Blog

Kaszmir w cieniu zamachów

Posted on

Samolot „Air India” lecący z New Delhi do kaszmirskiego Srinagaru niemal przykleja się do gór podchodząc do lądowania. To oczywiście tylko subiektywne wrażenie pasażera klasy ekonomicznej siedzącego przy oknie – ale to poczucie niemal fizycznego kontaktu z wierzchołkami szczytów spowitych chmurami pozostanie. Teraz wszystkie loty ze stolicy Indii do stolicy stanu Dżammu i Kaszmir odbywają się normalnie. Stabilizacja wraca do tego jednego z najbardziej zapalnych ognisk na globie . Na jak długo? Jeszcze niedawno te połączenia były zawieszone albo ograniczone. Tymczasowość unosi się tu w powietrzu -bywa, że ponad pułapem chmur…

Raj na ziemi? 

Na lotnisku w Srinagarze wita mnie hasło, które potem jeszcze zobaczę. Brzmi świetnie, choć niektórzy dostrzega w nim szyderstwo historii i polityki: „Witamy w Raju na Ziemi” („Welcome to Paradise on the Earth”). Raj? Gdy dosłownie w przeddzień wizyty naszej delegacji dochodzi do kolejnych dwóch zamachów -w jednych ginie kierowca ciężarówki, w drugim rannych zostanie 18 osób, też cywili – myślę, że to raczej karykatura raju. Gdy zanurzam się w krajobraz ,patrzę na majestatyczne, ale przyjazne góry ,łódki sunące spokojnie na jeziorze, kolory jesieni – wtedy z kolei wierzę, że ów slogan oddaje rzeczywistość. Prawda jest i taka i taka. Paradoksalnie będąc tutaj myślę o … Libanie. Gdy byłem tam przed kilkoma laty miałem poczucie piękna powalającego na kolana i jednocześnie bezsensu wojny domowej, będącej efektem waśni religijnej z jednej, a rywalizacji sąsiadów z drugiej strony. „Po co oni walczą żyjąc w tak cudownym miejscu?”-pytałem siebie. I sam sobie udzielałem pozornie zdumiewającej odpowiedzi: „walczą, żeby nad tym cudownym miejscu na ziemi panować”. Identyczne uczucie miałem „hic et nunc”, tu i teraz – w Kaszmirze.

Jadę z lotniska w kolumnie aut z pancernymi szybami. Trzeba się natrudzić ,żeby zamknąć czy otworzyć drzwi – ależ to wazy! Środki ostrożności są nadzwyczajne. Wszędzie wojsko, co rusz armijne i policyjne samochody – trudno je zresztą odróżnić. Żołnierze stoją przy drodze co chyba dziesięć metrów: jedni twarzą do drogi, drudzy niewzruszenie plecami. Każdy z karabinem automatycznym w ręku. Prostopadle ulice na czas naszego przejazdu wyłączone są z ruchu. Katem oka dostrzegam długie sznury samochodów i cierpliwie, trzeba przyznać, czekających kierowców. Ci z nich, którzy przyjechali tu do pracy z innych stanów Indii są tarczą strzelniczą dla islamskich terrorystów: tylko w ostatnim czasie zginęło ich trzech. Dla morderców w imię Allacha są intruzami ,obcymi na „ich” ziemi, „niewiernymi” kolonizującymi terytorium zamieszkałe – według indyjskich oficjalnych danych – w ponad dwóch trzecich przez wyznawców Proroka. W całych Indiach co piąty obywatel to muzułmanin ,tutaj w Kaszmirze niemal siedmiu na dziesięciu…

Na koszarach wojskowych dostrzegam napis – „Always alert, always preapared” – tak, na każdym kroku czuć, że to, co się tu dzieje, to nie przelewki. Przyjmuje nas dowódca garnizonu ,niemal dwumetrowy (sic!) z nieodłącznym turbanem. Ma za sobą 36 lat służby w armii. Jego zastępca – 30 lat. Obok wojskowych- cywile. Widać, że nie są tu przypadkowo, wydają polecenia, są słuchani. To oczywiście ludzie służb…

Drogowskaz w lewo pokazuje na Raj Bhavan, drogowskaz w prawo na Guphkar. A my zjemy razem z wojskowymi obiad w Karam Singh Dwar.

New Delhi walczy o normalizację 

W Lalit Grand Palace spotkanie z przedstawicielami miejscowego społeczeństwa obywatelskiego. Nawet jeżeli w zamyśle miała to być „ustawka”, to moi i nasi rozmówcy szybko wyszli z ram, które mieli nałożone. Szczerze mówią o bolączkach, problemach, o biedzie i niemożności uzyskania wykształcenia – co jest dziedziczne, z pokolenia przechodzi na pokolenie. Słyszę o korupcji. Słyszę, że decydują układy i ze politycy są w uprzywilejowanej sytuacji. Jednocześnie ci sami ludzie, narzekający na władze lokalne i centralne mówią wszystko co najlepsze o premierze Narendrze Modim. Podkreślają, że to właśnie on „otworzył drzwi” i zwiększył szanse edukacyjne dla ludzi i społeczności dotychczas „wykluczonych”. Czyżby i tutaj miała funkcjonować zasada, która była praktyką „narracji” w „białej Rosji”: „dobry car – źli bojarowie”?

Czytam dane dotyczące frekwencji w wyborach. Gdy chodzi o lokalne – kiepsko, bo ledwo nieco ponad 1/3 uprawnionych. Ciekawe, że najgorsza jest w Kaszmirze –  41%, Lakka to prawie 70%,a  w Dżammu – ponad 70%.

Naszych braci w wierze jest tu bardzo mało: ledwo co czterysetny mieszkaniec to chrześcijanin. Z kolei co pięćdziesiąty to Sikh. 28% wyznaje hinduizm, a przeszło 68% to wyznawcy islamu. Ci ostatni starają się korzystać z faktu, że Kaszmir to jedyny stan w Indiach, który ma muzułmańską większość – i to dodajmy – wyraźną.

Samoloty ze stolicy – New Delhi  kursują normalnie mimo, że jeszcze parę tygodni temu było to niemożliwe. Władza chce pokazać, że stabilizacja postępuje, że jest „normalizacja” i ze panuje nad sytuacją. Z New Delhi to niespełna półtorej godziny drogą lotniczą, a przecież znad granicy hindusko-pakistańskiej przy dobrej pogodzie widać odległy o ledwie 280 km Islamabad.

Kaszmir czyli… Palestyna? 

Dostrzegam billboard „No room for separatism”. No właśnie: dla władzy – tej w New Delhi i tej gubernatorskiej tutaj to wydaje się być najważniejsze – integralność terytorialna…

Jestem tu w okresie święta Diwali, co ze względu na jego prorodzinny charakter można porównać do Bożego Narodzenia – choć obchodzone jest w  listopadzie. Właśnie święto Diwali premier Modi demonstracyjnie spędził w Kaszmirze i to w mundurze wojskowego . O bardziej czytelny sygnał polityczny nie trzeba.

W rozmowach przewijają się lata 1990., gdy 300 tysięcy rdzennych Hindusów wypędzono z Kaszmiru. Charakterystyczne, że domy owych hinduistów muzułmanie w nocy naznaczali symbolami hinduizmu… Niczym w Starym Testamencie, w Księdze Wyjścia, w czasach egipskich.

Zamachy to tu codzienność: muzułmanie chcą pokazać, że to ich ziemia. W odpowiedzi rządzący demonstrują , że całkowicie panują nad sytuacją.

Kaszmir – czy będzie nową Palestyną, gdzie też nie widać końca konfliktu determinowanego przez historię, religię, politykę i demografię?

Jestem tu – wraz z garstką europarlamentarzystów – jako pierwszy polityk z Zachodu. Po tym jak w sierpniu charyzmatyczny premier Indii Narendra Modi uznał Kaszmir jako integralną część tego państwa. Jestem Polakiem, oswajanie strachu mam w genach, więc dla mnie jazda do kraju w 80% zamieszkanym przez muzułmanów, gdzie dosłownie co chwilę zdarzają się zamachy terrorystyczne, nie jest żadnym heroizmem. Ale widzę, że niektórzy naprawdę mają duszę na ramieniu, lądując na lotnisku strzeżonym jak źrenica oka w głowie bogów Wiszniu i Sziwy – no raczej nie Allacha…  Latałem w życiu tysiące razy, więc wiem, że zawsze przy lądowaniu prosi się o odsłonięcie okien. Tymczasem tutaj, po raz pierwszy w życiu, byłem w sytuacji, w  której pasażerom nakazano… zasłonięcie okien.

Stopień koncentracji wojska i policji na ulicach jest niebywały – ale nie jest to pokazówka, bo tutaj nawet codziennie w zamachach terrorystycznych urządzanych przez islamistów giną ludzie. W dniu mojej wizyty dwa kolejne, w dniu poprzedzającym naszym przyjazdem jeszcze jeden. Wjazdu do Kaszmiru odmówiono amerykańskim kongresmenom, a nas, posłów z Brukseli i Strasburga, wpuszczono.  Jesteśmy bardziej pewni?

Patrząc na rzędy żołnierzy z automatami ustawionych po obu stronach drogi, którą jadę  (jedni twarzą do drogi, drudzy plecami – naprzemiennie) robię notatki. Anulowanie 370. artykułu Konstytucji mówiącego o autonomii Kaszmiru  wywołało międzynarodowe poruszenie i eskalacje zamachów ze strony terrorystów muzułmańskich. Ci, którzy się oburzają na metody walki podjęte przez państwo indyjskie z islamskimi ekstremistami, a  nie wspominają chociażby zamachu tychże terrorystów na hotel w Mombaju w 2008 roku (w serii 10 zamachów zginęło 175 osób, 293 zostało rannych) – popełniają grzech hipokryzji i podwójnych standardów. Ja, Polak i chrześcijanin zawsze będę stał po stronie tych (państw, służb, polityków i zwykłych ludzi), którzy walczą z terroryzmem spod znaku półksiężyca.  Tysiące moich Braci w Wierze ginie co roku na całym świecie z ręki ekstremistów zwiedzionych ta samą ideologią, która każe mordować na przykład tutaj, na przykład, Bogu ducha winnych, kierowców ciężarówek, którzy przyjechali za pracą z innych regionów Indii.

Od początku lat 1990. trzysta tysiące Hindusów zostało zmuszonych do opuszczenia Kaszmiru przez muzułmańskich współmieszkańców: groźbami, szantażem, zamachami. Dziś wahadło historii przesuwa w drugą stronę premier Modi, wizytując Kaszmir w wojskowym mundurze w dniu wielkiego święta Hindusów Divali.

Doprawdy lepiej jest być po stronie tych, którzy walczą z muzułmańskim terroryzmem.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (04.11.2019) 

 

Blog

Relacja z katarskiego Davos

Posted on

Na pokładzie samolotu do Dohy minister spraw zagranicznych RP Jacek Czaputowicz pożycza mi lekturę. Zagłębiam się w „Księgę Jakubową”. Mówię szefowi MSZ (za miesiąc będzie obchodził swoje dwulecie, od kiedy kieruje tym resortem), że Józef Piłsudski zaczął czytać „Kapitał” Marksa i zakończył lekturę na …szóstej stronie. Ale oczywiście to inna historia. Wielki tom Olgi Tokarczuk wciąga ,minister przygotowuje się do swojego wystąpienia na tradycyjnym Doha Forum, na które lecę i ja. Następnego dnia będę słuchał Ivanki Trump w tym samym czasie ,gdy polski minister spotyka się ze swoim odpowiednikiem z Iranu(już po spotkaniach z premierem Kataru i szefem MSZ Libanu). Cóż, ja tylko pytam: i kto ma lepszą robotę? Albo po prostu : „każdy ma to na co zasłużył”…

Katarskie “Davos” z  Ivanką i szejkami w tle… 

Córka prezydenta Trumpa z pierwszego małżeństwa z Ivaną – czeską modelką zapowiadana jest dowcipnie: „na całym świecie to rodzice doradzają dzieciom. Pani Ivanka Trump jest wyjątkiem – to ona doradza swojemu ojcu”. Fakt. Jest ona przecież „senior advisor” 45 prezydenta w dziejach USA. Mówiła m.in.o rozwoju gospodarczym USA, nowych miejscach pracy, rozwoju firm i szansach dla przedsiębiorstw kierowanych przez kobiety. Ale XIII już Doha Forum, zorganizowane przez przywiązujące szczególną wagę do międzynarodowych konferencji władze Kataru do nie tylko efektowna córka lokatora Białego Domu. Skądinąd Amerykanie dmuchają na zimne: ponad półgodzinne wystąpienie Ivanki Trump miało ,co częste na takich konferencjach, formę wywiadu – jednak rozmowy nie prowadził dziennikarz BBC czy CNN, choć było ich w Dosze pełno, ale …rzecznik Departamentu Stanu USA Morgan Ortagus. Pełna kontrola, żadnych trudnych pytań – albo po prostu pełny profesjonalizm.

Lista obecności na Doha Forum (gościłem na nim kolejny raz, choć po raz pierwszy jako członek oficjalnej europarlamentarnej Delegacji UE-Kraje Półwyspu Arabskiego) jest imponująca ,porównywalna ze Światowym Forum Ekonomicznym w Davos czy monachijskiej konferencji dotyczącej bezpieczeństwa (przy zachowaniu wszelkich proporcji). Poza gospodarzem -emirem Kataru szejkiem Tamimem bin Hamadem Al Thanim był premier Malezji (najstarszy szef rządu na świecie ,dobrze po 80-tce) dr Tun Mahathir Bin Mohammad, przewodniczący Zgromadzenia Ogólnego ONZ prof. Tijani Muhammad-Bande z Nigerii, który zmienił na tym stanowisku szefa MSZ Słowacji Mirosława Lejczaka(też obecnego na Forum), szefowie MSZ: Rosji -Siergiej Ławrow, Polski -Jacek Czaputowicz i Turcji – znany mi skądinąd Mevlut Cavusoglu, prezydent World Forum w Davos – Borge Brende, dyrektor prestiżowego brytyjskiego Chatham House -dr Robin Niblett, przewodniczący Komisji Unii Afrykańskiej (UE znajduje naśladowców) Moussa Faki Mahamat i jej komisarz ds. społecznych pani Amira El Fadil, a także rzecznik Komisji Unii Afrykańskiej dr Ebba Kalondo, prezydent Salwadoru Nayib Bukele, wiceprezydent Ekwadoru Otto Sonnenholzer,premier Somalii Hassan Ali Khayre , szef MSZ Bośni i Hercegowiny Igor Crnadak, były premier i szef MSZ Szwecji Carl Bildt, ministrowie obrony Japonii i Turcji Taro Kono i Hulusi Akar, amerykański senator Lindsey Olin Graham-republikański przewodniczący Komisji Sądownictwa Senatu USA, szef MSW Singapuru K. Shanmugan, przewodniczący Rady Prezydenckiej Libii Fayez al-Sarraj ,ale także ludzi biznesu,jak szefowie Deutsche Banku Christian Sewing i Credit Suisse Tidjane Thiam, prezesi Totala – Patrick Pouyanne i ENI – Claudio Descalzi ,wiceprezes ExxonMobil Andrew Swinger czy szef Greater Pacific Capital Ketan Patel.

Terroryści, ekstremiści i rosyjski biznes 

Tematy paneli na XIII Doha Forum współgrają z największymi wyzwaniami dla świata A.D.2019 (choć akurat w muzułmańskim Katarze Rok Pański liczony jest zupełnie inaczej – od VII wieku po Chrystusie…). „Zarządzanie w wielobiegunowym świecie” czy problemy migracji w kontekście współpracy międzynarodowej i „nowej równowagi sił”, ale też problemy „zastępczych wojen” w Afryce (przykład Libii i Półwyspu Somalijskiego) czy sytuacji w Syrii i „ścieżek do pokoju” w tym kraju permanentnej wojny domowej – to tylko niektóre z zagadnień. Ale mówiono też o „zagranicznych terrorystach” ,oczywiście islamskich i powrotach tych spośród z nich ,którzy walcząc w szeregach Państwa Islamskiego a będąc obywatelami państw Europy Zachodniej ,jeśli przeżyją to wracają do Francji, Belgii, Wielkiej Brytanii, Holandii, Włoch i Niemiec stanowiąc tam potencjalne źródła kolejnych zamachów terrorystycznych (jak ostatnio na moście London Bridge).

W stolicy Kataru zastanawiano się również ,jak przeciwdziałać ekstremizmom i budować silne społeczności w „kruchych” państwach , a także jaka jest przyszłość LNG w kontekście wyzwań stojących przed światową energetyką. O „swoją” debatę zadbał rosyjski biznes wystawiając szefów lub założycieli trzech dużych podmiotów z branży Hi-Tech, zachęcając Katarczyków (i nie tylko) do inwestowania w Rosji. Jeden z paneli poświęcony był również „ Globalnym Instytucjom i Narodowym Gospodarkom” i czy mogą one pracować razem dla wzrostu i stabilności . Inny z kolei Państwu Islamskiemu i wykorzystaniu przez niego dla swoich celów kobiet ,ale też „ w jaki sposób kobiety wygrały wojnę przeciwko ISIS”. Wreszcie zainteresowanie musiała wzbudzić debata o stosunkach USA- Chiny, także w kontekście przyszłości systemu międzynarodowego.

Globalizacja-globalizacją, a państwa i tak bronią swoich interesów … 

„Technologie i wyzwania globalnego zarządzania”- to przedmiot kolejnej debaty. Przedstawiciele kilku kontynentów rozprawiali też o wyzwaniach stojących przed międzynarodowym ładem prawnym. Jednak chyba większe zainteresowanie wzbudziła debata o inwestycjach na świecie w roku 2020. Nasz minister spraw zagranicznych wziął udział w dwuczęściowy panelu ,który był poświęcony „Silniejszej roli Europy na arenie międzynarodowej”. Dla mnie tytuł tej debaty był przykładem swoistego „wishful thinking”- „chciejstwa”: Stary Kontynent bowiem systematycznie traci znaczenie w wymiarze globalnym-i w wymiarze stricte politycznym (zwłaszcza po Brexicie) i demograficznym i ekonomicznym (przegrana rywalizacja z Azją właśnie).

Z mojego punktu widzenia XIII Doha Forum udowodniło po raz kolejny, że globalizacja -globalizacją, integracja – integracją, a i tak, jak przed paruset lat, a zapewne i w przyszłości najważniejszym drogowskazem dla poszczególnych państw są ich interesy i ich racja stanu. Polska też musi tak postępować.

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (23.12.2019)

 

Blog

Czy Angela Merkel dotrwa do końca czwartej kadencji?

Posted on

Rząd Prawa i Sprawiedliwości rozpoczął kolejną, czteroletnia kadencję, a tymczasem w Niemczech nad rządem Angeli Merkel sformowanym skądinąd dopiero pół roku po wyborach do Bundestagu zbierają się czarne chmury. Chodzi o sensacyjny przebieg zjazdu SPD czyli koalicjantki CDU-partii Frau Kanzlerin w rządzie. Wcześniej socjaliści uznali, że wzorem Zielonych wybiorą  przywództwo partii składające się nie z jednego lidera, ale z dwojga, parytetowo: mężczyzny i kobiety. Faworytem wydawał się obecny wicekanclerz i minister finansów Olaf Scholz i – w ramach tandemu –  Klara Geywitz. Tymczasem w partyjnym referendum z przewagą prawie 8% głosów wygrał lewicowy duet Saskia Esken i Norbert Walter-Borjans. Wyniki referendum, w którym brało udział 54% członków partii (230 tysięcy głosów na prawie 426 tysięcy uprawnionych) zostało potwierdzone przez kongres SPD, który w przedostatni weekend odbył się w Berlinie. Taki wybór oznacza ostry skręt w lewo i zagrożenie stabilności rządu RFN. Polityczną konsekwencją mogą być wcześniejsze wybory w Republice Federalnej, a to by oznaczało, że kanclerz Merkel skończy jak jej poprzednik i ojciec chrzestny jej politycznej kariery (później stałą się jego polityczną ojcobójczynią) –  kanclerz Helmuth Kohl czyli nie dotrwawszy do końca czwartej kadencji. „Lewicowy” tandem, który wygrał rywalizację o kierowanie lewicowa SPD co prawda nie mówi o wyjściu socjalistów z koalicji, ale chce stawiać CDU-CSU ostre warunki, gdy chodzi o realizację socjalistycznych postulatów programowych na szczeblu rządowym.

Lewicowy skręt SPD: pożegnanie z rządem? 

Norbert Walter-Borjans ma 67 lat i jest ekonomistą. Przeszło trzy dekady działa w SPD w największym ludnościowo landzie niemieckim: Nadrenii-Północnej Westfalii. Był w landowym rządzie tegoż kraju związkowego i to aż przez 7 lat (jako minister finansów). Chce, aby socjaliści zeszli z kursu liberalnego – skądinąd oznacza to, że partia niemieckiej lewicy, jak wiele partii socjalistycznych czy socjaldemokratycznych w UE ugrzęzła na bezdrożach liberalizmu. Jedyną szansą na odrobienie strat jest pójście na konfrontację z CDU w ramach koalicyjnego rządu lub też, może z czasem, zerwanie koalicji. Będzie się działo na Sprewą!

Wspominałem o Walterze – nowym współprzewodniczącym SPD, ale ten tandem jest uzupełniany przez Saskię Esken. Ta 58-letnia polityk należy do partii socjalistycznej od 29 roku życia. Działała w Badenii-Wirtembergii, a od 6 lat jest posłanką do Bundestagu. W klubie parlamentarnym SPD należy do „Parlamentarische Linke” czyli sformalizowanego lewicowego skrzydła SPD. Dla przewodniczącej Esken marzeniem jest, aby SPD w kwestiach socjalnych była jak postkomunistyczna partia „Die Linke”, a w sprawach polityki klimatycznej, transformacji energetycznej  jak formacja „Sojusz 90/Zieloni”.

CDU: szlaban na współpracę z AfD. Jak długo? 

Oczywiście SPD wcale nie musi wychodzić z rządu na szczeblu federalnym. Póki co o tym tylko aluzyjnie mówi. Ale już na przykład w Saksonii na początku tego miesiąca ta sama SPD ponownie weszła w koalicję landową z CDU, poszerzając ja jeszcze dodatkowo o Zielonych. Oznaczać to będzie ponowny wybór na premiera Saksonii przedstawiciela CDU Michaela Kretschmera. W Dreźnie nie było możliwe odtworzenie „Wielkiej Koalicji” jak w Bundestagu, bo po prostu CDU z 45 mandatami i SPD z 10 były w mniejszości wobec 64 mandatów potencjalnej opozycji: Zielonych (12), eurosceptycznej i antyemigracyjnej AfD (38) i postkomunistów z Die Linke (14). Te wyniki są świetne dla prawicowej „Alternative fuer Deutschland” („Alternatywa dla Niemiec”), bo partia ta osiągając 38 mandatów zajęła drugie miejsce, uzyskując niemal czterokrotnie (!) więcej mandatów niż  socjaliści  z SPD. Czy to wróży, że niemiecka chadecja (CDU-CSU) będzie zmuszona po tej kadencji szukać porozumienia z rosnącą w siłę AfD? To oczywiście tylko prognoza. Ale czy należy ją do końca odrzucić?

Dopiero po raz trzeci w  najnowszej historii Niemiec na szczeblu landowym dochodzi do tzw. koalicji kenijskiej. Czemu kenijskiej? Bo kolory flagi Kenii jak ulał pasują do barw partii tworzących nowy rząd na poziomie kraju związkowego: czarny – symbolizuje CDU, żółty –  liberałów, zielony – wiadomo. Przedtem koalicyjne rządy tych trzech partii z pominięciem SPD zawarto jedynie w Saksonii-Anhalt i Brandenburgii.

Polityczny happening – oburzenie Żydów … 

W innym z kolei niemieckim landzie: landzie-mieście Berlin miała miejsce kolejna prowokacja polityczno-artystyczna. W miejscu, gdzie w III Rzeszy Niemieckiej odbywałaby się obrady parlamentu czyli w Operze Krolla „kolektyw artystyczny” określający się jako „Centrum Politycznego Piękna” ustawił 2,5 metrową kolumnę wypełnioną ponoć prochami ofiar Holocaustu. Miał to być protest przed … podejmowaniem współpracy przez CDU ze wspomnianą już prawicową i antyemigracyjną „Alternatywa dla Niemiec”.

Happenig okazał się skandalem: ostro zaprotestowały, poza politykami, środowiska żydowskie. Lewackim artystom zarzucono znieważanie ludzkich szczątków oraz zakłócanie spokoju nieżyjących, co przecież jest pogwałceniem jednej z fundamentalnych zasad religii Żydów- judaizmu.

Lewactwo przeprosiło, ale „pomnika” nie usunęło – jedynie zasłaniając tablicą miejsce z rzekomymi ludzkimi prochami.

Czy zatęsknimy za Merkel? 

Na ostatnim zjeździe CDU to nie kanclerz Angela Merkel miała zasadnicze przemówienie polityczne, przemawiała dopiero jako czwarta w kolejności, a w trakcie obrad, siedząc  w prezydium, uwagę poświęcała głównie nie tyle dyskusji, co … swojemu telefonowi komórkowemu. Nie wiadomo tylko czy był to telefon służbowy, czy ten słynny prywatny, podsłuchiwany w swoim czasie (tylko wtedy?) przez Amerykanów, co stało się powodem międzynarodowego skandalu i oburzenia Frau Kanzlerin.

Znaczenie polityczne czterokrotnej kanclerz spada, ale przestrzegam przed „Schadenfreude”. Pamiętajmy polskie przysłowie: „Nie ciesz się dziadku z cudzego upadku”. Mogliśmy łapać się za głowę, obserwując efekty fatalnej polityki imigracyjnej niemieckiej kanclerz czy zżymać się na nią za sposób, w  jaki politycznie uśmierciła swojego patrona Helmutha Kohla, ale na tle szeregu innych polityków niemieckich, zwłaszcza młodszego pokolenia, a także choćby francuskiego specjalisty od mózgów (NATO? Swojego?) prezydenta Emanuela Macrona, Merkel wydaje się w dużej mierze przewidywalna. Ta wychowana w komunistycznej NRD polityk CDU, wydaje się mieć także bardziej realistyczny stosunek do Rosji niż szereg jej partyjnych kolegów, nie mówiąc już o SPD czy niemieckich liberałach. Krytykując często Merkel, życzę aby nie nastąpił czas, kiedy za nią zatęsknimy…

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (16.12.2019)

Blog

Świąt radosnych – dla jednych, bezpiecznych – dla drugich…

Posted on

Pan Jezus rodzi się na nowo. I rodzi się wszędzie. Także dla tych chrześcijan, dla których wiara w niego oznacza ryzyko utraty życia: dla naszych braci w wierze w muzułmańskich krajach Afryki czy na Bilskim Wschodzie. A więc wszędzie tam, gdzie radykalni islamiści prowadzą czystkę, nie tyle etniczną, co właśnie religijną. Ciesząc się Świętami, rodzinnym spotkaniem w bezpiecznym polskim domu, patrząc na dzieci i wnuki zachwycone prezentami, pomyślmy o tych, którzy – jak my – wierzą w Boga Ojca Wszechmogącego i Jezusa Chrystusa  – i płacą za to cenę najwyższą.

Kilka lat temu, tuż po świętach Bożego Narodzenia, a jeszcze przed świętem Trzech Króli odwiedziłem obozy dla uchodźców-chrześcijan w Erbilu, stolicy irackiego Kurdystanu. Pełen kościół, a raczej pełen barak przemieniony na tymczasową kaplicę -pełen ludzi, którzy uszli  z życiem przed mordercami z Państwa Islamskiego. Żywy kościół pełen ludzi spontanicznie okazujących wiarę, dla których spotkanie z Panem Bogiem nie jest niedzielnym rytuałem, tylko czymś bardzo autentycznym. To było poruszające. Pamiętam to do dziś. Podobnie jak msze święte w krajach, w których chrześcijanie stanowią niewielką mniejszość. Ostatnio w Ankarze, choć akurat w stolicy Turcji wyznawcom Chrystusa nic nie grozi (w głębi kraju jest z tym gorzej). Ale też choćby w Bahrajnie. W szeregu muzułmańskich miast świątynie katolickie czy innych wyznań chrześcijańskich nie są w ogóle oznakowane. Nie ma żadnego szyldu, nie ma krzyża, żeby nie prowokować, bo licho spod znaku Allacha nie śpi. I tak, kto ma wiedzieć, że odbywa się tam spotkanie z panem Bogiem, to wie i trafi.

Wiele tysięcy kilometrów od Polski, równie tradycyjnie jak w naszym kraje będą obchodzone święta Bożego Narodzenia w  polskich kościołach w Europie Zachodniej, Ameryce czy Australii. Trochę zasmakowałem tej polskiej atmosfery – ostatnio na „Trójcowie” (!) czyli w kościele Świętej Trójcy w Chicago (jednym z dwóch, trzech miast na świecie o największej liczbie Polaków…) czy w Nowym Jorku w kościele p.w Świętego Stanisława Męczennika. Tam było, jak u nas: portrety Matki Boskiej Częstochowskiej, naszego polskiego papieża, msze po polsku. Nie dziwmy się zatem, że ten właśnie, co jest na portretach, Jego Świątobliwość Jan Paweł II nazwał naszych rodaków żyjących poza krajem – „Polską poza Polską”. Trafniej nie można było. Powiedział to w stanie wojennym, w 1982 roku, gdy odwiedzał Wielką Brytanię. Było to w Londynie ,na stadionie piłkarskiego klubu Crystal Palace. Dziś tego stadionu nie ma, ale słowa największego Polaka w dziejach pozostają aktualne.

Z okazji świąt Bożego Narodzenia serdeczne słowa dla tych, którzy po polsku się modlą, ale też dla tych, którzy się może i nie modlą, bo wiara jest łaską, ale wiedzą, że Matka Boska jest Królową Polski, a  Kościół polskości ostoją. I że nie wolno szargać narodowych świętości. Radosnych Świąt, Rodacy!

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (18.12.2019) 

 

Blog

Niedobre rezolucje PE

Posted on

Na ostatniej w tym roku sesji Parlamentu Europejskiego w Strasburgu przegłosowano dwie rezolucje, które muszą dziwić. Pierwsza dotyczy tzw. podatku cyfrowego – propozycja, aby był on uchwalany na unijnym forum nie jednogłośnie, ale kwalifikowaną większością głosów jest odejściem od fundamentalnej zasady, że podatki to suwerenna sprawa poszczególnych krajów członkowskich. I każde państwo może regulować je tak, jak chce – bez oglądania się na Brukselę. Teraz to się ma zmienić, tym bardziej iż słyszymy dążenia, aby rozszerzyć te nową regułę z podatku cyfrowego na wszystkie podatki (!). Tymczasem sukces gospodarczy np. Irlandii w ostatnim ćwierćwieczu był efektem przyjęcia przez Dublin najniższych podatków w Europie dla zagranicznych inwestorów – co spowodowało wielki napływ kapitału z USA (często zresztą z irlandzkimi korzeniami). Wprowadzenie nowych regulacji odnośnie podatków w UE będzie dla Polski skrajnie niekorzystne – podatki zachęcające inwestorów mogą być bowiem instrumentem utrzymania wysokiego tempa rozwoju polskiej gospodarki. Druga rezolucja dotyczyła LGBT i choć Polski w tytule nie wymieniała – to już w tekście tak. Ochrona mniejszości jest rzeczą słuszną, rzecz w tym że akty agresji na mniejszości seksualne w Polsce są rzadsze niż w wielu krajach np. Europy Zachodniej. Jak widać Polska musi się bronić na forum UE i przed niekorzystnymi tendencjami w obszarze finansów i przed fejkami w innych obszarach.

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (21.12.2019)

Blog

Unia Europejska: gra w politykę klimatyczną

Posted on

W cieniu decydującego głosowania nad powołaniem nowej Komisji Europejskiej przez europarlament na sesji w Strasburgu postały inne ważne debaty i decyzje eurodeputowanych.

Omawiano między innymi Konferencję ONZ w sprawie zmiany klimatu w 2019 roku (COP25 w Madrycie). Formalnie związane to było z tzw. „pytaniami ustnymi” zadanymi w  związku z tym przez siedmioro posłów z Komisji Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowa Publicznego i Bezpieczeństwa Żywności – w tym przez europosłankę PiS Jadwigę Wiśniewską.

Europa – najambitniejsza polityka klimatyczna i milczenie Rosji 

Szczyt Klimatyczny był autorskim projektem Sekretarza Generalnego ONZ, byłego socjalistycznego premiera Portugalii Antonio Guterresa. W Hiszpanii w grudniu okaże się zapewne po raz kolejny, że to Europa, w tym Unia Europejska, ma najambitniejszą politykę klimatyczną, co kontrastuje z deklaracjami w tym zakresie władz USA, Rosji i Chin. Przypomnę, że to nasz kraj w grudniu 2018 roku w Katowicach zorganizował konferencję  COP24, co pokazało, że Polska jest aktywnym graczem, gdy chodzi o politykę klimatyczną i obaliło pokutujące mity, że rząd PiS jest „blokującym” zmiany w tym obszarze. Polska bierze aktywny udział w tych globalnych negocjacjach.

Przed nami prezydencja Chile w COP, podczas której Polska będzie aktywnie brała udział w tej „grze” w trosce o własne interesy. Oczywiście pamiętamy, że dla nas głównym odniesieniem jest Unia Europejska. Tutaj mamy do czynienia ze swoistym wyścigiem między instytucjami unijnymi. Oto bowiem unijny szczyt UE w grudniu tego roku ma podjąć w tym zakresie istotne decyzje – a tymczasem niezależnie od tego szczytu Rady Europejskiej, nowa Komisja Europejska ma przedstawić – zgodnie z zapowiedzią przewodniczącej Ursuli von Leyen – po 100 dniach swojego funkcjonowania założenia nowej polityki klimatycznej łącznie z doktryna  „neutralności klimatycznej”. W praktyce ma to więc nastąpić na posiedzeniu Parlamentu Europejskiego w Strasburgu 9-12 marca lub posiedzeniu PE w Brukseli 30-31 marca. Te różnice między Radą a Komisją wpisują się w pewną tendencję, coraz bardziej dostrzegalną w Unii, dotyczącą sporów między instytucjami UE. Tak było w przypadku powiązania unijnego budżetu z oceną stanu praworządności w krajach członkowskich UE (kompletnie skrajne stanowiska w 2018 roku Komisji Europejskiej z jednej strony, a europejskiego „NIK-u” czyli ETO -Europejskiego Trybunału Obrachunkowego w Luksemburgu –  z drugiej) oraz w kwestii uchodźców (wyraźny konflikt między stanowiskiem Rady Europy i Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej czyli TSUE w 2019 roku).

Kto zapłaci za transformację? Ucieczka bogatych …

Polska chce transformacji energetycznej, a jednocześnie nie jest w stanie przeprowadzić jej bez znaczącej, realnej pomocy ze strony Unii. Kompromis w sprawie celów polityki klimatycznej  musi, z polskiego punktu widzenia, opierać się na czterech głównych fundamentach: 1. Konieczność zachowania konkurencyjności gospodarki europejskiej (w tym polskiej!), 2. Sprawiedliwość społeczna transformacji – nie kosztem biedniejszych krajów i biedniejszych grup społecznych! 3. Respekt dla krajowych uwarunkowań krajów członkowskich UE, 4. Prawo państw Unii do uszanowania miksu energetycznego.

Fundamenty owe zostały zaakceptowane przez szczyt Rady Europejskiej w czerwcu 2019. Teraz czekamy na konkretne propozycje wsparcia finansowego dla Polski ze strony przewodniczącej KE von der Leyen. Według niepotwierdzonych przecieków Komisja Europejska ma nam zaoferować pulę rekompensat za przekształcenia w obszarze energetycznym w kwocie 5 miliardów euro, tymczasem realne koszty naszego państwa mają wynieść… przeszło 40 razy więcej. W przypadku Czech i Węgier te koszty będą oscylować w granicach 100 miliardów euro, a więc ponad dwa razy mniej niż w przypadku Rzeczypospolitej.

Polska nie może zgodzić się z sytuacją, w której dosłownie wszystkie najbardziej energochłonne  lub najbardziej emisyjne usługi, będą produkowane lub dokonywane poza UE-27 (lub UE-28). Rząd Polski kategorycznie domaga się, aby polityka klimatyczna UE odzwierciedlała różnicę w poziomie rozwoju gospodarczego krajów członkowskich Unii, ale też respektowała ich prawo do samodzielnego kształtowania krajowego miksu energetycznego. Unia musi też praktycznie akceptować różnice istniejące na Starym Kontynencie w kontekście kapitału w sektorze energetycznego, a także różnice zamożności poszczególnych krajów mierzone w PKB „per capita”. Ważne jest, aby polityka UE była społecznie akceptowana. Nie chcielibyśmy, aby Polska w wyniku błędnych decyzji Brukseli stała się areną rozruchów, starć i demonstracji, jakie były udziałem co weekend we Francji („żółte kamizelki”) oraz ostatnio Holandii. Teoretycznie nowa przewodnicząca Komisji Europejskiej akceptuje jedno z głównych uzgodnień COP24 w Katowicach czyli „Deklarację Sprawiedliwej i Sprawnej Transformacji”. Ten przyjęty w Polsce postulat został zaakceptowany już przez 56 podmiotów Konwencji Klimatycznej ONZ, w tym właśnie Unię Europejską.

Diabeł (albo Bóg!) tkwi w szczegółach 

Co proponuje UE jeśli chodzi o politykę klimatyczną? Przede wszystkim to „Nowy Ład Europejski” czyli faktyczne zwiększenie redukcji emisji do 50%. Niektórzy proponują nawet 55%, choć to raczej wytrych negocjacyjny. Chce tez rewizji celów OZE (Odzyskiwalnych Źródeł Energii) i tzw. efektywności energetycznej, wreszcie osiągnięcia tzw. „neutralności klimatycznej” za 31 lat. Te ambitne cele ma wspierać „Fundusz Sprawiedliwej Transformacji”. Rzecz w tym, że diabeł siedzi w szczegółach: różnice między oczekiwaniami ze strony państw naszego regionu, w tym Polski, a tym na co chcą zgodzić się najbogatsze państwa w UE są olbrzymie. Ale też nie wiadomo, czy ów „fundusz pomocowy” dla naszego kraju i naszych sąsiadów z regionu będzie częścią pakietu i kiedy będzie przedstawiony: czy w tym samym terminie, co polityka energetyczna czy też będzie swoistym aneksem ogłoszonym później? „Bóg siedzi w szczegółach”- mówi żydowskie przysłowie.

„Diabeł siedzi w szczegółach” – mówiąc z kolei polskim powiedzeniem – również w europejskim Prawie Klimatycznym, bo konia z rzędem temu, kto wie, czy odpowiednie zapisy owego EPK miałyby jednoznacznie wskazywać w jaki sposób osiągnąć owe cele! Czy na przykład przez liniową redukcję emisji z sektorów objętych ETS i nieobjętych ETS?

Komisja Europejska już oceniła, że aby osiągnąć cel „neutralności klimatycznej” do połowy tego wieku konieczne będą inwestycja na poziomie do 300 miliardów euro rocznie. Cóż zrobić, jeżeli tylko sama Polska może zgłosić aspiracje do 2/3 tej kwoty? Oto jest – europejskie –pytanie Anno Domini 2019?

Tekst ukazał się przed brukselskim szczytem Rady Europejskiej, który był poświęcony neutralności klimatycznej. 

*artykuł ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (02.12.2019) 

 

Blog

Pocztówka z Etiopii

Posted on

Jestem w kraju ostatniego laureata Pokojowej Nagrody Nobla ,premiera Etiopii Abiya Ahmeda. Żeby tu się znaleźć, musiałem przemierzyć 3000 mil w powietrzu. Jak ktoś nie może żyć bez europejskiego systemu miar i źle się czuje z tym anglosaskim, to przetłumaczę, że w samolocie przeleciałem 4830 kilometrów. Chcąc nie chcąc – a wielkiego wyboru nie miałem – skorzystałem z Ethiopian Airways. Tak, ten sam przewoźnik, którego samolot uległ katastrofie 10 marca tego roku lecąc ze stolicy Etiopii do stolicy Kenii – a więc na tej samej trasie, na której zaraz i ja będę podróżował… Zginęło wtedy 157 osób, w tym polski dyplomata.

Te linie, uwaga, mają coś wspólnego z LOT-em! Nie, nie jedzenie. Obaj przewoźnicy razem współtworzą, razem z np. niemiecką Lufthansa czy Austrian Airlines „Star Alliance”. Hasłem etiopskich linii jest dumne zawołanie: „New Spirit of Africa”. Leciałem z Wiednia niespełna sześć godzin. Ląduję w międzynarodowym porcie lotniczym Bole, w stolicy kraju, która za czasów mojej młodości nazywała się Addis-Abebe, a teraz Addis-Ababa. A może się mi tylko tak wydawało?

W jednej sprawie etiopski „LOT” zdobywa moje serce i to od razu. Po pierwsze można posłuchać muzyki – a w takim „Air Belgium” to na przykład jest niemożliwe. Ale co dużo ważniejsze w dziale audio znajduje jako pierwsza pozycja(!) „The Life and Works of Chopin”. Dwie części, jedna ponad dwie i pół godziny, druga prawie dwie i pół: nagrania i opowieści o Fryderyku, a przy okazji sporo o polskiej kulturze i historii! Żeby tak europejscy przewoźnicy wzięli przykład z Etiopczyków. Kiedyś musiałem pisać list otwarty do Lufthansy, bo na trasach transatlantyckich w repertuarze muzycznym było zatrzęsienie kompozytorów rosyjskich, a żadnego polskiego, nawet właśnie Chopina!

Przeglądam pozycje muzyki etiopskiej dostępne na pokładzie. Zero klasyki, niestety, ale to oczywiste, za to króluje pop. Zapisuje sobie nazwiska wykonawców ,o których słyszę pierwszy raz w życiu: Ali Birra, Anbessa, Kiros Alemayehu, Aster Kebede, Mestamet Melesse, Aster Aweke, Michael Lemma Demisew – o ile poprawnie zapisałem. Ale też wchodzę na ofertę filmową: tutejsza kinematografia to fakt, a nie kaprys. Reżyserzy i aktorzy: Birhanu Worku czy Tamiru Berhanu tworzą tu, na miejscu.

Lecimy z Wiednia nad Bukaresztem, potem między Atenami a Ankarą, obok Antalyi, mijamy po lewej Amman, następnie Jeddah, po prawej opisywany przez Sienkiewicza „W pustyni i puszczy” Chartum, po lewej Axum, przelatujemy nad Gonder i jesteśmy nad stolicą Etiopii, mając po lewej Dżibuti. Do tego w samolocie podają zupę-kartoflankę, więc mogę poczuć się niemal jak nad Wisłą i Odrą…

Śmieszy mnie rysunek w samolotowej toalecie, umieszczony w aż dwóch miejscach – żeby nie umknął uwagi. Czytelnie zilustrowany zakaz wyrzucania do ubikacji butelek(!), widelców(!), szczoteczek do zębów, tubek od pasty do zębów, kubków i zakrętek. No, jednak co, jak co, w polskim LOT takiego zakazu nie ma. Pokusy też jakoś nie…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (20.11.2019) 

 

Blog

Chopin u Trumpa

Posted on

Waszyngton, Waszyngton… W grudniu jest tu zimniej niż w Polsce, ale… kwitną bratki! Co prawda „na polu” – jakby to powiedzieli w Małopolsce – mroźno, ale w polityce amerykańskiej bardziej niż gorąco.

Naprzeciwko Departamentu Sprawiedliwości, a po skosie, ze 150 metrów od siedziby FBI  („J. Edgar Hoover FBI Building”) znajdującej się przy 935. Pennsylvania Avenue znajduje się wysoki budynek z wielką, łopoczącą na wietrze flagą USA. Kiedyś była tutaj centralna siedziba amerykańskiej poczty. Teraz jest to część imperium Donalda Johna Trumpa – jeden z jego hoteli. Ten mniej znany niż najsławniejszy-nowojorski (choćby z filmu „Kevin sam w  Nowym Jorku” – w którym zresztą w epizodycznej rolce pokazuje się przyszły prezydent). Tworzą one sieć „Trumps hotels”.

Ten waszyngtoński umiejscowiony jest przy 1100 Pennsylvania Avenue, w północno-zachodniej części stolicy USA i otoczony ulicami Jedenastą i Dwunastą. Nie można wejść, zapewne z powodów  bezpieczeństwa, ani  głównym wejściem od Pennsylvania Av., ani bocznym od Dwunastej. Jedynie otwarte drzwi znajduję przy 11 St. Pamiętam, że w dniu inauguracji 45. prezydenta w historii USA w styczniu 2017 roku cały hotel zamknięty był na głucho w obawie przed demonstrantami. Osobiście to sprawdziłem ! Przyjechałem wtedy na uroczystości, byłem gościem na tradycyjnym balu prezydenckim Trumpa, gdzie entuzjazm dla nowego gospodarza Białego Domu sięgał zenitu, ale do hotelu prezydenta wejść było nie można. Zatrzymałem się w pobliskim Marriotcie, tuż przy trasie przemarszu z okazji początku prezydencji, widziałem potłuczone przez antytrumpowskich chuliganów  wystawy sklepowe i policyjne blokady.

W hotelu wita kolejna wielka amerykańska flaga, chyba ze dwadzieścia metrów na siedem oraz wysoka, bodaj na sześć metrów, choinka – święta za pasem. Przy recepcji goście w jeansach i t-shirtach, na luzie, choć z zasobnymi portfelami. Hotel musi być drogi, żeby właścicielowi zwróciło się 200 milionów dolarów wydane za remont gmachu, a także starczyło na czynsz (3 miliony dolarów!). Tylko najmłodsi czytelnicy „GP” doczekają czasów, gdy „Trump Hotel” przestanie być użytkowany przez Trumpa – dzierżawa ma jeszcze potrwać 57 lat. Bo wbrew obiegowym opiniom, nie jest to wcale własność pana Donalda i jego rodziny.

W trumpowskim hotelu mam bardzo ważne spotkanie.  Za zupę z kurczaka płacę 17 dolarów, w karcie znajduję i – ze względów patriotycznych zamawiam – wódkę „Chopin”: za 1,5 uncji czyli powiedzmy „pięćdziesiątkę” trzeba uiścić 20 USD. Ale jest też „Belvedere” – a więc polskie wódki równoważą wpływy rosyjskiej „Stolicznej”. W hotelu „Trump” są też wina „Trump” . I tak wino musujące Monticello – Trump z 2014 roku za 86 USD za butelkę, „różowy” Trump z 2017 za 16 USD za kieliszek, „biały” Chardonnay Trump z 2016 za 17 USD za kieliszek, wreszcie „czerwony” Meritage – Trump z 2016 za 72 USD za butelkę. Czerwone wino jest dobre na serce, więc próbuję: mocny, głęboki bukiet, ale zrównoważony. Przy obiedzie wznoszę winem „Trump” toast za drugą, oby, kadencję Trumpa. Dla Polski byłoby lepiej, żeby za 13 miesięcy w Białym Domu był dalej ten sam lokator…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (11.12.2019) 

 

 

Blog

Płatnicy netto dają do UE – i biorą …

Posted on

Oto zapis radiowego wywiadu, jakiego udzieliłem red. Antoniemu Trzmielowi. Rozmowa była emitowana w Polskim Radiu – PR 24

W studiu Antoni Trzmiel, dziennikarz Telewizji Polskiej i jego gość. A gościem jest Ryszard Czarnecki, europoseł do Parlamentu Europejskiego, Prawo i Sprawiedliwość. 

 – Witam Pana, witam Państwa

Panie Pośle, za moment ważny szczyt Unii Europejskiej, premier Mateusz Morawiecki jedzie, co jest najważniejsze do wynegocjowania? 

–  Wiemy, że ten szczyt zajmie się polityką klimatyczną. Uwaga, tutaj pewne rozdwojenie jaźni widzę w Unii, ponieważ Komisja Europejska zapowiedziała ustami swojej nowej niemieckiej przewodniczącej, że po stu dniach urzędowania przedstawi swoją wizję polityki klimatycznej i unijnej neutralności klimatycznej do połowy tego wieku. I to ma nastąpić do połowy marca, a tutaj Rada Europejska nie chce czekać na Komisję Europejską, więc zobaczymy czy może decyzje podejmowane w Brukseli w połowie grudnia będą tożsame z tym, co również w Brukseli, a może w Strasburgu będzie Komisja Europejska przedstawiać.

Parlament Europejski już ogłosił strajk, alarm klimatyczny, przed chwilą głos zabierał Janusz Wojciechowski, polski komisarz do spraw rolnictwa w całej Unii Europejskiej i podkreślał, że decyzje są w rękach państw członkowskich, że on będzie bronił europejskiej polityki rolnej. Ona jest zagrożona? 

– Na pewno jest tak, że ekolodzy, Zieloni preferują w praktyce te wielkie gospodarstwa, gospodarstwa wielkohektarowe, bo one są siłą rzeczy bogatsze i łatwiej jest im wprowadzać pewne standardy ekologiczne, tak to nazwijmy trochę w skrócie. Tymczasem nie można abstrahować –  i tutaj nasz polski komisarz ma rację w stu procentach – nie można abstrahować od obecnej struktury rolnej Polski na przykład, także Polski, gdzie jednak przede wszystkim siłę podstawową stanowią gospodarstwa małe i średnie – gospodarstwa rodzinne. Nie można ich przekreślać. Nie można ich dyskryminować. I cieszę się, że mamy człowieka w Brukseli, który będzie generalnie bronił CAP (Common Agricultural Policy), Wspólnej Polityki Rolnej, ale będzie także bronił interesów polskich rolników, co jest szczególnie ważne, ponieważ Polska jest jednym z dwóch krajów w Unii, obok Grecji, o największym procencie ludzi zatrudnionych w rolnictwie.

– Jeszcze niedawno Wasz lider, Jarosław Kaczyński zapowiadał, że dzięki środkom unijnym kolejne środki trafią do polskich rolników właśnie z dbałości o dobrostan zwierząt. 

 – Tak  i tu od razu powiem, że jeżeli Pan mnie zapyta o możliwości manewru i skutecznej presji negocjacyjnej w trakcie tych rokowań odnośnie nowego budżetu siedmioletniego Unii Europejskiej na lata 2021-2027, to ja tutaj widzę obecnie większe możliwości odwrócenia tego fatalnego projektu budżetu, pod którym się podpisała komisarz Elżbieta Bieńkowska, która zakończyła urzędowanie raptem dziesięć dni temu, z końcem listopada…

To był projekt poprzedniej Komisji Europejskiej. 

– Tak. To projekt poprzedniej Komisji, ale który cały czas jest na stole. Otóż, ja tutaj widzę możliwości istotnych, daleko idących korekt właśnie, gdy chodzi o obszar rolnictwa. Trudniej będzie, chociaż one też będą, gdy chodzi o korekty finansowe dla Polski w obszarze Funduszu Spójności.

Chcąc mieć rezultaty, trzeba dać odpowiedni wkład ,jeśli oczekujemy większego wkładu rolnictwa europejskiego w europejski „Zielony Lad”, to potrzebujemy większego wkładu w rolnictwo. To są absolutnie powiązane ze sobą rzeczy – podkreślał komisarz Wojciechowski. Tymczasem wiemy, wszystko na to wskazuje, że Wielka Brytania opuści Unię Europejską, więc budżet po prostu będzie mniejszy. 

– Tak, myślę, że już pojutrze wybory -jak zwykle w Wielkiej Brytanii w czwartek –  wybory do House of Commons, do Izby Gmin, izby niższej brytyjskiego parlamentu pokażą, kto będzie dominować – a myślę, że będzie dominować „opcja brexitowa” , bo te wybory wygrają Torysi, wygra Partia Konserwatywna z premierem Jej Królewskiej Mości Borisem Johnsonem na czele . I to będzie pierwszy premier, który na Brexicie wygra, bo na razie jego dwóch poprzedników straciło stanowisko na wskutek Brexitu: David Cameron i Theresa May. Natomiast tak, ma Pan rację, Brexit nadciąga i to zwycięstwo czwartkowe, pojutrze, konserwatystów, spodziewane, bardzo prawdopodobne będzie kolejnym krokiem ku Brexitowi.  Aczkolwiek tak naprawdę ja bym się tak nie zakładał, że on  będzie na sto procent 31 stycznia, chociaż jest to prawdopodobne.

Ale czy to utrudni nam negocjacje, utrudni sytuację, utrudni negocjacje podczas szczytu? Bo my chcemy większego budżetu, dzięki temu więcej trafia do nas, choć jak zauważa „The Economist” także sporo wraca z powrotem – na przykład do Niemiec, które są płatnikiem do wspólnego budżetu. To jedno, ale powiększenie tego budżetu może być trudne – czy mamy w ogóle sojuszników? 

– Po pierwsze „The Economist” zwraca uwagę, że to jest ulica dwukierunkowa, gdy chodzi o środki finansowe. To znaczy płatnicy netto owszem wykładają kasę, ale potem bardzo dbają o to, żeby część tej kasy wróciła z powrotem – czy w postaci wygrywanych przetargów, kontraktów przez różnego rodzaju spółki-córki, które obsługują te projekty europejskie i potem wracają te pieniądze do Niemiec, Holandii, a także na przykład Portugalii – gdy chodzi o firmy infrastrukturalne, drogowe. Ale z drugiej strony one też wracają do tych państw dzięki zmianie struktury budżetu – a więc więcej na badania naukowe, technologie, więcej na naukę, na uczelnie wyższe i tutaj korzystają na tym głównie płatnicy netto, więcej na politykę imigracyjną – a więc skorzystają przede wszystkim te państwa, które imigrantów przyjmują. Pan zapytał się kto jest sojusznikiem? Uwaga, zaskoczę może niektórych – ta instytucja, na którą narzekamy, często słusznie, Parlament Europejski, który się opowiada zawsze za dużym budżetem, a więc dzięki temu kawałek tego tortu dla Polski też będzie większy. Jest tak, że tutaj Rada Europejska, prezydencja fińska stara się również ciąć ten budżet, Komisja Europejska także   – ale Parlament Europejski wychyla to wahadło w stronę korzystną.

Dobrze, to jeszcze jedno. Panie przewodniczący, Najwyższa Izba Kontroli – wracamy teraz do podwórka krajowego – wykryła liczne nieprawidłowości w finansowaniu inwestycji i remontów realizowanych ze środków publicznych – poinformowano na konferencji szefa Najwyższej Izby Kontroli. Tymczasem jeszcze niedawno nawoływaliście do odejścia Mariana Banasia, teraz to jest rewanż? 

– Myślałem, że Pan mnie będzie pytał o europejski NIK czyli European Court of Auditors, który zresztą mieści się w Luksemburgu, którego członkiem był do niedawna wspomniany przez Pana na początku tego wywiadu pan Janusz Wojciechowski. A więc ja jestem kompetentny, gdy chodzi o „euro-NIK”, Europejski Trybunał Obrachunkowy – tak się nazywa. I zwracam uwagę, że tenże ETO  był sojusznikiem Polski w jednej ważnej kwestii – mianowicie sprzeciwił się propozycji Komisji Europejskiej, aby karać różne kraje w zależności od przestrzegania lub nieprzestrzegania subiektywnie ocenianej praworządności – tyle w temacie europejskiego NIK-u.

A propos polskiego NIK-u rozumiem już Pan rozmawiać nie chce. To jeszcze jedno. Vera Jourova zapowiada, że chce w Polsce rozmawiać o praworządności. Myśli Pan, że poruszy sprawę Mariana Banasia? 

– Pani Vera Jourova jest komisarzem po raz drugi i myślę, że będzie miała więcej empatii niż pan Timmermans, bo pochodzi  z naszego regionu i sama osobiście stała się ofiarą wymiaru niesprawiedliwości, po sąsiedzku, w Czechach. Mało kto o tym wie, ona siedziała w więzieniu przez miesiąc pod zarzutami korupcyjnymi. Po czym wyszła z więzienia i została oczyszczona i dostała odszkodowanie finansowe-  więc myślę, że ona doskonale wie jak funkcjonuje wymiar niesprawiedliwości i dlatego też, mam nadzieję, może być naszym sojusznikiem, a przynajmniej będzie patrzyła nie przez takie ideologiczne okulary jak pan Frans towarzysz Timmermans.

„Będę sprawiedliwa, ale nie odpuszczę”- mówiła w Deutsche Welle pani komisarz. Ryszard Czarnecki zaś mówił w Radiowej Jedynce. Dziękuję serdecznie. 

 – Dziękuję bardzo.

Blog

Polityka klimatyczna to próba ograniczenia konkurencyjności Polski!!!

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu mojego radiowego wywiadu, jakiego udzieliłem red. Antoniemu Opalińskiemu. Rozmowa była wyemitowana przez Polskie Radio 24 (PR 24).

Dobry wieczór Państwu, Antoni Opaliński, zapraszam na „Świat w powiększeniu” i ekspresem ze świata emocji sportowych przenosimy się do świata emocji politycznych i zdaje się, że również klimatycznych. Trwa szczyt Unii Europejskiej, tam między innymi dyskutowane są propozycje Komisji Europejskiej w sprawie neutralności klimatycznej, Polska stara się tutaj swoje propozycje forsować, między innymi takie, żeby ta neutralność była obliczana dla całego kontynentu, a nie dla poszczególnych krajów. To zapewniłoby pewien jednak oddech dla gospodarek tych krajów, które mogą mieć większy problem z osiągnięciem tych ambitnych celów. Też jest pytanie o wskazanie skąd mają być środki na sprawiedliwą transformację energetyczną, bo zdaje się, że w budżecie nie wskazano skąd one mają pochodzić. A naszym rozmówcą jest teraz w studiu w Parlamencie Europejskim pan Ryszard Czarnecki, poseł do Parlamentu Europejskiego. Dobry wieczór! 

– Witam Pana, witam Państwa.

Czy coś wiadomo, czy są w tej chwili jakieś wiadomości ze szczytu Unii? Czy polskie propozycje mają szanse na to, żeby spotkać się z jakimś poparciem? 

– Spotkaliśmy się dzisiaj z panem premierem Morawieckim, było to około godziny trzynastej. Pan Premier na szczyt Rady Europejskiej wchodził dosłownie jakieś 2,5 godziny temu, natomiast ten szczyt potrwa, potrwa do rana. Tutaj jest taki swoisty dwugłos w Unii Europejskiej. Mianowicie Komisja Europejska wczoraj w Parlamencie Europejskim przedstawiła taką litanię odnośnie „Zielonego Ladu”. Widać, że przygotowaną bardzo pośpiesznie, bo w lipcu pani przewodnicząca Komisji Europejskiej von der Leyen zapowiadała, że po stu dniach funkcjonowania Komisji Europejskiej przedstawi założenia nowej polityki klimatycznej – ale jak się Komisja Europejska dowiedziała, że szczyt Rady będzie poświęcony temu samemu tematowi, to przyspieszyła i zamiast po stu dniach swojego urzędowania, to już po dziesięciu dniach urzędowania przedstawiła te założenia. Pokazuje to też pewien brak powagi. To jest naprawdę sprawa bardzo istotna, ponieważ konsekwencje przyjęcia takich czy innych założeń w obszarze transformacji energetycznej oznaczają miliardy euro, które obciążą poszczególne kraje. Jako polski polityk muszę dbać o polskie interesy i chcę i  muszę powiedzieć, że wizja, gdy najbogatsze kraje członkowskie Unii Europejskiej, które miały czas lat kilkudziesięciu na dostosowanie się do coraz bardziej wyśrubowanych standardów ekologicznych chcą przerzucić piłeczkę kosztów na kraje mniej zamożne, a Polska jest jednym z siedmiu najmniej zamożnych państw, gdy chodzi o PKB na głowę mieszkańca-owszem rośniemy, już prześcignęliśmy Grecję, już jesteśmy blisko Portugalii, gdy chodzi o PKB na głowę mieszkańca, ale jednak jesteśmy wciąż w tej siódemce krajów najmniej zamożnych – tutaj ten wąż w kieszeni, gdy chodzi o Fundusz Sprawiedliwości Energetycznej, który jak słyszymy w kuluarach jest w kieszeni poszczególnych największych państw płatników netto, jest to bardzo zła wiadomość dla Polski i dla krajów naszego regionu , bo na ich barki usiłuje się te koszty przerzucić.

Proszę Pana, ale nawet gdyby udało się wynegocjować tutaj jakieś duże kwoty, które by rekompensowały te straty związane z przyspieszoną transformacją energetyczną, tak czy inaczej, charakter w ogóle tego wszystkiego, co wczoraj zarysowała, jak Pan mówi, w swoim pospiesznie skrojonym projekcie Komisja Europejska właściwie powoduje, że powstaje taki superrząd europejski, który będzie wnikał w politykę przedsiębiorstw prywatnych i nieprywatnych, rozliczał, jak rozumiem rządy z wykorzystania tych środków na transformację energetyczną, no , innymi słowy będziemy mieć superpaństwo. 

– Na pewno wszelkie próby pozatraktatowego obejścia tego obecnego systemu Unii Europejskiej zasługują na potępienie. Bo jak nie kijem go, to pałką. W moim przekonaniu tego typu próby nieformalnego wpływania na państwa członkowskie, na rządy państw członkowskich są rzeczą absolutnie nie do przyjęcia. Zaniepokoiło mnie w wystąpieniu pani przewodniczącej von der Leyen w Strasburgu mówienie o unii bankowej, to też jest rzecz kontrowersyjna, to kolejny etap do nadmiernej w moim przekonaniu, w naszym przekonaniu, federalizacji i uczynienia w przyszłości jednego superpaństwa z Unii Europejskiej. Tutaj temu trzeba się przeciwstawiać – a oczywiście sprawa polityki klimatycznej jest pretekstem, żeby też to uczynić. Ale generalnie w wymiarze gospodarczym  to ja się zgadzam z tymi ekspertami, także polskimi, także tymi, którzy z rządem nie mają nic wspólnego, wręcz przeciwnie, którzy mówią, że właśnie polityka klimatyczna, neutralność klimatyczna to jest taka próba ograniczenia konkurencyjności polskiej gospodarki przez te państwa, które mają poczucie, że Polska staje się coraz bardziej konkurencyjnym krajem w wymiarze gospodarczym. W wielu branżach już, a generalnie dla całej gospodarki – już najbliższym czasie.

Niezależnie od tego jak ocenimy te propozycje, one są pewnym faktem politycznym. Jak wygląda w tej chwili kwestia sojuszy? Kto jest tutaj po stronie Polski, żeby nadać temu jakiś bardziej rozsądny charakter? 

– Okaże się to także dzisiejszego wieczoru i nocy. Natomiast interesy są jednoznaczne. Państwa naszego regionu powinny grać w jednej drużynie.  Oczywiście mówię wprost, nie jestem dyplomatą : skala odporności na naciski jest różna w różnych państwach Europy Środkowo-Wschodniej. Mam wrażenie, że ona w Polsce i na Węgrzech jest znacznie silniejsza – poczucie oporu wobec tej presji- niż na przykład na Słowacji.  Nie przypadkiem to Polska, Węgry i Czechy zmieniły zapisy szczytu Rady Europejskiej w lipcu w kierunku korzystnym, gdy chodzi o transformację energetyczną i politykę klimatyczną. Zobaczymy. Na pewno jest to sytuacja, która wymaga dużej gry dyplomatycznej i spowodowania, żebyśmy nie zostali sami – my musimy walczyć o swoje interesy, a  jednocześnie starać się zawierać sojusze, być może także z niektórymi krajami członkowskimi z tzw. „starej Unii”, „Piętnastki”.

To jeszcze na ostatnią minutę przenieśmy się na obrzeża Unii, już poza Unię. Wybory, przedterminowe wybory do Izby Gmin w Londynie. Sondaże są różne i nieoczywiste. Jak Pan sądzi – czym te wybory się zakończą dla Wielkiej Brytanii? 

– Scenariusz bardzo prawdopodobny to zwycięstwo Torysów – czyli obecnie rządzącej Partii Konserwatywnej i premiera Jej Królewskiej Mości Borisa Johnsona. Natomiast tutaj mogą zadecydować dosłownie setki, tysiące głosów. To są, jak wiadomo, wybory w okręgach jednomandatowych. Jeżeli tam zwycięży taka promowana w ostatnich tygodniach w Internecie metoda „głosujcie na najsilniejszego, byle nie na konserwatystę” – to może się okazać, że zabraknie większości Partii Konserwatywnej w Izbie Gmin. Zobaczymy. Jeżeli ona wygra, to będzie to silny głos za Brexitem i wtedy można się spodziewać, że ten nowy-stary rząd Jej Królewskiej Mości  nowego – starego premiera Johnsona stanie na głowie , żeby Brexit był w ostatnim dniu stycznia przyszłego roku.

A gdyby nie wygrała Partia Konserwatywna, gdyby w Wielkiej Brytanii wskutek tych wyborów powstał chaos rządowy – to też jest przecież możliwe, gdyby nie było zdecydowanej większości, co wtedy będzie?        

To będzie sygnał, aby opóźnić Brexit i będzie to też pretekst, żeby ten Brexit opóźnić. Zarówno dla zwolenników „remain” – czyli zagłosowania za pozostaniem Londynu w Unii, a także będzie to pretekst być może dla Unii Europejskiej, żeby te negocjacje jeszcze przeciągnąć. UE doskonale wie, że spada jej znaczenie w świecie, jeżeli będzie Brexit.

– To jest prawda. Bardzo serdecznie dziękuję. Ryszard Czarnecki dla Polskiego Radia 24, Antoni Opaliński, dziękuję bardzo.

 

Blog

UE da Polsce na politykę klimatyczną 40 razy mniej niż oczekujemy?

Posted on

Zapraszam do przeczytania zapisu mojego wywiadu, jakiego udzieliłem Radiu Wnet. Poświęcony był on w całości tematyce europejskiej. Rozmowę przeprowadził red. Krzysztof Skowroński, prezes SDP (Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich).

Ryszard Czarnecki: Przy telefonie Ryszard Czarnecki, europoseł, polityk Prawa i Sprawiedliwości w Strasburgu w Parlamencie Europejskim, gdzie dzisiaj rozpocznie się ten cykl debat albo będzie kontynuowany ten cykl debat o klimacie. Dzień dobry, Panie Pośle. 

 – Witam Panie Redaktorze, witam Państwa, ukłony z Parlamentu Europejskiego, z Brukseli, tu mamy minisesję w Parlamencie Europejskim i rzeczywiście dzisiaj nadzwyczajna, zwołana w trybie pilnym na prośbę Komisji Europejskiej sesja o „Zielonym ładzie europejskim”. Sesja, na której wystąpi przewodnicząca Komisji Europejskiej, pani Ursula von der Leyen oraz wiceprzewodniczący, jeden z siedmiu, pan Frans Timmermans, który teraz zajmuje się polityką klimatyczną, a wcześniej praworządnością.

Alarm w Europie już został ogłoszony, a teraz rozumiem plan ratunkowy Komisji Europejskiej ma ogłosić pan Timmermans. 

– Myślę, że to, iż dosłownie jutro Rada Europejska ma zająć się polityką klimatyczną i osiągnieciem neutralności klimatycznej w ciągu najbliższych trzydziestu lat spowodowało, że Komisja Europejska zmieniła swoje plany. Bo przypomnę, że wcześniej, w lipcu, w dniu wyboru pani przewodnicząca von der Leyen obiecywała, że Komisja Europejska po stu dniach swojego urzędowania tym się zajmie. Nastąpiło opóźnienie, Komisja działa od 1 grudnia, od 10 dni l. To miałoby zatem nastąpić w drugiej połowie marca w przyszłym roku. Mam wrażenie, że Komisja Europejska nie chciała się oglądać na Radę Europejską, wygląda na to, że Komisja Europejska przyspieszyła swoje działania – to taka trochę zabawna sytuacja między dwiema instytucjami unijnymi.

Zacytuję panią Ursulę von der Leyen z dzisiejszego „Dziennika Gazety Prawnej” – „wdrożymy plan inwestycyjny na rzecz zrównoważonej Europy, pozwoli on wesprzeć w ciągu najbliższego dziesięciolecia przedsięwzięcia o wartości jednego biliona euro”, tyle w kasie Komisji Europejskiej jest, żeby przeznaczyć na inwestycje, czy też to są pieniądze wirtualne, o których można powiedzieć łatwo, ale żeby je mieć, trzeba być co najmniej bokserem wagi ciężkiej i skakać przez wiele tygodni – każdy skok boksera wagi ciężkiej to koszt 40 tysięcy dolarów, tak obliczyłem dzisiaj.

Akurat deklaracja ta pada w momencie, kiedy trwają prace nad budżetem siedmioletnim : począwszy od 2021 roku po rok 2027 łącznie. Istnieje możliwość korekt tego budżetu w kontekście polityki proekologicznej, korekt tego, co przygotowała Komisja Junckera i Timmermansa skądinąd. Natomiast ja powiem może coś, czego nie ma w gazetach, a jest nie mniej ciekawe – to, co mówi się w kuluarach czyli kwoty – bo Polska żąda, żeby koszta transformacji energetycznej w naszym kraju, kraju kopalń, były ponoszone przez Unię Europejską, bo byłoby rzeczą niemoralną, aby jeden z siedmiu najmniej zamożnych krajów UE –  Polska – miał to płacić z własnej kieszeni. Otóż Unia Europejska według tych nieoficjalnych informacji ma przekazać Polsce pięć miliardów euro. Rzecz w tym, że szacunki naszych ekspertów mówią, że w takiej perspektywie długofalowej wszystkie koszty transformacji energetycznej, koszty zmian to jest kwestia około, uwaga – 210 miliardów euro, a więc 42 razy więcej niż Unia nam teoretycznie proponuje. Widać tutaj bardzo duży rozziew, zobaczymy jaka będzie praktyka. Będziemy twardo negocjować  to, żeby tych środków było jak najwięcej. Mamy też bombę atomową w postaci weta i myślę, że nie powinniśmy się zawahać użyć  tego weta w sytuacji, gdy propozycje dla Polski będą mizerne.

Czy możemy się spodziewać jakiejś decyzji jutro ze strony szefów państw Unii Europejskiej? Możemy się spodziewać twardej rozmowy, a  nawet weta premiera Mateusza Morawieckiego? 

– Na pewno będzie to jeden z punktów posiedzenia Rady Europejskiej, punkt dotyczący polityki klimatycznej. Przypomnę, że już przecież przed pół rokiem był protest Polski, Węgier i Czech i spowodował on, że pewne przepisy zostały usunięte, może zamrożone po prostu. Premier Morawiecki uznał zresztą, że jest to polski sukces, że udało się to odwrócić. Jak będzie tym razem, zobaczymy. Mam wrażenie, że fakt, iż – obiektywnie biorąc – Zieloni w Europie, w wyborach europejskich, w maju, odnieśli  sukces i o ile socjaliści stracili jedną czwartą mandatów , Europejska Partia Ludowa , tam gdzie jest PO i PSL straciła  jedną czwarta mandatów – i liberałowie i Zieloni wyraźnie urośli w siłę, być może to również powoduje taką większą otwartość, chęć zaostrzenia polityki klimatycznej i chcą ją zreformować szybciej niż to zapowiadano wcześniej.

Powiedział Pan o Węgrzech. Od wczoraj Węgrzy siedzą na ławie oskarżonych z artykułu 7. Co o tych przesłuchaniach Pan wie? 

– Po pierwsze cieszę się, może egoistycznie, że to nie Polska. Natomiast martwi mnie fakt, że cały czas usiłuje się używać tego artykułu, tego instrumentu presji na kraj członkowski Unii. My tak daleko nie zajedziemy, jeżeli będziemy usiłowali stawiać innych pod ścianą, na dywaniku, poszczególne kraje członkowskie, to nie tędy droga.

Dla tych, którzy chcą na żywo wysłuchać debaty europejskiej, proszę powiedzieć, kiedy się ona zaczyna, kiedy będzie to najważniejsze wystąpienie? 

– Miedzy 14 a 16-stą. Krótka, bardzo krótka sesja nadzwyczajna, wtedy te wystąpienia będą miały miejsce i można je wysłuchać w Internecie.

Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę. 

– Dziękuję bardzo, ukłony z Brukseli.

 Ryszard Czarnecki, europoseł, polityk Prawa i Sprawiedliwości był gościem „Poranka Wnet”. 

Blog

W Brukseli 1:0 (do przerwy)

Posted on

Dramatyczny szczyt UE zakończony został dużym sukcesem Polski. Opcja „opt-out” czyli uzyskania derogacji (wyjątku) od ostrych obostrzeń klimatycznych, które mają  być spełnione w najbliższych jedenastu latach oraz najbliższych trzech dekadach oznacza, że polska drużyna w czasie tego wyjazdowego meczu ugrała znacznie więcej niż olbrzymia większość ekspertów (także naszych) się spodziewała. Dziś ogłaszamy polską wiktorię, ale miejmy świadomość, że polityka międzynarodowa uczy, iż  nie ma takich ustaleń, których nie można by odwrócić. W związku z tym trzeba pilnować tego, co udało się uzyskać – cóż, symbolicznie w 38. rocznicę stanu wojennego. To mi przypomina, że  w 16. rocznicę wojny polsko-jaruzelskiej reprezentowałem Rzeczpospolitą na podobnym szczycie UE, tyle że w Luksemburgu, gdzie oficjalnie  zostaliśmy zaproszeni do negocjacji związanych z wejściem do Unii.

Bardzo istotne jest to, że udało się naszym negocjatorom w Brukseli uzyskać trwałe (to się jeszcze okaże)zablokowanie przeniesienia głosowania na temat neutralności klimatycznej i transformacji energetycznej z Rady Europejskiej – gdzie obowiązuje jednomyślność, co jest wielką polską szansą ,bo mamy prawo weta- do Rady UE, gdzie obowiązuje większość kwalifikowana, co byłoby dla Polski więcej niż dużym wyzwaniem.

Zatem w Brukseli zwycięstwo 1:0. Do przerwy…

*komentarz ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie”