Blog

O Cimoszewiczu wzywającym na pomoc Timmermansa i niemieckim słoniu w składzie porcelany…

Posted on

Odezwała się we mnie żyłka historyka-archiwisty i poprosiłem o spisanie wywiadu, którego udzieliłem dla VOD „Gazety Polskiej”, uwaga,niemal 1,5 miesiąca przed wyborami do europarlamentu. Rozmowę przeprowadził red. Jacek Liziniewicz . Oto jej autoryzowana już treść:

Dzień dobry, witam Państwa bardzo serdecznie, „Rozmowa niezależna”, Jacek Liziniewicz , a dzisiaj moim i Państwa gościem jest Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego i kandydat do europarlamentu z drugiego miejsca listy warszawskiej, oczywiście listy PiS-u.  

Ryszard Czarnecki: Z listy warszawskiej, ale także okołowarszawskie powiaty od Wołomina i Pruszkowa poczynając po Nowy Dwór Mazowiecki, Grodzisk Mazowiecki, Piaseczno, Otwock…

 Czy wszystkie powiaty już objechane? 

Wszystkie objechane już nawet parę razy, znowu dzisiaj zawitam do Ursusa, tak na marginesie…

 Tak, potwierdzam.  

Pan Cimoszewicz też kandyduje z Warszawy …

 Pan Cimoszewicz miał ostatnio kłopoty. Wzywał Pan go do tego, by wyjaśnił czy uciekał z  miejsca wypadku 

– Przeczytałem na pierwszej stronie znanej gazety, że uciekł z miejsca wypadku, więc chciałem dowiedzieć się jak jest i tak mu doradzić życzliwie, żeby to wyjaśnił jak najszybciej, żeby przeciął wątpliwości. Ponieważ inaczej zamiast dyskutować z nim o miejscu Polski w Unii, o przyszłości Polski w Unii Europejskiej , to siłą rzeczy ja osobiście czy inni jego konkurenci będziemy musieli o to zapytać, więc w jego interesie jest, żeby to przeciął. Ale jakoś nie słyszę, żeby się wypowiadał w tej kwestii…

No, ja też nie. A czy Włodzimierz Cimoszewicz nie umawiał się z Wami na debatę? 

– Z tego, co wiem, to Włodzimierz Cimoszewicz nie chce żadnej debaty z nami. Zresztą ciekawe, bo zobaczyłem ogłoszenie, że jedzie -ale do Lublina popierać Joannę Muchę , która startuje do PE…

Ale debatował z Timmermansem i Aleksandrem Kwaśniewskim… 

– Tak, wzywał na pomoc Timmermansa, ale tę pomoc przekazuje też Joannie Musze. Popiera osobę, która startuje z drugiego miejsca w Lublinie, popiera osobę, która może wyprzedzić pana Hetmana z PSL-u. Takie ciekawostki wewnątrzkoalicyjne w ramach Koalicji Europejskiej. Natomiast pan Timmermans poparł wcześniej jego, potem „Wiosnę” – to się tak chyba „zeruje”, bo to jednak bądź co bądź dwa różne ugrupowania. To też ciekawa rzecz, bo Koalicja Europejska to też kandydaci, którzy  jeśli wejdą do europarlamentu, to będą w czterech innych frakcjach: chadecja (czyli EPL, a więc Platforma i PSL), Zieloni, Nowoczesna (liberałowie czyli ALDE), natomiast pan Miller, pan Cimoszewicz, pan Belka – może też pan Liberadzki do socjalistów (lewicy). Zatem , muszę powiedzieć, coś niesamowitego…

To jest dosyć dziwne. Ja widziałem taką ulotkę na której z jednej strony występował Andrzej Halicki, z  drugiej strony Włodzimierz Cimoszewicz na jednej ulotce, a pośrodku napis: „wielki wybór”… Rzeczywiście, z tej perspektywy patrząc. No i  drugą ulotkę do tego dostałem samego Halickiego – no ,więc chyba on sugeruje, że zaiste jest to wielki zgryz dla wyborców Koalicji.

Tak, tak, mogą jeszcze Bartoszewskiego wybrać, ale ten Bartoszewski dobrze mówi o PiS-ie na przykład, wzbudzając niechęć innych kolegów z listy warszawskiej Koalicji Europejskiej. Szczerze mówiąc, ja miałem wczoraj spotkanie w Wawrze,siedmioro nas było kandydatów PiS , więc pełna harmonia, oczywiście, że każdy chce by głosować na niego, ale wszyscy mówimy dobrze o innych kolegach. To, co nieoficjalnie mówią kandydaci z Platformy o swoich kolegach z Nowoczesnej czy PSL-u – to uszy więdną, gdy się słucha.

Pan Poseł będzie miał nowe billboardy w Warszawie i tym razem na koszt Platformy Obywatelskiej? 

– To znaczy będę miał  nowe z Jarosławem Kaczyńskim, ale to nie na koszt Platformy, tylko na mój koszt, ale rzeczywiście, ma Pan rację, rzeczywiście, tutaj Pan nawiązuje do wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie w alei Solidarności, który wydał wyrok w pierwszej sprawie w trybie wyborczym w tej kampanii. Pierwsza sprawa w ogóle wytoczona przez Prawo i Sprawiedliwość w trybie wyborczym i pierwsza moje zwycięstwo , mam nadzieję, że to będzie sprawa ostatnia. Odpowiedziałem na te kalumnie, kłamstwa Koalicji Europejskiej, Czarnecki na nich z taką twarzą nienawistnie przekrzywioną (komputery tu musiały pracować) ucieka do Brukseli, w której jestem już trzecią kadencję… Gdyby student prawa wygłosił taka tezę na egzaminie z logiki, to zapewne na każdej uczelni zostałby wyrzucony z egzaminu.

 …Już by pan poseł doszedł kilkakrotnie piechotą przez ten czas do Brukseli… 

– Natomiast logika, ta której się wymaga od prawników, reprezentantów prawa nie jest logiką Platformy Obywatelskiej. Jednym słowem wytoczyłem proces i wygrałem go. I co mają zrobić? W miejscu tych starych billboardów nakleić nowe. Nie mam ich, nie pokażę, ale może dobrze, bo byłaby mowa o ustawce. Na tych nowych ma być napis  „Koalicja Europejska” (i kto wchodzi w skład: PO, PSL, Nowoczesna, SLD) przepraszają pana Ryszarda Czarneckiego i tu takie moje zdjęcie, z  tych moich billboardów, duże, z dopiskiem „za podanie nieprawdy, iż ucieka do Brukseli”. Więc czekam… Państwo, którzy są w Warszawie i zauważyliby te nowe billbordy, bardzo proszę o informację.

A ile tamtych było? Ja widziałem dwa. 

 – Ja mam wiedzę o kilkunastu co najmniej w Warszawie i okolicach, ale pewnie nie wszystkie wykryłem, nie wszędzie byłem, w każdym razie proszę za Państwa pośrednictwem o informację, czy tam gdzie był ten Czarnecki uciekający do Brukseli, teraz już wisi ten Czarnecki, który jest przepraszany. Bardzo będę wdzięczny za informację, bo jeżeli na przykład był tamten, ale teraz wisi inny billboard, na przykład Platformy Obywatelskiej, z Polską jako dzieckiem i Unią jako dorosłą osobą, to proszę o informację bo to byłoby złamanie wyroku sądu.

 Właśnie Niemcy bardzo się zainteresowali kampanią wybroczą w Polsce. Telewizje niemieckie i media maja pretensję, ze TVP transmitowała defiladę na 3 Maja, a  nie przemówienie Donalda Tuska. 

 – A to ciekawe, że w Berlinie mają układać program Telewizji Polskiej…

Tak, to jest ciekawe… Ale mnie zaintrygowała jeszcze jedna informacja – producenci szparagów w Niemczech narzekają, ze przez 500plus nie mają robotników. To MSZ niemiecki. Jak pan to ocenia? 

– Wie pan, jako historyk pamiętam pojęcie Herrenvolk, „naród  panów”. Jednak dobrze byłoby, gdyby Niemcy się samoograniczali w  tych refleksjach, bo to naprawdę jest obraźliwe i oni chyba może nawet nie zdają sobie sprawy z tego, co mówią. To zresztą nie tyle bezczelna interwencja, ale  taka „przaśna” – bo co to oznacza? Ano to, że źle, iż polskie państwo daje na polskie dzieciaki, bo klapę ze szparagami w Niemczech powoduje. Muszę powiedzieć, ze to niemiecki słoń w składzie porcelany.

 Ciekawe jaka gałąź niemieckiej gospodarki się zawali, jak to pierwsze dziecko dostanie 500 plus? 

 – Problem polega na tym, że gospodarka niemiecka już spowolniła, więc wtedy to już będzie jakieś … Mój Boże… My się śmiejemy, ale mnie ten sposób myślenia poraża… Co to w ogóle jest? Czy oni naprawdę nie mają poczucia, że mówiąc tym tonem budzą taki odruch sprzeciwu w każdym, kto myśli w kategoriach zdroworozsądkowych, patriotycznych. Co to w ogóle za ton? Co za arogancja? Co za ustawianie? A propos w ogóle tej telewizji niemieckiej, która mówi, że telewizja w Polsce powinna transmitować Tuska, a nie defiladę… Kto to mówi? No ,kto to mówi? Mówi to telewizja, która przemilczała kompletnie gwałty na niemieckich kobietach w Kolonii  czy innych niemieckich miastach w noc sylwestrową. Telewizja, która jest najbardziej „politycznie poprawna” , która jeśli jest jakieś wyjątkowo groźne przestępstwo, to nie podaje jakiego wyznania był sprawca, bo przecież często są to muzułmanie.

Dziękuję Państwu bardzo serdecznie, moim i państwa gościem był Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego. Dziękuję bardzo.

 

Blog

Barwy kampanii A. D. 2019

Posted on

Policzyłem: to była moja dziewiąta kampania. W tym czwarta europejska. Cztery do sejmu: dwie wygrałem, dwie przegrałem. Zatem: remis. Europejskie wygrałem wszystkie. Samorządową miałem jedną jedyną (przegraną). W każdej swojej kampanii harowałem jak wół – ale ta była chyba najbardziej intensywna. A może po prostu lata lecą i wstawanie o świcie i kładzenie się spać późną nocą, przemieszczanie się ze spotkania na spotkanie, wystąpienia, ściskanie tysięcy rąk, udział w różnego rodzaju uroczystościach – a więc coś, co przecież lubię  – kiedyś jednak nie angażowało aż tylu sił ?

Barwy kampanii. Naprawdę tysiące ludzi, bardzo dużo serdecznych reakcji, masę wyrazów wsparcia, trochę mowy nienawiści („Ty pisowski śmieciu”, „burak”). Szereg świetnych ,merytorycznych spotkań na wysokim poziomie organizowanych przez nasze struktury , trochę debat, choć jakby ich mniej było w tej kampanii. Dlaczego? Bo niektórzy kandydaci uciekali od nich, gdzie pieprz rośnie, poczynając od warszawskiej „jedynki” Koalicji Europejskiej Włodzimierza Cimoszewicza, który nie tylko nie wydał chyba złotówki na plakat, baner czy bilboard, ale nie wziął udziału dosłownie w żadnej debacie. To samo wielkopolska „jedynka” KE czyli ekspremier Ewa Kopacz: praktycznie zero debat. Gdyby tak zrobili politycy na Zachodzie, pierwsi zadziobali by ich dziennikarze. A w Polsce – cisza. Gdyby były premier i lider listy w stolicy państwa potrącił samochodem rowerzystę we Francji, Niemczech czy Holandii, byłby to temat medialny „numer 1” przez ładnych parę dni. A nad Wisła więcej pisano o stanie zdrowia ekspremiera niż o tym dramatycznym potraceniu . A dementi, że nie uciekł z miejsca wypadku, składał nie on, tylko rzeczniczka SLD, a potem jego syn – poseł. Sam zainteresowany na ten temat się nie wypowiadał – i to też na Zachodzie nie byłoby darowane przez media.

Najdziwniejsze pytanie? Na warszawskiej „patelni” czyli miejscu, gdzie spotykają się ludzie dojeżdżający kolejka podmiejską do głównej stacji metra, pewien pan patrząc mi przenikliwie w oczy spytał mnie: „w jakiej jest pan loży?”. Zdaje się, że nie uwierzył w odpowiedź.

Mam jeszcze jakieś swoje archaiczne ulotki z pierwszej kampanii A. D. 1991. Przez te niemal trzy dekady jakże zmieniła się sztuka politycznego PR – skądinąd w pierwszych wolnych wyborach do sejmu, pojęcia „PR” nie znano. Owe prymitywne ulotki z inflacją słowa pisanego, prawie bez zdjęć – to jakby dowód na kampanię wybroczą z innej planety. Tyle się zmieniło, ale też nic się nie zmieniło, bo cały czas toczy się bitwa o Polskę między obozem patriotycznym niepodległościowym a kosmopolitycznym.

W czasie tej kampanii miałem jedną szczególną „podróż sentymentalną”. Odwiedziłem miejscowość pod Warszawą, nad Zalewem Zegrzyńskim, w której chodziłem do szkoły podstawowej. Miałem spotkanie w miejscu pracy mojej ś.p. mamy. Byli na nim ludzie, którzy pamiętają 3-czy 6-letniego Rysia, w których mieszkaniach bywałem i z  których dziećmi się bawiłem. Wielu z nich znało osobiście i przeważnie pracowało z moją sp. Mamą. Części z nich szefowała. W końcu lat 1960. telewizory były rzadkością, my go nie mieliśmy, w domu się nie przelewało i na telewizję chodziło się na świetlicę przy maminym Instytucie. Pamiętam tę drogę do dziś. Cóż, to było 50 i więcej lat temu. Stanisław Pigoń napisał swoje „Z Komborni w świat”. Czy ja napiszę swoje „Z Jadwisina w świat”? W tejże miejscowości dzięki dobrym ludziom zawisły moje banery – miejscowe „kodziarstwo” zerwało je pierwszej nocy po ich zawieszeniu. Zawziętość, z jaką niszczono moje plakaty w stolicy (byłem na nich sfotografowany z Jarosławem Kaczyńskim) – jest godna zapamiętania. Z jednej strony robili to na pewno „totalsi”, z drugiej ludzie Konfederacji: ci ostatni zostawiali „odciski palców”, naklejając na nie swoje. Za możliwość umieszczania owych plakatów na słupach zapłaciłem, zatem zarówno zrywanie ich, jak i naklejanie własnych, pomijając aspekt chuligański – to zwykle  złodziejstwo.

Czy to była moja ostatnia kampania w życiu? A kto tak mówi?

*tekst ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” (czerwiec 2019)

Blog

IPSOS, czyli badziewie

Posted on

Jaka jest nowa definicji terminu „włos”? Siedem punktów procentowych. To tak a propos „Gazety Wyborczej” z poniedziałku, „one day after” po wyborach europejskich i tytułu, który krzyczał z pierwszej strony: „PiS wygrał o włos”.

Cieszymy się triumfem, ale przestrzegam przed triumfalizmem. Nasz triumfalizm to sojusznik PO i Koalicji Europejskiej. Nie wolno popadać w pychę, bo pycha kroczy przed upadkiem. To nie komunał, to prawda, która sprawdza się również w polityce.

„Gazeta Wyborcza” oparła się o wyniki exit poll, które były  przeprowadzone przez IPSOS. Tak, ten sam IPSOS, który w wyborach w samorządowych A. D. 2018 pomylił się o… 40%! Nie, to nie chochlik drukarski: nie 0,4%, nie 4% (to też byłby skandal), tylko właśnie 40%. Po pół roku od tamtego blamażu -w wieczór wyborczy po zamknięciu urn w wyborach europejskich nastąpiła recydywa. IPSOS znów się rąbnął, więcej niż niemożebnie: w przypadku Konfederacji błąd wyniósł 33,3% (sic!). Wirtualnie o 21:00 było dla nich ponad 6%, w rzeczywistości trochę ponad 4,5%. To jest rekord Europy, a może i świata, gdy chodzi o błędy w sondażach. 33% i 40% – tak, to się nadaje do księgi Guinnessa w kategorii „bullshit” ,„badziewie”.

Gdy gościłem w ostatnich dniach w „Kropce nad i”, pani redaktor Monika Olejnik, powiedziała ze IPSOS się pomylił , bo wyborcy PiS ukrywali, ze głosują na partie Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli tak, to dlaczego wyborcy przyznawali się do głosowania na Konfederację i to w stopniu o 1/3 przekraczającą realną liczbę tych, którzy na nią zagłosowali? Co to za logika?

Błędy IPSOS-u były tak wielkie, ze można mówić o „wielbłądach”. Dotyczy to nie tylko rywalizacji „drużynowej”, ale też „wyników indywidualnych”. Oto dla tegoż IPSOS-u europosłanką została Kamila Gasiuk-Pihowicz, a nie Andrzej Halicki. To casus listy KE z Warszawy. A oto przykład z okręgu dolnośląsko-opolskiego. Tam europosłem „mianowano” Andrzeja Bułę, ale później okazało się, że został nim Jarosław Duda. O swoim przypadku wspominać „nie chcem, ale muszem”. Poprzednio, w wyborach europejskich A. D. 2014, mimo dużo gorszego rezultatu, PiS miał dwa mandaty w Warszawie. Teraz, przy dużo większej liczbie głosów i procentowego poparcia w skali kraju IPSOS stwierdził, że w stolicy Polski i aglomeracji warszawskiej PiS ma tylko jeden mandat. Tymczasem każdy, kto choć trochę zna ordynację do europarlamentu wie, że drugi mandat w Warszawie w wyborach AD 2014 był 16 po kolei mandatem Prawa i Sprawiedliwości. Jak można więc było sądzić, że przy 24 mandatach – tak mylnie IPSOS oszacował liczbę mandatów PiS, zaniżając ją tym razem o trzy- nasza formacja nie ma ich w stolicy dwóch? To przeczyło i logice, i matematyce, i zdrowemu rozsądkowi. Widocznie brak logiki, nieumiejętność liczenia i ucieczka od zdrowego rozsądku charakteryzuje sondażownie IPSOS.

Cóż, mała firma do małych interesów.

*tekst ukazał się w tygodniku „Gazeta Polska” (05.06.2019)

Blog

Polska siła – a nie izolacja

Posted on

„Izolacja Polski” to teza totalnej opozycji. Jak to wygląda w praktyce, zobaczyliśmy na uroczystościach w Londynie (rocznica operacji aliantów podczas II wojny światowej): premier Morawiecki ustawiony tuż przy Jej Królewskiej Mości. Do prezesa Kaczyńskiego przyjeżdżają politycy z różnych krajów i formacji politycznych, zabiegając o wspólną frakcję w PE. Do Warszawy właśnie przyjechał, aby spotkać się z premierem polskiego rządu główny kandydat na nowego szefa Komisji Europejskiej, aby grzecznie prosić o poparcie przez Polskę. W przyszłym tygodniu do USA udaje się minister obrony narodowej – Mariusz Błaszczak będzie merytorycznie przygotował militarne tematy rozmów prezydentów Dudy i Trumpa: chodzi już o techniczne aspekty zwiększenia amerykańskiej obecności wojskowej nad Wisłą. Odgrywamy aktywną rolę w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Polak został wybrany szefem jednej z najważniejszych instytucji światowego sportu WADA (Światowa Agencja Antydopingowa). Przyjeżdżają do nas pielgrzymki ekspertów i dziennikarzy chcących dowiedzieć się, dlaczego Polska tak się rozwija – mimo spowolnienia w całej Europie. Opozycjo! Ciesz się z sukcesów Ojczyzny, a nie opowiadaj głupot o wirtualnej izolacji.

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (08.06.2019)

Blog

I komu to przeszkadzało?

Posted on

W polskiej Konstytucji 3 Maja – podkreślajmy „urbi et orbi”, że to pierwsza w Europie i druga na świecie „ustawa zasadnicza” podoba mi się szereg sformułowań, ale, prawdę mówiąc, najbardziej początek preambuły, który mówi o tym, że Stanisław August  z Bożej łaski i woli Narodu Król Polski, Wielki Książe Litewski, Ruski, Pruski, Mazowiecki, Żmudzki, Kijowski, Wołyński, Podolski, Inflancki, Smoleński, Siewierski i Czernichowski (…)” … I komu to przeszkadzało?

Tak, to się nawet po 228 latach przyjemnie czyta. Tak samo zresztą przyjemnie ogląda się mapę I Rzeczypospolitej, gdy nasze terytorium liczyło milion kilometrów kwadratowych i byliśmy jednym m z największych państw Starego Kontynentu. I komu to przeszkadzało?

Ostatnio byłem w podwarszawskim Serocku na uroczystościach z okazji patrona miasta (i Polski też) świętego Wojciecha. Akurat przyjechali przedstawiciele władz partnerskiego dla Serocka miasta w Czechach. Widziałem jakie zrobiło na nich wrażenie, gdy jeden z naszych samorządowców wspomniał, że na początku XVII wieku Polska zajęła Moskwę, a nasze wojska urzędowały na Kremlu. Tak, bywało i tak. I komu to przeszkadzało?

Pamiętam histerię w Internecie, gdy w sierpniu 2017 roku przypomniałem, że Polacy w 1018 roku za panowania Bolesława Chrobrego zdobyli Kijów. Zakończyłem to wtedy sakramentalnym: „I komu to przeszkadzało?”. I rozlała się fala hejtu ze strony lewaków, kosmopolitów, czy bezmyślnych osobników uważających, że przyznanie się do polskiej wielkości w  X wieku może źle wpłynąć na relacje polsko-ukraińskie 10 wieków później! Taka swoista nerwica części opinii publicznej w Polsce przechodząca w jakąś internacjonalistyczną historię jest aintelektualna i historycznie irracjonalna, ale – choć kompromituje jej uczestników – jest faktem.

Kiedyś w Londynie późniejszy prezydent Estonii, a wtedy europoseł Toomas Henrik Ilves powiedział do mnie w naszym języku ojczystym  jedyne dwa słowa, które znał. Zwrócił się do mnie per „polski pan”. Cóż, była to mieszanina podziwu, może trochę zazdrości, mam nadzieję, że nie kompleksów, a na pewno znajomość historii – bo przecież na Inflantach i Kurlandii  rządzili kiedyś właśnie polscy panowie. No, właśnie i znowu – komu to przeszkadzało? Dlaczego o tym dziś piszę? Bo uważam, że przypominanie polskiej wielkości, polskiej chwały, polskiej potęgi, nie jest nie tylko niczym nagannym, ale wręcz jest pożytecznym, potrzebnym i niezbędnym. To przecież część polskiej historii – a także uzasadniony powód do dumy. Jeżeli ktoś uważa, że w ten sposób budzi się demony „polskiego nacjonalizmu”, to jest idiotą i nie warto z nim dyskutować.

Oczywiście mówienie o historycznej wielkości nie może zastępować pracy nad uczynieniem ze współczesnego państwa polskiego istotnej siły w wymiarze zewnętrznym i wewnętrznym. I nie może być ucieczką od tej misji. Ale warto wspominać przeszłą chwałę nie tylko dlatego, że C. K. Norwid pisał, iż: „Przeszłość jest to dziś, tylko cokolwiek dalej”. Ale także dlatego, że i dzisiaj, po wiekach, jesteśmy powołani do wielkości.

*tekst ukazał się w miesięczniku „wSieciHistorii” (maj 2019)

 

Blog

Unia ma wrócić do tradycji chrześcijańskich

Posted on

Dziś proponuję Państwu lekturę mojego tekstu, który ukazał się na łamach “Rzeczpospolitej”.

Wybory 26 maja będą wyjątkowe w 40-letniej historii bezpośrednich wyborów do Parlamentu Europejskiego. W 1979 roku odbyła się pierwsza tego typu elekcja do Parlamentu Europejskiego. Wcześniej europarlament składał się z reprezentantów delegowanych doń przez poszczególne parlamenty narodowe. Ale przez te cztery dekady, choć wybory wyborami, to i tak z góry było wiadome, że powstanie tzw . Wielka Koalicja, składająca się z chadeków i socjalistów. Skądinąd taka „Grosse Koalitzion” często miała miejsce również w pogaństwach członkowskich Unii Europejskiej, takich jak: Niemcy, Austria, Luksemburg. Wyjątkiem od tej „grupy trzymającej władzę”  czyli chadeków i socjalistów były koalicje Europejskiej Partii Ludowej z liberałami. Dziś jednak, po raz pierwszy, nie wiadomo kto wygra wybory, które odbywać się będą od tego czwartku (Wielka Brytania) po -głównie- niedzielę. Jedno jest pewne: znacząco wzrośnie rola eurorealistów, takich partii , jak Prawo i Sprawiedliwości, ale też eurosceptyków, euronegatywistów, tradycjonalistów i konserwatystów. Dzięki temu, parlament będzie bardziej politycznie zrównoważony, zapewne mniej ideologiczny i mniej sfokusowany na udowadnianiu „nowej Unii” przez kraje dawnej „Piętnastki” , że kraje naszego regionu mają siedzieć cicho.

To wydaje się być pewne. Ale tylko to. Jaki więc powinien być parlament w Brukseli i Strasburgu i jakie powinny być inne instytucie UE zdaniem obozu władzy w Polsce? Chcemy, aby Unia Europejska powróciła do wartości, które legły u fundamentów zjednoczonej Europy, a potem uznane zostały za podstawowe przez mężów stanu i katolików, dziś kandydatów na ołtarze Kościoła Katolickiego, Francuza Roberta Schumana i Włocha Alcide de Gasperi.  Owszem ,zjednoczona Europa była budowana na negacji dwóch totalitaryzmów: niemieckiego narodowego socjalizmu i sowieckiego komunizmu, ale jednocześnie silnie odwoływała się do wartości chrześcijańskich i takiej właśnie tradycji. Takiej Europy chcemy i dziś.

Gdy po 10 latach sprawowania stanowiska szefa Komisji Europejskiej, Francuz Jacques Delors został zapytany czego zabrakło w czasie jego dwóch kadencji, odpowiedział, że za mało EWG zwracała uwagę na sprawy kultury. No, właśnie… Integracja europejska w oparciu tylko o biznes, to za mało, by europejski projekt mógł się udać. Potrzeba odwołania do dziedzictwa chrześcijańskiej Europy i pokazania historycznej ciągłości.

Polska jest krajem, w którym, według europejskich badań , jak w żadnym innym przywiązuje się wagę do wartości rodzinnych. Stąd oczywisty postulat, że PiS chce „Europy Rodziny”  czyli takiej Unii, która gwarantuje prawa rodziców do wychowywania własnych dzieci, a  jak trzeba to tego prawa broni.

Patrzymy na Unię polskimi oczami – to powinno być oczywiste dla polskich polityków. Ale skoro tak, to musimy pamiętać, że Polska jest w Unii krajem o największej procentowo liczbie osób zatrudnionych w rolnictwie-obok Grecji. Dlatego też chcemy, aby UE w przyszłości gwarantowała europejskie wsparcie dla polskiej wsi. Oznacza to w praktyce politycznej funkcjonowanie „koalicji zadaniowej”, która będzie  skupiać państwa o istotnej roli rolnictwa. Ten sojusz już w praktyce działa i skupia Polskę, Francję, Włochy, Hiszpanię, Portugalię i Grecję . Jesteśmy przekonani, że ten szeroki alians zmieni niekorzystne dla rolnictwa propozycje nowego budżetu UE na lata 2021-2027, zakładające spadek o 5% nakładów na rolnictwo i spadek 1% środków na dopłaty bezpośrednie przeznaczone dla rolników.

Skoro o budżecie mowa, to wchodzimy w decydującą fazę walki o dobry dla Polski jego kształt. Na razie na stole leży fatalna pozycja KE, którą niestety bez zastrzeżeń poparła reprezentującą Polskę -od czasów rządów PO-PSL, w których była wicepremierem- komisarz Elżbieta Bieńkowska. Wbrew propagandzie Koalicji Europejskiej, jakie to mają oni kontakty i wpływy w UE, właśnie ich reprezentantka w Komisji Europejskiej pokazała, ze można zajmować bardzo wysokie stanowisko i nie mieć nic do powiedzenia lub nie chcieć mieć nic do powiedzenia w sprawach dla Polski kluczowych.

Prace nad unijnym budżetem na lata 2021-2027 ruszą po wyborach do europarlamentu, który ukonstytuuje się w lipcu 2019, a zwłaszcza przyspieszą po wyborze Komisji Europejskiej, co nastąpi późną jesienią, prawdopodobnie w listopadzie tego roku. Walczymy o nieprzesuwanie środków z naszego regionu Europu do Europy Południowej, wciąż jednak zamożniejszej oraz do Europy Północnej i Zachodniej -a wiec regionów najbogatszych . Jak mogła była wicepremier, a teraz komisarz Bieńkowska, dopuścić do, jak to określi jej kolega partyjny europoseł Jan Olbrycht, „rozsmarowania” budżetu unijnego po całej Europie, co oznacza niespotykane dotąd transfery do najbogatszych regionów Europy: północnej i zachodniej. Polski rząd i polscy europosłowie muszą zwłaszcza skoncentrować się na pracy w ramach nieformalnej koalicji „przyjaciół funduszu spójności”, bo jest to jeden z dwóch głównych „kranów finansowych” dla naszego kraju. Drugim jest CAP (Common Agricultural Policy) czyli Wspólna Polityka Rolna .

Unijny Wspólny Rynek musi być rzeczywiście w s p ó l n y . A to oznacza naprawdę równe traktowanie polskich firm, także np. transportowych na terenie choćby Niemiec, Francji czy Austrii. Ograniczenia w tym zakresie, wspierane przez dwie największe frakcje (EPL – tam gdzie PO i PSL oraz socjalistów – tam, gdzie SLD) pokazuje, że w tej sprawie „stara Unia” dalej dzieli Europę na Europę „A” i „B”. Walka o dostęp do  r z e c z y w i ś c i e wspólnego  rynku będzie jednym z priorytetów dla europosłów PiS w Parlamencie Europejskim.

Deklarujemy gotowość współpracy z różnymi środowiskami politycznymi i w Polsce i poza nią – krajami, rządami i partiami – jeśli będzie tego wymagał interes Polski. Bo to on jest najważniejszy .

Blog

I tura – wybory europejskie, II tura – krajowe

Posted on

Zapraszam do lektury wywiadu ,jakiego udzieliłem „ Tygodnikowi Solidarność”. Rozmowę przeprowadził red. Jakub Pacan . Ukazała się ona w ostatnim przed wyborami europejskimi numerze „Tysola” 

Tygodnik Solidarność: Dlaczego uważacie w PiS, że te wybory będą najważniejsze od 1989 roku? 

Ryszard Czarnecki: Po raz pierwszy w historii w Polsce w tym samym roku odbywają się wybory do Parlamentu Europejskiego oraz do Sejmu i Senatu. Poprzednio wybory do PE były rok albo dwa wcześniej przed wyborami krajowymi, w związku z tym nie miały takiego wpływu na ich rezultat . Teraz jedne od drugich dzieli kilka miesięcy. Jarosław Kaczyński ma więc rację, mówiąc, że wybory do PE to pierwsza tura, a druga tura – decydująca – to właśnie jesienne wybory do parlamentu narodowego. Pierwszy też raz w czterdziestoletniej historii Parlamentu Europejskiego nie wiadomo, kto te wybory wygra.  Czy zwolennicy Europy Ojczyzn ,  Europy Narodów  czy federalnego superpaństwa ? Wreszcie trzeci aspekt jest taki, że ten nowy europarlament będzie decydował o ostatnim pełnym budżecie Unii Europejskiej, w którym Polska będzie na plusie. W kolejnych budżetach siedmioletnich Polska będzie płatnikiem netto.

A może te wybory będą wyjątkowe ze względu na Front Schumanowski, który chcecie budować wraz z np. Węgrami, Matteo Salvinim czy Santiago Abascalem? 

Jedno jest pewne,  w nowym rozdaniu PE dużo więcej będzie eurorealistów, eurosceptyków, tradycjonalistów i konserwatystów niż do tej pory. Co do frakcji, to będą one się formalnie konstytuować na poczatku lipca. Czas negocjacji będzie więc od 26 maja do 2lipca, kiedy nowy PE oficjalnie wystartuje. Ja nie chcę niczego przesądzać poza tym, że my utrzymujemy EKR z udziałem brytyjskich konserwatystów.

Czy w tej kampanii oś konfliktu między PiS a PO nie dotyczy de facto sporu o model modernizacji? PiS rozumie modernizację jako usprawnianie państwa i wzmacnianie jego instytucji, KE jako chłonięcie zachodnich nowinek obyczajowych. 

Oczywiście, że tak, ale nie dotyczy to tylko Polski. W tej chwili w praktyce wszędzie, w Polsce, w Europie oraz USA wybory są nie tylko polityczne, ale to również starcie odmiennych wizji nie tyle politycznych, co wręcz cywilizacyjnych. Spór o ochronę życia, szacunku dla tradycji, także respektowania wartości chrześcijańskich toczy się wszędzie. Teraz obserwujemy pewną ofensywę obrońców tradycji , chcących pogodzenia tego z jednoczesnym wzmocnieniem gospodarki oraz wściekłą kontrofensywę strony lewicowej przeciw tym ruchom. Przecież zwycięstwo Trumpa w Stanach Zjednoczonych i doskonałe wskaźniki gospodarcze w USA nie uchroniły go przed wszelkiego typu oskarżeniami. Ale tę konserwatywną wizję świata widać coraz częściej. To nie tylko USA i Polska, ale i Węgry, Austria, Włochy, po części Czechy.

 Koalicja Europejska twierdzi, że aby Polska odpowiadała nowym czasom, nie może sobie wybierać tego, co jej się podoba w UE, ale brać te europejskie rozwiązania w całości 1:1. 

To jest absurd, trzeba być sobą w UE. Można tworzyc silna Unie -silna jej różnorodnością. Polska jest Polską -jak kiedyś przyjechał do Polski gen. Charles de Gaulle, to na wystąpieniu w Zabrzu mówił, ze  „Polska pozostała sobą”. To samo możemy powiedzieć teraz. Powinniśmy pozostać sobą, że swoimi tradycjami, wartościami, z większym być może ukłonem wobec własnych dziejów niż inni i ochroną rodziny. Gdy mówimy o kopiowaniu kalek europejskich, to ja pytam jakich? W Europie są one różne. Mamy dosyć tradycyjne społeczeństwo w Bawarii, mamy Maltę czy Słowację podkreślające mocno swój katolicyzm, ale są też bardzo laickie kraje skandynawskie otwarte na imigrację spoza Europy. Widać zatem, jak różne modele życia w Unii Europejskiej panują i jeśli ktoś woła o „więcej Unii” w Polsce, to ja pytam: „ jakiej Unii?”, w nawiązaniu do jakiego systemu prawnego i jakiego państwa-członka UE? Sądzę, że takie mechaniczne przenoszenie wzorców świadczy o syndromie niewolniczym i niewiedzy na temat  Wspólnoty Europejskiej, bo to bardzo zróżnicowany twór.

Czy europosłowie z Niemiec lub Francji też tak ochoczo mówią o konieczności dostosowania ich krajów do standardów UE, a w głosowaniach wybierają interes wspólnoty ponad własnego kraju? 

W PE nie ma podziału na frakcje narodowe, ale tak jak kapitał ma narodowość, tak samo komisarze i europoslowie ją mają. Wiadomo, że tutaj, w UE każdy naród ciągnie w swoją strone. To jest europejska norma, unijny standard:  każdy naród stara się ugrać jak najwięcej dla siebie. Kiedy przychodzi do ważnych głosowań, to każdy głosuje w europarlamencie według interesu narodowego, a nie zgodnie z dyscypliną frakcyjną. To oczywiste i powszechnie akceptowane. I zapewniam, że nigdy nie zdarzyło się, by posłowie danego kraju głosowali za sankcjami wobec własnego państwa. Pierwszy raz miało to miejsce, gdy posłowie PO w listopadzie 2017 głosowali przeciw Polsce ,za uruchomieniem procesu sankcyjnego . Pod tym względem jesteśmy anomalią. Kiedy Grecy zrobili w PE konferencję na temat odszkodowań niemieckich za II wojnę światową, to przyszli tam wszyscy ich europosłowie od skrajnej lewicy po skrajną prawicę. Gdy myśmy zrobili podobne spotkanie w Parlamencie Europejskim , to nie przyszedł nikt z PO, PSL i SLD…

Jak pan dba o interesy Polski w PE? 

Ja zawsze głosowałem na Polaków, gdy chodziło o wybór na stanowiska w Unii, zarówno kiedy chodziło o eurokomisarzy, jak i przewodniczącego i wiceprzewodniczącego parlamentu czy też kwestorów czyli skarbników. Uważałem, że  zawsze trzeba wspierać polskich kandydatów. Szkoda,ze europosłowie opozycji zachowują się inaczej: utrącali kandydaturę Janusza Wojciechowskiego na sędziego Europejskiego Trybunału Obrachunkowego czy głosowali za moim odwołaniem z funkcji wiceprzewodniczacego PE.  Walka o nasz interes narodowy przede wszystkim przejawia się w głosowaniach dotyczących polityki bezpieczeństwa, energetycznej,klimatycznej, budżetu, polityki wschodniej. Skandalicznym wyłomem była decyzja komisarz Elżbiety Bieńkowskiej, która poparła  fatalny budżet dla Polski i całego naszego regionu,w ramach budżetu UE na lata 2021-2027 .

 Co z mobilizacją elektoratu? Jarosław Kaczyński powiedział, że PiS może przegrać z niską frekwencją własnego elektoratu bardziej niż z KE.

Święte słowa, można rzec. Polska jest jedną z trzech czerwonych latarni, jeśli chodzi o frekwencję w wyborach do europarlamentu. Raz byliśmy na drugim miejscu od końca, dwa razy na trzecim. Obok Słowacji i Litwy mieliśmy w 2014 roku największą absencję w wyborach europejskich. Nasi wyborcy nie uznawali dotychczas tych wyborów za ważne. Przed pięcioma laty najwyższa frekwencja, jeśli chodzi o okręgi, była w Warszawie, gdzie wynosiła 38 proc. i była o 15 proc. wyższa niż średnia krajowa. Tutaj wyraźnie wygrała PO, choć jeśli chodzi o ilość mandatów, to mieliśmy z nią remis – po dwa. Ale już na Mazowszu  frekwencja była jedną z dwóch najniższych w kraju obok zachodniopomorsko- lubuskiego i wyniosła prawie dwa razy mniej niż przypadku Warszawy, czyli ok 20 proc. W sytuacji pewnego fenomenu w skali Europy, czyli minimalnego przepływu elektoratu od PiS do PO i odwrotnie, wszystko w tych wyborach będzie zależało od mobilizacji własnego elektoratu. A czy nam się to udało? Z tego, co widzę na spotkaniach z wyborcami w stolicy i powiatach okołowarszawskich, z rozmów z nimi wynika, że tak. Dostrzegam szansę, żeby PiS po raz pierwszy wybory europejskie wygra.

Ostatnie wybory przegraliście minimalnie. 

Poprzednie eurowybory do PE przegraliśmy z PO zaledwie o 25 tys. głosów, czyli o 0,2 proc. Bo często w tych wyborach decydują minimalne liczby głosów .Ja sam w 2009 wygrałem wybory do PE 205 głosami ! Widać, jak ta mobilizacja jest ważna. Każdy głos jest na wagę złota. Dlatego nie można marnować głosów i rozdrabniać prawicy.

 O, już czuję przytyk do Konfederacji. 

Apeluję, by nie popełnić błędów  z 1993 i 2001 roku, gdy podzielona prawica oddała władzę na tacy postkomunistycznej lewicy. Dzisiaj niektórzy chcą podzielić środowiska obozu niepodleglosciowego i patriotycznego . A ja bardzo przestrzegam przed rozbijaniem głosów, przed ich marnowaniem na ugrupowania pozbawione szans na zwycięstwo -bo to może skutkować nie tylko zwycięstwem Koalicji Europejskiej w nadchodzących wyborach, ale i dojściem do władzy za kilka miesięcy pana Neumana,Budki, Czarzastego i pani Lubnauer.

Konfederacja jest dla Was zagrożeniem? 

Na pewno tak,jak „Wiosna” Roberta Biedronia odbiera głosy KE, to Konfederacja odbiera głosy nam i w jakiejś mierze Kukizowi`15. Warto zwrócić uwagę, że jedyny sondaż dający im przekroczenie progu wyborczego pokazano w TVN, bo marzeniem totalnej opozycji i establiszmentu byłaby sytuacja, w której KE wygrywa dzięki podzieleniu głosu prawicy.

 Wracając do spotkań, o co pytają pana ludzie? 

Muszę odnotować, że nie ma już awantur i przerywania mi spotkań ze strony KOD-u. Pamiętam próby rozbijania moich spotkań w Milanówku, w Raszynie w zeszłym roku. Teraz tego nie ma. Dostrzegam też, że ludzie więcej się interesują Parlamentem Europejskim, to już świadczy o większej mobilizacji. Bardzo negatywnie oceniają też głosowanie przeciw Polsce przez europoslow PO, którzy -przypomnę -poparli sankcje wobec własnego kraju. To było dosyć powszechnie na tych spotkaniach krytywane.

Czy pytają się o ustawę 447? 

Tak i przedstawiam wtedy swoje stanowisko. Mówię, że jestem jej przeciwny, zresztą mówiłem o tym już dawno i cieszę się, że również prezes Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki tak samo jasno i stanowczo deklarują, że żadnych roszczeń wobec Polski nie będą realizować. Stanowisko rządu w tej sprawie jest absolutnie jednoznaczne. Owszem , Polska w kwestii odszkodowań może domagac się ich od Niemiec, ale na pewno nic nikomu od nas się nie należy. To nam się należy.

 Czy Konfederacja chce coś ugrać na ustawie 447? 

Próbuje, ale przestrzegałbym, by wszystko wykorzystywać w kampanii wyborczej. Osobiście uważam, że nie powinno się grać tak delikatna materia dyplomatyczna znaczonymi kartami parenascie dni przed wyborami.

 Opozycja zyska coś na tych prowokacjach religijnych? 

Uważam, że to złe dla Polski. Dzielenie Polaków na wierzących i niewierzących, praktykujących i niepraktykujących to najgorszy pomysł. Religia to sprawa prywatna i delikatna i z umiarem  należy sie z nią obchodzić . Mam wielką pretensję do opozycji, że sięga po takie środki walki politycznej. Na rozbijaniu jedności społeczeństwa zależy naszym wrogom zewnętrznym. Ale to całe szaleństwo antykatolickie nie tylko zmobilizuje elektorat KE i „Wiosny”, ale również i nasz . Widzę to po moich licznych spotkaniach z wyborcami w Warszawie i okolicach…

 

Blog

Przewidziałem tę wiktorię – klucz widziałem w mobilizacji

Posted on

walam sobie z mojego archiwum zaprezentować wywiad, którego  niemal tydzień przed wyborami europejskimi udzieliłem Radiu dla Ciebie, a konkretnie red. Michałowi Kolanko.  

Witam Państwa bardzo serdecznie, „Polityka w południe”, dzisiaj moim i Państwa gościem jest europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki 

 – Witam Pana, Witam Państwa

Kandydat do Parlamentu Europejskiego z Warszawy i z okolic Warszawy , z tzw. „obwarzanka” i za dwa tygodnie są wybory, sondaż dla „Rzeczpospolitej” pokazuje, że PiS ma umiarkowaną, ale wyraźną przewagę 5 punktów procentowych nad Koalicją Europejską. Czy ten dobry sondaż uśpi, czy ogólnie dobre sondaże będą usypiać wyborców Prawa i Sprawiedliwości? 

-Tendencja w ostatnich kilkunastu  sondażach jest dla nas dobra, ale absolutnie, Boże broń, to nie może nas demobilizować. Ja przypomnę, zwłaszcza naszym wyborcom, że przed wyborami samorządowymi nasza przewaga nad  Platformą Obywatelską była znacznie większa, a potem to się „spłaszczyło” w tym ostatnim tygodniu. A więc dlatego, obawiając się podobnej sytuacji, apeluję o mobilizację, maksymalną mobilizację. Tak, aby potem nie okazało się, że na finiszu jednak, Koalicja Europejska nas dogodni.

A jest takie ryzyko, Pana zdaniem? 

– Ja uważam, że należy dmuchać nawet na zimne i trzeba mobilizować wyborców. Myślę, że , jest wielka szansa, że wygramy. Ale musimy zmobilizować wyborców. Jest inaczej niż w latach poprzednich, kiedy nasi wyborcy  uznawali, że te wybory są mniej dla Polski ważne i koncentrowali się na wyborach parlamentarnych czy prezydenckich. To błąd. Te wybory takze dlatego są bardzo ważne, bo ¾ polskiego ustawodawstwa decyduje się  tak naprawdę w Brukseli i Strasburgu – podobnie jak taka sama wielka część ustawodawstwa francuskiego, niemieckiego czy czeskiego.

Pytanie też o inne ryzyka dla Prawa i Sprawiedliwości, na przykład ten sojusz sił narodowych i wolnościowych czyli Konfederacja, w sobotę był marsz Konfederacji, było wiele osób w Warszawie przeciwko tzw. ustawie 447. Czyli ustawie „Just Act”, którą przyjął senat USA, a która dotyczy tzw. mienia bezspadkowego. Pytanie czy Konfederacja sen z powiek Panu spędza jako  lista, która może zabrać nieco elektoratu Prawu i Sprawiedliwości? 

 – Ja rzeczywiście sypiam mało, ale to dlatego, że ciężko pracuję w kampanii wyborczej, spotykając się bardzo często bezpośrednio z wyborcami. Natomiast  co do tej kwestii, w tej sprawie Jarosław Kaczyński był absolutnie jednoznaczny, premier Morawiecki podczas swojej wizyty w USA również. Nie ma mowy o jakichkolwiek roszczeniach wobec Polski. Owszem, w drugą stronę – to Polska będzie miała roszczenia odszkodowawcze mówiąc językiem precyzyjnym, prawniczym  – wobec Niemiec, kraju, który na nas napadł i tym samym rozpoczął drugą wojnę światową.

Myśli Pan, że realnie  ten zespół pod przewodnictwem posła Mularczyka, który zresztą też kandyduje w tych wyborach, ale z Małopolski i Świętokrzyskiego , ze on i jego prace rzeczywiście doprowadzą w perspektywie pięciu – dziesięciu lat  do tego, że Niemcy będą wypłacać reparacje odszkodowawcze Polsce? 

 – Myślę, że to jest nieuchronne, zespół pana posła Arkadiusza Mularczyka oszacuje straty, te pojawią się na stole negocjacyjnym w rozmowach Warszawy z Berlinem. Myślę, że teraz Berlin po pierwsze zechce pokazać, że nie ma tematu, że rzekomo nie ma podstaw prawnych (taką taktykę przyjął), a druga sprawa  – chce ten problem realny zamilczeć, żeby udać ,ze ten problem w ogóle nie istnieje. I dlatego uważam, że trzeba bardzo twardo i jednoznacznie się tego domagać.  Ale – uwaga- jeśli nie będzie zgody politycznej w relacjach bilateralnych, dwustronnych miedzy Warszawą a Berlinem, to trzeba te sprawę umiędzynarodowić tak, aby po prostu na forum czy Parlamentu Europejskiego czy Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, czy ONZ sprawa ta stanęła. Bo myślę, że presji międzynarodowej Niemcy będą chcieli uniknąć, bo to jednak na skalę całego globu przypomni kto wywołał drugą wojnę światową, kto dokonał agresji na Polskę.

 A wracając jeszcze do tematów bezpośrednio związanych z kampania europejską. Jest też pytanie o rolę Donalda Tuska, bo niektórzy politycy Platformy czy sztabowcy Platformy są przekonani, że Donald Tusk będzie mobilizował czy zmobilizował elektorat Platformy w tych wyborach. Myśli Pan, że rzeczywiście tak będzie, jeśli się jeszcze pojawi w tej kampanii? 

 – Rzeczywiście, życie pokaże.  Zwracam uwagę i proszę zwrócić na to uwagę, że Donald Tusk mobilizuje też naszych wyborców, bo jednak nasi wyborcy pamiętają, kto podwyższył wiek emerytalny, kto odpowiada za nierozliczone afery, zamiecione pod dywan: aferę hazardową, negocjacje na cmentarzu, aferę Amber Gold, szereg innych. Kto doprowadził do upadku przemysłu stoczniowego, dzięki czemu niemieckie stocznie odetchnęły. Jednym słowem – kto prowadził taką politykę, która w zasadzie sprowadzała się do abdykacji państwa. Sprowadzała się do tego, ze minister w rządzie Donalda Tuska, pan Sienkiewicz  powiedział o stanie państwa polskiego o tym, ze jest to „ch…, d… i kamieni kupa”, więc…

 Ale czy wyborcy będą jeszcze to pamiętać?

– Ja myślę, że akurat wyborcy PiS, a także rozczarowani wyborcy Platformy będą to pamiętać, a więc im więcej Tuska, tym myślę, dla nas lepiej. Ja się akurat wcale nie martwię jego wystąpieniami, ponieważ one też są przyjmowane u nas jako sygnał: „jeżeli się nie zmobilizujemy, jeżeli nie poprzemy PiS, to będziemy mieć deja vu, powrót tej kiepskiej rozrywki, powrót do kiepskiego rządzenia, czyli Donald Tusk 2.0”.

Donald Tusk chce tymczasem, by na  czerwcowym szczycie pojawiły się już nazwiska obsady tych najważniejszych urzędów w Brukseli. Myśli Pan, że to jest przygotowanie do tego, żeby Donald Tusk szybciej skończył swoją kadencję? Czy o czymś takim się mówi w kuluarach? 

-Kalendarz jest jednoznaczny. Na początku lipca ukonstytuuje się Parlament Europejski, w listopadzie  ukonstytuuje się Komisja Europejska. Co do skrócenia kadencji szefa Rady Europejskiej – takiego precedensu nie było. Ponadto, myślę, to się nie opłaca panu Tuskowi, który będzie chciał jak najdłużej być w tej roli i w tej roli  przyjeżdżać do Polski. Im szybciej tu wróci, tym szybciej się zużyje. Zatem nie sądzę, żeby ten wariant, ten scenariusz, o którym Pan mówi był prawdopodobny.

 A jakie scenariusze, pana zdaniem, są prawdopodobne, jeśli chodzi o obsadę stanowisk w Unii Europejskiej. Myśli pan, że ta rola tych „Spitzekandidaten”, takich jak Frans Timmermans czy Manfred Weber oczywiście zakończy się tym, że któryś z nich będzie szefem nowej Komisji? Czy to będzie już w czerwcu? 

 – Na pewno nie w czerwcu.  Podkreślam ponownie: późna jesień, zresztą podobnie jak to było 10 lat temu, bo 5 lat temu było inaczej – Komisja powstała już w lipcu, ale myślę, że w tym roku będzie inaczej, będzie powstawała dłużej. Natomiast  najpierw Parlament Europejski musi się ukonstytuować, dostać kandydatów na komisarzy. To potrwa. A co do wyścigów kandydatów wiodących, to  w moim przekonaniu ich rola jest mniejsza niż była 5 lat temu, kiedy konkurował Juncker z Schulzem i był to pojedynek bokserów wagi ciężkiej.

 A kto inny na szefa Komisji? Bo w kuluarach, z tego co czytam pojawia się nazwisko Michela Barniera, obecnego negocjatora Unii w sprawie Brexitu; komisarza UE do spraw konkurencji Margrethe Vestager i inne nazwiska  też się pojawiają  – jak wspomniany Frans Timmermans czy Manfred Weber. 

 – No cóż, tylko przypomnę, bo może ktoś mało pamięta, że Michel Barnier już był kandydatem na kandydata, były nawet prawybory w Europejskiej Partii Ludowej i wtedy uzyskał bardzo dobry wynik, wygrał wprawdzie Juncker, ale Barnier miał bardzo dobry wynik, duże poparcie. Być może do tego wrócą. Natomiast gdyby został szefem KE Manfred Weber z CSU z Bawarii, to  byłby to pierwszy niemiecki szef Komisji Europejskiej od ostatnich 50 lat, ostatnim -i pierwszym zarazem -był Walter Hallstein, który pełnił tę funkcję w latach 1959-69.

Ale uważa Pan, że Polak ma szansę na jakieś wysokie stanowiska unijne po tym, jak Donald Tusk przestanie być szefem Rady Europejskiej? Uważa Pan, że Polak może się w tej układance znaleźć jako kandydat „nowej Unii”? 

 – Jest tak, że Unia Europejska bardzo pilnuje tego parytetu geograficznego  – to znaczy teraz  stanowisk będą domagać się przedstawiciele Europy Północnej czy Południowej, natomiast co do Europy Środkowo-Wschodniej, to myślę, że inne kraje poza Polską będą podkreślać: „Zaraz, zaraz, Polacy mieli szefa Parlamentu Europejskiego, szefa Rady Europejskiej, to teraz może czas na nas”.. – Mam też wrażenie, że Pan tylko mówi „Unia”, a ja też myślę o NATO – tam też będą ważne stanowiska – ta paleta jest szersza.

 A jak blisko jesteśmy tego, kiedy PiS przedstawi  kandydata na komisarza, bo kiedy ostatni raz rozmawialiśmy, mówił Pan, że ta lista jest szeroka, liczyła – jak Pan powiedział – dziesięć osób. Czy podjęto już decyzję, kto będzie kandydatem? 

 – Po pierwsze żaden kraj członkowski UE nie ogłosił kandydata na komisarza, więc Polska nie musi wychodzić przed szereg w tej kwestii. Po drugie nie było  takiej decyzji Prawa i Sprawiedliwości. Podkreślam: mamy jeszcze  około pół roku, bo mam nadzieje, że dopiero w listopadzie Komisja Europejska się ukonstytuuje. I wtedy przedstawimy naszego kandydata. Czy to będzie technokrata czy polityk – zobaczymy…

 Wracając jeszcze do samej kampanii, w tym sondażu, o którym wspomniałem na samym  początku, frekwencja deklarowana wynosiła aż 54% , czyli podobnie jak w wyborach samorządowych. Myśli Pan, że frekwencja może się „odtworzyć” –  czyli będzie taka sama jak w wyborach samorządowych? Co by to oznaczało dla wyniku? 

 -Przede wszystkim, powiem że Polska do tej pory była krajem o jednej z najniższych frekwencji wyborczych, gdy chodzi o wybory europejskie. Były one  trzykrotnie w naszym kraju, raz byliśmy na drugim miejscu od końca pod tym względem, dwukrotnie na trzecim: Litwa i Słowacja tylko miały większą absencję niż my. Uważam, ze to poprawimy. Znam badania, Czechy na poziomie 18% frekwencji , Słowacja na poziomie 13% – to jest dramat. U nas powinna być wyższa, powinna przekroczyć 30%. Ja apeluję za pośrednictwem „Radia Dla Ciebie”, by Państwo poszli na te wybory europejskie, także dlatego, że jak powiedział Jarosław Kaczyński wybory  europejskie to jest pierwsza tura, a druga to będą wybory parlamentarne.

 Czyli jeśli nie będzie zwycięstwa PiS teraz, to nie będzie jesienią? 

 – Myślę, ze wybory europejskie to są wybory najtrudniejsze dla nas z racji tego, że nasz elektorat, jak już powiedziałem bardzo chętnie chodzi na wybory -ale parlamentarne i prezydenckie. Jeżeli wygramy teraz, to bardzo znacząco zwiększymy szanse na zwycięstwo w wyborach do Sejmu i Senatu.

 Jak Pan sądzi,  kiedy w tej układance będzie też decyzja o kandydowaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę. Czy myśli Pan, że w tym roku poznamy też decyzję prezydenta Dudy? Na ile też to się mieści w tym całym planie Prawa i Sprawiedliwości na drugą kadencję? 

 – Zobaczymy, jak będzie. Jestem przekonany, że prezydent Rzeczpospolitej, pan doktor nauk prawnych Andrzej Duda będzie naszym kandydatem za  rok. A kto będzie jego konkurentem? Myślę, że opozycja ma z tym ból głowy.

 A propos, opozycja może wystawić właśnie Donalda Tuska albo kogoś innego… 

 Ale Tusk wydaje się być takim faworytem w tych takich nieoficjalnych  przedbiegach. 

 – Mam wrażenie, że jest wielu chętnych, a jak mówi stare polskie przysłowie: „gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”…

 Wracając na sam koniec  do kampanii, do jej przebiegu. Czy będą jakieś debaty kandydatów w okręgu  właśnie warszawskim?  Bo wydaje się, że tych debat na poziomie liderów  partii politycznych  – nie będzie. 

 – No właśnie, a ja policzyłem, a to jest moja dziewiąta kampania, jeszcze nigdy nie było tak mało debat. Ja wczoraj maiłem debatę w Lesznowoli, w powiecie piaseczyńskim z panem Andrzejem Halickim, startującym z listy Koalicji Europejskiej. Miałem wcześniej też debatę z przedstawicielami Platformy i  Zielonych w jednej z telewizji. I kropka. Tych debat jest bardzo mało. I szkoda.

Ale też wydaje się, że ta  kampania przebiega w inny sposób niż te wcześniejsze. Tematy są bardziej krajowe, a w 2014 roku tematem numer jeden był rozpoczynający się, jak się okazało, konflikt  na Ukrainie i zajęcie Krymu przez Rosję. Teraz tematy są bardziej krajowe: „Piątka Kaczyńskiego”, projekt Platformy dotyczący  zdrowia czy inne sprawy, które się pojawiają w trakcie. 

Zwracam uwagę, że jak myśmy  mówili o „Piątce Kaczyńskiego” to myśmy mówili o tym dwa dni przed ogłoszeniem przez prezydenta Andrzeja Dudę terminu wyborów, a więc poza kampanią europejską- no ,to wtedy nam Koalicja Europejska zarzucała, że mówimy o tematach krajowych, a sami teraz  to czynią.  A więc nie rób drugiemu, co tobie nie miłe. To jest hi -PO-kryzja. Ale wracając do kampanii, nie jest ona spokojna i elegancka. Dzisiaj rano w Sądzie Okręgowym, o czym informuję, wygrałem po raz  trzeci z Koalicją Europejską. Sąd nakazał, aby -gdy chodzi o spoty PO- żeby stamtąd zniknęło moje nazwisko , mój wizerunek i żeby nie rozpowszechniać mojego wizerunku, bo tam padało  kłamstwo…

 A będzie Pan jeździł PiS-busem razem z premierem  Morawieckim? 

 -Tak, tak, będę jeździł i jutro i pojutrze.

I o tym, jak przebiega kampania w jej finałowym odcinku będziemy mówić wielokrotnie na antenie  „RdC”. Bardzo dziękuję za rozmowę, Państwa i moim gościem był Ryszard Czarnecki, kandydat  do europarlamentu z listy  Prawa i sprawiedliwości z okręgu warszawskiego. Dziękuję bardzo za rozmowę. 

Blog

Nowa-stara geografia polityczna Unii A. D. 2019

Posted on

Po wyborach europejskich mamy nową geografię polityczną Europy. Mówiąc ściślej: „nową-starą”. Gdyby chcieć podsumować te wybory jednym zdaniem, to byłyby ono następujące: największą klęskę ponieśli komuniści, tracąc niemal połowę mandatów, w czołówce utracjuszy są chadecy EPL (tam, gdzie PO i PSL), którzy stracili ¼ aktywów oraz socjaliści (tam, gdzie SLD) – tak samo strata o 25%. Zyskali zwolennicy Europy Ojczyzn, Europy Narodów, przeciwnicy eurobiurokracji, ale także dwie frakcje euroentuzjastów, czyli liberałowie i Zieloni.

A jak wyglądały w poszczególnych krajach czwarte -podczas obecności Polski w Unii Europejskiej – wybory do PE?

 AUSTRIA 

Tutaj, jak w Polsce, wygrała partia rządząca prowadzona przez najmłodszego premiera w UE 34-letniego Sebastiana Kurza. Jego Austriacka Partia Ludowa zdobyła prawie 35% głosów, o 7,6% więcej niż w 2014 roku. Baty zebrali socjaliści, którzy  wynikiem 24% stracili 1 punkt procentowy. Austriacka Partia Wolności, rządowy koalicjant chadeków  , mająca charakter eurosceptyczny i antyimigracyjny – jakoś taki sojusznik w  rządzie nie przeszkadzał  unijnym elitom ,ale przeszkadzał w tym samym czasie PiS głośno deklarujący, ze z austriackimi wolnościowcami nie będzie nawet w jednej frakcji w europarlamencie – zdobyła ponad 17% głosów, co oznacza, że zaszkodziła jej, ale tylko nieznacznie afera z Rosją w tle, która spowodowała upadek rządu i rozpisanie przedterminowych wyborów nad Dunajem (strata o 2,5% w porównaniu z 2014 rokiem). Miejscowi Zieloni spośród których wywodzi się prezydent Austrii Alexander Van der Bellen (skądinąd także obywatel Estonii) potwierdzili ogólnoeuropejski trend poparcia widoczny w Niemczech i innych krajach Europy Zachodniej, zajmując czwarte miejsce.

SŁOWACJA 

Nowa prezydent Zuzanna Czaputova poszła za ciosem i jej Koalicja Liberałów wygrała, uzyskując poparcie co piątego Słowaka. Porażkę ponieśli rządzący socjaliści, uzyskując niespełna 16% głosów. „Podium” obsadzili również nacjonaliści, których poparł co ósmy Słowak. Chadecja miała wynik na poziomie 9,7%, a nasi frakcyjni koledzy z Partii Wolność i Solidarność kierowanej przez byłego przewodniczącego parlamentu w Bratyslawie Richarda Sulika o parę setnych procenta mniej.

CZECHY 

Rządzący wygrali tutaj tak, jak w Polsce i Austrii. Premier Andrej Babisz, formalnie liberał, chociaż niechętny imigrantom i daleki od euroentuzjazmu, mógł się cieszyć bo zwycięstwo było wyraźne, z przewaga niemal 7% nad naszymi przyjaciółmi z frakcji EKR, partią ODS, którą zakładał Vaclav Klaus. Sensacyjny wynik uzyskała… Partia Piratów, na którą głosował co siódmy Czech, a w jakiejś mierze podobny antypartyjny elektorat zagospodarowała koalicja samorządowców i centroprawicowego Topu 09, na którą zagłosowało niespełna 12% wyborców. Dodajmy, że po raz pierwszy do PE z Czech wejdą ostrzy eurosceptycy z formacji Wolność i Bezpośrednia Demokracja, którzy dostali poparcie co jedenastego Czecha.

WĘGRY 

Miażdżące zwycięstwo po raz kolejny odniósł Viktor Orban i jego FIDESZ rządzący krajem naszych bratanków już czwartą kadencję, w tym trzecią z rzędu. Ich wynik : 52% i 14 mandatów był lepszy niż  ten sprzed 5 lat o 0,62%  i dwa mandaty więcej.

Kolejną klęskę ponieśli socjaliści, a na drugim miejscu zameldowała się formacja byłego lewicowego premiera tego kraju Ferenca Gyurcsány’ego, znanego ze stwierdzenia: „kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem” . Uzyskała ona 16,3% oraz 4 mandaty.

Tyle, jeśli chodzi o Grupę Wyszehradzką.

A jak głosowała Europa Zachodnia?

NIEMCY 

Wygrała rządząca CDU-CSU, ale to pyrrusowe zwycięstwo, bo wynik partii Merkel  – miala niespełna 29%  – był gorszy aż o 6,4% niż ten z 2014 roku. Oznacza to, ze CDU straciła 5 mandatów, ma ich teraz 29, a więc tylko o trzy więcej niż Prawo i Sprawiedliwość, mimo dwukrotnie większej populacji RFN. Faktycznym zwycięzcą wyborów nad Renem i Sprewą byli Zieloni, którzy z wynikiem 20,5% poprawili ten z poprzedniej elekcji niemal o 10% i uzyskali aż 21 mandatów (wzrost o 11). Spodziewaną klęskę poniosła SPD z wynikiem aż o 11,5 % gorszym niż piec lat temu: jej 15,8 % pozwoliło o pięć mandatów wyprzedzić antyimigracyjną i eurosceptyczną „Alternatywę dla Niemiec”. AfD,  będąca trzecia siła Bundestagu , uzyskała 11% i tyle samo mandatów, poprawiając się o prawie 4%.

Jak już pisałem na łamach „GPC” od 5 lat w Niemczech nie obowiązuje próg wyborczy w wyborach do Parlamentu Europejskiego ,traktowanego  jako swoista przechowalnia dla małych partii. Stąd też na przykład jeden mandat uzyskała Partia Ochrony Zwierząt” mająca 1,4% poparcia , tyle samo „Piraci”, a także Partia Ekologiczno-Demokratyczna oraz formacja „Rodzina”. Imponująca była frekwencja wyborcza: przeszło 61 % i wzrost o 13,5 % w porównaniu sprzed pięciu laty.

FRANCJA 

Prezydent Macron został upokorzony, bo jego Koalicja „Renesans” o 0,9% przegrała z eurosceptykami Marine Le Pen. Narodowa prawica wygrała z liberałami także gdy chodzi o liczbę mandatów: 22 do 21. Oznacza to zresztą, że obie formacje mają wyraźnie mniej mandatów niż PiS.

Trzecie miejsce Zielonych (13,5% i 13 mandatów) potwierdza tendencję „eurowindy w górę” dla ekologów. Dopiero czwarte miejsce uzyskali Republikanie – polityczne dzieci i wnuki generała de Gaulla : 8,5% i ośmiu europosłów.

Spektakularna była klęska podzielonej lewicy: radykałowie z Francji Niepokornej mają sześciu europosłów, a koalicja skupiona wokół Partii Socjalistycznej ma ich pięciu.

PÓŁWYSEP IBERYJSKI 

W Hiszpanii wygrali rządzący socjaliści, odnosząc też zwycięstwa w większości regionów i miast, bo wybory lokalne przeprowadzono w tym samym terminie, co europejskie. Również w Portugalii wygrała rządząca od 2015 roku lewica, z wyraźną przewagą nad Partią Socjaldemokratyczną, która wbrew nazwie ma charakter konserwatywno-liberalny. Na trzecim miejscu również formacja z nazwy, ale i z treści lewicowa czyli Blok Lewicy. Ciekawostką jest, że jeden mandat zdobyły tam na przykład ugrupowanie CDU, które wbrew pozorom, nie jest odpowiednikiem niemieckiej chadecji tylko sojuszem… komunistów i Zielonych, a także partia Ludzie-Zwierzęta-Przyroda. Portugalia była jednym z nielicznych krajów w UE, gdzie frekwencja była niższa niż w poprzednich eurowyborach i wyniosła zaledwie 30%.

O wyborach w Wielkiej Brytanii i Holandii pisałem  w „Gazecie Polskiej Codziennie”  28 maja, dziś przedstawiłem wyniki wyborów w krajach Grupy Wyszehradzkiej, w dwóch panstwach będących największymi motorach UE – czyli Republice Federalnej Niemiec i Republice Francuskiej, a także na Półwyspie Iberyjskim. O reszcie krajów członkowskich UE, a  zwłaszcza o tworzącej się nowej geografii politycznej Unii A. D. 2019 na poziomie parlamentu w Brukseli i Strasburgu ,pozwolę sobie napisać w trakcie trwania negocjacji odnośnie tworzenia się grup politycznych w Parlamencie Europejskim.

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (03.06.2019)

 

Blog

Ja, kibic…

Posted on

W minionym weekendzie żużlowiec Bartosz Zmarzlik wygrał żużlowe Grand Prix na Słowenii, a  polscy siatkarze wygrali z Austrią i USA w Lidze Narodów  (oraz przegrali z  Brazylią…). Działo się w polskim sporcie i to jest pretekst, by zaprezentować Państwu moje kibicowskie „credo” opublikowane niegdyś w „Nowym Państwie”.

Bycie kibicem Biało-Czerwonych to duma,chwała, ale i czasem masochizm (jednocześnie). My, kibice obojętnie od wieku, zawodu, wykształcenia, pochodzenia, zamieszkania i statusu majątkowego – wierzymy w naszych zawsze i wszędzie, niezmiennie. Na boje Orłów nie tylko na piłkarskich boiskach patrzymy sercem, wyłączamy chłodną analizę. Obserwując kolejne baty, złorzeczymy, pieklimy się, nieraz przeklinamy, machamy ręką, dajemy upust frustracji, bywa, że wieszamy psy – a następnie, przed kolejnym meczem, jak gdyby nigdy nic, znowu wierzymy, bywa że irracjonalnie oczekujemy sukcesu i jesteśmy niemal pewni, że wreszcie – tym razem – będziemy na wozie, a nie pod wozem. Kolejne łupnie nijak się mają do procesu resocjalizacji. Prawdziwy polski kibic jest niepoprawnym optymistą, wierzy w cuda, ale już szczególnie wierzy, że jego wiara góry przenosi i złamie zasieki obronne przeciwników. Piszę te słowa w trakcie piłkarskich Mistrzostw Świata w Rosji, trzy godziny po tym, jak nasi przegrali z Senegalem 1:2. Przegraliśmy mimo że Polska w cuglach wygrała rundę eliminacyjną, Robert Lewandowski strzelił 16 goli, a nasza reprezentacja w rankingach przed rozstawieniem grup na Mundialu AD 2018 była w rankingu światowej fundacji futbolowej FIFA na miejscu piątym – a gdy mistrzostwa się rozpoczęły na ósmym miejscu. Byliśmy faworytami grupy, a wylosowanie trzech krajów z trzech kontynentów: Senegalu,Kolumbii i Japonii, uznano za najbardziej szczęśliwe z możliwych – a całą grupę za najsłabszą ze wszystkich. Identycznie polscy kibice reagowali przez mistrzostwami swiata w Korei i Japonii A. D. 2002 oraz w Niemczech A. D. 2006. W pierwszych mieliśmy wyjść z grupy „na luzie” razem z Portugalią, bo gospodarze i USA zdawali się być kelnerami do ogrania. Pamiętam to doskonale, bo byłem na tych mistrzostwach. Cztery lata później znowu byliśmy w grupie z gospodarzami, tym razem z drużyną RFN oraz Ekwadorem …Drużynę z Ameryki Łacińskiej pół roku przed mistrzostwami ograliśmy 3:0 i kibice zastanawiali się głównienad z kim spotkamy się po wyjściu z grupy. No i na początek przegraliśmy z tymże Ekwadorem 0:2. Nasi stracili pierwszą bramkę, pamiętam jak dziś, po pół godziny gry, gdy nasi kibice śpiewali Hymn Narodowy. Przedtem skandowaliśmy: „Polacy, gramy u siebie”. Identyczne skandowanie niosło się ze stadionu Spartaka w Moskwie w czasie starcia z Senegalem. Oglądałam ten mecz tym razem na dużym ekranie w Brukseli,w ambasadzie RP przy UE – na trzecie w tym tysiącleciu „polskie” piłkarskie mistrzostwa polecieć nie mogłem, bo od kilku lat jestem na tzw. „czarnej liście Putina” – co oznacza zakaz wjazdu na teren Federacji Rosyjskiej.

Uwielbiam, a raczej uwielbiamy wszyscy (może poza dziwolągiem w postaci Jandy Krystyny) polskie wiktorie. Kochamy je tym bardziej, im rzadziej się zdarzają. A one zdarzają się, owszem często, ale w eliminacjach – a w turniejach mistrzowskich jest gorzej. Przed koreańskim World Cup i tym niemieckim cztery lata później przeszliśmy przez eliminacje w świetnym stylu, ale na samych mundialach…

W zasadzie w grach zespołowych tylko siatkarze stanowią chlubny wyjątek potwierdzający regułę. Ich złoty medal na mistrzostwach świata w Polsce przed 4 laty był pierwszym tytułem mistrza globu w zawodach seniorów we wszystkich grach zespołowych od 1976 roku i olimpijskiego złota w Montrealu – też zresztą drużyny siatkarskiej. Czym wytłumaczyć fakt, że Polacy, jeden z największych narodów europejskich osiągają spore sukcesy w sportach indywidualnych, a w grach drużynowych musimy skupić się na liczeniu medali z mniej szlachetnego kruszcu. Skądinąd na światowych imprezach w tym wieku najczęściej owe „krążki” zdobywali piłkarze ręczni („srebro” i trzy „brązy”). Katowicki sukces reprezentacji siatkarskiej A. D. 2014 był ewenementem ,bo przez kolejne 4 lata nie zdobyliśmy żadnego medalu w żadnym turnieju rangi światowej …

Ale jako klasyczny, a więc niepoprawny kibic wierzę, że będziemy je zdobywać…

 

Blog

Nasza saga

Posted on

Siedzimy, sami mężczyźni z dwóch bardzo blisko spokrewnionych rodzin. Najstarsi – Henryk Tadeusz i Maciej Oskar, mają po „osiemdziesiątce”. Z tym wiekiem to w ogóle jest historia. Ja i siostra dowiedzieliśmy się od Ojca przed dwoma laty – a rzucił to tak, mimochodem – że tak naprawdę jest starszy o dwa lata w porównaniu z tym, co ma w dowodzie osobistym. W czasie okupacji niemieckiej „odmłodzono” go, zwiększając szanse na przeżycie.

Rozmawiamy o rodzinie Mamy. O Władysławie Bielinskim, który poległ od rosyjskiego bagnetu podczas demonstracji w 1905 roku w Warszawie, gdy ujął się za uderzoną przez żandarma kobietą. I o Romanie, który w latach trzydziestych XX w. wyjechał do Brazylii i ślad po nim zaginął. Dziadek Ryszard Bielinski, ojciec Mamy, był jednym z 14(sic!) braci. Mieli jeszcze najmłodszą siostrę – Janinę. Po wojnie mieszkała na Grójeckiej. Wspominamy kapitana AK „Ostrowskiego” czyli Jerzego Bielińskiego, który zginął w 1943 roku na Kielecczyźnie podczas akcji odbijania więźniów.

Starszy brat bohaterskiego Jerzego – Wiesław, walczył we wrześniu 1939 r., a potem uciekł z transportu do oflagu. Wziął udział w Powstaniu Warszawskim, był ranny. W szpitalu powstańczym opiekowała się nim sanitariuszka Henryka. Po wojnie owa Isia, z domu Czarnecka, siostra mojego Ojca, została żoną wuja Wiesława Bielinskiego. Kilkanaście lat później odwrotnie: moja Mama, de domo Bielinska wyszła za mąż za brata Isi, Henryka Czarneckiego.

Skądinąd w rodzinie ”po mieczu” tradycją było nadawanie pierworodnemu imienia Henryk. I tak mój ojciec to Henryk Tadeusz Andrzej, mój dziadek Henryk Karol, pradziadek Henryk Ludwik, prapradziadek Henryk Aleksander. Ród artystów: ojciec reżyser teatralny i filmów dokumentalnych, autor kilku światowych prapremier Mrożka. Dziadek uciekł z domu do szkoły deklamacji przy Teatrze Wielkim. Był śpiewakiem tegoż teatru w stolicy od sezonu 1898/99. Od 1905  r. zaś miał własny zespół teatralny, który grał dla Polaków w całym zaborze rosyjskim. W II RP dyrektorował teatrom m.in. w Katowicach, Sosnowcu, Kielcach , Częstochowie, Grudziądzu. Może najważniejsze jednak, że w okresie plebiscytowym na Górnym Śląsku wystawiał „Halkę”, co owocowało manifestacjami patriotycznymi.  W teatrze w Sosnowcu pod okiem dziadka Henryka odbywały się przeszkolenia dla polskich agitatorów plebiscytowych. Pradziadek był ziemianinem, który stracił majątek w Powstaniu Styczniowym. Szkoda tylko, że wszelkie dokumenty rodzinne zaginęły w pożodze na Wołyniu podczas II wojny oraz w zniszczonym podczas Powstania Warszawskiego domu przy Wareckiej 9.

Siedzimy, sami mężczyźni z dwóch bardzo blisko spokrewnionych rodzin. Najstarsi – Henryk Tadeusz i Maciej Oskar, mają po „osiemdziesiątce”. Z tym wiekiem to w ogóle jest historia. Ja i siostra dowiedzieliśmy się od Ojca przed dwoma laty – a rzucił to tak, mimochodem – że tak naprawdę jest starszy o dwa lata w porównaniu z tym, co ma w dowodzie osobistym. W czasie okupacji niemieckiej „odmłodzono” go, zwiększając szanse na przeżycie.

Rozmawiamy o rodzinie Mamy. O Władysławie Bielinskim, który poległ od rosyjskiego bagnetu podczas demonstracji w 1905 roku w Warszawie, gdy ujął się za uderzoną przez żandarma kobietą. I o Romanie, który w latach trzydziestych XX w. wyjechał do Brazylii i ślad po nim zaginął. Dziadek Ryszard Bielinski, ojciec Mamy, był jednym z 14(sic!) braci. Mieli jeszcze najmłodszą siostrę – Janinę. Po wojnie mieszkała na Grójeckiej. Wspominamy kapitana AK „Ostrowskiego” czyli Jerzego Bielinskiego, który zginął w 1943 roku na Kielecczyźnie podczas akcji odbijania więźniów.

Starszy brat bohaterskiego Jerzego – Wiesław, walczył we wrześniu 1939 r., a potem uciekł z transportu do oflagu. Wziął udział w Powstaniu Warszawskim, był ranny. W szpitalu powstańczym opiekowała się nim sanitariuszka Henryka. Po wojnie owa Isia, z domu Czarnecka, siostra mojego Ojca, została żoną wuja Wiesława Bielinskiego. Kilkanaście lat później odwrotnie: moja Mama, de domo Bielinska wyszła za mąż za brata Isi, Henryka Czarneckiego.

Skądinąd w rodzinie ”po mieczu” tradycją było nadawanie pierworodnemu imienia Henryk. I tak mój ojciec to Henryk Tadeusz Andrzej, mój dziadek Henryk Karol, pradziadek Henryk Ludwik, prapradziadek Henryk Aleksander. Ród artystów: ojciec reżyser teatralny i filmów dokumentalnych, autor kilku światowych prapremier Mrożka. Dziadek uciekł z domu do szkoły deklamacji przy Teatrze Wielkim. Był śpiewakiem tegoż teatru w stolicy od sezonu 1898/99. Od 1905  r. zaś miał własny zespół teatralny, który grał dla Polaków w całym zaborze rosyjskim. W II RP dyrektorował teatrom m.in. w Katowicach, Sosnowcu, Kielcach , Częstochowie, Grudziądzu. Może najważniejsze jednak, że w okresie plebiscytowym na Górnym Śląsku wystawiał „Halkę”, co owocowało manifestacjami patriotycznymi.  W teatrze w Sosnowcu pod okiem dziadka Henryka odbywały się przeszkolenia dla polskich agitatorów plebiscytowych. Pradziadek był ziemianinem, który stracił majątek w Powstaniu Styczniowym. Szkoda tylko, że wszelkie dokumenty rodzinne zaginęły w pożodze na Wołyniu podczas II wojny oraz w zniszczonym podczas Powstania Warszawskiego domu przy Wareckiej 9.

*tekst ukazał się w miesięczniku “wSieci Historii”

 

Blog

UE: gra rozpoczęta

Posted on

Wybory do Parlamentu Europejskiego za nami. Teraz miejscem meczu jest międzynarodowe boisko. Do wyborów władz PE został równo miesiąc i dzień (2 lipca). Wybór Komisji Europejskiej nastąpi albo w połowie lipca, albo (raczej?) jesienią. Jak dobrze pójdzie, Polacy będą wybierać nowy Sejm w tym samym czasie gdy wybrana będzie nowa Komisja – skądinąd przy czynnym udziale rządu premiera Morawieckiego. O co toczy się gra, w której Polska uczestniczy? Na stole jest pięć stanowisk.  Właśnie szefa europarlamentu, przewodniczącego Komisji Europejskiej, szefa Rady Europejskiej (wybór późną jesienią), wiceprzewodniczącego KE do spraw polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz prezesa Europejskiego Banku Centralnego. Przeciąganie liny pomiędzy krajami UE zaczęło się dwa dni po wyborach. Na Konferencji Przewodniczących PE usiłowano przeforsować pomysł, aby wybór szefa Komisji Europejskiej nastąpił wyłącznie pośród tych, którzy biorą udział w rywalizacji tzw. Spitzenkandidaten czyli „kandydatów wiodących” na szefa KE. Już po paru godzinach Rada Europejska w praktyce odrzuciła ten postulat, a Grupa Wyszehradzka wręcz zgłosiła własnego kandydata na przewodniczącego KE -został nim słowacki komisarz, socjalista Marosz Szefczovicz.  Jedno jest pewne: po 2,5 latach kadencji J. Buzka i 5 latach D. Tuska Polska nie ma żadnych szans na jedno z ważniejszych unijnych  stanowisk. Potrzebne jest jednak zawieranie sojuszy „zadaniowych”, „celowych”. I to robimy, dogadując się z różnymi państwami mimo różnic  politycznych i ideowych, np. w sprawie budżetu UE.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (01.06.2019)