Blog

KARTAGINA I BRUKSELA

Posted on

Jesteśmy w Unii od 2 tygodni. I tak naprawdę nie zmieniło się nic lub prawie nic. No, może jest trochę drożej. No i gdy planowałem swój wylot do Brukseli na początku czerwca, zacząłem zastanawiać się gdzie jest mój paszport, na co profesor Lech Koćwin, również kandydujący do Parlamentu Europejskiego zapytał mnie:, “Po co Panu paszport? Przecież wystarczy dowód.” To też się zmieniło …Choć nasz MSZ ostrzega, że nie wszędzie mogą te nasze dowody osobiste respektować, czyli “strzeżonego Pan Bóg strzeże” – a więc paszporty lepiej jednak zabierać.

Wbrew temu co mówili euroentuzjaści Polska nie stała się po 1 maja krajem mlekiem i miodem płynącym. Polskie krowy nie wiedzą, żeśmy weszli do Unii i dalej dają tyle samo mleka – nie wiedzą biedactwa, że nie mogą dawać więcej, bo Bruksela wprowadziła limity: 235 litrów na głowę mieszkańca rocznie. Stąd też oczyma wyobraźni widzę już polskiego rolnika jak tłumaczy krasuli: “nie wydoję cię dzisiaj stara, żebyśmy nie przekroczyli limitu, poczekaj do jutra”. Litewskie krowy są w lepszej sytuacji, bo mają limity prawie 2 razy większe. Nie mówiąc już o irlandzkich, które oficjalnie mogą dawać 5 razy więcej niż nasze.

Wbrew skrajnym euronegatywistom (czy eurosceptykom) od 1 maja 2004 Rzeczpospolita nie stała się również oazą nieszczęścia i większej zapaści ekonomicznej niż była. W gruncie rzeczy, jak w tym dowcipie, jest jak było. Ani Unia nie dała nam cudownych recept, ani też nie wpędziła do grobu. UE nie stała się rajem, ani też apokalipsą.

Zostało więc po staremu. Źle wynegocjowane przez Millera i Huebnerową, przy milczeniu Rokity i Kaczyńskiego, limity produkcyjne na tytoń pozostają na poziomie produkcji tytoniu w Polsce w roku… 1980. Gdy chodzi o owce to ostrzygli nas aż miło: poziom produkcji z roku… 1969. Zaś gdy chodzi o stal mieliśmy też miękkie stanowisko pod stalowym spojrzeniem Komisarza Verheugena: limit z roku 1970! No i w końcu mleko się rozlało: limit produkcji mleka jak w 1952.
A ja powtórzę: “Kartagina powinna być zniszczona” – “renegocjacje są konieczne…”.

Blog

STAROSTA STRZELC OPOLSKICH MUSI ODEJŚĆ

Posted on

Odwołania starosty Strzelc Opolskich Gerharda Mathei, który 30 kwietnia zdjął godło polskie z budynku starostwa, domaga się dolnośląska i opolska Samoobrona. Ryszard Czarnecki zapowiedział, że Samoobrona “zamierza dopilnować, aby ten Prusak Matheja poszedł >>weg<<” (precz). Godło państwowe zdjęte zostało z budynku starostwa powiatowego w Strzelcach 30 kwietnia, a pojawił się herb powiatu strzeleckiego. 3 maja godło powróciło na swoje miejsce, gdy wojewoda opolska E.Rutkowska poprosiła starostę o przywrócenie go. “Wojewoda opolska postąpiła ze starostą bardzo łagodnie. Powinna była pogonić Prusaka” – powiedział podczas konferencji prasowej Ryszard Czarnecki. Jego zdaniem, “ktoś taki nie powinien pełnić urzędów w Polsce”. Samoobrona obserwowała nadzwyczajną Sesję Rady Powiatu Strzeleckiego manifestując swoje oburzenie wobec poczynań starosty. Ryszard Czarnecki oświadczył, że postawa starosty nie służy stosunkom polsko-niemieckim czy współpracy z mniejszością niemiecką na Opolszczyźnie.

Blog

POLSKA NA RÓWNYCH PRAWACH W EUROPIE!

Posted on

Ryszard Czarnecki ogłosił osobiste hasło w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Brzmi ono: Polska na równych prawach w Europie – Polska na głównej! Ogłoszone motto kampanii potwierdza 4-punktowy program wyborczy Kandydata. Po pierwsze: jak najszybciej nastąpić ma otwarcie rynku pracy UE dla Polaków. Po drugie: zniesione mają być limity produkcji rolnej i przemysłowej, które obecnie są poniżej możliwości Polski. Po trzecie: radykalnej zmianie ulec musi struktura pomocy finansowej UE dla Polski oraz uproszczona ma być procedura udzielania unijnego wsparcia. Po czwarte: należy uzyskać w możliwie krótkim czasie pełne dopłaty do polskiej produkcji rolnej, aby nie dyskryminować polskich rolników.

Blog

KAŻDY GŁOS JEST WAŻNY

Posted on

Kandydaci Samoobrony Dolnego Śląska i Opolszczyzny do Parlamentu Europejskiego zaapelowali do mediów i innych środowisk opiniotwórczych o nagłaśnianie i szerokie informowanie społeczeństwa naszego regionu o wyborach do PE, jakie mają się odbyć po raz pierwszy w Polsce 13 czerwca 2004 r. Od frekwencji wyborczej bowiem uzależniona jest liczebność reprezentacji obu województw w Europarlamencie. Zdaniem Samoobrony tylko Dolnoślązacy i Opolanie mogą skutecznie zabiegać o poparcie dla projektów przedsięwzięć społecznych i infrastrukturalnych realizowanych przez samorządy lokalne lub inne podmioty na naszym terenie. Samoobrona zwróciła się także o zachowania fair play w trakcie kampanii wyborczej ze strony konkurentów politycznych.

Blog

POWINNIŚMY BRONIĆ LEPPERA

Posted on

Taki tytuł nosi artykuł R. Mazurka i I.Zalewskiego w Tygodniku “Wprost”. Czytamy tam m.in.: “Panoszący się w Polsce obrońcy tezy, że “nie ma demokracji dla wrogów demokracji”, powinni się skupić raczej na zwalczaniu przyczyn popularności populistów niż na zwalczaniu ich samych choćby dlatego, że to działanie nieskuteczne. Oczywiście można wzruszać ramionami, kiedy namawia się Leppera, by wycofał się z polityki, bo ani to poważne, ani lider Samoobrony tym się nie przejmuje. Zupełnie inaczej jednak trzeba reagować, kiedy wprost stawia się tezę, że “za żadną cenę nie wolno dopuścić Samoobrony do władzy, nawet za cenę porzucenia dogmatu, że wyborcy zawsze mają rację”. Bo cóż miałoby znaczyć owo “za żadną cenę”? Metody policyjne, aresztowania działaczy, fałszowanie wyborów?

Blog

A,B,C – 13 CZERWCA

Posted on

W Parlamencie Europejskim od początku maja mówi się… 20 językami. Dlaczego 20, skoro państw jest 25? Ponieważ nie ma języka belgijskiego (Belgowie mówią po francusku i flamandzku, czyli w praktyce niderlandzku, czyli holendersku), Austriacy mówią po niemiecku, Luksemburczycy używają francuskiego lub niemieckiego, Cypryjczycy – greckiego, Irlandczycy – angielskiego. Co prawda Malta ma dwa języki oficjalne – w tym angielski, ale dla podkreślenia narodowej odrębności Maltańczycy używają języka maltańskiego.

Największa grupa zawodowa w strukturach PE to tłumacze. Ale i tak nie będę tłumaczyć wszystkiego na wszystko, zwłaszcza w przypadku języków “egzotycznych”, mało znanych, a więc nie będzie tłumaczenia np. z łotewskiego na maltański. Będzie natomiast tłumaczenie pośrednie: z łotewskiego na angielski i z angielskiego na łotewski. Tłumaczenia będą też w komisjach, ale już nie w kuluarach, a te czasem są najważniejsze.

Nowy poszerzony po 13 czerwca Parlament Europejski będzie liczył 732 deputowanych (wzrośnie o 100 osób). Z Polski będzie 54 przedstawicieli, wybieranych z 13 okręgów, w tym z okręgu nr 12 (Dolny Śląsk i Opole). Wybierzemy ich w druga niedzielę czerwca. Po raz pierwszy w historii Polski ilość mandatów uzależniona będzie od … frekwencji wyborczej – tzn. im więcej osób pójdzie w danym okręgu, tym wzrosną szanse na większą ilość mandatów.

Kadencja PE liczy 5 lat (nie 4 jak w Polsce). Kadencja Przewodniczącego trwa jednak tylko 2,5 roku, po czym na drugą “połówkę” wybiera się kolejną osobę w ramach uzgodnień, czynionych jednak już na samym początku kadencji PE (podobnie jest z rotacyjnie zmieniającymi się prezesami Europejskiego Banku Centralnego). Parlament Europejski ma główną siedzibę we Francji, niedaleko granicy z Niemcami w Strasbourgu. Tam odbywają się posiedzenia plenarne. Jednak posiedzenia komisji mają miejsce w Brukseli (ponadto część administracyjna PE znajduje się także w Luksemburgu, w tym samym mieście gdzie Europejski Trybunał Obrachunkowy).

Kompetencje PE są jasno określone. Uchwalenie budżetu Komisji Europejskiej, kontrola władz wykonawczych Unii (już raz Parlament doprowadził do dymisji Komisję) oraz współtworzenie prawa (czy mówiąc ściślej konsultowanie tego, co proponuje KE). Jeśli w drugiej połowie czerwca 2004 zapadnie decyzja o przyjęciu Konstytucji UE (która moim zdaniem nie jest potrzebna), będzie to dobra wiadomości dla PE i deputowanych, bo Traktat Konstytucyjny zwiększy uprawnienia Parlamentu.

To wszystko warto wiedzieć przed wyborami 13 czerwca. A zagłosować trzeba, choćby dlatego żebyśmy to MY, jako Dolny Śląsk mieli więcej przedstawicieli w Brukseli niż – przy całym szacunku – Kujawsko – Pomorskie czy Warszawa.

Blog

BIEGUNKA

Posted on

“Co nagle, to po diable…” – mówi stare polskie przysłowie. A inne głosi: “jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy”. Te powiedzenia pasują jak ulał do szybkiego, jak pociąg Intercity na trasie Warszawa – Wrocław, dostosowywania polskiego prawa do norm Unii Europejskiej. Nasz Sejm dostał prawdziwej biegunki legislacyjnej. W ciągu trzech lat wypluł z siebie 150 ustaw w tym obszarze. Poprzedni Parlament był niewiele gorszy: 130 ustaw w ciągu 4 lat. Ponieważ Bruksela cały czas poganiała, a komisarz Verheugen pokrzykiwał “schneller, schneller”, Sejm i Senat bez większego zastanowienia przyklepywały to, czego chciał rząd. Niestety, rząd często wnosił buble, a okulary naszych legislatorów są wszak bubloodporne (czyli bubli nie zauważają).

Gorzej, że pod “niebieskim płaszczykiem z żółtymi gwiazdkami” dostosowania naszego ustawodawstwa do unijnego, różne grupy nacisku przepychały różne ustawy korzystne dla poszczególnych środowisk, ale na pewno nie dla interesów państwa. Szybko okazywało się, że akurat proponowane przepisy wcale w Unii nie obowiązują, ani nie zamierza ona ich wprowadzić lub nawet wręcz regulacje unijne są przeciwne do tego, co proponował jakiś resort, skutecznie pozyskany przez kolejną “grupę (lub grupkę) trzymającą władzę”. Jak inaczej bowiem tłumaczyć, że w ustawie “Prawo Morskie” jedynie 17% przepisów rzeczywiście ma coś wspólnego z UE.

Jeszcze 30 kwietnia 2004 r,, gdy Sejm uchwalał ostatnich sześć ustaw “harmonizujących” nasze prawo z prawem UE, nie opublikowano nie tylko tych, ale i kilkunastu kolejnych ustaw (w sumie ponad 20) w Dzienniku Ustaw. Czyli tak jakby ich nie było wcale! Nie wystarczy bowiem, żeby Sejm coś uchwalił a prezydent podpisał. Ustawy wchodzą bowiem w życie od momentu opublikowania ich w Dzienniku Ustaw.

Możemy się pocieszać, że sąsiedzi Czesi uchwalali jeszcze szybciej i mają jeszcze większy “bajzel” prawny, ale mała to pociecha. Oczywiście, z dniem wejścia Polski do Unii bynajmniej nie skończył się sam proces ujednolicania polskiego prawa z unijnym. Prawo Wspólnot Europejskich jest jak ptak w locie – cały czas zmienia swoje położenie. Zmiany w Brukseli skutkować będą również zmianami w Warszawie.

Ustawodawstwo UE dzieli się na dwie kategorie. Są to dyrektywy i rozporządzenia Te drugie trzeba bezwzględnie wprowadzić w życie w każdym z 25 krajów członkowskich Unii. Dyrektywy można na grunt narodowy przenosić nie od zaraz i w wymiarze takim, jaki uzna się za stosowne. Sprytni Włosi dotychczas nie wprowadzili aż 20% dyrektyw UE, bo uznali ze byłoby to niekorzystne dla ich gospodarki.

Gdy w imieniu Polski, wraz z ówczesnym premierem i ministrem spraw zagranicznych, rozpoczynałem 31 marca 1998 negocjacje z UE, unijne prawo liczyło w sumie 75 000 stron. Dzisiaj, po 6 latach liczy 150 000 stron! Nowe przepisy rosną jak ciasto na drożdżach. Zdarzają się wszak dość często zakalce, jak dyrektywa mówiąca, że marchewka to owoc. Strach pomyśleć, co będzie dalej. Biegunka trwa…

Blog

LISTA ZAREJESTROWANA

Posted on

Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała 19 ogólnopolskich komitetów wyborczych, które wezmą udział w kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Wśród nich jest Komitet Wyborczy Samoobrona RP. Liderem listy w okręgu 12 obejmującym województwa Dolnośląskie i Opolskie jest Ryszard Czarnecki. Pozostali kandydaci to: ANDRZEJ RADOMSKI – ekonomista, ADAM SZYMAŃSKI – nauczyciel akademicki, LESŁAW KOĆWIN – nauczyciel akademicki, ANNA MICHNIEWICZ-SERWATKO – lekarz, MAŁGORZATA MASEŁKO – przedsiębiorca, MARZENA KODŹ – ekonomista, DARIUSZ DĄBRUŚ – lekarz, KRYSTYNA OPACKA – rolnik, RAFAŁ KUBACKI – sportowiec.

Blog

SAMOOBRONA W GÓRĘ

Posted on

Według badań opinii publicznej publikowanych przez TNS OBOP Samoobrona RP (jako jedna z tylko dwóch partii politycznych notowanych w sondażach) w okresie od października 2001 r. do kwietnia 2004 r. zanotowała 14-procentowy wzrost notowań. Także według wyników badań “Ipsos” tylko Samoobrona notuje wzrost poparcia, podczas gdy inne ugrupowania mają oceny stabilne lub malejące. Tendencję tę w kwietniu potwierdziły również analizy PGB.

Blog

POLACY, CZESI, UNIA EUROPEJSKA

Posted on

1 maja 2004 r. Unia Europejska poszerzy się m.in. o dwa narody: Polaków i Czechów. Będzie powrót do politycznej Europy, bo w wymiarze historycznym, cywilizacyjnym, geograficznym oba te kraje Europę tworzyły od zawsze. Paradoksem jest, że sąsiadując, tak mało o sobie wzajemnie wiemy. A przecież w historii Polski jest tyle wydarzeń, w których pojawiają się nasi południowi sąsiedzi. Czasem ze sobą współpracowaliśmy, czasem rywalizowaliśmy i odwrotnie. Dziejów Czech, już od Średniowiecza nie można dobrze napisać nie pisząc o wspólnych władcach, świętych, a nawet ziemiach, które raz były pod czeskim raz polskim panowaniem.

Można więc powiedzieć, że nasza potencjalna współpraca jest czymś naturalnym. Nie dlatego abyśmy musieli kochać Czechów, a oni nas. Nic na siłę. Ale bliskie związki ekonomiczne i polityczne leżą po prostu w interesie społeczeństw obu państw. Aby ta współpraca stawała się coraz pełniejsza powinniśmy jak najwięcej wiedzieć o sobie. Poznawać historię wzajemnych związków, kulturę sąsiada, a także mniej – na początek- myśleć stereotypami i mitami jakie pokutują w społeczeństwie polskim na temat Czechów i w społeczeństwie czeskim na temat Polaków. Zwłaszcza, że sporo tych obiegowych, krzywdzących a czasem lekceważących opinii powstało lub utrwaliło się w okresie komunizmu. Tego komunizmu, który został narzucony obu krajom i który na kilka dziesięcioleci zahamował rozwój Rzeczpospolitej Polskiej i Republiki Czechosłowackiej.

W okresie II wojny światowej, gdy legalne rządy Polski i Czech znajdowały się na emigracji w Londynie, z inicjatywy premiera Rządu RP i Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego i jego współpracowników podjęto inicjatywę bliskiej współpracy polityczno-wojskowej obu państw, która wręcz miała zaowocować powstaniem konfederacyjnego, wspólnego państwa! Państwa, które miałoby wspólną politykę zagraniczną i wspólną armię… zresztą już wcześniej w latach trzydziestych XX wieku, także szereg polityków, a zwłaszcza wojskowych, czeskich zwracało uwagę na konieczność sojuszu z Polską jako jedynej drogi, która uchronić mogła Pragę przed niebezpieczeństwem niemieckim. Wówczas jednak oba kraje wybrały nie tyle drogę, co wybrały koncepcję polityki “samodzielnych i egzotycznych sojuszy”. Jaki był tego skutek Czesi zobaczyli jesienią 1938 roku, gdy w wyniku układów monachijskich, brytyjski premier Chamberlain przy poparciu całego zachodu sprzedał ich III-ej Rzeszy – Polacy przećwiczyli to rok później.

Zostawmy jednak historię. Warto pomyśleć o przyszłości, także tej najbliższej, już za parę miesięcy razem – Polacy i Czesi – wkroczą do struktur europejskich. I obojętnie, czy Unię Europejską lubimy, czy też nie, czy jej ufamy, czy może wcale, warto zastanowić się czy naszymi partnerami w tej “rodzinnej Europie” (Cz. Miłosz) naszymi sojusznikami będą, przy całym szacunku, daleka Grecja, Portugalia, Irlandia czy właśnie państwa położone w naszym bezpośrednim sąsiedztwie, w tym także Republika Czeska.

Mogę powiedzieć, że znam Unię Europejską i sporo o niej wiem. Wiem także to, że Zachód liczy się głownie z siłą i poważnie traktuje tych, którzy te siłę w wymiarze politycznym i gospodarczym posiadają, oraz tych, którzy dbają o własne interesy. Także dlatego warto współpracować: i w wymiarze stricte politycznym, gospodarczym, militarnym i kulturalnym. Warto wspierać współpracę przygraniczną, naukę języka sąsiadów, wzajemną wymianę, bliższe kontakty, nie tylko polityków – ale co ważniejsze – społeczeństw. Oczywiście dalej będą czasami miedzy nami różnice interesów (to naturalne także wśród przyjaciół a nawet w rodzinie) oraz różne oceny, interpretacje historii. Jednak myślenie w kategoriach wspólnego interesu – pokazania naszym zachodnim partnerom w ramach UE naszego wspólnego potencjału powinno być ważniejsze od egoistycznych zachwytów Czechów nad tradycyjną siłą ich gospodarki i również egoistycznego samozadowolenia Polaków, z powodów rzeczywiście istotnej pozycji demograficznej, a więc politycznej w ramach jednoczącej się Europy.

Blog

3 MAJA WAŻNIEJSZY OD 1 MAJA…

Posted on

Ostatnio jeden z dziennikarzy w wywiadzie (których ostatnio sporo udzielam – czyżby CZARNECKI REAKTYWACJA?) zadał mi zaskakujące pytanie: Czy po wejściu do Unii Europejskiej data 1 maja będzie dla Polaków ważniejsza niż 3 maja? No właśnie… myślę, że jednak nie! Wchodzimy do Unii może i z nadziejami, ale mniejszymi niż jeszcze rok temu. Wchodzimy też z wiedzą, że UE nie jest taka święta jak ją malują. pieniądze z Brukseli będą mniejsze niż to wcześniej nam przyrzekano, może w kraju wzrosnąć bezrobocie (a w zasadzie na pewno wzrośnie w niektórych regionach i pewnych branżach).Już wzrosły ceny wielu towarów, poczynając od żywności i słabą pociechą jest jest, że niższe będą ceny whisky, koniaku, luksusowych samochodów, tekstyliów z Turcji czy perfum…

Przed referendum spotkanie z UE było dla wielu polskich polityków swoistą “randką w ciemno”, niestety, ta randka dla wielu Polaków – ale nie polityków – kończy się twardym lądowaniem. A politycy którzy jeszcze rok i dwa lata temu przekonywali, że Unia jest “cacy” i raźno maszerowali po ulicach z niebieskimi balonikami – dziś krzyczą: “Nicea labo śmierć” i stroją się nagle w piórka patriotów. Diabeł ubrał się w ornat i na mszę dzwoni. Unia się świeci. Zwłaszcza w majowym słońcu. Szczególnie w okresie długiego weekendu, gdy wszystko wydaje się miłe. Ale ” ulica Miła, moja miła, wcale nie jest wcale taka miła” jak pisał Konstanty Ildefons Gałczyński. No i nie wszystko złoto, co się świeci…

Tak naprawdę maj 2004 w Polsce – kraju członkowskim Unii nie będzie się wiele różnił od maja 2003 w Polsce – kraju kandydującym do UE. Wtedy było ciężko – i dziś będzie niełatwo.

Lepiej chodzić po ziemi. Lepiej być eurorealistą. Lepiej nie mieć złudzeń i fałszywych nadziei . Naprawdę Polacy nie mogą przypominać afrykańskich plemion, które dają się nabrać na byle świecidełka.

Nie odwracajmy się do Unii plecami – bo już jesteśmy jej częścią. Nie dyskutujmy: wchodzić czy nie wchodzić – bo to już się stało. Nie mówmy o innych krajach nienależących do UE np. o Norwegii (która tym się rożni od Polski, że śpi na ropie) – bo my już tam należymy. Zgoda, że na złych warunkach. Ale zamiast obrażać się na rzeczywistość, lepiej rozliczyć negocjatorów (część z nich już pracuje… w Komisji Europejskiej!). No i w końcu podjąć – w trosce o interesy gospodarcze Polski – renegocjacje warunków naszego członkostwa w UE.