Aktualności

Rosja a Ukraina: zwasalizować, nie okupować?

Posted on

Gruzja 2008, Krym 2014, Morze Azowskie 2018. Federacja Rosyjska, trzeba przyznać, jest konsekwentna. Stara się poszerzyć − a raczej odzyskać – część strefy swoich wpływów politycznych, militarnych i gospodarczych.

Operacja w Cieśninie Kerczeńskiej dla Moskwy ma znaczenie w kilku aspektach. Z całą pewnością jest tu obecny także aspekt polityki wewnątrzrosyjskiej. Warto przypomnieć, że zabór Krymu, który nastąpił w lutym 2014 r., miał miejsce właśnie w momencie, gdy po utracie politycznej kontroli nad Ukrainą poparcie dla prezydenta Federacji Rosyjskiej, płk. Władimira Władimirowicza Putina, spadło do najniższego w dziejach − niewiele ponad 40 proc.

Zajęcie bez żadnego oporu Krymu, poza praktycznym poszerzeniem terytorium Federacji Rosyjskiej, miało dwa konteksty w wymiarze polityki wewnętrznej Rosji. Po pierwsze, gospodarz Kremla, uciekając do przodu, zgodnie z tradycyjną regułą polityki carskiej − a potem komunistycznej − Rosji odwrócił uwagę od problemów wewnętrznych, grając kartą polityki imperialnej. Udało się i tym razem: Putin podniósł poziom swojego poparcia wśród Rosjan do 85 proc.! Po drugie, chodzi o udaną próbę stłumienia przez prezydenta FR aspiracji swoich konkurentów w KGB-owskiej elicie władzy. Rzeczywiście bowiem po politycznym oddaniu przez Moskwę Kijowa mówiło się o wymianie Putina i jego ekipy na kogoś innego, zapewne też związanego z sowieckimi służbami i je reprezentującego.

Rosja wraca do gry i licytuje

Bardzo podobne było tło niedawnej operacji rosyjskiej floty na Morzu Azowskim. Podwyższenie wieku emerytalnego – nie przypadkiem decyzję o tym ogłoszono w czasie udanych dla Rosjan piłkarskich mistrzostw świata, których zresztą byli gospodarzami – zostało bardzo źle przyjęte w rosyjskim społeczeństwie. Ponadto doszło do tego dalsze obniżenie poziomu życia w Rosji w związku z sankcjami Zachodu. Charakterystyczne zresztą, że dla przeciętnych Rosjan bardziej odczuwalne są sankcje UE niż USA, ponieważ wolumen obrotu handlowego krajów Unii z Federacją Rosyjską jest zdecydowanie wyższy niż jej handlu ze Stanami Zjednoczonymi. Uczynienie z Morza Azowskiego wewnętrznego basenu rosyjskiego będzie służyło umocnieniu uczuć patriotycznych i rosyjskiej dumy na zasadzie: „Może nam się nie przelewa, ale i tak jesteśmy mocarstwem – i bierzemy, co nam się należy”.

Sankcje jednak dotkliwe

Oczywiście poza ważnymi aspektami wewnętrznymi agresja na ukraińskie okręty wojenne, wzięcie do niewoli ukraińskich marynarzy i ich ekspresowe procesy sądowe miały też istotny wymiar zewnętrzny. Moskwa po raz kolejny w ostatnich latach wysyła sygnał do liderów krajów europejskich i pozaeuropejskich, zarówno wrogich Rosji, jak i tych będących do niedawna lub wciąż jeszcze częścią rosyjskiej strefy wpływów: „Wracamy! ”.

Oznacza to licytowanie znaczenia Moskwy w polityce międzynarodowej, także na obszarach odległych od miejsca akcji rosyjskiej floty. Przecież podobnie było z teatrem wojennym w Syrii, w którym Federacja Rosyjska aktywnie bierze udział. Obecność tam posłużyła do „handlu” z innymi mocarstwami polegającym na ustępowaniu Rosji w niektórych miejscach globu za cenę niepodejmowania przez Kreml ekspansji w innych częściach świata. To klasyczna dla historii rosyjskiej polityki i dyplomacji zasada licytowania, dzięki której można ugrać sporo więcej, niż faktycznie ma się w kartach. Nie przypadkiem przecież akcja na Morzu Azowskim i poparcie dla syryjskiego reżimu miały i mają miejsce w momencie znaczącego osłabnięcia gospodarczego Rosji.

Spowodowane ono było dwoma czynnikami. Z jednej strony stałe, od wielu lat, bardzo niskie ceny ropy, gazu, surowców energetycznych, których eksport oprócz sprzedaży uzbrojenia stanowi podstawę rosyjskiej gospodarki. Z drugiej strony ta swoista rosyjska zapaść ekonomiczna jest niewątpliwie w pewnej mierze spowodowana zachodnimi sankcjami, które wbrew narzekaniom wielu ekspertów oraz polityków odniosły bezpośredni i już widać ze długofalowy skutek. Ale mimo tej trudnej sytuacji gospodarczej FR− a stan ekonomii jest jednym z najistotniejszych w ocenie siły danego państwa w XXI w. − „akcje” Rosji na arenie międzynarodowej nie spadły, wręcz przeciwnie.

Kreml chce wpływać na wynik wyborów

Oczywiście, podejmując atak na ukraińskie okręty, Rosja zdawała sobie sprawę z możliwych konsekwencji tego dla ukraińskiej polityki wewnętrznej. Uważam, że jednym z powodów tej morskiej agresji była chęć Moskwy wpłynięcia na wynik przyszłorocznych wyborów prezydenckich na Ukrainie. Odcięcie ukraińskiego portu w Mariupolu (i nie tylko), z którego nasz wschodni sąsiad eksportował stal i różne towary, ta swoista blokada militarno-gospodarcza, w oczywisty sposób przyczyni się do pogorszenia i tak bardzo złej sytuacji ekonomicznej na Ukrainie. To z kolei może doprowadzić do pogłębienia pacyfistycznych nastrojów, i tak już obecnych w ukraińskim społeczeństwie, szczególnie na Ukrainie wschodniej, ale nie tylko tam. Chodzi o uznanie, że może lepiej wybrać prezydenta (czy szerzej: władzę), który będzie potrafił się z tą Rosją dogadać i zapewnić polepszenie kondycji gospodarczej kraju, a nie z nią wojować za cenę dalej postępującego zubożenia i kryzysu ekonomicznego.

Nie zgadzam się zatem ze skrajnie pesymistycznymi scenariuszami mówiącymi, że Rosja chce zaboru terytorialnego całej Ukrainy lub, prędzej, dużej jej części. Skądinąd takie narracje sprzedawane przez rosyjskich agentów wpływu na Zachodzie mają za zadanie w gruncie rzeczy spowodować, że już „tylko” ingerencja w wewnętrzne sprawy Ukrainy i jej wybory, formalna i faktyczna okupacja Krymu oraz Donbasu przyjmowane są z ulgą, że Putin nie posunął się dalej…

Rosja nie będzie chciała zaboru całej Ukrainy, bo oznaczałoby to uwikłanie się w wojnę ze stratami nie mniejszymi niż „czerwonej Rosji” w Afganistanie po 1979 r. Być może z czasem będzie chciała – zapewne w zależności od sytuacji wewnętrznej w Rosji! − sformalizować przyłączenie republik Donieckiej i Ługańskiej. Zwracam jednak uwagę, że nie uczyniła tego wciąż wobec kontrolowanych przez nią całkowicie − choć będących pod względem formalnoprawnym częścią Gruzji − Abchazji i Osetii Południowej czy wobec Naddniestrza, leżącego na terytorium Mołdawii.

Polska jest jedynym członkiem UE oraz NATO, a także Rady Bezpieczeństwa ONZ, który jednocześnie jest sąsiadem i Ukrainy, i Rosji. Choćby z tego powodu należy zadbać, aby głos Polski w istotny sposób wpływał na stanowisko tych międzynarodowych organizacji.

 *tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (04.12.2018)

Aktualności

Brexit i chaos-wnioski dla Polski

Posted on

„Chaos”-tak można by podsumować sytuację związaną z Brexitem. UE popełnia ten sam błąd, jak Donald Tusk zbyt arogancko negocjując z premierem Jej Królewskiej Mości Cameronem przed referendum. Czyli nie chce odpuścić  Londynowi nawet o jotę. Wiadomo, że Brukseli chodzi już nawet nie o Wielką Brytanię, na której Unia położyła krzyżyk , ale o inne kraje członkowskie :  upokarzające warunki zaserwowane Londynowi  i hałaśliwy rozwód mają  ich przestrzec  przed  podobnym „exitem”. Publicznie łając Wielka Brytanie, UE chce sobie zagwarantować , że żadne inne państwo nie pójdzie w ślady Brytanii. Po drugiej stronie Kanału La Manche (zwanego przez mieszkańców Zjednoczonego Królestwa: Kanałem Angielskim…) nie widać dobrego rozwiązania. Szanse na przyjecie obecnego „dealu”  z Brukselą przez Izbę Gmin są równe  mojemu wyborowi na cesarza Japonii. Kolejne referendum to kij o dwóch końcach, bo przewaga zwolenników „remain” (zostać w UE) nad brexitowcami wynosi parę procent i może się wahnąć , jeżeli UE dalej będzie chciała, aby dumny Albion klęczał na grochu. Z kolei tak zwany „twardy Brexit” czyli wyjście  Brytyjczyków z UE bez żadnego porozumienia, to chaos ekonomiczny , który nie opłaca się żadnej ze stron. My musimy przede wszystkim walczyć o prawa naszych rodaków na Wyspach. I wyciągnąć wniosek :uważać na referenda, skoro w ich efekcie premierzy dwóch z czterech największych krajów w UE (W. Brytania i Włochy) podali się do dymisji…

*pełna wersja komentarza, który ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (15.12.2018)

Aktualności

Podwójne standardy komisarza z Francji

Posted on

Łukasz Jankowski: Zaczynamy część polityczną, odchodząc trochę od wspomnień, przy telefonie jest Ryszard Czarnecki, poseł do PE, PiS, dzień dobry Panie Pośle.

Ryszard Czarnecki: Kłaniam się Panu, witam Państwa serdecznie.

Łukasz Jankowski: Głos jak z zaświatów, ale to po prostu całkiem inny kawałek globu, bo Pan Poseł jest w Indiach.

Ryszard Czarnecki: To prawda, jestem z delegacją prezydium mojej grupy politycznej Europejskich Konserwatystów i Reformatorów właśnie w Indiach, w tej chwili w New Delhi, po spotkaniach z trzema ministrami rządu kraju, który jest największą demokracją świata i drugim co do wielkości krajem, jeśli chodzi o demografię – zaraz po Chinach, a niebawem pewnie będzie pierwszym.

Łukasz Jankowski: Zaraz pójdziemy do polityki i owoców rozmów w New Delhi oraz innych spraw europejskich, ale 2 listopada, czas zaduszny, czy Pan kogoś specjalnego w tym czasie wspomina?

Ryszard Czarnecki: Na pewno, w tych dniach myśli się o swoich bliskich, ale także i rodakach , którzy odeszli lub zginęli walcząc za nasz kraj. Ja myślę w sposób szczególny o mojej Mamie, która nie żyje już w tej chwili 13 lat i była dumna z tego, że służę mojemu krajowi jako polityk. Ale przychodzą też myśli o tych, którzy kiedyś walczyli za nasz kraj, może trochę za mało się o nich mówi, na przykład o polskich żołnierzach, którzy zginęli w Afganistanie czy Iraku, a  też są zdecydowanie godni wspomnienia.

Łukasz Jankowski: No to przejdźmy do tych spraw bieżących, prezydium grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów rozmawia z politykami, jakie są tematy i wspólne płaszczyzny między grupą a politykami i ministrami rządu Indii?

Ryszard Czarnecki: Na pewno jest to sprawa bardzo ważna politycznie, gdyż spotkaliśmy się z jedną z najważniejszych osób w rządzie Indii, czyli ministrem do spraw handlu i przemysłu. Ten starszy i bardzo doświadczony już człowiek powiedział „Unia Europejska to bardzo interesujący eksperyment”. Oczywiście z perspektywy państwa, którego nie w sensie państwowym, ale w sensie cywilizacyjnym, bo w tym wymiarze istnieje od tysięcy  lat,  może z pewnym dystansem patrzeć na różne organizacyjne struktury europejskie. Natomiast na pewno Indie w ostatnich latach trzymały się mocno zasady równowagi, ale i wyraźnego przeorientowania swojej polityki. Mianowicie, mają w tej chwili bardzo dobre, świetne relacje z USA, a jeszcze mniej niż 10 lat temu Waszyngton stawiał na Pakistan, teraz to się zmieniło. Co ciekawe, aktualnie premierem Indii jest postać, która swego czasu miała zakaz wjazdu do USA, była na czarnej liście amerykańskiej za to, że jako premier jednego ze stanów doszło w czasie jego kadencji do różnych pogromów-a teraz tenże Narendra Modi stał się politykiem docenianym przez Amerykanów . Jest tez autorem gruntownych przemian wewnętrznych. Indie nie mają teraz ani stałych wrogów, ani stałych przyjaciół, mają tylko stałe interesy, trawestując brytyjskiego premiera z XIX wieku lorda Palmerstona.

Łukasz Jankowski: Na pewno takie kraje jak USA, Rosja, Chiny, Japonia, Australia są znane politykom w New Delhi, ale czy Polska, jak Pan Poseł mówi, że jestem politykiem z Polski, to czy ministrowie czy inni politycy rządów stanowych w Indiach wiedzą, o czym Pan mówi?

Ryszard Czarnecki: Wiedzą, bo Polska jest dużym krajem europejskim, ponadto jednak relacje polsko-hinduskie to jest ważna kwestia ostatnich lat. Poza tym Indie potrafiły w czasie II wojny światowej przyjąć setki polskich sierot, które zostały ewakuowane wraz z armią Andersa, one trafiły do jednego ze stanów w Indiach. Natomiast jest tak, że w przyszłym roku minie 40 lat od czasu, kiedy ostatni premier Indii był w naszym kraju, więc myślę, że warto te relacje w polsko-indyjskim wymiarze gospodarczym i ekonomicznym zacieśniać. Indie to jest taki kraj, który jest wielką i wschodzącą siłą, jego potencjał jest ogromny. Ale Polska jest znana, co pokazuje też przykład, że tutaj na głównym uniwersytecie jeszcze niedawno było bardzo mało studentów, którzy uczyli się języka polskiego, a teraz jest ich stu kilkudziesięciu . Polska też jako kraj członkowski UE jest atrakcyjna dla obywateli Indii,  bo z Polski można dalej, mając wizę Schengen, wyjechać do Europy Zachodniej. Niezależnie od tego  jest wiele osób, które chcą z Indii przyjechać do Polski na studia, a w praktyce też do pracy. Przy czym to jest rzecz ciekawa, że Hindusi mieszkający w Polsce od wielu lat, to jest około 1000 osób, tworzą taką wspólnotę w Polsce i dobrze się z nami rozumieją, są bardzo sceptyczni co do kontynuowania fali przyjazdów swoich rodaków do naszego kraju, ponieważ uważają, że to wcale nie musi być dobre dla relacji polsko-hinduskich oraz ich wizerunku, czyli osób, które od kilkunastu lat są w Polsce i tu zostali. Ale co ciekawe, miałem kiedyś przyjemność spotkać się ze stowarzyszeniem Amerykanów syryjskiego pochodzenia, oni bardzo popierali Trumpa wychodząc z założenia , że jak wygra nie będzie inwazji syryjskich imigrantów do USA. Byłem tym zaskoczony. To jest taka postawa, że rodacy – tak, ale jeśli będzie wielka imigracja, to nie. Wszyscy ci amerykańscy Syryjczycy mówili, że mocno pracowali na swój obecny wizerunek i boją się jego zniszczenia, gdyby takie masowe imigracje nastąpiły. My chcemy dbać o dobre relacje polsko-indyjskie , ale warto też wspomnieć, że polska ambasada w New Delhi reprezentuje nas również w takich krajach, jak Nepal czy Bangladesz. A Bangladesz, choć mało się o tym teraz mówi, ma już ponad 150 milionów ludzi, mieszcząc się na terytorium porównywalnym z Grecją. Wiele ich obywateli także aspiruje do przyjazdu do Polski, pytanie: na ile dla nas to może być stresujące, a na ile nie. Z tego co widzę, polityka wizowa jest naprawdę restrykcyjna i wiele wniosków jest odrzucanych.

Łukasz Jankowski: Być może z punktu widzenia New Delhi czy Dhaki polityka jest restrykcyjna, być może z punktu widzenia ulic Warszawy nie, że jest zbyt liberalna, tematy przyjmowania imigrantów także z subkontynentu pojawił się także w kampanii samorządowej. Niektórzy mówią, że słynny spot wyborczy spowodował mobilizację, w szczególności w dużych miastach, elektoratu Koalicji Obywatelskiej. Pana zdaniem, kiedy jest Pan na miejscu, warto nasz rynek pracy, który de facto się kurczy, zasilać przybyszami z Indii, z Bangladeszu czy z innych krajów?

Ryszard Czarnecki: Przede wszystkim myślę, że trzeba umożliwić powroty Polakom z obszarów byłego Związku Radzieckiego. To nasz obowiązek nie tylko polityczny i ekonomiczny, ale i moralny oraz patriotyczny.

Łukasz Jankowski: Panie Pośle, przedsiębiorcy mówią, że nam co roku z rynku pracy ubywa 300 tysięcy osób, a tej luki, mówiąc kolokwialnie, nie załatamy repatriacją.

Ryszard Czarnecki: Rozumiem, ja tłumaczę nasz model imigracji : powroty Polaków to numer 1, numer 2 to ułatwienia, które rząd oferuje Polakom, zachęcając się do powrotu i osiedlenia, czy po prostu przyjazdu, bo czasem to nie jest powrót, a przyjazd do Polski na stałe dla osób, które tu się nie urodziły . Natomiast w kwestii wyboru to oczywiście wolę ludzi bliskich nam, Polsce, Polakom, także ludzi z Europy Wschodniej, aniżeli przybyszy z innych kontynentów.

Łukasz Jankowski: Chociaż wydaje się, że ta fala imigracji z Ukrainy pomału zatrzymuje się i jeżeli będziemy chcieli utrzymać taką ilość pracowników, jaką mamy, to będzie trzeba szukać przybyszów z dalszej części globu…

Ryszard Czarnecki: …wejdę w słowo, tutaj bardzo pragmatycznie należy zauważyć, że polska gospodarka hula, rozhuśtała się, także dzięki temu, że bardzo wielu ludzi ze wschodu, także Ukraińców, w Polsce pracuje. A z uwagi na sytuację w Niemczech zliberalizowano przepisy dotyczące pracy dla Ukraińców, zapewne część Ukraińców tam do nich przejedzie z Polski. Tak jak Pan powiedział, proces imigracyjny z Ukrainy do Polski zaczyna maleć, to oczywiście może mieć konsekwencje dla polskiej gospodarki, ale należy też powiedzieć, że wiele przybywających do Polski osób z Europy Wschodniej, często mających polskie korzenie, będzie się polonizować.

Łukasz Jankowski: Skończyła się kampania samorządowa, więc jesteśmy w kampanii do Europarlamentu, tak będą te dwa najbliższe lata wyglądać, co będzie głównym tematem kampanii PiS w wyborach do Europarlamentu?

Ryszard Czarnecki: Te wybory będą w ostatnią niedzielę maja, więc de facto za mniej więcej pół roku, poprzedzą o pół roku wybory parlamentarne i o rok prezydenckie. Myślę, że będziemy mówić o silnej Polsce w Europie, o tym, że Polska w Unii Europejskiej jest i będzie, bo zdecydowanie lepiej być w takiej strukturze mimo pewnych zastrzeżeń i wad, które Unia Europejska ma i które pokazuje. Pokazuje swoje podwójne standardy na przykład komisarz z  Francji Pierre Moskovici, co wiemy doskonale, który jako minister finansów bronił budżetu swojego państwa, mimo, że dwukrotnie przekraczał on dozwolone w Unii limity, mówiąc że wyborcy są za takim, a nie innym budżetem, bo tak głosowali , a teraz robi piekło Włochom, które mają niemal o 2% mniejszy deficyt budżetowy  niż Francja. To pokazuje, że dzisiejsza Unia Europejska jest Unią podwójnych standardów i hipokryzji. My chcemy Europy Ojczyzn, Europy Narodów i myślę, że z takim hasłem będziemy się w wyborach promować. Podkreślam, że wyjście Polski z Unii to bajki, nie ma takich zamiarów, żeby coś takiego czynić. To opozycja wmawia, że to jest naszym celem, a to jest po prostu wredne kłamstwo.

Łukasz Jankowski: Hasło już jest, zobaczymy jak będzie realizowane w praktyce i pewnie opowiemy o nim wspólnie z Panem Posłem już w studio Radia Wnet, kiedy podróż do New Delhi się skończy. Panie Pośle, serdecznie dziękuję za rozmowę, Ryszard Czarnecki, polityk PiS i poseł do Parlamentu Europejskiego był pierwszym gościem Poranka Wnet, do usłyszenia.

Ryszard Czarnecki: Dziękuję bardzo, kłaniam się.

 

Aktualności

Merkel odejdzie, Kaczyński zostanie

Posted on

Wydawane w Brukseli „Politico” po informacji ,że Angela Merkel nie wystartuje na przewodniczącą CDU -co oznacza rezygnacje z funkcji kanclerza (raczej wcześniej niż później) – napisało, że po odejściu szefowej niemieckiego rządu Europa traci ostatniego lidera z wizją przyszłości. Nic bardziej mylnego. Europa ma i będzie miała przywódcę , który polityczną skuteczność potrafił pogodzić z wiarą w zasady. Jest nim Jarosław Kaczyński. Merkel została kanclerzem po raz czwarty, podobnie jak wcześniej Helmut Kohl ,ale to polski polityk potrafił wykreować w ostatnim 30-leciu aż sześciu premierów i  trzech prezydentów . Wizja niemieckiej Frau Kanzlerin- niekontrolowanego przyjmowania imigrantów boleśnie zderzyła się z rzeczywistością- tymczasem wizja polskiego lidera raczej tworzy rzeczywistość nie z nią przegrywa, a przede wszystkim wybiega w przyszłość. Dla Kaczyńskiego wizji Europy Narodów , Europy Ojczyzn połączonej ze zdrowym sceptycyzmem wobec muzułmańskich imigrantów tak naprawdę nie ma alternatywy. Jeżeli „Politico” o tym nie wie- to źle . Jeżeli usiłuje to przemilczeć- jeszcze gorzej. Chyba , że dla jego dziennikarzy Europa kończy się na Odrze i Nysie. Tyle, że byłoby to fałszerstwo nie tylko geografii ale i historii Starego Kontynentu. A kłamać nie warto !

*Komentarz ukazał się w „ Gazecie Polskiej Codziennie” 3.11.2018

Aktualności

Bono, Bona, Salvini i panna Mineyko

Posted on

Jest cisza wyborcza ,zatem cicho-sza … W ramach tego „milczenia” proponuje lekturę mojego felietonu , który ukazał się w „Gazecie Polskiej”

Irlandzki piosenkarz Bono z U2 pojawił się w Parlamencie Europejskim. Spotkał się z liderami grup politycznych, a następnie pognał do Tuska. Ja osobiście, mówiąc szczerze, jako historyk od Bono wolę Bonę. Sforza. Żona króla Zygmunta Starego, matka Zygmunta Augusta, a także, co wciąż jakoś za mało się podkreśla, teściowa Barbary Radziwiłłówny,sprowadziła do Polski różne warzywa, od XVI wieku zwane u nas w związku z nią „włoszczyzną”. To był konkret. Zaimportowała  z rodzimej Italii („z ziemi włoskiej do Polski”) sporą ilość artystów, a także nieco makiawelicznych intryg. Co do tego drugiego, to niewątpliwie podniosło to poziom gier politycznych nad Wisłą, choć zapewne nie wiązało się to z podniesieniem poziomu moralnego tychże. Co do pozyskania artystów, to dopiero w XVIII wieku Canaletto, Bacciarelli i inni przybywali do Sarmacji intensywniej niż w dobie Zygmunta I Starego.

Skoro już o Włoszech mowa, to wicepremier włoskiego rządu, a do niedawna mój kolega europarlamentarzysta Matteo Salvini pokazał Junckerowi, gdzie raki zimują, albo też po prostu miejsce Junckera w euroszeregu. Przewodniczący KE z malutkiego, choć zwanego formalnie „Wielkim”  Księstwa Luksemburg, zaczął ustawiać Italię, bądź co bądź trzeci kraj UE .

Szef włoskiego MSW i lider Lega (kiedyś  PiS był z nią w tej samej frakcji w PE – nazywała się ona „Unią na rzecz Europy Narodów”) odpowiedział z iście południowym temperamentem i jakoś Bruksela nie zatrząsła się w  posadach a świat również -może od biedy- ale przeżył. Ten medialny łomot spuszczony szefowi Komisji Europejskiej przez włoskiego wicepremiera świadczy o dwóch rzeczach. Po pierwsze, że politycy Europy Zachodniej przestali się już bać i nie siedzą, jak mysz pod miotłą w obawie przed gniewem establiszmentu polityczno-medialnego. Po drugie, czasy się zmieniły: Salvini mógł sobie pozwolić na zagranie Brukseli palcem po nosie, bowiem wie, że nie spotka go los Silvio Berlusconiego, którego Unia kiedyś politycznie zatopiła. A właściwie nie tyle Unia, co Berlin z Paryżem pod rękę. Skądinąd z premierowskiego siodła tandem niemiecko-francuski wysadził nie tylko trzykrotnego premiera  z Rzymu, ale też szefa rządu w Grecji Jorgosa Papandreu. Ten ostatni premierem był tylko raz, za to jego ojciec i dziadek też byli szefami rządów Hellady.

Berlusconiego nigdy nie poznałem, a więc ominęła mnie pokusa słynnej  bunga-bunga czy opalanie się nago w ogrodzie jego rezydencji, co było udziałem premiera Czech Miro Topolanka. Ale jak już ekspremier Topolanek gościł w moim biurze w Brukseli, to mu tej uwiecznionej przez papparazzich golizny nie wypomniałem. Papandreu spotkałem, gdy byłem ministrem równo 20 lat temu. Choć to człowiek lewicy, mam do niego sentyment z dwóch powodów. Po pierwsze Bruksela pod dyktando Berlina i Paryża pozbawiła  go teki premiera, co dobrze ilustruje kompletny brak poszanowania suwerennościkrajów członkowskich UE. Po drugie ów grecki polityk z dynastii premierów ma polskie korzenie. Jego prababcia pochodziła z Wilna, nazywała się Mineyko i była córką powstańca styczniowego…

 

Aktualności

Berlin musi przywyknąć, że sąsiedzi rozmawiają o interesach

Posted on

Zapraszam do lektury kolejnego wywiadu, jakiego udzieliłem dla portalu fronda.pl. Poświęcona była ona polityce międzynarodowej ,a zwłaszcza relacjom polsko-niemieckim, szczególnie w kontekście wizyta prezydenta RP w Berlinie. Rozmowę przeprowadził redaktor Tomasz Wandas. Oto jej autoryzowany zapis:

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Co sądzi Pan o ostatniej wizycie prezydenta Andrzeja Dudy w Niemczech?

Ryszard Czarnecki, europoseł PiS: Z tej oto racji, że Polska i Niemcy to sąsiedzi bardzo mocno powiązani z sobą w wymiarze gospodarczym była to wizyta naturalna, wręcz oczywista. Niemcy są największym rynkiem eksportowym dla Polski, dla nas natomiast to Niemcy są największym rynkiem, z którego importujemy. Ta wizyta prezydenta Polski i jego spotkania z prezydentem Niemiec oraz kanclerz Merkel zaprzeczają tezom jakie stawia w Polsce totalna opozycja jakoby miała miejsce jakaś zapaść w relacjach polsko-niemieckich. Natomiast nasi partnerzy jak i niektóre media w Polsce muszą w końcu przywyknąć, przyzwyczaić się, że w dobrym sąsiedztwie też twardo rozmawia się o interesach. My na pewno nie damy traktować się jak „młodszy brat”, nawet jeśli w roli „starszego brata” stawia się najbogatsze państwo Unii.

Prezydent Andrzej Duda podkreślał w Berlinie, że przyjaźń polsko-niemiecka jest dla niego niezwykle ważnym elementem. „Bardzo się cieszę, że współpraca pomiędzy naszymi krajami się pogłębia, przede wszystkim ta gospodarcza” – mówił na wspólnej konferencji z Prezydentem Frankiem-Walterem Steinmeierem. Czy zatem mimo otoczki jaka tworzą media niemieckie, te w Polsce jak i w Niemczech, nie jest tak źle w relacjach polsko-niemieckich?

Ryszard Czarnecki : Na szczęście pragmatyczne Niemcy kupują polskie towary, sprzedają swoje nam i zgadzają się na potężne polskie inwestycje w RFN, np. na spora sieć stacji benzynowych Orlen Deutschland. Niezależnie od wypowiedzi niektórych niemieckich polityków, a zwłaszcza niemieckich dziennikarzy w praktyce -o czym świadczą podejmowane działania przez obie strony- współpraca gospodarcza między naszymi krajami jest na bardzo dobrym poziomie. Gospodarka nie znosi ideologii, a wypowiedzi atakujące polski rząd z tamtej strony często są właśnie ideologiczne.

Następnie Andrzej Duda spotkał się z kanclerz Angelą Merkel. Rozmowa odbyła się w Urzędzie Kanclerskim w Berlinie. Rozmowy dotyczyły sytuacji wewnętrznej w obu krajach, przyszłości Unii Europejskiej, relacji euroatlantyckich, Ukrainy, a także polityki klimatycznej. O czym świadczy fakt, że Andrzej Duda spotkał się zarówno z prezydentem jak i z kanclerz? Jaki jest to sygnał dla Polski jak i dla samych Niemiec?

Ryszard Czarnecki :Niemiecki system polityczny polega raczej na reprezentacyjnej funkcji głowy państwa -w tym wypadku Franka-Waltera Steinmeiera- natomiast realną siłą polityczną dysponuje kanclerz Niemiec, w obecnej chwili Angela Merkel. Prezydent Duda pokazał, że poza naturalnymi relacjami prezydentów obu państw, jest również zainteresowany realną polityką i spotykaniem się z panią kanclerz, która ma największy wpływ na to jak ona w Niemczech przebiega.

Wieczorem obie Pary Prezydenckie wzięły wspólnie udział w uroczystym koncercie wydawanym przez Ambasadora RP w Berlinie z okazji 100-lecia polskiej niepodległości. Koncert filharmoników poznańskich z Szymonem Nehringiem jako jednym z solistów odbył się w berlińskim Konzerthaus. Prezydentowi podczas wizyty w Niemczech towarzyszyli ministrowie Krzysztof Szczerski, Adam Kwiatkowski i Błażej Spychalski. Po mowie prezydenta Polski o Unii Europejskiej rozległo się buczenie i okrzyki „konstytucja, konstytucja”. Co sądzi Pan o fakcie, że totalna opozycja zdolna jest do tego typu akcji nawet w filharmonii i to w dodatku nie polskiej filharmonii?

Ryszard Czarnecki : Niemcy powinni wyjaśnić jakim prawem dopuszczono do tego typu sytuacji. Mimo, że mamy pewne zastrzeżenia do Niemców -sprawa mniejszości polskiej w Niemczech, gazociąg Nord Stream II, bliskie relacje niemiecko-rosyjskie ponad głowami Polski, wyraźne manifestowane poparcie dla polskiej opozycji itd. itd.- to tego typu sytuacja nigdy by im się nie przytrafiła w Polsce, nasze służby na pewno by do czegoś podobnego ,co spotkało naszego prezydenta w Niemczech nie dopuściły…

Rozumiem, że mimo różnic politycznych polski rząd by o to zadbał, tak?

Ryszard Czarnecki Jeżeli w Polsce byłby obecny prezydent Niemiec bądź kanclerz i uczestniczyłby w jakimkolwiek publicznym evencie, to na pewno polskie władze zadbałyby o to, aby nie doszło do agitacji politycznej przeciwko nim. To, co wydarzyło się w niemieckiej filharmonii było żałosne.

Dziękuję za rozmowę.

Aktualności

Kłamstwo o Polexicie wpłynęło na wyniki wyborów w dużych miastach

Posted on

Poniżej prezentuje rozmowę ,jaka przeprowadził ze mną dla portalu wPolityce.pl redaktor Tomasz Plaskota. Dotyczyła ona głównie wyborów samorządowych

Bardzo nas cieszy, że wygraliśmy w dziewięciu sejmikach. Cztery lata temu wygraliśmy w pięciu. Wtedy rządziliśmy w jednym, teraz będziemy w co najmniej sześciu.

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Ryszard Czarnecki.

wPolityce.pl: PiS osiągnął dobry wynik w wyborach samorządowych?

Ryszard Czarnecki: To wyborczy rekord. Nie tylko gdy chodzi o historie samorządowych rezultatów  PiS. Przez dwadzieścia lat, jakie minęły od pierwszych wyborów do sejmików w 1998 roku żadna formacja polityczna nie osiągnęła tak wysokiego wyniku jak PiS.
Bardzo nas cieszy, że wygraliśmy w dziewięciu sejmikach. Cztery lata temu wygraliśmy w pięciu. Wtedy rządziliśmy w jednym, teraz będziemy rządzić w co najmniej sześciu.

Nie uda się z nikim zawrzeć koalicji?

Ryszard Czarnecki : Toczymy jeszcze negocjacje. Jest na to szansa przynajmniej w jednym województwie.

Z kim?

Ryszard Czarnecki : Z Bezpartyjnymi Samorządowcami na Dolnym Śląsku.

Procentowo PiS zyskał. A jak pan ocenia wynik wyborczy w liczbach bezwzględnych?

Ryszard Czarnecki :Istotne jest to, że PiS zyskał 2 miliony głosów. PSL stracił prawie milion głosów. Wygraliśmy w blisko 150 powiatach-dokładnie w 48 proc. wszystkich powiatów ziemskich. Zwiększyliśmy liczbę radnych w powiatach o 80 proc.

Ale w wielkich miastach już tak dobrze PiS nie poszło.

Ryszard Czarnecki: Jasne ,że chcieliśmy wygrać, źle, że przegraliśmy. Liczyliśmy na lepsze wyniki ,jednak w każdej niemal aglomeracji powiększyliśmy liczbę głosów na nas oddanych i wynik procentowy. Nie straciliśmy władzy w żadnym dużym mieście w Katowicach w pierwszej turze wygrał popierany przez nas kandydat, prezydent Marcin Krupa.

W Warszawie Patryk Jaki przegrał już w pierwszej turze.

Ryszard Czarnecki :Ale uzyskał o 3 proc. wynik lepszy niż Jacek Sasin w pierwszej turze przed czterema laty. Jeżeli chodzi o liczbę głosów, Patryk Jaki uzyskał prawie dwa razy głosów więcej niż nasz kandydat cztery lata temu w II turze. Wszyscy mówią, że w Poznaniu wygrał w  pierwszej turze prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Zwracam jednak uwagę, że w sensie procentowym nastąpił przyrost o 3 proc. dla naszego kandydata Tadeusza Zyska w porównaniu z wynikiem kandydata PiS sprzed czterech lat. A więc to nie jest tak, że cofamy się w miastach. Zwiększamy procentowo i liczbowo ilość wyborców w miastach. Oczywiście, chcielibyśmy, żeby to się zwiększało szybciej. Będziemy szukać sposobów na to. Wpływ na decyzję wyborców wielkomiejskich miała kłamliwa propaganda o Polexicie. Nastąpiła też pewna ingerencja zewnętrzna, czyli przeciek z Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej o jego werdykcie w sprawie Polski.

Aktualności

O Bieńkowskiej , planach Tuska i unijnych „strachach na Lachy”

Posted on

Polecam Państwu lekturę -dość długiego ,przyznaje-wywiadu ,jakiego udzieliłem VOD czyli „telewizji” Gazety Polskiej. Rozmowę ze mną prowadził redaktor Jan Przemylski. Oto zapis tego wywiadu poświęconego w dużej mierze sprawom związanym z relacjami Polska- Unia:

Witam serdecznie, Jan Przemyłski, Rozmowa Niezależna, dzisiaj naszym gościem jest eurodeputowany z ramienia PiS Ryszard Czarnecki.

Ryszard Czarnecki: Witam Pana, witam Państwa.

Jan Przemyłski: Panie Pośle, dużo mówiło się o tym, że Polska straci dużo pieniędzy z kasy unijnej, jeżeli nie przyjmie imigrantów, jeżeli nie podporządkuje się Brukseli, a okazało się, że nie podporządkowujemy się, imigrantów nie przyjęliśmy, a budżet został uchwalony. Czy jakieś straty dla Polski są w tym budżecie?

Ryszard Czarnecki: Straty wynoszą 0 euro i 0 złotych. Właśnie wracam ze Strasburga, z sesji Parlamentu Europejskiego, przyjęliśmy budżet na przyszły 2019 rok, to jest budżet jednoroczny i żadnych negatywnych dla nas zmian nie ma. A więc strachy na lach. A była przecież taka presja polityczno-medialna, powiedziałbym nawet, że szantaż, szantaż finansowy, bo grożono nawet grzywnami w wysokości ćwierć miliona euro za każdego nieprzyjętego imigranta bądź też, że jak ich nie przyjmiemy to będą nas po budżecie uderzać. Okazało się, że i jedno, i drugie to były tylko formy takiej presji, Warszawa i Budapeszt się nie ugięły, inne kraje, na przykład kraje bałtyckie czy inne państwa V 4 ugięły się , my nie i okazało się, że wyszliśmy na swoje. Skądinąd w innym, siedmioletnim projekcie budżetu, który dla Polski korzystny nie jest, a głosowała za nim pani Bieńkowska – komisarz z Polski, w tym projekcie większe straty ponoszą kraje, które grzecznie przyjmowały imigrantów. Mówię o krajach, które weszły do Unii po 2004 roku. To kolejny sygnał , że w Unii warto walczyć o swoje.

Jan Przemyłski: Ale czy to, że my stracimy na tym siedmioletnim budżecie, co tam zaważyło, czy to przez brexit?

Ryszard Czarnecki: Nie wiadomo czy stracimy, bo mecz się toczy. Na razie propozycja Komisji Europejskiej jest dla nas zła, choć powtarzam to cały czas, że ten zły dla nas projekt pani komisarz, która Polskę reprezentuje-poparła. Zresztą przeciwko Polsce regularnie głosuje, mówię o Elżbiecie Bieńkowskiej ,sorry, taki mamy klimat, ale ona jest przewidywalna, nie tylko wypowiada się przeciwko nam publicznie, ale również jak była kwestia uruchomienia procedury sankcyjnej wobec Polski – też głosowała za tym. Jak są jakieś sytuacje dla nas niekorzystne, to możemy być pewni, że pani Bieńkowska zagłosuje jak Niemcy, Francja i inne kraje. Natomiast warto podkreślić, że ten mecz będzie się toczył jeszcze przez dwa lata-budżet na lata 2021-2027 będzie uchwalony  jesienią 2020 roku.

Jan Przemyłski: To jaki jest wynik na tę chwilę?

Ryszard Czarnecki: Na tę chwilę zawarliśmy sojusz z Francją odnośnie walki o jak największy budżet dla rolnictwa- i tutaj mamy też sojusz z krajami Europy Południowej, z którymi z kolei drogi nam się rozchodzą w innej sprawie ,bo my chcemy jak największego budżetu spójności i dalej z przeznaczeniem na biedniejszy region Europy Środkowo-Wschodniej, natomiast oni chcą, by środki przeszły do biedniejszej części starej Unii, czyli właśnie do Portugalii, Hiszpanii, Grecji, w jakiejś mierze do Włoch. I tutaj ta walka będzie się toczyć.

Jan Przemyłski: A kiedy mecz zostanie zakończony?

Ryszard Czarnecki: Zawsze tak jest, że budżet siedmioletni jest przyjmowany parę miesięcy przed jego rozpoczęciem, a ponieważ ten rozpoczyna się w 2021, kończy zaś  w 2027, więc można się spodziewać, że wczesną jesienią 2020 roku to się rozstrzygnie. Może wiosną, ale raczej jesienią, przy czym uwaga – bo będzie to inna Komisja Europejska, raczej bardziej nam przychylna, bo będą w niej przedstawiciele takich krajów, jak Włochy, Austria, Czechy, gdzie były wybory i zmieniły się rządy będzie też nowy polski komisarz, i będzie też zupełnie inny Parlament Europejski. To są dwie ważne informacje, bo budżet musi być zaakceptowany przez Parlament Europejski, bez niego nie ma możliwości wypuszczenia budżetu w świat. W związku z tym nowy europarlament powinien być dużo bardziej zdroworozsądkowy niż obecny.

Jan Przemyłski: Panie Pośle, powiedział Pan wcześniej o pani Bieńkowskiej, która atakuje Polskę, która głosuje przeciwko Polsce. Mamy jeszcze jednego takiego przedstawiciela, a konkretnie Guy Verhofstadt. Ten pan, który znany jest z powszechnej krytyki naszego kraju, skrytykował teraz też pana Donalda Tuska za to, że nie potrafił sobie poradzić z problemem migracji. Co to jest, kłótnia w rodzinie? Przecież do tej pory Ci Panowie stali po jednej stronie.

Ryszard Czarnecki: Skomentowałem to do „Gazety Polskiej Codziennie” starym polskim powiedzeniem, porzekadłem z końca XVIII wieku: „wart Pac pałaca, a pałac Paca”-z zastrzeżeniem ,ze Pac to był wielki polski patriota ,a pałac był wspaniały ,a tu obaj są siebie warci „in minus”. Tak,to jest kłótnia w rodzinie. Formalnie Guy Verhofstadt to szef frakcji liberalnej ,ale jednocześnie został upoważniony przez Parlament Europejski, że będzie nas reprezentował jako przedstawiciel PE  w negocjacjach dot. brexitu. Co on zarzuca Tuskowi? Że on stał się twarzą brexitu…

Jan Przemyłski: …ale sam jest chyba za to odpowiedzialny?

Ryszard Czarnecki: Tak, za kształt negocjacji po Brexicie,gdy to brytyjskie mleko już się wylało, aczkolwiek rzeczywiście jak doszło do negocjacji przed Brexitem, wtedy Verhofstadta jeszcze nie było, to Juncker wtedy, sprytny lis z Luksemburga, czuł że na dwoje babka wróżyła i że może być mniejszość za pozostaniem w Unii, wtedy właśnie Juncker wystąpił z tego pierwszego  szeregu i wypchnął Tuska, który został twarzą tych negocjacji, negocjował z Cameronem, negocjował ze skutkiem fatalnym, bo Wielka Brytania z Unii wyszła. Natomiast drugą rzecz, którą zarzucił Verhofstadt Tuskowi to polityka migracyjna Unii, że to fiasko, że miał swoje pięć minut… To były mocne słowa pokazujące, że z Tuskiem nikt się już w Brukseli nie liczy. Równo 13 miesięcy temu w Strasburgu było coroczne wystąpienie przewodniczącego Komisji Europejskiej  „o stanie Unii Europejskiej”, wzorowane na corocznych oredziach prezydenta USA i wtedy właśnie Juncker, który je wygłaszał, powiedział kompletnie lekceważąco o Tusku i do Tuska , że „Pańskie stanowisko jest kompletnie niepotrzebne”. Teraz, po 13 miesiącach ,w podobnej formie wyraża to samo ,tez publicznie , ostro krytykując Tuska – Verhofstadt.

Jan Przemyłski: Podkreślmy też to, że pan Verhofstadt jest chyba mniej znaczącą osobą w Brukseli niż Tusk, oczywiście formalnie.

Ryszard Czarnecki: Formalnie tak, jest szefem 4 co do wielkości frakcji w Parlamencie Europejskim, która być może zawrze sojusz z chadekami po wyborach europejskich.Na pewno jest osobą, która mniej znaczy formalnie, ale w praktyce wpływ ma chyba znaczniejszy niż Donald Tusk. Na pewno natomiast jest to sygnał, że Donald Tusk znaczy niewiele i wszyscy, którzy mówią, że ma on być szefem Komisji Europejskiej mówią bzdury. Taka narracja jest jakaś aberracja. Donald Tusk nie ma tam pozycji, która mogłaby przesądzać o stanowisku znacznie niżej niż szefa Komisji Europejskiej , a co dopiero szefa Komisji. Tutaj o tym mowy więc nie ma, ale słuchając Tuska na posiedzeniu europarlamentu miałem wrażenie, że on już pogodził się z tym, że żadnej kariery w Brukseli nie zrobi.

Jan Przemyłski: Co dalej będzie się z nim działo?

Ryszard Czarnecki: On przygotowuje się do powrotu do Polski. Skrytykował Nigela Farage’a, czyli eurosceptyka brytyjskiego, ale był też ukłon wobec polskich wyborców i publiczności, mówił „no, tak na tej sali są niektórzy, którzy by chcieli całkowicie zlikwidować w Europie granice”. Czyli skrytykował ich. Mruga okiem do polskiego elektoratu : „nie uważam, żeby zbyt szybko z ta federalizacją działać, lepiej, żeby Europa była Europą Ojczyzn”… Wydaje mi się, że Tusk chce się ewakuować do Polski…

Jan Przemyłski: Ale rząd czy parlament? Gdzie widziałby go Pan po powrocie do Polski?

Ryszard Czarnecki: Ja myślę, że on oczywiście poczeka na wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, potem parlamentarnych. Jeżeli zobaczy, że idzie fala antyPiS, to on się wtedy odda do dyspozycji tej fali elektoratu antyPiS i zostanie kandydatem na Prezydenta.

Jan Przemyłski: Ale czy widzi Pan tu możliwość powrócenia do Platformy, czy zupełnie nowe ciało polityczne?

Ryszard Czarnecki: Grzegorz Schetyna jest politykiem, który nie chce być popychadłem, tak jak kiedyś usiłował z niego zrobić Donald Tusk. Ma swoją grę. A Tusk swoją. Stąd te inspirowane przez Tuska właśnie przecieki, że to Kosiniak-Kamysz miałby być premierem rządu antyPiS… Ale ewentualny powrót Tuska ,podkreślam to jeszcze raz, zależy od wyniku wyborów europejskich i parlamentarnych. Ja sądzę, że one mogą przynieść wielką przykra niespodziankę dla Tuska : Prawo i Sprawiedliwość może wygrać, a wtedy okaże się, że Donald Tusk nie pała chęcią do żadnego kandydowania… Ale i tak poczeka pewnie do zimy 2020 roku i 3 miesiące przed wyborami prezydenckimi zdecyduje, czy kandydować czy nie. Ja uważam, że na dzisiaj w starciu z Andrzejem Dudą, bardzo pracowitym prezydentem, który nie popełnia takich gaf jak Komorowski, Tusk nie ma szans.

Jan Przemyłski: Panie Pośle, to jeszcze teraz porozmawiamy o sprawie, która ostatnio była szczególnie nagłaśniana przez opozycję, tj. teoretyczny Polexit. Czy w Unii lub w kręgach, w których Pan się obraca, takie sformułowanie w ogóle istnieje? Czy jest na to szansa, czy Polska chce wyjść z Unii Europejskiej ? Czy Prawo i Sprawiedliwość wyprowadza nas ze wspólnoty?

Ryszard Czarnecki: Żaden z moich kolegów z Europy nie pytał mnie nigdy o Polexit.  Owszem niektórzy pytali o wyniki wyborów samorządowych, ale o Polexit nikt. To są politycy, którzy chodzą po ziemi i oddzielają propagandę od realnej polityki. Oni wiedzą, że to jest bzdura. Jest ta opozycyjna narracja o Polexicie- po raz pierwszy to sformułowanie użył Grzegorz Schetyna, lider Platformy Obywatelskiej, ponieważ mu poradzono, że warto Polexit przykleić do PiS ,bo część wyborców PiS czy potencjalnych wyborców PiS może to zrazić. Goebbels mówił, że kłamstwo powtarzane 100 razy staje się prawdą. Mam wrażenie, że rzeczywiście część ludzi bezrefleksyjnie uwierzyła, że albo jest rzeczywiście jakiś plan, że Jarosław Kaczyński chce wyprowadzić Polskę z Unii-co jest piramidalna bzdura, albo-to taka narracja bardziej łagodna –ze  może PiS tego nie chce, ale uruchomił pewien proces zdarzeń, tak jak David Cameron, który nie chciał Brexitu, ale doprowadził do referendum ,a to się skończyło jak się skończyło, więc może Jarosław Kaczyński nie chce, ale może uruchomił proces, który do tego doprowadzi… I tym podobne bajki. „Klituś-bajduś módl się za nami” lub „Baju, baju,  będziesz w raju”. To jest naprawdę kompletnie wyssane z palca. Polska nie jest Norwegią, nie śpi na ropie, wie, że Unia ma wiele wad, ale lepiej ,ze wzgledow geopolitycznych,ze względu na Rosję , być w niej niż nie być. Ale to oczywiście nie oznacza, że nie mamy własnej wizji rozwoju Unii Europejskiej, że nie mamy różnicy interesów z Niemcami czy innymi krajami…

Jan Przemyłski: …czyli po prostu nie będziemy się podporządkowywać nikomu.

Ryszard Czarnecki: Ależ oczywiście. Jeżeli lata temu mała Dania potrafiła załatwić derogację, czyli wyjątek od regulacji unijnych wprowadzających możliwość swobodnego zakupu ziemi przez cudzoziemców w Unii -obywateli innych krajów UE na terenie każdego państwa członkowskiego . A Dania tego nie musi przestrzegać , mały kraj, 5 milionów ludzi, a potrafił. Hiszpania niewiele większa od nas -w sensie demograficznym- potrafiła skorygować swój traktat akcesyjny : zaszantażowali  Unię brakiem poparcia Madrytu dla traktatow stowarzyszeniowych z Polska, Wegrami i jeszcze wtedy istniejąca Czechosłowacja i dzięki temu powiększyła akweny dla hiszpańskich rybaków. Bo w Unii warto twardo grać i każdy kraj to robi. Niemcy, którzy mają usta pełne „europejskiej solidarności”, jak przychodzi co do czego to dogadują się z Rosjanami, ale i Niemiecki Sąd Federalny w Karlsruhe – mało kto o tym wie, a warto to powiedzieć – przed momentem, kiedy RFN zaakceptowała traktat z Maastricht, a 9 lat temu jako jeden z ostatnich krajów obok Polski i Czech Traktat Lizboński, to przed tymi traktatami Bundestag zwrócił się do ich Trybunału Konstytucyjnego – dokładnie tak ,jak u nas teraz minister Ziobro – z prośbą o wykładnie i Niemcy uznały wyższość prawa niemieckiego nad unijnym. To pokazuje, ze inne kraje walczą o swoje interesy i fakt, że polski rząd też o nie walczy to nie jest żaden wyjątek.

Jan Przemyłski: Panie Pośle, bardzo Panu dziękuję za dzisiejszą rozmowę. Gościem Państwa był Ryszard Czarnecki .Naszych telewidzów zapraszamy na kolejny odcinek, dziękuję Panu, dziękuję Państwu.

Aktualności

Krajobraz po (samorządowej bitwie).

Posted on

 

Dobrym podsumowaniem wyniku wyborów samorządowych było stwierdzenie, które podbiło Internet : ”Schetyna wygrał wieczór wyborczy, a Kaczyński wygrał wybory”… Cóż, przed wyborami mówiłem wielokroć, że już 21 października wieczorem wszyscy ogłoszą swoje zwycięstwo. Nie myślałem jednak , że totalna opozycja aż tak odleci zanurzając się w wirtualnym świecie. Albo liderzy PO, Nowoczesnej i PSL są tak odklejeni od rzeczywistości albo aż tak zakłamani . Adam Struzik z PSLu bredzący, że jego partia rządzić będzie wraz z Koalicją Obywatelska w 15 województwach. Uśmiechnięta Kamila Gasiuk- Piechowicz opowiadająca o „czerwonej kartce” społeczeństwa dla PiS. Katarzyna Lubnauer powtarzająca niczym w hipnozie „ wygraliśmy wybory, wygraliśmy wybory” wbrew faktom i liczbom.  Nieszczęsny rzecznik PSL Jakub Stefaniak, który jako kandydat na prezydenta Warszawy zebrał … 2600 głosów ( sic!) twitujący już parę dni po wyborach o porażce PiSu …  To całe panoptikum uzmysławia jak bardzo można widzieć rezultaty wyborów AD 2018 w krzywym zwierciadle . I do tego taką narrację „sprzedawać “wyborcom. Ściślej:malejącej liczbie wyborców.

PiS : plus 2 miliony głosów …

No,właśnie warto spojrzeć na liczby. W rozważaniach tych biorę pod uwagę głównie -choć nie tylko-wyniki wyborów do sejmików jako najbardziej „ polityczne”, bo w każdym województwie swoje listy zgłaszały ugrupowania mające reprezentacje w parlamencie. Prawo i Sprawiedliwość uzyskało ponad 5 milionów 250 tysięcy głosów. Oznacza to wzrost poparcia w porównaniu z poprzednimi wyborami o przeszło 2 miliony głosów. W przeliczeniu na procenty jest to wzrost o 63%. Te 5,25 miliona głosów to rekord w wyborach samorządowych począwszy od 1998 roku (od powstania sejmików wojewódzkich). Dotychczas rekordzistką była Platforma Obywatelska, która w wyborach w 2010 roku uzyskała nieco ponad 4 miliony głosów. Oznaczona to, że poprawiliśmy ten wynik o ponad 30%. PiS pobił tez krajowy rekord sejmikowy pod względem procentowym. Nasz wynik -34,13%
głosów poprawił osiągniecie  Akcji Wyborczej „ Solidarność ”, która rok po wygraniu
wyborów parlamentarnych osiągnęła w 1998 roku 33,32%.

Jednak nie mniej ważne od tego co myśmy zyskali jest to, co stracili inni. 4 lata temu prawica ( PiS) wygrała w pięciu województwach i w tylko jednym przejęła władzę. Teraz wygraliśmy w 9 sejmikach, a w sześciu mamy większość bezwzględną i samodzielnie utworzymy zarząd województwa . Według zapowiedzi medialnych i zapowiedzi naszych potencjalnych partnerów również koalicja rządząca z udziałem PiS powstanie  na Dolnym Śląsku, a więc w mateczniku lidera PO i Koalicji
Obywatelskiej – Grzegorza Schetyny. Mielibyśmy tam zawrzeć koalicje rządzącą z Bezpartyjnymi Samorządowcami, których nieformalnym liderem jest prezydent Lubina Robert Raczyński.

PSL:minus milion głosów …

Dotychczas Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe rządziły  w 15 województwach -teraz mogą  stracić około połowy swojego stanu posiadania. Nie mniej ważne są dotkliwe straty,jakie poniosło samo PSL . W porównaniu z poprzednimi wyborami samorządowymi stracili niemal milion głosów. Procentowo oznacza to katastrofalny spadek- aż o 35%. Partia Kosiniaka – Kamysza straciła aż 89 mandatów, schodząc z poziomu 157 w 2014 do 70. Skądinąd jest to najgorszy wynik PSL od 2002 gdy współrządząca wówczas na szczeblu centralnym z SLD partia uzyskała ledwie 58 mandatów . „Zieloni” mogą się tylko pocieszać że strata 57% mandatów w porównaniu z wyborami samorządowymi AD 2014 jest i tak mniejsza w porównaniu ze stratami SLD . Partia Czarzastego straciła aż …63% mandatów zaliczając zjazd z 28 do raptem 11. Oczywiście na osłodę postkomuniści mogą mówić o zwycięstwie ich prezydenta Częstochowy w pierwszej turze czy mandacie Moniki Jaruzelskiej w Radzie Miasta Warszawy . SLD osiągnęło w tych wyborach 6,61% ( choć exitpoll mówił o 5,7%) wygrywając w ten sposób z Kukiz 15. To ostatnie ugrupowanie sprawiało wrażenie, ze nie przywiązuje zbytniej wagi do wyborow samorządowych, swoich kandydatów zgłosiło bardzo późno i w rezultacie uzyskało wynik znacznie gorszy niż w sondażach partyjnych robionych pod katem wyborow parlamentarnych. Ich wynik 5,6% nie dał im ani jednego radnego wojewódzkiego , ani jednego radnego w powiatach ziemskich i tylko jednego radnego w miastach na prawach powiatu( tu z kolei kolejna klęske poniósł PSL uzyskując …zero radnych). W Kukiz 15 wystartowali również niektórzy uciekinierzy z PiSu i ponieśli oni porażkę tak,jak całe ugrupowanie.

Powiaty : PiS -PO 162 do …60

Wybory do Rad Powiatów to sfera kolejnego znaczącego sukcesu PiS. Uzyskaliśmy w nich 162 miejsca w radach na głowę bijąc Koalicje Obywatelską z jej 60 mandatami i uzyskując 4 razy lepszy (!) wynik niż PSL( 40 mandatów) i … 40 razy lepszy rezultat niż SLD ( 4 mandaty). Prawo i Sprawiedliwość wygrało niemal w połowie wszystkich powiatów ziemskich – w 147 na 314( czyli w 48%) . Oznacza to wzrost radnych powiatowych o 78 czyli o ponad 80% w porównaniu z AD 2014. Wyrównaliśmy w ten sposób rekord….PSL sprzed 4 lat. Ludowcy utrzymali władze zaledwie w 40 powiatach ,a wiec w nieco ponad 1/4 rad ( 27%). Biorąc pod uwagę powiaty ziemskie i miasta na prawie powiatów partia Jarosława Kaczyńskiego wygrała w 162 powiatach na 380.  Ta wiktoria w 43% powiatów to rekord w 20-letniej historii istnienia struktur powiatowych w III RP.

Te wyniki musiały zaboleć totalną opozycję. Stąd zapewne wypowiedzi tyleż emocjonalne, co całkowicie kompromitujące. Słowa Katarzyny Lubnauer już weszły do historii obciachu w Polsce: „Jeżeli sprawdzimy, gdzie wygrał PiS to trzeba sprawdzić czy nie ma tam ograniczeń cywilizacyjnych”.  Słowa senatora PO Kazimierza Kleiny tez są godne zapamiętania, bo pokazują bezbrzeżną pogardę dla wielkiej części własnych rodaków : „Polska Północna i Zachodnia to są jednak inni ludzie”. Te cytaty są już częścią, użyję tu tytułu książki Aleksandra Bochenskiego „Dziejów głupoty w Polsce”. Ale też historii pogardy i arogancji „elit” Rzeczypospolitej.

 

Ostatnia sprawa to głosy nieważne. W wyborach samorządowych AD 2014 była ich niewiarygodna ilość-17%. Był to swoisty rekord w najnowszych dziejach Starego Kontynentu. Teraz,pod rządami Prawa i Sprawiedliwości,odsetek głosów nieważnych był…najniższy w historii wyborów ostatnich niemal 30 lat i wyniósł ledwie 6 %. Czy to oznacza, że za rządów PO- PSL dochodziło do masowych fałszerstw czy tez teraz,po zmianie władzy,społeczeństwo jest bardziej wyedukowane ? A może i to i to? Chętnie usłyszałbym opinie wypowiedzianą na ten temat przez Adama Struzika-marszałka województwa mazowieckiego, a wiec województwa o wyjątkowo dużej ilości głosów nieważnych przed czterema laty?

Dobrym podsumowaniem wyniku wyborów samorządowych było stwierdzenie, które podbiło Internet : ”Schetyna wygrał wieczór wyborczy, a Kaczyński wygrał wybory”… Cóż, przed wyborami mówiłem wielokroć, że już 21 października wieczorem wszyscy ogłoszą swoje zwycięstwo. Nie myślałem jednak , że totalna opozycja aż tak odleci zanurzając się w wirtualnym świecie. Albo liderzy PO, Nowoczesnej i PSL są tak odklejeni od rzeczywistości albo aż tak zakłamani . Adam Struzik z PSLu bredzący, że jego partia rządzić będzie wraz z Koalicją Obywatelska w 15 województwach. Uśmiechnięta Kamila Gasiuk- Piechowicz opowiadająca o „czerwonej kartce” społeczeństwa dla PiS. Katarzyna Lubnauer powtarzająca niczym w hipnozie „ wygraliśmy wybory, wygraliśmy wybory” wbrew faktom i liczbom.  Nieszczęsny rzecznik PSL Jakub Stefaniak, który jako kandydat na prezydenta Warszawy zebrał … 2600 głosów ( sic!) twitujący już parę dni po wyborach o porażce PiSu …  To całe panoptikum uzmysławia jak bardzo można widzieć rezultaty wyborów AD 2018 w krzywym zwierciadle . I do tego taką narrację „sprzedawać “wyborcom. Ściślej:malejącej liczbie wyborców.

PiS : plus 2 miliony głosów …

No,właśnie warto spojrzeć na liczby. W rozważaniach tych biorę pod uwagę głównie -choć nie tylko-wyniki wyborów do sejmików jako najbardziej „ polityczne”, bo w każdym województwie swoje listy zgłaszały ugrupowania mające reprezentacje w parlamencie. Prawo i Sprawiedliwość uzyskało ponad 5 milionów 250 tysięcy głosów. Oznacza to wzrost poparcia w porównaniu z poprzednimi wyborami o przeszło 2 miliony głosów. W przeliczeniu na procenty jest to wzrost o 63%. Te 5,25 miliona głosów to rekord w wyborach samorządowych począwszy od 1998 roku (od powstania sejmików wojewódzkich). Dotychczas rekordzistką była Platforma Obywatelska, która w wyborach w 2010 roku uzyskała nieco ponad 4 miliony głosów. Oznaczona to, że poprawiliśmy ten wynik o ponad 30%. PiS pobił tez krajowy rekord sejmikowy pod względem procentowym. Nasz wynik -34,13%
głosów poprawił osiągniecie  Akcji Wyborczej „ Solidarność ”, która rok po wygraniu
wyborów parlamentarnych osiągnęła w 1998 roku 33,32%.

Jednak nie mniej ważne od tego co myśmy zyskali jest to, co stracili inni. 4 lata temu prawica ( PiS) wygrała w pięciu województwach i w tylko jednym przejęła władzę. Teraz wygraliśmy w 9 sejmikach, a w sześciu mamy większość bezwzględną i samodzielnie utworzymy zarząd województwa . Według zapowiedzi medialnych i zapowiedzi naszych potencjalnych partnerów również koalicja rządząca z udziałem PiS powstanie  na Dolnym Śląsku, a więc w mateczniku lidera PO i Koalicji
Obywatelskiej – Grzegorza Schetyny. Mielibyśmy tam zawrzeć koalicje rządzącą z Bezpartyjnymi Samorządowcami, których nieformalnym liderem jest prezydent Lubina Robert Raczyński.

PSL:minus milion głosów …

Dotychczas Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe rządziły  w 15 województwach -teraz mogą  stracić około połowy swojego stanu posiadania. Nie mniej ważne są dotkliwe straty,jakie poniosło samo PSL . W porównaniu z poprzednimi wyborami samorządowymi stracili niemal milion głosów. Procentowo oznacza to katastrofalny spadek- aż o 35%. Partia Kosiniaka – Kamysza straciła aż 89 mandatów, schodząc z poziomu 157 w 2014 do 70. Skądinąd jest to najgorszy wynik PSL od 2002 gdy współrządząca wówczas na szczeblu centralnym z SLD partia uzyskała ledwie 58 mandatów . „Zieloni” mogą się tylko pocieszać że strata 57% mandatów w porównaniu z wyborami samorządowymi AD 2014 jest i tak mniejsza w porównaniu ze stratami SLD . Partia Czarzastego straciła aż …63% mandatów zaliczając zjazd z 28 do raptem 11. Oczywiście na osłodę postkomuniści mogą mówić o zwycięstwie ich prezydenta Częstochowy w pierwszej turze czy mandacie Moniki Jaruzelskiej w Radzie Miasta Warszawy . SLD osiągnęło w tych wyborach 6,61% ( choć exitpoll mówił o 5,7%) wygrywając w ten sposób z Kukiz 15. To ostatnie ugrupowanie sprawiało wrażenie, ze nie przywiązuje zbytniej wagi do wyborow samorządowych, swoich kandydatów zgłosiło bardzo późno i w rezultacie uzyskało wynik znacznie gorszy niż w sondażach partyjnych robionych pod katem wyborow parlamentarnych. Ich wynik 5,6% nie dał im ani jednego radnego wojewódzkiego , ani jednego radnego w powiatach ziemskich i tylko jednego radnego w miastach na prawach powiatu( tu z kolei kolejna klęske poniósł PSL uzyskując …zero radnych). W Kukiz 15 wystartowali również niektórzy uciekinierzy z PiSu i ponieśli oni porażkę tak,jak całe ugrupowanie.

Powiaty : PiS -PO 162 do …60

Wybory do Rad Powiatów to sfera kolejnego znaczącego sukcesu PiS. Uzyskaliśmy w nich 162 miejsca w radach na głowę bijąc Koalicje Obywatelską z jej 60 mandatami i uzyskując 4 razy lepszy (!) wynik niż PSL( 40 mandatów) i … 40 razy lepszy rezultat niż SLD ( 4 mandaty). Prawo i Sprawiedliwość wygrało niemal w połowie wszystkich powiatów ziemskich – w 147 na 314( czyli w 48%) . Oznacza to wzrost radnych powiatowych o 78 czyli o ponad 80% w porównaniu z AD 2014. Wyrównaliśmy w ten sposób rekord….PSL sprzed 4 lat. Ludowcy utrzymali władze zaledwie w 40 powiatach ,a wiec w nieco ponad 1/4 rad ( 27%). Biorąc pod uwagę powiaty ziemskie i miasta na prawie powiatów partia Jarosława Kaczyńskiego wygrała w 162 powiatach na 380.  Ta wiktoria w 43% powiatów to rekord w 20-letniej historii istnienia struktur powiatowych w III RP.

Te wyniki musiały zaboleć totalną opozycję. Stąd zapewne wypowiedzi tyleż emocjonalne, co całkowicie kompromitujące. Słowa Katarzyny Lubnauer już weszły do historii obciachu w Polsce: „Jeżeli sprawdzimy, gdzie wygrał PiS to trzeba sprawdzić czy nie ma tam ograniczeń cywilizacyjnych”.  Słowa senatora PO Kazimierza Kleiny tez są godne zapamiętania, bo pokazują bezbrzeżną pogardę dla wielkiej części własnych rodaków : „Polska Północna i Zachodnia to są jednak inni ludzie”. Te cytaty są już częścią, użyję tu tytułu książki Aleksandra Bochenskiego „Dziejów głupoty w Polsce”. Ale też historii pogardy i arogancji „elit” Rzeczypospolitej.

 

Ostatnia sprawa to głosy nieważne. W wyborach samorządowych AD 2014 była ich niewiarygodna ilość-17%. Był to swoisty rekord w najnowszych dziejach Starego Kontynentu. Teraz, pod rządami Prawa i Sprawiedliwości, odsetek głosów nieważnych był…najniższy w historii wyborów ostatnich niemal 30 lat i wyniósł ledwie 6 %. Czy to oznacza, że za rządów PO- PSL dochodziło do masowych fałszerstw czy tez teraz, po zmianie władzy, społeczeństwo jest bardziej wyedukowane ? A może i to i to? Chętnie usłyszałbym opinie wypowiedzianą na ten temat przez Adama Struzika-marszałka województwa mazowieckiego, a wiec województwa o wyjątkowo dużej ilości głosów nieważnych przed czterema laty?

  • Artykuł ukazał się “Gazecie Polskiej Codziennej” 29.10.2018
Aktualności

„Cuda nad urną” w stolicy i 2 mln głosów więcej dla PiS…

Posted on

Proponuje lekturę wywiadu, którego udzieliłem dla portalu fronda.pl.  Poświęcony był on głównie tematyce samorządowej. Rozmowę te przeprowadziła ze mna redaktor Luiza Dołęgowska. Oto ten wywiad

 

Fronda.pl :Według nieoficjalnych wyników wyborów samorządowych, Prawo i Sprawiedliwość będzie rządzić w sześciu sejmikach, bo zdobyło tam większość, zaś w trzech jest szansa na koalicję z którąś z partii. Koalicja Obywatelska wg wyliczeń PKW ma większość mandatów tylko w jednym sejmiku – pomorskim. Czy to dobry wynik Zjednoczonej Prawicy?
Ryszard Czarnecki:
Moim zdaniem ważne jest porównanie tych wyborów samorządowych z  poprzednimi wyborami samorządowymi. Jest wyraźny przyrost głosów oddanych na Prawo i Sprawiedliwość . Można powiedzieć, ze jest on imponujący, bo to około 2 mln głosów więcej. Jest to niewątpliwa strata dla tej ,,koalicji ponad podziałami”, czyli anty-PiS-u, a zwłaszcza dla PSL,które  straciło prawie milion głosów .  Zatem można powiedzieć,  że w sumie Zjednoczona Prawica urosła o około trzy miliony głosów.…
Fronda.pl : Czyli można mówić już o sukcesie w sejmikach?
Ryszard Czarnecki : Zdecydowanie. Przypomnę, że po poprzednich wyborach samorządowych mieliśmy władzę w jednym sejmiku na 16 , a teraz będziemy ją mieli prawie w połowie ,a może i w większości sejmików wojewódzkich.
I przypomnę wpis na Twitterze Kamila Durczoka parę minut po 21:00 w niedzielę ,, Żegnaj @pisorgpl”, który przejdzie do historii – można tu użyć tytułu znanej książki Aleksandra Bocheńskiego -,,Dziejów  głupoty w Polsce”. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni…
Fronda.pl :W dużych miastach jednak większość wyborców pozostała niewzruszona i wybrała tak, jak poprzednio, czyli poparła stary porządek PO-PSL-owski. A w Warszawie poszli nieco dalej – wybrali post PRL, czyli np. Monikę Jaruzelską do rady miasta. Czy to nie szokujące?
Ryszard Czarnecki : Nie narzekajmy na warszawiaków. Nie ma co się obrażać na rzeczywistość i należy warszawiaków przekonywać, a nie negatywnie się do nich ustosunkowywać,bo zagłosowali ,jak zagłosowali.
Fronda.pl : Jednak warto ocenić taki wybór.
Ryszard Czarnecki : Mnie bardziej niepokoi fakt , że w niektórych komisjach w Warszawie  frekwencja wyborcza była stupocentowa, a i ilość kart wyborczych oddanych była większa niż kart wydanych – no, to są jakieś cuda i muszę powiedzieć, że to wymaga zastanowienia. Poza tym widzieliśmy zdjęcia, gdzie jeden z przewodniczących komisji w której te cuda się zdarzyły, to jest aktywny działacz KOD-u i uczestnik demonstracji KODowskich.  Powstaje więc pytanie: o co tu chodzi?
Fronda.pl :Czy w związku z wieloma nieprawidłowościami wybory w Warszawie należy powtórzyć ?
Ryszard Czarnecki : Myślę, że powtórzenie wyborów w iluś tam okręgach w stolicy ich wyniku specjalnie i zasadniczo  nie zmieni, natomiast pokazuje to  specyficzną „atmosferę” w stolicy. Żałuję, że w Warszawie nie będzie drugiej tury, ale przypomnę jednak, że i w zeszłym w wyborach pani Gronkiewicz-Waltz zabrakło tylko 2,8 proc. do wygrania w pierwszej turze. I mimo to, że Patryk Jaki nie wszedł do drugiej tury, to jednak uzyskał nie tylko o 3 proc.głosów więcej niż Jacek Sasin w 2014 roku w pierwszej turze, ale – uwaga – uzyskał prawie 2 razy więcej głosów niż Jacek Sasin w drugiej turze. To pokazuje, że nawet w Warszawie jest znacznie lepiej, niż było poprzednio. Ponadto zwracam uwagę, że zawsze w wyborach parlamentarnych przypadających rok po wyborach samorządowych PiS notuje bardzo znaczący wzrost liczby głosów w porównaniu z wyborami samorządowymi – więc jest to optymistyczny prognostyk dla wyborów do Sejmu i Senatu w 2019 roku.
Fronda.pl : Czy ta polityka łagodności Zjednoczonej Prawicy i zmierzanie w stronę  wyborców zlokalizowanych politycznie w tzw. centrum i pewna spolegliwość partii rządzącej nie zemści się w następnych wyborach? Przecież aferzyści wciąż chodzą bezkarni a reforma SN ma być lada chwila cofnięta przez rząd.
Ryszard Czarnecki : Myślę, że ten rząd polski – podkreślam: POLSKI rząd, a nie „rząd Prawa i Sprawiedliwości”, otóż polski rząd ma demokratyczny mandat, bo w wyniku wyborów jest rządem całej Polski i nie jest rządem  jakiejś jednej partii politycznej.  Skadinad obecny rząd działa w warunkach bardzo trudnych. Musi walczyć na wielu frontach,  ma presję ulicy, a można chyba powiedzieć „ presję uliczki” ,patrząc na liczbę demonstrantów i na liczebność tych demonstracji w skali kraju. Działając wciąż pod bardzo silną presją z zagranicy i tak robi bardzo dużo!
Fronda.pl : Owszem, robi bardzo dużo, ale jego zwolennicy coraz głośniej domagają się stanowczości i niewycofywania się z wcześniej  podjętych decyzji.
Ryszard Czarnecki : Na pewno można powiedzieć, że są błędy, ale nie ma ani ludzi, ani instytucji bezbłędnych. Myślę jednak, że przez 3 lata to ,co się udało zrobić  – to jest bardzo, bardzo  dużo i wierzę, że w najbliższych miesiącach aż do następnych wyborów Rada Ministrów pod przewodnictwem Mateusza Morawieckiego podejmie szereg ważnych decyzji, które będą mocno Polskę zmieniać i reformować. Myślimy w perspektywie dwóch kadencji, bo aby przemodelować nasz kraj w kierunku tradycyjnych wartości zdecydowanie potrzeba tej drugiej kadencji.
Fronda.pl : Czy Pana zdaniem wycofanie się z reformy Sądu Najwyższego, co sygnalizował minister spraw zagranicznych pan Czaputowicz i zdaje się, że to już potwierdzono oficjalnie – czy to jest sposób na polityczną wygraną w kolejnych wyborach?
Ryszard Czarnecki : Minister spraw zagranicznych niemal zawsze jest większym dyplomatą niż inni członkowie gabinetu i jest to raczej „gołąb” niż „jastrząb”, a więc tego typu ,,eksportowe” – bo tak to odbieram – wypowiedzi, są przeznaczone dla odbiorcy zagranicznego.
Fronda.pl : No, ale Polacy też to słyszą i tym żyją, co w efekcie ma przełożenie na realia i dalsze osłabianie pozycji rządu.
Myślę, że Jarosław Kaczyński ma pełną wolę doprowadzenia tych reform do końca.

 

Aktualności

Pac i pałac, czyli Guy i Donald

Posted on

Seans lekceważenia i bezlitosna połajanka, jaką w tym tygodniu zafundował w Parlamencie Europejskim w Strasburgu lider liberałów Verhofstad szefowi Rady Europejskiej Tuskowi z jednej strony świadczy o słabiutkiej pozycji byłego szefa PO w unijnym establishmencie, a
z drugiej jest zwykła kłótnia w rodzinie. Polskie porzekadło z końca XVIII wieku: „wart Pac pałaca, a pałac Paca” pasuje tu, jak ulał. Antypolski Belg pewnie ma rację, gdy mówi do często atakującego Polskę na arenie międzynarodowej „króla Europy”(!), że „miał swoje 5 minut” i te 5 minut właśnie minęło. Tyle, że właściwie to samo mówił w tymże Strasburgu przed rokiem szef Komisji Europejskiej Juncker, w obecności Tuska równie lekceważąco wobec niego stwierdzając, że jego stanowisko jest w UE zupełnie niepotrzebne. Charakterystyczne, że oba wystąpienia, całkowicie niszczące rzekomy autorytet i międzynarodową pozycję pana Donalda, zostały w Polsce w dużym stopniu przemilczane przez te same media, które przed czteroma laty wciskały nam narracje o „prezydencie Europy”(sic!). A swoją droga można – i słusznie- nie znosić Verhofstada, ale trudno odmówić mu racji, gdy mówi, że Tusk był twarzą „ Brexitu” czy że współodpowiada za klęskę polityki imigracyjnej UE. Dodajmy: współodpowiada razem z tymże Verhofstadem…

 

* Komentarz ukazał się w GPC 27.10.2018

Aktualności

Polska może użyć veta przy wyborze szefa Komisji Europejskiej!!!

Posted on

 

Przedstawiam treść wywiadu ze mną, który opublikował dziennik “Rzeczpospolita”. Przeprowadził go redaktor Michał Kolanko. Rozmowa poświęcona jest głównie tematyce międzynarodowej. Zapraszam do lektury.

Manfred Weber jest pewniakiem na stanowisko szefa KE?

Ryszard Czarnecki: Nie uważam go za pewniaka. On już w swoim czasie, jesienią 2016 roku starał się o stanowisko szefa PE po swoim rodaku, Martinie Schulzu. I wtedy jego własna grupa polityczna, której przewodniczy dała mu do zrozumienia, że woli ogłosić innego kandydata. Tak ostatecznie się stało. Prawybory w Europejskiej Partii Ludowej wygrał Tajani.

Rz: Czyli jeśli nie Weber, to kto?

RC: Widać, że Europejska Partia Ludowa nie jest tu tak zjednoczona, jak by się mogło wydawać. W ubiegłym tygodniu swoją kandydaturę ogłosił inny polityk tej formacji, były premier Finlandii i były szef MSZ oraz były minister finansów rządu w Helsinkach, Alex Stubb. On też był moim kolega europosłem . EPL wcale nie jest zjednoczona, jeśli chodzi o szefa KE.

Rz: A co z kandydaturą Merkel?

RC: W kuluarach Brukseli i Strasburga powtarza się, że tak naprawdę ta cała procedura „Spitzenkandidaten” traci na realnym znaczeniu. W 2014 była rywalizacja między Junckerem a Schulzem. Teraz raczej będzie to gra pozorów. Będzie to kampania służąca do promocji poszczególnych osób, czy nawet partii krajowch, których są ci kandydaci reprezentantami. Ale tak naprawdę nie będzie to wcale realny wyścig do fotela szefa Komisji Europejskiej. Bo w gruncie rzeczy – trawestując znane powiedzenie – na końcu przyjdzie Gajowy, przerwie zabawę i powie, że to on będzie szefem KE. Mam wrażenie, że coraz więcej osób w Brukseli i Strasburgu ma poczucie fikcji w kontekście kampanii „Spitzenkandidaten”. Ta kampania to teatr. W gruncie rzeczy to państwa członkowskie wybiorą w ramach pewnego konsensusu przyszłego szefa Komisji. Lub szefową. Bo w kuluarach mówi się wiele o ambicjach Angeli Merkel.

Rz: A ambicje Donalda Tuska? Może być szefem KE?

RC: Nic się o tym nie mówi. Nie traktuje się go jako realnego kandydata. Tym bardziej, że -o czym wielu komentatorów nie pamięta- gdy wybierano Junckera, to doszło do tego w kontrowersyjnych okolicznościach . Został wybrany mimo zgłoszenia weta ze strony dwóch krajów i ich rzadow: ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona i premiera Victora Orbana. Wtedy , chociaż nie uwzględniono tych wet, to uroczyście sobie przyrzeczono w Brukseli, że od następnych wyborów szefa Komisji wszystkie państwa będą respektować zasadę konsensualną. Czyli wybór szefa KE ma nastąpić wyłącznie wtedy, gdy to będzie wybór jednogłośny. Nawet jeśli miałoby to opóźnić cały proces. Tusk nie ma szans.

Rz: Dlaczego?

RC: Jest odbierany przez grupę państw naszego regionu jako kandydat bardzo ściśle związany z największymi państwami UE – bardzo eufemistycznie rzecz ujmując. I taki, który swoją pozycję im zawdzięcza. Ponadto jest coś takiego jak geograficzny płodozmian. Skoro przedstawiciel ,przynajmniej formalnie,Polski przez dwie kadencje pełnił rolę szefa Rady Europejskiej, to przecież są inne państwa w kolejce, które bardzo walczą o to lub podobne stanowisko. Zwracam też uwagę na kwestię regionalna. Teraz swoje ambicje zgłasza Europa Południowa czy np. Holandia, która być może walcząc o szefa Komisji Europejskiej chciałaby
ugrać szefa unijnej dyplomacji.

Rz: Czy dyskusja o Brexicie szkodzi Tuskowi w Brukseli?

RC: Myślę, ze szkodzą mu cztery sprawy. Był twarzą brexitu, bo sprytny i doświadczony Juncker ,czując pismo nosem oddał Tuskowi negocjacje z Londynem ,a sam przesunął się do drugiego szeregu. Oddał Tuskowi rolę frontmana. Tusk z tego chętnie skorzystał i stał się niespodziewanie dla siebie twarzą Brexitu. Teraz natomiast wyraźnie widać, że jego propozycje nie mają natury kompromisowej. Jest raczej jastrzębiem, a nie gołębiem. A na stanowisko szefa KE trzeba człowieka kompromisu. Jest tez odbierany jako osoba związana z największymi państwami UE. Po trzecie uważa się, że w porównaniu z jego poprzednikiem Tusk jest leniwy. Nie pracuje, nie ma koncepcji i nie ma wizji. Po czwarte: nawet ludzie związani z lewicą, którzy są krytyczni wobec Polski podkreślają, ze Tusk wykorzystuje swoje stanowisko do załatwiania własnych politycznych porachunków w Polsce, co jest niedopuszczalne.

Rz: Co w tej układance zmienią wybory do PE?

RC: Europa przesuwa się w prawo. Europa przesuwa się w kierunku eurorealizmu, eurosceptycyzmu, wartości konserwatywnych. Nowy Parlament Europejski będzie dużo bardziej prawo-skrętny, ale też nieufny wobec idei Europy federalistycznej, Stanów Zjednoczonych Europy. Takie cyrki w PE, jak z Polską, Węgrami czy Rumunią nie będą możliwe. Robienie z naszego kraju tarczy strzelniczej nie będzie możliwe po wyborach w przyszłym roku. Europarlament bardzo się zmieni, chociaż regularnie co 5 lat – inaczej niż w parlamentach krajowych, gdzie rotacja wynosi ok ⅓ – w Brukseli i Strasburgu wymienia się polowe składu. Teraz ta rotacja może być jeszcze większa. To nie dotyczy jednak Komisji Europejskiej. KE jest wybierana przez rządy krajów Unii. One wybierają komisarzy narodowych. Te zmiany w KE też będą, ale nie we wszystkich krajach UE. Będą inni przedstawiciele Włoch, Czech, Austrii i innych krajów gdzie nastąpił zwrot w prawo-także Polski na szczęście .Ale jednak część komisarzy będzie wybierana przez te państwa, w których nie bylo wyborów. Ta nowa Komisja nie dokona takiej zmiany kursu jak PE. Będzie bardziej kontynuatorem.

Rz: Jaki będzie kurs PiS? Własna grupa w PE czy przyłączenie się do EPL?

RC: Jest takie powiedzenie, że największym urokiem altarnatywy w polityce jest to, że ona istnieje. Mamy różne możliwości, ale na pewno w tej chwili skupiamy się na tworzeniu własnej grupy politycznej, która będzie się skupiać wokół PiS. Oceniamy tez , że Prawo i Sprawiedliwość będzie miało co najmniej dwudziestu paru europosłów.

Rz: Czyli wejścia do EPL Pan nie wyklucza.

Rz: Już w 2016 roku prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił, że wyobraża sobie taki scenariusz. To, że możemy to sobie wyobrazić wcale nie zwalnia naszych prac nad tworzeniem silnej kontynuacji EKR. Chociaż to byłaby grupa poszerzona. Mamy dobre relacje z Włochami :i z Ligą i z Ruchem 5 Gwiazd. PiS już niegdyś był z Lega Nord w jednej grupie politycznej. Była to Unia na rzecz Europy Narodów.

Rz: A jeśli chodzi o komisarza z PiS, to jaki powinien być format polskiego komisarza? O nazwiska i tak nie pytam.

RC: Będę milczał jak grób, jeśli Pan mnie zapyta. Jeśli chodzi o format, to gdy Jean Claude Juncker ogłaszał skład obecnej Komisji ,powiedział wówczas, że to najbardziej polityczna Komisja w dziejach UE. To była prawda. Czy to wyszło na dobre KE, to proszę sobie samemu ocenić. Jeśli chodzi o Polskę, to na pewno prezes Jarosław Kaczyński i władze PiS zdecydują się na kogoś, kto ma doświadczenie europejskie. Ale ta decyzja będzie ogłoszona dopiero późną wiosną przyszłego roku.

Rz: Co dalej ze sporem z KE? Liczy Pan na nowe podejście nowej Komisji?

RC: Nowa Komisja będzie bardziej prounijna niż PE, ale jednak nie będzie się pchała w bezsensowne wojny z Polską, Węgrami czy innymi krajami. Co do samego Timmermansa, to czy on będzie komisarzem reprezentującym Królestwo Niderlandów nie zależy od jego antypolskiej aktywności czy żalu ideologicznego w kontekście prawicowej Polski, tylko od wewnętrznej decyzji rządu w Hadze. Koalicja rządząca ma tam 4 partie – dwie liberalne i dwie chadeckie. Nowy komisarz holenderski będzie pochodną rozmów w tejże koalicji. Albo Rutte nagrodzi, którąś z tych czterech partii funkcją komisarza,albo też pójdzie w kierunku takim, aby nie tworzyć niesnasek w koalicji i powierzy tę funkcję ponownie Timmermansowi. Wtedy żadna z partii koalicyjnych nie będzie mieć poczucia, że inna dostała to stanowisko.

Rz: Premier Morawiecki ma jakieś nowe karty w tym sporze?

RC: Komisja wysyłając prośbę o posiłki do TSUE przyznała się do politycznej totalnej porażki, gdy chodzi o swój nacisk na Polskę. KE pokazała fiasko polityki szantażu finansowo-budżetowego, medialnej presji i formalnej presji. KE pokazała bezradność : w praktyce jeśli jakiś kraj członkowski się nie przestraszy, to Bruksela nic nie jest w stanie mu zrobić.

Rz: No ale decyzje TSUE będą.

RC: Tak, ale Komisja Europejska pokazała, że ona sama przez 2,5 roku nie jest w stanie wywrzeć żadnej skutecznej presji. I że państwo członkowskie nie musi się bać Brukseli. TSUE podejmie decyzje w lutym, a więc to też pokazuje jak długie są te procedury. Oczywiscie ten spór z instytucjami unijnymi może być kontynuowany. Teraz czekamy na werdykt TSUE. W tej sprawie lepsze od komentarzy jest milczenie- ono jest złotem.

Rz: A uznamy ten wyrok?

RC: Jedyny nieuznany wyrok TSUE przez rząd w Warszawie to był wyrok z 2014 roku. Wtedy rzadzila koalicja PO-PSL. Czy to oznacza, że rząd PO i PSL szykował Polexit? To pytanie retoryczne,które pokazuje głupotę tej całej propagandy totalnej opozycji o Polexicie. Ta ich propaganda to tylko proba utwardzenia swojego elektoratu. Jednak merytorycznie to rzecz tak absurdalna, że mało nośna.

Rz: Na koniec pytanie o taśmy. Zaszkodzą premierowi w kontekście międzynarodowym?

RC: Premier Morawiecki jest silny poparciem Polaków, a nie poparciem Berlina jak np. Donald Tusk. W sprawach imigracji mamy jednoznaczne stanowisko. Na pewno te taśmy nie zaszkodzą ani Mateuszowi Morawieckiemu, ani PiS. Niedawno opozycja twierdziła, że to PiS mialo i wykorzystywało taśmy,a cała sprawa jest niewiarygodna. Teraz ,jak widać,już ta narracja jest nieaktualna. To śmieszne.

Rz: We fragmencie rozmowy na taśmie jest też dyskusja z Pana udziałem o pracy dla Pana syna. Czy nie żałuje Pan tej prośby?

RC: Nikogo o nic nie prosiłem . A telefony od znajomych zawsze odbieram. Od Pana tez odbiorę , panie Michale.v