandydatowi pisemnie pięć pytań. Pytanie muszą zostać przedłożone między 10 a 16 września. Odpowiedzi mają być udzielone do 26 września. Potemcjalni komisarze mają obowiązek przedstawić oświadczenia majątkowe. Przesłuchania odbędą się między 30 września a 8 października.

Kiedy odbędzie się głosowanie? 

 – Podczas drugiej sesji plenarnej parlamentu 22 lub 23 października w Strasburgu. W czasie przesłuchań posłowie mogą zadać kandydatom do 25 pytań ustnych i dodatkowo pytania uzupełniające. Kandydaci na komisarzy mają 15 minut na wystąpienie i dodatkowo 5 minut na podsumowanie.

Jaką większość głosów muszą uzyskać kandydaci na komisarzy? 

– Zwykłą większość. Z tym nie będzie raczej problemu, ale zwykle „odstrzeliwuje” się jednego lub dwóch kandydatów na komisarzy. Być może tak będzie i teraz. Zobaczymy.

Miejmy nadzieję, że nie będzie to dotyczyło pana Janusza Wojciechowskiego. 

 – Też żywię taką nadzieję.

 

Blog

Kaczyński locutus, causa finita

Posted on

Tak, polecam lekturę mojego wywiadu udzielonego dla portalu dorzeczy.pl. Rozmowę przeprowadził red . Damian Cygan.

Mamy zapewnione finansowanie nowych obietnic, a podatków podnosić nie będziemy – mówi w rozmowie z DoRzeczy.pl europoseł PiS Ryszard Czarnecki.

Damian Cygan: Jakie są kolejne propozycje PiS? Jarosław Kaczyński mówił w sobotę w Lublinie, że będą ujawniane podczas nadchodzących konwencji.

– Ryszard Czarnecki: Pan redaktor zmusza mnie do ujawnienia tajemnicy, niemal państwowej, czego ja nie chcę i nie mogę zrobić. Napięcie utrzymuje się tylko wtedy, kiedy jest stopniowane. Nie będę więc ujawniał tego, co planujemy, bo wtedy przestałoby to być elementem zaskoczenia.

Czy PiS ma zapewnione finansowanie swoich obietnic? Podwyższenie płacy minimalnej, “trzynastki” dla emerytów, fundusz na drogi i szpitale. Sporo tego.

– Mamy zapewnione finansowanie, bo potrafimy nie tylko obiecywać, ale i to wszystko spiąć.

Może pan zagwarantować, że nie będzie podnoszenia podatków ani wprowadzania nowych?

– Absolutnie nie myślimy o żadnym podnoszeniu podatków, nie będzie też nowych danin. Podatki podnosiła Platforma Obywatelska, choć obiecywała, że nie będzie.

Podczas wczorajszego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego Grzegorz Schetyna napisał na Twitterze “Jarek, kończ”. Opozycję to PiS ma chyba wymarzoną?

– “Kończ waść, wstydu oszczędź” – z tym cytatem z “Potopu” Henryka Sienkiewicza skojarzył mi się ten wpis.

Jakie są szanse Janusza Wojciechowskiego na objęcie teki unijnego komisarza ds. rolnictwa? Postępowanie prowadzone przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) mu nie zaszkodzi?

– Pod względem merytorycznym Janusz Wojciechowski jest doskonale przygotowanym kandydatem. Myślę, że nawet jednym z najlepszych, którzy byli oficjalnie przedstawieni. Natomiast jeśli chodzi o postępowanie prowadzone przez OLAF, to jest trochę dziwne, że taka wiadomość pojawiła się w niemieckiej prasie na kilka dni przed ujawnieniem oficjalnego składu nowej Komisji Europejskiej.

Czy jeśli Prawo i Sprawiedliwość wygra wybory, będzie wymiana premiera?

– Jarosław Kaczyński powiedział jednoznacznie, że Mateusz Morawiecki dalej będzie premierem. Także: Kaczyński locutus, causa finita.

Blog

Bruksela: gra o Komisję…

Posted on

Poszły konie po unijnym betonie… Poznaliśmy proponowany przez niemiecką przewodniczącą skład KE. Co teraz? Do 16 września każda komisja w europarlamencie ma przedłożyć pięć pytań do kandydatów na komisarzy. Potencjalni unijni komisarze mają czas na udzielenie pisemnych odpowiedzi do 26 września. Mają też przedstawić deklaracje finansowe. Przesłuchania mają się rozpocząć najwcześniej 30 września, a zakończyć najpóźniej 8 października. Głosowanie nad całym składałem komisji nie odbędzie się jednak na sesji PE w Brukseli 9-10 października, lecz dwa tygodnie później, na sesji w Strasburgu. Tak wygląda kalendarz. Co do różnic między komisją von der Leyen i komisją Junckera, to Niemka mimo że ledwo przeszła – dzięki polskim głosom – będzie miała silniejszą pozycję niż ekspremier Luksemburga. Po prostu pochodzi z najliczniejszego państwa UE, a nie z jednego z najmniejszych. Niemka będzie miała aż ośmiu zastępców. Oznacza to, że na 27 komisarzy (Wielka Brytania z niego zrezygnowała) aż 1/3 będzie stanowić prezydium KE. Tymczasem pamiętam, że w 2004 roku było tylko czterech wiceprzewodniczących KE, a w zeszłej kadencji – siedmiu. Nie dziwmy się więc potem zarzutom o eurobiurokrację…

*komentarz ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (14.09.2019)

Blog

Nowa Komisja w Brukseli

Posted on

Nowa przewodnicząca Komisji Europejskiej przedstawiła proponowany skład unijnej egzekutywy, która ma składać się z przedstawicieli 27 krajów, choć Wielka Brytania nie tylko wciąż jest w Unii, a nawet po poniedziałkowym oświadczeniu Jej Królewskiej Mości Elżbiety II jeszcze pewnie dłuższy czas pozostanie, skoro królowa nie zgadza się na wyjście wielkiej Brytanii z UE bez umowy. Wbrew temu, co niektórzy myślą  nie jest to wcale skład ostateczny KE – ten zależy od woli Parlamentu Europejskiego. A europarlament, co pięć lat stara się pokazać swoją siłę i wpływać na skład Komisji w przesłuchaniach, odrzucając jednego czy dwóch kandydatów na komisarzy. Tak było ze Słowenką (była premier!) w 2014, tak było z Bułgarką w 2009 czy Włochem i Łotyszem w 2004.

Czy tak się stanie teraz? Zapewne tak. Emocje budził potencjalny włoski kandydat, bliski współpracownik Salviniego, ale rząd w Rzymie się zmienił i Italię ma reprezentować były… lewicowy premier – co zapewne emocji nie wzbudzi. W nowej Komisji Europejskiej  ma być wręcz zatrzęsienie obecnych czy byłych europosłów. Zwłaszcza chętnie sięgają do nich kraje „nowej Unii”- jak Polska, Bułgaria, Chorwacja, Łotwa, ale też ze „starej Unii” np. Francja i Grecja. Prześladowca Polski,  Timmermans, ma być komisarzem do spraw klimatu i w związku z tym będzie współpracował z… komisarzem z Polski, bo ten obejmie rolnictwo.  Na pewno będzie to ekscytująca współpraca…

*komentarz ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (11.09.2019) 

 

Blog

Bębniarz, dożynki i nalewki czyli „Barwy kampanii”

Posted on

Można by nakręcić polski remake amerykańskiego filmu polityczno-sensacyjnego „Barwy kampanii”. Mógłbym współtworzyć scenariusz: cztery razy skutecznie kandydowałem do Parlamentu Europejskiego, cztery razy do Sejmu RP (w połowie z dobrym skutkiem), raz  w wyborach samorządowych.

Widziałem wiele. A nawet – bardzo wiele… Teraz pomagam w kolejnej kampanii sejmowej. Odwiedzam niezbyt duże miasto, słynące z ważnej fabryki. Zapraszają mnie na mecz piłkarski. Wywołują na środek boiska, wręczają koszulkę z moim nazwiskiem, kilkaset osób klaszcze i , uwaga, nikt nie gwiżdże. Grupa zagorzałych kibiców skupia się wokół bębna, na którym bębnowy wybija odpowiedni rytm i  skanduje klubowe hasła. Gdy wracam do publiczności, pojedynczy człek na mój widok krzyczy: „konstytucja”, na co bębnowy wali w bęben  i rozkazuje: „Zamknij się!”. Skutecznie.

Dożynki na Dolnym Śląsku. Jedne z wielu, pracowity weekend. Piękne wieńce dożynkowe i stanowiska z lokalnym jadłem – i napitkiem ,a jakże – zorganizowane przez poszczególne wsie. Idę od stoiska do stoiska, czyli od wsi do wsi. Częstują świetnymi serami, wędlinami, pasztetami, ale zawsze pada sakramentalne pytanie – „nalewka czy bimber?”. W jednym proponują „domowe wino”, ale przy skosztowaniu okazuje się, że to tez nalewka i do tego zupełnie nie słaba. A więc idę od stoiska do stoiska, ludzie robią sobie ze mną zdjęcia albo mi zdjęcia. Kosztuję wyroby, ale czymś popić trzeba, trudno odmówić, żeby się ludziska nie obrazili. Pierwsze stoisko, pierwszy sztos. Drugie stoisko – drugi sztos… Po szóstym czuję, że lepiej będzie, jak nie będę okazywał aż takiego szacunku dla gościnności miejscowych. Kontynuuję jedzenie, ale kategorycznie odmawiam już popitki. Trochę żałuję, bo nalewki były fantastyczne…

„Jest moc!” – mówię przy jednym ze stoisk, ale to samo chce się powiedzieć przy każdym z nich. Gospodyni radością potakuje. „Jest. I tak ma być!”…

Księża idą w dożynkowym korowodzie w długich sutannach, tradycyjnie. To w mieście, niestety, już rzadki widok. A szkoda, bo to obrazek powszechny za mojego dzieciństwa. Po obrzędach dożynkowych wielebni siadają przy jednym stole z sołtysami, wójtami, leśniczymi, komendantami policji czy straży pożarnej, miejscowymi notablami, w tym radnymi i gośćmi takimi, jak ja. Co chwilę ktoś podchodzi z wyrazami poparcia, słowami otuchy. Pozytywna energia. Tu też, można powiedzieć, a może nawet jeszcze bardziej: „jest moc!”. 

Uwielbiam dożynki, bo to część  polskiej tradycji. Nawet jeśli dożynkowych wieńców jest mniej niż dziesięć lat temu. Ale wsie położone niedaleko aglomeracji są coraz ludniejsze: ludzi przybywa w szybkim tempie, władze gminne na gwałt budują przedszkola i szkoły. To miastowi wyprowadzają się z wielkomiejskiego gwaru, chcąc spokoju, a może i tej normalności i tej tradycji. Słowa mistrza Jana z Czarnolasu: „Wsi spokojna, wsi wesoła!/ Który głos twej chwale zdoła?/ ” po czterystu pięćdziesięciu latach są dalej aktualne. To też tradycja.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (04.09.2019)

 

Blog

Hi-PO-kryzja: jak Kaczyński wskazuje premiera – to źle. A jak Schetyna – to super…

Posted on

Przedstawiam wywiad,  jakiego udzieliłem dla portalu Fronda.pl. Rozmowę przeprowadził red. Sławomir Danilczuk.

 

Fronda: Czy decyzja Grzegorza Schetyny o desygnowaniu na stanowisko premiera in spe pani wicemarszałek Małgorzaty Kidawy-Błońskiej była zaskoczeniem dla polityków Prawa i Sprawiedliwości? 

 – Ryszard Czarnecki, europoseł PiS: Była zaskoczeniem przede wszystkim dla działaczy, członków, sympatyków Platformy oraz współpracujących z nią dziennikarzy. Wmawiano im przez lata, że lider partii z definicji powinien być premierem i krytykowano prezesa Kaczyńskiego, że tym premierem nie chce być. Teraz Grzegorz Schetyna zrobił identycznie to samo, w związku z tym elektorat PO jest skołowany, ponieważ dostał lekcję podwójnych standardów. Jeżeli lider, który kieruje obozem PiS wyznacza premiera- to jest źle, a jeżeli identyczny manewr skopiowany od PiS-u stosuje Platforma- to jest dobrze. Myślę, że zamieszanie jest raczej w szeregach PO . My wzruszamy ramionami i robimy swoje.

Posunięcie przewodniczącego Schetyny jest tylko pozornie skopiowane z manewru prezesa Kaczyńskiego z 2015 r. Desygnowanie poseł Beaty Szydło na stanowisko premiera nastąpiło po intensywnej, zwycięskiej dla prezydenta Dudy i obozu PiS kampanii, kiedy jako szefowa kampanii dała się poznać z jak najlepszej strony. Ruch Grzegorza Schetyny jest decyzją podjętą w środku batalii wyborczej, decyzją wywołującą pewien chaos. 

– Rzeczywiście, my liderów naszych list ogłosiliśmy kilka tygodni przed Platformą. Okazuje się, że Platforma jeszcze zmienia te listy, i to zmienia je, przy całym szacunku, nie Chełmie czy w Krośnie, tylko w stolicy państwa. To jest jednak sytuacja będąca ewenementem także na skalę europejską. Oczywiście podłożem tego mogła być obawa, że lider PO przegra w Warszawie z Jarosławem Kaczyńskim, co utrudniłoby mu pozostanie u władzy w samej Platformie.

Mam wrażenie, że Grzegorz Schetyna nie wierzy już w zwycięstwo, jego doradcy też nie wierzą. Być może był jeszcze inny powód tej decyzji, mianowicie uznanie, że w Warszawie progresywna, „postępowa” Małgorzata Kidawa-Błońska lepiej się sprzeda niż Grzegorz Schetyna, który czuje się świetnie na Dolnym Śląsku, a w Warszawie nigdy o głosy nie walczył. 

– Zdaje się, że PO uznało, że sondaże, a co gorsza tendencje sondażowe są fatalne, w związku z tym trzeba zrobić ruch, który nie tyle pomoże wygrać wybory, co może przynajmniej uratować większą liczbę mandatow dla PO. Wydaje mi się też, że Schetyna myśli w taki sposób: jeżeli przegramy, to przegra lider, kandydat na premiera Kidawa-Błońska. Tak jak w 2005 roku Donald Tusk mrugał okiem, że przegrał premier z Krakowa Jan Maria Rokita, a nie on. Porażka Schetyny osłabiłaby go w walce o zachowanie fotela przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, a porażka wicemarszałek Kidawy-Błońskiej tak bardzo go nie osłabi. Myślę, że to jest ta główna kalkulacja szefa PO .

Nerwowych ruchów i zmian na ostatnią chwilkę jest w Platformie więcej. Sztab wyborczy, który był tak dumnie prezentowany w czerwcu tego roku zupełnie się rozsypał- szef sztabu, poseł Brejza ma poważne problemy. Programu wyborczego też nie ma. Rozpada się ta kampania przewodniczącemu Schetynie, a przecież miało to być ugrupowanie, które odsunie Prawo i Sprawiedliwość od władzy. 

– Spieszmy się kochać sztabowców Platformy- tak szybko odchodzą, trawestując wiersz księdza Twardowskiego. Hanna Zdanowska spektakularnie zrezygnowała z bycia w sztabie PO, co było ciosem dla jej partii. Może nam się nie podobać, że osoba, która była skazana jest prezydentem, ale uzyskała bardzo dobry wynik wyborczy. Pan poseł Brejza, pomijając jego problemy z prawem, to jednak został zesłany do Senatu, zaraz po tym jak w „Gazecie Wyborczej”  pojawiły się publikacje o tym, że w przyszłości może on być liderem PO.

Grzegorza Schetynę interesuje walka o utrzymanie władzy w PO, bo liczy na to, że przeczeka cztery lata ,a potem zgarnie całą pulę. Teraz i tak nie ma szans. W związku z tym bardziej interesuje go zachowanie pozycji w Platformie niż niemożliwa do realizacji walka o władzę w Polsce. I muszę przyznać, że to jest racjonalne. 

– Czy nie bardziej korzystne od łagodzenia kursu z punktu widzenia PO byłoby zachowanie twardego kursu z początku kampanii wyborczej, brutalnego języka, konfrontacyjnej retoryki, za pomocą których liderzy opozycji atakowali Prawo i Sprawiedliwość i wyśmiewali Kościół Katolicki?

Nie będę się zastanawiał, czy PO straci bardziej pod Schetyną czy pod Kidawą-Błońską. Jeżeli chodzi o realny stosunek do Kościoła Katolickiego, to Kidawa-Błońska jest ostrzejsza co do akceptacji różnego rodzaju eksperymentów, całkowicie sprzecznych z nauką społeczną Kościoła. Przypomina mi to zreszta dywagacje zachodnich sowietologów, odnośnie tego, czy na Kremlu jest więcej „gołębi” czy „jastrzębi”? Wszyscy oni, tak naprawdę, są skrojeni na tą samą, platformerską modłę. To jest zadanie dobre dla politologów, ale myślę, że przeciętny wyborca nie widzi wielkiej różnicy między Kidawą-Błońską a Schetyną. 

– Pani wicemarszałek Kidawa-Błońska wcale nie musi być mniej kontrowersyjna od Grzegorza Schetyny. W maju 2017 roku deklarowała, że jeśli będzie rządziła na pewno przyjmie 7 tysięcy uchodźców. Czy ta zmiana jest tylko taktycznym przemalowaniem szyldów?

W czynnej polityce Grzegorz Schetyna funkcjonował długo- był wicepremierem, ministrem spraw wewnętrznych, marszałkiem Sejmu, w związku z tym, siłą rzeczy jego elektorat negatywny jest większy. Pani wicemarszałek była raptem tylko wicemarszałkiem, w związku z tym tego negatywnego elektoratu nie ma zbyt dużego. Być może jest to próba uwiedzenia tych wyborców, którzy wahali się pomiędzy „starą Platformą” a lewicą- dla nich być może Kidawa-Błońska będzie bardziej atrakcyjna. Świadczą o tym pewne emocjonalne reakcje internetowe aktywu lewicy. 

 – Czy pani wicemarszałek Kidawa-Błońska ma szansę zostać Beatą Szydło Platformy Obywatelskiej?

Nie porównujmy tego w ogóle. Moja odpowiedź jest krótka: nie! Pani wicemarszałek może przemawiać na Kongresie Kobiet, ale nie do dwutysięcznego tłumu na wiecu- nie ma pewnej charyzmy, nie ma tego magnesu jeśli chodzi o wyborców. Z badań wynika, że Polacy w zwycięstwo Platformy nie wierzą. Nie ma żadnych szans, żeby wyborcy zagłosowali na Platformę i żeby Kidawa-Błońska została premierem. 

– Dziękuję za rozmowę.

Wszyscy oni, tak n

nętrznych, marszałkiem Sejmu, w związku z tym, siłą rzeczy jego elektorat negatywny jest większy. Pani wicemarszałek była raptem tylko wicemarszałkiem, w związku z tym tego negatywnego elektoratu nie ma zbyt dużego. Być może jest to próba uwiedzenia tych wyborców, którzy wahali się pomiędzy „starą Platformą” a lewicą- dla nich być może Kidawa-Błońska będzie bardziej atrakcyjna. Świadczą o tym pewne emocjonalne reakcje internetowe aktywu lewicy. 

 – Czy pani wicemarszałek Kidawa-Błońska ma szansę zostać Beatą Szydło Platformy Obywatelskiej?

Nie porównujmy tego w ogóle. Moja odpowiedź jest krótka: nie! Pani wicemarszałek może przemawiać na Kongresie Kobiet, ale nie do dwutysięcznego tłumu na wiecu- nie ma pewnej charyzmy, nie ma tego magnesu jeśli chodzi o wyborców. Z badań wynika, że Polacy w zwycięstwo Platformy nie wierzą. Nie ma żadnych szans, żeby wyborcy zagłosowali na Platformę i żeby Kidawa-Błońska została premierem. 

– Dziękuję za rozmowę.

 

 

Blog

„Najlepszy sojusznik Hitlera” – Rosja – obraża się na Polskę

Posted on

Polecam zapis mojego telewizyjnego wywiadu dla TV Republika. Rozmowę  dla wieczornego pasma tej telewizji przeprowadził ze mną red. Ryszard Gromadzki.

Dzień dobry, moim gościem jest deputowany Prawa i Sprawiedliwości, Ryszard Czarnecki, witam Pana serdecznie. 

– Witam Pana, witam Państwa z siedziby Parlamentu Europejskiego, gdzie właśnie jestem.

Panie Pośle, czy jest Pan zaskoczony tonem wczorajszego przemówienia prezydenta Franka Waltera Steinmeiera w Warszawie, ale również jego przemówieniem w Wieluniu? Takim wręcz, nie chcę tu być absolutnie cyniczny, ale wręcz takie mistyczne akcenty wybrzmiały w mowie niemieckiego prezydenta. To dosyć zaskakujące.   

– Mistyka to obszar zupełnie odległy od polityki. Nie chcę tutaj rozwodzić się jako historyk nad rola mistycyzmu w niemieckich dziejach – miał on różny wpływ, często bardzo negatywny. Natomiast powiem w ten sposób: na pewno były to słowa, które warto cytować, ale nie mówmy o przełomie, ponieważ już przepraszał Willy Brandt w 1990 roku, przepraszał były żołnierz Wehrmachtu, który napadł na Polskę w 1939 roku, a późniejszy prezydent Republiki Federalnej Niemiec Richard Weizsäcker, później również przepraszano – w związku z tym nie jest to taka pierwsza sytuacja. Są to oczywiście słowa ważne, warto je zapamiętać i potem je cytować, ale oczywiście łatwiej jest przepraszać niż płacić odszkodowania, które czasem obiegowo nazywane są reparacjami. A myślę, że jeżeli się traktuje to przepraszanie tak poważnie, solidnie, tak w zgodzie z rachunkiem sumienia, nie może ono być alternatywą dla odszkodowań. Raczej to powinna być koniunkcja. I to i to.

Ostatnie sondaże opinii publicznej w Niemczech wskazują, że zdecydowana większość uważa sprawę reparacji wojennych wobec Polski i Grecji za zamkniętą. Prezydent Donald Trump pytany o ten kontekst powiedział, że to jest sprawa pomiędzy Polską a Niemcami. Czy to oznacza, że wyegzekwowanie przez Polskę reparacji wojennych będzie niezwykle trudne? 

– Zwracam tylko uwagę, że paręnaście lat temu i wcześniej kolejne rządy takiego oczekiwania wobec Berlina nie przedstawiły, w związku z tym może być pewnym zaskoczeniem dla Niemiec , jak mi się wydaje, sytuacja, w której polski rząd to jasno formułuje. Niemcy przyzwyczajone były przez lata do tego, że kolejne rządy w naszym kraju w zasadzie traktowały Berlin jako punkt odniesienia i nie starały się sprawiać kłopotów we wzajemnych relacjach i nie artykułowały wzajemnych interesów, by nie urazić. Stąd teraz taki pewien szok, że Polacy mówią o swoich interesach, także  w kontekście odszkodowań . Ale uwaga, mianowicie dla Niemiec jest na pewno lepiej tę sprawę załatwić w wymiarze bilateralnym, dwustronnym, bo jeżeli to nie nastąpi, to mogą się spodziewać bardzo jednoznacznie i być może też publicznie, że wówczas Polska przeniesie to na forum międzynarodowe, a mówienie o tym w Parlamencie Europejskim, w Radzie Europy, na forum ONZ – to nie jest rzecz dobra dla Berlina, który bardzo mocno inwestował w taką nową politykę historyczną, gdzie bardzo mocno uwypuklało się w ostatnich 20 latach to, że Niemcy też stały się ofiarami. Przypomnienie tego, że Niemcy stały się agresorem, tego kto na kogo napadł, jakie straty poniósł naród polski, polskie społeczeństwo, Państwo Polskie  – ponad 17 procent obywateli RP zginęło- przypomnienie tego wszystkiego na pewno zrujnowałoby ten pracowicie przez lata budowany przez Niemców ich wizerunek, że Niemcy też ucierpiały od tych okropnych nazistów.

Czy w tym kontekście ten przekaz tej natury globalnej, który wczoraj wyszedł  z Warszawy w związku z obchodami i uroczystościami  związanymi z obchodami 80.tej rocznicy wybuchu II wojny swiatowej jest taki sprzyjający bardzo polskiej narracji historycznej, również w tej sprawie może przygotować pewien grunt polityczny do twardego postawienia sprawy reparacji wojennych? 

– Trafił Pan w punkt. Przede wszystkim dzisiaj walczymy o to, żeby mówiono o prawdę o polskiej historii. Tutaj w sukurs nam przyszedł dwa lat temu prezydent Trump w Warszawie, teraz na pewno Michael Richard Pence, ale też można cytować prezydenta Niemiec – a więc nawet w wymiarze tylko polityki historycznej te słowa były ważne. Ale oczywiście, jeżeli ktoś przyznaje się do ludobójstwa, do zbrodni, no ,to w takim zupełnie oczywistym wymiarze logicznym krokiem jest później kwestia roszczeń z tego tytułu, odszkodowań. Odszkodowań, które domaga się ofiara od agresora. Zatem na pewno poza tym wymiarem historycznym, poza tym, że Polska dzięki tym przemówieniom Pence’a i Steinmeiera znowu została pokazana światu jako ofiara i to jako pierwsza ofiara Niemiec w 1939 roku- to w związku z tym dało to argumenty pośrednio w tej naszej bitwie, podkreślam nie o reparacje, a o odszkodowania, mówiąc precyzyjnie.

Wczorajsze obchody w Warszawie nie przeszły bez echa, jak Pan doskonale wie w Moskwie. Tam sporo głosów pełnych irytacji, wręcz oburzenia, związanych, zdaniem wpływowych przedstawicieli rosyjskich elit politycznych, z  faktem nie przyznania zasług Rosji, według nich słusznych, związanych z udziałem Armii Czerwonej w zwycięstwie nad Niemcami. 

– Głosy pełne irytacji i krytyki wobec rządu w Warszawie, tego typu reakcji można się było spodziewać po tym przekazie, który wczoraj formułowali Andrzej Duda i Mike Pence w swoich mowach w Warszawie. Moskwa jest wściekła z prostego powodu – znowu  zostało nazwane po imieniu, czarno na białym to, co ona robi. I znowu ten taki jasny przekaz poszedł w świat. Moskwa z tytułu tego, ze kiedyś wygrała wojnę z Niemcami, z którymi przez dwa lata kolaborowała – przypomnę książkę Aleksandra Bregmana „Najlepszy sojusznik Hitlera” , a to było o Rosji sowieckiej -otóż  z tego tytułu ta Rosja chciałaby odcinać kupony od tej właśnie przeszłości, kiedy wygrała II wojnę światową, poniosła też straty. W związku z tym nie mówcie teraz o agresji rosyjskiej na Gruzję, na Ukrainę, o próbie ingerowania w interesy różnych krajów poprzez szantaż energetyczny czy inny w dawnej sowieckiej strefie wpływów,o próbach  odbudowania tych imperialnych planów Federacji Rosyjskiej – o tym nie mówcie, bo była II wojna światowa i my tam jako Rosja przyczyniliśmy się do zwycięstwa.Na to zgody być nie może. Natomiast cóż, tutaj oburzenie Rosji było takim sygnałem, że rzeczywiście: uderz w stół, a te rosyjskie nożyce się odezwą. A więc dobrze, że polski prezydent i amerykański wiceprezydent o tym mówią.

W Warszawie nie było Donalda Trumpa, choć na to liczyliśmy. Natomiast wydaje się, że ten przekaz, który został wczoraj jasno sformułowany i również dziś po rozmowach pana wiceprezydenta Mike’a Pence’a z prezydentem Andrzejem Dudą czy też po podpisaniu tej bardzo ważnej umowy dotyczącej bezpieczeństwa przy budowie sieci 5G z premierem Mateuszem Morawieckim wskazuje, że relacje polsko-amerykańskie, być może zabrzmi to dosyć banalnie, ale chyba trudno się nie zgodzić z takim stwierdzaniem, że ich stan jest bardzo dobry. Mamy też zapowiedzi dotyczące rychłego przyjazdu prezydenta Trumpa, gdzie być może te wszystkie kwestie, które są w tej chwili newralgiczne w naszych relacjach ze Stanami Zjednoczonymi zostaną potwierdzone w postaci już oficjalnych umów – deklaracji prezydenta Trumpa i prezydenta Dudy. Także ten stan wydaje się bardzo korzystny, mimo braku tej super gwiazdy światowej polityki w Warszawie jaką jest Donald Trump… 

– Paradoksalnie, wbrew protokołowi dyplomatycznemu w USA, który uniemożliwia wizyty i prezydenta i wiceprezydenta w tym samym kraju w krótkim odstępie czasu – to się może właśnie wydarzyć w Polsce. To znaczy, jeżeli wizyta lokatora Białego Domu czyli prezydenta najpotężniejszego państwa świata nastąpi w ciągu paru miesięcy, to będzie oznaczało, że gościliśmy i to z wielkim rozmachem i głowę amerykańskiego państwa i jego zastępcę. Jeżeli tak się stanie, to byłaby sytuacja niesłychanie rzadko spotykana, ale też będzie to podkreślało, że Amerykanie przywiązują wielką rolę do swojego sojusznika „numer jeden” w Unii Europejskiej, a takim sojusznikiem jest Polska. Zastąpiliśmy w tej roli Wielką Brytanię po Brexicie. Natomiast z Amerykanami byłoby dobrze w tej chwili, by nie była tylko taka współpraca militarna i taka geopolityczna, geostrategiczna – już widać, że tak nie jest. Widać, że to jest kwestia energetyki. Właśnie 5G, szereg innych inicjatyw, które obudowują ten szkielet militarny taką tkanką, która wiąże Amerykanów z nami, a to jest bardzo ważne, nie ma co ukrywać, w kontekście odstraszania Rosji. Ważne jest także to, o czym się nie mówi. Mówi się dużo o wizycie prezydenta Niemiec, wiceprezydenta USA, mało o wizycie prezydenta Ukrainy.

Prezydent Zełenski wypowiedział się, że jego rozmowy z prezydentem Dudą miały charakter przełomowy. Wydaje się, że rzeczywiście mamy do czynienia z lepsza atmosferą w relacjach miedzy Warszawą a Kijowem po wizycie prezydenta Zełenskiego w naszym kraju. 

– Sygnalizowałem to w paru artykułach na łamach „Gazety Polskiej Codziennie”, że jest nadzieja na odwilż. Prezydent Zełenski powiedział, może nawiązując do nich, „to nie jest odwilż ,to jest przełom”. Zobaczymy. Natomiast jedno jest pewne, że po pierwsze prezydent Zełenski zrozumiał, że droga – na czym mu bardzo zależy – do bliskiego sojuszu z USA idzie przez Polskę. To jest bardzo ważny sygnał.  Po drugie on inaczej niż prezydent Poroszenko, który stawiał na relację z Niemcami, prezydent Zełenski, zachowuje relacje  z Niemcami, jednak wyraźnie stawia na Amerykanów. I to jest nie ma co ukrywać, także w naszym interesie. To, że to spotkanie akurat miało miejsce teraz ,w tym momencie też jest bardzo wyraźnym sygnałem dla Kijowa, takim, że Polska jest z błogosławieństwem USA takim „playmakerem”, rozgrywającym, w tej części Europy – i z tą właśnie Polską warto grać. A w naszym interesie jest – oczywiście nie poświęcając, co podkreślam ,pamięci Polaków wymordowanych przez ukraińskich szowinistów tylko dlatego, że byli Polakami-mieć za sąsiada państwo miedzy nami a Rosja.  Mówię to jako syn mojego ojca, który mieszkał między miastami Łuck a Równe  na Wołyniu, więc wiem o czym mówię. Nie poświęcając pamięci o Polakach, którzy byli poddani ludobójstwu ze strony ukraińskich szowinistów, musimy mieć świadomość, że istnienie między nami a Rosją państwa ukraińskiego, które nie będzie częścią rosyjskiej strefy wpływów, jest w polskim interesie.

Wczorajsze obchody w Warszawie postrzegane są – i to odwołuję się do mediów z różnych krajów – niekoniecznie przychylnych Polsce jako – tu taka interpretacja chociażby izraelskiego dziennika „Haaretz” -„zwycięstwo polskiego nacjonalistycznego rządu”, ale takich głosów wskazujących na sukces polityczny tych obchodów jest więcej, choć niekoniecznie pochodzą one ze środowisk przychylnych Polsce. Jakby Pan w tym kontekście ocenił tę inicjatywę, która miała miejsce w Gdańsku, którą firmowała opozycja, która zapewne w zamyśle miała być swego rodzaju konkurencją dla uroczystości, które miały miejsce w Warszawie. 

– Nie chcę komentować politycznego przemówienia pani prezydent Dulkiewicz, która mówiła o „egzotycznych gościach” w kontekście muzułmańskiego burmistrza Londynu, czy przedstawiciela Berlina mającego również swoje korzenie poza Europą. Bo to jest przykład ksenofobii. Gdyby tak powiedział polityk PiS-u, to byłby dzisiaj rozjeżdżany przez media światowe, a tu jest wstydliwe milczenie. To pokazuje chyba, że ta Pani nie dorosła do funkcji, którą sprawuje, bo takie rzeczy można prawic na imieninach u cioci-Kloci  ,a nie w emocjonalnym wystąpieniu. Mam takie wrażenie, że próby jakichś alternatywnych uroczystości zupełnie spaliły na panewce, także dzięki mądrej decyzji premiera Morawieckiego, wicepremiera Glińskiego i ministra Błaszczaka, którzy pojawili się na Westerplatte i oni nie chcieli oddać, Państwo Polskie nie chciało oddać tych uroczystości pani prezydent Dulkiewicz i słusznie – bo to są uroczystości państwowe, a  nie tylko samorządowe. Ale jeśli już coś jest źle, to już się przyzwyczailiśmy, jak są bardzo ważne daty, rocznice, to jest próba tworzenia alternatywnych uroczystości. Szczerze mówiąc uważam, że jest to bardzo niemądre, bardzo nieuczciwe – ale to świadczy o autorach tych właśnie eventów.

To ostatnia kwestia dotycząca brukselskiego podwórka – Donald Tusk nie przyjął zaproszenia do uczestnictwa w uroczystościach związanych z obchodem uczczenia 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej w Polsce. Czy ta decyzja nie wpisuje się, nie zatacza takiego historycznego koła, w ową słynną frazę sprzed ponad trzydziestu lat o tym, że „Polska to nienormalność”? 

– Co parę miesięcy mamy cały czas ten sam scenariusz, dziennikarze zaczepiają mnie na korytarzu w sejmie czy gdziekolwiek z zapytaniem dlaczego Donald Tusk nie został zaproszony? Otóż, okazuje się, że Donald Tusk został zaproszony, jak zwykle. Może prezydent nie zadzwonił do niego osobiście, ale zaproszenia otrzymał każdy polityk pełniący funkcję w Unii Europejskiej, ale Tusk nie raczył skorzystać. To jest pewien sygnał : 80. rocznica napaści Niemiec na Polskę zdarza się raz na 80 lat, każdemu życzę, sobie też, długiego życia, ale przecież to była jednak wyjątkowa okazja, wyjątkowa uroczystość. Manifestacja wobec Ameryki, wobec Niemiec, wobec Unii Europejskiej pewnej jedności polskich polityków – ponad podziałami, w obliczu tragicznej polskiej historii- jest ważna dla polskich interesów politycznych. Okazuje się, że to nie było ważne dla przewodniczącego Tuska . Cóż, to świadczy o nim jak najgorzej.

Panie Pośle, dziękuję za tę rozmowę. Wszystkiego dobrego. 

 – Dziękuję uprzejmie, dobranoc.

 

Blog

Marzy mi się finał Polska – Rosja za rok…

Posted on

 A oto zapis rozmowy ze mną – i telewidzami TV Republika! – którą przeprowadził red. Jacek Sobala w programie z cyklu „Mówi się …”

Jacek Sobala: Witam Państwa. Jest wtorek 13 sierpnia 20:26 minęła. Jesteśmy na żywo. 22 649 12 62. Pod tym numerem telefonu znajdą państwo mnie ,ale mniejsza z tym. Znają Państwo naszego gościa. Europoseł Ryszard Czarnecki, Wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Będziemy chwilę rozmawiali o sporcie. Wczoraj byłeś gościem u Adriana Stankowskiego i tam właściwie wszystkie wątki  sportowe zostały poruszone, ale jest jedna kwestia, którą chciałbym doprecyzować. Z tego, co ja rozumiem Pan Wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej do spraw międzynarodowych odpowiada za taki drobiazg, jak te mecze naszej reprezentacji z rywalami zagranicznymi, a tymczasem podwórko krajowe i te rozgrywki ligowe itd. to już nie jest pana broszka Panie Prezesie, tak? 

– Ryszard Czarnecki: To bardziej skomplikowane. Rozgrywkami ligowymi zajmuje się struktura powołana przez kluby i męskie i osobno żeńskie. Natomiast ja zajmuję się także kontaktami z rządem. Pan Premier Morawiecki w październiku zapowiedział przekazanie 15 mln złotych w formie nagród dla siatkarzy, mistrzów świata biało-czerwonych, ale też na rozwój siatkówki . To, nie ma co ukrywać, jest to odpowiedź na starania Związku w tym także mojej skromnej osoby.

JS: To dlatego Pana Prezesa noszą na rękach, tak? 

– RCz: Wygrywamy razem. Cieszę się, że polscy siatkarze, którzy w tym roku wyjątkowo dużo latali, bo turnieje były przecież i w USA i w Chinach i w Iranie, latali w klasie biznes. To ważne, aby oni mieli dobre warunki.

JS: To duże chłopy są, a przecież muszą jakoś te nogi rozprostować. 

– RCz: Tak, ale na przykład reprezentacja Bułgarii przyleciała na mecze turnieju z Polakami do Azji w przeddzień meczu. Ze względów oszczędnościowych lecieli w klasie ekonomicznej, a potem myśmy z nimi bardzo łatwo wygrali, a oni z kolei potem potrafili ograć rywali. Są to takie drobiazgi które przyczyniają się do sukcesów.

JS: Nie, no jasne. Ja się cieszę że przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości mówi o lataniu bez kompleksów. 

– RCz: No,tak. Marzy mi się taki finał olimpijski za rok w Tokyo , Polska – Rosja tak, jak 44 lata temu w Montrealu. Bardzo bym chciał żeby wynik był taki sam albo lepszy.

JS: Za 10 dni nasze dziewczyny będą grały. W Łodzi grają ten turniej? 

– RCz: W Łodzi Mistrzostwa Europy po raz pierwszy w formule czterech państw: Polska, Słowacja, Węgry i Turcja. W Polsce co najmniej 5 meczy eliminacyjnych Polek. Start w przyszły piątek, potem sobota, potem poniedziałek, środa, czwartek, a potem mam nadzieję walka o ćwierćfinał po wyjściu z grupy, potem ćwierćfinał . Mam nadzieję, że będą walczyli o medale w Turcji.

JS: Dobrze, krótki oddech. Ja zaprezentuję, jak będzie wyglądało to, co Państwo znajdą w kioskach jutro i teraz będziemy już rozmawiali o sprawach politycznych. To jest najnowsze wydanie tygodnika „Gazeta Polska”. W numerze taka tęczowa koniczynka na okładce. W numerze między innymi obszerna analiza czym jest ideologia LGBT. Katarzyna Gójska pisze o tym, co by się stało, gdyby pewien znany muzyk oskarżony o pedofilie Krzysztof Sadowski był księdzem, a nie muzykiem itd. Serdecznie Państwu polecam. Zanim przejdziemy  dalej, telefon. Pan Tadeusz z Warszawy zanim przejdziemy do moich pytań już dotyczących stricte polityki. Kłaniam się panie Tadeuszu. Witamy serdecznie. Dobry wieczór. 

– Pan Tadeusz: Dobry Wieczór panie Jacku, Dobry Wieczór panu Czarneckiemu. Chciałem opowiedzieć o tej demonstracji homoseksualistów w Płocku.

JS: A skąd pan wie że będziemy o tym mówić? 

– Pan Tadeusz: A nie wiem, takie przeczucie. Może taki człowiek ma dar ,że akurat wyczuł temat. Sam kwiat tam był tych stałych bywalców. We wszystkich rejonach kraju, gdzie tylko jest, jeżdżą. Fantastycznie zachowali się mieszkańcy Płocka nauczeni doświadczeniem z Białegostoku. Mocno się nie awanturowali, nie rzucali w nich niczym. Tylko słownie ich pozdrawiali. Bardzo rozsądnie się zachowali. Ci sami po całej Polsce jeżdżą. Pani Scheuring -Wielgus , jak ona tam się nazywa.

JS: Panie Tadeuszu. Czy pan pamięta taki wiersz Wojciecha Młynarskiego o smutnym miasteczku ,,Smutne Miasteczko, ono sobie kiedyś pojedzie” tak mi się wydaje trzeba podchodzić do tego co ,się odbywa w Polsce. Myślę o tych tzw. marszach równości. Bardzo uprzejmie dziękuję i pozdrawiam serdecznie.  

– Pan Tadeusz: Również pozdrawiam. Do widzenia.

JS: Zaraz o Płock Pana posła zapytam. 

– RCz: Nie byłem w Płocku na paradzie.

JS: Wiem, zauważyłem. Bardzo pana brakowało. Ale chciałbym najpierw o Róży Thun zacząć. Dlatego że jak pan mnie zna, jak pan wie ja lubię ludzi. Ja z nimi często rozmawiam i ludzie tego naprawdę po porostu zwyczajnie nie rozumieją . Nie rozumieją tego jak to się mogło stać ze w tym procesie który panu wytoczyła . Teraz muszę uważać żeby czegoś nie przekręcić Róża Maria Barbara Grafin von Thun Und Hohenstein. Kiedy ona prosiła o to, żeby przełożyć rozprawę nie przedstawiając żadnego zaświadczenia lekarskiego, to sąd to uwzględnił, a kiedy Pan przedstawił zaświadczenie lekarskie, że ma pan zabieg pod  narkozą i Pan nie może w tym dniu to sąd tego nie uwzględnił i ludzie mnie pytają dlaczego. Ja nie wiem jak na to odpowiedzieć. Czym to tłumaczyć? Dlaczego? 

– RCz: Rzeczywiście jest to faktem.  Była to pierwsza rozprawa i okazała się ku osłupieniu wielu dziennikarzy, prawników pierwsza i ostatnia. Nie jest tak, że była to czwarta rozprawa, gdzie przekładałem zwolnienia lekarskie. Nie. Rzeczywiście tego dnia miałem zabieg pod narkozą, a informacja o tym nie była na ostatnią chwilę, tylko w tygodniu poprzedzającym przedstawiona przez mojego adwokata. Wydawało się, że jest oczywiste, że tak jak się sąd przyczynił do jej wniosku miesiąc wcześniej, tak samo uczyni to teraz. Okazało się że nie. Nie dostałem prawa do obrony. Nie zostałem przesłuchany. Nie mogłem ustosunkować się do tych zarzutów. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że nie jest to konieczne. Przesłuchał  panią  von Thun und Hohenstein i oparł się wyłącznie na jej zeznaniach oraz tym, co miał i wydał wyrok po 3 dniach. Wyrok skazujący, więc muszę powiedzieć, że to jest niesamowite. Oczywiście składam odwołanie.

JS: Czyli w tej chwili sytuacja jest następująca. Ma pan 14 dni na to żeby zrealizować ten wyrok sądu, tak? 

– RCz: Z tego, co mówili moi adwokaci to nawet mniej, ale to odwołanie właśnie w tej chwili jest.

JS: Powstrzymuje wykonanie tego wyroku. 

– RCz: Tak. Oczywiście będzie to rozpatrywał sąd wyższej instancji.

JS: Bardzo trudne pytanie dla pana. Który z cytatów pani Róży Mari Barbary Grafin von Thun Und Hohenstein jest pana ulubionym. To są krótkie cytaty: ,,Mamy w Polsce grupę ludzi która marzy o tym żeby zrobić w Polsce kolejny Auschwitz ,ale tym razem Niemcom” – cytat pierwszy. Drugi o obecnej władzy, bardzo krótki ,,to jest dyktatura”. Trzeci ,,dzięki Elżbiecie Bieńkowskiej Europa stanie się potęgą światową w dziedzinach obronności i kosmosu”. Przepraszam ,ale ja to któryś raz czytam i za każdym razem się śmieję. ,,Jestem na Podhalu, jak słyszę że ludzie ze Słowacji  tu przyjeżdżają na zakupy bo przyjęto euro i wszystko podrożało. Słowacy przyjeżdżają na Podhale na zakupy ,bo są bogatsi”. ,,Jeżeli Pan mówi o tych stanach chorobowych, profesor Bartoszewski też wielokrotnie o tym mówił i powtarza to od dawna, niektórzy się z tego śmiali i krytykowali ,ale chyba wszyscy się z tym zgadzają ,że to jest stan totalnie nienormalny, żeby obywatele jakiegoś kraju kontestowali demokratycznie wybrane władze i instytucje demokratycznie powołane do istnienia we własnym kraju i w dodatku robili to na arenie międzynarodowej”. Ona powiedziała tak kilka lat temu w „Superstacji”. To ostatni już cytat ,,Jechałam z lotniska wczoraj taksówką i kierowca miał różaniec na lusterku powieszony i ja od razu myślałam że PiSior”. Który jest najlepszy z tych cytatów? 

– RCz: Ten, którego Pan nie był łaskawy przedstawić.

JS: Ja wiem, ale to nie chciałem, ok. Następny proces będzie. 

– RCz: W pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia. Święta dla Polaków są szczególne, gdy słucha się kolęd, gdy spotykają się całe rodziny, gdy o wrogach czy przeciwnikach nie myślimy, a jak myślimy to też im pewnie wybaczamy lub przynajmniej nie życzymy tego dnia źle. Właśnie w ten dzień półtora roku temu Pani von Hohenstein pisała ,,(…)że PIS i inne śmieci”. Tak napisała o ludziach Prawa i Sprawiedliwości, o sympatykach Prawa i Sprawiedliwości, o tych którzy głosują na Prawo i Sprawiedliwość i to nie jest mowa nienawiści. Natomiast jak ja skrytykowałem ją za to, że na nasz kraj podnosi rękę w obcych mediach, konkretnie w niemieckiej telewizji, gdzie przedstawia Polskę  jako kraj dyktatury, gdzie te porachunki dotyczące Polski musi załatwiać na forum międzynarodowym. No,więc to są takie podwójne standardy i hipokryzja. Także mogę powiedzieć to od piątku w wykonaniu sądów.

JS: Co zrobić z tymi tzw. marszami równości czyli wracam do tego telefonu pana Tadeusza. Jarosław Kaczyński niedawno powiedział że nic nie możemy z tym zrobić . Te marsze muszą sobie maszerować dlatego że Unia nam nie pozwoli. Jeśli można ja pokaże państwu jak to wyglądało w Płocku. Jest taki krótki filmik, który znalazłem w internecie. Bardzo proszę. 

(……………….)

JS: Pełen spontan ,jak widać prawda? Możemy się jakoś przed tym obronić? 

– RCz: Muszę powiedzieć że zrobiło to na mnie wrażenie. Nie no ,poważnie. Tak jak jest seksturystyka, turystyka sportowa, tak jest turystyka parad równości. Dzisiaj miałem rozmowę z kimś, kto pracuje w Czechach. No i ten mój znajomy pyta kolegę z Pragi, o paradę, bo się odbywała, a on na to ,,a nie, to turyści z zagranicy przyjeżdżają. Nasi w tym jakoś specjalnie nie uczestniczą”. Tak sobie przypomniałem te rozmowę ponieważ to rzeczywiście jak tutaj tacy rekordziści objeżdżają te wszystkie parady i tłum robią.

JS: Przepraszam, że ci przerwę. Dlatego te parady nie mogą się odbywać jednocześnie bo by nie starczyło sympatyków, zwolenników. Natomiast jeżeli chodzi o Pragę, no, to przecież Onet zilustrował paradę w Płocku zdjęciem z Pragi właśnie. Możemy się jakoś przed tym obronić, czy nie? 

– RCz: A ja a propos tego Onetu. Ostatnio przeczytałem sprostowanie, że Onet przeprasza- to był wyrok sądu- że trzy lata temu zilustrował fotografiami Polek prowadzonych na egzekucje w Palmirach,  zdjęciami naszych rodaczek, które zginęły z rąk Niemców, swój tekst o kobietach, które żyły z Niemcami w czasie okupacji i urodziły się z tego dzieci. Coś niebywałego, że Polki, które zginęły zostały wykorzystane do takiego obrzydlistwa

JS: Pan Dariusz z Zabrza jest z nami. Kłaniamy się panie Dariuszu. Słuchamy pana.  

Pan Dariusz: Dobry wieczór Panom, pozdrawiam Pana Prezesa. Wracając trochę do wcześniejszej rozmowy, zawsze pamiętam ,,złotka” i uważam, że nie zawsze dobrym jest nastawianie na najlepszą rozgrywającą i najlepszą atakującą, bo jakoś moim zdaniem nie specjalnie im się to udaje grać. To odnośnie siatkówki. A teraz chciałem właśnie jeszcze odnośnie tej naszej starej partii, która się w zasadzie zdziwiłem że poszła z Koalicją Obywatelską, bo sądziłem że będzie właśnie zabierała wyborców platformie, którzy nie będą wspierali tego lewoskrętu. No ,ale zrobili co zrobili. W tej chwili niestety Kukiz ich uwiarygadnia. Paweł Kukiz to zawsze był jednak platformers.

JS: Jacek Liziniewicz pisze w tym numerze tygodnika o tej ciekawej rewolcie jaką zrobił Kukiz i o PSLu. Polecam panu ten artykuł. 

Pan Dariusz: No tak,na pewno jest to  ciekawe. Ja jeszcze jeśli moze poruszę taką sprawę odnośnie tego że my niestety wszyscy tak łatwo przyjmujemy ich retorykę. Używamy tych czterech liter,a to, co oni noszą to nie jest tęcza. To jest można powiedzieć flaga bojówek genderowych i po prostu na starcie dajemy sobie narzucić ich nazewnictwo żeby oni się mogli…

JS: o tym panie Darku miedzy innymi . chciałem z Panem Posłem porozmawiać, jak się przed tym bronić. Bardzo uprzejmie dziękuję i serdecznie pozdrawiam. 

Pan Dariusz: Dziękuję bardzo.

JS: Czy my jesteśmy bezradni, czy możemy się jakoś obronić? 

– RCz: Myślę, że przede wszystkim jest to kwestia odpowiednich regulacji na poziomie parlamentu. Tutaj przedstawił wiceprezydent Warszawy, pan Rabiej pewną strategię. Tak szerzej ujawnił w wywiadzie dla „Dziennika Gazeta Prawna”. Najpierw „małżeństwa” homoseksualne. W cudzysłowie „małżeństwa”, bo konstytucja  jest jednoznaczna. Małżeństwo jest to związek mężczyzny i kobiety.

JS: A potem adopcja dzieci. Tak zwany „plan Rabieja”. 

– RCz: I to rzeczywiście mówi wiceprezydent Warszawy, koalicjant Platformy i rozumiem, że taki jest plan. Jak to z kolei ujawnił Rafał Grupiński chyba nie wiedząc do kogo mówi na manifestacji Platformy, że oni tego nie będą mówić na południu Polski, w ogóle w mniejszych miastach, ale w Warszawie jak najbardziej mówić warto ,bo „trzeba wygrać te wybory”.

JS: Jeżeli PIS nie wygra tych wyborów, premierem będzie Schetyna, wicepremierem będzie Czarzasty i Biedroń i wtedy dopiero… Nie kontynuujmy tego tematu . Czy pan się boi Aleksandry Dulkiewicz. Najnowszy „Newsweek” Tomasza Lisa sugeruje, że Prawo i Sprawiedliwość się boi prezydent Gdańska. Patrzę głęboko w oczy teraz. 

– RCz: Tak, mam wrażenie że tutaj pan redaktor Tomasz Lis, ma swoje lęki zwłaszcza, jak się weekend zbliża , w weekend wchodzi z lękami i obsesjami. Nie żartujmy. Dzisiaj rozmawiałem z kimś, kto współpracuje z Urzędem Miasta w Gdańsku na co dzień. Mówi że pani Dulkiewicz prawie nie ma, jest bezkrólewie, że ona zajmuje się ,,wielką polityką”, jeździ po kraju, natomiast odpuszcza zarządzanie miastem. Z tego powstają problemy dla zwykłych Gdańszczan. Te struktury funkcjonują mało efektywnie, delikatnie mówiąc. Natomiast myślę ,że tutaj Prezydent Andrzej Duda jest bardzo poważnym kandydatem do reelekcji . Przyjmujemy oczywiście z pokorą sondaże ,które dają mu świetne wyniki, grzech pychy pozostawiając Panu Komorowskiemu i jego współpracownikom, Panu Nałęczowi i innym. Byli pewni zwycięstwa i się przeliczyli. Natomiast uważam, że Andrzej Duda te wybory po prostu wygra, jeżeli nasz elektorat się nie zdemobilizuje

JS: Bardzo serdecznie dziękuję. Na koniec chciałem jeszcze jeden cytat. Przepraszam bardzo ale myślę że pani Róża Maria Barbara Grafin von Thun Und Hohenstein zasługuje na to żeby przypomnieć jej złotą myśl ,,Straszenie ludzi szariatem jest czymś tak okropnym muszę przyznać. To można sobie po prostu zorganizować, że jedni drugich szanują i żyją jakoś razem”. I niech Pan z tym przesłaniem wraca do tej Brukseli. Bardzo uprzejmie dziękuję. 

– RCz: Jeżeli pan pozwoli to dziękuję, ale postoję, jak to się mówi.

JS: Bardzo uprzejmie dziękuję. Ryszard Czarnecki był naszym gościem. 

– RCz: Dziękuję bardzo. Kłaniam się

JS: Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia jutro. 

Blog

Bronię Zbigniewa Ziobro: zamienił wymiar niesprawiedliwości na wymiar sprawiedliwości

Posted on

 Polecam lekturę zapisu ostrego wywiadu red. Konrada Piaseckiego ze mną w porannym paśmie TVN 24. Był to wywiad z cyklu “Rozmowa Piaseckiego”.

 

Dzień dobry, witam w poniedziałkowy poranek w „Rozmowie Piaseckiego”. Moim gościem jest Ryszard Czarnecki. Dzień dobry, witam.

– Witam Pana, witam Państwa.

Cytat: „Nie zapomnimy ran, które Niemcy zadali Polakom. Przyjmujemy tę odpowiedzialność, którą narzuca na nas historia. Chylę czoła przed narodem polskim i proszę o przebaczenie” – przyzna Pan, że to godne zapamiętania słowa niemieckiego prezydenta.

– To ważne słowa.

I w odpowiedzi na nie polski premier mówi: „o stratach trzeba mówić, domagać się zadośćuczynienia” – ma to brzmieć „musicie zapłacić, a potem będziemy przebaczać”? 

– Ważne słowa prezydenta Republiki Federalnej i też ważne słowa polskiego premiera, który reprezentuje naród ofiar – i w moim przekonaniu dobrze, że premier Morawiecki podkreśla to, że mamy prawo do roszczeń.

Ale czy nie czuje Pan w tym zastawieniu jakiegoś zgrzytu, jakiegoś takiego nierównoprawnego tonu: z jednej strony jest mowa o winie, o przebaczeniu, padają słowa przepraszam, a z drugiej strony jest mowa o pieniądzach. 

– Z jednej strony był agresor, a z drugiej strony była ofiara. I proszę o tym pamiętać, Pan jest historykiem, ja też, więc o tym wiemy, a chciałem bardzo mocno podkreślić, że ja doceniam to, co powiedział prezydent Niemiec, a wcześniej szef MSZ, Frank Walter Steinmeier. Natomiast słowami nie da się zamknąć pewnego okresu. Rewindykacje z naszej strony są na poważnie i będziemy się ich domagać.

Tylko albo układamy relacje w kontekście historycznym, w takiej perspektywie historycznej , w pojednaniu i przebaczeniu, albo układamy je na interesach i pieniądzach. Nie uważa Pan, że trudno to ze sobą zestawiać. 

– Ma Pan rację, że trzeba opierać te relacje na fundamencie, jakim jest pojednanie i przebaczenie, ale elementem tego pojednania i przebaczenia tak, jak w  przypadku relacji niemiecko-izraelskich po wojnie -jest kwestia realizacji pewnych roszczeń odszkodowawczych.

Czyli Niemcy będą przepraszać, a my żądać pieniędzy. 

– Niemcy przepraszają i to dobrze. Mam nadzieję, że również niemieccy politycy będą tak samo mówić w niemieckich mediach. Natomiast to nie przekreśla ze strony Grecji czy Polski kwestii reparacji.

Czy pamięta Pan od ilu lat politycy Prawa i Sprawiedliwości mówią o reparacjach wojennych? 

– My zaczęliśmy mówić to od kadencji, w której rządzimy, od kiedy było instrumentarium.

No tak, ale mówiliście też wcześniej, Lech Kaczyński ówczesny szef PiS-u, prezydent Warszawy mówił o reparacjach już na początku wieku. 

– W kontekście Warszawy.

W 2015 roku prezes Kaczyński mówił „rachunek krzywd nigdy nie został wyrównany w sensie prawnym, ciągle jest aktualny”. Mamy cztery lata rządu, gdzie jest jakikolwiek rachunek mówiący jak duży ma być ten rachunek? 

– Po pierwsze udało się tę sprawę przenieść na poziom oficjalnych rozmów politycznych, bo przecież o tymże mówił prezydent Steinmeier spotykając się na Malcie z prezydentem Andrzejem Dudą – o tym właśnie rozmawiał, o tym Panowie rozmawiali.

Postawiliśmy twarde żądania? Bo ja nie słyszałem ani jednego zdania polskiego polityka, w którym takie, no, ciężko powiedzieć, że one są górnolotne te słowa, bo one górnolotne to nie są, ale takie słowa na użytek krajowy są wypowiadane na temat reparacji, ale nie przełożone na takie twarde realne żądanie? 

– Pan przed chwileczką był gołębiem, a teraz stał się jastrzębiem.

Ja nie jestem gołębiem, tylko zastanawiam się na ile to jest tak, że politycy PiS-u o tych reparacjach mówią, oceniają to na wszelkie sposoby. A kiedy przychodzi do rozmów międzynarodowych, to milkną i stają się dziwnie nieśmiali w tej sprawie. 

– Nie, nie jesteśmy dziwnie nieśmiali. Po pierwsze…

To gdzie jest rachunek? 

– Nad tym pracuje komisja, którą kieruje pan poseł Arkadiusz Mularczyk

 Komisja już skończyła pracę . 

– Jest przygotowywany dokument.

Tak, ale w tym dokumencie nie pada ani słowo na temat realnych strat i realnych żądań odszkodowawczych. 

-To jest kwestia ekspertów, natomiast zapewniam Pana, że jest wola, aby te sprawę na poziomie już międzyrządowym, a jak trzeba będzie to i międzynarodowym, bo tu też jest ta perspektywa – choć uważam, że Niemcy woleliby to załatwić w wymiarze bilateralnym, dwustronnym – postawić i będziemy się tego domagać.

 Panie Pośle, ale wy rządzicie od czterech lat. Przez cztery lata mogliście sporządzić bilans polskich strat wojennych, Lechowi Kaczyńskiemu, kiedy był prezydentem Warszawy udało się to zrobić w przeciągu kilku miesięcy. W ciągu kilku miesięcy stwierdził, że Warszawa poniosła 45 miliardów dolarów strat w czasie II wojny światowej. Czy jest taki dokument rządu po czterech latach, w czasie których nieustająco mówi się o reparacjach wojennych? 

– Chwała za to ś.p. prezydentowi stolicy i Państwa Polskiego, Lechowi Kaczyńskiemu, że taki bilans przedstawił. Myśmy ten temat podnieśli, także na forum prezydentów obu państw i będziemy ten temat kontynuować. Co do tempa, to pozwoli Pan, zostawić to nam.

Ale wy  o tym temacie mówicie, wy ten temat eksploatujecie na potrzeby krajowe, natomiast niewiele w tej sprawie się dzieje. Jeśli polski rząd nie jest w stanie przez 4 lata sporządzić bilansu strat Polski podczas II wojny światowej, to trudno mówić o jakichkolwiek poważnych rozmowach. Grecy to zrobili, Polacy nie są w stanie? 

– Polacy są w stanie.

To dlaczego tego nie zrobili? 

– Ponieważ po pierwsze jest to kwestia bardzo ważna, nie można przestrzelić w żadną stronę z tymi szacunkami, a po drugie, nie ma co ukrywać jest to element szerszej polityki międzynarodowej. To nie jest rzecz, która jest zawieszona w próżni.

Panie pośle, z ręką na sercu, Pan wierzy, że my dostaniemy choć jedno euro w ramach tych reparacji po 80 latach od rozpoczęcia tej II wojny światowej. 

– Tak, uważam, że i Ateny i Warszawa takie odszkodowania  – bo to jest właściwe określenie, nie reperacje, a odszkodowania- otrzymają. Jeżeli po latach rumuńscy Żydzi przedstawiają nowe wyliczenia, to myślę, że też będą adresatami ze strony Berlina, ze strony państwa niemieckiego będą adresatami również środków finansowych.

 Ale Pan by te reperacje określił w miliardy, w dziesiątki miliardów, w setki miliardów euro? 

– Wolę mówić o odszkodowaniach i na pewno nie będę mówił tutaj o konkretnych kwotach…

Nie, ja nie mówię o konkretnych kwotach, ja raczej o ich wielkości.

– Na pewno jest to kwestia  miliardów.

Setek miliardów… 

 – Natomiast  jest to kwestia szczegółów wyliczeń przedstawionych przez Rząd Rzeczpospolitej.

 Ryszard Czarnecki ma żal do Donalda Trumpa? 

– Nie. Gdyby Ryszard Czarnecki był Amerykaninem i doradcą 45.prezydenta w dziejach USA, to doradzałby mu, żeby w sytuacji trzeciego w dziejach – w sensie siły – huraganu atlantyckiego został w USA.

Ale Ryszard Czarnecki nie jest Amerykaninem, nie jest nawet Brytyjczykiem, choć w Wielkiej Brytanii się urodził i jako polski polityk nie ma żalu do Donalda Trumpa, że zamiast przylecieć do Warszawy, grał w golfa? 

– Żal to jest pojęcie ze Słownika Wyrazów Obcych, jeśli chodzi o politykę międzynarodową , był wiceprezydent Michael Richard Pence, pełne jego nazwisko …

Tu jesteście zgodni, chociaż Pan w międzyczasie imię zmienił. 

– Spolszczyłem, na Ryszard Henryk

 Był Pan Richardem  Henrym… 

– Ale już wracając do prezydenta, to bardzo rzadka sytuacja, wie Pan, bo protokół dyplomatyczny raczej nie przewiduje, by prezydent i wiceprezydent USA byli w tym samym kraju w ciągu paru miesięcy.

O ile Trump przyleci w ciągu najbliższych miesięcy. 

– Są już pewne ustalenia, myślę, że w przyszłym tygodniu usłyszymy o szczegółach.

Wierzy Pan, że Pence powie dziś coś istotnego politycznie, czy to zostawi na deser w postaci wizyty Trumpa? 

– Jestem  przekonany, że coś powiedzieć musi, w wymiarze gospodarczym, jak i szczególnie militarnym. Natomiast, jeżeli nie powie wszystkiego, to znaczy, że prezydent Trump się jeszcze zjawi.

To znaczy, że szykuje się dalszy ciąg przeprowadzki żołnierzy amerykańskich z Niemiec do Polski? Taką perspektywę Pan widzi na dzisiaj? 

– Ja wolę mówić  – ze względu na to, iż trzeba być dyplomata w relacjach polsko-niemieckich – że kontyngent amerykański będzie powiększony, a skąd się weźmie, to już decyzja USA.

Pamięta Pan, jak Pan się cieszył, ż politycy obozu PiS nie są izolowani i, że politycy PiS pełnią ważne stanowiska w Komisji Europejskiej i w Parlamencie Europejskim  

– W Komisji będzie polski komisarz.

Miał być nim Krzysztof Szczerski.

– Ale jest nasza decyzja, że będzie nim Janusz Wojciechowski

Czy to nie zdanie szefowej KE, że nie chce Krzysztofa Szczerskiego? 

 – Nie, nie.

On się wycofuje, ponieważ mówi, że nie widzi zrozumienia dla swoich aspiracji. 

– Krzysztof Szczerski to fantastyczny fachowiec i byłby świetnym komisarzem, jeśli chodzi o kompetencje i tekę dotyczącą polityki międzynarodowej, czyli rozszerzenia Unii.

Miał być w NATO, miał być w Komisji Europejskiej, nigdzie się nie pojawił. 

 – Jeżeli jest rozważny na stanowisko numer dwa w NATO czy komisarza, to znaczy, że jest człowiekiem bardzo kompetentnym, to znaczy, że jest w grze.

 No, Panie Pośle, ja rozumiem, że jest rozważany, ale przegrywać ciągle wyścigi w byciu rozważanym jest mniej przyjemne 

– Ja uważam, że to bardzo dobrze świadczy o ministrze Szczerskim, że wiedząc o stanowisku polskiego rządu i rolnictwie uznał, że to nie jest jego „job description” – i że jest dobry w innym obszarze, ale akurat nie w rolnictwie.

Pan mniej więcej w czerwcu pisał takiego tweeta, że „W 20-sobowym prezydium PE będzie dwóch polityków PiS-u, jeden z PO. Ktoś coś o izolacji?”. Potem tak: Krasnodębski przegrywa wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, Beata Szydło przegrywa szefowanie komisji, Krzysztof Szczerski walkę o fotel komisarza – to wygląda jak ciąg klęsk Prawa i Sprawiedliwości. 

– Po pierwsze, jeśli chodzi o prezydium parlamentu jest remis 1:1 – to dotyczy wybranego przez aklamację, jednogłośnie Karola Karskiego jako kwestora – wśród pięciu kwestorów.

 Ale Zdzisław Krasnodębski miał być perłą w koronie w postaci wiceprzewodniczącego i co się stało? 

 – Pan wie, co się stało. Jest remis jeden do jednego.

 Beata Szydło miała być przewodniczącą Komisji i … 

 – Gdy chodzi o członkostwo w prezydium komisji PE, to mamy trzy osoby ze strony Prawa i Sprawiedliwości i dwie ze strony Platformy. Trzy do dwóch.

 Czemu Beacie Szydło się nie udało? 

– Mówię wprost: w sensie merytorycznym była polska premier i wicepremier do spraw polityki społecznej doskonale się nadawała na to stanowisko z jej doświadczeniem.

 To co zawiodło? 

 – Była to kwestia ewidentnie odwetu politycznego za to, że Frans Timmermans, socjalista, nie został szefem Komisji Europejskiej.

 Ale jednak to dowodzi izolacji PiS-u, o której to izolacji Pan cieszył się, że jej nie ma. 

– Nie, ja pokazuje Panu, że jeżeli Pan uważa, ze PiS jest izolowany, to Platforma jest bardziej izolowana, skoro ma mniej stanowisk w prezydiach komisji  w Parlamencie Europejskim, a ma tyle samo, co my w prezydium europarlamentu, więc Pańska teza albo zostanie rozszerzona o Platformę Obywatelską, albo proszę się z tego wycofać.

Na razie pokazuję Panu, że jeżeli PiS jest izolowany, to Platforma jest jeszcze bardziej izolowana, skoro ma tyle samo miejsc w prezydium europarlamentu , co PiS, ale mniej w prezydiach komisji w PE, więc Pańska teza: albo Pan ją rozszerzy o PO, albo się z niej wycofa.

Na razie porównuję rzeczywistość z Pańskimi wypowiedziami  z czerwca.  

– Jest faktem, że Pani premier Szydło nie został wybrana.

Cieszę się, że przynajmniej w dziedzinie faktów się zgadzamy. 

– Nie, nikt tego nie kwestionuje, natomiast była to polityczna wendetta, polityczny rewanż tych kilku państw, które uznały, że Timmermans powinien być szefem Komisji Europejskiej – i się zawiodły, bo Rada Europejska z inspiracji głównie Polski spowodowała, że tak się nie stało.

 Prezes Kaczyński, ma ludzi, do których ma nieograniczone zaufanie? 

 – To jest pytanie do Pana Prezesa Kaczyńskiego.

 Na Pańską intuicję. 

 – Na pewno Pan Prezes Kaczyński otacza się współpracownikami, do których ma zaufanie. To oczywiste.

 Zbigniew Ziobro jest jednym z nich?

 – Pan minister Ziobro jest bardzo ważną częścią naszego obozu politycznego, podkreślam, naszego obozu politycznego.

 Znaczy, że to jest taki lider, do którego przewodniczący Kaczyński ma takie nieograniczone  zaufanie. 

 – To jest lider partii koalicyjnej, partii z którą współtworzymy oboz zjednoczonej prawicy – i jeśli politycy robią coś razem, to muszą mieć do siebie zaufanie.

 Nie, ja znam bardzo wielu takich polityków, którzy robią coś razem i nie maja za grosz do siebie zaufania. 

 – A ja nie znam.

 Obaj tu się uśmiechnęliśmy. 

 – Jesteśmy ludźmi pogodnymi, to dlatego.

 Dlaczego Pan Zbigniew Ziobro nie został zdymisjonowany po tym, co wyszło na jaw w ministerstwie sprawiedliwości. Pan to rozumie? 

 – Bo nie powinien być zdymisjonowany.

 Jeśli jest coś takiego, jak odpowiedzialność polityczna… 

 – Uważam, że zadziałał błyskawicznie.

 Jeśli pod jego bokiem jest człowiek, wiceminister, który uprawia hejterską działalność w Internecie, to naprawdę nie jest powód, by zdymisjonować jego szefa? 

– Uważam, że dymisja pana wiceministra była bardzo szybka. Uważam, że nie może to zasłonić zasług pana ministra sprawiedliwości, jeśli chodzi o zamianę wymiaru niesprawiedliwości na wymiar sprawiedliwości.

 Widział Pan, a propos tej zamiany rezultaty rewolucji w sądach? Widział Pan, ile trwają sprawy? Co dzieje się w Trybunale Konstytucyjnym? Sądzie Najwyższym? Gdzie są te sukcesy? 

 – Brak jest w tym, co Pan mówi informacji o tym, jak nisko Polacy oceniali sądy parę lat temu.

Nie mówmy o tym, czy Polacy oceniali nisko czy wysoko. Bo zdaje się, że dzisiaj wysoko nie oceniają. Zdaje się, że średnio sprawy trwały ponad cztery miesiące z groszami, dzisiaj trwają ponad pięć miesięcy. W Trybunale Konstytucyjnym było rozpatrywanych ponad 200 spraw rocznie, dzisiaj jest kilkadziesiąt. Gdzie nie przyłożyliście ręki, to dzisiaj po tej przyłożonej ręce jest klęska. 

 – Absolutnie się z Panem nie zgadzam.

 Ale to są fakty. 

 – Minister Ziobro podjął bardzo ciężką pracę w kierunku reformy tego wymiaru, podkreślam, niesprawiedliwości, i dzisiaj jest atakowany właśnie za to.

Jeżeli ktoś ciężko pracuje nad czymś, nie oznacza, że musi odnosić sukcesy. Mimo, że minister Ziobro być może bardzo ciężko pracował, ale efekty są żadne.  Na koniec Pana zapytam, czy Jarosław Kaczyński rozważa, że zostanie premierem po wyborach czy nie ma tego tematu? 

 – Jarosław Kaczyński był świetnym premierem, natomiast teraz to jego decyzja czy będzie premierem czy nie. Ja uważam, że byłby świetnym. Natomiast Jarosław Kaczyński będzie dalej liderem obozu politycznego.

To na koniec superata do czwartkowej rozmowy – rozmawialiśmy z poslem Budką między innymi o zarzutach dla posła Grabarczyka. Doprecyzuję, poseł dostał zarzuty miedzy innymi za poświadczenie nieprawdy podczas egzaminu  o ubieganie się o prawo posiadania broni oraz przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia osobistej korzyści – tak brzmią prokuratorskie zarzuty dla Cezarego Grabarczyka. 

– Ryszard Czarnecki: dziękuję bardzo.

Dziękuje Państwu.

Blog

Bruksela: walka o komisarzy i delegacje

Posted on

Polecam lekturę mojego brukselskiego wywiadu dla Radia “Wnet”. Rozmowę przeprowadził red. Adrian Kowarzyk. Przedstawiam jej spisaną wersję.

A na linii jest już europoseł PiS, Ryszard Czarnecki. Dzień dobry, Panie Ryszardzie 

– Witam Pana, witam Państwa z Brukseli, z siedziby Parlamentu Europejskiego.

No właśnie, co tam się dzieje w tej Brukseli? Proszę nam opowiedzieć.

– Pierwsze dni po wakacjach, bo europarlament miał przerwę do wczoraj. A wrzesień i październik to będą miesiące kluczowe, gdy chodzi o personalne rozdania w Unii Europejskiej. W Parlamencie Europejskim będą przesłuchania kandydatów na komisarzy z 26 krajów. Ktoś się zdziwi: dlaczego z 26, a nie z 28 krajów?  Po pierwsze dlatego, że już została wybrana przewodnicząca Komisji Europejskiej, pani Ursula Gertrud von der Leyen, a więc Niemcy ponieważ mają już przewodniczącą to nie będą miały jeszcze komisarza, zaś Wielka Brytania demonstracyjnie zrezygnowała  ze swojego przedstawiciela w Komisji Europejskiej – taką decyzję podjął premier Jej Królewskiej mości Boris Johnson. Chodzi oczywiście o pokazanie, że Brytyjczycy poważnie traktują Brexit i nie chcą na żadne, przejściowe nawet, formy swej obecności w Unii Europejskiej się zgodzić. Chociaż tutaj brakuje konsekwencji Brytyjczykom, bo jednak w wyborach do europarlamentu wystartowali i teraz ich europosłowie też są, biorą pieniądze – są częścią europarlamentu. Ale poza tym personalnym rozdaniem, gdy chodzi o Komisję Europejską, trochę w cieniu tego będzie też bardzo ważne rozdanie, bo dotyczące podziału stanowisk przewodniczących i wiceprzewodniczących delegacji Parlamentu Europejskiego, a więc struktur, które zajmują się kontaktami z „krajami trzecimi”,  a więc państwami, które nie należą do Unii Europejskiej.  Chodzi o państwa czy regiony państw, zarówno w Europie, jak i w Azji, Afryce, Ameryce Łacińskiej, na wszystkich kontynentach, także Australia i Oceania – i to jest  ważne, bo mówię to jako wiceprzewodniczący Komisji Petycji : wybór na szefa czy wiceszefa komisji w europarlamencie następuje na okres połówki kadencji czyli 2,5 lat – o tyle wybór szefa czy wiceszefa delegacji jest wyborem na pięć lat. To nas, Polaków może interesować szczególnie, ponieważ wiadomo, że kandydatem na polskiego komisarza będzie Janusz Wojciechowski ostatecznie. Polacy będą chcieli również partycypować w bardzo wielu stanowiskach w delegacjach, które według systemu d’Hondte’a przewidziane  są dla polskich europosłów PiS. Są to na przykład stanowisko szefa delegacji Unia-Ukraina, a także szefa delegacji Unia-Rosja. Natomiast dla Platformy przypadnie stanowisko szefa delegacji Unia-USA. I już wiadomo, że kandydatem tejże będzie były szef MSZ Radek Sikorski. Poza tym Polacy maja zająć takie stanowiska, jak wiceprzewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego  EURONEST czyli Unia Europejska -Partnerstwo Wschodnie – ja przez 10 lat pełniłem tę funkcję, także wiceprzewodniczący Zgromadzenia Parlamentarnego EUROLAT czyli Unia – Ameryka Łacińska czy UE- AKP czyli Unia – Afryka, Karaiby, Pacyfik – to tylko przykłady pierwsze z brzegu. Tej aktywnej polskiej obecności będzie w tych strukturach coraz więcej.

Dziękujemy, Panie europośle, a czy wiadomo już coś na temat wczorajszego spotkania Sekretarza Stanu Mike’a Pompeo z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen? 

 – To było o tyle ważne spotkanie, że myślę, że nowej przewodniczącej będzie zależało na pewnej normalizacji stosunków transatlantyckich. To leży w interesie obu stron, ale może szczególnie w interesie Europy, zwłaszcza w wymiarze gospodarczym, geopolitycznym, także politycznym, Europa słabnie w tej chwili, traci dystans do kontynentów, które się szybciej rozwijają, na przykład Azja. I tym bardziej powinno nam zależeć na dobrych relacjach z USA, które cały czas pozostają pierwszym mocarstwem na świecie. Ponadto Pani Ursula von der Leyen jest bardzo pragmatyczna, była ministrem obrony przez lata, była w związku z tym w kontekście NATO zwolennikiem ścisłej współpracy Europy i Ameryki. Ona nie jest zaczadzona tymi obsesjami antyamerykańskimi, które są w dużym stopniu udziałem europejskich elit, zwłaszcza gdy chodzi o lewicę i liberałów.

Dziękujemy serdecznie, prosto z Brukseli mówił dla Państwa europoseł PiS, Ryszard Czarnecki. 

 – Dziękuję bardzo, kłaniam się.

 Do usłyszenia.