Blog

Ulica Miła w Strasburgu i Tusk na bezdrożach – antyamerykanizmu…

Posted on

Chwilowo tytuł tej rubryki należałoby zmienić na „Widziane ze Strasburga”, bo kreślę te słowa właśnie w tym alzackim mieście. Mieście, którego nazwy dzielnic i nazwiska mieszkańców przypominają te niemieckie, choć Alzatczycy  Niemców z powodów historycznych bardzo nie lubią. Piszę w nocy, po zakończeniu przedostatniej w tym roku sesji europarlamentu. Jeśliby zawrzeć ją w telegraficznym skrócie, to powiem tak: „Vivat nowa Komisja Europejska”! Umarł król, niech żyje król. Juncker „et consortes”, odchodzą 1 grudnia.

Wręczono tez europejska nagrodę filmową LUX 2019 – kiedyś otrzymał ją Paweł Pawlikowski za „Idę”…Filmy filmami, ale poza trzema reżyserami filmów nominowanych do owej nagrody, był również czwarty reżyser, bez filmów, za to z charakterem i piękną kartą, bo 144 dni (sic!) głodował w rosyjskim więzieniu. Teraz odebrał „Nagrodę Sacharowa”. Oleh Sencow –  wysoki, chudy, z ambicjami politycznymi (według mnie). Na moje pytanie czy według niego -tak jak chce Polska- USA powinny być w „formacie normandzkim” odpowiedział, że najważniejsze jest to, że Ukraina wyzbyła się broni nuklearnej (nie dodał, że odziedziczonej po Sowietach) pod naciskiem największych mocarstw, ale za cenę gwarancji integralności terytorialnej –  a wyszło z Krymem, jak wyszło.

Parlament Europejski debatował nad „Prawami dziecka w erze globalizacji i cyfryzacji” . Miło. A jednak, mówiąc Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim: „ulica Miła, moja mila, wcale nie jest taka miła” – bo o prawach dzieci nienarodzonych w tej rezolucji z okazji 30. rocznicy podpisania Konwencji Praw Dziecka – jakoś się nie zająknięto. Ponadto Parlament Europejski zagrał na nosie – w  swoim mniemaniu –  Amerykanom. Chodzi o wyasygnowanie przez UE 7,5 miliarda dolarów USA  (czyli 6,800 mld euro) na rekompensatę z tytułu nałożonych przez Waszyngton ceł. Rzeczywiście, „Jankesi” obłożyli cłami wina z Francji, sery z Italii czy oliwę z oliwek z Hiszpanii(!). Jak tak – to tak! Gwałt niech się gwałtem odciska i Stary Kontynent  teraz się odwinie. Oczywiście ta decyzja ma spowodować wzrost optymizmu u europejskich konsumentów, ale przy okazji spowoduje jeszcze jeden wzrost:  tradycyjnego już w wielu krajach Europy Zachodniej, antyamerykanizmu. Tego samego antyamerykanizmu, który każe stawiać USA na tej samej płaszczyźnie, co Rosję i Chiny. Zaraz, zaraz… A jaki to lider, szef bardzo ważnej instytucji UE tak właśnie czynił? Tak, tak, dobrze Państwo pamiętacie –  a jak nie pamiętacie, to teraz na pewno zapamiętacie – Donald Tusk. W ten sposób na pewno zaspokoił antyamerykańskie gusta różnych ważnych krajów w Unii. A że merytoryczne odleciał? I mówił rzeczy niezgodne z polską racją stanu? Cóż, dla nowego szefa międzynarodówki chadeckiej (?) to jak splunąć.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (04.12.2019) 

 

Blog

Kontrowersyjny „Nobel” i ciężki los „Ossich”

Posted on

Teraz tyle słyszymy o „kontrowersyjnym literackim Noblu”, a ja już o tym pisałem parę miesięcy temu w artykule opublikowanym w miesięczniku „ Nowe Państwo”. Oto tenże tekst:

Brexit powoduje, że trawestując Boya-Żeleńskiego:  „paraliż postępowy najrozsądniejsze trafia głowy”. Oto bowiem Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa (DIHK)w swoim najnowszym corocznym raporcie uznała, że po wyjściu Londynu z Unii „mogą powstać stosunki celne UE z Wielką Brytanią przypominające te z Kambodżą czy Mongolią”. Cóż, nawet nad wyraz zdroworozsądkowi (pomijając kwestię imigrantów) Niemcy zupełnie potracili głowy albo odlecieli w kosmos. Z drugiej strony niemiecka nerwowość ma pewien kontekst: oto bowiem firmy z  RFN stały się ofiarami… wojny handlowej Chiny-USA. Aby bowiem niemieckie firmy mogły dowieść na przykład amerykańskim służby celnym, że ich produkcja ma miejsce nad Renem, a nie nad Jangcy, muszą mieć tzw. „świadectwo pochodzenia”. Uchroni je to przed sankcjami celnymi. Już w  zeszłym roku liczba owych „świadectw” wzrosła do miliona 430 tysięcy.

Piszę te słowa w Strasburgu, a stąd rzut beretem do Niemiec. Ostatnio nawet uroczystości NATO-wskie urządzono po obu stronach przechodzącej tuż za Strasburgiem granicy – także w niemieckim Kehl. Dopiero co nasi zachodni sąsiedzi świętowali 29. rocznicę zjednoczenia obu państw niemieckich. Pesymistycznie zabrzmiało wystąpienie z tej okazji kanclerz (po raz czwarty!) Merkel, która stwierdziła ni mniej ni więcej, że większość Niemców z dawnej NRD, a więc „Ossi” w dalszym ciągu czuje się obywatelami II kategorii…Ba, mniej niż 50 procent jest zadowolona z ustroju demokratycznego ! Te dane robią wrażenie, ale też dowodzą swoistej bezradności Republiki Federalnej, która w myśl maksymy „dwa państwa – jeden naród” dokonała połączenia NRD z RFN (a właściwie absorbcji  komunistycznych Niemiec przez Niemcy kapitalistyczne), zafundowała swoim Niemcom Wschodnim duży wzrost gospodarczy, ale nie umiała wytworzyć dostatecznych więzów narodowych czy tożsamościowych. Problem leży  też w tym, że owe kwestie tożsamościowe mogą w szybkim tempie rozstrzygnąć muzułmanie nad Sprewą i Renem, bo ich liczba wzrasta, zdaje się, szybciej niż towarzyszące procesowi imigracji wątpliwości niemieckich elit…

Żeby nie było, że ja i tym razem tylko o Niemczech, teraz słów parę o państwie zupełnie, a  to zupełnie innym od RFN – czyli o… Austrii. Tak, to była ironia. Oto bowiem, 15 lat po literackim  Noblu dla ,pożal się Boże, Elfriede Jelinek nagrodę tę otrzymał pisarz i tłumacz Peter Handke. O literaturze Herr Handke nie wspomnę jednak, bom nie krytyk, ale co mnie zafrapowało to fakt, że laureat Handke nie tylko wyraża swoje poglądy polityczne (do czego ma prawo), ale robi to w sposób dość hardkorowy. Oto bowiem przed ćwierćwieczem ,podczas wojen wszystkich ze wszystkimi na Bałkanach ów pisarz poparł… serbskiego zbrodniarza wojennego Slobodana Miloszewicza. Gdyby pan pisarz nie był Austriakiem, tylko Polakiem, a  do tego jeszcze sympatykiem PiS, to dopiero byłaby wobec niego jazda bez trzymanki i modelowa nagonka.  Ale jak się wybaczyło Guenterowi Grassowi namiętny młodzieńczy romans z Hitlerjugend, to dlaczego nie można wybaczyć sąsiadowi – Austriakowi fascynacji czystkami etnicznych na Bałkanach oraz ich współautorem.

Wracając nad Ren: systematycznie spada tam  wzrost PKB, a  teraz na dodatek skurczył się niemiecki eksport i to aż o 200 miliardów euro w porównaniu z rokiem ubiegłym. Czy w związku z tym znajdzie się jakiś niemiecki paprykarz, który wzorem paprykarza polskiego zada fundamentalne pytanie „Frau Kanzlerin, jak żyć?”. Ba, jakby tego było mało obniżyły się zarobki szefów 30 największych korporacji w  Niemczech. Ich pensje  spadły o 2%. Z głodu jednak korporacyjne elity nie umrą, bo prezesi firm notowanych na DAX (giełdowy indeks największych firm w RFN) inkasowali średnio około 6 milionów euro  rocznie, a więc  pół miliona euro miesięcznie. Szefowie Rad Nadzorczych też będą mieli mniej- tyle ,ze ich wynagrodzenie to „raptem” 325 tysięcy euro rocznie.

Cóż, trudno być w Niemczech w dzisiejszych czasach wilkiem z Wall Street. „Gorszym” Niemcem z NRD tez niełatwo …

*tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” (listopad 2019) 

 

Blog

Trump a sprawa polska

Posted on

Właśnie zakończyłem pobyt w Waszyngtonie, a gdy czytacie Państwo te słowa jestem w Chicago. W ostatnich tygodniach byłem też w Nowym Jorku oraz Detroit i Orchard Lake (na zjeździe klubów „GP”). Moje obserwacje są następujące: 1) obojętnie kto wygra wybory prezydenckie w USA w listopadzie 2020 polityka zagraniczna Białego Domu nie zmieni się – Demokraci staj się zakładnikami własnych, bardzo sceptycznych wobec Rosji wypowiedzi – grają przeciwko Moskwie ze względów wewnętrznych, by uderzyć w Trumpa, ale trudno byłoby im w przyszłości uzasadnić diametralną zmianę polityki i powrót do idiotycznego resetu w relacjach Waszyngton – Moskwa z czasów pierwszej kadencji Obamy, gdy sekretarzem stanu była Hillary Clinton. Jakby nie zabrzmiało to paradoksalnie, to dzisiaj Demokraci są jeszcze bardziej sceptyczni wobec Kremla niż instalujący amerykańskie bazy i zwiększający obecność żołnierzy USA w Polsce Donald Trump. 2) Tak samo jak wynik wyborów w USA A. D. 2020 będzie nieistotny z punktu widzenia zmiany polityki międzynarodowej USA, tak samo pozostanie Trumpa będzie bardzo istotne dla polskich interesów, bo obecny prezydent USA nie ingeruje i nie będzie ingerować w nasze wewnętrzne sprawy – a prezydent – Demokrata (Joe Biden?) na pewno by to czynił wspierając totalną opozycję.

Zatem: w interesie Polski jest popieranie prezydenta Trumpa.

*komentarz ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (07.12.2019)

 

Blog

Nowa Komisja: plusy i minusy

Posted on

Z miesięcznym opóźnieniem europarlament wybrał nową Komisję Europejską. Juncker idzie na emeryturę, ale Timmermans się załapał – co prawda nie na szefa KE (jego marzenie numer 1) ani na szefa Rady Europejskiej (jego marzenie numer 2), ale na jednego z siedmiu wiceszefów Komisji. Nowa KE będzie dla Polski na pewno lepsza niż poprzednia, bo przy odchodzącym z polityki Junckerze, Timmermans, robił co chciał. Teraz będzie musiał uznać przywództwo Niemców i von der Leyen, za którą stoi autorytet największego kraju w UE, w której interesie będzie utrzymywać dobre relacje z Polską, zwłaszcza, że już teraz walczy, moim zdaniem, o swoją druga kadencję – inaczej niż Junkcer, a  tak jak Portugalczyk Barroso, jego poprzednik na stanowisku szefa KE. W programie nowej KE widzę plusy i minusy. Na przykład plusem jest zmiana podejścia do oceny praworządności w poszczególnych krajach. Minusem – chęć dokończenia unii bankowej: to akurat kolejny instrument federalizowania Europy za wszelką cenę. Stanowisko Polski musi być pragmatyczne, na działalność nowej Komisji będziemy patrzeć przez pryzmat polskich interesów i na ile KE będzie je respektować.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (30.11.2019) 

 

Blog

USA: kampania prezydencka wystartowała, światowa centroprawica debatuje…

Posted on

W politycznym Waszyngtonie czuje się przyśpieszenie. Dzień po moim przyjeździe w Kongresie USA rozpoczęły się pierwsze przesłuchania w sprawie „impeachmentu” prezydenta Donalda Trumpa. Na pierwszy ogień poszli nie tyle politycy czy dyplomaci, co prawnicy-eksperci od konstytucji. Demokraci poczuli krew. Nie mają tylu kongresmanów w obu izbach, aby dokonać spektakularnego odwołania 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ale co go poszarpią – to ich. Poszerzą elektorat negatywny D. J. Trumpa, zablokują lub wyraźnie ograniczą przypływ wyborców w kierunku od Demokratów do lokatora Białego Domu. Czasu na takie manewry w amerykańskiej klasie politycznej jest coraz mniej. Już w lutym odbędą się, jak zwykle co cztery lata, pierwsze stanowe prawybory w New Hampshire.

„Stary-nowy” prezydent czy Demokrata w Białym Domu? 

Formalnie najpóźniej w sierpniu ci, których symbolem jest osioł – Demokraci, jak i ci, którzy identyfikują się ze słoniem-symbolem Republikanów wybiorą swoich kandydatów na prezydenta. Potem ruszy już stricte wyborcza karuzela: kampanie w poszczególnych stanach, a szczególnie w „swing states” czyli tych stanach, które przechodzą w kolejnych wyborach z rąk do rąk, nie są dla żadnej formacji „safe constituencies” czyli pewniakami, a które w praktyce decydują o wyniku wyborów. W pierwszy wtorek listopada A. D. 2020 Amerykanie wybiorą prezydenta. A mówiąc bardzo precyzyjnie, wybrani w każdym stanie elektorzy będą mogli później formalnie wybrać Głowę Państwa. Oczywiście liczby elektorów „przypisane” przez wyborców obu głównym kandydatom będą znane już wcześniej, także praktycznie najpóźniej w godzinach porannych w pierwszą środę przedostatniego miesiąca roku świat pozna nowego – lub „starego-nowego” – lokatora Białego Domu. Jeśli wybrany zostanie demokrata będzie 46. w historii prezydentem USA. Jeśli Trump – będzie dalej 45.

Biden atakuje spotem 

Póki co wzrost gospodarczy świadczy za urzędującym gospodarzem White House. Karta impeachmentu to oręż w rękach opozycji, ale Demokraci muszą uważać, żeby nie „przegrzać”: spora część Amerykanów jest oporna co do przekazu medialnego mainstreamu, a anty- Trumpowa kampania „huzia na Józia” może finalnie przynieść skutek odwrotny od zamierzonego.

Póki co w ostatnich dniach zapunktował nieformalny lider w wyścigu demokratycznych pretendentów, ekswiceprezydent Joe Biden. Po szczycie NATO w Londynie błyskawicznie zareagował jego sztab wypuszczając spot, który sugerował, że „w świecie” śmieją się z Trumpa. W spocie Trumpowi przeciwstawiono poważnego i poważanego zagranicą Bidena… Skądinąd przypomina to działania opozycji w Polsce, która za wszelką cenę chce pokazać, że tzw. zagranica lekceważy prezydenta Dudę i polskie władze, za to docenia władze byłe. Nie wiem, na ile ta strategia przyniesie efekty w USA – w Polsce natomiast nazbyt odklejona jest od rzeczywistości, by była skuteczna.

Światowa geografia centroprawicy 

W Waszyngtonie oficjalnie byłem jako gość konferencji International Democratic Union (IDU) czyli struktury grupującej szeroko rozumiane partie centroprawicowe z kilku kontynentów. Szczególnie aktywna jest w niej Ameryka (USA i Kanada) i Europa. Stary Kontynent reprezentowany jest zarówno przez ugrupowania funkcjonujące w EPP (Europejska Partia Ludowa) – dla przykładu niemiecka CDU, jak też w ECR (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy) – dla przykładu brytyjscy torysi. Przewodniczącym IDU jest były dwukrotny premier Kanady Stephen Harper. Inaugurował on kongres i prowadził szereg paneli. Wśród mówców warto wymienić: Elaine L. Chao, „sekretarza transportu” czyli ministra  w gabinecie Trumpa, a wcześniej „sekretarza pracy” także u Trumpa, pierwszą Azjatkę w rządzie USA, republikańskiego senatora z Pensylwanii Patricka Toomeya, senatora Todda Younga z Indiany, także z Partii Republikańskiej (R), senatora Johna Barrasso z Wyoming (obecnie nr 3 wśród Republikanów w Senacie), skądinąd wybitnego chirurga oraz premiera stanu Ontario w Kanadzie Douga Forda, byłego kandydata Republikanów na prezydenta w 2012 roku Mitta Romneya (ten ponownie wybrany w styczniu 2019 roku na senatora były szef Komitetu Organizacyjnego Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake City ma 5 synów i 24 wnuków !), nr 3 Republikanów w Izbie Reprezentantów Liz Cheney (córkę wiceprezydenta Dicka Cheneya, zastępcę George’a Busha Jr), niegdyś odpowiadająca za Bliski Wschód w Departamencie Stanu, również matkę pięciorga dzieci, wreszcie byłego premiera Słowacji, mojego kolegę z boiska Mikulasa Dziurindę, szefa MSZ Bośni i Hercegowiny Igora Crnadaka, b. szefa Senatu Boliwii i wiceprezydenta IDU Oscara Ortiza, b. ministra pracy i bezpieczeństwa socjalnego Chile Nicolasa Monckeberga Diaza, a także szefa parlamentu Gwatemali, Alvaro Arzu Escobara i sekretarza generalnego CSU, Markusa Blume. Listę gości uzupełniają kongresmen z Luizjany (przez 12 lat),wybitny chirurg dr Charles Boustany, przedstawiciele amerykańskich republikańskich think-tanków: Dan Twining-szef słynnego International American Institute oraz Thomas Duersterberg z Hudson Institute, reprezentanci Niemiec „na odcinku USA”: Paul Linnarz z Fundacji Konrada Adenauera i deputowany do Bundestagu Peter Bayer, a także 63 z rzędu gubernator Missisipi Haley Barbour (były prezes Stowarzyszenia Republikańskich Gubernatorów), Nick Cater z australijskiego think-tanku Menzies Centre, były ambasador USA przy ONZ i UNESCO Terry Miller, były minister przemysłu (ale też zdrowia) Kanady Tony P. Clement, wreszcie parlamentarzystki: z Tanzanii- Josephine Sebastian Lemoyan, z Argentyny – Sofia Brambilla i moja dobra znajoma, przez wiele lat europosłanka CDU, eksprzewodnicząca Delegacji UE-Europa Południowo-Wschodnia i b. szefowa Komisji Kultury PE Doris Pack. Ta długa lista  pokazuje swoista światowa geografie polityczna centroprawicy: koncentracja na trzech kontynentach -Europie, Ameryce Północnej i Ameryce Łacińskiej z komponentem Australia-Oceania i raczej śladowa obecnością Afryki.

O kampaniach wyborczych na trzech kontynentach 

Z mojego punktu widzenia najciekawsze panele dotyczyły polityki imigracyjnej (najwięcej do powiedzenia mieli Amerykanie i Niemcy oraz szef MSZ Bośni i Hercegowiny) oraz kampanii wyborczych. W tym ostatnim mówiono o wyborczych strategiach, taktyce i trendach, a speakerami byli: jeden z autorów sukcesów wyborczych dwukrotnego (i obecnego) kanclerza Austrii Philipp Maderthaner, strateg rządzącej kolejna kadencje w Indiach prawicowo-religijnej partii premiera Narendry Modiego BJP – Rajat Sethi oraz Andrew Hirst.

Konferencje takie, jak IDU to okazja do spotkań z dobrymi znajomymi z różnych krajów i kontynentów oraz bezcennych rozmów w kuluarach. Wszystko to jednak tak naprawdę odbywało się w cieniu przyspieszającej kampanii wyborczej w USA. Trawestując tytuł słynnego filmu o amerykańskich wyborach: barwy kampanii w Stanach są coraz bardziej kolorowe i ekscytujące …

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (09.12.2019) 

 

Blog

Waszyngton: zima, ale w polityce gorąco

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu wywiadu radiowego, jakiego udzieliłem red. Krzysztofowi Skowrońskiemu ,prezesowi Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Rozmowa miała miejsce w Radiu Wnet – ja łączyłem się ze stolicy USA.

Z Arizony przenosimy się do Waszyngtonu, przy telefonie Ryszard Czarnecki, europoseł, polityk Prawa i Sprawiedliwości, dzień dobry Panu! 

– Witam Panie Redaktorze bardzo serdecznie. Ukłony ze stolicy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

W której atmosfera polityczna jest jaka? 

– Zima, ale w polityce jest bardzo gorąco. Grudzień w Waszyngtonie tradycyjnie bardzo chłodny, ale na pewno nie gdy chodzi o politykę, wczoraj w Kongresie miało miejsce pierwsze wysłuchanie, przesłuchanie – hearing – w związku z impeachmentem prezydenta Trumpa posłowie przesłuchiwali ekspertów konstytucyjnych. I taki paradoks: ja miałem bardzo ważne spotkanie w hotelu należącym do prezydenta Donalda Trumpa – i w tym hotelu, rzeczywiście imponującym, położonym tuż naprzeciwko Departamentu Sprawiedliwości, a  po skosie z siedzibą FBI, po skosie do budynku Hoover Building widziałem przesłuchanie, bo było transmitowane przez telewizję CNN i kilka innych telewizji i oglądałem je właśnie w hotelu Donalda Trumpa. To taki chichot historii w pewnym sensie. Chociaż z drugiej strony pytanie, to grillowanie Donalda Trumpa przez media establishmentowe, lewicowo-liberalne, opozycyjne – czy to zaszkodzi? Poprzednio prezydent Trump wygrał wybory, ponieważ media mediami, ale Amerykanie uważali ,ze jednak skoro jest aż tak atakowany, to jednak jest człowiekiem godnym poparcia, mimo ataków, a może dzięki temu, że jest właśnie tak atakowany. Pytanie czy ten fenomen teraz się powtórzy.

Wśród polityków, którzy byli zgromadzeni na szczycie NATO, nie obrażając osobowości innych, to Donald Trump wyróżnia się. Jest „jakiś”, jest  wyrazisty . Jakie informacje z Londynu dopłynęły do Waszyngtonu? Jaka jest reakcja polityków i jaka jest reakcja mediów amerykańskich na szczyt NATO w Londynie? 

– Nie jest to wydarzenie, którym żyła Ameryka, prawdę mówiąc. Oczywiście w kręgach fachowców o tym się mówi, zwłaszcza, że to wydarzenie przypadło tuż po skandalizującej wypowiedzi prezydenta Macrona, który w wywiadzie dla mediów brytyjskich powiedział o śmierci mózgu w kontekście NATO. NATO pokazało, że żyje i jest decyzyjne. A jeżeli o jakiejś śmierci mózgu można mówić, to raczej śmierci mózgu niektórych polityków. Natomiast cóż, myślę, że znacznie bardziej jest zauważona decyzja Niemiec jednak mimo wszystko, mimo pogorszenia gospodarczego – decyzja podniesienia i to bardzo wyraźnie składki wydatków na obronność, bo traktuje się to właśnie jako element presji nie kogokolwiek innego, tylko prezydenta Trumpa, który jeszcze jako prezydent-elekt mówił o tym dwa i poł roku temu, a teraz powtarza to jako urzędujący prezydent.  Za dwa miesiące pierwsze prawybory, kampania nabiera rumieńców więc wchodzi w decydującą fazę, pierwsze prawybory w New Hampshire. Tak jak w Polsce, tak naprawdę jest urzędujący prezydent i tak naprawdę nie wiadomo kto będzie jego rywalem – Demokraci takiego faworyta nie mają. A paru kandydatów z ramienia Demokratów to takie prezenty dla Donalda Trumpa – są tak radykalni lewicowo, że są słabymi kontrkandydatami.

Ale jest pan w Waszyngtonie dlatego, że jest tam albo do tej pory było spotkanie liderów centro-prawicowych partii z całego świata. Co liderzy centroprawicy mówią o tym na całym świecie? Czy przygotowują się do stworzenia rządu światowego? 

– W zasadzie będą mówić, to się dopiero rozpoczęło wieczorem. Konferencja IDU czyli organizacji, która skupia partie centroprawicowe z całego świata: z USA oczywiście Republikanów, z Kanady, Australii, Nowej Zelandii, z Afryki, ale także  z Europy. I tutaj jest zresztą reprezentowana CDU, jest tez  fundacja im. Konrada Adenauera. Jutro będzie zabierał głos główny speaker – Mitt Romney, ten, który był kandydatem na prezydenta Republikanów w przegranych wyborach z Barackiem Obamą. Tematy: bezpieczeństwo, geopolityka, równowaga sił, ale również o wolnym handlu i populizmie – jestem bardzo ciekaw jaka będzie definicja populizmu na tej konferencji.

Ponieważ jest Pan politykiem globalnym i nie zapomina nawet w Waszyngtonie o tym, co dzieje się w Polsce, jak Pan skomentuje wczorajsze oświadczenie Mariana Banasia w którym stwierdził, że nie poda się do dymisji? 

– Szkoda, szkoda. Polityka to gra zespołowa. Czasem trzeba poświęcić własne ego, własne ambicje, nawet  poczucie krzywdy i nawet też takie poczucie, że jest się w porządku, więc po co ta dymisja? Marek Banaś został prezesem NIK nie dlatego, że był konkurs ofert, tylko dlatego, że został wsparty przez formację polityczną, która miała większość w Sejmie i dalej ma większość w Sejmie. Ja sam wiem o tym, że czasem trzeba poświęcić własne ambicje, nawet  uzasadnione, zagryźć zęby, zrezygnować  dla dobra sprawy, bo podkreślam : w polityce nie jest się singlem, to jest zawsze zespół. Także ta decyzja mnie zmartwiła, bo uwaga, tutaj nie ma co ukrywać, opozycja w dalszym ciągu będzie grillować nas przez to i będzie to dla niej amunicja wyborcza.

Powiedział Ryszard Czarnecki, europoseł, polityk  Prawa i Sprawiedliwości, który przebywa na kongresie  centroprawicy w Waszyngtonie. Dziękuję bardzo za rozmowę. 

 

Blog

Grill w Waszyngtonie, bistro w Nowym Jorku i polski generał – barman …

Posted on

Amerykańska i zachodnioeuropejska prasa grilluje Trumpa. Michelle Goldberg z „New York Timesa” czy Stefan Kornelius z „Sueddeutsche Zeitung”  nie przeprowadzą impeachmentu 45. prezydenta w dziejach USA, ale co powypisują to ich. Nikt go zresztą nie przeprowadzi, bo krowa Demokratów w Stanach głośno ryczy, ale mleka w tym obszarze nie da: to Republikanie mają większość w Senacie. Właśnie lecę do USA, więc się dowiem czy nic w tym względzie się tam nie zmieniło, ale jakoś nie sadzę… Skądinąd newsem, który mnie znacznie bardziej poruszył niż odgrzewane kotlety o Donaldzie Trumpie serwowane przez amerykańskie – i nie tylko – media była informacja, że były szef kuchni  Białego Domu z czasów Barracka Husseina Obamy otworzył w Nowym Yorku, a konkretnie na East Upper Side … bistro. Sam bym chętnie skorzystał, choć nie wiem czy właściciel stoi za barem, czy „tylko” jest bossem i zgarnia dolce do kieszeni. A co do barmanów, to do dzisiaj nie mogę wybaczyć  – mówię serio – Brytyjczykom, że bohater walki o polską, ale też przecież angielską wolność, człowiek-legenda, generał Stanisław Maczek był zmuszony po wojnie w Zjednoczonym Królestwie pracować nie jako na przykład analityk wojskowy czy wykładowca działań wojsk pancernych w brytyjskiej szkole wojskowej tylko jako… barman właśnie! Ta poniewierka bohatera, urodzonego pod Lwowem, a uczęszczającego do gimnazjum w Drohobyczu, podobnie jak Bruno Schulz i pierwszy szef AK gen. Karaszewicz- Tokarzewski, boli do dziś – tak jak boli pokazana ostatnio na jednym z dwóch filmów o Dywizjonie 303 nakazana nieobecność polskich lotników i w ogóle żołnierzy polskich na Defiladzie Zwycięstwa w Londynie A. D. 1945.

Jeszcze słowo o wspominanym już Herr Korneliusie z lewicowej gazety wydawanej w stolicy konserwatywnej Bawarii. Dla tego środowiska dowalanie Trumpowi to po prostu czysta przyjemność, zarówno z powodów ideologicznych, jak i też znalezienia ujścia dla narodowych resentymentów, bo przecież jakoś największe państwa na Starym Kontynencie czyli Niemcy i Francja za Ameryką nie przepadają, delikatnie mówiąc – a tak naprawdę mają jej kompleks.

W tym samym dniu, gdy nieco masochistycznie przeglądam „New York Timesa”, biorę też ostrożnie – sic!- do ręki wydawane w Brukseli „Le Soir”.  Jestem wszak w stolicy Belgii, rubryka ma tytuł „Widziane  z Brukseli” – to chyba nie dziwota. Ten z kolei frankofoński dziennik z przyjemnością grilluje premiera Izraela Benjamina Netanjahu. „Bibi” mówi o zamachu stanu w jego kraju, a  gazeta wylicza trzy śledztwa prokuratorskie, w  których jest oskarżony. Patrzę na to z dystansem, bo podziwiając z jednej strony niebywałą skuteczność izraelskiego polityka, który jako jedyny został po raz czwarty premierem swojego państwa , trudno mi zapomnieć, jak w 1998 roku spotkałem go jako minister polskiego rządu i  uczestnik „Marszu Żywych” w  Auschwitz. Nie chciał wtedy iść z polskim premierem, ewidentnie dystansując się od nas ze względu na politykę wewnętrzną. Z tych samych powodów był też autorem wypowiedzi na temat Polski, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Dlatego nie każcie mi go żałować.

Pan Donald John może sobie poradzi – z panem Benjaminem gorzej.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (27.11.2019) 

 

Blog

Czarnecki nie będzie mówił o „czarnych koniach”

Posted on

Polecam lekturę mojego wywiadu na temat wyborów prezydenckich A. D. 2020, który właśnie ukazał się na portalu fronda.pl

O tym który z kandydatów ma najwięcej cech prezydenckich, o tym kiedy prezydent Duda rozpoczął kampanię i czy może popełnić błąd zadufania, oraz o tym, czy kto był psychologicznie uzależniony od Donalda Tuska i kogo były premier namaścił w Brukseli na kandydata opozycji na urząd prezydenta RP- w wywiadzie specjalnym dla portalu Fronda.pl mówi Ryszard Czarnecki, polityk Prawa i Sprawiedliwości, deputowany do Parlamentu Europejskiego.

Fronda.pl: W najnowszym sondażu dla Super Expresu wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska dogania prezydenta Andrzeja Dudę uzyskując hipotetyczny wynik w drugiej turze na poziomie 47% do 53%. Czy szanse kandydatki Platformy Obywatelskiej w wyborach prezydenckich rosną? 

– Ryszard Czarnecki, europoseł PiS: Kandydaci obozu liberalnego, lewicowego w sondażach wypadali powyżej tego, co potem mieli w realnych wynikach wyborczych, a kandydaci obozu patriotycznego, niepodległościowego mieli wyniki w sondażach gorsze lub znacznie gorsze o tego ,co potem mieli w wyborczym realu. Tak było w przypadku i prezydenta Lecha Kaczyńskiego, i ostatnio w przypadku prezydenta Andrzeja Dudy, więc te wyniki nie zaskakują ani nie niepokoją. Potwierdzają tendencję, że to urzędujący prezydent jest faworytem w tym wyścigu prezydenckim, ale o swoją reelekcję musi walczyć i dalej ciężko pracować. Zwycięstwo nie przyjdzie mu wcale łatwo. Ten sondaż pokazuje z jednej strony szanse i możliwości wygranej, a z drugiej strony musi mobilizować naszych zwolenników, dla których takie wartości jak Bóg Honor i Ojczyzna są drogowskazem, ponieważ widać wyraźnie, że to zwycięstwo nie jest oczywiste, nie jest pewne, choć jest prawdopodobne i możliwe.

Jednak jeszcze kilka tygodni temu pani wicemarszałek Kidawa-Błońska miała w sondażach poparcie na poziomie dwudziestu kilku procent. Tendencja jest wyraźnie wzrostowa a sondażowy dystans do prezydenta Dudy niebezpiecznie się zmniejszył.

– Przestrzegam przed nadmierną wiarą w sondaże, ale przestrzegam też przed ich lekceważeniem. Z obecnych sondaży należy wysnuć prosty wniosek: będzie druga tura pomiędzy kandydatem obozu patriotycznego, niepodległościowego, obozu Polski solidarnej, czyli z urzędującym prezydentem dr Andrzejem Dudą, a kandydatem obozu liberalno-lewicowego, czyli panią rzecznik rządu Donalda Tuska, panią Kidawą-Błońską. Zwycięstwo prezydenta Rzeczpospolitej zależy od maksymalnej mobilizacji wyborców naszej strony.

Dostrzegam tu pewne rezerwy także w elektoracie, który głosował na niektóre partie opozycyjne w wyborach parlamentarnych w 2019 roku. Podobnie było w 2015 roku, kiedy liderzy PSL-u wzywali do głosowania na Bronisława Komorowskiego ,a elektorat tej partii w większości zagłosował na Andrzeja Dudę i to w bardzo dużym stopniu już w pierwszej turze. Podobnie będzie teraz. Myślę, że również część wyborców Lewicy nie zagłosuje w drugiej turze na kandydata Platformy- duża część zagłosuje na prezydenta Dudę albo nie pójdzie głosować w ogóle. O ile pani Kidawa-Błońska nie ma wielkich szans pozyskania wyborców obozu rządzącego, to prezydent Duda ma szansę walczyć o przepływ elektoratu, który może głosować na niego.

Czy nie lepszym kandydatem Platformy Obywatelskiej w majowych wyborach byłby prezydent Jacek Jaśkowiak, który w tym samym sondażu traci do urzędującego prezydenta 12 punktów procentowych? 

– Byłoby rzeczą bardzo nieelegancką i absolutnie niewłaściwą, gdyby polityk obozu rządzącego, jak ja, mówiłby opozycji, który kandydat będzie lepszy i bardziej sprosta temu wyzwaniu. Nie będę też mówił z kim prezydentowi byłoby łatwiej wygrać w drugiej turze. Myślę, że pan Jaśkowiak jest bardziej „na lewo” od pani Kidawy-Błońskiej, ale też trudno mówić, że ona jest „na prawo”. Oboje są klasycznymi kandydatami obozu lewicowo-liberalnego, którzy różnią się od siebie na pewno płcią, ale też rozłożeniem akcentów. No i tym, że pan prezydent Jaśkowiak nie jest ubabrany w rządy Donalda Tuska, natomiast pani Kidawa-Błońska była jego rzecznikiem.

Który z kandydatów opozycji ma więcej typowo prezydenckich cech? 

– Bardzo dobrym prezydentem jest Andrzej Duda. Wierzę, że nim pozostanie i będę wspierał jego kampanię. W moim przekonaniu on nie tylko ma cechy prezydenta, ale przede wszystkim stoi za nim dobra prezydentura i pewien majestat Rzeczpospolitej.

Prezydent Duda jest na pewno faworytem nadchodzących wyborów, ale w 2015 roku faworytem w wyborach prezydenckich był Bronisław Komorowski. Czy ten scenariusz może się powtórzyć? 

– To jest kompletnie odmienna sytuacja, ponieważ prezydent Komorowski był bardzo zadufany jego doradcy i sztab również. Pamiętamy te słynne twierdzenia profesora Nałęcza, jednego z autorów wyborczej klęski Bronisława Komorowskiego, który mówił z typową dla Platformy Obywatelskiej arogancją, że prezydent Komorowski to mistrz, natomiast Andrzej Duda i inni to czeladnicy. Pan prezydent Duda takim człowiekiem nie jest, takiego błędu arogancji i zadufania nie popełni i będzie traktował każdego z szacunkiem i nie będzie go lekceważył. Prezydent Komorowski swoją kampanię prezydencką rozpoczął dopiero wiosną 2015 r. natomiast prezydent Duda w myśl amerykańskiego powiedzenia, że kampania prezydencka zaczyna się dzień po wyborach, zaczął to robić już od czerwca 2015 r. i czyni to cały czas. Prezydent Duda pracuje już 4,5 roku na swoją reelekcję, a prezydent Komorowski walczył o nią przez zaledwie kilka miesięcy.

 W 2015 roku pan prezydent Komorowski przegrał wybory na własne życzenie, pokazując swoją prawdziwą twarz zarówno w relacjach dyplomatycznych na szczeblu międzypaństwowym, jak i w bezpośrednich kontaktach z Polakami. Czy w wyborach AD 2020 kluczową rolę mogą odegrać media, które już rozpoczęły negatywną kampanię wymierzoną w urzędującego prezydenta? 

– Na pewno nie będzie gorzej, a myślę, że będzie lepiej niż w kampanii prezydenckiej A. D. 2015. Wtedy wszystkie media, wszystkie telewizje bardzo jednoznacznie sprzyjały panu Komorowskiemu, a wygrał Andrzej Duda, ponieważ ludzie mieli dosyć Platformy, liberałów i kosmopolitów. Media społecznościowe również były za nim. Teraz to się już zrównoważyło. Większość mediów nadal sprzyja kandydatom opozycji, natomiast jednak telewizja publiczna nie będzie ich tubą.

 Myślę też, że stopień mobilizacji obozu patriotycznego po tym jak opozycja odbiła Senat będzie wyjątkowo duży, bo okazało się, że jest z kim przegrać i zadufanie które było udziałem niektórych naszych zwolenników wyparowało.

Podobno Donald Tusk namaścił w Brukseli lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza na kandydata opozycji na urząd prezydenta RP. Kogo poprze obecny szef Europejskiej Partii Ludowej? 

– To jest bardzo ciekawa sytuacja, która pokazuje głębokie podziały w opozycji- silne tarcia i w ramach Platformy, a także między dawnymi koalicjantami, tj. Platformą i PSL-em. Rzeczywiście, potwierdzam, Donald Tusk spotkał się na kilkugodzinnej rozmowie w Brukseli z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, po czym pozowali do zdjęć. Spotkanie ze Schetyną było dużo krótsze i chłodniejsze. W kuluarach politycznych mówi się, że przewodniczący Kosiniak-Kamysz był psychologicznie uzależniony i zdominowany przez Donalda Tuska w czasie rządów PO-PSL. Te najtrudniejsze społecznie, najbardziej ryzykowne i kosztowne dla obozu liberalno-ludowego decyzje np. o podwyższeniu wieku emerytalnego brał „na klatę” w sensie medialnym przewodniczący Kosiniak-Kamysz, a Donald Tusk wtedy wyparowywał. Szef Ludowców z rolą złego policjanta się godził.

 Zwracam też uwagę na wywiad, jakiego udzielił pan Borys Budka, szef klubu parlamentarnego PO w ostatnim tygodniku „Wprost”. Pokazał on obawę o to, że przewodniczący Tusk, mając w EPL’u dwie partie ,a nie tylko jedną, czyli i PO i PSL, będzie grał między tymi kandydatami i nie poprze jednoznacznie kandydata Platformy w pierwszej turze. Zrobi to po to, żeby osłabić Grzegorza Schetynę, z którym prowadzi wieloletnią, wyniszczającą walkę. Jeżeli publicznie mówi o tym szef klubu parlamentarnego PO, to jest to problem dla tej partii. To też pokazuje kolejne podziały w opozycji, których beneficjentem może być prezydent Andrzej Duda.

Kto może być czarnym koniem tych wyborów? Może ktoś z Lewicy? Ktoś z trójki Biedroń, Zandberg, Czarzasty? 

Czarnecki nie będzie mówił o „czarnych koniach”. Myślę, że te wybory nie będą miały „czarnego konia”, one są dosyć przewidywalne. Chciałbym, żeby obecny prezydent RP wygrał w pierwszej turze, jednak myślę, że będzie to bardzo trudne. Myślę, że dojdzie do drugiej tury, a tam spotka się kandydat obozu Polski solidarnej z kandydatem Polski liberalnej, czyli będzie to starcie „obozu patriotycznego” i „obozu kosmopolitycznego”. Wynik nie jest rozstrzygnięty, jednak uważam, że największe szanse, Bogu Dzięki, ma urzędujący prezydent.

Dziękuję za rozmowę. 

Blog

O PPR czyli Partii Przyjaciół Rosji w UE…

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu mojego radiowego wywiadu, którego udzieliłem red. Antoniemu Opalińskiemu. Rozmowa emitowana była w PR 24.

Dzień dobry Państwu, Antoni Opaliński, zapraszam Państwa na „Świata pogląd”. „Obu nam zależy, aby Unia Europejska była globalnym mocarstwem gospodarczym , ale i politycznym” – powiedział premier Mateusz Morawiecki po spotkaniu z nowym przewodniczącym Rady Europejskiej, Charlesem Michelem, ekspremierem Belgii. 

A co się dzieje w Parlamencie Europejskim? – z tym pytaniem będziemy się mogli zapewne zwrócić do naszego rozmówcy w Strasburgu – Ryszard Czarnecki, mam nadzieję, że jest. Halo, dzień dobry! 

 – Oczywiście jestem już od kilkunastu minut w studio, czekam na połączenie.

Właśnie się połączyliśmy i pierwsze pytanie będzie takie, czy może słuchał pan w Parlamencie Europejskim ukraińskiego bohatera Oleha Sencowa, który był wieziony przez Rosjan, a dzisiaj miał dać świadectwo o tym, co się działo? 

– Zwracam uwagę, że nie tylko nasza frakcja w europarlamencie, frakcja, gdzie jest Prawo i Sprawiedliwość, Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy wystąpiła z inicjatywą właśnie tej kandydatury , ale również jako członek Podkomisji Praw Człowieka europarlamentu, a także jako przewodniczący delegacji Unia-Rosja zostałem zaproszony na spotkanie z panem Olehem Sencowem i wpisany na listę mówców. Jego apel przeciwko Putinowi jest rzeczą ważną. Pan Oleh Sencow zwrócił się też by pamiętać o tych więźniach dalej przez Rosję przetrzymywanych. Myślę, że jego wystąpienie – uwaga, można na to patrzyć nawet politycznie – na dosłownie parę tygodni przed decyzją Rady Europejskiej o ponownym przedłużeniu na kolejne pół roku sankcji wobec Federacji Rosyjskiej – lub też nie przedłużeniu – jest to wystąpienie szczególnie ważne. Ten timing – istotny. Myślę, że tzw. PPR czyli Partia Przyjaciół Rosji w Unii Europejskiej, w poszczególnych krajach członkowskich istnieje i myślę, że nie była szczęśliwa po tym wystąpieniu.

Czy tego typu świadectwa są w stanie wpłynąć na przykład na politykę, na przykład Francji, która wyraźnie zmierza w tą stronę, żeby tutaj włączać Rosję w różne inicjatywy? 

– Zwracam uwagę, że Włochy, po sąsiedzku z Francją, już parokrotnie deklarowały – zarówno lewicowy premier Matteo Renzi, jak i prawicowy wicepremier Matteo Salvini, że rząd włoski według nich powinien opowiedzieć się przeciwko sankcjom. Ale gdy dochodziło do głosowania na Radzie Europejskiej to zarówno lewicowy jak i prawicowy rząd Italii głosowały za przedłużeniem tych sankcji – a więc odbieram te różne werbalne deklaracje czy to Włoch, czy to Węgier wcześniej, czy teraz prezydenta Francji jako jedynie słowa, to nie jest tak prosto się wyłamać z tego unijnego frontu.

Dzisiaj przewodniczący-elekt Rady Europejskiej jest w Warszawie, padną różne konstruktywne słowa o dialogu i jak Pan sądzi, jaka będzie tutaj perspektywa pracy tego nowego przewodniczącego? Bo doświadczenia są, powiedzmy, takie różne. 

– Doświadczenia są takie, że gdy jego rodak, van Rompuy był szefem Rady, to relacje były bardzo dobre. Dwie dwu i pół letnie kadencje poprzednika Charlesa Michela były złe – ponieważ przewodniczący Rady Europejskiej wówczas, wbrew unijnemu prawu i europejskim obyczajom, chciał wykorzystać funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej do ataków na rząd własnego kraju, na własny kraj. I to było bezprecedensowe i niedobre. Stosunki między Radą Europejską , kiedy jej przewodniczącym był Donald Tusk i rządem Polski były nacechowane emocjami Donalda Tuska, obsesjami personalnymi wobec Jarosława Kaczyńskiego. I były to relacje zupełnie nienormalne. Teraz czas na normalność. Premier Belgii Charles Michele jest synem byłego ministra spraw zagranicznych Belgii, byłego komisarza, dobrze mi znanego, w Komisji Europejskiej z ramienia Królestwa Belgii i byłego europosła, mojego kolegi – jest nadzieja na tą normalność właśnie. Skądinąd poczułem się staro, jak zakomunikowano, że to będzie Charles Michel, bo przecież znałem jego ojca, a proszę bardzo tu jego syn zostaje szefem Rady. Będzie myślę wreszcie racjonalnie, zdroworozsądkowo w tych relacjach między Komisją Europejską a Polską.

W każdym razie pozostanie w rodzinie. Panie Przewodniczący … 

– Oczywiście dodam jeszcze tylko jedną rzecz, w polityce międzynarodowej nie ma czegoś takiego jak słowo „wdzięczność”, w polityce zresztą też jest krótka pamięć, ale myślę, że w interesie pana przewodniczącego Michela będą dobre relacje z Polską. Mało się o tym publicznie w Polsce mówi. Może warto o tym powiedzieć publicznie i głośno – mianowicie kulisy szczytu Rady Europejskiej z lipca tego roku, kiedy wybrano właśnie kandydaturę szefa Rady, to wówczas po tym jak Frans Timmermans przegrał walkę – chociaż był już nominowany przez te główne kraje – walkę o fotel szefa Komisji Europejskiej, to wówczas pod pretekstem, że ma to być stanowisko dla krajów Beneluksu czyli Belgia-Luksemburg-Holandia, Frans Timmermans wznowił walkę i naprawdę był już blisko nominacji na szefa Rady Europejskiej, bo van Rompuy z Belgii był już pięć lat temu szefem Rady, potem Juncker szefem Komisji i teraz przypadała kolejka dla Holandii. I dopiero akcja głównie Polski, Polska to rozpoczęła i kraje naszego regionu, nastąpił zwrot w akcji, a potem cała Unia wybrała na stanowisko szefa Rady Europejskiej Charlesa Michela  nie Fransa Timmermansa. Trzeba pamiętać jednak, że Timmermans wtedy walczył i miał szansę na to stanowisko, ale przegrał.

Teraz ma stanowisko, na którym też jeśli będzie chciał, będzie mógł rożne rzeczy robić. 

– Ale bez porównania mniej ważne niż szef Rady Europejskiej.

Jutro głosowanie na temat składu Komisji Europejskiej. Prosimy o prognozy na temat tego, jak to głosowanie może wypaść. 

– Raczej Komisja przejdzie, ale nie jest to do końca, na sto procent pewne. Głosowanie ma być jawne. To zwiększa szanse na przejście. Niektórzy socjaliści, którzy głosowali za von der Leyen mówią, że zagłosują przeciwko. To z kolei zmniejsza szanse. Myślę, że jednak jutro po dwunastej powołamy Komisję Europejską. Ale teraz pewne to nie jest tak jak wtedy, gdy powoływaliśmy Komisję Junckera.

Czy to jest tak, że frakcja EKR jest przekonana co do tego, że na pewno w całości będzie głosować za Komisją pani Ursuli von der Leyen? 

– Nie ma dyscypliny w  tej kwestii, większość posłów, w tym posłowie PiS-u uważają, że lepsza nowa Komisja z von der Leyen niż stara Komisja z już abdykującym Junckerem czy Timmermansem.

Czy poza socjalistami mogą nastąpić tutaj jakieś większe niespodzianki? Ktoś może się wyłamać? 

– Wówczas, gdy pani von der Leyen wygrała dziewięcioma głosami, a zadecydowały głosy 26 europosłów PiS-u, przeciwko niej głosowała spora część frakcji socjalistycznej, w tym niemiecka SPD. Głosowała również mniejsza część liberałów. W tym także część niemieckich liberałów. Głosowali przeciwko niej także komuniści. Głosowali Zieloni i część, ale nie wszyscy eurosceptycy. Jak będzie teraz? Myślę, że głosy sprzeciwu będą głównie właśnie z tych frakcji.

Wróćmy zatem jeszcze – bo o tym głosowaniu będziemy zapewne rozmawiać jeszcze nieraz w najbliższych dniach, niezależnie od jego efektu – do Rady Europejskiej, która już chyba w grudniu będzie musiała się zmierzyć z różnymi pomysłami, które pojawiają się w Parlamencie Europejskim, dotyczącymi zaostrzenia polityki klimatycznej takimi jak wykluczanie węgla, ale również i gazu. Czy tutaj jest kompromis, który byłby znośny dla polskiej gospodarki? 

– Jest to w ogóle rzecz bardzo ciekawa. Dobre pytanie, Panie Redaktorze. Ja zwracam uwagę, że nowa pani przewodnicząca Komisji Europejskiej w czasie swego przemówienia w lipcu w Strasburgu, kiedy ją wybrano na tę funkcję – ona zapowiedziała, że uwaga, po stu dniach funkcjonowania nowej Komisji Europejskiej przedstawi założenia europejskiej polityki klimatycznej.  A Rada Europejska zupełnie zignorowała Komisję, nie chce czekać na te upływające sto dni – szybko liczę – upłyną w połowie marca mniej więcej – i chce to zrobić w grudniu. To jest przykład takiego podziału i pewnych sporów w ramach instytucji europejskich, nie Unia kontra państwa członkowskie , a właśnie w środku, w instytucjach unijnych. Bo tutaj Rada Europejska chce wyprzedzić o trzy miesiące stanowisko Komisji Europejskiej. Ta sama Rada Europejska ma zupełnie inne stanowisko w sprawie uchodźców niż Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. A z kolei, gdy chodzi o powiązanie funduszy unijnych z oceną stopnia praworządności w poszczególnych krajach członkowskich, to akurat ten temat dzieli zupełnie diametralnie Komisję Europejską, która jest na jednym biegunie – chce karać i Europejski Trybunał Obrachunkowy czyli European Court of Auditors, również z siedzibą w Luksemburgu, który uważa, że tutaj absolutnie nie można dać takiego bata, kija bejsbolowego do ręki Komisji Europejskiej. Jest to bowiem bardzo nieprecyzyjnie sformułowane, nie ma de facto pokazane ,na jakiej podstawie prawnej miałoby to być. Ta sprawa po raz kolejny pokazuje głębokie pęknięcia w ramach instytucji unijnych, które coraz bardziej różnią się między sobą.

Bardzo serdecznie dziękuje, Ryszard Czarnecki dla Polskiego Radia 24 ze Strasburga. Dziękuję bardzo za rozmowę. 

 – Dziękuję Panu, kłaniam się Państwu.

Blog

Michel? Poczułem się staro…

Posted on

Poniżej przedstawiam zapis radiowego wywiadu ,którego udzieliłem ostatnio dla Radia Wnet. Rozmowę ze mną przeprowadził red. Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Bardzo ważne głosowanie dziś w Parlamencie Europejskim, o godzinie 12-stej parlamentarzyści powiedzą czy podoba im się nowa Komisja Europejska. Przy telefonie europoseł Ryszard Czarnecki, polityk Prawa i Sprawiedliwości. Dzień dobry! 

– Witam Pana, witam Państwa. W Strasburgu, można powiedzieć językiem piosenki „Czerwonych gitar” – „ciągle pada”. Nie ma jednak ,jak w Brukseli :  Bruksela to stolica o największej liczbie dni deszczowych w Europie … Ale w Strasburgu, rzeczywiście, ma pan rację, za niespełna 5 godzin ma być decydujące głosowanie  skompletowaną w bólach, w trudach  Komisję Europejską – w bólach i trudach, ponieważ po raz pierwszy w historii  europarlament odrzucił aż troje kandydatów z trzech państw członkowskich – Francji, Rumunii, Węgier, do tej pory odrzucał po jedną, dwie kandydatury. Nie ma też komisarza brytyjskiego, z tym też jest duży chaos – bo Komisja Europejska wszczęła dochodzenie przeciwko Zjednoczonemu Królestwu Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej – dlaczego nie ma komisarza? Chociaż premier Jej Królewskiej Mości Borris Johnson dawno zadeklarował, ze skoro Wielka Brytania wychodzi z UE, to logiczne, że komisarza mieć nie będzie. Ale wczoraj dotarła do nas informacja właśnie o tym wszczęciu dochodzenia. Jednym słowem jest pani przewodnicząca i 26 „komisarzy desygnowanych” – jak to się mówi. Dzisiaj po godzinie dwunastej to mogą być już komisarze, chociaż tak naprawdę Komisja Europejska obejmie realną władzę od 1 grudnia -do tego czasu będzie jeszcze komisja Junckera i Timmermansa.

Ale czy jest pewne, że Komisja Europejska zyska akceptację parlamentarzystów? 

– Pewna jest śmierć i płacenie podatków, jak mówi stare polskie powiedzenie. Chociaż, prawdę mówiąc, też z tymi podatkami to nie wszyscy je płacą, a część płaci w rajach podatkowych polskich oligarchów  – natomiast tak serio, to nie jest to pewne. Jest to prawdopodobne, ale nie pewne. Jest większa szansa na to, że to głosowanie będzie pozytywne, bo formułą głosowania jest inna niż na panią von der Leyen. Głosowanie wtedy w sposób tajny ośmieliło sporo socjalistów, liberałów, Zielonych do głosowania przeciwko pani von der Leyen. Teraz jest głosowanie jawne. Elektroniczne, ale jawne – więc każdy będzie wiedział, że na przykład taki czy inny socjalista złamał dyscyplinę frakcyjną, głosując przeciwko pani przewodniczącej Komisji Europejskiej i samej Komisji. Jest więc duża szansa, że Komisja powstanie. Pewności nie ma.

Czy z tym głosowaniem ma coś wspólnego nowy zapał reformatorski, który wykazała pani kanclerz Niemiec i prezydent Francji? 

– Cóż, pani kanclerz Merkel skarciła bardzo ostro prezydenta Macrona, po raz pierwszy tak mocno. Przeciek ten pojawił się w mediach, bo rzeczywiście Niemcy maja dosyć różnych inicjatyw Francji – i trochę Macron jest takim „enfant terrible” – „nieznośnym dzieckiem” europejskiej polityki. Myślę, że akurat z tych napięć między Berlinem a Paryżem wynika pewne pole gry dla polskiego rządu, dla polskich władz, dla naszego kraju. Tutaj, jeżeli miałbym wybrać, jeżeli musze wybierać, to bliższy mi jest taki realizm, pragmatyzm Merkel niż ideologiczne szaleństwo Macrona, aczkolwiek oczywiście w wielu sprawach te kraje idą pod rękę i to nie zawsze jest zgodne z polskimi interesami.

Nie wiem czy poprawnie użyję słowa, ale „zusammen” chcą reformować Unię Europejską . Pan prezydent Macron i pani Angela Merkel zapowiedzieli, że dwa lata mają trwać konsultacje, że ma w tym uczestniczyć Komisja Europejska, Parlament Europejski, a także znajdzie się miejsce na rządy narodowe, ma pogłębić się integracja. To są pomysły, stare pomysły odgrzewane, ale odgrzewane po raz kolejny. 

– To prawda, ma Pan racje, a ja pamiętam doskonale, jak na początku 2017 roku mówiono, że może się zdąży do obchodów w Rzymie, na uroczystości 60 rocznicy Traktatów Rzymskich z przedstawieniem reformy Unii Europejskiej. Zaraz potem ustalono, że nie – że trzeba czekać na wyniki wyborów federalnych w Niemczech, które odbędą  się jesienią, a  zaraz po tym nastąpi przedstawienie planów reformy Unii Europejskiej. Był to początek 2017 roku, mamy koniec 2019 roku – a reformy jak nie było, tak nie ma. Ale może i lepiej, bo nie wiadomo czy ona byłaby dobra dla  Europy, dla Unii Europejskiej, dla krajów członkowskich Unii Europejskiej. Skądinąd tutaj nieodparcie -jak słyszę o dawnych planach reformy Unii Europejskiej i planach tych, które mają być teraz – to sprawdza się powiedzenie bardzo znanego pisarza, z kraju, który nie jest członkiem Unii Europejskiej – mianowicie Mikołaja Gogola, Rosjanina, który pisał: „Stare jeszcze nie umarło, nowe jeszcze się nie narodziło, a jedno i drugie zagraża żyjącym.”.

To jest bardzo trafny cytat, ale to z kolei zrewanżuję się cytatem z Interii: „Ankara poinstruowała swojego przedstawiciela w NATO, aby nie podpisywał planów dotyczących Polski i krajów bałtyckim”. O co chodzi? 

– Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Oczywiście, możemy być wściekli na Turcję. Ale w ogóle warto sięgnąć do genezy. Przypomnę, że trzy lata temu nastąpiło podpisanie porozumienia między Unią Europejską a Turcją. W tym porozumieniu zawarto obietnice zapłaty 6 miliardów euro dla Turcji za to, że nie wypuszcza uchodźców ze swojego terytorium do Europy. Unia Europejska wywiązała się zaledwie w połowie z obietnicy. Przekazała Ankarze trzy miliardy euro, o reszcie mowy nie ma. Unia natomiast piętrzy trudności. Zamiast dawać pieniądze, atakuje z powodu czy pod pretekstem praw człowieka władze Turcji. Turcja jest w związku z tym zdesperowana. Ale jeżeli już mówimy o tym konflikcie, no, to można powiedzieć, że jednak należy wskazywać na to, co jest źródłem, czyli ten fakt, że Unia Europejska obiecała te pieniądze i zaledwie w połowie je przekazała.

Ale co innego Unia Europejska, a co innego NATO. Tutaj w grę wchodzi geopolityka, tu  w  grę wchodzi siła militarna i w grę wchodzi bezpieczeństwo krajów bałtyckich i Polski. 

– Pan ma rację w stu procentach w sensie formalnym. Co innego NATO, co innego Unia, ale ta zapowiedź rządu w Ankarze, oczywiście konsultowana z prezydentem Erdoganem jest elementem presji na Zachód jako taki. Ponieważ olbrzymia większość członków Unii Europejskiej należy do NATO, w  związku z tym jest to próba wywierania takiego nacisku, żeby te obiecane przez Unię Europejską pieniądze dotarły na czas. Tak na marginesie powiem, ze bardzo często polityka międzynarodowa jest zakładnikiem polityki krajowej i dlatego przypomnę tylko to, co mało kto pamięta. W jakim momencie podpisywano porozumienie między Unią a Trucją? Jestem zwolennikiem tego porozumienia, ponieważ uważam, że Europa sobie nie poradzi z kolejnymi milionami uchodźców, którzy obecnie są w Turcji, a przybyli tam z terytorium Iraku i Syrii – więc dobrze, że ten „deal” został zawarty, natomiast to, co było wtedy wielkim błędem to to, że Unia Europejska spieszyła się, żeby, olaboga, jak najszybciej podpisać porozumienie z Ankarą. Turcja o tym wiedziała i dyktowała warunki. A czemu Unia Europejska chciała to porozumienia podpisać jak najszybciej? Ponieważ w tym czasie zbliżały się wybory w trzech landach niemieckich – i pani kanclerz Merkel za wszelką cenę chciała je wygrać, dlatego też chciała pokazać wyborcom w tych trzech niemieckich landach że, proszę bardzo, powstrzymuje napływ, inwazję uchodźców spoza Europy, głównie muzułmanów na Stary Kontynent, do Niemiec. I stąd można powiedzieć, że pod naciskiem Niemiec Bruksela zgodziła się na niezbyt dobre warunki dla Unii Europejskiej tego dealu. I taka jest geneza. O czym warto wiedzieć. Możemy teraz tupać nogą, gniewać się na Turcję, oburzać się – jak to? Ale warto zwrócić się w stronę tego, co było źródłem.

A czy genezą nie jest po prostu porozumienie prezydenta Turcji z prezydentem Rosji, uściskali sobie dłonie, pomagają sobie w Syrii, to może to jest rewanż, kraje bałtyckie, Polska. NATO ma się nie wtrącać. To też jest jedna z możliwych hipotez, ale na zakończenie rozmowy proszę powiedzieć słów parę na temat pana Charlesa Michela – czyli nowego „prezydenta”-elekta Unii Europejskiej. „Prezydent”  był wczoraj w  Warszawie, spotkał się z Mateuszem Morawieckim. Był kiedyś premierem Belgii, a może do tej pory jest – bo w Belgii kto rządzi, tego do końca nie wiemy. Ale jakie są jego poglądy na życie, jakie są jego ideowe deklaracje? 

– Tylko jedno zdanie a propos jednego określenia, które pan przedstawił, że to po prostu Rosja się dogadała z Turcją i teraz jest jak jest. Wie pan są w polskiej historiozofii dwie szkoły: krakowska i warszawska. Ta warszawska mówi, że wszytko jest zawsze winą czynników zewnętrznych – tych obcych, wrogów, okupantów i oczywiście w myśl tej szkoły redaktor Krzysztof Skowroński mówi, że to wina czynników zewnętrznych czyli  Rosji i Turcji. Ja wolę szkołę krakowską, która stara się postrzegać jako przyczyny – grzechy własne i tutaj przedstawiam uczciwie, że jest tutaj dużo winy Unii Europejskiej w tym, co teraz Turcja robi. Natomiast premierem Belgii jest w tej chwili Sofie Vilmee, to jest kobieta, walońska działaczka samorządowa i była minister na szczeblu federalnym. Charles Michel to były premier Belgii, nie będę oceniał jego poglądów, bo nie są to poglądy tożsame z poglądami moimi czy premiera Morawieckiego, poglądami Prawa i Sprawiedliwości – natomiast jedna rzecz jest ważna, o czym się mało się w Polsce mówi :  kiedy na tym długim trzydniowym szczycie Unii Europejskiej w lipcu Frans Timmermans został zablokowany przez Polskę, wówczas jak „wańka-wstańka” podjął walkę o to, żeby zostać nie wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej tylko szefem Rady Europejskiej. I była taka argumentacja, były kraje, które go popierały – zwłaszcza Europy Zachodniej, że to stanowisko należy się Beneluksowi, a więc Belgia-Luksemburg-Holandia – no, bo jak to przez dwie kadencje szefem Rady Europejskiej był belgijski premier van Rompuy, potem przez pięć lat przedstawiciel Luksemburga Jean-Claude Juncker, to teraz kolej na Holandię – w ramach Beneluksu. I wówczas to polski rząd wykonał akcje znowu blokującą, w rezydencji ambasadora Polski przy UE, Andrzeja Sadosia, odbyło się spotkanie-kolacja między premierem Morawieckim a właśnie Charlesem Michelem – i w  wyniku tego Polska i kraje naszego regionu poparły koncepcję, żeby stanowisko szefa Rady Europejskiej było dla Beneluksu – tyle, że nie dla Holandii ,tylko dla Belgii. I znowu Timmermans oblizał się smakiem. Został desygnowany właśnie Charles Michel. Myślę, że będzie on pragmatyczny, bo słowa „wdzięczność” raczej nie ma w języku politycznym. Uważam, że między Radą Europejską a Polską wraca normalność. Będą to wreszcie relacje normalne. Bo do tej pory te dwie kadencje Donalda Tuska to były relacje nacechowanie emocjami negatywnymi dla Tuska, obsesjami wobec Jarosława Kaczyńskiego i w ogóle wobec polskich władz – i to rzutowało na te relacje miedzy Radą Europejską a Polską. Od tej pory zaczyna się czas pragmatyzmu, zdrowego rozsądku i normalności. I wierzę, że Charles Michel będzie wreszcie ojcem tej zmiany. Na koniec jedna uwaga  –  poczułem się staro po usłyszeniu tej nominacji, ponieważ znam ojca Charlesa Michela : jego ojciec to były szef MSZ Królestwa Belgii, a  także komisarz w Komisji Europejskiej – ponad dekadę wstecz, a także mój kolega z europarlamentu, dwukrotny europoseł, przewodniczący Zgromadzenia EU – AKP (czyli Afryka, Karaiby, kraje Pacyfiku). Znam dobrze ojca, nawet pracowałem z nim, a jego syn zostaje szefem Rady Europejskiej. Poczułem się więc jak człowiek leciwy.

Nie wiem jak można Pana pocieszyć? 

 – Dobrym słowem.

 Wszystkiego dobrego zatem, europoseł Ryszard Czarnecki, polityk Prawa i Sprawiedliwości był gościem „Poranka Wnet”.

Blog

Większość Niemców w PE głosowała przeciwko rodaczce na szefa KE

Posted on

Oto spisany radiowy wywiad, jakiego udzieliłem „Sygnałom Dnia” – audycji Programu 1 Polskiego Radia ( PR 1).  Rozmowę przeprowadził red . Grzegorz Jankowski

Grzegorz Jankowski: Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, prosto ze Strasburga. Halo, halo! Słyszymy się? 

– Ryszard Czarnecki: Witam Pana, witam Państwa, ukłony z deszczowego Strasburga, Strasburga, który oczekuje na głosowanie, które odbędzie się już za 4 godziny i 21 minut, głosowanie nad nowym składem Komisji Europejskiej, głosowanie opóźnione o miesiąc. Jeżeli dzisiaj Parlament Europejski zaakceptuje skład proponowany przez przewodniczącą, pierwszą kobietę w historii Komisji, panią von der Leyen, no, to wówczas od 1 grudnia będziemy mieli nową Komisję.

Późno, późno ta Komisja? Czemu tak późno, Panie Pośle? 

– Z prostego powodu – po raz pierwszy w historii Parlament Europejski odrzucił aż troje kandydatów trzech państw członkowskich, tym razem Francji, Rumunii i Węgier, a więc prezydent Macron miał, o dziwo, poważny problem i zresztą zgłosił ostatecznie na komisarza nie koleżankę partyjną, tylko byłego długoletniego ministra z rządów z czasów Sarkozy’ego, a więc z centroprawicy. I to właściwie było powodem opóźnienia, to, że trzy kraje, ich kandydaci, ich „komisarze desygnowani”, jak to się określa, nie zostali zaakceptowani przez Parlament Europejski. Jest też awantura o komisarza Wielkiej Brytanii. Premier Jej Królewskiej Mości Boris Johnson stwierdził, że Wielka Brytania skoro wychodzi, no ,to nie ma sensu, żeby przedstawiała komisarza. Unia Europejska się z tym milcząco pogodziła, nie było problemu, a tu „masz babo placek” można powiedzieć, wczoraj informacja o wszczęciu dochodzenia przez Unię Europejską, Komisję Europejską przeciwko Wielkiej Brytanii, w związku z tym, że Wielka Brytania nie przedstawiła swojego komisarza. I to rzeczywiście jest pewien problem, ponieważ Wielka Brytania dalej jest członkiem Unii. Miało nie być jej od końca października, ale dalej jest w Unii Europejskiej, a przepisy są dosyć jednoznaczne, mianowicie Traktat Europejski mówi, że trzeba dwóch trzecich, że Komisja Europejska powinna składać się z minimum dwóch trzecich przedstawicieli krajów członkowskich, ale co pięć lat Rada Europejska, że tak powiem, korzysta z możliwości pewnej derogacji, z takiego wyjątku, że będzie dalej kontynuowana zasada: „jedno państwo-  jeden komisarz”. No i tutaj ta zasada została złamana, ponieważ Wielka Brytania komisarza nie ma.

Panie Pośle, a czy w takim razie komisarz, jeszcze nie komisarz Janusz Wojciechowski może dosypiać spokojnie przed głosowaniem? 

– Pytanie ciekawe. Od razu wyjaśnię, że formuła głosowania jest następująca: to jest głosowanie „en block”, a więc to nie jest tak, jak w restauracji menu, wybieramy poszczególne dania i poszczególnych komisarzy. Nie, wybór jest prosty…

Cała Komisja. 

 – Tak, albo się głosuje za całym składem Komisji, albo głosuje się przeciwko. Tutaj nie można powiedzieć, że chcemy Wojciechowskiego, a nie chcemy Timmermansa, tak? Ale uwaga – wczoraj było spotkanie pani Ursuli Gertrud von der Leyen z domu Albrecht, córka zresztą premiera jednego z landów niemieckich, z kierownictwem naszej frakcji, Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, i pani von der Leyen bardzo chwaliła polskiego komisarza Janusza Wojciechowskiego. Informuję o tym, bo to przyjemna wiadomość.

 Pytanie o wynik głosowania…

— Jest rzecz, która ułatwia przejście Komisji Europejskiej, to głosowanie będzie inaczej niż w lipcu ,gdy było głosowanie nad panią przewodniczącą, tamto było tajne, to będzie jawne, a jak jest jawne to siłą rzeczy będzie mniejsza chęć, żeby łamać dyscyplinę, bo np.socjaliści, duża część socjalistów głosowała przeciwko pani von der Leyen w lipcu, także – uwaga! – europosłowie z jej koalicyjnej partii rządowej w Niemczech, z SPD, także Zieloni głosowali przeciwko pani von der Leyen, niemieccy komuniści czy postkomuniści z Die Linke głosowali przeciwko niej, część, mniejsza część, ale też część niemieckich liberałów głosowała przeciwko niej. Tutaj na naszych oczach nastąpił koniec mitu o pewnej niemieckiej jedności. Okazuje się, że na forum Parlamentu Europejskiego większość niemieckich europosłów głosowała przeciwko rodaczce na funkcję szefa Komisji Europejskiej. A przypomnę, ostatnim i pierwszym skądinąd Niemcem na tym stanowisku był Walter Hallstein równo 50 lat temu.

Ale to chyba będzie pierwsze głosowanie, w którym i europosłowie Platformy Obywatelskiej, i PiS-u zagłosują tak samo, no bo pani Urszula von der Leyen jest przecież chadeczką. 

– Pierwsze pewnie nie, ale rzeczywiście…

Jedno z nielicznych. 

– Często ostatnio te drogi się rozchodziły i nie za bardzo rozumiem, dlaczego europosłowie Platformy głosowali w różnych sprawach inaczej, albo, jak przy okazji Pakietu Mobilności, kiedy to głosowanie było niekorzystne dla Polski, głosowali tak jak my, tyle że nie potrafili przekonać swoich kolegów i koleżanek z Europejskiej Partii Ludowej, gdzie wyraźna większość posłów głosowała przeciw polskim interesom. Natomiast, cóż, wydaje się, że Komisja Europejska powstanie, formalnie wtedy zacznie działać 1 grudnia.

Rozmawiałem piętnaście po siódmej z ministrem Michałem Dworczykiem, mówiliśmy o planie, o obietnicach rządu na pierwsze sto dni. Wśród tych obietnic jest plan dojścia do równych dopłat dla rolników. Te uzależnione są od budżetu europejskiego, ale jeszcze nie ma Komisji Europejskiej. W takim razie pytanie o naszych rolników: czy mogą spać spokojnie, jeśli chodzi o te dopłaty? 

 – Polska ma dobrego i walecznego reprezentanta w Komisji Europejskiej, Janusza Wojciechowskiego, człowieka bardzo doświadczonego, przez parę kadencji wiceszefa Komisji Rolnictwa europarlamentu. Według nieoficjalnych, kuluarowych informacji będzie nam łatwiej zwiększyć budżet na rolnictwo niż na fundusz spójności w tym nowym siedmioletnim budżecie Unii Europejskiej na lata 2021–2027, więc myślę, że tu należy być ostrożnym optymistą.

Na pewno ta walka będzie z polskiej strony realna, a niestety nikt w Brukseli nic nie słyszał o tym, żeby pani komisarz Elżbieta Bieńkowska o to walczyła, a wbrew pozorom to nie jest tak, że komisarze są zamknięci tylko do swojego portfolio, do swoich tek. Oni mogą zabierać głos i wpływać na rzeczy dotyczące spraw odległych od ich „job description”, czyli tego, do czego są powołani. W związku z tym tutaj pani Bieńkowska przez te pięć lat straciła czas w zakresie dopłat dla rolników. 

– Janusz Wojciechowski z pewnym przytupem rozpoczyna, rozpocznie 1 grudnia walkę o to. Przed nami negocjacje o ten większy budżet dla Unii, a więc też większy kawałek tego unijnego tortu dla Polski. Te negocjacje zakończą się trochę inaczej niż mówi premier Morawiecki, który mówił dość optymistycznie, że to będzie  w pierwszej połowie przyszłego roku. Ja od początku podkreślałem, że tak jak zwykle przy budżetach siedmioletnich to nastąpi zapewne kilka tygodni przed rozpoczęciem tego okresu siedmioletniego, czyli pewnie jesienią czy późną jesienią roku przyszłego. Uwaga, podczas prezydencji Niemiec !  Niemcy chcieli uniknąć tego, żeby budżet przyjęty został w czasie ich prezydencji, bo wtedy wszelkie pretensje będą kierowane do Berlina. Chcieli, żeby to było za prezydencji chorwackiej, czyli w pierwszej połowie przyszłego roku, ale to nie będzie realne.

To nie będzie realne. Zostało nam 45 sekund. Mamy nowego szefa–elektra Rady Europejskiej, pana Charlesa Michela. Nie wiem, czy dobrze wymawiam w tej chwili… 

 – Michel, Michel …

 Tak, faktycznie po francusku. Zastępuje Donalda Tuska. Czego się po nim spodziewać? 40 sekund. 

 – Następuje era normalności, będzie pragmatycznie, realistycznie, zdroworozsądkowo. Przedtem były negatywne emocje Donalda Tuska wobec polskiego rządu, polskich władz, wobec Polski i były pewne obsesje wobec Jarosława Kaczyńskiego przewodniczącego ze strony Rady Europejskiej czy w ogóle polskich władz. Teraz tego ładunku emocji negatywnych po stronie nowego szefa Rady Europejskiej nie będzie, a myślę, że Charles Michel na dobrą pamięć, pamięta, że na szczycie Rady Europejskiej w lipcu to z inicjatywy Polski nastąpiła zamiana, bo wtedy uzgodniono, że będzie szefem Rady Europejskiej przedstawiciel Beneluxu, czyli tych trzech krajów – Belgia, Luksemburg, Holandia – i tym przedstawicielem miał być, uwaga, o czym się w Polsce nie mówi, miał być Frans Timmermans, który nagle uznał, że skoro nie będzie szefem Komisji Europejskiej, to będzie szefem Rady Europejskiej. Miał szansę i wówczas Polska zainspirowała kraje naszego regionu i zablokowała tę kandydaturę. Spotkanie na kolacji Morawiecki–Michel to rozstrzygnęło.

I tu muszę panu wejść w słowo. Dziękuję panu serdecznie. Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, prościutko ze Strasburga. 

 Dziękuję bardzo.

 

Blog

Obsesje Tuska, miliardy dla Polski

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu wywiadu radiowego,jakiego udzieliłem ostatnio dla PR 24. Rozmowę przeprowadził red . Ryszard Gromadzki.

Polskie Radio 24, w Strasburgu jest pan Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości, dzień dobry, witam Pana bardzo serdecznie. 

– Witam Pana, Witam Państwa, ukłony z budynku europarlamentu, za 25 minut rozpocznie się głosowania nad składem nowej Komisji Europejskiej.

Na pana nos, doświadczonego, wytrawnego posła Parlamentu Europejskiego, ta Komisja, nowa, która będzie autoryzowana za chwilę przez PE, to będzie Komisja bardziej przyjazna Polsce niż ta poprzednia, której twarzą był pan Frans Timmemans? 

– Po pierwsze, musi powstać. Na to jest spora szansa. Pewności stu procentowej nie ma. Sprzyja powstaniu nowej Komisji i zaakceptowaniu jej głosowanie jawne. Wówczas chęć buntowania się będzie nieco mniejsza, zwłaszcza w tych grupach politycznych, które otwarcie deklarują, że ją poprą. Przypomnę, że pani von der Leyen przeszła raptem dziewięcioma głosami w głosowaniu na szefa Komisji Europejskiej, głosami skądinąd 26 europosłów PiS-u wygrała.  Ale było to głosowanie tajne, więc tutaj możliwości głosowania takiego buntowniczego, takiego brykania politycznego były większe. Zakładamy, że przejdzie, oczywiście. A odpowiadając na pytanie: ta nowa Komisja będzie lepsza – z prostego powodu: w starej Komisji w ostatnich dwóch latach przewodniczący Jean Claude Juncker, który miał swoje problemy, zostawmy je, de facto, w sensie politycznym, abdykował. I jego rolę zaczął coraz bardziej przejmować ofensywny, rozpychający się łokciami komisarz Frans Timmermans, który obrał sobie Polskę jako taką tarczę strzelniczą, którą rozszerzył o Węgry, Rumunię, Czechy, Słowację – czyli państwa naszego regionu, zamykając oczywiście oczy na to, co się dziele we Francji („żółte kamizelki”) czy na to, co działo się  Katalonii. I to oczywiście dla Polski i naszego regionu było fatalne. Teraz pani przewodnicząca von der Leyen jest politykiem bardzo pragmatycznym, zdroworozsądkowym.

O mocy sprawczej? Jest politykiem samodzielnym czy też politykiem dyspozycyjnym? Wobec kogo dyspozycyjnym? 

– Przede wszystkim reprezentuje Unię Europejska, ale w praktyce Niemcy i jej autorytet z definicji jest większy niż polityka, który – przy całym szacunku – reprezentuje Wielkie Księstwo Luksemburg. Mówię tutaj o Junckerze, więc siłą rzeczy jej możliwość osadzenia pana Timmermansa, który jest wiceprzewodniczącym, jednym z siedmiu, odpowiedzialnym za politykę klimatyczną, usadzenia na tym miejscu, żeby nie psuł pracy Komisji Europejskiej swoimi wojenkami, swoimi obsesjami – będzie myślę łatwiejsze niż to było w  przypadku pana, który zresztą z Timmermansem nie potrafił sobie pod koniec kompletnie poradzić. Myślę, że pani von der Leyen ma dobre relacje z panią kanclerz Merkel, natomiast myślę, że tak naprawdę w tej chwili ona już rozpoczęła walkę o swoją drugą kadencję. Juncker był jedna, ale jego poprzednik Barroso był dwie kadencje. Myślę, że von der Leyen będzie starała się utrzymywać poparcie z różnych stron sceny europejskiej. Także z Polski, z rządu Prawa i Sprawiedliwości. To wpłynie na normalizację stosunków między Unią a Polską.

Parytety, o których zresztą nie po raz pierwszy mówiła pani von der Leyen: ekologiczny, związany z nowa polityką klimatyczną – czy te parytety nie będą dolegliwe dla Polski? Głównie ze względu na uwarunkowania, z którymi mamy do czynienia, to jest wyrównania pewnego poziomu infrastruktury, ogromnych nakładów, żeby poziom, do którego zmierza Komisja Europejska, Unia Europejska w zakresie standardów ochrony środowiska był osiągany również w Polsce? 

– To kluczowa kwestia i bardzo ważne pytanie. Pani przewodnicząca von der Leyen zapowiedziała w lipcu, kiedy ją wybierano, że chce po stu dniach urzędowania nowej Komisji Europejskiej przedstawić założenia nowej polityki klimatycznej i tej „neutralności klimatycznej” do roku 2050. Sto dni, jeżeli powołana zostanie teraz, czyli od 1 grudnia, bo tak to formalnie ma być – przypada to na sesję w Strasburgu pod koniec pierwszej dekady marca. Tymczasem już w  grudniu szczyt Rady Europejskiej zajmie się tymi kwestiami. Mamy taką sytuację trochę dziwną, że Rada Europejska swoje, a  dopiero po trzech miesiącach Komisja Europejska zajmie swoje stanowisko – taka trochę rozbieżność, rozziew. Natomiast co do konkretów, są wyliczenia, które mówią, że Polska powinna, żeby całkowicie  zrekompensować koszty tej transformacji energetycznej, klimatycznej, powinna otrzymać nawet do 210 miliardów euro.

Ogromna kwota! Jest w ogóle jakieś otwarcie na tego rodzaju dyskusję po stronie Komisji Europejskiej?   

– Czesi obliczają, że to jest około 100 miliardów euro w ich przypadku. Nawet jeżeli są to kwoty negocjacyjne, to co słyszymy z  przecieków – oferowanie Polsce 5 miliardów euro to jest oczywiście kwota, jak policzyłem przynajmniej czterdzieści razy mniejsza niż nasze potrzeby. Diabeł siedzi w szczegółach, te negocjacje będą bardzo twarde. No, ale też przypomnę Polska ma w tej kwestii – tak samo, jak w innych kwestiach – prawo weta i tutaj polityka europejska, także w tym obszarze musi powstać na zasadzie konsensusu i jednomyślności – być efektem głosowania właśnie jednomyślnego. My tej bomby atomowej nie używamy, a  tą bombą atomową jest weto, ale w kwestiach kluczowym nie należy wykluczać z góry, że tego instrumentu się nie użyje.

A propos tej politycznej bomby atomowej, broni atomowej – taki termin został sformułowany w czasie ostatniej kadencji KE również w odniesieniu do Polski – czy ta formuła wiązania,  przestrzegania praworządności z wypłatą funduszy unijnych można oczekiwać tego, że Unia Europejska pod kierownictwem pani von der Leyen będzie kontynuowała budowę tego mechanizmu ze skutkami politycznymi, gospodarczymi dla krajów, które mogłyby zostać nią objęte – myślę przede wszystkim o naszej ojczyźnie. Czy należy poszukiwać, jak Pan powiedział, pewnego zrównoważenia, pewnej powściągliwości, jakiejś koncyliacyjnej formuły? 

– Już to nastąpiło :  pani von der Leyen jest pragmatyczna, jak powiedziałem, powiedziała, że ocena stanu praworządności nie będzie tak, jak dotychczas sfokusowana na poszczególne kraje, na takich dyżurnych chłopców do bicia dla pana Timmermansa w postaci Polski, Węgier i w ogóle krajów naszego regionu – tylko, że nastąpi to, uwaga, we wszystkich krajach członkowskich UE. A więc jest tutaj taki sygnał, że będą te same reguły gry dla wszystkich. To ważna deklaracja. Zwracam uwagę, że decyduje pragmatyzm polityczny – pani von der Leyen została wybrana bardzo niewielką liczbą głosów, w tym 26 głosami posłów PiS-u  – a sojusznika lepiej nie atakować, zwłaszcza, gdy to poparcie jest nieduże. Sprawami praworządności będzie zajmować się pani Vera Jourova z Czech, a więc z kraju naszego regionu. Czech, które też poddawane były pewnemu ostracyzmowi.

Chociażby w sprawie przyjęcia kwot imigrantów – prawda,  jak pamiętamy… 

– Oczywiście, oczywiście, ale nie tylko. Ona została zgłoszona przez obecny rząd, co warto podkreślić. I zresztą będzie komisarzem po raz kolejny, skądinąd taka ciekawostka, miesiąc siedziała w więzieniu właśnie jako mister czeskiego rządu. Potem ją z tego uniewinniono. Ciekawy, taki filmowy życiorys. Natomiast ja myślę, że ona będzie mieć zrozumienie dla naszego regionu. Z prostej przyczyny, ponieważ z niego pochodzi.

A kwestia związana z przestrzeganiem, czy rzekomo dyskryminacją środowisk LGBT w Polsce – czy będzie jakieś kryterium, które może być signum nowej kadencji Komisji Europejskiej, czy ta sprawa będzie wykorzystywana jako oręż, jako narzędzie politycznego nacisku pana zdaniem. Oczywiście odwołuję się do tej pseudodebaty, która miała miejsce wczoraj w Parlamencie Europejskim. Mówię pseudodebaty – bo jak pan doskonale wie, uczestniczyło w niej kilkadziesiąt osób na siedmiuset przecież posłów w europarlamencie? 

– Po pierwsze to nie będzie na pewno rolą, ambicją powołanej Komisji Europejskiej, bo tego typu dyskusje będą odbywać głównie w Parlamencie Europejskim. Wczoraj w tej debacie uczestniczyło mniej więcej 6-7% posłów, ale też zwracam uwagę, o czym się nie mówi, że w temacie tej debaty w ogóle słowo Polska nie padało. W związku z tym tutaj nie musimy się tym jakoś specjalnie przejmować. To może jest temat spektakularny, do tego się wraca po raz kolejny w ostatnim czasie – mieliśmy już jakieś zarzuty o brak edukacji seksualnej na posiedzeniu europarlamentu w Brukseli dwa tygodnie temu. Przedtem była to kwestia praworządności, teraz jest nowy kij bejsbolowy,  przez niektóre środowiska lewicowe czy liberalne używany. Ale myślę, że polityczne tego konsekwencje są raczej, delikatnie mówiąc, symboliczne.

Wczoraj w Warszawie gościł Charles Michel, nowy przewodniczący Rady Europejskiej, następca Donalda Tuska. W wypadku tej instytucji po zakończeniu kadencji Tuska – można też mówić o nowym otwarciu, o innym podejściu i ze strony samego przewodniczącego i tego gremium w relacjach z Polską? 

– Tak, będzie wreszcie czas na normalność, na partnerstwo, na spokojnie wyjaśnianie sobie swojego punktu widzenia, na szukanie tego, co nas łączy. Ostatnie pięć lat czyli dwie kadencje Donalda Tuska, to był czas wielkich emocji, osobistych, negatywnych pana Tuska wobec polskich władz, polskiego rządu, Polski jako takiej, obrażanie się na Polaków, że jego partii nie wybrali. I te pięć lat upłynęło w cieniu takiego dąsania się Donalda Tuska na władze Rzeczpospolitej. To był czas, w pewnym sensie nienormalny – w Europie nie było tak do tej pory i pewnie tego nie będzie. Premier Belgii Charles Michel  jest człowiekiem pragmatycznym, chciałby mieć we własnym dobrze pojętym interesie, mieć z piątym co do wielkości krajem UE dobre relacje. I to nastąpi. Na szczęście, Bogu dzięki, wraca normalność w relacjach między Radą Europejską a rządem polskim.

Donald Tusk kilka dni temu, kiedy w Zagrzebiu został wybrany na przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej od 1 grudnia, kiedy formalnie przejmie nowe obowiązki  w stopniu znacznie bardziej intensywnym niż wcześniej zaangażuje się w krajową, polską politykę – to należy traktować jako taki krzyk łabędzia czy też deklarację realnego zaangażowania się w polską politykę ze wszystkimi intencjami tego faktu? 

– Powiedział też, że nie będzie już nudziarzem.

Największym europejskim biurokratą 

– To jest informacja bardzo interesująca, zwykle nudziarze zaprzeczają, że są nudziarzami. Natomiast już tak poważnie mówiąc, to oczywiście będzie tę funkcję wykorzystywał – zwracam tak delikatnie z pewną nieśmiałością wrodzoną sobie, że w Europejskiej Partii Ludowej są dwie partie – i PO i PSL. Już czytałem w tygodniku „Wprost”, tym ostatnim zresztą, wywiad pana Budki z Platformy, który z takim zaniepokojeniem, obawą mówi, że ma nadzieję, że pan Donald Tusk poprze Platformę Obywatelską – w domyśle, ze może poprzeć PSL i Kosiniaka-Kamysza w wyborach prezydenckich. Te spory w opozycji mnie trochę bawią i śmieszą, ale to chyba rzeczywiście jest jakaś poważna sprawa i poważny problem między Tuskiem a kierownictwem PO. Ta, krążąca jak widmo komunizmu kiedyś nad Europą, mówiąc Karolem Marksem, obawa poparcia przez Donalda Tuska innej partii niż PO w wyborach prezydenckich czy w ogóle – jest obecna, krąży nad opozycją. Podkreślam : problemy i bóle głowy opozycji nie są moimi problemami.

No, ale czy z  perspektywy tej europejskiej synekury jaką będzie zajmował teraz  Tusk, można powiedzieć, że ten urząd ma jakąś moc sprawczą w polityce? Jednak w pewnym oddaleniu, siłą rzeczy, funkcjonuje. Nie wydaje mi się – chociaż jestem ciekaw Pańskiej opinii w tej sprawie, że jego deklarowane zaangażowanie mogłoby się w sposób faktyczny przekładać na bieg spaw w Polsce. Mówię oczywiście o tym, co się dzieje w środowisku politycznym opozycji. 

– W praktyce politycznej nie ma instrumentów oddziaływania na Polskę. Może gadać i gadać. Może też powtarzać: „skuś baba na dziada”, wbijać jakieś szpileczki w postaci symbolizujące  Jarosława Kaczyńskiego czy  Mateusza Morawieckiego – natomiast poza tym, że będzie zwoływał raz w roku zjazd Europejskiej Partii Ludowej, a także będzie brał udział w spotkaniu premierów z EPL-u przed szczytem Rady Europejskiej , to tutaj w  zasadzie jego wpływ jest ograniczony, bo to stanowisko w EPL-u jest stanowiskiem dla „byłych” – były premier Belgii Martens sprawował to stanowisko,  były szef Komisji Rolnictwa europarlamentu, były szef frakcji EPL w europarlamencie, Daul z Alzacji. W związku z tym to jest może taka i fajna emerytura polityczna : wysokość pensji równej europoselskiej, natomiast nie ma to mocy sprawczej, także myślę, ze ci, którzy wiążą jakieś nadzieje z Donaldem Tuskiem – to przesadzają, a ci którzy się obawiają – też przesadzają.

Zostawmy w takim razie byłych polityków, a przejdźmy do spraw dotyczących tych aktywnych, w  tym samym środku gry politycznej. Pana zdaniem, sytuacja, z którą mamy w tej chwili do czynienia w Platformie Obywatelskiej – prawybory prezydenckie – mogą przyczynić się do poprawy tej formacji. A pytam także dlatego, że z sondażu, który publikują polskie media, a konkretnie „Super Exspress” wynika, że dystans pomiędzy urzędującym prezydentem Andrzejem Dudą a Małgorzatą Kidawą-Błońską zmniejsza się. Z czego, Pana zdaniem, ma wynikać ten trend? Właśnie ze stworzenia tej formuły prawyborów i szumu medialnego wokół tej sprawy? 

– Przede wszystkim  ja mam wrażenie, ze te sondaże bardzo często, gdy chodzi o wybory prezydenckie, są zazwyczaj dużo bardziej korzystne dla polityków liberalnych, lewicowych – niż wyniki wyborów. Przypomnijmy w 2005 roku wielką przewagę Donalda Tuska nad prezydentem Warszawy, a potem Polski, prezydentem Lechem Kaczyńskim, a potem ostatnio, olbrzymia przewaga początkowo pana Bronisława Komorowskiego nad naszym kandydatem doktorem Andrzejem Dudą i potem wynik wyborczy był zupełnie inny – wyraźne zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i wyraźne zwycięstwo Andrzeja Dudy – nad Tuskiem  w pierwszym przypadku i Komorowskim w przypadku drugim. W związku z czym ja patrzę na te sondaże ze spokojem – jeżeli w tej chwili prezydent Duda ma aż 6% przewagi, to jest uważam sporo, ale też zwracam uwagę, że w 2015 roku była ciekawa sytuacja. Tam liderzy PSL-u wzywali szereg razy wyborców PSL-u, żeby w drugiej turze zagłosowali na Komorowskiego, po czym okazało się, że olbrzymia większość wyborców PSL, także już w pierwszej turze – zagłosowała na kandydata Prawa i Sprawiedliwości. W związku z tym to pokazuje, że jeżeli ktoś automatycznie zlicza te głosy oddane na partie opozycyjne w tym roku i usiłuje je przekształcić na potencjalny wynik wyborów prezydenckich, to popełnia błąd.

Nie ma prostego rachunku – chce Pan to powiedzieć. 

– Ponadto to jest też tak, że dla wyborców obozu patriotycznego, niepodległościowego jednak to, że opozycja uzyskała przewagę w Senacie – będzie to taki „wake-up”, pobudka  dla tych, którzy z różnych powodów nie zagłosowali na PiS w tych wyborach, ale na prezydenta Andrzeja Dudę myślę, że tak. Oczywiście ja nigdy nie powiem tak, jak pan Tomasz Nałęcz, który powiedział, że Bronisław Komorowski to jest mistrz, a reszta to czeladnicy. Nie, nie, pan prezydent Andrzej Duda będzie szanował każdego potencjalnego rywala i będzie ciężko pracował tak jak dotychczas. Będzie pracował codziennie, wiele godzin, by zasłużyć na ponowną elekcję.

A jeszcze a propos potencjalnych rywali prezydenta Andrzeja Dudy – pan Hołownia to jest taki eksperyment, który można w jakiś sposób odnieść do tego, co się wydarzyło w wyborach prezydenckich na Ukrainie – czyli formuły „Sługi narodu” z efektem w postaci prezydentury Wołodymyra Zełenskiego?   

– Absolutnie nie, sytuacja w Polsce jest zupełnie inna, sondaże Poroszenki były rzędu kilku, kilkunastu procent, sondaże prezydenta Dudy to jest pięćdziesiąt parę procent – co jest zupełnie bez porównania. Ja tutaj mam takie wrażenie, że to są próby promowania potencjalnych kandydatów, żeby wystartowali bez szansy na zwycięstwo, żeby przekazali pani Kidawie-Błońskiej czy panu Jaśkowiakowi głosy w drugiej turze. To jest taka parapolityka, nie ma to nic wspólnego z realnym kandydowaniem na prezydenta.

Bardzo panu dziękuję za tę rozmowę. Dobrego dnia! 

– Biegnę na głosowanie.

 Powodzenia! 

 – Dziękuję bardzo

Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości był gościem Polskiego Radia 24.