Blog

Polityczny emeryt Donald Tusk. Jaka szkoda …

Posted on

Przyszłość Tuska widzę, mówiąc rysunkowym dowcipem Andrzeja Mleczko, “Czarnecko”. O tym właśnie jest wywiad, jakiego niedawno udzieliłem „Gazecie Polskiej Codziennie”. Rozmowę przeprowadził red. Jan Przemyłski. Zapraszam do lektury.

W listopadzie Donald Tusk zostanie wybrany na przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej. To zwykle jest polityczna emerytura. Tak było w wielu przypadkach i sądzę, że to się nie zmieni. Wątpię, żeby Donald Tusk chciał startować w wyborach prezydenckich i mierzyć się z prezydentem Andrzejem Dudą – powiedział „Codziennej” europoseł RYSZARD CZARNECKI w rozmowie z JANEM PRZEMYŁSKIM.

Uważa pan, że po kolejnych z rzędu przegranych wyborach Grzegorz Schetyna nadal pozostanie liderem Platformy Obywatelskiej? 

 – To członkowie PO zadecydują, kim będzie ich przywódca. Nie uważam, żeby politycy obozu rządzącego, mieli się wtrącać w personalia partii opozycyjnej, to byłyby standardy typowe dla niektórych krajów Azji lub Afryki. O Grzegorzu Schetynie nie można powiedzieć, że jest politykiem osiągającym dobre wyniki wyborcze, ale za to jest bardzo sprawny, jeśli chodzi o rozgrywki wewnątrzpartyjne. W związku z tym nie jest przesądzone, że odda przywództwo w Platformie Obywatelskiej. Ci, którzy go już dziś dymisjonują, być może robią to przedwcześnie.

Borys Budka i Sławomir Nitras to osoby, które nieoficjalnie wskazuje się jako potencjalnych następców Grzegorza Schetyny. Uważa pan, że to dobre kandydatury? 

 – Doświadczenie uczy, że wybory wewnątrzpartyjne wygrywa się poprzez poparcie delegatów, a nie ogłoszenie tego w mediach. Czas pokaże, jakiego przewodniczącego wybiorą sobie politycy Platformy Obywatelskiej.

Spekuluje się również o powrocie Donalda Tuska do polskiej polityki. Uważa pan, że były premier wystartuje w wyborach prezydenckich? 

– W listopadzie Donald Tusk zostanie wybrany na przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej. To zwykle jest polityczna emerytura. Tak było w wielu przypadkach i sądzę, że to się nie zmieni. Wątpię, żeby Donald Tusk chciał startować w wyborach i mierzyć się z prezydentem Andrzejem Dudą. Pewne jest natomiast to, że cały czas będzie chciał mieć wpływ na Platformę Obywatelską. Pytanie tylko, czy Grzegorz Schetyna mu na to pozwoli.

 

Blog

Juncker wiecznie żywy i skandal wokół unijnego urzędu azylowego

Posted on

Październikowa sesja plenarna PE w Strasburgu miała być „nowym otwarciem” – Parlament Europejski miał zatwierdzić nowy skład Komisji Europejskiej. Ale nie zatwierdził. „Odstrzelenie” kandydatki Francji (i osobiście prezydenta Macrona) oraz brak czasu na wybranie spośród dwojga kandydatów z Rumunii po odpadnięciu socjalistki z Bukaresztu, jak również brak akceptacji dla reprezentanta Węgier, spowodowały, że głosowanie nad KE w składzie 24-osobowym, a nie 27-osobowym (Wielka Brytania nie zgłosiła „komisarza desygnowanego”, na co Unia ochoczo się zgodziła) nie miało żadnego sensu. Zatem z dużej politycznej chmury spadł mały legislacyjny deszczyk. Niezależnie od tego i tak europarlament był w zeszłym tygodniu w cieniu izby niższej parlamentu nad Tamizą: House of Commons urządziła „n-ty” odcinek serialu „Neverending story” o londyńskiej sójce, która wybiera się za morze, ale jakoś odlecieć nie może. Tym razem jednak Johnson wygrał głosowanie nad pakietem rozwodowym z UE , choć przegrał „tryb pilny”. Ta porażka to chyba nic dziwnego, skoro przyzwyczajeni do przestrzegania prawa, choć obywający się bez konstytucji Brytyjczycy nie mogli zdzierżyć, aby traktat międzynarodowy, jakim jest dokument ustalający warunki rozstania się Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej z Unią Europejską, który według brytyjskiego prawa należałoby procedować co najmniej trzy tygodnie, rząd Jej Królewskiej Mości chciał „załatwić” w trzy dni … Cóż, za dużo, to i syn Albionu nie zje.

„Stare jeszcze nie umarło, nowe jeszcze się nie narodziło (…)”

A jednak w Parlamencie Europejskim poza tym, czego nie było, czyli powołaniem Komisji Ursuli von der Leyen oraz nasłuchiwaniem wieści zza Kanału La Manche (dla Brytyjczyków: Kanału Angielskiego) było też sporo mniej lub bardziej merytorycznych decyzji legislacyjnych i debat politycznych. Omówiono konkluzję Rady Europejskiej sprzed paru dni, która odbywała się w cieniu porozumienia Boris Johnson – Jean Claude-Juncker oraz żegnano tegoż Junckera jako szefa Komisji Europejskiej. Miało to jednak charakter nieco kabaretowy, ponieważ Juncker natychmiast po owacji i ciepłych słowach nawet swoich ostrych oponentów udał się nie tyle na emeryturę, co do dalszej pracy, jako że nowa Komisja Europejska nie powstanie 1 listopada, jak to było w agendzie, lecz parę tygodni później. Skądinąd taka sytuacja nie jest wyjątkowa, bo miała już miejsce dziesięć lat temu, gdy tzw. druga Komisja Jose Manuela Durao Barroso też urodziła się z poślizgiem.

Skoro już mowa o starej-nowej Komisji Europejskiej, to podsumowując konferencję z udziałem najważniejszych firm Polskiej Chemii, która odbyła się w Brukseli w tygodniu poprzedzającym strasburską sesję PE w kontekście polityki Unii wobec naszego przemysłu chemicznego zacytowałem właśnie w kontekście odchodzącej i przychodzącej KE rosyjskiego psiarza Mikołaja Gogola, który pisał: „stare jeszcze nie umarło, nowe jeszcze się nie urodziło, ale jedno i drugie zagraża żyjącym”…

EASO czyli nagła dymisja

Omawialiśmy budżet ogólny Unii Europejskiej na rok budżetowy 2020 (przemawiałem na ten temat w imieniu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów), co będzie wstępem do zupełnie innej bajki budżetowej czyli nowych siedmioletnich ram finansowych UE na lata 2021-2027. Europarlament tradycyjnie wypowiedział się przeciwko cięciom budżetowym zaproponowanym przez Radę Europejską, a ja podkreśliłem, że kraje bogatsze (w domyśle : również Finlandia mająca obecnie półroczną prezydencję w UE) powinny mieć więcej empatii wobec krajów, które nie ze swojej winy nie znalazły się odpowiednio wcześnie na pokładzie EWG-UE. Powiedziałem też o konieczności utrzymania polityki rolnej i Funduszu Spójności w dotychczasowych kształtach. Wiadomo, że są to dla Polski dwa największe „krany finansowe”.

Debatowaliśmy też o absolutorium budżetowego dla Europejskiego Urzędu Wsparcia w Dziedzinie Azylu (EASO) za rok 2017. To rzeczywiście był, mówiąc angielskim powiedzeniem, „gorący kartofel”, bo – co się w Unii zdarza niesłychanie rzadko – w trybie pilnym odwołano szefa tej instytucji Portugalczyka Jose Carreire ( jej siedziba znajduje się w stolicy Malty – La Valetcie). Nadużycia finansowe były tam na taką skalę, że nawet cierpliwa Bruksela musiała zareagować. Co ciekawe, sprawdziło się stare polskie powiedzenie: „niósł wilk razy kilka, ponieśli i wilka”: EASO powiem szereg razy bezceremonialnie pouczał kraje członkowskie UE w sprawach polityki imigracyjnej i azylowej. Obecna dyrektor Słowenka Nina Gregori inaczej niż jej poprzednik, nie ma zarzutów o psychiczne znęcanie się nad personelem (!).

Rada Tuska bez absolutorium PE!

Pod sam koniec kadencji Donalda Tuska, który w listopadzie ma przejść na polityczną emeryturę, za jaką uważa się kierowanie Europejską Partią Ludową (jego poprzednikami były premier Belgii Wilfried Martens i również „były” szef komisji rolnictwa PE i szef frakcji EPL w europarlamencie Francuz – Alzatczyk Joseph Daul) – odmówiliśmy jako Parlament Europejski po raz kolejny (podobnie ,jak w latach 2009-2016) udzielenia absolutorium Rady Europejskiej. Przemawiając na ten temat w imieniu EKR podkreślałem, że Rada uporczywie uchyla się nie tylko od przedstawienia sprawozdania z wykonania swojego budżetu Parlamentowi Europejskiemu, ale także nie wysyła swych przedstawicieli na wysłuchania (27 listopada 2018) temu poświęcone oraz ignoruje rezolucje PE dotyczące tego problemu. Powiem najdelikatniej, że Donald Tusk nie wniósł w tej sprawie nowej jakości.

Omówiliśmy również roczne sprawozdanie Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (czyli odpowiednika polskiego NIK) z siedzibą w Luksemburgu. Jego prezesem jest Niemiec Klaus-Heiner Lehne – do niedawna nasz kolega – europoseł i to z 22-letnim (sic!) stażem w PE. Charakterystyczne, że w debacie na ten temat (w której zresztą zabierałem głos jako koordynator z ramienia EKR w Komisji Kontroli Budżetu PE – sprawuję tę funkcje już 11 rok z rzędu) jako pierwszy zabierał głos niemiecki komisarz do spraw finansów Guenter Oettinger, następnie niemiecki prezes ETO i wreszcie również niemiecka przewodnicząca „mojej” komisji Kontroli Budżetu Monika Hohlmeier (skądinąd córka niemieckiego premiera Bawarii i kandydata na kanclerza NRF Franza Josefa Straussa). To charakterystyczne, że nasi zachodni sąsiedzi bardzo skrupulatnie starają się obejmować kierownicze funkcje w tych strukturach unijnych, w tym europarlamentarnych, które zajmują się finansami i monitoringiem wykonania budżetu przez poszczególne agencje i instytucje unijne oraz państwa członkowskie (w zakresie środków UE).

Kolejne posiedzenie PE odbędzie się w drugiej dekadzie listopada w Brukseli, ale powołanie nowej Komisji Europejskiej będzie miało miejsce dopiero pod koniec przyszłego miesiąca. Do tego czasu obrażony Macron musi zgłosić swojego kandydata na komisarza w miejsce zdyskwalifikowanej przez PE eks-europosłanki Sylvie Goulard.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (28.10.2019)

Blog

Aaa, Brexit, aaa…

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu mojego radiowego wywiadu dla Radia WNET. Rozmowę telefoniczną – byłem wtedy w Strasburgu- przeprowadził red. Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP).

Łączymy się ze Strasburgiem, naszym gościem jest Ryszard Czarnecki, dzień dobry, Panie europośle. 

– Witam Pana, witam Państwa, zgodnie z umową jestem.

I z tego powodu bardzo się cieszymy i prosimy o komentarz w sprawie tego, co zdarzyło się wczoraj w  brytyjskim parlamencie. 

– Po raz pierwszy Premier Jej Królewskiej Mości wygrał głosowanie w sprawie Brexitu. Poprzedniczka pana Johnsona  Theresa May przegrywała je trzy razy – i to przegrywała czasem 150 głosami. Johnson wygrał trzydziestoma. To więc jego osobisty sukces. Ale jednocześnie Johnson wygrał i przegrał, ponieważ ta sama Izba Gmin, która zaakceptowała umowę rozwodową była jednocześnie przeciwko temu, by ją procedować w trybie pilnym, „urgent”. Szczerze mówiąc postąpiła zgodnie z brytyjskim prawem, zakłada ono bowiem, ze wszelkie umowy międzynarodowe – a to jest oczywiście umowa międzynarodowa – trzeba zgłaszać do „laski marszałkowskiej” w ciągu 21 dni, czyli trzech tygodni przed wejściem w życie danego prawa i przed jego głosowaniem. Tymczasem Johnson wybrał tryb naprawdę ekspresowy, do czwartku sprawa miała być przepchnięta i przez Izbę Gmin i przez izbę wyższą – Izbę lordów, która dotąd nie miała w tym temacie nic do roboty. I na to, na ten tryb zgody nie było. To oznacza, że będzie po pierwsze prośba do Unii Europejskiej, aby odłożyć Brexit. Do kiedy? Formalnie trzy miesiące, do końca stycznia, ale uwaga, z zaznaczeniem zapewne, że jeśli uda się wszystko poukładać w sensie formalno-prawnym – jak już powiedziałem od Izby Gmin do Izby Lordów i z powrotem –  to teoretycznie do końca listopada Unia Europejska stałaby się teoretycznie UE -27. I to jest wariant najbardziej prawdopodobny, ale też druga rzecz, która może nas nie interesuje, to sprawa wewnętrzna Wielkiej Brytanii bez wpływu na to, co z Unią, a także z Polską.  Mianowicie zwycięzca -mniej w sensie przyjęcia trybu, bo to odrzucono, ale w sensie samego rozwodu z Unią Europejską- Boris Johnson może ogłosić wcześniejsze wybory  i wtedy je zapewne wygra. Ostatnio miałem kolację z brytyjskimi politykami i tam mówili o „win- win situation” czyli w każdym wypadku Boris Johnson będzie zwycięzcą. Nawet jeśli pójdzie w kierunku niedotrzymania tego terminu 31 października, to i tak ogłosi wybory i wygra te wybory, a więc okaże się bardziej sprawnym i skutecznym politykiem niż jego poprzednicy: David Cameron ,którego rząd de facto upadł w wyniku Brexitu i pani Theresa May ,która też sobie nie mogła z tym poradzić. Tym czasem wielki zwolennik Brexitu, brexiter i to jeden z dwóch największych w Partii Konserwatywnej, obok eksministra sprawiedliwości Michaela Gove’a, on staje się beneficjentem Brexitu, bo jest premierem i prawdopodobnie może być po raz kolejny Premierem Jej Królewskiej Mości.

Czyli prawdopodobnie Brexit 31 października się nie wydarzy. Tak możemy powiedzieć czy nie? 

– Jeżeli parlament brytyjski nie zje własnego języka i nie przegłosuje wszystkiego, co trzeba w kwestii rozwodu, to tak. Wtedy zostaje 31 stycznia, ale w moim przekonaniu może być wcześniej.

Serdecznie dziękuję za rozmowę. 

 

Blog

Polska koryguje budżet UE

Posted on

Debata – w tym tygodniu – w Parlamencie Europejskim w Strasburgu oraz głosowanie odnośnie budżetu UE na rok 2020 dają przedsmak tego, co będzie się działo w kontekście nowego siedmioletniego budżetu Unii na lata 2021-2027. Można się spodziewać – podobnie jak to było przed ustalaniem poprzednich wieloletnich „perspektyw finansowych UE” – że również i teraz sojusznikiem Polski w walce o jak największy budżet Unii Europejskiej, a zatem jak największy kawałek tego „tortu” dla nas – będzie europarlament, który mimo podziałów politycznych i czasem dziwacznych ideologicznych wywijasów, konsekwentnie chce jak największego budżetu Unii. Tradycyjnie też węża w kieszeni będzie miała Komisja Europejska, co pokazał już projekt budżetu przedstawiony przez Komisję Junckera. Szkoda, że reprezentująca Polskę komisarz Elżbieta Bieńkowska nie protestowała, gdy obcinano środki na polskie rolnictwo, a pieniądze z Funduszu Spójności były przesuwane z Polski i naszego regionu do Europy Południowej. Z tą właśnie Europą Południową będziemy ostro walczyć o środki z tegoż Funduszu , a z drugiej strony ramię w ramię bronić jak największego budżetu CAP czyli Wspólnej Polityki Rolnej. W kuluarach w Brukseli słychać, że w tym obszarze rząd RP może osiągnąć bardzo pozytywne korekty w stosunku do pierwotnej wersji budżetu 2021-2027…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (26.10.2019)

Blog

Rafał od szamba, szeregowiec Baloun, obżartuch Czarnecki i krasnoludki

Posted on

Piszę ten felieton w samolocie do Wrocławia. Czy przebywanie na wysokości 10 kilometrów nad ziemią – a więc sporo wyżej niż góra Czomolungma przez nietubylców zwana Mount Everestem – zwiększa wenę? Nie mi to oceniać .

„Z ziemi włoskiej do Polski” ? Niezupełnie. To znaczy: do Polski – tak, ale nie z włoskiej, tylko z niemieckiej. Cóż, to nie krasnoludki i sierotka Marysia, tylko konkretne rządy, ludzie, ministrowie i dyrektorzy rządowych agencji zadbali w czasie przeszłym -oby dokonanym -aby polskie metropolie typu Wrocław właśnie, ale też Poznań, Gdańsk, Kraków, a nawet Bydgoszcz czy Rzeszów były świetnie skomunikowane w ruchu lotniczym z Frankfurtem czy Monachium, nierzadko lepiej niż z Warszawą… Lufthansa się cieszy, ofensywny w ostatnich czterech latach LOT, znacznie mniej. Dlatego do tych największych, obok stolicy, polskich miast z Brukseli czy RFN łatwiej dolecieć omijając … Warszawę! „Po co nam Okęcie , jak mamy lotnisko w Berlinie”-jak to ujął klasyk gatunku -krakowski poseł, warszawski prezydent i obywatel świata . Ten sam, co puścił szambo „jak szarża ułańska od Wisły do Gdańska”( tak właśnie kończy się, dziś już hmm, mniej popularna, „Oka”- piosenka żołnierzy Dywizji im. Tadeusza Kościuszki ….). Co tam Płock, co tam Trójmiasto! I co z tego, że wszystko to rządzone przez partyjnych kolesi.

Oczywiście, pan Rafał, który już nie jest rozważany jako kandydat PO w wyborach prezydenckich A. D. 2020 – nowa moda ma na imię Małgorzata i pewnie równie szybko przeminie – zaraz znowu zacznie zgrywać ekologa, a może nawet spali żonie futro. Tak, tej samej, która tak bardzo obraziła się na Kościół, że z zemsty własnej córki nie posyła na religię…

Kończę ten felieton też w samolocie – tyle, że z Brukseli do Pragi. Czeskiej, nie tej warszawskiej, która choć jest częścią stolicy jakoś znacznie mniej dała się nabrać na urok (tfu, na psa urok!) pana Rafała od szamba. Udaje się – niekoniecznie śladami Szwejka – do Pardubic, gdzie kolejny już raz pod moim patronatem rozgrywane są mistrzostwa świata juniorów na żużlu. Dwa lata temu wygrał je Polak, rok temu też Polak i w tym roku też wygra Polak – to już pewne, bo po dotychczasowych turniejach prowadzi trójka Biało-Czerwonych . Jakoś zwycięstwa naszych nigdy mnie nudzą. Mogę je oglądać w nieskończoność – czy w tym właśnie „czarnym sporcie”, czy w „mojej” siatkówce, czy w lekkoatletyce. Cóż, „Mazurek Dąbrowskiego” to moja ulubiona melodia.

A propos Szwejka stworzonego przez Jarosława Haszka, to z jego i jego kompanów przygód najbardziej utkwił mi w pamięci szeregowiec Baloun, który z kantyny przynosił w menażce obiady porucznikowi Łukaszowi. To znaczy: nie przynosił, bo wszystko po drodze sam zżerał. Ciekawe dlaczego właśnie on? Kto czytał ostatni wywiad – rzekę Jarosława Kaczyńskiego, ten wie: szef mówi tam, że jak jeszcze w latach 1990. jeździliśmy razem po Polsce, to co chwilę domagałem się, żeby stanąć i coś zjeść. „Zrobiłeś z Kwaśniewskiego alkoholika, rozumiem, ale czemu ze mnie obżartucha?” – powiedziałem z wyrzutem Prezesowi. „Bo to prawda”- odparł Prezes…

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej” (09.10.2019)

Blog

Polska duma, czeski film, brytyjski chaos i brukselska mżawka

Posted on

W Brukseli rano mżawka, wieczorem mżawka. Wszyscy się dziwią, jak nie pada. Taki Londyn na kontynencie – tyle że do sześcianu. Skoro o Londynie mowa – to słowo o „czechizacji” Wielkiej Brytanii. Czechizacja – od Czech. Dlaczego? Bo na Wyspach Brytyjskich jest dokładnie tak, jak w tym znanym powiedzeniu o czeskim filmie – nie wiadomo, o co chodzi.

I może trochę to niesprawiedliwe określenie, ale jeśli niesprawiedliwe, to tylko odnośnie czeskiego filmu, a nie Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Bo czeski film z czasów komuny czasem bywał niezły. Słynny „Lot nad kukułczym gniazdem” nakręcił przecież czeski emigrant Miłosz Forman. Oglądałem go bodaj w nieistniejącej już „Moskwie” – żeby było jasne chodzi o kino, a nie o miasto-stolicę Rosji. Tak, to samo kino na ulicy Puławskiej, w pobliżu Rakowieckiej w Warszawie, gdzie w ostatnich dniach przed stanem wojennym wyświetlano film „Czas Apokalipsy”. Czołgi na ulicach na tle napisu „Moskwa” i owego „Czasu Apokalipsy” robiły wrażenie. Życie jak wielka metafora.

Wracając do Wielkiej Brytanii to panuje tam klasyczna dwuwładza. Bo pomijając symbol czyli królową Elżbietę II -która skądinąd politycznie przeżyła już 15 premierów Jej Królewskiej Mości – poza Borisem Johnsonem, rządzi Pan Chaos. Królewskiego rumaka z rzędem kto powie, co będzie w Albionie za dni parę, paręnaście, parędziesiąt. Nawet prorok Ryszard, choćby Lwie Serce woli godnie pomilczeć.

Wracając do Moskwy. Właśnie w Brukseli (też do niej wracając) wybrano mnie na przewodniczącego Delegacji UE- Rosja. Zainteresowanie posłów wzbudził mój życiorys. Słowak (skrajna prawica) pytał publicznie czy aby nie jestem na oficjalnej „czarnej liście” Putina. Estonka, już po głosowaniu, w kuluarach dopytywała o to samo, powołując się przy tym na… rosyjskiego dyplomatę. Cóż, jak mówi chińskie przekleństwo – Chińczyków w tym felietonie jeszcze nie było – „obyś żył w ciekawych czasach”. Rzecz w tym , że ciekawe czasy bywają męczące dla tych, którzy w nich żyją. Oczywiście, nie mogą ci ludzie narzekać, że mają nudne życie – co to, to nie.

Nasi siatkarze zrobili z Holandii prawdziwą szarżę ułańską, choć w gruncie rzeczy przypominało to pogrom czyniony przez husarię – szkoda tylko, że do czasu. Piszę te słowa przed walką o brązowy medal Mistrzostw Europy w Paryżu. Ale fakt jest faktem, że Biało-Czerwoni po raz kolejny potwierdzili, że na siatkarskim parkiecie, że „Polak – to brzmi dumnie”. Na szczęście nie tylko na parkiecie. 490 kilometrów od Paryża ,w też francuskim Strasburgu, Parlament Europejski równo siedem dni temu (gdy piszę te słowa) przyjął rezolucję potępiającą oba totalitaryzmy -niemiecki i sowiecki. A 25 maja czyli datę śmierci Wielkiego Polaka – majora Witolda Pileckiego uczynił Międzynarodowym Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmami.

Polak brzmi dumnie, zaiste.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (02.10.2019)

Blog

Unia podwójnych standardów czyli casus Francji i Hiszpanii

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu radiowego wywiadu, jakiego udzieliłem Radiu Szczecin. Rozmowę ze mną przeprowadził red. Piotr Cywiński, przez lata korespondent polskich mediów w Niemczech.

Największą karą dla tych, którzy nie interesują się polityką jest to, że rządzą nimi Ci, którzy się nią zajmują. Wtorek 22 października, witam Państwa. Ja nazywam się Piotr Cywiński, a moim gościem w studiu w Strasburgu jest poseł do europarlamentu z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, Ryszard Czarnecki. Dzień dobry Panu. 

– Witam Pana, witam Państwa bardzo serdecznie, ukłony z  Parlamentu Europejskiego właśnie ze Strasburga.

A więc zacznijmy od sprawy krajowej, najgłośniejszej obecnie, czyli wniosku PiS o ponowne przeliczenie głosów w wyborach do senatu w sześciu już okręgach. W tym miedzy innymi w  Koszalinie, gdzie różnicą 300 głosów zwyciężył warunkowo zwolniony z aresztu śledczego po wpłaceniu półmilionowej kaucji, a oskarżony o korupcję i pranie brudnych pieniędzy i nie tylko były sekretarz generalny Platformy Obywatelskiej, Stanisław Gawłowski. Według polityków opozycji PiS usiłuje odbić senat. Usiłuje? 

– Myślę, że w interesie wszystkich, całej klasy politycznej w Polsce jest to, aby Senat był jak żona Cezara, poza podejrzeniami i  żeby nikt nie kwestionował kiedykolwiek: dzisiaj, za miesiąc, za trzy lata wyniku wyborów do Senatu. Jeżeli są wątpliwości, jeżeli są bardzo niewielkie różnice i nadchodzą sygnały, które podważają wyniki wyborcze, lepiej sprawdzić. Ja muszę powiedzieć, że przez lata funkcjonowałem, także pracowałem w Wielkiej Brytanii, gdzie jest rzeczą dosyć częstą ponowne przeliczanie głosów. Przy czym to się robi trochę inaczej niż w Polsce. Robi się to natychmiast po ogłoszeniu wyników wstępnych w okręgach jednomandatowych. I tam, jeśli różnica wynosi niewiele głosów, to to jest regułą. Regułą jest, że wówczas takie ponowne przeliczenie się zarządza.

Tu chodzi o liczbę nieważnych głosów, która jest no, akurat mocno zawyżona akurat w tych okręgach. 

– Tak. I właśnie sytuacja, w  której, że tak powiem nagle liczba nieważnych głosów w pewnych okręgach jest tak duża, a w innych jest znacznie mniejsza, to budzi wątpliwości, co się stało. Czyżby w jednych okręgach mieszkali ludzie, którzy nie wiedzą jak głosować?

Zobaczymy, to spekulacje, Panie Pośle. Okaże się po przeliczenie głosów, jak to będzie wyglądało. Na pytania wtedy, tzw. dodatkowe, przyjdzie czas. Przechodząc do Unii, akurat zaktywizował się nowy europoseł – czyli Pana kolega z Parlamentu Europejskiego Robert Biedroń, lider „Wiosny”, która przystąpiła do grupy socjalistów i demokratów i akurat na ich wniosek zorganizowano wczoraj w Strasburgu debatę głównie z udziałem polskich posłów dotyczącą edukacji seksualnej dzieci i młodzieży. Jakoby, co powiedział z kolei Patryk Jaki, w naszym kraju za edukację seksualną posyłano do więzienia. Czy jest to kolejna antyrządowa hucpa w rodzimym wydaniu na forum wspólnoty? 

– Jest to próba pokazywania w Parlamencie Europejskim, że w Polsce dzieje się coś strasznego, w sytuacji, gdy zarówno wyniki ekonomiczne temu przeczą, jak i demokracja kwitnie, bo frekwencja w ostatnich wyborach była nadzwyczajna. A liczba głosów nieważnych w wyborach do Sejmu najmniejsza od bardzo wielu lat. I jest taka próba pokazywania na siłę, że coś tutaj nie gra. Jak już Pan powiedział, nie wywołało to w zasadzie żadnego zainteresowania europosłów z innych krajów. Myślę, że bardzo dużo osób w europarlamencie – i starych, i nowych posłów – wie, że to jest tylko taki rytualny obrzęd. Lewica czy liberałowie próbują pokazywać, że „ta Polska jest okropna”. Polacy mają inne zdanie.

I tu postawmy kropkę. Zwłaszcza, że Unia ma ważniejsze, inne akurat problemy na głowie. Za członkostwa w Unii Wyspy Brytyjskie połączyły się z kontynentem za pomocą Kanału La Manche, a teraz chcą się odciąć. Choć po prawdzie ja sam już nie wiem, czy chcą. Myślę, że chyba już wszyscy pogubili się w tym Brexicie, który miał być, a którego wciąż nie ma. A ja spytam w ten sposób, że skoro karta kredytowa bez podpisu nie jest ważna, no, to list premiera bez podpisu o przesunięcie Brexitu może być ważny? 

– Pan mówi „Kanał La Manche”, a Anglicy „English Channel” – „Kanał Angielski”, to też taka różnica między naszą Europą, kontynentalną, a Wyspami Brytyjskimi …

Niemcy mówią Aermelkanal…

– Dokładnie! Natomiast wracając do pytania zasadniczego, to była demonstracja ze strony premiera Jej Królewskiej Mości Borisa Johnsona, który musiał stanowisko House of Commons, Izby Gmin, izby niższej parlamentu brytyjskiego, po prostu wysłać do Brukseli. Zademonstrował to – poprzez brak podpisu -wobec własnych wyborców, a spodziewa się wyborów wcześniejszych i uważa, że je wygra i myślę może mieć tu sporo racji. Chciał zademonstrować, że on z tym nie ma nic wspólnego. On chciał Brexit przeprowadzić. Parlament brytyjski, czy też mówiąc ściślej jego izba niższa jest znacznie bardziej prounijna niż brytyjskie społeczeństwo.

No więc właśnie, przepraszam, że wejdę w słowo. Amerykański politolog, Theodore Blamont, taki dość znany z renomowanego tink-thanku w Pensylwanii – mającego na liście topowej siódmą pozycję na 177 najróżniejszych think-tanków – i  tenże pan Blamont uważa, że wystąpienie z Unii Europejskiej będzie czy byłoby dla Wielkiej Brytanii korzystne. No ,ja przyznam, ze mam wątpliwości. A Pan, Panie Pośle, da Pan sobie w ogóle obciąć , że do Brexitu w ogóle dojdzie? 

– Nie, jak to napisałem w „Gazecie Polskiej Codziennie” w sobotę – „odlot brytyjskiej sójki”. No ,właśnie sójka tak odlatuje za to morze, odlatuje i odlecieć nie może. Ja powiedziałbym w ten sposób , gdy jadłem ostatnio kolację z Brytyjczykami, oni mnie przekonywali, że na krótsza  metę Brexit będzie fatalny, na średnią metę to będą plusy i minusy, na dłuższą metę to będzie super.

 Co będzie na dłuższą metę, to pogratulować jasnowidztwa. 

 – Ja bym powiedział w ten sposób : jest na razie trzy lata chaosu. W przypadku prestiżu Wielkiej Brytanii na świecie, to teraz Pan Chaos rządzi w tej kwestii.

I to jest najbardziej widoczne z Wysp Brytyjskich. Brexit to nie jest, ja myślę, jedyny problem Unii. Ja bym powiedział, że jeden z mniejszych. Bo mamy płonące barykady w Barcelonie, mamy brutalne zachowanie policji we Francji, armatki wodne przeciwko protestującym… strażakom – policja była wyposażona w te armatki. No mamy protesty w Holandii. No i co? I cisza? Zamurowało tam wszystkich w Brukseli? 

 – No właśnie, to świadczy o „double standards”, o podwójnych standardach. Cokolwiek dzieje się w naszej części Europy, co jest dla Brukseli „nie halo”, to oczywiście zaraz unijne armaty. Natomiast tutaj mamy głośne milczenie. To, co dzieje się w Katalonii zresztą i wobec tego …

 W Katalonii również są zabici. 

 – Dokładnie. Przy czym Hiszpania w ogóle ma duży problem, bo  tamtejszy rząd w ramach nowej polityki historycznej, akurat w momencie, kiedy Katalonia płonie, polecił ekshumować z Doliny Poległych szczątki generała Franco. To oczywiście generuje podziały społeczeństwa. To jest sprawa Madrytu, ja w to nie wchodzę. Zwracam jednak uwagę, że stosuje się podwójną miarę – dla Francji z jednej strony, dla krajów z naszego regionu Europy – z drugiej. A jeśli chodzi o Holandię, to nie jest to li tylko sprawa wewnętrzna tego kraju, bo to jest efekt, uwaga, unijnej polityki klimatycznej, unijnej polityki ekologicznej. Zaczęły się te wszystkie demonstracje w Holandii od tego, że tamtejszy Najwyższy Sąd Administracyjny stwierdził, że łamie się w Niderlandach unijne prawo dotyczące  emisji azotu, między innymi  tutaj chodzi o nawozy w rolnictwie wykorzystywane. Efektem tego jest zatrzymanie, uwaga, 18 tysięcy inwestycji związanych z rozbudową  infrastruktury rolniczej, a także, propozycja koalicji rządowej liberałów i chadeków, aby zmniejszyć liczbę holenderskiej trzody chlewnej o sześć milionów -czyli wyrżnąć świnie, a kurczaków o około pięćdziesięciu  milionów sztuk. Co więcej, mało się w Polsce o tym mówi, ale te protesty okazały się skuteczne – w czterech prowincjach okazało się, że lokalne parlamenty w praktyce okazały się silniejsze niż unijne prawo i te decyzje ich NSA tam de facto zostały anulowane !

 Skupmy się na polityce klimatycznej, Pan wspomniał o Francji – a Emanuel Macron podżegał młodych, aby pojechali protestować do Polski, kraju, który rzekomo wszystko blokuje. Jako antidotum na narastające napięcia w krajach UE – mówiąc oględnie więcej wspólnoty bez wspólnoty. Ja nie wiem czy lokatorzy Pałacu Elizejskiego zamontowali do środka lustra weneckie i nie wiedzą, co się dzieje w Unii Europejskiej? 

 – Ja bardzo zapraszam młodych Francuzów do Polski. Chciałbym, żeby latali polskimi liniami lotniczymi, aby tu długo byli, korzystali z polskich hoteli, jedli w polskich restauracjach  – od tego wzrośnie nam PKB. Natomiast w ostatnich dniach Macron właśnie w Brukseli poniósł prestiżową porażkę, bo jeszcze nigdy się nie zdarzyło, a historia Komisja Europejska ma już 60 lat i jeszcze się nie zdarzyło, żeby kandydat z Francji został odrzucony przez europarlament. Zdarzyło się to w tym roku. Kandydatka Sylvie Goulard, moja koleżanka z europarlamentu skądinąd, była minister obrony – przez miesiąc była ministrem obrony, też rekord Guinessa- została zdyskwalifikowana . Francja została upokorzona w pewnym sensie. Ale to jest efekt tego, ze zbierało się Macronowi, zbierało…

 Aż się nazbierało… 

– Tutaj czara tej arogancji francuskiej , arogancji Macrona się przelała. I trzeba tu powiedzieć, że za odrzuceniem tej kandydatury głosowali przedstawiciele także tych frakcji największych, typu chadecja i socjaliści, także dlatego, że ich kandydatów – konkretnie chodzi o rumuńską socjalistkę i kandydata z węgierskiego FIDES-u – również odrzucono. Zwykle odrzucano tylko kandydata z naszego regionu Europy, poza dwoma wyjątkami: Włochem 15 lat temu i obecnie Francuzką, tym razem właśnie stało się inaczej.

Można mnożyć tych przykładów na arogancję, ale czas nam biegnie. Chciałbym zadać ze dwa pytania tylko może. Przed majowymi wyborami do europarlamentu spodziewano się, że nastąpi taka długo oczekiwana, niezbędna dyskusja, w którą stronę podąży Unia – czy jak forsuje się na wzór Stanów Zjednoczonych Europy z nadrzędną rolą „rządu” i parlamentu w Brukseli, czy też będzie to wspólnota państw narodowych – wracając niejako do korzeni narodowych. I co, cisza? 

– Cisza w tym temacie. Jutro miało być głosowanie w PE nad  składem nowej Komisji, zostało przełożone o miesiąc, a więc komisja nie wystartuje od 1 listopada, a od 1 grudnia. Bo właśnie nie ma przegłosowanego kandydata nie tylko Francji, ale tez z Rumunii. Rumunia wystawiła na miejsce odrzuconej socjalistki dwoje kandydatów, co też się nie zdarzało wcześniej. Węgry mają swojego ambasadora przy Unii– i on ,ja myślę, raczej przejdzie. Ale na razie póki Komisji Europejskiej nie ma, Unia zajmuje się, powiedziałbym, sprawami technicznymi, a nie strategicznymi.

I nad tym można akurat ubolewać. Przepraszam, że wchodzę w zdanie. Ostatnie moje pytanie. We wczorajszej mojej rozmowie, pański kolega z europarlamentu Leszek Miller twierdził, że jedynym człowiekiem, który może się przeciwstawić Andrzejowi Dudzie w wyborach prezydenckich, jest Donald Tusk, chwalił jego przymioty, że będzie „mężem opatrznościowym” – że to jego powinna Platforma wysunąć. Zgadza się Pan z tym? 

 – Polacy zdecydują ,szanuję wolę wyborców, natomiast uważam, że w sensie formalnym, nie politycznym Donald Tusk przejdzie na emeryturę, bo będzie miał  fotel szefa Europejskiej Partii Ludowej. A do tej pory te stanowiska sprawowali politycy, którzy zakończyli aktywność polityczną: Martens, były premier Belgii czy  Daul, Francuz ze Strasburga – zresztą, były szef Komisji Rolnictwa, szef frakcji EPL w europarlamencie, w  związku z tym teraz- kolejny „były” , czy były szef Rady Europejskiej – Donald Tusk. Myślę, że on nie ma szans na prezydenturę . Ale ja bym się cieszył z tej konfrontacji Andrzej Duda – Donald Tusk. To byłoby na pewno ciekawe widowisko. Duża frekwencja. Donald Tusk ryzyka nie lubi, uważam, że w wyborach prezydenckich nie wystartuje.

To powiedział mój gość, który cieszyłby się z kandydowania Donalda Tuska w wyborach prezydenckich. Nie zdążymy już porozmawiać o zmianach w prawie dotyczących wyboru prezesa NIK. Ale o tym kiedy indziej. To też sprawa ważna, która się w Polsce wydarza, a tymczasem dziękuję serdecznie.  

Dziękuję Państwu. Piotr Cywiński.

 

 

Blog

Nie będę ministrem sportu!

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu „telewizyjnego” wywiadu, jakiego udzieliłem w tym tygodniu „gazecie.pl”. Rozmowę ze mną przeprowadził red. Łukasz Kijek.

Łukasz Kijek, witam Państwa, to jest poranna rozmowa gazeta.pl, a naszym gościem jest Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości.

– Witam Pana, witam Państwa.

Marian Banaś powinien podać się do dymisji? 

– Jak Pan doskonale wie, polskie prawo jest tak skonstruowane, że prezesa NIK- podobnie jak prezesa NBP również- praktycznie nie można odwołać. Także to, czy ja coś na ten temat powiem, czy Pan coś powie – to to się niespecjalnie przełoży.

Według Pana czy powinien ustąpić? 

– On, jak wyraźnie widać, ustąpić  nie zamierza, bo twierdzi, że nic się nie stało.

A Pan w to wierzy? 

– Ja bym powiedział tak, że na pewno sytuacja jest niekomfortowa.

Dla kogo niekomfortowa? 

– Dla wszystkich jest niekomfortowa.

– Dla Prawa i Sprawiedliwości i dla Mariana Banasia. 

– Myślę, w sytuacji tych informacji, które się pojawiają, one de facto powodują, że uwaga skupia się nie na tym, co powinna robić NIK, tylko na kwestiach majątku, jego nieruchomości i wynajmowania i tak dalej…

To, żeby sytuacja była bardziej komfortowa, to Marian Banaś powinien podać się do dymisji? 

– Cokolwiek w tej kwestii powiem, to nie będzie to wysłuchane.

Ale to jest konkretne pytanie i konkretna odpowiedź. Czy według Pana wszystko wskazuje na to, że Marian Banaś nie powinien być prezesem NIK? 

– Marian Banaś stał się sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. I powiem szczerze, że w tej chwili siła presji na niego ze strony Prawa i Sprawiedliwości jest mocno ograniczona.

Ale nie ma z nim żadnego kontaktu? 

– Nie, to nie jest kwestia braku kontaktu.

Nie słucha Nowogrodzkiej? Przestał słyszeć? 

– Nie słuchać Nowogrodzkiej, ryzykowna rzecz, ale  myślę, że prezes Banaś uznał, że jak będzie twardo tak stawiał sprawę, to w końcu rzecz przycichnie.

Dobrze, to ja Panu zacytuję kolegę, z Pana obozu. Pan Poseł Bortniczuk, który mówi, że byłaby to dobrym rozwiązaniem taka dymisja. Jest on teraz sporym obciążeniem dla Prawa i Sprawiedliwości. 

– Jasne, znam te wypowiedzi i inne, mniej oficjalne. Tyle, że podkreślam, niezależnie od tego, kto co powie, poseł, Pan Redaktor…

A może Pan to wypowiedzieć, bo chciałbym znać Pana opinię na ten temat? Konkretnie – powinien podać się do dymisji czy nie?

– To jest decyzja Mariana Banasia. Gdyby na to miały wpływ władze Prawa i Sprawiedliwości, to pewnie sytuacja byłaby inna. Natomiast Marian Banaś uznał, że dalej będzie szefem Najwyższej Izby Kontroli. I możliwości jego odwołania są praktycznie żadne.

A wywinął numer Prawu i Sprawiedliwości wracając do pracy? 

– To Pan to powiedział.

Bo pamięta Pan, w słynnym wywiadzie dla „Wiadomości” powiedział, że nie wróci do pracy, póki sprawa nie zostanie wyjaśniona. A Marian Banas wrócił do pracy. 

– Też to pamiętam.

I co Pan o tym myśli? 

– Że chyba zmienił zdanie.

Albo mówił nieprawdę na potrzeby kampanii wyborczej. 

– On już był po kampanii wyborczej, bo swoja kampanię na prezesa NIK-u wygrał.

Ale chodzi o kampanię Prawa i Sprawiedliwości. 

– No i prawdę mówiąc myślę, że ta sprawa nam nie pomogła.

Ale Pan utrzymuje, że on nie był członkiem PiS-u? 

– To, że nie był, to tego nawet nie wiedziałem. Natomiast był oczywiście naszym ministrem i wiceministrem  finansów. Nie trzeba uciekać od tego faktu.

Bo mówił, że to są standardy PiS, w przeciwieństwie do totalnej opozycji. No ,to gdzie są te standardy. 

– To, że poszedł na urlop, to było dobre. Z tą zapowiedzią, którą Pan cytował, że po urlopie sprawa będzie wyjaśniona. Kurz opadnie. To było ok. Tego broniłem. Natomiast teraz podjął całkiem inną decyzję.

Ryszard Czarnecki we wrześniu o Marianie Banasiu mówił tak: „to jest człowiek uczciwy, nie mam co do tego wątpliwości. Daję rękojmię, że to, co robi jest zgodne z powszechną definicją uczciwości”. Czy powtórzyłby Pan dzisiaj te słowa? 

– Napływają nowe informacje. Chciałem powiedzieć, że brakuje mi jednej rzeczy, żeby pan prezes Banaś zrobił konferencję prasową i wszystko wyjaśnił, bo te wątpliwości pozostają, także po naszej stronie. Ja go znałem jako człowieka absolutnie uczciwego, jako ministra finansów, jako ministra odpowiedzialny za Skarbówkę. Natomiast nie znaliśmy faktów, które teraz znamy.

Trochę to wstyd, że służby nie poinformowały, jak twierdzi Prawo i Sprawiedliwość, że trwa kontrola majątku Mariana Banasia,  a trwała od roku. 

– Ja powiem tyle, że nie zajmuję się służbami specjalnymi z nadzieją na wzajemność.

Ale czy wycofuje się Pan z tych słów, że on jest człowiekiem uczciwym? Krystalicznie uczciwym. 

– To, co robił jako urzędnik państwowy ,jako wiceminister finansów, wcześniej jako urzędnik NIK-u – to było ok. Natomiast ja nie znałem i chyba mało kto znał, czy nikt nie znał,  tej sprawy z tym domem wynajętym i tak dalej. Natomiast on podkreśla, że wszystko było ok. Ale wątpliwości wokół sprawy narastają. Sprawa jest trudna.

Czyli Pan się wycofuje z tych słów? 

– Dzisiaj pewnie inaczej bym to ujął -z jakimiś zastrzeżeniami. Podkreślam jako do urzędnika państwowego nie mam wobec niego żadnych zarzutów. I myślę, że nikt nie powinien mieć. Natomiast wciąż jeszcze nie znamy tej strony, nazwijmy to, jego funkcjonowania jako wynajmującego właściciela domów, mieszkań.

Mówił Pan, że w Brukseli też są pokoje biznesowe, wynajmowane na godziny, gdzie się załatwia interesy biznesowe. 

– Oczywiście.

Ale na przykład Onet cytował świadków z Krakowa, Pan Adam, który mieszka w Podgórzu od 18 lat mówił, że zwłaszcza wieczorami, okna pootwierane, było słychać co tam się dzieje: jęki , krzyki, klapsy. No to chyba nie były biznesowe spotkania. 

No to oczywiście, że jeżeli to jest prawda – to sprawa jest oczywista. On się broni w  ten sposób, że on o niczym nie wiedział. Sprawa jest trudna.

A Pan w to wierzy? 

– Chciałbym wierzyć.

No dobrze, scenariuszy jest kilka Marian Banaś podaje się do dymisji – wtedy sprawa jest prosta. Ale rozumiem, że może być też zmiana ustawy, aby i odwołać Pana Banasia. 

– Tak, oczywiście. Zmiana ustawy, nie jakiś tam casus Mariana Banasia. Ale zmiana ustawy w ogóle, która spowoduje, że na przykład może być, teoretycznie, rozpisany nowy konkurs na prezesa Najwyższej Izby Kontroli.

Który z tych scenariuszy, Pana zdaniem, byłby w tej chwili najlepszy? Który jest rozważany na Nowogrodzkiej? 

 – Nie byłem ostatnio na Nowogrodzkiej, więc nie wiem, co jest tam rozważane.

Ale pewnie kontakt Pan ma. 

– Zwracam uwagę, że pojawiły się już w przestrzeni publicznej wypowiedzi Prawa i Sprawiedliwości, które mówiły o tej drugiej wersji, czyli o zmianie prawa.

Ale powołanie nowego prezesa jeszcze za tej kadencji Sejmu i Senatu? 

– Nie precyzowano czy to jest ten czy następny Sejm.

A Pan myśli, że co by było lepsze – jeszcze za kadencji tego sejmu czy kolejnego? 

– Pytanie czy będzie rozstrzygnięcie, że ma być zmiana prawa. Może się okazać, że nie będzie to potrzebne.

No tak, tak. Natomiast tak konkretnie chciałbym zapytać o to, czy rozpatrywany jest inny scenariusz – bo przecież PiS nie ma teraz większości w senacie.

– Nikt jej nie ma…

 Wygląda na to, że to już nie będzie takie łatwe, by powołać prezesa, który będzie przyjazny Prawu i Sprawiedliwości. 

Ja myślę, że chodzi o to, żeby powołać prezesa, który będzie kompetentnym kandydatem, który będzie miał doświadczenie. O to chodzi.

Czyli Pan by się skłaniał ku temu scenariuszowi, żeby jeszcze za tej kadencji to rozwiązać. 

– To znaczy ja się w ogóle na ten temat nie wypowiadam. To niezręczne, żeby się europoseł wypowiadał, żeby w  ciągu paru czy też parunastu najbliższych dni taką decyzję podejmować. Nie.

A czy jest wywierana presja na Mariana Banasia, żeby podał się do dymisji? 

– Nie będę tego komentować.

 Mateusz Morawiecki nadal będzie premierem według Pana? 

– Pan Jarosław Kaczyński, prezes naszej formacji i Obozu Zjednoczonej Prawicy powiedział jeszcze  przed wyborami, że tak.

I Pan trzyma się na razie tej opinii, ale wszystko się może zmienić. 

– Nie uważam, żeby tutaj było możliwe jakieś pole manewru. Prezes Kaczyński jest liderem formacji i desygnuje premiera. A osoba Mateusza Morawieckiego jest najbardziej prawdopodobną.

Zbigniew Ziobro urósł w siłę jeśli chodzi o liczbę posłów, Jarosław Gowin również. Może więc oni będą mieli pomysł na innego kandydata. 

– Pan ma rację, w  tej chwili liczba szabel po stronie i wicepremiera i ministra sprawiedliwości się zwiększa, jest wyraźnie większa niż była. To są fakty polityczne. Natomiast to wcale nie musi iść, nie idzie w kierunku jakichś gruntownych roszad, gdy chodzi o Radę Ministrów.

A czy to jest problem Prawa i Sprawiedliwości, bo jednak ci koalicjanci – trzeba pewnie będzie im więcej dać przy tym nowym rozdaniu. 

– To, że nasi koalicjanci mają więcej mandatów, to znakomicie, lepiej żeby oni mieli więcej niż żeby więcej miała opozycja.

Zbigniew Ziobro wicepremierem, na przykład? 

– Ja myślę, że na stole są różne scenariusze. Natomiast nawet nie ośmieliłbym się na ten temat wypowiadać.

A jakieś nowe rozdanie w rządzie? Będziemy tutaj widzieć jakieś niespodzianki czy raczej ten rząd będzie się pokrywał z tym, co znamy. 

– Ja tego nie wiem. Wydaje się, że zmiany będą, a  koniec kadencji to jest dobry moment na to. Tego typu zmiany zachodzą również  w Europie Zachodniej, w tych formacjach, które wygrywają wybory.

Koniec kadencji jest dobrym czasem, by je bezboleśnie wykonać i myślę, że zmiany będą. A mniej więcej jakich tutaj pól możemy się  spodziewać? Jakie działki? Jakby Pan tutaj oczekiwał? Na pewno ma Pan jakieś przecieki dotyczące tego? 

– Stwierdzenie „wiem, ale nie powiem” aż mnie kusi. Ale powiem, że nie chcę dywagować.

No dobrze. Jarosław Gowin i trzydziestokrotność ZUS, czyli to jest propozycja, która ma sprawić, że budżet przyszłoroczny ma być zrównoważony – mówi, że nie poprze tej propozycji. 

– Jarosław Gowin powiedział, że zgadza się z prezesem Kaczyńskim w stu procentach, jeśli chodzi o propozycje personalne. Mnie to cieszy, bardzo dobra wiadomość. Zresztą tak często bywało, czy zawsze. Natomiast w 90%, kiedy wchodziły w grę propozycje programowe – być może to jest te właśnie 10% o których mówimy.

Premier Gowin mówił przed wyborami, że masowo odwróciła się od Was klasa średnia. Wskazując na te zmiany dotyczące trzydziestokrotności składek ZUS. No mówił, przewidziałem że tak się stanie. 

– Jutro być może zażąda, aby mówić do niego „proroku Jarosławie”. Mowa o Jarosławie Gowinie. Ale żarty na bok. To jest oczywiste, że koalicja rządowa polega na tym, że poszczególne formacje w ramach tej koalicji maja prawo wyrażać własne pomysły, własne poglądy. Mieć je trochę inne niż mainstream Prawa i Sprawiedliwości. Jarosław Gowin zawsze to robił. Robi to w sposób, który uważam, że jest generalnie elegancki. To jest normalna dyskusja. Formacje polityczne dyskutują ze sobą. To jest dobre.

Jeśli chodzi o Senat to jest nowe rozdanie. PiS zaproponuje Marszałka Senatu senatorowi PSL-u? 

Jeszcze trochę czasu przed nami. Słyszę, że trwają jakieś ruchy, żeby wyrwać senatorów PiS. Że Platforma podchodzi do niektórych naszych. Nie będę reagował tak emocjonalnie, jak Grzegorz Schetyna…

A może Pan podać jakiś konkret, bo tak bez konkretów… 

 – Konkretu nie będzie, ale że tak powiem „Platformo ,wiemy”.

Ale co mówią, że co? 

Myślę, że zgłosimy takiego kandydata, który będzie miał szansę na wybór. To oczywiste.

Czyli to musi być ktoś, kogo poprą senatorowie drugiej strony. 

– Zwracam uwagę, że najwięcej senatorów ma Prawo i Sprawiedliwość, gdy chodzi o partie polityczne.

Ale nie ma większości. 

– Nie ma większości. Zgadzam się z tym. Dzisiaj się zgadzamy.

Ale Pan powiedział, że większość poprze. 

– Tak, więc trzeba skonstruować taka propozycję polityczną, żeby większość poparła.

Trwają rozmowy z PSL-em? 

 – Ja o tym nie wiem. Gdybym ja miał doradzać, to bym powiedział, że rozmawiać należy ze wszystkimi.

 A z kimś innym z tego układu nowego w senacie trwają rozmowy? 

 – Nie wiem.

Dziś Pan za dużo nie wie. Albo Pan nie chce nic powiedzieć. No, dobrze, ale konkretnie. Czy to jest tak, że w tej chwili jakieś negocjacje się rozpoczęły i jakaś oferta jest przedstawiona komuś, kogo chcecie przeciągnąć na swoją stronę? 

Arytmetyka jest oczywista. Mamy najwięcej szabel, ale ich liczba jest niewystraczająca. W związku z tym można pójść w kierunku takiego kandydata, który uzyskałby poparcie naszych szacownych oponentów. Można też w głosowaniu tajnym, podkreślam, głosowanie jest tajne – taki urok Senatu – przedstawić  kandydatury stricte z Prawa i Sprawiedliwości. Zobaczymy, która koncepcja zwycięży.

No dobrze, to chciałbym na koniec zapytać – to może Pan będzie nowym ministrem sportu, nawiązując tak do Pana pasji, między innymi do siatkówki. Bo ten minister sportu na pewno będzie do zmiany. 

– Bóg zapłać, dobry człowieku, za propozycję. Myślę, że Pan Prezes Kaczyński i premier Morawiecki przedstawią dobrego kandydata. Jest kilkoro dobrych kandydatów na to stanowisko. Ja będę wspierał każdego ministra sportu, zresztą obojętnie z jakiej opcji będzie.

Czyli nie Pan? 

– Nie, na pewno nie ja. (…) –

  — (…)

 Dobrze, Ryszard Czarnecki, który dzisiaj na dużo pytań nie chce odpowiadać. 

 – Na dużo z nich odpowiedziałem.

Dziękuję Panie Pośle. Ryszard Czarnecki z  Prawa i Sprawiedliwości. 

 – Dziękuję bardzo.

Blog

Kiedy powstanie Komisja Europejska? Na razie KE bez Francji!

Posted on

Kończę pięcioodcinkowy cykl dotyczący personaliów nowej Komisji Europejskiej („Nowa Unia” w nowej Komisji Europejskiej”- GPC z 23 września 2019 , „Nowa Komisja Europejska: ofensywa kobiet i lewicy” GPC z 30 września, „Bruksela: najstarszy komisarz ma 72 lata, najmłodszy 29…” GPC z 7 października, „Nowa Komisja Europejska: od Miss Malty po eurobiurokratę z Grecji” GPC z 14 października) dosyć zaskakującą konstatacja, że Komisja Ursuli von der Leyen może nie powstać, jak to od początku zakładano 1 listopada A. D. 2019, ale później. Do momentu, w którym piszę te słowa (noc z czwartku 17 na piątek 18 października) nie ma jeszcze decyzji w sprawie kandydatów na komisarzy z aż trzech krajów Unii Europejskiej. Chodzi o Francję, Węgry i Rumunię. Skądinąd są to pierwsi w historii kandydaci z tych państw, którzy zostali odrzuceni. Wywołało to wściekłość Macrona, poczucie krzywdy w Budapeszcie i zaskakującą reakcję Bukaresztu, który wystawił bodaj po raz pierwszy w historii EWG-UE aż … dwoje kandydatów na to stanowisko.

Pod względem formalno-prawnym Komisja Europejska nie musi funkcjonować w składzie reprezentantów wszystkich krajów członkowskich. Przyjęty w 2009 Traktat Lizboński zakładał, że Komisję Europejska powinna składać się z przedstawicieli 2/3 krajów członkowskich. Praktycznie oznaczać to mogło Komisję co najmniej liczącą 18 państw. Nie, to nie arytmetyczny błąd. Po prostu gdy przyjmowano ostatni europejski Traktat Unia była UE-27, a nie UE-28 ,jak wciąż teraz (Chorwację przyjęto w roku 2013). Jednak w traktacie zawarto swoisty hamulec do wykorzystania przez państwa narodowe w postaci decyzji Rady Europejskiej( którą , przypomnijmy, tworzą prezydenci i premierzy). Może ona przegłosować, aby Komisja Europejska składała się z przedstawicieli wszystkich krajów. I tak też uczyniono na przykład w 2013 roku. Obecnie Wielka Brytania, skądinąd przy pełnej aprobacie Brukseli, zdecydowała, że nie będzie mieć własnego komisarza. Nie będzie to generować problemów w przypadku Brexitu z dniem 31 października. Jeżeli jednak wyjście Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej będzie opóźnione, to wówczas nastąpi sytuacja kwestionowana przez znawców prawa euroepsjkiego: kraj członkowski wciąż współtworzący Unię nie ma swojego reprezentanta w Komisji Europejskiej, w przeciwieństwie do wszystkich innych państw UE. No, ale o tym tak naprawdę przekonamy się na przełomie października i listopada.

A oto Ci, którzy mieli być lub być może będą reprezentantami Francji, Rumunii i Węgier.

FRANCJA

Parlament Europejski odrzucił kandydaturę mojej eks-koleżanki europosłanki Sylvie Goulard. Ciekawe, że nastąpiło to nie na etapie komisji prawnej, która już na samym początku procedury zdyskwalifikowała Rumunkę i Węgra, lecz na etapie komisji rynku wewnętrznego oraz przemysłu. Sylvie Goulard miała odpowiadać za rynek wewnętrzny, przemysł i przedsiębiorczość, zajmować się polityką kosmiczną i obronną, a także promować jednolity rynek cyfrowy. Francuzka poza karierą w europarlamencie, która stała się później obciążeniem, przez kilka lat pracowała we francuskim MSZ, ukończyła prawo na Uniwersytecie w Marsylii oraz nauki polityczne w Paryżu, ale przede wszystkim jest absolwentka elitarnej ENA czyli Państwowej (Narodowej) Szkoły Administracji (w Polsce jej odpowiednikiem jest KSAP). Przez parę lat pracowała również w różnych instytucjach badawczych, aby na początku tego wieku doradzać przewodniczącemu KE Romano Prodiemu. Młodsza ode mnie niemal dwa lata kierowała francuską filią Ruchu Europejskiego czyli organizacją zwolenników totalnej federalizacji Starego Kontynentu. Europosłem była dwukrotnie (2009-2014) oraz (2014-2017). Dwa lata temu już jako protegowana formacji Macrona En Marche! weszła do rządu Edouarda Philippe’a jako minister obrony. Jej kariera w rządzie powołanym przez prezydenta Emmanuela Macrona była rekordowo krótka – zaledwie miesiąc. Na jaw bowiem wyszedł fakt wszczęcia procedury w związku z opłacanym przez Parlament Europejski jej asystentem, który zamiast pracować w Brukseli i Strasburgu świadczył pracę na rzecz jej formacji politycznej w Paryżu. Zarzut finansowania etatowych funkcjonariuszy partyjnych ruchu politycznego Macrona wlecze się za nią do dziś i o ile kiedyś pozbawił ją rządowego fotela, o tyle teraz zablokował wstęp do Komisji Europejskiej. Skądinąd pewien wpływowy i zajmujący niegdyś topowe stanowisko w UE polityk francuski mówił mi, że jej dymisja w 2016 roku była uzgodniona z Macronem, który jednocześnie chciał wyraźnie osłabić pozycję swego politycznego partnera traktowanego go jako rywala, ekspremiera Francoisa Bayrou. Za tę „usługę” dobrowolnej dymisji Madame Goulard prezydent Macron miał obiecać jej stanowisko komisarza za dwa lata. Słowa dotrzymał, choć pewnie nie przewidywał, że europarlament może jego kandydatce i jemu pokazać „gest Kozakiewicza”.

RUMUNIA

Po odrzuconej Rowanie Plumb – też mojej koleżance – europosłance, Bukareszt zagrał vabank, zgłaszając aż dwoje kandydatów: kobietę z życiorysem głównie naukowym i mężczyznę -zawodowego polityka. Tym drugim był 59-letni były wicepremier Rumunii, a obecnie, a także w poprzedniej kadencji poseł do Parlamentu Europejskiego – Dan Nica. Ten wiceszef rządzącej Partii Socjaldemokratycznej oraz minister łączności (2001-2004) i (2012- 2014) oraz minister spraw wewnętrznych (2009) jest absolwentem znanej politechniki w Jassach. Zrobił też doktorat z telekomunikacji. W tej branży pracował 11 lat. Członek postkomunistycznej partii PDSR, która płynnie – niczym PZPR w SLD – przekształciła się w PSD czyli w Partię Socjaldemokratyczną. Był bohaterem skandalu rządowego, gdy w 2009 roku premier koalicyjnego rządu Emil Boc zdymisjonował go za publiczne oskarżanie rządu o dokonywanie fałszerstw (sic!) przy nadchodzących wyborach prezydenckich. Po tej dymisji lewicowi ministrowie wyszli z rządu, ale kandydat na komisarza i tak wrócił do Rady Ministrów , tyle ze po trzech latach.

Jego konkurentką jest 44-letnia Melania-Gabriela Ciot. Ta absolwentka psychopedagogiki doktoryzowała się w belgijskiej Gandawie z nauk o edukacji, a następnie już w Rumunii obroniła doktorat w dziedzinie europeistyki i stosunków międzynarodowych. Ma spory dorobek naukowy. Dopiero od 5 lat jest w polityce: najpierw jako członek gabinetów politycznych różnych ministrów, a od dwóch lat jako wiceszef MSZ. Z europarlamentu dochodzą głosy, ze znacznie łatwiej będzie zaakceptować jej kandydaturę niż zawodowego polityka Dana Nice. Rumunii przypadła teka „Transport”. Na razie jednak wydaje się, że PE czeka aż nowy rząd rumuński, po upadku starego, przedstawi kolejnego, czwartego już (!) kandydata na komisarza…

WĘGRY

Byłego ministra sprawiedliwości – europosła – Laszlo Trocsanyiego zastąpił też osobiście mi znany ambasador Węgier przy Unii Europejskiej, 47-letni Oliver Varhelyi. Ten urodzony w Szegedynie prawnik i dyplomata jest absolwentem prawa europejskiego na Uniwersytecie w Aalborgu (Dania), a także prawa w macierzystym Szegedynie. Na ostatnie 24 lata, dwadzieścia jeden spędził w węgierskim MSZ, a także w resorcie sprawiedliwości, oraz przemysłu i handlu. Przez pozostałe trzy pracował w administracji Komisji Europejskiej. Od 2001 roku mieszka w Brukseli, gdzie przez 13 lat pracował na różnych stanowiskach przy stałym przedstawicielstwie Węgier przy UE, w tym od czterech lat jako ambasador. Jego kandydatura nie powinna wzbudzać większych kontrowersji. Ma objąć tekę „Sąsiedztwo i Rozszerzenie”.

Z powstawaniem Komisji Europejskiej jest trochę jak z Brexitem. Wiadomo, że kiedyś dojdzie do skutku, ale nie ma pewności kiedy…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (21.10.2019)

Blog

Instynkt samozachowawczy: zwierzęta go mają – politycy nie zawsze…

Posted on

Polecam lekturę zapisu telewizyjnego wywiadu, jakiego udzieliłem red. Emilii Pobłockiej z TV „Republika” – tuż po „dealu” między Londynem a Bruksela ws. warunków Brexitu, a przed jego odrzuceniem przez Izbę Gmin.

Emilia Pobłocka, witam Państwa bardzo serdecznie, „Prosto w oczy” i już teraz łączymy się z Ryszardem Czarneckim, który obecnie przebywa w Brukseli, dzień dobry, witam serdecznie. 

– Witam Panią, witam Państwa jeszcze bardziej serdecznie. Rzeczywiście jestem w Brukseli, gdzie trwa szczyt Unii Europejskiej i jest szczytem przełomowym, jak to określano.

Miał być szczytem przełomowym, ale wydaje się, że przełomowe informacje do nas wczoraj właśnie dotarły. Chodzi mi oczywiście o porozumienie w sprawie Brexitu, do którego dojść ma 31 października. Jest to porozumienie między Unią Europejską a Wielką Brytanią. Sprawa porozumienia nie jest taka za bardzo jasna, bo chodzi o porozumienie w Izbie Gmin i głosowanie. A tam może pojawić się problem. Zatem, Panie Pośle, co dalej z Brexitem? Czy rzeczywiście 31 października dojdzie do wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej? 

– Ma Pani absolutną rację. W Brukseli zrobiono duży krok w porozumieniu, ale czy ono wejdzie, zależy od House of Commons, od Izby Gmin, od izby niższej londyńskiego parlamentu. Przypomnę, że już swego czasu poprzedniczka pana premiera Borrisa Johnsona, Pani Premier Jej Królewskiej Mości, Theresa May, wynegocjowała z Brukselą porozumienie, dość podobne w treści, które zostało dorzucone przez brytyjskich posłów. Ta historia może się powtórzyć, aczkolwiek teraz już jest nie za pięć dwunasta, ale za minutę dwunasta. A konsekwencje twardego Brexitu, Brexitu „no deal” będą bardzo złe dla krajów członkowskich Unii. Też dla Wielkiej Brytanii – ale szczególnie złe będą  dla innych dwóch członków Unii, dla Irlandii i dla Polski. Polacy stanowią największą mniejszość narodową na Wyspach, oficjalnie ponad milion, w praktyce 1,5 miliona, także bardzo duża liczba polskich firm eksportuje do Wielkiej Brytanii, z którą mamy dodatni bilans handlowy, co się rzadko zdarza. Do tego dochodzą perturbacje dla zwykłych ludzi dotyczące emerytur dla Polaków, którzy pracowali w Wielkiej Brytanii, a już są w Polsce – bądź odwrotnie: Polaków, którzy przyjechali do dzieci i wnuków z Polski. Ten system emerytalny funkcjonuje w ramach Unii. Natomiast jeżeli Wielka Brytania stanie się krajem tzw. trzecim, to będą komplikacje. To są piętrowe trudności dla bardzo wielu Kowalskich i Nowaków. Dlatego też taki twardy rozwód byłby fatalną perspektywą. Także w wymiarze makroekonomicznym, więc to porozumienie rzeczywiście jest konieczne. Kończąc ten wątek, powiedziałbym, że zwierzęta mają instynkt samozachowawczy. Natomiast politycy nie zawsze i mam takie wrażenie, że  to jest ostatni moment, żeby politycy po obu stronach Kanału La Manche, a pod drugiej stronie zwanego przez Brytyjczyków „English Channel” czyli Kanałem Angielskim, pokazali, że ten instynkt samozachowawczy jednak mają.

W tych samych słowach wypowiadał się wczoraj Pan Premier Morawiecki i podkreślał, że  dla Polski najlepszym scenariuszem będzie wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej za porozumieniem, ale jeśli chodzi o szczyt w Brukseli, i o zdjęcia, które ukazały się w dzisiejszej prasie, to pojawiają się też zdjęcia ukazujące rozmowy miedzy liderem Platformy Obywatelskiej Grzegorzem Schetyną a przewodniczącym Donaldem Tuskiem. Rozmowy, które nadal trwają. W Polsce dość sporo mówi się o powrocie Donalda Tuska do polskiej polityki. I o tym, że miałby on kandydować w nadchodzących wyborach prezydenckich. Co Pan na to, na ile prawdopodobne jest ten scenariusz? 

– Ja może uściślę, premierowi Morawieckiemu chodzi o to, że jeżeli miałby być Brexit, to lepiej by był za porozumieniem. Tu się zgodzę, bo generalnie Brexit nie leży w naszym interesie. Lepiej, żeby Wielka Brytania była w Unii z jej wielomiliardową składką do budżetu, z  której my też korzystamy. Lepiej więc, by był w Unii taki kraj, który, podobnie jak my definiuje Unię Europejską jako „Europę Ojczyzn”, „Europę Narodów” i także ma taki realistyczny stosunek do Rosji jak my –  inaczej niż Francja, Włochy czy Niemcy. Ale odpowiadając na Pani pytanie, jak rozumiem w listopadzie pan Donald Tusk będzie zapewne wybrany na szefa Europejskiej Partii Ludowej i to jest takie stanowisko, które jest polityczną emeryturą. Tak było w przypadku  byłego premiera Belgii Martensa, tak było kiedyś w przypadku pana Daula, który kiedyś był szefem frakcji EPL, tam gdzie PO i PSL w europarlamencie. On teraz jeszcze jest wciąż przewodniczącym EPL , no i taka polityczna emerytura jak rozumiem czeka pana przewodniczącego Tuska. Czy się wybierze  do Polski, to to zależy od sondaży. Jeżeli zobaczy, że ma szansę wygrać z Andrzejem Dudą to to zrobi, a jeżeli zobaczy, że to będzie trudne… To nie jest człowiek, który podejmuje ryzyko, on chce by władzę w Polsce podano mu na tacy. A to jest mało możliwe.

Wspomnieliśmy także o Grzegorzu Schetynie, który przyjechał do Brukseli, a  nad którym zawisły chyba czarne chmury? Czy będzie on nadal przewodniczącym Platformy Obywatelskiej i Koalicji Obywatelskiej czy te trzecie już przegrane wybory to jest jednak koniec jego politycznej kariery w tym kierunku, w jakim dotychczas ona przebiegała? 

– To nie jest nasza sprawą polityków obozu  rządzącego, aby wybierać lidera opozycji. Gdybyśmy tak robili, to byłby standardy afrykańskie czy azjatyckie . Natomiast powiem w ten sposób, Grzegorz Schetyna jest bardzo sprawnym graczem kuluarowym. On może nie jest politykiem obdarzonym charyzmą, a wyniki, które osiąga w wyborach nie imponują, natomiast potrafi rozgrywać wewnątrz partii i w moim przekonaniu ma duże szanse, żeby władze utrzymać – ponieważ jest sprawny w takich różnych rozgrywkach i w  wycinaniu rzeczywistych czy potencjalnych konkurentów. Także ja bym go żywcem jeszcze nie grzebał.

To w takim razie wróćmy jeszcze do partii rządzącej, ponieważ nadchodzące cztery lata mogą się wydawać trochę trudniejsze niż te dotychczasowe, trochę bardziej skomplikowane niż te dotychczasowe. Mamy wiele nazwisk, mamy wiele ugrupowań w sejmie. Pojawia się przede wszystkim kwestia Senatu. Czy Senat rzeczywiście będzie mógł blokować w jakiś sposób pracę sejmu? Czy to będą trudne cztery lata? 

 – Każdy medal ma, Pani Redaktor, dwie strony. Jeżeli Pani mówi o wielu ugrupowaniach w sejmie,  no, to powiem jako „advocatus diaboli” , jako „adwokat diabła”, że zapewniam Panią, iż łatwiej jest mieć rządzącym  opozycję w sejmie rozdrobnioną, w jakiejś mierze skłóconą,  ze sobą rywalizującą niż jakiś monolit. W związku z tym, że lewica rywalizuje w jakiś sposób o głosy z Platformą, to generować będzie wzajemne ataki zapewne – to przyzna Pani, nas raczej martwić nie będzie. Z drugiej strony Pani mówi o tym, że straciliśmy Senat. To się jeszcze okaże. Natomiast, jeżeli tak się stanie, to ja bym powiedział w ten sposób: ugrupowania polityczne zwykle przechodzą przez kryzys albo się rozpadają  w dwóch przypadkach: albo kiedy stracą władzę – to nie jest nasz przypadek, albo kiedy tak bardzo wygrają, ze już nie dostrzegają żadnych oponentów i zajmują się walkami wewnętrznymi – to też nie jest nasz przypadek, bo my rzeczywiście mamy tylko pięć mandatów ponad limit – 235 mandatów w sejmie. Straciliśmy na razie Senat ,mamy niewielki zapas w Sejmie, za pół roku wybory prezydenckie. To generuje konieczność konsolidacji, jedności. To taka też wysoko zawieszona poprzeczka. I to musi mobilizować. To mobilizuje polityków Prawa i Sprawiedliwości, innych sojuszników w ramach Obozu Zjednoczonej Prawicy. To będzie też mobilizować wyborców. Nie możemy też spocząć na laurach mimo tego świetnego wyniku wyborczego, rekordowego jeśli chodzi o liczbę głosujących na Prawo i Sprawiedliwość jako partię polityczną w najnowszej historii Polski, jak i wynik procentowy.

– To jeszcze chciałabym, żeby Pan na koniec krótko się odniósł do tych słów Grzegorza Schetyny dotyczących Senatu i mówiących o tym, że każda próba podkupienia posła opozycji spotka się z lustracją, będzie ona ujawniona. 

 – A ja słyszę, że senatorowie obecnej opozycji, którzy mają mieć większość w Senacie w rozmowach kuluarowych w Senacie przechwalają się, że to oni chcą szeregu takich transferów dokonać. Więc rozumiem, że jak Grzegorz Schetyna widzi, że jak my kogoś chcemy pozyskać to jest bardzo źle, ale jak oni kogoś chcą pozyskać od nas – to jest bardzo dobrze. To już Murzyn Kali z powieści Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy” tę rolę odgrywał.

Bardzo Panu dziękuję za rozmowę.      

– Dziękuję Pani, dziękuję Państwu.

 

Blog

Powstanie Komisji Europejskiej może się opóźnić

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu radiowego wywiadu, jakiego udzieliłem z Brukseli Radiu WNET. Rozmowę ze mną przeprowadził prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich red. Krzysztof Skowroński.

A gościem w naszym poranku jest Ryszard Czarnecki. O czym plotkuje się w Parlamencie Europejskim? Dzień dobry, Panie Pośle. 

– Witam Panie Redaktorze, witam Państwa, kłaniam się z Brukseli właśnie. A Bruksela pod wrażeniem przedwczorajszych wyborów. Wczoraj jeden z bardzo znanych i wybitnych polityków niemieckich w europarlamencie, szef przez wiele lat jednej z kluczowych komisji, rzucił do mnie przez zęby – „Congratulations!”.  Ale było widać, ze przyszło mu to z trudem. Natomiast wynik Prawa i Sprawiedliwości, obozu rządzącego robi wrażenie. Polska, obok Węgier jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, gdzie rządy sprawować będzie formacja, która drugi raz z rzędu uzyskuje bezwzględną większość głosów. To jest sytuacja, podkreślam, wyjątkowa. Poza Wielką Brytanią, ale to też różnie bywało – tam jest zresztą inny system wybroczy – „Jednomandatowe Okręgi Wyborcze”. Zatem  w zasadzie tylko Polska i Węgry to państwa, gdzie partia, która wygrywa wybory uzyskuje w granicach 50 procent głosów – na Węgrzech ponad, w Polsce nieco poniżej. W wielu krajach europejskich rządy funkcjonują jako mniejszościowe – jak w Skandynawii-lub koalicyjne. Polska jest pod tym względem inna. To robi wrażenie. Właśnie to zwycięstwo. I to, że mimo, iż polski rząd był bardzo mocno atakowany przez cztery lata, to i tak wyborcy udzielili mu poparcia, a PiS zyskał dwa miliony nowych głosów oraz to, że frekwencja była bardzo wysoka i to uwaga – w sytuacji, gdy, podkreślam, w krajach Europy Zachodniej frekwencja spada. Tutaj , na Zachodzie obywatele dystansują się od polityki właśnie nie chodząc na wybory, bądź wybierając do władzy czy choćby do europarlamentu formacje antyestablishmentowe. W Polsce sytuacja jest inna. W Polsce ludzie idą na wybory, w większym stopniu, niż  poprzednio. Frekwencja w wyborach europejskich robi wrażenie. Dwa razy większa niż poprzednio. Większa niż w ojczyźnie krytykującego tak bardzo Polskę – Fransa Timmermansa. To się zdarzyło po raz pierwszy, bo do tej pory Polska była w Europie na przedostatnim miejscu lub jednym z trzech ostatnich . Ostatnio ponad 45-% frekwencja przy wyborach europejskich.  Teraz 60%- i to robi wrażenie.

A teraz kieruje pytanie do Pana, jako do człowieka dobrze poinformowanego, jakie informacje docierają z Nowogrodzkiej? Jak będzie wyglądał przyszły rząd?

– Myślę, że będziemy raczej mówić o kontynuacji. Natomiast jest faktem, że o ile wcześniej sojusznicy Prawa i Sprawiedliwości mieli po paru posłów, to teraz mają ich po kilkunastu. Zmiana. To jest coś nowego. Natomiast sytuacja, która ma miejsce  w Senacie powoduje pewną konsolidację obozu rządzącego. Fakt, że my mamy w sejmie tyle samo mandatów ponad kreską – czyli pięć właśnie to wymusza, to jest racjonalne i pragmatyczne. To wymusza taką konsolidację obozu Zjednoczonej Prawicy. Zatem jeśli ktoś myśli, że tu pojawią się jakieś pęknięcia, podziały, przeciąganie liny– to niech nie ma takich złudzeń. Jest poczucie tego, że płyniemy na jednej łodzi, do której strzelają i tutaj trzeba razem, wspólnie wiosłować do celu.

Czy relacja między polskim rządem, a Komisją Europejską zmierza ku zmianie? Czy nastąpi ocieplenie tych stosunków? 

– Tak, to już się stało. Nowa przewodnicząca KE Ursula von der Leyen zapowiedziała, że procedura praworządności w Unii Europejskiej nie będzie taka, jak dotychczas, nie będzie skupiać się na kilku krajach nowej Unii typu Węgry, Rumunia, Czechy, Słowacja , Polska– tylko będzie to przegląd wszystkich krajów członkowskich. I nie będzie to wskazywanie palcem tych gorszych, tylko próba rozpoznania tego, co się dzieje w poszczególnych krajach. Do tego tutaj dochodzą sceny z Katalonii, a  wcześniej z Francji – „żółte kamizelki”. To pokazuje, że te kraje mają bardzo realne problemy wewnętrzne. Natomiast zwracam uwagę, że jesteśmy w trakcie negocjacji w kontekście budżetu UE 2021-27 i tutaj wydaje się, że polski rząd będzie miał wielką szansę skorygowania, poprawienia tego budżetu, który zostawiła poprzednia komisja z Elżbietą Bieńkowską z Platformy. Ten budżet dla Polski i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej był fatalny. Kiedy Komisja powstanie? Miała powstać formalnie 1 listopada.

– No miejmy nadzieję, Panie Pośle, że… 

Taka była agenda, ale francuska kandydatka na komisarza została odrzucona. Rumunia również ma problem z kandydatami. W praktyce ta data może się przesunąć.

 Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę. Ryszard Czarnecki.

Blog

Odlot brytyjskiej sójki?

Posted on

W dniu, w którym czytają Państwo te słowa, House of Commons – Izba Gmin czyli niższa izba parlamentu w Londynie zaakceptuje porozumienie między rządem Jej Królewskiej Mości a Komisja Europejska sprawie Brexitu – lub nie zaakceptuje. To, co nie udało się premier May, może udać się premierowi Johnsonowi. Byłoby to – dla Polski – szczęście w nieszczęściu. Bo Brexit jest dla nas nieszczęściem, bo tracimy w Unii sojusznika, który podobnie jak my myślał o UE jako Europie Ojczyzn, tracimy kraj który podobnie jak Polska realistycznie oceniał Rosję. Ale z kolei „twardy” Brexit czyli rozwód bez porozumienia przyniósłby fatalne skutki ekonomiczne i dla Londynu i dla UE-27, ale zwłaszcza dla dwóch państw: Irlandii i Polski. „Wolna amerykanka” po gwałtownym rozwodzie Wielkiej Brytanii z Unią to wielkie problemy dla polskich firm, które eksportują na Wyspy na potęgę, co powoduje, że właśnie z Brytanią mamy dodatni bilans handlowy (jako z jednym z nielicznych krajów Zachodu). Porozumienie to też uniknięcie indywidualnych problemów, choćby Polaków pobierających po powrocie do ojczyzny brytyjskie emerytury czy tych, którzy wyjechali do dzieci czy wnuków ma Wyspy i pobierają emerytury polskie.

Zatem prawdopodobnie „bye-bye UK”!

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (19.10.2019)