Blog

POLSKIE PIEKIEŁKO?

Posted on

Po braku poparcia ze strony części polskich eurodeputowanych dla kandydatury prof. Bronisława Geremka na przewodniczącego PE, kolejny polski kandydat – prof. Michał Kleiber, z powodu braku wsparcia ze strony polskich negocjatorów, prawdopodobnie stracił szansę na objęcie najwyższego rangą stanowiska w Komisji Europejskiej. Według doniesień polskiej prasy obecny minister nauki i informatyzacji M. Kleiber miał zostać szefem Europejskiego Centrum Badawczego, który składa się z siedmiu instytutów o budżecie około 300 milionów euro, czyli połowy polskiego budżetu przeznaczonego na naukę. Nominacja M. Kleibera została wycofana.

Blog

SAMOOBRONA W POLSCE I EUROPIE

Posted on

“Przez piętnaście lat działalności politycznej przyzwyczaiłem się już do tego, że zarzuca mi się różne rzeczy. Populista, demagog, dyktator – to są najdelikatniejsze epitety jakimi jestem obrzucany przez tak zwane “światłe elity”, podobno dobrze wykształcone, kulturalne i uczciwe. Traktuję to jako normalne zjawisko w polityce. Natomiast jeśli ludzie uważający się za “niezależnych ekspertów”, ludzie warszawskich salonów, potrafią o przywódcy partii o największym poparciu społecznym wypowiadać się wulgarnie w stylu “watażka”, a o partii Samoobrona “chwast polityczny”, przekracza to wszelkie granice przyzwoitości i kultury nie tylko politycznej, ale zwykłej osobistej kultury na co dzień. Niektórym wydaje się, że jak mają tytuł naukowy czy możliwość publikowania swoich “wypocin” w mediach to im wszystko wolno. Takie zachowanie tak zwanych elit pokazuje, że ja mam rację i robię swoje.

Blog

24 lipca 2004

Posted on

Lapsus tygodnia: nie znam, niestety portugalskiego, opieram się więc tylko na polskim tłumaczeniu wystąpienia kandydata na przewodniczącego Komisji Europejskiej Barroso. Przemawiając przed Parlamentem Europejskim Portugalczyk użył sformułowania: “razem, wspólnie będziemy posuwać Europę…”  Ta atrakcyjna oferta nowego szefa KE z całą pewnością podniesie podupadłe w społeczeństwach UE poparcie dla idei integracji europejskiej.

Docieram do Wrocławia przed 2 w nocy. Niestety 25 minut wcześniej odjechał do Krakowa pociąg, który miał zawieźć tam mojego kolegę deputowanego Rutowicza (poseł – senior naszej grupy, w tym charakterze, jako jedyny Polak – otwierał pierwsze posiedzenie jednej z komisji PE w tym tygodniu, ale mimo 72 lat trzyma się krzepko). W związku z tym towarzyszyłem mu do odjazdu następnego pociągu, a więc kolejne 2 godziny. W międzyczasie dałem się namówić do zjedzenia nocnego obiadu w restauracyjce przy Dworcu Głównym PKP. Chciałem pierogi, ale dałem się, o nieszczęsny przekonać kelnerowi, który zaaplikował nam szaszłyki ze strusia. Struś ma strusiowy żołądek, zje wszystko, ale ja nie jestem strusiem i tych jego zalet nie mam. Strusiowe mięso wziąłem po części na skutek perswazji kelnera, po części ze względu na szacunek na przewodniczącego Andrzeja Leppera, który takowe strusie hoduje. Niestety skończyło się to jak zwykle, czyli biegunką, ale nie myśli.

Od siedmiu dni nie miałem w ręku żadnej polskiej gazety (poza jednym czy drugim zerknięciem do internetu). I nie dość, że przeżyłem, to jeszcze mam się dobrze, zdrowie mi dopisuje (pomińmy problem strusiego mięsa), jestem pogodny i pełen pozytywnej energii. Jeżeli ktoś ma dużo stresów moja rada brzmi: mniej TV, mniej gazet. Działa!!!

Pizza czteroserowa (quattro fromaggi) we włoskiej restauracyjce w Galerii Dominikańskiej we Wrocławiu. Moja ulubiona. Uwielbiam kuchnię włoską a zwłaszcza wszystko co się wiąże z serami: serowe pizze, pasty z gorgonzolą (pasty w sensie włoskim czyli makaron w różnej postaci), różne gatunki serów do wina. W tej sytuacji szybko zapominam o kłopotach żołądkowych. Na tyle szybko, by potem z entuzjazmem skonsumować dwa kurze udka z młodymi ziemniaczkami – na drugie, z lekko kwaskowatym białym barszczem z pokruszonym jajkiem na pierwsze (prawdopodobnie był to żur śląski, w odróżnieniu od kujawskiego, który jest podawany z ziemniaczkami i kiełbaską. ). Żeby domknąć (nie: dopchnąć) ten dzień gastronomicznie – lekka kolacja, wiejski chleb z wędliną i pomidorami z cebulką. Plus morele na dobranoc. Kocham jeść…

Nocuję dzisiaj w historycznej Środzie Śląskiej (ta od słynnego, odnalezionego przed kilkunastu laty skarbu średzkiego) to tutaj 192 lata przede mną nocował inny podróżnik: niejaki Napoleon. Akurat szedł na Moskwę. Nie mogłem ustalić, gdzie dokładnie spał. Jedna wersja mówi o domu należącym do sióstr salezjanek, inna o niezachowanej oberży. Byłem tu niedawno w czasie kampanii wyborczej. Zapamiętałem ówczesny pobyt dobrze, bo w trakcie rozdawania ulotek, czasopism, tekturowych czapeczek dla dzieci, chorągiewek i autografów zjadłem świetnego loda z ulicznego straganu. W Środzie są dwie parafie, cztery kościoły, w tym jeden mały, najstarszy, który kiedyś służył – w czasach zarazy jako kościół dla trędowatych. To biedne miasto z dużym bezrobociem. Wieczorem jest tu cudowna cisza, pożądana przeze mnie jak mało co.

Do Środy jadę autem w towarzystwie mojej mamy. Jeszcze we Wrocławiu zasnąłem jak zabity, obudziłem się gdy wjeżdżaliśmy do Środy, na szczęście to nie ja prowadziłem.  Żarty żartami, ale zmęczenie wyłazi ze mnie coraz większe.

Dobre wieści z Austrii. Dwóch naszych żużlowych juniorów świetnie pojechało pod Wiedniem w półfinale Mistrzostw Świata. “Misiek” (Robert Miśkowiak) wygrał, a “Świder” (Piotr Świderski) był 4. WTS-owi Atlas Wrocław wieczna chwała i cześć!

Zapadł zmierzch. Spokojny zmierzch małego miasteczka. Chyba wielkie miasta nie sprzyjają próbie zaglądnięcia w samego siebie. Tam czas galopuje, człowiek usiłuje go dogonić, po drodze zapominając kim jest i po co… Ktoś mi dzisiaj mądrze powiedział, że w czasach podróży konnych gdy nie było jeszcze aut czy kolei żelaznej, nie mówiąc o samolotach ludzie podróżując np. z Warszawy do Krakowa mieli czas pomyśleć, zastanowić się nad życiem i nad sobą. Coś w tym jest.

Blog

LEPPER MUSI NADEJŚĆ

Posted on

“Tylko Andrzej Lepper tak naprawdę otworzył swoją partię na młodzież, czyli jakby trochę był mądrzejszy, a może po prostu uboższy i nie musiał o srebra się bać z zastawy swojej; tak czy owak to jego powinna ponieść pokoleniowa fala, gdy będzie zalewać generacyjną lukę. Czas gra na korzyść Leppera, a jedyna siła zdolna go jeszcze raz powstrzymać, to już by musiał być jakiś Wszechpolski Ruch Ocalenia Narodowego,

Blog

STRASBURG – STARCIE PIERWSZE

Posted on

Rola Parlamentu Europejskiego wzrosła na znaczeniu w sposób automatyczny po 1 maja 2004. Nie tylko i nie głównie dlatego, że liczy on więcej deputowanych (z 626 do 732), ale przed wszystkim dlatego, że stał on się reprezentacją nie 15 a już 25 narodów.

Wzrost roli PE przewiduje również Konstytucja Europejska, czy mówiąc precyzyjniej Traktat Międzyrządowy, zwany potocznie Konstytucją UE. Wzrost znaczenia władz wykonawczych UE w sposób dość naturalny będzie również powodował konieczność kontroli tych władz nie tylko przez Europejski Trybunał Obrachunkowy w Luksemburgu (Euro-NIK), ale również Parlament Europejski.

Najprostsza podręcznikowa analiza porównawcza stopnia zaawansowania integracji europejskiej z tą mającą miejsce w Afryce (OJA – Organizacja Jedności Afrykańskiej) w Ameryce Środkowej czy Azji, jednoznacznie pokazuje jak bardzo daleko – na tle innych – zaawansowany jest w tym procesie Stary Kontynent. Miałem okazję przekonać się o tym naocznie zwiedzając siedzibę MERCOSUR-u, czyli odpowiednika UE na kontynencie latynoamerykańskim. Mieści się ona w stolicy Urugwaju – Montevideo. Stanowi ją paropiętrowy budynek, którego część pomieszczeń wynajmowana jest w celach komercyjnych. Stopień realnej integracji ekonomicznej, celnej, nie mówiąc o walutowej jest porównując z Europą daleko z tyłu. Oczywiście: cos za coś. Integracja europejska implikuje systematyczny wzrost eurobiurokracji. Im więcej państw liczy UE, im bardziej jest to system obejmujący coraz większą ilość dziedzin życia ekonomicznego i społecznego – tym więcej urzędników generuje. Albo – albo. Może to irytować (mnie irytuje), ale raczej trudno się temu dziwić. To, co drażni jest, przynajmniej po części, usprawiedliwione.

Podobnie jest z chętnie wyśmiewanymi eurodziwactwami typu: precyzyjne dekretowanie poprzez dyrektywy długości i stopnia zakrzywienia standardowego banana lub też uznanie marchewki za owoc. W tym szaleństwie jest metoda. Skrupulatne mierzenie bananowych parametrów miało wyeliminować i w dużym stopniu wyeliminowało, import bananów z krajów, których związki ekonomiczne (postkolonialne) z czołowymi państwami europejskimi są słabe. Podobnie z ową marchewką: uznanie jej za owoc nie było przejawem szaleństwa skretyniałego eurokraty, lecz wyrazem troski o narodowe interesy ekonomiczne Portugalii, która dzięki temu zyskiwała możliwość większej produkcji i promocji swojego, tradycyjnego, historycznego marchewkowego dżemu. Nie wszystko więc jest eurokratyczne, co się biurokratycznie świeci.

Parlament Europejski zainicjował swoja nową, pięcioletnią kadencję. Pierwsza sesja tradycyjnie we francuskim Strasburgu (jeżeli nie chcemy urazić Francuzów wymawiajmy jego nazwę Strasburg, a nie z niemiecka Sztrazburg) była efektywna, interesująca, a momentami irytująca.

Efektywna, bo wybrano nowego przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Hiszpana, a właściwie Katalończyka Borrella. Wybór nastąpił od razu w pierwszej turze – inaczej niż 5 lat temu. To pierwszy od 10 lat socjalista na tym stanowisku. Ja glosowałem na Geremka, w ramach solidarności narodowej, choć nie wszyscy polscy eurodeputowani tak postąpili. Uznałem, że nie należy przenosić krajowych, nawet uzasadnionych sporów na forum europejskie. Innego zdania byli posłowie LPR-u, PSL-u, cześć lewicy i prawdopodobnie część PO. Wybrano również 14 wiceprzewodniczących PE, w tym dwóch Polaków (Saryusz-Wolski i Onyszkiewicz). Wiceszef PE wiceszefowi jednak nierówny. Zastępcy przewodniczącego Parlamentu mają swoje “numerki” i na tym polega ich hierarchia ważności (nasi mają numery odległe. Zaakceptowano też, po burzliwej, ciekawej debacie, w sposób daleki od jednomyślności kandydaturę Portugalczyka Barroso na Szefa Komisji Europejskiej. Głosowałem na niego uważając, że choć nie jest to na pewno kandydat idealny, to jego wizja godzenia idei Europy Narodów z integracją europejską jest mi osobiście bliska. A ponadto pochodzi z kraju leżącego na obrzeżach Unii – w ten sposób naturalny nasuwa analogię do też geograficznie peryferyjnej Polski. Nie będzie też prawdopodobnie rzecznikiem państw wielkich czy bogatych – jego ojczyzna nie jest ani taka ani taka.

Pierwsza sesja plenarna PE była ciekawa – dla mnie z trzech powodów. Po pierwsze dla tego, że wszystko, co nowe, to ciekawe. PE to olbrzymia wielonarodowa machina, która funkcjonować musi i funkcjonuje na zasadzie konsensusu, choć nie raz wymuszanego siłą (choć niedosłownie-chodzi o siłę poszczególnych grup politycznych oraz ilość “szabel” – potrzebnych do głosowania). Po drugie – to arena nie raz fascynujących popisów oratorskich. Poettering, Schulc (obaj Niemcy), Brytyjczyk Watson, Włoszka Frassoni czy Franco – Niemiec czy Niemiecko-Francuz Cohn-Bendit – to świetni aktorzy Europarlamentu. Po trzecie wreszcie – interesująca jest w PE gra polityczna, która pozwala z jednej strony na podzielenie stanowisk między 2 największe grupy polityczne: socjalistów i chadeków (po obecnym szefie PE Borrellu z lewicy przyjdzie chadek Poettering), z drugiej zaś na wyłanianie parytetowe wiceszefów PE i szefów Komisji, co nie przeszkadza słownym, ostrym harcom i polemikom między poszczególnymi partiami, a także narodowościami. Dzisiejsi sojusznicy w głosowaniu mogą być przez siebie nawzajem niemiłosiernie karceni także w dzisiejszej debacie.

Ta sesja była również irytująca. My w Polsce narzekamy na demokrację, ale przyzwyczailiśmy się do niej i bardzo odczuwamy gdy coś jest z nią nie tak. Obojętnie czy na Białorusi czy w UE. A w Unii mamy deficyt demokracji. Dotyczy to zarówno Komisji Europejskiej uważającej się za pępek świata i mającej w nosie opinie obywateli krajów członkowskich UE. Dotyczy to także, tak teoretycznie demokratycznej instytucji jaką powinien być Parlament Europejski. Oto przykłady. Na 14 wiceszefów PE było… 14 kandydatów poczułem swąd PRL-u. Mimo głosów z sali przewodniczący parlamentu nie dopuścił żeby kandydaci na funkcje zastępców przedstawili się. Następnego dnia ten sam “numer” powtórzył się przy wyborze kwestorów, czyli osób mających kontrolować finanse PE. Tym razem łaskawie zgodzono się, aby kandydaci na to stanowisko (było 6 na 5, ale tylko dlatego, że najstarsza posłanka obecnego Europarlamentu, zbuntowała się przeciwko własnej grupie politycznej – chadekom. Stanęła do wyborów samowolnie, by je zresztą wygrać…). Mogli przynajmniej wstać i ukłonić się. O wyborach na przewodniczących i wiceprzewodniczących komisji w PE zapomnijmy. Tu działa maszynka D’Hondta i funkcje te są przydzielana wg parytetów. Szanuję realny układ sił, jestem z polityce od lat, ale budzi to swoisty niesmak.

Parlament Europejski – ta wielka i coraz ważniejsza instytucja budzi różne reakcje, sprzeczne oceny, a czasem emocje. Nie da się go określić jednym, wartościującym zadaniem. Wiem jedno: jest to fascynujące miejsce, w którym znalazłem się w arcyciekawym czasie największego poszerzenia Unii Europejskiej. Ze wszystkimi tego plusami i minusami. Jednak władzom UE: Komisji Europejskiej oraz Radzie trzeba patrzeć na ręce. Może i powinien to robić PE, który już raz doprowadził do zbiorowej dymisji Komisji. Również władzom Parlamentu należy uważnie patrzeć na ręce, aby instytucja ta nie stała się maszynka do głosowania z jedynie demokratycznym sztafażem. Tak bywało w czasie pierwszej, lipcowej, francuskiej sesji.

Blog

23 lipca 2004

Posted on

Nie było już wolnego pokoju w hotelu w Strasburgu. W związku z tym cztery ostatnie noce siedziałem w małym hoteliku w Lingholmsheim. Jedzie się stamtąd do Parlamentu Europejskiego rano, równe pół godziny. Hotelik przytulny, nastawiony w dużym stopniu na eurodeputowanych. Ma jednak dwie specyficzne cechy. Po pierwsze: nie mogą go odnaleźć nawet taksówkarze, po drugie: funkcjonuje pod trzema różnymi nazwami – jedna jest na hotelu, druga na drogowskazach, a pod trzecią jest powszechnie znany. Urocze. Aha, jeszcze jeden szczegół – jest potwornie akustyczny, jak w schronisku młodzieżowym, czy niektórych akademikach. Jak sąsiad kichnie w pokoju, możesz mu krzyknąć sto lat. To może być krępujące, choć nie musi, co kto lubi…
Upał potworny, znów parno, a przede mną 10-godzinna droga autem do Wrocławia. Będzie niezły czyściec.
Dziś w PE tylko techniczne sprawy do załatwienia, w związku z tym pojawiam się w dżinsach (beżowych) i koszulce z krótkim rękawem (pasiak). Ponieważ jeszcze dziś odbywają się posiedzenia paru komisji, szereg posłów w garniturach pod krawatami. A ja luzik. Fajne zderzenie, ale to ja mam lepszy humor.
 
 

W samochodzie słucham Placido Domingo, który ćwiczy dwóch włoskich klasyków: Verdiego i Pucciniego. Majestatyczna muzyka, w sam raz na długą trasę. Rzeczywiście daje power. Przypomina mi się “Aida”  i “Nabuco” Verdiego, którą w naszej, wrocławskiej Hali Ludowej wystawiła Ewa Michnik. To były ciekawe inscenizacje, bo np. z udziałem zwierząt cyrkowych oraz prezentowane w miejscu gdzie normalnie odbywają się mecze koszykówki oraz organizowane są wystawy …np. sztuki cmentarnej. Na te przedstawienia przychodziła młodzież, która nigdy nie trafiłaby do normalnej opery. W każdym razie na pograniczu francusko-niemieckim Placido Domingo brzmi godnie i dostojnie.
Przy okazji sprostowanie. Uważni czytelnicy mojego blogu – melomani zwrócili mi uwagę, że mógłbym słuchać (w drodze do Francji) Koncertów Brandenburskich Bacha, a nie Sonaty Brandenburskiej. No i mieli rację, ale to dalej ten sam Bach i motywy Brandenburgii.
Kolejna osoba, tym razem koleżanka z liceum pisze do mnie maila, że za ostro napisałem w blogu o napadzie na Bartka, że użyłem zbyt mocnych słów. To już czwarta czy piąta taka reakcja, a ja wyraziłem po prostu to, co czułem. Rzeczywiście nieparlamentarnym językiem. Nie będę przecież cenzurował własnego blogu. Jako rodzic jestem usprawiedliwiony, jako polityk – chyba nie.

Moje biuro znajduje się na 6 piętrze głównego budynku PE. Widok niestety na dachy Parlamentu. Składa się z dwóch pokojów, jeden dla asystenta, drugi dla mnie. W moim jest też kanapka. Regulamin Parlamentu zabrania jednak spania w biurze, choć z tego co wiem, niektórzy posłowie (raczej obserwatorzy) z nowych krajów członkowskich tego próbowali. Wiem na pewno o pewnym młodym polskim pośle (prawica), który – chcąc zaoszczędzić na hotelu – zanocował w PE (w swoim biurze!). Wkrótce pojawiła się ochrona, ponieważ czujniki wykazały obecność żywego człowieka na obszarze chronionym. Myślano, że to złodziej, a to był tylko oszczędny deputowany. Przez litość nazwiska nie wymienię. W każdym razie poseł już się nauczył i obecnie śpi w hotelu.
Tuż koło mojego swoje biuro ma były premier Francji, obecnie deputowany kolejnej kadencji Michelle Rocard. Skądinąd liczba byłych premierów i ministrów jest olbrzymia i to zarówno z nowych jak i starych krajów członkowskich. Jest na przykład premier Polski (Buzek), Łotwy (Kraats) czy Włoch (ekskomunista d’Alema). W debacie, w której uczestniczyłem, zabrał głos, tyle, że po mnie i krócej, były premier Belgii i do niedawna wiceprzewodniczący Konwentu Europejskiego (który wypichcił eurokonstytucję) Jean-Luck De Hane. Bez związku z byłymi premierami czy ministrami , ale tylko wspomnę, że w każdym biurze jest łazienka z prysznicem i oczywiście można wziąć zimny prysznic… Ale ciepła woda też jest.
Socjaliści (polscy) składają nam niedwuznaczne propozycje przejścia do ich frakcji. Liberałowie tak samo. Jacek Saryusz-Wolski powiedział pół żartem pół serio: “Przejdźcie do nas, ale najpierw zmieńcie szefa”. Jesteśmy więc łakomym kąskiem, ale do niczyjej politycznej gęby nie wybieramy się.
 

Po drodze w środkowych Niemczech nagle po obu stronach drogi wyrastają dwie rzeki fioletowych wieżowców. Taki swojski pejzaż środkowo-wschodnio-europejski, do którego chętnie się wraca, bo i nasz cieszy oko.
Już wieczorem burza z błyskawicami rozrywającymi granatowe niebo, ściana płaczu, znowu gigantyczna ulewa, jak ta niedawna francuska. Aż trudno jechać. Trzeba się przebijać w strugach wody. Już niedaleko granicy, przed Chemnitz.

Blog

UNIA ZAGRAŻA PIWOSZOM

Posted on

Prezes Stowarzyszenia Regionalnych Browarów Polskich Andrzej Olkowski, oświadczył, że w pierwszym półroczu 2004 r. firmy zrzeszone w SRBP sprzedały o 15% piwa mniej niż w poprzednim półroczu. W porównaniu II kwartału br. z analogicznym okresem roku ubiegłego, spadek ten wynosi aż 22%.

Blog

22 lipca 2004

Posted on

Dzisiaj głosowałem za Portugalczykiem Jose Barroso na szefa Komisji Europejskiej. Nie jest to idealny kandydat, ale będzie lepszy od Romano Prodi. Co prawda – to nie trudne. Jest to człowiek z kraju leżącego na obrzeżach UE – podobnie jak Polska. Podkreśla, że Unia ma być Europą Narodów – co jest mi bliskie. No i pochodzi z kraju świetnych piłkarzy – może więc będzie nie najgorszym politykiem. Zaprezentował się, wbrew opiniom dosyć dynamicznie i z pewną wizją przyszłości Unii. Powiem żartobliwie, że wygląda na polityka sprytnego, ale jaki może być inny (były) Premier kraju, który wymyślił dżem marchewkowy.

Gdyby ktoś mnie zapytał, kto jest najlepszym mówcą w Parlamencie Europejskim, to po zaledwie paru dniach “przesłuchań” palmę pierwszeństwa przyznałbym komuś z bardzo odległej politycznej bajki, jakim jest jeden z przywódców “Zielonych” Daniel Cohn – Bendit. W 1968 roku był przywódcą majowych demonstracji młodzieży w Paryżu. Nie były to pokojowe protesty. Studenci byli mocno lewicujący i anarchizujący. Przeciwnikiem dla nich była sama instytucja państwa. To wtedy wymyślono hasło: “zabrania się zabraniać”. Pod adresem Cohn-Bendita pojawiły się oskarżenia, że nie jest swój, że jest niemieckim żydem. W odpowiedzi na to paryscy studenci pisali: “wszyscy jesteśmy niemieckimi żydami”. Dziś to wielki aktor PE, artysta słowa, gestu i retoryki. Chociaż broni często niesłusznych spraw (tak uważam) – ale jak on to robi!

Dziś uczestniczę pierwszy raz w posiedzeniu najbardziej prestiżowej Komisji PE – Komisji Spraw Zagranicznych. Komisja liczy 75 osób, a więc jest takim mini parlamentem małego kraju. Komisja obradowała niecałe 40 minut, bo się dopiero ukonstytuowała. Przewodniczącym został, po raz bodaj trzeci z rzędu, niemiecki chadek Elmar Brok, który nawet po sali plenarnej PE chodzi z nieodłączną wielką fajką (Geremek też ma, ale mniejszą). Nasza komisja jest podzielona na dwie podkomisje. Wszedłem do tej zajmującej się bezpieczeństwem i obroną.

Moją drugą komisją jest Komisja Konstytucyjna – no i tu toczyć się będą ciężkie boje o nie zatwierdzoną jeszcze Konstytucję Europejską, referenda itd. itp.

Pierwszy wolny wieczór w Strasburgu. Nagle odkrywam, że jest coś jeszcze poza trasą: hotel – PE. Cudowny rejs stateczkiem (jak w Paryżu, tyle że jeszcze piękniej) i rozkoszowanie się historią zakutą w architekturze. Kanały, śluzy, nadbrzeżne restauracyjki z machającymi do nas ludźmi. Maleńki rogalik księżyca, jak w bajkach dla dzieci, jasne niebo z paradoksalnie ciemnymi, groźnymi chmurami. Relaks, beztroska. Przepływamy obok… gmachu Parlamentu Europejskiego. Turyści słuchając nagrania w słuchawkach kiwają głowami a ja z nimi… Potem, już na twardym lądzie, genialna katedra, wąska i wysoka kłująca strzelistymi wieżami w niebo, przebijająca obłoki, kawałki niebios widoczne przez odkryte fragmenty muru. Duże wrażenie. No i wreszcie znakomite widowisko światło-dźwięk jako wieczorny deser ze wspaniałymi podświetlonymi murami katedry, z symetrycznymi wzorami i stonowaną muzyką. To zapadnie w pamięć.

Strasburg miasto pięknych kobiet, ale chyba głównie turystek. W restauracyjce przy katedrze stolik obok usiadły… dwie lwowianki!

Dochodzę do wniosku, że są dwa Strasburgi: jeden oficjalny (PE, Rada Europy), którego jestem częścią i ten drugi, chyba sympatyczniejszy, turystyczny, którego częścią byłem dzisiaj wieczorem.

Blog

MEDIA KONTRA SAMOOBRONA…

Posted on

Sejmowe komisje Kultury i Środków Przekazu oraz Sprawiedliwości i Praw Człowieka wydały 19 głosami “przeciw” 5, które były “za” i 3 “wstrzymującym się” negatywną opinię o projekt nowelizacji prawa prasowego autorstwa posłów Samoobrony. Projekt zakładał, iż w sprawach o przestępstwa polegające na publikacji materiału prasowego sądy miałyby obowiązek rozpatrywać je w terminie 7 dni od złożenia pozwu lub aktu oskarżenia. W przypadku odwołania lub zażalenia sąd wyższej instancji rozpatrywałby je w terminie 14 dni. Zdaniem posłów Samoobrony niektórzy dziennikarze używają swojego zawodu do walki politycznej. Sprawy o przestępstwa popełniane na skutek publikacji materiału prasowego toczą się latami i kiedy poszkodowany wygrywa taki proces przed sądem, przeważnie nie ma on już żadnego znaczenia w jego działalności, a nieuczciwy dziennikarz czy redakcja bez żadnych konsekwencji prowadzą dalej swoją działalność. Posłowie Samoobrony deklarowali, że nie chodzi im o ograniczenie wolności słowa, tylko o doprowadzenie do sytuacji, w której ewentualne nadużycia będą analizowane przez niezawisły sąd. Poseł Cezary Grabarczyk (PO) przyznał, że jeśliby chcieć tworzyć przepisy regulujące w tej mierze prawo prasowe, to powinny one zmierzać do tego, by już w pierwszym piśmie procesowym dziennikarz czy redakcja przedstawiała wszelkie dowody w sprawie. Jego zdaniem, w ten sposób można by stworzyć prawne ramy skutecznego egzekwowania odpowiedzialności za słowo.

Blog

GORSZE NASTROJE

Posted on

64% Polaków krytycznie ocenia rozwój obecnej sytuacji w naszym kraju, przeciwnego zdania jest 23%, a 13% nie ma na ten temat zdania – wynika sondażu na temat nastrojów społecznych przeprowadzonego przez CBOS w pierwszej połowie lipca. Oceny te są nieco gorsze się w porównaniu czerwcem.

Blog

21 lipca 2004

Posted on

Dziś po raz pierwszy przemawiałem w PE – jako drugi Polak po Geremku. Przekroczyłem czas o kilkanaście sekund, co nie wzbudziło reakcji przewodniczącego Borrella. Trzeba mu przyznać, że jak na Katalończyka bardzo dobrze wymawia polskie nazwiska (przynajmniej moje…). Poza tym, co przygotowałem wcześniej, miałem jeszcze w trakcie wystąpienia 2 polemiki: z premierem Irlandii Ahernem (jego kraj przewodniczył przez ostatnie pół roku UE) oraz z ustępującym przewodniczącym Komisji Europejskiej Romano Prodi. Irlandzki premier odpowiedział mi: “Pan Czarnecki powiedział o swobodzie przepływu osób w UE w zakresie rynku pracy. To jest bardzo ważne …itd.”

Kompromitacji Europarlmentu ciąg dalszy. Dziś o 2 godz. odłożono głosowanie nad kwestorami z powodu zawirusowania systemu zliczającego głosy. Kiedy to wreszcie naprawiono to parę głosowań trwało ze 40 minut, ponieważ system nie był przygotowany na nieuzyskanie przez niektórych kandydatów co najmniej połowy głosów. Żeby więc przećwiczyć system zliczania głosów na próbę przewodniczący PE zarządził głosowanie nad sześcioma malarzami..! wygrał Renoir (ponad 400 głosów) przed Van Goghiem – 394, Turner 350. Słabo wypadł Modigliani uzyskując nieco ponad 300 głosów… Jednym słowem szopka, na tym nie koniec kabaretu. Mimo wczorajszych próśb, kandydaci na kwestorów, nie tylko nie raczyli się przedstawić, ale wręcz nie byli do tego zachęcani przez szefa PE. Wymuszono na nich, żeby jedynie raczyli podnieść się z siedzenia i ukłonić się, gdy wyczytywano ich nazwiska. Tym razem jednak – inaczej niż w czasie wczorajszych wyborów na wiceszefa PE – było więcej kandydatów niż miejsc. Mimo wcześniejszych ustaleń między 3 największymi frakcjami: chadeków, socjalistów i liberałów na 6 zgłosiła się najstarsza parlamentarzystka będąca kwestorem w poprzednim parlamencie, pani Astrid Lulling. Gdy ją pierwszy raz wybierano w 1965, (miałem wtedy 2 lata) była najmłodszym parlamentarzystą – teraz była najstarszą z pań deputowanych. I wygrała! Wystartowała wbrew swojej frakcji – Chadecji – ale mimo to dostała więcej głosów niż Finka od liberałów.  W rezultacie, stanowiska kwestorów opanowali chadecy, socjaliści, oraz jedna szacowna, patrz niezdyscyplinowana chadeczka z Luksemburga. Może to była nagroda za jej blisko 40 letni staż w PE?

Co wzbudziło dziś największe kontrowersje na forum PE? Ano wstał jakiś pajac i oburzony zaatakował marszałka sejmu (używając polskiej nomenklatury,) że wraz z grupą deputowanych musiał czekać 10 minut … na windę! Ale nie było to jałowe narzekanie! Ów jegomość, chyba z frakcji chadeckiej, zaproponował żeby dostęp do tzw. centralnych wind mieli… tylko deputowani!!!  Niektórym się we łbach przewraca. Było więc trochę śmiesznie, a trochę strasznie.

Cały dzień było ładnie, ale wieczorem rozpętało się pogodowe piekło, oberwanie chmury nad Strasburgiem, błyskawice, aura jak z Apokalipsy Św. Jana. Widocznie eurodeputowani zasłużyli. Tylko co winni mieszkańcy Strasburga? Uruchamiają się kolejne “lobbies”. Dziś byłem na 2 wieczornych przyjęciach: jedno zorganizowane przez lobby myśliwskie (!), drugie przez sektor finansowy (głównym organizatorem był szef przedstawicielstw Deutsche Bank w Brukseli p. dr Rainer W. Boden). Wbrew pozorom jedzenie było gorsze u myśliwych… w Polsce byłoby odwrotnie.

Mamy Goebbelsa w PE! Spokojnie, chodzi o Roberta Goebbelsa, deputowanego z Luksemburga. Nawet dzisiaj przemówił. Złapałem się na tym, że uwielbiam słuchać soczystych, niemieckich tyrad w PE. Co za ekspresja, co za gestykulacja, co za miny, Donnerwetter. Ten widok znajomy skądś…

Najbardziej ruchliwą osobą w PE jest przewodnicząca frakcji zielonych pani Frassoni. Jest liderem czwartej, co do wielkości grupy politycznej w PE, a nie może usiedzieć na miejscu, kreci się jak fryga, chodzi, biega, gada, dzisiaj była w kreacji na zielono (to chyba oczywiste), a wczoraj pełna pstrokacizna. Biega, ale nawet nieźle gada. Chociaż poglądy ma specyficzne.
Gratulował mi występu Jacek Saryusz-Wolski i szereg osób z rożnych frakcji (Polaków i nie tylko). Saryusz ujawnił, że jego grupa – chadecy, już się mści za wyłamanie się Polaków  z tej grupy i głosowanie za Geremkiem. M.in. Jerzy Buzek nie będzie szefem delegacji PE do kontaktów z Ukrainą. Mimo, że przed głosowaniem na Geremka było to uzgodnione. Zamiast niego będzie natomiast inny Polak – tyle, że zgłoszony przez socjalistów: Marek Siwiec.

Strasznie dużo tej polityki, ale tym się tu naprawdę żyje. Nie będę udawał, że jest inaczej.

Blog

PLECAMI DO PANA BOGA…

Posted on

“Szefowie i rządy dwudziestu pięciu państw członkowskich późnym wieczorem 18 czerwca zgodnie przyjęły w Brukseli tekst Traktatu Konstytucyjnego Unii Europejskiej. W preambule konstytucji znalazł się jedynie zapis o >>kulturalnym, religijnym i humanistycznym dziedzictwie< < Europy. Nie ma w niej odniesienia do chrześcijańskich korzeni Starego Kontynentu. To >>podcinanie korzeni< < przez polityków można nazwać niedemokratycznym, bo absolutna większość Europejczyków to zdeklarowani chrześcijanie. Do tego owej chrześcijańskiej tradycji nie można rozumieć jedynie w odległej historycznej perspektywie, bo Stolica Apostolska miała znaczny udział w tworzeniu początków Wspólnoty Europejskiej zaledwie 50 lat temu. W Brukseli pokazano figę nie tylko Bogu, ale także tym, którzy się do powstania Wspólnoty Europejskiej znacznie przyczynili. Polska należała do grupy krajów, które najaktywniej zabiegały o umieszczenie wzmianki o Bogu w konstytucji, za co zresztą swoje podziękowania wyraził nam sam Jan Paweł II. Nie wiadomo, na ile polskie zabiegi osłabiła nasza >>reprezentacja< <, bo w brukselskich kuluarach nie brakowało swego czasu złośliwych komentarzy, że o Boga w konstytucji walczy postkomunista - Leszek Miller. Bardzo zdecydowanie na brak odwołania do Boga zareagowali również polscy biskupi. W oświadczeniu Prezydium Konferencji Episkopatu Polski czytamy wręcz, że jest to >>zafałszowanie prawdy historycznej i świadome marginalizowanie chrześcijaństwa, które przez wieki było i jest nadal religią większości Europejczyków< <. Nie brakowało nawet głosów, że to po prostu zła konstytucja. Zła, bo fałszuje tożsamość kontynentu i nie powołuje się na niezależne od człowieka najtrwalsze wartości." Cały artykuł Piotra Krysa przeczytać można w katolickim serwisie Opoka.