Blog

„Prorok Ryszard” i Tusk…

Posted on

Polecam zapis radiowego wywiadu ze mną, jaki został wyemitowany na falach Radia Wnet. Rozmowę przeprowadził red. Krzysztof Skowronski, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Jest 7:34 „Poranek Radia Wnet”, a gościem jest Ryszard Czarnecki, europoseł, polityk Prawa i Sprawiedliwości, dziś w Warszawie na żywo, w studiu, dzień dobry Panu. 

– Witam Pana, witam Państwa bardzo serdecznie.

Skoro jest Pan w Warszawie, to oznacza, że w Warszawie dzieje się coś istotnego. Co takiego? 

– W Warszawie dzieją się same istotne rzeczy. Zwłaszcza, że finiszujemy z przygotowaniami do nowego, choć pewnie starego-nowego rządu, który będzie zatwierdzony w najbliższym czasie przez ścisłe władze Prawa i Sprawiedliwości. I mam nadzieję, że to już kwestia dni, jak ten rząd będzie powołany.

Czy już Pan wie, kto będzie ministrem sprawiedliwości? I czy misja Pana Profesora  Czaputowicza będzie przedłużona? 

– Głęboko wierzę w to, że ministrowie, którzy się sprawdzili w rządzie, pozostaną. A minister Czaputowicz wykonał bardzo dobra robotę , minister Ziobro był dobrym ministrem sprawiedliwości. Był  i wierzę, że tę misję będzie dalej pełnił. Jacek Czaputowicz -wierzę, że będzie dalej szefem resortu spraw zagranicznych.

Bo jest dobrym ministrem spraw zagranicznych? 

– Jest ministrem spraw zagranicznych, który koncentruje się na działalności dyplomatycznej  a nie – przy całym szacunku, Panie Redaktorze –  na działalności medialnej czy Twitterowej – tak, jak to robili ministrowie spraw zagranicznych za czasów Platformy Obywatelskiej. Będę miłosierny i nazwisk oszczędzę. W moim przekonaniu wykonuje dobrą robotę dla Rzeczpospolitej.

Jeśli chodzi o konstrukcję rządu to czy coś się zmieni? Z tego, co słyszymy, są pytania na temat tego, jak będzie wyglądało ministerstwo środowiska czy powstaną nowe resorty? Tak jest? 

– Tak, ten sam premier, ten sam lider naszego politycznego obozu – Bogu dzięki to się nie zmienia. Natomiast konstrukcja rządu zapewne może być trochę inna, bardziej efektywna, więc jak rozumiem jest bardzo prawdopodobne powołanie resortu, może pod inną nazwą, aby pełnił on rolę dawnego Ministerstwa Skarbu. Kwestia jeszcze uściślenia, sprecyzowania kompetencji między poszczególnymi resortami. Tutaj być może możliwe są pewne korekty, odnośnie poszczególnych działów, które będą przesuwane.

Jest tak, że po decyzji Prawa i Sprawiedliwości wskazania trzech kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego, partia Gowina powiedziała – „nic o tym nie wiedzieliśmy, jesteśmy zdziwieni, nasze stanowisko przedstawimy w najbliższą sobotę”. Czy coś się dzieje w tej sprawie? 

– Mamy kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego, którzy są bardzo doświadczonymi prawnikami, wierzymy, że uzyskają poparcie wszystkich 235 posłów, którzy są wybrani z list Prawa i Sprawiedliwości, z list obozu Zjednoczonej Prawicy, a więc także nasi polityczni przyjaciele od premiera Gowina również zagłosują za tymi kandydaturami.

Czyli rozumiem, że nie wchodzą w grę żadne korekty? Czy z jakiejś kandydatury wycofa się Prawo i Sprawiedliwość? 

– To są w sensie merytorycznym bardzo dobre kandydatury. Jeżeli ktoś powie, zaraz, zaraz, ale przecież zarówno pan Piotrowicz, jak i pani Pawłowicz to politycy, bo byli posłami, to odpowiem, że tak naprawdę to jakoś nie było problemu, gdy posłowie tacy, jak na przykład Jerzy Stępień, Jerzy Ciemniewski – pierwszy z Akcji Wyborczej Solidarność, drugi z Unii Wolności, czy też pan poseł Marek Mazurkiewicz z SLD zostawali członkami Trybunału Konstytucyjnego, podobnie jeszcze pan Niemcewicz z Unii Wolności. Wtedy kandydatury polityków czy ludzi, którzy piastowali funkcje posłów i którzy bezpośrednio przechodzili do Trybunału Konstytucyjnego jakoś nie przeszkadzały tym formacjom, które dzisiaj krzyczą.

To prawda, ale Prawo i Sprawiedliwość miało to zmienić. 

– Przepraszam, ale ja uważam, że powołanie do Trybunału Konstytucyjnego osoby, która ma doświadczenie legislacyjne, a Trybunał zajmuje się legislacją, nie jest żadnym grzechem, żadną polityczną zbrodnią. Skądinąd tak po sąsiedzku, w Niemczech rok temu mieliśmy sytuację, w której urzędujący poseł, czołowy polityk CDU został powołany w skład Niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe, a następnie został wybrany na wiceszefa tego Trybunału i już wiadomo, że za rok zostanie szefem tego Trybunału Konstytucyjnego Republiki Federalnej Niemiec .  Także ,jak widać, reprezentujemy standard europejski.

 A czy to, że jednak pan Piotrowicz był tym prokuratorem w czasie stanu wojennego, to nie przeszkadza? 

– Myślę, że jeżeli miał jakieś grzechy na sumieniu, zakładając, że tak było, to z całą pewnością odpokutował, jest dobrym prawnikiem, zna legislację, a Trybunał Konstytucyjny legislacją się zajmuje.

To tak mniej więcej mówi się o każdym, kto miał coś wspólnego z byłym systemem – „grzechy odpokutował, teraz jest już 30 lat po upadku Muru Berlińskiego, 30 lat po 1989 roku, więc po co sięgamy do przeszłości?” 

– Dobrze, że sięgamy do przeszłości, dobrze, że życiorysy osób, które pełnia funkcje publiczne są prześwietlane. Ja mówię tutaj o konkretnym przypadku człowieka, który dużo zrobił dla zastąpienia wymiaru niesprawiedliwości wymiarem sprawiedliwości i uważam, że jeżeli pan Piotrowicz miał na sumieniu jakieś grzechy, to je swoją działalnością publiczną w latach ostatnich -przynajmniej- zmazał.

A to, że nie dostał się do Parlamentu, że nie dostał odpowiedniej ilości głosów tam, gdzie jest matecznik Prawa i Sprawiedliwości, to nie jest wskazówką dla polityków, że coś wyborcy myślą, że jest nie tak, jak mówi Pan Poseł? 

– W moim przekonaniu ta weryfikacja wyborcza jest bardzo ważna, szereg polityków Prawa i Sprawiedliwości, nie ma co tego ukrywać, Panie Redaktorze, nie dostało się do Sejmu RP. Możemy wymieniać bardzo znane nazwiska i my ten werdykt wyborców bardzo szanujemy. Ci ludzie nie będą posłami czy senatorami, natomiast by się przydali. Pani Pawłowicz nie kandydowała, myślę, że z góry była przewidywana do przejścia do Trybunału Konstytucyjnego. O tym, że będzie członkiem Trybunału  mówiło się już cztery lata temu. Ale z powodu różnych okoliczności nim wtedy nie została. Teraz należy, uważam z punktu widzenia kadr ,takie osoby wykorzystać dla Rzeczpospolitej, uszanować. Uważam, że Trybunał Konstytucyjny jest dla nich bardzo dobrym miejscem. Nie mówimy o trzeciej kandydaturze, ale pani profesor, kolejna profesor, Elżbieta Chojna-Duch jest człowiekiem, który nie tylko jest uznanym prawnikiem, mającym taki respekt przynajmniej wśród części opozycji, ale również jest osobą, która miała w swoim życiorysie karierę państwową, była wiceministrem finansów, a więc myślę, że ta część ustawodawstwa gospodarczego, finansowego, która będzie przedmiotem prac Trybunału Konstytucyjnego, będzie miała dobrego opiekuna.

Pani profesor Krystyna Pawłowicz jest wybitnym prawnikiem, pani profesor Chojna-Duch również ma wielkie doświadczenie w dziedzinach zarządzania państwem i w innych dziedzinach: w ekonomii, w prawie. To rzeczywiście tak jest. A co Pan sądzi w sprawie Mariana Banasia? 

– Marian Banaś jest prezesem Najwyższej Izby Kontroli, myślę, że w jego interesie i w interesie Rzeczpospolitej będzie to, żeby oczyścił się z tych zarzutów. I właśnie to trwa.

Jak długo może to trwać? Codziennie w gazetach jest artykuł na temat Mariana Banasia. Dzisiaj w „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński pisze, że to jest katastrofa wizerunkowa dla Prawa i Sprawiedliwości… 

– Na pewno to nie może trwać w nieskończoność, im szybciej nastąpi wyjaśnienie wszystkich zarzutów, tym lepiej.

Czy w ogóle zaskoczyła Pana decyzja Donalda Tuska, że nie będzie startował w wyborach prezydenckich? 

– Zupełnie mnie nie zaskoczyła. A prawdę mówiąc, naiwnie może myślałem, że Pan rozpocznie naszą rozmowę od powiedzenia „proroku Ryszardzie”, bo ja to już od półtora roku głosiłem, także w studiu Radia Wnet, że Donald Tusk nie wystartuje, bo będzie się obawiał porażki z urzędującym prezydentem. I właśnie :  nie chcę powiedzieć, że stchórzył, bo wolę takich słów nie używać, ale to decyzja pragmatyczna i realistyczna. Myślę, że Donald Tusk, który owszem mobilizuje elektorat Platformy, ale też mobilizuje elektorat przeciwników Platformy, na przykład ten głosujący na Prawo i Sprawiedliwość – myślę, że tu by przegrał i to pewnie wyraźnie z naszym urzędującym prezydentem doktorem Andrzejem Dudą. Myślę, że ma on cały czas traumę po przegranych 14 lat temu wyborach prezydenckich, gdzie w sondażach bardzo mocno prowadził z prezydentem Warszawy, profesorem Lechem Kaczyńskim, miał przewagę po pierwszej turze – a tymczasem przegrał miażdżąco aż o osiem punktów procentowych. Myślę, że z tej traumy Donald Tusk się nie podniósł.

Czy to, że w tej kampanii wyborczej nie będzie Donalda Tuska jakoś zmienia strategię Prawa i Sprawiedliwości? 

– Nie zajmujemy się kandydatami opozycji. To nawet byłoby nieelegancko, gdybyśmy dywagowali czy też wskazywali, kto miałby być kandydatem opozycji. Zajmujemy się pracą, będziemy zajmować się kampanią naszego kandydata, pana Prezydenta Rzeczpospolitej, doktora Andrzeja Dudy. Natomiast opozycja pójdzie do tych wyborów skłócona, podzielona, na pewno nie będzie miała jednego kandydata, myślę, że nie będzie żadnych prawyborów, o których była mowa. Lewica będzie miała swoja kandydata, PSL swojego, Platforma swojego. W związku z tym, cóż, opozycja jest podzielona, ale to nie jest powód, by Prawo i Sprawiedliwość opuściło ręce i uznało, że kampania jest wygrana. Tak na pewno nie jest.

Kiedy poznamy nową Komisję Europejską? 

– Dobre pytania, miała być od 1 listopada, a więc już miała być. No, ale niespodziewanie, a może spodziewanie dla niektórych, Parlament Europejski odrzucił kandydatury aż z trzech krajów – pierwszy raz w historii, bo to się zdarzało w przypadku jednego, dwóch krajów, nigdy trzech – Francja upokorzona, Rumunia i Węgry. Do tego doszły takie sytuacje nieprzewidziane, że władze rumuńskie się pokłóciły, rząd rumuński zgłosił europosła, naszego kolegę – socjalistę, a prezydent Rumunii Klaus Iohannis, prezydent z mniejszości niemieckiej, zawetował go, teraz są wybory prezydenckie w Rumunii, więc też na to poczekamy. Może więc od 1 grudnia – w najlepszym scenariuszu, albo nawet później.

I co – to oznacza, że stara Komisja Europejska będzie rządzić i może rządzić tak przez następne kilka miesięcy? 

– Jak nowa Komisja Europejska powstanie 1 stycznia, to się tak bardzo nie zdziwię. Ale proszę nie cytować Mikołaja Gogola, w tym kontekście, Panie Redaktorze: „stare jeszcze nie umarło, nowe jeszcze się nie narodziło – ale jedno i drugie zagraża żyjącym”. Proszę tego nie cytować.

Można zacytować wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE, który się odniósł do prawa, które w Polsce nie obowiązuje. 

– Tak, myślę, że to nie buduje autorytetu instytucji europejskich. Jako historyk się oczywiście uśmiecham, bo rzadko się zdarza, żeby instytucje unijne zajmowały się historią, a nie współczesnością czy przyszłością. A tak się właśnie stało. 28 miesięcy temu Komisja Europejska zwróciła się do Trybunału w tej sprawie. Mimo zmian prawa polskiego, ten wniosek nie został wycofany przez Komisję Europejską. Trybunał obradował nad prawem, które już półtora roku w Polsce nie obowiązuje. A mnie się przypomniało takie powiedzenie z czasów podziemia: „choćby nie wiem jakie zmiany w sytuacji, my tysiąc lat w konspiracji”. Sytuacja się bardzo zmieniła, ale z perspektywy Trybunału ci japońscy partyzanci po tym lesie chodzą jeszcze długo po zakończeniu II wojny światowej…

Powiedział Ryszard Czarnecki, europoseł, polityk Prawa i Sprawiedliwości, bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę. 

 Ja dziękuję za zaproszenie do tego prestiżowego radia.

 

Blog

Polska w grze

Posted on

We wczorajszym piątkowym „Sueddeutsche Zeitung”, wpływowym dzienniku lewicowym ukazującym się w Monachium na pierwszej stronie krzyczący tytuł: „Merkel stellt sich gegen Macron”, oznaczający, że relacje Berlina i Paryża weszły w fazę napięć. Tak, jak wtedy gdy następczyni pani kanclerz na stanowisku przewodniczącej CDU Annegret Kramp-Karrenbauer ogłosiła, że UE powinna mieć stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ – faktycznie kosztem Francji. Niesnaski wśród naszych partnerów w Trójkącie Weimarskim powinny skutkować podjęciem bardziej intensywnych rozmów i Niemcami i z Francją – i otwierają do pewnej gry i wzmocnienia pozycji Polski.

Również we wczorajszym „New York Times”, też na pierwszej stronie tekst, że Rosja rozszerza swoje wpływy wśród państw arabskich: poza militarno-polityczną penetracją Syrii, zaczyna również rozgrywać w Libii. Cóż, trzeba powiedzieć Amerykanom, że jest takie stare polskie przysłowie: „dać diabłu palec, a cała rękę weźmie”… Ale to też stwarza pole do aktywnej gry ze strony Rzeczpospolitej – do końca tego roku jeszcze w Radzie Bezpieczeństwa ONZ , gdzie Polska kończy swoją dwuletnia kadencję niestałego członka i gdzie weszła z rekordowym poparciem w całej historii ONZ. Natomiast od 1 stycznia rozpoczynamy kadencję w Radzie Paw Człowieka ONZ – po wygraniu głosowania w Nowym Yorku – a przecież i w Libii, i w Syrii nagminnie łamane są prawa człowieka…

*komentarz ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (09.11.2019)

Blog

Polskie wygrane w budżecie UE

Posted on

Szkoda, że media w Polsce, także niestety te patriotyczne, przemilczały to, co udało się polskim europosłom wywalczyć w kontekście budżetu UE na rok 2020. Tymczasem osiągnęliśmy, jako Polska, sporo. W wyniku współpracy z innymi grupami politycznymi zwiększyliśmy finansowanie działu: transport oraz działu: energia o prawie pół miliarda euro. Przywróciliśmy fundusze dla organizacji producentów owoców i warzyw na poziomie 700 milionów euro. Europosłowie PiS skutecznie przeforsowali własne poprawki dotyczące zwiększenia środków dla Frontexu czyli Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej do kwoty 425 miliardów euro. Zwiększyliśmy środki dla EUROPOL-u o 40 miliardów euro do prawie 380.Charakterystyczne, że udało się przekreślić wszelkie cięcia właśnie w tych obszarach (transport, energia, rolnictwo, sadownictwo i warzywnictwo, Frontex, Europol), które podjęła Rada Europejska (przypomnijmy sobie , jak się nazywa jej przewodniczący…). Nasze działania w wielu przypadkach skorygowały też budżet proponowany przez Komisję Europejską. To pokazuje skuteczność Polaków w strukturach międzynarodowych. Ale to też sygnał umiejętnej współpracy z różnymi krajami i środowiskami politycznymi, które w niektórych albo nawet w wielu sprawach są nam niechętne. Mimo to potrafiliśmy z nimi zawrzeć pragmatyczne sojusze.

No i gdzie ta izolacja?

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (02.11.2019)

Blog

Maybach pięknej Eleny i spadająca frekwencja w ojczyźnie Timmermansa

Posted on

Alzacka noc. Sznur samochodów, który tworzy chwilowy korek w okolicach Strasburga. Noc rozświetlona czerwonymi pojazdów. Uśmiecham się. Jest bowiem, jak Stendhala: „Czerwone i Czarne”. Za chwilę jeden europarlamentarny samochód zamienię na drugi i pojadę w kierunku pobliskiej Szwajcarii. Bo ta noc jest tylko za oknem. Na zegarku jest już po siódmej rano. Kierunek – Basel czyli Bazylea. Stąd samolotem do Monachium, a potem do Warszawy. Trochę skomplikowane, zwłaszcza, że w stolicy Bawarii trzeba poczekać cztery godziny. Wszystko to przez brak połączeń bezpośrednich między Warszawą a Strasburgiem, gdzie mieści się nie tylko jedna z trzech siedzib Parlamentu Europejskiego (o drugiej  –  Brukseli – wiedzą wszyscy, o trzeciej – w Luksemburgu – mało kto), ale także Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Ciekawe, że inne stolice z naszego regionu takie połączenia lotnicze mają. Sam kiedyś ze dwa razy leciałem przez Pragę – ale to trochę ryzykowne, bo samolot z Warszawy ląduje niedługo przed wylotem tego do Strasburga. No i raz nie zdążyłem,  dopiero na następny dzień docierając na sesję plenarną PE . I to był ostatni mój raz , gdy chodzi o destynację Strasburg via czeska Praga. Również Bukareszt uruchomił połączenie ze Strasburgiem. Nie przypadkiem wtedy, gdy eurodeputowaną została córka prezydenta Rumunii Traiana Basescu – piękna Elena.  Lubiłem tą przewodniczącą młodzieżówki partii prezydenckiej (chyba z wzajemnością ). Gdy nie latała bezpośrednim samolotem ze stolicy Rumunii, czasem do Strasburga  przyjeżdżała „Maybachem”. Duży samochód nie zawsze mieścił się na wyznaczonych miejscach w europarlamentarnych garażach. Kiedyś wyjeżdżając potrącił auto stojące po sąsiedzku. Zatrzymała wóz, wyszła obejrzeć, co się stało jej „Maybachowi”- cóż, trzeba z tym żyć, wzruszyła ramionami i wróciła do samochodu zostawiając samemu sobie uszkodzony wóz sąsiada.

 Zewsząd dziennikarze pytają mnie: „A jak w Strasburgu (Brukseli) odbiera się wyniki wyborów w Polsce?”. Grzecznie i zgodnie z prawdą odpowiadam, że nie wszystkim się to może podoba, ale Zachód to pragmatycy, realiści i godzą się z faktami. Władza PiS nie okazała się efemerydą, przejściówką, chwilówką, kaprysem Polaków. I z taką właśnie władzą będą rozmawiać. Skądinąd ciekawa rzecz: w Polsce frekwencja wyraźnie wzrasta, zapewne wraz z zaostrzaniem się sporu politycznego między dwoma największymi ugrupowaniami. Tak było w  wyborach europejskich, gdzie frekwencja przy urnach była dwukrotnie (sic!) wyższa niż pięć lat wcześniej, tak było i w wyborach do Sejmu RP – wzrost z 51% w 2015  do 62% teraz. A tymczasem w Europie Zachodniej ta frekwencja wyraźnie spada. Może pouczający Polskę natrętny Timmermans zastanowi się, dlaczego w jego ojczyźnie po raz pierwszy w historii frekwencja w wyborach do europarlamentu była niższa niż w krytykowanej przez niego Rzeczypospolitej? Co się dzieje z tą demokracją w Niderlandach?

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (30.10.2019) 

 

Blog

Niech KE powstanie jak najszybciej – na razie rządzi Juncker…

Posted on

Gorąco polecam lekturę zapisu fragmentów debaty radiowej, która ostatnio miała miejsce w Polskim Radiu Program 1 (PR 1). Moim interlokutorem był nowowybrany poseł, niegdyś europoseł Andrzej Grzyb z PSL. Rozmowę prowadził jeden z nestorów polskiego dziennikarstwa radiowego red. Marek Mądrzejewski. Przytaczam tylko moje wypowiedzi – nie miałem zgody przedstawiciela PSL na cytowanie jego wypowiedzi.

Witam, Marek Mądrzejewski. Wprawdzie wyniki wyborów znamy od 10 dni, ale wiedza nasza w tej mierze może zostać zmodyfikowana, zważywszy na ponad 70 protestów wyborczych, które w ciągu 90 dni rozpatrzyć musi nowo powołana Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego. Protesty, mniej czy bardziej uzasadnione, to można powiedzieć w demokracji rzecz jak najbardziej normalna, ale czy równie normalne jest to, co robi Grzegorz Schetyna, który we wtorek poprosił obserwatora krótkoterminowej misji Obserwacyjnej Wyborów Parlamentarnych w Polsce (OBWE) –  Jana Petersena na dalsza kontrolę procesu, tym razem już nie protestów wyborczych, a  liczenia ponownego głosów, czego w kilku okręgach domaga się Prawo i Sprawiedliwość. No i Grzegorz Schetyna, który wczoraj rozmawiał z przedstawicielami Rady Europy o wynikach wyborczych, i jak sam twierdzi, przekazał im informacje o próbie  zmiany werdyktu wyborczego w Polsce – zmiany przez partię rządzącą oczywiście. Problem w tym, że działania dotychczasowego przywódcy opozycji mają pewien kontekst, którego wydźwięk jest prosty – to kraj łamanej praworządności i zagrożonej demokracji. O reperkusjach naszych wyborów, a także o tym, czym szerzej żyje teraz Unia porozmawiam dzisiaj z gośćmi  tej „Debaty” – którą mogą również państwo oglądać na Jedynkowym Facebooku i Twitterze – a są nimi w Strasburgu – Ryszard Czarnecki, eurodeputowany, to już czwarta jego kadencja w Brukseli, jeden z pięciu naszych europosłów, którzy od początku naszej obecności w Brukseli nie oddali mandatu, były wiceprzewodniczący europarlamentu. Witam Pana serdecznie 

 – Witam Pana, witam Państwa.

 W Warszawie poseł-elekt chyba jeszcze – Andrzej Grzyb. Czekamy do zaprzysiężenia. Do niedawna poseł do Parlamentu Europejskiego – dokładnie eurodeputowany tej końcówki piątej kadencji, a  potem siódmej i ósmej. 

 (…)

 Obaj Panowie znają głosy unijnych polityków, jak oni przyjęli wynik ubiegłotygodniowych wyborów? Ryszard Czarnecki. 

 – Odbierałem gratulacje, niekiedy „przez zęby”, ale gratulacje były powszechne, mieliśmy imponujący wynik w Europie, takich wyników się nie spotyka – poza Węgrami, gdzie rządzący czwartą kadencję, a trzecią kadencję z rzędu FIDESZ rzeczywiście miewa powyżej 50% . Wynik powyżej 40% to jest absolutna rzadkość, a już sformowanie samodzielnie rządu to jest rzeczywiście jakiś zupełny wyjątek od reguły. Regułą są rządy koalicyjne lub nawet rządy mniejszościowe, co na przykład jest dość częste w Skandynawii.

A jakieś wahania takie, czy to może zostało osiągnięte zgodnie z prawem czy może niekoniecznie? 

– Nie, przede wszystkim patrzy się na wynik do Sejmu, szereg osób nie orientuje się, ze jeszcze były wybory do Senatu. To robi wrażenie. Zachód jest generalnie bardzo pragmatyczny, realistyczny. Nawet ci, którzy mieli jakieś wątpliwości, jakiś dystans do Jarosława Kaczyńskiego, do Prawa i Sprawiedliwości, to pogodzili się z faktami. Polska jest taka jaka jest. Polscy wyborcy są tacy, jacy są. Mogą być konserwatywni. Zachód to szanuje.

(…)

Jaki jest powód, jakie jest umotywowanie wyborczych protestów Prawa i Sprawiedliwości? 

– Powód jest prosty, my chcemy, żeby i Sejm i Senat – tutaj chodzi konkretnie o Senat – był jak zona Cezara -„poza podejrzeniami”. I, żeby nikt – jutro, pojutrze, za dwa miesiące, za trzy lata nie podważał wiarygodności tych wyborów. A jeżeli w  niektórych okręgach była niesłychanie wysoka liczba głosów nieważnych, znacznie większa niż w okręgach sąsiednich na przykład, to jak to wytłumaczyć? Czy mieszkańcy sąsiadujących ze sobą okręgów w tym samym województwie nie są w stanie prawidłowo wypełnić, w przypadku Senatu, zupełnie nieskomplikowanych kartek wyborczych? Zwłaszcza  sytuacja, gdzie w okręgach zamkniętych, na przykład DPS-ach (Domy Pomocy Społecznej) bywały takie przypadki, że 90% głosów było nieważnych, dziewięć na dziesięć kartek. To są sytuacje, które wymagają absolutnie sprawdzenia po to, żeby nikt nie miał potem wątpliwości, żeby ten Senat miał taką mocną legitymację demokratyczną. No ,oczywiście, można powiedzieć, że stało się to w roku, kiedy wybory do Sejmu miały rekordowo małą liczbę głosów nieważnych. Pan europoseł Grzyb, którego szanuję, pamięta w wyborach samorządowych kilka lat temu było aż 20% głosów nieważnych. To był skandal.

Kończąc najkrócej rzecz, chodzi o to, że różnica głosów między tym, który zwyciężył, a tym, który przegrał – w tym przypadku przegrał kandydat Prawa i Sprawiedliwości – jeżeli ta różnica głosów jest mniejsza niż ilość głosów nieważnych, w tym momencie Prawo i Sprawiedliwość zgłaszało protest, tak? 

– Chodziło nam o sześć okręgów…

Tak. 

– Gdzie  tego typu sytuacje były nagminne, inaczej niż w innych okręgach.

Zechce Pan powiedzieć parę słów na temat tego, czy protesty świadczą o załamaniu demokracji, o działaniach niedemokratycznych, czy one w krajach, które mają ugruntowaną demokrację – bo Pan się urodził w takim kraju – czy to jest normalne. 

Tak. Urodziłem się w takim kraju. „Nobody is perfect”. Urodziłem się w Londynie. Akurat w Wielkiej Brytanii to jest dość powszechne, tam jest inna ordynacja, są jednomandatowe Okręgi Wyborcze – „one-seat constituencis”. Ja sam uczestniczyłem jako obserwator z ramienia konserwatystów w wyborach w 1997 roku w jednej z londyńskich dzielnic – i tam na balkonie w budynku ratusza tej dzielnicy, obserwatorzy mogli spoglądać jak urzędnicy, mężowie zaufania, członkowie komisji te głosy przeliczają i -uwaga-  gdy różnica jest mała  bardzo często dochodzi do przeliczenia głosów ponownie. To jest po prostu taka norma. Oczywiście, gdy różnica głosów jest bardzo duża, to nikt sobie głowy tym nie zaprząta. Ale w przeciwnym razie – to jest norma. Nie mówiąc już o sytuacji w USA. To jest demokracja taka bardzo mocna i bardzo respektowana, a po wyborze na prezydenta USA George’a Walkera Busha, który wygrał tam ze swoim demokratycznym kontrkandydatem Alem Gore’em minimalnie – głosy przeliczano tam parokrotnie. Z tego powodu nikomu włos z głowy w Ameryce nie spadł.

(…)

Co sądzą Panowie do odwoływania się  lidera opozycji do szefa misji obserwacyjnej OBWE w sprawie polskich wyborów i przedstawicieli Rady Europy, no i o tej jego tezie o „próbie zmiany werdyktu wyborczego przez PiS”. W jakim świetle stawia to Polskę w oczach Europy? Ryszard Czarnecki co uważa w tym temacie? 

– Skarżypyta, skarżypyta. Powiem tak:  jak ktoś przegrywa wybory w kraju, to usiłuje je wygrać zagranicą. Jako historyk dodam, że pamiętam takie sytuacje w Polsce średniowiecznej, gdzie książęta przegrywali walkę o władzę i ci, co przegrywali uciekali się do obcej pomocy.

Ja wyjaśnię tylko, że Pan Poseł jest historykiem, nie człowiekiem tak długowiecznym. 

– Tak, ja pamiętam w sensie pamięci historycznej, oczywiście. Ale ma Pan rację, mam lat 56. Natomiast teraz śmiertelnie poważnie – to jest sytuacja, w której usiłuje się po raz n-ty zasugerować opinii publicznej w Europie, obojętnie czy rozmawia się z panią ze Szwajcarii – która w Unii Europejskiej nie jest i się nie wybiera do strefy euro – czy rozmawia się z Serbką, a Serbia może za 10 lat w Unii będzie. Ale oczywiście nie wybieram rozmówców liderowi Platformy Obywatelskiej. Oczywiście można sugerować co się chce, tylko jeżeli jest się polskim politykiem odpowiedzialnym, to nie przedstawia się obrazu własnego kraju, własnej ojczyzny w taki sposób. Bo załatwiajmy nasze polskie sprawy w Polsce, w naszym polskim domu. Od tego są wybory, od tego jest Sejm, Senat, spory, media – możemy się kłócić, bo na tym polega także demokracja, natomiast to są nasze polskie wewnętrzne sprawy.

Zwłaszcza, że mamy do czynienia tutaj z taką specyficzną sytuacją. Otóż te złe protesty to są te protesty, które zgłosiło Prawo i Sprawiedliwość, natomiast nie wiem z jakiego powodu dobre są te liczne, które zgłosiła Koalicja Obywatelska. 

(…)

Mieli okazję Panowie obserwować, jeżeli nie z pierwszych rzędów, to w bardzo krótkiej perspektywie, że Jean-Claude Juncker zakończył urzędowanie. Jak oceniają Panowie jego kadencję, Ryszard Czarnecki? 

– Rzecz w tym, że on nie zakończył. On się pożegnał. Dostał owacje od większości na stojąco. Natomiast miał się pożegnać. Rzecz w tym, że nie wybrano Komisji Europejskiej, ponieważ kandydatka pana Macrona, z Francji, została zdyskwalifikowana przez europarlament, podobnie kandydat frakcji, w  której jest Platforma i PSL  Pana europosła, posła Andrzeja Grzyba – czyli kandydat FIDESZU węgierskiego. Kandydatka z Rumunii, socjalistka również. W związku z tym Komisja Europejska nie mogła działać w składzie 24-osobowym – i tak Brytyjczyka już nie ma – w związku z czym Juncker się już pożegnał, tyle że co najmniej jeszcze przez kilka tygodni stara Komisja Europejska będzie urzędować.

Ja zapytam o coś jeszcze, co dalej z tą Komisją Ursuli von der Leyen, czy są szanse na przegłosowanie jej składu przez Parlament Europejski – takie bez niespodzianek. Czy należy liczyć się z tym, że i one jeszcze będą w ramach takich rozgrywek pomiędzy Parlamentem Europejskim a Komisją? 

– Trzeba powiedzieć  tu „eine gute Frage”-  „bardzo dobre pytanie”, Pan Redaktor ma rację, Pan się wstrzelił, że tak powiem, w problem. Wygrała szefostwo Komisji Ursula Gertrud von der Leyen z domu Albrecht, córka zresztą premiera landu Dolnej Saksonii, wygrała ośmioma głosami. Nie ukrywam, że decyzją Jarosława Kaczyńskiego było poprzeć Panią Przewodniczącą, ona została Przewodniczącą Komisji, relacje między nią a Polską są w tej chwili bardzo dobre. Natomiast ja znam osobiście socjalistów, kilku, którzy na nią głosowali, a teraz mówią, że na nią nie zagłosują – więc to nie będzie taka prosta sprawa uzyskać większość. Choć ja uważam, że dla stabilizacji Unii Europejskiej to jest bardzo ważne. Ważne dla (…) walki o budżet unijny na kolejne siedem lat 2021-2027 – i dobrze, by ta Komisja powstała szybko, im szybciej, tym lepiej. Zatem mam nadzieję, że przejdzie, ale oczywiście pewności żadnej w tej kwestii nie mam.

(…)

W Strasburgu eurodeputowany Ryszard Czarnecki, Prawo i Sprawiedliwość, a w Warszawie Andrzej Grzyb, poseł-elekt Polskiego Stronnictwa Ludowego. To byli goście dzisiejszej „Debaty”. 

 – Dziękuję Państwu.

Blog

Terroryzm islamski jest wyzwaniem także dla nas

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu wywiadu radiowego, jakiego udzieliłem ostatnio Radiu “Wnet”. Rozmowa w całości poświęcona była Kaszmirowi i terroryzmowi islamskiemu.

Godzina 08:55, a przy naszym telefonie jest Pan Ryszard Czarnecki, Prawo i Sprawiedliwość, Dzień dobry. 

– Witam Panią, witam Państwa bardzo serdecznie.

Pan Poseł w ostatnim czasie miał możliwość bycia na takiej podróży do Kaszmiru. Wiemy, że kilka miesięcy temu odebrano muzułmańskiemu Kaszmirowi autonomię i uwięziono opozycjonistów. Jak wygląda dzisiaj sytuacja w Kaszmirze, bo wiemy, że tam jest bardzo ciężko, bardzo trudno i ta sytuacja jest bardzo złożona. Pan mógł to obejrzeć z bliska. 

– Codziennie giną ludzie. Dosłownie w przeddzień naszego wyjazdu dwa zamachy terrorystyczne, siedemnastu cywili, w tym także młode kobiety, dzieci, ranni…

A jaki był cel wyjazdu, Panie Pośle? 

– A drugi zamach, kolejny kierowca ciężarówki zabity w dniu naszej obecności. Kolejny zamach terrorystyczny – sześciu zabitych. Terroryści islamscy, którzy bądź wywodzą się z miejscowej ludności muzułmańskiej, bądź są importowani  z różnych krajów islamskich, którzy usiłują podważyć, że jest to część Indii – zgodnie z tym, co zostało zadecydowane ponad 70 lat temu. Była to rzeczywiście pierwsza delegacja zagraniczna do Dżammu i Kaszmiru po sierpniowym zawieszeniu autonomii tego regionu największej demokracji świata, jaką są Indie. Mieliśmy spotkania z premierem Indii Narendrą Modim, wiceprezydentem Indii – Venkaiah Naidu, a także szefem resortu spraw zagranicznych – Subrahmanyamem Jaishankarem, który zresztą odwiedził Polskę dwa miesiące temu. Był to pierwszy szef MSZ Indii, który odwiedził Polskę po 32 latach – co, jak widać, stoi w sprzeczności z tą tezą o izolacji Polski, skoro nie tylko na arenie azjatyckiej czy globalnej potrafimy przełamać te lody.

A co się Panu udało ustalić? Jakie są wyniki tej wizyty? 

– To, że w tym kraju, w tym regionie postępuje już stabilizacja, że życie toczy się już bardziej normalnie niż kilka tygodnie temu, chociaż podkreślam, że zamachy mają cały czas miejsce. I to jest realne wyzwanie. W ogóle terroryzm międzynarodowy, w dużej mierze terroryzm islamski na całym świecie jest dla nas wyzwaniem. I to, co dzieje się na przykład na Bliskim Wschodzie czy także w krajach afrykańskich, gdzie przecież również atakują terroryści islamscy, atakują w Afryce – zwłaszcza w Nigerii – chrześcijan. To cały czas jest wyzwanie dla społeczności międzynarodowej. Tutaj trzeba być solidarnym z tymi krajami, które starają się temu przeciwstawiać, w  trosce o własny interes oczywiście.

Wizyta Państwa oburzyła indyjską opozycję – liderzy liberalnej partii nazwali Państwa wizytę obrazą indyjskiego parlamentu i demokracji, ponieważ oni nie mają obecnie wstępu do Kaszmiru. Jak Pan to skomentuje? 

– Ja nie będę komentować spraw wewnętrznych innego kraju. Tak samo, jak ja nie lubię, gdy ktoś robi tak względem naszej ojczyzny. Gdyby to ode mnie zależało, oczywiście chciałbym, żeby ten region był otwarty dla opozycji.

A dlaczego jest zamknięty? 

– Trudno mi powiedzieć. Dla nas ważne było to, żeby dowiedzieć się na miejscu, jaka jest rzeczywiście sytuacja w Kaszmirze, bo w Europie jest bardzo dużo stereotypów i mitów na ten temat. Jest to bardzo, nie ma co ukrywać, silne lobby proislamskie, które usiłuje…

Ale jak posłowie z parlamentu nie mogą się poruszać swobodnie po danym regionie, to chyba nie jest za dobrze w tamtym miejscu? 

– Jeśli chce Pani więcej wiedzieć, to proszę zaprosić na rozmowę ambasadora Indii w Polsce.

Ale Pan tam był, to bardziej jest Pan kompetentny .

– Podkreślam, nie będę wchodził w sprawy wewnętrzne innego kraju. Ja tylko mogę powiedzieć, że dzięki temu ,iz parlamentarzyści z europarlamentu, 27 było nas w Indiach, 23 pojechało do Kaszmiru, z takich dużych krajów jak Francja, Polska, Wielka Brytania, Niemcy, Włochy, Hiszpania, ale tez Czechy, Słowacja, Belgia mamy teraz na ten temat znacznie większą wiedzę. Była ostatnio debata na temat Indii w europarlamencie. Myślę, że trzeba wspierać te kraje, Pani Redaktor, które walczą z terroryzmem islamskim. To nie jest tylko ich sprawa, terroryzm islamski jest obecny również w Europie.

Bardzo dziękuję za ten krótki, telegraficzny skrót, pan Poseł Ryszard Czarnecki był naszym gościem. 

– Dziękuję bardzo, kłaniam się.

Blog

USA ws. ISIS walą pięścią w stół

Posted on

Zapraszam do przeczytania zapisu telewizyjnego wywiadu ,jakiego udzieliłem niedawno via skype aż z New Delhi. Rozmowę – w ramach programu „Dziennikarski poker”- przeprowadził red. Adrian Stankowski. Życzę ciekawej lektury!

Witam ponownie, Adrian Stankowski, zaczynamy drugą część programu „Dziennikarski poker”, w którym moim i Państwa gościem będzie Pan Poseł Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, który jest teraz w Indiach – największa demokracja na świecie. Witam serdecznie Panie Pośle. 

– Witam Pana, witam Państwa. Ukłony z New Delhi. Tutaj już północ. No, ale w Polsce, w naszej ojczyźnie, znacznie wcześniej.

Panie Pośle, co Pan robi w Indiach, jeżeli mogę zapytać?  Bo chyba nie jest to wyjazd prywatny. 

– Oczywiście, że nie. Jest to delegacja, chyba najdziwniejsza w historii europarlamentu – 27 parlamentarzystów z pięciu czy sześciu frakcji w europarlamencie. Jest sześcioro Polaków, są Brytyjczycy, Francuzi, Niemcy, przedstawiciele Hiszpanii, Belgii, Czech, Słowacji, Włoch. Dzisiaj miało miejsce spotkanie z panem premierem Indii Narendrą Modim, spotkanie z wiceprezydentem Indii, a także spotkanie i kolacja z ministrem spraw zagranicznych – tym, który, co warto podkreślić przyjechał do Polski dwa miesiące temu i była to pierwsza wizyta szefa hinduskiej dyplomacji po, uwaga, 32 latach. Ja mówię o tym, ponieważ się mówi, że Polska jest obecnie izolowana, a właśnie nam się udało przełamać izolację, jeśli chodzi o kontakty z państwem, które nie tylko jest wielkim rynkiem zbytu i świetnym partnerem gospodarczym, ale także jest, jak Pan powiedział, największą demokracją świata. Z tego, co dzisiaj rozmawiałem, to mogę powiedzieć, że mam nadzieję, iż dojdzie do wizyty polskiego prezydenta w Indiach w drugiej połowie następnego roku. A wcześniej w  Polsce po 40 latach pojawi się premier Indii.

Indie to bardzo ważny kraj i partner, ale ja bym chciał zapytać o Pańskich kolegów europarlamentarzystów z Belgii, o których Pan wspomniał, bo doszły do nas słuchy, że grupa europarlamentarzystów właśnie z tego kraju zamierza zainteresować Komisję Europejską, żeby zablokowała przekop Mierzei Wiślanej w Polsce. Czy w ogóle Komisja Europejska ma takie instrumenty i czy w ogóle będzie chciała podjąć takie zadanie? Z punktu widzenia Polski wręcz groźne. 

– Chodzi o inicjatywę głownie „Zielonych” belgijskich. Zwracam uwagę, że takiego precedensu nie było. Owszem Unia Europejska wypowiadała się w kwestiach spornych między państwami członkowskimi, ale ,uwaga, Mierzeja Wiślana jest sporna, ale między krajem członkowskim Unii jakim jest Polska a krajem tak zwanym „trzecim” – czyli krajem, który w Unii nie jest i nie będzie – czyli Rosją. Dotychczas w historii EWG i Unii zawsze gdy dochodziło do konfliktu między krajem członkowskim a krajem trzecim ,na przykład Rosją, której formalno-prawnym spadkobiercą jest Federacja Rosyjska, to stawano po stronie państwa członkowskiego Unii. Jeżeli teraz stałoby się inaczej, to byłoby to zupełnie niebywałe i w historii to się nie zdarzyło. Ale myślę, że jest to pewna forma presji wywierana na polskie władze, które w trosce o bezpieczeństwo i interes własny będą tutaj konsekwentne.

Panie Pośle, bo Unia już się wypowiedziała w kwestii swobody żeglugi w przypadku Morza Azowskiego, bodaj tak się ono nazywa, Cieśnina Kerczeńska i blokada rosyjska – wtedy Unia wypowiedziała się za swobodą żeglugi, bo przecież o co innego chodzi w przypadku przekopu Mierzei Wiślanej, jak nie o swobodę żeglugi? 

– Tak jest i związana z tym swoboda handlu, zwłaszcza, że stroną, uwaga ,to wymaga podkreślenia, jest państwo członkowskie Unii, a więc Komisja Europejska powinna być z takim państwem solidarna właśnie dlatego. Tego oczekuję.

Panie Pośle, dzisiaj uwaga komentatorów na świecie jest skoncentrowana na Londynie, któremu kiedyś podlegały Indie, w których Pan przebywa – wchodziły w skład Imperium Brytyjskiego. Parlament brytyjski głosował dziś and wnioskiem premiera Borisa Johnosona o przeprowadzenie przedterminowych wyborów. To jest związane z kolei z Brexitem, ze zgodą 27 państw na przedłużenie terminu wyjścia z Unii. A umowę w tej sprawie udało się przegłosować wcześniej w Parlamencie Brytyjskim. Takie już dowcipy chodzą w Polsce,  jak to za sto lat będziemy się zastanawiać, kiedy Anglia wyjdzie z Unii Europejskiej. 

– Tak, rzeczywiście. Widziałem też dowcipy rysunkowe w różnych gazetach czy tygodnikach zachodnioeuropejskich – wszystkie generalnie w tym samym duchu. Nie jest to specjalnie poważne. Tak bym to określił. Oczywiście my trzymamy kciuki za Brytyjczyków, ale jako polski polityk muszę mówić o polskim interesie i lepiej, żeby Wielka Brytania nie wyszła z Unii, bo to dla nas jest kraj, który podobnie jak my definiuje Unię Europejską jako Europę Ojczyzn, Europę Narodów. Podobnie widzi realistycznie Rosję – zagrożenie ze strony rosyjskiej, inaczej niż Berlin, Paryż czy Rzym. Wreszcie jest to dla nas bardzo ważny partner gospodarczy. Zatem dobrze ,jeśli Brexit miałby się odbyć z umową, bez ostrego rozwodu, bez „no deal”, a jednak z porozumieniem. Natomiast pytanie na ile to się odbije na naszych relacjach gospodarczych, a  Polska- podkreślam to zawsze-  tylko z Wielką Brytanią pośród krajów Europy Zachodniej ma dodatni bilans handlowy, a więc za więcej eksportuje niż importuje. Natomiast myślę, że Brexit jest coraz bardziej prawdopodobny, ale na razie jest to taka brytyjska sójka, która się wybiera za morze – o czym pisałem ostatnio w „Gazecie Polskiej Codziennie”. Tyle, że Premierowi Jej Królewskiej Mości Johnsonowi udało się wygrać w House of Commons, Izbie Gmin, to co trzy razy przegrywała jego poprzedniczka pani Theresa May. A więc zgodę na wyjście i na to, żeby to było wyjście z porozumieniem, ale pamiętajmy, że diabeł tkwi w szczegółach i w związku  tym oglądamy kolejny odcinek tej „soap opera”, opery mydlanej.

To teraz przenieśmy się w rejony Indii, gdzie Pan teraz przebywa, na tereny Syrii i Bliskiego Wschodu, gdzie służbom amerykańskim udało się zabić przywódcę Państwa Islamskiego, który wedle słów prezydenta Stanów Zjednoczonych, Donalda Trumpa, zginął jak „tchórz i pies”. Panie Pośle, czy to już koniec projektu pod tytułem Państwo Islamskie? 

– Ja nie chcę komentować słów pana Donalda Trumpa i nie chcę dywagować czy one były potrzebne. Mam wrażenie, że nie. Ale nie chce o tym mówić. Natomiast zabicie przywódcy ISIS czy DAESH, Państwa Islamskiego jest znaczące. To nie jest zamknięcie tej tragicznej księgi z napisem „terroryzm islamski”. To jest zamkniecie jednego rozdziału. Ci, wszyscy, którzy myśleli, że Al Kaida, czy inne organizacje islamskie znikną po zabiciu ich przywódców – mylili się: tymczasem w ich miejsce pojawili się nowi fanatycy. W moim przekonaniu oczywiście jest to znaczący też sygnał polityczny, że USA oskarżane o to, że właśnie w wyniku ich akcji wyjścia z Syrii i umożliwienia tam wejścia wojskom tureckim, co doprowadziło do tego, że z więzień nie chronionych przez Kurdów uciekali żołnierze Państwa Islamskiego-jednak dalej walczy z terroryzmem islamskim. Także tutaj USA wali pięścią w stół – to bardzo dobrze.

Bardzo dziękuję Panie Pośle za rozmowę, gościem TV Republika aż z New Delhi był Pan Poseł Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości. Jeszcze raz dziękuję serdecznie, Panie Pośle, a ja się z Państwem już żegnam. Dobranoc Państwu. Zostańcie Państwo z Telewizją Republika.

Blog

Mądrość Heynena, mądrosć Kaczyńskiego

Posted on

Polecam lekturę zapisu wywiadu radiowego, jakiego udzieliłem PR 1 (Program 1 Polskiego Radia) ze studia w Strasburgu. Rozmowę przeprowadził red. Ryszard Gromadzki.

 Gościem Polskiego Radia w studio w Strasburgu jest Pan Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości, witam Pana serdecznie. 

– Witam Pana, witam Państwa, ze Strasburga właśnie.

Panie Pośle, Pan czytuje „Politykę”? 

– No szczerze mówiąc, to nie czytuję, ale jakoś bez tego żyję. Całkiem chyba w dobrej formie psychicznej bez tego jestem.

Pytam nie bez kozery, bo intrygujący tekst się ukazał w tym tygodniku autorstwa Pana kolegi – chociaż czy to właściwe określenie? – z europarlamentu, pana Radosław Sikorskiego, który stawia taką po trosze chyba spiskową tezę, teorię, wedle której premierem powinien być Jarosław Gowin , premierem oczywiście, po przejściu ze swoją frakcją na stronę opozycji. Argumentuje Sikorski, ze „Paryż wart mszy” i że jest jakaś chemia między Schetyną a Jarosławem Gowinem – a nawet tajny kanał komunikacji, takie stwierdzenie też padło. Taką teorię buduje. To jest absolutne „political fiction” ze strony Pana Sikorskiego, czy nie ? 

– Jestem bardzo długo w polityce i wiem, że tego typu rozmowy mają sens tylko wtedy, kiedy, Pan wybaczy, ale nie informuje się o tym dziennikarzy właśnie – w  związku z tym traktuję tekst pana ministra Sikorskiego jako próbę wywołania jakichś wątpliwości czy podejrzeń w Obozie Zjednoczonej Prawicy. Tak, ażebyśmy zaczęli mniej ufać naszemu wicepremierowi Jarosławowi Gowinowi.

Czyli wyłom w murze próbuje zrobić Pan Sikorski .

– Ale ten mur jest solidny, zwycięski, ma naprawdę dobre fundamenty – w związku z  tym zero szans na to, żeby jakiekolwiek tego typu ruchy mogły zaistnieć.

Rzeczywiście? Zjednoczona Prawica jest monolitem? Bo wsłuchując się w odgłosy medialne w ostatnich kilku dniach, po wyborach parlamentarnych można odnieść wrażenie, że targają nią silne, frakcyjne walki. 

– Nie, wie Pan, ja to porównuję do sportu. Dzisiaj każdy dobry zawodnik w dyscyplinach drużynowych, takich jak siatkówka na przykład, chce grać i walczy o swoją pozycję na boisku. To, że jest tak, że w gronie tej prawicowej koalicji, tego Obozu Zjednoczonej Prawicy poszczególne formacje chcą mieć więcej do powiedzenia to jest rzecz ,uważam , dość naturalna. I rzecz w tym, że wszystkie podmioty współpracujące z Prawem i Sprawiedliwością  mają poczucie, że ich przyszłość to jest właśnie koalicja pod szyldem PiS-u. I to jest jakby mówiąc powiedzeniem Premier Jej Królewskiej Mości, „Iron Lady”, Margaret Thatcher – „there is no alternative”. Dlatego też ja ze spokojem przyjmuję takie czy inne wypowiedzi. Nawet medialne, chociaż nie są konieczne, to mówią o tym, że poszczególne osoby czy formacje chcą brać większą odpowiedzialność za rządzenie krajem. Nie uważam tego za coś specjalnie zdrożnego. Natomiast tutaj nie ma mowy, żeby ktokolwiek chciał pójść pod rękę z opozycją.

Odwołał się Pan Panie Pośle do języka siatkarskiego, to dziedzina też mi bliska, przyznam. Czyli posługując się tym schematem można powiedzieć, ze Jarosław Kaczyński niczym Vital Heynen takim składem dysponuje, że jest miejsce na boisku dla wszystkich – Michał Kubiak – Mateusz Morawiecki… Kto jest Wilfredo Leonem, a kto jest Bartoszem Kurkiem w tej układance? 

– Mądrość trenera Heynena polega na tym, że w Lidze Narodów grał 28, prawie 30 zawodnikami, żadna reprezentacja tego nie czyniła, a  więc ,uwaga, każdy miał poczucie, że jest wykorzystany i jest potrzebny, trener rotował.

 Bez frustracji! 

– Tak i ci, którzy grali podnosili swoje umiejętności, bo wygrywali z drużynami, które grały w pierwszych składach. W tym sensie my możemy powiedzieć, że jako Polska jesteśmy beneficjentem tego sezonu – bo mamy 30 siatkarzy przygotowanych do walki o najwyższe cele, ręka im nie zadrży w  meczu z największymi potęgami. Zatem to jest plus, ale taką taktykę stosuje już od dawna Jarosław Kaczyński.

Wczoraj w Strasburgu gościł Grzegorz Schetyna ze skargą na Polskę, chyba mogę tak powiedzieć. W wypowiedzi po rozmowach, które przeprowadził z przewodniczącą Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy i przewodniczącą Rady Europy pan Schetyna mówił, że jego rozmówcy zainteresowani byli stanem demokracji w Polsce po wyborach. Wizyta Schetyny wywołała jakieś większe reakcje w Strasburgu czy przeszła raczej bez większego echa? 

– Prawdę mówiąc to nie odbiła się żadnym echem w Parlamencie Europejskim. Ja o tym się dowiedziałem z  polskich mediów, które czatowały na szefa Platformy. Natomiast od razu tu mówię, że to nie jest tak, że  spowodowało to jakieś dyskusje – w europarlamencie naprawdę są poważniejsze tematy poczynając od Brexitu przez Katalonię, przez strajki farmerów w Holandii, przez demonstrację także w innych częściach Europy, więc akurat wizyta, przy całym szacunku dla lidera Platformy, nie była jakoś tutaj specjalnie komentowana. Natomiast Zachód jest pragmatyczny, jest realistyczny. Liczy się z faktami. A fakty są takie, że Prawo i Sprawiedliwość będzie rządzić drugą kadencję. A więc można się spotykać i rozmawiać i kiwać głową, ale ci partnerzy lidera Platformy wiedzą, że ta władza w Polsce ma bardzo silny demokratyczny mandat. Wiedza też, że frekwencja była niesłychanie wysoka. Tej frekwencji nam zazdroszczą. W wyborach europejskich w Polsce, frekwencja była wyższa niż w ojczyźnie pana Timmermansa, w  Holandii. To pokazuje, że te władze są lepiej akceptowane niż rządy poszczególnych krajów Unii Europejskiej -które wywołują często w społeczeństwie taki odruch tworzenia antyestablishmentu i też właśnie te formacje, które ten antyestablishment tworzą zarówno euroentuzjastyczne, jak we Francji Macrona, który powstał też w kontrze do antyestablishmentu, czy we Włoszech partie, które tworzyły też taki rząd eurosceptyczny -przejmują władze . Ale powstawały jako  partie ,ruchy sprzeciwu wobec władzy. W Polsce ta władza dostaje znakomite wyniki. Czyli ta histeria, którą rozpętała Platforma  po ogłoszeniu przez Prawo i Sprawiedliwość, że złoży protesty wyborcze, to jest taka forma politycznego teatru, a może próba odwrócenia uwagi od problemów pana Schetyny z własną partią. Przecież nie jest tajemnicą, że opozycja wewnętrzna w jego formacji nie próżnuje. Wie Pan ,to jest dosyć klasyczna taktyka, która jest opisana w podręcznikach politologii. Nie porównuję, absolutnie, tylko zwracam uwagę, że jak Rosja miała rożne problemy wewnętrzne – czy to Rosja „biała”, czy Rosja „czerwona” – to natychmiast starała się skierować uwagę rosyjskiej opinii publicznej na sprawy międzynarodowe, to mogła być wojna, pokazywanie zagrożenia ze strony Amerykanów albo Polaków kiedyś. A więc dzisiaj oczywiście lepiej, żeby wyborcy Platformy widzieli, że pan Schetyna jest przyjmowany na salonach europejskich, niż żeby słyszeli, że pana Schetynę chcą z salonu Platformy wyrzucić właśnie jego partyjni koledzy.

Jeśli chodzi o salony europejskie, coraz więcej osób mówi, że jednak Donald Tusk zdecyduje się na start w wyborach prezydenckich. Na ile jest to prawdopodobny scenariusz, Panie Pośle? 

– Tylko wtedy, kiedy sondaże będą pokazywać pewność wygranej. Donald Tusk jest politykiem, który bardzo nie lubi ryzyka. Ma w tej chwili dobrą fuchę w Brukseli, będzie miał też inną fuchę w Brukseli, bo w listopadzie zostanie szefem Europejskiej Partii Ludowej – taka funkcję sprawują zwykle „byli”: a to były premier Belgii Martens, a to były szef Komisji Rolnictwa europarlamentu i były  szef Frakcji EPL Joseph Daul, Francuz,Alzatczyk. Tak samo były przewodniczący Rady Europejskiej będzie tym szefem EPL-u. To funkcja dobra w sensie prestiżowym czy finansowym, natomiast nie mająca większego znaczenia realnego, politycznego. Porażka jest mu niepotrzebna. Pan prezydent Andrzej Duda jest człowiekiem bardzo pracowitym. Ma duże sukcesy, jeśli chodzi o politykę międzynarodową. Bardzo dużo spotyka się z ludźmi. I myślę, że jest w tej chwili faworytem wyborów prezydenckich. Jest człowiekiem skromnym i pokornym. Będzie walczył o każdy głos. Natomiast problemem będzie dla jego rywala to, że szereg osób zagłosuje na Andrzeja Dudę, choć  nie są to zwolennicy PiS. 

Ze względu na jego potencjał koncyliacyjny? 

– Także ze względu na to, że on miał dobre kontakty także z częścią opozycji. Nie ma co ukrywać, część liderów opozycji chodziła do niego wypłakiwać się na ten okropny rząd PiS-owski. Natomiast zwraca uwagę na to, co stało się w wyborach prezydenckich w 2015 roku, gdy liderzy PSL tak formalnie byli za Komorowskim, ale elektorat PSL-u, w tej drugiej rundzie bardzo zdecydowanie poparł przyszłego prezydenta Andrzeja Dudę, a nie pana Bronisława Komorowskiego.   —-Wszystko wskazuje na to, tak wynika z wypowiedzi  wczorajszej rzecznika Pana Prezydenta, pana Błażeja Spychalskiego, że Marsz Niepodległości nie będzie miał państwowej oprawy, formuły w tym roku. Prezydent prawdopodobnie nie weźmie w nim udziału. Jest to taka ze strony prezydenta forma niezaangażowania, która ma go nie narazić na ewentualne zarzuty, że sprzyja polskim faszystom. Oczywiście odwołuję się do znanej formuły, którą także Pan zna – Guy Verhofstadta.

Myślę, że jest to decyzja, która w moim przekonaniu pokazuje, iż Pan Prezydent doktor Andrzej Duda uznał, że o ile w zeszłym roku dał swój patronat, parasol polityczny

…I to się pięknie udało. 

– Tak i pamiętamy tutaj też, że były próby pokazywania przez polityków zachodnich, już Pan wymienił jednego z nich, media zachodnie -a ten polityk nie jest już szefem frakcji liberałów- otóż były takie próby pokazywania, że to skrajna prawica bierze Warszawę. Okazało się, że żadnych zamieszek nie było. Porównajmy  do tego, co się dzieje we Francji co tydzień, gdzie przecież było szereg osób zabitych podczas demonstracji „żółtych kamizelek”. A więc to pokazuje, że pod tym względem jest u nas bezwzględny spokój. To się bardzo dobrze prezydentowi Dudzie udało. Myślę, że teraz te uwarunkowania są całkiem inne. I Pan Prezydent miał prawo taką decyzję podjąć .

A czy to takie zdystansowanie się prezydenta i wycofanie państwowego patronatu nad tym przedsięwzięciem nie spowoduje, że ten stereotyp Marszu Niepodległości, który stara się część mediów na Zachodzie upowszechniać, zostanie ugruntowany? Bo jeśli nie będzie państwowego patronatu, nikt nie będzie tonował pewnych akcentów podczas Marszu, to można się spodziewać być może, bo to jest tylko hipoteza, pewnej eskalacji, która może zostać wykorzystana przeciwko Polsce. 

– Myślę, że tutaj nasze służby zadbają o to, żeby ten marsz był marszem patriotów – bo przecież olbrzymia większość uczestników tego Marszu, ja także byłem na nim zeszłego roku, moi synowie także chodzili , żeby ten Marsz przeszedł spokojnie, żeby nie był wykorzystywany przez nikogo – czy to z wewnątrz Polski, czy z zewnątrz – do różnych partykularnych interesów.

Wróćmy do bardzo bieżącej polityki. Panie Pośle, słyszymy różne deklaracje ze strony polityków obozu rządzącego, że premier Mateusz Morawiecki będzie kontynuował swoją misje . Natomiast maja być normalne roszady towarzyszące każdemu nowemu rozdaniu politycznemu. Mówi się też o pewnych strukturalnych zamianach, jak na przykład reaktywowaniu ministerstwa skarbu. Jak Pan wie, kiedy cztery lata temu to ministerstwo było likwidowane – była mocna argumentacja przemawiająca za takim ruchem. Co się zmieniło w takim razie, że ministerstwo skarbu ma zostać przywrócone? 

– Po pierwsze to potwierdzam, ze Jarosław Kaczyński jako lider naszego obozu politycznego będzie rekomendować premiera Mateusza Morawieckiego na Prezesa Rady Ministrów. Po drugie, myślę, że to właśnie do Prezesa Kaczyńskiego i Premiera Morawieckiego należy informowanie o decyzjach odnośnie struktur rządu. Ja też słyszałem o tym, że może wrócić resort skarbu. Gdyby tak się stało, to świadczy to o wyciagnięciu wniosków przez te trzy lata od czasów jego rozwiązania. Natomiast, co podkreślam, co do struktury rządu oraz co do personaliów, to wypada, żeby o tym pierwsi powiedzieli Jarosław Kaczyński, lider obozu oraz stary-nowy premier Mateusz Morawiecki.

No dobrze, to jeszcze chwilę o personaliach porozmawiajmy. Czy sprawa Mariana Banasia jest obciążeniem wizerunkowym dla Prawa i Sprawiedliwości? Dla Zjednoczonej Prawicy? 

– Czekamy na rozwianie wszelkich wątpliwości z tym związanych.

Brexit, przechodzimy do polityki zagranicznej. Zatrzymany jest proces ustawodawczy w Brytyjskiej Izbie Gmin. Teraz piłka jest po stronie 27 państw spólnoty, które mają podjąć decyzję o prolongacie terminu Brexitu do 31 stycznia. Wydaje się, że to decyzja formalna. To wydłużenie rząd Borisa Johnsona uzyska? 

– Tak, to jest zwycięstwo Premiera Jej Królewskiej Mości Borisa Johnsona, bo przypomnę, trzykrotnie porozumienie rozwodowe z Unią zostało odrzucone, gdy premierem była pani Theresa May. I to nawet bywało, że większością 150 głosów. Teraz Premier Johnson wygrał.

Brexit w wersji „blitzkriegu” – choć przepraszam, to nie jest do końca dobre porównanie, nie przeczę, ale chodzi o termin 31 października, co mocno akcentował Johnson. 

-Tak, tylko, że Brytyjczycy to jest taka nacja, która szanuje bardzo prawo, mimo że tam  konstytucji nie mają : otóż tam traktat międzynarodowy musi być procedowany w Izbie Gmin przez trzy tygodnie. A uznano, że to porozumienie w sprawie Brexitu z Unią jest traktatem międzynarodowym. W związku z tym zrobienie tego w trzy dni, to co zajmuje zwykle minimum trzy tygodnie- uznano że nie jest to możliwe. Ale generalnie zwycięzcą tego, co działo się dwa dni temu w Brukseli był oczywiście Boris Johnson, który -uwaga -zwiększył swoje szanse – choć może mniej to nas obchodzi, kto rządzi w  Wielkiej Brytanii – ale on zwiększył szansę na zwycięstwo w wyborach . Zapewne przedwczesnych, które może rozpisać oficjalnie królowa, ale wiadomo, że to decyzja rządu. Z takiej możliwości przyspieszenia wyborów wielokrotnie różne rządy konserwatywne czyli Torysów ,ale tez Labourzystów korzystały. I myślę, że Boris Johnson po tym zwycięstwie w kwestii Brexitu pójdzie za ciosem. Pytanie jednak kiedy ten Brexit? Formalnie przedłużenie pewnie do końca stycznia, ale uwaga jest możliwość, że to będzie jednak wcześniej. Słyszymy o nieoficjalnym stanowisku Francji, która chce przeciąć to jak najszybciej. Myślę, że też raczej Polska i Irlandia, kraje które najbardziej by straciły w  sensie ekonomicznym na Brexicie „no deal” czyli bez porozumienia, też pewnie będą w tym kierunku dryfować.

Dobrze, wróćmy do Borisa Johnsona, nazywa się go takim „infant terrible” brytyjskiej polityki, ale też porównuje się go do Trumpa w europejskim wydaniu. Na naszych oczach rodzi się nowy typ przywództwa. Nowy ryt, jeśli chodzi o europejskich przywódców – polityków, mówię oczywiście, tę uwagę kieruję w odniesieniu do Borisa Johnsonna, Panie Pośle? 

– Powiem w ten sposób, że oczywiście akurat prezydent Trump publicznie deklarował, że ma taką „miętę” z Borisem Johnsonem .

 „Dobrą chemię” 

– A nie miał z panią Theresą May, co niektórych oburzało i rzeczywiście było dosyć takie, powiedziałbym : niecodzienne w polityce międzynarodowej. Natomiast Boris Johnson to jest człowiek, który w tej bardzo lewicowej aglomeracji, jaką jest Londyn – on dwukrotnie w cuglach wygrywał wybory na burmistrza. To jest polityk, który ma elektorat szerszy niż tylko ta centroprawica brytyjska, konserwatyści. I pokazał taką swoją skuteczność. Dlatego wydaje się, że to może być ten człowiek, który będzie rozstrzygał losy polityki brytyjskiej w najbliższych latach.  Ale też przypomnę : David Cameron wygrał w cuglach wybory, będąc najmłodszym kandydatem na szefa partii, został premierem, pierwszy raz, drugi raz, wygrał referendum niepodległościowe w Szkocji – czyli Szkocja pozostała przy Wielkiej Brytanii. I potem poległ na Brexicie. A więc tutaj fortuna kołem się toczy. Na razie Johnsonowi idzie świetnie.

Zamknięcie procesu Brexitu, w  zasadzie zaczynamy odliczanie do sfinalizowania tego historycznego procesu. Wracam do pytania, które było stawiane w minionych trzech latach bardzo często. Czy to może podziałać zachęcająco na inne kraje wspólnoty, które chciałyby pójść śladem Wielkiej Brytanii. Czy widzi Pan takich kandydatów w gronie państw Wspólnoty? 

– Nie, nie widzę kandydatów do „exitu” – w sensie opuszczenia Unii Europejskiej. Tym bardziej, że jednak taką pewną ścieżkę zdrowia zafundowano Brytyjczykom przez ostatnie trzy lata. Natomiast mogę sobie wyobrazić kraje, które w jakiejś przyszłości, raczej nie nieodległej mogą kwestionować swój udział w strefie euro. A więc nie wyjście z Unii Europejskiej jako takiej, tylko wyjście z eurolandu . Przypomnę, że do niedawna w Rzymie, jeszcze kilka tygodni temu był rząd, którego dwie partie w swojej kampanii wyborczej mówiły wprost o wyjściu z eurozony, ze strefy euro. Myślę, też, że sytuacja spowolnienia gospodarczego, które jest w Europie faktem może skłaniać po pierwsze do tego, żeby tą strefę euro nie poszerzać, a  po drugie żeby niektóre państwa przemyślały czy warto w niej tkwić – skoro wskaźniki gospodarcze dużo lepsze mają kraje, które są poza strefą euro, chociażby Polska. Także  na przykład wskaźniki, gdy chodzi o niskie bezrobocie. Na dziesięć państw, które mają najmniejsze bezrobocie w Unii, większość państw – sześć –  to są te, które nie są w strefie euro.

To daje do myślenia. Bardzo dziękuję, Panie Pośle za tę rozmowę. Do widzenia, dobrego dnia.

– Dziękuję bardzo.

Blog

Czy Wielka Brytania po Brexicie stanie się tylko Brytanią?

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu telewizyjnego wywiadu, jakiego udzieliłem TV Republika – bezpośrednio ze Strasburga. Rozmowę przeprowadził redaktor Tomasz Sakiewicz.

Witam serdecznie. Tomasz Sakiewicz, „Dziennikarski poker”, dzisiaj będzie „poker” wirtualny, będziemy  się wirtualnie łączyć  z tymi, którzy są za granicą i którzy są w stanie powiedzieć nam, co dzieje się w Europie, a w Europie wstrząsy. A w Europie Brexit, rewolucja w Katalonii i też przyspieszone wybory w Hiszpanii i to będzie miało oczywiście ogromny wpływ na Polskę, ale najpierw kilka zdań, spróbujemy wyjaśnić, czemu PiS chce tym razem liczyć głosy i to głosy w senacie. Łączymy się z Ryszardem Czarneckim z Prawa i Sprawiedliwości, europosłem, który jest, jak się nie mylę, w Strasburgu. Witam bardzo serdecznie. 

– Witam Panie Redaktorze, witam Państwa.

Chciałem porozmawiać o Brexicie, ale może najpierw kilka zdań o tym, co w Polsce, uchodzi Pan za osobę dobrze poinformowaną w okolicach Prezesa, Nowogrodzkiej – dlaczego PiS postanowił zgłosić wniosek o przeliczenie głosów? Czy macie dowody jakichś fałszerstw, czy sądzicie, że ten wynik wyborów mógł być nieco inny niż ten, który ogłoszono? 

– Spore wątpliwości także obiektywnych obserwatorów wzbudził fakt, że w niektórych obwodach zamkniętych, właśnie w tych sześciu okręgach, o których mówimy, mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której na przykład w Domach Pomocy Społecznej bywało tak, że ponad 90% głosów było nieważnych.

Takie sytuacje normalnie się nie zdarzają, nawet jeśli założymy, że w tych DPS-ach są osoby starsze i schorowane, to jednak sytuacja, w której 9 na 10 głosów jest nieważnych budzi pewne kontrowersje i emocje. Bo prawdę mówiąc jest to mało wiarygodne. Te DPS-y zależą od samorządów. Te samorządy w wymiarze politycznym bardzo często są w rękach opozycji i żeby przeciąć spekulacje, przeciąć wątpliwości, żeby Senat był jak żona Cezara poza podejrzeniami, żeby te spekulacje się nie toczyły za rok i za dwa, żeby w przyszłości nie kwestionowano wyniku wyborów do Izby Wyższej polskiego parlamentu – warto, żeby w tej sprawie Sąd Najwyższy wydał jednak werdykt.

No, polegacie na władzy sądowniczej, którą wielokrotnie PiS krytykował? Kto będzie rozstrzygał, jaka izba? Kim będą ci ludzie? 

– Jest nowa struktura, która jest do tego delegowana. Oczywiście my nie przekreślamy krytyki sądów w Polsce. Ona jest podzielana przez olbrzymią większość polskich obywateli. Także tych, którzy nas nie popierają, ale sądy krytykują . Tym niemniej jednak my korzystamy z drogi formalno-prawnej, która w tej chwili istnieje. I muszę powiedzieć, ze ta emocjonalna, niesłychanie gniewna, choleryczna reakcja opozycji na ten wniosek to jakby była ilustracja przysłowia: że na złodzieju  czapka gore. „Uderz w stół – nożyce się odezwą”- taki „odruch Pawłowa” ze strony  opozycji budzi jakieś podejrzenia, że rzeczywiście coś mogło być „nie halo”.

Rzeczywiście 90% głosów nieważnych – to robi wrażenie. Prawdę mówiąc dla mnie jest to informacja nowa. Nie ukrywam tego. Jak duża jest ta skala głosów nieważnych, szczególnie tych w okręgach, w których była niewielka różnica? 

– Żeby było jasne, tam są też okręgi, gdzie różnica była duża na rzecz opozycji. Nam chodzi o zasadę, że jeżeli jest duża różnica głosów nieważnych, to trzeba to zbadać. Natomiast rzeczywiście  w jednym z okręgów ta przewaga pana senatora-elekta Stanisława G., Gawłowskiego, przepraszam, ona wyniosła około 300 głosów. To oczywiście budzi emocje. Ja akurat urodziłem się w  kraju, gdzie do pewnej normy wręcz należy przeliczanie głosów, gdy w ich Jednomandatowych Okręgach Wyborczych ta różnica głosów wynosi kilkadziesiąt czy paręset głosów. Tam jest rzeczą dość oczywistą i nikt do tego nie dorabia jakichś politycznych historii, gdy druga strona prosi o przeliczenie głosów, gdy ta przewaga jest niewielka – i to jest pewna norma – więc myślę, że nie ma co do tego dorabiać jakiejś politycznej gęby, mówiąc Gombrowiczem, tylko te głosy ponownie przeliczyć. Podkreślam jeszcze raz – tak, żeby uciąć spekulacje.

To teraz przejdźmy do zagranicy – w jakim momencie Brexitu obecnie się znajdujemy. Bo w  piątek bodajże mieliśmy wielki sukces -w czwartek ,jeśli dobrze pamiętam – polegający na podpisaniu umowy z Unią Europejską o Brexicie, na podstawie której aksamitnie Wielka Brytania rozwodzi się z Unią Europejską. Ale coś stało się niedobrego z tym rozwodem, i prawdę mówiąc, nikt w Polsce, a przynajmniej bardzo wielu ludzi w Polsce tego nie rozumie.  Co tak naprawdę się tej chwili dzieje i w jakim jesteśmy miejscu? 

– Sam rozwód jest rzeczą niedobrą. Natomiast chodziło o takie warunki rozwodowe, żeby „dzieci” czyli obywatele krajów członkowskich nie ucierpiały, bo- mówię to jako polski polityk, mnie obchodzi interes naszego kraju-  bo Polska jest krajem, który na takim Brexicie „no deal” – bez umowy – by ucierpiała szczególnie . A Polacy mają największą mniejszość narodową na Wyspach Brytyjskich: oficjalnie nieco ponad miliona obywateli, w praktyce 1,5 miliona obywateli. Także duża liczba polskich firm żyje z eksportu do Wielkiej Brytanii, mamy z Wielką Brytanią, jako jednym z nielicznych krajów Europy Zachodniej dodatni bilans handlowy. To wszystko jest wymiar ekonomiczny ,ale tez społeczny. Na przykład kwestia dziadków z Polski, którzy jadą do Wielkiej Brytanii, aby pomóc dzieciom wychować wnuki, ale emerytury otrzymują z Polski – i teraz procedura o wystąpienie ponownie o emeryturę , o jej przekazywania krajom trzecim – bez tego „dealu”. Zatem  to porozumienie z czwartku, które nie zostało przegłosowanie przez House of Commons czyli Izbę Gmin, izbę niższą Parlamentu Brytyjskiego miało przynieść rozstanie, owszem – żałujemy – ale bez jakichś dramatycznych skutków dla gospodarki, dla poszczególnych Nowaków, Kowalskich czy przedstawicieli innych krajów członkowskich Unii. Co dalej?  No więc jest w tej chwili w Polsce godzina 19:10, w Wielkiej Brytanii godzina wcześniej, a więc za niespełna dwie godziny w tejże Izbie Gmin odbędzie się kolejne głosowanie. dosłownie przed chwila mieliśmy spotkanie grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, gdzie brytyjski polityk i były generał wywiadu brytyjskiego  Geoffrey  van Orden mówił, że torysi i zwolennicy rządu Jej Królewskiej Mości uzyskają tym razem przewagę  głosów-bo przedtem, w  sobotę,  przegrali szesnastoma.  Więc jeżeli to się stanie, to będzie to otwarta droga do opuszczenia Unii przez Wielką Brytanię. No, ale tutaj podkreśla premier Irlandii, że musi być na to zgoda wszystkich krajów członkowskich. I właśnie Irlandia, obok Polski jest tym krajem, który jest najbardziej zainteresowany Brexitem z konkretnym porozumieniem. Jednym słowem może tak być. Zobaczymy to za dwie godziny. Jeżeli Johnson uzyska większość, Wielka Brytania wyjdzie z Unii 31 października, jeżeli nie uzyska większości, to – teoretycznie – może to nastąpić pod koniec listopada. A w praktyce nastąpi to najpewniej pod koniec stycznia. Jeżeli w ogóle nastąpi. Bo tak naprawdę ja bym nie wykupił zakładu u bookmacherów, ponieważ  to jest czeski film – nikt u nic nie wie. Nie dziwię się też moim rodakom, bo tak naprawdę jest to pewna „tabula rasa”. Bo nawet brytyjscy politycy gubią się w tym. Przypomnę, parlament brytyjski już cztery razy odrzucał umowy wynegocjowane najpierw przez panią Theresę May trzy razy, a też wynegocjowane przez pana Johnsona z Komisją Europejską. To jest taka „neverending story”, nigdy nie kończąca się opowieść – która powoduje, że mamy demonstrację zwolenników Brexitu, ale mamy też wielkie demonstracje tych, którzy mówią tak, dosyć chaosu, przeżyjmy to, wyjdźmy w końcu z tej Unii, bo nie można znieść tej anarchii, która panuje.

W tej chwili mamy taki stan, że czekamy na głosowanie, które odbędzie się za dwie godziny, ale jeśli to głosowanie będzie nie po myśli premiera Johnsona czyli „aksamitnego rozwodu”, to Unia Europejska musi wyrazić zgodę na późniejsze wyjście, bo termin 31 października obowiązuje w tym momencie – czyli to nie zależy od parlamentu Wielkiej Brytanii. 

– Jeżeli Parlament to przegłosuje, to wtedy Unia Europejska ma rozwiązane niejako ręce, bo porozumienie, które zostało wynegocjowane w Brukseli Johnson – Juncker w skrócie zostało zaaprobowane. Natomiast jeżeli to zostanie odrzucone, to teoretycznie można sobie jeszcze wyobrazić, teoretycznie, jeszcze parlament brytyjski, Izba Gmin , może coś przyjąć. Natomiast bardziej prawdopodobne jest przedłużenie tego procesu i zaakceptowanie rożnych faktów okołobrexitowych, które pozwolą na ten – jak to Pan określił – aksamitny rozwód.

No dobrze, ale co się stanie, jeśli Unia Europejska się nie zgodzi i dlaczego sadzimy, że się zgodzi. Zgodziła się do tej pory, ale może się okazać, ze Komisja Europejska powie tym razem „nie”  i wtedy mamy twardy Brexit 31 października. 

– To nie jest, jak sądzę scenariusz realny, jest to mało realny scenariusz w tej sytuacji. Sama Izba Gmin jest bardzo sceptyczna wobec Brexitu, bardziej za Brexitem jest społeczeństwo brytyjskie, chociaż też większych różnic w sondażach „za” i „przeciw” Brexitem tam nie ma. Natomiast zwracam uwagę, na to że stara Komisja Europejska ustępuje, dzisiaj Juncker żegnał się, ale głosowanie nad nową Komisją nie nastąpi. Stara komisja jeszcze urzęduje parę tygodni, głosowanie nad nowa komisją  dopiero w listopadzie. A więc można powiedzieć, że jest sytuacja skrajnie trudna to znaczy negocjacji Brytyjczyków, brytyjskiego rządu z Komisją ,która traci mandat de facto, a nowej Komisji nie ma tylko dlatego, że Parlament Europejski odrzucił kandydatów na komisarzy już desygnowanych z Francji, Rumunii i Węgier. To oczywiście też pokazuje taką niestabilność po stronie unijnej. Bo są to trochę negocjacje z instytucją, która prawie zupełnie zmienia swoją strukturę.

Czyli z punktu widzenia Brytyjczyków lepszą byłaby nowa Komisja Europejska? I tak naprawdę opłaca im się przedłużyć te negocjacje do czasu aż pojawi się nowa Komisją Europejska, ponieważ obojętnie czy oni wyjdą czy nie, lepiej będzie im się rozmawiało. 

– Myślę, że w tej chwili jest wyraźne parcie na to, żeby Brexit poprowadzić szybko, mówię o premierze Johnsonie i Partii Konserwatywnej, zarówno o skrzydle tym bardziej brexitowym i tym bardziej umiarkowanym. A ja powiem tak, że w Wielkiej Brytanii, podobnie jak w innych krajach na świecie – to jest „dogmat Czarneckiego” – polityka międzynarodowa , a elementem jej jest Brexit oczywiście jest pochodną polityki krajowej. Borris Johnson ma jeden plan : on chce wygrać wybory, to jest taka sytuacja trochę „win – win situation” – on jest zwycięzcą i tak. Jeżeli parlament brytyjski odrzuci porozumienie, to Johnson pójdzie w kierunku rozpisania wyborów i te wybory prawdopodobnie wygra i ponownie będzie Premierem Jej Królewskiej Mości. Natomiast jeśli wygra to głosowanie, to jako zwycięzca będzie miał dalszy mandat do rządzenia – i także do wygrania wyborów, bo to go umocni politycznie. Dlatego mam wrażenie, że w sprawach wewnętrznych Brexit jest pewną piłką w takiej wewnątrzbrytyjskiej grze politycznej między konserwatystami, Partią Pracy a Partią Liberalnych Demokratów i też partią Brexit Nigela Faragge’a.

Gdyby Pan miał, już na koniec, postawić na pewien scenariusz – twardy Brexit 31.10, aksamitny Brexit, ale  z opóźnieniem czy brak Brexitu – czyli pozostanie Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej? 

– Napisałem w sobotę na łamach „Gazety Polskiej Codziennie”, że Brexit to taka sójka, która wybiera się za morze i odlecieć nie może. Natomiast Brytyjczycy, którzy są z nami w jednej grupie politycznej w europarlamencie, w grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów twierdzą, że jednak dzisiaj rząd i premier Johnson wygra. Gdyby tak się stało furtka, drzwi, brama do Brexitu byłaby otwarta. Ale zobaczymy, bo mówiono, ze Johnson wygra w sobotę, a jednak przegrał. Teraz podobno te głosy już pozyskał. Wydaje się, że to wariant, który jest jakoś tam prawdopodobny. Natomiast też zwracam uwagę, ze jest bardzo silne lobby biznesowe, które Brexitu nie chce, ale uwaga też : część brytyjskich polityków z różnych partii uważa – może słusznie – że Brexit grozi tendencjami niepodległościowymi, jeszcze bardziej niż dotąd Szkocji, że może nastąpić takie przesuwanie Irlandii Północnej do Irlandii. Jeżeli istnieje groźba, że Wielka Brytania przestanie być Wielką Brytanią i tylko będzie Brytanią – w jakiejś tam perspektywie dłuższej, czasowej – jest to oczywiście bardzo groźne z punktu widzenia pozycji międzynarodowej  Londynu.

No cóż, a jeszcze przed zjednoczeniem z Irlandią Północną i Szkocją Wielka Brytania była podzielona na mniejsze kraje za czasów Wikingów, no ,ale to miejmy nadzieję jednak pozostanie w całości i będzie dalej Wielką Brytanią, bo jest to ważny sojusznik Polski. A najlepiej jest, żeby została w Unii, bo to … 

 – Z punktu widzenia polskiego interesu to kraj bardzo ważny w Unii, realistycznie patrzy na Rosję, realistyczniej niż Francja, Niemcy i Włochy. Najlepiej by był to kraj, który podobnie jak my myśli o Unii Europejskiej w kategorii Europy Ojczyzn, Europy Narodów, a  nie jakiegoś super-federalistycznego państwa.

Musimy kończyć, ale byśmy porozmawiali o kraju, który być może zacznie patrzyć tak na Europę  w kategoriach Polski, ale na razie przezywa problemy, których być może nie będzie miała Wielka Brytania. Mowa o próbie wydzielenia się jednego z regionów Hiszpanii. Ale to po przerwie. Dziękuję, Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości był moim i Państwa gościem. 

– Dziękuję bardzo.

Blog

Gratulacje „przez zęby”, liberalny garb i PiS, który jest jak Trump…

Posted on

Wydawało się, że – jak to po każdej kampanii – bitewny kurz opadnie.

Ale gdzie tam! Jak jest „życie po życiu”, taka jest „kampania po kampanii”. Jest to zgodne z amerykańską sentencją, że „kampania wyborcza rozpoczyna się dzień po wyborach”. Niewątpliwie z jednej strony mamy wielki sukces PiS-u, bo uzyskanie takiego wyniku w skali Europy to absolutna rzadkość (z wyjątkiem Węgier). Generalnie na Starym Kontynencie albo są rządy koalicyjne, albo rządy mniejszościowe (dość częste na przykład w Skandynawii), ale rządzenia jednej formacji politycznej nie uświadczysz, chyba że we wspomnianym Budapeszcie. Oczywiście można tu jeszcze – od czasu do czasu – dodać Wielką Brytanię, ale to akurat efekt jednomandatowej ordynacji wyborczej, co zresztą i tak nie zapobiega tworzeniu się koalicji na szczeblu rządowym. Poprzedni brytyjski rząd właśnie był gabinetem koalicyjnym Torysów i liberalnych demokratów. Tego liberalnego garba konserwatyści pozbyli się w tej kadencji, ale czy dojadą tak samodzielnie,bez przedterminowych wyborów do końca – zobaczymy…

Żeby nie było jednak tak różowo – straciliśmy Senat. Prawdę mówiąc tak niewiele zadecydowało o tak wielkiej zmianie. Kilka niespodziewanych porażek w okręgach , kilka chyba nie do końca udanych kampanii i niewysokie kampanijne  limity finansowe – to główne powody, dla których po raz pierwszy (sic!) w dziejach Senatu RP od 1990 roku większość  jest inna niż ta w Sejmie. W Ameryce to norma, bo często, jak Republikanie mają Senat, to Demokraci Izbę Reprezentantów lub odwrotnie. Ale w Polsce to wyjątek.

Dziś PO szczyci się władzą w Senacie, choć w wyborach do niego uzyskała o sześć mandatów mniej niż Prawo i Sprawiedliwość. Skądinąd na kandydatów wszystkich partii opozycyjnych padło w senackich wyborach mniej głosów niż na kandydatów PiS!  Przypomina to skądinąd sytuację z ostatnich wyborów prezydenckich w USA, gdzie  Donald J. Trump uzyskał mniej głosów wyborców niż Hillary Rodham Clinton. Miał jednak większość wśród elektorów.

Polityka polityką, ale jakość polskiego parlamentu  będzie gorsza – choćby ze względu na brak takich ludzi, jak historyk Jan Żaryn, lekarz Konstanty Radziwiłł, publicysta i autor wielu książek Czesław Ryszka, profesor Józefina Hrynkiewicz czy Piotr Naimski. Na pewno z przestrzeni publicznej nie znikną – np. profesor Żaryn, redaguje świetny periodyk „W sieci historii”, ale z punktu widzenia polskiego parlamentaryzmu po prostu szkoda.

W Brukseli wynik formacji Jarosława Kaczyńskiego zrobił spore wrażenie. Jeden ze znanych niemieckich polityków złożył mi, owszem, gratulacje, ale jego „Congratulations!” brzmiało jakby wypowiedziane przez zaciśnięte zęby. Bruksela szanuje fakty, docenia polityczny „power” i jest bardziej pragmatyczna oraz zdroworozsądkowa niż niektórzy myślą. W tym rokuję nadzieję na lepsze niż dotąd relacje między Komisją Europejską a Polska . Ale najpierw nowa Komisja Europejska Frau von der Leyen musi uzyskać akceptację europarlamentu. Póki co nie jest to oczywiste…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (23.10.2019) 

Blog

Symetryści spod ciemnej gwiazdy…

Posted on

Jesteście Państwo w sto razy lepszej sytuacji niż ja, nieborak. Piszę te słowa 69 godzin przed ogłoszeniem wyników wyborów, a więc mniej więcej o północy z  czwartku na piątek. Zatem wy wiecie kto wygrał, a ja tylko przeczuwam. Albo „aż” przeczuwam.

W tej kampanii zasuwałem „na full”. Tak, jakbym w niej sam startował. To samo było wiosną , w kampanii europejskiej. Dwie kampanie w ciągu paru miesięcy oznacza dla mnie w praktyce próby redukcji snu do minimum. Dla przykładu, tydzień przed wyborami, z piątku na sobotę spałem 1,5 godziny. Z soboty na niedzielę godzinę z czymś, ale z niedzieli na poniedziałek pozwoliłem sobie na luksus już paru godzin snu. Tyle mojego, co dodrzemałem w  samochodzie, pokonując w sumie tysiące i tysiące kilometrów. Uwaga: drzemałem w aucie, ale nie za kierownicą…

Według amerykańskiego powiedzenia kampania zaczyna się tak naprawdę następnego dnia po wyborach. Cóż, to prawda. Jak kto sobie pościeli w polityce przez cztery lata, tak się na końcu wyśpi. Choć, żebym się w końcu wyspał, to w kampanii tylko raczej trzeba się nastawić na brak snu, przemieszany  totalnym brakiem snu. Pewien minister konstytucyjny dziękował mi ostatnio, że po objęciu przez niego stanowiska doradziłem mu, żeby jak najwięcej bywał w mediach, bo to w praktyce oznacza już kampanię o reelekcję. Po wielu miesiącach przyznał mi rację i okazał coś na kształt wdzięczności. W ogóle to występuje jako „Wujek Dobra Rada”. Starszy Pan, który jest w polityce długo, a w związku z tym może tych młodszych wspierać doświadczeniem. Pewna dama będąca formalnie jedną z najważniejszych osób w kraju zapytała mnie przed czteroma laty  tuż po objęciu swojego urzędu  – „komu mogę ufać?”. Patrzyłem na nią. Pomilczałem. I zanim zdążyłem się odezwać. Usłyszałem: „tylko nie mów, że nikomu…” – właśnie to chciałem Ci powiedzieć – odrzekłem.

Podczas wyborów w Warszawie, owszem, moje banery i plakaty były niszczone w jakiejś mierze przez sympatyków PO, ale przede wszystkim przez wandali z Konfederacji. Ci rzekomi zwolennicy tradycji uznali widocznie, ze tradycyjną łacinę należy zastąpić łaciną kuchenną, bo dopisywali wulgaryzmy i serwowali obsceniczne rysunki. To samo było tuż przed wyborami we Wrocławiu, gdzie byłem z racji oczywistych (rodzicielskich) szereg razy. Wysyp trolli ulicznych rysujących gwiazdy Dawida oraz liczbę 447 (szkoda że nie 88…) był odwrotnie proporcjonalny do poparcia wyborczego dla tych użytecznych idiotów z obozu kosmopolitycznego (czy też internacjonalistycznego), którzy ku uciesze „Gazety Wyborczej” i TVN-u bełkotali – „PiS, PO – to samo zło”. Symetryści spod ciemnej gwiazdy, psiakrew. Choć na pewno nie spod Gwiazdy Dawida. Kuzyni trolli ulicznych, to trolle internetowe. Doceniając zapiekłość platformersów i inszego hultajstwa, mam jednak wrażenie, że ta eksplozja antyPiSizmu w sieci w ostatnich dniach przed wyborami ma wyraźnie wschodni akcent, wschodni kontekst i jest w interesie każdego na Wschodzie. Nie, nie chodzi o Białoruś.

Wybory za nami. Nie miejmy złudzeń wybory przed nami…

  *tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (16.10.2019)

 

Blog

Zapłata dla Macrona i skuteczni rolnicy z Holandii

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu wywiadu radiowego,jakiego udzieliłem ze studia w Strasburgu dla prestiżowej audycji „Sygnały Dnia” w PR 1 (Program 1 Polskiego Radia). Rozmowę przeprowadził redaktor Piotr Gociek.

 

W Strasburgu czeka już europoseł Ryszard Czarnecki. Witam, panie pośle, dzień dobry. 

– Kłaniam się, ukłony ze Strasburga właśnie.

 Ale zaczniemy od spraw polskich, tylko oczywiście z okienkiem na Zachód. Wracając jeszcze do wyników ostatnich wyborów parlamentarnych, czy do nie zawsze przychylnych Polsce polityków w Parlamencie Europejskim dotarła już świadomość po tych wyborach, że to nie jest rząd na chwilę, że w Polsce cały czas rządzi Zjednoczona Prawica i z Prawem i Sprawiedliwością na poważnie trzeba się liczyć, układać, negocjować, no, żyć, krótko mówiąc? 

– Zachód jest bardzo pragmatyczny, realistyczny i po prostu zauważa rzeczywistość. W zeszłym tygodniu odebrałem gratulacje, może trochę przez zęby, ale gratulacje od jednego z najbardziej znanych niemieckich polityków tutaj, w Parlamencie Europejskim. Myślę, że fakt, iż Prawo i Sprawiedliwość i rządy PiS-u okazały się nie przygodą na jeden sezon, tylko czymś trwałym na polskiej i europejskiej scenie politycznej, to jest rzecz, którą po prostu już przyswojono na Zachodzie i co zresztą widać po jednak pewnej zmianie stosunku do Polski instytucji unijnych, poczynając od Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu, po jednak nowopowstającą Komisję Europejską i już powołaną przewodniczącą Komisji Europejskiej.

Nowo powstającą Komisję Europejską, której wielu przewidywało, że Polska i Węgry będą „chłopcem do bicia”, tymczasem okazuje się, że na razie to Francja, Rumunia i Węgry mają kłopot ze swoimi kandydatami do Komisji. Miał być głosowany ten skład teraz na sesji w Strasburgu właśnie. Wiadomo już, że cała rzecz się opóźni o miesiąc. To jest wyraz napięć między Niemcami a Francją, czy może efekt cały czas tego, w jaki sposób wybrano samą Ursulę von der Leyen na stanowisko szefa Komisji Europejskiej? 

 – To z całą pewnością jest sygnał, że nie ma w Unii Europejskiej już „świętych krów” – i dobrze. Francja przez ostatnie lata pouczała, była mentorem, sędzią, prokuratorem, no i okazało się, że kandydatka Paryża, zresztą nasza koleżanka – europosłanka w swoim czasie, Sylvie Goulard, przepadła i to bardzo wyraźnie podczas przesłuchania. Skądinąd niemieccy europosłowie mówili mi , że z jaką arogancją występowała podczas tego przesłuchania. Jak widać, czasem w tym przywództwie niemiecko-francuskim w Unii Europejskiej trochę trzeszczy. Zwracam uwagę, że to nie jest protest przeciwko von der Leyen, bo w praktyce odrzucenie kandydatury Francuzki miało tam jakieś podstawy merytoryczne, oczywiście, ale po drugie było podsumowaniem pewnej arogancji prezydenta Macrona i władz francuskich wobec różnych krajów, także naszego regionu Europy, w ostatnich latach. Była to także decyzja motywowana w jakimś sensie politycznie, ponieważ ta Francuzka należy do międzynarodówki liberałów, a już kandydatury na komisarzy przedstawicieli dwóch największych frakcji, czyli Europejskiej Partii Ludowej, tam, gdzie Platforma i PSL oraz  Socjalistów, tam, gdzie SLD, te dwie kandydatury z tych środowisk zostały odrzucone. Mówię o byłej rumuńskiej europosłance i także o węgierskim europośle.

To taka ciekawostka skądinąd, że nigdy jeszcze w ciągu tych 15 lat i czterech głosowań nad Komisją Europejską, nigdy jeszcze nie odrzucono przedstawiciela Polski, natomiast głównie odrzucano przedstawicieli naszego regionu Europy, a więc Łotwa, Bułgaria, Słowenia, Węgry, Rumunia, no i tylko dwa razy przedstawicieli „starej Unii”, EWG, „Piętnastki”:  kiedyś Włochy, teraz Francja. Głosowanie nad składem Komisji miało  być jutro, zostało przełożone, a więc przewodniczący Juncker dalej będzie przewodniczącym jeszcze parę tygodni. 

O miesiąc dłużej, wszystko na to wskazuje, a nowa Komisja Europejska pewnie dopiero w grudniu będzie mogła zacząć prace.

Przenieśmy się teraz na… 

– Już tak było 10 lat temu, też Komisja Europejska został powołana później, więc tutaj dziury w niebie z tego powodu nie będzie.

Przenieśmy się na drugi koniec Unii Europejskiej. Gwałtowne zamieszki w Katalonii, 600 osób rannych, w tym 300 funkcjonariuszy, przemoc i płomienie na ulicach Katalonii. Ale jakoś nie słychać, żeby Komisja Europejska albo Parlament Europejski chciały się pilnie zająć stanem demokracji i praworządności w Hiszpanii. 

– To prawda. To świadczy o swoistych podwójnych standardach. Zresztą nie pierwszy raz, przypomnę, że jak ogłoszono niepodległość -w cudzysłowie- Katalonii, to wówczas Parlament Europejski, owszem, miał debatę, ale bez głosowania, bardzo skromną, tak żeby odbębnić, mimo że wtedy przecież też dochodziło do nie tak ostrej jak teraz, ale starć z policją. Teraz rzeczywiście Katalonia płonie. Przypuszczalnie będzie upadek katalońskiego rządu i tamtejszego premiera. Natomiast Unia zachowuje olimpijski spokój, co jakby pokazuje, że różne stanowiska Brukseli wobec różnych państw mają motywacje bardzo polityczne, bo czasem rzeczy tak naprawdę zupełnie drobne wywołują niesłychanie ostre reakcje, a sytuacje bicia demonstrantów co tydzień we Francji w czasie protestów „żółtych kamizelek” wywołują milczenie pana Timmermansa, takie bardzo głośne milczenie, czy podobnie teraz, bądź co bądź pan Timmermans cały czas jeszcze jest formalnie i będzie przez parę tygodni wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej do spraw praworządności- i w sprawie Katalonii też milczy.

 To jeszcze trochę o protestach. Pan od wielu lat w Brukseli i Strasburgu wie doskonale, że najczęściej chyba protestującą grupą pod Parlamentem Europejskim są rolnicy. Zresztą nie tylko pod Parlamentem Europejskim, w wielu innych stolicach Unii też. Ale coś tutaj się zmieniło nam w ostatnim czasie, bo oto na przykład holenderscy rolnicy, tak, protestują, ale nie w sprawie dopłat, nie w innych kwestiach, tylko w sprawie samobójczej polityki klimatycznej. To jest chyba novum, z którym Parlament Europejski i Komisja Europejska będą musiały się zmierzyć. 

 – To prawda. Farmerzy holenderscy wyszli na ulice- i to skutecznie wyszli, bo jednak w czterech prowincjach w Holandii odwołano bardzo ostre restrykcje wobec rolników holenderskich. Chodzi o decyzję holenderskiego Najwyższego Sądu Administracyjnego, która w sposób bardzo taki radykalny ograniczyła emisję azotu- oczywiście pod kątem tego, że Holandia nie przestrzega przepisów Unii Europejskiej ,przepisów ekologicznych.  W efekcie spowodowało to, że 18 tysięcy inwestycji związanych z infrastrukturą rolniczą zostało wstrzymanych, a przedstawiciele koalicji rządowej w Holandii, liberałowie konkretnie, zaproponowali likwidacje pogłowia bydła – wyrżnięcie  6 milionów… trzody chlewnej konkretnie, o 6 milionów egzemplarzy, a kurczaków o około 50 milionów sztuk. A więc wybicie właśnie takiej ilości zwierząt. No, muszę powiedzieć, że tutaj holenderscy rolnicy są nie tylko spektakularni, ale jednak skuteczni, bo – podkreślam – część tych prowincji czy też landów, mówiąc po niemiecku, podjęło decyzję o wycofaniu się z tego prawa ograniczającego emisję azotanów w rolnictwie.

Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, gościem „Sygnałów Dnia” i radiowej „Jedynki” ze studia w Strasburgu. Bardzo dziękuję, Panie Pośle, za te informacje, za ten komentarz. 

 – Dziękuję bardzo.