Blog

Ryszard Czarnecki vs. Adrian Klarenbach. Rozmowa o polityce, także międzynarodowej …

Posted on

A oto zapis radiowego wywiadu, jakiego udzieliłem red. Adrianowi Klarenbachowi. Nasza rozmowa emitowana była na falach PR 24.

Rozmowa Polskiego Radia 24, w studiu Adrian Klarenbach. Dzień dobry Państwu, w studiu jest mój gość Ryszard Czarnecki, Prawo i Sprawiedliwość. 

– Witam Pana, witam Państwa.

 Panie Pośle, był Pan kiedyś w Australii? 

– Tak, raz byłem.

Ładnie tam jest. 

– Ładnie. Ciepło, mało ludzi – w sensie, że na kilometr. Oczywiście kraj robi wrażenie. Byłem tam bardzo dawno temu, blisko dwie dekady temu. A oprócz tego miałem parę lądowań w Australii, jak na przykład ,gdybleciałem jako obserwator wyborów do Timoru Leste – Timor Wschodni – to właśnie w mieście Darwin w Australii lądowałem.

To właśnie tam Paweł Rabiej udał się tam na odpoczynek, zasłużony rzecz jasna. Troszkę jednak emisji CO2 dzięki takiemu lotowi jest. 

– No, nawet bardzo dużo. Tak mówią eksperci, że samoloty – które oczywiście są konieczne, ułatwiają życie człowiekowi – jednak tam te swoje CO2 zostawiają … Żeby było jasne, ja nie jestem przeciwko samolotom, wręcz przeciwnie – ja z nich też korzystam. Natomiast jak ktoś już jest już takim ekologiem, to może zacznie od siebie i zamiast krytykować innych niech sam może w mniejszym stopniu przyczynia się do tego, żeby ta emisja CO2 dzięki jego lotom miała miejsce.

W Australii to taka nowomowa jest, że wszystkich do diabła się posyła? 

– Myślę, że coś niedobrego dzieje się z panem wiceprezydentem. Jeszcze dwa lata temu był to człowiek, który miał poglądy lewicowe i liberalne, ale można z nim było dyskutować. Pan -myślę – też tego doświadczył, że przynajmniej słuchał argumentów i był człowiekiem kulturalnym. Teraz, od kiedy został wiceprezydentem Warszawy z ramienia Nowoczesnej, takim „wice -Trzaskowskim”  coś złego się z nim dzieje. Rzeczywiście ma taki brutalny i agresywny język, którym nieładnie określa swoich oponentów. A wysłanie do diabła arcybiskupa, zresztą kogokolwiek, jest rzeczą bardzo taką i nieelegancką i niegrzeczną i niewłaściwą – chociaż nie wiem czy pan Rabiej wie, o czym ja mówię.

Kim jest Greta Thunberg? 

– Jest młodą dziewczyną, która w przeciwieństwie do swoich rówieśników na całym świecie, także w Polsce, którzy to rówieśnicy chodzą do szkoły i uczą się – ona do szkoły nie chodzi. Ma chyba bardzo ambitnych rodziców, ale to może nic złego, natomiast mam wrażenie, że robienie z tego co mówi jakiegoś punktu odniesienia i czynienia z niej jakiegoś autorytetu naukowego czy moralnego ,mam wrażenie, że jej szkodzi na dłuższą metę, jest zupełnie niepotrzebne i myślę, że zupełnie nieadekwatne do sytuacji. Ja jestem za tym, żeby dbać o środowisko, ale myślę, że w tym zakresie lepiej jest słuchać profesorów, specjalistów –  a nie przy całym szacunku – nastolatki.

Wie Pan, ja sobie tak myślę, że ta Greta Thunberg musi być kimś niezwykle ważnym, skoro pisze do niej chociażby Janina Ochojska. 

– Ja myślę akurat, że to jest pewna demonstracja polityczna. Mam takie wrażenie, że pani Janina Ochojska robiła wiele pożytecznych rzeczy w ramach Polskiej Akcji Humanitarnej – i tutaj szacunek. Natomiast myślę, że takie na siłę upolitycznianie swojej działalności przez nią od kiedy jest w europarlamencie chyba tak trochę się kłoci z jej wcześniejszym wizerunkiem, ale to już jej wybór.

 Może Pani Greta Thunberg, 16-latka powinna być kimś ważnym w Parlamencie Europejskim?

  – Tak, tylko nie ma szans, żeby ją tam wybrano, bo jest za młoda.

 Ale przecież można ją mianować, można ją wskazać? 

– Ja naprawdę mam jednego syna młodszego niż panna Greta, dwóch synów starszych od niej. No, ale właśnie jako rodzic, Pan też ma kilkoro dzieci… Nastolatkowie mają różne fajne pomysły, no ,ale są nastolatkami, więc traktujmy ich jako młodych ludzi, którzy mają swoje pomysły, ale też „miej proporcje Mocium Panie”, Panie Redaktorze…

Bartosz Arłukowicz zgłosił swoją kandydaturę, chce zastąpić Grzegorza Schetynę w fotelu przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. 

 – No, niie tylko on, bo słyszę o panu Budce, pani Musze.

Nie, nie, to są nazwiska, które już się pojawiały. BartoszArłukowicz ten akces zgłasza. 

 – Ok. To znaczy, że bój to będzie – nie wiem czy ostatni- trawestując „Międzynarodówkę”, ale będzie na pewno ostry. Platforma pokazuje na zewnątrz po prawyborach, że jest partią mało jednolitą, jednak  bardzo mocno podzieloną, skłóconą.

Sondażowe poparcie dla Platformy spada? 

– No cóż, być może jest to związane  z tym, o czym przed chwilą powiedziałem, bo jednak wyborcy dają premię za jedność. Tym, którzy się nie kłócą raczej dają bonus, te formacje raczej idą w gorę lub mają to samo poparcie – myślę o Prawie i Sprawiedliwości i o lewicy, natomiast Platforma rzeczywiście spada. To nie jest jakiś katastrofalny spadek, ale jednak równia pochyła, może także dlatego, że pokazuje na zewnątrz różnice, kłótnie, spory, podziały.

 Jaką rolę w tej starej-nowej platformie, a właściwie tej starej-nowej Platformie odgrywa Donald Tusk? 

– Na pewno jest politykiem, który chociaż będąc w Brukseli jednak chce swoje ugrać, ma swoich ludzi  w Platformie, chociaż jak słyszę w tej chwili najnowsza tendencja to nie tyle robić zadymę wewnątrz PO, co raczej tworzyć coś nowego, jakąś nową formację, zdaje się, że Donald Tusk…

Ale w ramach PO czy Donald Tusk stawia na kogoś takiego jak Szymon Hołownia? 

– Nie. Pan Donald Tusk robi coś nowego. Zdaje się, że postawił krzyżyk, kreskę na Platformie Obywatelskiej, na swojej partii – w moim przekonaniu to będzie zwiastować trudne czasy dla PO – ale proszę nie oczekiwać, żebym ja z tego  powodu tak bardzo się martwił.

Widzę, że nawet Pan się delikatnie uśmiecha. Rozumiem i dobrze Pan życząc Platformie zastanawia się pewnie dlaczego Donald Tusk nie podjął jednak rękawicy, nie staje do wyborów prezydenckich w tym – 2020 roku. Tylko odgraża się, ze może weźmie udział w tych w 2025? 

 – Sprostowanie, nie życzę wszystkiego najlepszego Platformie, aczkolwiek życzę wszystkiego najlepszego moim rodakom, także tym, którzy na  Platformę głosują.

 I tu jest ta różnica, bo senator Pociej to życzy choroby, chociażby posłom Porozumienia. 

 – No tak, prawdę mówiąc dosyć szokujące. Ja pamiętam jak pewna europosłanka  w pierwszy dzień Swiat Bożego Narodzenia napisała na Twitterze, że … „PiS i inne śmieci”… no, ale zostawmy ten język, którym pisała pani von Thun und Hohenstein. Natomiast wracam do Donalda Tuska, ja bym powiedział w ten sposób, że on pokazał tutaj zdrowy realizm. On nie kandyduje, bo wie, że by przegrał z prezydentem Andrzejem Dudą – także dlatego, że ludzie pamiętaj że przez siedem lat był premierem i jego wszystkie decyzje niedobre, złe, nieprawdziwe, podnoszenie wieku emerytalnego, te wszystkie bajery, bujdy na resorach typu inwestor z Kataru.

Tajemniczy inwestor z Kataru… 

– Który potem się rozwiał we mgle… Zginął zaraz po wyborach europejskich w 2014 roku. Ledwo, ledwo, minimalnie wygranych przez Platformę, ale jednak. Także dzięki temu inwestorowi z Kataru.

Czy czytał pan może książkę „Szczerze”? 

– Muszę Pana zaskoczyć, że zacząłem ją wertować, że tak powiem, trochę przeczytałem. Taka mieszanina samouwielbienia z informacjami, jak to Donald Tusk poucza…

Ponoć wiele megalomanii tam jest… 

– To już powiedziałem, Donald Tusk sprawia wrażenie człowieka zakochanego w sobie w tej książce – i z wzajemnością. To jest przecież …

 Ta książka miała posłużyć do tego, żeby była to taka mała trampolina do rozpoczęcia wyścigu prezydenckiego. 

– Być może myślał o wyścigu prezydenckim 2025 na przykład? Bo w 2020 to szans nie ma i myślę, że już tutaj nie będzie miał . Ja widzę tutaj taka jedną możliwość, Donald Tusk mógłby wystartować w tych wyborach, gdyby sondaże obecnego prezydenta bardzo spadły – w co nie wierzę – no i wtedy, jakby opozycja cała solidarnie pokłoni się pod kolana Donalda Tuska…

 Ja rozumie, że to nie jest jeszcze taka ostateczna decyzja. 

 – Ja myślę, że jednak patrząc realistycznie, nie w wymiarze political fiction – to Donald Tusk w tych wyborach nie wystartuje, bo wie, że je by przegrał z prezydentem Dudą. Ale oczywiście to nie oznacza, że prezydent Duda ma to zwycięstwo w kieszeni. Musi ciężko pracować.

 Beata Szydło stanie na czele sztabu wyborczego Pana Prezydenta? 

 – To już jest decyzja Pana Prezydenta. A ja mam bardzo dobra opinię o Pani Premier Beacie Szydło i na pewno w takim czy w innym wymiarze powinna w tej kampanii uczestniczyć. Tym bardziej, że była też jedną z autorek sukcesu naszego prezydenta pięć lat temu.

 W dzisiejszym sondażu dla „Rzeczpospolitej” zaledwie 11% pytanych wierzy w sukces Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Dla zestawienia bez mała 60% wierzy w sukces Andrzeja Dudy. 

– Po pierwsze to ja się z takich wyników i cieszę i się martwię nimi jednocześnie, paradoksalnie. Cieszę się, ponieważ to pokazuje , że 3/5 Polaków uważa, że wygra prezydent Duda, to jest bardzo znaczący sygnał. A 1/9 Polaków wierzy, że wygra Pani Marszałek Kidawa-Błońska, była rzeczniczka rządu Donalda Tuska. Ale jest jedna rzecz, która mnie niepokoi. Ja bym przestrzegał przed nastrojami takiego tryumfalizmu. 60 % uważa, że on wygra. Zwycięstwo Prezydenta Dudy  samo nie przyjdzie… Po takich sondażach mogą być tacy zdemobilizowani, którzy myślą, że skoro tylu innych ludzi uważa, że prezydent wygra, to on na pewno wygra.

Powtórka z wyborów parlamentarnych nam się szykuje? 

– Dobre pytanie. Ja myślę, że prezydent Andrzej Duda chce i będzie ciężko pracował, ale to wyborcy prezydenta Dudy – a więc więcej osób niż  ci, którzy głosują na Prawo i Sprawiedliwość -myślą, że te wybory będą dopiero w maju i dużo przed nami jeszcze czasu, dat, kampanii – a my musimy być zmobilizowani!

 A  właśnie – czy dojdzie do debaty Andrzej Duda – Małgorzata Kidawa-Błońska? 

 – Jeżeli dojdzie do drugiej tury, a jest to przecież bardzo prawdopodobne, to myślę, że jak najbardziej Prezydent i była rzeczniczka rządu Donalda Tuska – tak.

 A w pierwszej turze nie można by było zorganizować takiej debaty? 

 – Ale to sztaby będą decydować, rzecz jasna. Ale przyzna Pan, że to byłaby dość ciekawa debata.

Tak, tylko, że dlaczego faworyzujemy jednego kandydata opozycji, a będzie tych kandydatów kilku, kilkoro. 

– Wiadomo już kogo lewica wystawi i kiedy?

 Nie, ja nie wiem. Natomiast to, że zwlekają z taka decyzją, to też sobie zmniejszają szanse. 

 – Robert Biedroń będzie najprawdopodobniej tym kandydatem.

 Cóż, jak widać wielu eurodeputowanych ma buławę marszałkowską w kieszeni – pan zaczął od Arłukowicza, który jest europosłem, a chce być szefem Platformy. To także taki sygnał dla mnie, ale ja nie mam takich krajowych ambicji. 

 – Zrozumiałem, zrozumiałem, ale wszystko przed nami. Ryszard Czarnecki, Prawo i Sprawiedliwość, był moim i Państwa gościem. Bardzo dziękuję. Do usłyszenia.

 Dziękuję bardzo. 

Blog

Same pieniądze nie jadą

Posted on

Za niespełna półtora miesiąca rusza Ekstraliga żużlowa i z tego powodu – jako corocznie patron honorowy wielu imprez i mistrzostw żużlowych – przypomnę swój wywiad dla branżowego „Tygodnika Żużlowego” o ubiegłym sezonie. Rozmowę przeprowadził red. Bartłomiej Czekański.

W  play-offach raczej bez zaskoczeń, są ci, co mieli być, ale w dolnej czwórce już są niespodzianki. Grudziądz wysoko, Motor, który miał spaść, jest bezpieczny, za to Stal Gorzów znalazła się w barażach i zmienił się tam prezes, a o bogatym Toruniu już nie mówmy, bo po prostu poleciał z hukiem. Jak to oceniasz? Czyli pieniądze nie jadą? Twoje plusy i minusy po rundzie zasadniczej. 

 – Ekstraliga w tym roku okazała się znacznie ciekawsza niż wcześniej podejrzewano. Skazywany na pożarcie Motor dał swoim kibicom dużo radości i spokojnie się utrzymał w najwyższej klasie rozgrywkowej zajmując 6. miejsce, co dla lublinian jest jak medal.  Ubiegłoroczny wicemistrz Polski Stal Gorzów, jak kiedyś Unia Leszno, musi się bić w barażach o pozostanie. Poukładany finansowo Toruń definitywnie spadł. To oznacza, że same pieniądze nie jadą. Trzeba czegoś więcej. I że żużel jest pełen niespodzianek, które przyciągają na stadiony fanów. Aczkolwiek rozumiem, że z tym moim stwierdzeniem w tym przypadku mogą się nie zgodzić kibice z Gorzowa i Torunia. Nikogo przed sezonem nie wolno skazywać na spadek, ani przedwcześnie zawieszać medali na szyi.

Jakie są Twoje typy na play off? Czy Sparta u siebie powinna na zakończenie rundy zasadniczej dostać aż takie baty od Unii Leszno? Przecież to dwa czołowe kluby rzekomo najsilniejszej żużlowej ligi świata, czyli Ekstraligi?  

– To nie jest „rzekomo” najsilniejsza żużlowa liga świata, tylko taka jest w rzeczywistości. Gdy ktoś wygrywa koszykarską NBA lub hokejową NHL to jest uważany za klubowego mistrza świata. Tak samo jest z polską żużlową Ekstraligą. Stawiam na finał Leszno-Wrocław, aczkolwiek Częstochowa może napsuć dużo krwi „Bykom” w półfinale play off. Zielona Góra wobec kontuzji Nickiego Pedersena jest w trudnej sytuacji. Byłem na meczu przegranym wysoko przez Spartę u siebie z Unią Leszno. Jednak „Byki” nie powinny już otwierać szampanów, gdyż play offy rządzą się swoimi prawami, zawodnicy Sparty z pewnością pojadą inaczej, czyli lepiej. Nikt się przed Unią nie położy na torze i nie odda jej za darmo tytułu DMP!

Czy prezes Skrzydlewski z Łodzi ma rację, że Nice 1. Liga Żużlowa jest za bardzo przewidywalna? Teraz gdy spadł do niej Toruń, to już chyba trudno wskazać innego faworyta?  

– Nigdy nie dzielmy skóry na niedźwiedziu. Czasem i faworyci dostają baty. W tym roku Nice 1. Liga jest ciekawa, o czym choćby świadczy wysoka frekwencja na stadionach. A to kibice oceniają, czy warto kupić bilet na takie widowisko. Widać, uznali, że warto.

Czy nieoficjalny sezon transferowy powinien się rozpocząć tak wcześnie, jeszcze w trakcie rozgrywek? Rozumiem, że zawodnicy jak bracia Łagutowie podpisują kontrakty ze swoimi dotychczasowymi klubami, lecz są i doniesienia o transferach – przenosinach. Czy to moralne, zwłaszcza między zespołami, które jeszcze między sobą rywalizują (acz rzeczywiście takich przypadków nie jest dużo)?  W trakcie sezonu. 

– W siatkówce, czy piłce nożnej transfery są zapowiadane nieraz pół roku wcześniej, albo i dłużej przed ich sfinalizowaniem. Trener siatkarskich mistrzów świata Stephane Antiga dowiedział się, że nie będzie prowadził warszawskiego zespołu Oniko od jesieni ‘2019 już na przełomie zeszłego i obecnego roku, czyli dziewięć miesięcy wcześniej. Nie ma więc co walczyć z wiatrakami i wczesnymi informacjami medialnymi o transferach w żużlu, które bywają czasem elementem wojny psychologicznej. Pewnie nie jest to jakieś zjawisko sympatyczne, ale chyba nie do uniknięcia.

Czy runda zasadnicza powinna się kończyć w trakcie upalnego sierpnia, a przypominam, że za sprawą prezes Krysi Kloc mamy lipcową przerwę? Inaczej to ta rudna kończyłaby się chyba w lipcu? Mamy koniunkturę gospodarczą, czy nie jest to dobry czas na powiększenie Ekstraligi. O co od lat postuluję? 

– Pierwszy raz publicznie chcę oświadczyć, że liga żużlowa w Polsce może kończyć się kilka tygodni później, bo na to pozwala pogoda, czyli także nawierzchnie torów. Co do powiększenia Ekstraligi jestem na TAK! Najlepsze drużyny Nice 1. LŻ  mogłyby się utrzymać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Casus Motoru jest tu znaczący. Dziesięć drużyn w Ekstralidze to więcej meczów i wyższy dochód dla klubów. Nie sądzę, byśmy mieli z tego powodu wyniki typu 75:15, gdyż czołówka pierwszego frontu prezentuje już ekstraligowy poziom.

Jako były prezes i wiceprezes żużlowej WTS Sparty pomagasz jej na co dzień. Tak samo Twój syn poseł Przemysław Czarnecki jest członkiem Rady Nadzorczej tego wrocławskiego klubu. Możecie zdradzić szczegóły swojej działalności w Sparcie? 

– Przemek od lat funkcjonuje w Sparcie Wrocław, ale jest dorosły, zaś ja nie jestem jego rzecznikiem prasowym. Niech Ci sam opowie. Od siebie nadmienię, że stara miłość u mnie nie rdzewieje i też wciąż jestem w jakiś tam sposób związany ze Spartą, do której mam niegasnący sentyment.

Blog

Strasburg: o Polsce i pracy dzieci w kopalniach Madagaskaru…

Posted on

Druga w tym roku sesja Parlamentu Europejskiego w Strasburgu – i druga pod rząd debata o Polsce. Ilość w tej materii nie przechodzi w jakość. Charakterystyczne, że nawet raczej mało sprzyjające Polsce władze PE przywiązują do dyskusji o polskiej praworządności coraz mniejszą wagę. Dowodem na to jest umieszczenie jedenastej (sic!) debaty o naszym kraju w agendzie późnawym wieczorem, gdy dotychczas ten punkt porządku obrad był procedowany najpierw rano, potem wczesnym popołudniem, a wreszcie późnym popołudniem. Aż w końcu w ostatni wtorek „polska” debata rozpoczęła się…  przed 21-szą.

Debata o Polsce czyli… ten sam temat, inna taktyka

Obie strony sporu zastosowały odmienną niż dotąd taktykę. Strona polska skumulowała swój czas na wystąpienia w rękach jednego mówcy – europoseł Beaty Szydło. Miałem poczucie pewnego deja vu, ponieważ ta sama Beata Szydło jako premier Polski występowała w tymże Strasburgu – też w debacie o Polsce –  w… styczniu 2016 roku. Minęły cztery lata i znów jest to samo: Polska broni się atakując,  nasi przeciwnicy – wewnętrzni i zewnętrzni – powtarzają bzdurne argumenty albo wręcz kłamstwa. Ale druga strona również przygotowała się – do niedawna Polska była atakowana przez europosłów z krajów Europy Zachodniej i Północnej, co sprawiało wrażenie swoistej arogancji państw bogatszych, które miały większe geopolityczne szczęście i nie znalazły się za „żelazna kurtyną” (sir Winston Churchill). Teraz do ataków na nasz kraj i władze RP skierowano europosłów głównie z naszego regionu.  W dużej mierze miało już to miejsce przed miesiącem – atakowali Polskę ustawieni „MEPs” z Europy Środkowo-Wschodniej. Miało to wywołać wrażenie , że nie jest to wcale starcie: bogata Europa „A” kontra mniej zamożna „nowa Unia” czyli Europa „B”. Wręcz przeciwnie, że to tylko Polska ma problemy z tzw. praworządnością, bo też przecież występowali przedstawiciele państw, które również były grillowane w ostatnich miesiącach w europarlamencie: Rumunia, Słowacja czy Czechy…

Przed debatą o Polsce miał miejsce punkt „Walka z antysemityzmem, rasizmem i nienawiścią w Europie”. A po punkcie „Obecne zagrożenie praworządności w Polsce” był kolejny „Nielegalny handel zwierzętami domowymi w  UE”. W kuluarach Parlamentu Europejskiego dziennikarze ironicznie żartowali, że wszystkie te debaty tak naprawdę dotyczyły Polski… Była to odpowiedź na stereotypy funkcjonujące na nasz temat na Zachodzie.

„Randka w ciemno” czyli warunki „Brexitu”

Jednakże znacznie ważniejsza niż debata o Polsce, w kontekście przyszłości Europy i krajów członkowskich UE była dyskusja, która rozpoczęła się 12 godzin przed tą o nas. Chodziło o praktyczne warunki rozwodu UE z Londynem, bo do tego sprowadzał się punkt „Propozycja dotycząca negocjacji w sprawie nowego partnerstwa ze Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej”. Na razie mamy tu swoistą „randkę w ciemno”, skoro nie wiemy, jakie dotychczasowe przywileje ekonomiczne, handlowe czy socjalne będą udziałem obywateli krajów członkowskich UE-27 i mieszkańców Wysp Brytyjskich po 1 stycznia 2021 roku. 

Na „Brexicie” się jednak świat nie kończy. Omówiliśmy także „Zawarcie umowy o wolnym handlu między UE a Wietnamem”, a także umowę o „O ochronie inwestycji między UE a Wietnamem”.

Unijne przystawki w hermetycznym sosie

Ponadto przedyskutowaliśmy, jak co roku, raport roczny Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem, tym razem za 2018 rok. Gdy robiliśmy to samo przed rokiem, był jeszcze europarlament w „starym składzie”, a EBC kierowany był przez kończącego swą kadencję Włocha, byłego szefa Banku Centralnego Italii Mario Draghiego. Teraz jesteśmy i po wyborach do PE i wyborach na nowego szefa ECB (European Central Bank), którym została Francuzka, do niedawna szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF), była minister Christine Lagarde.

Sporo czasu europosłowie poświęcili polityce międzynarodowej. Omawialiśmy bieżąca sytuację w Wenezueli, ale też „plan USA dla Bilskiego Wschodu”. Ten ostatni punkt referował wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej – Wysoki Przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i bezpieczeństwa czyli „High-Rep” – od „High Repreresentative”  Josep Borrell z Hiszpanii (Katalonii). Debatowano również o „Obecnej sytuacji w zakresie bezpieczeństwa w Syrii” (także z udziałem J. Borrella). Jednym z punktów była również „Nowa kompleksowa strategia UE-Afryka”.

Nie będę tłumaczył dość często hermetycznego języka europarlamentarnych komunikatów, bo szkoda na to czasu i atlasu. Najlepszym tego  przykładem jest choćby punkt brzmiący: „Ocena wniosku Komisji Europejskiej dotyczącego zmienionej metodyki rozszerzenia”…

Był też inny, choć podobnie tajemniczy dla laika „Sprzeciw na podstawie art. 11 Regulaminu: unijna lista projektów będących przedmiotem wspólnego zainteresowania”…

Ciekawe czy jakikolwiek wpływ na życie gospodarcze będą miały konkluzje z debaty: „Zautomatyzowane procesy podejmowania decyzji: zapewnienie ochrony konsumentów i wolnego przepływu towarów i usług”?

Jednym z pierwszych punktów porządku obrad w Strasburgu był: „Małe i średnie przedsiębiorstwa i lepsze stanowienie prawa”. Z naszego punktu widzenia szczególnie ważna była tzw. wspólna debata o transeuropejskiej infrastrukturze energetycznej.

„Unijny tort” bez brytyjskich  drożdży

Jednak, wszystkie te, mniej lub bardziej ważne dyskusje – może poza debatą o warunkach „Brexitu” – tak naprawdę były w cieniu trzygodzinnej debaty o podziale unijnego tortu budżetowego. Oficjalna nazwa tego punktu to: „Przygotowania do nadzwyczajnego posiedzenia Rady Europejskiej poświęconego wieloletnim ramom finansowym, które rozpocznie się  20 lutego 2020 roku”.  Chodzi o podział środków UE na lata 2021-2027. Będzie to tzw. „Wieloletnia Perspektywa Finansowa UE” – ale pierwsza bez Wielkiej Brytanii i jej miliardów funtów składki do brukselskiej kasy. O to właśnie  – o wielkie pieniądze –  toczy się w brukselsko-strasburskich kuluarach walka.

Gdy chodzi o głosowania, to po raz kolejny (pierwszy raz w styczniu) ograniczono je zaledwie do dwóch dni w sesji: w środę i czwartek. To wyraźna różnica w porównaniu z finiszem prac eurolegislacyjnych przed rokiem, pod koniec kadencji 2014-2019, gdy nadmiar rezolucji spowodował, że głosowaliśmy w niektóre dni (zwykle w środy) nawet dwukrotnie.

Skądinąd najwięcej głosowań „dostarczyła” Komisja Handlu Międzynarodowego PE.

Europarlament upomniał się o prawa człowieka w Republice Gwinei oraz sprzeciwił się pracy… dzieci w kopalniach na Madagaskarze, co żywcem przypomina pracę angielskich dzieciaków w XIX wieku podczas rewolucji przemysłowej.

Najbliższa sesja Parlamentu Europejskiego w Strasburgu odbędzie się od 9 do 12 marca, a tzw. minisesja w Brukseli w dniach 30 i 31 marca. Czy tym razem uda się uniknąć kolejnych, numer 12 i numer 13, debat o Polsce? Czas pokaże. Choć, prawdę mówiąc, odpowiedź na to pytanie jest coraz mniej zajmująca.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (17.02.2020)

Blog

Ryszard Czarnecki kontra Konrad Piasecki czyli „działo się”

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu ostrego wywiadu telewizyjnego, jakiego udzieliłem red. Konradowi Piaseckiemu w TVN 24. Była to poranna, mająca bardzo dużą oglądalność „Rozmowa Piaseckiego”.

Dzień dobry, witam, „Rozmowa Piaseckiego”, a w niej europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki. Dzień dobry, witam. 

– Dzień dobry. Witam Pana, witam Państwa

 Data wyborów ogłoszona, Prawo i Sprawiedliwość nie ma wątpliwości, dylematów – Andrzej Duda na prezydenta? 

 – Tak ,oczywiście.

 Czyli ma być tak, jak było? 

– Ma być tak dobrze jak było, jak jest i jak będzie.

A było dobrze? 

– Było bardzo dobrze, ja na to patrzę z perspektywy międzynarodowej. Bardzo aktywny na arenie międzynarodowej, bardzo duże zasługi jeśli chodzi o relacje transatlantyckie. Aktywność w regionie, budowanie sojuszów regionalnych – to bardzo ważne.

Mam wrażenie, że sukcesów wielkich poza relacjami ze Stanami Zjednoczonymi w tej sprawie nie ma. 

– Panie Redaktorze proszę o uczciwą, obiektywną ocenę.

Obiektywnie uważam, Międzymorze jest tworem głównie propagandowym. Co Wy robicie z tymi ludźmi Prawa i Sprawiedliwości i okolic, którzy są rozczarowani tą prezydenturą i mówią „a ja na Dudę nie zagłosuję”? 

– Myślę, że jak dojdzie co do czego to także ci ludzie, którzy mają swoje wątpliwości- mają do tego prawo – zagłosują na prezydenta Rzeczpospolitej.

A co gdy ważni ludzie z obozu Prawa i Sprawiedliwości mówią – „mojego głosu prezydent już nie ma, zrobił krok w kierunku elektoratu lewicowo-postkomunistycznego, tych, którzy służyli Rosji i twardego betonu komunistów, którzy z Moskwą współpracowali”? Pamięta Pan takie słowa? 

 – Nie pamiętam.

 Marek Suski — ówczesny szef gabinetu politycznego premiera. Ważna postać Prawa i Sprawiedliwości mówił: „ja na Dudę już nie zagłosuję” Powiedzmy to, na razie. 

– Jestem przekonany, że Marek Suski zagłosuje na prezydenta Andrzeja Dudę.

A mówil, że tego nie zrobi. 

– Myślę, że przekonał się kolejnymi miesiącami, latami prezydenta.

To następna postać – najwierniejszy z wiernych, redaktor naczelny najwierniejszej z wiernych „Gazety Polskiej”– „na Dudę już nie zagłosuję, prezydent Duda dopiął swego – wyszantażował dymisję Macierewicza, a ja obiecałam, że w takiej sytuacji na niego nie zagłosuje i tej obietnicy dotrzymam” .

– Myślę, że wiele osób, także Tomasz Sakiewicz, którzy mówili w emocjach, może uzasadnionych, że nie zagłosują na prezydenta – na prezydenta jednak zagłosują.

A Pan jest nadal szefem Rady Nadzorczej, która wydaje „Gazetę Polską” ? 

– „Gazetę Polską Codziennie”, dziennik, dziennik, cały czas powtarzam.

Ale czy ma Pan związek z panem Tomaszem Sakiewiczem? Czyli można powiedzieć w pewnym sensie niesubordynacja podwładnego. 

– W sensie formalnym mam związek z „Gazetą Polską Codziennie”, a konkretnie może ze spółką, która ją wydaje.

A co Wy z takimi głosami poczniecie, bo te głosy jednak padały przez cztery, teraz to już cztery i pół roku tej prezydentury. I co? I one wszystkie zostaną unieważnione w dniu, kiedy marszałek Witek ogłasza wybory prezydenckie? 

– Panie Redaktorze, wytrawny dziennikarz doskonale wie, jak przyjdzie co do czego i z jednej strony będziemy mieli pana doktora prawa Andrzeja Dudę Prezydenta Rzeczpospolitej, a z drugiej strony np. panią rzeczniczkę rządu Donalda Tuska Kidawę-Błońską, Małgorzatę Kidawę-Błońską – to tacy ludzie, których Pan cytował wybiorą Prezydenta RP.

Nie kiełkowała Wam, choćby przez chwilę myśl, żeby jednak kto inny był reprezentantem PiS-u w tych wyborach? 

– Mi nie kiełkowała.

 A innym kiełkowała? 

– Na pewno prezesowi Kaczyńskiemu nie kiełkowała.

Nie było tak, że np. Beata Szydło była takim alternatywnym dla Andrzeja Dudy kandydatem? 

– Ja myślę, że możemy pisać scenariusze na to, co będzie za pięć lat i wtedy szereg ludzi z naszej strony, np. premier Morawiecki, np. Beata Szydło, ale też inni politycy…

Czy Duda 2020 Szydło 2025. Albo premier Morawiecki 2025 

– Może premier Morawiecki na przykład. Możemy o tym mówić, ale to będzie za pięć lat, na razie mamy wybory prezydenckie 10 maja.

Bo Andrzej Duda to jest taki wzorzec prezydentury pańskim zdaniem? Prezydent idealny. 

– Nie ma ludzi idealnych, nie ma polityków idealnych.

I Andrzej Duda też takim nie jest. 

– Uważam, że prezydent Rzeczpospolitej, doktor Andrzej Duda, był, jest i ma szansę być bardzo dobrym prezydentem.

A kiedy jest bardziej idealny? Wtedy kiedy mówi o związkach partnerskich, że gdyby położyło jakieś ugrupowanie na jego biurko ustawę o związkach partnerskich, to rozważyłby jej podpisanie, czy wtedy kiedy podpisuje ustawę dyscyplinującą napisaną przez Prawo i Sprawiedliwość? 

– Myślę, że pan prezydent jest sobą. To zaleta w świecie polityki. Myślę, że szczerze robi jedno i drugie.

Jako osoba, która jest sobą w sprawie związków partnerskich, przyzna Pan, mówi różne rzeczy. Mówił przez lata różne rzeczy. 

– Tak, ale proszę pokazać mi polityków, którzy nie dojrzewali w pewnym momencie w pewnych sprawach…

Prezydent dojrzewa, liberalizując się. Nie niepokoi do pana? 

 – Mnie akurat nie niepokoi, natomiast jak widać w innych sprawach dalej,jakby Pan określił, że jest „hardlinerem”….

Ale rozumiem, że Prawo i Sprawiedliwość takiego dylematu przed prezydentem, takiego dylematu prezydentowi nie zafunduje. Ustawy o związkach partnerskich mu nie położy na biurko. 

– Przede wszystkim, Pan prezydent ma prawo do własnej inicjatyw, natomiast jak rozumiem jego wypowiedź, on mówi o tym ,co by się gdyby jakaś…

Tak tak, ja pytam czy jakaś formacja, np. formacja rządząca, bo ona miałaby ku temu większość parlamentarną, położyłaby mu taką ustawę, czy raczej jest to wykluczone? 

– To jest pytanie do moich kolegów z Sejmu, ale nie słyszałem żeby w agendzie to miało miejsce.

Czy umiałby Pan, Panie Pośle, objaśnić jednemu ze swoich 134 629 wyborców dlaczego właściwie sędzia Paweł Juszczyszyn nie mógł wczoraj orzekać, sądzić i pracować w sądzie? 

 – Bo taka była decyzja jego szefów

Których szefów? 

 – Izby Dyscyplinarnej

 To są jego szefowie? 

 – Izba dyscyplinuje sędziów

Wie Pan, że to jest ta Izba, o której Sąd Najwyższy mówi, że nie ma prawa działać? 

 – W Polsce toczy się…

 Sąd Najwyższy powiedzmy, czyli najwyższy autorytet w dziedzinie prawnej i orzekania sądowego 

– …w Polsce toczy się w tej sprawie spór, który jest sporem politycznym, nie tylko prawniczym. Stanowiska są jasno określone. W moim przekonaniu te wypowiedzi sędziów, Adam Tomczyńskiego na przykład, który współorzekał w tej sprawie są dosyć jasne. Sędzia Tomczyński uzasadniał, że pewne zaangażowania pana sędziego Juszczyszyna mają charakter polityczny.

 A czytał Pan może wpisy sędziego Tomczyńskiego zanim został sędzią Sądu Najwyższego na twitterze? Pokazujące jak bardzo jest politycznie zaangażowany, nie niepokoi to Pana? Pana, który próbuje zwalczyć właśnie upolitycznienie sędziów dzisiaj, chyba, że Pan się nie zgadza z ustawą dyscyplinującą. 

– A jakie są wpisy sędziego Adama Tomczyńskiego jak został…

 Skasował konto twitterowe. 

 – A widzi Pan.

 Czy uważa Pan, że do dnia powołania był upolityczniony, a od dnia powołania upolityczniony być przestał? 

 – Myślę, że w pokazywał postawę pro – obywatelską. Jest spór, wydaje mi się, że nie powinniśmy pójść w kierunku anarchizacji. Jednak sędziowie powinni przestrzegać prawa, rzecz w tym, że niektórzy sędziowie interpretują to prawo, tak jak interpretują.

Problem polega na tym, że Wy mówicie, że walczycie z upolitycznieniem sędziów, prawda? Specjalną ustawę dzisiaj wprowadzacie, żeby walczyć z upolitycznieniem sędziów. Tymczasem sędziowie powołani przez Was, dowodzili przed powołaniem na sędziów, że są upolitycznieni. Po powołaniu na sędziów, czyli wtedy kiedy są sędziami czy prezesami sądów najwyższych, też nie wahają się przed wygłaszaniem politycznych ocen, nie niepokoi to Pana nieco? 

– Sędzia Adam Tomczyński, jak Pan sam powiedział, skasował konto na twitterze…

Ale sędzia Nowacki np. nie skasował i mówi o ustawach, że są bolszewickie. 

– Pasjonująca dyskusja pomiędzy magistrem historii Ryszardem Czarneckim a magistrem historii Konradem Piaseckim.

Niedoszłym w moim przypadku akurat. 

– Trzymam kciuki cały czas.

Dziękuję bardz. A uważa Pan, że naprawdę jest sędziego Juszczyszyna za co, aż tak bardzo ganiać i aż tak bardzo karać?

 – Ja się nie będę wypowiadał w przypadku konkretnych sędziów.

 Powiedziałem, żeby Pan wytłumaczył jednemu ze swoich wyborców co takiego zrobił sędzia Juszczyszyn, że z nie może orzekać? 

 – Myślę, że moi wyborcy w dużym stopniu utożsamiają się z decyzją…

 Ale to proszę wytłumaczyć, bo być może oni tego nie rozumieją. 

 – …z decyzją Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Ja akurat tego na pewno tłumaczyć nie będę. Moi wyborcy, w moim przekonaniu, raczej są zdecydowanie za tym, żeby wymiar Sprawiedliwości funkcjonował, a nie był anarchizowany.

 Panie Pośle siada przed Panem wyborca, załóżmy, że ja jestem tym wyborcą i mówi: Panie Pośle, niech mi Pan wytłumaczy – co takiego złego zrobił ten Juszczyszyn, że nie może orzekać? 

 – Głosował Pan na mnie? Nie wierzę to, byłoby piękne, dreams.

Są sny, które się nigdy nie spełniają, ale załóżmy, że głosowałem, proszę mi to wytłumaczyć. 

– Powiedziałbym w tym momencie, że mam zaufanie do Izby Dyscyplinarnej i wierzę…

Ale ja bym Pana zapytał, co takiego złego zrobił? 

– …i wierzę, że będzie sędzia Juszczyszyn będzie w przyszłości przestrzegał prawa, bo jak rozumiem ten werdykt Izby Dyscyplinarnej…

Ale jakiego prawa nie przestrzega? 

– Ja nie będę wchodził w kompetencje i w togi sędziów orzekających w tej sprawie.

Jest Pan politykiem, Pan przyjmuje, Pańska partia przyjmuje ustawy, Pańska partia powołuje Krajową Radę Sądownictwa, ta wyłania takich, a nie innych sędziów, oni tak, a nie inaczej orzekają, wobec czego Pana jako działacza tej partii pytam co takiego zrobił sędzia Juszczyszyn, że nie mógł wczoraj orzekać? 

– Odpowiadam właśnie, jako polityk, że nie powinienem specjalnie komentować decyzji wymiaru sprawiedliwości i sędziów Izby Dyscyplinarnej.

 Czyli nie ma Pan pojęcia, co takiego złego zrobił. 

 – Nie, nie. Ja po prostu uważam, że decyzja Izby Dyscyplinarnej była reakcją na działania pana sędziego Juszczyszyna. Mam wrażenie, że…

 Ale jakie działania? 

 – Bardzo polityczne w moim przekonaniu.

 Czyli jakie? 

— Ta cała szopka z wyjazdem do sejmu, z listami — firmowana przez Was oczywiście.

 Co jest takiego złego w tej szopce? Co jest takiego złego, że sędzia chcę się dowiedzieć czy inny sędzia powołany przez Krajową Radę Sądownictwa został powołany zgodnie ze wszystkimi procedurami? 

– Jest to spór polityczny i wszyscy to wiedzą.

Rzecznik dyscyplinarny mówi, że on wypowiada wojnę własnemu państwu, że sędzia Juszczyszyn. A nie myśli Pan, że raczej wojną z państwem, a na pewno ze zdrowym rozsądkiem jest ukrywanie tych list niczym najświętszej tajemnicy państwowej? 

– Rozumiem, że prawo nie zostało złamane.

 No nie. Ale ja pytam o zdrowy rozsądek w tej sprawie. 

 – Definicja zdrowego rozsądku być może jest…

 Co takiego jest na tych listach, że nie można ich pokazać? 

 – …definicja zdrowego rozsądku jest zapewne inna Pana Redaktora Piaseckiego ,a inna osób, które uznały, że nie należy tego ujawniać.

Bo ja powiem Panu, co może być złego. Dzisiaj Gazeta Wyborcza pokazuje jedną z takich list. Okazuje się, że Wy walcząc z jedną kastą, tworzycie nową kastę. Na tych listach są podpisy tych osób, które przez Zbigniewa Ziobrę zostają powołane na prezesów sądów, albo zasiadają, albo pracują w ministerstwie sprawiedliwości, albo były w grupie kasta watch. Jedna kasta, bo tak mówicie o starych sędziach, zastępuje inną kastę. Nie rozumiem, o co Wam chodzi w reformie sprawiedliwości.

– Przypomnę Panu, że pojęcie „kasta” zostało użyte przez jedną z sędzin, która bardzo atakuje pana ministra sprawiedliwości, więc to nie jest nasz wymysł.

A potem zostało użyte przez tych sędziów, którzy tworzyli grupę twitterowo-whatsappową, która prześladowała innych sędziów. 

– Nie uważam, żeby w tej chwili powstała jakaś nowa kasta sędziów. Natomiast mam nadzieję, że wszyscy będą respektować prawo.

A umie Pan Panie Pośle powiedzieć, bo tak, ja Panu powiem, jakie są słabości tego, co robicie w sądownictwie. Pokiereszowane relacje z Komisją Europejską, mamy opinię kraju łamiącego praworządność, mamy groźbę płacenia po 2 000 000 € dziennie kary za działania Izby Dyscyplinarnej, przed nami negocjacje, trudne negocjację budżetowe wewnątrz Unii Europejskiej. A jakie są pozytywy z działania przez cztery lata tego, co nazywacie reforma sprawiedliwości? 

 – Gdy chodzi o kontekst międzynarodowy, to ja tylko przypomnę, że najpierw pan Frans Timmermans atakował Polskę, zwłaszcza mocno, od momentu, kiedy pan premier Morawiecki zgłosił projekt reformy Unii Europejskiej…

Potem zamieniliście go na panią Jourovą uważaliście, że nie będzie z nią problemu, też okazuje się, że mówi to samo co Timmermans 

–… reformy Unii Europejskiej polegającej na zwiększeniu jej budżetu poprzez skasowanie rabatów do składek członkowskich. A Holandia jest tym krajem, w tej chwili, który ma największy rabat. A pani Jourova, Czeszka, broni interesów swojego kraju, swojego rządu, który ją delegował na komisarza. Odwraca uwagę od Czech, była debata na temat Czech w Parlamencie Europejskim ostatnio, tego samego dnia co na temat Polski. Woli, żeby mówiono o Polsce niż Czechach, gdzie jej premier, który ją delegował na komisarza, pan premier Andriej Babisz ma duże problemy z Komisją Europejską, jak Pan wie.

Ale to moja prośba i moje pytanie była prośbą o wymienienie jednej zmiany, która poprawiła jakość i tempo działania sądownictwa.

 – Ta reforma cały czas trwa i w moim przekonaniu nasza…

Trwa już piąty rok. Jedna zmiana, która poprawiła życie obywateli w sądach. 

– …to jest nasza wewnętrzna, polska sprawa. W moim przekonaniu wszelkie ingerencję z zewnątrz będą źle traktowane przez Polaków w tej sprawie.

Ja będąc tutaj w Polsce i rozmawiając o naszych wewnętrznych sprawach pytam i proszę Pana o wymienienie jednej pozytywnej zmiany w sądownictwie. 

– Takich zmian było bardzo wiele.

Jedna chociaż. 

– Było ich bardzo wiele.

To może Pan wymienić jedną z tych bardzo wielu zmian?.

-Będę bronił tej reformy nie będąc prawnikiem ,tak jak Pan. Uważam, że bardzo wiele rzeczy, które było do tej pory, np. sędziowie, którzy byli bezkarni, unikali wymiaru sprawiedliwości.

To nie prawda, że byli bezkarni, wie Pan o tym doskonale. 

– Doskonale wiemy, że byli bezkarni…

Sądownictwo dyscyplinarne, czy rzecznicy dyscyplinarni też działali w Polsce, w sądownictwie. 

– Tak działali, tyko, że bardzo wiele z tych osób było świętymi krowami i naprawdę nie ma co ich bronić.

Mówi Pan teraz o sprawach dyscyplinarnych A ja proszę o coś, co oddziałuje na życie obywateli, na szybkość sprawność działania sądów. Umie Pan wymienić taką zmianę? 

– Została powołana Izba Dyscyplinarna, po to, żeby nie było właśnie tych świętych krów, o których mówimy.

Przez prawie pięć lat reformy jedna dobra zmiana to jest powołanie Izby Dyscyplinarnej. 

– Nie, nie. Nie tylko. Natomiast na pewno w tej sprawie jest spór polityczny. Mam takie wrażenie.

Ale Pan mówi o sporze politycznym, a ja jako obywatel pytam Pana: co dla obywatela zmieniło się na lepsze w sądach? 

– To, że np. nie będzie lokalnych klik. Nie w Warszawie, ale w różnych miastach powiatowych. To, że obywatel będzie miał większe szanse na sprawiedliwy wyrok sądu, to już jest pewna zdobycz. A będzie miał, ma.

I to jest ta jedyna zdobycz? Nie ma klik, jest Izba Dyscyplinarna. 

– Z punktu widzenia Kowalskiego i Nowaka mieszkającego 100 km od Warszawy, myślę, że tak to jest ważne.

Polski rząd mówi: obecna propozycja budżetu jest, mówimy teraz o budżecie unijnym, jest dla nas nie do przyjęcia. Uważa Pan, że rząd, który wedle powszechnej opinii Unii Europejskiej nie przejmuje się praworządnością będzie chciał ktoś poważnie dyskutować o budżecie? 

– To jest opinia nieuprawniona. Pani von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej, wprowadziła zasadę, że będzie oceniana kwestia praworządności we wszystkich krajach członkowskich Unii Europejskiej, nie tylko w Polsce.

No i w Polsce ona jest oceniana fatalnie. 

– Jeszcze nie jest oceniana.

Ale jest oceniana, mówię o tym, co pisze się ,co mówi się. 

– Ja przed chwilą powiedziałem, jaki jest kontekst wizyty pani Jourovej, która odwraca uwagę od swojego kraju i ma do tego pełne prawo. Bo każdy komisarz powinien bronić własnych interesów narodowych. Szkoda, że projekt budżetu podpisany, popierany przez panią Elżbietę Bieńkowska, jakoś wtedy nie protestowała, że on jest zły. Uważam, że będziemy walczyć. Na pewno zwiększymy środki na rolnictwo. Myślę, że w jakiejś mierze także środki na fundusz spójności.

 A uważa Pan, że ta dwumilionowa kara, która wisi nad Polską, rzeczywiście to jest możliwe, że Polska 2 000 000 € dziennie będzie płaciła za dalsze działanie Izby Dyscyplinarnej?

– Uważam, że jest to „mission impossible”, że jest to po prostu niemożliwe. A Pan Panie Redaktorze, może pisać takie książki w ramach historii alternatywnej.

Oby historia alternatywna nie stała się historią faktyczną. 

– Nie stanie się.

Zobaczymy, Ryszard Czarnecki, bardzo dziękuję. „Rozmowa Piaseckiego” .

Blog

Wybory Prezydenta RP – start!

Posted on

W sobotę w hali EXPO na warszawskiej Woli najpierw spotkają się władze Prawa i Sprawiedliwości, a potem odbędzie się pierwsza wyborcza konwencja prezydencka  urzędującej Głowy Państwa.

Do 10 maja czyli pierwszej (oby ostatniej – ale będzie to bardzo, bardzo trudne) tury wyborów prezydenckich zostanie równo 54 dni. Odejmując ciszę wyborczą oraz parę Święta Wielkiej Nocy na kampanię mamy raptem czterdzieści kilka dni. Te około 1000 godzin zadecyduje o losach nie tylko najważniejszego urzędu Rzeczypospolitej, ale też o tym, czy Polska dalej będzie „na kursie” do bycia państwem silnym i sprawnym, podmiotem, a nie przedmiotem w rywalizacji międzynarodowej. Doprawdy powiadam Wam: stawką tych wyborów nie będzie tylko to, czy kandydat obozu patriotycznego czy też jego oponent będzie reprezentować Polskę w świecie i dbać – lub nie – o upamiętnienie Polaków, którzy przelewali krew za Ojczyznę. Jeżeli wygramy te wybory to być może zmieni się układ sił politycznych w Senacie. Jeżeli je, nie daj Boże przegramy (tfu, na psa urok!), opozycja przystąpi do prób zmiany większości sejmowej i przejęcia całej władzy w kraju. W tej „bitwie o Polskę” naprawdę liczy się każdy głos. A zatem: powszechna mobilizacja!

*komentarz ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (15.02.2020) 

Blog

„My, artyści – nasze miejsce w bufecie”

Posted on

Prawdziwie rosyjski pisarz Aleksander Ostrowski (1823-1886) -skądinąd twórca narodowej sceny rosyjskiej –  w komedii pod tytułem „Niewinni winowajcy” wystawionej trzy lata przed swoja śmiercią włożył w usta jednego z  bohaterów następujące słowa: „My, artyści – nasze miejsce w bufecie”.  Wypowiada je postać określana jako „Artysta-Szmaga”.

Ów pisarz – słowianofil zresztą doczekał się premiery tejże sztuki w Polsce  dopiero w okresie PRL-u, kiedy rosyjscy pisarze, także ci z okresu caratu, w tym wyznawcy słowianofilstwa pod rosyjskim butem, mieli zielone światło w czerwonym raju.

Myślę o jego słowach: „My, artyści…”, gdy słucham niektórych artystów właśnie, pardon, „twórców”, którzy jako (łże) autorytety moralne czy specjaliści od politologii wypowiadają się na tematy polityczne, zwykle po prostu bredząc albo, mówiąc łagodniej, mówiąc „trzy po trzy”. Przypominają mi tego znanego aktora, pana Andrzejka, który był w komitecie honorowym kandydata PO na prezydenta w 2010, a  zapytany przy okazji spędu założycielskiego tegoż komitetu, kogo popiera odparł, że „Władysława Komorowskiego”. A przecież Komorowski nie przypominał jako żywo ani Władysława Warneńczyka, który zginął w obronie chrześcijaństwa w 1444 roku ani Władysława IV Wazy –  od  roku 1632 króla Polski i tytularnego króla Szwecji, a wcześniej cara Rosji. Pan Andrzejek rąbnął się, bo być może był w stanie „pomroczności jasnej”, co mu się wtedy często zdarzało.

Nie należy Aleksandra Nikołajewicza Ostrowskiego mylić z Mikołajem A. Ostrowskim, też pisarzem, a raczej pisarczykiem – komsomolcem, bolszewickim żołdakiem z Armii Konnej Siemiona Budionnego, autora słynnej polit-gramoty „Kak zakalalas’ stal”- czyli „Jak hartowała się stal”.

Tadeusz Boy-Żeleński po obejrzeniu sztuki Zygmunta Nowakowskiego „Gałązka rozmarynu” rzekł: „Nic w życiu nie było mi oszczędzone”. Sztukę oglądałem w … Londynie, na deskach polskiego teatru i miałem inne wrażenie niż wolnomyśliciel Boy -Żeleński zamordowany przez Niemców w 1941 roku. Użyję jednak właśnie tego jego cytatu „nic nie było mi oszczędzone”, bo tę propagandówę komucha Ostrowskiego musiałem przeczytać w szkole. Cóż, będę miał krótszy czyściec. Na szczęście moi synowie nie byli już zobligowani do czytania stalinowskich szmir (książka ukazała się w  1935 roku).

Zatem: postęp jest …

Właśnie byłem zmuszony odwołać (wirus!) swój lutowy wyjazd do Chin. Zatem nie zobaczę przez najbliższe miesiące  smogu w Pekinie i  tysięcy rowerzystów w maseczkach na twarzy. Ciekawe, zresztą, co inni politycy z Polski w Pekinie chcieliby zwiedzać? Ja, jako historyk, „Zakazane Miasto”, choć już je widziałem. Część zapewne wybrałaby się na bazar, bo tam czuliby się jak u siebie w domu lub w sejmie. Niektórzy politycy opozycji zapewne skierowaliby swoje kroki do muzeum Mao Tse-Tunga. Cel? Inspiracja do tego, aby po przejęciu władzy dokonać w Polsce „rewolucji kulturalnej” i prowadzić kampanię „stu kwiatów”. No, ale tego nie zrobią, bo wirus, to wirus.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (05.02.2020) 

Blog

Polska ma się tłumaczyć, że nie jest wielbłądem w czasie walki o budżet UE

Posted on

Polecam lekturę zapisu mojego wywiadu radiowego ,poświęconego głównie polityce międzynarodowej ,który został wyemitowany przez Radio Wnet. Rozmowę przeprowadził ze mną red. Łukasz Jankowski.

Gościem „Poranka WNET” Ryszard Czarnecki, poseł do Europarlamentu, Prawo i Sprawiedliwość, dzień dobry. 

 – Witam Pana, witam Pa

Poniedziałek to taki cudowny dzień, kiedy europarlamentarzyści jeszcze są w Warszawie, można ich zaprosić do studia i przepytać. Pan Poseł pojedzie do Brukseli albo do Strasburga. Do Warszawy jutro przyjedzie Vera Jourova i będzie rozmawiać z naszym rządem, nie tylko o reformie praworządności, czego się spodziewać? 

– Poniedziałek to w ogóle cudowny dzień. Ja bardzo lubię pracować, więc zawsze cieszę się na poniedziałek. Pewnie nie wszyscy się cieszą. Pani komisarz Jourova -po raz drugi już komisarz reprezentująca Republikę Czeską, skądinąd z frakcji liberałów, z frakcji premiera Andreja Babisza- i nie  wiem, jak się czuła, kiedy jej kraj i jej rząd grillowano w Parlamencie Europejskim, tego samego dnia i tego samego popołudnia, kiedy grillowano Polskę. Natomiast można powiedzieć, że kontynuuje twórczo linię pana Timmermansa, który teraz zajął się polityką klimatyczna. Zobaczymy czy z podobnym skutkiem jak praworządnością. Natomiast jeszcze raz podkreślam, czasookres, kiedy to się dzieje, a o tym się mało mówi, a ja na to zwracam uwagę. Mianowicie te wszystkie naciski, presję, stawianie Polski do kąta, pod ścianą, odbywają się w momencie, kiedy trwają – mają się zakończyć jesienią tego roku, ale to jest kulminacyjny moment- negocjacje w sprawie nowego siedmioletniego budżetu Unii Europejskiej. W moim przekonaniu te ataki na Polskę, inne kraje naszego regionu wynikają z tego, że Polska i inni mają się tłumaczyć, że nie są wielbłądami i mniej mieć argumentów w ręce do tej batalii budżetowej, kiedy chodzi o pieniądze w perspektywie nawet dłużej niż siedem lat, bo to jest budżet siedmioletni rozliczany przez 10 lat: 7 + 3 , a więc chodzi o duże pieniądze. Gdy nie wiadomo co chodzi to zwykle chodzi o pieniądze. Nie przypadkiem w tej chwili ten atak ze strony instytucji unijnych, czy Komisji Europejskiej szczególnie jest na Polskę, bo w moim przekonaniu mamy licznych konkurentów. Głównie w Europie Zachodniej, ale nie tylko, konkurentów , którzy chętnie by spojrzeli na pieniądze, które się Polsce należą, tak aby przeszły do nich.

 Z drugiej strony jest „grupa przyjaciół spójności” powołana przez polski rząd między innymi. Tutaj dużo pracy zrobił były minister Jerzy Kwieciński, teraz szef PGNiG, który tą grupę reaktywował, tworzył i budował. 17 krajów jest razem z Polską, o tym, żeby, budżet na fundusze spójnościowe był jak największy. A Francja, Niemcy chcą i inne kraje, żeby był jak najniższy. Ale do tego jeszcze wrócimy. 

– Nie jest łatwo – od razu mówię. W moim przekonaniu będzie łatwiej Polsce uzyskać zwiększenie czy znaczące zwiększenie środków na CAP – na Wspólną Politykę Rolną. Gdy chodzi o fundusze spójności będzie z tym trudniej. Sprytny zabieg Komisji Europejskiej, niestety z udziałem pani Bieńkowskiej ,wicepremier rządu PO – PSL, który to zabieg polegał na tym, że te fundusze unijne właśnie przeznaczone na fundusze spójnościowe zostały, jak to określił jeden z europosłów Platformy, „rozsmarowane” po całej Unii. A więc nie tylko na tę naszą, biedniejsza część, mniej zamożną część Unii, ale w dużym stopniu na kraje Europy Południowej, a nawet na te najbogatsze kraje Europy Zachodniej , Europy Połnocnej. O to będzie trudniej walczyć.

Jeszcze do budżetu wrócimy Panie Pośle. Wróćmy do tej praworządności. De facto miało być lepiej, ta Komisja miała być Polsce bardziej przychylna. Państwo mówili, że osią sporu jest osobista polityczna ambicja pana Timmermansa, że on atakuje Polskę, bo to daje mu paliwo w wewnętrznych wyborach socjalistów. Pan Timmermans teraz na inny obszar przeszedł, tak ,a kłopoty nie cichną. Chociażby to stanowisko rzecznika Komisji Europejskiej 

 – Wiganda

 Tak, który dzieli Polskie sądy na dobre i niedobre. 

– Tak, po pierwsze co do pana Timmermansa, to jeszcze jedna uwaga – tak, to prawda sam mówiłem o tym, że atak na Polskę jest jego paliwem politycznym, żeby najpierw wygrać prawybory wśród socjalistów ,skądinąd z innym komisarzem , tyle że reprezentującym Słowację Marošem Šefčovičem, a potem wygrać wybory na szefa Komisji Europejskiej. To się omal mu udało, ale mu się jednak  n ie udało dzięki polskiej blokadzie. Tam był jeszcze jeden wątek, tylko jednym zdaniem o tym powiem. Mianowicie takie nasilenie ataku na Polskę ze strony pana Timmermansa, polityka holenderskiego przypomnę, nastąpiło po tym, kiedy premier Mateusz Morawiecki powiedział, że trzeba zlikwidować ulgi, czyli tak zwane rabaty w składkach członkowskich. Obok Wielkiej Brytanii to Holandia -ojczyzna pana Timmermansa, była i jest dalej tym krajem, który z tych rabatów najbardziej korzysta. Interesy narodowe w Unii Europejskiej odgrywają fundamentalną rolę. Pan Timmermans tutaj bronil także interesów swojego kraju.

Spór o klimat i o nowy „Zielony Lad” jeszcze przed nami, więc jeszcze się rząd Prawa i Sprawiedliwości będzie mógł naużerać ,mówiąc kolokwialnie , z panem Timermansem, ale teraz mamy przewodniczącą Jourovą, mamy nową Komisję i nic się nie zmienia, ba ,zdaje się jest jeszcze gorzej. Te relacje są jeszcze trudniejsze. 

– Tak, tyle że zwracam uwagę z tej perspektywy na to, że obojetnie czy Komisja Europejska inicjowała czy uczestniczyła czy nie w każdej z dziesięciu debat w Parlamencie Europejskim na temat Polski, część na sali plenarnej -część w komisjach i czy debaty te zakończyły się rezolucjami czy nie-one i tak miały miejsce. Z tych rezolucji nic nie wynika w sensie ani merytorycznym, ani formalno-prawnym. Nie są one wiążące. Co się działo w Polsce przez ten czas? Nie zmniejszała się ,lecz zwiększała procentowo liczba Polaków, którzy chcą zmian i wymiaru sprawiedliwości czy zamiany wymiaru niesprawiedliwości na wymiar sprawiedliwości. Także, uwaga, Prawo i Sprawiedliwość, która to formacja szła do kolejnych wyborów pod hasłami dokończenia reformy wymiaru sprawiedliwości lub też jej zainicjowania wcześniej – wygrała sześć kolejnych wyborów. A więc ta presja unijna w praktyce nie tylko, że niczego nie osiągnęła, ale również można powiedzieć ,ze konsolidowała obóz niepodległościowy, obóz patriotyczny. Podkreślam : PiS wybory wygrało sześć razy, dwa razy parlamentarne, raz prezydenckie, raz i to pierwszy raz w historii europejskie, dwa razy samorządowe. To pokazuje, że ta presja unijna jest mało efektywna.

Pozwolę się z Panem Posłem nie zgodzić, a za moją niezgodą pójdzie pytanie co się stało w roku siedemnastym, kiedy rząd zawarł kompromis, kiedy wycofał się z wielu istotnych zapisów ówczesnego planu reformy sprawiedliwości? 

 – Stało się to, co się działo wielokrotnie na Węgrzech, czyli taka metoda Orbana. Zgłasza się pewne dalej idące propozycje legislacyjne, po to, żeby…

To była taka taktyka? Bo my wszyscy wierzyliśmy, że to jest plan, a państwo nas mamili, jak rozumiem. 

 – Ja nie wiem, czy to była taktyka. Jako skromny europoseł tego komentować nie będę. Ja mówię o efekcie, że to, co zostało osiągnięte, przy tym „kompromisie” – w cudzysłowie z Komisją Europejską, z Unią Europejską, jednak jak widać teraz bardzo denerwuje naszych oponentów w kraju i ich pomocników poza krajem. A więc wydaje się, że ten manewr w stylu Orbana, czyli żąda się czegoś więcej po czym przystaje się na coś mniej, ale to i tak i tak jednak pewne reformy sankcjonuje, myślę, że tak bo w Polsce.

Teraz ten niezbyt wysublimowany manewr będzie powtórzony? Będzie kolejny kompromis tym razem z panią przewodniczącą von der Leyen? 

 – To jest oczywiście pytanie do rządu, natomiast jeśli Komisja…

  A czy powinien być? 

 … jeśli Komisja Europejska zgłasza do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z siedzibą w Luksemburgu skargę na Polskę, to my czekamy na procedowanie, pewnie paromiesięczne co najmniej, Trybunału Sprawiedliwości, czyli dawnego ETSu, dawnego Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który już nazwę zmienił. I potem jego decyzję w tej sprawie. Mamy czas, a ponadto przypomnę, że gdy chodzi o traktaty- a one są przecież podstawą – Traktat Lizboński, funkcjonuje już 10 lat i miesiąc równo, one są jednoznaczne : sprawy wymiaru sprawiedliwości to są wewnętrzne kompetencje poszczególnych krajów członkowskich.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości wyrobił sobie cnotę w Europie tym, że realizuje wszystkie wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, nawet Wolfgang Schäuble przewodniczący Bundestagu w wywiadzie chyba dla „Rzeczpospolitej”, powiedział, że nie ma problemu z polską praworządnością, bo Polska i polski rząd wypełnia wszystkie wyroki Trybunału, gdyby przestał -problem stałby się realny. Czy Pana zdaniem Polska dalej będzie wszystkie orzeczenia TSUE realizować? 

 – Ciekawa opina pana Schäuble…

 To sprzed roku albo… 

 … jest szefem Bundestagu, a wcześniej był bardzo wpływowym „numerem 2” w CDU…

 Dalej jest bardzo wpływowy podobno. 

 … szefem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, szefem Ministerstwa Finansów – kluczowe resorty…

 W czasie kryzysu. 

 …w rządzie Angeli Merkel. Pan Schäuble jest znany z wypowiedzi takich, które nie są może typowe dla polityków niemieckich. One Polsce generalnie sprzyjają. Bardzo szanuje tego człowieka, bardzo doświadczonego przez los, bądź co bądź w wyniku zamachu jeździ na wózku inwalidzkim. Natomiast powiem w ten sposób, że był taki rząd, który nie wykonał, odrzucił wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i był to rząd Platformy i PSL-u. Skoro będzie Pan za chwilę gościł pana Andrzeja Halickiego z Platformy, lidera europosłów Platformy w Europarlamencie może Pan go o to zapyta – dyrektywa azotanowa dotycząca nawozów, 2014 rok wyrok Trybunału…

 Pan Poseł już będzie dziennikarzem, jak skończy karierę polityczną, będzie mógł przepytywać polityków i każde dowolne pytanie politykom będzie mógł zadawać. 

 – Ja tylko tak sugeruję…

To może wróćmy do mojego pytania i do przestrzegania i wypełnienia orzeczeń i wyroków TSUE, także zabezpieczeń.

– Dotychczas te wyroki były respektowane, natomiast tylko przypomnę, że jak rząd PO -PSL lat temu sześć tego wyroku Trybunału nie wykonał to dziury w niebie z tego powodu nie było, ani w  żadnym moście i też nikt nie mówił o „polexicie”.

 To jest tak, że zawsze politycy jednej strony lubią mówić o tej drugiej stronie i vice versa 

 – To jest kwestia faktów po prostu.

 Tak, czyli w tej chwili nie jest dopuszczalne, żeby Państwo nie wykonali np. zabezpieczenia TSUE? 

 – Ja odpowiedziałem, że kiedy poprzedni rząd nie wykonał wyroku Trybunału w Luksemburgu, bo jest tam jeszcze Trybunał Obrachunkowy, to nic się w Polsce nie stało, więc myślę, że nie jest to dogmatem, zwracam uwagę, że takich spraw przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej np. Niemcy mają o wiele więcej niż Polska. I jakoś nie spiesza się  specjalnie z ich wykonywaniem.

 Ale to był dogmat, premier Mateusz Morawiecki mówił, że patrzcie, my jesteśmy demokratami, bo my wypełniamy wszystkie wyroki, a takie Niemcy czy Francja, ile mają nie wypełnionych. To była ta cnota, którą Państwo mieli, i teraz to co z tą cnotą? 

 – To prawda, bo Niemcy i Francja rzeczywiście nie respektują wyroków Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w ich sprawach.

I Polska do nich dołączy być może? 

 – Także Belgia na przykład nie respektuje. A czy Polska dołączy? To jest stanowisko rządu Rzeczpospolitej, ale skoro inne kraje tego nie czynią i tu dam kropeczki…

Dobrze, to te kropeczki to Pan Poseł przypomniał Trybunał Obrachunkowy, w studiu europoseł Ryszard Czarnecki, poseł do Europarlamentu, Prawo i Sprawiedliwość .

Co się dzieje z panem ministrem Szczerskim? Tak trochę prywatnie zapytam na antenie. Bo zdaje się, że nie będzie tym polskim przedstawicielem w Europejskim Trybunale Obrachunkowym – miejsce Polski zwolnił tam pan komisarz Wojciechowski. 

 – Jest miejsce dla Polski, każdy kraj członkowski ma po jednym przedstawicielu w tym co się nazywa European Court of Auditors.

 Prasa pisze dzisiaj, że nie będzie Szczerskiego … 

 – Miejsce będzie niedługo uzupełnione. Rząd zgłasza, jest procedura najpierw przed Komisją Kontroli Budżetu Parlamentu Europejskiego, w której jestem koordynatorem, naszej frakcji, już zreszta  jedenasty rok. Ta komisja głosuje, ale jej głosowanie nie jest  wiążące, potem głosowanie przed Parlamentem Europejskim, ale to głosowanie też nie jest wiążące. Janusz Wojciechowski, mało kto o tym pamięta, został odrzucony przez Komisję Kontroli Budżetu, odrzucony także przez Parlament Europejski, a potem Rada Europejska jednogłośnie przyjęła jego kandydaturę. Zobaczymy kto będzie polskim kandydatem do ETO.

 Krzysztof Szczerski to jest dobry kandydat? Czy to jest już jest pomysł passe? 

 – Jest prawnikiem

 Politologiem… 

  – Jest osobą o doświadczeniu europejskim. Kogo rząd ostatecznie zgłosi zobaczymy. Ja tylko przypomnę, że to bardzo ważny organ, ponieważ ten właśnie organ – Europejski Trybunał Obrachunkowy zmiażdżył publicznie Komisję Europejską w kwestii dla nas ważnej : Komisja Europejska zaproponowała powiązanie funduszy unijnych z subiektywną oceną praworządności, a Europejski Trybunał Obrachunkowy we wrześniu 2018 r, rok i cztery miesiące temu po prostu przejechał się po Komisji Europejskiej wytykając jej kompletnie niemerytoryczne, subiektywne kryteria.

To jeszcze ostatnie pytanie – do historyka, dzisiaj uroczyste obchody w KL Auschwitz-Birkenau, prezydent o 15:30 będzie przemawiał. Jakie to powinno być przemówienie? Czy powinna paść odpowiedź na to co się działo w Yad Vashem? Czy w KL Auschwitz powinniśmy tylko przypominać tych, którzy padli ofiarą II Wojny Światowej? 

– Wypowiedź godna, w imieniu całego narodu, oby wsparta przez opozycję. Przypominająca, że niemiecki obóz śmierci w Auschwitz został powołany z myślą o Polakach. Tam Polacy byli pierwszymi więźniami i przez kilka miesięcy byli jedynymi, jedyną nacją tam więzioną, a Polska w sensie procentowym, w sensie ilości strat, zabitych obywateli- prawie osiemnaście procent, była największą ofiarą, najpierw tego paktu niemiecko-sowieckiego, a potem Niemiec. To warto, to trzeba, to musimy przypominać.

 Jeżeli ktoś myślał, że po Jerozolimie nacisk w tej wojnie historycznej Rosji na Polskę będzie mniejszy, to się pomylił. Oficjalne konto na twitterze Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej kolejne tweety produkuje. To jest taka już obsesja zdaje się, tym razem jest zdjęcie marszałka Piłsudskiego z delegacją już nazistowskiej Rzeszy. O co chodzi Kremlowi? Po co to wszystko jest? 

– Ja powiedziałem już po czwartku, już po obchodach w Yad Vashem, że co prawda Putin tam nie zaatakował, bo przegrał pierwszą rundę : Zachód jednak tej jego antypolskiej i oszczerczej narracji nie podjął,zignorował lub wręcz zdementował -natomiast rzecz się będzie ze strony Rosji powtarzać . I miałem rację. Zwracam uwagę, że jak powiedział niemiecki, jak pisał niemiecki pisarz Tomasz Mann „nie ma nie – polityki , wszystko jest polityką” . Polityka historyczna dla Rosji, dla każdego państwa, jest elementem polityki bieżącej. Oni chcą Polskę ustawić w roli takiego chłopca do bicia. Rosja potrzebuje dyżurnego wroga także w wymiarze wewnętrznym. Jak napisała jedna z komentatorek rosyjskich opozycyjnych, głównie oni zreszta piszą w internecie, ze kiedyś takim dyżurny wrogiem była Ukraina, teraz takim dyżurnym  wrogiem stała się Polska. A więc także w wymiarze wewnętrznym Putin, który nie realizuje coraz większych aspiracji Rosjan, zwłaszcza klasy średniej, która tam powstała, musi zwracać uwagę opinii publicznej na sprawy zewnętrzne. Taka tradycja.

 Teraz już krótko, to rezonuje w europarlamencie czy nie? Narracja rosyjska? 

 – Tak, była debata w Parlamencie Europejskim równo 12 dni temu, absolutnie wygrana przez stronę polską i kraje bałtyckie. Debata, która bardzo ostro potępiła Rosję za jej fałszerstwa historyczne.

 Powiedział Ryszard Czarnecki poseł do Europarlamentu, europejska frakcja Konserwatystów i Reformatorów, dziękuję bardzo. 

 – Dziękuję bardzo.

Blog

Wierzę w Biało-Czerwonych

Posted on

Wierzę w sukcesy polskich sportowców, czemu dałem wyraz w wywiadzie udzielonym „Tygodnikowi Żużlowemu”. Wierzę wszak nie tylko w wielkie osiągnięcia naszych żużlowców, ale przede wszystkim siatkarzy i ich medal (nie powiem jaki…) na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio A.D.2020. Rozmowę ze mną przeprowadził red. Bartłomiej Czekański.

Na początku zapytam o Twoje towarzyskie wrażenia z niedawnej gali (balu) zamykającej już XXX plebiscyt naszego „Tygodnika Żużlowego”. Jakieś smaczki i ploteczki z sali i kuluarów? 

– Gala była wyjątkowa, bo już 30-ta. Spośród ogólnopolskich sportowych plebiscytów, chyba tylko plebiscyt „Przeglądu Sportowego” ma dłuższy staż. Mogę powiedzieć, że teraz bawiłem się najdłużej ze wszystkich balów żużlowych, na których byłem. Skończyliśmy, przyznaję, po godz. 4 w nocy w towarzystwie międzynarodowym, gdyż nasz „polsko-ligowy”, lecz w IME już jako duński mistrz, Mikkel Michelsen nie odpuścił tej gali. Podziwiałem taneczny kunszt państwa Zająców-seniorów, którzy nie tylko świetnie redagują „Tygodnik Żużlowy”, ale i na parkiecie brylują.

Czy wszystkie wybory kibicowskie i werdykty jury przypadły Ci do gustu? A może z niektórymi się nie zgadzasz? 

– Prawie wszystkie werdykty przypadły mi do gustu. Pewnie w jednej, czy w dwóch kategoriach przyznałbym inaczej nagrody, ale każdy ma swoje kryteria. Z pewnością nie było jakichś rażących nieprawidłowości, czy niesprawiedliwości.

Pisaliśmy już w „TŻ”, że z uwagi na leszczyński bal (galę) przełożyłeś swój służbowy wyjazd do Hongkongu. Ale zdaje się, że zagrożenie koronawirusem potem w ogóle przeszkodziło Ci w tej podróży…   

– Rzeczywiście, najpierw o jeden dzień opóźniłem swój służbowy wylot do Hongkongu właśnie z uwagi na leszczyńską galę (bal), ale potem, jeszcze przed przyjazdem na imprezę „TŻ” w ogóle odwołałem podróż do Hongkongu (obecnie Chiny, a kiedyś kolonia brytyjska). Wiadomo, koronawirus. Jest plan, bym do Pekinu poleciał w trzeciej dekadzie lutego, ale zobaczymy jaka będzie wtedy sytuacja. Moje częste podróże w tamtym kierunku wynikają z tego, że w Parlamencie Europejskim jestem szefem grupy Friends of China.

Najpierw zdziwiłem się, że w tak profesjonalnym klubie jak Sparta rzekomo doszło do złamania procedury antydopingowej. Teraz jednak wrocławianie przedstawili dokumenty POLADZIE, że Drabik otrzymał kroplówkę w obowiązkowych warunkach ambulatoryjnych i była ona konieczna. To daje mu szanse na uniewinnienie. Jak to oceniasz?  

– Z pewnością nie będę przedwcześnie ferował jakichś wyroków skazujących dwukrotnego indywidualnego mistrza świata juniorów. Gdyby wiedział, że coś jest nie tak, to chyba przed kontrolą antydopingową by się nie przyznał. Mam za mało danych, aby wydawać werdykt w tej sprawie, lecz z pewnością nie chciałbym złamać kariery jednemu z najlepszych polskich juniorów nie tylko ostatniej dekady. Jestem również przeciwny „wieszaniu” lekarza klubowego WTS Sparty. Poczekajmy na wynik dochodzenia POLADY.

GKSŻ doprowadziła do zapisu, że kto nie jest w kadrze narodowej, tego nie ma w SEC-u, czy w GP. Ponoć ma jednak powstać nowela do tego przepisu, że nie dotyczy on tych, którzy już są w obu cyklach, czyli np. Janowskiego. A co będzie z Protasiewiczem, jeśli ten na torze wywalczy sobie awans do GP, a np. z racji wieku nie zechce już wracać do kadry? 

– Rozumiem, że to twarda reakcja szefów GKSŻ na lekceważenie przez kilku zawodników występów w polskiej reprezentacji. Niektórych z tych żużlowców bardzo lubię, ale rozumiem stanowisko Komisji i wierzę, że z czasem zrozumieją je też sami zawodnicy. Oczywiście do takich potencjalnych sytuacji, jaka może się wydarzyć w związku z Piotrem Protasiewiczem, trzeba podchodzić z poszanowaniem przepisów, ale i nie tracąc przy tym z oczu człowieka!

Wielu w Polsce teraz kombinuje, jakby tu ukrócić ligowe panowanie Unii Leszno, marzy im się powrót KSM-u, który miałby wyrównać rywalizację. Leszno ma zostać więc ukarane za to, że skompletowało silny skład i wychowało sobie Smektałę, Kuberę, czy choćby Piotrka Pawlickiego? 

– Jestem przeciwny „urawniłowkom” i „glajszachtowaniu” i nie jestem fanem KSM-u. Silny skład drużyny to często efekt przezorności i mądrej polityki klubu. Czemu więc teraz mielibyśmy administracyjnie dawać po łapach owym najlepiej zorganizowanym klubom?

 GKSŻ nie dogadała się z TVP w sprawie transmisji z pierwszej ligi, za to podpisała kontrakt z kodowanym NC+. Doraźna, większa kasa zdecydowała. Czy nie lepiej postawić na powszechną publiczną telewizję nawet za dużo mniejsze pieniądze tu i teraz, ale z szansami na rozwój dyscypliny i dotarcie z nią do większej publiczności?  

– To decyzja czysto finansowa, bo z pewnością w zakresie promocji „czarnego sportu” o wiele lepsza byłaby TVP. To z kolei przełożyłoby się na większe zainteresowanie sponsorów klubami. Zdaje się, że w tym względzie jesteśmy zgodni…

 Gorzów i Sparta dostały po kilka milionów ( 2- 3 mln) od swoich samorządów. Grudziądz, Lublin czy Rybnik też nie mogą narzekać. Niektórzy jednak upierają się, że profesjonalne kluby sportowe nie powinny być finansowane aż w takim stopniu z publicznych pieniędzy, które bardziej potrzebne są na drogi, przedszkola, szkoły itd. Jakie jest Twoje zdanie? 

 – Dodajmy do tego jeszcze Częstochowę, której władze mocno wspierają żużel. Zostawmy samorządom decyzję na co mają wydawać pieniądze. Nie powinniśmy na nie wywierać presji, że dają za dużo, albo zbyt mało.

Będziesz patronował także IME w ice speedwayu (Tomaszów Mazowiecki), a nawet turniejowi GP w longtracku (Rzeszów), czyli poszerzasz swoje żużlowe zainteresowania. Może więc teraz grasstrack, który można uprawiać na łąkach pod Szczecinem i pod Zakopanem i jest to wspaniała szkoła żużla przed przejściem na klasyczne tory? 

– Bardzo jestem ciekaw tych mistrzostw Europy w ice speedwayu, pierwszy raz rozegranych w Polsce pod dachem w hali w Tomaszowie Mazowieckim, w której dotąd królowało łyżwiarstwo szybkie. Co do forowanego przez ciebie grasstracku, to nie mówię nie. Będziemy rozmawiać o tym we właściwym gronie. Niczego nie wykluczam.

Tęsknisz za sezonem żużlowym? Jak sobie z tym radzisz? Siatkówka i polityka wypełniają Ci tę pustkę w dostateczny sposób? 

– Namiętnie chodzę na mecze siatkówki. Ostatnio w związku z tym byłem np. blisko Leszna, bo we Wrześni w Wielkopolsce, w Bydgoszczy, Radomiu, w Legionowie, czy w Warszawie. Ale oczywiście trochę mi się dłuży przed sezonem żużlowym i chętnie bym już przeszedł się na speedway. To jeszcze ok. półtora miesiąca. A polityki ze sportem nie mieszam…

 Wygramy w sezonie ‘2020 drugi raz pod rząd IMŚ, a pierwszy raz SEC i SoN? Twoje typy? 

– Ufam, że Bartek Zmarzlik jako pierwszy Polak w historii obroni tytuł IMŚ, co do DMŚ, pardon, SoN, to wierzę w Biało-Czerwonych i oby sprawdziła się tutaj zasada „do trzech razy sztuka”. To logiczne: po brązie było srebro, czyli teraz czas na… Co do SEC (IME) to tradycyjnie zaczyna się on i kończy w Polsce. Jestem optymistą zarówno w żużlu, w siatkówce i generalnie w życiu. Wierzę więc w sukcesy polskich sportowców w tym roku. I to we wszystkich dyscyplinach, gdyż będą przecież igrzyska olimpijskie w Tokio i europejski championat w piłce nożnej!

Blog

Polityka i fauna

Posted on

Animalizacja polityki nie dokonuje się poprzez porównywanie jednych polityków przez drugich polityków do świń, hien, tchórzy, węgorzy, żmij czy bydła. To politycy sami z siebie na symbole swoich partii wybierają… zwierzęta. I tak na przykład aż siedem partii z Kenii ma w swoim logo zwierzaki : od żyrafy przez wielbłąda, słonia, byka, aż po… rekina, koguta, baranka ( nie barana ! ) kończąc. Niewiele mniej animalistycznej fantazji wykazują Amerykanie: sześć ich partii ma zwierzęcych „patronów”. Skądinąd „zwierzęta wspólne” dla USA i Czarnego Lądu to słoń i wielbłąd. Przecież nawet prezydent Donald Trump wywodzi się z Republikanów , której to partii symbolem jest właśnie ów słoń. Ale tenże najcięższy ssak patronuje również dwu partiom w Indiach – w tym najliczniejszym już państwie świata też aż sześc partii (jak w USA) odwołuje się do zwierząt. Słonie (w liczbie mnogiej, bo aż trzy) to symbol jednej z dwóch partii z RPA, które mają zwierzęta w logo. Ciekawe, że na Czarnym Lądzie , w Botswanie i RPA właśnie niektóre partie polityczne odwołują się do krowy (ta z RPA jest nawet …fioletowa). Krowę – co prawda „świętą” – ma za patrona również jedna z partii w Nepalu (Rashtriya Prajatantra).

Z kolei w państwie, które gdy byłem dzieckiem zwane było Cejlonem – a teraz zowie się Sri Lanką – ugrupowanie Nowy Front Demokratyczny odwołuje się do „symbolu nadziei” czyli… łabędzia. Tak, jak w Ameryce symbolem Demokratów jest osioł, a Republikanów słoń – tak z kolei w Birmie paw to Narodowa Liga na rzecz Demokracji, a lew -mający symbolizować solidarność – to Birmańska Partia Rozwoju Solidarności.

Z kolei w Pakistanie mamy sokoła -symbolizującego siłę walki – z Ligi Muzułmańskiej oraz tygrysa z partii Nawaz Sharif.

W Indonezji dwie główne formacje też odwołują się do zwierząt: czerwony byk to Indonezyjska Demokratyczna Partia Walki oraz orzeł, nazywany „Garuda Panchasila”, symbolizujący nie tylko siłę i moc, ale też chwałę i … tolerancję religijną to Wielki Ruch Indonezji.

W Europie ta kreatywność jest skromniejsza, ale z drugiej strony tylko na Starym Kontynencie symbolem partii politycznej jest czerwona jeżatka (Wielka Brytania), gołębica (Cypr) czy kuna (Chorwacja). A w Polsce? Zwierzęta są w lesie i gospodarstwie, ale do polityki się nie mieszają…

*tekst ukazał się w tygodniku „Sieci” (13.01.2020)

Blog

Globalny indeks korupcji: awans i problemy Niemiec

Posted on

Ogłoszony ostatnio przez znaną organizację „Transparency International” raport o skali korupcji w świecie jest interesujący. Po raz kolejny „Corruption Perception Index” uznał Europę za kontynent podatny na korupcję mniej niż inne. W pierwszej dziesiątce państw o najmniejszej korupcji są tylko dwa spoza Starego Kontynentu. Pierwsze-drugie miejsce ex aequo Danii i Nowej Zelandii jest potwierdzeniem dotychczasowych, z ubiegłych lat, tendencji. Nie dziwi również czwarte miejsce tradycyjnie mocnego w tej klasyfikacji Singapuru. Ciekawe, że spadek zanotowała Kanada, a także Wielka Brytania, które wypadły poza pierwsza dziesiątkę. Do tej „Top Ten” weszły natomiast Niemcy, które rok wcześniej były jedenaste. Teraz z Wielkim Księstwem Luksemburg zajmują ex aequo miejsce dziewiąte-dziesiąte.

Korupcja na świecie: Londyn i Ottawa w dół, Berlin w górę

Pod kątem roku 2019 przebadano aż 180 państw. Skoncentrowano się na sektorze publicznym, a więc w raporcie „Corruption Perception Index” nie wzięto zatem pod uwagę takich zjawisk, jak oszustwa podatkowe, korupcja w prywatnym biznesie, pranie brudnych pieniędzy i stosunek obywateli do korupcji. Skala korupcji w tej niemal dwusetce państw jest oceniana przez pryzmat  trzynastu niezależnie od siebie organizowanych badań, realizowanych przez dwanaście instytucji. Wśród nich są m.in. Bank Światowy, Afrykański Bank Rozwoju oraz niemiecka Fundacja Bertelsmanna. Wyniki ujmowane są w skali od zera (drastyczny poziom korupcji) do stu (korupcja niemal nieistniejąca). Zwycięzcy czyli Kopenhaga i Wellington mieli 87 punktów. Singapur z 85 punktami był na czwartym miejscu. Stabilny, ten sam poziom 80 punktów zachowała Republika Federalna Niemiec. Kanada straciła 4 punkty, a Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w przedbrexitowym roku 3 punkty – oba państwa wylądowały zatem na 77 punktach. Dzięki temu – a nie jakimś specjalnym legislacjom czy działaniom antykorupcyjnym – Niemcy przeskoczyły oba te kraje z osiemdziesiątką punktów. Zaletą Berlina jest niewątpliwie stabilność – nie ma takiej sytuacji, jak w szeregu innych państw, które tracą lub zyskują w skali roku bardzo wiele punktów i miejsc: Niemcy miały 78 punktów w 2013 roku, 81 punktów w roku 2015, 2016, 2017 i 80 w 2018 i 2019.

Niemieckie wpadki

Ogłoszenie w Berlinie pod koniec stycznie raportu „Corruption Perception Index” za rok 2019 rok było powodem lub pretekstem do przedstawienia przez prezesa niemieckiego oddziału „Transparency International” Hartmuta Baumera propozycji zmian w niemieckim prawie dotyczących finansowania partii politycznych oraz ograniczających możliwości „przekupstwa mandatariuszy”. Podkreślono przypadki nielegalnego finansowania kampanii wyborczych „Alternatywy dla Niemiec”, ale także aferę korupcyjną w Ratyzbonie, w którą uwikłany był burmistrz z ramienia SPD Joachim Wolbergs. Niemiecki oddział „Transparency International” zaproponował aż pięciokrotne obniżenie maksymalnej wielkości darowizn na rzecz partii politycznych: z 10 tysięcy euro do 2 tysięcy euro. Oczywiście te donacje wymagają publikacji. Zasugerowano też wprowadzenie maksymalnej granicy darowizny na rzecz partii w wysokości 50 tysięcy euro rocznie od jednego donatora.  Postulowano również zaostrzenie przepisów Kodeksu Karnego, aby można było w większym stopniu tropić korupcyjne uwikłania polityków. Powodem – czy pretekstem – próby zaostrzenia artykułu 108.E Kodeksu Karnego były odmowy wszczęcia dochodzenia przez Prokuraturą Generalną w Rostocku i Monachium dochodzenia przeciwko byłym posłom rządzącej CDU-CSU – chodzi o obecną posłankę CDU Karin Strenz oraz posła CDU Edwarda Lintnera. Specjalna komisja śledcza Rady Europy ujawniła otrzymanie przez nich pieniędzy z Azerbejdżanu i wykonanie lobbingu na rzecz władz w Baku. W efekcie Rada Europy z siedzibą w Strasburgu obu tych przedstawicieli Niemiec w Zgromadzeniu Parlamentarnym RE ukarała dożywotnim (sic!) zakazem wstępu do siedziby Zgromadzenia, a także przekazała sprawę do dalszego śledztwa przez władze RFN. Bundestag zajął się tą sprawą i uznał, że Karin Strenz nie zrobiła źle przyjmując darowiznę z Azerbejdżanu, ale źle dlatego, że zbyt późno ją zgłosiła… Posłanka CDU została ukarana grzywną w wysokości 20 tysięcy euro. „Transparency International” oburzyła się na sytuacje w której z jednej strony Rada Europy i Bundestag karzą sankcjami, a  z drugiej niemiecki wymiar sprawiedliwości nie reaguje. Skoro tak to prawo jest jak „bezzębny tygrys”. Okazało się, że konferencja i publikacja raportu miały  kolosalny wpływ na … przebieg postepowania w tej sprawie, skoro już tydzień później, 30 stycznia, Bundestag uchylił immunitet posłance Strenz, a  prokuratura we Frankfurcie przeprowadziła rewizję jej biur.                     

Co ciekawe, niemiecka filia „Transparency International” zasugerowała również stworzenie niezależnej jednostki do kontroli i finansowania partii politycznych, która umieszczona byłaby w Bundestagu, a także wprowadzenie – wzorem Parlamentu Europejskiego w Brukseli i Strasburgu – obowiązkowego rejestru lobbystów oraz zaostrzenie regulacji dotyczących dodatkowych zarobków posłów. Skądinąd brak rejestracji lobbystów w niemieckim parlamencie został skrytykowany przez GRECO czyli  Grupę Państw przeciwko Korupcji, która funkcjonuje przy Radzie Europy.  Zarzut niemieckiej bezczynności w walce z korupcją pojawił się w raporcie GRECO z sierpnia 2019 roku, gdzie podkreślono, że w ciągu ostatniej dekady RFN zrealizowała jedynie 45% zaleceń GRECO. Trzeba jednak przyznać, że wprowadzono zapisy przeciwdziałające korupcji wśród prokuratorów i sędziów.   

Berlin: afery korupcyjne i… niezmiennie dobry wizerunek

Pomimo tych zastrzeżeń, Niemcy są w czołówce państw walczących z korupcją. Istnieje ona jednak w Niemczech, a opinią publiczną wstrząsają skandale korupcyjne. Ciekawostką jest, że Konwencja ONZ Przeciwko Korupcji została podpisana przez Niemcy w 2003 roku, ale ratyfikowana dopiero po 11 (!) latach, co uczyniło Niemcy ledwie 173 państwem wdrażającym to porozumienie. Ciekawostką jest, że Polska, tak przez polityków i dziennikarzy niemieckich krytykowana w różnych aspektach, ratyfikowała ową konwencję ONZ aż 8 lat wcześniej niż Niemcy – w roku 2006.

W obszarze działań antykorupcyjnych trwa w tej chwili przeciąganie liny miedzy CDU-CSU a SPD – a więc obu partnerów z koalicji rządowej. Chodzi o karanie przedsiębiorstw jako osób prawnych za łamanie prawa antykorupcyjnego. Do tej pory traktowane to było jako wykroczenie administracyjne. Minister sprawiedliwości z SPD Christine Lambrecht  chce, aby karać przedsiębiorstwa czy korporacje, a  CDU-CSU  chce, aby było „jak było”. Ciekawe, że w umowie koalicyjnej, która legła u podstaw powołania po sześciu miesiącach od wyborów z jesieni 2017 niemieckiego rządu – jest zapis lansowany przez socjalistyczną minister sprawiedliwości. Była to odpowiedz na tzw. „aferę dieslowską”  czyli „dieselgate” (zwana również „aferą Volkswagena”). Tyle, że póki co chadecja w tej sprawie nacisnęła pedał hamulca.

Mimo wszystko, niezależnie od „afery Kohla” (nielegalne finansowanie CDU), która pozbawiła  go fotela kanclerza, afery Siemensa, czy afery związanej z budową lotniska w Berlinie, Niemcy uważane są za czołówkę państw efektywnie walczących z korupcją. Taki wizerunek to prawdziwy skarb…

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” pod redakcyjnym tytułem “Wizerunkowy skarb Berlina” (10.02.2020) 

Blog

Znów o Polsce w PE – 11 raz!

Posted on

„Isaura”, serial brazylijski, odcinek 145., sorry, wróć, „Debata o Polsce”, Parlament Europejski, odcinek 11. Konferencja Przewodniczących PE obradująca przedwczoraj w Brukseli przegłosowała większością głosów, że już za 3 dni na 3 w tym roku sesji odbędzie się kolejna debata na temat Polski. Wniosek złożyli liberałowie ukrywający się pod nazwą „Odnowiona Europa”. Przynajmniej wiemy, jak ma wyglądać odnawianie kontynentu. Za takie odnawianie – dziękujemy, postoimy. Warto jednak wiedzieć, że ta trzecia co do wielkości grupa jest całkowicie politycznie kontrolowana przez prezydenta Macrona i jego francuskich liberałów. Tak, tego samego, który ostatnio był w  Polsce i skądinąd mówił o historii naszego kraju rzeczy i ważne i prawdziwe. W europarlamencie zatem mamy do czynienia z kolejną odsłona ideologicznego szaleństwa, którego celem są demokratycznie wybrane – po raz kolejny – polskie władze. Ale w tym szaleństwie jest metoda. Te ataki na Polskę – 2 debata w ciągu 3 tygodni to rekord z Księgi Guinessa, a w sumie 11 w ciągu 4 lat (sic!) ma miejsce w momencie, gdy trwają negocjacje dotycząc budżetu Unii na lata 2021-2027.  Gdy nie wiadomo o co chodzi – bo z naszej strony padają fakty i argumenty – to wiadomo o co chodzi: o pieniądze. Duże pieniądze.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (08.02.2020) 

Blog

Czeska gra wokół polskiej praworządności

Posted on

Serdecznie polecam lekturę zapisu mojego telewizyjnego wywiadu, którego udzieliłem red. Katarzynie Gójskiej. Rozmowa „na żywo” z Brukseli – przez skype’a – emitowana była w Telewizji Republika, w programie „W punkt”.

Przenosimy się do  Brukseli, a w Brukseli jest już europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki. Witam bardzo serdecznie, dobry wieczór. Mam nadzieję, że się słyszymy, ja już Pana widzę. 

– Ja Pani nie widzę, moja strata ale słyszę doskonale. Witam Panią Redaktor, witam Państwa.

Panie Pośle czy opozycja może być zawiedziona dotychczasowym przebiegiem wizyty prezydenta Francji w Polsce? Zdaje się, że oczekiwania wobec jego jakiejś bardziej aktywnej roli, w której pan prezydent Macron podkreślałby problem praworządności w Polsce, te nadzieje nie zostały spełnione. Kilka dni przed ,a w zasadzie w weekend przed wizytą pana prezydenta Macron w Polsce, pani  Małgorzata Kidawa-Błońska mówiła, że jedyną stroną, która ponosi odpowiedzialność za złe relacje na linii Warszawa- Paryż jest polski rząd. 

– Można by powiedzieć trochę złośliwie „czekaj tatka latka” – prezydent Macrone pokazał, że jest pragmatyczny, że przede wszystkim będzie dbał o francuskie interesy gospodarcze. Doskonale wie, że mówiąc wprost: o te interesy, o francuskie inwestycje ,o wygrywanie przez francuskie filmy przetargów w Polsce, o to wszystko może walczyc bardziej skutecznie w sytuacji dobrych relacji z polskim rządem, a nie w relacjach złych. A więc myślę, że rzeczywiście opozycja może jest zawiedziona, ale to jest tak, gdy się liczy na zagranicę, a nie liczy się na siebie czy na wyborców w kraju.

No, dobrze ale ja jeszcze zapytam. Czy to jest takim razie strategia polskiego rządu, którą można opisać tak już bardzo obrazowo i bardzo kolokwialnie takim oto przekazem: możemy z Wami robić dobre interesy, obie strony mogą skorzystać ,ale warunek jest jeden: Wy zajmujecie się sobą, my zajmujemy się sobą i tyle. 

– No ,cóż ja już dzisiaj powiedziałem, że jestem przekonany, że premier Mateusz Morawiecki nie poruszy w tych rozmowach z prezydentem Rapubliki Francuskiej sprawy pałowanych przez francuską żandarmerię prawników w Sądzie Apelacyjnym w Paryżu ,ale oczywiście skoro tak będzie , no, to również w drugą stronę… Prezydent Macron dotychczas wielokrotnie mądrzył się, pokazywał, że to on będzie chciał wprowadzać pewne standardy, być takim trendsetterem ,gdy chodzi o kwestię integracji europejskiej, ale nawet w tych sprawach nie może liczyć na Niemcy. Zwracam uwagę też na takie zderzenie Berlina i Paryża w kwestii ONZ po Brexicie, bo od dwóch dni jedynym państwem Unii,które ma stałe członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ jest Francja. Niemcy zgłosiły propozycję ustami szefowej rzadzacej partii CDU, aby to Unia Europejska miała stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, a więc w ten sposób zasugerowały, że Francja w tejże Radzie nie powinna zasiadać. To pokazuje konflikty, nie tylko współpracę, która jest pomiędzy Berlinem a Paryżem a także pewne miejsce, rolę dla Polski, która może starać się wygrywać tego typu animozje w ramach Trójkąta Weimarskiego. Tutaj zresztą szereg doradców Macrona podkreśla to, że Francja nie ma sukcesów gdy chodzi np. o sprzedaż sprzętu wojskowego do Polski i wynika to być może właśnie z takiej apodyktycznej postawy wobec Polski prezydenta Francji, czego Polacy nie zaakceptują.

W takim razie – bo zdaje się, że to zdanie, które Pan na końcu wypowiedział jest tutaj chyba dosyć kluczowe – ja zapytam się w takim razie czy chociażby w Parlamencie Europejskim, w siedzibie głównych instytucji Unii Europejskiej czuć już taką refleksję nad tym, że dalsze awanturowanie się z Polską, wszczynanie jakichś konfliktów czy podgrzewanie w gruncie rzeczy, a mieliśmy z tym do czynienia tydzień, dwa, trzy tygodnie temu, jest niekorzystne dla poszczególnych głównych graczy Unii Europejskiej? 

– Tak to prawda, ma Pani rację. Pierwsza fala takiego pragmatyzmu była zaraz po wyborach w Polsce, kiedy nawet ci ,którzy temu polskiemu rządowi źle życzyli uznali, że skoro uzyskał mandat demokratyczny na kolejne cztery lata to trzeba się z tym pogodzić.

No, dobrze, ale później była aktywność – ja wejdę w słowo i dopytam – później była aktywność czeskiej komisarz właśnie w sprawie praworządności. 

– Chciałbym to wyjaśnić. Tak naprawdę nie jest tak, że Berlin czy Paryż grają, a inne kraje tańczą. Wyjaśniam, bo to w Polsce nie było w ogóle omawiane, przynajmniej nie widziałem tego w mediach. Mianowicie dlaczego pani komisarz Jourova tak bardzo starała się twardo egzekwować standardy praworządności, chociaż akurat w jej kraju sędziów wybiera się w trójkącie „prezydent-premier-minister sprawiedliwości”, ale to już zostawmy… Dlaczego? Uczyniła to w momencie ,kiedy w Parlamencie Europejskim od kilku tygodni jest bardzo ostra akcja przeciwko Czechom i czeskiemu premierowi Babisowi, który ją delegował na stanowisko komisarza, ona zresztą jest z tej samej partii liberałów. Odbieram jej zainteresowanie ,mówiąc dyplomatycznie,  Polską jako element odciągania uwagi od jej kraju, co oczywiście jest w interesie Republiki Czeskiej – natomiast nie jest w interesie Unii Europejskiej. W moim przekonaniu to odciąganie uwagi od Czech i przekierowanie tej uwagi na Polskę jest elementem gry rządu w Pradze. Jak widać nasze interesy czasem się różnią.

Bardzo dziękuję. Ryszard Czarnecki,  eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości dla telewizji Republika z Brukseli. Serdecznie dziękuję za rozmowę. 

– Dziękuję.