Blog

Jarosław Kaczyński vs. Ryszard Czarnecki. Rozmowa z Prezesem z 1990 roku…

Posted on

Równo 30 lat temu przeprowadziłem wywiad z ówczesnym senatorem i liderem tworzącej się na polskiej scenie politycznej nowej niepodległościowej, centroprawicowej formacji politycznej – Jarosławem Kaczyńskim. Rozmowa ta ukazała się zarówno w londyńskim „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza”, jak i w ukazującym się w Toronto piśmie „Gazeta – aktualności” (wydawanym trzy razy w tygodniu), którego byłem współpracownikiem. Zwracam uwagę na ciągłość widoczną w tym, co głosił Jarosław Kaczyński trzy dekady temu i głosi teraz. Ale też na fakt, że pewne wyzwania i zagrożenia, które stały przed Polską 1990 roku, są aktualne i po trzech dekadach… W czasie rozmowy zepsuł mi się magnetofon – cóż, początki mojej współpracy z prezesem Jarosławem Kaczyńskim nie były więc łatwe…

„Obawiam się, że są tacy, którzy się boją przyszłej konstytucji, przyszłego Sejmu i chcą sobie jak najwięcej zapewnić w obecnym układzie sił. Dlatego gotowi są dogadywać się z komunistami czy ekskomunistami. Widać to wyraźnie po ostatnich dyskusjach w Sejmie w sprawie policji i majątku PZPR” – mówił Jarosław Kaczyński 5 maja 1990 roku.

R. Cz.: Jakie szanse ma Lech Wałęsa jako kandydat na prezydenta Polski? Aleksander Małachowski zgłosił w imieniu OKP kandydaturę premiera Mazowieckiego na to stanowisko…

J. K.: Małachowski nie reprezentuje OKP. Był to jego indywidualny głos. W trakcie II Zjazdu „Solidarności” jego wypowiedź wskazywała, że zdaje się zmienił zdanie.

Szanse Wałęsy wydają się większe dla znających bliżej sytuację niż dla ludzi patrzących z oddali. Jego ewentualni kontrkandydaci są w trudnej sytuacji. Nawet gdyby uzyskali większość w Zgromadzeniu Narodowym, w  społeczeństwie – co wątpliwe – trudno byłoby im rządzić wbrew Wałęsie. Jego więc szanse oceniam jako znaczne, choć nie stuprocentowe.

Nie jest jeszcze znany termin wyborów prezydenckich. Jaruzelski wydawał się być niedawno bliski ustąpienia. Później – gwałtownie się umocnił. Zadaję sobie pytanie: dlaczego? Kto go poparł? Częściowo tak można wytłumaczyć jego wizytę w Moskwie. Ale jeśli to nie było to, to może znaleźli się inni, którzy uznali, że lepszy byłby Jaruzelski niż Wałęsa.

R. Cz.: Dosłownie wczoraj w polskiej telewizji słyszałem wypowiedz prof. Geremka, który twierdził, że obecny skład  Sejmu  jest godzien uchwalić nową polską konstytucję! Takich głosów sankcjonujących aktualny układ sił wyrażający się 35-procentowym „parlamentem”, jest ostatnio sporo…

J. K.: Uważam, że zdania tego typu są lekkomyślne. Nowa konstytucja  musi mieć społeczną legitymację. Taką może dać tylko Sejm wybrany w demokratycznych wyborach. Obecny jego skład  jest niereprezentatywny i widzieliśmy szereg dowodów owej niereprezentatywności. Większość  ma w nim grupa wyłoniona w sposób całkowicie niedemokratyczny. Są wśród niej  zresztą różni ludzie, ale wszyscy oni są pozbawieni właściwiej, tj. demokratycznej legitymacji.

Obawiam się, że są tacy, którzy się boją przyszłej konstytucji, przyszłego Sejmu i chcą sobie  jak najwięcej zapewnić  w obecnym układzie sił. Dlatego gotowi są dogadywać się z komunistami czy ekskomunistami. Widać to wyraźnie po ostatnich dyskusjach w Sejmie w sprawie policji i  majątku PZPR.

R. Cz.: Stara się pan znaleźć formułę polityczną zdolną przeciwstawić się monopolizującym praktykom lewicy laickiej. Ma to być porozumienie sił „centroprawicy”…

J. K.: Ma to dobrą perspektywę. Na razie jesteśmy w fazie wstępnej. Idea sprowadza się do pomysłu, żeby nie operować na alternatywnych płaszczyznach albo komitety obywatelskie, albo partie polityczne , ale żeby działać poprzez jedno i drugie. Najwięcej wnoszą tu KO, ale partie dają tradycję i ludzi „politycznych”. Chodzi  o to, aby znaleźć  taką formułę, która zaczęłaby funkcjonować  w skali ogólnospołecznej, a nie małych środowisk – dlatego rola komitetów obywatelskich musi być w całym przedsięwzięciu decydująca.

R. Cz.: Kto wchodzi w skład porozumienia „Centroprawicy”?

J. K.: PSL „Solidarność”, część Stronnictwa Pracy, działacze orientacji chrześcijańskiej w komitetach obywatelskich, Centrum Demokratyczne, Klub Myśli Politycznej „Dziekania”, centrum Demokratyczne, Grupa „Woli”, kongres Liberałów i inne mniejsze ugrupowania. Odrzucamy natomiast ugrupowanie skrajne, jak Stronnictwo Narodowe, Unię Polityki Realnej Korwina-Mikke, głoszące skrajny nacjonalizm czy skrajną wersję liberalizmu.

R. Cz.: Coraz częściej mówi się, że komitety obywatelskie wygrają także i przyszłoroczne wybory do Sejmu i Senatu. Jaka jest pańska ocena?

J. K.: Uważam, że prawdopodobnie tak będzie, ale określanie tego w kategoriach dobra czy zła nie jest tu uzasadnione. Chodzi natomiast o to, aby komitety obywatelskie nie stały się niebezpieczne dla naszego życia politycznego, aby nie stały się one kamuflażem dla działań lewicy, a tym bardziej do monopolizacji polityki. Chodzi o to, aby wybieranie kandydatów odbywało się w sposób demokratyczny i jawny, aby nie byli oni podporządkowani i lojalni wobec jakiegoś  utajonego  lewicowego centrum. Chodzi o to, aby było jasne czy jesteśmy bardziej na lewo czy na prawo. I aby było jasne kto i jak wysuwa kandydatów.

R. Cz.: Kiedy według Pana, odbędą się wybory do Sejmu?

J. K.: Raczej jednak za rok. Ale dotykamy tu szerszego problemu, do którego odnosi się tworzone przez nas porozumienie centroprawicy: jest to problem przyspieszenia przemian w kraju. Jest to, moim zdaniem, główna oś konfliktu dziejącego się w Polsce, przy czym jedna ze stron konfliktu nie chce się do tego przyznać. Nasze ugrupowanie – mające poparcie Lecha Wałęsy – zadecydowało, że można dokonać przyspieszenia przemian wykorzystując koniunkturę międzynarodową. W momencie  jej ewentualnej zmiany Polska powinna być państwem całkowicie suwerennym, bez jakichkolwiek  przeżytków starego systemu. Tylko to może nam pozwolić utrzymać  niezawisłość. W tym celu trzeba tu przeprowadzić do końca zmiany polityczne. Społeczeństwo musi do końca zrozumieć i uwierzyć, że to już jest inna Polska. Obecny karykaturalny układ – Jaruzelski-Mazowiecki nie jest już zrozumiały, zwłaszcza dla grup mniej wykształconych, czyli dla większości.

Trzeba zahamować wyobcowanie społeczeństwa wobec rodzącej się demokracji. Jeśli to wyobcowanie się utrzyma, z czasem może to być ogromne zagrożenie.

Tworzy to teren dla powstania ruchów populistycznych, antydemokratycznych. Nie chcę nimi straszyć jak lewica to czyni, ale jeśli chcemy ją zminimalizować  trzeba działać. Stan apatii społecznej pogłębia brak szybkiej demonopolizacji, prywatyzacji, wymiany dyrektorów – co szczególnie postrzega się w terenie. Dochodzą do tego pierwsze oznaki niepowodzenia planu Balcerowicza: brak  pozytywnych efektów produkcyjnych, zwiększenie inflacji. Nie da się chronić interesów społeczeństwa chroniąc interesów nomenklatury czy post-nomenklatury.

R. Cz.: Jaki jest Pański stosunek do dyskutowanej  ostatnio gorąco sprawy przejęcia przez skarb Państwa majątku PZPR (inicjatywa posła Jana Łopuszańskiego)? W jego obronie wystąpiła laicka lewica, co wywołało u wielu nieświadomych istoty rzeczy, szok…

J. K.: Bardzo krytycznie oceniam takie załatwienie tej sprawy , ponieważ  pogłębia ono poczucie wyobcowania społeczeństwa, uznania, że „nie ma sprawiedliwości”, że – w wymiarze ziemskim – rację miał komunista, który przedtem i teraz był i jest na wierzchu. Trudno mi wyjaśnić, dlaczego nie-komuniści bronią majątku PZPR. Muszę zacząć podejrzewać, ze funkcjonuje nadal (bo funkcjonował kilka miesięcy temu – tego jestem pewien ) sojusz lewicy z siłami PZPR. Na zdrowy bowiem rozum, trudno powiedzieć  o co innego może chodzić.

R. Cz.: Ale któż mógłby być zainteresowany podtrzymywaniem komunistów?

J. K.: Są tym zainteresowane grupy, które w obecnej sytuacji czują się bardzo dobrze. Nowa sytuacja  jest bowiem  dlań niepewna . Działa groźba przykładu zwycięstw wyborczych centroprawicy: Węgry, Słowenia, Chorwacja, NRD, Wygrali tam często ludzie przedtem nieznani, o zupełnie innej tradycji niż lewicowa. Ten lęk przed tym powoduje, że nie chce się przyspieszenia  zmian w Polsce. To przyspieszenie zabezpieczyć musimy my – centroprawica. Oni wiedzą, że lewica nie da gwarancji, że  w przyszłym Sejmie na czele staną znów ci sami ludzie…

Dziękuję za rozmowę

Warszawa 5 maja 1990 (wywiad autoryzowany)

*wywiad ukazał się również w czerwcowym numerze “Nowego Państwa”

Blog

W poniedziałek obudzę się jako wolny Polak i dumny z wyboru Dudy

Posted on
W ostatnich godzinach kampanii polecam zapis mojego wywiadu dla Radia Wnet.fm. Byłem – z Brukseli – gościem audycji „Poranek WNET”, a rozmowę ze mną przeprowadził red. nacz. Krzysztof Skowroński (jednocześnie prezes SDP – Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich).
Krzysztof Skowroński, witam Państwa bardzo serdecznie i zapraszam na „Poranek WNET”, dzisiaj jest już 8 lipca rok 2020, 07:12, jeszcze trzy dni do końca kampanii wyborczej, potem sobota, w której nie będziemy myśleć o polityce, albo będziemy denerwować się polityką, w niedzielę pójdziemy do wyborów, o 21:00 lokale będą zamknięte, a potem będziemy czekać na wyniki, nie wiemy, czy do 12 w nocy, czy do następnego dnia rano, bo sondaże wskazują, że ten wynik jest remisowy. Dzisiaj Andrzej Duda będzie w Łukowie, Białej Podlaskiej, Rafał Trzaskowski w Gorzowie i pewnie w wielu innych miejscach. Kampania wyborcza trwa i biegnie, a my w „Poranku WNET” biegniemy do Brukseli. Przy telefonie jest Ryszard Czarnecki europoseł, polityk Prawa i Sprawiedliwości, dzień dobry Panu.
– Witam Panie Redaktorze, witam Państwa bardzo serdecznie.
To jeszcze jedna informacja, jesteśmy w Dworze Polskim, czyli takim hotelu, restauracji, domu spotkań, który jest przy samym wrocławskim rynku, to miejsce pewnie Pan bardzo dobrze zna, tak jak i wrocławski rynek, chmury czarne gromadzą się nad Wrocławiem a nad Polską?
– Ukłony z Brukseli, znam to miejsce doskonale, Wrocław to moje miasto i moja miłość, bardzo niedawno temu, dosłownie trochę ponad tydzień, właśnie w Dworze Polskim miałem spotkanie w ramach kampanii Głowy Państwa, pana prezydenta doktora Andrzeja Dudy . A czarne chmury nad Polską ? Zależy to od nas, zależy to od tego, czy zmobilizujemy się czy postaramy się namówić naszych znajomych, przyjaciół, sąsiadów, którzy np. nie głosowali, lub głosowali na innych kandydatów w pierwszej turze, aby zagłosowali za normalnością, aby zagłosowali za prezydentem Andrzejem Dudą, żebyśmy mogli kogoś podwieźć na te wybory, to są takie drobne rzeczy. Tylko przypomnę, Panie Redaktorze, myśmy stracili Senat, przed niespełna rokiem, dlatego, że w jednym okręgu nasz kandydat przegrał w jakiś dziwnych okolicznościach,  to było kwestionowane , 320 głosami, więc żeby się sytuacja nie powtórzyła, tutaj mobilizacja jest konieczna.
Obserwuje Pan kampanię wyborczą, ma Pan wrażenie, że teraz w tych kolejnych rundach, który z kandydatów jest w natarciu?
– Nie tylko obserwuje, ale w niej uczestniczę dość intensywnie, na Dolnym Śląsku w tę niedzielę, chociażby w Miliczu, czy w powiecie strzelińskim, ale także w sobotę w Toruniu, wcześniej np. w województwie pomorskim, zachodniopomorskim, myślę, że gdy chodzi o faule, tutaj bardzo ofensywny jest obóz Rafała Trzaskowskiego, gdy chodzi o pokazywanie tego, co przez te pięć lat uczynił wraz z obozem rządzącym, tutaj ofensywny jest pan prezydent Andrzej Duda. Obaj mobilizują na pewno wyborców, myślę, że frekwencja będzie rekordowa, może i wyższa, chyba wyższa, niż ta, która była w roku 1995, gdy wybrano Aleksandra Kwaśniewskiego, a nie Lecha Wałęsę – natomiast, uważam, że przy pełnej mobilizacji prezydent Duda będzie zwycięzcą, ale tylko przy pełnej mobilizacji.
Widziałem tygodnik „Polityka”, na okładce zdjęcie, Rafał Trzaskowski kontra Jarosław Kaczyński, w kampanii Rafała Trzaskowskiego pojawia się to zdanie bardzo często, że prawdziwym liderem i przywódcą, jest Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości a Andrzej Duda, jest tylko wiernym wykonawcą jego poleceń.
– Prezydent jest prezydentem, to są wybory prezydenckie. A to, że Jarosław Kaczyński był takim, jest takim i będzie takim play-makerem, rozgrywającym, który tak naprawdę przesądził o wyborze już trzech prezydentów w historii Polski, i nie wiem sześciu czy siedmiu premierów, to też jest faktJarosław Kaczyński jest liderem obozu politycznego, który jest zapleczem, oparciem, ostoją prezydenta Andrzeja Dudy, te role są czytelnie podzielone, ale w niedzielę na karcie wyborczej będą dwa nazwiska:  Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski.
Drugim takim retorycznym chwytem Rafała Trzaskowskiego, jest pochwała prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
–„Ubrał się diabeł w ornat i na mszę dzwoni”, Pan Rafał Trzaskowski jako prezydent stolicy przez te półtora roku kiedy, jest prezydentem, ba ,
to już więcej niż półtora roku, w żaden sposób nie uczcił swojego wielkiego poprzednika, prezydenta stolicy pana prof. Lecha Kaczyńskiego, ale także dopuścił do tego, żeby zniknęła ulica prezydenta Kaczyńskiego z mapy Warszawy i powróciła jej komunistyczna wersja, nazwy tej ulicy, myślę, że tutaj, gdy chodzi o hipokryzję, te szczyty hipokryzji, Tatry, Alpy, Himalaje hipokryzji -Trzaskowski jest naprawdę niezły, no tyle, że pytanie, czy chcemy mieć prezydenta, którego nos niczym Pinokia wydłuża się i wydłuża i wydłuża, czy chcemy mieć prezydenta -hipokrytę ?
Czy brak debaty bezpośredniej między dwoma kandydatami, czy ten brak debaty ma jakieś znaczenie w tej kampanii wyborczej?
– Ja osobiście żałuję, ponieważ pierwsza debata przed pierwszą tura, w której zresztą po raz pierwszy w historii urzędujący prezydent wziął udział i spierał się z dziesiątką innych kandydatów, przypomnę, że wcześniej takiej sytuacji nie było, pan Bronisław Komorowski stchórzył, Kwaśniewskiemu to do głowy nie przyszło z prostego powodu : nie było drugiej tury, kiedy bronił prezydentury, trzeba tutaj powiedzieć… że Lech Wałęsa też, nie było takiej debaty z udziałem Lecha Wałęsy i wszystkich kandydatów, którzy wtedy startowali. W czasie tej debaty, przed pierwszą turą, uważam, że Andrzej Duda pokazał klasę, opanowanie, spokój, Rafał Trzaskowski, chyba ją przegrał z tymi konkurentami o podobny elektorat, głównie z Hołownią, po części z Biedroniem. A więc w takich debatach prezydent jest bardzo sprawny, a to, że Rafał Trzaskowski nie przyjechał do Końskich, do świętokrzyskiego, to chyba jego błąd, bo on te wybory może wygrać tylko wtedy, jeżeli wyrwie coś, uszczknie z elektoratu Andrzeja Dudy, z obozu patriotycznego, z o obozu niepodległościowego i miał szansę, ale nie przyjechał.
Andrzej Duda prezydent Rzeczpospolitej będzie wybrany ponownie na to stanowisko, jeżeli uszczknie coś a właściwie 7% czy  6,5% elektoratu, czyli cały elektorat Konfederacji.
– Myślę, że to bardziej skomplikowane, zwracam uwagę, że część wyborców Szymona Hołowni, to są dawni wyborcy Prawa i Sprawiedliwości czy Andrzeja Dudy, część z nich, być może mniejszość, ale zagłosuje na prezydenta Dudę, sporo może nie pójść, to będzie ważny element, niedobry dla Rafała Trzaskowskiego, myślę, że spora część wyborców Krzysztofa Bosaka zagłosuje na prezydenta Andrzeja Dudę, część z nich nie pójdzie na głosowanie w ogóle, ale to też nie wzmocni Rafała Trzaskowskiego. Jednym słowem, wie Pan, ja policzyłem, to są siódme wybory prezydenckie w Polsce, w historii Polski, mówię o wyborach powszechnych, nie mówię o wyborach, gdy prezydenta wybierał parlament, jak to było w II Rzeczpospolitej, w I Rzeczpospolitej był król, teraz sześć razy wybory rozstrzygały się w drugiej turze, tylko raz, jeden, jedyny raz wygrał kandydat, który przegrał pierwszą turę: to był rok 2005 i wtedy prof. Lech Aleksander Kaczyński miał stratę tylko 3% do Donalda Tuska, Donalda Franciszka Tuska, tak skądinąd. Teraz ta strata wynosi 13%, odrobić ją jest trudno, bardzo trudno, ale jak widać obóz Trzaskowskiego, staje na głowie, żeby to zrobić. Podkreślam jeszcze raz, przy pełnej mobilizacji wybory wygramy.
Oczywiście obserwujemy wybory prezydenckie, Pan jest w Brukseli, posiedzenie Parlamentu Europejskiego, rozmowa o tych wielkich pieniądzach, które obiecała Unia Europejska i komisarze europejscy i pani kanclerz Merkel i pan prezydent Macron przed Parlamentem Europejskim, czy już jakieś decyzje zapadły, kto, gdzie drukuje, kto rozdaje i komu?
– Decyzje wstępne tak, ten pierwotny podział funduszy dla Polski niesłychanie korzystny, Polska na podium , w pierwszej trójce tych beneficjentów w sumie, na trzecim miejscu, gdy chodzi o pożyczki bardzo nisko oprocentowane, na czwartym, gdy chodzi o środki bezzwrotne, w obu przypadkach za Włochami, Hiszpanią, w przypadku środków bezzwrotnych także za Francją, ale w sumie na podium, jest szansa na utrzymanie tego miejsca, walka trwa, bo chodzi o pieniądze, tutaj spadają maski, już nikt nie udaje politycznej poprawności, już nikt nie opowiada dyrdymałów u europejskiej solidarności i o jedności, o budowie zjednoczonej Europy, każdy kraj, każde państwo walczy o pieniądze – dla Polski to szczególne istotne. Są jakby trzy krany finansowe Unii: Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, czyli 40 miliardów € dla tych krajów, które stoją przed wyzwaniami gospodarczymi, społecznymi wynikającymi z przejścia na tak zwaną Nową Politykę Klimatyczną, po drugie, Funduszu Odbudowy, tutaj 750 miliardów € do podziału, 68 miliardów niespełna dla Polski łącznie, no i jeszcze budżet siedmioletni, w tym trzecim przypadku, to jest tak, że to będzie ostatni budżet Unii Europejskiej, gdzie Polska będzie na plusie, przez całe siedem lat, Polska będzie więcej brała z Brukseli, mówiąc tak wprost, niż tam dawała składki członkowskiej. W kolejnej, jak to się mówi „siedmioletniej perspektywie finansowej”, unijnej, w kolejnym budżecie 2028 – 2034 Polska zacznie być, może nie od razu, może nie po pierwszym roku, może po drugim, ale będzie już nie beneficjentem środków unijnych, a będzie płatnikiem netto, czyli będzie więcej dawać do Brukseli w formie składki członkowskiej, niż stamtąd brać, podobnie jak w tej chwili czynią Niemcy, Holandia, Szwecja, Austria, Dania, Francja i szereg innych krajów. To jest perspektywa, tak będzie za około dekadę, może mniej, więc tym bardziej trzeba, kiedy można, maksymalnie wykorzystać możliwości uzyskania dla Polski środków unijnych – tutaj rząd jest bardzo sprawny, bardzo skuteczny, zresztą nawet mówiąc wprost ku pewnemu niezadowoleniu krajów z naszego regionu, które uważają, że dostały za mało. Może po części słusznie tak uważają, jak Węgry, które mają bardzo podobną, zbliżoną liczbę ludności co Portugalia, otrzymały propozycję otrzymania dwa razy mniej pieniędzy niż Portugalia. Kraje zarówno z naszego regionu ,jak i ze „starej Unii” uważają, że dostają za mało, Polska na tym tle przedstawia się, bilans negocjacji dla Polski przedstawia się imponująco, ale walka trwa. Reasumując, nie wiadomo, czy ona się zakończy na tym szczycie unijnym 17-18 lipca, może tak być, że będzie jeszcze kolejny szczyt potrzebny, wtedy kilka dni później, w związku też z tym Parlament Europejski w zawieszeniu, bo będziemy mieć  jedną sesję w tym tygodniu, a może będzie potrzebna jeszcze jedna.
To w Parlamencie Europejskim, ale bliższa ciału koszula, wracamy do wyborów prezydenckich. Na zakończenie pytanie. W poniedziałek, jak Pan myśli, w jakim nastroju Pan się obudzi?
– Obudzę się jako wolny Polak w wolnym kraju i dumny z tego, że Polska wybrała prezydenta Andrzeja Dudę – głęboko w to wierzę, ale trzeba jeszcze popracować.
Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę.
– Dziękuję bardzo.
Blog

Czarnecki vs. Ogórek o kampanii prezydenckiej

Posted on

A oto już na sam koniec kampanii wyborczej (głosujemy za Duda2020!) zapis mojego przedwczorajszego wywiadu dla Pierwszego Programu Polskiego Radia (PR 1). Rozmowę przeprowadziła red. Magdalena Ogórek. 

Magdalena Ogórek, kłaniam się nisko. Europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki jest Państwa i moim gościem. Dzień dobry.

– Witam Panią, witam Państwa.

Panie Pośle, taka sytuacja, mamy 3 dni do ciszy wyborczej, tymczasem przedziwne deklaracje składa Rafał Trzaskowski — kandydat na prezydenta Platformy Obywatelskiej. Ja przypomnę, że Radosław Sikorski chciał, by swego czasu Niemcy, były dominującym państwem w Europie, mówił o tym otwarcie. Rafał Trzaskowski był częścią tamtego systemu mentalnościowego. Był wiceministrem spraw zagranicznych. Dzisiaj mówi, że on będzie kierował się, myśląc po polsku. Jak to jest możliwe? Mówi o Polsce, a jeszcze niedawno padały deklaracje, że po co nam CPK skoro jest lotnisko w Berlinie. Czy Pan to jakoś tłumaczy?

– Pani mówi o przeszłości i słusznie, a ja powiem o teraźniejszości. Pan Trzaskowski jest prezydentem Stolicy, gdzie transport miejski, a przynajmniej jego część jest w rękach niemieckiej firmy i widzimy tego dramatyczne konsekwencje dla bezpieczeństwa…

Czy Pan Poseł ma na myśli dwóch kierowców na metaamfetaminie? W jednym wypadku ofiara śmiertelna, o to chodzi?

– Tak i to w odstępie paru dni są te wypadki. Niemiecka firma, z usług niemieckiej firmy transportowej korzysta prezydent stolicy…

A Pan Poseł wie, że niemiecka firma tłumaczy się ustami swojego rzecznika, że nie mają prawa badać kierowców na obecność substancji psychoaktywnych?

– Cóż, szczerze mówiąc, mnie obchodzi rezultat. To, że jedna moja rodaczka zginęła, a szereg osób zostało rannych. To mnie martwi jako Polaka. Dziwię się, że to nie jest ból głowy, to nie jest problem dla prezydenta stolicy i kandydata na głowę państwa, Pana Trzaskowskiego, który w tejże stolicy również, dopuścił do sytuacji, w której za prąd Warszawiacy płacą firmie niemieckiej, za kanalizację płacą firmie niemieckiej, za transport przynajmniej częściowo, płacą firmie niemieckiej…

I innym firmom, dorzucę np. Veolię, można wymieniać i wymieniać. To nie polskie firmy obsługują Warszawiaków.

– Dokładnie, jest to sytuacja niesamowita, że w sercu Polski, w stolicy państwa polskiego tyle niemieckich firm pod okiem prezydenta Trzaskowskiego robi świetne biznesy, a przecież mogłyby te usługi wykonywać polskie firmy. Podatki mogłyby iść do państwa polskiego. Muszę powiedzieć, że ta praktyka mnie zdumiewa, może Pan Rafał Trzaskowski -poradzili mu doradcy, żeby mówił dużo o patriotyzmie – ale kiedy miał okazję i to właśnie w takich bardzo konkretnych sprawach oddawał pole innym nacjom .

Panie Pośle, o podatkach Pan wspomniał, to jeszcze jedną kwestię mnie Pan naprowadził w tym momencie, kandydat na prezydenta mówi tak do wyborców swoich: Ja dla Was wywalczę pieniądze z Unii, Unia daje pieniądze, ja je dla Was zdobędę. Dlaczego Rafał Trzaskowski tak formułuje przekaz, liczy na nieświadomość wyborców, bo przecież pieniądze także ze składek Polski, to są nasze pieniądze, mówiąc prostymi słowami. Wcześniej takie pieniądze natychmiast po przetargach wracały do firm niemieckich i austriackich, które były tu podwykonawcami na terenie Polski. W ostatnich latach rząd polski dbał o to, żeby te pieniądze trafiały do polskich firm, które płacą tutaj u nas podatki.

-Dokładnie tak. Po pierwsze tutaj Pan kandydat będący wiceprzewodniczącym Platformy Obywatelskiej, co jakoś ukrywa, ostatnio powiedział, że niedawno wszedł do polityki – tymczasem on od 16 lat jest w PO – natomiast co do tej kwestii, zwracam uwagę, że znowu Rafał Trzaskowski gada, gada, gada, a to rząd w sposób bardzo skuteczny potrafi zadbać o pieniądze z Unii Europejskiej. Polska jest na podium, na trzecim miejscu, gdy chodzi o beneficjentów środków unijnych, gdy chodzi o Recovery Fund — Fundusz Odbudowy. To są środki gigantyczne, do Polski wraz ze środkami z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji i nasza częścią unijnego budżetu ma trafić nawet 64 miliardy euro, a więc około 270-280 miliardów złotych. Tutaj znowu ktoś gada, ktoś obiecuje : PO — Puste Obietnice jak wielu mówi, a polski rząd, polskie władze konkretnie potrafią zadbać o polskie interesy i już to uczyniły w kontekście środków unijnych, a to jest szczególnie ważne, bo najbliższe 7 lat to jest ostatni czas, kiedy Polska będzie więcej otrzymywała z kasy unijnej, niż tam będzie dawać w formie składki członkowskiej, o której Pani wspomniała.

Panie Pośle, to ja jeszcze jedno dorzucę. Radia komercyjne podawały kilka dni temu tę informację, że Bruksela ogłosiła, że to Polska jako jeden z nielicznych państw przejdzie suchą nogą przez kryzys gospodarczy związany z koronawirusem. Ciekawe prawda?

– Dobrze, że Pani o tym wspomniała. To jest taki raport Komisji Europejskiej, który ocenia sytuacje w poszczególnych krajach członkowskich UE 27 w kontekście kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią koronawirusa. I otóż Polska ma według tych ocen Brukseli, a więc myślę, że obiektywnych, ma, co warto podkreślić, przewidywaną najmniejszą recesję w całej Unii Europejskiej, wśród tych 27 państw, których ludność liczy prawie pół miliarda obywateli. A więc to jest duży sukces, bo to pokazuje, że myśmy nie tylko sobie poradzili, na tle innych oczywiście bardzo dobrze, w sumie nie tylko Europy, także takich państw jak USA, Brazylia, z pandemią, ale także sobie radzimy bardzo dobrze z kryzysem gospodarczym, który jest efektem tego i prawdę mówiąc, mam nadzieję, że Polacy to dostrzegą, skoro dostrzega Komisja Europejska.

Ja tylko dodam, że nie miało być na to wszystko pieniędzy, tak wieszczyła Platforma Obywatelska. Ryszard Czarnecki Europoseł Prawa i Sprawiedliwości był Państwa i moim gościem, dziękuję bardzo, do usłyszenia.

– Dziękuję bardzo.

Blog

Rząd PO-PSL zgodził się na imigrantów – a PiS postawił na swoim

Posted on

W ostatnim dniu kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy zamieszczam kolejną propozycję do lektury – tym razem  jest to zapis mojego wywiadu dla katolickiego radia Siódma9.pl. Był on emitowany na żywo wczoraj w audycji “Poranek Siódma 9”. Rozmowę ze mną przeprowadził red. Karol Gac. 

Gościem poranka „Siódma 9” jest europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki, dzień dobry Panie Pośle.

– Witam Pana, witam Państwa serdecznie.

Panie Pośle, zanim przejdziemy do spraw krajowych i wyborów prezydenckich, co jest tematem politycznym numer jeden, chciałbym jeszcze zapytać o sprawy unijne, 17 i 18 lipca szefowie krajów Unii Europejskiej spotkają się na szczycie w Brukseli, w sprawie nowego budżetu, który uwzględnia stworzenie Funduszu Odbudowy Gospodarki. Polska ma otrzymać rekordowe środki, czego się Pan spodziewa po tym szczycie, który dopiero przed nami?

– Przypomnę, że to jest dogrywka, bo decyzja, tak to było planowane, miała zapaść już w trzeciej dekadzie czerwca, tak się nie stało, szczyt unijny planowany początkowo jako pierwszy szczyt Unii w czasie pandemii z fizyczną obecnością głów państw i szefów rządów, jednak odbył się zdalnie, co już było sygnałem, że państwa członkowskie się nie dogadały, no bo, jak jest szczyt zdalny, to nie ma możliwości negocjacji bilateralnych, regionalnych, tworzenia koalicji, Cóż, teraz jest oczywiście dużo większa szansa, przewodniczący Rady Europejskiej, były premier Belgii Charles Michel, uzyskał niemalże miesiąc na dodatkowe negocjacje, czy to się uda, zobaczymy, natomiast jedno jest pewne, że kompromis jest nieuchronny, czy on będzie parę dni później, czy parę dni wcześniej, to już jest mniej może istotne, ważne jest, że Polska na pewno będzie na podium, gdy chodzi o bycie beneficjentem środków z Recovery Fund, czyli z Funduszu Odbudowy, z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji oraz tego nowego siedmioletniego budżetu unijnego na lata 2021-2027. Jest to szczególnie ważne, ponieważ, to będzie ostatni budżet unijny, siedmioletni, gdzie przez cały jego okres trwania Polska będzie na plusie, czyli nasza składka członkowska będzie mniejsza niż, to co będziemy z Unii otrzymywać- bo po roku 2028, w nowej perspektywie finansowej unijnej ,siedmioletniej, może nie od razu, może po roku, może po dwóch, ale Polska przestanie być beneficjentem, stanie się płatnikiem netto, a więc będzie w takiej sytuacji jak dzisiaj Niemcy, Szwecja, Holandia, Austria, Dania i inne kraje – czyli będzie więcej wpłacać, niż stamtąd brać, choć oczywiście skala tych wpłat będzie mniejsza niż w przypadku tych państw, które wymieniłem.

No i teraz pytanie, czy Pan, czy powinniśmy się z tego cieszyć, czy nie, z jednej strony to oczywiście oznacza, że Polska się bogaci, z drugiej strony, zawsze lepiej mieć niż nie mieć. Panie Pośle, chciałem dopytać, jak to jest, mówi Pan, że Polska będzie na podium, jeśli chodzi o ten budżet unijny, który przed nami, a przecież politycy opozycji przekonywali nas przed lata, że rząd Prawa i Sprawiedliwości jest nieudolny, że nikt się z nami nie liczy, że jesteśmy izolowani, że nikt nie chce z nami rozmawiać, tymczasem okazuje się, że to chyba wszystko można włożyć między bajki.

– Okazuje się, że była to nieudolna, jak widać ,propaganda, czyli mówiąc takim starym powiedzeniem: „pic na wodę, fotomontaż”, że te wszystkie wtłaczanie w głowy Polakom, że jest izolacja naszego państwa na arenie międzynarodowej, że nic nie możemy, no , to była kolejna odsłona takiej pedagogiki wstydu, którą Polacy generalnie odrzucili, myślę, że teraz, na naszych oczach odrzucają po raz kolejny, zresztą to się okaże w niedzielę. Natomiast tutaj ja tylko powiem o reakcjach krajów na te propozycje Komisji Europejskiej, z których wynika, że 64 miliardy euro ma trafić do Polski, kraje Europy Zachodniej, Północnej są wściekłe, spora część krajów naszego regionu też, jest niezadowolona, to pokazuje tym bardziej sukces negocjacyjny polskiego rządu, polskich władz, – mówiąc wprost, nie jesteśmy krajem, który został jakoś spustoszony szczególnie przez pandemię. Dosłownie przedwczoraj ukazał się taki raport Komisji Europejskiej, który szacuje, jak poszczególne kraje UE 27, kraje członkowskie Unii, jak ich gospodarki reagowały na pandemię, na wychodzenie z kryzysu, okazuje się, że według przewidywań Brukseli, Polska będzie miała najniższą recesję ze wszystkich panstw, jak to określono, że Polska przechodzi, na tle innych, oczywiście w miarę „suchą stopą”. Oczywiście będzie spadek PKB, ale w innych krajach będzie on większy lub znacznie większy, a mimo tego, mimo tego, podkreślam, Polska otrzymała przynajmniej na razie, na papierze, ale nie sądzę, żeby to się bardzo zmieniło, otrzymała, wywalczyła, wynegocjowała bardzo dobre propozycje odnośnie tych trzech „kranów” finansowych, o których wspomniałem: Recovery Fund – Fundusz Odbudowy, Fundusz Sprawiedliwej Transformacji oraz może szczególnie istotny, bo na siedem lat budżet unijny. Przy czym na czwartym miejscu jesteśmy, gdy chodzi o środki te bezzwrotne, na trzecim, gdy chodzi o nisko oprocentowane, pożyczki, ale w sumie, jak te rzeczy dodać to jesteśmy na miejscu trzecim po Włoszech i Hiszpanii, minimalnie ustępujemy Francji 1 miliard euro, jeżeli chodzi o środki bezzwrotne, to naprawdę jest duża sprawa i duże gratulacje dla rządu.

To rzeczywiście jest duża sprawa, premier Mateusz Morawiecki w ubiegłym tygodniu rozmawiał, między innymi z kanclerz Angelą Merkel, przewodniczącym Rady Europejskiej, czy z premierem Szwecji, rzecznik rządu Piotr Muller, na naszej antenie mówił, że te negocjacje rzeczywiście posuwają się do przodu i wszystko wygląda dobrze. Panie Pośle, mówił Pan przed chwilą, o tych reakcjach państw członkowskich na tę propozycję budżetu w kontekście Polski, ja chciałbym dopytać, czy w Unii Europejskiej mówi się coś, albo przynajmniej spogląda się w kierunku Polski przed wyborami prezydenckimi?

– Na pewno nie jest tak, że wszyscy tym żyją i rozpoczynają dzień od patrzenia na sondaże, to bez przesady, natomiast, oczywiście, to budzi zainteresowanie, bo są to wybory w największym kraju „nowej Unii” tak zwanej, tej „jedenastki” państw naszego regionu, które przystąpiły w ostatnich 16 latach do Unii, to budzi zainteresowanie, bo Polska jest częścią „Big Five”, tej największej unijnej piątki, no i to budzi zainteresowanie, ponieważ, jednak Polska jest krajem, który w ostatnich pięciu latach pokazał, że potrafi być bardzo skutecznym, gdy chodzi o kwestię relacji z Unią Europejskiej- tutaj Pan wspomniał o pieniądzach, mówimy o pieniądzach, ale przypomnę kwestie polityki imigracyjnej, Polska i Węgry postawiły na swoim, inne kraje pokornie przyjmowały imigrantów spoza Europy, głównie muzułmanów. Polska powiedziała nie, pokazała gest Kozakiewicza, już mówiąc językiem publicystycznym i zostało to zaakceptowane : Rada Europejska dwukrotnie podjęła decyzję, że jeżeli jakieś kraje nie chcą imigrantów, to ich po prostu nie przyjmują, tak to zostało przyjęte, bo też jest wielki sukces Polski, bo pokazaliśmy, że można robić własną, narodową politykę w ramach Unii Europejskiej.

Zwłaszcza w kontekście, Panie Pośle, do tego, co zrobiła pani premier Ewa Kopacz z Platformy Obywatelskiej, gdy była premierem, złamała ustalenia Grupy Wyszehradzkiej i zgodziła się na tę propozycję, wcześniejszą, właśnie Niemiec, chociażby.

– Dokładnie, nawet całej już Komisji Europejskiej, zgoda na przyjęcie w dwóch ratach, najpierw 7, a potem ponad 6-ciu, w sumie ponad 13 tysięcy imigrantów, oznaczało, że przy obowiązku zgody na akcję łączenia rodzin byśmy mieli tych emigrantów w Polsce blisko 70-80 tysięcy. Ja tylko podam taki przykład : Finlandia humanitarnie przyjęła dosłownie 100 Somalijczyków w 1990 roku, w tej chwili ta kolonia somalijska w Finlandii wynosi 28 tysięcy, to jakby pokazuje skalę rozrostu, poprzez łączenie rodzin, poprzez kwestie demograficzne, wysoką dzietność. Polska uniknęła katastrofy a wtedy ta zgoda rządu Platformy i PSL-u gdzie członkiem tego rządu był Rafał Trzaskowski, ale także zdrada krajów Grupy Wyszehradzkiej, było uzgodnione z Budapesztem, Bratysławą, Pragą, że idziemy blokiem, potem nagle pod wpływem Donalda Tuska zostało to zmienione, to bardzo źle zaważyło na naszych relacjach, my to odbudowaliśmy, teraz gramy jako region, co oczywiście jest korzystne dla Polski i innych państw naszego regionu, oczywiście, to nie oznacza, że się zgadzamy we wszystkim, bo tak nie jest, ale nie ma takiej polityki międzynarodowej, gdzie wszyscy by się ze sobą zgadzali.

A nie ma Pan wrażenia, Panie Pośle, że ta relacje w Grupie Wyszehradzkiej są najlepsze od wielu, wielu lat, że ta Grupa Wyszehradzka, oczywiście działa, że te spotkania są częste, są intensywne i rzeczywiście daje się uzgodnić, nie dość, że daje się uzgodnić wspólne stanowisko, to jeszcze w dodatku udaje się też przeforsować w Unii Europejskiej, no bo wcześniej przyzwyczailiśmy się przy rządach Platformy, że ta Grupa Wyszehradzka niby była, te spotkania były dosyć kurtuazyjne, ale tak naprawdę raczej ten twór był martwy, tymczasem pod kierownictwem premiera Mateusza Morawieckiego, wcześniej premier Beaty Szydło, ta Grupa Wyszehradzka wyraźnie odżyła.

– Ja mogę tutaj, trochę zjadliwie porównać, że mieliśmy za rządów Platformy i PSL-u ,mieliśmy państwo polskie teoretyczne, mieliśmy V-4, Grupę Wyszehradzką teoretyczną, na papierze, w sensie struktury, natomiast, to nie był realny byt polityczny, on w ostatnich latach stał się bytem politycznym, w tej chwili zwracam uwagę, regularne konsultacje, występowanie razem wobec np. kanclerz Merkel, wobec szefa Rady Europejskiej, wobec szefowej Komisji Europejskiej, również współtworzenie tego Trójmorza, bo Polska jest jako jedyny kraj, który jest zwornikiem, bo my jesteśmy częścią Grupy Wyszehradzkiej, częścią krajów bałtyckich, mamy świetne relacje z krajami bałkańskimi i te wszystkie subregiony Polska niejako przyciąga, jest tym spinaczem, można tak powiedzieć. Ale też chciałem powiedzieć bardzo wyraźnie, że to nie znaczy, że we wszystkim jesteśmy zgodni, my cały czas obserwujemy pewne próby dzielenia nas, wyrywania poszczególnych krajów, mamy Pakiet Mobilności, będzie głosowany właśnie na tej sesji, która trwa w Parlamencie Europejskim w Brukseli, dzisiaj, i tutaj udało się złamać solidarność Grupy Wyszehradzkiej -Francji, prezydent Macron był w Pradze i Bratysławie -to są oczywiście porażki, ale tych realnych sukcesów, ja tu nie jestem propagandystą, mówię jak jest, jest dużo więcej, my potrafimy grać jednym blokiem regionalnym, to jest korzystne dla wszystkich krajów, ja pamiętam do dzisiaj, będę zawsze pamiętał, co mi powiedział były-znaczy wtedy był premierem – były premier już w tej chwili Czech Petr Nečas, zresztą jedyny premier -katolik w historii Czech i Czechosłowacji, powiedział, że „im bardziej nasi niektórzy zachodni sąsiedzi pytają się nas, a po co wy tak tutaj współpracujecie?” -tym bardziej powinniśmy współpracować, bo tworzymy jedną siłę regionalną, i właśnie to się stało realnym bytem za rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Nie ma się co dziwić, że innym państwom Europy Zachodniej się to nie podoba, i właśnie próbują rozbijać naszą jedność, jak Pan Poseł, przed chwilą zauważył. Panie Pośle, koniec chciałbym jeszcze zapytać o polskie sprawy krajowe, sprawy właśnie o wybory prezydenckie, w niedzielę pójdziemy do urn wybrać prezydenta Rzeczpospolitej, druga tura wyborów prezydenckich przed nami. O co są tak naprawdę te wybory Panie Pośle, czemu one są naprawdę tak ważne i czemu jest tak ważne abyśmy poszli do urn?

–Bo one nie mają charakteru, tylko politycznego, mają charakter również cywilizacyjny, to jest wybór, tak naprawdę, nie tylko między dwoma politykami, między dwoma obozami, obozem patriotycznym i obozem sił liberalno-lewicowych czy kosmopolitycznym ,jak mówią niektórzy, ale to jest także wybór między wartościami -tutaj prezydent Duda, możemy go oceniać, tak czy inaczej, ale ewidentnie jest obrońcą wartości rodzinnych, patriotycznych, chrześcijańskich, konserwatywnych. I co proponował, wcielał w życie. W Warszawie Rafał Trzaskowski, o czym mówił publicznie, że marzy o udzielaniu „ślubów”, tak zwanych „ślubów” parom homoseksualnym, karta LGBT w Warszawie, to są konkrety, to jest starcie dwóch wizji, bardzo różnych wizji człowieka, Polski, Polski w Europie, dlatego te wybory są tak naprawdę ważne.

Janina Ochojska, eurodeputowana Platformy Obywatelskiej napisała wczoraj na Twitterze, że głosuje na Rafała Trzaskowskiego, bo wie, że ten prowadzi kartę LGBT w całej Polsce.

– Pani Janina Ochojska, my ją znamy, to jest osoba bardzo szczera, tutaj ona nie kryje, nie gra, ona napisała, to co wie, co uważa, że tak będzie, w ten sposób ujawniła realne zamiary pana Rafała Trzaskowskiego, jego środowiska, jego zaplecza politycznego, całej Koalicji Obywatelskiej. Ja wiem, że pan Rafał Trzaskowski teraz usiłuje się odkleić od tego, co zrobił Warszawie, w kontekście LGBT i jego innych wypowiedzi, ale myślę, że pani Janina Ochojska nazwała to po prostu po imieniu, jest to bardzo czytelny sygnał dla wszystkich, bo to jest jednak wybór między tymi wartościami tradycyjnymi, narodowymi, rodzinnymi a taką rewolucją obyczajowa, której większość Polaków zdecydowanie nie chce.

Panie Pośle, jeszcze jedno pytanie. Załóżmy przez chwilę, że Rafał Trzaskowski zostaje prezydentem Polski, jaki polityki, by się Pan spodziewał, czego by się Pan spodziewał w polskiej polityce po zwycięstwie Rafała Trzaskowskiego?

– Nie sądzę, żeby taki scenariusz był możliwy, ale gdyby tak się stało, to dyskusja akademicka, to przede wszystkim będzie wojna na górze, to już Senat, który ma większość opozycyjną, on jest wykorzystywany jako instrument do walki z rządem, byłoby to samo, w jeszcze większej skali, bo większe są uprawnienia prezydenta niż Senatu – to samo byłoby w przypadku Rafała Trzaskowskiego w Pałacu Prezydenckim, on by wetował, on by blokował, on by w wymiarze takim medialnym walczył z rządem. Polski, zwłaszcza przy wychodzeniu z tego kryzysu pandemicznego, nie stać na wojnę na górze, nie stać na anarchię, na awantury, czas jest na budowanie. I tylko prezydent z tego samego obozu patriotycznego , co rząd może, nawet różniąc się czasami, może zagwarantować, że współpraca będzie harmonijna, efektywna, że będziemy skuteczni jako państwo polskie, także na arenie międzynarodowej, co mnie szczególnie interesuje.

I tu stawiamy kropkę, zostało nam kilkanaście godzin kampanii wyborczej, w niedzielę druga tura wyborów prezydenckich, a moim i Państwa gościem, gościem „Poranka siódma 9” był europoseł Ryszard Czarnecki, bardzo dziękuję za rozmowę Panie Pośle.

– Dziękuję bardzo, kłaniam się.

Blog

„Nowa Unia” trzyma kciuki za prezydenta Dudę

Posted on

Dzisiaj w ostatni dzień kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy, proponuję więc lekturę kilku tekstów. Oto kolejny z nich.

Kampania prezydencka w Polsce jest bardzo uważnie obserwowana w wielu krajach. Nie chodzi mi jednak o komentarze medialne – oczywiście, gdyby zachodnie (i wschodnie zresztą też) media mogły decydować o wynikach wyborów prezydenckich i parlamentarnych w Polsce, to PiS nigdy by nie wygrał… Myślę jednak nie o tym, co pisze, według jednego szablonu niemiecki „Sueddeutsche Zeitung”, brytyjski „The Guardian”, belgijski „Le Soir”, francuski „Le Monde”, włoska „La Repubblica”, czy hiszpański „El Pais”. Chodzi o wypowiedzi polityków, ale bynajmniej niekoniecznie te cytowane przez jakiekolwiek gazety.

Biały Dom patrzy na Polskę i … „polskie” stany Trumpa

Tak, prezydencka elekcja A.D. 2020 w Polsce była i jest szczególnie bacznie obserwowana w Stanach Zjednoczonych Ameryki . „Biały Dom” faktycznie postawił na urzędującego prezydenta RP. Skądinąd w dobrze pojętym własnym interesie, bo bez poparcia polskich Amerykanów czy amerykańskich Polaków ze „swing states”, takich jak Pensylwania, Wisconsin, Michigan – 45. w dziejach USA prezydent nie wygra wyborów w pierwszy wtorek listopada. I to właśnie dzięki amerykańsko-polskiej populacji w USA, a szczególnie w tych, wspomnianych już wyżej stanach, w których dochodzi ona do 10%, a które przechodzą z rak Demokratów do Republikanów i odwrotnie, Donald John Trump pokonał byłą sekretarz stanu Hilary Rodham Clinton jesienią 2016 roku, uzyskując, uwaga, mniej głosów wyborców (co za specyfika amerykańskiego systemu wyborczego!), ale więcej w 538-osobowym Kolegium Elektorów – z czego 46 głosów w tych, wymienionych wcześniej, „polskich” stanach.

Wybory prezydenckie w USA wymagają osobnych analiz, ja tylko nadmienię, że ewentualne zwycięstwo demokraty Joe Bidena, nie będzie, według mnie, może paradoksalnie, oznaczać zmiany polityki wobec Rosji, ale na pewno będzie oznaczało zmianę polityki wobec władz RP.

Zachód sceptyczny, bo Polska konkurencyjna…

Jednak także cała europejska scena polityczna polskie wybory obserwuje bardzo uważnie – nawet jeżeli nie jest to uzewnętrzniane. W Niemczech bardziej pragmatyczna od prezydenta Macrona kanclerz Angela Merkel, oczywiście wolałaby Rafała Trzaskowskiego z jego sympatiami do lotniska w Berlinie, ale twardo stąpa po ziemi i wie, że ma sobie układać relacje z Polską rządzoną przez PiS, a więc i prezydentem Andrzejem Dudą. To realistyczne nastawienie było widoczne już przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. Zatem politycy CDU-CSU są dość oględni, gdy chodzi o publiczną krytykę naszego kraju, zostawiając to współrządzącym socjalistom z SPD czy będącym w opozycji i mającym ideologiczne uprzedzenia do naszego kraju: Zielonym i liberałom.

 Charakterystyczne jest, że bardziej sceptyczny stosunek do Polski i polskich władz, mają, generalnie rzecz biorąc, kraje tzw. „starej Unii” czyli dawnej „Piętnastki” to jest byłej EWG. Klasa polityczna jednego z najbogatszych członków UE – Holandii – po Brexicie siódme co do wielkości państwo Unii – ale tez niezależnie od Brexitu największy, obok Niemiec, beneficjent strefy euro ,obawia się, że piąty co do liczebności kraj UE czyli Polska staje się ich naturalnym konkurentem polityczno-gospodarczym. Zwłaszcza gdy premier Mateusz Morawiecki, domagając się zwiększenia budżetu UE, zaproponował, aby zlikwidować wszystkie rabaty czyli ulgi do unijnej o kasy w Brukseli. W praktyce uderzałoby to właśnie w Królestwo Niderlandów (oficjalnie używana nazwa od 1 stycznia 2020), bo po Brexicie to Holandia ma największy rabat. W tym wiec właśnie tkwi geneza taktycznego antypolonizmu holenderskiego komisarza Fransa Timmermansa. Podobnie jest z innymi krajami, które postrzegają Polskę jako konkurenta, zwłaszcza gdy Państwo Polskie stało się podmiotem na arenie międzynarodowej.

Rzeczpospolita daje „tlen” regionowi…

Złudzeniem okazały się nadzieje niektórych prawicowych publicystów, a także polityków PiS, aby Austria rządzona przez najmłodszego europejskiego premiera-kanclerza Sebastiana Kurza z racji swojego eurorealizmu – a nie euroentuzjazmu – i stosunku do imigrantów dołączyła do Grupy Wyszehradzkiej.

Tymczasem Wiedeń tradycyjnie, obojętnie kto nim rządzi, gra z Berlinem.   Znamienne, że wyraźnie inne stanowisko wobec Polski zajmują – i to też niezależnie kto nimi rządzi- kraje naszego regionu Europy. Mówię tu konkretnie o trzech subregionach: V-4 czyli Grupa Wyszehradzka, Kraje Bałtyckie, Bałkany. Polska jest częścią dwóch pierwszych, szczególnie angażując się w Wyszehrad, ale jako jedyny kraj „nowej Unii” jest swoistym spinaczem czy zwornikiem krajów tych właśnie trzech podregionów. Stąd też, mimo ewidentnie różnych interesów w niektórych sprawach, jak Pakiet Mobilności, stosunek do Rosji czy ostatnio – Recovery Fund (Fundusz Odbudowy) blisko współpracujemy w różnych sprawach i popieramy się. Polska może liczyć na wsparcie w wielu kwestiach (z wzajemnością) ze strony naszych sąsiadów rządzonych przez zupełnie inną opcję polityczną niż nasza w Polsce. Żeby nie być gołosłownym: w Pradze u władzy jest partia ANO! (formalnie będąca w międzynarodówce liberalnej), na Słowacji do niedawna byli socjaliści, podobnie jak w Bukareszcie i Sofii (na przemian z centroprawicą). Stąd też nie zdziwił mnie telefon jaki dostałem od czeskiego polityka z partii będącej wraz z Platformą Obywatelską i PSL-em w European People Party czyli Europejskiej Partii Ludowej, który powiedział mi, iż ma nadzieję, że w Polsce wygra prezydent Duda. Dlaczego? Bo to katolicki i konserwatywny polityk. Zwłaszcza w ustach Czecha brzmiało to interesująco. Ale nie chodzi tu o poglądy mojego takiego czy innego rozmówcy, tylko raczej o powszechne poczucie w 11 krajach przyjętych do UE w trzech etapach w ciągu 9 lat. W latach 2004-2013 były to najpierw kraje Grupy Wyszehradzkiej, państwa bałtyckie i jako ósme pierwsze państwo z szeroko znanych Bałkanów – Słowenia (2004, przy czym pomijam tu dwa inne kraje, które wtedy do UE weszły: Maltę i Cypr jako państwa całkowicie odrębne geograficznie i historycznie od naszego regionu Starego Kontynentu), potem Bułgaria i Rumunia (2007), wreszcie Chorwacja (2013). Wszystkie te kraje już świetnie zrozumiały ,ze w ich interesie lepiej jest brać udział w pewnym regionalnym sojuszu, który zwiększa polityczne aktywa jego uczestników w ich relacjach z Brukselą (Komisja Europejska),z Berlinem, Paryżem, ale nawet z USA). Wszystkie kraje „nowej Unii” (podkreślam: nie uwzględniłem w tych rozważaniach ani Valletty, ani Nikozji) łączy tez polityczny filoamerykanizm, co wyraźnie widać na tle coraz bardziej sceptycznej wobec Stanów Zjednoczonych Ameryki – Europy Zachodniej. Ale łączy także poczucie rozgrywania tych krajów pojedynczo – i to przez lata całe – przez Brukselę i najważniejszych „playmakerów” w UE. Politycy z naszego regionu wiedzą, że zmiana prezydenta i rządu w Polsce oznacza zaniechanie przez nasz kraj politycznego inwestowania w inicjatywę Trójmorza i powrót do bycia swoistym „pasem transmisyjnym” największych państw Europy Zachodniej i instytucji UE. Ci politycy mogą mieć zupełnie inne zabarwienie polityczno-ideowe niż władze w Warszawie, ale rozumieją, że te właśnie władze stwarzają większą przestrzeń i podmiotowość dla 11 krajów „nowej Unii”. Stad trzymają kciuki za reelekcje prezydenta Andrzeja Dudy. Nie dlatego, że lubią PiS czy Polskę, (słowo „lubić” nie istnieje w polityce międzynarodowej), ale dlatego, że polityka zagraniczna polskich władz daje im swoisty polityczny „tlen”, którego nie było, gdy za koalicji PO–PSL rząd w Warszawie epatował zaangażowaniem w praktycznie nieistniejący Trójkąt Weimarski…

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie (04.07.2020)

Blog

PO czyli Puste Obietnice

Posted on

Pytany przez dziennikarzy czy będzie kandydować na stanowisko szefa Rady Europejskiej ówczesny premier Donald Franciszek Tusk powiedział: „Nie wybieram się do Brukseli”. Po czym wybrał się do Brukseli. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Piotr Budka stwierdził nie tak dawno: „Kidawa-Błońska była, jest i będzie kandydatką Koalicji Obywatelskiej”. Co było potem – wiadomo. Wspomniana Małgorzata Maria Kidawa-Błońska powiedziała „Nie zamierzam zrezygnować ze startu w wyborach”. Zaraz potem zrezygnowała. Rafał Kazimierz Trzaskowski dopiero co mówił: „Nie będę startował w wyborach na prezydenta, mam umowę z Warszawiakami”. Niedługo potem wystartował – a  o umowie z mieszkańcami stolicy już nie wspomina. Za czasów Związku Sowieckiego mawiano, że jak oficjalna agencja prasowa ZSRR – TASS poda jakąś informację, to należy ją czytać całkowicie odwrotnie. Jeżeli TASS zaprzeczał, że coś się wydarzyło, było to najlepsze potwierdzenie – i dla sowietologów i dla zwykłych ludzi – że właśnie to miało miejsce. Czemu akurat teraz wspominam o sowieckiej, znanej z kłamstwa i manipulowania informacjami, agencji prasowej? Wiadomo dlaczego. Te podobieństwa nasuwają się same. Niech się więc nikt nie dziwi, że przeciętny Polak rozszyfrowuje skrót PO jako Puste Obietnice.

 *komentarz ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (04.07.2020)

 

Blog

Prezydent Duda nie boi się niczego i nikogo – poza Panem Bogiem…

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu mojego wywiadu dla TV Wirtualnej Polski Wp.pl. Było to w programie “Tłit”. Rozmowę poprowadził red. Marek Kacprzak.

To jest program „Tłit” w Wirtualnej Polsce, ja się nazywam Marek Kacprzak i zapraszam, dzisiaj naszym gościem jest Ryszard Czarnecki -„Prawo i Sprawiedliwość”, witam serdecznie.

– Witam Pana serdecznie, dawno Pana nie widziałem, nie słyszałem, trochę się stęskniłem.

No, cieszę się, że możemy w takim razie porozmawiać. Proszę mi powiedzieć na dzień dobry, jak to jest wspierać prezydenta, wspierać kandydata, który boi się prawdziwej debaty prezydenckiej?

– To nieprawda, pan prezydent debat się nie boi.

To nieprawda, że Pan wspiera, czy nieprawda, że się boi?

– Panie Redaktorze, ja w takim razie wyznaczam Panu dzisiaj, w samo południe o godzinie 12:00, w Parlamencie Europejskim w Brukseli, przy Rue Wiertz debatę, jeżeli Pan się na nią nie stawi, to ja ogłoszę, że Pan stchórzył.

Panie Pośle, ale Pan wprowadza naszych widzów w błąd, dlatego, że zaproponowaliśmy konkretny termin debaty, ale też powiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie umówić się na dowolny termin, który będzie pasował prezydentowi Dudzie, ale sztab Andrzeja Dudy powiedział, nie i koniec.

– Debata nie polega na dyktacie medialnym, gdzie narzuca się kandydatom warunki, to jest kwestia uzgodnień, tych uzgodnień nie było. Mam wrażenie, że te media, które bardzo atakowały, mówiąc wprost, to jest powszechna ocena, obóz rządzący, w tym także pana prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej ,pana doktora Andrzeja Dudę, również teraz tę sytuację wykorzystują do ataku na Głowę Państwa – pan prezydent będzie miał dzisiaj obszerny wywiad w Polsat News, a więc stacji bardzo często krytycznej wobec Prawa i Sprawiedliwości i wobec pana prezydenta, także prezydent się tego nie boi.

Dlatego pytam, dlaczego boi się prawdziwej debaty, dlaczego sztab nie wyznaczy w takim razie daty na debatę i już?

– W Pańskim pytaniu, ważnym, ma Pan do niego prawo, oczywiście, jest zawarta teza, że się boi. Prezydent Duda nie boi się niczego i nikogo poza Panem Bogiem. Natomiast, co do kwestii debaty, to jest kwestia uzgodnień sztabów i mediów, właśnie w takim trójkącie : sztab prezydenta Dudy, sztab prezydenta Warszawy, pana Rafała Trzaskowskiego i media, jeżeli tych uzgodnień zabrakło, no, to cóż, mam nadzieję, że jeszcze do nich dojdzie, natomiast nie można powiedzieć, że ktokolwiek się tego boi, mam wrażenie, że jeżeli ktoś się boi, to pan Rafał Trzaskowski boi się gniewu swoich wyborców, bo obiecał 77 obietnic w kampanii na prezydenta stolicy i 72 nie zrealizował.

Jasne tylko, że o Rafale Trzaskowskim jeszcze za chwilę trochę porozmawiamy szczegółowiej.

– Proszę trochę głośniej, bo niestety nie do końca Pana dobrze słyszę.

O Rafale Trzaskowskim jeszcze na pewno porozmawiamy, ale chciałbym w takim razie zapytać, w takim razie jak sztab Andrzeja Dudy powinien poradzić sobie w takim razie z tym zalewem memów, bo internauci nazywają prezydenta wprost: „stchórzył”, albo nazywają nawet, wyzywają go od „cykora”, zabierając to słowo Andrzejowi Dudzie, który tak nazywał swojego czasu Donalda Tuska.

– Mam wrażenie, że tego typu komentarze, które są normą w sensie formy, na tym etapie rozwoju demokracji medialnej, jak to określam, są generowane przede wszystkim przez przeciwników pana prezydenta Andrzeja Dudy, nie sądzę, żeby miały wpływ na wynik wyborów. Ja analizowałem, z zacięciem może bardziej politologa niż polityka: siedmiokrotne wybory prezydenckie w Polsce w ostatnich 30 latach, sześć razy decydowała druga tura i żaden, nigdy kandydat nie odrobił przeszło 13% straty, jak to ma miejsce teraz, a więc…

Więc może o to chodzi, że prezydentowi Dudzie po prostu się taka debata nie opłaca, bo może za dużo stracić na niej, a chodzi tylko, żeby tylko ten wynik, który zdobył w pierwszej turze, po prostu dowieść do drugiej tury, i już, nazwijmy rzeczy po imieniu, a nie kluczenie, myślenie, wymyślanie, że kalendarz, że to, że tamto, że dyktat?

–Ja o kalendarzu nic nie mówiłem, nie jestem człowiekiem, który kluczy, zmyśla, raczej wali prosto w oczy, powiem w ten sposób, że akurat ja byłem zwolennikiem i dalej jestem i będę, udziału pana prezydenta w debatach, ponieważ pan prezydent, jest bardzo nie tylko dobrym mówcą, ale ma refleks, jest sprawny w tego typu polemikach, co pokazał w debatach prezydenckich, pięć lat temu i także w tej debacie obecnej, przed pierwszą turą, gdzie jako pierwszy urzędujący prezydent wystąpił w gronie wszystkich kontrkandydatów, a więc nie boi się debat, nie boi się ataków, nieraz takich nie fair, nie boi się trudnych pytań, zarzutów, natomiast zwracam uwagę, że on w tej debacie, myślę, że wypadł naprawdę całkiem dobrze, zyskał, nie stracił, jeżeli ktoś stracił, to Rafał Trzaskowski stracił ewidentnie na rzecz Szymona Hołowni w tej debacie i po części Roberta Biedronia.

No, ale póki co na inną debatę niż w TVP przyjść nie chce, a jak się Panu podoba to zaostrzenie języka Andrzeja Dudy, bo wczoraj, jak go słyszałem na wiecu, w którym mówił, że „poprawność polityczna” to właściwie zło i że będzie nazywał rzecz po imieniu, czyli co, to takie przyzwolenie już na nienawiść, na hejt, nazywanie rzeczy po imieniu?

– Przyzwolenie na nazywanie rzeczy po imieniu, tak, bo trzeba nazywać rzeczy po imieniu, akurat nienawiść, na pewno nie, znam pana prezydenta od lat, raczej on był obiektem, adresatem takich ataków hejterskich i pełnych nienawiści, myślę, że patrząc tak obiektywnie, a Pana Redaktora na to pewno stać, to zauważy Pan bardzo wiele wypowiedzi polityków, może nie tylko Platformy, ale opozycji, ewidentnie mających znamiona hejtu politycznego. Natomiast co do „political correctness”, to ciekawą rzecz Pan poruszył, mianowicie sprzeciw, protest, odrzucenie „politycznej poprawności”, tej właśnie „political correctness” była cztery lata temu w Ameryce, była ewidentnie jedną, powiedziałbym, jedną z nawet głównych przyczyn zwycięstwa 45 prezydenta w dziejach USA Donalda Johna Trumpa – właśnie to, że on przeciętnym Amerykanom powiedział: dosyć tego z tą poprawnością, nie możemy być w jej kajdanach, w jej więzach, to się bardzo Amerykanom spodobało, ta zwykła Ameryka, zwyczajna Ameryka to zaakceptowała, to kupiła i dzięki temu w tych wyborach nie uzyskał więcej głosów Donald Trump, niż pani Hillary Rodham Clinton, bo uzyskał ich mniej, ale w Kolegium Elektorskim, 458-osobowym wygrał…

Skoro Pan, już o tych Stanach mówi, to taka rozmowa, którą wczoraj, o której wczoraj się dowiedzieliśmy, Trzaskowski-Barack Obama, pomoże mu wygrać wybory, czy wiadomo czemu, to służyło, Pana zdaniem?

– Obamie nie pomoże, bo nie startuje, natomiast co do Trzaskowskiego, to i tak jest to paradoksalnie, może Pana zaskoczę, wpadł w sidła propagandy własnego sztabu, Rafał Trzaskowski osobiście i jego ludzie, bardzo eksponowali, uważam, że zupełnie irracjonalny wątek, gdy nasz prezydent, prezydent Rzeczpospolitej Polskiej udawał się do USA, na już jedenaste spotkanie w ciągu tych ostatnich czterech lat z prezydentem Donaldem Trumpem, prezydentem USA, mocarstwa nr 1 na świecie – eksponowali, że nie powinno się Ameryki wciągać w nasze wewnętrzne sprawy, to nie Ameryka powinna decydować… I co robi Rafał Trzaskowski, po takich stwierdzeniach, robi to samo, tyle że różnica polega na tym, że prezydent Duda rozmawia z urzędującym prezydentem, Rafał Trzaskowski rozmawia z byłym prezydentem – jak widać tutaj ta pewna hipokryzja obozu pana Trzaskowskiego, została pokazana, w całej krasie została pokazana, double standards, podwójne standardy…

Ale obozu, który ma szansę Stanach Zjednoczonych przejąć władzę.

– … została pokazana, podwójne standardy tutaj z Rafała Trzaskowskiego wyszły bardzo na powierzchnię.

No dobrze, skoro już o tych standardach podwójnych rozmawiamy, czy to przyzwolenie na zaostrzenie języka pod kierunkiem środowisk lewicowych, nie jest ani przypadkiem taką próbą przykrycia własnych kłopotów z ułaskawieniem pedofila?

– Po pierwsze zaostrzenie języka mamy od lat w stosunku do obozu Prawa i Sprawiedliwości i personalnie i osobiście pana prezydenta Dudy, więc tutaj sprzeciw. A w kwestii nieszczęsnej krzywdy zrobionej ofierze, o niej trzeba mówić, to właśnie ofiara i rodzina ofiary wystąpiła do pana prezydenta o ułaskawienie, więc naprawdę, gdyby tak nie było, sam bym się oburzył i gdyby tak nie było, na pewno prezydent by tego ułaskawienia nie uczynił, natomiast chciałbym powiedzieć bardzo wyraźnie, że jest to inicjatywa rodziny ofiary i samej ofiary, to całą sprawę stawia, Panie Redaktorze w zupełnie innym świetle. Ale skoro Pan już o tym powiedział, to przypomnę wypowiedź Rafała Trzaskowskiego, który usprawiedliwiał niejako osobę, która popełniła czyn pedofilski, pana Romana Polańskiego…

Ale to mimo wszystko, jest czym innym usprawiedliwienie a ułaskawienie, ale w takim razie sztab Andrzeja Dudy powinien się domagać od opozycji, czy od tych polityków opozycji, którzy atakowali prezydenta z #obrońca pedofila?

– Uważam, że te ataki, właśnie w kontekście tego, że z tą prośbą do prezydenta zwróciła się ofiara i rodzina ofiary, są atakami absolutnie niewłaściwymi, nie fair, wręcz powiedziałbym niemoralnymi. Ja wiem, że kampania ma swoje prawa, ale podkreślam jeszcze raz, z uporem godnym tej właśnie sprawy, Panie Redaktorze, że mam wrażenie, że hejt, nienawiść, przede wszystkim, nie mówię, że wyłącznie, skierowana przeciwko panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie i obozowi rządzącemu – powiem Panu więcej, ja uczestniczyłem w kilkunastu kampaniach, jestem długo w polityce, nigdy jeszcze nie było takiego masowego zrywania banerów Prawa i Sprawiedliwości, to się zdarzyło po raz pierwszy, a to świadczy o takiej pewnej jednak nienawiści na poziomie lokalnym – choć może tego nie ma w mediach.

No, ja akurat obserwuję zwolenników obu grup i obie grupy bardzo często pokazują, jak są niszczone banery, więc generalnie trudno, może jak zrobimy jakieś badania, to będziemy wiedzieć, których jest więcej, bo jak wszyscy żyją w bańkach, to mają swoją rzeczywistość, ale w takim razie idźmy dalej, czy to jest prawda, że…

– Panie Redaktorze, chciałem powiedzieć, że jeżeli chodzi o skalę, ja nie mówię, że jedni niszczą, a drudzy nie niszczą, ja powiedziałem o skali, a ta skala jest przy znacznie większej ilości naszych banerów, w porównaniu z tym, co było pięć lat temu, mogę to ujawnić, te banery są masowo zrywane. I jeszcze jedna rzecz, takie Post Scriptum. Pan mecenas Ryszard Kalisz, którego naprawdę nie można posądzić o sympatię do prezydenta Dudy, myślę, że zagłosuje raczej na jego konkurenta, on akurat, gdy chodzi o kwestię tego ułaskawienia, stanął po stronie pana prezydenta, jako znaczący prawnik – też chciałbym to nadmienić.

No tak tylko, że takich polityków, którzy nazywają prezydenta „obrońcą pedofila”, jest dużo, także czy co, będzie do nich konkretny apel, chociażby do pani Adamowicz?

– Chciałem podkreślić, że akurat, co by nie powiedzieć, pan Ryszard Kalisz jest znaczącym i wpływowym prawnikiem, jeżeli on taką opinię wydaje, a będąc wcześniej przez lata politykiem lewicy, myślę, że to powinno dać do myślenia ludziom z opozycji. Nie przekraczajmy pewnych barier w tej kampanii wyborczej, to jest mój prywatny apel do naszych szacownych, tak : szacownych oponentów z opozycji.

Skoro już o apelach mowa, jeżeli Andrzej Duda wygra, to PiS zniszczy Konfederację, bo z takim apelem właściwie, z taką przestrogą wychodzą i Tusk i Giertych do Konfederatów?

– „Ubrał się diabeł w ornat i na mszę dzwoni” – myślę, że akurat Donald Tusk jako obrońca Konfederacji, to figura śmieszna, natomiast ja powiem w ten sposób : grupa wyborców Krzysztofa Bosaka podzieli się na dwie takie podgrupy: jedna zapewne nie pójdzie na wybory lub pójdzie i skreśli obu kandydatów, ale druga grupa, ta pewnie większościowa, to będą ludzie, którzy mając do wyboru między kandydatem ewidentnie lewicowo-liberalnym a kandydatem o podobnej wrażliwości, gdy chodzi o wartości rodzinne, konserwatywne, chrześcijańskie, patriotyczne, narodowe, państwowe wybierze Andrzeja Dudę i na pewno te głosy przyczynią się do zwycięstwa Andrzeja Dudy . Chciałbym tylko podkreślić, że ta przewaga jest bardzo duża, a przypomnę, że Rafał Trzaskowski zakazywał Marszu Wolności, Marszu Niepodległości, zakazywał nawet koncertów piosenek zespołów patriotycznych…

Ale może jest strach, że Konfederaci nie zagłosują , skoro Krzysztof Bosak musi się tak mocno zapierać, że wcale nie wspiera Andrzeja Dudy i że zarzuca Adamowi Bielanowi, że kłamie, że Krzysztof Bosak wspiera Andrzeja Dudę.

– Powiem w ten sposób : możemy jeden dzień po wyborach porozmawiać i zobaczy Pan, że będzie wynikało z tej statystyki wyborczej, że większość wyborców Krzysztofa Bosaka poprze prezydenta Dudę, a przepływ do pana Rafała Trzaskowskiego będzie śladowy.

No, dobrze w takim razie, co Andrzej Duda powinien zrobić, żeby wyborcy Szymona Hołowni i nie zagłosowali, tak jak już zapowiedział Szymon Hołownia, że zagłosuje na Rafała Trzaskowskiego, chociaż bez przyjemności.

– Po pierwsze, o czym zresztą mówił pan Szymon Hołownia, któremu gratuluję wyniku, chociaż ten wynik jest o 7% gorszy niż wynik Pawła Kukiza w wyborach pięć lat temu, bo zwykle taki „czarny koń”, który zdobywa w wyborach parenascie % jest, w 2010 r. to był Grzegorz Napieralski z wynikiem prawie 14%, a więc lepszym niż pan Szymon Hołownia, pięć lat temu to był Paweł Kukiz ponad 20%, teraz jest to Szymon Hołownia. Gratulacje, ale on sam mówił, że część jego zwolenników, także tych, którzy byli tymi szefami regionalnymi, to byli, uwaga wyborcy Andrzeja Dudy i Prawa i Sprawiedliwości, ja myślę, że dla tych ludzi, dla tych wyborców, którzy nie głosowali, a teraz głosują na Szymona Hołownię, oraz tych którzy głosowali kiedyś na Andrzeja Duda, może być bliższy właśnie prezydent, urzędujący Prezydent Rzeczpospolitej, pan Andrzej Duda.

No tak, ale widzimy już teraz takie zdjęcia, Trzaskowski i Hołownia, siedzą razem, rozmawiają, Trzaskowski mówi, że bierze program Szymona Hołowni, że będzie go realizował, czy to nie jest taki trochę szach-mat?

– Nie, nawet nie szach, próba gambitu, natomiast jestem przekonany, że w interesie politycznym Szymona Hołowni jego wyborcy powinni pamiętać, nie jest to żeby stał się kolejną przystawką, jak kiedyś Palikot i Nowoczesna, na końcu z panią Lubnauer – przystawka Platformy Obywatelskiej. W interesie osobistym pana Szymona Hołowni jest, to żeby mieć własną tożsamość, jeżeli wygra Andrzej Duda, pan Szymon Hołownia ma większe szanse na budowanie własnego ruchu politycznego …

Panie Pośle, to nie jest taka zwykła…

–W interesie pana Szymona Hołowni, jest zwycięstwo Andrzeja Dudy.

Ale to nie jest taka po prostu zwykła polityczna zazdrość, że Szymon Hołownia usiadł z Rafałem Trzaskowskim, a mógł przecież usiąść Andrzejem Duda, byłby lepszy przekaz?

– Jestem daleki od tej niedobrej cechy, ja tylko powiem, że myśmy przewidywali wręcz takie wprost poparcie i nawet apel do zwolenników pana Hołowni, żeby zagłosowali na pana Rafała Trzaskowskiego, to nie nastąpiło, to poparcie jest takie bardzo mięciutkie, właśnie dlatego, że na dłuższą metę , na „long term” , w interesie politycznym Szymona Hołowni, jest stworzyć coś własnego, w jego interesie, jest wręcz upadek Platformy, czy równia pochyła dla PO, bo wtedy on może mieć większą przestrzeń polityczną, mieć więcej tlenu politycznego – w moim przekonaniu Szymon Hołownia o tym wie i jego zwolennicy też o tym wiedzą, w interesie zwolenników Szymona Hołowni i jego samego jest zwycięstwo Andrzeja Dudy.

Skoro już o tych wsparciach mówimy, to dlaczego Jarosław Kaczyński nie wspiera Andrzeja Dudy, tak jak to potrafi robić, nie widać go na wiecach, nie jeździ z Andrzejem Dudą, nie pokazuje się w telewizji, dlaczego Jarosław Kaczyński zniknął? Nie ma interesu, żeby Andrzej Duda wygrał?

– Przecież, to jest ojciec kandydatury, kiedyś sprzed sześciu laty…

To tym bardziej się dziwię, że tego ojca nie ma.

– Ojciec jest, ojciec czuwa, zapewniam Pana, prezes Kaczyński czuwa, nawet wtedy, kiedy nie widać go w okienku kamery. Prawo i Sprawiedliwość ciężko pracuje nad zwycięstwem naszego kandydata, prezesem Prawa i Sprawiedliwości jest Jarosław Kaczyński. Natomiast miał szereg wystąpień, przed pierwszą turą, więc z Pana wypowiedzią się zgodzić nie mogę.

Miał jedną, jedną, do młodych jedną, do młodych, to było jedyne właściwie wystąpienie kampanijne, jedno wystąpienie, to nie jest szereg wystąpień, Panie Pośle.

– Także miał wystąpienia w kilku miastach, to przede wszystkim jego partia, partia, którą stworzył Prawo i Sprawiedliwość pracuje w tej kampanii od świtu do nocy na rzecz prezydenta Andrzeja Dudy, czy nie można mieć lepszego dowodu poparcia Jarosława Kaczyńskiego?

A może to jest po prostu taki dowód na to, co niektóre wróbelki ćwierkają, że Jarosław Kaczyński oddaje pole niektórym politykom Prawa i Sprawiedliwości, bo sam po wyborach, już się będzie chciał wycofać z polityki i pójść na emeryturę?

– Nie sądzę, na pewno nie w najbliższych latach i temu zdecydowanie zaprzeczam – natomiast powiem w ten sposób : że pan prezydent Duda jest politykiem samodzielnym, nie ma co ukrywać, nam zdarzało się wadzić, wspierać ,on tych parę wet, no ,przecież nam zrobił, myślę, że co do jednego weta, pewnie, chyba trochę żałuje i nie są to weta dotyczące wymiaru sprawiedliwości, bo tu mógł mieć rację, myślę, że może żałować weta w sprawie Regionalnych Izb Obrachunkowych, natomiast generalnie był politykiem i prezydentem, takim zresztą, jak jego poprzednicy, wszyscy jego przeciwnicy poprzednicy wetowali, on też wetował, być może będzie miał ku temu okazję w przyszłości …

To, w takim razie chcę mieć jasność, żeby naszym internautom przekazać, rozumiem, że dementuje Pan te pogłoski… Jarosław Kaczyński na żadną emeryturę się nie wybiera i o przywództwo w partii będzie jak najbardziej walczył i będzie dalej prowadził Prawo i Sprawiedliwość?

– Nie wybiera się prezes Kaczyński na emeryturę, a co do drugiej Pana tezy, nie musi bać się o przywództwo party, on je miał ,ma i będzie miał, jest niekwestionowany…

Tak, ale wybory będą na przywódców partii, no to, co przecież słyszeliśmy, że jesteście demokratycznym ugrupowaniem, to trzeba walczyć o przywództwo?

– Tak, ale nie ma kontrkandydata, to jest oczywiste, że polityk, który poprowadził nas do sześciu zwycięstw wyborczych z rzędu, a być może za paręnaście dni będzie siódme, nie ma personalnej alternatywy.

Wracamy do kampanii. Przedsiębiorcy apelują, by wszystkie zmiany podatkowe były podejmowane liczbą 2/3 głosów i żeby kandydaci na prezydenta, to zadeklarowali. To jest słuszny apel?

– Uważam, że trzeba bardzo uważnie wsłuchać się w głos przedsiębiorców, ja nie mówię, żeby przyjąć tę niekonstytucyjną barierę 2/3 dla niektórych ustaw, natomiast ten dialog z przedsiębiorcami, absolutnie w moim przekonaniu, musi być głębszy, musi być może i dłuższy, więcej postulatów przedsiębiorców powinno być przez obóz władzy przyjmowanych, zwłaszcza w czasach kryzysu, ale oczywiście, to mówimy o procesie legislacyjnym, ale jednak te ponad 105 miliardów, tak, 105 miliardów zł dla przedsiębiorców polskich, ze strony polskiego rządu, ze strony obozu władzy poszło – patrząc na PKB, na udział PKB porównując z niemieckim, to pomoc państwa polskiego dla polskich firm, jest większa, niż znacznie bogatszego i dwukrotnie liczniejszego państwa niemieckiego dla niemieckich przedsiębiorców . To znaczące. Ale zgadzam się z polskimi przedsiębiorcami, naszymi rodakami, że ich głos musi być bardziej wysłuchiwany.

No i przedsiębiorcy apelują, o to, żeby mieli po prostu możliwość prowadzenia biznesu, żeby wiedzieli, stąd pewnie Rafał Trzaskowski proponuje weto podatkowe i pokazuje, jak to Andrzej Duda podpisał 30 ustaw podnoszących albo podatki, albo różnego rodzaju daniny.

– Ja znam oczywiście wyniki, gdy chodzi o głosowanie przedsiębiorców, Andrzej Duda miał tam mniejszość, myślę jednak, że te działania rządu, bardzo propolskiego ,pomocy firmom w czasie pandemii, w czasie wynikającego z pandemii, kryzysu gospodarczego, będą zauważone, w moim przekonaniu, póki co, oczywiście każdy człowiek, który idzie na bezrobocie to dramat, i każda firma, która upada to dramat, ale my na tle innych krajów żeśmy przeszli w dużym stopniu, na tle innych, podkreślam, dużo bardziej suchą nogą, niż to było oczekiwane. Podkreślam : także dzięki decyzjom obozu rządzącego, podpisanym przez Andrzeja Dudę, młodzi ludzie do dwudziestego szóstego roku życia są w ogóle zwolnieni z podatku dochodowego, to też trzeba zauważyć, gwoli pewnej uczciwości intelektualnej.

Ale przynajmniej młodzi na razie nie wspierają aż tak bardzo Andrzeja Dudę, ale skoro rozmawiamy, a widzę Pana swoim ulubionym pokoju na tle flag, to tak sobie myślę, już Pan dzwonił do Zbigniewa Bońka, żeby zajął się piłką nożną, a nie polityką?

– Ja znam Zbyszka, my się lubimy i czubimy, z tą opinią jego, która wywołała bardzo gwałtowną reakcję internautów, ale także niektórych dziennikarzy sportowych, którzy absolutnie nie są związani ze światem polityki, jak Dariusz Tuzimek, uważam, że nie była to opinia przemyślana, taka nie chcę powiedzieć pogarda, bo myślę, że tego Zbigniew Boniek nie chciał, żeby tak to było odebrane, ale jednak ta wyższość, arogancja wobec ludzi to nie było potrzebne.

Zbigniew Boniek tak napisał: „prezydent Polski może być wybrany głosami ludźmi środowiska wiejskiego, głosami emerytów i ludzi z podstawowym wykształceniem” a później się bronił, że po prostu zacytował statystyki, tutaj nie ma niczego obraźliwego.

– Tak i na końcu zadał pytanie: „czy tak powinno być w naszym państwie?”, myślę, że tak nie powinno się pozycjonować ludzi, chyba każdy doradca Zbyszka Bońka powie mu, że to po prostu był mówiąc w języku piłkarskim, gol samobójczy, te słowa nie powinny paść, mam nadzieję, że przyjdzie refleksja i Zbyszek za to przeprosi.

Już na koniec chciałbym poruszyć wątek seniorów, bo Adam Bielan mówi, że tutaj jest jeszcze sporo do zrobienia, bo mniej seniorów poszło do wyborów, słyszałem wczoraj premiera Morawieckiego, który mówi tak: „trzeba iść, bo COVID już nie jest groźny”, no, a tylko wczoraj plus 382 osoby zarażone, plus 14 osób śmiertelnych, czy to nie jest narażanie osób starszych na niebezpieczeństwo?

– Na pewno COVID, jest mniej groźny, niż kiedyś był, ale dalej, jest groźny, trzeba bardzo uważać, apeluję, żebyśmy -każdy z nas ,także do siebie apeluję – mam tutaj, proszę bardzo maseczkę w Parlamencie Europejskim, jest obowiązek chodzenia w maseczkach. W Niemczech na stację benzynowej się nie wejdzie bez maseczki, trzeba wymieniać długopisy w Parlamencie Europejskim, gdy się ktoś podpisuje, więc te obostrzenia będą, są i będą.

Myśli Pan, w takim razie, że ta propozycja ministra Szumowskiego, żeby chociażby seniorzy wchodzili do lokali wyborczych bez kolejek, w pierwszej kolejności, podniesie statystykę głosowania osób starszych, co podniesie większe szanse Andrzeja Dudy na zwycięstwo?

– Ja myślę, że generalnie seniorzy, ludzie starsi powinni być traktowani w sposób specjalny, właśnie z racji tego, że są ludźmi wiekowymi i że przez dziesiątki lat pracowali na rzecz Polski, na rzecz państwa polskiego, więc tak, powinni iść bez kolejki ,z własnym długopisem, rzecz jasna i mieć pewne przywileje, w maskach, mieć pewne przywileje, rzeczywiście nie powinni stać w kolejkach. A chyba wszystkim nam zależy, żeby frekwencja była jak najwyższa, bo obojętnie kto będzie wybrany, dla mnie nie jest obojętne, oczywiście, ale każdy prezydent powinien mieć jak najsilniejszy mandat demokratyczny, im wyższa frekwencja, tym większe zwycięstwo demokracji w Polsce, a to ważne.

Jeżeli seniorzy powinni być uprzywilejowani, to dlaczego zostali z bonu turystycznego wykluczeni?

– Myślę, że należy, to zmienić, absolutnie, dość ciekawa rzecz, o której Pan mówi, ja kiedyś byłem w Komisji Sportu i Turystyki w polskim Sejmie, akurat liczba seniorów z racji tego, że oczywiście życie się wydłuża korzystająca z turystyki jest bardzo duża.

Pan mówi, że należałoby to zmienić, bo opozycja chce dopisać, żeby bon turystyczny był właśnie też dla seniorów i wtedy, jak wróci ta ustawa, to z taką propozycją Sejm powinien ją przyjąć?

– Ja nie wiem, co mówi opozycja, wiem, co mówi Ryszard Czarnecki w rozmowie z Panem Redaktorem.

Dlatego Panu mówię, co opozycja mówi, że w Senacie powinna dopisać, że ten bon turystyczny, program bonu turystycznego został poszerzony.

– Uważam, że trzeba poszerzyć to o seniorów z prostego powodu, to nie jest tylko ich, ale także uwaga, wsparcie dla branży turystycznej, bo seniorzy w wielkim stopniu są klientami biur podróży, czy to jest Polska, czy przyszłości, może -teraz jest zbyt niebezpiecznie – będzie za granica, ale na pewno tak uważam, że trzeba ten krok wykonać w kierunku branży turystycznej, ale oczywiście przede wszystkim seniorów.

Powiedział Ryszard Czarnecki Prawo i Sprawiedliwość, dziękuję bardzo za rozmowę.

– Dziękuję bardzo Panie Redaktorze, miłego dnia.

Blog

My – ICH wrogowie

Posted on

My nazywamy ich „naszymi oponentami”, a w najgorszym przypadku „przeciwnikami”. Ale oni nie bawią się w Wersal. Oni „lutują”, walą między oczy, jadą po bandzie, idą „na rympał” i bez żadnych zahamowań nazywają nas po prostu WROGAMI.

Cóż, trzeba to przyjąć za  normę, bo trwa to lata całe i nie ma żadnych oznak na niebie i ziemi, żeby miało się zmienić. Wręcz przeciwnie: ICH nienawiść do NAS narasta i narasta. Jeżdżąc w kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy, słyszałem to samo ,niezależnie czy w okolicach Człuchowa czy Lęborka (Słupskie, Pomorskie)czy też w Trzebnicy, Oławie, Udaninie, gminie Borów czy Siechnice (Dolnośląskie) czy wreszcie Wrocławiu – że jeszcze nigdy w żadnej kampanii wyborczej, ani prezydenckiej ani parlamentarnej, nie zrywano tak bardzo naszych banerów. Tak, wrogość narasta. Momentami  jest to wręcz patologiczna nienawiść…

A więc otwartym tekstem porozmawiajmy o tych, którzy uważają  nas za wrogów, a  siebie – za naszych wrogów. Warto – mimo sześciu pod rząd wyborczych zwycięstw Prawa i Sprawiedliwości (raz prezydenckie, dwa razy parlamentarne, dwa razy samorządowe – do sejmików oraz pierwszy raz w historii wybory europejskie) – nie lekceważyć tych z drugiej strony barykady.

Miał rację Grek Antystenes, nauczyciel Diogenesa i ojciec cynizmu w filozofii, który ponad 2300 lat temu mówił: „Nie lekceważ swych wrogów, bo oni pierwsi zauważą Twe błędy”.

Słuchając festiwalu obietnic wyborczych ob. Trzaskowskiego i innych polityków PO, warto znać maksymę Ezopa: „Obietnice naszych wrogów składane są po to, aby je złamać”.

Stare powiedzenie głosi: „Pokaż mi swoich wrogów – a powiem Ci, kim jesteś”. Koresponduje to z mądrością wielkiego polskiego i brytyjskiego pisarza, który pisał wyłącznie po angielsku – Conrada czyli Józefa Korzeniowskiego: „Oceniaj bliźnich zarówno po tym, jakich mają przyjaciół, jak i po tym kto należy do ich wrogów”. A tak na marginesie, pod koniec XIX wieku mówiono, że Polska ma trzech wielkich pisarzy, ale żaden z nich nie pisze po polsku – mowa była właśnie o Conradzie oraz o piszącym po francusku Apollinaire (nazwisko rodowe: Kostrowicki) i piszącym po niemiecku Stanisławie Przybyszewskim.

Należy doceniać  swoich wrogów także za to, że… są tacy, jacy są. Podpisuję się pod słowami hiszpańskiego jezuity Baltazara Gracjana: „Mądry człowiek ma więcej pożytku ze swych wrogów, niż głupiec ze swych przyjaciół”.

Mając wobec wrogów chrześcijańskie miłosierdzie (serio!), trzeba jednak z nimi politycznie walczyć bez pardonu. Jeśli tego nie zrobimy, to zaprosimy ich do pokonania nas. Nie bądźmy jak nasi rodacy, którzy zupełnie nie wykorzystali naszego historycznego zwycięstwa pod Grunwaldem, którego 610-tą rocznicę będziemy w tym miesiącu obchodzić. W polityce, jak w boksie: trzeba iść za ciosem. Jak to określił lapidarnie Stanisław Jerzy Lec: „Tylko bardzo wielcy mogą pozwolić przeciwnikom podnieść głowę”. Nie myślmy o sobie, że tacy jesteśmy wielcy: nie pozwólmy im, mówiąc Lecem, podnieść głowy. O naszej wielkości zdecyduje Historia, a nie nasze mniemania…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (01.07.2020)

Blog

Polski „Macron”, jego amnezja i woda z Wisły (w ustach ekologów)…

Posted on

Obserwując kampanię ob. Trzaskowskiego ciśnie się na usta maksyma Charliego Chaplina: „Patrząc z bliska, życie jest tragedią, ale z daleka, to czysta farsa”. Nic dodać, nić ująć”.

Pan Rafał, pseudonim „72” (z 77 obietnic danym Warszawiakom w czasie swojej kampanii na prezydenta stolicy nie spełnił „tylko „72” …) jest personą, która marzy, aby być polskim Macronem. Mówi gładko, z emfazą, ale głównie wtedy kiedy mówi sam. Gorzej w debatach, co pokazał w debacie telewizyjnej z udziałem 11 kandydatów: wypadł gorzej niż rywalizujący z nim o głosy Szymon Hołownia i był mniej przekonywujący niż jego lewicowy konkurent czyli Robert Biedroń. Ale Macrona Francuzi wybrali…

 Wiceprzewodniczący PO – o czym nie lubi wspominać – ma cudowną umiejętność amnezji na zawołanie: „Ja głosowałem za obniżeniem wieku emerytalnego?” – „Przecież nie byłem wtedy posłem”. Kłamał? Obiektywnie tak, ale subiektywnie ten gość ów „drobiazg” po prostu wyparł ze świadomości.

Imć Trzaskowski pytał dopiero co mieszkańców Brodnicy w kujawsko-pomorskim (rejestracje samochodów zaczynają się tam od: CBR…) „czy prezydent Duda mówił o waszej drodze? O waszym szpitalu? O waszych szkołach?” Tupet faceta, który nawijał makaron na uszy mieszkańcom Warszawy, zrobił ich w bambuko ze stadionem Skry, darmowymi żłobkami (ich liczba – 0… dobrze, że nie „mniej niż zero”) i w praktyce jedzie tylko na PO (czyli Pustych Obietnicach) – jest mniej więcej tak duży, jak onegdaj gęstość szamba w Wiśle. Gdyby do czegoś takiego dopuścił mer Paryża czy burmistrz Londynu , gdyby Sekwana czy Tamiza przyjęły to, co nasza kochana Wisłą, to taki gospodarz „od siedmiu boleści” w tamtych aglomeracjach wyleciałby od razu. Ale nie w stolicy RP. Tutaj działa mechanizm obronny, który każde ślepym zwolennikom PO głosić, iż „g… nas obchodzi, że Wisła g… spływa”. Ekologowie jakoś w tej sprawie nabierają wody (z Wisły?) w usta, zapewne przy tym jednak zatykając nosy…

 Stary, mądry Demokryt zaobserwował, że: „żyjemy nie tak, jak chcemy, lecz tak jak potrafimy”. Tłumacząc to z greckiej filozofii na nasze: „jak nie potrafisz, nie pchaj się na afisz”. Facet ma o obronności pojęcie takie, jak ja o chińskim balecie. Defilady wywołują u niego obrzydzenie, co rzeczywiście predysponuje go do bycia Naczelnym Dowódcą Sił Zbrojnych…

Nie dziwmy się zatem, że w kontekście ob. Trzaskowskiego można zacytować George’a Bernarda Shawa (choć słowa te są przypisywane także amerykańskiej pisarce Helen Rowland): „Im lepiej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta”.

 A jednak lekceważyć go nie można. Establishmentu polityczno-biznesowo-medialnego, który za nim stoi – też nie.

  Zadecydują setki, tysiące głosów. Twoich sąsiadów i znajomych też…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (08.07.2020)

Blog

„Bijcie w korpus, głowa sama opadnie” czyli walka z Kościołem walką z Polską

Posted on

Pamiętam, gdy miałem kilkanaście lat przychodziłem na Memoriały Feliksa Stamma do Hali „Gwardii”, dziś już nieistniejącej, która znajdowała  się naprzeciwko Hali Mirowskiej w stolicy. Stamm byl największym w historii polskiego pięściarstwa trenerem , wychowawca wielu mistrzów Igrzysk Olimpijskich i Mistrzostw Europy (wtedy mistrzostw świata nie rozgrywano). Boks w PRL, zwłaszcza w latach 50- i 60-tych miał wymiar ponadsportowy: była to jedna z tych dyscyplin, gdzie Biało-Czerwoni regularnie bili Rosjan w najważniejszych zawodach. Tak było choćby w 1953 roku, podczas rozgrywanych, zresztą w tej samej Hali „Gwardii”, o której już wspomniałem, pierwszych po wojnie w Polsce pięściarskich mistrzostw Europy. Nasi przeszli przez te mistrzostwa niczym burza, niesieni dopingiem publiczności – zakończyło się to w sumie pięcioma „Mazurkami” Dąbrowskiego, w większości po finałowych walkach z bokserami z ZSRR i zwycięstwem w klasyfikacji generalnej ME. A polska publiczność po każdej wygranej walce z „Ruskiem” urządzała ku przerażeniu komunistycznych władz antysowieckie demonstracje.

Do legendy polskiego sportu przeszły Igrzyska olimpijskie w Tokio, gdzie Polacy w trzech kolejnych finałach wygrywali właśnie z bokserami ze Związku Radzieckiego.

Metoda walki z Polską

Feliks Stamm za życia stał się legendą. Jego metody treningowe były podpatrywane przez bliższych i dalszych sąsiadów, a górskie marszobiegi i obozy w Cetniewie przeszły do historii polskiego sportu. Jedna z zasad, którą wpajał swoim bokserom była następująca: „bijcie w korpus, to potem głowa przeciwnika sama opadnie”. Cóż, zaprawdę powiadam Wam, dewiza ta obowiązuje nie tylko, a może nawet nie głównie w boksie…

Ten pięściarski „wstęp”, a zwłaszcza jego pointa, były potrzebne, żeby pokazać, że nauki wpajane pięściarzom z orzełkami na piersiach są dziś używane przez naszych wrogów jako metoda walki z … Polską!

Kilka miesięcy temu Jarosław Kaczyński powiedział: „Kto podnosi rękę na Kościół, chce go zniszczyć, ten podnosi rękę na Polskę”. Miał rację. Bezpośrednio odnosząc słowa „Papy” Stamma do współczesnej sytuacji w  Polsce, uważam że dzisiaj owym „korpusem” jest Kościół, a „głową” polski Naród. Mówiąc wprost: ataki na polski Kościół (olbrzymia większość z nas współtworzy tę wspólnotę) tak naprawdę służą osłabianiu polskiego społeczeństwa i atomizacji Narodu. Może dlatego warto uświadamiać sobie czym dla wspólnoty narodowej był Kościół Rzymskokatolicki …

Ekspansja chrześcijaństwa a rozwój terytorialny Rzeczypospolitej

O ile rozpocząłem ten tekst jako pasjonat sportu, o tyle będę kontynuował jako historyk. Nawet jeżeli będę powtarzał rzeczy oczywiste. Dzięki przyjęciu chrztu w 966 roku Polska umocniła swoją młodą, liczącą mniej więcej jeden wiek państwowość i realnie zaistniała na politycznej mapie Europy. Przez pierwsze trzy wieki chrześcijaństwa na ziemiach polskich, to właśnie Kościół Katolicki miał kluczową, wręcz decydującą o bycie Narodu rolę. Pełnił on rolę faktycznego organizatora struktur państwowych! Było to fundamentalnie ważne zwłaszcza w okresie rozbicia dzielnicowego. To Kościół wówczas był jednoczycielem ziem rozbitych na dzielnice.

Dodajmy, że poza sferą administracyjno-prawną, ewidentnie państwowotwórczą w wymiarze wewnętrznym, to Kościół stworzył i rozwinął zręby polskiej dyplomacji. Więcej, to z jego szeregów wyszła doktryna polityki zagranicznej średniowiecznego państwa polskiego (Paweł Włodkowic, Jan Ostroróg).

Polska-wschodnie rubieże Kościoła

To chrześcijaństwo było czynnikiem determinującym najpierw jednoczenie się „Polski dzielnicowej”, a potem rolę Polski zjednoczonej we wczesno – i późnośredniowiecznej Europie. Charakterystyczne, że terytorialny rozwój chrześcijaństwa (Pomorze, Księstwo Litewskie, Żmudź) był równoznaczny ze wzrostem polskiego terytorium i równocześnie polskich wpływów. Jako państwowość musieliśmy odnaleźć się w szczególnej sytuacji międzynarodowej w okresie rozbicia w Kościele powszechnym – wiek XI i prawosławie oraz wiek XVI i protestantyzm. Efektem tego był fakt, że Polska stała się najbardziej na Wschód wysuniętym krajem katolickim. Ówczesne i późniejsze hasła typu: „Antemurale Christianitatis” czyli „Przedmurza Chrześcijaństwa” czy „bastionu wiary” to nie tylko ideowe azymuty, co stwierdzenia faktów. Ale właśnie to implikowało nasze zwiększone wpływy w chrześcijańskiej – jeszcze – Europie. Dla Stolicy Apostolskiej Rzeczpospolita zyskiwała pierwszorzędne znaczenie.  Okazało się to szczególnie ważne w sytuacji dramatycznej : abdykacji państwa i zaborów. Choć Słowacki poetycko wołał: „Polsko, Twa zguba w Rzymie!”, choć nawet jeśli obawy instrumentalnego traktowania Sprawy Polskiej przez Stolicę Świętą nie były do końca nieuzasadnione, to jednak Polska musiała mieć, jak to słusznie -jako pierwszy z naszych politycznych myślicieli – zauważył Jan Ludwik Popławski właśnie w Watykanie naturalnego sojusznika. Dziś można by dywagować, jak potoczyłyby się losy Rzplitej, gdyby stoczyć z Rosją walkę o dusze miliony prawosławnych na wschodnich rubieżach polskiej państwowości. Z drugiej strony, jest rzeczą oczywistą, że skojarzenie Polak-katolik bardzo pomogło utrzymać polskość mieszkańcom  szeregu ziem , jak Warmia, Powiśle, Górny Śląsk, Pomorze, czy niektóre obszary Kresów Wschodnich. Nie przeszkadzało to wcale w świadomym polskim wyborze naszych rodaków-protestantów na Mazurach i Śląsku Cieszyńskim.

Można po wiekach żałować, że polski arcybiskup Mikołaj Trąba nie zgodził się w XV wieku zostać papieżem, ale i tak znacznie ważniejszy, prawdę mówiąc, od tego był fakt, że choćby po rozbiorach „Kościół był Ojczyzną”. To Kościół, wiara katolicka jednoczyły wówczas Polaków z trzech różnych zaborów. To Kościół zachował tożsamość narodową i narodową jedność, język, tradycję, zwyczaje, a także w jakiejś mierze, choć nie tak modelowo jak w średniowieczu , pełnił role quasi-państwowe.

Repolonizacja Ziem Odzyskanych

To Kościół wreszcie stabilizował niepodległe po kilkunastu dekadach państwo polskie w okresie miedzy I a II  wojną światową. To Kościół, o czym dziś się w ogóle nie mówi i nie pisze odegrał fundamentalną rolę w repolonizacji Ziem Odzyskanych czyli Ziem Zachodnich i Północnych.

Pamiętając o spektakularnych  manifestacjach narodowych aspiracji, jak podczas Millenium A. D. 1966, nie możemy zapomnieć o codziennej, żmudnej pracy na rzecz wspólnoty narodowej tysięcy księży i zakonnic przez powojenne cztery i pół dekady „za komuny”.

Czy jest sens przypominać te historyczne i oczywiste zasługi polskiego Kościoła? Okazuje się to koniecznością w sytuacji fałszowania historii naszego Kościoła i zakłamywania jego współczesności. Przy czym dla wrogów Polski rozprawienie się z Kościołem Katolickim czy jego daleko idące zmarginalizowanie jest tylko wstępem do zmniejszenia roli Rzeczpospolitej.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (01.06.2020)

Blog

Zdrada Polski – towarzyszka narodowych dziejów …

Posted on

Niestety, zdrada narodowa – czy to się komuś podoba czy nie – jest pojęciem , które w Polsce ma tradycje setek lat, a nie kilku dekad komunizmu. PPR, PKWN, UB, itd. narodziły się przecież z SDKPiL (Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy)  i KPP). Gdy poseł Leszek Moczulski, przywódca KPN, w Sejmie I kadencji  rozszyfrował skrót PZPR jako „Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji” mówił o politycznych dzieciach i wnukach tych, którzy działali na rzecz Polski – a raczej „Polszy” –  jako 17 republiki Związku Sowieckiego. A przecież zanim powstał „czerwony carat” był „biały carat” (by użyć określenia Jana Kucharzewskiego), któremu służyli na różnych szczeblach zdrajcy, którzy szansę osobistej kariery w imperium Romanowów przedkładali nad lojalność wobec wspólnoty narodowej, z której pochodzili. To byli zdrajcy, oddający Polskę Wschodowi (Rosji) w różnych jego odmianach: carskiej czy potem komunistycznej.

Od strony zachodu Polski zdrajcami byli ci, którzy sami się germanizowali i gorliwie germanizowali własnych rodaków. Hakata (od nazwisk ideologów zniemczania Polaków: Hansemanna, Kennemanna i Tiedemanna miała przecież zastępy usłużnych Polaków  z krwi , ale już zniemczonych, którzy wybierali silne państwo istniejące i choć obce, ale przyjmowane za swoje, lepsze dla nich od państwa własnego, ale nie istniejącego na mapie. To wiek XX, XIX, ale przecież w XVIII narodziło się złowrogie pojęcie Targowicy – Konfederacji Targowickiej stworzonej przez Polaków, a nawet polskich arystokratów, którzy wybrali służbę Rosji i rwali Sienkiewiczowskie sukno Rzeczpospolitej, tak, jak ich antenaci sto parędziesiąt lat wcześniej sprzedawali Polskę Szwedom.

Polska historia to dzieje heroizmu, poświęcenia, oddawania własnego życia i zdrowia, a także majątku na rzecz Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, dzieje cierpień i tortur, niewoli i wygnania – ale ten bohaterski awers miał swój rewers. Rewers zdrady. Rewers sprzedawania Ojczyzny za Judaszowskie srebrniki. Rewers służenia obcym. Nie przypadkiem Józef Piłsudski mówił : „Idźcie swoją drogą, służąc tylko Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym”.  W jednym wezwaniu, apelu Komendanta, który kochał Słowackiego – ale musiał znać słowa innego wieszcza, Norwida, który wzywał, by „Nie kłaniać się okolicznościom, a prawdom kazać by za drzwiami stały” – pojawiał się jednocześnie i wątek służby Ojczyźnie (i tylko Ojczyźnie!), miłości do niej i jednocześnie pogardy dla tych wśród nas, którzy dla własnych korzyści obcym służą.

A przecież tradycja zdrady w Polsce – i zdrady Polski-  sięga czasów dawniejszych, niż szwedzki Potop i rosyjska Targowica czy wysługiwanie się Prusom germanizującym rodaków w Wielkopolsce, na Kujawach i Pomorzu. To przecież także okres średniowiecza – i to wczesnego, gdy  przegrywający na ziemiach polskich wewnętrzną walkę o władzę książęta czy możnowładcy antyszambrowali na obcych dworach, aby zewnętrzne ośrodki państwowe, obce trony i dynastie uczynić arbitrami polskich spraw i polskich porachunków. Tak było.

Gdy dzisiaj widzimy tych, którzy wykorzystują demokratyczny mandat, aby opluwać własny kraj i aby sprzymierzać się przeciwko niemu na arenie międzynarodowej ,ba, żądać dla niego kar finansowych, zabierania funduszy, okładania sankcjami, ingerencji z zewnątrz – to przecież tez wiemy, iż „to wszystko już było”.

Można rzec, że żyjemy w nieustającym „deja vu”. Zmieniają się granice Polski, władza i ustroje, przemijają wieki i dynastie, ale zdrada narodowa jest częścią polskich dziejów, kartą czarną, przez to krwawą, kartą rozgrywaną przez obcych, czymś realnym. Skoro cytowałem Norwida, to zacytuję również współczesnego wieszcza Zbigniewa Herberta, który przecież nie przypadkiem pisał: „I niech cię nie opuszcza siostra twa pogarda – oni zwyciężą”. Tak, szpicle, zdrajcy – to widmo krąży nad Polską tak, jak widmo komunizmu, zdaniem Marksa, krążyło nad Europą. Pozostaje mieć nadzieję, że wielki poeta Herbert nie miał racji: ONI jednak nie zwyciężą…

*tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” (marzec 2020)

Blog

Talerz zupy, konstytucja, stołówka przy Szewskiej i ja-obżartuch …

Posted on

W swojej książce „Porozumienie przeciw monowładzy. Z dziejów PC” Jarosław Kaczyński był łaskaw umieścić mnie w historii Polski. Kilka razy wspomniał o mnie jako o polityku. Ale nie tylko. Opisując polowe lat 1990-ch, kiedy cały obóz niepodległościowy był poza parlamentem (blisko dwie piąte wyborców nie miało swojej reprezentacji w sejmie RP!), sugeruje Jarosław, żem smakosz, a w zasadzie to obżartuch…

Cóż, lekarze mają swoją „przysięgę Hipokratesa”, ja od tegoż Greczyna wziąłem inną dewizę, niemniej mądrą: „Nigdy nie pracuj, gdy jesteś głodny”. To mój słynny pracoholizm spowodował, że kocham jeść! Czy to nie proste? Nigdy nie rozumiałem stwierdzenia Lejzorka Rojtszwańca, którego literacki ojciec, rosyjski pisarz Ilia Erenburg natchnął kontrowersyjną tezą: „Dziwna rzecz, apetyt też się kończy”. Pozostając przy rosyjskich klimatach za jakże życiowe uznaję funkcjonujące tam przysłowie, iż: „Brzuch to okropny niewdzięcznik – bardzo szybko zapomina o tym, co mu już daliśmy”.

Anglicy bywali w historii na kursie kolizyjnym z Rosjanami (na szczęście dla nas). No, nie przy okazji „Linii Curzona” po I wojnie światowej czy Teheranu A. D. 1943 czy Jałty i Poczdamu A.D. 1945. W sprawie jedzenia jednak obie te nacje zgadzały się, bo stwierdzenie brytyjskiej pisarki Virginii Woolf: „niepodobna dobrze myśleć, dobrze kochać, a nawet dobrze spać, jeśli się dobrze nie jadało”, jakże pasuje do tej poprzedniej rosyjskiej maksymy.

Nie ukrywam, że jestem wielbicielem serów, co każdego dietetyka może doprowadzić do rozstroju nerwowego. Stad też podpisuję się pod stwierdzeniem amerykańskiego dziennikarza i krytyka literackiego Cliftona Fadimana: „Ser jest próbą osiągniecia nieśmiertelności, jaką podejmuje zwyczajne mleko”.

Do dziś pamiętam stołówkę studencką we Wrocławiu przy ulicy Szewskiej tłumnie wypełnianą przez brać akademicka Uniwersytetu Wrocławskiego (wówczas, o zgrozo, imienia Bolesława Bieruta…). Zapełniało się żołądek w czasach, gdy mięso było na kartki. Jedzenie nie było finezyjne, ale prawdę mówiąc, można było zaspokoić olbrzymi studencki głód. Jednak na kulinarne fantazje musiałem jeszcze długo poczekać. Z perspektywy tych lat, przy całym moim nabożnym stosunku do astronomii (bądź co bądź mam teścia-kosmonautę) musze zgodzić się z francuskim politykiem, ale też gastronomem Jean-Anthelme Brillat-Savarinem, autorem „Fizjologii smaku”: „Wymyślenie choćby jednej nowej potrawy bardziej przyczynia się do szczęścia ludzkości niż odkrycie nowej gwiazdy”.

Na koniec myśl, której autorem jest amerykański polityk, lider republikańskiej większości w Senacie Henry Cabot Lodge – i nie jest to bynajmniej żadna kpina z opozycji ,robienie sobie z niej jaj, czy naśmiewanie się z tych monotematycznych istot: „Głodny człowiek bardziej interesuje się talerzem zupy niż Konstytucją”.

No, dobra, można interesować się jednym i drugim…

*felieton ukazał się w „Gazecie Polskiej” (24.06.2020)