Blog

„Polak do korda, Włoch do akorda” czyli polskie przysłowia mądrością Narodu…

Posted on

„Polak karku nie ugnie” – mówi stare polskie przysłowie. Ale inna staropolska maksyma tłumaczy dlaczego tak się dzieje: „Polak ma twardy kark, bo długo na nim łańcuch nosił”.

Czy pamiętamy amerykański serial kryminalny z porucznikiem Banaczkiem w roli głównej ? Cóż, nasz rodak z USA był  mniej sławny niż amerykański Colombo, brytyjski Sherlock Holmes stworzony przez Szkota Artura Conan Doyle’a czy belgijski detektyw Herkules Poirot wykreowany przez Angielkę Agatę Christie. Czemu wspominam o naszym krajanie z filmu „made in USA”? Otóż dlatego, że w każdym odcinku amerykański gliniarz rozwiązując tajemnice różnych przestępstw obficie sypał polskimi przysłowiami. Niestety, żadne z nich nie było prawdziwe,  bo wymyślał je naprędce jakiś matołek (gdzie mu tam do Koziołka-Matołka Kornela Makuszyńskiego) z Hollywood. Zatem widzowie w Stanach poznali bogactwo polskich przysłów, tyle że były to podróbki, a  nie oryginały. A ja kocham oryginały! Ileż się można nauczyć z tych mądrości, często  sprzed paru wieków, często ludowych.

Dlatego pozycją, do której często sięgam jest wydana w latach 1889-1894 w Warszawie w drukarni Emila Skiwskiego „Księga Przysłów, Przypowieści i Wyrażeń Przysłowiowych Polskich”. Zebrał je i opracował Samuel Adalberg dzięki stypendium  naukowemu (w końcu XIX wieku nazywano to: „zapomogą dla osób pracujących na polu naukowym”). Ostatnio poczytałem sobie, co nasi przodkowie sądzili o sobie samych, polskim charakterze, polskiej mentalności, polskich przywarach (a jakże, jesteśmy bardzo autoironiczną nacją), wreszcie polskiej oryginalności. Bo przecież wiele o nas i naszych antenatach mówią takie oto powiedzenia: „Polak swoją dobrotą często został gołotą: by głodem umrzeć w domu, przecie swój chleb da komu”. Ale też, jakże znamienne: „Polak nie liczy, lecz bije…”

Są też przysłowia, które porównują nas z innymi narodami: „Polak do rady, Litwin do zwady, Mazur do boju, Niemiec do stroju, Włoch do lutni, Rusin do bałamutni”.  Bardziej skrótowe, ale o tej samej wymowie: „Polak do korda, Włoch do akorda”. Albo też: „Gdy Polak zwłoszeje, Mazur zdwornieje, Rusin zlaszeje, nikt ich nie dostąpi”. W innej wersji, z inna końcówką: „(…) djabłu nie ustąpią”.

Są też przysłowia, z których wyziera zazdrość, że inne nacje są od nas bardziej cwane, sprytniejsze: „Polaka Niemiec, Niemca Włoch, Włocha Hiszpan, Hiszpana Żyd, Żyda tylko diabeł oszuka”. Ale są też takie pokazujące naszą wyższość. Wszyscy znamy, że: „Po szkodzie Polak mądry”, ale była też inna, milsza wersja: „mądry Polak po szkodzie, a Niemiec to przysłowie sobie kupi, że jak przed szkodą, tak po szkodzie głupi” . Cóż, akurat sprzeczne to było z tym wcześniej cytowanym powiedzonkiem, kto kogo oszukuje… Było też bardziej pesymistyczne, chyba ponadczasowe: „Mądry Polak po szkodzie, ale nie bogaty”.

Życzę, abyśmy byli Polakami mądrymi przed szkodą –  i to Polakami zamożnymi…

*felieton ukazał się w „Gazecie Polskiej” (17.06.2020)

Blog

„Totalsi” spod znaku skorpiona

Posted on

Opozycja w Polsce jest doprawdy wyjątkowa na tle Europy. Ta nad Wisłą, Odrą, Wartą i Bugiem dodaje gazu, nawet wtedy, gdy jej wyborcy oczekiwaliby hamowania – tak, jak to jest w czasie pandemii. Opozycja w Polsce, a mówiąc ściślej jej znacząca część, utwierdza nas od pięciu lat w przekonaniu, że nie tyle jest opozycją wobec rządu – to przecież jest normą w demokracji – ale opozycją wobec państwa.

Jestem tylko skromnym magistrem historii, ale gdybym był profesorem natychmiast zleciłbym swoim magistrantom napisanie pracy porównującej działalność opozycyjnej Komunistycznej Partii Polski (KPP) z opozycją lat 2015-2020. To ,co ich łączy to identyczne postrzeganie Państwa Polskiego: niegdyś rządzonego przez Narodową Demokrację chadeków i ludowców („Chjeno-Piast”) do maja 1926 oraz Piłsudczyków od 1926 do agresji Niemiec na Polskę i II wojny światowej – a teraz przez PiS. Dla jednych i drugich nasze państwo jawi się jako coś obcego, wrogiego, coc, co trzeba zdemontować, a przynajmniej osłabić. Niegdyś KPP u progu II RP opowiadała się za przyłączaniem Górnego Śląska do Niemiec (bo wówczas rzekomo łatwiej byłoby nad Renem wzniecić rewolucję…). Teraz słyszymy o Wolnym Mieście Gdańsk, o ignorowaniu decyzji władz państwowych w czasie uroczystości rocznicowych w Poznaniu, czytamy dokumenty PO, w których mowa o maksymalnym zabieraniu kompetencji państwu. Jednocześnie jesteśmy świadkami sytuacji, w której punktem odniesienia są organizacje międzynarodowe, jak Unia Europejska (w sprawach moralno-obyczajowych także ONZ) oraz poszczególne duże państwa europejskie. Każda krytyka Polski ze strony Macrona czy polityków niemieckich (skądinąd w tym względzie ostrożniejszych niż Francuzi – albo z wyrachowania albo z uznania, że po dwóch wojnach światowych „Niemcom mniej wolno”) – jest przyjmowana jako objawienie i dogmat. Cóż, a jaka była praktyka przedwojennych komunistów? Dla nich punktem odniesienia była tylko i wyłącznie Moskwa. To Kremlowi, a także Międzynarodówce Komunistycznej KPP spijała z ust i one dla niej były niczym krynica mądrości.

Czasem dochodzi do sytuacji politycznej schizofrenii, gdy opozycja totalna, z definicji wrogo nastawiona do Ameryki Trumpa natychmiast się w niej zakochuje, gdy Departament Stanu ustami swej rzeczniczki, byłej dziennikarki Fox News Heather Nauert skrytykował bodaj jeden jedyny raz, polskie władze.

Opozycja totalna jest totalna nie dlatego, że jest to efekt głębokich przemyśleń lub kalkulacji – ona m u s i być totalna. To część jej tożsamości, tylko tak może funkcjonować. Z całą pewnością opozycja w Polsce miałaby znacznie większe poparcie, gdyby – tak jak to jest na Zachodzie – właśnie totalna nie była, rząd krytykowała, ale czasem, w niektórych sytuacjach popierała. Ale nie – totalsi nie mogą inaczej! Niczym w dowcipie o skorpionie, który błagał krokodyla, aby ten przewiózł go na drugi brzeg rzeki: „Ależ ty mnie ukąsisz i wtedy utonę. I co z tego, że Ty ze mną?” – odparł krokodyl. „A skąd, krokodylu, przecież w moim interesie jest, żebyśmy dopłynęli obaj”. Krokodyl zgodził się, w połowie rzeki skorpion śmiertelnie ukąsił krokodyla. „Co Ty robisz?! – wykrzyczał krokodyl resztką sił, „przecież zaraz zginiemy”. – „Ale to było silniejsze ode mnie” – odrzekł, tonąc, skorpion . Właśnie, opozycja jest jak ów skorpion, który ukąsi, nawet jeśli okupi to śmiercią – bo to wynika z jego „jestestwa”.

Opozycja działa na zasadzie „im gorzej, tym lepiej”. Kompletnie nie obchodzi jej, że przez jej działania osłabia państwo w każdym wymiarze, choć jakoś niespecjalnie osłabia rząd, skoro w ostatnich pięciu latach Prawo i Sprawiedliwość dwukrotnie wygrało wybory parlamentarne, ale też europejskie i samorządowe, a za chwilę zapewne drugi raz z rzędu wygra wybory prezydenckie. Z czego bierze się zatem to zaślepienie? Z faktu, że ci Państwo bardziej nienawidzą PiS-u niż racjonalnie myślą o dojściu do władzy. Opozycja jest chora z nienawiści, ale też cierpi na swoistą alergię na Jarosława Kaczyńskiego i „Pisiorów”. Gdy liderzy opozycji, ale także szeregowi jej posłowie i eksperci słyszą „Kaczyński”, „Duda”, „PiS” czy prawica – wyłącza im się racjonalna analiza i pragmatyzm.

I to właśnie gubi opozycję – ku radości milionów Polaków …

*tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” (05.2020)

Blog

Cytaty dla Rafała czyli obywatelowi Trzaskowskiemu do sztambucha …

Posted on

Wiadomo na kogo głosowałem: po raz trzeci w życiu na Andrzeja Dudę (wcześniej dwukrotnie, pięć lat temu, w obu turach wyborów prezydenckich. Cóż, teraz przyjdzie mi za 12 dni głosować po raz czwarty. System dwukadencyjny, gdy chodzi o prezydenturę, sprawia, że pewnie po raz ostatni będę głosował na PAD…

O jego przeciwniku, który skądinąd uzyskał wynik o parę procent gorszy niż Bronisław Komorowski w I turze w 2015 roku pisać nie chcę. Mogę tylko w jego kontekście zacytować paru gości, bo mam wrażenie, ze te cytaty pasują jak ulał. I tak wielki Francuz Charles de Gaulle – ten, który odwiedzając Polskę za komuny powiedział: „Polska pozostała sobą”, stwierdził kiedyś: „Ponieważ polityk nigdy nie wierzy w to, co mówi, jest niepomiernie zdziwiony, gdy inni mu wierzą”. Panie Rafale, co pan na to?

Ale słowa Aleksandra hrabiego Fredry też chyba, panie prezydencie stolicy, są jak znalazł: „Dużo jest stronnictw polityczno-socjalnych, ale najliczniejsze pod firmą: Ego”.

 W TVN24 jakiś czas temu ob. Trzaskowski mówił, że ma marzenie. Inne niż Martin Luther King, bo chciał udzielić pierwszego „ślubu” parze homoseksualnej. Polski ustawodawca jakoś zlekceważył to marzenie ob. Trzaskowskiego, a ja sobie akurat jakoś tak przypomniałem to, co pisał Paweł Jasienica: „Spragnieni szczęścia przyszłych pokoleń ideologowie potrafią mało przejmować się losem tego, który akurat żyje”.

Fredro pisał o „ego”, Jasienica o ideologach, a oba te wątki posumował niezrównany Stefan Kisielewski. Czy jego maksyma podoba się panu, panie Rafale? A oto i ona: „Egoizm sytych lubi uchodzić za ideologię ładu i harmonii”…

Skoro już jestem przy Kisielewskim, to, „na drugą nóżkę” jeszcze raz jego słowa, panie Rafale: „Politycy często utożsamiają swe dążenia osobiste z celami ludzkości”. Cóż, w zasadzie prawie sto lat przed Kisielem podobnie ujmował sprawę cytowany już tu hrabia Fredro: „Apostoł ludzkości – rzadko pości”.

Z Rzeczpospolitej w ramach dobrych relacji transatlantyckich – zwłaszcza ostatnio – skok na drugą półkulę :amerykański felietonista Franklin Pierce Adams pisał – i to wpisuję do sztambucha ob. Trzaskowskiego również: „Nieszczęście naszego kraju polega na tym, że zbyt wielu polityków tkwi w najgłębszym przekonaniu, że zawsze można zrobić wodę z mózgów wszystkim obywatelom”…

Wszystkim rodakom życzę przemyślanej decyzji 12 lipca Anno Domini 2020.

*Tekst ukazał się na stronie portalu Dorzeczy.pl (30.06.2020)

Blog

Prezydenta Dudy krok ku reelekcji

Posted on

Urzędujący prezydent Andrzej Duda wygrał kluczową bitwę w wojnie o prezydenturę Anno Domini 2020. Oczywiście militarne określenia to metafora, choć, prawdę mówiąc, w czasie tej kampanii nie pachniało tylko przenośniami: jeszcze nigdy w historii polskich wyborów nasi przeciwnicy nie zrywali naszych banerów w takiej skali, jak to było teraz. Dochodziło do sytuacji kuriozalnych, ale też skrajnie skandalicznych, jak złapanie przez policję na gorącym uczynku w Wałbrzychu tamtejszych strażników miejskich w cywilu, którzy bez urzędowych uniformów zrywali banery prezydenta Dudy – w czasie rewizji samochodu, którym się poruszali znaleziono ich… parędziesiąt. Zeznali, że od swoich przełożonych otrzymali polecenia zrywania banerów PAD ! Warto przypomnieć, że prezydentem tego dolnośląskiego miasta jest polityk PO…

 Obecny prezydent uzyskał ,mówiąc językiem Formuły 1 – „pool position”. Jego wyborczy  „bolid” ruszy z pierwszego pola startowego, ale jego przewaga nad wiceprzewodniczącym PO Rafałem Trzaskowskim, choć wynosi  ona -stan na 7.30 rano -dobrze ponad 16 punktów procentowych to  nie jest na tyle miażdżąca, aby już teraz odtrąbić zwycięstwo byłego europosła Prawa i Sprawiedliwości. Skądinąd ciekawostka: niemal połowa  kandydatów na Głowę Państwa to europosłowie byli (Andrzej Duda, Rafał Trzaskowski, Mirosław Piotrowski, Stanisław Żółtek) lub obecni (Robert Biedroń). Gdyby nie pojawienie się między data majową wyborów a datą wyborów czerwcowych przewodniczącego Unii Pracy Waldemara Witkowskiego  jako 11 kandydata, można byłoby powiedzieć, że równo połowa w prezydenckiej stawce to politycy z europarlamentem w życiorysie.

Przestrzegam przed automatycznym  „dodawaniem” elektoratów poszczególnych kandydatów. Szymon Hołownia, być może ku zaskoczeniu wielu oświadczył, że nie będzie wzywał swoich wyborców do poparcia kogokolwiek. Krzysztof Bosak, akurat tu zgodnie z przewidywaniami, powiedział również, że nie będzie wzywał do głosowania na kogokolwiek, choć jego wyborcy, jak się wydaje, są znacznie bliżsi Andrzejowi Dudzie niż Rafałowi Trzaskowskiemu. Czy jednak bliższy dystans ideowy i nieodległe  widzenie wartości rodzinnych, konserwatywnych, chrześcijańskich i patriotycznych spowoduje, że wyborcy Bosaka czynnie poprą – czyli zagłosują – na urzędującego prezydenta? Zapewne ich większość tak, ale pytanie: jak duża to będzie większość? Diabeł siedzi w szczegółach, a mogą to być głosy szczególnie ważne. Skądinąd zwraca uwagę fakt, że gdy chodzi o wyborców najmłodszych do 29 roku życia Bosak dość wyraźnie wyprzedził prezydenta Dudę i tylko minimalnie uległ Trzaskowskiemu (23, 0% do 23,8%). Podobnie jak w  przypadku Bosaka, część wyborców Kosiniaka- Kamysza (pytanie jak duża?) poprze Andrzeja Dudę . Komentatorzy mówią o klęsce PSL-u w tych wyborach, ale gwoli przypomnienia, bo ludzka pamięć jest ulotna, kandydat PSL w wyborach prezydenckich A. D. 2015 Adam Jarubas (oczywiście obecnie europoseł !) uzyskał wynik jeszcze gorszy – 1,60%.

 Prezydent ruszył już wieczorem z Łowicza, gdzie po raz pierwszy w historii odbywała się jakakolwiek centralna konwencja czy wieczór wyborczy, w trasę kampanijną. Jego oponent miał to uczynić rano. Ta przewaga kilkunastu godzin w kampanii to też trochę metafora, która, można rzecz, przekłada się na procenty. Wybranie Łowicza było cennym pomysłem, na pewno lepszym niż wybór warszawskiej knajpy.

Prezydent kampanię w drugiej turze rozpoczął parę minut po ogłoszeniu wyników, dziękując poszczególnym kontrkandydatom za udział w wyborach, wyrażając im szacunek, a  przez to wyrażając szacunek dla ich wyborców. Od razu precyzyjnie spójnie zarysował pewną wspólnotę ideową, wartości czy wyrażanych interesów z wyborcami Bosaka, Kosiniaka-Kamysza i dwóch kandydatów lewicy.  To bardzo dobry ruch, ale wcale nie przesądzający jeszcze triumfu za 13 dni. Na ten prezydent Andrzej Duda ,jego sztab, jego zwolennicy będą się musieli ciężko napracować. Bez maksymalnej mobilizacji wyborców, którzy poszli w  pierwszej turze oraz przyciągnięcia dodatkowych setek tysięcy przed drugą turą – nie będzie wiktorii 12 lipca. Jest ona realna, prawdopodobna, na wyciągnięcie może nie tyle dłoni, co ręki, ale wymaga: 1) megamobilizacji, 2) uniknięcia poważniejszych błędów, 3) wygrania (lub „zwycięskiego remisu”) prezydenckiej debaty telewizyjnej.

Urzędujący prezydent wydaje  się być faworytem w drugiej turze wyborów za niespełna dwa tygodnie. Jednak od bycia faworytem do zwycięstwa czeka go droga niekrótka i niełatwa. Na pewno jednak  krótsza niż jego kontrkandydata…

*tekst ukazał się na stronie Wprost.pl (30.06.2020)

 

Blog

Zapomniana okupacja

Posted on

Minęło właśnie 75 lat od … najazdu Czechosłowacji na Polskę! To nie żart. Tak naprawdę było. 10 czerwca 1945 roku oddział pancerny czechosłowackiej armii wtargnął do przygranicznego powiatu raciborskiego i przez sześć dni okupował stację Chałupki na linii kolejowej Racibórz-Bohumin. Gdy się wycofał, Czechosłowacja ruszyła na też przygraniczną Ziemię Kłodzką: przez pięć dni operował tam, na północ od Międzylesia, czechosłowacki pociąg pancerny. W trakcie tej okupacji nastąpiła nota ówczesnego rządu w Warszawie, który zaprotestował przeciwko „brutalnym metodom eksterminacji polskiego żywiołu na Zaolziu”. Rzeczywiście, Czechosłowacja wykorzystując zamieszanie po dopiero co zakończonej – w Europie, bo w Azji trwała jeszcze przez cztery miesiące – II wojnie światowej. Praga powtórzyła ten sam manewr, co równo ćwierć wieku wcześniej, gdy wykorzystując dramatyczna sytuację Polski walczącej o życie ze Związkiem Sowieckim, gwałcąc wcześniejsze umowy międzynarodowe, zajęła Zaolzie oraz dokonała okupacji zagłębia przemysłowego w Ostrawie.

Czeski nóż w plecy

Te haniebne fakty dokonane uszły ówczesnej Czechosłowacji płazem, bo II Rzeczpospolita prowadziła wojnę na kilku frontach: z Armią Czerwoną, z Ukraińcami, wreszcie z Niemcami – w praktyce, choć nieoficjalnie – bo wspierała przecież wszystkie trzy Powstania Śląskie, a także Powstanie Wielkopolskie. Gdy z kolei my, wykorzystując sytuację międzynarodową – tak, jak Czechosłowacja 18 lat wcześniej, w 1938 roku z powrotem przejęliśmy Zaolzie, to do dzisiaj szereg ekspertów od siedmiu boleści, łże-historyków i pseudo-dziennikarzy przedstawia zajęcie przez państwo polskie Zaolzia jako przejaw nacjonalizmu i rzekomej umowy z Hitlerem, kompletnie przemilczając w jakich okolicznościach to samo Zaolzie straciliśmy: po agresji Czechów, gdy Armia Czerwona maszerowała na Warszawę i wszystkie polskie siły koncentrowano do obrony przed bolszewikami.

Zatem w 1945 roku mieliśmy powtórkę nie tyle z rozrywki, co z eksterminacji Polaków na Zaolziu. Stąd też władze w Warszawie, chcąc, nie chcąc, oficjalnie zapowiedziały „podjęcie wszelkich środków w celu zapewnienia obrony ludności polskiej”. Ba, nawet – o czym mało kto już dziś pamięta – nastąpiła koncentracja wojsk polskich w rejonie Cieszyna.

Oczywiście, jak to historii bywało wcześniej w roli sędziego i rozjemcy wcielili się Związek Sowiecki i osobiście Stalin.

Zaolzie 1920 i 1945 – „Świat się dowiedział, nic nie powiedział”…

Gdy piszę te słowa w Brukseli, mija dokładnie 75. rocznica… „rokowań” w Moskwie: podczas czterodniowych negocjacji Kreml skwapliwie, w ramach starorzymskiej zasady „divide et impera” jakoś tak „godził” Polskę i Czechosłowację, żeby pokazać kto tu rządzi i od kogo wszystko w tym regionie zależy.

Rosjanie bowiem już wcześniej, a konkretnie sowiecki komendant Zaolzia, wsparły władze czeskie w zlikwidowaniu spontanicznie powstałej polskiej Tymczasowej Rady Narodowej Zaolzia. Ten czechosłowacko-sowiecki sojusz zlikwidował również polską administrację i oddziały porządkowe, powiedzmy: coś na kształt „paramillicji”. Czechosłowacka straż graniczna obsadziła dawną granicę Czechosłowacji i Polski sprzed 1 października 1938 roku. Co więcej, przystąpiono do usuwania Polaków przybyłych na Zaolzie po październiku tegoż roku 1938. Nasi rodacy na Zaolziu zostali poddani rozmaitym represjom. Nie dopuszczono do uruchomienia polskich szkól, usuwano Polaków z mieszkań. Strona polska mogła zapewnić jedynie wsparcie moralno-propagandowe poprzez … audycje Radia Katowice.

W tym samym czasie, czyli w maju 1945 roku, Czechosłowacja podniosła oficjalnie roszczenia terytorialne wobec części Górnego Śląska z Głubczycami oraz Raciborzem, a także Ziemi Kłodzkiej. Przybrało to ramy organizacyjne: w mieście Nachod, 5 kilometrów od granicy z Polską powstał „Narodni Vybor pro uzemi Kladsko” czyli „Rada Narodowa dla Ziemi Kłodzkiej”. W stolicy, Pradze zainagurowano działalność ogólnoczeskiego Związku Przyjaciół Kłodzka – „Svaz Pratel Klatzka”.

Kulminacja antypolskich działań z likwidacją oddolnie powstałych polskich struktur nastąpiła przy jednoznacznym poparciu Sowietów 9 maja 1945 roku. Być może nie przypadkiem uczyniono to w dniu zakończenia II wojny światowej, kiedy oczy świata skierowane były na Berlin i nikt nie zamierzał nawet pisnąć w obronie naszych rodaków. Rodaków , którzy na Zaolziu i w 1920 i w 1945, mimo 18 lat czechosłowackich antypolskich rządów, stanowili większość. „Świat się dowiedział, nic nie powiedział”…

„Pact Sovietica” czyli Moskwa rządzi i dzieli…

Gdy parę lat temu prezydent Putin zaprosił do rosyjskiego Soczi prezydentów dwóch państw Kaukazu Południowego (nie używajmy nazwy rosyjskiej: Zakaukazie!) – Armenii i Azerbejdżanu, którzy przez kilka dni prowadzili krwawą wymianę ognia w rejonie Górskiego Karabachu (nie używajmy rosyjskiej nazwy: Nagorno-Karabach!) będącego przedmiotem sporu między Erywaniem(nie używajmy rosyjskiej nazwy: Erewań!), a Baku – można było pomyśleć o sytuacji sprzed ponad 70 lat, gdy poprzednik Putina, Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili, pseudonim partyjny „Stalin” władczo dzielił sporne tereny między Polską a Czechosłowacją. Moskwa wtedy opowiedziała się ostatecznie, aby cały „poniemiecki” Śląsk objęła administracja polska, zaś Zaolzie – czechosłowacka. Przy okazji jednak dał obu stronom namiastkę wyboru: uznał, że gdy Polska i Czechosłowacja dogadają się sprawie kwestii terytorialnej bądź wymiany części terytorium, to Kreml w to nie będzie ingerować. Wyszło na to samo, bo i Warszawa i Praga podtrzymały swoje żądania: Czechosłowacja wobec części Górnego Śląska i Ziemi Kłodzkiej, a Polska wobec Zaolzia.

Zakończyło się więc tak, że mimo akcji militarnych, politycznych, propagandowych (i represji wobec Polaków zna Zaolziu ) wszystko wróciło do „statusu quo ante”. Taki był po prostu „Pact Sovietica”. Skądinąd Czesi być może właśnie dlatego zaatakowali polskie terytorium, aby zachować „status quo” w postaci Zaolzia po ich stronie, oczywiście za pełna zgoda Moskwy…

Po latach można się zastanawiać dlaczego komunistyczne władze w Warszawie oficjalnie ostro protestowały przeciwko dyskryminacji Polaków na Zaolziu oraz skoncentrowały wojska wokół Cieszyna? Otóż, jak się wydaje, „twarde” stanowisko władz w Warszawie w sprawie Zaolzia miało być sygnałem, że jest to „polski rząd” i walczy o to samo, o co walczyły tez i rządy II Rzeczpospolitej. Miało to w oczach Polaków „spolonizować” rząd premiera Edwarda Osóbki – Morawskiego z komunistycznej PPR, a jednocześnie zmobilizować społeczeństwo polskie i skupić je wokół „patriotycznej” Polskiej Partii Robotniczej.

Zapewne komuniści w Warszawie chętnie by dokonali zamiany oddając Kłodzko, Racibórz i Głubczyce, aby w zamian otrzymać zamieszkałe głównie przez Polaków Zaolzie. Jednak scenariusz pisany w Moskwie był inny…

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (29.06.2020)

Blog

75 lat temu w Moskwie: „Proces Szesnastu”

Posted on

21 czerwca upłynęła 75. rocznica zakończenia „Procesu Szesnastu” czyli farsy sądowej, którą władze sowieckie zgotowały przywódcom Polskiego Państwa Podziemnego. Porwani w końcu marca 1945 roku z terytorium Polski, wywiezieni do Moskwy, jak to „biała Rosja” czyniła już w II połowie XVIII wieku, zostali skazani po to, aby wysłać czytelny sygnał polskiemu społeczeństwu, a także państwom Zachodu, że tylko Sowiety, prawem kaduka, mogą decydować o życiu i śmierci politycznych elit Polski i innych krajów podbitych.

Szesnastu Wspaniałych

Warto przypomnieć nazwiska ludzi, którzy stanęli przed sowieckim „sądem” tylko dlatego, że wypełniali powinność wobec własnego kraju i współtworzyli polską elitę polityczną. Byli to: 1) generał Leopold Okulicki – „Niedźwiadek”, ostatni dowódca Armii Krajowej, Komendant Sił Zbrojnych w Kraju, Komendant Główny organizacji „NIE”, 2) Jan Stanisław Jankowski – wicepremier, delegat Rządu RP na Kraj, działacz Stronnictwa Pracy, z zawodu inżynier chemik, 3) Adam Bień – pierwszy zastępca delegata Rządu RP na Kraj, ludowiec, do władz polskiego Państwa Podziemnego rekomendowanych przez Stronnictwo Ludowe „Roch”, członek Krajowej Rady Ministrów, z zawodu prawnik, 4) Stanisław Jasiukowicz (jego sylwetkę przedstawiłem w artykule: „Bez reszty oddany sprawie narodowej” w „GPC” z dnia 10 czerwca 2020) – zastępca Delegata Rządu na Kraj, minister do Spraw Kraju, wiceprezes Stronnictwa Narodowego, doktor ekonomii politycznej, 5) Kazimierz Pużak – przewodniczący Rady Jedności Narodu (parlament Polski Podziemnej), współtwórca i przywódca Polskiej Partii Socjalistycznej – „Wolność, Równość, Niepodległość” (PPS- WRN), z zawodu prawnik, 6) Kazimierz Bagiński – wiceprzewodniczący Rady Jedności Narodu (RJN), wiceszef Stronnictwa Ludowego (SL), 7) Aleksander Zwierzyński – wiceprzewodniczący RJN, prezes Stronnictwa Narodowego, z zawodu dziennikarz, 8) kapitan Eugeniusz Czarnowski – członek RJN, żołnierz AK, prezes Zjednoczenia Demokratycznego, z zawodu ekonomista, 9) Józef Chaciński – członek RJN, prezes Stronnictwa Pracy, z zawodu adwokat, 10) Stanisław Mierzwa – członek RJN, reprezentujący w Radzie Stronnictwo Ludowe, z zawodu adwokat, 11) Zbigniew Stypułkowski – członek RJN, przedstawiciel Stronnictwa Narodowego w Radzie, sekretarz generalny Tymczasowej Narodowej Rady Politycznej czyli politycznej struktury nad Narodowymi Siłami Zbrojnymi (NSZ), z zawodu adwokat, 12) Franciszek Urbański – członek RJN, przedstawiciel Stronnictwa Pracy w Radzie, z zawodu urzędnik, 13) Stanisław Michałowski – członek RJN, wiceprezes Zgromadzenia Demokratycznego, z zawodu prawnik, 14) Kazimierz Kobylański – członek RJN, przedstawiciel Stronnictwa Narodowego w Radzie, członek sztabu Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW), z zawodu inżynier, 15) Józef Stemler – wiceminister w Departamencie Informacji delegatury RP, członek Polskiego Czerwonego Krzyża (PCK), z zawodu pedagog.

Szesnastą osoba aresztowaną był Antoni Pajdak – minister do Spraw Kraju i III zastępca delegata Rządu RP, działacz PPS, który jednak nie przyznał się do winy podczas śledztwa i dlatego nie skazano go w trakcie procesu „16”, tylko w innym tajnym procesie pięć miesięcy później. Był też, dziś zupełnie zapomniany, jeszcze jeden przywódca Polskiego Państwa Podziemnego, który na umówione spotkanie pod Warszawą w willi w Pruszkowie nie dotarł, a którego aresztowano po dwóch godzinach na dworcu kolejowym w Piotrkowie Trybunalskim i którego też wywieziono do Związku Sowieckiego. Był to Bolesław Biega, dyplomata, działacz Stronnictwa Pracy. Najlepszym posumowaniem moskiewskiego „procesu” były słowa umieszczone w lewicowej „Tribune” przez wybitnego brytyjskiego pisarza o niewątpliwie socjalistycznej proweniencji Georga Orwella, który napisał: „Polacy zostali oskarżeni o to, że usiłowali zachować niepodległość własnego państwa, jednocześnie przeciwstawiając się narzuconemu ich krajowi marionetkowemu rządowi, jak również o to, że pozostali wierni rządowi w Londynie, który był w tym czasie uznawany przez cały świat, wyjąwszy ZSRR”.

„Oskarżcie także wolność, nieznane wam słowo”

Amerykański „Time” przyznał, że w żadnym sądzie w USA nie mógłby zapaść wyrok skazujący któregokolwiek z 16 przywódców, ponieważ świadkowie mówiący o atakach polskiego podziemia na Armię Czerwoną nie wiązali ich bezpośrednio w żadnym z oskarżonych Polaków. „Time” podsumował to w ten sposób: „Ale w tej sprawie chodziło nie tyle o przestępstwo, ile o politykę”.

W moskiewskim więzieniu NKWD na Łubiance polskich przywódców intensywnie przesłuchiwano i „preparowano” do pokazowego „procesu”. W maju 1945 generał Leopold Okulicki rozpoczął głodówkę. W akcie oskarżenia znalazły się zarzuty o stworzenie oddziałów zbrojnych AK… na tyłach Armii Czerwonej, stworzenie organizacji wojskowo-politycznej „NIE”, działalność terrorystyczną, dywersyjną i szpiegowską, pracę nielegalnych radiostacji radioodbiorczych na tyłach Armii Czerwonej oraz bijący rekordy kuriozalności zarzut przygotowywania wystąpienia zbrojnego w bloku… z Niemcami przeciwko ZSRR. Sowieccy prokuratorzy stwierdzili … nielegalność AK, Rady Jedności Narodu i Rady Ministrów na Kraj!

Proces wyglądał następująco: po transporcie z Łubianki w gmachu sądu podsądni usiedli na podium a przed nimi twarzą w twarz, zostali rozlokowani strażnicy z karabinami z nastawionymi bagnetami. Na salę zaproszono dziennikarzy oraz wybranych dyplomatów z USA i Wielkiej Brytanii. Wyroki były ze względów propagandowych „niskie”, choć rzeczywisty los skazanych był znacznie gorszy. I tak generał Okulicki dostał 10 lat, a po 1,5 roku, w wigilię 1946 został zamordowany w więzieniu na Butyrkach w Moskwie. Wicepremier Jankowski – 8 lat, a na dwa tygodnie przed uwolnieniem, w marcu 1953 roku zmarł w więzieniu we Włodzimierzu (najprawdopodobniej zamordowany). Stanisław Jasiukowicz usłyszał wyrok 5 lat, a po roku zmarł w moskiewskim więzieniu. Przewodniczącego Pużaka z więzienia zwolniono w listopadzie 1945, wrócił do Polski, odmówił wyjazdu z Ojczyzny, aresztowany ponownie w PRL w 1947roku, po trzech latach zmarł w więzieniu w Rawiczu. Do emigracji zmuszono: Bagińskiego, Stypułkowskiego i Biegę. Siedem kolejnych lat w więzieniu spędził za działalność w PSL mecenas Mierzwa.

Ci ludzie walczyli z Niemcami, a skazywał ich kraj, który przez pierwsze dwa lata z Niemcami kolaborował. I to Berlin zrezygnował z tego sojuszu, a nie Moskwa.

„Proces 16” najlepiej podsumował nie polityk, nie historyk, nie dziennikarz, a poeta Kazimierz Wierzyński w wierszu „Na proces moskiewski” pisał: „Oskarżajcie nas wszystkich, nie tylko szesnastu,/Sądźcie poległych w grobie, to też winowajcy,/ Sądźcie szkielet, co z wojny pozostał się miastu,/ Gdy wyście jeszcze z diabłem kumali się, zdrajcy./ Oskarżcie także wolność, nieznane wam słowo,/Ten odwieczny zabobon, co zawsze nas dzieli,(..) / My przyjmiemy wasz werdykt. Nie zdoła was zawieść/ Polska pamięć i długie pokoleń wspomnienia (…)”.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (23.06.2020)

Blog

Dumni z Polski

Posted on

Jestem dumny z tego, że jestem Polakiem. Gdy polski papież Jan Paweł II pojechał w jedną ze swoich pierwszych zagranicznych pielgrzymek – do USA (druga była do Polski) to witali go nasi rodacy w koszulkach właśnie z takich napisem „I’m pround to be Polish”. Bo duma z polskości nie ogranicza się do ludzi mieszkających na terytorium RP. Bo w jakimś sensie Polska i polska kultura jest wszędzie tam, gdzie są Polacy.

Jestem dumny z tego, że mój kraj rozwija się gospodarczo, że od dłuższego czasu jest liderem w Unii Europejskiej, gdy chodzi o wzrost PKB na głowę mieszkańca, że rozwijamy się szybciej niż kraje od nas większe. Jestem dumny, że moje państwo, mój naród poradziły sobie z koronawirusem znacznie lepiej niż szereg krajów w Europie i poza nią – świadczą o tym choćby statystyki zgonów na milion mieszkańców, gdzie nasza ojczyzna ma od kilku do dwudziestu kilku razy mniejszą śmiertelność niż zdecydowana większość państw UE. Jestem dumny z tego, że w Polsce ludzie – dzięki niezależnym mediom i braku autocenzury – mówią, co chcą, nie zważając na obowiązujące w Ameryce czy UE obcęgi politycznej poprawności. Jestem dumny z tego, że w mój kraj, obok Grecji, jest jednym z dwóch w Unii, gdzie wartości rodzinne są najwyżej cenione. Jestem dumny, że rola Polski w świecie rośnie. Wierzę, że dalej będę miał powody do takiej dumy.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (27.06.2020)

Blog

Jak najczęściej na zawodach sportowych słuchać “Mazurka Dąbrowskiego”…

Posted on

Zapraszam do lektury wywiadu, którego udzieliłem tygodnikowi “Słowo Sportowe”, który od lat ukazuje się we Wrocławiu. Rozmowę przeprowadził red. Waldemar Niedźwiedzki.

 Skąd Twoje zainteresowanie sportem, czy to rodzinna tradycja? 

– Sportem pasjonowałem się od dziecka. Nie tylko w sensie uganiania się do upadłego za piłką na podwórku – bo to też, ale także juz w drugiej i trzeciej klasie podstawówki rozczytując się w historiach o wielkich polskich sportowcach, mistrzach olimpijskich czy Europy . Wtedy skądinąd jeszcze mistrzostw świata w wielu dyscyplinach nie rozgrywano- pojawiły się w latach 1970-ch ,np. bokserskie czy 1980-ch -lekkoatletyczne. Czytałem też o polskich sportowcach, którzy podczas okupacji niemieckiej stali się żołnierzami Polskiego Państwa Podziemnego i nieraz oddawali swoje życie za ojczyznę jak Janusz Kusociński, Helena Marusarzówna, Eugeniusz Lokajski, Józef Noji, czy Bronisław Czech. To mnie kształtowało. Dopiero po latach ojciec opowiadał mi, jak po opuszczeniu stolicy po Powstaniu Warszawskim przez całą naszą rodzinę, znalazł się w Częstochowie i tam, już po wojnie jako 11-12 letni chłopiec oglądał zawody żużlowe na torze usypanym z hałd tamtejszej huty Hankego ,później nazwanej huta imienia Bieruta. Można więc powiedzieć, że w polskim sporcie zakochałem się jako uczeń pierwszych klas podstawówki. Zresztą wtedy my wszyscy graliśmy w kapsle, odtwarzając kolarski Wyścig Pokoju, w którym – przynajmniej na naszych chodnikach – zawsze wygrywał, jak nie Szurkowski to Szozda i jak nie Szozda to Tadeusz Mytnik. Już jako dorosły człowiek poznałem i Ryszarda Szurkowskiego i Tadeusza Mytnika, z którym do dzisiaj utrzymuję kontakt. A Ty, Waldku, pewnie też grałeś w kapsle?

Należysz do działaczy politycznych, którzy są autentycznymi działaczami sportowymi (nie identyfikujesz się z ta dziedziną życia wyłącznie w chwili dużych sukcesów). Co Ci daje sportowe społecznikostwo?

– Sport to moja pasja. To moje przeznaczenie. To mój żywioł. Kiedy zadałeś to pytanie, przypomniał mi się wywiad najstarszego prezydenta RP hr. Edwarda Raczyńskiego, który objął Funkcję Głowy państwa mając 88 lat, który zapytany czym jest dla niego patriotyzm odparł, że to tak, jakby jaskółki pytać czym dla niej jest powietrze… To też jest moja odpowiedź na Twoje pytanie o sport.

 Interesujesz się wszystkimi dyscyplinami sportu, ale szczególnie upodobałeś sobie dwie: żużel i siatkówkę. W speedway’u pełniłeś m.in. funkcję prezesa WTS-u Wrocław (właściciela drużyny 4-krotnego mistrza kraju), obecnie sprawujesz patronat nad wieloma imprezami, także międzynarodowymi. W siatkówce kibicowałeś jeszcze grającej w ekstraklasie wrocławskiej Gwardii, teraz zasiadasz na fotelu wiceprezesa Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Dlaczego właśnie te dyscypliny?

– Siatkówka to dla mnie sport olimpijski „numer jeden”- a żużel sport nieolimpijski „numer jeden”. Siła rzeczy jako wiceprezes PZPS do spraw międzynarodowych najwięcej zajmuję się tą dyscypliną. Nie chodzi tylko o wymiar sportowy, ale także organizacyjny, bo Polska w najbliższych latach będzie organizować wielkie międzynarodowe imprezy siatkarskie rangi mistrzowskiej , które będą nie tylko promocją siatkówki, ale także promocja naszego kraju. Chodzi o Mistrzostwa Europy mężczyzn w 2021 roku– warto podkreślić, że jesteśmy ich gospodarzem po raz drugi w ciągu czterech lat! – oraz siatkarskie Mistrzostwa Świata kobiet za dwa lata.

 Polscy żużlowcy to wiodąca siła w światowym spedway’u, siatkarze są mistrzami globu. Czujesz radość, satysfakcję?

– Na żużlowy pokład zaprosili mnie kiedyś Andrzej Rusko i Krysia Kloc. Był to rok 1997. Przez osiem lat byłem prezesem i wiceprezesem „Sparty”, odszedłem w 2005 roku, ale cały czas staram się pomagać naszemu klubowi. Zresztą miłość do speedwaya zaszczepiłem mojemu najstarszemu synowi, Przemysławowi, który od lat jest w Radzie Nadzorczej WTS, będąc zresztą już trzecią kadencję posłem na Sejm RP, reprezentującym Ziemię Wrocławską i członkiem Komisji Sportu. Ja natomiast, gdy chodzi o „czarny sport” koncentruję się na wspieraniu imprez międzynarodowych rangi mistrzowskiej organizowanych przez Polaków lub w Polsce: piąty rok z rzędu jestem Patronem Honorowym Indywidualnych Mistrzostw Europy Seniorów SEC (w tym roku w związku z koronawirusem odbędzie się wyjątkowo pięć turniejów – wszystkie w Polsce: dwa w Toruniu, jeden w Bydgoszczy, jeden w Gnieźnie, jeden w Rybniku )oraz Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów (w tym roku przez pandemię nie cztery turnieje, tylko jeden -jesienią w Pardubicach). A także od lat patronuję takim turniejom, jak Złoty Kask, IMME (Indywidualne Międzynarodowe Mistrzostwa Ekstraligi), zaś ostatnio również nowym: żużlowe Mistrzostwom Europy na lodzie oraz Drużynowym Mistrzostwom Europy Juniorów (oba zawody odbędą się w Polsce) czy Indywidualnym Mistrzostwom Pierwszej Ligi. Na pokład siatkarski zaproszono mnie jesienią 2016 roku, w 2017 zostałem członkiem zarządu PKOl z ramienia Polskiego Związku Piłki Siatkowej, następnie członkiem prezydium PKOl, a w kwietniu 2018 wiceprezesem PZPS. Wierzę – i pracuje nad tym-żeby obie te dyscypliny dały polskim kibicom możliwość jak najczęściej wysłuchiwania najpiękniejszej melodii świata czyli „Mazurka Dąbrowskiego”.

Tak, jasne, ze bardzo się cieszę z tych sukcesów, ale jak mówił Józef Piłsudski: „zwyciężyć i spocząć na laurach — to klęska”. Trzeba cały czas pracować, aby bronić najwyższych pozycji Biało-Czerwonych w obu dyscyplinach. Słowem: trzeba myśleć o przyszłości, a nie tylko cieszyć się teraźniejszością. Mamy w Polsce dyscypliny niegdyś bardzo medalodajne, na topie, które miały olbrzymie sukcesy i je słusznie celebrowały, ale nie potrafiły zapewnić ich kontynuacji. To dla mnie i przestroga i zachęta do bardzo intensywnych działań, aby myśleć o rozwoju, szkoleniu młodzieży, o tym, co będzie, a nie tylko o tym, co jest. Tylko taka jest recepta na sukcesy w przyszłości.

Siatkarze na topie, coraz bliżej światowej czołówki są też nasze siatkarki. Kiedy nawiążą do sukcesów złotej drużyny Niemczyka?

 – Polskie siatkarki już są na topie! Jeżeli na Mistrzostwach Europy wchodzą do pierwszej czwórki – po raz pierwszy od 10 lat i jeżeli w ostatniej edycji światowej Ligi Narodów zajmują piąte miejsce na globie, a rok wcześniej też są w pierwszej dziesiątce – to już są częścią światowej czołówki. Ale oczywiście chcemy, żeby były na samym szczycie, stąd skutecznie powalczyliśmy o organizację Mistrzostw Świata kobiet, które będą zorganizowanie w Polsce i Holandii w 2022 roku . To stworzy pozycję dla Biało-Czerwonych do ataku o najwyższe laury i jeszcze lepszą pozycję w rankingu światowym, co będzie ważne przed kwalifikacjami do Igrzysk Olimpijskich w 2024 w Paryżu. Mamy młodą drużynę z kilkoma gwiazdami na światowym poziomie, jak Joanna Wołosz, Malwina Smarzek-Godek, wschodząca gwiazdę Magdalenę Stysiak. Coraz więcej naszych siatkarek gra w najlepszej europejskiej lidze czyli lidze włoskiej. Ale kapitan reprezentacji Polski Agnieszka Kąkolewska właśnie wróciła do naszej Tauron Ligi, która tak jak kiedyś staje się europejską czołówką. Zresztą świadczy o tym miejsce w pierwszej czwórce Pucharu CEV „Chemika” Police – szkoda, że nie rozegrano finałów, bo czwarta drużyna z ubiegłego sezonu w polskiej lidze i tegoroczne mistrzynie Polski miały ogromną szansę na wygranie tego Pucharu. Świetnie spisuje się też młodzież, bo w ostatnich mistrzostwach Europy juniorek Polki wielu latach przerwy zdobyły medal ,zreszta po heroicznym boju przegrywając 2 – 3 półfinał z Rosją. Przy okazji gratuluję Małgorzacie Glince wygranej w plebiscycie na najlepszą polską siatkarkę ostatniego 20-lecia. Była MVP Mistrzostw Europy, Ligi Mistrzyń, Pucharu CEV, 2-krotna złota medalistka mistrzostw Europy i 286-krotna reprezentantka Polski na pewno na to zasłużyła, choć szkoda, że nie było możliwości sklasyfikowania eq aequo dwóch zawodniczek naraz na pierwszym miejscu, bo można by w ten sposób uhonorować Katarzynę Skowrońską-Dolatę.

Twoje typy na: indywidualnego mistrza świata na żużlu anno 2020 i podium igrzysk olimpijskich w Tokio.

– Bardzo wierzę, że tytuł obroni wspaniały i jednocześnie bardzo skromny Bartek Zmarzlik, pilny uczeń innego mistrza świata Tomasza Golloba – byłby to jego trzeci medal Grand Prix, bo przecież ma jeszcze brąz z GP z 2017 roku. Ale wierzę też w świetną jazdę innych Biało-Czerwonych. Co do podium IO w Japonii to po pierwsze chciałbym, aby te Igrzyska się odbyły, a są przecież różne głosy na ten temat. Po drugie – chciałbym, aby odbyły się z publicznością. Po trzecie – chciałbym, żeby Polacy po raz pierwszy od 41 lat od IO w Moskwie byli w pierwszej czwórce. A po czwarte – chciałbym, żeby po 45 latach znów zdobyli olimpijskie złoto. Ale oczywiście Brazylia, USA, Rosja i Francja też chcą tego samego.

Od lat mieszkasz w Warszawie (i trochę w Brukseli), czy mimo to ciągle czujesz się choćby po części wrocławianinem?

– Tak, czas dzielę między Brukselę – sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu nie ma do września – a Warszawę, w której zostałem po raz czwarty z rzędu wybrany do PE. Skądinąd jest zresztą tylko pięciu polskich europosłów, którzy w europarlamencie są od pierwszych wyborów do PE w naszym kraju czyli od 2004 roku – jestem jednym z nich. Jednak cały czas czuję się Wrocławianinem, cały czas mam bardzo emocjonalny związek z naszym miastem i Dolnym Śląskiem i cały czas czuje się związany z wrocławskim środowiskiem sportowym, w którym przez dziesiątki lat funkcjonowałem.

Blog

Banery prezydenta Dudy zrywane jak nigdy …

Posted on

I tuż przed ciszą wyborczą „jeszcze jeden wywiad dzisiaj”: dla Telewizji Republika, w programie „W punkt”. Rozmawiała ze mną Katarzyna Gójska.

Witam bardzo serdecznie, Pan europoseł Ryszard Czarnecki, Prawo i Sprawiedliwość, czy wszystko jest teraz w porządku?

– Jest znakomicie, słyszę Panią doskonale, mam nadzieję, że wynik wyborów też będzie świetny.

No, ale to już jest temat w zasadzie naszej rozmowy może nie sam wynik, jaki będzie, bo nie będziemy dzisiaj wróżyć z fusów, wybory za tydzień, niecały tydzień. Pan prezydent Andrzej Duda niemalże w drodze do Stanów Zjednoczonych zdaje się, że jutro pan prezydent Andrzej Duda wylatuje, tam spotkanie z panem prezydentem Donaldem Trumpem, dzisiaj rozmowa z sekretarzem generalnym NATO, kancelaria prezydenta podkreśla, że charakter tej wizyty jest z jednej strony, jest jakby czysto… dotyczy relacji czysto polsko-amerykańskich, ale z drugiej strony pan prezydent jedzie tam również jako przedstawiciel NATO i będzie o sprawach Paktu Północnoatlantyckiego rozmawiał. Proszę powiedzieć, jak Pan ocenia reakcję na wizytę, na zapowiedź wizyty, bo jeszcze samej wizyty nie było, na zapowiedź wizyty pana prezydenta Andrzeja Dudy w Białym Domu w Waszyngtonie, politycy opozycji w tym pan Rafał Trzaskowski, wzywają pana prezydenta do tego, żeby nie zaciągał żadnych zobowiązań w imieniu Polski, nie podejmował żadnych zobowiązań, bo jak mówi i to dzisiaj mówił między innymi Borys Budka „sprawy polskie załatwia się w Polsce, a nie poza granicami”.

– To coś nowego, bo wydawało mi się do tej pory, że politycy opozycji – „jak nie ulica, to zagranica” – bardzo często w ostatnich latach szukali pomocy w Brukseli, w Strasburgu, także w Berlinie czy Paryżu i podchwytywali wszystkie niechętne Polsce, polskim władzom komentarze różnych polityków czy środowisk politycznych w Europie i poza nią. Natomiast ja rozumiem, że kampania wyborcza ma swoje prawa, ale to naprawdę jest wielka rzecz, wielka sprawa, że prezydent mocarstwa „numer 1” na świecie, przyjmuje jako pierwszą głowę państwa, pierwszego przywódcę od przeszło trzech miesięcy, od początku pandemii na świecie, w USA, właśnie polskiego prezydenta. To jest gigantyczny sukces i oczywiście, że prezydent Rzeczpospolitej dr Andrzej Duda nie jedzie tam jako turysta, jedzie jako głowa państwa, jako polityk, który będzie rozmawiał o konkretach, o interesach, polskich interesach, tak jak prezydent Trump będzie bronił amerykańskich. Co znaczy naszych zobowiązań ? Oczywiście jest takie pojęcie ”common interest”, wspólny interes i o tym będą mówić prezydenci obu tych państw : lidera świata i lidera na pewno naszego regionu Europy. Pani Redaktor powiedziała, że występuje prezydent Duda-  i stąd ta dzisiejsza konsultacja telefoniczna sekretarza generalnego NATO z polskim prezydentem – występuje jako przedstawiciel europejskiej części NATO, ale także w sposób oczywisty, występuje jako szef pewnej koalicji regionalnej, tej tak zwanej „nowej Unii” czy może nawet szerzej : Trójmorza . To jest bardzo znaczące i oczywiście ja bym chciał, żeby ta rozmowa nie była…

No właśnie, ja wejdę panu w słowo, ja wiem, że troszkę sobie przeszkadzamy, bo i jesteśmy w połączeniu takim telekomunikacyjnym, stąd te opóźnienia, ale dzisiaj na antenie radiowej „Jedynki” pan profesor Krzysztof Szczerski mówił, że gdy tylko pojawiła się informacja, że prezydent Andrzej Duda będzie w Waszyngtonie, będzie rozmawiał z Donaldem Trumpem to do pana prezydenta, do Kancelarii Prezydenta zwrócili się przedstawiciele państw naszego regionu Europy i też jakby starali się przedstawić swoje różne oczekiwania, swoje różne spostrzeżenia, komentarze do tego, co w tej chwili dzieje się na świecie, także tę misję jako reprezentanta naszej części regionu również pan profesor Krzysztof Szczerski dzisiaj podkreślał, ale ja bym chciała Pana zapytać o ten kontekst polityczny, bo te apele opozycji i pana kandydata Rafała Trzaskowskiego, one są bardzo jednoznaczne i tak rzeczywiście są te apele, o to żeby pan prezydent nie podejmował żadnych zobowiązań, rozumiem nie podpisywał żadnych porozumień w Stanach Zjednoczonych, czyli w zasadzie pojechał tam rozumiem tylko towarzysko, bo zawsze oczekuje się, że wizyta szczególnie głowy państwa będzie wiązała się z jakimiś efektami, że będą jakieś efekty wymierne tej wizyty, no bo jak ich nie ma to jest problem, natomiast jest jeszcze jeden aspekt, dlatego że jest tak, że Platforma z jednej strony mówi, że obecność wojsk amerykańskich, to ich zasługa, ale z drugiej strony mówią, że w tej chwili jakby nie ma co, że pan prezydent nie powinien w zasadzie zgadzać się na jakieś wzmocnienia wojsk amerykańskich w Polsce i politycy Platformy Obywatelskiej sugerują, rozumiem, że w tym już mają jakiś interes kampanijny, że pan prezydent Andrzej Duda będzie dążył do tego, żeby w Polsce była broń nuklearna.

– No, oczywiście każdy ma swoje tradycje : Platforma Obywatelska, przypomnę, ma tradycję, w której prezydent Rzeczpospolitej z PO, pan Komorowski mówił u bigosowaniu, mówił o polowaniach, mówił o specjalnych relacjach w małżeństwie między mężem a żoną – osłupiałemu prezydentowi Barackowi Obamie. Na szczęście, możemy być pewni, że takich wygłupów… takie wygłupy nie będą udziałem naszego polskiego prezydenta w tej chwili. Nie jedzie tam jako turysta polityczny, jedzie z konkretami i po konkrety, kwestie militarne, geopolityczne, energetyczne, to będzie klucz tej wizyty. Ja tylko przypomnę, Pani powiedziała, że Platforma sobie przypisuje obecność żołnierzy amerykańskich – na szczycie NATO w Newport w Walii, owszem stwierdzono, że żołnierze amerykańscy w Polsce będą, ale to miały być i były ilości śladowe. Tutaj także dzięki szczytowi NATO w Polsce, a po tej wizycie Donalda Johna Trumpa w Warszawie i potem wiceprezydenta Michaela Richarda Pence’a w Warszawie, ten kontyngent się rozrósł i dobrze. Oczywiście, żeby było jasne, pan prezydent będzie mówił szerzej o bezpieczeństwie w Europie, my chcemy, żeby żołnierzy amerykańskich było w Polsce jak najwięcej, ale także,podkreślam, żeby w Europie było jak najwięcej, nie jest interesie Polski, żeby Amerykanie wycofali żołnierzy z Niemiec, ale to też jest kwestia może przede wszystkim relacji dwustronnych Waszyngton-Berlin. Polska przyjmuje żołnierzy amerykańskich, będąc jednym z kilku krajów NATO, który spełnia ten wymóg 2% PKB na obronność, Niemcom brakuje prawie 0,7% do tego, więc nie dziwmy się, że te relacje amerykańsko-niemieckie są naprężone, a nasze są bardzo przyjazne, ale też konkretne.

Dobrze Panie Pośle, w takim razie jeszcze jedno pytanie, dotyczące tak naprawdę drugiej tury, my nie wiem w tym momencie czy do drugiej tury dojdzie, czy nie dojdzie, ona jest najprawdopodobniej…. do niej najprawdopodobniej dojdzie, no ale pewności nie mamy, dopiero jak pewnie poznamy rozstrzygnięcia głosowania z 28 czerwca, będziemy mieli pewność. Proszę powiedzieć, jak Państwo patrzą na tę drugą turę, ona może być niezwykle kłopotliwa dla pana prezydenta Andrzeja Dudy i dla Prawa i Sprawiedliwości, do tej pory zawsze było tak, że prezydent, że kandydat, który zwyciężał potem w drugiej turze i zostawał prezydentem, mógł liczyć na jakieś wsparcie innego kandydata. Pan prezydent Andrzej Duda pięć lat temu otrzymał takie być może nie do końca otwarte, ale jednak zupełnie czytelne wsparcie od Pawła Kukiza, który wówczas zdobył bardzo wysoki wynik wyborczy, zdaje się, że podczas tych wyborów będziemy mieli scenariusz taki, którego już się od dłuższego czasu spodziewamy, wszyscy przeciwko prezydentowi Andrzejowi Dudzie, pan marszałek Tomasz Grodzki, mówi, że odbył rozmowy… ze wszystkimi siłami politycznymi są one prowadzone i przynajmniej jeżeli wierzyć oświadczeniom pana marszałka Grodzkiego, no to od lewa do prawa, czyli od lewicy do narodowców wszyscy mają poprzeć Rafała Trzaskowskiego.

– Po pierwsze, nie sądzę, myślę, że Marek Jakubiak poprze na pewno prezydenta Andrzeja Duda, po drugie, myślę, że będą kandydaci, którzy we własnym interesie długofalowym nie będą chcieli poprzeć nikogo, do takich kandydatów np. będzie jednak należał pan Krzysztof Bosak. Natomiast, myślę, że ważniejsze są przepływy elektoratów, a nie oświadczenia poszczególnych kandydatów, bo wyraźnie widać, że zdecydowana większość elektoratu Konfederacji zagłosuje za obecnie pełniącym funkcję prezydenta i przyszłości, mam nadzieję Andrzejem Duda, wydaje się też, że wbrew pozorom np. to nie jest tak, że wszyscy wyborcy pana Hołowni będą głosować na Trzaskowskiego, bo jednak niemała część z nich popierała Hołownię, bo był czymś alternatywnym dla Platformy, część tych wyborców na pewno pozostanie w domach, wbrew pozorom też pewnie niewielkie poparcie będzie miał pan Biedroń, ale nie wszyscy wyborcy pana Biedronia poprą pana Trzaskowskiego, ja tu jestem większym optymistą, myślę też, że raczej większość wyborców Kosiniaka-Kamysza nie zagłosuje na pana Trzaskowskiego- albo zostaną w domach, a część z nich, podobnie jak to było pięć lat temu, na pana Adama Jarubasa, dzisiaj już zapomnianego kandydata na prezydenta ze strony PSL-u, zagłosuje na kandydata obozu patriotycznego, niepodległościowego, więc ja jestem ostrożnym optymistą. Ale uwaga, jeżeli mamy wygrać, to naprawdę potrzeba maksymalnej mobilizacji i wręcz nie tylko wieców, telewizji, banerów, które zresztą są zrywane jak nigdy, ja nie pamiętam takiej kampanii, a jestem od naprawdę wielu lat w polityce, żeby banery jednego kandydata były tak niszczone, jak pana Andrzeja Dudy, ale oprócz tego to wymaga masę rozmów osobistych, telefonicznych, o to apeluję, o to proszę, przekonywajmy nieprzekonanych -bo na platformersów to już za późno- nieprzekonanych i tych, którzy zapomnieli ile dostali od PiS-u…

Dowiemy się wieczorem, późnym wieczorem 28 czerwca w najbliższą niedzielę. Ryszard Czarnecki europoseł Prawa i Sprawiedliwości.

– Dziękuję.

Blog

Duda-Trump po raz 11 i „widmo antyamerykanizmu”

Posted on

To już mój czwarty dziś, publikowany tuż przed ciszą wyborczą, wywiad . Oto zapis rozmowy, którą przeprowadziła ze mną Telewizja „Republika”. Była to część audycji: „Polska na dzień dobry”, a wywiad przeprowadził red. Aleksander Wierzejski.

Telewizja Republika, witam, zapraszamy teraz do rozmowy z Ryszardem Czarneckim europosłem Prawa i Sprawiedliwości, dzień dobry Panie Pośle, witamy z Warszawy, pozdrawiam Brukselę.

– Witam, tak to prawda, witam Pana, witam Państwa z Brukseli, z Parlamentu Europejskiego.

 I jak padał u Pana deszcz? Czy deszcz pada w Brukseli? 

– Nie, jest w ostatnim czasie wyjątkowa pogoda, dobra pogoda, to jest pewna anomalia, ponieważ w Brukseli prawie zawsze pada deszcz, to stolica o największej liczbie dni deszczowych w Europie, większej niż Londyn.

U nas też bardzo dobra pogoda, deszcz pada co prawda nie teraz, ale będzie po południu, natomiast tej wody nam brakuje. W Waszyngtonie za to wczoraj było słońce 30°C, piękne obrazki, rozmowy dwóch prezydentów, jakie one wywarły wrażenie na politykach z Unii Europejskiej?

– W Brukseli było 36°C ale to, co ważne, to najważniejsze działo się w Waszyngtonie, myślę, że była to interesująca lekcja dla Brukseli, rozumianej nie tyle jako stolica Królestwa Belgii co jako stolica -nieformalna – Unii Europejskiej, albowiem w ostatnich latach za prezydentury Trumpa tak można powiedzieć, trawestując Karola Marksa „widmo antyamerykanizmu krążyło nad Europą” i to jest szczególnie widoczne, zwłaszcza ostatnio w wypowiedziach, działaniach prezydenta Francji i kanclerz Niemiec, myślę, że Niemcy bardzo żałują tego czasu ,gdy Barack Obama, poprzednik Donalda Trumpa, z Niemiec uczynił takiego pośrednika między Waszyngtonem a Unią Europejską. Te czasy się skończyły, w tej chwili USA po Brexicie zagrały na Polskę wyraźnie jako na ten kraj sojuszniczy „nr 1” w Unii, wokół którego skupiają się też ,co warto podkreślić- bo Amerykanie patrzą szeroko- skupiają się kraje tej bardziej proamerykańskiej części Europy ,a konkretnie naszego regionu. To pierwsza wizyta w czasie pandemii Głowy Państwa w Waszyngtonie, ale jak napisał brytyjski „Financial Times” jedenaste spotkanie prezydentów obu państw- z tego, co wiem to takiej częstotliwości nie ma nikt, ani z G7, ani z G20 i to pokazuje, że Polska się bardzo liczy i tutaj są też walory osobiste prezydenta Andrzeja Dudy, ale też pokazanie pewnej siły państwa, które nie musi być głaskane przez Berlin, Paryż, Brukselę, ale stało się punktem odniesienia dla USA i dla bardzo wielu krajów, nie tylko w Europie.

Panie Pośle odniesiemy się do tego, co Pan powiedział, jak to się stało, że na początku Niemcy stracili ten status oficjalnego amerykańskiego pośrednika na Europę?

– To jest dobre pytanie, ja tylko przypomnę, że mimo początkowo chłodnych relacji Merkel-Obama, to wynikało z tego, że Barack Obama przyjechał do Berlina jeszcze jako kandydat i został potraktowany jako „per noga” przez panią Kanclerz Merkel, bo ona wtedy uważała, że prawybory wygra Hilary Rodham Clinton, później, kiedy został prezydentem, on się nie interesował Europą, tak sobie powiedzmy, interesował się Pacyfikiem, Azją, Afryką… Europa go nudziła, on przeniósł teatr działań amerykańskich z Europy, poświęcił nasz region Europy, Polskę szczególnie, także naszych sąsiadów bałtyckich, złożył to na ołtarzu przyjaźni z Rosją, kupując ten sposób neutralność Federacji Rosyjskiej w kontekście Iranu i Palestyny. W zasadzie Berlin miał taki monopol na bycie mostem, między USA a Unią Europejską, to się skończyło i przypomnę jeszcze wypowiedzi, byłem na tej Konwencji Republikańskiej, tej ostatniej w Ohio, prezydenckiej, kiedy kandydat Donald John Trump bardzo krytykował Niemcy , krytykował także jako prezydent -elekt, potem jako prezydent, mimo że jego ojciec jest, jak podkreśla Niemcem, matka Szkotką. Trump był zły na Niemcy, że one konkurują ze Stanami, a jednocześnie czerpią z amerykańskiego parasola, gdy chodzi o bezpieczeństwo w Europie, dzięki temu mogą skupić się na gospodarce, nie spełniają tego limitu, tych 2% PKB na obronność. Będąc całkiem uczciwym tutaj, to trzeba przyznać, że nie tylko Niemcy, bo np. Włosi mają jeszcze dobrze ponad 0,1% poniżej Niemiec, o Hiszpanii nie mówiąc, która ma na granicy 1% wydatków na obronność . A więc nie tylko Niemcy, ale rzeczywiście Niemcy były tutaj tym adresem pretensji Trumpa, chociaż też trzeba powiedzieć z drugiej strony, że jeszcze rok temu szczyt NATO zdecydował, że jedno z dowództw NATO będzie w Niemczech, nowe dowództwo w Kentucky, w USA i drugie w Niemczech. Tutaj była taka polityka marchewki i bardziej werbalnego kija, no ,ale jednak zagrożenie sankcjami dla firm niemieckich, które będą kolaborować z rosyjskimi, to myślę, że jednak pewien efekt przyniosło. Jeszcze taki prezydent USA się nie zdarzył, który by tak otwarcie konfrontował się z Niemcami, co dla polskich interesów i dla pewnej równowagi sił w Unii Europejskiej , w Europie miało pewne znaczenie. A teraz prawdopodobnie wielu przywódców europejskich trzyma kciuki za Joe Bidena, a nie za Trumpa w wyborach, w pierwszy wtorek listopada.

Wspomniał Pan też, że prezydent Andrzej Duda, który pojawił się w Waszyngtonie, był oczywiście tam jako prezydent Polski, oczywiście uczestnik kampanii wyborczej, kandydat na kolejną kadencję, ale również reprezentant Europy Środkowo-Wschodniej, bo konsultował się wcześniej, chociażby z prezydentem Litwy przed wylotem do Stanów Zjednoczonych…

– Również były konsultacje polsko-ukraińskie na poziomie szefów kancelarii, szefów gabinetów w Kancelarii Prezydenta, zwracam tez uwagę na fakt taki, w Polsce może mało eksponowany, ale nie wiem czemu, mianowicie poniedziałkowe konsultacje prezydenta Dudy z sekretarzem generalnym NATO Norwegiem Stoltenbergiem. To jest tak, że Duda, można powiedzieć był reprezentantem europejskiej części Paktu Północnoatlantyckiego, to naprawdę ma duże znaczenie – a czas tej wizyty… Tu nie chodzi o wybory, tu chodzi o to, że to jest pierwsza głowa państwa przyjęta w Białym Domu przez prezydenta Trumpa w okresie pandemii, po drugie, częstotliwość tych spotkań, po trzecie ja powiem tak… Portret psychologiczny Donalda Trumpa jest taki, że to jest człowiek o bardzo wysokim ego, ja to podkreślam, ten człowiek ,może to trochę przypadek, że on był Warszawie, zaraz potem poleciał do Hamburga na szczyt G20 i w Polsce był przyjęty, przypominam, to było trzy lata temu, był przyjęty absolutnie entuzjastycznie, to nie była ustawka, Polacy witali prezydenta Ameryki jak swojego, witali bardzo przyjaźnie z sercem na dłoni, potem pojechał do Hamburga, gdzie demonstracje antyglobalistów z jednej strony, Hamburg się palił, a z drugiej strony był taki chłód od kanclerz Merkel, a First Lady, Pierwsza Dama nie mogła wyjść z hotelu, był on otoczony policją, która broniła tego hotelu przed demonstrantami, więc była taka zbitka u Donalda Trumpa, ta przyjazna jemu osobiście, Donaldowi Trumpowi Polska, bardzo proamerykańska, eksponująca to, co wspólne, także historie, no i te chłodne Niemcy i chłodna Europa Zachodnia, myślę, że ten element, taki personalny element o tym się nie mówi, ale również miał wpływ na pewne decyzje…Oczywiście amerykański prezydent broni amerykańskich interesów, chce jak najwięcej do Polski sprzedać, sprzedaje – tyle, że to jest „common interest”, to jest wspólny interes obu naszych państw.

Oczywiście o interesach za chwileczkę, ale teraz troszkę o poglądach i światopoglądzie, bo prezydent Donald Trump… zwykle jest tak, że wszystko, co mówi prezydent publicznie, jest bardzo starannie przygotowywane, przechodzi przez wiele sit, wiele różnych filtrów, tutaj mamy szefa amerykańskiej administracji, szefa rządu, który mówi o historii Polski tak, jak my sami o tym mówimy, o bohaterstwie, o poświęceniu, o walce za wolność, o wreszcie służbie, o tych podstawowych wartościach cywilizacji chrześcijańskiej – ja nie przypominam sobie, może prezydent Ronald Reagan, ale chyba jednak w mniejszym stopniu zwracał uwagę na te elementy.

– Prezydent Reagan, owszem też, chociaż nie eksponował tego i tak głęboko nie wchodził w historię, przypomnę, że to po raz kolejny prezydent Trump to czyni w takim swoim wystąpieniu dłuższym -po raz trzeci, pierwszy raz w Ogrodzie Krasińskich Warszawie podczas swojego wystąpienia, w którym mówił o wielkości polskiego narodu, o heroizmie Polaków, o tej bardzo pozytywnej roli w historii, o bohaterstwie, dzielności, zaraz potem po mniej więcej dwóch miesiącach wygłosił, po powrocie z Polski do USA, wygłosił peany w takim dłuższym wystąpieniu na cześć Tadeusza Kościuszki, to też odbiło się szerokim echem, no i teraz po raz trzeci. To jest bardzo ważne, bo wiadomo, jaka jest w tej chwili i od lat, od wielu lat taka narracja antypolska, fałszująca historię, która z narodu bohaterów, z narodu ofiar usiłuje uczynić naród współsprawców… Jeżeli prezydent mocarstwa numer 1 na świecie wchodzi w rolę takiego narratora tej prawdziwej historii, to jest to piekielnie ważne – ja naprawdę nie rozumiem tych śmichów-chichów niektórych dziennikarzy w Polsce, którzy mówią: „Prezydent USA mówił o historii, a nie o gospodarce czy o konkretach” – o gospodarce też była mowa, natomiast, to bardzo dobrze, że my mamy takiego propagandystę w cudzysłowie, mamy promotora prawdziwej polskiej historii i roli Polski w dziejach. W swoim czasie niektóre miasta w Polsce kupowały za dzikie pieniądze reklamy swoje np. w New York Times… Taka reklama by kosztowała ,nie wiem ,setki milionów, gdyby nakłonić prezydenta USA, co jest oczywiście niemożliwe, gdyby miał kogoś tak chwalić, to jest naprawdę rzecz absolutnie istotna w walce o polskie miejsce w historii. My je znamy, świat nie do końca.

Widzimy oczywiście kontrast między wypowiedziami prezydenta Donalda Trumpa a wypowiedzią chociażby prezydenta Obamy w 2012 roku, gdy przyznając prestiżowe wyróżnienie pośmiertne Janowi Karskiemu, polskiemu bohaterowi wojennemu, kurierowi powiedział, że „odwiedził on polski obóz koncentracyjny” i obecny na sali ambasador Polski, polski minister spraw zagranicznych nie zaprzeczył, nie zareagował, to było bardzo istotne. A trzymając się jeszcze tych porównań…

– Ten kontrast jest bardzo prawdziwy, Pan ma rację, Barack Obama za to nie przeprosił, przepraszali jego urzędnicy, ale to było haniebne, gdyż pokazuje różnice w postrzeganiu Polski przez prezydenta republikańskiego i prezydenta – Demokratę.

Może wiele mówi, że Barack Obama miał, czy nadal ma na drugie Hussajn. Prezydent Andrzej Duda, jak się zaprezentował Waszyngtonie, Pana zdaniem, jako bywalca salonów?

– To było spotkanie dwóch mężów stanu, tak to powiem, ja tak nigdy nie mówiłem o Andrzeju Dudzie, bo uważam, że trzeba sobie zasłużyć na takie miano, ale tak uważam, że prezydent Duda wchodzi na ten poziom, na którym muszą się z nim liczyć i osobiście i przede wszystkim jako głową państwa polskiego, jednego z pięciu najważniejszych państw w Unii Europejskiej, może szczególnie ważnego przez te relacje specjalne, relacje bilateralne polsko-amerykańskie.

Ponieważ trwa kampania wyborcza Panie Pośle, to jeszcze jedno krótkie pytanie. Główny kontrkandydat Andrzeja Dudy, jako jeden ze swoich przymiotów podaje znajomość angielskiego, mielibyśmy wybrać człowieka dlatego, że świetnie mówi po angielsku? Pana zdaniem potrzebna jest zmiana na fotelu prezydenta, właśnie kierując się znajomością angielskiego?

– Prezydent Duda mówi po angielsku bardzo dobrze, więc tutaj, że tak powiem, obaj są na tym samym poziomie, natomiast przypomnę, to co mówiono w XVII wieku, co mówili Polacy o królu Michale Korybucie Wiśniowieckim: „nasz Król Jegomość mówi siedmioma językami, ale w żadnym z nich nie ma nic do powiedzenia”. Problem polega na tym, że pan Trzaskowski powtarza jakieś narracje, które często mogą uzyskać aplauz w Berlinie czy Brukseli czy w Paryżu ,natomiast Andrzej Duda po angielsku, czy po polsku mówi rzeczy, które dotyczą obrony polskiego, naszego, własnego, państwowego interesu, interesu narodowego, to jest różnica.

To jest najważniejsza różnica, Andrzej Duda powiedział: „ja reprezentuję, tu interesy polskie, a nie paraduję w Moskwie” jeden z cytatów z wczorajszego spotkania, które warto sobie przypomnieć, warto obejrzeć, bardzo ważne było. Ryszard Czarnecki europoseł Prawa i Sprawiedliwości był naszym gościem, Panie Pośle, dziękujemy serdecznie.

– Dziękuję bardzo.

Blog

O grzechach rządzących, Turcji i wizycie w USA…

Posted on

To jeden z ostatnich moich wywiadów przed ciszą wyborczą. Oto zapis mojej rozmowy dla Radia Wrocław. Rozmowę te przeprowadził red. Dariusz Wieczorkowski.

  Dariusz Wieczorkowski, dzień dobry, a gościem Radia Wrocław jest dziś Europoseł Ryszard Czarnecki, Prawo i Sprawiedliwość. 

  -Dzień dobry, witam, kłaniam się.

 Napisał Pan ostatnio, że polityk jest istotą grzeszną, jak Pan ostatnio zgrzeszył w takim razie, albo jak bardzo? 

  – Widzę, że czyta Pan moje felietony, które co tydzień ukazują się na stronie internetowej tygodnika „Wprost”…

  Ja różne rzeczy czytam, Panie Pośle. 

  – Dobrze, godne pochwały. Nie mam na pewno wśród swoich grzechów grzechu zaniechania jako człowiek bardzo pracowity.

  A jak bardzo grzeszy partia rządząca? 

  – Jeżeli porównamy to na tle innych partii rządzących w Europie to naprawdę grzeszy w niewielkim stopniu bo przeszliśmy dużo, znacznie lepiej przez ten dramatyczny egzamin związany z pandemią koronawirusa. Porównajmy to, co w Polsce jest, to co było, z tym, co działo się w Hiszpanii, dzieje się we Włoszech, Belgii, w której pracuje w Parlamencie Europejskim : 27 razy większa śmiertelność, 27 większa liczba zgonów na milion mieszkańców niż w Polsce.

  A poza koronawirusem? 

  – Myślę, że gdy chodzi o gospodarkę, to możemy być dumni, że rząd reagował tak błyskawicznie, że jako jedni z pierwszych mieliśmy tarcze, obok Niemców, Francuzów, Brytyjczyków w Europie. Oczywiście Niemcy dali swoim przedsiębiorstwom więcej, bo są krajem dwukrotnie większym, liczebniejszym od nas i także znacznie zamożniejszym. Ale patrząc na to, ile państwo polskie dało polskim firmom w relacji do PKB, to państwo polskie dało więcej niż państwo niemieckie. Premier Morawiecki mówi, ja mu wierzę, bo to fachowiec, że jest literka „V”, a więc owszem gospodarka poszła w dół, ale teraz będzie się szybko odbijać do góry.

 Prezydent Andrzej Duda chciałby, żeby pod koniec jego drugiej kadencji Polacy zarabiali 2000 Euro. Jak to zrobić? Co tutaj ma prezydent do zrobienia? Jakie ma kompetencje, żebyśmy tyle zarabiali? 

 – Przede wszystkim prezydent powinien rząd wspierać, a nie być tym ośrodkiem władzy w Polsce, który będzie rzucał rządowi kłody pod nogi. Tak ,jak to robi niestety w tej chwili Senat, większość senacka, która bawi się w opóźnianie wszelkich prac legislacyjnych.

  A to nie jest tak, że Senat po prostu wykorzystuje to, że ma np. 30 dni na rozpatrzenie poszczególnych ustaw? 

  – Pełna zgoda Panie Redaktorze, Pan ma rację. Senat korzysta ze swoich ustawowych uprawnień, ale przecież tutaj nie chodzi o strajk włoski, tutaj chodzi o to, żeby prawo było ustalane szybko, bo zwłaszcza w okresie kryzysu związanego z pandemią i związanego z kryzysem gospodarczym, żeby decyzje podejmować szybko. Senat gra w swoje gierki partyjno-polityczne z rządem i to prawo jest uchwalane, oczywiście zgodnie z terminami, ale jednak jak na czas kryzysu, dużo później niż mogłoby być ustalane. Bardzo bym nie chciał, aby prezydent również, gdyby wygrał prezydent z opozycji, żeby również przenosił „wojnę na górze” właśnie na relacje urząd prezydenta – Rada Ministrów. Gdyby tak było, to byłoby fatalnie, to byśmy naprawdę jechali na autostradzie „dwójką”, a czasem może, łamiąc przepisy, na wstecznym.

  Po co była wizyta Prezydenta Andrzeja Dudy w Stanach Zjednoczonych? Czy to ma pomóc wygrać prezydenturę? 

 – Być może dla prezydenta Donalda Trumpa tak, bo warto wiedzieć, że Donald Trump wygrał wybory 4 lata temu nie dzięki temu, że miał więcej głosów, bo tych głosów Amerykanów więcej miała Hillary Rodham-Clinton. Więcej głosów elektorskich decyduje o wyborze prezydenta.

  Prezydent Andrzej Duda poleciał po to, żeby pomóc Prezydentowi Donaldowi Trumpowi? 

 – Nie, Prezydent Duda poleciał po to, żeby pomóc Polsce. Zaraz powiem dlaczego, natomiast ciekawostka, bo mało osób o tym wie, ale Prezydent Trump wygrał dzięki 46 głosom elektorskim z 3 stanów, gdzie do 10% stanowią Amerykanie polskiego pochodzenia, czy amerykańscy Polacy. To są stany Pensylwania, Wisconsin i Michigan. To są „swing states” – stany przechodzące z rąk do rąk, gdzie różnica między Demokratami a Republikanami wynosi 0,5%. Także być może trochę taki paradoks, ale prezydent największego mocarstwa świata, państwa „numer 1” na świecie, w zasadzie w pewnym sensie chciał wizyty polskiego prezydenta -nie wiem, czy Pan wie, wizyty pierwszej Glowy Państwa, pierwszego przywódcy światowego od marca, od wybuchu pandemii – właśnie ze względów wyborczych. Natomiast Prezydent Andrzej Duda potrafił to wykorzystać : znacząco zwiększamy liczbę żołnierzy amerykańskich w Polsce.

Ale tego chyba jeszcze nie wiadomo Panie Pośle. 

– To już wiadomo, że zwiększyliśmy do 5,5 tysiąca, ale na stole leżą kolejne tysiąc – dwa tysiące. To ważne z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa – po doświadczeniach Gruzji i Ukrainy napadniętych przez Rosję w 2008 i 2014 roku, lepiej chyba mieć takich żołnierzy na swoim terytorium, bo to po prostu jest przestroga dla naszych wschodnich sąsiadów. Natomiast poza tym kwestia energetyczna…

 Wejdę Panu w słowo Panie Pośle… 

 – Microsoft będzie w Polsce inwestował. To dobra wiadomość.

Microsoft i Google mam wrażenie, te umowy i ogłoszenia, że będą inwestycje pojawiały się wcześniej, przed wizytą pana prezydenta w Stanach Zjednoczonych. 

  – Trzeba było to spuentować i zostało spuentowane.

  Natomiast przedstawiciele opozycji powiedzieli o tej wizycie, np. Szymon Hołownia „Prezydent użył świata”. Robert Biedroń ocenił, że Prezydent przywiózł ze Stanów wpisy do księgi gości Białego Domu. Nie zabrakło Panu konkretów? 

  – Obaj panowie, których Pan cytuje, biorą udział w wyścigu prezydenckim. Są konkurentami Prezydenta Andrzeja Dudy i szkoda, że nie potrafią cieszyć się z sukcesów Polski ,nie potrafią wyjść poza partykularne kampanijne względy. Jakbym był konkurentem Andrzeja Dudy, to pogratulowałbym mu sukcesu i powiedział „w polityce międzynarodowej odnosi Pan sukcesy, ale ja mam inne pomysły na politykę wewnętrzną”. Oni nie byli w stanie tego powiedzieć. Ani pan Hołownia, ani pan Biedroń. Jeśli nawet „Financial Times”, który czasem Polskę krytykuje, nawet ten brytyjski opiniotwórczy dziennik podkreśla, że jest to 11 spotkanie prezydentów Dudy i Trumpa -takiej częstotliwości nie ma żaden z przywódców G7 ani G20 -i to pokazuje, że Polska po Brexicie potrafiła zastąpić Wielką Brytanię w roli sojusznika „nr 1” Stanów Zjednoczonych w Unii Europejskiej . Rola Polski ,przez to, w świecie ,w wymiarze politycznym, ale tez gospodarczym rośnie.

W Parlamencie Europejskim powstała grupa ds. współpracy z Turcją, której został Pan przewodniczącym. Czym chcecie się zająć? Czy Unię Europejską łączą jeszcze jakiekolwiek relacje z Turcją? 

  – Oczywiście, że łączą, łączą relacje gospodarcze, łączą także wspólne interesy.

  A nie nastąpiło ochłodzenie tych relacji? 

  – Na pewno ostatni czas to był trudny czas w relacjach Unia – Turcja. Nbatomiast zwracam uwagę,że trzeba myśleć o naszym polskim, także europejskim interesie. W interesie Polski, Unii Europejskiej nie jest to, aby miliony, podkreślam miliony, uchodźców z Syrii, Iraku, którzy teraz są na terytorium Turcji, żeby ich Turcja przepuściła do Europy. Bo naprawdę byłby to niebywały kłopot, problem. To by groziło znowu takimi namolnymi ze strony Brukseli próbami osiedlenia tych uchodźców w Polsce, takiej relokacji. W związku z tym myślę, że Turcja jest ostatnio tarczą strzelniczą, łatwo się ja atakuje. A trzeba z tym krajem współpracować, to wielki kraj, ale przede wszystkim kraj, który ma na swoim terytorium miliony uchodźców. Lepiej, żeby ci ludzie tam zostali i żeby nie przybywali do Europy, bo wtedy to będzie zbiorowy ból głowy dla wszystkich.

  A ma Pan pomysł jak rozwiązać właśnie problemy związane uchodźcami, czy to z Iraku, czy Syrii? 

  – Przede wszystkim trzeba wspierać Turcję. Ja przypomnę, że Unia Europejska podpisała umowę z Ankarą. Ona przewidywała przekazanie w dwóch ratach 6 miliardów euro, 2 raty po 3 miliardy. Co prawda została podpisana przed 4 laty w sytuacji trochę niekorzystnej, bo akurat zbliżały się wybory lokalne, landowe -w 3 landach – wybory w Niemczech. Kanclerz Merkel chciała mieć sukces, chciała pokazać, że kontroluje sytuację i że ci uchodźcy w Turcji zostaną, a nie będą w Europie. No i tak trochę na kolanie tę umowę z Turcją podpisywano. Pewnie Unia mogłaby dać mniej pieniędzy Turcji, ale podpisano, trzeba to respektować. Unia podjęła się realizacji tej umowy. Myślę, że z Turcją trzeba rozmawiać, a nie stawiać ją do kąta za jej sytuację wewnętrzną.

  A Turcja powinna przystąpić do Unii Europejskiej? Czy w ogóle taki temat nie jest, nie powinien być rozważany? 

  – Jest to blokowane przez Niemcy i Francję, dwa największe państwa, więc w ogóle nie ma tematu.

  A z Pana perspektywy? 

  – Z mojej perspektywy ja jestem realistą, chodzę po ziemi, skoro Berlin i Paryż mówią „nie”, tutaj nie ma siły sprawczej, żeby załatwić to wbrew 2 największym państwom Unii Europejskiej, ale ja uważam, że tutaj Polska może pokazywać, że nasz stosunek do Ankary jest bardziej przyjazny niż Niemiec i Francji. Można na tym zyskać gospodarczo, a to jest duży rynek, to jest duży partner – a ponadto to nasz partner w ramach trójkąta NATO Warszawa – Bukareszt – Ankara i ta wschodnia flanka NATO. W ramach Paktu Północnoatlantyckiego trzeba z Turcją ściśle współpracować.

A co Prezydent Andrzej Duda, na koniec pytanie, myśli właśnie o relacjach z Turcją? 

– Pan Prezydent jest realistą, zwracam uwagę, że nie tylko często bywał w Stanach, ale jedna z pierwszych jego wizyt to była wizyta w Chinach, a więc docenia kwestię relacji polsko-chińskich i konieczności zwiększenia eksportu tam, który jest np. mniejszy niż Węgier i niewiele większy niż Czech, mimo że jesteśmy krajem 4 razy ludniejszym niż Czechy. Natomiast jeżeli chodzi o Turcję, to jest nasz partner w NATO ,podkreślam i przypomnę zresztą, że Prezydent Lech Kaczyński, świętej pamięci Prezydent Rzeczpospolitej, na którego się powołuje Prezydent Andrzej Duda, u którego pracował, jako wiceminister w Kancelarii Prezydenta, był tym, który uważał, że trzeba z Turcją współpracować. Zresztą podobnie jak to w swoim czasie opisywał Zbigniew Brzeziński w swoich książkach, mówiąc, że współpraca w ramach Europy z Turcją będzie czyniła Europę silniejszą. Podobny pogląd miał z resztą Gerhard Schroeder były kanclerz Niemiec, który w przeciwieństwie do większości niemieckiej klasy politycznej to podkreślał. Ja uważam, że trzeba w polityce zagranicznej, w ogóle w polityce i w życiu, rozmawiać, przekazać swoje argumenty, a nie tylko się atakować.

I to niech będzie puenta. Warto rozmawiać. Europoseł Ryszard Czarnecki, Prawo i Sprawiedliwość był gościem Radia Wrocław, bardzo dziękuję za spotkanie.

– Bardzo dziękuję za zaproszenie do tej prestiżowej audycji.

  Pytał Dariusz Wieczorkowski, dobrego dnia i dobrego weekendu. 

Blog

Duda: wielkie polskie inwestycje, Trzaskowski: jest lotnisko w Berlinie

Posted on

W związku z czasem przed ciszą wybroczą, zamieszczam dziś kolejnego bloga.  Tym razem polecam lekturę zapisu fragmentów debaty, jaka z moim udziałem odbyła się w Polskim Radiu Program 1 (PR 1). Była to audycja „Tydzień kontra tydzień”, a prowadził ja Marek Mądrzejewski.

Witam, Marek Mądrzejewski, w dzisiejszym magazynie na tydzień przed wyborami porozmawiamy o finiszu prezydenckiej kampanii, perspektywie współpracy polsko-amerykańskiej i planowanej wizycie Andrzeja Dudy w Białym Domu oraz kolejnej odsłonie negocjacji unijnych przywódców w kwestii wieloletniego budżetu Wspólnoty… Witam serdecznie.

Eurodeputowany Ryszard Czarnecki, Prawo i Sprawiedliwość, były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.

 – Witam Panie Redaktorze, witam Państwa równie serdecznie, a może nawet bardziej serdecznie niż Pan.

  (…) Czy środowa debata miała jakiegoś zwycięzcę, no i czy może zaważyć chociażby ze względu 7,5 milionową widownię na wyborczym wyniku w przyszłą niedzielę? Ryszard Czarnecki ,proszę . 

  – Co do liczby widzów, to nie żebym chciał umniejszać, bo to imponująca liczba, ale tylko przypomnę, że finał siatkarskich Mistrzostw Świata Polska-Brazylia wygrany przez Polskę 3-0 w Turynie, półtora roku temu oglądało 9,5 miliona Polaków -jest to naturalne, że ludzie interesują się bardziej sportem niż polityką- a co do debaty to prezydent Andrzej Duda pokazał się jako odpowiedzialny mąż stanu, który ma wizję, który jest człowiekiem wartości, zasad, a jednocześnie potrafił pokazać, nie tylko co chce zrobić, ale też co już przez pięć lat zrobił. Natomiast nie chce oceniać innych kandydatów, mam wrażenie, że tutaj niektórzy kandydaci opozycji trochę zaskoczyli, to znaczy i pan Hołownia i pan Biedroń mogli odebrać część wyborców pana Trzaskowskiego, ale zobaczymy już za tydzień.

(…)

… co różni wizję Polski proponowane przez tych dwóch najważniejszych dla sondaży kandydatów Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego? Ryszard Czarnecki

  – Mogę tylko cytować obu kandydatów, Rafał Trzaskowski publicznie pytał parę lat temu „a po co Centralny Port Komunikacyjny, kiedy jest lotnisko w Berlinie” -natomiast prezydent Duda jest zwolennikiem wielkich polskich narodowych inwestycji, gdzie Polacy będą zatrudnieni, gdzie polskie firmy będą tego beneficjentami, będą na tym zarabiać, gdzie Polska może być np. hubem lotniczym. Natomiast, gdy chodzi o tę kwestię LGBT, to z tym tematem wyszedł pan Rafał Trzaskowski, jako prezydent Warszawy występując z kartą LGBT, jego zastępca, też z Koalicji Obywatelskiej  wiceprezydent Rabiej, mówił, że ostatecznym celem jest to, żeby sformalizowane „małżeństwa” -w cudzysłowie-homoseksualistów, którzy będą mogli adoptować dzieci, a pan prezydent Trzaskowski w jednej z telewizji, mówił, że ma takie marzenie, marzy, żeby być pierwszym prezydentem, który będzie udzielał ślubu parom homoseksualnym- to tutaj prezydent Andrzej Duda jest za wartościami rodzinnymi, jest za tym, żeby szanować konstytucję, która definiuje małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety. Zresztą według badań europejskich, rzecz ciekawa, mało kto o tym wie, Polska obok Grecji, jest jednym z dwóch krajów w Unii Europejskiej, których społeczeństwa, narody najbardziej cenią wartości rodzinne – więc myślę, że tutaj Andrzej Duda po prostu reprezentuje ogromną większość Polaków, dla której rodzina jest bardzo ważna.

(…)

… porażka oznacza co, niemożność skutecznego rządzenia? Ryszard Czarnecki, proszę bardzo.

  – To bardzo wyraźnie widać, Senat stał się miejscem dla opozycji, zwłaszcza opozycji totalnej negującej jakąkolwiek współpracę z rządem, miejscem, gdzie inicjatywy rządowe czy większości sejmowej są blokowane, maksymalnie opóźniane, gdzie Senat mający bardzo długą tradycję w Polsce, chociaż jakiś czas temu Platforma Obywatelska chciała go zlikwidować, przypomnę jej postulaty oficjalne, programowe, że ten Senat stał się zakładnikiem w niestety bezwzględnej, niszczącej walce politycznej opozycji z władzami polskimi. Patrząc na bardzo agresywne w zasadzie od kilku lat- teraz w kampanii starają się to ukryć – agresywne wypowiedzi przeciwko prezydentowi RP i rządowi pana prezydenta Trzaskowskiego należy mniemać, że gdy wygra wybory będzie głównie rzucał kłody pod nogi rządowi, że będzie znowu jakaś „wojna na górze”, że będzie taki swoisty chaos polityczny w kraju – znacznie lepiej byłoby, gdyby prezydent był człowiekiem, który będzie chciał współpracować z rządem, oczywiście czasem mając różne zdanie i nawet sięgając do weta, każdy prezydent wcześniej to czynił, przed prezydentem Duda ,również on sam. Natomiast uczynienie z prezydentury takiego miejsca, gdzie za wszelką cenę blokuje się projekty rządowe, to nie będzie służyło rozwojowi Polski, dlatego też z punktu widzenia polskiego interesu lepiej, aby prezydent Duda dalej miał szansę kontynuować swoją misję, misję myślę, że -jak pokazał – bardzo skuteczną, gdy chodzi o politykę międzynarodową, bardzo prospołeczną, prorodzinną, gdy chodzi o wymiar wewnętrzny.

(…)

     … sytuacja epidemiologiczna: czy te wybory nie będą jednak bardzo ryzykowne? Poseł Ryszard Czarnecki

 – Na pewno każdy z nas chciałby, aby te wybory były bezpieczne dla wszystkich, którzy je organizują i tych wszystkich, którzy będą w nich brali udział. Przypomnę, że kraj od nas liczebniejszy, mający przeszło 50 milionów mieszkańców- Korea Południowa miała wybory już kilka tygodni temu, w okresie pandemii właśnie i nie spowodowało to jakiegoś lawinowego wzrostu zachorowań – myślę, że tutaj władze państwowe robią wszystko, aby zapewnić zabezpieczyć bezpieczeństwo tych wyborów, nie sprawdziły się te ponure wizje i stroszenie pandemią przez marszałka Senatu z Platformy Obywatelskiej, pana Grodzkiego, który -przypomnę – mówił, że 10 maja, wtedy kiedy miały być wybory wcześniej zaplanowane, będzie pół miliona chorych w Polsce . I takie straszenie pandemią jest nie tylko niewłaściwe, niemoralne, ale w moim przekonaniu granie kartą koronawirusa jest wręcz haniebne.

(…)

… wiarygodność, czy ona w ściganiu na obietnice ma jeszcze istotne znaczenie? Proszę, pan Ryszard Czarnecki

  – Myślę, że pan prezydent Duda akurat dowiódł, że nie jest zakładnikiem jednej formacji politycznej, wetował szereg fundamentalnych ustaw dla obozu Prawa i Sprawiedliwości, w tym kilka ustaw dotyczących wymiaru sprawiedliwości, także ustawę o RIO, Regionalnych Izbach Obrachunkowych, więc takie pozycjonowanie go, jak mówi mój szacowny przedmówca ( Pawel Kowal-dop. R. Cz.) jest w moim przekonaniu nieeleganckie i nieprawdziwe, ale rozumiem, że toczy się walka polityczna i tutaj wszystkie chwyty ze strony Platformy są dozwolone, łącznie z powszechnym zrywaniem banerów Andrzeja Dudy w całym kraju od małych miejscowości, wsi po aglomeracje, a także tego typu chwyty w mediach. W moim przekonaniu tutaj pan prezydent przede wszystkim pokazał, że jest po pierwsze bardzo wiarygodny wobec własnych rodaków, dotrzymał obietnic z kampanii, nie tylko, gdy chodzi o obniżenie wieku emerytalnego i w wielu sprawach , które podejmował był skuteczny i był twarzą takiej polityki prospołecznej, prorodzinnej, jakiej brakowało w Polsce w ostatnim ćwierćwieczu, czy nawet 30 latach. Wreszcie był bardzo aktywny na arenie międzynarodowej, zwłaszcza, gdy chodzi o relacje transatlantyckie, polsko-amerykańskie, Polska-NATO i także bardzo mocno integrował wokół Polski naszych sąsiadów, zaczął w ogóle swoje podróże od krajów bałtyckich, to był bardzo znamienny znak – tutaj prezydent powinien dostać medal, gdy chodzi o politykę zagraniczną.

(…)

Pierwsze po pandemii spotkanie prezydenta USA z głową innego państw, jak Pan to interpretuje? Pan Ryszard Czarnecki,proszę bardzo.

– To bardzo znaczący fakt, pierwsza Glowa Państwa w Białym Domu po pandemii, prezydent Polski ,przedstawiciel kraju, który jest częścią „Big Five” największej pierwszej „Piątki” unijnej, jednocześnie liderem w naszej części Unii Europejskiej, w „nowej Unii”, w naszym regionie, ale jak to podkreślał prestiżowy „Financial Times” ,brytyjski dziennik, jest to jedenastej już spotkanie prezydentów obu państw. To pokazuje, że nie można było na wyższy poziom tych stosunków polsko-amerykańskich wynieść, korzystamy na tym wymiarze militarnym, geopolitycznym, zwiększamy systematycznie liczbę żołnierzy amerykańskich w Polsce – to zwiększanie polskiego bezpieczeństwa, ale także zwiększaniem polskiego bezpieczeństwa jest dywersyfikacja energetyczna, a więc import gazu amerykanskiego. Jednym słowem, myślę, że też zniesienie wiz, przypomnimy, to za prezydenta Dudy to się udało, chociaż wielu obiecywało. W moim przekonaniu tutaj naprawdę prezydent Duda, reprezentując oczywiście wielki polski naród, silne państwo, ale to jest jego tez osobista zasługa, że teraz stosunki polsko-amerykańskie są na takim wysokim poziomie. Ja się zgadzam, że oczywiście Donald Trump dba o interesy własnego kraju, to oczywiste, tak,jak prezydent Duda dba o interesy Polski i że prezydent Trump też zabiega o głosy amerykańskiej Polonii w trzech stanach: Pensylwanii, Wisconsin i Michigan, : to są głosy decydujące, ale to dobrze świadczy o amerykańskiej Polonii, że prezydenci czy kandydaci na prezydentów USA zabiegają o ich głosy. W moim przekonaniu ta wizyta pokazuje Europie i światu, że Polska jest bardzo ważnym punktem odniesienia i myślę, że wielu Amerykanów polskiego pochodzenia tego dnia, kiedy będzie prezydent czy w następnych dniach będzie mówiło: „I’m proud to be Polish”, -„jestem dumny, że jestem Polakiem”. To jest właśnie czas dumy, polskiej dumy, to są ostatnie pięć lat prezydentury Andrzeja Dudy.

(…)

      … Czy mamy do czynienia ze zmianą amerykańskiej strategii, czy po prostu winniśmy się przyzwyczaić, że Stanami do jesieni rządzić będzie logika wyborczej kampanii , a każdy z ubiegających się o urząd prezydenta USA lubi zapowiadać powrót „naszych chłopców” do domu. Proszę bardzo , pan europoseł Ryszard Czarnecki

– Cieszę się z faktów, które nastąpiły, a więc zwiększenie liczby żołnierzy amerykańskich w Polsce, cieszę się z zapowiedzi kolejnych powiększeń kontyngentów amerykańskich w naszym kraju, natomiast ja nie będę krytykował prezydenta Trumpa, nie będę ingerował w wewnętrzne sprawy Ameryki, powiem, że z punktu widzenia interesu Polski jest lepiej, żeby było więcej żołnierzy amerykańskich w Europie w ogóle, leży to w interesie Europy, natomiast nie będę wchodził w relacje Waszyngton-Berlin, to są relacje tych dwóch krajów, jest faktem, że Niemcy, ale również Włochy czy Hiszpania daleko mają do tego limitu 2% PKB, Niemcy przekroczyły 1,3%; Włochy mają poniżej 1,2; Hiszpania powyżej 1%, więc tutaj Trump, jest konsekwentny, jako kandydat na prezydenta z tego tytułu czynił wyrzuty Berlinowi i kanclerz Merkel, jako prezydent -elekt i prezydent i jako obecnie również i kandydat na prezydenta to czyni. Niemcy powinny to zwiększać(procent PKB na obronność-dop. R. Cz.), natomiast podkreślam ,ze nie należy łączyć tych spraw, to znaczy chcemy większej ilości żołnierzy amerykańskich w Polsce, to dla nas ważne, ale wcale nie sugerujemy, żeby byli to żołnierze amerykańscy z Niemiec, żeby była jakaś relokacja. Jeszcze raz podkreślam : obecność amerykańska- militarna i gospodarcza – w Europie jest korzystna dla Europy, w tym Polski.

(…)

…unijny budżet ,”skąpcy” w Unii. Pan Ryszard Czarnecki

– Po pierwsze, od lat w polskiej polityce zagranicznej jest tak, że prezydent zajmuje się sprawami NATO, relacjami z Ameryką i regionem , a Unią zajmuje się rząd, nic nie zmieniło się w tej kwestii . To jest wielki sukces Polski, myślałem, że Pan (Pawel Kowal- dop. R. Cz.)pogratuluje rządowi, jesteśmy na podium, jesteśmy w pierwszej trójce krajów, które są największymi beneficjentami czyli mają najwięcej pieniędzy w ciągu najbliższych lat z Recovery Fund, dzięki Funduszowi Odbudowy. Obok Włoch i Hiszpanii, Rzeczpospolita Polska jest tym krajem, który otrzyma najwięcej pomocy bezzwrotnej, a także w nisko oprocentowanych pożyczkach i to jest sukces polskiego rządu, to jest sukces Polski, możemy się z tego cieszyć, ale oczywiście wygraliśmy bitwę, natomiast ta wojna o unijne pieniądze będzie się toczyć za prezydencji niemieckiej, która rozpocznie się 1 lipca.

(…)

Za udział w dzisiejszym programie serdecznie dziękuję.  Ryszard Czarnecki ,Prawo i Sprawiedliwość i Paweł Kowal z Platformy Obywatelskiej . 

– Dziękuję, miłej niedzieli.