Blog

A,B,C – 13 CZERWCA

Posted on

W Parlamencie Europejskim od początku maja mówi się… 20 językami. Dlaczego 20, skoro państw jest 25? Ponieważ nie ma języka belgijskiego (Belgowie mówią po francusku i flamandzku, czyli w praktyce niderlandzku, czyli holendersku), Austriacy mówią po niemiecku, Luksemburczycy używają francuskiego lub niemieckiego, Cypryjczycy – greckiego, Irlandczycy – angielskiego. Co prawda Malta ma dwa języki oficjalne – w tym angielski, ale dla podkreślenia narodowej odrębności Maltańczycy używają języka maltańskiego.

Największa grupa zawodowa w strukturach PE to tłumacze. Ale i tak nie będę tłumaczyć wszystkiego na wszystko, zwłaszcza w przypadku języków “egzotycznych”, mało znanych, a więc nie będzie tłumaczenia np. z łotewskiego na maltański. Będzie natomiast tłumaczenie pośrednie: z łotewskiego na angielski i z angielskiego na łotewski. Tłumaczenia będą też w komisjach, ale już nie w kuluarach, a te czasem są najważniejsze.

Nowy poszerzony po 13 czerwca Parlament Europejski będzie liczył 732 deputowanych (wzrośnie o 100 osób). Z Polski będzie 54 przedstawicieli, wybieranych z 13 okręgów, w tym z okręgu nr 12 (Dolny Śląsk i Opole). Wybierzemy ich w druga niedzielę czerwca. Po raz pierwszy w historii Polski ilość mandatów uzależniona będzie od … frekwencji wyborczej – tzn. im więcej osób pójdzie w danym okręgu, tym wzrosną szanse na większą ilość mandatów.

Kadencja PE liczy 5 lat (nie 4 jak w Polsce). Kadencja Przewodniczącego trwa jednak tylko 2,5 roku, po czym na drugą “połówkę” wybiera się kolejną osobę w ramach uzgodnień, czynionych jednak już na samym początku kadencji PE (podobnie jest z rotacyjnie zmieniającymi się prezesami Europejskiego Banku Centralnego). Parlament Europejski ma główną siedzibę we Francji, niedaleko granicy z Niemcami w Strasbourgu. Tam odbywają się posiedzenia plenarne. Jednak posiedzenia komisji mają miejsce w Brukseli (ponadto część administracyjna PE znajduje się także w Luksemburgu, w tym samym mieście gdzie Europejski Trybunał Obrachunkowy).

Kompetencje PE są jasno określone. Uchwalenie budżetu Komisji Europejskiej, kontrola władz wykonawczych Unii (już raz Parlament doprowadził do dymisji Komisję) oraz współtworzenie prawa (czy mówiąc ściślej konsultowanie tego, co proponuje KE). Jeśli w drugiej połowie czerwca 2004 zapadnie decyzja o przyjęciu Konstytucji UE (która moim zdaniem nie jest potrzebna), będzie to dobra wiadomości dla PE i deputowanych, bo Traktat Konstytucyjny zwiększy uprawnienia Parlamentu.

To wszystko warto wiedzieć przed wyborami 13 czerwca. A zagłosować trzeba, choćby dlatego żebyśmy to MY, jako Dolny Śląsk mieli więcej przedstawicieli w Brukseli niż – przy całym szacunku – Kujawsko – Pomorskie czy Warszawa.

Blog

BIEGUNKA

Posted on

“Co nagle, to po diable…” – mówi stare polskie przysłowie. A inne głosi: “jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy”. Te powiedzenia pasują jak ulał do szybkiego, jak pociąg Intercity na trasie Warszawa – Wrocław, dostosowywania polskiego prawa do norm Unii Europejskiej. Nasz Sejm dostał prawdziwej biegunki legislacyjnej. W ciągu trzech lat wypluł z siebie 150 ustaw w tym obszarze. Poprzedni Parlament był niewiele gorszy: 130 ustaw w ciągu 4 lat. Ponieważ Bruksela cały czas poganiała, a komisarz Verheugen pokrzykiwał “schneller, schneller”, Sejm i Senat bez większego zastanowienia przyklepywały to, czego chciał rząd. Niestety, rząd często wnosił buble, a okulary naszych legislatorów są wszak bubloodporne (czyli bubli nie zauważają).

Gorzej, że pod “niebieskim płaszczykiem z żółtymi gwiazdkami” dostosowania naszego ustawodawstwa do unijnego, różne grupy nacisku przepychały różne ustawy korzystne dla poszczególnych środowisk, ale na pewno nie dla interesów państwa. Szybko okazywało się, że akurat proponowane przepisy wcale w Unii nie obowiązują, ani nie zamierza ona ich wprowadzić lub nawet wręcz regulacje unijne są przeciwne do tego, co proponował jakiś resort, skutecznie pozyskany przez kolejną “grupę (lub grupkę) trzymającą władzę”. Jak inaczej bowiem tłumaczyć, że w ustawie “Prawo Morskie” jedynie 17% przepisów rzeczywiście ma coś wspólnego z UE.

Jeszcze 30 kwietnia 2004 r,, gdy Sejm uchwalał ostatnich sześć ustaw “harmonizujących” nasze prawo z prawem UE, nie opublikowano nie tylko tych, ale i kilkunastu kolejnych ustaw (w sumie ponad 20) w Dzienniku Ustaw. Czyli tak jakby ich nie było wcale! Nie wystarczy bowiem, żeby Sejm coś uchwalił a prezydent podpisał. Ustawy wchodzą bowiem w życie od momentu opublikowania ich w Dzienniku Ustaw.

Możemy się pocieszać, że sąsiedzi Czesi uchwalali jeszcze szybciej i mają jeszcze większy “bajzel” prawny, ale mała to pociecha. Oczywiście, z dniem wejścia Polski do Unii bynajmniej nie skończył się sam proces ujednolicania polskiego prawa z unijnym. Prawo Wspólnot Europejskich jest jak ptak w locie – cały czas zmienia swoje położenie. Zmiany w Brukseli skutkować będą również zmianami w Warszawie.

Ustawodawstwo UE dzieli się na dwie kategorie. Są to dyrektywy i rozporządzenia Te drugie trzeba bezwzględnie wprowadzić w życie w każdym z 25 krajów członkowskich Unii. Dyrektywy można na grunt narodowy przenosić nie od zaraz i w wymiarze takim, jaki uzna się za stosowne. Sprytni Włosi dotychczas nie wprowadzili aż 20% dyrektyw UE, bo uznali ze byłoby to niekorzystne dla ich gospodarki.

Gdy w imieniu Polski, wraz z ówczesnym premierem i ministrem spraw zagranicznych, rozpoczynałem 31 marca 1998 negocjacje z UE, unijne prawo liczyło w sumie 75 000 stron. Dzisiaj, po 6 latach liczy 150 000 stron! Nowe przepisy rosną jak ciasto na drożdżach. Zdarzają się wszak dość często zakalce, jak dyrektywa mówiąca, że marchewka to owoc. Strach pomyśleć, co będzie dalej. Biegunka trwa…

Blog

LISTA ZAREJESTROWANA

Posted on

Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała 19 ogólnopolskich komitetów wyborczych, które wezmą udział w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Wśród nich jest Komitet Wyborczy Samoobrona RP. Liderem listy w okręgu 12 obejmującym województwa Dolnośląskie i Opolskie jest Ryszard Czarnecki. Pozostali kandydaci to: ANDRZEJ RADOMSKI – ekonomista, ADAM SZYMAŃSKI – nauczyciel akademicki, LESŁAW KOĆWIN – nauczyciel akademicki, ANNA MICHNIEWICZ-SERWATKO – lekarz, MAŁGORZATA MASEŁKO – przedsiębiorca, MARZENA KODŹ – ekonomista, DARIUSZ DĄBRUŚ – lekarz, KRYSTYNA OPACKA – rolnik, RAFAŁ KUBACKI – sportowiec.

Blog

SAMOOBRONA W GÓRĘ

Posted on

Według badań opinii publicznej publikowanych przez TNS OBOP Samoobrona RP (jako jedna z tylko dwóch partii politycznych notowanych w sondażach) w okresie od października 2001 r. do kwietnia 2004 r. zanotowała 14-procentowy wzrost notowań. Także według wyników badań “Ipsos” tylko Samoobrona notuje wzrost poparcia, podczas gdy inne ugrupowania mają oceny stabilne lub malejące. Tendencję tę w kwietniu potwierdziły również analizy PGB.

Blog

POLACY, CZESI, UNIA EUROPEJSKA

Posted on

1 maja 2004 r. Unia Europejska poszerzy się m.in. o dwa narody: Polaków i Czechów. Będzie powrót do politycznej Europy, bo w wymiarze historycznym, cywilizacyjnym, geograficznym oba te kraje Europę tworzyły od zawsze. Paradoksem jest, że sąsiadując, tak mało o sobie wzajemnie wiemy. A przecież w historii Polski jest tyle wydarzeń, w których pojawiają się nasi południowi sąsiedzi. Czasem ze sobą współpracowaliśmy, czasem rywalizowaliśmy i odwrotnie. Dziejów Czech, już od Średniowiecza nie można dobrze napisać nie pisząc o wspólnych władcach, świętych, a nawet ziemiach, które raz były pod czeskim raz polskim panowaniem.

Można więc powiedzieć, że nasza potencjalna współpraca jest czymś naturalnym. Nie dlatego abyśmy musieli kochać Czechów, a oni nas. Nic na siłę. Ale bliskie związki ekonomiczne i polityczne leżą po prostu w interesie społeczeństw obu państw. Aby ta współpraca stawała się coraz pełniejsza powinniśmy jak najwięcej wiedzieć o sobie. Poznawać historię wzajemnych związków, kulturę sąsiada, a także mniej – na początek- myśleć stereotypami i mitami jakie pokutują w społeczeństwie polskim na temat Czechów i w społeczeństwie czeskim na temat Polaków. Zwłaszcza, że sporo tych obiegowych, krzywdzących a czasem lekceważących opinii powstało lub utrwaliło się w okresie komunizmu. Tego komunizmu, który został narzucony obu krajom i który na kilka dziesięcioleci zahamował rozwój Rzeczpospolitej Polskiej i Republiki Czechosłowackiej.

W okresie II wojny światowej, gdy legalne rządy Polski i Czech znajdowały się na emigracji w Londynie, z inicjatywy premiera Rządu RP i Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego i jego współpracowników podjęto inicjatywę bliskiej współpracy polityczno-wojskowej obu państw, która wręcz miała zaowocować powstaniem konfederacyjnego, wspólnego państwa! Państwa, które miałoby wspólną politykę zagraniczną i wspólną armię… zresztą już wcześniej w latach trzydziestych XX wieku, także szereg polityków, a zwłaszcza wojskowych, czeskich zwracało uwagę na konieczność sojuszu z Polską jako jedynej drogi, która uchronić mogła Pragę przed niebezpieczeństwem niemieckim. Wówczas jednak oba kraje wybrały nie tyle drogę, co wybrały koncepcję polityki “samodzielnych i egzotycznych sojuszy”. Jaki był tego skutek Czesi zobaczyli jesienią 1938 roku, gdy w wyniku układów monachijskich, brytyjski premier Chamberlain przy poparciu całego zachodu sprzedał ich III-ej Rzeszy – Polacy przećwiczyli to rok później.

Zostawmy jednak historię. Warto pomyśleć o przyszłości, także tej najbliższej, już za parę miesięcy razem – Polacy i Czesi – wkroczą do struktur europejskich. I obojętnie, czy Unię Europejską lubimy, czy też nie, czy jej ufamy, czy może wcale, warto zastanowić się czy naszymi partnerami w tej “rodzinnej Europie” (Cz. Miłosz) naszymi sojusznikami będą, przy całym szacunku, daleka Grecja, Portugalia, Irlandia czy właśnie państwa położone w naszym bezpośrednim sąsiedztwie, w tym także Republika Czeska.

Mogę powiedzieć, że znam Unię Europejską i sporo o niej wiem. Wiem także to, że Zachód liczy się głownie z siłą i poważnie traktuje tych, którzy te siłę w wymiarze politycznym i gospodarczym posiadają, oraz tych, którzy dbają o własne interesy. Także dlatego warto współpracować: i w wymiarze stricte politycznym, gospodarczym, militarnym i kulturalnym. Warto wspierać współpracę przygraniczną, naukę języka sąsiadów, wzajemną wymianę, bliższe kontakty, nie tylko polityków – ale co ważniejsze – społeczeństw. Oczywiście dalej będą czasami miedzy nami różnice interesów (to naturalne także wśród przyjaciół a nawet w rodzinie) oraz różne oceny, interpretacje historii. Jednak myślenie w kategoriach wspólnego interesu – pokazania naszym zachodnim partnerom w ramach UE naszego wspólnego potencjału powinno być ważniejsze od egoistycznych zachwytów Czechów nad tradycyjną siłą ich gospodarki i również egoistycznego samozadowolenia Polaków, z powodów rzeczywiście istotnej pozycji demograficznej, a więc politycznej w ramach jednoczącej się Europy.

Blog

3 MAJA WAŻNIEJSZY OD 1 MAJA…

Posted on

Ostatnio jeden z dziennikarzy w wywiadzie (których ostatnio sporo udzielam – czyżby CZARNECKI REAKTYWACJA?) zadał mi zaskakujące pytanie: Czy po wejściu do Unii Europejskiej data 1 maja będzie dla Polaków ważniejsza niż 3 maja? No właśnie… myślę, że jednak nie! Wchodzimy do Unii może i z nadziejami, ale mniejszymi niż jeszcze rok temu. Wchodzimy też z wiedzą, że UE nie jest taka święta jak ją malują. pieniądze z Brukseli będą mniejsze niż to wcześniej nam przyrzekano, może w kraju wzrosnąć bezrobocie (a w zasadzie na pewno wzrośnie w niektórych regionach i pewnych branżach).Już wzrosły ceny wielu towarów, poczynając od żywności i słabą pociechą jest jest, że niższe będą ceny whisky, koniaku, luksusowych samochodów, tekstyliów z Turcji czy perfum…

Przed referendum spotkanie z UE było dla wielu polskich polityków swoistą “randką w ciemno”, niestety, ta randka dla wielu Polaków – ale nie polityków – kończy się twardym lądowaniem. A politycy którzy jeszcze rok i dwa lata temu przekonywali, że Unia jest “cacy” i raźno maszerowali po ulicach z niebieskimi balonikami – dziś krzyczą: “Nicea labo śmierć” i stroją się nagle w piórka patriotów. Diabeł ubrał się w ornat i na mszę dzwoni. Unia się świeci. Zwłaszcza w majowym słońcu. Szczególnie w okresie długiego weekendu, gdy wszystko wydaje się miłe. Ale ” ulica Miła, moja miła, wcale nie jest wcale taka miła” jak pisał Konstanty Ildefons Gałczyński. No i nie wszystko złoto, co się świeci…

Tak naprawdę maj 2004 w Polsce – kraju członkowskim Unii nie będzie się wiele różnił od maja 2003 w Polsce – kraju kandydującym do UE. Wtedy było ciężko – i dziś będzie niełatwo.

Lepiej chodzić po ziemi. Lepiej być eurorealistą. Lepiej nie mieć złudzeń i fałszywych nadziei . Naprawdę Polacy nie mogą przypominać afrykańskich plemion, które dają się nabrać na byle świecidełka.

Nie odwracajmy się do Unii plecami – bo już jesteśmy jej częścią. Nie dyskutujmy: wchodzić czy nie wchodzić – bo to już się stało. Nie mówmy o innych krajach nienależących do UE np. o Norwegii (która tym się rożni od Polski, że śpi na ropie) – bo my już tam należymy. Zgoda, że na złych warunkach. Ale zamiast obrażać się na rzeczywistość, lepiej rozliczyć negocjatorów (część z nich już pracuje… w Komisji Europejskiej!). No i w końcu podjąć – w trosce o interesy gospodarcze Polski – renegocjacje warunków naszego członkostwa w UE.

Blog

ULGI PODATKOWE W UE

Posted on

Nie wymyślajmy prochu, bo Chińczycy już to dawno zrobili. Nie wymyślajmy koła, bo też zostało już wymyślone. Naśladujmy tych, którzy przed nami wprowadzili w życie szereg rozwiązań gospodarczych. Dziś śmiało można je przenieść na polski grunt. Tylko trzeba chcieć.

Mała, ale rozsądna Belgia wprowadziła w swoim czasie, ze świetnym skutkiem, możliwość odliczania od podatku określonej kwoty na inwestycje. W Królestwie Belgii zastosowano również zwolnienia do podatku z tytułu kupna nieruchomości. Takie ulgi podatkowe obowiązują od 3 do 5 lat, w zależności od rodzaju inwestycji i – uwaga – liczby stworzonych nowych miejsc pracy.

Sąsiednia, większa, ale równie rozsądna Francja, do swojego systemu fiskalnego wprowadziła dwa bardzo interesujące instrumenty. Po pierwsze: zwolnienia podatkowe z podatku od nieruchomości na okres 2 lat dla firm inwestujących na tzw. obszarach upośledzonych ze względów geograficznych (np. tereny górzyste), ze względów społecznych (np. wysokie bezrobocie) i ze względów gospodarczych. Po drugie: udostępniono tzw. kredyt podatkowy dla firm w wysokości 1524 euro, za każde nowe miejsce pracy.

Z kolei w Niemczech firmy jednoosobowe, których zysk roczny nie przekracza 245 tys. euro mają obniżoną stawkę podatku dochodowego. Także w RFN firmy małe (a więc zatrudniające od 1 do 50 pracowników, choć w praktyce chodzi o tzw. mikro-przedsiębiorstwa, zatrudniające 1-10 pracowników), z obrotem rocznym poniżej 50 tys. euro mają korzystniejsze opodatkowanie VAT. Plan Schroedera, tym się rożni od planu Hausnera, że zakłada, po roku 2005, zmniejszenie obciążeń podatkowych dla niemieckich małych i średnich firm, o prawie 9 mld euro. Plan Hausnera litościwie przemilczę.

W Hiszpanii zredukowano stawkę podatku dochodowego od osób prawnych z 35% do 30% dla firm małych i średnich.
Na drugim krańcu Europy w Republice Irlandii wprowadzono niższą stawkę podatku dochodowego dla firm mających obrót poniżej 63 tys. euro rocznie. Natomiast firmy mające obrót w skali roku poniżej 400 tys. euro w ogóle nie płacą podatku.

Jednak największe ulgi podatkowe w krajach UE ma Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Właśnie w Albionie firmy mające dochód poniżej 52 tys. funtów (uwaga nie :euro! w Wielkiej Brytanii bowiem dalej obowiązują stare, poczciwe funty szterligi) rocznie – są zwolnione z rejestracji dla potrzeb podatku VAT. Natomiast firmy o dochodzie poniżej 10 tys. funtów, płacą tylko 10% podatek dochodowy. Dodać tu jeszcze należy, że wszystkie brytyjskie firmy, z obrotem rocznym nie przekraczającym 100 tys. GBP mają uproszczoną procedurę podatkową. Aby zaś zachęcić prywatnych przedsiębiorców do rozliczania się z fiskusem przez internet, Londyn każdej firmie, która się na to zdecydowała dawał małą, ale powszechnie wykorzystywana ulgę w kwocie 50 funtów.

W królestwie Danii, po uproszczeniu procedur administracyjnych, czeka się na rozpoczęcie działalności gospodarczej już nie 11, a 8 dni, co skrupulatni Duńczycy odtrąbili jako sukces.

W Portugalii, gdzie małe i średnie firmy zatrudniają aż 80% wszystkich pracujących w tym kraju, władze zdecydowały o utworzeniu 6 w skali państwa – instytucji, gdzie kompleksowo obsługuje się małe i średnie firmy (np. cała procedura rejestracji firm). Nazwane one zostały Centrami Formalności Przedsiębiorcy. Portugalskie firmy jednoosobowe mogą zresztą rozpocząć działalność w ciągu 1 dnia, wystarczy, że zarejestrują się w odpowiednim urzędzie finansowym.

Wchodząc do Unii, warto wiedzieć gdzie wchodzimy. UE to różnorodność. Różne systemy i rozwiązania przyjęto w poszczególnych krajach członkowskich. My musimy mądrze skopiować to, co najlepsze we wszystkich państwach póki co – “15”.

Na koniec serdeczny apel do Państwa: Lubimy tę Unię czy nie, my jako Polska i Polacy, po prostu róbmy swoje. I twardo walczmy o nasze interesy. To są właśnie życzenia dla każdego z nas z okazji 1 maja, czyli dnia wejścia Polski do UE.

Blog

KONKRETY NA STÓŁ

Posted on

Polska weszła do Unii. Na tych łamach wiele razy powtarzałem, że UE to bardzo duża różnorodność, różne modele gospodarcze, choć połączone Wspólnym Rynkiem i wspólnym prawem. Dlatego też nie mówmy, że w jakiejś dziedzinie naśladować będziemy Unię Europejską, ale odwołajmy się do przykładów i rozwiązań konkretnych krajów. Oczywiście po to żeby – przynajmniej – selektywnie zastosować je w Polsce. Gdybym był prezydentem lub premierem – albo doradzał prezydentowi lub premierowi (wersja bardziej realistyczna) przeniósłbym do Polski następujące rozwiązania.

Z Holandii – rządowe gwarancje kredytowe dla małych i średnich firm. Z Austrii – fundowanie przez państwo kapitału początkowego dla firma wprowadzających innowacje. Z Niemiec – system kredytów komercyjnych oraz system venture capital. (funduszy ryzyka kapitałowego) finansujących małe firmy. Z Hiszpanii – metody pozyskania funduszy UE dla małego biznesu i przeszło trzydzieści instrumentów wsparcia tego sektora przez rząd., który finansuje do 50% inwestycji MSP (małych i średnich firm) w postaci pomocy bezzwrotnej lub kredytów o zerowym lub bardzo niskim procentowaniu. Z Grecji system wsparcia dla małych firm, które rozpoczynają działalność, aż do 160 tys. euro na firmę a konkretnie 159700 euro).

Oczywiście drobni przedsiębiorcy korzystają nie tylko (choć głównie) z pomocy własnych rządów, ale także instytucji europejskich. Zwłaszcza chodzi tu o Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) z siedziba w Luksemburgu, który udzielił firmom z sektora MSP (a więc zatrudniającym do 250 pracowników z obrotem rocznym do 40 mln euro) 1/3 wszystkich udzielonych im kredytów w całej Unii Europejskiej (resztę uczyniły banki w poszczególnych krajach) kredyty te miały wartość 8,3 mld euro i skorzystało z nich ponad 49 tys firm. Olbrzymia wielkość z nich zatrudniała mniej niż 50 pracowników i miała obrót roczny mniej niż 7 mln euro.

Oczywiście kopiować trzeba nie mechanicznie, lecz wybiórczo. Nie naśladujmy więc greckiej korupcji, włoskiej rozdętej i opieszałej biurokracji oraz systemu pomocy dla małych firm w Finlandii, gdzie nastąpiło skupienie środków w zamkniętej grupie odbiorców: 25% firm konsumowało 80% całości subsydiów przyznawanych prze fińskie Ministerstwo Przemysłu i Handlu.

1 maja politycy i urzędnicy wypięli piersi, strzelały butelki szampana, podczas unijnych festynów grała muzyczka – ale od tego świętowania nasza wiedza o UE nie wzrosła, a sympatia Unii do Polski – tez nie. Czas odejść od sloganów, hasełek, deklamacji do konkretów. Właśnie o tych konkretach – o tym co warto i trzeba przenieść na polski grunt – i to jak najszybciej jest ten tekst.

Zachęcam wszystkich do mówienia konkretami. Czas mówienia zaklęciami, gadki szmatki skończył się. Czas polityków opowiadających głodne kawałki, banały i nie potrafią od ogółu przejść do szczegółu – też się, mam, nadzieje kończy. I to dzięki Państwu.

Blog

GDZIE INDZIEJ – PAŃSTWO POMAGA…

Posted on

Unia Europejska – jak miłość – niejedno ma imię. Bo Unia to “jedność w różnorodności”. Także, gdy chodzi o pomoc udzielaną poszczególnym grupom zawodowym czy społecznym. UE tak naprawdę tworzy tylko pewne formalno-prawne ramy pomocy dla małych i średnich firm, ale obraz (czyli jak ta pomoc faktycznie wygląda) jest już malowany przez poszczególne kraje członkowskie.

W Grecji ustawa o prawie bankowym zobowiązuje wszystkie istniejące tam banki (jest ich 41) do przeznaczania 10% zgromadzonych depozytów na kredytowanie małych i średnich firm. Greckie przedsiębiorstwa na rozpoczęcie działalności mogą otrzymać do 160 tys. euro, dokładnie do 159 700 euro. Dzięki systemowi wsparcia dla tego sektora 15% greckich firm leasinguje środki produkcji, 23% korzysta z linii kredytowych w rachunku bieżącym, 53% ma zaciągnięte krótko- i średnioterminowe pożyczki, 43% posiada strategie e-commerce a 20% wykorzystuje w swojej działalności bankowość elektroniczną. Państwo wspiera działalność sektora MSP (małych i średnich przedsiębiorstw), nie dlatego że jest takie miłe, ale dlatego, że zatrudniają one 80% ogółu pracujących Greków. Prawie 2/3 z tych firm to przedsiębiorstwa produkcyjne i usługowe. Blisko 30% eksportuje swoje wyroby, ta pomoc państwa przekłada się na: z jednej strony – zwiększenie ilości podmiotów gospodarczych a z drugiej – na zwiększenie zatrudnienia. I tak, o ile w 1990 roku dokonanych zostało 18.765 zgłoszeń podatkowych, to w 1994 roku liczba ta wzrosła do 40.886, a w roku 2000 było już ponad 400 tys. firm płacących regularnie podatki do skarbu państwa!!!! W tym samym 2000 roku aż 56% greckich firm zwiększyło zatrudnienie! Warto podkreślić, że ten rozwój gospodarczy był dziełem przede wszystkim decyzji rządu greckiego i wyboru przez władze Republiki takiego, a nie innego modelu wsparcia dla małych i średnich firm. Nastąpiło to zresztą dopiero w drugiej dekadzie obecności w strukturach europejskich. Pierwsze lata były bowiem dla Grecji bardzo ciężkie.

Z kolei w Hiszpanii, dzięki pomocy państwa, przedsiębiorca może liczyć na pomoc ze strony państwa w postaci 20-50% (a w wyjątkowych sytuacjach do 80%) wartości kredytu. Przy czym, pomoc ta polega na udzieleniu pożyczki bezzwrotnej, kredycie 0% lub kredycie bardzo nisko oprocentowanym. W Królestwie Hiszpanii istnieje aż przeszło 30 instrumentów pomocy dla małych firm (w regionie madryckim ponad 50). Jedną z nich jest niższa stawka opodatkowania od podmiotów gospodarczych (30% zamiast 35%). Pomoc ta obejmuje także znaczące odciążenie firm z tytułu obciążeń socjalnych! Aż od 40-50% hiszpańskiego “ZUS-u” bierze na siebie państwo, gwarantując w ten sposób mniejsze wydatki firmom, oraz pozwalając zaoszczędzone środki przeznaczyć na inwestycje, tworzenie nowych miejsc pracy lub na unowocześnianie firm czy zakup technologii itd.itp. Państwo hiszpańskie również wywiera skuteczny nacisk na firmy dostarczające np. energię elektryczną, aby obniżały stawki za dostawy prądu dla ” small bussinesu”. Łatwo dostępne są też kredyty dla ludzi młodych, absolwentów uczelni czy szkół średnich oraz firm kierowanych przez kobiety. Przy tzw. restrukturyzacji stoczni czy kopalń, to państwo bierze na siebie wieloletnie odprawy socjalne.
Grecja i Hiszpania to kraje członkowskie UE . Stosują one bardzo daleko idący zakres pomocy państwowej dla małych i średnich firm. Czy jest to interwencjonizm państwa w gospodarkę? Tak! Czy UE to akceptuje? Tak!
Czy Polska może również skorzystać z takich form pomocy dla małych i średnich przedsiębiorstw? Tak! O ile oczywiście liberałowie nie wmówią polskiemu społeczeństwu, że jest to niemożliwe.

Blog

POLSKA: W POSZUKIWANIU SOJUSZY

Posted on

Za kilkaset godzin Polska wchodzi do Unii Europejskiej. Ale nie jest to żaden koniec procesu. Tak naprawdę mecz się dopiero zaczyna. Co prawda, gramy pod górkę (złe warunki naszego akcesu do UE), sędzia co i raz odgwizduje nam rzekome faule i karze czerwonymi kartkami (Komisja Europejska bardzo twardo walczy o interesy “starej Europy” często kosztem Polski), to jednak ten euromecz już się właściwie zaczął.

Ci, którzy mówią, że 1 maja 2004 skończą się nasze problemy, bo znajdziemy się w “rodzinnej Europie” – nie wiedzą, co mówią. Ci, którzy mówią, że 1 maja 2004 nastąpi katastrofa i koniec Polski – też nie wiedzą, co mówią. A ponieważ mamy okres okołowielkanocny, to zamiast polemizować, poprzestanę na formule: “…odpuść im, bo nie wiedzą co czynią…”

Już dzisiaj warto i trzeba myśleć o zapewnieniu maksymalnie korzystnej pozycji Polski w strukturach europejskich. Oczywiście trzeba renegocjować Traktat Akcesyjny, ale nie można na tym poprzestać. To nie załatwia sprawy. Należy zadbać o szerszą wizję i strategiczny plan. Musimy wiedzieć, z kim nam bardziej po drodze, po co i dlaczego? Jasne zdefiniowanie tego, co może uporządkować polską politykę zagraniczną i nada jej stały impuls, obojętnie od tego kto rządzi.

Specyfika Unii Europejskiej i wielokierunkowość jej polityki stwarzają możliwości wielu i to różnorodnych sojuszy. Mają one charakter “wspólnoty interesów” o określonych azymutach (gospodarczych, funduszy unijnych, politycznych, bezpieczeństwa narodowego, geograficznych). Warto wymienić najważniejsze kierunki, choć na pewno nie wszystkie:
1. Polska w wymiarze północnym UE. Nasz kraj wchodzi do Unii obok Litwy, Łotwy, Estonii. Dołączamy do Danii (w EWG od 1973) oraz Szwecji i Finlandii (w UE od 1995). Te kraje były dotychczas swoistym marginesem Unii. Teraz dzięki wejściu Rzeczypospolitej oś UE przesuwa się wyraźnie z południa na północ.

2. Grupa Wyszehradzka (czyli Polska, Czechy, Słowacja, Węgry). Dotychczas państwa te raczej pozorowały współpracę, ale teraz ich solidarna postawa wobec Brukseli będzie ekonomiczną koniecznością.

3. “Wielka Ósemka”, czyli kraje naszego regionu Europy (Grupa Wyszehradzka + kraje bałtyckie + Słowenia): łączy nas sprawa wspólnej, przyszłej walki o fundusze strukturalne i unijne dotacje. Dotychczas jednak państwa Europy Środkowo-Wschodniej zdawały się rozgrywać przez “starą Europę”.

4. Rolnicze kraje UE: Francja, Hiszpania, Polska, Włochy, Portugalia Grecja: wszystkim tym krajom zależy na utrzymaniu CAP czyli Wspólnotowej Polityki Rolnej w jej obecnym kształcie (z niewielkimi korektami) i porównywalną pozycją w budżecie UE.

5. Sojusz Średnich Państw, a więc: Warszawa – Madryt: nie tak duże, zamożne jak “gruba czwórka” (Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Włochy), ale znacznie więksi niż małe, i bardzo małe państwa “starej” i “nowej” Europy.

6. Kraje “Europy Narodów” – państwa sceptyczne wobec nadmiernej federalizacji (prawo kontynentu) i przekształcania UE w jedno państwo europejskie (Stany Zjednoczone Europy). Do tej “koalicji eurorealistów” należy zaliczyć raczej wszystkie kraje wchodzące do UE 01 maja 2004 oraz 3 kolejne w latach 2007-2008 (Bułgaria, Rumunia, Chorwacja), ale także Wielką Brytanię, Irlandię, Szwecję, Danię oraz Hiszpanię i Portugalię.

7. Kraje “Chrześcijańskiej Europy” – a więc narody, dla których dziedzictwo chrześcijańskie (niekoniecznie katolickie), bo zaliczyłbym tu także prawosławną Grecję) są ważnym punktem odniesienia także współcześnie. W tej grupie, poza Polską i wspomnianą Grecją, są także kraje Półwyspu Iberyjskiego (Hiszpania i Portugalia), Republika Irlandii, Włochy, Słowacja, w dużym stopniu Węgry, ale również w dalszej przyszłości prawosławne Bułgaria i Rumunia, katolicka Chorwacja, a wcześniej katolicka Słowenia. Spór o preambułę w Konstytucji Europejskiej jest przykładem na to, że wartości w brudnym świecie polityki czasem coś znaczą, a także wywołują międzynarodową solidarność.

Jak widać są to sojusze z jednej strony : a. potencjalne, b. naturalne, c. niewykluczające się wzajemnie Już dziś warto o tym myśleć odrzucając bezrefleksyjną aprobatę UE przez euroentuzjastów, ale także bezrefleksyjną negację wychodzącą z obozu eurosceptykow.