Blog

Francuzi mówią to samo, co polski Trybunał!

Posted on

Warto czasem wyjść poza polski horyzont i spojrzeć szerzej, jak w innych krajach widzą to, co dla nas jest problemem. Ot, na przykład ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego RP odnośnie wyższości prawa polskiego nad unijnym. Czytam reakcje na te decyzje kandydatów na prezydenta Francji. I oto olbrzymia ich większość – bo aż sześciu – popiera werdykt polskiego TK. I to od lewa do prawa. Np. kandydat socjalistów(!), były minister gospodarki Arnaud Montebourg podkreśla „wyższość prawa francuskiego nad decyzjami europejskimi” i dodaje „Zapewnienie przez Polskę suwerenności narodowej poprzez prawo jest ważna decyzja”. Mówi też tak: „Francja, która nie podziela tych samych orientacji politycznych, co Polska, będzie jednak musiała tak samo potwierdzić wyższość tych praw nad decyzjami europejskimi”. Centroprawicowy Xavier Bertrand proponuje „wprowadzenie do Konstytucji Francuskiej mechanizmu obrony nadrzędnych interesów Francji”. Czyżby polski przykład był zaraźliwy?

Michel Barnier, były minister spraw zagranicznych Francji (rolnictwa zresztą tez) i b. francuski komisarz w Komisji Europejskiej, teraz kandydat centroprawicy czyli Republikanów (polityczne dzieci gen. de Gaulle’a),a wiec partii, która jest w tej samej „międzynarodówce”, co PO i PSL czyli Europejskiej Partii Ludowej mówi o „potrzebie prawnej suwerenności państw” oraz obawia się, że „jeśli nic nie zmienimy – będą kolejne Brexity”. Akurat Francuz wie, co mówi: przecież w imieniu Komisji Europejskiej negocjował … warunki wyjścia Wielkiej Brytanii z UE !

Powyższe cytaty pokazują, że skoro nawet krytyczni wobec nas – tradycyjnie zresztą – Francuzi popierają idee wyższości prawa krajowego nad unijnym to może jednak w tej kwestii to my mamy racje, a nie Bruksela i Luksemburg (tam mieści się siedziba TSUE)? Proszę o tym na chłodno, bez emocji pomyśleć …

*tekst ukazał się na portalu wio.waw.pl (12.10.2021)

Blog

To nie jest klawe

Posted on

To nie jest klawe: Ekstraliga rozdzieliła na osiem swoich klubów wielkie „telewizyjne” pieniądze, a tymczasem niektóre z nich nie płacą zawodnikom. Czasem w sporcie nie płacą ci, którzy pieniędzy nie mają. I w żużlu tak bywało. Teraz jednak Unia Leszno powinna mieć pieniądze. Płacić trzeba każdemu, ale w pierwszej kolejności tym, dzięki którym ten klub seryjnie wygrywał i zdobywał kolejne złote medale DMP. Takim zawodnikiem jest Rosjanin z polskim paszportem i z dziećmi w polskiej szkole, mieszkający od dawna w Bydgoszczy Emil Sajfutdinow. To wstyd, że taka sprawa miała miejsce. To przykre, że muszę o tym pisać. A rzecz dotyczy brązowego medalisty tegorocznego IMŚ czyli Grand Prix. Wiem, że „Byki” są wściekłe, iż Emil przenosi się nad Wisłę, do Torunia, ale jak to mawiano w pierwszej Rzeczypospolitej: „Pacta sunt servanta”. Umów trzeba dotrzymywać – i już.

To nie jest klawe. Zibi Boniek, z którym się wyściskałem na Stadionie Narodowym w przerwie meczu Polska-San Marino (w loży honorowej siedzieliśmy niedaleko siebie), proponuje, żeby nie przyznawać „Szczakielów” tylko „Golloby”. Przeczytałem o tym i zrobiło mi się nieswojo. Znam Tomka Golloba i jestem z nim po imieniu, zaprosił mnie do swojego podbydgoskiego domu – i jestem za tym, żeby taką nagrodę jego imienia ufundować. Ale czemuż to, czemuż, na miłość Boską, zabierać ś. p. Jurkowi Szczakielowi jego nagrodę. To nie jest fajne, bo Szczakiel bronić się nie może – zmarł 1 września zeszłego roku, niepełna trzy miesiące przed Zenkiem Plechem. Z Jurkiem też byłem po imieniu i bardzo lubiłem tego skromnego człowieka, który nigdy nie gwiazdorzył, nie pouczał innych, nie mądrzył się, nie miał „ciągu na bramkę”, gdy chodzi o media. I pewnie dlatego jest mniej znany, a raczej bardziej zapomniany niż Zenek Plech, który tytułu Indywidualnego Mistrza Świata nie zdobył, choć stał na „polskim” podium IMŚ na Stadionie Śląskim w 1973 roku, gdy tryumfował właśnie chłopak z Kolejorza Opole czyli Jurek Szczakiel (ku zmartwieniu legendy polskich komentatorów Jana Ciszewskiego, który faworyzował Plecha).

Zwracam się do Bońka: Zbyszku drogi, czy naprawdę trzeba przeciwstawiać polskiego mistrza świata z 1973 roku – polskiemu mistrzowi świata z roku 2010? Zibi, jakoś tak chyba nie wypada, nie uważasz? Zamiast więc promować Golloba kosztem Szczakiela, wyrzucając naszego pierwszego mistrza świata – już nieboszczyka, może lepiej uznać, że obaj powinni mieć nagrody od ich imienia?

A na koniec: stawiam, że w ten weekend Polska wróci na tron Drużynowego Mistrza Świata, czyli wygra w Anglii Speedway of Nations…

*tekst ukazał się na portalu Interia.pl (14.10.2021)

Blog

Hołd dla Marka Cieślaka, hordy w Tiranie czyli dziś same „H”…

Posted on

To była przedostatnia impreza żużlowa pod moim Patronatem Honorowym w sezonie 2021. Chodzi o mecz Polska- Reszta Świata w Rybniku. Było on jednocześnie pożegnaniem Marka Cieślaka w roli trenera kadry narodowej Biało-Czerwonych. Należało się ono byłemu trenerowi Sparty Wrocław, jak mało komu. Był „Narodowym”, jak go określano aż przez 14 lat. Przez ten czas zdobyliśmy siedem tytułów Drużynowego Mistrza Świata i w sumie aż 13 medali w DMŚ (to oznacza, iż tylko raz nie stawaliśmy na podium), które w międzyczasie, podczas „ery Cieślaka” zmieniły nazwę z Pucharu Świata na Speedway of Nations. Marek Cieślak nie był jednak do końca spełniony, bo nie udało mu się zdobyć złota w tej ostatniej formule: SoN – mimo, że dwa razy była ona rozgrywana w Polsce (Wrocław 2018, Lublin 2020).

Trener Cieślak podczas uroczystości był stremowany, tym razem nie wypalił z żadnym bon-motem, z których przecież słynie. Był wzruszony – i trudno się dziwić. Swoją drogą, podziwiam chłopa, z „siedemdziesiątka” na karku, który dzień w dzień pokonuje 50-70 km na rowerze…

Cieślak poprowadził Drużynę Reszty Świata, natomiast Biało-Czerwonych Rafał Dobrucki, który w tym roku przejął po nim schedę pracy z seniorami, choć od lat pilotuje z fantastycznymi efektami polskich juniorów, prowadząc ich do kolejnych tytułów mistrzów świata i Europy juniorów w drużynie i indywidualnie. Teraz zresztą Rafał, syn też świetnego żużlowca, już śp. Zdzisława (zmarł parę miesięcy temu) jednocześnie prowadzi juniorów i seniorów. A swoją drogą, zdobycie czterech tytułów Mistrza Świata Juniorów przez młodych Polaków w ciągu ostatnich sześciu lat (kiedy nie zdobywali złota, meldowali się ze srebrem) jest fenomenem na skalę historii speedwaya na świecie.

Sam wynik tego towarzyskiego meczu Polski nie miał tu znaczenia. Z kronikarskiego obowiązku stwierdzę, że Polacy wygrali różnicą dwudziestu paru punktów, ale też nie wystąpił zapowiadany wcześniej nowo kreowany mistrz świata Artiom Łaguta. U nas wystąpili wszyscy najmocniejsi, ze Zmarzlikiem, Janowskim, medalistą ME – Dudkiem. Widzów było sporo, a prezes RKM-u (komu ten ROW przeszkadzał?) Krzysztof Mrozek był gościnny, jak zwykle…

Nasi piłkarze, jak to Polacy, grali z Albanią z nożem na gardle i potrafili wygrać otwierając sobie furtkę – może jeszcze nie bramę – nie tyle do Mundialu w Katarze 2022, ale póki co do barażu do niego. To, jak zachowywała się albańska publiczność, przepraszam: tłuszcza – słowo „motłoch” też by pasowało – jest jednak absolutnym skandalem. Ten bałkański kraj z większością muzułmańską (wyznawcy Mahometa stanowią tam 60% mieszkańców), mając takich bandytów stadionowych, prędko do UE nie wejdzie. Choć bardzo chce… Butelki z wodą, które leciały na Polaków w trakcie meczu, gdy na przykład wykonywaliśmy rzut różny, po strzeleniu bramki przez Świderskiego czy nawet już po wygranej, w trakcie udzielania przez naszych piłkarzy wywiadów, pokazują zdziczenie, które musi być ukarane najsurowiej jak można, bo łagodne, kosmetyczne kary UEFA tylko rozzuchwalają chuliganów nie mających żadnych zahamowań.

W tym samym czasie Anglicy niespodziewanie zremisowali na Wembley z Węgrami. Tam doszło do bijatyki na trybunach między kibicami gości a służbami porządkowymi i policją. Poszło o rzekomą czy prawdziwą rasistowską wypowiedź fana z Węgier pod adresem stewarda. To mi przypomniało podobne oskarżenia angielskich piłkarzy wobec Kamila Glika, które zakończyły się jego uniewinnieniem, bo Angole, jak się okazało w wyniku śledztwa UEFA – łgali jak najęci. Przyczynili się zresztą w ten sposób do kolejnego wstydu dla brytyjskiego futbolu.

Bardziej od samej bijatyki na Wembley zainteresowało mnie to, jak była opisywana w angielskich mediach. Szaty rozdarł „The Guardian” pisząc o … „wojnie kulturowej” i roniąc krokodyle łzy nad chamstwem Madziarów. To już było przegięcie: kto jak kto, ale angielska prasa powinna siedzieć jak mysz pod miotłą, pisząc o kibicach innych krajów: ich właśni fani pokazali podczas Euro 2020, ale rozgrywanych w tym roku, jak traktują gości. O zdziczeniu angielskich kibiców słyszymy od dziesięcioleci. O wykluczeniu angielskich klubów z europejskich pucharów na skutek zachowań angielskich hord kibicowskich wiedzą wszyscy, którzy chcą wiedzieć. O walkach na kontynencie przed i po meczach – też. O szowinistycznych gwizdach wobec innych drużyn podczas ME parę miesięcy temu też wie każdy, kto choć trochę interesuje się futbolem. Trawestując zatem słynne powiedzenie nieszczęsnego prezydenta Francji Jacquesa Chiraca, którego użył wobec Polski: niech brytyjska prasa skorzysta z okazji, aby siedzieć cicho. Bo jak się odzywa o kibicach innych krajów, to wszyscy sobie przypominają watahy Anglików, którzy bili się miedzy sobą (!) podczas finału ME 2020 i szturmowali bramy Wembley, żeby dostać się za darmo na tenże finał. Nie mówiąc już o tym, jak traktowali gości…

W końcową fazę wydaje się wchodzić proces wyłaniania trenerów siatkarskiej kadry pań i panów. Szkoda tylko, że nie potrafiono dotrzymać w tej materii należytej dyskrecji…

*tekst ukazał się w tygodniku “Słowo Sportowe” (18.10.2021)

Blog

Inwazja imigrantów

Posted on

Proponuję Państwu zapis mojego telewizyjnego wywiadu dla „Rzeczpospolitej TV”. Miał on miejsce w ramach programu „Rzecz o Polityce”. Rozmowę ze mną przeprowadził red. Michał Kolanko, a została ona przeprowadzona 14 października 2021 roku.

Dzień dobry, Państwa i moim gościem dzisiaj jest europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki, dzień dobry.

– Witam Pana, witam Państwa, ukłony z Ankary, stolicy Turcji, gdzie właśnie jestem z oficjalną wizytą.

Ja chciałbym zacząć jednak od kwestii polsko-białoruskich. Niedawno, powiedział Pan w jednym z programów, że współczuje Pan dzieciom z Michałowa, że Ich rodzice ich narazili. Czy to jest dobre? Fala krytyki spadła na Pana po tej wypowiedzi. Czy Pan ją podtrzymuje?

– Podtrzymuję w 100% moją krytykę wobec rodziców dzieciaków, którzy w sposób nieodpowiedzialny, narażając ich życie, usiłują przekroczyć nielegalnie granicę. Tymczasem prawo międzynarodowe jest tu jasne. Polskie władze prawa międzynarodowego przestrzegają, wszelkie wnioski o azyl, czy też mówiąc ściślej: ochronę międzynarodową należy składać oficjalnie w punktach granicznych, a nie przedzierając się przez zieloną granicę, narażając własne dzieci, zwłaszcza że nie są to ludzie, którzy są uchodźcami, oni przybyli legalnie na teren Białorusi, zapłacili tysiąc, czy tysiąc paręset dolarów za wycieczkę.

Sloganem irackiego biura turystycznego, które ich sprowadzą jest „Białoruś, jeden dzień z życia”. A więc my nie możemy się zgodzić na to, aby ten swoisty przemysł przemytniczy, przemytników ludzi kwitł kosztem bezpieczeństwa Polski.

Pytanie tylko jedno, czy to jest Pana zdaniem potrzebne, żeby mówić w ten sposób, że „współczuję dzieciom, że mają takich rodziców”, czy to jest potrzebna płaszczyzna dla tej debaty, jeśli chodzi o polsko-białoruską granicę?

– Panie Redaktorze, trzeba po prostu nazywać rzeczy po imieniu. Jest to kwestia braku odpowiedzialności dorosłych ludzi, którzy narażają własne dzieci, oni doskonale wiedzą, że mogą złożyć wnioski odpowiednie o ochronę międzynarodową, oficjalnie, a tego nie czynią, bo tak naprawdę chcą przedostać się do Niemiec i narażają swoje dzieci. Trzeba to nazwać wreszcie po imieniu, a nie udawać, że jest inaczej.

A czy jest jakaś sprzeczność między tym, żeby granica była szczelna a tym, żeby ludzie na niej nie umierali?

– Granica musi być szczelna i będzie szczelna – temu będzie służył mur. Zwracam uwagę, że we wrześniu było przeszło dwa razy więcej prób nielegalnego przekroczenia granicy Białorusi z Polską, niż to było w miesiącu sierpniu ,a było to w sumie dziesięć razy więcej niż w kwietniu. Ale uwaga, na Litwie we wrześniu było tych prób przeszło dwa razy mniej niż w sierpniu, a to znaczy, że skoncentrowano wszystkie siły białoruskie, zapewne rosyjskie również, bo tutaj zapewne Kreml jest w cieniu, to jest oczywiste – na granicy z Polską. Jest to wojna hybrydowa. Natomiast niejednokrotnie, o czym zresztą myślę, że wszyscy powinniśmy wiedzieć, funkcjonariusze Straży Granicznej nie raz narażając własne życie, wyławiając z bagna na przykład, ratowali życie tych nieszczęsnych ludzi. Natomiast to nie oznacza, że będziemy ich wpuszczać, ponieważ wpuszczenie nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu oznaczałoby, że następnego dnia na granicy byłoby ich dziesiątki tysięcy.

Nawet kobiet i dzieci?

– Jeszcze raz podkreślam, że to jest pewna taka gra, specjalnie bierze się kobiety i dzieci, żeby zmiękczyć opinię publiczną. Zwracam tylko uwagę, że prawo międzynarodowe nakazuje akcję łączenia rodzin i skutki czegoś takiego byśmy odczuwali nie tylko jutro, pojutrze, za rok, ale za lat kilkanaście i kilkadziesiąt. Przykład Finlandii, bardzo taki charakterystyczny : Finlandia w roku 1990 przyjęła stu Somalijczyków, a teraz jest tych Somalijczyków, po tych około trzydziestu latach, dane z końca zeszłej dekady – 28 tysięcy. To pokazuje, jak w wyniku akcji łączenia rodzin, wyniku reprodukcji, czy czynników demograficznych ta populacja rośnie. To samo byłoby w Polsce ! W związku z tym, naprawdę bardzo przestrzegam przed uchylaniem nawet drzwiczek w tej kwestii.

No ,ale w latach dziewięćdziesiątych Polska przyjęła uchodźców z Czeczenii na przykład?

– Bardzo dobry przykład, dziękuję, że Pan to powiedział. Polska przejęła wówczas dziewięćdziesiąt parę, prawie sto tysięcy, dziewięćdziesiąt parę tysięcy uchodźców z Czeczenii, to byli prawdziwi uchodźcy…

A nie było żadnego demograficznego zagrożenia.

– … przy czym, uwaga, w Polsce zostało około tysiąca, reszta rozproszyła się po krajach Europy Zachodniej, głównie po czterech: Dania, Szwecja, Niemcy i Austria. Charakterystyczne, że ci, którzy badają tę emigrację czeczeńską, którzy nawiązują z nią kontakty, podkreślają ciekawą rzecz, że o ile ich rodzice, to byli tacy umiarkowanie muzułmanie, którzy byli dalecy od radykalizmu, to niektóre z dzieci tych rodzin poszły walczyć do Iraku, jako już fundamentaliści islamscy. Przestrzegam przed otwieraniem granicy, ponieważ to się może tym samym skończyć u nas.

A czy ten mur, o którym mówiłem na samym wstępie, który Sejm chce powołać w specjalnej spec-ustawie, której sprzeciwia się zresztą część opozycji, czy on będzie skuteczny na pewno i czy on powstanie tak szybko, jak to deklaruje rząd?

– Mur będzie pomocny. Nie można powiedzieć, że będzie panaceum, remedium, że on załatwi wszystkie problemy, ale będzie pomocny, będzie ograniczał możliwości nielegalnego wtargnięcia do naszego kraju, przekroczenia nielegalnie granicy państwowej Rzeczpospolitej Polskiej. Natomiast oczywiście sam mur nie wystarczy. Działania opozycji w tej sprawie pokazują brak instynktu państwowego, mówię to bardzo twardo, ale przykład Litwy, który podałem, jest charakterystyczny : tam opozycja była zjednoczona z rządem w tej kwestii i media były absolutnie zjednoczone z rządem i tam ta liczba imigrantów spadła dwa razy w ciągu jednego miesiąca, między sierpniem a wrześniem. W Polsce wzrosła ponad dwa razy, właśnie dlatego, że ci, którzy kierują tym przemytem, reżym w Mińsku, także reżim w Moskwie, oni wyczuli ,że tu jest pewna słabość, jest miękkie podbrzusze i należy zaatakować Polskę i ta inwazja imigracyjna jest w tej chwili znacznie większa niż była. Zresztą to świadczy także po pierwszej dekadzie października, kiedy do Polski przybyło prawie 5600 ludzi, gdy przez cały wrzesień było ich 7600.

Czy. w tym wątku jeszcze jedno pytanie, czy potrzebna jest… skąd bierze się ten taki właśnie… czy ten język „inwazja”, „wojna hybrydowa”, on jest potrzebny w tej sytuacji, nie prowadzi do większych napięć też w Polsce, nie dehumanizując też trochę tych ludzi, na tej granicy?

– „Wojna hybrydowa”, to pojęcie jest od dawna rozpropagowane przez ekspertów, ono określa pewną rzeczywistość, trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Inwazja imigracyjna jest też przecież faktem, nazywajmy Panie Redaktorze rzeczy po imieniu, nazywajmy rzeczy takimi, jakimi one są, nie używajmy eufemizmów w sytuacji zupełnie fundamentalnej dla bezpieczeństwa Polski.

Pytanie też o relacje polsko-unijne, na ile da się je wyprostować, czy to jest w ogóle możliwe, żeby wyprostować te relacje tak, jak mówił niedawno wicemarszałek Ryszard Terlecki, na czym to miałoby w ogóle polegać?

– Myślę, że leży to w interesie obu stron. Unia Europejska jest na zakręcie, jest po pierwszym exicie, bo nie liczę exitu Grenlandii w połowie lat osiemdziesiątych, choć to wielkie terytorium, ale jednak politycznie mniej ważkie, zresztą nie było to terytorium państwa, tylko część terytorium Królestwa Danii. Wielka Brytania, kraj numer dwa de facto w Unii Europejskiej, centrum finansowe odeszło z Unii, to jest unijna klęska. Jeżeli dzisiaj Michel Barnier były szef MSZ Francji, komisarz w Komisji Europejskiej, reprezentant Francji w Komisji Europejskiej przez lata i negocjator warunków Brexitu zresztą, mówi, że „jeżeli nic się nie zmieni to będą kolejne Brexity”- jak to dosłownie określił, to pokazuje, że Unia jest na zakręcie. W interesie Unii i Polski jest to, żeby się dogadać. Jest otwartość po polskiej stronie na taki dialog.

Dobrze, ale na czym to miałoby polegać , ten dialog, bo ten konflikt toczy się w zasadzie już sześć lat, ale wydaje się, że ostatnio nastąpiła jednak jego eskalacja i to po decyzji Trybunału Konstytucyjnego.

– Myślę, że decyzja Trybunału Konstytucyjnego jest odpowiedzią na działania Unii Europejskiej, nie mylmy skutków z przyczynami, natomiast to, co jest płaszczyzną potencjalnego kompromisu, znalezienia pewnego konsensu, wspólnego mianownika, mówiąc językiem matematycznym- myślę, że jest to to, o czym już wspomniał prezes Jarosław Kaczyński, czyli kwestia pewnych zmian w ustawach dotyczących wymiaru sprawiedliwości. My z tej reformy nie zrezygnujemy, natomiast na przykład redefinicja Izby Dyscyplinarnej czy niektórych innych kwestii zapewne wchodzi w grę.

Ale też jest pytanie, czy spłaszczenie struktury sądów też?

–To jest kwestia, jak myślę przede wszystkim, o której powinien mówić minister sprawiedliwości, bo to jest jego portfolio, to jest jego teka. Podkreślam :

my z reformy wymiaru sprawiedliwości nie zrezygnujemy, natomiast na pewno chcemy szukać wspólnego mianownika z Unią. Choć to nie będzie tak, że będzie kwestia jakiś jednostronnych ustępstw : to jest ulica dwukierunkowa i to chciałem mocno podkreślić.

A czy uważa Pan, powtórzy się… a może powtórzy się historia, jak z uchwałami anty LGBT, które wszystkie zostały wycofane w pięciu województwach przynajmniej, nie w gminach, ale województwach?

– Wydaje mi się, że były to przede wszystkim uchwały dotyczące wsparcia dla rodzin, tutaj Pan używa takiej retoryki, z którą się do końca nie mogę się zgodzić, natomiast podkreślam, Polska jest otwarta na kompromis, będziemy jednak twardo bronić swoich interesów, to jest ulica dwukierunkowa, kompromis polega na tym, że dwie strony się spotykają, rozmawiają, słuchają się nawzajem i znajdują punkty wspólne. To nie jest tak, że Polska ma ustępować a Unia, mówiąc Józefem Piłsudskim: „Ma brać, ale nie kwitować”. Dla mnie takim symbolem braku chęci słuchania polskich argumentów, faktów, jest komisarz Frans Timmermans, który w zeszłej kadencji europarlamentu podczas debat na temat Polski, gdy przemawiali europosłowie Prawa i Sprawiedliwości zdejmował słuchawki i po prostu ich nie słuchał. Jeżeli będzie Unia przejawiała takie nastawienie do dialogu z Polską, to żadnego kompromisu nie osiągniemy. Ale jednak tak: taka gotowość do kompromisu po stronie Polski jest.

KPO, te środki będą Polsce przyznane, na co by się zgodziło Prawo i Sprawiedliwość, żeby te środki uzyskać, co jest jakąś linią?

– Te środki zostały nam zagwarantowane. Podkreślam, że one pojawiają się z dwóch kranów finansowych. Jeden z nich to pożyczka i tutaj Polska, jako kraj gwarantował tę pożyczkę ! Bez gwarancji Polski Unia Europejska nie otrzymałaby tej pożyczki, zresztą na bardzo korzystnych warunkach, skądinąd jest to bardzo nisko oprocentowana pożyczka. Ja tutaj nie widzę, mówiąc znanym powiedzeniem Premier Jej Królewskiej Mości Margaret Thatcher: „TINA” – „There Is No Alternative” – nie ma alternatywy, my te pieniądze otrzymamy. Jeszcze dwa kraje nie złożyły w ogóle swoich KPO, czyli Krajowych Planów Odbudowy, mówię o Królestwie Niderlandów i o Bułgarii.

Natomiast to nie jest kwestia „czy” tylko kwestia „kiedy”, kwestia czasu, oczywiście im szybciej, tym lepiej.

Przechodząc na koniec na grunt krajowy, chciałbym zapytać, co będzie teraz robił prezes PiS Jarosław Kaczyński, znaczy po tym, jak odejdzie z rządu, jaki jest jego bilans w ogóle, jeżeli chodzi o bycie wicepremierem ds. bezpieczeństwa?

– Będzie dalej mężem stanu i liderem politycznym, który gwarantuje jedność i efektywność funkcjonowania naszego obozu politycznego. A jaki jest bilans? Pan prezes Kaczyński ściągnął cugle, mówiąc znanym powiedzeniem , w rządzie. Uważam, że jego obecność była ważna, potrzebna, ale teraz kiedy do wyborów parlamentarnych zostały dwa lata, myślę, że skoncentrowanie uwagi na funkcjonowaniu formacji rządzącej, jest i będzie priorytetem dla pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego i uważam to za działanie racjonalne.

Ale na początek trzeba powiedzieć, że jeśli był przez ten czas w rządzie, to był czas akurat, kiedy np. od rządu odszedł Jarosław Gowin.

– To już jest raczej pytanie…

Został wyrzucony z rządu.

– … pytanie do pana Jarosława Gowina, który poszedł na wojnę z Prawem i Sprawiedliwością. Ja osobiście żałuję, szkoda, że tak się stało, bo przecież razem wygraliśmy siedem wyborów, natomiast to już było, „to se ne vrati”, jak mówią nasi sąsiedzi Czesi, którzy właśnie i chyba na szczęście zmieniają premiera swojego kraju. Podsumowując: uważam, że ten bilans był pozytywny – mówię o obecności prezesa Jarosława Kaczyńskiego jako wicepremiera w rządzie Rzeczpospolitej Polskiej. On jednak spowodował pewne wdrożenie mechanizmów funkcjonowania Rady Ministrów i zmniejszył wyraźne napięcia, które w rządzie były, nie ma co ukrywać.

To jeszcze myślę, że będziemy analizować i pytać o te wszystkie sprawy wewnętrzne. A bilans jego dokonań, jako szefa tego komitetu bezpieczeństwa, widzi Pan jakiekolwiek jego dokonania w tej sferze?

– Myślę, że koordynował działania w sferze niesłychanie wrażliwej, która okazała się większym wyzwaniem, niż się spodziewano, bo okazało się ,ze nastąpiła ta inwazja imigrantów – pozwoli Pan, że tego słowa jeszcze raz użyję. Uważam, że był potrzebny w rządzie, ale cały czas pozostanie liderem obozu politycznego i wszelkie decyzje rządu będą z nim z całą pewnością-te kluczowe- uzgadniane. Będzie prezes Kaczyński reżyserem, który w dalszym ciągu będzie reżyserował polską politykę, co dla polskiej polityki jest rzeczą pozytywną.

Powiedział Pan wcześniej, że wybory będą za dwa lata, a czy to nie jest tak, że powrót i odejście prezesa Kaczyńskiego z rządu oznacza, że wybory będą wcześniej, że prezes Kaczyński chce przygotować partię na szybsze wybory?

– Naszą intencją nie są wybory wcześniejsze. Chcemy, żeby były w terminie konstytucyjnym, czyli 2023 jesień. Do tego zmierzamy. Nie uważam, żeby Polsce były potrzebne wcześniejsze wybory, Prawo i Sprawiedliwość też tak nie uważa.

O tym, czy wcześniejsze wybory będą, czy nie, na pewno będziemy jeszcze o tym i do tego tematu wracać, a na koniec jeszcze, czy uważa Pan, że większość Prawa i Sprawiedliwości w Sejmie jest bezpieczna, bo wczoraj była taka historia, że kilku posłów sprzymierzonych ze Zjednoczoną Prawicą, z PiS, ze środowiska Adama Bielana na jednym z głosowań się nie pojawiło.

– Myślę, że jest to kwestia, mówiąc wprost, bo oglądają nas ludzie, którzy znają się na polityce, jest to kwestia ostatecznych decyzji odnośnie kształtu rządu, powstania nowego resortu, ponownie resortu sportu, być może poszerzonego o turystykę. Odbieram tę nieobecność jako element pewnej presji na premiera Mateusza Morawieckiego, aby te zmiany, zapowiedziane wcześniej, wprowadził w życie. Wczoraj pan prezes Jarosław Kaczyński potwierdził, że te zmiany będą, zatem nie sądzę, aby takie sytuacje miały miejsce w przyszłości.

O tym też będziemy wspominać, teraz bardzo dziękuję za rozmowę, Państwa i moim gościem dzisiaj był europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki, dziękuję bardzo.

– Dziękuję bardzo, kłaniam się.

Blog

UE chodzi o ograniczenie konkurencyjności Polski

Posted on

Zapraszam do lektury wywiadu, jakiego udzieliłem portalowi wpolityce.PL . Rozmowę przeprowadziła Joanna Jaszczuk.

Rozprawa przed TSUE. Czego możemy oczekiwać?

Ryszard Czarnecki: Jestem w tej kwestii realistą, a nie tanim optymistą. Widać, że jeśli chodzi o presję na Polskę, to Unia stosuje różne formy nacisku. Pod różnymi pretekstami nas się atakuje, bo przecież kwestia praworządności, wcześniej Trybunału Konstytucyjnego, później Puszczy Białowieskiej i kornika – drukarza, mediów, Izby Dyscyplinarnej – wszystko to są tylko preteksty. Tak naprawdę chodzi o ograniczenie konkurencyjności gospodarczej i geopolitycznej Polski. Unia robi to bardzo świadomie, próbując karać Polskę za rozwiązania prawne i systemowe, które nie wzbudzają żadnego sprzeciwu w innych krajach członkowskich UE.

Czy wykorzystaliśmy już wszystkie możliwości? W jaki sposób możemy się bronić?

Ryszard Czarnecki : Żadne dotychczasowe argumenty najwyraźniej nie przemawiają do Brukseli i Luksemburga.

Uważam, że ustępowanie Unii na każdym kroku jest irracjonalne i przeciwskuteczne. Trzeba z Brukselą rozmawiać poważnie, tłumaczyć, wyjaśniać. Ale rzecz w tym, że po drugiej stronie musi być ktoś, kto chce słuchać. Myślę, że takim symbolem tego pseudodialogu z Unią był komisarz Timmermans, który podczas debat w Parlamencie Europejskim zdejmował słuchawki, kiedy przemawiali polscy europosłowie, przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości. Oczywiście przez to nie wiedział, co mówią, ale w sumie po co mu to było, skoro wiedział lepiej, prawda? Jeżeli więc Unia Europejska będzie postępować jak Timmermans, który słuchał bez słuchawek posłów mówiących po polsku, bo niewiele obchodziło go to, co mają do powiedzenia, to dalej będziemy mieli takie „dialogi na cztery nogi”, zamiast normalnej rozmowy.

Czyli najwyraźniej musimy poczekać na werdykt z rozprawy przed TSUE?

Musimy uzbroić się w cierpliwość. Po Unii możemy spodziewać się różnych „wojen na przecieki”, szantaży – oczywiście nie wprost, ale za pośrednictwem mediów. Trzeba po prostu zachować spokój i bronić własnych interesów.

Zatem niekoniecznie optymizm, ale spokój i dalsze przedstawianie swoich argumentów?

Zgadzam się z byłym ministrem spraw zagranicznym Francji i byłym komisarzem w Komisji Europejskiej Michelem Barnierem. Przypomnę, że był również unijnym negocjatorem brexitu. A teraz powiedział, że jeżeli UE będzie zachowywać się tak jak do tej pory, to będą kolejne brexity. Podpisuję się pod tym, co twierdzi człowiek bądź co bądź bardzo mocno związany z Unią – wcześniej szef MSZ jednego z największych państw UE, potem przez lata komisarz i wreszcie – negocjator w imieniu Brukseli. Jeżeli wiec on mówi takie rzeczy, to jest to ostatni dzwonek, aby przestrzec Unię przed katastrofą.

Rozumiem, że ta diagnoza nie dotyczy jedynie Polski i sugestii polskiej opozycji, że obecny rząd dąży do wyprowadzenia Polski z UE? Czy podobne problemy mogą mieć w przyszłości inne kraje Wspólnoty?

To dotyczy w ogóle kondycji Unii Europejskiej. Zwracam uwagę, że bardzo źle , dużo gorzej niż „starą” Unię, dużo ostrzej, brutalniej traktuje się w Brukseli kraje „nowej” Unii. Mamy wyraźnie do czynienia z Europą dwóch prędkości. Europa „A” czyli dawne EWG i Europa „B” czyli ci, którzy wstąpili do UE od 2004 roku: lepsi i gorsi, równi i równiejsi dla Brukseli. Zwracam uwagę, że przecież jeżeli w tylu krajach -nie tylko w Polsce- ale tez w Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Czechach, Danii, ich Trybunały Konstytucyjne albo ich odpowiedniki, decydują o wyższości krajowego prawa nad unijnym, to jest to proces już europejski, To problem dla UE, jeżeli w tych wszystkich krajach zauważono, że trzeba reagować. Czas, aby Unia spojrzała do lustra i zadała sobie pytanie, kim jest i w którym kierunku zmierza ? Ten obecny kierunek może bowiem doprowadzić do tendencji odśrodkowych, do zniszczenia projektu europejskiego. I zrobią to – paradoksalnie – euroentuzjaści, którzy mają pełne usta sloganów o integracji europejskiej.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Blog

W trosce o bezpieczeństwo żywnościowe

Posted on

Światowa Organizacja ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), z siedzibą w Rzymie definiuje zrównoważony system żywnościowy (SFS) jako taki system żywienia, który nie tylko zapewnia bezpieczeństwo żywnościowe i odżywianie dla wszystkich na dziś, teraz, ale również funkcjonuje w taki sposób, że ekonomiczne, społeczne i środowiskowe podstawy do generowania bezpieczeństwa żywnościowego i odżywiania dla przyszłych pokoleń nie są zagrożone. Według FAO, system ten – SFS – ma następujące cechy: 1) jest opłacalny przez cały czas (zrównoważenie ekonomiczne); 2) przynosi szerokie korzyści dla społeczeństwa (zrównoważenie społeczne); oraz 3) ma pozytywny lub neutralny wpływ na środowisko naturalne (zrównoważenie środowiskowe).

 

Globalizacja polityki żywnościowej?

SFS jest integralną częścią realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju Organizacji Narodów Zjednoczonych (SDGs). Osiągnięcie SFS jest z kolei centralnym elementem programu Unii Europejskiej, który zakłada położenie kresu głodowi, osiągnięcie bezpieczeństwa żywnościowego i poprawę żywienia m.in. poprzez stawianie na dedykowana, wzmocniona współprace na linii nauka-polityka oraz wspieranie dialogu między różnymi politykami, mającymi wpływ na bezpieczeństwo w obszarze żywienia i walki głodem w krajach ,jak to kiedyś określano, „Trzeciego Świata” (lub „krajach rozwijających się”) .

Rada Europejska uznała potrzebę przejścia na zrównoważone systemy żywnościowe, które chronią również zdrowie ludzi, a także przyjęła-zapewne zbyt idealistycznie – że ​​przejście na tzw. neutralność klimatyczną przyniesie znaczące możliwości, takie jak potencjał wzrostu gospodarczego, rozwoju biznesu i technologii.

Unia Europejska opracowała szereg strategii na rzecz osiągnięcia SFS. Strategia „od pola do stołu”, nierozerwalnie związana z Europejskim Zielonym Ładem, często krytykowana w Polsce ,ale zdecydowanie broniona przez polskiego komisarza w Unii Europejskiej Janusza Wojciechowskiego,  zakłada, że ​​systemy żywnościowe UE powinny: 1)mieć neutralny lub pozytywny wpływ na środowisko, 2)pomagać w łagodzeniu zmian klimatycznych i dostosowywać się do ich skutków, 3) odwracać utratę bioróżnorodności, 4) zapewniać bezpieczeństwo żywnościowe , żywienie i zdrowie publiczne, zapewniając wszystkim dostęp do wystarczającej ilości bezpiecznej, pożywnej i zrównoważonej żywności oraz 5) zachowanie przystępności cenowej żywności przy jednoczesnym generowaniu bardziej sprawiedliwych zysków ekonomicznych, wspieraniu konkurencyjności sektora dostaw UE i promowaniu sprawiedliwego handlu.

 

Małżeństwo Zielonego Ładu ze Wspólną Polityką Rolną?

Strategia „od pola do stołu” stanowi, że Unia będzie wspierać globalne przejście na zrównoważone systemy rolno-spożywcze, zgodnie z celami strategii i celami zrównoważonego rozwoju. W związku z tym strategia ma na celu wykorzystanie polityki zewnętrznej UE, w tym współpracy międzynarodowej i zewnętrznej polityki handlowej, do osiągnięcia tych założeń. Cele strategii obejmują aż 50-procentowe ograniczenie stosowania chemicznych i niebezpiecznych pestycydów; 50-procentowe zmniejszenie strat składników pokarmowych przy jednoczesnym zapewnieniu braku pogorszenia żyzności gleby; 20-procentowe zmniejszenie zużycia nawozów; oraz 25-procentowy wzrost wykorzystania gruntów w Unii Europejskiej pod rolnictwo ekologiczne. Aby strategia „od pola do stołu” odniosła sukces, konieczne jest -zdaniem autorów tejze  czyli Komisji Europejskiej – jej dostosowanie do szerszych celów Unii w zakresie zrównoważonego rozwoju. Komisja Europejska ogłosiła również przeznaczenie 15 miliardów euro z Europejskiego Funduszu Rolnego na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich. W tym konkretnym przypadku chodzi o wsparcie obszarów wiejskich w procesie transformacji niezbędnej do dostosowania się do Zielonego Ładu UE i osiągnięcia celów określonych w strategii „od pola do stołu”. 10 września 2021 r. komisje Parlamentu Europejskiego ds. Środowiska, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności oraz Rolnictwa przyjęły stosowana rezolucję 94 głosami „za” przy 20 „przeciw” i 10 wstrzymujących się. W rezolucji tej wprost stwierdzono, że systemy żywnościowe UE muszą zmniejszać ślad węglowy i zwiększać zrównoważony rozwój na wszystkich etapach tego żywnościowego „łańcucha pokarmowego”. Oczywiście z tego punktu widzenia Wspólna Polityka Rolna (WPR) Unii Europejskiej również wprowadziła szereg zmian strukturalnych. Proponowane zmiany unijnej Polityki Rolnej uwzględniają czynniki środowiskowe, takie jak powiązanie ich z praktykami rolniczymi przyjaznymi dla środowiska oraz wprowadzenie tzw. „programów-echo”, które będą nagradzać rolników za pójście dalej niż określone wymogi zrównoważonego rolnictwa. Unia Europejska musi podjąć dalsze środki, aby zapewnić, że jej Wspólna Polityka Rolna zagwarantuje odpowiednie inicjatywy finansowe na rzecz promowania zrównoważonego rolnictwa. WPR musi, zdaniem planistów z Brukseli, być dostosowana do Zielonego Ładu UE.

140 milionów euro na walkę z głodem

Unia Europejska musi również zintensyfikować badania w zakresie technologii i innowacji. Poważny krok w tym zakresie został zrobiony, gdy 25 września przewodnicząca Komisji Europejskiej ,była minister obrony Niemiec, chrześcijańska demokratka,  Ursula Gertrud von der Leyen ogłosiła, że ​​Komisja Europejska zobowiązała się do wsparcia badań nad zrównoważonymi systemami żywnościowymi i walki z głodem żywności za pośrednictwem CGIAR (znanym również jako Grupa Konsultacyjna ds. Międzynarodowych Badań Rolniczych) niebagatelna kwota 140 milionów euro. Komisarz ds. partnerstwa międzynarodowego Jutta Urpilainen, była wicepremier i minister finansów Finlandii, socjaldemokratka, zauważyła podczas tej samej konferencji, że ​​„Unia promuje zrównoważone systemy żywnościowe. Skoordynowane działania globalne będą miały decydujące znaczenie dla osiągnięcia zrównoważonej pod względem środowiskowym, społecznym i gospodarczym transformacji systemów żywnościowych”.

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (11.10.2021)

 

Blog

Inwazja imigrantów: u nas rośnie, na Litwie spada! Czemu?

Posted on

Oficjalne dane dotyczące nielegalnego przekroczenia granicy Białorusi z Polską są porażające. W styczniu 2021 nikt (!) nie tego nie próbował. W lutym – 1 osoba, w marcu – 2, w kwietniu – 61, w maju – 9, w czerwcu –77, w lipcu – 242, w sierpniu – już 3 510, we wrześniu – 7 572(!), a tylko do 11 października 5 727, z czego w niedzielę 538 osób, a w poniedziałek 147. Widać wyraźnie eskalację tej inwazji imigrantów kreowanej przez Łukaszenkę i pozostającą w cieniu Moskwę. W sierpniu liczba nielegalnych prób sforsowania tej granicy z Polską była 15 razy większa niż w lipcu (sic!), a we wrześniu ponad 2 razy niż w sierpniu – widać wyraźnie, że szeroko rozumiany Wschód jest na wojnie hybrydowej z Polską. Październik będzie rekordowy: zapewne 2,5 razy więcej naruszeń niż we wrześniu i prawie … 100 razy więcej niż w kwietniu! Tymczasem na granicy Białorusi z Litwą we wrześniu bardzo zmalała – przeszło dwa razy – liczba nielegalnych imigrantów. W tym samym okresie w Polsce – wręcz przeciwnie. Czy wynika to z faktu, że w sprawie imigrantów, głównie muzułmańskich z Iraku, litewskie media, rząd i opozycja były zjednoczone. A u nas opozycja i jej media grały rolę w scenariuszu pisanym w Mińsku i na Kremlu.

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (13.10.2021)

Blog

Towarzysz-donosiciel, P(uste) O(obietnice) oraz umowy jak dziewczęta

Posted on

Stare polskie powiedzenie, które często przytacza się niesfornym dzieciom, przezywającym inne dzieci: „Nie mów o sobie w trzeciej osobie” przypomniało mi się, gdy słuchałem towarzysza Biedronia (jako człowiek lewicy nie powinien obrazić się o ten rzeczownik przed nazwiskiem), gdy w europarlamencie, a więc na forum międzynarodowym wyzywał polski rząd od „pożytecznych idiotów”. Myślę, że niektórzy specjaliści od epitetów pod adresem polskich władz powinni zacząć je powtarzać, nawet donośniej, ale gdy patrzą do lustra…

Napisałem: „polski rząd”, bo nie jest to „rząd PiS”– choć takie ma polityczne zaplecze – ale legalny rząd Rzeczypospolitej mający demokratyczny mandat, odnowiony zresztą po czterech latach (drugi taki przypadek w ciągu ostatnich trzech dekad, po epoce PRL).

Rząd poprzedni urzędował dwie kadencje, bo był mistrzem obietnic (niezrealizowanych). Polacy w końcu zaczęli odczytywać skrót „PO” jako „Puste Obietnice”. Tyle, że Polacy na te obietnice dawali się nabierać . Może nie znali żydowskiej maksymy: „Jeżeli Cię ktoś raz oszuka – hańba mu! Jeżeli oszukał cię powtórnie – hańba Tobie!”.

Rząd, którego zapleczem była partia P(ustych) O(bietnic) i PSL, zawierał liczne umowy ze społeczeństwem i zawsze okazywało się potem, że była to z tymże społeczeństwem gra „w bambuko”. Albo „w dupniaka”, jak kto woli. A co do tych „umów” z lat 2007-2015, to przypomina mi się powiedzenie generała de Gaulle’a: „Umowy są niby róże lub młode dziewczęta: trwają, póki trwają”.

Nie mam pretensji – uwaga! – o ostry język tow. Biedronia, choć uważam, że strzela Panu Bogu w okno, bo akurat rząd i 1800 funkcjonariuszy WP, SG i policji zasługują w sprawie obrony granicy z Białorusią na uznanie i poparcie. Jako historyk wiem, że w Sejmie II RP nieraz padały sformułowania równie ostre i ostrzejsze. Różnica jest taka, że możemy załatwiać partyjne porachunki nad Wisła – to przejaw demokracji – ale eksportowanie ich na zewnątrz to zdrada narodowa.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (13.10.2021)

Blog

Tylko obywatele RP w finale GP

Posted on

Powoli, bardzo powoli cichną echa wyjątkowego finału GP w Toruniu. Chodzi o finał finałów czyli o ostatni turniej GP w sobotę. I ja tam byłem, widziałem, dopingowałem-ale nie mogę powiedzieć, że „miód i wino piłem”, bo skończyło się na dwóch żurkach i zupie ziemniaczanej spożytych w dużym tłoku.

Finał był wyjątkowy po pierwsze dlatego, że był to mecz Polska-Rosja, który zakończył się odwrotnie niż podium ostatecznej kwalifikacji, w której Rosjanie byli na pierwszym i trzecim miejscu, a Polska na drugim. W samym finale Polska wygrała 4-2, ku radości kompletowi publiczności na Motoarenie. Już się przyzwyczailiśmy, że o ile co roku juniorzy swoją światową rywalizację U-21 kończą w czeskich Pardubicach, o tyle seniorzy właśnie w Toruniu. Ale wszystko musi mieć swój koniec. W przyszłym roku, Anglików z BSI (Benfield Sport International) zastąpili Amerykanie z Discovery i robią zmiany (ale też ich nie robią – o czym za chwilę). Jedną z tych zmian jest to, że turnieju finałowego w Pardubicach już nie będzie, jak to miało miejsce w ostatnich bodaj pięciu latach. Z kolei w IMŚJ przykładem braku zmian będzie to, że odbędą się tak, jak w tym roku i w latach ubiegłych, poza pandemicznym rokiem 2020 – trzy turnieje. Tyle, że będą one przeprowadzone w tym samym dniu, co „dorosłe” GP ( zamiast Pardubic będzie „Marketa” w Pradze, a więc Czechy zostają… ) i m.in.Toruń, gdzie rywalizacja ma się zakończyć.

Czy natomiast „dorosłe” GP zakończy się w Toruniu? Nie wiadomo, bo „grozi” nam powrót GP do Australii, co było przedsięwzięciem z punktu widzenia promocji żużla bardzo fajnym, ale kosztownym i technicznie trudnym, zważywszy na piekielne obostrzenia anty-COVID-owe, które wprowadziła Australia. Słowo „piekielne” jest uzasadnione, bo mało kto wie o tym, że nawet Australijczycy z paszportami swojego państwa przez kilkanaście miesięcy nie mogli wrócić do własnej ojczyzny w ramach antykoronowirusowego „cordon sanitaire”. Zatem zakończy się pewnie tym, że meta cyklu GP będzie miasto Kopernika i pierników, a nie kraj kangurów  i misia koali.

Wrócę jeszcze, do, powtarzam, historycznego finału GP, bo doprawdy bardzo rzadko się zdarza, aby w biegu finałowym wystąpili wyłącznie obywatele tego samego państwa. Ale tak właśnie było w sobotę w Toruniu, bo przecież poza Zmarzlikiem i Janowskim, co oczywiste, również Atriom Łaguta i Emil Sajfutdinow mają polskie obywatelstwo. Uśmiechnę się teraz i powiem, że obaj rosyjscy żużlowcy z polskimi dowodami osobistymi są na tyle lojalni wobec państwa polskiego, że w Speedway of Nations w Manchesterze w barwach Rosji nie pojadą…Wiem, wiem. Zatarg z rosyjską federacją motorową i uzasadnione pretensje Emila i Artioma o brak sponsorów – ale fakt jest faktem.

Cieszę się, że po raz szósty z rzędu odbyły się pod moim Patronatem Honorowym (2016-2021) IMSJ – i po raz czwarty wygrał w nich Polak: dwa razy Maksym Drabik, oraz Bartek Smektała i teraz Kuba Miśkowiak. Nowy mistrz świata juniorów, który w zeszłym roku był wicemistrzem Europy powiedział mi, zanim zdążyłem mu wręczyć puchar za zwycięstwo, że denerwował się przed ostatecznym turniejem tak, że w nocy nawet nie spał… Ale skończyło się happy-endem.

Wszystkich kibiców zapraszam już pojutrze, w sobotę, do Rybnika na 14:45, gdzie pod moim Patronatem Honorowym odbędzie się mecz Polska-reszta świata będący też pożegnaniem trenera Marka Cieślaka w roli naszego „Narodowego”…

*tekst ukazał się na portalu Interia.pl (07.10.2021)

Blog

Cała Polska w cieniu… Sparty!

Posted on

Kibice piłkarscy WKS-u Śląsk Wrocław skandują: „Cała Polska w cieniu Śląska”. Różnie z tym bywa, choć teraz Śląsk jest wiceliderem tabeli, a jak wygra w Poznaniu w sobotę to może być po raz pierwszy po latach całkiem z przodu w Ekstraklasie. Jednak inny klub z Wrocławia –  Betard Sparta Wrocław może śmiało skandować, choć nie będzie to do rymu: „Cała (żużlowa) Polska w cieniu… Sparty”. To nie marzenie, nie sen, to najprawdziwsza prawda. To się stało. Można by rzec: „Fiat!”.

Stolica Dolnego Śląska czekała na ten tytuł 180 miesięcy! Ostatnie złoto było przecież 15 lat temu. Ciekawe, choć nie ma to żadnego wpływu, że wtedy, w 2006 roku rządziło to samo ugrupowanie, co obecnie. To oczywiście zbieg okoliczności. Byli inni żużlowcy i inny trener, choć ten sam Andrzej Rusko i ta sama Krystyna Kloc.

Skądinąd finał miał swoją dramaturgię. Motorowi udało się w meczu u siebie w ostatniej chwili wyszarpać remis, który czynił sprawę złotego medalu otwartą.  Było inaczej niż w  przypadku obu półfinałów, gdzie późniejsi finaliści mogli się już de facto witać z awansem po pierwszych wyjazdowych meczach w Lesznie i Gorzowie.  To nie był jednak casus finału, gdzie równo po dwóch trzecich meczu , po zdobyciu 60 punktów przez oba zespoły mistrzem byli przyjezdni, a nie gospodarze. To było dobre dla promocji żużla, ale skończyło się dla NAS – nie ukrywam swojego emocjonalnego związku z klubem, którego byłem prezesem i wiceprezesem przez 8 lat – „happy endem”.

Wspomnień czar. Z czasów kiedy kierowałem, a raczej współkierowałem klubem zapamiętałem wiele momentów, o których Anglosasi mówią „impressive!”, a nawet „exctinig!”. Rzeczywiście było to ekscytujące słyszeć niesamowity doping na Olimpijskim, ale też spotykać się z niechęcią, mówiąc delikatnie, kibiców w Lesznie czy Częstochowie. Wtedy udało mi się pozyskać do sponsorowania klubu, do funkcjonującego już w nazwie Atlasu, także Telekomunikację Polską, wielką państwową firmę – dzisiejszy Orange.  Byliśmy kubem z największym budżetem w  Polsce, a tego nie mogli przeboleć nie tylko nasi tradycyjni przeciwnicy czyli  „Byki” z Unii Leszno, ale także inne, jak Polonia Piła z którą rywalizowaliśmy o tytuł mistrza  Polski. Gdy przyjeżdżaliśmy, krzyczeli: „Pieniądze to nie wszystko!”. Podobny w przesłaniu był transparent na stadionie Włókniarza Częstochowa, który nawiązywał do mojej wypowiedzi, w której stwierdziłem, że Sparta będzie w polskim żużlu niczym Bayern Monachium w  niemieckim futbolu. Jak przyjechaliśmy na mecz, przywitał nas transparent, z którego wynikało, że Wrocław to Bayern, a oni FC Magdeburg, ale i tak wygrają….

Tak było. A teraz znowu ZŁOTO.

*tekst ukazał się na stronie portalu Interia.pl (30.09.2021)

Blog

Żużlowe motocykle warczą po polsku …

Posted on

„Idź złoto do złota” – mógłby powiedzieć do siebie i to po polsku, bo dobrze mówi w naszym języku ojczystym Artiom Łaguta, który sześć dni po tym jak został złotym medalistą w DMP w Ekstralidze, zdobył też złoty medal IMŚ czyli Grand Prix. Artiom jeździ dla Wrocławia, mieszka w Bydgoszczy (podobnie jak brązowy medalista w klasyfikacji generalnej GP, inny Rosjanin z polskim paszportem Emil Sajfutdinow), jest w naszym kraju od 10 lat, jest polskim obywatelem, jego dzieci chodzą do polskich szkół, mają polskich przyjaciół, a sam mistrz Polski i mistrz świata przyszłość swoją i swojej rodziny wiąże z naszym krajem.

Pewnym symbolem tego, co Polska znaczy dla światowego żużla jest fakt, że wszyscy finaliści ostatniego turnieju Grand Prix w Toruniu mają polskie obywatelstwo, choć tylko (albo aż) dwóch z nich – nasz Maciek Janowski i Bartek Zmarzlik są Polakami od urodzenia. Skądinąd o finał otarł się inny jeździec mieszkający w Polsce, na Kaszubach, mający polską żonę i dziecko Duńczyk Leon Madsen. Polskie obywatelstwo ma też Norweg Rune Holta, który od pewnego mementu jeździł dla swojej drugiej, polskiej ojczyzny, a nie tej pierwszej, nordyckiej. Dodajmy jeszcze Grigorija Łagutę, Gleba Czugunowa i paru innych. Skądinąd nasz wrocławianin Czugunow, który w Polsce jeździ od kilku lat – w Betard Sparcie – od paru miesięcy broni też barw Polski. Czech Vaclav Milik, Słowak Martin Vaculik oraz szereg innych żużlowców z Rosji, Ukrainy czy Słowenii i generalnie krajów naszego regionu mówi po polsku, bo w Polsce od lat pracuje, ścigając się na torze. Ci z Zachodu często sporo rozumieją, ale im już w wieku dojrzałym trudniej się nauczyć naszej mowy ze słynnymi „sz”, cz”, „ś”, ć”. Te „szumiące” i „ciszące” są dla Anglików, Szwedów, Duńczyków czy Niemców barierą nie do przejścia.

A w światowym speedwayu zmiany, zmiany, zmiany. Przez ostatnie dwie dekady rządzili nim Anglicy z BSI (Benfielfd Sport International), od przyszłego roku pałeczkę przejmują Amerykanie z Discovery, którzy w posagu wnoszą swój wielki koncern medialny. Połączyli siły z Eurosportem i wprowadzili już do kalendarza globalnego speedway’a na najbliższe dwa lata kilka istotnych zmian. W skrócie: amerykańska korporacja pod swoje skrzydła bierze nie tylko GP, ale także Indywidualne Mistrzostwa Świata Juniorów (IMŚJ), które do tej pory od blisko dekady organizowane były przez polską firmę One Sport, a którym to IMŚJ patronowałem przez kolejnych sześć sezonów, od 2016 począwszy po 2021 roku kończąc. Jankesi nie zmienili liczby turniejów: dalej o tytule IMŚJ decydować będą trzy turnieje (tylko w COVID-owym roku 2020 było inaczej), ale zostaną one – uwaga ! – rozegrane w tym samym dniu, co trzy GP i na tych samych stadionach. Odbędą się one zatem w roku 2021 w Niemczech, Czechach (stadion „Marketa” w Pradze) i finałowy turniej w Toruniu. Discovery zajmie się też organizacją Mistrzostw Świata nastolatków („250-tki”). One z kolei odbędą się – uwaga, uwaga – w naszym Wrocławiu parę godzin przed kolejnym Grand Prix na Stadionie Olimpijskim.

Początkowo Wrocławia nie było na liście trzech polskich miast – organizatorów GP, ale od kilku tygodni dochodziły przecieki, że jednak dostaniemy to GP kosztem Łotwy – i tak się stało.

Te zmiany zapewnią znacznie większą frekwencję na mistrzostwach globu 2021 nastolatków I U-21, a także oczywiście dużo większe nagłośnienie medialne. Nie jest jeszcze zamknięta lista turniejów GP, bo cały czas pretendentem jest Australia. Powrót żużla na Antypody byłby dla promocji tej dyscypliny znakomity, jest jednak jeden szkopuł. A jest nim pandemia i niesłychane restrykcje w tej dawnej brytyjskiej kolonii i wciąż kraju będącego częścią Commonwealthu. Skala zachorowań w Australii była minimalna także dzięki bardzo ostrej polityce władz w Canberrze, które uciekły się do drastycznych metod, np. w postaci zakazu wjazdu swoim obywatelom (!) – i to przez paręnaście miesięcy – jeśli tylko w momencie wybuchu koronawirusa przebywali poza granicami ojczyzny. Stąd też niepewność, czy w roku 2022 GP odbędzie się w Oceanii, tak jak parę razy odbyło się w erze BSI. Wówczas ostatni turniej odbędzie się, zgodnie z tradycją ostatnich lat, w Toruniu.

Operatywny prezydent tegoż Grodu Kopernika potrafił również wywalczyć – oczywiście nie za darmo- że wracający do kalendarza żużla Puchar Świata czyli dawne Drużynowe Mistrzostwa Świata odbędą się pierwszy raz po sześcioletniej przerwie właśnie w Toruniu, w roku 2023.

Najbardziej stratne na tych zmianach będzie opisane przez Jarosława Haszka w „Przygodach dobrego wojaka Szwejka” Pardubice w Czechach. To tam regularnie odbywały się finałowe turnieje IMŚJ, a od przyszłego sezonu pozostanie tylko kultowa, rozgrywana od czasów żużlowych dinozaurów „Zlata Prilba”.

To wyjątkowa sytuacja, kiedy cały tekst poświeciłem żużlowi. Puentą niech będzie to, że w ten weekend, w Rybniku pod moim Patronatem Honorowym – jak od 2016 roku wszystkie towarzyskie mecze Biało-Czerwonych !- odbyło się spotkanie Polska-Reszta Świata. Odkąd pamiętam, przez te sześć lat Polacy tylko raz przegrali mecz towarzyski – i było to w poprzednim sezonie z Rosją w Bydgoszczy – i bodaj tylko dwa razy zremisowali: z Danią w Lublinie i Rosją w Krakowie.

A w najbliższy weekend obstawiam, że Polska w Manchesterze zdobędzie złoto współczesnych DMŚ czyli Speedway of Nations (SoN)…

*tekst ukazał się w „Słowie Sportowym” (10.10.2021)

Blog

Moje żużlowe „momenty”

Posted on

Zastanawiałem się niedawno temu, jakie momenty w ciągu mojej 48-letniej przygody z żużlem – mój Boże, to już prawie pół wieku! – najbardziej zapamiętałem. Które wydarzenia, mecze, biegi były i są punktami odniesienia w  mojej prywatnej historii żużla? Otóż były  one następujące. Opowieść ojca, którego po Powstaniu Warszawskim wywieziono z Warszawy i znalazł się z rodzicami czyli dziadkiem Henrykiem Karolem Czarneckim i babcią Bronisławą  w Częstochowie. Opowiadał mi o zawodach żużlowych, które widział jako 10/11-letni chłopak na torze usypanym z autentycznego żużla z Huty Hantkego (późniejsza – od 1952 roku – Huta im. Bolesława Bieruta). Dalej: oczywiście mój „pierwszy żużel” czyli IMŚ w Chorzowie 1973 roku na Stadionie Śląskim i dwóch Polaków na podium: trzeci był ten, którego kreowano na jedynego, który może wygrać z legendarnym Ivanem Maugerem – czyli Zenek Plech. A pierwszy był tym, który z Nowozelandczykiem wygrał baraż czyli Jurek Szczakiel. Mija właśnie rok i osiem dni od jego śmierci. Jurek całe życie był skromny i wtedy, gdy zdobywał pierwszy dla Polski tytuł indywidualnego mistrza świata, i wtedy, gdy w 2008 roku (a może 2009 roku?) zaprosiłem go do Krakowa do sportowego panelu, który prowadziłem. Czy jeszcze później, gdy – już mocno schorowany – przychodził na zawody żużlowe pod moim Patronatem Honorowym czyli najczęściej  SEC– Speedway Euro Championship, które przecież odbywały się dwa razy na tym samym stadionie, na którym czterdzieści parę lat wcześniej zdobył złoto, a 100-tysiecy rodaków wraz z nim śpiewało „Mazurka Dąbrowskiego”. Jego kolega z reprezentacji, ale też rywal Zenek Plech przeżył go o niespełna trzy miesiące – zmarł pod koniec listopada 2020.

I dalej: zwycięstwo Tomka Golloba na pierwszym Grand Prix, które oglądałem w życiu i jednocześnie pierwszym we Wrocławiu na Stadionie Olimpijskim. Wtedy nie wiedziałem, że miną trzy lata, a już jako poseł „wyrwę” znaczne pieniądze od ówczesnego ministra sportu… ś. p. Jacka Dębskiego (tak, tak!) na remont tego samego Olimpijskiego, na którym Tomek wygrał. Piszę „Jurek”, „Zenek”, „Tomek”, bo z nimi wszystkimi miałem zaszczyt przejść na „Ty”.

A może inauguracja sezonu żużlowego w 2001 roku? Byłem wtedy prezesem Atlasu Wrocław czyli Sparty – żeby na niej być zrezygnowałem ze służbowego wyjazdu do Brazylii. Wariat, Panie, wariat! A może przegrany złoty medal Sparty w sezonie 1999? Przegrany w ostatnim meczu z Piłą, która potraktowała ten pojedynek jako coś więcej niż sport, bo przecież przyjechali bogaci wrocławianie…

A może wcześniej mój wybór  na wiceprezesa WTS-u Sparta Wrocław w 1997 roku? Nie wiedziałem wtedy, że przez osiem lat będę prezesował i wiceprezesował mojemu ukochanemu żużlowemu klubowi.

Tak, to były te momenty – choć nie wszystkie – dzięki którym żużel stał się dla mnie czymś szczególnym.

*tekst ukazał się na portalu Interia.pl (09.09.2021)