Blog

Tusk na aucie, Barnier następcą Junckera?

Posted on

Zapraszam do lektury wywiadu , jakiego udzieliłem red. Marcinowi Makowskiemu dla Wirtualnej Polski. W całości poświęcony był on nowej geografii politycznej w UE. 

 Marcin Makowski: Obsada najważniejszych stanowisk unijnych przed nami, w kuluarach rozmawia się o potencjalnych kandydatach w przypadku pięciu kluczowych pozycji; szefa Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej, Europarlamentu, komisarza ds. Polityki Zagranicznej oraz przewodniczącego Europejskiego Banku Centralnego. Zacznijmy od KE – niektórzy twierdzą, że w grze pojawiło się nazwisko Donalda Tuska. 

Ryszard Czarnecki: Kiedyś w Polsce popularnością cieszył się satyryczny tygodnik “Szpilki”. Jeżeli chciałby pan go wznowić, można zacząć od wątku Tuska jako szefa Komisji Europejskiej. A mówiąc bardziej serio, nikt nie rozpatruje go dzisiaj w mniej lub bardziej oficjalnych rozważaniach na ważne stanowiska – Donald Tusk jest w Brukseli „passe”. On nawet nie tyle przegrał, co w ogóle nie był brany pod uwagę w nowym rozdaniu. Przegrali natomiast Franz Timmermans i Manfred Weber, który ubiegali się o posadę Jean-Claude Junckera, wcześniej budując swoją pozycję na atakowaniu Polski.

 Tyle, że o sprawie pisała “Rzeczpospolita”, a nie tabloid.  

 Nie będę wypowiadał się na temat skuteczności PR-u Donalda Tuska i jego ekipy, który jak widać potrafi czasem zainteresować sobą dziennikarzy w Polsce w kontekście surrealistycznych w praktyce planów politycznych. Raz jeszcze podkreślam, w europarlamencie na korytarzach ten temat nie istnieje, zejdźmy na ziemię. Sądzę, że stanowisko Niemiec, Francji i Włoch , a przede wszystkim Berlina i Paryża ,co do obsady stanowisk zostanie uzgodnione na szczycie G20 w Japonii, a następnie na szczycie unijnym w niedzielę – moim zdaniem – możemy już poznać nazwisko prawdziwego kandydata na szefa KE.

Na kogo w takim razie dzisiaj by pan postawił? 

W tej chwili najbardziej prawdopodobnym kandydatem jest Michel Barnier, negocjator warunków brexitu, były minister rolnictwa i szef MSZ-u Francji, komisarz w Komisji Europejskiej ds. rynku wewnętrznego i usług. On nigdy, w przeciwieństwie do innych oficjeli, nie atakował naszego państwa. Jest powściągliwy, stonowany, znający mechanizmy realnej polityki. To kandydat, z którym można się w sposób cywilizowany spierać i dochodzić do wspólnych konkluzji. Oczywiście nic nie jest na tym etapie przesądzone. Stanowisko szefa KE może być formalnie przegłosowane na drugim posiedzeniu Parlamentu Europejskiego  np.17 lipca, ale nie razem z całą Komisją, bo nie ma takiej możliwości. Na to trzeba będzie poczekać do września albo października juz po przesłuchaniu przez europarlament wszystkich kandydatów na komisarzy.

Niedługo, bo już w przyszłym miesiącu, kończy się jednak kadencja Antoniego Tajaniego, przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Jak się domyślam, są już faworyci na jego zastępstwo.  

 W kuluarach mówi się o dość sensacyjnym rozwiązaniu. Ponieważ trwa próba wciągnięcia Zielonych do establishmentu unijnego, a to była do tej pory formacja w wielu sprawach stająca okoniem do socjalistów, chadeków i liberałów, z inicjatywy Niemcow i z powodu ich polityki krajowej rozwaza się postawienie na Ska Keller. Była ona do tej pory kandydatką Zielonych na szefową Komisji Europejskiej, ale sądzę, że teraz ma szanse stanowisko przewodniczącej PE. Byłaby pierwsza kobieta na tej funkcji w historii EWG- UE. To oczywiście rodzi pytanie co dalej z Manfredem Weberem, który może zostać w zamian -zamiast szefem Komisji czy PE- niemieckim komisarzem z silną gospodarczą teką.

Zacząłem od Donalda Tuska, przejdźmy zatem do obsady jego stanowiska. Kadencja szefa Rady Europejskiej upływa w listopadzie tego roku. Kto przejmie stery po byłym polskim premierze? 

 Socjaliści uważają, że to im powinien przypaść ten fotel . Z drugiej strony pewnie liberałowie mogliby mówić to samo, a póki co mają w szeregach więcej obecnych premierów (ośmiu) niż socjaliści (sześciu). Choć po wyborach w Danii, gdzie prawdopodobnie liberałów zastapi lewica, w meczu socjaliści vs liberałowie o udzial we władzy w Unii Europejskiej, będzie remis siedem do siedmiu. Jednak w kontekście tych pierwszych czyli lewicy mówi się o dwóch kandydaturach. Pierwsza to Joseph Muscat, premier Malty, co samo w sobie byłoby sygnałem, że małe kraje, również te, które wstąpiły do Wspólnoty stosunkowo niedawno, mają coś w Unii do powiedzenia. Przypomnę, że Luksemburg trzy razy miał szefa Komisji. Wydaje się, że większe szanse ma jednak była premier Danii, Helle Thorning-Schmidt, która była już rozpatrywana piec lat temu jako poważna kandydatka temu na szefową unijnej dyplomacji. Wtedy ten wyścig wygrała inna socjalistka, Frederica Mogherini.

Zostały nam zatem dwa stanowiska z czołowej piątki – tj. wspomniana przez pana posada po komisarz Mogherini oraz szefowanie Europejskiemu Bankowi Centralnemu. Co dla kogo? 

 Warto podreślić timing wpływający na obsadę tych funkcji. Pierwszego lipca następuje koniec kadencji starego europarlamentu, drugiego lipca wybór przewodniczącego PE, trzeciego lipca wybór wiceprzewodniczących europarlamentu i kwestorów – na tym polu spodziewam się, że PiS wygra z PO 2:1, ponieważ na stanowiska w prezydium PE mogą liczyć Zdzisław Krasnodębski i Karol Karski od nas oraz Ewa Kopacz z PO.

 Wróćmy jednak do wymienionych stanowisk. Kto pokieruje unijną dyplomacją? 

 Jeśli wspomniana była premier Danii nie obejmie schedy po Donaldzie Tusku, nadal możliwy jest jej ponowny start na Wysokiego Komisarza ds. Polityki Zagranicznej. Co do EBC, w Unii panuje zasada proporcjonalności, więc jeśli Niemka Ska Keller zostanie szefową europarlamentu, zmniejsza to szansę Jensa Weidmanna na stanowisko przewodniczącego Europejskiego Banku Centralnego. Z kolei jeśli Michel Barnier wywalczy Komisję, trudno aby francuski rywal Weidmanna został szefem eurobanku z siedzibą we Frankfurcie. W tym momencie na placu boju może pozostać były fiński komisarz i mój kolega, Oli Rehn.

Na koniec “europarlament a sprawa polska” – tj. obsada stanowisk komisarzy przez polityków PiS-u. Wiele mówiło się w tym kontekście o ambicjach Beaty Szydo, tymczasem sprawa ucichła.  

Na razie cieszymy się z tego, że będziemy mieć dwóch członków prezydium Parlamentu Europejskiego. Co do komisarza, to jeszcze żaden kraj członkowski nie przedstawił oficjalnych kandydatów, trudno, aby Polska wychodziła przed szereg. Nie słyszałem natomiast, aby premier Beata Szydło miała walczyć o jakieś stanowisko. Została teraz szefem Rady Sztabu Wyborczego PiS  w najważniejszych dla nas od lat wyborach -parlamentarnych w Polsce. To ogromna odpowiedzialność i ogrom pracy. Na pewno prezes Jarosław Kaczyński naszego kandydata będzie wybierał biorąc pod uwagę trzy grupy – europosłów, ministrów oraz technokratów. Myślę, że będzie to jednak polityk, ale mamy trzy miesiące czasu, także spokojnie.

 A co z ministrem Krzysztofem Szczerskim. Wokół jego nazwiska też pojawiają się przymiarki. 

 Słyszę, że ma szansę na kluczowe stanowisko w NATO-byłby zreszta świetnym „nr 2” w Pakcie, a tego się nie da pogodzić. Chyba, żeby te dywagacje o NATO były przedwczesne.

Czy Prawo i Sprawiedliwość zamierza pozostać w nieliczącej się w europarlamencie frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, czy jednak będzie zmierzała do utworzenia czegoś nowego albo aliansu z jedną z partii mainstreamu Unii? 

 Nie docenia Pan EKR. Dzisiaj i jutro jesteśmy w EKiR. Co będzie za rok, powiem Panu za rok.

 

 

Blog

Liberalno-lewicowy walec kontra patriotyczne pospolite ruszenie

Posted on

To, co w pewnej mierze udało się jesienią A. D. 2018 podczas wyborów samorządowych zupełnie nie wyszło obozowi liberalno-lewicowemu (przez wielu nazywanym wprost i bez ogródek: „kosmopolitycznym”), wiosną A. D. 2019 podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego. Operacja propagandowo-medialna pod hasłem „ten okropny Kościół Katolicki” powiodła się kilka miesięcy temu dzięki filmowi „Kler”, ale zupełnie spaliła na panewce, mimo jeszcze większego antykościelnego ostrzału artyleryjskiego pół roku później. Powiedzenie: „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki” pasuje tu jak ulał. Film Wojciecha Smarzowskiego pomógł zmobilizować przeciwko prawicy elektorat lewicowo-liberalny, zwłaszcza w dużych miastach, a jednocześnie mógł zdemobilizować jakąś cześć elektoratu popierającego Prawo i Sprawiedliwość – może nie tyle prawicowego, co raczej centroprawicowego. Kombinacja umieszczania wizerunków polskich świętości, jaką jest Matka Boska Częstochowska na śmietnikach i ubikacjach , filmu „Tylko nie mów nikomu” oraz „mowy życia” redaktora (sic!) Leszka Jażdżewskiego już tego efektu nie przyniosła. Sprawdziło się stare, ludowe powiedzonko: „co za dużo, to i krowa nie zje”.

Atak na Pielgrzymkę, profanacja mszy i … „nienawiść wobec osób LGBT”!

Opozycyjna scena polityczna w Polsce przesunęła się wyraźnie w lewo – tylko, że na szczęście Polacy za tym nie podążyli. Wdepnięcie pedału LGBT w opozycyjnym wehikule okazało się przeciwskuteczne. To auto okazało się autkiem: zabuksowało, zawyło i ugrzęzło na manowcach. Nawet ludzie nie chodzący do kościoła, a nawet pozwalający sobie na antyklerykalne dowcipy uznali, że „non possumus”, gdy w polskiej przestrzeni publicznej nastąpiła antychrześcijańska kumulacja, niczym w totolotku. Trzaskowski z jego kartą LGBTplus, jego zastępca Rabiej z jego „małżeństwami” homoseksualnymi i adopcją przez nich dzieci(sic !), profanacja monstrancji na tzw. Paradzie Równości w Gdańsku, czy już czysto chuligańskie próby zakłócenia przez „tęczowych” szmondaków pielgrzymki dzieci na Jasną Górę… Podkreślam: nawet odległa od polityki ,w jakiejś mierze nie głosująca i prezentująca systemowa niechęć do polityków wszelkiej maści tzw. „Polska grillująca uznała, że to stan wyższej konieczności, ze „larum grają” i zaryczała niczym ranny łoś.

Profanacja, jaką była parodia katolickiej mszy, na warszawskiej tzw. Paradzie Równości (po raz pierwszy z udziałem prezydenta Warszawy – za czasów jakże kontrowersyjnej Hanny Gronkiewicz- Waltz jednak nie było to możliwe…) wzbudziła bardzo silne reakcje protestu nie tylko stricte politycznego, ale i społecznego. Ale też dla antykatolickich radykałów, bezrozumnych w swych obsesjach, stanowiła pretekst nie tyle do pokajania się i autorefleksji, ale wręcz do p odkręcenia haniebnej retoryki. Tak oto prawił (?) lider „Wiosny” Robert Biedroń: „Kościół milczy (w sprawie „nienawiści wobec osób LGBT” – dop. R. Cz. ), a jest przewrażliwiony na punkcie uczuć religijnych, monopolu odprawiania mszy”.

„Radość i zabawa” lewicowo-liberlanych hunwejbinów

Kolejny przypis do „Dziejów głupoty w Polsce” Aleksandra Bocheńskiego dopisał poseł „Nowoczesnej”, a teraz już klubu koalicyjnego PO/Nowoczesna Krzysztof Mieszkowski: „Parada Równości to karnawał. Radość i zabawa (…). Kościół ponury, pozbawiony poczucia humoru dopatruje się bluźnierstwa w niewinnych karnawałowych imitacjach religijnych rytuałów”. Jednak nie zdzierżyli koledzy – koalicjanci Mieszkowskiego z Koalicji Europejskiej. Marek Sawicki z PSL uznał owa profanacja katolickiej mszy za „skandaliczny happening”, a senator Jan Filip Libicki, który wyszedł z PO w proteście przeciwko wyrzucaniu resztek tamtejszych konserwatystów, aby znowu w niej zawitać na gruncie koalicyjnym, wręcz politycznie zaszantażował Platformę: „jeśli Rafał Trzaskowski nie odetnie się od zorganizowanej tam mszy, to możliwość pójścia PSL z PO będzie utrudniona”.

Nie wiedzieć czemu ci, którzy krytykują partię Władysława Kosiniaka-Kamysza za „tęczową” Koalicję Europejską podnoszą obecność tamże głównie lewicowo-liberalnych hunwejbinów z „Nowoczesnej”, ale dziwnie głośno milczą, że kilka dni przed wyborami do parlamentu w Brukseli i Strasburgu KE poszerzyła się o kilka organizacji, w tym, obok KOD-u, również o… Inicjatywę Feministyczną. A to formacja będąca na lewo od … „Wiosny” Biedronia. Została zarejestrowana w 2007 roku jako partia polityczna o nazwie … Partia Kobiet. W programie wprost definiują swoją ideologię polityczną jako „feminizm” oraz „socjaldemokrację”. Jako jedną z głównych wartości swojego programu deklarują … „świeckość”. Formacja ta w 2015 roku wystartowała w ramach koalicji SLD-Lewica Razem. Jeszcze we wrześniu 2018 roku jej liderki podkreślały: „Grzegorzowi Schetynie nie feminizmu i feministek potrzeba, ale uzyskania poparcia tego lub owego biskupa”. Jednocześnie ostro atakowały Barbarę Nowacką i jej ugrupowanie pisząc o „przejściu Inicjatywy Polskiej na chadecką, co w Polsce oznacza radykalną, zakłamaną i łamiącą prawa człowieka i wolności nas wszystkich prawą stronę sceny politycznej”. Pod feministycznym butem znalazła się również nawet Katarzyna Lubnauer, której zarzucono kłamstwo: liderka „Nowoczesnej” miała bowiem powiedzieć na wspólnej konwencji jej partii i PO, że członkinie obu partii liderowały tzw. Czarnym Protestom – a było ponoć zupełnie odwrotnie…

Lewactwo ante portas!

Tak, właśnie takiego koalicjanta w Koalicji Europejskiej miał rzekomo chadecki i łże-konserwatywny PSL. Samo zaś Polskie Stronnictwo Ludowe przed wyborami europejskimi szczerze przyznało, jakie są powody wejścia PSL do Koalicji Europejskiej. Jak ujawnił późniejszy członek sztabu wyborczego KE, chyba najwyższy zresztą poseł tej partii, Piotr Zgorzelski, koalicyjny wybór PSL spowodowany był po prostu… brakiem pieniędzy na samodzielna kampanię. Jak widać formacja ta zasługuje nie tylko na miano „obrotowej”, ale tej czysto „kupieckiej”, w pejoratywnym znaczeniu tego słowa. Na koniec uwaga generalna: ten frontalny atak na Kościół Katolicki, tradycyjne wartości i pewne święte polskie symbole spowodował też – co jest swoistym dobrodziejstwem – wyciszenie pretensji do PiS-u na prawicy. Nie mówię o casusie Konfederacji, bo oni grali do innej bramki , atakując w praktyce wyłącznie PiS i w zasadzie w ogóle nie tykając PO/Koalicji Europejskiej. Mówię choćby o silnych (i dobrze!) środowiskach ProLife, mających pretensję do nas o brak zmiany ustawy antyaborcyjnej w kierunku zwiększenia ochrony życia poczętego. Środowiska te, jakże ideowe i twardo upominające się o wartości uświadomiły sobie chyba, jak my wszyscy, że może i PiS idealny nie jest, ale to on jest depozytariuszem właśnie owych wartości chrześcijańskich, w tym wartości życia ludzkiego. Perspektywa przyjścia lewicowo-liberalnego walca to wystarczająco zimny prysznic dla tych, którzy chcieli szukać dziury w (prawicowym) całym. Lewactwo ante portas spowodowało jedność w szeregach obozu patriotyczno-konserwatywnego. I za to liberałom i lewicy serdeczne „Bóg zapłać!”.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (24.06.2019)

Blog

Czy Tusk zmieni płeć??

Posted on

Proponuję Państwu lekturę wywiadu, którego udzieliłem Radiu dla Ciebie oraz – jednocześnie  – TVP 3. Rozmowę przeprowadził redaktor Michał Kolanko.  Została ona spisana i jest autoryzowana. Jednocześnie informuję, że dziś, tj.w poniedziałek o 12.30 udzielę kolejnego wywiadu dla tych samych mediow i tego samego dziennikarza.

Dzień dobry, witam serdecznie, Michał Kolanko, zapraszam na audycję „Polityka w południe”, Państwa i moim gościem jest Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości z Warszawy. 

 -Witam Pana, witam Państwa, Warszawa i aglomeracja.

Przechodząc do tematów krajowych chciałbym zapytać o temat z kuluarów – Donalda Tuska, który miałby być potencjalnym kandydatem na szefa Komisji Europejskiej, co Pan na to? 

 – Na wstępie chciałbym podziękować wyborcom, blisko 135 tysięcy głosów zdobytych w Warszawie i ośmiu powiatach okołowarszawskich to wielka sprawa, wszystkim, którzy głosowali na mnie i na PiS bardzo dziękuję. To moje dziewiąte wybory, w tym czwarte europejskie i rekord gdy chodzi o liczbę oddanych głosów, czwarte miejsce w Warszawie, prawie 40 tysięcy głosów więcej niż pan Biedroń, prawie 50 tysięcy głosów więcej niż pan Halicki… Duża rzecz, wszystkim dziękuję. Co do pana Tuska to pomysł, że będzie szefem Komisji Europejskiej jest podobny do tego, że to ja będę cesarzem Japonii nowym i jak to, że IPSOS będzie miał dobrą renomę ,jeśli chodzi o polskie sondażownie.

 Nawiązuje Pan do sprawy z EXIT-POLLem w niedzielę 26 maja? 

 – W wyborach samorządowych IPSOS pomylił się aż o 17% jeśli chodzi o PSL – dał im 14% ,a było 12%, teraz na kilka godzin wprowadził do europarlamentu Konfederację – myląc się o 33% ! Według IPSOS nie wszedłby do Parlamentu Europejskiego p. Halicki z PO, ale weszłaby pani Kamila Gasiuk-Pihowicz, pan Jarosław Duda z PO by nie wszedł, a miał wejść pan Andrzej Buła – tych pomyłek było bardzo wiele, żenujący poziom badawczy IPSOS.

 Wracając do Tuska, bo o ile znane jest nowe nazwisko cesarza Japonii, tak tutaj nie jest znane nowe nazwisko szefowej bądź szefa Komisji, tak więc teoretycznie pole manewru jest. 

 – Po pierwsze akcje Donalda Tuska stoją bardzo nisko w Brukseli, po drugie przez ostatnie 5 lat nie wykazał się niczym konkretnym, nie miał żadnej wizji, jakichś planów dla Europy, pomysłu na przyszłość Unii Europejskiej czy projektu kojarzonego z jego nazwiskiem, a po trzecie są parytety geograficzne – raz są przedstawiciele jednej części Europy, raz są drugiej. Skoro Jerzy Buzek przez 2,5 roku był szefem europarlamentu, a Donald Tusk 5 lat szefem Rady Europejskiej, więc łącznie 7,5 roku przedstawiciele Polski byli na unijnych szczytach, w związku z tym teraz kandydat z Polski niemożliwe, żeby objął podobne stanowisko,ale i dość trudne dla kandydata naszej części Europy.

 Ja słyszałem, że ta koncepcja się pojawiła teraz, bo koncepcja kandydatury Manfreda Webera się zatrzymała mówiąc politycznie, koncepcja kandydatury Michela Barnier też się zatrzymała i w Brukseli szuka się trzeciej drogi poza Weberem i poza Barnierem i w tym kontekście chyba pojawił się Donald Tusk. 

 – Przypomnę, że 5 lat temu Unia sobie poprzysięgła, że wybory nowego szefa Komisji Europejskiej mają się odbyć na zasadzie jednomyślności. Nie sądzę, żeby taka jednomyślność mogla być w przypadku kandydatury Donalda Tuska. Po drugie nic nie wiem, by Michel Barnier, obecnie negocjator , jeśli chodzi o warunki Brexitu, miałby stracić szanse. To człowiek racjonalny, zdroworozsądkowy, więc szanse jakieś ma, ale potwierdzam, że Manfred Weber, szef frakcji ,w której jest PO i PSL – tych szans nie ma.

 Pytanie też o inne nazwiska w kontekście parytetu, o którym mówił też Donald Tusk, że co najmniej dwie kobiety powinny być na wysokich stanowiskach unijnych. Czy to jest dobry pomysł, by tak to zadekretować w tym sensie? 

 – Tutaj nie ma żadnych regulacji Unii w tym zakresie, jest praktyka, która mówi, że w tej chwili na 28 komisarzy w Komisji Europejskiej łącznie z przewodniczącymi, 1/3 stanowią kobiety. No ,chyba, że… pan Donald Tusk zmieni płeć pod tym kątem, ale to byłoby coś niesamowitego. Aż okulary zdjąłem z wrażenia.

 Pytanie o koncepcję, która będzie promowało Prawo i Sprawiedliwość, czy też o samą funkcję komisarza z Polski, bo podobno pojawiły się koncepcje dwie – polityczna i technokratyczna. Czy rzeczywiście tak jest? Bo jeśli się nic nie zmieni, to nowy komisarz będzie nominowany przez rząd Mateusza Morawieckiego. 

 – Po pierwsze my jeszcze nie wiemy, kiedy Komisja Europejska będzie powołana, teoretyczne wchodzi w grę połowa lipca i na drugim posiedzeniu nowo wybranego Parlamentu Europejskiego w Strasburgu to by się mogło dokonać, ale jest też szereg argumentów mówiących za tym, by te wybory odbyły się jesienią. Zatem po pierwsze „randka w ciemno”, gdy chodzi o datę wyboru, po drugie ja bym potwierdził co Pan mówi, bym powiedziałbym nawet  o trzech grupach, z których można sięgnąć po kandydata z Polski. Podkreślam : kandydata – bo musi go jeszcze zatwierdzić szef Komisji Europejskiej i uwaga – musi uzyskać wsparcie Parlamentu Europejskiego. To nie jest rzecz wymagana w sensie traktatowym, ale jest taki zwyczaj, by otrzymać votum zaufania. Pierwsza grupa to ministrowie w obecnym rządzie czy szerzej przedstawiciele władzy. Druga grupa to europosłowie. Wreszcie trzecia to technokraci i ludzie, którzy nie są politykami, a znają Zachód ,języki i mają doświadczenie w zarządzaniu. Ktoś z tych trzech grup na pewno tym kandydatem zostanie.

 A czy dobry wynik i dobra pozycja PiS w Parlamencie Europejskim pod względem liczebności będzie miała wpływ na te kandydaturę i na to, jaką tekę dostanie? Bo teraz mamy tekę rynku wewnętrznego, pytanie co będzie następne. 

 – No tak, tekę niewykorzystaną w tym sensie, że w zasadzie nie było śladów aktywności, potwierdzenia znaczenia Polski w polityce pani Bieńkowskiej. Porównuje to z moimi rozmowami z Antonio Tajanim, kiedy był jeszcze wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej: no ,to był człowiek, który walczył o włoski interes, włoskich firm i włoskiego przemysłu, włoskiej gospodarki… Według mojej wiedzy PiS jest jedną z największych delegacji w europarlamencie, 26, a w zasadzie 27 mandatów, CDU ma w tej chwili łącznie z CSU 29 europosłów, więc raptem więcej o dwóch – trzech. A mielismy Traktat Nicejski, który według głosów ważonych Niemcom dał 29 głosów w Radzie, a Polsce 27, więc to jakby pokazuje skale sukcesu PiS. Co do teki, o tym mówić nie zamierzam, bo to jest wypadkowa naszych oczekiwań i propozycji przewodniczącego Komisji. Wiadomo, że choćby kwestia propozycja polityki energetycznej i klimatycznej, także rynku wewnętrznego czy polityki zewnętrznej Unii to byłyby bardzo ciekawe dla Polski wyzwania.

 Ogólnie jeszcze przed wyborami były dyskusje, jak zmieni się Parlament Europejski i Unia Europejska po tych wyborach, uważa Pan, że te dyskusje przełożyły się na rzeczywistość? Mówiło się o fali populizmu z obydwu stron, że grupy polityczne będą bardziej wyraziste, czy coś się zmieniło Pana zdaniem? 

 – W pewien sposób, bo to będzie Parlament Europejski inny, będzie dużo więcej euronegatywistów, eurosceptyków, konserwatystów i tradycjonalistów, natomiast nie będzie też tej koalicji dwóch największych frakcji – chadeków i socjalistów- bo razem będą mieli za mało głosów.  Europejska Partia Ludowa czyli frakcja w której jest PO i PSL, poniosła ogromne straty, bo aż 25% mandatów mniej, socjaliści -tam gdzie SLD- też klęska, 25% mniej mandatow , komuniści stracili prawie połowę swojej frakcji, ale jest wzrost liberałów i zielonych.  Zatem zmniejszyła się trochę liczba dotychczasowych euroentuzjastów, którzy mówią „więcej Europy w Europie”, jednak te dwie inne euroentuzjastyczne frakcje, czyli liberałowie i zieloni, zwiększyli swoją liczebność, to jest fakt.

 Jak Pan odbiera to, co dzieje się w niemieckiej polityce, z czego wynika ten sukces Zielonych i czy Pana zdaniem to jest jakąś wskazówką dla innych krajów, w jakim kierunku sceny polityczne będą się zmieniać? 

 – To jest tendencja ogólnoeuropejska, w Niemczech Zieloni są siłą numer 2, ale mają także dobre wyniki w Anglii, Francji, stają się alternatywą dla mainstreamu centrolewicowego i centroprawicowego, można powiedzieć, że wyborcy mają do wyboru albo Zielonych, albo prawicę niechętną imigrantów i trochę sceptyczna wobec eurobiurokracji. Myślę, że ta tendencja może się utrzymać. W Polsce partia Zieloni jest w kompletnych powijakach politycznych, natomiast ja mogę tylko powiedzieć, że w Brukseli bardzo uważnie analizuje się wyniki wyborów w Polsce, bo poparcie dla PiS ogółem jest drugie w Europie, ponad 45%, tylko Fidesz miał na Węgrzech lepszy wynik, ale w ogóle to jest rekord w historii PiS i najlepszy wynik – a mówię to jako historyk- jaki osiągnęła jakakolwiek partia polityczna w wyborach w ostatnim stuleciu, od 1919 roku, oczywiście nie mówię o czasach komunizmu, bo wtedy te wybory były fikcją, mówię o realnej demokracji.

 A czy wynik tych wyborów był zaskoczeniem dla brukselskich kuluarów, czy zakładano może zwycięstwo Koalicji Europejskiej, bo pamiętam, że Grzegorz Schetyna wielokrotnie mówił, że wszyscy w Europie i w Brukseli zazdroszczą Polsce Koalicji Europejskiej jako metody do pokonania populistów. 

 – Jeżeli Ci obserwatorzy z Europy Zachodniej dostawali na swoje biurka sondaż zamieszczony przez pana Tomasza Lisa, który dawał przewagę ponad 10% Koalicji Europejskiej nad PiS-em, to mogli być w szoku. Ale też chciałem powiedzieć, że szereg sondaży dawało im zwycięstwo, więc myślę, że jest to pewien szok poznawczy dla elit unijnych.

 A w tym kontekście jak brzmiały słowa Jean-Claude Junckera, który wcześniej mówił, że jak wygra PiS to nie będzie polexitu, myśli Pan, że Juncker miał inne rozeznanie sytuacji lub budował polityczną ścieżkę na wypadek zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości? To dotyczyło co prawda wyborów sejmowych, ale myślę, że to był pewien kierunek, który zasygnalizował. 

 – Juncker jest politykiem niedocenianym, to jest stary lis i wyga, ja wiem, że czasem zachowuje się niekonwencjonalnie – z jakiego powodu, to wszyscy wiemy, bo opinia jest powszechna na ten temat, ale nie będę o tym mówił – ale Juncker jest spryciarzem i wygą, przecież formalnie to on powinien prowadzić negocjacje z Wielka Brytania poprzedzające referendum dotyczące „remain”-pozostania  czy Brexitu, a oddał to Tuskowi. Teraz też chodzi po ziemi, on ma pewien węch realisty i doskonale wie, że może media zachodnie mówią inaczej i gdyby one decydowały, to rządziłby Cimoszewicz z Platformą, ale decydują Polacy i ci Polacy wolą, żeby rządził PiS – on tą wiedzę ma.

 Pytanie o wybory do Sejmu, czy PSL może być potencjalnym koalicjantem PiS, gdyby tak ułożył się wynik wyborów? 

 – Według wszystkich znaków na niebie, a zwłaszcza ziemi, mamy wielką szansę rządzić ponownie samodzielnie, będziemy z pokorą, powściągliwością i pracą starać się uzyskać jak najlepszy wynik wyborczy. Mówienie o koalicjancie po tej wiktorii do europarlamentu i pewnego rodzaju nokaucie 26 maja 2019 roku tym bardziej teraz nie ma sensu.

 A wierzy Pan, że PSL pójdzie samodzielnie do wyborów, czy to jest pewnego rodzaju blef lub strategia wobec PO, projekt Koalicji Polskiej, która została ogłoszona w sobotę. 

 – Nie wierzę, uważam, że to jest zabieg taktyczny, PSL uczynił to z dwóch powodów: wewnętrzny – Pawlak i Sawicki mocno gardłowali i mają rację, że PSL na Koalicji Europejskiej przegrał, bo faktem jest, że stracił 25% mandatów, miał 4 ,a ma 3, ale jest też duża strata dla samej Koalicji Europejskiej . Ale Pan pyta o PSL, ja uważam, że Kosiniak-Kamysz odpiera atak Pawlaka i Sawickiego i proponuje to, co oni proponowali, czyli w zasadzie nie ma między nimi różnic, ale powód zewnętrzny jest ważniejszy – PSL nie ma pieniędzy, to powiedział poseł Zgorzelski, dlatego też weszli do Koalicji Europejskiej, bo nie mieli na kampanię. Teraz nie mają innego wyjścia i moim zdaniem pójdą z Koalicją, a teraz wyszli po to, by więcej wynegocjować i mieć więcej miejsc biorących do Sejmu.

 O tym będziemy też mówić, teraz bardzo dziękuję za rozmowę, Państwa i moim gościem był Ryszard Czarnecki, eurodeputowany PiS z Warszawy, dziękuję bardzo. 

 – Dziękuję bardzo.

 

 

Blog

Wybór szefa KE: jesień, nie lipiec!

Posted on

Przed szczytem UE Tusk sugerował, że liderzy krajów członkowskich Unii wybiorą szefa Komisji Europejskiej. Jak zwykle okazało się, że była to PO czyli Pusta Obietnica. Dla nikogo – poza Tuskiem – nie było to niespodzianką: wczorajszy „Financial Times” poświęcił szczytowi małą wzmiankę, koncertując się na ostrzeżeniach Trumpa wobec Iranu i corocznej medialnej rozmowie Putina z Rosjanami. Jak widać, biznes wiedział, że na decyzje personalne UE trzeba poczekać.

Wybór szefa Komisji Europejskiej to efekt skomplikowanej układanki, w której liczą się interesy narodowe, parytety polityczne, ale też geograficzne. Stąd Polska nie ma szans na żadne z pięciu głównych stanowiska w Unii, bo w ciągu ostatnich 10 lat przez 7,5 roku takie stanowiska mieli obywatele RP (Jerzy Buzek – 2,5 roku; Donald Tusk – dwie kadencje, w sumie 5 lat). Możemy na nie liczyć najwcześniej za pięć lat. Na dzisiaj chadecja ma premierów (lub prezydentów) w 8 państwach UE, liberałowie w 7, socjaliści w 6, konserwatyści w 2, postkomuniści w jednym, a w 4 rządzą „niezależni”. Tyle, że ta układanka się zmienia, bo w Danii liberałowie oddadzą władzę na rzecz lewicy, w Grecji postkomunistów zmienia konserwatyści. To wszystko powoduje, że wybór szefa KE nastąpi nie w lipcu ,a jesienią – Polska ma tu spore pole do rozgrywki: poparcie za silna tekę dla polskiego komisarza.

*komentarz ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (22.06.2019)

Blog

O tym, kto powinien być premierem po wyborach – rozmowa Roberta Mazurka

Posted on

Zapraszam do lektury wywiadu, którego udzieliłem radiu RMF FM. Byłem gościem red. Roberta Mazurka. Rozmowa przeprowadzona była po rekonstrukcji rządu, a teraz została spisana. 

Robert Mazurek, RMF FM: Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, wybrany po raz kolejny, w naszym studiu. Kłaniam się. 

Ryszard Czarnecki: Witam pana, witam państwa. Po raz czwarty. Dziękuję tym, którzy głosowali na mnie.

Po raz czwarty i za każdym razem z innego okręgu. 

-To prawda. Teraz Warszawa – prestiżowo.

Partia rzuciła na każdy już odcinek. 

– O 40 tys. głosów więcej niż Robert Biedroń.

O objeżdżaniu całego świata porozmawiamy w drugiej części naszej rozmowy. Najpierw o rekonstrukcji rządu. Przełomu nie było, bo też nikt nie zapowiadał, że będzie. Czy z którymś z tych nowych ministrów wiąże pan jakieś swoje szczególne oczekiwania? 

 – Polityka jest z grą zespołową. Każdy w tej naszej Biało-Czerwonej drużynie ma swoją rolę do wypełnienia. Na pewno mocnym punktem będzie pani minister Elżbieta Witek. Ma duże doświadczenie…

 Ale z MSW raczej nie. 

 – Była szefem gabinetu premiera, była rzecznikiem rządu. Zna pracę Rady Ministrów od środka.

 Była rzecznikiem partii, a nie rządu. Ale mniejsza z tym. 

 – Warto podkreślić, że np. w systemie brytyjskim bardzo często się zdarza, że ministrowie w ramach gabinetu zmieniają teki… Myślę, że ma znacznie większe doświadczenie rządowe niż pani Teresa Piotrowska, kiedy obejmowała tekę MSW w rządzie Platformy.

Nie jestem pewien, czy akurat zestawianie Elżbiety Witek z Teresą Piotrowską to jest przysługa dla Elżbiety Witek. Jeżeli chciał pan nam skleić te dwie panie to się panu udaje.

– Chciałem pokazać, że ma dużo większe atuty w ręku pani minister Witek niż poprzedniczka.

Nie jestem przekonany. Zdaje się, że pani Piotrowska była wcześniej wojewodą. Na administracji zapewne się znała. Mniejsza z tym. Ja chcę spytać o Elżbietę Witek w innym kontekście. To właśnie pani poseł – pani minister teraz – mówiła, że ona przychodzi do tego resortu się uczyć. 

Pani minister Witek jest bardzo sprawnym administratorem. Ma doświadczenie rządowe. Jak spotkamy się za parę miesięcy – jeżeli się spotkamy – to będzie Pan ją chwalił …

To znaczy, że pan wierzy w minister Witek bardziej niż ona sama w siebie. 

– Nie. Jest osobą skromną i pokorną, stąd właśnie takie nierozbudzanie oczekiwań. Myślę, że będzie sprawnym ministrem. Jestem o tym przekonany.

Ale czy człowieka np. od kontroli należy stawiać na czele ministerstwa finansów? 

– A może to jest tak, że jest to uhonorowanie osoby, która była odpowiedzialna za KAS – Krajową Administrację Skarbową – a wlasnie skarbówka swoimi działaniami doprowadziła do tego, że mamy dużo bardziej szczelny budżet. To jest pewien taki sygnał.

To może dajmy mu order? Nie jestem pewien, czy należy ludzi nagradzać akurat stanowiskami. 

– To jest człowiek, który w resorcie finansów jest od 4 lat. Zna resort od środka. Zna wszelkie mechanizmy. Jest to człowiek, który potrafi łatać dziury budżetowe – tym bardziej też będzie potrzebny teraz.

 Ja bym chciał oczywiście powiedzieć: Panie Ministrze, ja pana bardzo doceniam. Proszę nie nasyłać na mnie kontroli skarbowej. Ja jestem niewinny. Ale mówiąc poważnie… Pan, rozumiem, pokłada nadzieję w pani minister Witek, która akurat sama przyznaje, że doświadczenia nie ma i chwali pan ministra Banasia, który akurat zna się tylko na bardzo wąskim wycinku działalności w ministerstwie finansów.

Bardzo ważnym, jest w kierownictwie resortu od czterech lat -podkreślam, a więc jest kontynuacja.

Panie pośle, samorządowcy ruszają w Polskę, żeby wesprzeć Koalicję Obywatelską, Koalicję Europejską – jak zwał tak zwał, bo nie wiadomo jak się będzie nazywać. 

– Już ruszyli jesienią zeszłego roku i zawarli koalicję z nami na Dolnym Śląsku.

To mówi pan o tych samorządowcach, którzy się nie ruszyli, bo oni zostali na Dolnym Śląsku. Ja mówię o tych prezydentach miast, którzy właśnie teraz mówią, tak jak słyszeliśmy prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego, który mówi, że całe wakacje spędzi na przekonywaniu ludzi do tego, by wesprzeć opozycję. 

 – Życzę panu prezydentowi Sopotu miłych wakacji. Natomiast mam wrażenie, że akurat gdy chodzi o samorządowców to jest już konkretny ruch – Bezpartyjni Samorządowcy. Oni na Dolnym Śląsku podpisali porozumienie z nami.

 Ale czy to nie będzie dla Was zagrożenie, bo to znane twarze, część z nich być może wystartuje do Senatu. To miejsce batalii, które oni wyznaczają. Tam się wszyscy zjednoczymy i damy PiS-owi łupnia.

Nie wierzę, aby ktokolwiek z prezydentów startował do Senatu.

Ja też średnio.

Jest takie powiedzenie, że “lepiej być pierwszym na prowincji, niż drugim w Rzymie”. Lepiej mieć realną władzę przez co najmniej pięć lat w samorządzie, gdzie odpowiada się za spore pieniądze i można sporo wykreować, niż być jednym ze stu senatorów, prawdopodobnie nie z opcji większościowej. W związku z tym myślę, że nikt z tych państwa do Senatu nie wystartuje.

Donald Tusk zagrzewał w każdym razie opozycję. Mówił: trzeba być odważnym, zdeterminowanym, sprytnym. Nie można dać się ograć nawet, jeżeli pierwszy mecz się przegrało. 

– No, właśnie on dał się ograć.

Komu? 

Jego przemówienie miało jedną wadę: było za krótkie. Ja uważam, że im więcej Tuska – tym dla nas – dla PiS -lepiej. Szkoda, że tylko Jażdżewskiego nie było.

Ach, te drobne złośliwości. 

– Nie, szkoda, że Jażdżewskiego nie było, bo ten duet, tandem, fajny naprawdę.

Dobrze, ale mówiąc poważnie. Czy ta mobilizacja Donalda Tuska, czy to nie będzie dla Was kłopot? Oni się zmobilizują, mało tego – mogą zmobilizować wyborców. Mają w końcu jednak całkiem spore rezerwy, bo na razie okazało się, że ich wyborcy do wyborów europejskich średnio poszli. 

– Przed wyborami europejskimi mówiono, że wyższa frekwencja będzie sprzyjać Platformie, Koalicji Europejskiej… Okazało się, że ta wyższa frekwencja sprzyjała PiS, więc ja wierzę w wyższą frekwencję, która będzie skuteczna dla nas.

Kto w takim razie stanie na czele waszych list? Minister Marek Suski w naszym studiu mówił, że to może być kłopot. Lokomotywy wyjechały do Brukseli i zostają same wagoniki. 

To była kampania, w której w najbardziej spektakularny sposób frontmanem był Jarosław Kaczyński.

 Ale niech pan zwróci uwagę na wyniki liderów. Beata Szydło – ponad pół miliona głosów, Patryk Jaki z trzeciego miejsca – ponad ćwierć miliona głosów. Bardzo dobry wynik jak na trudny dla Was okręg pana ministra Brudzińskiego. Bardzo dobre wyniki na Śląsku. To pokazuje, że ci ludzie mieli tam także osobistą popularność. A gdzie będzie na przykład Wasza twarz społeczna, pani minister Rafalska? Otóż będzie w Brukseli właśnie, a nie na jedynce na liście wyborczej. 

 – Ma pan rację w tym sensie, że ludzie głosują na znanych liderów, ale też przede wszystkim głosują na Prawo i Sprawiedliwość, bo jego prezesem jest Jarosław Kaczyński. To się nie zmieniło.

O tym, co w Europie, za sekundę. Ostatnie pytanie w tej części rozmowy, to jest pytanie o wakacje. W końcu znany obieżyświat, nie tylko wyborczy, podróżujący po Polsce      Ryszard Czarnecki. Jakieś jedno miejsce, w którym powinniśmy spędzać wakacje, gdzie jeszcze nie byliśmy? 

– Może pana zaskoczę, jeżeli miałaby to być zagranica, choc podkreślam uroki polskiego krajobrazu, ale proponuję trochę mało doceniany w Polsce teren byłej Jugosławii. Na przykład Serbia, Czarnogóra.

Czarnogóra ma małe wybrzeże i tam mnóstwo ludzi. 

 –  Ale są ciekawe góry, nigdy niezdobyte przez Turków.

Czyli Ryszard Czarnecki poleca tropem Jana III Sobieskiego, by dawać odpór Turkom. Tym razem na pole bitwy wyznacza Pan góry Czarnogóry. 

– Ja nie mówię o konfrontacji z islamem. Mówię o urokach krajobrazowych i turystycznych.

Jest Pan europosłem czwartą kadencję, a PiS ma pewien problem, bo jest w niedużej grupie EKR, która osłabła przez to, że brytyjscy konserwatyści zdobyli bardzo słaby wynik i możliwe, że wyjdą ostatecznie z Unii, a wy spadniecie wtedy z piątego na szóste miejsce. No i co, wielki sukces PiS i marginalizacja w Europie, to Was czeka? 

– Po pierwsze jesteśmy trzecią frakcją póki co, nowy Parlament Europejski ukonstytuuje się 2 lipca i zobaczymy, którą wtedy frakcją będziemy.

Czyli od 2 lipca będziecie czwartą frakcją. Piątą.  

– Możemy zrobić bardzo szeroką koalicję, tylko pytanie, czy to będzie dobre dla Polski.

Nie, pytanie jest inne, czy to będzie dobre dla PiS-u przed wyborami. 

–  Właśnie, to też, właśnie.

Właśnie, bo ta szeroka koalicja to porozmawiajmy szczerze, Ryszard Legutko i Zdzisław Krasnodębski mówią tak: jeżeli mamy się liczyć w Europie, to musimy stworzyć bardzo szeroką koalicję z Marine LePen we Francji, z Salvinim z Włoch, w zasadzie z wszystkimi, z którymi się da. I powiedzieć: co, mówicie, że to są neofaszyści? Idźcie precz, wy macie neokomunistów, nie gadamy z wami. 

– Jestem temu przeciwny i mówię to bardzo jasno. W interesie Polski nie jest sojusz z panią LePen z Francji czy z AfD czyli Alternatywa dla Niemiec  z Republiki Federalnej.  Uważam, że nie powinniśmy być razem w jednej frakcji.

Ale dlaczego nie? Wtedy będziecie wielką siłą. 

– Po pierwsze dlatego, że nie powinniśmy prowadzić polityki na poziomie europejskim, która mogłaby zaszkodzić PiS-owi w kraju.

A, czyli o to chodzi. 

–  Nie, to jest kwestia taktyczna, ale bardzo istotna, nie chcemy kojarzyć z ugrupowaniami, które są odbierane jako kontrowersyjne.  Ale sprawa strategiczna jest taka, że są to ugrupowania, które są bardzo podatne na – mówiąc dyplomatycznie – pseudoargumenty Kremla.

No tak, Pan sam mówi, że to są ugrupowania prorosyjskie, ja to samo powtarzam Zdzisławowi Krasnodębskiemu gdy jest tu w studio i on odpowiada „Naprawdę?. A co Pan powie, Panie Redaktorze, o CDU, która buduje razem z Kremlem Nordstream2”. I ja wtedy rzeczywiście nie wiem ,co mam powiedzieć. 

– No, rzeczywiście to jest taki dobry argument, miliardy euro na Nordstream, a jakieś tam drobne miliony euro dla Marine LePen, więc tu można to porównywać.

Jeżeli Marine LePen ma być przekupiona i to wszystko luz… 

– Nie, nie. Natomiast mówimy o tym, że polska polityka musi być samodzielna, nawet za cenę stworzenia mniejszej frakcji. Nie na zasadzie „hurra – ze wszystkimi”, a potem się okazuje, że Ci „wszyscy” tak naprawdę zupełnie inaczej widzą politykę zewnętrzną ,na przykład wobec Rosji niż my.

No, dobrze, skoro tak, to macie dwa wyjścia:  albo sami z Waszymi mniejszymi sojusznikami, ale wtedy jesteście marginalni, albo powrót do pomysłu, by PiS zapukał do drzwi Europejskiej Partii Ludowej, czyli partii, w której są PO i PSL, ale są też inni główni gracze areny międzynarodowej. 

– Cóż, sam ten pogląd głosiłem, już w wywiadzie dla Piotra Zaremby w 2014 roku.  Przypomnę, że PiS był kiedyś w Europejskiej Partii Ludowej w 2003-2004 roku, kiedy jeszcze PiS miał tam obserwatorów, a potem posłów od maja do lipca 2004 roku- potem była decyzja, żeby wyjść.

Potem Adam Bielan z Michałem Kamińskim stworzyli wspólną grupę z brytyjskimi konserwatystami i tak zostaliście wyprowadzeni na boczny tor. 

– To było już w 2009 roku.

Ja wiem, ale ja nie chce całej historii opowiadać. 

Nigdy nie mów „nigdy” w polityce, ale na dzisiaj na stole jest kontynuacja EKR.

Czy rozważacie w ogóle wstąpienie do Europejskiej Partii Ludowej? 

– Na dzisiaj nie ma takiego pomysłu. To nie jest realna polityka.

A za parę miesięcy będzie? 

– Zobaczymy, co będzie w Europie za parę lat. Jeżeli w ogóle, to – lat właśnie . Natomiast jest takie powiedzenie, że największym urokiem alternatywy jest to, że ona jest. Przypomnę, że prezes Jarosław Kaczyński mówił w wywiadzie w listopadzie 2016 roku dla Polskiej Agencji Prasowej, że on może sobie wyobrazić, że będziemy w EPP, natomiast Orban, z którym wiele nas łączy, cały czas w EPP czyli w Europejskiej Partii Ludowej jest, bo to jest jakiś parasol…

 Ale jak Pan wie, nie wiadomo, czy on pozostanie w tej Europejskiej Partii Ludowej.

O ile wiem, w jego interesie jest pozostanie w tej partii i on nie chce jej opuszczać, ale tam jest problem z partiami chadeckimi ze Skandynawii i krajów Beneluxu, które mówią „albo my, albo Orban” i jeżeli Orban zostanie, to mogą pójść do Macrona-  tak szantażują.

No tak, wiernie Pan to odtworzył, ale pytanie jest takie, jeżeli PiS wygrywa wybory jesienne i premierem pozostaje Mateusz Morawiecki czy Jarosław Kaczyński, to PiS i tak nie będzie silny w Brukseli, nie będzie miał tego parasola ochronnego i znowu będziecie mieli Fransa Timmermansa co tydzień, tego Pan chce? 

– Frans Timmermans jest socjalistą…

Będzie teraz w Komisji Europejskiej jak nic.

–  Rząd w Holandii tworzą dwie partie chadeckie i dwie partie liberalne, więc nie jestem pewien, czy wskażą  socjalistę, życie pokaże, natomiast z punktu widzenia funkcjonowania w Europie ,także rządu RP oczywiście bycie w największej frakcji politycznej ma swoje uroki, a z punktu widzenia funkcjonowania w Parlamencie Europejskim kontrolowanie frakcji, a my to będziemy robić, również ma swój duży urok.

Pan jest widzę rzeczywiście zwolennikiem, że lepiej być drugim, a nawet piątym w Rzymie. 

 – Na razie trzecim.

To w takim razie pojawiają się pomysły, choć to jest jeszcze pisane na kałuży lub rysowane patykiem na piasku, by premierem po Waszym zwycięstwie po kolejnych wyborach był nie Mateusz Morawiecki, a Jarosław Kaczyński. 

 – „Już był w ogródku, już witał się z gąską”, mówienie teraz o tym, kto będzie premierem po wyborach to byłby brak szacunków dla wyborców, my walczymy o zwycięstwo, na razie trzy razy „P” : pokora, praca, powściągliwość.

Wyklucza Pan taką możliwość, że Jarosław Kaczyński będzie premierem? 

 – My musimy najpierw wygrać wybory po to, by móc rządzić samodzielnie, a potem Prawo i Sprawiedliwość deleguje kandydata na Prezesa Rady Ministrów.

To wyklucza Pan, czy nie? 

– Oczywiście, że nie wykluczam. Jarosław Kaczyński był już premierem, byłby świetnym premierem, tylko od niego zależy czy tym premierem w przyszłości będzie, a my będziemy ciężko pracować, żeby te głosy wyborców zdobyć.

 A w czym byłby lepszy od Mateusza Morawieckiego?

To spekulacje nie fair, w pełni wspieramy Mateusza Morawieckiego, a Pan mówi o propozycji hipotetycznej i teoretycznej, więc mówię, że Jarosław Kaczyński absolutnie nadaje się na to, żeby być Prezesem Rady Ministrów, natomiast Jarosław Kaczyński desygnował i to był jego pomysł, żeby Prezesem Rady Ministrów była najpierw Beata Szydło, a potem Mateusz Morawiecki.

I tu postawimy kropkę, wrócimy do tego w czym się Pan sprawdza najlepiej, czy był Pan w Gwinei Równikowej?  

–  Nie, nie byłem.

A widzi Pan. A jest szansa pojechać dzisiaj, bo tam jest bowiem dzisiaj dzień prezydenta, a to dlatego, że pan Teodoro Mbasogo obchodzi urodziny i oni z tego powodu  mają święto narodowe. Ja myślę, że to jest znakomity pomysł. 

– Prezydent RP, pan doktor Andrzej Sebastian Duda miał też niedawno urodziny. A Pan jest zwolennikiem, żeby to było święto państwowe?

Tak, ja jestem zwolennikiem, żeby to było święto państwowe. 

 – Ale ruchome święto, jak rozumiem?

No, gdyby prezydentem był Richard Henry Francis Czarnecki, to święto zdaje się, że byłoby w styczniu, tak? 

 – 25 stycznia, tak.

A kiedy Pan ma imieniny? Może Pan wybrać z trzech imion. 

 –  Mam 3 kwietnia zawsze.

A później jakoś tak? Czy nie da się latem? Bo mamy nadmiar świąt zimowych i jeżeli mamy celebrować Pana wielkość, to lepiej latem. 

 –  Żartowniś z Pana.

Proszę Państwa, jestem absolutnie pewien, że jak ja rozpocznę inicjatywę kolejnego ruchomego święta, to Polacy mnie poprą.

– Na pewno zyska Pan popularność, a mówiąc poważnie…

No, ale skoro Gwinea Równikowa może?

 – Ja będę wspierał prezydenta Dudę bardzo mocno, żeby został prezydentem na drugą kadencję.

No, ale po drugiej kadencji może warto o tym pomyśleć, może to byłby jakiś pomysł na wybory. 

 – Bóg zapłać, Robert Mazurek- Wujek Dobra Rada.

Wujkiem nie jestem, jestem stryjkiem, to po pierwsze, ale uważam, że z dobrych pomysłów należy czerpać nawet, jeśli są to pomysły znad Równika. 

 –  Do rozważenia, ale bez szans realizacji…

No ,nie wiem, nie wiem, a gdyby to był dzień urodzin Jarosława Kaczyńskiego, byłby Pan taki pewien, że nie?  

 – Jarosław Kaczyński w swojej skromności nigdy…

 …Pan pewnie nie wie nawet, kiedy Jarosław Kaczyński ma urodziny. 

–  Wiem, w czerwcu.

 Ale którego dnia? 

– 18 czerwca.

 Koledzy, sprawdźcie tam proszę, bo ja przyznaję, że ja wielbię Jarosława Kaczyńskiego jak wszyscy w Polsce, ale nie aż tak. 18, naprawdę? Mówią mi do ucha, że Pan się nie pomylił. 

 – A kiedy Pan ma urodziny?

Później, niż Pan Prezes. 

 – Oj, chciałbym zapamiętać.

 Nie ma mowy. To słonie mają taką pamięć, a nie Richard Henry Francis Czarnecki. Dziękuję za rozmowę. 

Blog

Polska jest oazą wolności – bez knebla “politycznej poprawności”

Posted on

Proponuję lekturę mojego wywiadu dla Radia „Wnet”. Przeprowadził go prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich redaktor Krzysztof Skowronski. Rozmowa została spisana ,tekst jest autoryzowany 

A gościem „Poranka Wnet” jest europoseł PiS Ryszard Czarnecki, dzień dobry Panu. 

– Witam Pana, witam Państwa bardzo serdecznie.

 Uczestniczył Pan w kongresie Polska Wielki Projekt? 

 – Tak, uczestniczyłem w tym kongresie, który odbywał się podobnie jak w latach ostatnich w warszawskich Arkadach Kubickiego.

 No i? 

 – Mam takie wrażenie, choć to jest subiektywna opinia, że dla gości, którzy przyjeżdżają zza granicy głównie w charakterze prelegentów, Polska jest oazą wolności i krajem, gdzie można otwarcie głosić normalne poglądy i nie trzeba obawiać się knebla politycznej poprawności, „political correctness”, która jest zmorą Zachodu , w tym USA. To jest polska wartość i dowód , że Polska jest wolnym krajem wolnych ludzi, gdzie można głosić rzeczy, które w innych miejscach mogą budzić kontrowersje.

 Na przykład? 

 – Generalnie, sfera obyczajowa, krytyka LGBT, jednym słowem polskość jest normalnością – tutaj mówię w polemice do Donalda Tuska, który mówił, że polskość jest nienormalnością. I życie publiczne w Polsce jest normalnością, gdyż można mówić pewne poglądy, które zyskują nawet status poglądów większości, w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej, gdzie poglądy zwyczajne, oczywiste, naturalne i normalne są często poddawane bardzo ostrej i zmasowanej nawałnicy i jest próba ich spozycjonowania jako poglądów skrajnych czy radykalnych, co jest bzdurą.

 Pan jest i tu i tam, to znaczy teraz w studiu Radia Wnet w Warszawie na V piętrze, ale jest Pan też tam – w Brukseli, obserwuje i czynnie uczestniczy w negocjacjach dotyczących obsady najważniejszych unijnych stanowisk, jak te negocjacje przebiegają, w jakim punkcie gry jesteśmy? 

 – Rzecz w tej chwili toczy się o 5 stanowisk głównych – przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, który zostanie wybrany na początku lipca; stanowisko szefa Komisji Europejskiej oraz wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej odpowiedzialnego za politykę zagraniczną, bezpieczeństwo i unijną dyplomację; wreszcie stanowisko numer 4 to szef Rady Europejskiej, a stanowisko numer 5 to szef Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem. Tu chodzi o timing, czas w którym to będzie obsadzane.

I kto ma szansę zostać nowym szefem Parlamentu Europejskiego? 

 – No właśnie, ten, który cały czas oficjalnie uchodzi za kandydata na szefa Komisji Europejskiej, szef największej frakcji obecnie w Parlamencie Europejskiej – Manfred Weber, pupilek pani kanclerz Angeli Merkel.

 I polityk, który był w Warszawie w piątek. Co załatwił, czy zyskał jakieś poparcie polskiego rządu? 

 – Spotykał się z panem premierem Morawieckim, już nie mówił -jak to słyszeliśmy w czasie kampanii do europarlamentu , gdy popierał PO – ze nikt z PiS nie obejmie żadnych stanowisk w Unii Europejskiej. I już nie widział tak, jak to widział w styczniu 2017 roku, że miliony demonstrantów na ulicach polskich miast się pojawiły. Złagodniał, stał się bardziej powściągliwy, założył okulary, już milionów nie widzi.

 Ale czy coś osiągnął? 

 – To może powiedzieć pan premier Morawiecki, rozmowa pewnie była o potencjalnej współpracy – nie w sensie jednej frakcji, bo to jest „mission impossible”, ale współpracy technicznej w niektórych sprawach między naszą frakcją, której głównym modułem jest PiS – frakcji EKR, Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, a frakcją EPP – Europejskiej Partii Ludowej, która pewnie będzie zgłaszać Manfreda Webera na szefa Parlamentu Europejskiego. Stanowisko szefa Komisji Europejskiej i wszystkich dwudziestu siedmiu komisarzy, w tym siedmiu wiceprzewodniczących Komisji- bo jest to taka struktura, że 1/4 stanowisk to są wiceprzewodniczący lub przewodniczący, więc ponad 25% ! -to ciało ukonstytuuje się albo w drugiej połowie lipca, albo dopiero jesienią. Wybór szefa Rady Europejskiej to jest kwestia grudnia, a szefa Europejskiego Banku Centralnego tez na jesień – bo kadencja obecnego szefa upływa z końcem października. Ale tu jest ciekawa układanka, bo o stanowisko szefa banku z siedzibą we Frankfurcie nad Menem ubiega się Niemiec – Jens Weidemann, ale jeżeli stanowisko szefa Parlamentu Europejskiego lub szefa Komisji Komisji Europejskiej trafi do innego Niemca, no, to oczywiście drugi Niemiec nie będzie mógł być szefem innej instytucji centralnej w ramach Unii.

 A nasze oczy już niebawem będą skierowane na Waszyngton, bo tam w środę wizyta prezydenta Andrzeja Dudy i możliwe podpisanie różnych porozumień militarnych i wojskowych. Czego Pan oczekuje po tej wizycie prezydenta w Białym Domu? 

 – Gdy chodzi o aspekty militarne, więc kwestię poszerzenia liczby żołnierzy stacjonujących w Polsce i ewentualnego zmiany statusu baz na bazy stałe, to już do Waszyngtonu wcześniej udaje się minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak, który będzie tę wizytę kończył przygotowywać właśnie w tym aspekcie. Ale nie tylko chodzi o wspolprace militarna, bo też będzie kwestia współpracy energetycznej, dla nas ważna jest kwestia dywersyfikacji energii. Polska zastąpiła już Wielką Brytanię jako sojusznik numer 1 USA w Unii Europejskiej, jest też kwestia wizyty amerykańskiego prezydenta…

 …Wielka Brytania jest jeszcze w Unii Europejskiej. 

– Tak, ale ponieważ jest na wylocie, czy wyjdzie, czy nie wyjdzie, czy będzie sójką za morze, która deklaruje, że chce lecieć, ale jakoś nie leci, więc faktem jest, że Polska zastąpiła Wielką Brytanię jako sojusznik USA w Unii Europejskiej, a jeśli premierem zostanie Boris Johnson to myślę, że Wielka Brytania z UE wystąpi. W każdym razie na pewno tutaj ta wizyta prezydenta Dudy będzie miała szczególne znaczenie, nie tylko protokolarne, choć fakt, że prezydentowi Dudzie będzie towarzyszyła Pierwsza Dama to jest też bardzo istotne dla mediów, ale w wymiarze politycznym ta wizyta ma naprawdę wielkie znaczenie.

 Bardzo dziękuję, jakie ma Pan plany na ten tydzień? 

 – Bruksela, lecę do Brukseli jutro i robię to, co do mnie należy, czyli rozmawiam, rozmawiam, rozmawiam.

 Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę, rozmowę, rozmowę. Jest godzina 7:23, gościem „Poranka Wnet” był Ryszard Czarnecki. 

 -Dziękuję bardzo.

Blog

O egotyku (i dobrze!) Trumpie i Polsce, która zastapiła Amerykanom Niemcy

Posted on

Zapraszam do przeczytania wywiadu ,jakiego udzieliłem VOD „Gazety Polskiej”. Rozmowę z cyklu „Rozmowa Niezalezna” przeprowadził red. Jacek Liziniewicz . Tekst jest autoryzowany. 

 Dzień dobry, witam Państwa serdecznie, „Rozmowa Niezależna”, Jacek Liziniewicz, dzisiaj wyjątkowo w koszulach, bo straszny gorąc w Warszawie, ale Pan Przewodniczący dziś pod krawatem – moim i Państwa gościem jest Ryszard Czarnecki, Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Panie Przewodniczący, chyba sukces w, bo oglądałem TVN24 nawet i nie ma się do czego przypiąć : Amerykanie zwiększają obecność w Polsce, mamy mieć nowe samoloty, bazę dronów, na Wschodzie słychać wycie, więc chyba znakomicie wszystko? 

 – A kto jest właścicielem TVN? Jaka nacja? Amerykanie. Tak, to jest wielki sukces. Uważam, że ta wizyta w sposób znacząco zwiększyła polskie bezpieczeństwa, a i sam fakt przesłania, które poszło do Rosji, że Amerykanie będą mieli o 2000 więcej żołnierzy, jak mówił Trump, że są to bardzo zróżnicowane siły, jednostki, jednym słowem takie zmaterializowanie się jeszcze bardziej współpracy polsko-amerykańskiej, plus zakup F-35, więc to wszystko pokazuje, że scenariusz ze strony Rosji gruzińsko-ukraiński się oddala. Choć oczywiście niezależnie trzeba armię powiększać, inwestować w polskie fabryki zbrojeniowe czy Wojska Obrony Terytorialnej.  Natomiast ta wizyta prezydenta Dudy w USA to był taki „breaking point”, punkt przełomowy. Można mówić, że Polska od tego momentu ,od tej środy jest krajem bardziej bezpiecznym.

 Ale w tej samej telewizji, którą ostatnio oglądałem, słyszałem wypowiedź pana Schnepfa, który twierdził, że F-35 to bardzo drogie maszyny, SU-57 są o wiele tańsze i lepsze, jak Pan ocenia taką wypowiedź jakby nie było byłego ambasadora Polski w Waszyngtonie. 

 – To jest mocne, uderz w stół, a nożyce się odezwą.

 A jeszcze powołującego się na „Sputnika” rosyjskiego. 

 Jak ktoś doszukuje się opcji prorosyjskiej w polskim środowisku politycznym to proszę- ma, no i to nie w środowisku Konfederacji czy PSL, bo kiedyś tam szukano. Nie, dyplomata związany mocno z opozycją, nawet mówiło się, bo był taki sondaż w listopadzie 2016, gdzie Nowoczesna wyprzedziła PiS o 1% i mówiło się wtedy, że w gabinecie cieni Ryszarda Petru szefem MSZ jest Ryszard Schnepf. To jakby pokazuje, z jakiej wróciliśmy podróży. I to mówił człowiek, który zna USA -i tu taki tekst, to chyba na tej zasadzie, że jak PiS w prawo, to opozycja w lewo, jak PiS zadekretuje, że po wtorku jest środa, to oni ogłoszą, że środa jest przed wtorkiem. To jest po prostu paranoja.

Ale z drugiej strony podkreślane są te kwestie ekonomiczne i tutaj podnoszą to z kolei politycy Konfederacji, że na F-35 nas nie stać, bo godzina lotu to 40000 dolarów. Jak Pan to ocenia? Bo jeszcze się jedna sztuka nie pojawiła, ale już wiadomo, ile kosztuje jeden przelot.  

– Za bezpieczeństwo warto płacić, jeżeli to jest deal, to warto było go zrobić. Zwracam uwagę, a przez 7,5 roku byłem członkiem SEDE, czyli Podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony w Parlamencie Europejskim, że w tej chwili walka militarna decyduje się w powietrzu, kto ma power w przestrzeni, ten wygrywa. To są rzeczy ważne, drogie zabawki, ale kluczowe. Jeżeli jednak to był element transakcji, że bazy stałe i zwiększenie liczby żołnierzy plus w pakiecie to czyli samoloty F-35, to uważam, że warto było. Bycie niepodległym, niezależnym państwem kosztuje. Gdybyśmy byli w sensie politycznym kolonią niemiecką czy francuską, to byśmy nie musieli zbroic armii. Tyle, że taka filozofia to dziwne podejście do rzeczywistości.

 Wspomniał Pan o Niemczech i Francji, a jak oni patrzą na nasze zbliżenie z Amerykanami? 

 – W wymiarze politycznym patrzą źle, bo to nie Ameryka Obamy, gdzie elity lewackie, lewicowe, liberalne go wielbiły, choć sam Obama miał Europę w nosie, bo nie rozumiał nic, nie czuł bluesa, czuł się dobrze w Azji czy Afryce. Jest antagonizm francusko-amerykański, w pewnym sensie historyczny, plus otwarty konflikt Macrona i Trumpa, a Trump okłada Francuzów cłami za francuskie wina, co jest skądinąd nie tyle wyrazem wrogości, a adekwatna odpowiedzią  do francuskich cel na wina z Kalifornii . A Niemcy nie mogą przeboleć, że za Baracka Obamy Niemcy były krajem, do których można było dzwonić – mówiąc Kissingerem-chcąc rozmawiać „z Europa”, a teraz straciły ten  telefon z Bialego Domu do kanclerz Merkel, teraz te rolę przejmuje Polska. To jest tak, że Polska stała się dla USA sojusznikiem nr 1 w ramach Unii Europejskiej po decyzji o Brexicie, ale też stała się amerykańskim kanałem do Europy, partnerem nr 1 w miejsce RFN-a to jest piekielnie ważne. Stąd Niemcy i Francuzi mogą nas nie lubić, to jest jasne, ale nawet jeśli nas nie lubią, to i tak polityczna pozycja Polski rośnie, bo to nas wybrali Amerykanie. I tu też są podwójne standardy, bo jak Niemcy za Obamy były pasem transmisyjnym USA do Unii Europejskiej , to było cacy i super, pani Merkel była mężem stanu, ale kiedy to jest Polska, to to rzekomo szkodzi relacjom  Unii i USA. A to bzdura.

 A który moment porozumienia ostatniego był najważniejszy? Decyzja NATO najpierw o ulokowaniu szpicy, później decyzja NATO z początku kadencji PiS ze szczytu w Warszawie, potem szczyt irański, który też był ważnym gestem wobec USA ze strony Polski. Co odegrało kluczowe znaczenie? 

 – To był proces i suma różnych decyzji i właśnie gestów dobrej woli. Ja natomiast zwrócę uwagę na to, o czym Pan nie powiedział. Donald Trump ma bardzo rozwinięte ego – nie krytykuję, sam nie mam małego – ale on bardzo personalnie przyjmuje do siebie różne rzeczy i choć ma mentalność biznesmena, to patrzy też na stosunek do niego samego. Chcę zwrócić uwagę na jedną rzecz: Włochy i Hiszpania mają wyraźnie mniejszy PKB na obronność niż Niemcy. Ale po kim jeździ Trump? Zawsze po Merkel i Niemczech. Dlaczego? Myślę, że dlatego tak robi, bo pamięta wypowiedzi i despekty niemieckie, w tym Merkel, doskonale pamięta, jak został przyjęty na szczycie G20 w Hamburgu, gdzie miasto płonęło, protesty, władze nie potrafiły nad tym zapanować, Melanie Trump nie mogła wyjść z hotelu na swoje przemówienie, a przyjechał Trump z Polski, gdzie był witany jak przyjaciel, co było szczere i tu był kontrast. A przypomnę, że on ma niemieckie korzenie . Ta przyjazna i otwarta , z sercem na dłoni Polska, która szczerze wiwatuje na rzecz Ameryki i Trumpa personalnie, a z drugiej strony Niemcy i lodowate -mimo pożaru -Niemcy od koktajli Mołotowa, gdzie miał takie poczucie dystansu wobec siebie, więc myślę, że także to nasze wtedy przyjęcie też jest jakimś elementem, który mógł mieć jakieś znaczenie . Nie ma co ukrywać Panie Redaktorze, ja mogę powiedzieć coś, czego nie powie minister Błaszczak – to Pentagon był przeciwny, żeby rozszerzać obecność amerykańską w Polsce, a to sam Trump o tym zdecydował. Od lat wojskowi mieli wszystko cacy w Niemczech, przewidywalne działania, a tu wysiłek, relokacja, nowe zadania, więc Pentagon chciał, by było po staremu. To presja polityczna, i choć ja krytykuję te panią za różne rzeczy, tę sprawę pani ambasador USA w Polsce bardzo wspierała .

No właśnie, mamy we wrześniu zapowiedzianą wizytę Donalda Trumpa, będzie zniesienie wiz, jak Pan czuje na Pański nos? 

Nie wiem. Powiem tak: dobrze ,ze o tym mówimy, ale nie jest to sprawa numer jeden ani dwa. Bezpieczeństwo jest najważniejsze. Oczywiście, żeby była jasność, to jest ważne, a Trump to obiecał, więc musi to wypełnić, ja nie wiem czy to będzie we wrześniu, bo może być w przyszłym roku, ale mam nadzieję, że tak będzie, bo to jest asymetria szkodliwa dla Polski od wielu lat. Ja tego nie lubię, bardzo lubię być w Ameryce, ale nie lubię do niej wjeżdżać. Czasem stoję w kolejce, czasami mnie wprowadzają, ale jest to rzecz nieprzyjemna, jak widzę moich rodaków stojących w kolejkach do ambasady USA, a potem w kolejkach do urzędników wizowych, którzy decydują o ich losie, wpuszczą, czy nie wpuszczą delikwenta. Ale co ważne, ten kurs, który nadał Jarosław Kaczyński – to nazwisko musi paść- kurs na wyraźny sojusz z  Ameryką , gdzie w pewnych rzeczach nawet przygryzamy, że tak powiem, jezyk , ale tutaj dzięki temu mamy rzeczywiście dobre wsparcie. To zaowocowało tymi efektami, a to, że Trump się w połowie czerwca spotyka z prezydentem Dudą i jego małżonką w Waszyngtonie, a potem przyjeżdża do nas we wrześniu, to jest rzecz naprawdę niesamowita. Przypominam też, gdzie premier Morawiecki stał w czasie uroczystości lądowania aliantów z Normandii, które były w Wielkiej Brytanii, stał tuż obok Trumpa i królowej Elżbiety II, to jest protokół dyplomatyczny, tu nie ma przypadków :  Polska rośnie. Możemy narzekać, ale naprawdę Polska stała się krajem najsilniejszym w swojej historii najnowszej ,ba,nawet od końca XVII wieku.

 Dziękuję za rozmowę, moim i Państwa gościem był Ryszard Czarnecki, Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. 

– Dziękuję bardzo.

 

  

Blog

Pięciu Mohikanów i „Parszywa dwunastka”

Posted on

Poszły konie po brukselskim betonie. Na trzecim piętrze skrzydła budynku Parlamentu Europejskiego, którego patronem jest węgierski premier Jozsef Antall (skądinąd przyjaciel Polaków), kłębi się tłum  nowo wybranych posłów, którzy w siedmiu różnych punktach załatwiają formalności związane ze swoją pięcioletnią pracą w tej instytucji. Ja spędziłem tutaj ze 130 minut przed przerwą obiadową i z pół godzinki po niej, choć ci „starzy-nowi” mieli załatwiać sprawy szybciej niż „nowi-nowi”.  Tuz obok tego miejsca położona jest stołówka i zupełnie bez związku  z powyższym przypomniał  mi się film „Wielkie żarcie” z niezapomnianym Louisem de Funesem.

Posłowie, którzy nie zostali wybrani lub nie startowali, zwykle przemykają w  milczeniu. Jak ktoś  z cudzoziemców  spyta Cię o reelekcję, możesz być pewny, że pytający też wygrał wybory. Pytają i mnie. Polski pracownik PE pyta mnie, już z „innej mańki” czy jestem wybrany po raz pierwszy… Odpowiadam, że po raz czwarty i myślę, że lekcji pokory nigdy nie jest za dużo…

Gdy wybierano mnie w 2004 roku po raz pierwszy, dostałem niespełna 33 tysiące głosów, a więc cztery razy mniej niż obecnie. Jest postęp ! Wtedy było nas, polskich europosłów,  pięćdziesięciu czterech.  Pięć lat później ci, którzy weszli ponownie stanowili  mniej więcej połowę. W 2014 roku zostało nas 11 z oryginalnej „54”-tki. Teraz tych z jedenastu ostało się kilku: ja, Buzek, Olbrycht, Saryusz-Wolski, Liberadzki. To wszystko. Pięciu z pięćdziesięciu czterech. Ostatni Mohikanie. Z tej jedenastki odpadli, między innymi: Adam Gierek, Danuta Jazłowiecka, Czesław Siekierski, Mirosław Piotrowski, Tadeusz Zwiefka. Nie wybrano także tych (lub nie wystartowali), którzy zaciekle  atakowali polski rząd , jak choćby eksministrowie PO Michał Boni, Barbara Kudrycka, Julia Pitera czy Dariusz Rosati. Ten ostatni w kampanii zasłynął tym, że na Twitterze skrupulatnie, mimo, że miał tylko 140 znaków, zajął się życiem osobistym kandydatów z PiS szczegółowo wyliczając, kto jest po rozwodzie… Tak, jak widać, kampania europejska Koalicji Europejskiej A. D. 2019 toczyła się czasami na poziomie kreta na Żuławach, ale to nie był ostatni poziom mulistego dna. Nagle, na zakończenie, dało się słyszeć pukanie od dołu. To był IPSOS.

Nie ukrywam radości, iż paru z tych, którzy głosowali za uruchomieniem sankcji wobec własnej Ojczyny w listopadzie 2017, dostało od wyborców czerwone kartki. Albo po prostu macierzyste partie – bojąc się obciachu – nie wystawiły gości.

Ciekawostka:  dwie trzecie  tych, którzy poparli ACTA 2.0 też wylądowało na „zielonej trawce”. Tylko sześciu z tej niechlubnej „18”-tki „załapało się” ponownie. Znowu ,nie wiem czemu(?) miałem „filmowe” skojarzenie-tym razem z  „Parszywą dwunastką”…

Cóż, wystartowałbym w telewizyjnym teleturnieju „Skojarzenia”, ale już go dawno nie ma.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (12.06.2019)

Blog

Polityka nad modrym Dunajem

Posted on

O Austrii znów głośno. Podobnie było, gdy wybory do parlamentu w Wiedniu wygrała Austriacka Partia Ludowa kierowana przez najmłodszego szefa MSZ w Europie Sebastiana Kurza. Zaraz potem został on najmłodszym premierem. Miał wtedy 31 lat. W tym samym czasie o Austrii było jeszcze głośniej z innego powodu: partia antyimigracyjna i antyunijna – jak to określał europejski establishment – czyli Wolnościowcy, weszła w skład rządu w Wiedniu.

To był szok, ponieważ do tej pory na salonach rządowych w Europie takich partii nie goszczono. Wyjątkiem było ugrupowanie Jörga Haidera w 2000 r. w tejże Republice Austriackiej.

Taktyczni przebierańcy – trend europejski 

Europa się jednak zmieniła: 19 lat temu Austria, po decyzji tych samych ludowców o koalicji z partią Haidera, zaczęła być bojkotowana na forum unijnym. Tym razem – cicho sza! To milczenie Brukseli jest spowodowane nie tylko względami taktycznymi – bez tych głosów chadecja w Wiedniu nie byłaby w stanie rządzić albo zmuszona zostałaby do ponownego utworzenia rządu w ramach tzw. wielkiej koalicji z socjalistami, a to wyborcy już zdecydowanie odrzucali.

Jednak nie chodzi tu tylko o względy taktyczne, ale też… o podobną retorykę obu partii koalicyjnych tworzących rząd Republiki Austrii. Gdy chodzi o stosunek do imigrantów, szczególnie nielegalnych, ale nie tylko, to i Wolnościowcy, i ludowcy prześcigali się w retoryce antyimigracyjnej, a europejski salon jakoś milczał, bo przecież establishment potrzebował głosów. Zbliżona sytuacja miała miejsce wcześniej w Holandii, gdzie nominalni liberałowie z rządzącej Królestwem Niderlandów partii premiera Marka Ruttego w kampanii wyborczej nagle zaczęli używać retoryki antyimigracyjnej, choć przez cztery lata swoich rządów kreowali politykę otwartych drzwi dla imigrantów, w wielkiej mierze spoza Europy. W ten sposób wygrali po raz drugi wybory, choć odpowiadają za dosłownie wszystkie błędy polityki imigracyjnej tego kraju w ostatnich latach. Jednak w ten sposób zabrali wiatr z politycznych żagli konkurentom z antyimigracyjnej i antyunijnej prawicy. To kolejny spektakularny przykład tego, jak partie euroentuzjastycznego unijnego establishmentu taktycznie, ze względów li tylko wyborczych, przywdziewają eurosceptyczne i imigracyjnosceptyczne szatki. Cel jest jeden: utrzymać władzę.

Co ciekawe, formacje, które tego nie uczyniły, jak np. włoska lewica ekspremiera Matteo Renziego, musiały oddać ster rządów i odejść. Świadczy to o zmianie nastrojów, jeśli chodzi o stosunek do Unii Europejskiej i imigrantów spoza Europy na całym Starym Kontynencie.

Wiedeń, wybory i (rzekomo) rosyjskie pieniądze 

Wracając do „naszych baranów” (polityczna poprawność uniemożliwia mi napisanie metaforycznie „austriackich baranów”), to afera z Rosją w tle, która okazała się skądinąd dziennikarską prowokacją, pokazała z jednej strony autentyczną rusofilię części elit nad Dunajem, a z drugiej brak moralnych oporów, jeśli chodzi o branie pieniędzy na działalność publiczną (medialną) od wrogów Zachodu, czyli Moskwy.

Najmłodszy szef rządu w Europie Sebastian Kurz zrezygnował z funkcji premiera, zgodził się na powołanie technicznego rządu z tymczasowym kanclerzem po to, aby po tym kroku do tyłu zrobić jesienią dwa kroki do przodu. Właśnie jesienią odbędą się wybory do parlamentu w Wiedniu, które zapewne przyniosą jeszcze większy triumf Austriackiej Partii Ludowej. Chadecy ewidentnie skonsumowali w wyniku tej afery część elektoratu Wolnościowców i są zdecydowanym liderem sondaży, a Kurz, jak się wydaje, ma tekę kanclerza Austrii w kieszeni. Świadczą zresztą o tym wyniki wyborów europejskich nad Dunajem, które miały miejsce już po wybuchu owej afery i które partia Kurza zdecydowanie wygrała z 34 proc. poparciem i olbrzymią przewagą nad innymi ugrupowaniami. Ciekawostką jest skądinąd, że bohater austriackiej afery z rosyjskimi pieniędzmi (rzekomymi, jak się okazało) w tle – Heinz-Christian Strache – też w jakimś sensie jest wygranym, bo startując z ostatniego miejsca w wyborach do Parlamentu Europejskiego, w cuglach zdobył mandat. Inna sprawa, że nie wiadomo, czy go obejmie – choć jak pokazuje kazus Roberta Biedronia „z mandatu raz zdobytego się nie rezygnuje”.

Pierwsi nad Dunajem… 

Słowo o obecnym rządzie Austrii oraz byłym – i zapewne przyszłym – premierze, jak również obecnej pani kanclerz. Otóż Sebastian Kurz był najkrócej urzędującym szefem rządu w historii Republiki Austrii, a odwołanie jego rządu było na dość stabilnej austriackiej scenie politycznej pierwszym udanym przegłosowanym wotum nieufności dla Rady Ministrów. Nowa pani kanclerz Brigitte Bierlein też jest „pierwsza” – jest bowiem pierwszą kobietą na stanowisku kanclerza Austrii. Wcześniej była prezesem austriackiego odpowiednika naszego Trybunału Konstytucyjnego, czyli Sądu Konstytucyjnego.

Quo vadis, Austrio? 

Wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego potwierdziły ogólnoeuropejską tendencję, jeśli chodzi o straty lewicy. Dystans między chadecją a Socjalistyczną Partią Austrii powiększył się do niemal 12 proc. (35,4 do 23,5 proc.). Co prawda socjaliści zachowali tę samą liczbę mandatów, czyli pięć – w sumie Austria ma ich raptem 18 – ale uzyskali poniżej tego, co dawały im uśrednione sondaże za cały 2019 r. (spadek o 2,5 proc. z 26 proc.). Wyraźny wzrost w porównaniu z sondażami (jeszcze bardziej wzmocnili swoją pozycją w Niemczech i Wielkiej Brytanii) zanotowali Zieloni, z których skądinąd wywodzi się prezydent tego państwa, Alexander Van der Bellen. Jego macierzysta formacja z 8 proc. doszła aż do 13,6 proc. A i tak oznaczało to… spadek liczby ich mandatów z trzech do dwóch. Straciła też Wolnościowa Partia Austrii, która wspólnie z socjalistami obaliła rząd Kurza. Miała cztery mandaty, ma ich teraz tylko trzy. Z analizy rezultatów wyborów wynika, że chadecja – co może być odebrane jako swoisty paradoks – pożywiła się zarówno na skrajnej prawicy, zabierając jeden mandat Wolnościowcom, jak i na centrolewie, zabierając jeden mandat Zielonym.

Dlaczego cały artykuł poświeciłem Austrii? Ponieważ jeszcze niedawno niektórzy prawicowi politycy i dziennikarze dość naiwnie widzieli w tym naddunajskim kraju państwo, które nie tylko poszerzy Grupę Wyszehradzką (!), ale też stanie w jednym antyimigracyjnym szeregu z Polską i krajami nowej Unii. Tymczasem to właśnie rząd w Wiedniu atakował nas na szczytach Unii Europejskiej w kontekście łamania praworządności i opowiadał się za uruchomieniem artykułu 7. Zostawmy złudzenia, zachowując jednocześnie poczucie, że warto obserwować kraj, który leży blisko nas i na pewno ma więcej interesów w naszym regionie niż choćby kraje Europy Południowej.

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (17.06.2019)

 

 

Blog

Wykorzystaliśmy koniunkturę

Posted on

Z polityką międzynarodową jest jak z gospodarką: dobrą koniunkturę trzeba umieć wykorzystać. Polacy, mający manie bicia się w piersi za winy popełnione, a często nie popełnione mogą być dziś w Europie i na świecie powodem zazdrości: znakomicie wykorzystujemy ekonomiczna hossę jako państwo (ale też przekładając to na kieszenie obywateli), jak i w polityce zewnętrznej. Trump  nie dość, że nie wtrąca się w nasze sprawy wewnętrzne to jeszcze chwali polskie władze i podkreśla, że z naszą demokracją jest OK. Wie, że te same środowiska liberalno-lewicowe atakują i jego i nas. Za drugiego rządu SLD-PSL zaraz po wejściu do NATO też mieliśmy bliskie relacje z USA tyle, że była to „ulica jednokierunkowa”: nasi chłopcy bohatersko walczyli w Afganistanie i Iraku, ale nie przekładało się to na język korzyści gospodarczych czy geopolitycznych dla Rzeczypospolitej. Teraz idealnie wykorzystujemy fakt, że w Białym Domu są Republikanie a nie Demokraci (z ich tendencją wspierania opozycji nad Wisłą). Nie chodzi tu tylko o amerykańskie bazy czy współpracę energetyczną, bo przecież nie przypadkiem prezydent Duda odwiedził renomowana klinikę onkologiczna. Najważniejsza jest jednak geopolityka: uznanie przez Waszyngton Polski za sojusznika nr 1 w UE zamiast Wielkiej Brytanii oraz za partnera politycznego nr 1 w Unii w miejsce Niemiec oznacza ,że wokół nas tym bardziej będą grupować się kraje naszego regionu.

*pełna wersja felietonu, który ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (15.06.2019)

Blog

Gorący sezon…

Posted on

W ostatnich tygodniach wiele się dzieje w reprezentacyjnych rozgrywkach. Można rzec: to gorący czas także dla naszych kadr narodowych. Z Ryszardem Czarneckim – wiceprezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej rozmawialiśmy w tropikalnych warunkach, jakie towarzyszą World Tour Warsaw 2019 na terenie Monta Beach Volley Club.

pzps.pl: Spotykamy się na World Tour Warsaw 2019. Klimat ostatnich dni w kraju tropikalny. To chyba gorące lato w Polskiej Siatkówce.

Ryszard Czarnecki – wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej: Faktycznie wiele się dzieje. W Warszawie nasze duety ze zmiennym szczęściem walczą w World Tour, ale tu sprawa jest cały czas otwarta i kibicujmy naszym siatkarkom i siatkarzom na plaży. W siatkówce halowej mam nadzieję, że odwrócimy dotychczasowy niezbyt dobry trend, że sezon po sukcesie był zawsze mniej udany. Tak było w po wicemistrzostwie w roku 2006 oraz po pamiętnym mistrzostwie świata w katowickim Spodku w roku 2014. Bardzo też liczymy, że w piątym sezonie pracy Jacka Nawrockiego z kadrą kobiet też będzie sukces, tym bardziej, że będziemy współgospodarzami mistrzostw Europy…

 …ale w tym sezonie kluczowe są kwalifikacje olimpijskie. Tą są główne wyzwania dla obydwu naszych reprezentacji.
Naturalnie dla męskiej reprezentacji, jako mistrza świata ważnym jest by wygrywać też mecze w Lidze Narodów, tytuł mistrza globu zobowiązuje, ale cel numer jeden to sukces w kwalifikacjach w Gdańsku. W przypadku pań mieliśmy sporo powodów do radości w Lidze Narodów, choć rozmawiamy po trzech przegranych w turnieju w Chinach i jednym zdobytym punkcie, ale liczymy, że w walce o olimpijskie paszporty podejmą twardą walkę. Jacek Nawrocki  swoim zwyczajem studzi nastroje, ale jest w tym jakaś metoda.

W ostatnich dniach mamy namacalny dowód, że czas w siatkówce jest bardzo gorący. Wiele ważnych międzynarodowych wydarzeń, na wielu kontynentach. Czy taki intensywny kalendarz jest efektywny promocyjnie?
Oczywiście możemy szkicować różne kalendarze z uwzględnieniem potrzeb zawodniczek i zawodników, potrzeb marketingowych, ale trzeba grać na takim boisku, jakie nam wyznaczono. Kalendarz jest taki sam dla wszystkich i nie mamy powodu by zgłaszać pretensje do światowej federacji. W przypadku męskiej reprezentacji mamy tak duży potencjał kadrowy, że możemy pozwolić sobie na wiele rotacji i faktycznie tak napięty terminarz jest o wiele większym problemem dla innych reprezentacji.

Panowie dzisiaj zagrają  z Iranem w Urmii. Czy po wypowiedzi Michała Kubiaka dotyczącej jego stosunku do tego kraju, czy to może być turniej podwyższonego ryzyka?
Michał Kubiak nie gra – temat jest zamknięty. Polacy grają na terenie i tak gorącym dla każdej drużyny spoza Iranu. Spokojnie, nie ma się co nakręcać. Trzeba koncentrować się na kolejnych meczach, wygrywać i myśleć o dalszej części rozgrywek.

Michał Kubiak, Zofia Klepacka w sposób odważny wyrażają swoje poglądy. Czy sportowcy powinni tak wyraźnie manifestować swoje sądy na tematy niezwiązane ze sportem?
Sportowcy też ludzie, też obywatele – mają prawo zabrać głos, nie ma co tego roztrząsać. Nie lubię podwójnych standardów. Te same tytuły, które uwielbiają panią kapitan piłkarskiej reprezentacji kobiet Stanów Zjednoczonych za krytykę prezydenta Donalda Trumpa za jego politykę imigrancką, te same gazety krytykują Zofię Klepacką. Zachowajmy te same miary. Proponuję się skupić jednak na aspektach sportowych, a tu Michał Kubiak, nasz kapitan reprezentacji Polski i kluczowa  postać drużyny mistrzów świata ma bardzo wiele do zaoferowania – i dobrze.

Blog

PO przesuwa się w lewo. Czy Kosiniak-Kamysz gra w totka?

Posted on

Zapraszam do lektury wywiadu, którego udzieliłem w tym tygodniu dla Polskiego Radia Program Pierwszy, w ramach „Sygnałów Dnia”. Rozmowę przeprowadziła red . Katarzyna Gójska. Rozmowa została spisana, a jej tekst został autoryzowany.

A kolejnym gościem „Sygnałów Dnia” jest Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości, witam Pana bardzo serdecznie. 

– Witam Panią, witam Państwa równie serdecznie.

Panie Pośle, prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski tak skomentował Paradę Równości: „było radośnie i kolorowo, dziękuję za mnóstwo pozytywnej energii”. Do tej pory nie doczekaliśmy się stanowczego komunikatu do tych wydarzeń, które miały miejsce na Paradzie Równości, do bluźnierczej prowokacji, satyry z Mszy Świętej, były też wypowiedzi uczestników tej parady – bardzo wulgarne i pogardliwe wobec wyborców Prawa i Sprawiedliwości. I były też wypowiedzi polityków Platformy Obywatelskiej, którzy mówili, że sprawie należy się przyjrzeć, że może te wydarzenia jednak wymagają potępienia. Czy Pan oczekuje, że prezydent Warszawy, który objął patronatem paradę równości, odniesie się w sposób jednoznaczny do tych wydarzeń? 

 – Powinien, minęło już 48 godzin, a nadal tego nie uczynił, więc to jest takie głośne i haniebne milczenie. Powiedział, że było radośnie – no ,pewnie dla ludzi wierzących nie było radośnie, gdy Msza Święta została sparodiowana, żeby nie powiedzieć sprofanowana w  ramach tegoż marszu równości, kiedy po raz kolejny pokazano pogardę dla uczuć osób wierzących w Polsce. Zatem jeżeli ktoś zachwala „Paradę  Równości” i jednocześnie pokazuje, jak się gardzi ludźmi wierzącymi w Boga, to ja dziękuję za takie parady, dziękuję za taką pseudo-tolerancję.

Politycy PO mówią, że to były wydarzenia marginalne. Idea była zupełnie inna. 

– Bardzo przepraszam, ale nie chodzi o to jaka była idea, a jaki był polityczny wymiar, jaką była praktyka. Jeżeli uczestnicy tegoż marszu określają mianem k**** wyborców PiS, ja nie będę zresztą cytował innych skandalicznych napisów, wulgarnych i obrzydliwych, bo nie chcę tego czynić, w Internecie można to łatwo znaleźć. (…). A ci, którzy domagają się tolerancji dla osób o innej orientacji seksualnej powinni właśnie w pierwszym szeregu walczyć o tolerancję w ogóle, chociażby dla osób wierzących. Jeżeli nie ma takiej tolerancji, to ich walka o tolerancję jest po prostu hucpą i czymś nie do przyjęcia, bo tak naprawdę widać, że chodzi o tolerancję, ale tylko dla niektórych.

A jak Pan patrzy w ogóle na to wydarzenie, bo po raz pierwszy prezydent stolicy objął patronatem tzw. paradę równości. Czy to jest tak, że to wydarzenie wpisuje się w aktywność Rafała Trzaskowskiego, jego poglądy i zapatrywania w jaki sposób mają wyglądać relacje w Polsce, czy to ma szerszy kontekst i jest to element strategii politycznej Platformy Obywatelskiej czy szerokiego środowiska Koalicji Europejskiej bez względu na to, kto tam jest w tej koalicji, bo zdaje się, że PSL jest tam już jedną nogą, a SLD to zdaje się, że już dwoma, to też nie jest pewne. 

I jedno i drugie, pan prezydent Trzaskowski robi to, co mu w duszy gra, a gra mu karta LGBT+, którą niestety sprezentował warszawiakom. Mówię to ,niestety, z wielką przykrością, bo ta inicjatywa prezydenta PO  będzie dyskryminować polskich przedsiębiorców , przedsiębiorców z Warszawy, którzy jej nie podpiszą i nie będą mogli przez to zawierać z Urzędem Miasta w Warszawie umów. Jest to wiec dyskryminacja natury ekonomicznej i biznesowej, ale też jest to pewnie element szerszej strategii PO, która chce zmarginalizować partię „Wiosna”, walczy o ten elektorat i przesuwa się – i próbuje całą scenę polityczną przesunąć – w lewo.

Ale przepraszam, ja wejdę w słowo, Grzegorz Schetyna i nie tylko on, bo politycy PO mówili w czasie kampanii, że jest w Koalicji Europejskiej taka konserwatywna kotwica i tą kotwicą miał być PSL. Jeżeli wszystko jest przesuwane na lewo, to ta kotwica ma rację bytu, czy siłą rzeczy zostanie wyrwana i będzie musiała podryfować za tym głównym okrętem? 

Konserwatywna kotwica do dna, jak to określił tutaj pan Leszek Jażdżewski, a więc alter ego Donalda Tuska. PSL wyszedł z Koalicji Europejskiej…

 …nie, przepraszam, PSL nie wyszedł, tylko powiedział, że Koalicja Europejska była zawiązana tylko na czas wyborów europejskich, więc nie wyszedł, a koalicja się skończyła. 

 – PSL jest więc teraz samodzielne i ciekawe, jak długo wytrwa w tym postanowieniu, zważywszy, że członek sztabu PSL pan poseł Piotr Zgorzelski powiedział, że PSL do tej koalicji poszedł, ponieważ pieniędzy nie miał na kampanię. Zobaczymy.

A na następną kampanię będzie miał pieniądze? 

– Myślę, że jeśli pan Kosiniak-Kamysz wygra w totolotka ze 100 razy z rzędu, to będzie miał. I  może będzie tłumaczył swoim działaczom, że może nie bardzo chce LGBT, no ,ale musi, bo „pieniędzy ni ma”, cytując pana Rostowskiego w trochę innej sprawie. Natomiast myślę, że to jest szerszy problem, PO łyka te przystawki typu SLD czy Nowoczesna i PSL, w olbrzymiej ilości sondaży te formacje nie mają żadnych szans idąc samodzielnie, w związku z tym widać, że PO i Schetyna czyści teren koalicyjny. Pytanie czy to przyniesie przyszły elektorat – moim zdaniem niekoniecznie, zwracam uwagę, że partie tworzące Koalicję Europejską, a więc PO, SLD i PSL miały w sumie dotąd 28 europosłów:  19 PO, 5 SLD i 4 PSL, a teraz po wyborach mają 22, a więc minus sześć mandatów.

Dobrze, a teraz temat z drugiej strony sceny politycznej, czy jest możliwa koalicja, sojusz wyborczy Zjednoczonej Prawicy i ruchu Kukiz’15. Czy w ogóle jest taki temat? 

 – Wiemy o rozmowach pana Kukiza z częścią Konfederacji, chociaż na Korwina się już krzywi, rozmawiał też z PSL-em, pan Kukiz sam powiedział wczoraj, że prezes Kaczyński jest sceptyczny co do przyjęcia postulatów programowych na przykład…

 …no ,ale powiedział, że pan prezes Kaczyński jest mniej sceptyczny na przykład na wspólny start. 

– Tak, ale warunkiem Kukiz’15, który ma ok. 3-4% w ostatnich sondażach, jest to, żeby przyjąć jego postulaty programowe, a to będzie dosyć trudne. Natomiast ,no cóż, jeżeli pan Kukiz uważa, że PO jest dla Polski nieszczęściem, to powinien wyciągnąć z tego polityczne wnioski i współpracować z PiS-em.

 I tu stawiamy kropkę, Ryszard Czarnecki, eurodeputowany PiS, był gościem „Sygnałów Dnia”, dziękuję bardzo. 

 Dziękuję bardzo.