Blog

W SPRAWIE SUDANU

Posted on

Poranne posiedzenie Komisji Spraw Zagranicznych PE zostało zdominowane debatą na temat konfliktu w Sudanie i zaangażowania UE w sytuację tego kraju. Głos zabrał Ryszard Czarnecki, który – podobnie jak paru innych mówców – dał wyraz rozczarowaniu wystąpieniem obecnego na posiedzeniu ambasadora Sudanu przy UE. Podkreślił, iż wojna domowa w Sudanie trwa 17 miesięcy, pochłonęła ok. 50 tysięcy zabitych, spowodowała uchodźctwo 1 miliona osób, a tymczasem rząd Sudanu udaje, że nie ma problemu, pocieszając się, że ludzie nie umierają z głodu. Sudańskie władze są jak chór w chińskiej operze, którzy przez trzy akty śpiewa “uciekajmy, uciekajmy…”, ale nie rusza się z miejsca. Rząd w Sudanie też podkreśla, że się “stara, się stara…”, ale w praktyce nie ma efektu. R. Czarnecki zapytał również przedstawiciela Komisji Europejskiej o stan przygotowania UE na “czarny scenariusz” w Sudanie, czyli przedłużanie się wojny domowej przez następnych kilkanaście miesięcy.

Blog

28 lipca 2004

Posted on

Kolejny dzionek w PE. Kolejny pracowity dzionek… Zabieram głos dwa razy. Na przedpołudniowej Komisji Spraw Zagranicznych i popołudniowej Podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony. Tematyka obu pokazuje, że UE nie zajmuje się sama sobą, lecz stosunkami zewnętrznymi – od subkontynentu indyjskiego po część Bałkanów, które długo jeszcze nie wejdą do Unii. Nie zdążyłem dziś zjeść obiadu. Kompletuję dokumenty do tworzenia biura we Wrocławiu, Ząbkowicach Śląskich, Oławie, Kłodzku, a może i Byczynie (lub Kluczborku), a także do zatrudnienia ludzi w Polsce i tu w Brukseli.

Kolega z PE opowiada mi, że w ciągu paru dni w tym tygodniu miał raptem 1 (jedno) posiedzenie, jednej Komisji, zaś drugiej – zero, bo przewodniczący Włoch oświadczył, że wyjeżdża na wakacje… A ja …miałem w ciągu 4 dni 5 posiedzeń komisji plus 1 posiedzenie podkomisji. Robota szuka … Czarneckiego.

W ostatniej chwili przekładam na jutro spotkanie z Irańczykiem, który, jak rozumiem – chce mnie uświadomić, na temat reżimu w Teheranie (raz tam byłem – przed dwoma laty). Przyjmuję tylko u siebie w biurze, już pod koniec dnia b. wiceprzewodniczącego Warszawy w Radzie Architekta Europy Olgierda Dziekońskiego (jego syn pracuje w biurze prasowym grupy chadeckiej).

Udzielam dziś wypowiedzi dla Rzeczypospolitej (wczoraj dla Gazety Wyborczej). A ponadto odwiedza mnie korespondent TVP w Brukseli Marek Orzechowski. Uważnym wzrokiem lustruje biuro, jakby spodziewał się, że gdzieś tu umieściłem pułapkę – zapadnię dla żurnalistów.

W ciągu ostatnich dni na moje konto e-mailowe w PE przyszły… 143 maile, nie licząc tych na stary (ale jasny adres) mailowy.
W tym pędzie myślę o moich rodzicach – tak znienacka. Oboje wspominają. W niedzielę mama opowiadała jak spędzała jakąś mroźną zimę w Anglii i o grzejnikach, które uruchamiały się po wrzuceniu monety paropensowej.

Ojciec z kolei – też w niedzielę – w czasie, gdy razem oglądaliśmy mecz żużlowy w Częstochowie, wspominał rok 1945, gdy jako 9 letni chłopak oglądał pierwsze swoje zawody na żużlu, jeszcze nie na stadionie, ale na prostym odcinku, gdy ludzie stali w odpowiedniej odległości od toru, bez pomocy żadnych tam porządkowych.

Z historii życia naszych rodziców i dziadków można pewnie nakręcić film lub napisać książkę – a my szukamy sensacji w amerykańskich filmach. Czy o naszym życiu tez tak ktoś kiedyś powie?

Dziś robię sobie fotografie na tle pięknej, greckiej ikony, umieszczonej na III piętrze Parlamentu Europejskiego, tam gdzie mieści się sala plenarna.

Blog

27 lipca 2004

Posted on

Dziś posiedzenia 2 komisji PE, których jestem członkiem. Trwały ponad 6 godzin. Zostaję koordynatorem posłów niezależnych w ramach Komisji Spraw Zagranicznych PE. Dodatkowa robota.

Dwa smaczki z europarlamentu: Geremek opowiedział mi jak w czasie posiedzenia ich grupy (liberałów) rodacy jeszcze wówczas kandydata na szefa PE, Borrella, Katalończycy (!) mając w nosie solidaryzm narodowy z furią atakowali krajana, zarzucając mu m. in. starą historię z czasów, kiedy był ministrem skarbu. W atmosferze skandalu korupcyjnego odeszli wówczas z tego resortu wszyscy, najbliżsi współpracownicy Borrella – poza nim samym… Smaczek drugi: wczoraj w końcu udało się po wielkich trudach wybrać przewodniczącą Komisji …Praw Kobiet.  Panie kłóciły się w swoim gronie. Uzgodniona przez grupy polityczne kandydatura Słowaczki (antyfeministycznej katoliczki) Zaborskiej została w Strasburgu zablokowana przez feministki. W Brukseli udało się ją w końcu wybrać, choć spora część członkiń komisji zbojkotowała glosowanie.

Wieczorem Grecy robią przyjęcie w związku z olimpiadą. Wydaje się, że jedzenie jest lepsze niż stan przygotowań Aten do igrzysk olimpijskich. Ale nie jest to różnica przepaści.

Różnica zdań z moim krajanem z Wrocławia – posłem Piniorem. Do nas obu dzwoniła dzisiaj dziennikarka Gazety Wyborczej wypytując o problem klawiatury bez polskich znaków w PE. Powiedziałem “Gazecie”, że należy to zmienić i że jest to utrudnienie, choć da się z tym żyć. Pinior natomiast w ramach permanentnego wchodzenia Unii i to bez wazeliny, stwierdził, że pretensje posłów z Polski to “skandal”. Chce być chłopak bardziej unijny od Unii. Nota bene zabawne jest, że słyszałem już przemawiających po polsku, Geremka, Saryusza-Wolskiego i wielu innych Polaków, którzy, choć mogą mówić w innych językach podkreślają swoja polskość. Ale nie Pinior, który dziś na Komisji Spraw Zagranicznych pytał o Kubę po angielsku. Większy Europejczyk niż Rosati z Onyszkiewiczem razem wzięci, którzy na tejże komisji pytali po polsku?

Zauważyłem, że gdy jestem w Parlamencie i piszę blog to jest on “na jedno kopyto”. Wszystko kręci się wokół PE. A więc na koniec odnotuję, że gdy piszę te słowa to z mojego okna widać nie tylko stacje metra i dźwig a także sympatyczny zachód słońca. Różnica między zachodem słońca a Parlamentem Europejskim jest taka, że zachód słońca był kiedy nie było PE i będzie gdy już nie będzie PE.
No i dalej Cohen.

Blog

JUŻ GADAM W BRUKSELI…

Posted on

Pierwsze wystąpienia w Parlamencie Europejskim mam za sobą. W Strasburgu, w czasie sesji plenarnej zabrałem glos jako drugi, po Geremku, mówiąc o tym, ze rozszerzenie UE 1 maja 2004 miało charakter polityczny, formalny, a nie faktyczny. Nie objęło ono bowiem w praktyce  rynku pracy, stad UE dzieli sie na Europę “A” i Europę “B”. Zwróciłem się też do premiera Irlandii – Aherna, aby nie używał pojęcia “nowa” i “stara Europa” w odniesieniu do starych i nowych członków Unii, bo ta niby “nowa Europa” to często kraje o wielowiekowej, nieraz ponad tysiącletniej tradycji. Wezwałem też przywódców UE do jak najszybszego otwarcia rynku pracy dla wszystkich obywatel z nowej “10”.

 Natomiast w tym tygodniu (już w Brukseli) w czasie posiedzeń komisji, najpierw zabrałem glos na Komisji Konstytucyjnej oponując przeciwko jednolitemu terminowi referendum w tych krajach UE, gdzie one się odbędą. Podkreśliłem również, że ważne jest informowanie o konstytucji, a nie propaganda konstytucji. Uznałem także, że optymalny termin referendum w Polsce to jesień 2006 – a nie jesień 2005. Połączenie jego z wyborami jest rzeczą słuszną, ale nie należy łączyć ich z wyborami prezydenckimi, tylko z rok późniejszymi wyborami samorządowymi. Spełnia to dwa istotne argumenty, które wysunął Kwaśniewski: referendum dużo mniej kosztuje, bo jest przy okazji wyborów i zapewniona jest wysoka frekwencja. 

 Także w tym tygodniu na Komisji Spraw Zagranicznych, przepytałem gościa Komisji, szefa Dyrekcji Generalnej odpowiadającej w UE za politykę zagraniczną, Hiszpana (a właściwie Baska) Eneko Landaburu w sprawie polityki Unii wobec Chin. UE bowiem dużo gada o prawach człowieka, ale w praktyce akceptuje ona, a zwłaszcza, jej większe i bogatsze kraje członkowskie politykę łamania praw człowieka w Chinach. Odpowiedź była na “dużym poziomie ogólności” – mowiąc językiem dyplomatycznym. 

 Polacy są aktywni na forum PE. Na komisjach, w których uczestniczyłem, poza mną glos zabierali: Geremek, Rosati, Onyszkiewicz, Klich, Szymański, Grabowska. Sądzę, że jako nacja prezentujemy się i w Strasburgu i w Brukseli w sposób poważny i merytoryczny. Coś mi się zdaje, że lepiej niż nasi koledzy w Sejmie RP.

Blog

SAMOOBRONA POPIERA POLAKÓW W EUROPIE

Posted on

Brak jednolitości polskich eurodeputowanych i negocjatorów z ramienia rządu w sprawach dotyczących roli Polaków w instytucjach europejskich rodzi obawę o analogiczne zachowania w sprawach interesu narodowego. Wobec tego Przewodniczący Samoobrony RP Andrzej Lepper wydał oświadczenie,

Blog

DYSKUSJA NA TEMAT SYTUACJI W BOŚNI I HERCEGOWINIE

Posted on

W czasie wczorajszego popołudniowego, inauguracyjnego, posiedzenia Podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony UE, poświęconego zaangażowaniu Unii w Bośni i Hercegowinie Ryszard Czarnecki odniósł się do wypowiedzi gościa Podkomisji gen. Jean-Paula Perruche’a, szefa unijnego Military Staff, odpowiedzialnego za SFOR w Bośni. R. Czarnecki uznał dopuszczenie do wojny i ludobójstwa na terenie d. Jugosławii jako największą porażkę UE (ale także NATO) w ostatnim 15-leciu. Podkreślił, ze w Polsce oczekuje się zgodnego współdziałania UE i NATO – tymczasem w Bośni i Hercegowinie ich działania dublują się. Zapytał też, jak gen. Pernuche ocenia efektywność wydatkowania olbrzymich środków przez UE w ciągu ostatnich 13 lat oraz prawie 2 mld w ciągu 5 lat ze strony krajów członkowskich UE, w kontekście bardzo różnych opinii na ten temat. Pytanie to było szczególnie istotne przed nominacją Lorda Ashdowna na

Blog

O KASZMIRZE NA POSIEDZENIU KOMISJI SPRAW ZAGRANICZNYCH

Posted on

Deputowany Ryszard Czarnecki zabrał dzisiaj głos w debacie w związku ze specjalnym raportem, przygotowanym przez delegacje PE na temat sytuacji w Kaszmirze. Przedstawiciele Parlamentu Europejskiego już dwukrotnie odwiedzili ten zapalny region. R. Czarnecki opowiedział się za uwzględnieniem głosu nie tylko rządów Indii i Pakistanu, ale tez samych mieszkańców Kaszmiru. Bardzo ważne jest tez ożywienie kontaktów pozaparlamentarnych (naukowych, eksperckich). Opowiedział się tez za powołaniem stałego sprawozdawcy komisji Spraw Zagranicznych ds. Kaszmiru – zgodnie z rekomendacja raportu delegacji PE.

Blog

26 lipca 2004

Posted on

Skoro świt na nogach, bo Bruksela, choć nie kocha to czeka. W Belgii zimniej niż w Polsce. Na dworcu La Gare du Midi czeka samochód z Parlamentu z dyplomatycznymi numerami. Odbieram klucze od nowego biura. Sporo czasu zajmuje ustalenie specjalnego kodu do komputera i telefonu – jest już po 12.30, a wtedy wielu urzedników robi sobie dwugodzinną przerwę na lunch. Po południu posiedzenie komisji konstytucyjnej. I tu sensacja. Ale nie polityczna, tylko techniczno – prestiżowa. Okazuje się bowiem, że polityczne rozszerzenie UE 1 maja 2004 to jedno, a funkcjonowanie Parlamentu Europejskiego to drugie. Nie ma tłumaczeń na żaden z języków krajów nowoprzyjętych. Przewodniczący Leinen wyraźnie zaskoczony. Głupia sytuacja. Skrucha i obietnice poprawy. Wyszło rzeczywiście beznadziejnie. Interweniowała poseł Grabowska (socjaliści) – jutro ma być już 20 języków, a nie 11. Widać, że dla niektórych eurourzędników czas stanął w miejscu.

Piszę sobie ten blog w czasie “Wiadomości” TVP, ale nie mam specjalnej potrzeby ich ogladania. Wolę słuchać “The 10 news songs” Leonarda Cohena. Stary, dobry na wszystko Cohen z jego “Love itself” i “A Thousand Kisses Deep”. Po prostu relaks na drugim piętrze Europarlamentu.

Przypadły mi dwa gabinety i łazienka z prysznicem na zapleczu. Z tego, co wiem to nie wszyscy deputowani mają takie wygody. Teraz dopiero zrozumiałem wypowiedzi na zebraniu posłów niezrzeszonych, że “elementarnym prawem posła jest prawo do toalety”. Tak rodzi sie hierarchia deputowanych: podział na tych, co mają gabinety z prysznicami i tych, co ich nie mają. Trochę to zabawne – ale nie dla wszystkich.

Oglądam wycinki z Wyborczej i Rzeczpospolitej, ze swoimi zdjęciami ze Strasburga. Każdy lubi ogladać siebie, ale mam pewne przeczucie, że zainteresownie polskich mediów polskimi eurodeputowanymi ograniczy sie raczej tylko do inauguracji PE, a dalej najwyżej przyciągnie ich jakiś skandal… Jeśli tak, to niech już będzie lepiej cicho.

Każdy dobry uczynek spotka zasłużona kara – powtarzałem sobie wściekły, odbijając się od filii mojego banku, mieszczącej się w parlamencie. Byłem porządny, siedziałem, jak Pan Bóg przykazał, do końca obrad komisji, no i bank mi zamknęli. Dobrze, że przed wyjazdem wymieniłem pieniądze, bo byłoby krucho…

Dostałem zachętę, aby więcej pisać o swoich snach. I żeby bez cenzury. A przecież życie jest ciekawsze od snów. Nawet mało kolorowe życie (a moje nie jest szare) jest ważniejsze od najbardziej kolorowych sennych marzeń.  Wolę czyny od snów.
 
Zły jestem na komputer, na którym piszę ten blog. Są znaki francuskie, są niemieckie – nie ma polskich. A ja jestem polskim posłem. No i układ klawiatury zupełnie inny. Zanim się nauczę upłynie trochę cennego czasu.

Na koniec wychodzi mi – mimo woli – puenta. Kiedy piszę ostatnie zdanie blogu słucham Cohena “Here It Is”. No właśnie…

Blog

DOKUMENTACJA UNII EUROPEJSKIEJ

Posted on

Urząd Komitetu Integracji Europejskiej udostępnił już “Monitor Integracji Europejskiej”. Zawiera on istotne dokumenty i materiały polskiej administracji centralnej, dokumentację i opracowania dotyczące najważniejszych kierunków rozwoju UE oraz przeglądy propozycji aktów prawnych UE. Monitor jest dostępny w wersji papierowej jako miesięcznik oraz sukcesywnie aktualizowany w wersji internetowej.

Blog

O REFERENDUM KONSTYTUCYJNYM

Posted on

Ryszard Czarnecki wystąpił na forum jednej z najważniejszych komisji PE, tj. Komisji ds Konstytucyjnych. W debacie, w której udział wzięli przewodniczący i dwóch wiece przewodniczących komisji, były premier Belgii Dehaena, poseł Bronisław Geremek i przedstawiciel Komisji Europejskiej,

Blog

CZARNECKI PRZEPYTUJE

Posted on

W czasie posiedzenia Komisji Spraw Zagranicznych PE poseł Ryszard Czarnecki zadał pytanie gościowi komisji – dyrektorowi generalnemu odpowiedzialnemu w Komisji Europejskiej za politykę zagraniczna UE Eneko Landaburu. Chodziło o sprawę Chin, które dla UE są priorytetem i przestrzeganie przez to państwo praw człowieka. R. Czarnecki stwierdził, że dotychczasowa polityka UE, a zwłaszcza niektórych państw członkowskich UE, w odbiorze opinii publicznej odbierana jest jako akceptacja dla łamania przez Pekin praw człowieka. W odpowiedzi Landaburu stwierdził, ze “w dalszym ciągu kraje Unii nie zniosły embarga na eksport broni do Chin oraz ze polityka Brukseli wobec Pekinu jest długofalowa”.

Blog

25 lipca 2004

Posted on

Budzę się rano w pokoju, w którym na szafie naprzeciw łóżka stoi kilkudziesięciocentymetrowa figurka Matki Boskiej. Matka Boska jest w niebieskim płaszczu, pomarańczowym od wewnątrz i w żółtej sukni. Strój jak tęcza niemal, kolorowy, przyciągający uwagę. Kontrast, ale i harmonia barw. Zapewne krytycy sztuki powiedzieliby o tej figurce, że to kicz. Jednak ludzie, którzy na całym świecie modlą się przed milionami takich figurek nie dostrzegają w nich aspektów artystycznych – szukając czegoś – Kogoś zupełnie innego. I pewnie to jest ważniejsze. Bo nie każdy jest Michałem Aniołem, a modlić się trzeba. Tym bardziej modlić się trzeba, że grzeszników (takich jak ja) nie ubywa, wręcz przeciwnie. Dlatego to Matka Boska Na Szafie jest tak potrzebna, choćby połowa profesorów na ASP skrzywiła się na nią z niesmakiem.

Dzisiaj jadę autem ze Środy Śląskiej do Wrocławia z kimś kto absolutnie przestrzega wszystkich przepisów. Duże wrażenie. Następnie z Wrocławia do Częstochowy raźnie pomykam z kimś innym kto absolutnie nie przestrzega żadnych przepisów. Duże wrażenie. Wyznam szczerze, że wolę ten drugi wariant, choć z ograniczeniami (szybkości).

Miałem dzisiaj dwa sny. Pierwszy miły choć prozaiczny, aczkolwiek wiele mówiący o mnie: w tym śnie ni mniej ni więcej widzę tylko chleb z żółtym serem i pomidorem na wierzchu. Nie wiem jakie sny mieli więźniowie, którzy niedojadali, ale ja miałem właśnie taki. Parę godzin potem przekułem go na rzeczywistość, tyle że zamiast serka była szyneczka. Drugi sen to zgroza: na moich oczach jakaś młoda dziewczyna skoczyła z wysokości paru pięter popełniając samobójstwo. Okropne. To była brunetka. Jedyne co jeszcze zapamiętałem to kostium zapinany suwakiem pod szyję. Strasznie głupi sen. Czemu nie śnią mi się kobiety w innych przyjemniejszych sytuacjach. Nie będę sprawdzał po sennikach egipskich odnośnie tego drugiego snu, ale wytłumaczenie pierwszego jest stosunkowo proste, bez sięgania do książki. Jestem po prostu okropnym obżartuchem, który nie tylko je, ale myśli o żarciu i jeszcze śni o nim.

Dziś postanowiłem sobie – jest niedziela zero polityki. Słowa dotrzymam.

Byłem w Częstochowie na wyjazdowym meczu mojej drużyny z tamtejszym Włókniarzem. Wtopiliśmy. Dostać 24 punkty w plecy, to nic miłego. Z drugiego miejsca w tabeli spadliśmy na trzecie. To dopiero mój trzeci mecz wyjazdowy w tym sezonie. Na żużel, czytaj: przyjemności, mam o wiele mniej czasu niż w zeszłym roku. Szkoda, bo zapach metanolu oraz cała ta atmosferka speedway’a jest po prostu bardzo ok.

Teraz jadę do Warszawy, parę godzin snu i pobudka najpóźniej o 5, bo samolot może kocha, ale nie poczeka. Dziś dzień wyjątkowo relaksowy, słuchałem tylko paru serwisów w Radiu Zet po drodze, coś mi ojciec mówił o awanturze wokół kandydata na szefa wywiadu (chodzi o mojego znajomego Andrzeja Ananicza, miłego człowieka, z którym jestem po imieniu, i którego szanuję, teraz jest ambasadorem w Turcji), znajomi coś mi tam gaworzyli o kolejnych wyczynach Giertycha przed sejmową komisją ds. Orlenu, ale niespecjalnie chciało mi się tego słuchać. Jestem nawet zadowolony, powiem szczerze, że nie muszę się tym tak bardzo przejmować.