Blog

PRZEWODNICZĄCY Z KOORDYNATOREM

Posted on

Dzisiaj w warszawskiej siedzibie Samoobrony odbyli roboczą naradę Przewodniczący Samoobrony RP Andrzej Lepper i koordynator grupy eurodeputowanych Samoobrony Ryszard Czarnecki. Omawiano bieżące działania “szóstki” na forum Parlamentu Europejskiego i jego komisji oraz plan prac posłów w sesji wrześniowej.

Blog

31 lipca 2004

Posted on

Byłem wychowywany, ale też “sam się wychowywałem” na kulcie Powstania. Chłonąłem książki o AK, Powstaniu, Kedywie, Szarych Szeregach. Kochałem i kocham Armię Krajową, ale byłem i jestem przeciwnikiem Powstania Warszawskiego. Chylę czoła przed podziwu godnym patriotyzmem i niesamowitym bohaterstwem – ale ta hekatomba, ofiara krwi, nie dała efektu proporcjonalnego do dziesiątków tysięcy poległych, głównie patriotycznej inteligencji.

Najpierw Niemcy rozstrzelali nam profesorów w Krakowie i we Lwowie. Rosjanie w międzyczasie zrobili Katyń, najbardziej czynni patrioci ginęli w akcjach podziemia, partyzantce, w obozach, potem jeszcze Powstanie. Szlachetny zamysł, patriotyczny zryw, cudowne bohaterstwo i niemal w pień wycięty kwiat młodej, polskiej inteligencji. Niektórzy mówią: “przegrali Powstanie, ale wygrali Polskę”. Może, ale tego nie da się udowodnić.

Jakby jednak nie oceniać politycznych efektów Powstania i jakby nie gdybać, jaką wartością dla Polski byłyby te dziesiątki tysięcy, młodych, wykształconych ludzi, nawet w okresie zniewolenia rosyjskiego po 1944 r. – zawsze będę wielbił to AK-owskie pokolenie, które może być dla nas dzisiaj, ale też dla naszych dzieci wzorem bezinteresownego patriotyzmu i służby dla kraju. Pokolenie Postania Warszawskiego nie pytało, co Polska może im dać tylko codziennie starali zadać sobie pytanie, co oni mogą dać Polsce.

Kiedyś opublikowałem w londyńskim “Puls-ie” historyczny artykuł o szefie Kierownictwa Dywersji AK, płk Józefie Rybickim (przed wojną był nauczycielem w liceum). Pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie, cytowana zresztą w tym artykule wypowiedź Pułkownika, który stwierdził, że w II Rzeczpospolitej nie uczono patriotyzmu. Patriotyzmem w przedwojennych szkołach po prostu się oddychało.

Nawet jeśli nie jest się zwolennikiem Powstania Warszawskiego trzeba dostrzec ten niesamowity patriotyzm ówczesnych Polaków. Dzisiaj, gdy coraz więcej jest kosmopolityzmu i dbania o własną kabzę oraz garnięcia pod siebie –  właśnie tej cichej miłości Ojczyzny możemy się od nich uczyć, pamiętając anonimową sentencję z celi śmierci warszawskiego Pawiaka: “Łatwo jest o Polsce mówić / Trudniej dla niej pracować / Jeszcze trudniej ginąć / A najtrudniej cierpieć.

Przyznam szczerze, że przez wiele lat żałowałem, że nie żyłem w tamtym czasie i nie miałem okazji walczyć jak Ci chłopcy w poniemieckich hełmach, panterkach i biało-czerwonych opaskach. I nie tylko wtedy, gdy miałem kilkanaście lat. Pisząc w Anglii, artykuł o wielkim poecie tamtego czasu, który podobnie jak Krzysztof Kamil Baczyński zginął w Powstaniu Warszawskim, Tadeuszu Gajcym, zazdrościłem tego, że ja urodziłem się dwadzieścia lat później. Dla mnie bohaterami byli: “Zośka”, “Rudy” czy – mniej znani – “Sokół”, Jumo”, którzy zginęli skacząc z mostu Śląsko-Dąbrowskiego do Wisły (a był luty), gdy wracali z akcji zamachu na Kutcherę.

Dużo napisałem o tym Powstaniu, ale to wartość, która mnie obchodzi. Mój ojciec miał 8 lat gdy wybuchło Powstanie. Wtedy uciekł swojej mamie, a mojej babci – Bronisławie Czarneckiej, z domu. Przez tydzień pomagał powstańczej poczcie, a jako mały i drobny był bardzo przydatny, bo potrafił przebić się tam, gdzie dorosły nie byłby w stanie. W tym czasie babcia umierała z niepokoju o swojego Henia. Potem, przez wiele lat po wojnie, potrafił z drugiego krańca Europy powrócić lub skrócić zagraniczną delegację, by 1 sierpnia pojawić się na warszawskich Powązkach…

Zacząłem od “powstania pełnego chłopców” ks. Józefa Twardowskiego, a kończę na Krzysztofie Kamilu Baczyńskim; “A myśmy mieli twarze nawiedzonych chłopców, którzy Ojczyznę swą i w śmierci pokochali”.
Podoba mi się postawa władz Warszawy, które chcą to święto maksymalnie upamiętnić.

Upał dziki. Jadę pociągiem z Warszawy do Katowic a potem z Katowic do Wrocławia. Żar straszny. Jedyną pociechą, niestety wizualną tylko, jest wciąż soczysta zieleń za oknem, spore połacie lasów, które otulają tor przynajmniej z jednej strony, bo później z Górnego na Dolny Śląsk jedziemy jakby w zielonym wąwozie.

Cudze chwalimy, swego nie znamy. Polska może być genialnie turystycznie wypromowana, także ta zielona Polska. Może to być trampoliną ekonomicznego rozwoju poszczególnych regionów.

W tym upale – niestety czuję, że mam serce. No cóż, po “40-stce” organizm częściej przypomina o tym, że nie jest ze stali.

Myślę sobie o moim wczorajszym kierowcy z PE. Pracował w Kanadzie, jest informatykiem, jego pasją jest rzeźba w drewnie i bardzo lubi słuchać muzyki klasycznej. Ja też, więc mieliśmy wspólny mianownik. Zapytałem go czy lubi muzykę poważną, w odpowiedzi już sięgał żeby zmienić kasetę (przyzwyczajony pewnie do tego, że większość europosłów woli żywsze rytmy), kiedy go powstrzymałem mówiąc, że mamy podobne upodobania. Potem wspólnie uzgodniliśmy, że w muzyce naszymi priorytetami nie są ani hard rock ani heavy metal… Ciekawy człowiek. Każda epoka ma takich ludzi Renesansu, jakich ma.
Po tygodniu wreszcie widzę siwowłosą staruszkę z pogodnym uśmiechem na twarzy. Wreszcie u Mamy.

Blog

DZIEDZICTWO EUROPY

Posted on

Powstająca teraz “nowa” Europa słusznie dąży do tego, by stać się “budowlą” trwałą i harmonijną. Oznacza to konieczność znalezienia właściwej równowagi pomiędzy rolą Unii Europejskiej a rolą państw członkowskich, a także pomiędzy nieuniknionymi wyzwaniami, jakie proces globalizacji stawia przed kontynentem, a szacunkiem dla różnych tradycji historycznych i kulturowych, dla narodowej i religijnej tożsamości mieszkańców Europy oraz dla specyficznego wkładu wnoszonego przez każde państwo członkowskie. Oznacza to również konieczność wznoszenia “budowli” gotowej na przyjęcie innych państw, poczynając od najbliższych sąsiadów, “domu” otwartego na różne formy współpracy, nie tylko gospodarczej, ale także społecznej i kulturalnej. Aby tak się stało, Europa musi uznać i zachować swe najcenniejsze dziedzictwo. Składają się na nie wartości, które miały i nadal mają opatrznościowy wpływ na dzieje jej cywilizacji. Wartości te związane są w pierwszym rzędzie z godnością osoby ludzkiej, świętością ludzkiego życia, centralną rolą rodziny, której podstawą jest małżeństwo, solidarnością, pomocniczością, praworządnością i solidną demokracją. Do ugruntowania tych wartości przyczyniło się wiele tradycji kulturowych; nie sposób jednak zaprzeczyć, że to chrześcijaństwo było siłą zdolną upowszechniać, godzić i umacniać owe wartości. Logiczne zatem wydaje się, by w przyszłym europejskim traktacie konstytucyjnym, mówiącym o konieczności osiągnięcia “jedności w różnorodności” (por. Preambuła, § 5), znalazł się wyraźny zapis mówiący o chrześcijańskich korzeniach kontynentu. Społeczeństwu, które zapomina o swojej przeszłości, grozi, że nie będzie umiało radzić sobie z teraźniejszością, oraz – co gorsza – że stanie się ofiarą własnej przyszłości!” Pełny tekst wypowiedzi Ojca Świętego Jana Pawła II przeczytać można w serwisie “Opoka“.

Blog

USTAWA ZDROWOTNA BEZ POPARCIA SAMOOBRONY

Posted on

Sejm głosami 209 posłów z koalicji rządowej, SdPl i PLD przyjął “ustawę zdrowotną”. Zaskoczeniem zakończyło się głosowanie nad przywilejami VIP-ów (m.in. prezydenta, członków rządu, posłów, senatorów) w leczeniu – Sejm poparł radykalne rozwiązanie i zlikwidował ich uprawnienia. Senat będzie musiał również uregulować prawo do korzystania z opieki medycznej dyplomatów, którzy stracą możliwość leczenia się w naszych szpitalach, bo nie są ubezpieczeni w Polsce. Na dwie części podzieliło Sejm głosowanie w sprawie możliwości wpisania przez ministra zdrowia na listę leków refundowanych środków antykoncepcyjnych. Refundacja środków antykoncepcyjnych będzie rocznie kosztować NFZ ok. 180 mln zł, przy ogólnych wydatkach na leki 6,1 mld zł. Ostatecznie za tym rozwiązaniem opowiedziało się 203 posłów, 202 było przeciw. Zdecydowana większość opozycji wstrzymała się od głosu. Przeciw ustawie głosowała Samoobrona i część LPR.

Blog

KATEGORYCZNIE ODRZUCAMY…

Posted on

“…jakąkolwiek współpracę z partiami typu Front Narodowy Jean-Marie Le Pena czy FPO Joerga Haidera, która ma niechętny stosunek do cudzoziemców, w tych polskich imigrantów” – zapewnił w wypowiedzi dla lipcowego wydania miesięcznika “Politycy” Ryszard Czarnecki. Dodał dalej, iż “może współpracować z partiami z Europy Środkowowschodniej, np. ugrupowaniami Ivana Gasparovica czy Roberta Fico”.

Blog

30 lipca 2004

Posted on

Dziś kolejny, piękny dzień w Brukseli, wczoraj był tu nawet niemiłosierny upał, którego wewnątrz Parlamentu w ogóle się nie czuje (klima) i dopiero gdy wchodziłem do malowniczo położonego budynku Ambasady RP przy Unii odczułem afrykańskie klimaty, co było logiczne, bo przecież przed chwilą rozstałem się  z Ambasadorem Sudanu.

Z tą ambasadą wiąże się następująca historia, z roku 1998, z którą zetknąłem się jako ówczesny Minister Integracji Europejskiej. Chodzi o słynne malowidło Franciszka Starowiejskiego przedstawiające nagą kobietę o bujnych kształtach – Polskę porywaną przez byka – Europę, z łacińskim podpisem sugerującym, że Polska jest porwana lub gwałcona. Był wielki skandal z tym ściennym obrazem zamówionym przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Zaufano Starowiejskiemu, nie sprawdzano co robi wielki artysta, a potem kazano mu to i owo zamalować i zmienić podpis. Autor zrazu nie za bardzo chciał, ale w końcu zgodził się. Malowidło odsłonięto wraz z inauguracją nowego budynku Ambasady, któremu towarzyszył dreszcz emocji, bowiem niektórzy, nasi strachliwi dyplomaci obawiali się, że przedstawiciele UE, albo zbojkotują uroczystość, albo oburzeni polską sztuką współczesną demonstracyjnie wyjdą w trakcie z imprezy. Nic takiego się nie stało.

Siedzę sobie w swoim poselskim biurze i dumam. Jak w tym kawale o góralu:
– Co robicie góralu, jak macie czas?
– Ano siedzę sobie i myślę.
– A jak nie macie czasu?
– A jak ni mom czosu, to tylko sobie siedzę…

A dumam sobie o tym, że patrząc na rozszerzenie Unii, nie z perspektywy Polski, tylko nowych, 10 państw oznacza to wzrost liczby ludności UE o 20%, powierzchni o 23%, ale PKB tylko o 4,8%. A PKB na głowę mieszkańca UE maleje wręcz o 1/8 dotychczasowego poziomu do 12,4%. Należy bronić polskich interesów i to twardo. Trzeba choćby psychologicznie rozumieć sceptycyzm “starej UE”. Pewnie powoli wyrówna się, bo przecież na horyzoncie wejście conajmniej 2 krajów: średniej wielkości Bułgarii i dużej Rumunii.

Gdybym był zabobonny to bym kupił chyba “Sennik egipski”, dzisiaj znowu miałem dziwny sen. Śniło mi się, że w starej kamienicy, gdzie mieszkała moja mama budują windę, chociaż klatka schodowa jest wąska, więc w praktyce jest to niemożliwe. Sny są zwykle nierealistyczne. Myślę jednak, że jest proste (żaden Freud) wytłumaczenie tego snu. Z mojego biura w Brukseli widać duże roboty budowlane, parę dźwigów, nie jeden jak pisałem) materiały, konstrukcje.

Jednak, mówiąc wprost, wkurza mnie brak solidarności w ramach poszerzonej już UE. Chodzi o wizy. Nowe kraje Unii zniosły wizy np. wobec Kanady, Australii, Nowej Zelandii oraz USA. Zniosły, bo musiały, w UE nie ma obowiązku wizowego dla obywateli amerykańskich czy Wspólnoty Brytyjskiej. Tymczasem okazało się, że jest to ulica jednokierunkowa. Np. Polska, Czechy znoszą wizy, ale bez wzajemności. Co na to “stara UE?” Nic. Kompletnie to olewa (przepraszam za wyrażenie, ale oddaje istotę rzeczy). Szkoda tylko, że w tej sprawie znacznie ostrzej zareagowały rządy Węgier czy Litwy, niż cichutki rząd Polski. Tylko Słoweńcy mają szczęście, bo ich wizy do USA nie dotyczą (z kolei Grecy są w takiej samej sytuacji jak my). Oj ta Ameryka. Oj ta Unia. Czy słowo “solidarity” jest słowem ze słownika – dla nich – wyrazów obcych?

Warszawa wita mnie późnym wieczorem wielkim, pełnym i pyzatym księżycem – takim z książek dla dzieci. Teraz POLSKA – Bogu dzięki.

Blog

29 lipca 2004

Posted on

Dzisiaj szóste w ciągu tych paru dni posiedzenie komisji (tym razem spraw zagranicznych) lub podkomisji. Gościem jest m.in. ambasador Sudanu. W ciągu 17 miesięcy w tym kraju zabito ok. 50 tys. ludzi, jest ponad 1 mln uchodźców, a facet powtarza niczym zdarta płyta, ze w Sudanie ludzie nie umierają z głodu ani nie ma ludobójstwa. Gdyby nie to, że chodzi o tragedie ludzką można by powiedzieć, że dał gościu niezły kabaret.
 
Przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych jest Niemiec Brok, wczoraj przewodnicz. Podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony wybrano Niemca von Vogau, dzisiaj gośćmi komisji było dwóch wysokich urzędników służby dyplomatycznej UE – jeden odpowiedzialny za Sudan (Niemiec), drugi – ambasador UE w USA (kolejny Niemiec). Nic dziwnego, że lider liberalow w PE Brytyjczyk Watson swoje przemówienie w Strasbourgu w zeszłym tygodniu, gdy występował po szefach grupy chadeckiej (Niemiec Pottering) i socjalistycznej (Niemiec Schultz), rozpoczął ironicznie… też po niemiecku, kąśliwie wyrażając się o “teutońskiej mowie”.
 
A Janusz Lewandowski, szef Komisji budżetowej PE mówił mi, że wśród wyższych urzędników jego Komisji przeważają Niemcy…  

Dzisiaj dzwonił do mnie zaniepokojony reprezentant Opolszczyzny, który z mojego blogu (!) dowiedział się, że planuję otworzyć biura poselskie w kilku miastach Dolnego Śląska i Opolszczyzny, a nie w Opolu. Uspokajam: o Opolu pamiętam nie tylko dlatego, że nastąpiła tam największa wpadka słowna w czasie mojej kariery politycznej. Był to rok 1993. W Opolu, jak to w Opolu, odbywał się Festiwal Piosenki. Miałem tam wystąpić (ale nie jako Krawczyk), tylko jako wiceminister kultury i sztuki (skądinąd najmłodszy wiceminister ówczesnego rządu Suchockiej). Tekst mojego wystąpienia wziął z Warszawy urzędnik, który wyjeżdżał wcześniej, niestety na miejscu spił się do nieprzytomności i nie można go było znaleźć. Nie miałem kopii przemówienia. Coraz bardziej się denerwowałem w kontekście pierwszego takiego mojego występu przed wielotysięczną publicznością. Urzędnik gdzieś dogorywał z tekstem mojej wielkiej mowy, ja stałem na zapleczu amfiteatru opolskiego i kląłem cymbała na czym świat stoi. W końcu dosłownie tuż przed wejściem na scenę dopadnięto niemal nieżywego pana dyrektora departamentu, odzyskano tekst i wręczono mi w momencie, gdy wchodziłem już po schodkach, którymi zwykle maszerują piosenkarze. Moja rola miała polegać na odczytaniu pisma ówczesnego ministra kultury Jerzego Górala skierowanego do Jubilata (kolejny jubileusz iluś-lecia twórczości) Wojciecha Młynarskiego. Byłem tak skonfundowany tą całą sytuacją plus trema występu przed dzikim tłumem (dziki znaczy wielki), że na dzień dobry  zwróciłem się do Młynarskiego dwoma słowami, które spowodowały, że dwie trzecie amfiteatru ryknęło salwą śmiechu. A ja – biedny – nie wiedziałem o co chodzi. Jedna trzecia się nie śmiała, myśląc, że to jakaś kolejna zmiana w rządzie. Otóż powiedziałem do Pana Wojciecha: “Panie Ministrze”… Drodzy Opolanie – biuro w Waszym mieście będzie, choćby w związku Młynarskim.

Przeglądam papiery i znajduję list napisany w zeszłym tygodniu przez ośmiu z dziewięciu łotewskich eurodeputowanych (w tym jednego byłego premiera i dwóch eksministrów spraw zagranicznych). Sympatyczni Łotysze (dwóch z nich znam: byłego premiera Krasts’a i mego imiennika Piks’a) bronią reformy szkolnictwa w swoim kraju, która – ich zdaniem – likwiduje skutki sowieckiej okupacji, co zdaniem wielu obserwatorów uderza w szkolnictwo mniejszości narodowych. Tyle, że przypominam sobie jak przed wjazdem do PE w Strasburgu młodzi sympatyczni chłopcy liczący po kilkanaście lat rozdawali ulotki broniące szkół rosyjskiej mniejszości na Łotwie, które mają być w znaczącym stopniu likwidowane. I na tym polega sytuacja bez wyjścia, którą wcześniej widziałem w Izraelu w Strefie Gazy. Tam spotykałem sympatycznych Żydów, ale i sympatycznych Palestyńczyków. Owi sympatyczni ludzie przestawali być sympatyczni, gdy dochodziło do kwestii czyja powinna być Jerozolima. Na pewno to kulawe porównanie jest kulawe pod względem historycznym, ale nie kulawe pod względem ludzkim. Fajna łotewska młodzież i fajni łotewscy deputowani, ale już nie fajni względem siebie. Oczywiście racja nie leży po środku ani na Bliskim Wschodzie, ani w tej nadbałtyckiej republice…

Jeszcze się taki nie narodził, co by każdemu dogodził… Dziś na Komisji Spraw Zagranicznych PE chciałem być miły dla Niemca – ambasadora UE w Waszyngtonie i na wstępie swej wypowiedzi wypowiedziałem dwa zdania po niemiecku za powiadając dalszy ciąg po polsku. Natychmiast po tym napadł na mnie przemiły Francuz Couteaux. Był oburzony, że nie mówiłem cały czas po polsku. Tymczasem 80% mojej wypowiedzi było w języku ojczystym. Wynikało to z dobrego wychowania i było gestem wobec unijnego ambasadora, który jest Niemcem. Przed tygodniem bardzo ładnie zachował się jeden z austriackich deputowanych, który zwrócił się do kandydata na szefa KE Barroso z kilkoma zdaniami po portugalsku. Teraz ja dostałem za swoją grzeczność po łbie.

Kuzynka Żony pisze mi w sms-ie żebym mniej pisał o jedzeniu w pamiętniku. Inni z kolei mówią, że lubią czytać Czarneckiego – smakosza. Piszę jednak ten blog dla siebie. Nie podlega on demokratycznemu głosowaniu i przy całym szacunku, dla tych, którzy go czytają, zapewniam, że nie będzie głosowania odnośnie proporcji ile ma być w moim blogu o żarciu, ile o polityce, Europie, sporcie i wschodach słońca.  A propos – wczoraj późnym wieczorem – na sposób raczej południowy, w sympatycznej, choć skromnej restauracyjce, na przeciw mojego hotelu, w pobliżu Łuku Zwycięstwa (Belgowie skopiowali paryski Łuk Triumfalny) jem parę gatunków odgrzewanego mięsa (w tym karczek i żeberka) popijając najpierw młodym winem różowym, a potem i starszym i cięższym czerwonym.

Powoli kończąc… Dzisiaj sparaliżowało mi (i nie tylko mi) w biurze system informatyczny. Wtedy dopiero widać, jak się człowiek przyzwyczaił do komputera. Informatycy przyjdą dopiero jutro, podobnie jak panowie od naprawienia czegoś tam w toalecie. Młyny brukselskiej biurokracji mielą powoli…

Dzisiaj przyjmuję przedstawicieli irańskiego Parlamentu na Wychodźstwie (Narodowa Rada Oporu Iranu). Pan Firouz Mahdi tłumaczy mi jak chłop krowie na rowie, iż obecne władze dawnej Persji do zamordyści i to jeszcze religijni. Pokazuje z triumfem wycinek z amerykańskiej prasy, gdzie stwierdzono, że w Iraku nie było żadnych baz szkoleniowych dla irańskiej opozycji… Podkreśla to parę razy, budząc u mnie coraz większą niepewność. Opowiada o słynnym strajku deputowanych do irańskiego parlamentu (w Brukseli nie do pomyślenia). Tłumaczy wreszcie, że mudżahedini to w przeciwieństwie do mudżahedinów z Afganistanu ludzie nie skrajni, postępowi i przeciwni religijnemu fundamentalizmowi. Z tego widać, że mudżahedin mudżahedinowi nierówny. Przypomina się mi Rada Narodowa w Londynie (polski emigracyjny parlament) My, dzięki Bogu, mamy to za sobą.

Po południu ciśnienie strasznie spada i głowa leci sama w dół. Po chwili jednak, to nie tylko ciśnienie, ale też spore zmęczenie i osłabienie, bo krew leci mi z nosa.

Blog

MEDIA O BLOGU

Posted on

“…dzień po dniu Ryszard Czarnecki (Samoobrona) opisuje w Internecie swoje przeżycia. W >>pamiętniku osobistym< < Czarneckiego można znaleźć wiele. Są tu zapiski m.in. o pracy w Parlamencie Europejskim, odbytych rozmowach, podróży, jedzeniu, a nawet spaniu." - to fragment artykułu w dzisiejszym wydaniu “Rzeczpospolitej”, w którym przeczytać można tekst o blogu R. Czarneckiego, który jako jedyny polski polityk prowadzi publicznie swój dziennik dostępny w Internecie.

Blog

DYPLOMATYCZNE SPOTKANIA

Posted on

O planach związanych z prezydencją Luksemburga w UE (pierwsza połowa 2005 r.) rozmawiał Ryszard Czarnecki wczoraj z ambasadorem RP przy Unii Europejskiej Markiem Grelą. Z kolei dzisiaj odbył rozmowę z ambasadorem Polski w Królestwie Belgii Iwo Byczewskim.

Blog

POLSKA MOŻE STRACIĆ UNIJNE PIENIĄDZE

Posted on

Wykwalifikowane kadry są niezbędne dla zachowania konkurencyjności polskich firm na unijnym rynku. Mają się tym zająć w ramach Sektorowego Programu Operacyjnego Rozwój Zasobów Ludzkich: uczelnie, jednostki naukowe i podmioty prowadzące działalność szkoleniową. Na cele szkoleniowe Unia Europejska przeznaczyła dla Polski 253 mln euro. Firma szkoląca otrzymuje zwrot kosztów w wysokości 80% na pracownika, jeśli należy do sektora MSP i do 60%, jeśli kurs zorganizuje duże przedsiębiorstwo. W przypadku szkoleń specjalistycznych dofinansowanie wynosi odpowiednio 45 i 35%. Ponadto, gdy szkolone będą osoby będące długo bez pracy lub niepełnosprawne dotacja