Blog

Biały Dom i okolice

Posted on

46. prezydent USA Joseph Biden podpisał w czasie pierwszych 100 dni urzędowania dużo więcej dekretów niż poprzednicy: dwa razy więcej niż Donald Trump i 2,5 razy więcej niż Barack Obama. Czy ilość przeszła w jakość? Niech to ocenią Amerykanie.

Na razie ponad 70 proc. z nich popiera działania Białego Domu w walce z COVID-19, w tym – uwaga! – blisko połowa wyborców republikanów. Wynikać to może z poparcia mediów dla Bidena, ale też w jakiejś mierze z szacunku dla demokracji jako takiej: na nowego prezydenta zagłosowała rekordowa liczba obywateli – ponad 80 mln. Biden ma więc silny mandat demokratyczny, ale niemal równie silny miał Trump (74 mln głosów, drugi wynik w historii), co akurat kwestionowali ci sami, którzy teraz pieją o wyborczym poparciu dla obecnego lokatora Białego Domu.

Poza tym bez zmian: Twitter całkiem oszalał, blokując konta tych, którzy przekazują tweety z zawieszonego konta Trumpa, a u republikanów toczy się walka między trumpistami a antytrumpistami. Reprezentująca tych drugich Liz Cheney straciła 13 maja stanowisko szefowej Konferencji Republikanów w Izbie Reprezentantów. Nas to tylko może cieszyć: zastąpi ją mająca polskie korzenie Elise Stefanik z Nowego Jorku.

*tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (19.05.2021)

Blog

Parlament Europejski wraca do Strasburga

Posted on

W poniedziałek rozpoczęła się może historyczna, a przynajmniej wyjątkowa sesja Parlamentu Europejskiego. Dlaczego wyjątkowa? Bo po szesnastu miesiącach obrady wracają do Francji, do Alzacji, do Strasburga. Dwukrotne próby zorganizowania sesji w tym francuskim mieście  symbolizującym integrację europejską napotkały na skuteczny opór większości  frakcji w europarlamencie, w  wyniku czego władze PE wycofywały się z tego pomysłu. Tym razem okazało się, że ci, którzy nie chcą, póki co, przenosin do Francji znaleźli się w mniejszości. Przeciwko temu protestowały tylko dwie z siedmiu grup: my – czyli Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy oraz Zieloni.

Zatem na koniec prezydencji portugalskiej, która finiszuje właśnie w tym miesiącu , odbędzie się tzw. „zwykła” sesja europarlamentu, na którą złoża się cztery dni obrad i głosowań. Zapewne będzie to sesja o wyjątkowo niskiej frekwencji z powodu wciąż daleko idących obostrzeń, nawet dla europosłów, z których część dysponuje paszportami dyplomatycznymi, gdy chodzi o wjazd do Francji.

 

Dla każdego coś miłego: ekologia, gender, gospodarka…

Sesję rozpoczęła debata ekologiczna: „Unijna strategia na rzecz bioróżnorodności – Przywracanie przyrody do naszego życia”. Sprawozdawcą jest hiszpański  eurodeputowany, 41-letni socjalista Cesar Luena, który wcześniej był członkiem hiszpańskiego parlamentu – Kortezów, a został nim w wieku zaledwie 28 lat (tyle samo miałem, gdy po raz pierwszy zostałem posłem na Sejm RP). Debatę przygotowała Komisja Ochrony Środowiska Naturalnego, Zdrowia Publicznego i Bezpieczeństwa  Żywności.

Były też dwie ideologiczne, „genderowe” debaty. Obie dotyczyły płci. Pierwsza z nich zatytułowana była „Wspieranie równouprawnienia płci w kształceniu i pracy zawodowej w dziedzinie nauk przyrodniczych, technologii, inżynierii i matematyki (STEM)”. Przygotowała ją Komisja do spraw Kobiet i Równouprawnienia, a sprawozdawczynią była hiszpańska europosłanka Suzana Solis Peres wywodzącą się zresztą z centroprawicowej partii Ciudadanos („Obywatele – Partia Obywatelska”).

Druga ideologiczna debata poświęcona płci została przygotowana przez Komisję Rozwoju Regionalnego i jest zatytułowana: „Aspekt płci w polityce spójności”. „Rapporteurem” czyli sprawozdawcą była europosłanka Monika Vana z Austrii, przedstawicielka Zielonych, zresztą przez pięć lat minister w rządzie landowym.

Kolejne debaty mają już, na szczęście, charakter gospodarczy. Nasz kolega z grupy, były minister finansów Królestwa Belgii  (2014-2018) Johan Van Overtveldt jest sprawozdawcą raportu „Polityka Konkurencji – sprawozdanie roczne za 2020 rok”. Przygotowała ją Komisja Gospodarcza i Monetarna.  Kolejna debata dotyczyć będzie sprawozdania czeskiego europosła z Europejskiej Partii Ludowej Jiri Pospisila, byłego ministra sprawiedliwości w rządach premierów Mirka Topolanka i Petra Neczasa. Jest ona zatytułowana: „Ustanowienie instrumentu wsparcia finansowego na rzecz sprzętu do kontroli celnej”. Przygotowała ją Komisja Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów.

W poniedziałek głosowaliśmy również w „Sprawie Uruchomienia Europejskiego Funduszu Dostosowania do Globalizacji”. Chodzi o prośby o udostępnienie środków z tego funduszu dla … trzech bogatych państw członkowskich UE: Niemiec, Holandii, Belgii, a także Finlandii. Głosowania potrwają 75 minut i będą dotyczyły również nowych regulacji we współpracy policyjnej i sądowej w UE oraz tych dotyczących granic i wiz. Jedno z głosowań dotyczyć będzie COVID-19, ze szczególnym uwzględnieniem produkowania szczepionek w krajach rozwijających się.

Najbardziej „politycznym” głosowaniem było to nad rezolucją: „Konflikt interesów dotyczący premiera Republiki Czeskiej”.

Drugi dzień obrad europarlamentu rozpoczęły ważne i  konkretne debaty o sytuacji małych i średnich firm w krajach członkowskich UE w okresie pandemii. Dyskutować będziemy również na temat „Wdrażania Programu lepszego stanowienia prawa – zmniejszenie obciążeń administracyjnych ”.

Stara zdarta płyta: „praworządność”…

Oczywiście Parlament Europejski nie byłby sobą, gdyby w agendzie nie znalazła się, już rytualnie, debata na temat „Sytuacji w zakresie praworządności w Unii Europejskiej oraz stosowania rozporządzenia w sprawie warunkowości”. Omówimy również kwestię „Europejskiego Funduszu Społecznego” (EFS Plus) i jego funkcjonowania w nowej perspektywie finansowej UE w latach 2021-2027 (debata przygotowana przez Komisję do spraw Zatrudnienia i Spraw Socjalnych).

Europosłowie omówili więc również „Dalsze działania w następstwie Szczytu Społecznego w Porto z 7 maja 2021 roku”.

Gdy chodzi o politykę międzynarodową, drugiego dnia sesji zajęliśmy się sytuacją w Afganistanie. Podstawą będzie oświadczenie odpowiedzialnego za politykę zagraniczną i bezpieczeństwa Unii Europejskiej, szefa unijnej dyplomacji, Hiszpana Josepa Borrella  Fontellesa.

Omówimy również 75. i 76. Sesję Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych. Sprawozdawczynią w tej sprawie jest hiszpańska europosłanka Maria Soraya Rodriguez Ramos – socjalistka, która przeskoczyła do Ciudadanos – „Obywatele”, a wcześniej czterokrotnie była posłem do Kortezów oraz sekretarzem rządu do spaw międzynarodowych, a obecnie po raz drugi pełni urząd eurodeputowanej.

Przedmiotem debaty był również „Instrument sąsiedztwa oraz Współpracy Międzynarodowej i Rozwojowej 2021-2027 – Globalny wymiar Europy”. Sprawozdanie przygotowały dwie komisje: Spraw Zagranicznych i Rozwoju, a było ono sygnowane przez Niemca Michaela Gahlera (CDU, EPP), liberała Charlesa Goerensa z Luksemburga, socjalistkę z Francji Marię Arenę i Litwinkę  Rasę Jukneviciene z EPP.

Szczepienia dla chętnych

Tego dnia odbyły się też dwie tury głosowań (w sumie dwie i pół godziny). Francuzom zależy, aby przywrócić Strasburg jako miejsce, w którym europarlament funkcjonuje nie tylko w charakterze zapisu traktatu UE, ale również w praktyce, jak kiedyś. Stąd zachęcają do przyjazdu europosłów i ich asystentów, organizując szczepienia.  Co prawda nie w gmachu PE, jak to dzieje się w Brukseli, tylko poza nim, ale fakt pozostaje faktem. Należy to docenić.

To przedostatnia przed wakacjami sesja Parlamentu Europejskiego. Wróciły tematy „ideologiczne”, choć są również, na szczęście, te dotyczące gospodarki. Karol Marks uśmiecha się z miejsca, w którym jest, widząc, że w PE zadbano, mówiąc jego językiem, zarówno o „bazę”, jak i „nadbudowę”…

 

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (08.06.2021)

Blog

Ciary i żużlowy kopciuszek z wilczym spojrzeniem

Posted on

“Ciary!” – SMS-a takiej treści dostałem od bardzo znanej postaci polskiego żużla, po tym jak gość obejrzał mecz Betardu Sparty z niepokonanym Gorzowem na liczącym 85 lat (!) Stadionie Olimpijskim. Ten rzeczownik mówi wszystko o tym spotkaniu, w którym brązowi medaliści DMP w starciu ze srebrnymi medalistami DMP wystąpili bez lidera Taia Woffindena. I okazało się, że bez brytyjskiego asa można wygrać z zespołem dwukrotnego mistrza świata Bartka Zmarzlika, mającego zresztą rewelacyjny początek sezonu – aż 14 punktami.

Tymczasem Grudziądz (miasto mojego dziadka!) znów urwał u siebie punkt faworytowi: po Wrocławiu “przyszła kryska na Matyska”, gdy chodzi o Lublin. Goście mogą przy okazji meczu w Częstochowie pójść na kolanach na Jasną Górę i podziękować, że w Grudziądzu nie przegrali, bo GKM miał wielką szansę ich dobić.

Słowem: Ekstraliga jest ciekawsza niż przypuszczano, a słowa z discopolowej piosenki: “Będzie, będzie się działo!” pasują chyba do następnych kolejek, jak ulał.

Na drugim froncie czyli w pierwszej lidze (ach te liczebniki!) więcej niż ciekawie, bo mało kto chyba się spodziewał tak rewelacyjnej postawy beniaminka z Podkarpacia, który jest liderem! Cóż to za “Sen srebrny Salomei” – jakby to ujął Juliusz Słowacki. Krosno już nie tylko nieśmiało puka do bram Ekstraligi, co wali do nich. Spadkowicz i naturalny kandydat do awansu Rybnik spisuje się jednak słabiej niż myślano, choć być może ostatnia wygrana w Bydgoszczy po 42 latach (sic!) da najlepszej drużynie żużlowej z Górnego Śląska impuls do wielkiej ofensywy.

Tymczasem wychwalający innych w wywiadach, dowartościowujący rywali z Bydgoszczy i Rybnika prezes Witold Skrzydlewski, kultowa postać łódzkiego żużla, jak niegdyś Andrzej Grajewski (JAG – Jakub Andreas Grajewski, sorry) – nie wiem czy obaj panowie będą zachwyceni, że wymieniam ich obok siebie …. – po cichutku, bez rozgłosu usadowił się na drugim miejscu w tabeli ze swoim Orłem. Pan Prezes nie szasta pieniędzmi na zawodników, nie przepłaca, publicznie wskazuje innych jako faworytów do awansu, umiejętnie zmniejsza zewnętrzne oczekiwania wobec własnego zespołu, a więc też presję na nim – i w ten sprytny sposób ów ambitny i ciekawy człowiek chce realnie włączyć się do walki o Ekstraligę – jednocześnie nie mówiąc o tym ani słowa!

Na Stadionie “Orła” byłem ostatnio w zeszłym roku jako Patron Honorowy DMEJ, gdy Polacy obronili złoto w juniorskiej drużynówce Starego Kontynentu, wyprzedzając Duńczyków i Łotyszy, którzy trochę po frajersku stracili srebro w ostatnim biegu. Fajny stadion i fajna publiczność – wtedy jeszcze, w okienku “międzypandemicznym” mogła przychodzić na stadiony żużlowe. Oby wróciła znowu na Stadion “Orła” i wszędzie, gdzie się tylko da.

Żal ściska, gdy patrzy się na żużlowy Tarnów – klub z takimi tradycjami. Kto by przed laty pomyślał, że w Polsce południowej królem speedwaya będzie nie miejscowa Unia, czy mocarny niegdyś Rzeszów, tylko “Wilki” z Krosna! Bajka o Kopciuszku stała się faktem w żużlowym “realu”…

*tekst ukazał się na portalu Pobandzie.pl (20.05.2021)

Blog

Rok dramatyczny, rok złoty…

Posted on

Ostatni dzień starego roku, to jak ostatnia prosta, jak finisz ostatniego okrążenia finałowego biegu Grand Prix albo – lepiej z mojego punktu widzenia – SEC Mistrzostw Europy Seniorów, Indywidualnych Mistrzostw Świata Juniorów, Indywidualnych Międzynarodowych Mistrzostw Ekstraligi, Mistrzostw Polski Par Klubowych, Złotego Kasku, Indywidualnych Mistrzostw Europy na lodzie, Indywidualnych Mistrzostw Świata na Długim Torze, Indywidualnych Mistrzostw Europy Juniorów (IMEJ), Drużynowych Mistrzostw Europy Juniorów, meczu Północ-Południe ,Indywidualnych Mistrzostw I Ligi(wymieniam tylko te, które – poza GP – odbywały się w tym roku pod moim Patronatem Honorowym).

To czas na podsumowanie sezonu. Sezonu całkowicie zwariowanego, w cieniu największej światowej pandemii od stu lat, w którym żużla miało nie być, a przecież, do diaska, wbrew wielu, ale też na szczęście dzięki wielu – był! I to jak był ! W Polsce odjechały wszystkie ligi, odbyły się wszystkie mecze, bo speedway genialnie wpasował się w chwilową zadyszkę COVID-u. Ba, dzięki – jak zwykle – polskiej husarii organizacyjnej imprez żużlowych było u nas więcej niż co roku! Bo przecież to Polska zorganizowała największą w historii Grand Prix liczbę GP w jednym kraju, to Polska Ekstraliga, E-Winner Liga i najlepsza na świecie II Liga Żużlowa (II czyli III – w innych krajach nie ma nawet dwóch…) ratowała przed głodem dziesiątki zagranicznych jeźdźców, bo w ich krajach rozgrywek nie było w ogóle albo były w kratkę.

Wreszcie to Polska rzutem na taśmę uratowała Indywidualne Mistrzostwa Europy Juniorów, bo nawet dzielni Madziarzy cofnęli się przed zarazą, a myśmy dali radę (brawa dla Żurawi Gdańsk!). Skądinąd podkreślam to nie dlatego, że odbyły się one przy mojej pomocy i pod moim Patronatem Honorowym, jak przecież wiele (10) imprez mistrzowskich, ale zorganizowanie ich w trybie awaryjnym, dosłownie na zasadzie “last call” graniczyło z cudem. A przecież cuda to polska specjalność, czyż nie?

Wreszcie to był rok Bartka Zmarzlika, który obronił tytuł mistrza świata wchodząc na poziom Ivana Maugera, Tony’ego Rickardssona czy innych największych mistrzów “czarnego sportu”. Zaciętość, upór, całkowite poświecenie się swojej dyscyplinie, ambicja, pracowitość, wielkie umiejętności oraz wsparcie rodziny i ludzi dobrej woli spowodowało, że Bartosz nie tylko wdrapał się na żużlowy Olimp, ale też na nim pozostał – a to trudniejsza sztuka.

Mieliśmy w tym roku także radosne powtórki z ubiegłych lat, czyli tytuły mistrza świata w drużynie juniorów i mistrza Europy w drużynie w tej samej kategorii wiekowej. Ale – uwaga! – wcale nie jestem przekonany, czy ta złotomedalowa wielokrotność z ubiegłej dekady będzie taka łatwa do powtórzenia. Myślę, że o triumfy wśród juniorów będzie trudniej niż to było w ubiegłych latach. Symptomem tęgi był fakt, że zamiast polskiego podium IMŚJ, jak w 2019 roku – w 2020 tylko Dominik Kubera zdobył medal w tej kategorii. Gratulacje dla Dominika za to srebro, zdobyte po ciężkiej walce, tradycyjnie w ostatnim turnieju IMSJ organizowanym w czeskich Pardubicach.

Kolejnym sygnałem, że wcale nie jest tak “różowo” z naszymi juniorami jest fakt ze na IMEJ mieliśmy już “tylko” srebro Roberta Miśkowiaka, a nie złoto, jak przed rokiem w przypadku Wiktora Lamparta, ale może przede wszystkim, że w IMPJ AD 2020 na 16-stu finalistów, aż 12-stu przestaje być juniorami w roku przyszłym. Trener Rafał Dobrucki, który obejmuje schedę po Marku Cieślaku ma chyba te same obawy co do naszych juniorów, ale tego nie artykułuje…

To był bardzo trudny, dramatyczny wręcz, rok dla światowego i polskiego żużla. Najważniejsze jednak, że był! Przy czym w przypadku Biało-Czerwonych był to rok złoty…

*tekst ukazał się na portalu Interia.pl  (31.12.2020)

Blog

Zmarzlik na topie w plebiscycie na Sportowca Roku! I jeszcze o transferach w Ekstralidze

Posted on

Mam przeczucie graniczące z pewnością, że Bartek Zmarzlik, nasz dwukrotny żużlowy mistrz świata (dodajmy, że również zdobył brązowy medal GP) i wicemistrz świata w drużynie ( w ramach dziwacznej formuły Speedway of Nations) będzie na absolutnym topie najlepszych sportowców Polski w roku 2020 w tradycyjnym plebiscycie „Przeglądu Sportowego” i Polsatu. Na szczęście znajdzie się też, jak mniemam, bardzo wysokie miejsce dla najlepszego siatkarza świata, medalisty ME, Ligi Narodów i Pucharu Świata Wilfredo Venero Leona. Ale Robert Lewandowski i Iga Świątek też krzywdy mieć nie będą.

Wracając do żużla, martwię się – i cieszę. Martwię się, że Rafał Dobrucki zgadza się z tezami postawionymi przeze mnie, co do polskich juniorów, bo wolałbym, żeby zdecydowanie powiedział, że nasi młodzieżowcy mają w najbliższym roku i latach świetlaną przyszłość w europejskim i światowym speedwayu w swojej kategorii wiekowej. Cieszę się – bo reakcja naszego niegdyś świetnego żużlowca, a teraz znakomitego trenera, po moim tekście w Interii z ubiegłego tygodnia świadczy o tym, że trochę się na czarnym sporcie znam.

Sporo reakcji odnotowałem też w kontekście tego, co pisałem w tej rubryce o transferach. Pytano np. dlaczego nie napisałem o najciekawszych transferach na sezon 2020/21 właśnie we wspomnianej przed chwilą przeze mnie kategorii juniorów? Z prostego powodu: żeby napisać o tym teraz ! Najbardziej interesujący transfer to ten Mateusza Cierniaka, syna tego Cierniaka, niegdyś świetnego jeźdźca, a teraz trenera, zwłaszcza młodych adeptów żużla. Cierniak junior przeniósł się z Tarnowa do Lublina, co niewątpliwie będzie dowodem medalowych aspiracji tamtejszego Motoru.

Kibice żużla w Lublinie chcą nowego stadionu. Na wspólnej konferencji ze mną w Bydgoszczy mówił o tym też sam Tomek Gollob. Klub sponsorują hojnie spółki Skarbu Państwa: Azoty Puławy i Kopalnia Węgla Brunatnego Bogdanka, a także, co ciekawe, ponad podziałami władze samorządowe. Czyni to zarówno prezydent Lublina z PO, jak i marszałek województwa z PiS. Nic więc dziwnego, że klub ma aspiracje medalowe i jest chyba zawiedziony dwoma 6 pozycjami w ostatnich dwóch sezonach.

Drugim najciekawszym transferem, gdy chodzi o młodzieżowców są przenosiny Karola Żupińskiego z Gdańska do Torunia. Na papierze bardziej spektakularnie wygląda transfer Cierniaka, ale jak będzie, zobaczymy w żużlowym “realu”. Skądinąd Mateusz kuszony był przez ostatnie parę lat przez Betard Spartę Wrocław, nawet zapraszany na treningi i wieść gminna głosi – a ja jej wierzę, bo “Vox populi, Vox Dei” – specjalnie przyjechał do stolicy Dolnego Śląska, by przeprosić, że jednak wybrał Lublin, a nie Wrocław…

Pytano mnie też, dlaczego nie napisałem o transferach “kontrowersyjnych”, które wydają się być zagadkowe czy nawet nielogiczne. Odpowiedź jest prosta: bo nie ma takich transferów. To wszystko zweryfikuje żużlowe życie, a pozory mogą mylić. Stąd też przestrzegam żużlową opinię publiczną przed załamywaniem rąk nad transferem Krzysztofa Kasprzaka z Gorzowa do Grudziądza czy Krzysztofa Buczkowskiego z Grudziądza do Lublina. Krytykujmy, jak nie wypalą, ale niech nikt nie przesadza z góry, że będą nietrafione. Te dwa transfery świadczą na pewno o jednym. Że na rynku zaczyna brakować polskich zawodników. A ci, którzy są, są bardzo w cenie i są wręcz rozrywani…

*tekst ukazał się na portalu interia.pl  (07.01.2021)

Blog

Telemetria (i to dosłownie) na start! Słowo o zaradnych klubach

Posted on

Nieraz bywałem krytyczny dla różnych pomysłów Speedway Ekstraligi (PZMot też), ale teraz publicznie gratuluję tego, co w skrócie można określić mianem TELEMETRII. Zaprzęgnięcie do profesjonalnego żużla pomiarów telemetrycznych do ustalenia czasów poszczególnych zawodników – super sprawa. Tak trzymać! Już w zeszłym sezonie próbowano ten pomysł ,teraz staje się on faktem. Ale, uwaga, drodzy włodarze polskiego żużla, jak mówi stare polskie przysłowie: “apetyt rośnie w miarę jedzenia”! Skoro uczyniono krok w dobrym kierunku, skoro korzysta się z różnych “wynalazków” w służbie żużla i jego efektownego “sprzedania”, to warto pomyśleć o kolejnym kroku.

Pójdźmy jeszcze dalej. Wykorzystajmy pomiary telemetryczne nie tylko do ustalania kolejności na mecie, ale do analizy sytuacji na starcie. Przecież wszyscy fani “czarnego sportu” świetnie wiedzą, że w tej najważniejszej dyscyplinie nieolimpijskiej, to start do biegu jest kluczowy. On decyduje o kolejności, która nierzadko utrzymuje się do mety. A jeśli nawet nie – to jakże uprzywilejowuje tych, którzy potrafią ruszyć spod taśmy przed innymi. A to, bo dysponują lepszym refleksem startowym, bo mają lepsza maszynę, bo mają większe doświadczenie albo bo po prostu potrafią, jak to się mówi w żużlowym slangu “ukraść start”. I co ? Telemetria jak znalazł! Naprawdę by się przydała! To mój – i jak sadzę nie tylko mój – postulat wobec władz polskiego żużla. Drodzy Państwo, pójdźmy z telemetrią na całość!

Jak już o tym informowały media, przedstawiłem panu premierowi Mateuszowi Morawieckiemu propozycję wpuszczenia na stadiony żużlowe publiczności. Oczywiście limitowanej, ale dość prędko, w miarę ustępowania pandemii. Był jeszcze jeden postulat pod adresem władz, a konkretnie wicepremiera, szefa resortu kultury dziedzictwa narodowego i sportu, Piotra Glińskiego, który – nie ukrywam – mocno wspierałem i forowałem. Chodzi o możliwość szczepienia nie tylko naszych olimpijczyków oraz siatkarek, które w maju będą reprezentować biało-czerwone barwy w globalnej Lidze Narodów, choć na igrzyskach nie wystartują, a także naszych piłkarzy, którzy już w czerwcu zagrają w przełożonych Mistrzostwach Europy. Usilnie popierałem postulat rozszerzenia tej listy szczepionych sportowców o naszych żużlowców, nie tylko tych z Grand Prix.

Tymczasem mam wrażenie, że problem rozwiązuje się sam bez nadzwyczajnych decyzji naszych władz. Oto bowiem zaradne kluby żużlowe po prostu szczepią, czy zapisują na szczepienia swoich żużlowców. I słusznie. Kluby wzięły sprawy w swoje ręce, w związku z tym Czarnecki sądzi, iż interwencja Czarneckiego nie będzie konieczna…

*tekst ukazał się na portalu Interia.pl (22.04.2021)

Blog

Powrót reprezentacji, Akademia Talentów i polski finał Ligi Mistrzów!

Posted on

To były dla polskiej siatkówki bardzo intensywne dni. Kadra Heynena pobawiła się z Belgami niczym kot – Sarmata flamandzkimi i walońskimi myszami. A nasze dziewczyny grały z Bułgarkami. Wszystko to działo się w Łodzi w hali, w której odbywały się mecze Mistrzostw Europy 2019 kobiet. Wtedy, przypomnę, Biało-Czerwone ograły wicemistrzynie świata Włoszki i dzięki temu zwycięstwu weszły do pierwszej „czwórki”. To nie zdarzyło się od 2009 roku. Wówczas – też zresztą w Łodzi – nasze panie opromienione złotymi medalami w 2003 i 2005 roku, ale też „po przejściach” czyli nieudanych igrzyskach 2008 – zdobyły brązowy medal.

Byłem na dwóch meczach Polaków i na jednym kadrowiczek Jacka Nawrockiego. Towarzyskie mecze nie budzą większych emocji, choć na przykład bloki Polaków powodowały, że ręce same składały się do oklasków. To była „polska ściana”!

Więcej emocji było w Częstochowie, gdzie miałem okazję jako wiceprezes PZPS obserwować mecze młodziczek 12 klubów na tradycyjnym turnieju „Czaka”. Dwudniowe zawody zgromadziły przeszło 200 uczestniczek! Każda z nich, a także trenerzy, sędziowie, organizatorzy i służby medyczne otrzymali ode mnie upominki. Jak te dziewczyny grały! Z jaką werwą, ambicją i zaangażowaniem!

Ostatnie dni to również dwie bardzo ważne konferencje prasowe z moim udziałem. Jedna odbyła się w Jastrzębiu-Zdroju. Dotyczyła ona tamtejszej Akademii Talentów Jastrzębskiego Węgla. Lista obecności: prezes klubu JW- mistrzów Polski, Adam Gorol, trener – koordynator Dariusz Luks, który pracuje z osiemdziesięcioma chłopakami, którzy tam uczą się i trenują w szkole z internatem i halą, wiceminister Aktywów Państwowych, odpowiedzialny za górnictwo Artur Soboń, prezydent Jastrzębia Anna Hetman, prezes Śląskiego Związku Piłki Siatkowej Marcin Weiner oraz wiceprezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej do spraw finansowych … i moja skromna osoba.

Jastrzębie czekało na mistrzostwo 17 lat, ale pochwały należą się dla tego klubu nie tylko za złoto MP, ale przede wszystkim za to, że ten bardzo profesjonalny klub, który przecież grał w finale Pucharu Polski, a także wygrał siatkarską Letnią Grand Prix, inwestuje nie tylko w topowych zawodników, ale również w szkolenie młodzieży. Stąd zresztą list intencyjny PZPS i Jastrzębskiego Węgla, który podpisaliśmy parę miesięcy temu, a którego zadaniem jest wsparcie dla JW, gdy chodzi o Akademię Talentów, skupiająca uzdolnioną młodzież z całego kraju, a nawet paru młodych ludzi z korzeniami za naszą wschodnią granicą. W poprzednim sezonie – gdy chodzi o rozgrywki tegoroczne jeszcze się nie zakończyły – wychowankowie AT zdobyli dwa złote medale w młodszych kategoriach wiekowych, a w najstarszej, juniorskiej, srebro. Co ważne, dają szereg zawodników do ligowej siatkówki: Plus Ligi i pierwszej Tauron Ligi. Ich wychowankowie potrafią wystąpić w wieku 16 lat w Lidze Mistrzów – Jakub Popiwczak – którego rekord pobił w tym roku Maksymilian Granieczny, który w LM i Plus Lidze zadebiutował w wieku 15 lat! Można tylko podziękować JSW i Skarbowi Państwa za środki, które obficie wędrują i na klub Jastrzębski Węgiel i na Akademię Talentów. Zgodnie z dewizą JSW, która brzmi: „Wydobywamy to, co najlepsze” wydobywają węgiel, ale też i siatkarskie talenty… Fedrują „czarne złoto”, ale też siatkarskie złoto MP.

Druga konferencja odbyła się w Bydgoszczy, a poświęcona była współpracy sponsorskiej między Polskim Cukrem żeńskim Pałacem Bydgoszcz grającym w Tauron Lidze. Bydgoszczanki to swoisty fenomen: klub w przyszłym roku będzie obchodził swoje 40-lecie a w najwyższej klasie rozgrywkowej gra nieprzerwanie 29 lat, a więc sezon 2021/2022 będzie trzydziestym z rzędu. Obojętnie czy to Tauron Liga (od zeszłego sezonu) czy LSK czy Orlen Liga – dziewczyny z Bydgoszczy zawsze w niej są. A jeden z dwóch założycieli tego klubu, Waldemar Sagan był obecny na tej konferencji – także jako członek prezydium zarządu PZPS. Poza nim i moją skromną osobą, uczestniczył w niej prezes klubu i były trener kadry narodowej oraz Bydgoszczanek Piotr Makowski, dyrektor marketingu Polskiego Cukru Paweł Piotrowski, prezes Kujawsko-Pomorskiego Związku Piłki Siatkowej Ryszard Ciężki. Na zarzut, że ja, Dolnoślązak, wrocławianin, pomagam drużynie z Kujawsko-Pomorskiego, odpowiem, że przecież pomagam wszystkim, a żeński Volley Wrocław kolejny rok wsparcia z KGH ogłosił w mojej obecności dwa tygodnie temu…

Ciekawa jest karuzela transferowa, gdy chodzi o siatkarską Ligę Mistrzów Świata przed kolejnym sezonem. Cóż, to będzie chyba jeszcze ciekawsza liga niż w ostatnim pasjonującym, pełnym glorii sezonie 2020/2021.A mi się marzy w związku z tym coś, co niedawno wydawałoby się niemożliwe do spełnienia. Chodzi mianowicie o … polski finał siatkarskiej Ligi Mistrzów! Czy to „mission impossible” ? Wcale nie! To może tylko kwestia czasu!

Uwaga, uwaga, do Igrzysk Olimpijskich w Tokio już tylko dwa miesiące i tydzień…

*tekst ukazał się w tygodniku „Słowo Sportowe” (18.05.2021)

Blog

Von Thun bez partii i bez przeprosin, Ezop i święte krowy

Posted on

Pani von Thun und Hohenstein stała się bytem bezpartyjnym. Pytają mnie o komentarz. Szczerze mówiąc tłumię ziewanie, bo mało mnie obchodzi gdzie pani von itd. jest i w czym. Czy przestając być członkiem PO przeprosiła Polaków za donoszenie na własny kraj do obcych – konkretnie niemieckich – mediów? Nie. Czy przeprosiła za to, że nazwała wyborców PiS śmieciami? Nie. Skoro to ta sama von Thun und Hohenstein, tyle że bezpartyjna, to co to zmienia? Nic. Wielkie nic.

W polskiej tradycji okres świat Bożego Narodzenia jest szczególny. Pokornieją wtedy najwięksi cynicy, a do ludzkich uczuć zaczynają się przyznawać także ci na codzień ich jakby pozbawieni. I to właśnie w pierwszym dniu świąt Bożego Narodzenia A. D. 2017 na Twitterze pani von Thun und Hohenstein określiła wyborców i działaczy PiS per „śmieci”. Tak, tak, w czasie kiedy Polacy śpiewają kolędy, odwiedzają się rodzinnie, składają życzenia -nawet tym, za którymi nie przepadają i zostawiają puste miejsce przy stole dla zbłąkanego wędrowca. I właśnie w takim czasie wyborcy Prawa i Sprawiedliwości usłyszeli realną, a nie wydumaną mowę nienawiści ze strony p. von Thun und Hohenstein. Po pewnym czasie tweet został przez von Thun und Hohenstein usunięty, ale wrażenie postało do dzisiaj. Podobnie jak jej udział w reportażu niemieckiej telewizji, o Polsce – kraju rządzonym przez reżim, w którym dzieją się rzeczy straszne.

Brak szacunku dla ludzi inaczej myślących i brak lojalności wobec własnego państwa, to dwie straszne rzeczy. Każda z nich powinna dyskwalifikować osoby uczestniczące w życiu publicznym.

Skądinąd w takiej atmosferze powiedziałem później o pani von Thun und Hohenstein to, co powiedziałem. I zostałem za to skazany przez sąd, który nawet nie raczył wysłuchać, co mam na swoją obronę. Skazano mnie zaocznie! Za to żadnej kary nie poniosła pani von Thun und Hohenstein. Jak widać narracja o „świętych krowach” nie bierze się znikąd.

Pogardzać ludźmi, którzy ośmielają się mieć inne poglądy , to przejaw nie tylko braku tolerancji i pogardy, ale również swoistej zarozumiałości. Na zasadzie: „Ja wiem lepiej!”. Cóż, jak pisał Ezop: „im mniejszy umysł, tym większa zarozumiałość”.

W kontekście zarozumiałości dobre przysłowie mają Żydzi. Żydowska maksyma głosi: „Człowieku, nie nadymaj się tak, przecież nie jesteś taki mały”.

Jedno zdanie o Nowym Ładzie. Franklin Delano Roosevelt miał swój „New Deal” – a Jarosław Kaczyński ma swój. Zostawiając kwestie merytoryczne na boku, to ponowne podzielenie sceny politycznej na formacje, które bronią elit i na tą, która broni zwykłych ludzi, to mistrzowski ruch. PO będzie atakować PiS, że jest zbyt socjalny, nagłaśniając nasze propozycje i skazując się na rolę obrońcy wyraźnej mniejszości ekonomiczno-politycznej. Lewica będzie musiała się odciąć od PO, bo inaczej nie może…

Niedawno pisałem o „Gambicie nadwiślańskim”, a teraz znowu szach-mat.

*felieton ukazał się w „Gazecie Polskiej” (26.06.2021)

Blog

Włoska „bańka”, polskie aspiracje i transferowa karuzela…

Posted on

Już w najbliższy piątek nasi siatkarze rozpoczną w Lidze Narodów wyjątkową w swoim rodzaju rywalizację – w „bańce”. Owa „bubble” to odpowiedź na Covid-19. Zrozumiała. Koszykarska NBA przecierała szlaki, ale jednak w Ameryce robiono to na dużo mniejszą skalę i dużo krócej. Tutaj, siatkarki i siatkarze spędzą ze sobą czas na “ziemi włoskiej”, by użyć słów Mazurka Dąbrowskiego, cały miesiąc.

Pamiętam, jak Tomasz Wójtowicz, w swoim czasie najlepszy siatkarz świata, opowiadał mi, że gdy zawodnicy kadry „Kata” – Huberta Jerzego Wagnera trenowali razem, zdani tylko na siebie, bez wychodzenia na zewnątrz, to mniej więcej po dwóch tygodniach pojawiało się w kadrze takie trochę ciężkie milczenie zawodników, a po trzech tygodniach zaczynali na siebie – jak to określił legendarny „Czarny” –“warczeć”.

Jak teraz Biało-Czerwoni i Biało-Czerwone wytrzymają w Italii? Myślę, że obie drużyny są tak profesjonalne, że owo zamknięcie nie będzie wielkim problemem, choć uciążliwością na pewno tak. Nasi zawodnicy mierzą w najwyższe cele: Tomasz Fornal deklaruje, że chcą walczyć o złoto Ligi Narodów, a Michał Kubiak to samo mówił w odniesieniu do Igrzysk Olimpijskich w Tokio. Tylko zawodniczki są skromniejsze, ale to z jednej strony efekt osobowości trenera – Jacek Nawrocki od mediów i deklaracji stroni, zaś Vital Heynen – wręcz przeciwnie. A poza tym nasi zawodnicy to dwukrotni z rzędu mistrzowie świata, którzy w ostatnim normalnym sezonie przed pandemią, na wszystkich (!) imprezach mistrzowskich zdobyli medale (Liga Narodów – brąz, Mistrzostwa Europy – brąz, Puchar Świata – srebro).

Jak będzie we Włoszech i Japonii – zobaczymy. Jedno jest pewne: nasi będą walczyć do upadłego.

Karuzela transferowa w Plus Lidze i Tauron Lidze powoli się kończy. Jedno wydaje się oczywiste: obie polskie ligi będą w sezonie 2021/2022 silniejsze niż w sezonie, który właśnie się zakończył. Wydaje mi się, że jest to dobry przykład, jak polska siatkówka potrafiła – o paradoksie! – wykorzystać trudny czas pandemii. Covid-19 i globalne obostrzenia z nim związane, a także światowe problemy ekonomiczne, nie tylko obywateli, ale także firm, które były efektem zarazy, spowodowały, że polskie ligi przy utrzymaniu finansowania na bardzo wysokim poziomie (w niektórych klubach nawet wyższym niż dotychczas!) stały się atrakcyjnym punktem odniesienia dla dobrych siatkarzy i siatkarek z zagranicy. To oczywiście przekłada się na ligowy poziom. A widząc w jakim kierunku kręci się wspomniana przeze mnie już siatkarska karuzela transferowa, jestem pewien, że jedna z najsilniejszych dwóch lig świata czyli Plus Liga, jak i żeńska Tauron Liga będą od jesieni na jeszcze wyższych obrotach niż w sezonie 2020/2021…

*tekst ukazał się na portalu pobandzie.pl (25.05.2021)

Blog

Ekstraliga bez faworyta i MEJ par – już w sobotę!

Posted on

Żużlowa karuzela kreci się coraz szybciej. Wrocław znokautował, zgodnie z przewidywaniami, Zieloną Górę. Lublin nie wysoko, ale jednak wygrał z Lesznem, potwierdzając swoje aspiracje do, powiedzmy to wprost, tytułu mistrza. Czy poziom sportowy klubu ze ściany południowo-wschodniej będzie równie wysoki, jak umiejętność pozyskiwania pieniędzy na lubelski żużel? Lublin ostrzył sobie, żeby być na podium już w zeszłym roku, ale teraz ma więcej kasy i jednak lepszy skład. Zaczyna być jednym z faworytów do „Majstra”. Ale o tym samym marzą kibice na Olimpijskim, fani „Byków”, czy kibicowska armada z Gorzowa Wielkopolskiego. Jest wszak inaczej niż w zeszłym sezonie, kiedy faworyt tak naprawdę był jeden czyli Unia Leszno. Teraz takiego zdecydowanego faworyta nie ma i pewnie go nie będzie aż do samych play-offów. To tylko lepiej dla promocji speedwaya w Polsce.

 To jednak dalsza przyszłość. A tymczasem już w najbliższą sobotę odbędą się w Polsce Mistrzostwa Europy juniorskich par (do lat 19). Zawody, których oficjalna nazwa brzmi „European U19 Speedway Pairs Cup” wystartują o godzinie 15.00 w Gdańsku na stadionie, którego patronem jest nieżyjący już reprezentant Polski, urodzony w Wilnie, Zbigniew Podlewski. Wystartuje siedem ekip: Biało-Czerwoni, Szwecja, Dania, Wielka Brytania, Czechy, Łotwa i Niemcy. Każda reprezentacja ma prawo mieć dwóch zawodników w składzie podstawowym i jednego na rezerwie. Korzystają z tego wszyscy poza Niemcami, którzy przyjadą bez rezerwowego. Naszych barw maja bronić Mateusz Cierniak, Bartłomiej Kowalski i – jako rezerwowy – Michał Curzytek. To pierwsze oficjalne MEJ Par w tej kategorii wiekowej, ale przecież ten turniej nie wziął się z niczego. Wcześniej, od trzech lat, rozgrywany był jego poprzednik; Puchar Europy. Najpierw na Słowacji (2018), potem w Czechach (2019), wreszcie w Niemczech (2020). Warto się pochwalić, że ten pierwszy PE zdobyli Polacy, reprezentowani przez Jakuba Miśkowiaka, Wiktora Trofimowa i Szymona Szlauderbacha. Rok później wygrała Dania, a w roku ubiegłym – Czechy.

Mam zaszczyt być Patronem Honorowym MEJ Par. Zresztą to kolejne międzynarodowe zawody młodzieżowe rangi mistrzowskiej pod moim Patronatem Honorowym. W tym roku już szósty rok z rzędu będę Patronem Honorowym IMŚJ. Dwukrotnie byłem też Patronem DMEJ (i dwa razy wygrali Polacy, co zresztą nie było żadną niespodzianką). Wreszcie byłem też patronem IMEJ – skądinąd rozgrywanych też w Gdańsku, jesienią ubiegłego roku, gdy Polska wystąpiła w roli straży pożarnej, ratując IMEJ, które z powodu pandemii odwołano na Węgrzech.

Zawody już pojutrze. Wreszcie z kibicami! Wierzę, że usłyszymy na ich koniec najpiękniejszą melodię świata – „Mazurka Dąbrowskiego”…

*tekst ukazał się na portalu interia.pl (03.06.2021)

Blog

Liga dwóch prędkości? Mój typ na play-off

Posted on

Pamiętacie piosenkę o maturze, która jest za miesiąc, za tydzień, jutro? A później znowu… za rok? Przypomniały mi się słowa tej piosenki w kontekście powrotu kibiców żużlowych na stadiony, o co sam zresztą zabiegałem u premiera Mateusza Morawieckiego. Wiadomo, że fani speedwaya wracają tam, gdzie ich nie mogło być z powodu zarazy już za dziewięć dni.

Na razie jest to 25%, a więc ani piwo, ani śliwowica. Jest nadzieja jednak, że będzie to 50%. Mówi się nawet o końcu maja. Lepiej być jednak niewiernym Tomaszem (nie chodzi o Tomasza Golloba, tylko o jednego z 12 apostołów, który nie chciał uwierzyć w zmartwychwstanie Chrystusa) i nie przywiązywać się do daty 29 dnia tego miesiąca. Wszystko to zależy tak naprawdę od rozwoju, a raczej zwijania się pandemii.

Zostawmy jednak tą naszą “never-ending story” czyli niekończącą się historię walk polskiego sportu, w tym żużla, z COVID-19. Przejdźmy do strony sportowej. Przed startem Ekstraligi panowie eksperci mówili, że będzie to “liga dwóch prędkości”: pięć silnych zespołów i trzy rzekomo słabsze. Na razie, w gruncie rzeczy, można powiedzieć, że odstają trochę, póki co, dwa zespoły czyli Grudziądz i Zielona Góra.

Rozmawiałem dosłownie wczoraj z bardzo znanym działaczem żużlowym z “Zielonki”, którego nazwiska nie ujawnię, a który w swoim czasie miał olbrzymi wpływ na zielonogórski żużel. Mówił mi bardzo zaniepokojony, że jego klub może w tym roku spaść. Co prawda wygrał z Grudziądzem, ale GKM wygra u siebie z Falubazem, a mając bezcenne dwa punkty z potyczki z Wrocławiem na swoim torze jest obecnie, według mojego rozmówcy, wyżej na tej drodze do utrzymania się w najlepszej i najbogatszej żużlowej lidze świata. Speedwayowe życie pokaże, jak będzie, ale na pewno ,mówiąc słowami znanej piosenki disco polo “będzie się działo”.

Według mnie, na razie z najlepszej strony ze wszystkich ośmiu klubów pokazuje się Gorzów. Bartosz Zmarzlik – wiadomo, ale różnice zrobił ewidentnie Martin Vaculik. Ze Słowakiem to był dobry ruch gorzowian. Leszno i Częstochowa mają spory potencjał, ale na razie to, co prezentują nie może cieszyć ich kibiców “na full”.

Reasumując: do play-offów wjadą kluby z następującej piątki: podium 2020 – czyli Leszno, Gorzów, Wrocław oraz Częstochowa i Lublin. A tu wszystko zdarzyć się może…

*tekst ukazał się na portalu interia.pl (06.05.2021)

Blog

Czarna strona żużla. Sport ciężkich wypadków, tragedii, kontuzji

Posted on

Żużel to jednak niebezpieczny sport. Czy dlatego przyciąga tylu widzów? Są dmuchane bandy, różne zabezpieczenia, których nie było wcześniej, gdy na polskich torach co roku ginęli żużlowcy. Dmuchanej bandy zabrakło na wyjściu z łuku w Grudziądzu (mieście, w którym jako dyrektor teatru pracował w II Rzeczypospolitej mój dziadek Henryk Karol Czarnecki) i tam uderzył na treningu Ukrainiec Andrzej Karpow. Dziewięć złamanych żeber, uraz płuc, wewnętrzny krwotok, operacja. Lekarze wprowadzili go w stan śpiączki farmakologicznej. Ciężki stan – jedyne pocieszenie, że stabilny.

To wydarzenie wplata się w ciąg innych wypadków, na szczęście nie tak poważnych, ale na początku sezonu kontuzja goni kontuzję.

Oczywiście jest łatwiej niż powiedzmy 40 lat wstecz, gdy powszechne były wypadki śmiertelne na torze. Największe śmiertelne żniwo zebrał wówczas Falubaz Zielona Góra, w którym co roku niemal ginął jeździec na meczu lub treningu.

Nie wertowałem kronik, piszę “z pamięci”, ale taki śmiertelny wypadek polskiego żużlowca zdarzył się również podczas meczu międzypaństwowego. Było to w 1956 roku w Wiedniu, gdy reprezentant Biało-Czerwonych Zbigniew Raniszewski uderzył w schody(!) stadionu i zginał na miejscu. Wcześniej dwukrotnie wygrał Criterium Asów (tak to wówczas się nazywało).

Per Jonsson, Bogusław Nowak, Krzysztof Cegielski, legendy sportu żużlowego, którzy z motocykla przenieśli się na inwalidzki wózek. Można podziwiać Krzyśka Cegielskiego, że dał radę i dzisiaj jest istotną postacią polskiego żużla, komentatorem, obrońcą praw żużlowców, mimo fizycznych ograniczeń.

Ryzyko, upadki, zagrożenie, przyciąga, nie czarujmy się, widzów. Gdy po drugiej stronie drogi zdarzy się wypadek, sznur samochodów jadących z przeciwka zwalnia nie po to, aby zachować ostrożność, tylko dlatego, że kierowcy machinalnie z zainteresowaniem zerkają, co się stało.

Po dwóch dekadach mogę ujawnić, że gdy robiliśmy wśród kibiców żula we Wrocławiu anonimowe ankiety dlaczego przychodzą na mecze na Stadion Olimpijski, to aż 17% odpowiadało, że ze względu “na wypadki”. Ankieta ta była przeprowadzona w czasie, gdy byłem albo wiceprezesem albo prezesem Atlasu Sparty Wrocław i pokazała, jak w zwierciadle, ludzką naturą. A odpowiedzi były szczere, bo anonimowe.

Ukraińskiemu żużlowcowi, jeżdżącemu, jak szereg cudzoziemców, w polskim klubie, życzę zdrowia. Pamiętam go, jak dobrze jeździł w ostatnim meczu sezonu 2020 Krosno-Opole, jeszcze jako zawodnik “Wilków” – teraz jest w Rzeszowie. A potem jak się cieszył wraz z innymi z awansu klubu do E-Winner I Ligi. Nie będzie, niestety, ostatnim żużlowcem, który za miłość do “czarnego sportu” płaci bardzo wysoką cenę. Bogu dzięki, że nie najwyższą. Niewiele brakowało.

Ten tekst nie jest żadną przestrogą, bo wypadki i kontuzje to część speedwaya. Tak było, jest i będzie. Nie liczymy już połamanych obojczyków – to norma w tym sporcie. Możemy tylko starać się, aby minimalizować ryzyko, a zwłaszcza skutki (sic!) wypadków na torze. Ale i tak wszyscy fani żużla wiedzą, że nie jest to i nie będzie golf, gimnastyka artystyczna, ani pływanie kobiet. Żużel pozostanie sportem dramatów na torze…

PS: W najbliższą niedzielę 70-urodziny (nie chce się wierzyć!) obchodzi Andrzej Rusko, człowiek wielce zasłużony dla wrocławskiego i polskiego speedwaya (przez pewien czas także dla polskiej ligowej piłki jako prezes “Ekstraklasy”). Andrzej, 100 lat plus(!) dla Ciebie. No i prezentu na urodziny w postaci wygranej Betard Sparty właśnie w niedzielę.

*tekst ukazał się na portalu interia.pl (29.04.2021)