Blog

15 czerwca 2004

Posted on

Jeżdżenie komunikacją miejską po Warszawie jest nieco ambarasujące, zwłaszcza, gdy cały czas dzwonią oba telefony komórkowe z gratulacjami. A dzisiaj spędziłem w niej sporo czasu (w tramwaju również).

Miałem urwanie głowy w związku z wiadomymi wydarzeniami. Żeby więc usprawnić moje poruszanie się po mieście pożyczyłem od znajomych małego mercedesa. Ledwo wyjechałem od nich z firmy, auto rozkraczyło się na środku drogi. Swąd, korek, spychanie na pobocze, laweta, kłopot. Koniec podróży.

Tam koniec, ale w wymiarze politycznym wręcz przeciwnie. Początek podróży do Brukseli i Strasburga. Wynik, który osiągamy w moim okręgu, w ramach partii trzeci w Polsce (po Mazowszu i Małopolsko – Świętokrzyskim). Na Opolszczyźnie zajmujemy miejsce trzecie na Dolnym Śląsku czwarte. Mam dzięki analizom polskiej grupy badawczej i Marcina Palade informacje już od poniedziałku. Już od 22 wiem, że jestem eurodeputowanym. Ale dziennikarze i działacze partyjni mają inne zdanie. Widocznie nie przeczytali ordynacji. Jeszcze dosłownie 20 minut przed rozpoczęciem konferencji prasowej PKW dostaję informację, że PO i SLD-UP uważają, że nie mam mandatu, tymczasem przy trzecim wyniku w ramach partii w skali kraju mogłem już spać spokojnie.

W czasie wręczania mi zaświadczenia z PKW o wyborze na posła do PE, mówię przewodniczącemu Rymarzowi, że dzisiaj jestem już w przepisowym krawacie… Chwilę potem podchodzi do mnie z gratulacjami były negocjator Jan Kułakowski. Janek jak zwykle z klasą.

Trwają Mistrzostwa Europy w piłkę nożną, a ja stary kibic, nie obejrzałem dotąd ani jednego meczu! Wczoraj tylko kątem oka obejrzałem sama końcówkę RFN-Holandia i gola pomarańczowych na remis.

Zaraz po uroczystości w Sejmie, związanej z wyborem na europosła, spóźniony wpadam na wystawę zdjęć fotografa Chrisa Niedenthala “Polska Rzeczpospolita Ludowa” oglądam ją wspólnie z moim kilkunastoletnim synem Bartkiem, pokazując mu absurdy i dziwactwa PRL-u, które dziś śmieszą, ale wtedy nie śmieszyły.

Prawie 32 tysiące głosów dla mnie osobiście i prawie 70 tysięcy na listę, to przepustka do Strasburga. Dziękowałem już wyborcom, ale teraz pora podziękować wielu moim współpracownikom. Większość z nich zawsze pozostanie w cieniu. Tym bardziej zasługują na to, żeby dziś o nich wspomnieć jako o prawdziwych ojcach mojego sukcesu.

Blog

14 czerwca 2004

Posted on

Cały dzień na huśtawce. Nastrojów oczywiście. Wyniki mojej formacji z godziny na godziny coraz gorsze z wiadomymi tego skutkami dla mnie. Ordynacja jest tak skomplikowana, ze fachowi dziennikarze polityczni, partyjne tęgie głowy, oraz prawnicy z wojewódzkich komisji wyborczych (żeby było jasne: niektórzy dziennikarze, niektórzy działacze, niektórzy członkowie WKW) dzielą wirtualne mandaty. Potem okazuje się, że dzielili w oparciu o system obowiązujący w wyborach do sejmu RP. Komedia.

Ponieważ w sobotę i niedzielę była cisza wyborcza, to – mając czas -oprowadzałem znajomych po Wrocławiu. Myślę, że jako przewodnik się sprawdziłem. Reklamacji nie było, chociaż pomyliłem architekta Stadionu Olimpijskiego z architektem Hali Ludowej. Dopiero w tym momencie poczułem czym jest los zawodowego cicerone…

Odprowadzam Przemka (starszy syn) na lotnisko skąd leci do Dublina. Dzwoni znajomy dziennikarz ze “Słowa Polskiego” Wojciech Szymański z sugestią, że nie zostałem deputowanym. Mówię, że znam także i takie symulacje, i że gratuluję tym, którzy będą nasz region reprezentować w Brukseli i Strasburgu, i że wierzę, że będą to robić dobrze. Po cichu myślę swoje… Po prostu znam przeliczniki, ale i tak trzeba czekać do oficjalnych wyników.

Jechałem wczoraj z Darłowa, gdzie obchodziliśmy 50 urodzin Andrzeja Leppera do Warszawy. Myślę, że mój kraj jest pięknym krajem, nawet jeśli jest krajem biednym. Wioski ziemi koszalińskiej i słupskiej potem skąpane w słońcu. Bory tucholskie… “znasz-li ten kraj”?

Blog

13 czerwca 2004

Posted on

Jesteśmy na pudle. Moja schorowana mama dotarła do urny wyborczej: “Bardzo mi na tym zależało…” – powiedziała.

Blog

12 czerwca 2004

Posted on

Chodzę z ojcem po Wrocławiu. Wspomina jak pierwszy raz przyjechał tutaj, gdy miał 12 lat na Wystawę Ziem Odzyskanych (1948) i spał w zburzonym jeszcze mieście w noclegowni przy ul. Świdnickiej na przeciwko hotelu Monopol. Tutaj pracował, tutaj w latach 60. został aresztowany pod zarzutem kolportowania wydawnictw paryskiej “Kultury”. “Mojego Wrocławia już nie ma” – mówi, myśląc o ludziach, z którymi pracował i przyjaźnił się. Pamięta jeszcze, że tuż po wojnie, jako dzieciak jeździł po Wrocławiu tramwajami – jedynym wówczas powszechnym środkiem lokomocji, siedząc na schodkach. I to, że było to dozwolone…

Blog

11 czerwca 2004 – wieczorem

Posted on

Te ostatnie godziny. Dzisiaj rano grzeczna (nie grzeszna!) debata radiowa z Panią Geringer d’Oedenberg, potem jeszcze nagrywam jedną audycję do “puszki” czyli nie “na żywo”, dla Radia Aplauz i parę radiowych spotów. Gdy jadę w ulewie do Kłodzka, moi współpracownicy kończą spot telewizyjny, który dzisiaj jeszcze pięć razy będzie emitowany przez Telewizję Dolnośląską. W Kłodzku, na bazarze, magister Czarnecki wraz z profesorem Koćwinem rozdają ulotki w asyście miejscowych “biało-czerwonych” oraz głośnika.

Profesor jedzie do Bystrzycy Kłodzkiej, a ja w istnym potopie na konferencję prasową do Wrocławia, gdzie apeluję by nie marnować głosów na małe partie (czyli drobnoustroje). Jeszcze tylko spotkanie w Oleśnicy i kończy się kampania wyborcza do PE. Dla mnie długa, pracowita (30.000 km przejechanych!) i męcząca, ale dla obserwatorów – nudna. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wyniki przyjmę z pokorą. Czekam na nie ze spokojem, bo wiem, że zrobiłem prawie wszystko żeby wygrać, prawie wszystko – bo nigdy nie można powiedzieć, że zrobiło się wszystko.

Na koniec akcent humorystyczny: w Kłodzku, jacyś Państwo zwrócili się do mnie “Panie Rokita” – myślałem, że się przesłyszałem, ale Pani ta powtórzyła to jeszcze raz, dyskretnie pogładziłem się po głowie, ale dalej byłem posiadaczem bujnej czupryny. Nic to.

W 1991 roku, w tramwaju, w Warszawie, jakiś podpity facet chciał mnie pobić, bo myślał, że jestem Balcerowicz. Na jakimś festynie w Warszawie parę lat temu (chyba Gala BCC) pomylono mnie z ówczesnym mazowieckim kuratorem oświaty, później wiceministrem edukacji Włodzimierzem Paszyńskim. W sejmie I-ej kadencji, na początku mylono mnie z Adamem Słomką z KPN (był taki). A tymczasem cały czas to był Czarnecki.

Wiem, że ta kampania była i pracowita i ciekawa. Głęboko wierzę, że za 3 dni dodam do tego jeszcze jeden przymiotnik: udana…

Blog

11 czerwca 2004

Posted on

Wczoraj procesja Bożego Ciała. Niektórzy proboszczowie mówią, że na procesję chodzą nawet ci, co nie przychodzą do Kościoła na Wielkanoc. Niestety nie obyło się bez zgrzytu. Dla niektórych polityków nie ma żadnej świętości. Po zakończeniu procesji pod wrocławską katedrą LPR rozdawała ulotki i gazetki wyborcze. Skandal! Chamskie wykorzystywanie autorytetu Kościoła. Obrzydliwość. I to na pewno wbrew woli samego Kościoła.

Nie pierwszy to przypadek fanatyzmu w tej kampanii. Sygnalizowano mi już wielokrotnie przypadki, gdy po wyjściu z kościoła starsze panie, aktywistki LPR, raczej nie pod wpływem nauk płynących od księdza proboszcza, idą, masowo zrywając plakaty wyborcze wszystkich partii poza LPR. No cóż, każdy ma taki aktyw na jaki zasłużył.

Wyjątkowo nie ruszałem się wczoraj poza Wrocław, kampania w Boże Ciało? Bez sensu. Wczoraj potwornie parno, dwie duże ulewy w tym gradobicie. Potworny upał, wilgoć w powietrzu. Na procesji byłem w koszuli z długim rękawem, garniturze i pod krawatem i obojętnie czy stałem czy szedłem spływałem potem. Wielu sercowców miało problemy, karetki jeździły jak oszalałe, reanimacje itd.

Dziś ostatni dzień kampanii. Przedtem dolnośląski czworokąt: Kłodzko – Oława – Wrocław – Oleśnica. Żegnam się z wyborcami w czterech miastach, ale nie na raz bo – póki co – nie mam zdolności bilokacji. O północy idę na urlop.
Napis na Placu Kościuszki we Wrocławiu: “każda władza zabija”. Ciekawe nieprawdaż?

Blog

10 czerwca 2004

Posted on

Moja mama powiedziała do mnie: “Jak Ciebie nie ma kilka dni to jest tutaj pusto”. Mama ma 84 lata. A ja jestem dla niej jedynakiem.
Byłem wczoraj na bazarze przy ul. Zielińskiego we Wrocławiu. Reakcje w normie – czyli od obojętności przez agresję (idź stąd, guza nie szukaj), aż po pełną aprobatę (“zawsze na Pana głosowałem i teraz też będę”, “dobrze, że Pan kandyduje, popieramy Pana”). Wiele pytań: co dalej? Co z nami? Czy nam pomożecie? Zderzenie z ludzkimi oczekiwaniami a jednocześnie świadomość, że trzeba zrobić wszystko, aby tym ludziom pomóc. Zwłaszcza jak słyszę, że “jeszcze raz pójdę zagłosować, ale jak się nic nie zmieni będzie to ostatni raz”.

Mój starszy syn Przemek oświadczył mi, że w niedzielę zagłosuje na mnie. Niby oczywiste. Ale w przeszłości różnie między nami bywało. Ma naturę buntownika, jest przekorny (jak to Polak), bardzo samodzielny w poglądach i chodzący własnymi drogami. Ale w decydującej chwili będzie z ojcem.

Wiele dowodów sympatii od ludzi spotykanych na ulicy, to bardzo miłe, ale też wzmacniające poczucie odpowiedzialności…
Oczywiście jest też wiele ciekawskich spojrzeń. Ale też trochę niechętnych. Dziś jest Boże Ciało. Zero kampanii. Nie chcę jej robić, ani też nie wypada jej robić w takim dniu. To czas refleksji, zadumania, spojrzenia w głąb siebie. A jutro ostatni dzień przed godziną “0”. Ale przecież życie toczyć się będzie także po wyborach. I o tym też warto pamiętać. To pozwala zachować dystans do samego siebie, swoich ambicji i aspiracji.
Cieszę się bardzo, że w tym szczególnym czasie są ze mną najbliżsi.

Blog

9 czerwca 2004

Posted on

Przedwczoraj na wrocławski rynku Andrzej Lepper był jak połączenie gwiazdy popu z idolem sportowym dwa w jednym – “wash&go” wycieczki szkolne, turyści i miejscowi robili sobie zdjęcia z panem Andrzejem jak z misiem na Gubałówce. Część z nich prawdopodobnie robiłaby sobie takie zdjęcia również z bohaterem programu big brother albo idol. Ta autentyczna i nie udawana sympatia nie muszą wcale przekładać się na głosy w wyborach. I to nie tylko dlatego, że część z łowców autografów to małolaty.

Przedwczoraj rano, w Opolu, śniadanie z szefem Samoobrony – “face to face”. Ważne spotkanie.
Rozdawałem ulotki na wałbrzyskim rynku i przed Realem w tym mieście. Zauważalny ogrom rozgoryczenia u ludzi. Ba, bijący w oczy.

Świebodzice, Strzegom, Żarów, Jaworzyna Śląska – dawne województwo wałbrzyskie: mapa polskiej biedy. Tu naprawdę bieda aż piszczy! Politykom zamkniętym w warszawskich wieżach z kości słoniowej radzę pojechać do jednej z tych miejscowości i pójść na rynek albo na bazar. I posłuchać historii ludzkiego nieszczęścia. Czasem także może zbyt małej zaradności, przedsiębiorczości. Ale kto kiedy powiedział, że wszyscy na świecie maja być zaradni? Dotąd w sejmie dwukrotnie reprezentowałem dawne województwo wrocławskie. Siłą rzeczy mój kontakt z problemami wałbrzyskiego, jeleniogórskiego, legnickiego czy opolskiego musiał być mniejszy. Teraz to odrabiam na przyspieszonych kursach, które zaliczam w trakcie kampanii. Cenne doświadczenie. No i spora wiedza tych ludzi, których spotkaliśmy, o Polsce – ludzi często bezrobotnych i bez prawa do zasiłku, ale pilnie oglądających TVP.

Parę dni temu narzekałem na deszcz w kampanii a teraz narzekam – jak to Polak – na upał. Z dwojga złego wolę ten gorąc.
Wszędzie przy dolnośląskich drogach piękne czerwone maki. To też impresja, która zostanie z tej kampanii. A Dolny Śląsk jest nie tylko zdolny, ale też bardzo zielony. I to jest strasznie fajne.
Zmęczenie materiału (ludzkiego) coraz większe, no, ale i wdziały gały, co brały…
Legnica godz. 17.10 piękna pogoda, ostre słońce i nagle lunął deszcz. Słońce świeciło jak gdyby nigdy nic. Deszcz tak szybko minął jak przyszedł. No cóż. Każdy ma takie zaćmienie na jakie zasłużył. Bo ja, zajęty wizytami na dolnośląskich ryneczkach i bazarach Wenus nie widziałem.

Przed dwoma dniami w Super Expresie ukazało się moje zdjęcie. Ale nie przy okazji skandalu obyczajowego czy finansowego, co biorąc pod uwagę profil tej gazety byłoby normą, lecz w związku z myciem przeze mnie samochodów na cele charytatywne. Jednak podpis pod zdjęciem był w stylu tej gazety: “Czarnecki pucuje…”

Najbardziej zabawny napis na murze widziałem ostatnio w Legnicy: “Bocian King”. Po prostu.
Rozmawiałem z kolegą, który po półtora miesiąca wrócił z Ameryki Łacińskiej i Włoch. Mówi, że po przerwie ta sama Polska, te same afery, nad Wisłą bez zmian. W tej kampanii konsekwentnie nie prowadzę sam samochodu. Nie wyrobiłbym ze zmęczenia. Utwierdza mnie w tej decyzji tragiczny wypadek z udziałem kandydata samoobrony do PE z Lubelszczyzny – biznesmena i właściciela wielu kamienic w Lublinie Jarosława Urbana, który śmiertelnie potrącił 20-letniego chłopaka. Urban był trzeźwy. Wypadek był zdaje się nie z jego winy. Nawet gdybym uczestniczył w wypadku do którego doszłoby nie z mojego powodu to i tak wykorzystano to by przeciw mnie. A tak przynajmniej mogę się w tych długich trasach trochę zdrzemnąć.

Czytam wywiad wiceprzewodniczącego Konwentu Europejskiego byłego premiera Belgii Jean – Luc Dehaene dla irlandzkiego dziennika “Irish Times”. Belg był – jak na polityka bardzo szczery. Ostro krytykował idee referendum nad europejską konstytucją w poszczególnych krajach UE. Facet mówił otwartym tekstem: “My wiemy, że 9/10 osób nie czytało konstytucji europejskiej i będzie głosować w oparciu o to co powiedzą politycy i dziennikarze”. Strach przed referendum i demokracją przebija w każdym słowie tego federalisty. On już wie, że część (a może większość) narodów europejskich ten konstytucyjny gniot po prostu odrzuci. I cynicznie przyznaje, że w związku z tym referendum lepiej nie robić. Krótka piłka. Inaczej niż arogancją nie można tego nazwać. To znamienne jak często owi „demokraci” boją się demokratycznych rozstrzygnięć. I nie obchodzi mnie czy facet jest z prawa czy z lewa. Jest żałosnym manipulantem.

Kolejnych dwóch zabitych Polaków w Iraku w sumie już 10 naszych straciło życie. Dosyć tego czas wycofać naszych chłopców z tej beczki prochu! Nie wystarczy już kosmetyka w postaci zapowiadanej w przyszłym roku redukcji kontyngentu polskiego w Iraku (wypowiedź Belki w TVN).

Łady gest, co by nie powiedzieć Kwaśniewskiego, który poprosił Wałęsę o reprezentowanie Polski na pogrzebie Reagana. Przyznaję to jako przeciwnik obecnego Prezydenta.

Blog

8 czerwca 2004

Posted on

Państwowa Komisja Wyborcza przekroczyła granice dźwięku albo granice śmieszności. Zakazy ubierania się w to lub w tamto obowiązywały dotąd w krajach islamskich i dotyczyły kobiet. Dziś w Polsce zakazuje się chodzenia w biało-czerwonych krawatach. Co będzie jutro? Ferdynand Rymarz – przewodniczący PKW jako nowy dyktator mody? Sędzia Rymarz jako Gianni Versace? Czy też jako super cenzor? Mali, śmieszni ludzie z PKW. W nas Polakach jest wiele przekory, więc pewnie sporo osób będzie w dniach 12 i 13 czerwca paradować w biało-czerwonych krawatach. Na przekór palantom, także tym koszącym szmal podatników jako urzędnicy państwowi.

Dzisiaj dwa razy opolskie i raz wałbrzyskie, a Wrocław w antrakcie.

Blog

7 czerwca 2004

Posted on

Geografia dnia: Wrocław – Świdnica – Wrocław – Środa Śląska – Wrocław – Trzebnica – Czeszów – Wrocław. Kolejna pracowita niedziela “ta ostatnia niedziela…” – jak w piosence. Ostatnia przed wyborami.

Generalnie mam poczucie, że to co robię jest pożyteczne, ale dzisiaj miałem chyba powody żeby odczuwać to szczególnie. Chodzi o … mycie samochodów! Ale nie takie zwykłe, banalne, lecz w ramach imprezy charytatywnej, na której zbierano pieniądze dla śmiertelnie chorych dzieci, aby spełnić im może już ostatnie marzenie. Pucowałem samochód ciężarowy i osobowe z przeświadczeniem, że to co robię jest bardziej pożyteczne, niż przeciętna godzina spędzona w sejmie przez przeciętnego parlamentarzystę.

Apatia, obojętność, brak zaangażowania – to najbardziej widoczne cechy społeczności lokalnych z którymi spotykamy się w tej kampanii. Zaangażowanie, obojętnie po jakiej stronie, należy do rzadkości. Politycy biją głowa w mur, który sami wcześniej zbudowali. Spodziewam się najniższej frekwencji wyborczej po 1989 roku. Myślę, że rekordowo niska frekwencja będzie też na polskiej wsi.

Z Polski wędrują całe transporty wołowiny i truskawek. Dla nas za drogie, na zachodzie tanie, a więc jest na to popyt.
Wysokie zwycięstwo mojej drużyny żużlowej WTS Wrocław nad Mistrzem Polski Włókniarzem Częstochowa. Na początku trochę pomogły defekty motocykli gości. Na festynie szkolnym w miejscowości położonej 50 km od Wrocławia organizatorzy mówią mi, że w poprzednich latach, nawet przy gorszej pogodzie była wyższa frekwencja “ludziom się nie chce nawet przyjść na festyn” – słyszę. A co się nam chce?

Zmarł Prezydent Ronald Reagan, ale na zawsze pozostanie mężem stanu i przyjacielem Polski. On nie dzielił włosa na czworo. Nie uznawał światłocienia. Był jak dobry szeryf w filmie, gdzie od początku wiadomo kto jest bohaterem pozytywnym, a kto szwarc charakterem.

Dzisiaj sukces, bo od wielu dni, po raz pierwszy porządnie się wyspałem. Przypomina mi się amerykański film “Dzięki Bogu już piątek” z Johnem Travoltą w roli głównej. Już niedługo westchnę: “Bogu dzięki już 14 czerwca – już po wszystkim” No i wtedy znajdę sobie kolejny cel.

Blog

6 czerwca 2004

Posted on

Czy może być coś lepszego niż rozdawanie ulotek w deszczu, na bazarze lub na giełdzie, jak wczoraj w Lubinie? Tak – rozdawanie ulotek w słońcu… Najkrótsza recenzja reakcji ludzi: sporo obojętności, mało agresji, duża rozpoznawalność (lata w telewizji), nie mało sympatycznych reakcji nie tyle na mnie co na Leppera.

A potem drugi koniec województwa, wioska w dawnym wałbrzyskiem. I mężczyzna, który na koniec swojego pytania pokazuje mi gest Kozakiewicza. Po zakończeniu spotkania przeprasza mnie jednak, nie omieszkając dorzucić: “ale Pan minister ma miękkie dłonie” (!)

Oddając do użytku tor do jazdy na rolkach i deskorolkach, w jednym z miast dolnośląskich mówię, że kampania przemija. Za rok już o niej nikt nie będzie pamiętał, ale ten Skate Park zostanie. I to jest konkret. Cieszę się, że w wymierny sposób, mogłem się do tego przyczynić.

Zamiast meczu Polska-Szwecja oglądam na żywo końcówkę meczu miedzy Orłem Ząbkowice a Moto-Jelczem Oławą. W Sztokholmie było 1:3 w Ząbkowicach 1:1 nie licząc słupków i poprzeczek.

Usiłuję parę razy przejechać się na deskorolce, zachęcany przez spikera i ku dużej uciesze młodzieży. Jest sukces – nie upadłem.
W tym samym miejscu słucham – po raz pierwszy na żywo koncertu hip-hopowego. We wrocławskiej kapeli gra mój siostrzeniec Adrian. Hip-hopem fascynują się obaj moi synowie, zarówno starszy – już student, jak i młodszy. Hip-hop ma ciekawe, buntownicze, bezkompromisowe, nonkonformistyczne teksty. Odnosi się też do polityki. Z wieloma tekstami zwyczajnie się zgadzam. Część ma wyraźnie patriotyczny charakter, część sławi swoje miasto. Na pewno wolę hip-hop od hard rocka czy heavy metalu.

Wczoraj losowałem skuter dla uczestników loterii fantowej, widziałem radość z nagrody. Tak przyjemnie obserwować szczęśliwych ludzi.
A propos losowania parę dni temu dałem się namówić do… wypełnienia paru kuponów w totolotka, bo akurat była kumulacja nagrody. Nie trafiłem nawet dwójki – na 3 kupony – ale pamiętam, jak sam siebie przekonałem o celowości takiego działania: przecież brakuje mi na kampanię.

Moje ulubione zwierzę – duży afrykański słoń. Z wielką trąbą i wielkimi uszami. Po prostu idealny. Ciekawe czy by się adaptował do warunków domowych?

Blog

5 czerwca 2004

Posted on

Jeszcze 6 dni do ciszy wyborczej. Wchodzę na najwyższe obroty. Po 13 czerwca trudno się będzie odzwyczaić. Wczoraj wizyta w Oławie – dwóm miejscowym dziennikarzom szefowie zabronili wzięcia udziału w naszej konferencji prasowej. Osobiście rozdaję ulotki w tym mieście – zero agresji ze strony przechodniów. Jeszcze tylko ponad 200 godzin…