Blog

W Brukseli 1:0 (do przerwy)

Posted on

Dramatyczny szczyt UE zakończony został dużym sukcesem Polski. Opcja „opt-out” czyli uzyskania derogacji (wyjątku) od ostrych obostrzeń klimatycznych, które mają  być spełnione w najbliższych jedenastu latach oraz najbliższych trzech dekadach oznacza, że polska drużyna w czasie tego wyjazdowego meczu ugrała znacznie więcej niż olbrzymia większość ekspertów (także naszych) się spodziewała. Dziś ogłaszamy polską wiktorię, ale miejmy świadomość, że polityka międzynarodowa uczy, iż  nie ma takich ustaleń, których nie można by odwrócić. W związku z tym trzeba pilnować tego, co udało się uzyskać – cóż, symbolicznie w 38. rocznicę stanu wojennego. To mi przypomina, że  w 16. rocznicę wojny polsko-jaruzelskiej reprezentowałem Rzeczpospolitą na podobnym szczycie UE, tyle że w Luksemburgu, gdzie oficjalnie  zostaliśmy zaproszeni do negocjacji związanych z wejściem do Unii.

Bardzo istotne jest to, że udało się naszym negocjatorom w Brukseli uzyskać trwałe (to się jeszcze okaże)zablokowanie przeniesienia głosowania na temat neutralności klimatycznej i transformacji energetycznej z Rady Europejskiej – gdzie obowiązuje jednomyślność, co jest wielką polską szansą ,bo mamy prawo weta- do Rady UE, gdzie obowiązuje większość kwalifikowana, co byłoby dla Polski więcej niż dużym wyzwaniem.

Zatem w Brukseli zwycięstwo 1:0. Do przerwy…

*komentarz ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie”  

 

Blog

Polska ma prawo weta!!!

Posted on

Polecam lekturę zapisu radiowego wywiadu, jakiego udzieliłem red. Michałowi Kolanko. Rozmowa została wyemitowana w warszawskim „Radiu Dla Ciebie”.

Dzień dobry, Michał Kolanko, audycja „Polityka w południe”, Państwa i moim gościem jest dzisiaj europoseł Ryszard Czarnecki, witam serdecznie. 

– Witam Pana, witam Państwa!

Chciałbym zacząć od nowej Komisji Europejskiej, została już oficjalnie powołana, kilka dni temu. Pytanie teraz myślę mają nasi słuchacze, co ona będzie w ogóle robić? 

– Powołana została na ostatniej sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, a dzisiaj działa formalnie dziesiąty dzień, więc to pierwsze „eurokoty za płoty” – można rzec. A zadaniem najważniejszym tej Komisji jest na „short therm”, na krótki dystans, przygotowanie – co dla Polski jest bardzo ważne – nowej polityki klimatycznej i zdefiniowanie neutralności klimatycznej do połowy wieku, do 2050 roku konkretnie, co oczywiście będzie za sobą niosło pewne wyzwania, także natury ekonomicznej dla szeregu krajów, może szczególnie krajów naszego regionu, może szczególnie Polski. Tutaj będziemy pewnie twardo negocjować z Unią Europejską kwestię kosztów tej transformacji energetycznej. To jest zadanie dla Komisji Europejskiej, ale uwaga, w tym tygodniu mamy również szczyt Rady Europejskiej, gdzie ta sprawa również stanie. No i to jest takie trochę dziwne z punktu widzenia obserwatora tego, co dzieje się w Unii Europejskiej, że Rada Europejska swoje, Komisja Europejska swoje za trzy miesiące, Parlament Europejski już stwierdził, co na ten temat myśli. A więc widać, że nie ma jednolitego stanowiska w tej kwestii. A to dobrze może z punktu widzenia Polski, bo Polska może grać na tych różnicach między tymi trzema głównymi instytucjami UE. Przy czym tutaj jest kwestia bardzo konkretna – mówi się w kuluarach w Brukseli …

Chodzi o pieniądze 

– Tak, oczywiście. Chodzi o pieniądze. Pytanie właśnie o jaką ich skalę. Mówi się w kuluarach, że to jest kwestia wyasygnowania przez Brukselę pięciu miliardów euro dla Polski z tego tytułu. Tymczasem polscy eksperci mówią, że gdyby tak policzyć te wszystkie koszty długofalowe, które Polska musiałaby ponieść to jest kwestia, uwaga, nawet 210 miliardów euro na długi dystans czasowy.

Mówimy tu, żeby nasi słuchacze mieli jasność, o osiągnięciu  przez UE celu, jakim jest neutralność klimatyczna do roku 2050. A, żeby to zrobić, trzeba dokonać transformacji przemysłu, zwłaszcza przemysłu ciężkiego, transportu, infrastruktury. To niesie za sobą ogromne koszty. 

– Zatem tutaj na razie mamy rozbieżność między nami a Unią 1:42. My w wymiarze negocjacyjnym przedstawiamy koszty, które są przeszło 40 razy większe niż to, co Unia jest nam gotowa dać na dzień dobry w negocjacjach. Zobaczymy, będzie to twardy bój, ja tylko przypomnę, że Polska tak jak każdy inny kraj członkowski Unii Europejskiej ma prawo weta. A więc jeżeli nie dojdziemy do porozumienia, jeżeli nasze potrzeby nie będą uwzględnione przez naszych partnerów w Brukseli, to wówczas rząd Rzeczpospolitej Polskiej może to zawetować. I wtedy regulacji nie ma. Ale na pewno na ten ten okres , jak powiedziałem „short therm”, krótkoterminowy, to jest największe wyzwanie dla Komisji Europejskiej, a drugie to jest budżet, budżet unijny na kolejne siedem lat.

Czyli żywotnie intersujące naszych słuchaczy tematy. 

– To będzie ostatni budżet, Panie Redaktorze, ostatni unijny budżet siedmioletni, gdzie nasza ojczyzna będzie przez cały okres jego trwania beneficjentem. To znaczy – więcej będzie otrzymywać z Unii w formie środków na różnego rodzaju projekty niż będzie tam dawać w formie składki członkowskiej. Uwaga, ten kolejny budżet 2028-2034 to będzie budżet, gdzie Polska już stanie się -może nie od pierwszego roku, może nie od drugiego, ale w trakcie trwania tego siedmioletniego budżetu 2028-2034 – Polska stanie się płatnikiem netto. A więc w perspektywie 10 lat, może trochę więcej, Polska będzie w rzędzie takich krajów jak Belgia, Francja, Holandia, Szwecja, Niemcy, itd.  Będzie wowczas więcej płacić do kasy z Brukseli niż stamtąd brać.

Ale wracając jeszcze do samych założeń budżetu to w tym roku bardzo ważna była kwestia praworządności w sprawie budżetu. Pamiętam wiele tekstów o tym, że praworządność, jej przestrzeganie będzie powiązane właśnie z kwestiami budżetowymi i pytanie jak na grudzień 2019 roku Polska, mówiąc tak kolokwialnie, stoi z tym tematem? 

– Przyjeżdża do Polski pani komisarz Vera Jourova, Czeszka,  jedna z siedmiu wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej. Komisarzem jest już kolejną, druga kadencję i myślę, że będzie ona miała więcej zrozumienia dla sytuacji Polski, ponieważ sama pochodzi właśnie z naszego regionu, jest naszą sąsiadką i myślę, że siłą rzeczy będzie lepiej zrozumieć tę sytuację w naszym kraju niż panu komisarzowi Timmermansowi, który ani nie rozumiał, ani nie chciał rozumieć. Sama zresztą pani Jourova ma takie doświadczenie bardzo ciekawe. Sama była ofiarą wymiaru niesprawiedliwości w Czechach, ona przecież siedziała w więzieniu przez miesiąc oskarżona o korupcję. Wyszła z więzienia, została oczyszczona, dostała odszkodowanie finansowe, ale jakby na własnej skórze pani wiceprzewodnicząca KE, Jourova, w czasie kiedy była wiceministrem w czeskim rządzie poznała jak funkcjonuje wadliwie ten system „sprawiedliwości” w kraju postkomunistycznym, w kraju z naszego regionu. A więc jest nadzieja, że będzie bardziej merytoryczna, że będzie bardziej obiektywna, sama to powiedziała w wywiadzie dla „Deutsche Welle”, że „będę sprawiedliwa” w kontekście Polski ,rozumiem, że bardziej niż komisarz Timmermans. Natomiast tutaj zwracam uwagę na decyzję pani Ursuli von der Leyen, przewodniczącej Komisji Europejskiej, która zapowiedziała przegląd stanu praworządności we wszystkich 28  krajach -na razie, a być może za półtora miesiąca okaże się, że będzie to już tylko 27 krajów członkowskich Unii. I to jest bardzo ważne, że pani von der Leyen mówi inaczej niż pan Timmermans, że Polska – be, Węgry – be, Czechy – be , Słowacja – be, Rumunia – be. Tymczasem pani von der Leyen proponuje, żeby zrobić przegląd stanu praworządności we wszystkich krajach członkowskich Unii, a  nie fokusować się tylko, koncentrować się tylko na krajach naszego regionu.

Z drugiej strony pamiętam, słuchałem, byłem wtedy w Parlamencie Europejskim, i słuchałem wtedy wystąpienia pani przewodniczącej KE, von der Leyen i ona mówiła wyraźnie, że praworządność jest fundamentem Unii Europejskiej. Tutaj nie było żadnego pola do kompromisu. 

– Tak, tu jest pełna zgoda. Też tak uważamy, też tak uważa polski rząd. Praworządność to jest kwestia fundamentalna. Tyle, że nie może być elementem pewnej politycznej hucpy, jak to było ze strony pana Timmermansa. Jeżeli już oceniamy, to oceniajmy sprawiedliwie. I gdy pan prezydent Francji Macron podejmuje inicjatywę znaczącego zwiększenia wpływu prezydenta Republiki Francuskiej na powoływanie sędziów i Komisja Europejska się nawet nie zająknie na ten temat, a czepiają się Polski, która przeprowadza zamianę wymiaru niesprawiedliwości na wymiar sprawiedliwości korzystając z rozwiązań niemieckich, holenderskich, francuskich, hiszpańskich, to przyzna Pan, że jest to pewna hipokryzja ze strony Unii Europejskiej i na taką hipokryzję, na takie „double standards”, podwójne standardy nie może być zgody.

Skoro już o praworządności mowa, to w jakimś sensie dyskusja o przestrzeganiu samorządności toczy się też w Stanach Zjednoczonych, mówię oczywiście o impeachmencie -potencjalnym- Donalda Trumpa i tu jest pytanie – czy Pana zdaniem do tego impeachmentu dojdzie? Bo z tego, co wiem, był Pan niedawno w Waszyngtonie. Jaki jest tam klimat jeśli chodzi o ten właśnie impeachment? I czy polskie strategiczne interesy, międzynarodowe relacje transatlantyckie, relacje ze Stanami Zjednoczonymi ulegną potencjalnie zmianie? 

– Tak, rzeczywiście byłem w czwartek w Waszyngtonie, to czwarta wizyta w USA w  ostatnich kilku tygodniach. Taka scena filmowa, wie Pan, ja byłem ostatnio na bardzo ważnym spotkaniu w hotelu, który należy do Donalda Johna Trumpa i w tym czasie na telewizorach przedstawiano cztery różne kanały telewizyjne, przedstawiały one wszystkie przesłuchanie w kongresie USA dotyczące impeachmentu – w hotelu właśnie Donalda Trumpa to oglądałem… Skądinąd muszę powiedzieć, że w karcie dań był polski akcent – wódka „Chopin”, Panie Redaktorze. Ale już teraz mówiąc całkiem poważnie – oczywiście nie będzie impeachmentu, bo demokraci nie mają wystarczającej liczby szabel na to, żeby to zrobić w sensie liczby kongresmenów.

W Izbie Reprezentantów chyba mają, w Senacie nie mają. 

– No tak, ale to jednak trzeba obu izb, to po pierwsze, a nawet jeżeli niektórzy Republikanie by na to zagłosowali, to jest takich znikoma mniejszość – to nie mają Demokraci  tej większości. Ale tu przecież nie chodzi o to, żeby króliczka łapać, tylko, żeby go gonić :  grillować, grillować prezydenta Trumpa. Teraz pytanie o polski punkt widzenia, polski interes narodowy – kluczowe. Za to pytanie dziękuję. Ja powiem tak, może Pana zaskoczę, ja nie uważam, żeby wybór Demokraty w sposób znaczący zmienił politykę międzynarodową USA. Ba, więcej w tej chwili tak sytuacyjnie, bo przecież chodzi o grillowanie właśnie Donalda Trumpa, jego zaangażowanie w Ukrainę, odciąganie Ukrainy od Rosji jest faktem –  można powiedzieć, że w tej chwili Demokraci ścigają się z Trumpem i nawet go prześcigają, gdy chodzi o taki stosunek sceptyczny do Rosji. Są bardziej „antyrosyjscy” niż Donald Trump – a więc zupełnie inaczej niż to było za pierwszej kadencji prezydenta Obamy, kiedy Sekretarzem Stanu czyli szefem MSZ amerykańskiego była pani Hillary Rodham Clinton. Wtedy to był „reset”, wtedy  na ołtarzu ocieplenia relacji z Kremlem Biały Dom składał na ołtarzu Polskę i inne kraje naszego regionu. I do tego powrotu nie ma.

Pamiętam, to był rok 2008 czy 2009 kiedy nie było mowy o wybuchu konfliktu na Ukrainie. 

– Tak, ale już była Gruzja. Już była Gruzja. A więc to jakby pokazuje, że Amerykanie wtedy, niestety, oślepli. Ale też ja nie lubię Barracka Obamy – bo nie lubię ludzi, którzy mówią o „polskich obozach śmierci”, a  on to powiedział i niestety za to nie przeprosił. Muszę jednak przyznać, że w drugiej kadencji już otrzeźwiał, gdy chodzi o stosunek do Rosji i był dużo bardziej  w tej kwestii realistyczny, zdroworozsądkowy i chwała mu za to. Natomiast uważam, że tak, polityka międzynarodowa USA , nie obawiajmy się, ona się nie zmieni, gdy chodzi o Waszyngton – po styczniu 2021 roku, kiedy będzie nowy albo stary lokator Białego Domu. Ja bym chciał, żeby Trump wygrał. Mówię to wprost. Jest to zgodne z polskim interesem, ponieważ to nam gwarantuje, że USA nie będą ingerować w nasze sprawy wewnętrzne. I to jest bardzo ważne.

Pytanie też, na ile w Waszyngtonie jest Trump faworytem, czy się utrzyma, czy utrzyma stanowisko, wygra drugą kadencję? 

– Pamiętam takie hasło z  kampanii amerykańskiej, prezydenckiej : „Gospodarka, głupcze!” . To było hasło Demokratów – trawestując to hasło, dzisiaj największym atutem Donald Trumpa jest właśnie ta „gospodarka, głupcze” – czyli to, że USA dynamicznie się rozwijają, że gospodarka hula i wyborcy patrząc przez ten pryzmat Trumpa wybiorą. Natomiast oczywiście impeachment obniża jego szanse. Ale jest też pytanie, na ile te media, które sączą niechęć do Trumpa będą w stanie przekonać Amerykanów. Nie przekonały ich cztery lata temu, kiedy to był zmasowany atak mediów na Donalda Trumpa, a tymczasem on sobie poradził. Jedna taka uwaga: rośnie rola Polaków – bo w tych „swing states”, w stanach, gdzie sympatie przechodzą z obozu Republikanów do Demokratów i odwrotnie – i które decydują o wyborze tych decydujących elektorów do kolegium elektorów, bo formalnie to oni decydują o wyborze prezydenta USA. To są stany takie, jak Michigan, Wisconsin, gdzie jest bardzo dużo Polaków – w Michigan 10% i jest takie poczucie w obozie Trumpa i  w ogóle, że to Polacy, podobnie jak cztery lata temu zdecydują o wyniku wyborów w USA. Będą to oczywiście Amerykanie polskiego pochodzenia, Amerykanie o polskich korzeniach. Skądinąd mamy spis narodowościowy w przyszłym roku – zobaczymy zatem jaka będzie liczba Polaków, na razie mówimy o 10 milionach. Zobaczymy, czy będzie ich więcej. Taka ciekawostka, po wyborze polskiego papieża i przyjeździe papieża do USA, to był rok 1979, a  spis narodowościowy w USA był w 1980 –  uwaga, przybyło wtedy 1,5 miliona Polaków! To znaczy tyle ludzi zaczęło przyznawać się do polskości, rzecz ciekawa.

Przechodząc już do kampanii w Polsce, jak Pan odebrał start Szymona Hołowni? Zagrozi jako kandydat centro-konserwatywny, tak mi się wydaje przynajmniej, zagrozi prezydentowi Dudzie? Odbierze mu glosy w pierwszej turze? 

– Mam wrażenie, że przede wszystkim będzie odbierał głosy kandydatowi, kandydatce Platformy, PO. I myślę zresztą, że jego start to jest tak pewna sztuczka, szans na zwycięstwo nie ma. I myślę, że każdy, kto się na polityce zna, to przyznaje. No, ale jego wezwanie, żeby przekazać głosy na kandydata opozycji przed drugą turą może być ważne dla opozycji. I myślę, że po to właśnie startuje.

A czy zagrozi? Jest zagrożeniem przez to? 

– W moim przekonaniu pan prezydent Andrzej Duda ma duża szansę na reelekcję. Także dlatego, że jest człowiekiem skromnym, bardzo pracowitym. Na pewno wie, że nikt mu tego zwycięstwa nie ofiaruje, musi sam je wywalczyć, wyszarpać, inaczej niż pan prezydent Komorowski, prezydent Duda prowadzi kampanię w zasadzie w sensie nieformalnym oczywiście, prowadzi kampanię  w  zgodzie  amerykańskim – a propos – powiedzeniem, że „kampania wyborcza zaczyna się następnego dnia po wyborach”. Prezydent Andrzej Duda to doskonale wie. On to czyni. Ma duże sukcesy międzynarodowe i ma naprawdę bardzo duże szanse na to, żeby ponownie wygrać. Ale podkreślam :  to będą trudne wybory, trudna kampania. To, co się stało z Senatem, mówię otwartym tekstem, nie jestem dyplomatą, to, że straciliśmy Senat musi uświadomić naszym wyborcom konieczność mobilizacji – bo to nie jest tak, że PiS nie ma z kim przegrać. Tak nie jest. I tak nie wolno mówić. Tutaj jest kampania wyborcza, która będzie naprawdę bardzo trudna i trzeba megamobilizacji, żeby ją wygrać.

Ale to jest właśnie pytanie czy może nie powinno być tak, że jednak prezydent Duda ogłosi rzecz politycznie jasno – że startuje, że jest kandydatem, że prosi o poparcie już teraz, bo z tego, co słyszałem plan jest taki, żeby to się stało dopiero w lutym. 

– Panie Redaktorze, Pan jako człowiek, który jest wytrawnym komentatorem politycznym dobrze wie, że w interesie każdego prezydenta urzędującego, obojętnie czy jest to Polska czy USA czy Francja czy jakikolwiek inny kraj, gdzie prezydenta wybiera naród – bo oczywiście są takie kraje jak Niemcy czy Austria czy Izrael, gdzie prezydenta wybiera Bundestag czy Kneset czyli parlamenty- ale w tych krajach, gdzie wybiera naród to w interesie urzędującego prezydenta jest, aby kampania zaczęła się jak najpóźniej. To jest oczywiste. I gdybym ja był doradcą pana prezydenta Andrzeja Dudy, to bym właśnie tak poradził.

Na koniec pytanie, czy będzie Pan czytał książkę Donalda Tuska „Szczerze” 

– Szczerze?

– Szczerze…. 

– Całkiem szczerze, to mnie Pan zainspirował. Przemyślę ten temat. Materiał do przemyślenia jak mówił Stirlitz z rosyjskiego serialu „Siedemnaście mgnień wiosny”.

Premiera książki Donalda Tuska „Szczerze” w tym tygodniu i będziemy mogli wszyscy się z książką zapoznać, jeśli będziemy tego chcieć. Teraz już dziękuję za rozmowę, Państwa i moim gościem był Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, eurodeputowany z Warszawy. Dziękuję bardzo. 

– Dziękuję bardzo.

 

 

Blog

Ulica Miła w Strasburgu i Tusk na bezdrożach – antyamerykanizmu…

Posted on

Chwilowo tytuł tej rubryki należałoby zmienić na „Widziane ze Strasburga”, bo kreślę te słowa właśnie w tym alzackim mieście. Mieście, którego nazwy dzielnic i nazwiska mieszkańców przypominają te niemieckie, choć Alzatczycy  Niemców z powodów historycznych bardzo nie lubią. Piszę w nocy, po zakończeniu przedostatniej w tym roku sesji europarlamentu. Jeśliby zawrzeć ją w telegraficznym skrócie, to powiem tak: „Vivat nowa Komisja Europejska”! Umarł król, niech żyje król. Juncker „et consortes”, odchodzą 1 grudnia.

Wręczono tez europejska nagrodę filmową LUX 2019 – kiedyś otrzymał ją Paweł Pawlikowski za „Idę”…Filmy filmami, ale poza trzema reżyserami filmów nominowanych do owej nagrody, był również czwarty reżyser, bez filmów, za to z charakterem i piękną kartą, bo 144 dni (sic!) głodował w rosyjskim więzieniu. Teraz odebrał „Nagrodę Sacharowa”. Oleh Sencow –  wysoki, chudy, z ambicjami politycznymi (według mnie). Na moje pytanie czy według niego -tak jak chce Polska- USA powinny być w „formacie normandzkim” odpowiedział, że najważniejsze jest to, że Ukraina wyzbyła się broni nuklearnej (nie dodał, że odziedziczonej po Sowietach) pod naciskiem największych mocarstw, ale za cenę gwarancji integralności terytorialnej –  a wyszło z Krymem, jak wyszło.

Parlament Europejski debatował nad „Prawami dziecka w erze globalizacji i cyfryzacji” . Miło. A jednak, mówiąc Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim: „ulica Miła, moja mila, wcale nie jest taka miła” – bo o prawach dzieci nienarodzonych w tej rezolucji z okazji 30. rocznicy podpisania Konwencji Praw Dziecka – jakoś się nie zająknięto. Ponadto Parlament Europejski zagrał na nosie – w  swoim mniemaniu –  Amerykanom. Chodzi o wyasygnowanie przez UE 7,5 miliarda dolarów USA  (czyli 6,800 mld euro) na rekompensatę z tytułu nałożonych przez Waszyngton ceł. Rzeczywiście, „Jankesi” obłożyli cłami wina z Francji, sery z Italii czy oliwę z oliwek z Hiszpanii(!). Jak tak – to tak! Gwałt niech się gwałtem odciska i Stary Kontynent  teraz się odwinie. Oczywiście ta decyzja ma spowodować wzrost optymizmu u europejskich konsumentów, ale przy okazji spowoduje jeszcze jeden wzrost:  tradycyjnego już w wielu krajach Europy Zachodniej, antyamerykanizmu. Tego samego antyamerykanizmu, który każe stawiać USA na tej samej płaszczyźnie, co Rosję i Chiny. Zaraz, zaraz… A jaki to lider, szef bardzo ważnej instytucji UE tak właśnie czynił? Tak, tak, dobrze Państwo pamiętacie –  a jak nie pamiętacie, to teraz na pewno zapamiętacie – Donald Tusk. W ten sposób na pewno zaspokoił antyamerykańskie gusta różnych ważnych krajów w Unii. A że merytoryczne odleciał? I mówił rzeczy niezgodne z polską racją stanu? Cóż, dla nowego szefa międzynarodówki chadeckiej (?) to jak splunąć.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (04.12.2019) 

 

Blog

Kontrowersyjny „Nobel” i ciężki los „Ossich”

Posted on

Teraz tyle słyszymy o „kontrowersyjnym literackim Noblu”, a ja już o tym pisałem parę miesięcy temu w artykule opublikowanym w miesięczniku „ Nowe Państwo”. Oto tenże tekst:

Brexit powoduje, że trawestując Boya-Żeleńskiego:  „paraliż postępowy najrozsądniejsze trafia głowy”. Oto bowiem Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa (DIHK)w swoim najnowszym corocznym raporcie uznała, że po wyjściu Londynu z Unii „mogą powstać stosunki celne UE z Wielką Brytanią przypominające te z Kambodżą czy Mongolią”. Cóż, nawet nad wyraz zdroworozsądkowi (pomijając kwestię imigrantów) Niemcy zupełnie potracili głowy albo odlecieli w kosmos. Z drugiej strony niemiecka nerwowość ma pewien kontekst: oto bowiem firmy z  RFN stały się ofiarami… wojny handlowej Chiny-USA. Aby bowiem niemieckie firmy mogły dowieść na przykład amerykańskim służby celnym, że ich produkcja ma miejsce nad Renem, a nie nad Jangcy, muszą mieć tzw. „świadectwo pochodzenia”. Uchroni je to przed sankcjami celnymi. Już w  zeszłym roku liczba owych „świadectw” wzrosła do miliona 430 tysięcy.

Piszę te słowa w Strasburgu, a stąd rzut beretem do Niemiec. Ostatnio nawet uroczystości NATO-wskie urządzono po obu stronach przechodzącej tuż za Strasburgiem granicy – także w niemieckim Kehl. Dopiero co nasi zachodni sąsiedzi świętowali 29. rocznicę zjednoczenia obu państw niemieckich. Pesymistycznie zabrzmiało wystąpienie z tej okazji kanclerz (po raz czwarty!) Merkel, która stwierdziła ni mniej ni więcej, że większość Niemców z dawnej NRD, a więc „Ossi” w dalszym ciągu czuje się obywatelami II kategorii…Ba, mniej niż 50 procent jest zadowolona z ustroju demokratycznego ! Te dane robią wrażenie, ale też dowodzą swoistej bezradności Republiki Federalnej, która w myśl maksymy „dwa państwa – jeden naród” dokonała połączenia NRD z RFN (a właściwie absorbcji  komunistycznych Niemiec przez Niemcy kapitalistyczne), zafundowała swoim Niemcom Wschodnim duży wzrost gospodarczy, ale nie umiała wytworzyć dostatecznych więzów narodowych czy tożsamościowych. Problem leży  też w tym, że owe kwestie tożsamościowe mogą w szybkim tempie rozstrzygnąć muzułmanie nad Sprewą i Renem, bo ich liczba wzrasta, zdaje się, szybciej niż towarzyszące procesowi imigracji wątpliwości niemieckich elit…

Żeby nie było, że ja i tym razem tylko o Niemczech, teraz słów parę o państwie zupełnie, a  to zupełnie innym od RFN – czyli o… Austrii. Tak, to była ironia. Oto bowiem, 15 lat po literackim  Noblu dla ,pożal się Boże, Elfriede Jelinek nagrodę tę otrzymał pisarz i tłumacz Peter Handke. O literaturze Herr Handke nie wspomnę jednak, bom nie krytyk, ale co mnie zafrapowało to fakt, że laureat Handke nie tylko wyraża swoje poglądy polityczne (do czego ma prawo), ale robi to w sposób dość hardkorowy. Oto bowiem przed ćwierćwieczem ,podczas wojen wszystkich ze wszystkimi na Bałkanach ów pisarz poparł… serbskiego zbrodniarza wojennego Slobodana Miloszewicza. Gdyby pan pisarz nie był Austriakiem, tylko Polakiem, a  do tego jeszcze sympatykiem PiS, to dopiero byłaby wobec niego jazda bez trzymanki i modelowa nagonka.  Ale jak się wybaczyło Guenterowi Grassowi namiętny młodzieńczy romans z Hitlerjugend, to dlaczego nie można wybaczyć sąsiadowi – Austriakowi fascynacji czystkami etnicznych na Bałkanach oraz ich współautorem.

Wracając nad Ren: systematycznie spada tam  wzrost PKB, a  teraz na dodatek skurczył się niemiecki eksport i to aż o 200 miliardów euro w porównaniu z rokiem ubiegłym. Czy w związku z tym znajdzie się jakiś niemiecki paprykarz, który wzorem paprykarza polskiego zada fundamentalne pytanie „Frau Kanzlerin, jak żyć?”. Ba, jakby tego było mało obniżyły się zarobki szefów 30 największych korporacji w  Niemczech. Ich pensje  spadły o 2%. Z głodu jednak korporacyjne elity nie umrą, bo prezesi firm notowanych na DAX (giełdowy indeks największych firm w RFN) inkasowali średnio około 6 milionów euro  rocznie, a więc  pół miliona euro miesięcznie. Szefowie Rad Nadzorczych też będą mieli mniej- tyle ,ze ich wynagrodzenie to „raptem” 325 tysięcy euro rocznie.

Cóż, trudno być w Niemczech w dzisiejszych czasach wilkiem z Wall Street. „Gorszym” Niemcem z NRD tez niełatwo …

*tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” (listopad 2019) 

 

Blog

Trump a sprawa polska

Posted on

Właśnie zakończyłem pobyt w Waszyngtonie, a gdy czytacie Państwo te słowa jestem w Chicago. W ostatnich tygodniach byłem też w Nowym Jorku oraz Detroit i Orchard Lake (na zjeździe klubów „GP”). Moje obserwacje są następujące: 1) obojętnie kto wygra wybory prezydenckie w USA w listopadzie 2020 polityka zagraniczna Białego Domu nie zmieni się – Demokraci staj się zakładnikami własnych, bardzo sceptycznych wobec Rosji wypowiedzi – grają przeciwko Moskwie ze względów wewnętrznych, by uderzyć w Trumpa, ale trudno byłoby im w przyszłości uzasadnić diametralną zmianę polityki i powrót do idiotycznego resetu w relacjach Waszyngton – Moskwa z czasów pierwszej kadencji Obamy, gdy sekretarzem stanu była Hillary Clinton. Jakby nie zabrzmiało to paradoksalnie, to dzisiaj Demokraci są jeszcze bardziej sceptyczni wobec Kremla niż instalujący amerykańskie bazy i zwiększający obecność żołnierzy USA w Polsce Donald Trump. 2) Tak samo jak wynik wyborów w USA A. D. 2020 będzie nieistotny z punktu widzenia zmiany polityki międzynarodowej USA, tak samo pozostanie Trumpa będzie bardzo istotne dla polskich interesów, bo obecny prezydent USA nie ingeruje i nie będzie ingerować w nasze wewnętrzne sprawy – a prezydent – Demokrata (Joe Biden?) na pewno by to czynił wspierając totalną opozycję.

Zatem: w interesie Polski jest popieranie prezydenta Trumpa.

*komentarz ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (07.12.2019)

 

Blog

Nowa Komisja: plusy i minusy

Posted on

Z miesięcznym opóźnieniem europarlament wybrał nową Komisję Europejską. Juncker idzie na emeryturę, ale Timmermans się załapał – co prawda nie na szefa KE (jego marzenie numer 1) ani na szefa Rady Europejskiej (jego marzenie numer 2), ale na jednego z siedmiu wiceszefów Komisji. Nowa KE będzie dla Polski na pewno lepsza niż poprzednia, bo przy odchodzącym z polityki Junckerze, Timmermans, robił co chciał. Teraz będzie musiał uznać przywództwo Niemców i von der Leyen, za którą stoi autorytet największego kraju w UE, w której interesie będzie utrzymywać dobre relacje z Polską, zwłaszcza, że już teraz walczy, moim zdaniem, o swoją druga kadencję – inaczej niż Junkcer, a  tak jak Portugalczyk Barroso, jego poprzednik na stanowisku szefa KE. W programie nowej KE widzę plusy i minusy. Na przykład plusem jest zmiana podejścia do oceny praworządności w poszczególnych krajach. Minusem – chęć dokończenia unii bankowej: to akurat kolejny instrument federalizowania Europy za wszelką cenę. Stanowisko Polski musi być pragmatyczne, na działalność nowej Komisji będziemy patrzeć przez pryzmat polskich interesów i na ile KE będzie je respektować.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (30.11.2019) 

 

Blog

USA: kampania prezydencka wystartowała, światowa centroprawica debatuje…

Posted on

W politycznym Waszyngtonie czuje się przyśpieszenie. Dzień po moim przyjeździe w Kongresie USA rozpoczęły się pierwsze przesłuchania w sprawie „impeachmentu” prezydenta Donalda Trumpa. Na pierwszy ogień poszli nie tyle politycy czy dyplomaci, co prawnicy-eksperci od konstytucji. Demokraci poczuli krew. Nie mają tylu kongresmanów w obu izbach, aby dokonać spektakularnego odwołania 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ale co go poszarpią – to ich. Poszerzą elektorat negatywny D. J. Trumpa, zablokują lub wyraźnie ograniczą przypływ wyborców w kierunku od Demokratów do lokatora Białego Domu. Czasu na takie manewry w amerykańskiej klasie politycznej jest coraz mniej. Już w lutym odbędą się, jak zwykle co cztery lata, pierwsze stanowe prawybory w New Hampshire.

„Stary-nowy” prezydent czy Demokrata w Białym Domu? 

Formalnie najpóźniej w sierpniu ci, których symbolem jest osioł – Demokraci, jak i ci, którzy identyfikują się ze słoniem-symbolem Republikanów wybiorą swoich kandydatów na prezydenta. Potem ruszy już stricte wyborcza karuzela: kampanie w poszczególnych stanach, a szczególnie w „swing states” czyli tych stanach, które przechodzą w kolejnych wyborach z rąk do rąk, nie są dla żadnej formacji „safe constituencies” czyli pewniakami, a które w praktyce decydują o wyniku wyborów. W pierwszy wtorek listopada A. D. 2020 Amerykanie wybiorą prezydenta. A mówiąc bardzo precyzyjnie, wybrani w każdym stanie elektorzy będą mogli później formalnie wybrać Głowę Państwa. Oczywiście liczby elektorów „przypisane” przez wyborców obu głównym kandydatom będą znane już wcześniej, także praktycznie najpóźniej w godzinach porannych w pierwszą środę przedostatniego miesiąca roku świat pozna nowego – lub „starego-nowego” – lokatora Białego Domu. Jeśli wybrany zostanie demokrata będzie 46. w historii prezydentem USA. Jeśli Trump – będzie dalej 45.

Biden atakuje spotem 

Póki co wzrost gospodarczy świadczy za urzędującym gospodarzem White House. Karta impeachmentu to oręż w rękach opozycji, ale Demokraci muszą uważać, żeby nie „przegrzać”: spora część Amerykanów jest oporna co do przekazu medialnego mainstreamu, a anty- Trumpowa kampania „huzia na Józia” może finalnie przynieść skutek odwrotny od zamierzonego.

Póki co w ostatnich dniach zapunktował nieformalny lider w wyścigu demokratycznych pretendentów, ekswiceprezydent Joe Biden. Po szczycie NATO w Londynie błyskawicznie zareagował jego sztab wypuszczając spot, który sugerował, że „w świecie” śmieją się z Trumpa. W spocie Trumpowi przeciwstawiono poważnego i poważanego zagranicą Bidena… Skądinąd przypomina to działania opozycji w Polsce, która za wszelką cenę chce pokazać, że tzw. zagranica lekceważy prezydenta Dudę i polskie władze, za to docenia władze byłe. Nie wiem, na ile ta strategia przyniesie efekty w USA – w Polsce natomiast nazbyt odklejona jest od rzeczywistości, by była skuteczna.

Światowa geografia centroprawicy 

W Waszyngtonie oficjalnie byłem jako gość konferencji International Democratic Union (IDU) czyli struktury grupującej szeroko rozumiane partie centroprawicowe z kilku kontynentów. Szczególnie aktywna jest w niej Ameryka (USA i Kanada) i Europa. Stary Kontynent reprezentowany jest zarówno przez ugrupowania funkcjonujące w EPP (Europejska Partia Ludowa) – dla przykładu niemiecka CDU, jak też w ECR (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy) – dla przykładu brytyjscy torysi. Przewodniczącym IDU jest były dwukrotny premier Kanady Stephen Harper. Inaugurował on kongres i prowadził szereg paneli. Wśród mówców warto wymienić: Elaine L. Chao, „sekretarza transportu” czyli ministra  w gabinecie Trumpa, a wcześniej „sekretarza pracy” także u Trumpa, pierwszą Azjatkę w rządzie USA, republikańskiego senatora z Pensylwanii Patricka Toomeya, senatora Todda Younga z Indiany, także z Partii Republikańskiej (R), senatora Johna Barrasso z Wyoming (obecnie nr 3 wśród Republikanów w Senacie), skądinąd wybitnego chirurga oraz premiera stanu Ontario w Kanadzie Douga Forda, byłego kandydata Republikanów na prezydenta w 2012 roku Mitta Romneya (ten ponownie wybrany w styczniu 2019 roku na senatora były szef Komitetu Organizacyjnego Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake City ma 5 synów i 24 wnuków !), nr 3 Republikanów w Izbie Reprezentantów Liz Cheney (córkę wiceprezydenta Dicka Cheneya, zastępcę George’a Busha Jr), niegdyś odpowiadająca za Bliski Wschód w Departamencie Stanu, również matkę pięciorga dzieci, wreszcie byłego premiera Słowacji, mojego kolegę z boiska Mikulasa Dziurindę, szefa MSZ Bośni i Hercegowiny Igora Crnadaka, b. szefa Senatu Boliwii i wiceprezydenta IDU Oscara Ortiza, b. ministra pracy i bezpieczeństwa socjalnego Chile Nicolasa Monckeberga Diaza, a także szefa parlamentu Gwatemali, Alvaro Arzu Escobara i sekretarza generalnego CSU, Markusa Blume. Listę gości uzupełniają kongresmen z Luizjany (przez 12 lat),wybitny chirurg dr Charles Boustany, przedstawiciele amerykańskich republikańskich think-tanków: Dan Twining-szef słynnego International American Institute oraz Thomas Duersterberg z Hudson Institute, reprezentanci Niemiec „na odcinku USA”: Paul Linnarz z Fundacji Konrada Adenauera i deputowany do Bundestagu Peter Bayer, a także 63 z rzędu gubernator Missisipi Haley Barbour (były prezes Stowarzyszenia Republikańskich Gubernatorów), Nick Cater z australijskiego think-tanku Menzies Centre, były ambasador USA przy ONZ i UNESCO Terry Miller, były minister przemysłu (ale też zdrowia) Kanady Tony P. Clement, wreszcie parlamentarzystki: z Tanzanii- Josephine Sebastian Lemoyan, z Argentyny – Sofia Brambilla i moja dobra znajoma, przez wiele lat europosłanka CDU, eksprzewodnicząca Delegacji UE-Europa Południowo-Wschodnia i b. szefowa Komisji Kultury PE Doris Pack. Ta długa lista  pokazuje swoista światowa geografie polityczna centroprawicy: koncentracja na trzech kontynentach -Europie, Ameryce Północnej i Ameryce Łacińskiej z komponentem Australia-Oceania i raczej śladowa obecnością Afryki.

O kampaniach wyborczych na trzech kontynentach 

Z mojego punktu widzenia najciekawsze panele dotyczyły polityki imigracyjnej (najwięcej do powiedzenia mieli Amerykanie i Niemcy oraz szef MSZ Bośni i Hercegowiny) oraz kampanii wyborczych. W tym ostatnim mówiono o wyborczych strategiach, taktyce i trendach, a speakerami byli: jeden z autorów sukcesów wyborczych dwukrotnego (i obecnego) kanclerza Austrii Philipp Maderthaner, strateg rządzącej kolejna kadencje w Indiach prawicowo-religijnej partii premiera Narendry Modiego BJP – Rajat Sethi oraz Andrew Hirst.

Konferencje takie, jak IDU to okazja do spotkań z dobrymi znajomymi z różnych krajów i kontynentów oraz bezcennych rozmów w kuluarach. Wszystko to jednak tak naprawdę odbywało się w cieniu przyspieszającej kampanii wyborczej w USA. Trawestując tytuł słynnego filmu o amerykańskich wyborach: barwy kampanii w Stanach są coraz bardziej kolorowe i ekscytujące …

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (09.12.2019) 

 

Blog

Waszyngton: zima, ale w polityce gorąco

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu wywiadu radiowego, jakiego udzieliłem red. Krzysztofowi Skowrońskiemu ,prezesowi Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Rozmowa miała miejsce w Radiu Wnet – ja łączyłem się ze stolicy USA.

Z Arizony przenosimy się do Waszyngtonu, przy telefonie Ryszard Czarnecki, europoseł, polityk Prawa i Sprawiedliwości, dzień dobry Panu! 

– Witam Panie Redaktorze bardzo serdecznie. Ukłony ze stolicy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

W której atmosfera polityczna jest jaka? 

– Zima, ale w polityce jest bardzo gorąco. Grudzień w Waszyngtonie tradycyjnie bardzo chłodny, ale na pewno nie gdy chodzi o politykę, wczoraj w Kongresie miało miejsce pierwsze wysłuchanie, przesłuchanie – hearing – w związku z impeachmentem prezydenta Trumpa posłowie przesłuchiwali ekspertów konstytucyjnych. I taki paradoks: ja miałem bardzo ważne spotkanie w hotelu należącym do prezydenta Donalda Trumpa – i w tym hotelu, rzeczywiście imponującym, położonym tuż naprzeciwko Departamentu Sprawiedliwości, a  po skosie z siedzibą FBI, po skosie do budynku Hoover Building widziałem przesłuchanie, bo było transmitowane przez telewizję CNN i kilka innych telewizji i oglądałem je właśnie w hotelu Donalda Trumpa. To taki chichot historii w pewnym sensie. Chociaż z drugiej strony pytanie, to grillowanie Donalda Trumpa przez media establishmentowe, lewicowo-liberalne, opozycyjne – czy to zaszkodzi? Poprzednio prezydent Trump wygrał wybory, ponieważ media mediami, ale Amerykanie uważali ,ze jednak skoro jest aż tak atakowany, to jednak jest człowiekiem godnym poparcia, mimo ataków, a może dzięki temu, że jest właśnie tak atakowany. Pytanie czy ten fenomen teraz się powtórzy.

Wśród polityków, którzy byli zgromadzeni na szczycie NATO, nie obrażając osobowości innych, to Donald Trump wyróżnia się. Jest „jakiś”, jest  wyrazisty . Jakie informacje z Londynu dopłynęły do Waszyngtonu? Jaka jest reakcja polityków i jaka jest reakcja mediów amerykańskich na szczyt NATO w Londynie? 

– Nie jest to wydarzenie, którym żyła Ameryka, prawdę mówiąc. Oczywiście w kręgach fachowców o tym się mówi, zwłaszcza, że to wydarzenie przypadło tuż po skandalizującej wypowiedzi prezydenta Macrona, który w wywiadzie dla mediów brytyjskich powiedział o śmierci mózgu w kontekście NATO. NATO pokazało, że żyje i jest decyzyjne. A jeżeli o jakiejś śmierci mózgu można mówić, to raczej śmierci mózgu niektórych polityków. Natomiast cóż, myślę, że znacznie bardziej jest zauważona decyzja Niemiec jednak mimo wszystko, mimo pogorszenia gospodarczego – decyzja podniesienia i to bardzo wyraźnie składki wydatków na obronność, bo traktuje się to właśnie jako element presji nie kogokolwiek innego, tylko prezydenta Trumpa, który jeszcze jako prezydent-elekt mówił o tym dwa i poł roku temu, a teraz powtarza to jako urzędujący prezydent.  Za dwa miesiące pierwsze prawybory, kampania nabiera rumieńców więc wchodzi w decydującą fazę, pierwsze prawybory w New Hampshire. Tak jak w Polsce, tak naprawdę jest urzędujący prezydent i tak naprawdę nie wiadomo kto będzie jego rywalem – Demokraci takiego faworyta nie mają. A paru kandydatów z ramienia Demokratów to takie prezenty dla Donalda Trumpa – są tak radykalni lewicowo, że są słabymi kontrkandydatami.

Ale jest pan w Waszyngtonie dlatego, że jest tam albo do tej pory było spotkanie liderów centro-prawicowych partii z całego świata. Co liderzy centroprawicy mówią o tym na całym świecie? Czy przygotowują się do stworzenia rządu światowego? 

– W zasadzie będą mówić, to się dopiero rozpoczęło wieczorem. Konferencja IDU czyli organizacji, która skupia partie centroprawicowe z całego świata: z USA oczywiście Republikanów, z Kanady, Australii, Nowej Zelandii, z Afryki, ale także  z Europy. I tutaj jest zresztą reprezentowana CDU, jest tez  fundacja im. Konrada Adenauera. Jutro będzie zabierał głos główny speaker – Mitt Romney, ten, który był kandydatem na prezydenta Republikanów w przegranych wyborach z Barackiem Obamą. Tematy: bezpieczeństwo, geopolityka, równowaga sił, ale również o wolnym handlu i populizmie – jestem bardzo ciekaw jaka będzie definicja populizmu na tej konferencji.

Ponieważ jest Pan politykiem globalnym i nie zapomina nawet w Waszyngtonie o tym, co dzieje się w Polsce, jak Pan skomentuje wczorajsze oświadczenie Mariana Banasia w którym stwierdził, że nie poda się do dymisji? 

– Szkoda, szkoda. Polityka to gra zespołowa. Czasem trzeba poświęcić własne ego, własne ambicje, nawet  poczucie krzywdy i nawet też takie poczucie, że jest się w porządku, więc po co ta dymisja? Marek Banaś został prezesem NIK nie dlatego, że był konkurs ofert, tylko dlatego, że został wsparty przez formację polityczną, która miała większość w Sejmie i dalej ma większość w Sejmie. Ja sam wiem o tym, że czasem trzeba poświęcić własne ambicje, nawet  uzasadnione, zagryźć zęby, zrezygnować  dla dobra sprawy, bo podkreślam : w polityce nie jest się singlem, to jest zawsze zespół. Także ta decyzja mnie zmartwiła, bo uwaga, tutaj nie ma co ukrywać, opozycja w dalszym ciągu będzie grillować nas przez to i będzie to dla niej amunicja wyborcza.

Powiedział Ryszard Czarnecki, europoseł, polityk  Prawa i Sprawiedliwości, który przebywa na kongresie  centroprawicy w Waszyngtonie. Dziękuję bardzo za rozmowę. 

 

Blog

Grill w Waszyngtonie, bistro w Nowym Jorku i polski generał – barman …

Posted on

Amerykańska i zachodnioeuropejska prasa grilluje Trumpa. Michelle Goldberg z „New York Timesa” czy Stefan Kornelius z „Sueddeutsche Zeitung”  nie przeprowadzą impeachmentu 45. prezydenta w dziejach USA, ale co powypisują to ich. Nikt go zresztą nie przeprowadzi, bo krowa Demokratów w Stanach głośno ryczy, ale mleka w tym obszarze nie da: to Republikanie mają większość w Senacie. Właśnie lecę do USA, więc się dowiem czy nic w tym względzie się tam nie zmieniło, ale jakoś nie sadzę… Skądinąd newsem, który mnie znacznie bardziej poruszył niż odgrzewane kotlety o Donaldzie Trumpie serwowane przez amerykańskie – i nie tylko – media była informacja, że były szef kuchni  Białego Domu z czasów Barracka Husseina Obamy otworzył w Nowym Yorku, a konkretnie na East Upper Side … bistro. Sam bym chętnie skorzystał, choć nie wiem czy właściciel stoi za barem, czy „tylko” jest bossem i zgarnia dolce do kieszeni. A co do barmanów, to do dzisiaj nie mogę wybaczyć  – mówię serio – Brytyjczykom, że bohater walki o polską, ale też przecież angielską wolność, człowiek-legenda, generał Stanisław Maczek był zmuszony po wojnie w Zjednoczonym Królestwie pracować nie jako na przykład analityk wojskowy czy wykładowca działań wojsk pancernych w brytyjskiej szkole wojskowej tylko jako… barman właśnie! Ta poniewierka bohatera, urodzonego pod Lwowem, a uczęszczającego do gimnazjum w Drohobyczu, podobnie jak Bruno Schulz i pierwszy szef AK gen. Karaszewicz- Tokarzewski, boli do dziś – tak jak boli pokazana ostatnio na jednym z dwóch filmów o Dywizjonie 303 nakazana nieobecność polskich lotników i w ogóle żołnierzy polskich na Defiladzie Zwycięstwa w Londynie A. D. 1945.

Jeszcze słowo o wspominanym już Herr Korneliusie z lewicowej gazety wydawanej w stolicy konserwatywnej Bawarii. Dla tego środowiska dowalanie Trumpowi to po prostu czysta przyjemność, zarówno z powodów ideologicznych, jak i też znalezienia ujścia dla narodowych resentymentów, bo przecież jakoś największe państwa na Starym Kontynencie czyli Niemcy i Francja za Ameryką nie przepadają, delikatnie mówiąc – a tak naprawdę mają jej kompleks.

W tym samym dniu, gdy nieco masochistycznie przeglądam „New York Timesa”, biorę też ostrożnie – sic!- do ręki wydawane w Brukseli „Le Soir”.  Jestem wszak w stolicy Belgii, rubryka ma tytuł „Widziane  z Brukseli” – to chyba nie dziwota. Ten z kolei frankofoński dziennik z przyjemnością grilluje premiera Izraela Benjamina Netanjahu. „Bibi” mówi o zamachu stanu w jego kraju, a  gazeta wylicza trzy śledztwa prokuratorskie, w  których jest oskarżony. Patrzę na to z dystansem, bo podziwiając z jednej strony niebywałą skuteczność izraelskiego polityka, który jako jedyny został po raz czwarty premierem swojego państwa , trudno mi zapomnieć, jak w 1998 roku spotkałem go jako minister polskiego rządu i  uczestnik „Marszu Żywych” w  Auschwitz. Nie chciał wtedy iść z polskim premierem, ewidentnie dystansując się od nas ze względu na politykę wewnętrzną. Z tych samych powodów był też autorem wypowiedzi na temat Polski, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Dlatego nie każcie mi go żałować.

Pan Donald John może sobie poradzi – z panem Benjaminem gorzej.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (27.11.2019) 

 

Blog

Czarnecki nie będzie mówił o „czarnych koniach”

Posted on

Polecam lekturę mojego wywiadu na temat wyborów prezydenckich A. D. 2020, który właśnie ukazał się na portalu fronda.pl

O tym który z kandydatów ma najwięcej cech prezydenckich, o tym kiedy prezydent Duda rozpoczął kampanię i czy może popełnić błąd zadufania, oraz o tym, czy kto był psychologicznie uzależniony od Donalda Tuska i kogo były premier namaścił w Brukseli na kandydata opozycji na urząd prezydenta RP- w wywiadzie specjalnym dla portalu Fronda.pl mówi Ryszard Czarnecki, polityk Prawa i Sprawiedliwości, deputowany do Parlamentu Europejskiego.

Fronda.pl: W najnowszym sondażu dla Super Expresu wicemarszałek Małgorzata Kidawa-Błońska dogania prezydenta Andrzeja Dudę uzyskując hipotetyczny wynik w drugiej turze na poziomie 47% do 53%. Czy szanse kandydatki Platformy Obywatelskiej w wyborach prezydenckich rosną? 

– Ryszard Czarnecki, europoseł PiS: Kandydaci obozu liberalnego, lewicowego w sondażach wypadali powyżej tego, co potem mieli w realnych wynikach wyborczych, a kandydaci obozu patriotycznego, niepodległościowego mieli wyniki w sondażach gorsze lub znacznie gorsze o tego ,co potem mieli w wyborczym realu. Tak było w przypadku i prezydenta Lecha Kaczyńskiego, i ostatnio w przypadku prezydenta Andrzeja Dudy, więc te wyniki nie zaskakują ani nie niepokoją. Potwierdzają tendencję, że to urzędujący prezydent jest faworytem w tym wyścigu prezydenckim, ale o swoją reelekcję musi walczyć i dalej ciężko pracować. Zwycięstwo nie przyjdzie mu wcale łatwo. Ten sondaż pokazuje z jednej strony szanse i możliwości wygranej, a z drugiej strony musi mobilizować naszych zwolenników, dla których takie wartości jak Bóg Honor i Ojczyzna są drogowskazem, ponieważ widać wyraźnie, że to zwycięstwo nie jest oczywiste, nie jest pewne, choć jest prawdopodobne i możliwe.

Jednak jeszcze kilka tygodni temu pani wicemarszałek Kidawa-Błońska miała w sondażach poparcie na poziomie dwudziestu kilku procent. Tendencja jest wyraźnie wzrostowa a sondażowy dystans do prezydenta Dudy niebezpiecznie się zmniejszył.

– Przestrzegam przed nadmierną wiarą w sondaże, ale przestrzegam też przed ich lekceważeniem. Z obecnych sondaży należy wysnuć prosty wniosek: będzie druga tura pomiędzy kandydatem obozu patriotycznego, niepodległościowego, obozu Polski solidarnej, czyli z urzędującym prezydentem dr Andrzejem Dudą, a kandydatem obozu liberalno-lewicowego, czyli panią rzecznik rządu Donalda Tuska, panią Kidawą-Błońską. Zwycięstwo prezydenta Rzeczpospolitej zależy od maksymalnej mobilizacji wyborców naszej strony.

Dostrzegam tu pewne rezerwy także w elektoracie, który głosował na niektóre partie opozycyjne w wyborach parlamentarnych w 2019 roku. Podobnie było w 2015 roku, kiedy liderzy PSL-u wzywali do głosowania na Bronisława Komorowskiego ,a elektorat tej partii w większości zagłosował na Andrzeja Dudę i to w bardzo dużym stopniu już w pierwszej turze. Podobnie będzie teraz. Myślę, że również część wyborców Lewicy nie zagłosuje w drugiej turze na kandydata Platformy- duża część zagłosuje na prezydenta Dudę albo nie pójdzie głosować w ogóle. O ile pani Kidawa-Błońska nie ma wielkich szans pozyskania wyborców obozu rządzącego, to prezydent Duda ma szansę walczyć o przepływ elektoratu, który może głosować na niego.

Czy nie lepszym kandydatem Platformy Obywatelskiej w majowych wyborach byłby prezydent Jacek Jaśkowiak, który w tym samym sondażu traci do urzędującego prezydenta 12 punktów procentowych? 

– Byłoby rzeczą bardzo nieelegancką i absolutnie niewłaściwą, gdyby polityk obozu rządzącego, jak ja, mówiłby opozycji, który kandydat będzie lepszy i bardziej sprosta temu wyzwaniu. Nie będę też mówił z kim prezydentowi byłoby łatwiej wygrać w drugiej turze. Myślę, że pan Jaśkowiak jest bardziej „na lewo” od pani Kidawy-Błońskiej, ale też trudno mówić, że ona jest „na prawo”. Oboje są klasycznymi kandydatami obozu lewicowo-liberalnego, którzy różnią się od siebie na pewno płcią, ale też rozłożeniem akcentów. No i tym, że pan prezydent Jaśkowiak nie jest ubabrany w rządy Donalda Tuska, natomiast pani Kidawa-Błońska była jego rzecznikiem.

Który z kandydatów opozycji ma więcej typowo prezydenckich cech? 

– Bardzo dobrym prezydentem jest Andrzej Duda. Wierzę, że nim pozostanie i będę wspierał jego kampanię. W moim przekonaniu on nie tylko ma cechy prezydenta, ale przede wszystkim stoi za nim dobra prezydentura i pewien majestat Rzeczpospolitej.

Prezydent Duda jest na pewno faworytem nadchodzących wyborów, ale w 2015 roku faworytem w wyborach prezydenckich był Bronisław Komorowski. Czy ten scenariusz może się powtórzyć? 

– To jest kompletnie odmienna sytuacja, ponieważ prezydent Komorowski był bardzo zadufany jego doradcy i sztab również. Pamiętamy te słynne twierdzenia profesora Nałęcza, jednego z autorów wyborczej klęski Bronisława Komorowskiego, który mówił z typową dla Platformy Obywatelskiej arogancją, że prezydent Komorowski to mistrz, natomiast Andrzej Duda i inni to czeladnicy. Pan prezydent Duda takim człowiekiem nie jest, takiego błędu arogancji i zadufania nie popełni i będzie traktował każdego z szacunkiem i nie będzie go lekceważył. Prezydent Komorowski swoją kampanię prezydencką rozpoczął dopiero wiosną 2015 r. natomiast prezydent Duda w myśl amerykańskiego powiedzenia, że kampania prezydencka zaczyna się dzień po wyborach, zaczął to robić już od czerwca 2015 r. i czyni to cały czas. Prezydent Duda pracuje już 4,5 roku na swoją reelekcję, a prezydent Komorowski walczył o nią przez zaledwie kilka miesięcy.

 W 2015 roku pan prezydent Komorowski przegrał wybory na własne życzenie, pokazując swoją prawdziwą twarz zarówno w relacjach dyplomatycznych na szczeblu międzypaństwowym, jak i w bezpośrednich kontaktach z Polakami. Czy w wyborach AD 2020 kluczową rolę mogą odegrać media, które już rozpoczęły negatywną kampanię wymierzoną w urzędującego prezydenta? 

– Na pewno nie będzie gorzej, a myślę, że będzie lepiej niż w kampanii prezydenckiej A. D. 2015. Wtedy wszystkie media, wszystkie telewizje bardzo jednoznacznie sprzyjały panu Komorowskiemu, a wygrał Andrzej Duda, ponieważ ludzie mieli dosyć Platformy, liberałów i kosmopolitów. Media społecznościowe również były za nim. Teraz to się już zrównoważyło. Większość mediów nadal sprzyja kandydatom opozycji, natomiast jednak telewizja publiczna nie będzie ich tubą.

 Myślę też, że stopień mobilizacji obozu patriotycznego po tym jak opozycja odbiła Senat będzie wyjątkowo duży, bo okazało się, że jest z kim przegrać i zadufanie które było udziałem niektórych naszych zwolenników wyparowało.

Podobno Donald Tusk namaścił w Brukseli lidera PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza na kandydata opozycji na urząd prezydenta RP. Kogo poprze obecny szef Europejskiej Partii Ludowej? 

– To jest bardzo ciekawa sytuacja, która pokazuje głębokie podziały w opozycji- silne tarcia i w ramach Platformy, a także między dawnymi koalicjantami, tj. Platformą i PSL-em. Rzeczywiście, potwierdzam, Donald Tusk spotkał się na kilkugodzinnej rozmowie w Brukseli z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, po czym pozowali do zdjęć. Spotkanie ze Schetyną było dużo krótsze i chłodniejsze. W kuluarach politycznych mówi się, że przewodniczący Kosiniak-Kamysz był psychologicznie uzależniony i zdominowany przez Donalda Tuska w czasie rządów PO-PSL. Te najtrudniejsze społecznie, najbardziej ryzykowne i kosztowne dla obozu liberalno-ludowego decyzje np. o podwyższeniu wieku emerytalnego brał „na klatę” w sensie medialnym przewodniczący Kosiniak-Kamysz, a Donald Tusk wtedy wyparowywał. Szef Ludowców z rolą złego policjanta się godził.

 Zwracam też uwagę na wywiad, jakiego udzielił pan Borys Budka, szef klubu parlamentarnego PO w ostatnim tygodniku „Wprost”. Pokazał on obawę o to, że przewodniczący Tusk, mając w EPL’u dwie partie ,a nie tylko jedną, czyli i PO i PSL, będzie grał między tymi kandydatami i nie poprze jednoznacznie kandydata Platformy w pierwszej turze. Zrobi to po to, żeby osłabić Grzegorza Schetynę, z którym prowadzi wieloletnią, wyniszczającą walkę. Jeżeli publicznie mówi o tym szef klubu parlamentarnego PO, to jest to problem dla tej partii. To też pokazuje kolejne podziały w opozycji, których beneficjentem może być prezydent Andrzej Duda.

Kto może być czarnym koniem tych wyborów? Może ktoś z Lewicy? Ktoś z trójki Biedroń, Zandberg, Czarzasty? 

Czarnecki nie będzie mówił o „czarnych koniach”. Myślę, że te wybory nie będą miały „czarnego konia”, one są dosyć przewidywalne. Chciałbym, żeby obecny prezydent RP wygrał w pierwszej turze, jednak myślę, że będzie to bardzo trudne. Myślę, że dojdzie do drugiej tury, a tam spotka się kandydat obozu Polski solidarnej z kandydatem Polski liberalnej, czyli będzie to starcie „obozu patriotycznego” i „obozu kosmopolitycznego”. Wynik nie jest rozstrzygnięty, jednak uważam, że największe szanse, Bogu Dzięki, ma urzędujący prezydent.

Dziękuję za rozmowę. 

Blog

O PPR czyli Partii Przyjaciół Rosji w UE…

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu mojego radiowego wywiadu, którego udzieliłem red. Antoniemu Opalińskiemu. Rozmowa emitowana była w PR 24.

Dzień dobry Państwu, Antoni Opaliński, zapraszam Państwa na „Świata pogląd”. „Obu nam zależy, aby Unia Europejska była globalnym mocarstwem gospodarczym , ale i politycznym” – powiedział premier Mateusz Morawiecki po spotkaniu z nowym przewodniczącym Rady Europejskiej, Charlesem Michelem, ekspremierem Belgii. 

A co się dzieje w Parlamencie Europejskim? – z tym pytaniem będziemy się mogli zapewne zwrócić do naszego rozmówcy w Strasburgu – Ryszard Czarnecki, mam nadzieję, że jest. Halo, dzień dobry! 

 – Oczywiście jestem już od kilkunastu minut w studio, czekam na połączenie.

Właśnie się połączyliśmy i pierwsze pytanie będzie takie, czy może słuchał pan w Parlamencie Europejskim ukraińskiego bohatera Oleha Sencowa, który był wieziony przez Rosjan, a dzisiaj miał dać świadectwo o tym, co się działo? 

– Zwracam uwagę, że nie tylko nasza frakcja w europarlamencie, frakcja, gdzie jest Prawo i Sprawiedliwość, Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy wystąpiła z inicjatywą właśnie tej kandydatury , ale również jako członek Podkomisji Praw Człowieka europarlamentu, a także jako przewodniczący delegacji Unia-Rosja zostałem zaproszony na spotkanie z panem Olehem Sencowem i wpisany na listę mówców. Jego apel przeciwko Putinowi jest rzeczą ważną. Pan Oleh Sencow zwrócił się też by pamiętać o tych więźniach dalej przez Rosję przetrzymywanych. Myślę, że jego wystąpienie – uwaga, można na to patrzyć nawet politycznie – na dosłownie parę tygodni przed decyzją Rady Europejskiej o ponownym przedłużeniu na kolejne pół roku sankcji wobec Federacji Rosyjskiej – lub też nie przedłużeniu – jest to wystąpienie szczególnie ważne. Ten timing – istotny. Myślę, że tzw. PPR czyli Partia Przyjaciół Rosji w Unii Europejskiej, w poszczególnych krajach członkowskich istnieje i myślę, że nie była szczęśliwa po tym wystąpieniu.

Czy tego typu świadectwa są w stanie wpłynąć na przykład na politykę, na przykład Francji, która wyraźnie zmierza w tą stronę, żeby tutaj włączać Rosję w różne inicjatywy? 

– Zwracam uwagę, że Włochy, po sąsiedzku z Francją, już parokrotnie deklarowały – zarówno lewicowy premier Matteo Renzi, jak i prawicowy wicepremier Matteo Salvini, że rząd włoski według nich powinien opowiedzieć się przeciwko sankcjom. Ale gdy dochodziło do głosowania na Radzie Europejskiej to zarówno lewicowy jak i prawicowy rząd Italii głosowały za przedłużeniem tych sankcji – a więc odbieram te różne werbalne deklaracje czy to Włoch, czy to Węgier wcześniej, czy teraz prezydenta Francji jako jedynie słowa, to nie jest tak prosto się wyłamać z tego unijnego frontu.

Dzisiaj przewodniczący-elekt Rady Europejskiej jest w Warszawie, padną różne konstruktywne słowa o dialogu i jak Pan sądzi, jaka będzie tutaj perspektywa pracy tego nowego przewodniczącego? Bo doświadczenia są, powiedzmy, takie różne. 

– Doświadczenia są takie, że gdy jego rodak, van Rompuy był szefem Rady, to relacje były bardzo dobre. Dwie dwu i pół letnie kadencje poprzednika Charlesa Michela były złe – ponieważ przewodniczący Rady Europejskiej wówczas, wbrew unijnemu prawu i europejskim obyczajom, chciał wykorzystać funkcję przewodniczącego Rady Europejskiej do ataków na rząd własnego kraju, na własny kraj. I to było bezprecedensowe i niedobre. Stosunki między Radą Europejską , kiedy jej przewodniczącym był Donald Tusk i rządem Polski były nacechowane emocjami Donalda Tuska, obsesjami personalnymi wobec Jarosława Kaczyńskiego. I były to relacje zupełnie nienormalne. Teraz czas na normalność. Premier Belgii Charles Michele jest synem byłego ministra spraw zagranicznych Belgii, byłego komisarza, dobrze mi znanego, w Komisji Europejskiej z ramienia Królestwa Belgii i byłego europosła, mojego kolegi – jest nadzieja na tą normalność właśnie. Skądinąd poczułem się staro, jak zakomunikowano, że to będzie Charles Michel, bo przecież znałem jego ojca, a proszę bardzo tu jego syn zostaje szefem Rady. Będzie myślę wreszcie racjonalnie, zdroworozsądkowo w tych relacjach między Komisją Europejską a Polską.

W każdym razie pozostanie w rodzinie. Panie Przewodniczący … 

– Oczywiście dodam jeszcze tylko jedną rzecz, w polityce międzynarodowej nie ma czegoś takiego jak słowo „wdzięczność”, w polityce zresztą też jest krótka pamięć, ale myślę, że w interesie pana przewodniczącego Michela będą dobre relacje z Polską. Mało się o tym publicznie w Polsce mówi. Może warto o tym powiedzieć publicznie i głośno – mianowicie kulisy szczytu Rady Europejskiej z lipca tego roku, kiedy wybrano właśnie kandydaturę szefa Rady, to wówczas po tym jak Frans Timmermans przegrał walkę – chociaż był już nominowany przez te główne kraje – walkę o fotel szefa Komisji Europejskiej, to wówczas pod pretekstem, że ma to być stanowisko dla krajów Beneluksu czyli Belgia-Luksemburg-Holandia, Frans Timmermans wznowił walkę i naprawdę był już blisko nominacji na szefa Rady Europejskiej, bo van Rompuy z Belgii był już pięć lat temu szefem Rady, potem Juncker szefem Komisji i teraz przypadała kolejka dla Holandii. I dopiero akcja głównie Polski, Polska to rozpoczęła i kraje naszego regionu, nastąpił zwrot w akcji, a potem cała Unia wybrała na stanowisko szefa Rady Europejskiej Charlesa Michela  nie Fransa Timmermansa. Trzeba pamiętać jednak, że Timmermans wtedy walczył i miał szansę na to stanowisko, ale przegrał.

Teraz ma stanowisko, na którym też jeśli będzie chciał, będzie mógł rożne rzeczy robić. 

– Ale bez porównania mniej ważne niż szef Rady Europejskiej.

Jutro głosowanie na temat składu Komisji Europejskiej. Prosimy o prognozy na temat tego, jak to głosowanie może wypaść. 

– Raczej Komisja przejdzie, ale nie jest to do końca, na sto procent pewne. Głosowanie ma być jawne. To zwiększa szanse na przejście. Niektórzy socjaliści, którzy głosowali za von der Leyen mówią, że zagłosują przeciwko. To z kolei zmniejsza szanse. Myślę, że jednak jutro po dwunastej powołamy Komisję Europejską. Ale teraz pewne to nie jest tak jak wtedy, gdy powoływaliśmy Komisję Junckera.

Czy to jest tak, że frakcja EKR jest przekonana co do tego, że na pewno w całości będzie głosować za Komisją pani Ursuli von der Leyen? 

– Nie ma dyscypliny w  tej kwestii, większość posłów, w tym posłowie PiS-u uważają, że lepsza nowa Komisja z von der Leyen niż stara Komisja z już abdykującym Junckerem czy Timmermansem.

Czy poza socjalistami mogą nastąpić tutaj jakieś większe niespodzianki? Ktoś może się wyłamać? 

– Wówczas, gdy pani von der Leyen wygrała dziewięcioma głosami, a zadecydowały głosy 26 europosłów PiS-u, przeciwko niej głosowała spora część frakcji socjalistycznej, w tym niemiecka SPD. Głosowała również mniejsza część liberałów. W tym także część niemieckich liberałów. Głosowali przeciwko niej także komuniści. Głosowali Zieloni i część, ale nie wszyscy eurosceptycy. Jak będzie teraz? Myślę, że głosy sprzeciwu będą głównie właśnie z tych frakcji.

Wróćmy zatem jeszcze – bo o tym głosowaniu będziemy zapewne rozmawiać jeszcze nieraz w najbliższych dniach, niezależnie od jego efektu – do Rady Europejskiej, która już chyba w grudniu będzie musiała się zmierzyć z różnymi pomysłami, które pojawiają się w Parlamencie Europejskim, dotyczącymi zaostrzenia polityki klimatycznej takimi jak wykluczanie węgla, ale również i gazu. Czy tutaj jest kompromis, który byłby znośny dla polskiej gospodarki? 

– Jest to w ogóle rzecz bardzo ciekawa. Dobre pytanie, Panie Redaktorze. Ja zwracam uwagę, że nowa pani przewodnicząca Komisji Europejskiej w czasie swego przemówienia w lipcu w Strasburgu, kiedy ją wybrano na tę funkcję – ona zapowiedziała, że uwaga, po stu dniach funkcjonowania nowej Komisji Europejskiej przedstawi założenia europejskiej polityki klimatycznej.  A Rada Europejska zupełnie zignorowała Komisję, nie chce czekać na te upływające sto dni – szybko liczę – upłyną w połowie marca mniej więcej – i chce to zrobić w grudniu. To jest przykład takiego podziału i pewnych sporów w ramach instytucji europejskich, nie Unia kontra państwa członkowskie , a właśnie w środku, w instytucjach unijnych. Bo tutaj Rada Europejska chce wyprzedzić o trzy miesiące stanowisko Komisji Europejskiej. Ta sama Rada Europejska ma zupełnie inne stanowisko w sprawie uchodźców niż Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. A z kolei, gdy chodzi o powiązanie funduszy unijnych z oceną stopnia praworządności w poszczególnych krajach członkowskich, to akurat ten temat dzieli zupełnie diametralnie Komisję Europejską, która jest na jednym biegunie – chce karać i Europejski Trybunał Obrachunkowy czyli European Court of Auditors, również z siedzibą w Luksemburgu, który uważa, że tutaj absolutnie nie można dać takiego bata, kija bejsbolowego do ręki Komisji Europejskiej. Jest to bowiem bardzo nieprecyzyjnie sformułowane, nie ma de facto pokazane ,na jakiej podstawie prawnej miałoby to być. Ta sprawa po raz kolejny pokazuje głębokie pęknięcia w ramach instytucji unijnych, które coraz bardziej różnią się między sobą.

Bardzo serdecznie dziękuje, Ryszard Czarnecki dla Polskiego Radia 24 ze Strasburga. Dziękuję bardzo za rozmowę. 

 – Dziękuję Panu, kłaniam się Państwu.

Blog

Michel? Poczułem się staro…

Posted on

Poniżej przedstawiam zapis radiowego wywiadu ,którego udzieliłem ostatnio dla Radia Wnet. Rozmowę ze mną przeprowadził red. Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Bardzo ważne głosowanie dziś w Parlamencie Europejskim, o godzinie 12-stej parlamentarzyści powiedzą czy podoba im się nowa Komisja Europejska. Przy telefonie europoseł Ryszard Czarnecki, polityk Prawa i Sprawiedliwości. Dzień dobry! 

– Witam Pana, witam Państwa. W Strasburgu, można powiedzieć językiem piosenki „Czerwonych gitar” – „ciągle pada”. Nie ma jednak ,jak w Brukseli :  Bruksela to stolica o największej liczbie dni deszczowych w Europie … Ale w Strasburgu, rzeczywiście, ma pan rację, za niespełna 5 godzin ma być decydujące głosowanie  skompletowaną w bólach, w trudach  Komisję Europejską – w bólach i trudach, ponieważ po raz pierwszy w historii  europarlament odrzucił aż troje kandydatów z trzech państw członkowskich – Francji, Rumunii, Węgier, do tej pory odrzucał po jedną, dwie kandydatury. Nie ma też komisarza brytyjskiego, z tym też jest duży chaos – bo Komisja Europejska wszczęła dochodzenie przeciwko Zjednoczonemu Królestwu Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej – dlaczego nie ma komisarza? Chociaż premier Jej Królewskiej Mości Borris Johnson dawno zadeklarował, ze skoro Wielka Brytania wychodzi z UE, to logiczne, że komisarza mieć nie będzie. Ale wczoraj dotarła do nas informacja właśnie o tym wszczęciu dochodzenia. Jednym słowem jest pani przewodnicząca i 26 „komisarzy desygnowanych” – jak to się mówi. Dzisiaj po godzinie dwunastej to mogą być już komisarze, chociaż tak naprawdę Komisja Europejska obejmie realną władzę od 1 grudnia -do tego czasu będzie jeszcze komisja Junckera i Timmermansa.

Ale czy jest pewne, że Komisja Europejska zyska akceptację parlamentarzystów? 

– Pewna jest śmierć i płacenie podatków, jak mówi stare polskie powiedzenie. Chociaż, prawdę mówiąc, też z tymi podatkami to nie wszyscy je płacą, a część płaci w rajach podatkowych polskich oligarchów  – natomiast tak serio, to nie jest to pewne. Jest to prawdopodobne, ale nie pewne. Jest większa szansa na to, że to głosowanie będzie pozytywne, bo formułą głosowania jest inna niż na panią von der Leyen. Głosowanie wtedy w sposób tajny ośmieliło sporo socjalistów, liberałów, Zielonych do głosowania przeciwko pani von der Leyen. Teraz jest głosowanie jawne. Elektroniczne, ale jawne – więc każdy będzie wiedział, że na przykład taki czy inny socjalista złamał dyscyplinę frakcyjną, głosując przeciwko pani przewodniczącej Komisji Europejskiej i samej Komisji. Jest więc duża szansa, że Komisja powstanie. Pewności nie ma.

Czy z tym głosowaniem ma coś wspólnego nowy zapał reformatorski, który wykazała pani kanclerz Niemiec i prezydent Francji? 

– Cóż, pani kanclerz Merkel skarciła bardzo ostro prezydenta Macrona, po raz pierwszy tak mocno. Przeciek ten pojawił się w mediach, bo rzeczywiście Niemcy maja dosyć różnych inicjatyw Francji – i trochę Macron jest takim „enfant terrible” – „nieznośnym dzieckiem” europejskiej polityki. Myślę, że akurat z tych napięć między Berlinem a Paryżem wynika pewne pole gry dla polskiego rządu, dla polskich władz, dla naszego kraju. Tutaj, jeżeli miałbym wybrać, jeżeli musze wybierać, to bliższy mi jest taki realizm, pragmatyzm Merkel niż ideologiczne szaleństwo Macrona, aczkolwiek oczywiście w wielu sprawach te kraje idą pod rękę i to nie zawsze jest zgodne z polskimi interesami.

Nie wiem czy poprawnie użyję słowa, ale „zusammen” chcą reformować Unię Europejską . Pan prezydent Macron i pani Angela Merkel zapowiedzieli, że dwa lata mają trwać konsultacje, że ma w tym uczestniczyć Komisja Europejska, Parlament Europejski, a także znajdzie się miejsce na rządy narodowe, ma pogłębić się integracja. To są pomysły, stare pomysły odgrzewane, ale odgrzewane po raz kolejny. 

– To prawda, ma Pan racje, a ja pamiętam doskonale, jak na początku 2017 roku mówiono, że może się zdąży do obchodów w Rzymie, na uroczystości 60 rocznicy Traktatów Rzymskich z przedstawieniem reformy Unii Europejskiej. Zaraz potem ustalono, że nie – że trzeba czekać na wyniki wyborów federalnych w Niemczech, które odbędą  się jesienią, a  zaraz po tym nastąpi przedstawienie planów reformy Unii Europejskiej. Był to początek 2017 roku, mamy koniec 2019 roku – a reformy jak nie było, tak nie ma. Ale może i lepiej, bo nie wiadomo czy ona byłaby dobra dla  Europy, dla Unii Europejskiej, dla krajów członkowskich Unii Europejskiej. Skądinąd tutaj nieodparcie -jak słyszę o dawnych planach reformy Unii Europejskiej i planach tych, które mają być teraz – to sprawdza się powiedzenie bardzo znanego pisarza, z kraju, który nie jest członkiem Unii Europejskiej – mianowicie Mikołaja Gogola, Rosjanina, który pisał: „Stare jeszcze nie umarło, nowe jeszcze się nie narodziło, a jedno i drugie zagraża żyjącym.”.

To jest bardzo trafny cytat, ale to z kolei zrewanżuję się cytatem z Interii: „Ankara poinstruowała swojego przedstawiciela w NATO, aby nie podpisywał planów dotyczących Polski i krajów bałtyckim”. O co chodzi? 

– Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Oczywiście, możemy być wściekli na Turcję. Ale w ogóle warto sięgnąć do genezy. Przypomnę, że trzy lata temu nastąpiło podpisanie porozumienia między Unią Europejską a Turcją. W tym porozumieniu zawarto obietnice zapłaty 6 miliardów euro dla Turcji za to, że nie wypuszcza uchodźców ze swojego terytorium do Europy. Unia Europejska wywiązała się zaledwie w połowie z obietnicy. Przekazała Ankarze trzy miliardy euro, o reszcie mowy nie ma. Unia natomiast piętrzy trudności. Zamiast dawać pieniądze, atakuje z powodu czy pod pretekstem praw człowieka władze Turcji. Turcja jest w związku z tym zdesperowana. Ale jeżeli już mówimy o tym konflikcie, no, to można powiedzieć, że jednak należy wskazywać na to, co jest źródłem, czyli ten fakt, że Unia Europejska obiecała te pieniądze i zaledwie w połowie je przekazała.

Ale co innego Unia Europejska, a co innego NATO. Tutaj w grę wchodzi geopolityka, tu  w  grę wchodzi siła militarna i w grę wchodzi bezpieczeństwo krajów bałtyckich i Polski. 

– Pan ma rację w stu procentach w sensie formalnym. Co innego NATO, co innego Unia, ale ta zapowiedź rządu w Ankarze, oczywiście konsultowana z prezydentem Erdoganem jest elementem presji na Zachód jako taki. Ponieważ olbrzymia większość członków Unii Europejskiej należy do NATO, w  związku z tym jest to próba wywierania takiego nacisku, żeby te obiecane przez Unię Europejską pieniądze dotarły na czas. Tak na marginesie powiem, ze bardzo często polityka międzynarodowa jest zakładnikiem polityki krajowej i dlatego przypomnę tylko to, co mało kto pamięta. W jakim momencie podpisywano porozumienie między Unią a Trucją? Jestem zwolennikiem tego porozumienia, ponieważ uważam, że Europa sobie nie poradzi z kolejnymi milionami uchodźców, którzy obecnie są w Turcji, a przybyli tam z terytorium Iraku i Syrii – więc dobrze, że ten „deal” został zawarty, natomiast to, co było wtedy wielkim błędem to to, że Unia Europejska spieszyła się, żeby, olaboga, jak najszybciej podpisać porozumienie z Ankarą. Turcja o tym wiedziała i dyktowała warunki. A czemu Unia Europejska chciała to porozumienia podpisać jak najszybciej? Ponieważ w tym czasie zbliżały się wybory w trzech landach niemieckich – i pani kanclerz Merkel za wszelką cenę chciała je wygrać, dlatego też chciała pokazać wyborcom w tych trzech niemieckich landach że, proszę bardzo, powstrzymuje napływ, inwazję uchodźców spoza Europy, głównie muzułmanów na Stary Kontynent, do Niemiec. I stąd można powiedzieć, że pod naciskiem Niemiec Bruksela zgodziła się na niezbyt dobre warunki dla Unii Europejskiej tego dealu. I taka jest geneza. O czym warto wiedzieć. Możemy teraz tupać nogą, gniewać się na Turcję, oburzać się – jak to? Ale warto zwrócić się w stronę tego, co było źródłem.

A czy genezą nie jest po prostu porozumienie prezydenta Turcji z prezydentem Rosji, uściskali sobie dłonie, pomagają sobie w Syrii, to może to jest rewanż, kraje bałtyckie, Polska. NATO ma się nie wtrącać. To też jest jedna z możliwych hipotez, ale na zakończenie rozmowy proszę powiedzieć słów parę na temat pana Charlesa Michela – czyli nowego „prezydenta”-elekta Unii Europejskiej. „Prezydent”  był wczoraj w  Warszawie, spotkał się z Mateuszem Morawieckim. Był kiedyś premierem Belgii, a może do tej pory jest – bo w Belgii kto rządzi, tego do końca nie wiemy. Ale jakie są jego poglądy na życie, jakie są jego ideowe deklaracje? 

– Tylko jedno zdanie a propos jednego określenia, które pan przedstawił, że to po prostu Rosja się dogadała z Turcją i teraz jest jak jest. Wie pan są w polskiej historiozofii dwie szkoły: krakowska i warszawska. Ta warszawska mówi, że wszytko jest zawsze winą czynników zewnętrznych – tych obcych, wrogów, okupantów i oczywiście w myśl tej szkoły redaktor Krzysztof Skowroński mówi, że to wina czynników zewnętrznych czyli  Rosji i Turcji. Ja wolę szkołę krakowską, która stara się postrzegać jako przyczyny – grzechy własne i tutaj przedstawiam uczciwie, że jest tutaj dużo winy Unii Europejskiej w tym, co teraz Turcja robi. Natomiast premierem Belgii jest w tej chwili Sofie Vilmee, to jest kobieta, walońska działaczka samorządowa i była minister na szczeblu federalnym. Charles Michel to były premier Belgii, nie będę oceniał jego poglądów, bo nie są to poglądy tożsame z poglądami moimi czy premiera Morawieckiego, poglądami Prawa i Sprawiedliwości – natomiast jedna rzecz jest ważna, o czym się mało się w Polsce mówi :  kiedy na tym długim trzydniowym szczycie Unii Europejskiej w lipcu Frans Timmermans został zablokowany przez Polskę, wówczas jak „wańka-wstańka” podjął walkę o to, żeby zostać nie wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej tylko szefem Rady Europejskiej. I była taka argumentacja, były kraje, które go popierały – zwłaszcza Europy Zachodniej, że to stanowisko należy się Beneluksowi, a więc Belgia-Luksemburg-Holandia – no, bo jak to przez dwie kadencje szefem Rady Europejskiej był belgijski premier van Rompuy, potem przez pięć lat przedstawiciel Luksemburga Jean-Claude Juncker, to teraz kolej na Holandię – w ramach Beneluksu. I wówczas to polski rząd wykonał akcje znowu blokującą, w rezydencji ambasadora Polski przy UE, Andrzeja Sadosia, odbyło się spotkanie-kolacja między premierem Morawieckim a właśnie Charlesem Michelem – i w  wyniku tego Polska i kraje naszego regionu poparły koncepcję, żeby stanowisko szefa Rady Europejskiej było dla Beneluksu – tyle, że nie dla Holandii ,tylko dla Belgii. I znowu Timmermans oblizał się smakiem. Został desygnowany właśnie Charles Michel. Myślę, że będzie on pragmatyczny, bo słowa „wdzięczność” raczej nie ma w języku politycznym. Uważam, że między Radą Europejską a Polską wraca normalność. Będą to wreszcie relacje normalne. Bo do tej pory te dwie kadencje Donalda Tuska to były relacje nacechowanie emocjami negatywnymi dla Tuska, obsesjami wobec Jarosława Kaczyńskiego i w ogóle wobec polskich władz – i to rzutowało na te relacje miedzy Radą Europejską a Polską. Od tej pory zaczyna się czas pragmatyzmu, zdrowego rozsądku i normalności. I wierzę, że Charles Michel będzie wreszcie ojcem tej zmiany. Na koniec jedna uwaga  –  poczułem się staro po usłyszeniu tej nominacji, ponieważ znam ojca Charlesa Michela : jego ojciec to były szef MSZ Królestwa Belgii, a  także komisarz w Komisji Europejskiej – ponad dekadę wstecz, a także mój kolega z europarlamentu, dwukrotny europoseł, przewodniczący Zgromadzenia EU – AKP (czyli Afryka, Karaiby, kraje Pacyfiku). Znam dobrze ojca, nawet pracowałem z nim, a jego syn zostaje szefem Rady Europejskiej. Poczułem się więc jak człowiek leciwy.

Nie wiem jak można Pana pocieszyć? 

 – Dobrym słowem.

 Wszystkiego dobrego zatem, europoseł Ryszard Czarnecki, polityk Prawa i Sprawiedliwości był gościem „Poranka Wnet”.