Blog

O polityce – grze zespołowej i pszczołach Marka Aureliusza

Posted on

Zaprawdę, powiadam Wam:  polityka to gra zespołowa. Kto tego nie rozumie – nic nie rozumie. Jak pisał Marek Aureliusz: „To, co nie jest dobre dla roju, nie jest też dobre dla pszczoły”. Polityczne cmentarze pełne są singli, którzy uważali, że mogą okiwać wszystkich, aż w końcu sami zakiwali się na śmierć. Wiem, co mówię, bom w polityce długie lata. Widziałem masę jegomości, którym wydawało się, że sami z siebie są tak genialni, najmądrzejsi, najlepsi, najsprytniejsi, że mogą wszystko ze wszystkimi. Dawno są już na aucie, mało kto o nich pamięta. Myślałem o tym, gdy zadawano mi pytania dlaczego jestem „dopiero” drugi na liście w PiS do wyborów europejskich w Warszawie i tzw. „warszawskim obwarzanku” (Otwock, Pruszków, Wołomin, Legionowo, Piaseczno, Nowy Dwór Mazowiecki, Grodzisk Mazowiecki oraz powiat Warszawa Zachodnia), a nie „jedynką” w Wielkopolsce, jak w tej kadencji. Piłkarz też gra na pozycji, na jakiej ustawi go trener: czasem na obronie, czasami w  pomocy, czasami na skrzydle. U nas „grającym trenerem”, by użyć określenia ze świata sportów zespołowych właśnie, jest Jarosław Kaczyński. „Prezes Kaczyński locutus – causa finita”. I basta. Ważne jest zwycięstwo drużyny. Biało-Czerwonej drużyny. Koniec, kropka.

Politycy powinni mieć ideały, a jednocześnie muszą być pragmatyczni. W polityce politowanie budzi  zasada francuskiego twórcy nowożytnych igrzysk olimpijskich barona  Pierre’a  de Coubertina, iż „ważny jest udział, a nie zwycięstwo”. W polityce trzeba wygrywać. A jeśli nawet się przegrywa, to od razu ma się myśleć o rewanżu. Do polityki świetnie pasuje dewiza Józefa Piłsudskiego, że „zwyciężyć i osiąść na laurach – to porażka”. A z kolei: „Być pokonanym, a nie ulec – to zwycięstwo”. Bardzo to polskie. Ale bardzo prawdziwe.

Kreślę te słowa wyszarpując czas na pisanie w kampanii wyborczej. Dziś byłem w Otwocku, wczoraj w Pruszkowie, zresztą po raz drugi w ciągu 48 godzin. W ostatnich dniach także w Wołominie, Markach i Kobyłce.  Zaraz – po raz kolejny – udaję się do Legionowa. Kampania musi być intensywna, ale jednocześnie należy pamiętać o głębokiej słuszności amerykańskiego politycznego powiedzenia, iż „kampania zaczyna się następnego dnia po wyborach”. Gdy pracowało się solidnie, dzień po dniu, przez 4 lata (w przypadku posłów i senatorów) czy 5 lat (w przypadku europosłów, a od tej kadencji także samorządowców), to na finiszu można, owszem, przyspieszyć, ale ze świadomością, że gros wysiłku jest za nami i przeważnie wygrywa ten, kto pracował przez lata, a  nie tylko przez ostatnie tygodnie.To tak, jak sportowcy, którzy mają tym silniejszą psychikę i spokojne głowy, im bardziej przepracowali cały długi okres przygotowawczy do startu w zawodach.

Jaka jest recepta na szczęście w polityce? Odpowiedział na to mój bohater z licealnych lat, spędzonych na warszawskich Bielanach (liceum DeWuLotu – to samo, które półtorej dekady przede mną skończył Nasz Prezydent  ś. p. Prof. Lech Kaczyński) – Mahatma Mohandas Gandhi. Otóż Gandhi pisał: „Szczęście jest wtedy, gdy to, co myślisz ,mówisz i robisz pozostaje ze sobą w harmonii.”.

Otóż to!

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (13.03.2019)

Blog

Niemiecka polityka społeczna – „nowe rozdanie”?

Posted on

W kontekście „Piątki Kaczyńskiego” oraz w kontekście zeszłorocznej „Piątki Morawieckiego” warto zainteresować się tym,jakie plany odnośnie polityki społecznej mają nasi najbliższy sąsiedzi na Zachodzie- Niemcy. Mówię oczywiście o formacjach mających realne instrumenty realizacji swojej polityki czyli na przykład współrządzącej Republika Federalna partii socjaldemokratycznej – SPD. Niemiecka lewica w lutym przedstawiła swój program „Państwo socjalne 2025” .Przewiduje on choćby  wprowadzenie emerytury podstawowej dla osób, które przez minimum 35 lat dokonywały wpłat do kasy emerytalnej. SPD chce tez podwyższenia płacy minimalnej z 9,19 euro do 12 euro na godzinę, a więc chce wzrostu o około 30%. Partia dawnych liderów  Schroedera i Schulza chce też ograniczenia sankcji dla bezrobotnych. Także w kontekście tej grupy domaga się przedłużenia z dwóch  do trzech lat okresu państwowych zasiłków dla bezrobotnych pod warunkiem, że dłuższy czas opłacali oni składki.

Niemiecka lewica o polityce społecznej 

Na ile te propozycje są strzelistym manifestem pobożnych życzeń, a na ile uzyskają akceptację rządu federalnego, będzie przedmiotem wewnątrz koalicyjnych negocjacji w „czarno-czerwonym” rządze. Na razie partie Angeli Merkel – CDU oraz nowego lidera CSU -Markusa Soedera protestują przeciw konkretnym zapisom socjalistów . Skądinąd tym propozycjom przeciwni są liberałowie spod sztandaru FDP, których lider Christian Lindner tak chwalony przez przewodniczącego frakcji liberalnej w PE (ALDE) Guy Verhofstadta  ma być jednym z patronów, obok prezydenta Macrona, nowej neoliberalnej grupy politycznej w PE.  „Centrowej” – jak podkreśla Verhofstadt… Jednak reszta niemieckiej opozycji „establismentowej” czyli postkomunistyczna „die Linke” grupująca dawny aktyw enerdowskiej SED oraz lewaków z Republiki Federalnej, a także Zieloni poparli tę propozycję. Charakterystyczne, że te postulaty zyskały zdecydowane poparcie niemieckiego społeczeństwa – poza jednym, o czym za chwilę. W zależności od propozycji są one wspierane przez 2/3 do  4/5 Niemców (od 67-82%). Inaczej nasi zachodni sąsiedzi reagują na ograniczenie sankcji Hartz IV dla młodych bezrobotnych (do 25 roku życia). Sprzeciwia się tu przeszło 3/5 społeczeństwa (62%).

Wszyscy tracą czyli fenomen Republiki Federalnej 

Cześć komentatorów określa to wszystko jako rozpaczliwą próbę socjaldemokratów zahamowania dramatycznie spadkowych tendencji sondażowych. W tej chwili współrządząca SPD nie tylko totalnie przegrywa z CDU/CSU (w partii Frau Kanzlerin skończył się okres wewnętrznych sporów po wybraniu Annegret Kramp-Karrebauer na następczynię Merkel na stanowisku przewodniczącej partii), ale także coraz bardziej z Zielonymi. Póki co niemiecka lewica ściga się o miejsce na sondażowym podium ze skrajnie prawicową, eurosceptyczną i antyemigracyjną „Alternative fuer Deutschland” („Alternatywą dla Niemiec”). Według sondaży ośrodka IMSA, CDU dostaje mniej niż w ostatnich wyborach do Bundestagu (tyle samo co w ostatnim sondażu – czyli 30%), wyprzedzając Zielonych -17% (spadek o 0,5%) i SPD właśnie -15% (spadek o 1,5 %). Na czwartym jest AfD, mająca największy spadek ze wszystkich notowań (o 2,5%) -popierana  teraz przez 12% wyborców . Potem, na tym samym poziomie poparcia (8%),  jest postkomunistyczna „die Linke” i liberalna FDP, przy czym skrajna lewica straciła 1,5%, a liberałowie 1%.  Ten sondaż pokazuje swoisty fenomen niemieckiego społeczeństwa, w którym, uwaga, traci wszystkie sześć głównych partii politycznych! Kto zatem zyskuje, skoro nie ma praktycznie przepływu elektoratu między tymi ugrupowaniami, które  dostały się do Bundestagu półtora  roku temu ? Otóż zyskują małe partie, które nigdy jeszcze nie były reprezentowane w niemieckim parlamencie, ale niektóre z nich są obecne w PE. Dlaczego? Bo w Republice Federalnej Niemiec zmieniono ordynację wybroczą do Parlamentu Europejskiego, realnie obniżając próg krajowego limitu 5%  do łatwego do osiągniecia progu 1%. W tej „ drobnicy” największe poparcie uzyskuje „Freie Waehler” czyli „Wolni Wyborcy”mające 3%.

Sondażowa równia pochyla niemieckich socjalistów 

Socjalna ofensywa SPD godna jest wnikliwej analizy, choć jest oczywistą polityczną reakcją na fakt katastrofalnego spadku w sondażach: w porównaniu z wyborami do izby niższej niemieckiego parlamentu sprzed kilkunastu miesięcy SPD straciła aż 12,3%! O skali tej rzadko spotykanej w Europie katastrofy świadczy fakt, że ich wynik wyborczy z jesieni 2017 roku i tak był najgorszym wynikiem socjalistów od czasów Trzeciej Rzeszy Niemieckiej. Tyle, że „czarna dziura”, w którą wpadła niemiecka lewica jest tą samą, w której znalazła się lewica austriacka(oddala władze), lewica francuska zastąpiona przez liberałów, czeska (to samo), włoska (oddała rząd dwóm partiom eurosceptycznym), holenderska (musiała wyjść z rządu), węgierska(z kretesem przegrała po raz kolejny) i polska (po raz pierwszy nie weszła w ogóle do parlamentu). Cóż, jak epidemia porażek, to lewica jest pierwsza.

Rozpocząłem ten tekst od przypomnienia „Piątki Kaczyńskiego” i, siłą rzeczy, porównania tych imponujących prospołecznych i pronatalistycznych decyzji rządu RP z jednak dość skromnymi, zachowawczymi obietnicami niemieckich socjaldemokratów. Warto przypomnieć, że program 500 plus- wtedy jeszcze od drugiego dziecka -udało się właściwie bezproblemowo zrealizować w Polsce dzięki bardzo sprawnej operacji logistyczno-informatycznej (sic!). Myślałem o tym, śledząc dane dotyczące niskiego zaufania Niemców do własnego rządu w kwestii cyfryzacji. Tylko trochę więcej niż co trzeci Niemiec uważa, że władza w Berlinie posiada potrzebne zdolności, aby rozwinąć cyfrowy potencjał Republiki Federalnej. Niewiele więcej niż 2/5 naszych zachodnich sąsiadów (44%) ma poczucie, że rząd tego naprawdę chce. Wyniki badań przeprowadzonych przed „Vodafone Institut fuer Gesselschaft und Komunikation” szacują Niemców w okolicach europejskiej średniej (40% „dobrej woli” rządu i 34% „mocy sprawczej”). Skądinąd  na tle Niemców katastrofalnie wypadają Szwedzi, wśród których tylko co siódmy (14%) uważa, że rząd ma ku temu stosowne kompetencje i Bułgarzy (co czwarty Bułgar – 24%). Ciekawostka: swojemu rządowi znacznie bardziej niż Niemcy ufają Hiszpanie – 45%. Choć to i tak nic w porównaniu z  Indiami, gdzie aż ¾ społeczeństwa uważa, że rząd w New Delhi ma i plan i instrumenty do dalszej cyfryzacji tego państwa. Państwa, które i tak jest zagłębiem informatycznym dla wielu krajów, nie tylko w sensie ściągania tysięcy informatyków, ale także obsługi najważniejszych firm. Mało kto na przykład wie, że niemiecka Lufthansa informatycznie obsługiwana jest właśnie w Indii, w Bangalore – hinduskim odpowiedniku Doliny Krzemowej.

 *tekst ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (11.03.2019)

 

Blog

Niewygodny Pilecki i „Wyklęci”

Posted on

Wczoraj, w piątek 15 marca minęła  71. rocznica komunistycznej zbrodni sądowej -wyroku śmierci na Witolda Pileckiego, bohatera Ruchu Oporu, najpierw przeciwko Niemcom, a  potem przeciwko Sowietom. Dwa tygodnie temu obchodziliśmy Święto Niezłomnych zwanych też Wyklętymi – przemawiając wtedy w Pruszkowie i w Kobyłce mówiłem, że o tych obrońcach Ojczyzny powinniśmy pamiętać cały rok, a nie tylko w tym jednym dniu. Dlatego też piszę o Pileckim, którego z inicjatywy europosłów Prawa i Sprawiedliwości uczcił w swoim czasie Parlament Europejski. Zrobiło mi się i gorzko i gniewnie, gdy akurat w tę rocznicę(!)  przeczytałem w „Gazecie Wyborczej” zarzuty wobec Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, iż w imieniu Rządu RP przeznaczył kwotę 87 tys. złotych (na cały rok) kwartalnikowi „Wyklęci” poświęconemu właśnie bohaterom podziemnych walk o Niepodległą.  W zasadzie to brak słów. Oczekiwanie empatii dla człowieka powszechnie uznanego za Bohatera i jego rodziny, a także wszystkich dla których ta tradycja jest jedna z najważniejszych w dziejach najnowszych Rzeczpospolitej – zderza się jak widać albo z bezmyślnością, albo z odrzuceniem tego dziedzictwa, albo wręcz szczuciem na Żołnierzy Niezłomnych. Bo jak to? „Wyklęci” dostali (raptem 7 tys. złotych na miesiąc), a  lewicowa „Krytyka Polityczna” czy „Przegląd Polityczny” gdańskich liberałów – nie ! Jak widać niechęć do tradycji antykomunistycznego oporu i nakręcanie tej niechęci – trwa. Cześć i Chwała Bohaterom!

*pełna wersja tekstu, który ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (16.03.2019) 

 

Blog

Towarzysze, TW, wielogłowa hydra i Chirac…

Posted on

Jeżeli Koalicja Europejska nie ma jeszcze hasła to podsuwam: „Żeby było, tak jak było”. Skądinąd nazwa owej Koalicji to oświecona wersja nazwy, jak mówią warszawscy taksówkarze,  koalicji „towarzyszy i TW”.

Zostawmy na boku przystawki PO, bo dużo ciekawiej zająć się kierowniczą siłą Koalicji Europejskiej czyli ową Platformą. Skrót „PO” przez wielu obywateli RP (ale tych prawdziwych obywateli) był rozszyfrowywany jako skrót od słów: „Puste Obietnice”. Czy pamiętacie jak PO obiecywała swoje słynne 3 x 15? Oni nawet mają swoją własną, platformerską matematykę. U nich równanie 3×15 = … zero.

Z drugiej strony jednak, w gruncie rzeczy, powinniśmy być Platformie Obywatelskiej, głęboko wdzięczni. Za co? Za to, że… na szczęście nie spełnili swoich obietnic. Na przykład zaledwie po roku rządów Tusk Donald na Forum Ekonomicznym w Krynicy w 2008 zapowiedział wprowadzenie w naszym kraju waluty euro i to już po trzech latach – w 2011 roku  Bogu dzięki, była to „obiecanka-cacanka, dla Polaków strach”. Gdyby rzeczywiście to zrobili, nawet rok czy dwa, trzy lata później, to byłaby – jakby to powiedział Grek Zorba – „piękna katastrofa” albo tragedia grecka w polskim wydaniu.

Wróć. Podsunąłem strategom z PO, obojętnie zewnętrznym czy wewnętrznym, hasło dla Koalicji Europejskiej: „żeby było, jak było”. Od razu mam już drugie, nawet trochę sarmackie: „Kupą, Mości Panowie”…

Nazwa Koalicji Europejskiej sugeruje, że formacja rządząca europejską nie jest. Niektórzy z naszych aż się zatrzęśli z oburzenia. Niesłusznie. Wszystko zależy od zdefiniowania pojęcia „europejskości”. Tu jest europejski pies – lub słowiański burek – pogrzebany. Bo kiedy opozycja mówi, że Polska za rządów Prawa i Sprawiedliwości nie umie czy nie chce wykorzystać „europejskiej szansy”, to zamiast się wściekać na ową hipokryzję liberałów-aferałów, którzy stracili pięć miliardów unijnych dotacji przeznaczonych dla polskich kolei, bo nie byli w stanie przedstawić projektów  konsumujących te pieniądze – lepiej przetłumaczyć te brednie z ich języka na nasz. Oto bowiem w żargonie ICH wykorzystywanie „europejskiej szansy” to tak naprawdę skorzystanie z rady prezydenta Francji Jacquesa Chiraca, żeby Polacy „siedzieli cicho”. I teraz wszystko jest proste niczym konstrukcja cepa: Polska wykorzystuje szanse, jak siedzi cicho, niczym mysz pod miotłą i jak pokorne cielę dwie matki – niemiecką i francuską – ssie. Polska zaś nie wykorzystuje „europejskiej szansy”, jeśli formułuje własne interesy, domaga się ich respektowania, a nawet czasem wskazuje, że nasze interesy są sprzeczne z „ich” interesami.

Dla komunistów Lenin był „wiecznie żywy”. Dla wielogłowej hydry z twarzami Cimoszewicza, Millera, Belki, Lewandowskiego, et cetera, wiecznie żywy jest Chirac Jakub a nie Lenin Włodzimierz. Tak, oni dają gwarancję naszym bliższym i dalszym sąsiadom, że będą siedzieć cicho. „Głośne milczenie” oto trzecie hasło, które proponuję Koalicji Europejskiej…

*felieton ukazał się w „Gazecie Polskiej” (06.03.2019)

 

 

Blog

Indoktrynacja dzieci na warszawskich Bielanach?

Posted on

Oto zapis wywiadu, jakiego udzieliłem dla Programu Pierwszego Polskiego Radia (PR 1) w ostatnim czasie. Rozmowę przeprowadził red. Jerzy Jachowicz.

Gościem jest pan europoseł Ryszard Czarnecki z PiS. 

– Witam Pana, witam Państwa.

Panie Pośle, w Warszawie będzie trudna potyczka do Europarlamentu, tam ma Pan chyba dwóch potężnych rywali na liście Koalicji Europejskiej, pana Włodzimierza Cimoszewicza i pana Andrzeja Halickiego. 

– Z tego co wiem, to pan Cimoszewicz ma być jedynką tej PO i przystawek, koalicji, natomiast pan Halicki to słyszę, że może być na Mazowszu, ale może w Warszawie – Pan może lepiej wie, bo jest zawsze bardzo dobrze zorientowany i ufam, że ma Pan racje.

Czy Pan zakłada, że ten nowy nabór do Europarlamentu zmieni Unię Europejską? 

– Myślę, że obywatele poszczególnych krajów z Unii, a konkretnie we Włoszech, w Austrii, na Węgrzech, w Polsce, w jakiejś mierze również Francji i Holandii, a także Czechach pokazali, że mają już dosyć tego establishmentu, który myśli tylko o tym, jak więcej kompetencji zagarnąć z państw narodowych do Brukseli. Dlatego mają tego dosyć, bo doskonale wiedzą, że to tylko pozornie chodzi o to, że łapczywa i żarłoczna Bruksela zabiera kompetencje i prerogatywy krajom członkowskim do siebie. Tak naprawdę w politycznej praktyce te kompetencje owszem zwiększają się, ale dwóm największym państwom w Unii, Niemcom i Francji. I ten duopol po prostu drażni inne kraje .

Czy Pan również może pokłada nadzieję, że polscy wyborcy zobaczą tych ludzi, których mieli możliwość poznania przez ostatnie 4 lata, będących w Brukseli, którzy nieustannie donosili na Polskę? Jak Pan myśli? 

– Myślę, że trzeba pewne rzeczy mówić po imieniu. Chodziło o donosy na Polskę do obcych mediów, chodziło nawet nie o debatę na temat Polski, bo debatować można, ale chodziło o głosowanie za uruchomieniem sankcji gospodarczych wobec własnego kraju, a tak część takich znaczących posłów PO głosowała za tym przed rokiem, a więc to są rzeczy, które zdarzać się nie mogą. A co zrobili Czesi? To ciekawa rzecz, była debata na temat Czech w Parlamencie Europejskim, czeska opozycja nie chciała atakować własnego rządu. Czesi więc mają inną opozycję i my mamy inną. Kiedy europosłowie PiS zrobili konferencję na temat reparacji wojennych, to niestety żadni politycy z PO czy PSL czy SLD się tam nie zjawili, ale kiedy greccy europosłowie zrobili podobną konferencję o reparacjach niemieckich to przyszli wszyscy, bo Grecy uznali, że ta sprawa jest ponad podziałami i że te reparacje się im należą.

Ale nie tylko o pieniądze, fundusze i sankcje finansowe chodziło, ale na przykład również sprzeciwiano się rozwiązaniom korzystnym dla Polski z punktu widzenia dzieci będących za granicą.

– Chodziło o kwestię Jugendamtów i wypowiedź pani Pitery, która chwaliła działania zabierania polskich dzieci rodzicom i ich wynarodowianie. Ale tutaj chodzi też o budżet, mamy propozycje nowego budżetu 7-letniego i komisarz Bieńkowska nie zgłosiła zdania odrębnego i nie złożyła votum separatum wobec tego projektu, który dla Polski i naszego regionu jest fatalny, bo przesuwa pieniądze z niezamożnej Europy Środkowo-Wschodniej do Europy Południowej i ,jak powiedział jeden z polityków PO, pan Olbrycht :  rozsmarowuje ten budżet na Europę Zachodnią również.

Panie Pośle, ja chcę powiedzieć, że pan Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich pieje z zachwytu nad deklaracją, którą wprowadził pan Trzaskowski i ma nadzieję, że w innych miastach także te zapisy zostaną wprowadzone. 

– Jako ojciec – najmłodszy mój syn ma 9 lat- raczej przywiązuję większą uwagę do opinii Rzecznika Praw Dziecka, który jest bardzo krytyczny wobec tego jednak nachalnego i ideologicznego ustawiania Warszawiaków i Polaków przez prezydenta z PO.

Warszawiaków, którzy protestują. 

Tak, ja muszę powiedzieć, że nie ma chleba -w tym sensie, że prezydent Warszawy z PO nie realizuje obietnic ekonomiczno-społecznych- no ,ale na takie ideologiczne igrzyska ma czas i pieniądze. Muszę powiedzieć, że oceniam to bardzo krytycznie i uważam, że mamy swoje tradycyjne wartości i powinniśmy je zachowywać. Nie obchodzi mnie to, kto co robi w swoim domu czy hotelu, bo Polska jest wolnym krajem, ale uważam, że zawłaszczanie przestrzeni publicznej przez te grupy mniejszościowe jest rzeczą skandaliczną.

A mówiliśmy krótko o donosach przez niektórych posłów, ale jeszcze nowo wybrana prezydent Gdańska, pani Aleksandra Dulkiewicz ledwie tydzień po objęciu urzędu już udzieliła wywiadu gazecie niemieckiej „Die Welt”, w którym oskarża obecny rząd o dzielenie Polaków i to ,co wzbudziło moje zdumienie to to, że żaliła się, że stanowisko rządu wobec katastrofy smoleńskiej uniemożliwiło wszystkim Polakom godne uczczenie żałoby. 

– Polska jest wolnym krajem wolnych ludzi, możemy mieć różnice zdań, ale zostawmy to we własnym domu, bieganie z donosami do niemieckich mediów jest czymś obrzydliwym, a wcześniej też robiła to pani von Thun und Hohenstein, co przyjmowałem i przyjmuje  z najwyższym oburzeniem.

A Robert Biedroń, twórca nowej formacji politycznej „Wiosna”, proponuje, żeby zamiast pomnika ks. Jankowskiego, którzy wzbudza kontrowersje i został wczoraj rozebrany, postawić pomnik ofiar pedofili.  

– Ja nie chcę odnosić się do tych radykalnych ultrasów lewicowych, jest pan Biedroń, opozycja jest skłócona, on idzie osobno, PO idzie osobno, pan Zandberg idzie osobno, kłótnie opozycyjne mnie nie interesują. Pedofilia jest rzeczą straszliwą, trzeba z nią ostro i zdecydowanie walczyć, a samych pedofilów ostro karać, natomiast zwalanie pomników w wymiarze formalno-prawnym, kiedy człowiek nie może się bronić, to mi się nie podoba.

Panie Pośle, nie mamy za wiele czasu, więc może już po programie Pan spróbuje sobie w wyobraźni stworzyć, ja też spróbuję, taki pomnik, jak on miałby wyglądać. 

– To raczej chora wyobraźnia pana Biedronia.

Natomiast chciałem zapytać jaki jest Pana stosunek o to, konkurs matematyczny, w szkołach bielańskich zawiera zadanie matematyczne „obliczyć zarobki sekretarki spółki Srebrna”. 

– Myślę, że takie upolitycznianie od najmłodszych lat, dzieciaków, młodzieży, jest bez sensu. Robi to opozycja, a ja myślę, że dzieci i młodzież powinny być poza sprawami politycznymi. Ci, którzy grają dzieciakami i młodzieżą zachowują się w sposób wstrętny.

Bardzo dziękuję, Państwa i moim gościem był Ryszard Czarnecki, europoseł i jednocześnie kandydat do europarlamentu.

– Z Warszawy i także tzw. obwarzanka, czyli Wołomin, Pruszków, Nowy Dwór Mazowiecki, Grodzisk Mazowiecki, Legionowo, Otwock, Piaseczno.

 Bardzo, bardzo dziękuję za tę mapę. 

Blog

Strata Koalicji Europejskiej: z 28 na 21 mandatów

Posted on

Polecam lekturę wywiadu, jakiego udzieliłem w ostatnich dniach red. Jackowi Liziniewiczowi dla VOD „Gazety Polskiej” w cyklu  “Rozmowa Niezalezna”. Jest to wersja spisana po telewizyjnej prezentacji tego wywiadu. 

Ryszard Czarnecki: Dzień dobry Państwu, Jacek Liziniewicz, moim i Państwa gościem jest wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki. 

 – Witam Pana, witam Państwa!

Zbliżamy się już do wyborów europejskich, zmieniają się przetasowania na scenie politycznej, dowiadujemy się, że EPP skręca w lewo i prawdopodobnie FIDESZ jednak opuści tę formację. Co to oznacza? 

– Mówiąc precyzyjnie, to Węgrzy sami z siebie nie wyjdą. Orban wyraźnie czeka aż będzie wyrzucony, nie chce wyjść, chce doprowadzić do takiej sytuacji: w te albo we w tę. Gra ostro, wiedząc, ze siła Europejskiej Partii Ludowej czyli EPP polegała na tym, że ta formacja w europarlamencie, największa w zresztą frakcja grała zawsze na kilku fortepianach: bardziej lewicowym, bardziej prawicowym, właśnie na przykład Węgrzy, czy słowacka chadecja (chrześcijańska demokracja) bardzo aktywna w sensie wartości: ochrony zycia, pro life (to takie bardzo pasujące do Prawa i Sprawiedliwości), ale są też takie, które – jak w Holandii czy Szwecji lub Luksemburgu – są blisko nie tyle lewicy,  co liberałów.  One szantażują zresztą Europejską Partię Ludową, mówiąc, że jak nie wyrzuci Węgrów, to oni wyjdą .  Takich deklaracji zgłosiło już ponad 10 partii i jest to dla EPP „ból głowy”. To zresztą działo się w Polsce, bo tutaj odbywał się dwudniowy spęd EPL, a wiec w tej politycznej „rodzinie”,gdzie jest Platforma i PSL. Tutaj taka ciekawostka, chyba ci, którzy układali program chyba rzeczywiście , delikatnie mówiąc, nie przemyśleli tematu, bo proszę sobie wyobrazić, uroczystą kolację  zamówili w restauracji o nazwie „Forteca” … To taka metafora, lud do tej Bastylii…, „Wiosna Ludów”, oni w tej „Fortecy” siedzą, jedzą, piją, lulki palą. ..

Ale czy z tej fortecy nie wyrzucą Węgrów po to, by razem z nami ich tutaj wyrzucić na pożarcie. 

– Ja myślę, ze Europejska Partia Ludowa może rozumować w ten sposób , ze jeżeli nie wyrzucą Węgrów, to wówczas, uwaga, mogą wystąpić partie, które są członkami EPL-u , niektóre z krajów skandynawskich, niektóre z krajów Beneluksu. I gdzie pójdą? Pójdą do Macrona. W ten sposób Manfred Weber , szef frakacji EPP może się obawiać, że w ten sposób bardzo dużo urosną liberałowie Macrona. W związku z tym może się okazać, że lepiej poświęcić Węgrów na ołtarzu utrzymania całej grupy, ale bez Madziarów , bez FIDESZU, bo w ten sposób tylko nie wzmocnia Macrona. Tylko, że jest faktem, że to oznacza duże przesunięcie EPL  na lewo. No i w pewnym sensie jest też korzystne  dla Prawa i Sprawiedliwości , bo dla nas FIDESZ jest naturalnym sojusznikiem – my broniliśmy Węgrów kilkakrotnie, jeszcze w poprzedniej kadencji, nawet dwie kadencje wstecz… Oni bronili nas, głosujemy w zasadzie tak samo, natomiast byliśmy-i jesteśmy- w dwóch różnych blokach politycznych. Teraz po tej informacji o potencjalnym wyrzuceniu, nie ma co ukrywać, w ostatnich dniach  pan premier Orban szukał kontaktu z premierem Jarosławem Kaczyńskim,. Jest także planowana wizyta premiera Mateusza Morawieckiego na Węgrzech – mówię tu o rzeczach takich, o których jeszcze powszechnie się nie mówi, ale tutaj zadzierzgnięcie bliższych jeszcze kontaktów między Warszawą a Budapesztem może spowodować tworzenie wspólnej frakcji, przy czym wariant najbardziej prawdopodobny , to ich wejście do EKR-u , a nie opcja zerowa, ze tworzymy coś nowego – ponieważ w sensie administracyjno-biurokratycznym tworzenie nowej frakcji w europarlamencie jest dużo trudniejsze niż powiększanie frakcji już istniejącej czyli powiększanie frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

 A uda się do tego dokooptować Matteo Salviniego i jego ruch? 

 -Ja tu nie widzę przeszkód. Z tego, co słyszę to pan Salvinii, wicepremier i jednocześnie szef MSW Italii skłaniał się do takiej opcji, to nam proponował, aby była  to „opcja zerowa” – to znaczy oni wychodzą z frakcji, w której do tej pory są z panią Le Pen, my rozwiązujemy EKR i tworzymy coś nowego.  Tylko, że minusem tego rozwiązania jest to, że jest to dużo większa mitręga , a ponadto przy pewnej złośliwości administracji Parlamentu Europejskiego , mogłoby to się zakończyć pewnymi problemami, trudnościami,  więc myślę że ten polsko-węgierski alians byłby też sygnałem dla Salviniego, że nie ma co ,że tak powiem : licytować, gdy chodzi o warunki, tylko po prostu przystępować. Obaj panowie akurat Salvini i Orban spotykali się ze sobą, zanim spotkal się Salvini  z prezesem Kaczyńskim na Nowogrodzkiej, w związku z tym, myślę, że to jest rzeczą oczywistą, iż to jest taki „naturalny trójkąt” – i nie będzie on Trójkątem Bermudzkim – czyli Lega -dawna Lega Nord, Liga Północna, a obecnie Liga, FIDESZ i Prawo i Sprawiedliwość.

No, ale mamy taki pierwszy sondaż wyborów do Parlamentu Europejskiego i on wskazuje na to, ze jednak ten układ sił w Europie nieszczególnie się zmienia – to znaczy EPP wraz z socjalistami nadal są w stanie mieć kontrolę nad PE. 

– Ja myślę, że to jest „mission impossible”…

No wlaśnie, ale dlaczego tak jest, bo widzimy – mamy Węgrów, Polaków, Włochów, mamy siły konserwatywne w innych państwach, które jednak rosną, wiec dlaczego… 

– Wszystkie wybory w krajach europejskich ostatnio  – konkretnie gdy chodzi o lewicę-co pokazują ? W Holandii partia pana Timmermansa wyleciała z rządu, uzyskała chyba 9-ty wynik, ledwo przelazła do holenderskiego parlamentu w Hadze, w Austrii – socjaliści oddali władzę, we Włoszech – oddali władze, w Czechach – oddali władzę , w Niemczech mieli najgorszy wynik od czasów Trzeciej Rzeszy Hitlera, Trzeciej Rzeszy Niemieckiej, na Słowenii fatalnie wypadli w wyborach – utworzyli u siebie coś takiego jak „anty-PiS” w Polsce – ale w sensie liczby mandatów spadek. W Szwecji de facto rząd mniejszościowy, wiec znowu spadek w wyborach. O Polsce i Węgrzech nie wspomnę. Nie widzę żadnej możliwości, żeby ta „Wielka Koalicja” – tak, jak jest w Niemczech, jak do niedawna była w Luksemburgu  czy w Austrii (już ich nie ma) , żeby ona była w europarlamencie. Po prostu będzie za mało szabel. Za mało będą mieli mandatów. Jeżeli nawet poszerzą o liberałów, to też ta „nieświęta Trójca” nie wystarczy – chyba, żeby poszerzyli to o komunistów i Zielonych – bo to taka „koalicja antyCzarnecki”odwołała mnie z funkcji wiceszefa europarlamentu – to wtedy może to poskutkować. Natomiast wie Pan, polityka to jest taka dziedzina, że „never say never” („nigdy nie mów nigdy”) i ja znam też takie analizy, które mówią, że kierownictwo EPP wyrzuca Orbana po to, żeby zachować jednak sterowność nad swoją frakcją, żeby te partie nie wyszły do Macrona, a później, jak chcą niektórzy optymiści, może tak się stanie , zobaczymy, z tym nowym EKR-em zawierają układ polityczny w nowym europarlamencie. Ciekawe, ale na razie to „political fiction”. Natomiast urokiem alternatywy w  polityce jest to, że ona jest.

Przenieśmy się trochę teraz na nasze podwórko wewnętrzne. Poznaliśmy program Prawa i Sprawiedliwości – przysłowiowa Piątka Morawieckiego.. 

 -„Piątka Kaczyńskiego”. „Piątka Morawieckiego już była”. Teraz jest „Piątka Kaczyńskiego”.

 Opozycja mówi, że program nie jest europejski, chociaż swojego nie przedstawia. 

-Akurat, gdy ktoś się mnie pyta dlaczego my nie mówimy nic o Unii Europejskiej? To ja odpowiadam: ale czy ktoś inny mówi? Czy Koalicja Europejska przedstawiła listy? Nie przedstawiła list… Skądinąd dziś na korytarzu parlamentu na moje pytanie złośliwe skierowane do jednego z posłów PO – „a kiedy Wasze listy?  – on mówi: „może za tydzień”.  Zapowiadał już Rafal  Grupiński ,ze to zrobią w ten weekend ,co już właśnie minął . Teraz mowa o kolejnej niedzieli – czyli 17.03. Natomiast, co do programu europejskiego – żadna inna  formacja tego nie przedstawiła. „Piątka Kaczyńskiego” była dwa dni przed poinformowaniem przez Pana Prezydenta RP doktora Andrzeja Dudę o dacie wyborów i uruchomieniu całego kalendarza wyborczego  . Hasło „Polska sercem Europy” to jest stwierdzenie faktu. Oczywiście w sobotę mamy kolejna konwencje-w Katowicach .

Też nie jest tajemnicą, bo na tych listach widzimy mnóstwo parlamentarzystów. 

 -Tak, to prawda i to jest dobre, bo to są mocne listy, nazwiska rozpoznawalne. Nazwiska z dobrymi rekordami wyborczymi – ludzie, którzy mieli bardzo dobre, albo przynajmniej dobre wyniki do polskiego parlamentu lub do Parlamentu Europejskiego, więc to są najsilniejsze listy PiS w historii, a to są czwarte wybory już. I myślę, że to jest bardzo dobre, bo naszym problemem – mówię to bardzo szczerze  – jest to, że nasz elektorat nie szedł na te wybory, tak jak szedł w wyborach krajowych czy prezydenckich. Tamci mając nawet mniejsze poparcie  w sondażach, w  dużych aglomeracjach mobilizowali się – tam gdzie oni wygrywają, to wygrywają frekwencją – tym, że ich ludzie idą na wybory. Tutaj więc  prośba o mobilizację, bo – jak powiedział Jarosław Kaczyński na konwencji  w hali Expo na Woli w Warszawie – to są dwie tury: pierwsza to wybory europejskie, druga to wybory krajowe. Zapewne jesienią, w listopadzie.

No właśnie, a czym zaskoczycie, żeby ta frekwencja byłą wyższa? Bo już wiemy, że nazwiska na listach głośne, to czym jeszcze? Program społeczny, co jeszcze? 

 – Na pewno będziemy pokazywać związek przyczynowo-skutkowy. Chcemy wygrać te wybory europejskie nie tylko po to, żeby polski głos był słyszalny, żeby Polska miała tam swoich ludzi, którzy będą o jej interesy zabiegać, a nie na Polskę donosić – jak szereg europosłow Platformy i jej przystawki. Natomiast tak naprawdę jest to pierwsza runda, pierwsza tura, jak powiedział prezes Kaczyński -gdy chodzi o wybory krajowe. I kto wygra wybory europejskie, to będzie miał lepszą pozycję w walce o zwycięstwo  w tych wyborach decydujących o tym, kto będzie w Polsce rządził – parafrazując  ś.p. Jana Olszewskiego – „czyja ta Polska będzie?”. Więc warto o tym pamiętać, żeby zwiększyć szansę na zwycięstwo w wyborach polskich.

Widzimy po tej konferencji w hali Expo, o której pan przewodniczący już wspomniał, bo na gruncie europejskim to wiemy, że EPP skręca w lewo. Widzimy, że tak naprawdę opozycja znalazła się w defensywie – nie ma jakiejś właściwie odpowiedzi na ten program społeczny – nawet pani poseł Leszczyna stwierdziła, że oni specjalnie nie pokazują programu, żeby Prawo i Sprawiedliwość go nie podchwyciło? Jak Pan ocenia takie podejście do polityki? 

 – Ja pamiętam jednego z marszałków Sejmu, który indagowany o jakieś kwestie powiedział: „Wiem, ale nie powiem”. Ta postawa najwyraźniej udzieliła się pani poseł Leszczynie. Ona powiedziała więcej: „mamy, ale nie damy, żeby Prawo i Sprawiedliwość nie urzeczywistniło naszych pomysłów”. To rzeczywiście kabaret. Gdyby kręcono kiedyś komedię o polskiej polityce, to tutaj pani Izabela Leszczyna mogłaby być cytowana bez przerwy. Natomiast sprawa jest poważna, to pokazuje, że dla Platformy i przystawek najważniejszy jest PR, najważniejsze jest opakowanie. Tylko, że to jest randka w ciemno, bo jak się to rozpakuje, to tam nic nie ma PiS to, PiS tamto. To trochę mało, jak na gotowość do rządzenia piątym co wielkości krajem europejskim.

Czyli będziemy mieli dwie kampanie: jedna konkretna i druga o Polexicie i wymyślonych PR-owych sztuczkach? 

-Tak i straszenie, że PiS to, PiS tamto. I nie trzeba być tu jakimś wybitnym analitykiem, by wiedzieć, że tak będzie. Oni się mobilizują na zasadzie negatywnej, ale uwaga ten elektorat wtłaczany jest na siłę w ramy jednej koalicji – „PO plus”  -prawa autorskie zastrzeżone, żartuję…. Zwracam  także uwagę, w wyborach europejskich pięć lat temu Platforma miała 19 europosłów, PSL – 4, a SLD – 5 . Prosta matematyka – w sumie 28. Ile dostali teraz w sondażach? – 21. A więc strata mandatów, mimo że jest koalicja. Robert Biedroń parę swoich mandatów też weźmie …

Myślę, że np. Danucie Huebner bliżej do Roberta Biedronia niż do… 

-Myślę, ze bliżej jej do chęci reelekcji. Mówi się w  kuluarach, że pani von Thun und Hohenstein straszyła kierownictwo Platformy, że jeśli jej nie dadzą jedynki w Małopolsce i Swiętokrzyskim, to pójdzie do Biedronia. I Grzegorz Schetyna miał ulec szantażowi. Nie wiem, czy to jest prawda, ale faktem jest, że pani Thun und Hohenstein jest jedynką w Krakowie i Kielcach – bo to lista małopolsko-świętokrzyska.

Troszkę współczujemy Grzegorzowi Schetynie. Jego problem… 

 -Sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało…

 Dziękuję za rozmowę, dzisiaj moim gościem był wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki. 

-Dziękuję bardzo.

Blog

O eurowyborach w Warszawie, Brudzińskim w PE i Izraelu….

Posted on

Zapraszam do przeczytania wywiadu, jakiego udzieliłem Radiu Plus. To jego spisana wersja. Rozmowę przeprowadził red. Jacek Prusinowski.

 “Sedno Sprawy”, Radio Plus, Jacek Prusinowski, a moim gościem jest Ryszard Czarnecki, deputowany do Parlamentu Europejskiego i kandydat w zbliżających się wyborach do tegoż parlamentu, witam. 

 Witam, ma Pan racje, kandydat w nadchodzących wyborach z okręgu Warszawa i powiaty okołowarszawskie takie jak Wołomin, Pruszków, Grodzisk Mazowiecki, Nowy Dwór Mazowiecki, Legionowo, Otwock, Piaseczno, a także takie miejscowości, jak Ożarów, Łomianki, Błonie …

Taką informację na pewno wyborcy dostaną, jak przyjdzie czas. Politycy PiS mówili o ucieczce Donalda Tuska już 5 lat temu, kiedy ten został szefem Rady Europejskiej, a teraz konstytucyjni ministrowie i wiceministrowie całą ławą chcą się do Brukseli przenieść. Czyli powinniście tak Panie Przewodniczący sami siebie mocno krytykować. 

 A nie widzi Pan fundamentalnej różnicy…

 No, prestiż tego stanowiska, faktycznie, szef Rady Europejskiej, a eurodeputowany, tak, różnica jest fundamentalna, zdecydowanie. 

Wie Pan, akurat od 10 lat, może Pan nie zauważył, ale eurodeputowani w sposób decydujący stanowią prawo w Unii Europejskiej. Wcześniej Parlament Europejski miał rolę zredukowaną, od Traktatu Lizbońskiego – można ten traktat oceniać krytycznie lub mniej krytycznie, ale faktem jest, że od grudnia 2009 roku, czyli już 9 lat i parę miesięcy Parlament Europejski ma kompetencje zatwierdzania każdej regulacji unijnej  zaproponowanej przez Komisję Europejską czy Radę Europejską, więc jego rola jest duża. Dlatego warto głosować.  Tym bardziej, że Polska jest w ogonie frekwencyjnym, tylko Litwa i Słowacja miały gorszą frekwencję w ostatnich wyborach.

Z każdymi wyborami ta frekwencja rośnie. 

Rośnie i jak słyszę o sondażach, że na Słowacji 13% obywateli chce iść, w Czechach 18%, to mam nadzieję, że tym razem „czerwoną latarnią” nie będziemy, jeśli chodzi o frekwencję. A wracając do Pańskiego pytania, każdy minister rządu polskiego czy sekretarz stanu podda się weryfikacji wyborczej i to wyborcy zdecydują, czy chcą go w Brukseli czy Strasburgu, czy też nie. A pan Donald Tusk czmychnął i zostawił rząd – ja pamiętam, jakie gromy spłynęły na premiera Finlandii Jyrki Katainena w jego własnym kraju, gdy opuścił będąc premierem stanowisko szefa rządu Suomi i poszedł na komisarza w KE i wiceprzewodniczacego Komisji Europejskiej.

 ….no, ale to nie jest jedyny przypadek, szef rządu włoskiego też został przecież szefem Komisji Europejskiej, więc to się zdarza też w krajach największych. 

Romano Prodi, tak, to prawda, natomiast mówię, że weryfikacji wyborczej Donald Tusk się nie poddał, nasi ministrowie się poddają. Paweł Graś z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów też poszedł na członka gabinetu Donalda Tuska do Brukseli i nie poddał się weryfikacji, też „sorry, taki mamy klimat” komisarz Bieńkowska takiej weryfikacji się nie poddała.

Panie Przewodniczący, ale przy całym szacunku dla pracy eurodeputowanych, to i praca ministra to jest nieporównywalnie większy wpływ na sprawy Polski, na życie Polaków, to chyba jest nie do zakwestionowania, więc jak tłumaczyć odejście z rządu na stanowisko szeregowych deputowanych. 

A wie Pan, jaki procent polskiej legislacji jest w tej chwili decydowany przez pracę w Brukseli i Strasburgu? 70% polskich ustaw tam powstaje.

To może premiera powinniśmy tam wysłać, skoro to jest ważniejsze. 

Dziękuję za radę, lekką ironię wyczuwam, natomiast premier Morawiecki mam nadzieję, bo o tym zadecydują wyborcy, będzie premierem także po kolejnych wyborach. Dość często w krajach europejskich zdarza się, a mogę wymienić na przykład minister sprawiedliwości Francji Rachidę Dati w rządzie Sarkozy’ego, że takie osoby zostają europosłami i ona dalej nią jest. Takich osób jest więcej, to jest normalne w krajach Europy Zachodniej, Południowej czy Północnej, że listy wyborcze są wzmacniane ministrami, nazwiskami znanymi i rozpoznawalnymi i mającymi dobre wyniki wyborcze.

Czyli chodzi o te wyniki wyborcze? 

Mówmy konkretnie: jeżeli Joachim Brudziński jest specjalistą i ma niebywałą wiedzę w zakresie polityki antyimigracyjnej i on zasili Parlament Europejski i przekaże swoją wiedzę na ten temat, to będzie miał wpływ na kształt unijnej polityki migracyjnej, która do tej pory była fatalna. Polska ma swoje przemyślenia w tym temacie i Joachim Brudziński mógłby być niezłym specjalistą w tej dziedzinie w Parlamencie Europejskim.

Panie Przewodniczący, mocna programowa i socjalna ofensywa PiS, trudno nie odnieść wrażenia, że poważnie obawiacie się Koalicji Europejskiej. 

Nie obawiamy się, tylko chcemy bardzo te wybory wygrać. Podchodzimy z szacunkiem i pokorą do wyborców, nie tylko ciężko pracujemy, ale też realizujemy obietnice, mamy konkretne propozycje, chcemy wygrać wybory…

…ale nie trudniej będzie przy zjednoczonej opozycji wygrać wybory? 

Ona nie jest zjednoczona, bo partia “Wiosna” idzie osobno, partia “Razem” idzie osobno. Natomiast te wybory o tyle były do tej pory inne niż wszystkie, że – mówię o tym wprost, nie jestem dyplomatą – że nasz elektorat nie traktował tych wyborów jako priorytetu i zwykle na nie nie chodził, a elektorat środowisk liberalnych i lewicowych, PO na przykład, jak najbardziej chodził. 5 lat temu frekwencja w Warszawie była  38%, na Mazowszu 26%. Na Mazowszu wygrał wyraźnie PiS, w Warszawie i wokół Warszawy wygrało PO. Nam chodzi poprzez mocne listy o mobilizację naszego elektoratu, co jest dla nas bardzo ważne.

Panie Przewodniczący, a coś Panu może wiadomo o przeprosinach szefa izraelskiej dyplomacji Israela Katza, czy grzecznie pogodziliśmy się z jego słowami i nie zamierzamy już żadnej aktywności robić? 

Może tylko przypomnę, że Katz to nazwisko, a nie pseudonim. Słowa absolutnie skandaliczne, które wykluczają go z jakichkolwiek relacji z Polską. Bez tych przeprosin nie sądzę, aby były możliwe jego relacje z polskim MSZ czy rządem, a izraelscy wyborcy może pokażą mu drzwi wyjściowe, bo nie jest wykluczone, że koalicja skupiona wokół Likudu, czyli opcji premiera Benjamina Netanjahu, przegra wybory.

No jasne, wybory w Izraelu za chwilę, to prawda, ale przedstawiciele polskiej dyplomacji nie polecieli na szczyt Grupy Wyszehradzkiej… 

 …a szczyt został odwołany.

 Ale czy zostawiamy to tak jak jest? 

 Nie, nie zostawiamy, już powiedziałem, Israel Katz jest persona non grata…

 …ale ktoś to ogłosił, MSZ, ktoś powiedział? 

 Dyplomacja polega na tym, że czasem lepiej poczekać na wynik wyborów, a jeśli te wybory będą po myśli premiera Netanjahu, to wtedy wygłosić…

 …to jest ta persona non grata, czy nie? 

 Oczywiście, że jest, bo po takich słowach nie wyobrażamy sobie współpracy z tym panem.

 Ale to jest konkretna kategoria w dyplomacji Panie Przewodniczący, persona non grata… 

 …ja tu mówię jako polityk, nie wyobrażam sobie kontaktów polskiego rządu z tym panem, bo to było przejawem nienawiści wobec Polaków i w związku z tym jest z tego dialogu wykluczony. Koniec i kropka.

Pan Przewodniczący coś słyszał o tym rzekomym niezadowoleniu Jarosława Kaczyńskiego, że premier miał udać się do Jerozolimy na szczyt Grupy Wyszehradzkiej? Bo podobno prezesowi PiS bardzo to się nie podobało, kiedy dowiedział się już o tym po wszystkim. 

 Ja akurat nic o tym nie wiem, różne są plotki i spekulacje okołorządowe. Ja o tym nie słyszałem, a Szczyt został odwołany. Basta.

 Prawo i Sprawiedliwość, prezes Jarosław Kaczyński, jesteście zadowoleni z tego, jak swoją funkcję w dyplomacji wypełnia Jacek Czaputowicz? 

 Jacek Czaputowicz pełni swoją funkcję nadal, gdyby było niezadowolenie we władzach PiS, to by jej nie pełnił, w związku z tym tematu nie ma.

 A mówił to Ryszard Czarnecki, deputowany do Parlamentu Europejskiego i kandydat w zbliżających się wyborach w maju. Dziękuję, dobrego dnia Panu i Państwu życzę. 

 Dziękuję bardzo.

Blog

PSL wyjdzie na Koalicji Europejskiej, jak Zabłocki na mydle…

Posted on

Dziś proponuję lekturę spisanego radiowo-telewizyjnego wywiadu, jakiego udzieliłem ostatnio dla połączonych sił „Radia dla Ciebie” i TVP 3. Przeprowadził go redaktor Michał Kolanko.

Dzień dobry, Michał Kolanko, audycja „Polityka w Południe”, dzisiaj moim i Państwa gościem jest Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości i też kandydat do Parlamentu Europejskiego z list PiS z Warszawy. Dzień dobry.

Witam Pana, witam Państwa, to prawda, ale również z okręgu okołowarszawskiego, a więc Grodzisk Mazowiecki, Nowy Dwór Mazowiecki, Wołomin, Pruszków, Otwock, Piaseczno, Legionowo…

Pytanie jaka jest stawka listy PiS, poznaliśmy częściowo je niedawno, ale co zmienią te wybory, może zacznijmy od gruntu europejskiego? Czy ten status quo, wielka koalicja socjalistów i chadeków się utrzyma? 

Na pewno nie będzie tej tzw. „wielkiej koalicji”, czyli Europejska Partia Ludowa – tam gdzie PO i PSL – oraz socjaliści – tam gdzie SLD, chociaż jest to u nas, w Polsce Koalicja Europejska teraz w wydaniu nieco poszerzonym.  Ale to koniec dominacji chadecko-lewicowej, a jaki będzie ostateczny kształt Parlamentu Europejskiego to zobaczymy. Wiadomo, że będzie tam dużo więcej eurorealistów jak my, a także eurosceptyków, euronegatywistów, konserwatystów, tradycjonalistów, więcej ludzi, którzy z pozycji prawicowych czy lewicowych chcą patrzeć na ręce Brukseli, są przeciwni nadmiarowi biurokracji, chcą, by kompetencje znajdowały się w rękach państw członkowskich Unii, a nie, by Unia je żarłocznie zabierała do siebie. Ale de facto to pożeranie kompetencji przez Brukselę sprowadza się do tego, że więcej decyzji jest w rękach Berlina i Paryża, dla których Komisja Europejska jest częstym narzędziem oddziaływania.

Ale pytanie właśnie, kto będzie rządził w Parlamencie Europejskim? Chadecy, socjaliści i liberałowie, taka superkoalicja?

Może też im głosu zabraknąć, więc być może powstanie „koalicja anty-Czarnecki”, jak ta, która odwoływała mnie z funkcji wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego, a więc poszerzona o komunistów i zielonych jeszcze – nie tylko liberałów. Ale może też być koalicja eurorealistyczna, a może też tak być – i to być może byłby najlepszy wariant- że nastąpi pewien konsensus i wszystkie ugrupowania, które wprowadzą swoich przedstawicieli, będą mieli poczucie partycypacji i będą reprezentowani we władzach. W moim przekonaniu to byłby powrót do korzeni Unii, kiedyś w EWG decyzje podejmowano konsensusem, to była jej siła i każde państwo, nawet mniejsze czy biedniejsze, miało poczucie, że ma wpływ na decyzje. Teraz chwilowa większość przegłosowuje na siłę chwilową mniejszość i to powoduje słabość Unii Europejskiej, tendencje odśrodkowe i jej coraz gorszy wizerunek na świecie, a na tym cierpią relacje dwustronne, przykład z USA czy Chinami.

Pytanie jaka jest stawka krajowa? Bo 52 eurodeputowanych, ktoś może sobie pomyśleć, że to wybór ważny, ale ważniejsze są wybory do Sejmu, więc po co iść na te wybory? 

No tak, po pierwsze warto iść i apeluję o frekwencję dlatego, że to czy się komuś podoba czy nie, aż 70% polskiego ustawodawstwa w praktyce decyduje się w Brukseli czy Strasburgu. Są tam przyjmowane regulacje, często techniczne, gospodarcze, które potem są przenoszone na grunt Polski jako państwa członkowskiego. Tak jest też w innych krajach. Skoro więc 7 na 10 ustaw jest przyjmowanych tam, to warto wybrać dobrą reprezentację, która będzie pilnowała polskich interesów ekonomicznych, gospodarczych, wszelkich. Po drugie, kwestie wizerunkowe. Ja nieraz bywałem pytany w Brukseli i pytania były podszyte drwiną, „a co tam się dzieje u Was, że macie tak słabą frekwencję?”. Bo rzeczywiście Polska w wyborach europejskich jest w trójce krajów o największej absencji wyborczej, o najgorszej frekwencji: Polska, Litwa, Słowacja. Ja apeluję za pośrednictwem Radia dla Ciebie i Telewizji Polskiej żeby ta frekwencja była jak najwyższa, żebyśmy nie byli „czerwoną latarnią” Europy, żeby na inne kraje wskazywano, że tam obywatele nie chcą mieć wpływu na swoje losy.

Ale pytanie czy to nie jest też tak, że te wybory w tej sekwencji pełnią funkcję wyborów prezydenckich w 2015 roku. One były w maju, potem jesienią były wybory do Sejmu, które PiS wygrało, a prezydentem został Andrzej Duda, zresztą formalnie europoseł, jeśli się nie mylę. I pytanie czy teraz jest tak samo, że ważne będzie kto wygra te wybory, bo one ustawią narrację na wybory jesienne? 

I to jest ten trzeci wzgląd, ma Pan rację: rzeczywiście jest analogia, parę miesięcy po wyborach, w których bardzo aktywny europoseł Andrzej Duda, autor już kilkunastu raportów wtedy mimo, że był tam niespełna rok, okazal się zwycięzca ,wygrał wybory prezydenckie, a potem jego i nasza formacja – PiS, wygrała wybory parlamentarne. Nie wiem czy Pan ogląda Formułę 1, wyścigi samochodowe? Tam jest ważne, żeby na treningu wykręcić jak najlepszy czas, bo to daje tzw. pole position, pierwsze miejsce w pierwszej linii dla samochodu, z której jak się jedzie na początku, no,to łatwiej jest uniknąć kolizji i uciekać, niż ścigać. Też o to toczy się w wyborach europejskich batalia: aby być liderem stawki przed wyborami parlamentarnymi.

Czy to też jest tak, że dlatego PiS wysyła oprócz obecnych europarlamentarzystów, także ministrów? Czy to jest sposób na zwiększenie mobilizacji swoich zwolenników, gdy na przykład w zachodnio-pomorskim zobaczą ministra Brudzińskiego czy panią minister Zalewską w dolnośląskim? 

Po pierwsze jest to norma zachodnia. W wielu krajach Europy Zachodniej zdarza się, że do europarlamentu kandydują ministrowie. Na przykład pierwsza z brzegu Francja i minister Rachida Dati z resortu sprawiedliwości za rządów Sarkozy’ego startowała i jest europosłanką, a takich przykładów jest wiele, więc to co obserwujemy to jest swoista westernizacja.

PO mówi ewakuacja. 

Ale to jest taki strzał w kolano Platformy, bo nasi ministrowie i wiceministrowie poddają się wyborom i to wyborcy zdecydują, czy mają oni być w Brukseli, czy nie. Jestem przekonany, że nie wszyscy nasi ministrowie czy wiceministrowie mają pewność czy gwarancję, że się tam znajdą, bo nie wszyscy je mogą wygrać. Natomiast w przypadku PO to pan Donald Tusk uniknął weryfikacji wyborczej, zostawił funkcję premiera i czmychnął do Brukseli. Pan Paweł Graś, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów zrobił to samo, pani komisarz „sorry, taki mamy klimat” Bieńkowska również zostawiła rząd i została komisarzem. I ta trójka: Tusk, Graś, Bieńkowska nie poddali się weryfikacji wyborczej, a nasi ministrowie się poddają.

Ale przy takich jednak funkcjach jak szef Rady Europejskiej, jednej z najważniejszych funkcji, to trudno się dziwić, żeby Donald Tusk nie chciał, żeby Polska była reprezentowana przez Polaka… 

 … żeby on był reprezentowany, bo potem okazało się, że w sprawach ani budżetu, ani nagonki na Polskę nas nie bronił, wręcz przeciwnie. Ale ja zwracam uwagę, że na przykład premier Finlandii Jyrki Katainen przeszedł jak pan Tusk, z funkcji szefa rządu do Brukseli na stanowisko -konkretnie wiceprzewodniczacego Komisji Europejskiej i komisarza-  to w Finlandii była awantura: „jak to?”, „jak tak można?”. Finowie byli oburzeni, także ich europosłowie. Zachowanie Donalda Tuska było kontrowersyjne w szerszym kontekście, nie tylko wewnątrzkrajowym.

A jest informacja, że były prezydent Bronisław Komorowski nie wystartuje w tych wyborach, bo pamiętam, że chyba Valery Giscard d’Estaing był autorem projektu konstytucji unijnej i był europosłem też, jeśli się nie mylę. 

Jest też wiele przypadków odwrotnych, że premierami czy ministrami zostawali też europosłowie. Ale Valery Giscard d’Estaing rzeczywiście był, natomiast to jest decyzja PO kogo wystawia, a kogo nie. PO skręcając w lewo uznała, że wolą Cimoszewicza i Millera zamiast Komorowskiego…

 …właśnie, uważa Pan, że PO skręca w lewo? W tej koalicji jest też konserwatywny PSL. 

 No tak, ale na 13 okręgów wyborczych, 4 zostały oddane lewicy, Miller w Wielkopolsce, Belka w Łodzi, Cimoszewicz w Warszawie, Liberadzki w zachodniopomorsko-lubuskim, czyli 1/3 okręgów dla lewicy. Więc jak nie skręca? Oddając im takie miejsca właśnie to czyni.

Pytanie, bo to są znani politycy, Leszek Miller negocjował i wprowadził Polskę do Unii, był premierem, to jest potężny argument dla wyborców. 

 No, ale na jakich zasadach wprowadził? Pan zapyta rolników jak wprowadził, gdyż  w Traktacie Akcesyjnym Polski ze Wspólnotami Europejskimi w 2003 roku dopłaty dla polskich rolników zostaly określone na takim poziomie, że były 2 lub 2,5 raza mniejsze niż dopłaty dla rolników niemieckich, włoskich czy holenderskich. To też jest „zasługa” – w cudzysłowie-ówczesnego premiera Millera czy ówczesnego ministra spraw zagranicznych  Cimoszewicza, nie mówiąc już o politykach PSL, którzy byli wtedy w koalicji z SLD.

Pytając jeszcze co do gruntu krajowego, to premier Morawiecki mówi: Europa to wyższe zarobki. Nie jest to pewne uproszczenie sytuacji? 

Przede wszystkim my chcemy, aby poziom życia był taki w Polsce, jak w Europie Zachodniej. Powoli w tym kierunku idziemy, a nawet dość szybko, bo wyprzedziliśmy Grecję – pierwszy kraj starej Unii, tzw. Piętnastki, który wyprzedziliśmy, jeśli chodzi o PKB na 1 mieszkańca, wyprzedziliśmy Węgry. W sumie 6 innych krajów Unii Europejskiej jest za nami, a  dochodzimy do poziomu Portugalii, więc rozwijamy się szybko. A że chcemy, by polscy pracownicy mieli takie same płace jak na Zachodzie, to dobrze, bo to świadczy o tym, że myślimy o poziomie życia naszych rodaków, że taki mamy cel i to jest naszą ambicją. Nie chcemy skazywać Polski na bycie krajem z definicji gorszym, gdzie polski pracownik ma zarobki gorsze niż na Zachodzie.

W tym tygodniu w Warszawie będzie przywództwo Europejskiej Partii Ludowej, będzie Manfred Weber, kandydat na szefa Komisji Europejskiej – Spitzenkandidaten, jak to ładnie mówią Niemcy. Czy w Brukseli czy Strasburgu mówi się, że elity brukselskie mogłyby pomóc PO w wyborach, nie tylko przez przyjazdy, zdjęcia, i tak dalej, ale w jakimś sensie by Platformie było łatwiej wrócić w tej narracji o polexit. Myśli Pan, że ktoś taki scenariusz już w Brukseli pisze? 

 Jest faktem, że Platforma ściąga posiłki z zewnątrz. W średniowieczu jak książęta przegrywali walkę o władzę w Polsce, to często pielgrzymowali do obcych dworów i prosili o posiłki zbrojne, które by ich z powrotem na tron czy tronik książęcy zainstalowały. A tutaj widać, że bez tej pomocy z zagranicy PO nie może funkcjonować. Takie spotkanie będzie, ale PO pokazuje, że nie za bardzo ufa w możliwości polskich wyborców, że musi ściągnąć sobie posiłki, zaimportować polityków z zagranicy po to, by ich poparli, bo bez tego nie maja ci z PO poczucia, że można wygrać. To jest ciekawe.

Ale tu nie chodzi o wsparcie, że przyjadą tak jak mówiłem politycy i będą zdjęcia i przemówienia, ale samo działanie, myśli Pan, że Unia wesprze w ten sposób Grzegorza Schetynę tak bardzo, że coś zrobi, by łatwiej było mówić o polexicie Platformie? 

Jest tak, że za rządów PO-PSL Polacy mieli poczucie życia w kraju afer, poczucie ,że olbrzymie miliardy zabierają mafie VAT-owskie, że miliardy wypływają z Polski, tak było – ale to się podobało krajom Europy Zachodniej, wiadomo, byliśmy wtedy chwaleni, a Donald Tusk otrzymywał doktoraty honoris causa uniwersytetów niemieckich i austriackich i różne prestiżowe wyróżnienia. Taka Polska się podobała, bo była klientem dla Unii, jak trzeba było powiedzieć „tak”, „yes”, „ja”, to tak mówili. Tyle, że to się skończyło i myślę, że istnieje w głowach polityków zachodnich taka myśl, że lepiej było ,jak było. Może dlatego im pomagają.

 A nie jest tak, jak PO mówi, że przez politykę PiS Polska jest poza stolikiem, nie ma informacji, jest poza dyskusjami, tak też jest w Parlamencie Europejskim, co Pan na to? 

„Klituś-bajduś módl się za nami”… To jest bajkopisarstwo, zwracam uwagę, że gdy chodzi o stolik budżetowy, to przy nim siedziała komisarz Bieńkowska i ona wspolodpowiada za to, że jest nowy projekt budżetu siedmioletniego 2021-2027 proponowany przez Komisję Europejską, fatalny dla Polski i naszego regionu, gdzie środki są przesuwane z Polski i naszej części Europy do Europy Południowej oraz, jak to powiedział ostatnio polityk PO, europoseł Jan Olbrycht, są rozsmarowywane także dla Europy Zachodniej ! A więc siedzą ci Państwo z Platformy przy europejskim stoliku i dla Polski jest to fatalne. A co do nas, to za czasów PO-PSL spraw Iranu nie konsultowano z naszym krajem, a teraz przy tym stoliku siedzimy i to za tego rządu Polska stała się sojusznikiem numer 1 USA w Unii. Mogą nas teraz mniej lubić, bo wtedy nas lubili, bo byliśmy niegroźni i nie biliśmy się o własne interesy. Teraz muszą się z nami liczyć i to jest najważniejsze.

A pytanie o frekwencję, jakiej Pan się spodziewa w tych wyborach? W 2014 roku było 23,8%, teraz wydaje się, że będzie wysoka, niektórzy mówią, że nawet będzie 40%. 

Ja bym chciał, żebyśmy przekroczyli magiczną granicę 30%,  bo te wybory nie są popularne wśród Polaków, ale słyszę co się dzieje u naszych sąsiadów – Słowacja ma przewidywaną frekwencję rzędu 13%, Czechy 18%, mam nadzieję, że w końcu Polska przerwie to mówienie na Zachodzie o tym, że Polacy nie interesują się wyborami i myślę, że będzie najwyższa frekwencja w historii i ja będę mógł mówić w Brukseli – oczywiście jeśli mieszkańcy Warszawy i powiatów podwarszawskich mnie wybiorą- że ,proszę bardzo , Polacy wzięli sprawy w swoje ręce, mamy najwyższą frekwencję od początku naszego udziału w wyborach i wyższa niż różni nasi sąsiedzi. I o to apeluję.

A jak Pan sądzi, czy te wybory to starcie personalne, mobilizacyjne, czy programowe w tym sensie, że PiS chce wciągnąć PO i Koalicję na ten grunt dyskusji krajowej o lepsze zarobki, o 500+, o tematy, którymi Parlament Europejski nie zajmuje się wprost. 

Zawsze wybory europejskie w każdym kraju były okazją do podsumowania tego, jak się ocenia rząd i opozycję. Tak też będzie w Polsce. To są wybory personalne, bo polityka realizuje się przez personalia. Ale ja powiem tak, że  jeżeli Joachim Brudziński kandyduje ze Szczecina i Gorzowa, a w praktyce od dłuższego czasu zajmuje się polityką antyimigracyjną i Polska ma w tym zakresie duże doświadczenie i mądrzejsza polityke niż Unia Europejska, to może on w Brukseli czy Strasburgu będzie miał wpływ na to, żeby tam ta polityka była bardziej zdroworozsądkowa, taka realistyczna i dlatego uważam, że tam warto też kierować specjalistów.

A małe partie, które skonsolidowały się po prawej stronie, partia Ruch Narodowy, KORWiN-Wolność, inne ruchy typu Polska Fair-Play Roberta Gwiazdowskiego, Paweł Kukiz, Marek Jakubiak, Marek Jurek, będzie kilka innych prawicowych list poza PiS-em, więc chyba PiS to martwi? Wtedy głosy mogą przejść na te mniejsze partie i listy. 

My się nie martwimy rozdrobnieniem sceny politycznej, bo jest główna batalia między blokiem PiS a blokiem lewicowo-liberalnym Koalicji Europejskiej, jest konfrontacja programowa po naszej stronie, a polityczna z obu stron i chcemy to wygrać. Mamy za sobą sprawdzone i takie skuteczne lata rządzenia,  bo to nie były tylko obietnice, a dotrzymane obietnice, gdy chodzi o 500+, obniżenie wieku emerytalnego, dziesiątki innych spraw. To można porównać z PO i z tym, co oni obiecywali i czego nie dotrzymali.

A na koniec jak Pan sądzi, jak PSL wyjdzie na tym wszystkim. Czy PSL może być kiedyś koalicjantem PiS, jeśli teraz weszli w skład Koalicji Europejskiej? 

No, tak , PSL jest jak Zabłocki, który kiedyś chciał szmuglować mydło do Gdańska i szmuglował je pod tratwą. Mydło się zmydliło w nurtach Wisły i stracił majątek. PSL straci wyborców którzy nie zrozumieją, dlaczego przed wyborami, a nie po wyborach, PSL zawiera koalicję z Nowoczesną, która chce likwidacji KRUS-u, czy partią Teraz, która chce Kościół Katolicki postawić przed Trybunałem w Hadze.

O tym jak będzie wyglądała kampania będziemy jeszcze mówić, Państwa i moim gościem był europoseł Ryszard Czarnecki, dziękuję bardzo. 

Dziękuję bardzo.

Blog

Patrioci kontra kosmopolici

Posted on

Przedstawiam mój wywiad, który ukazał się na portalu Fronda.pl. Rozmowę przeprowadził red. Tomasz Wandas. Wywiad ukazał się w niedzielę po południu.

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Jak ocenia Pan konwencja regionalną PiSu, która odbyła się wczoraj w Jasionce? Na co warto zwrócić uwagę?  

Ryszard Czarnecki, poseł do Parlamentu Europejskiego: Była to pierwsza z trzynastu naszych konwencji regionalnych. Warto przypomnieć, że konwencji jest trzynaście nie dlatego, że walczymy z przesądami, ale dlatego, że jest trzynaście okręgów w wyborach europejskich (niektóre województwa są połączone np. woj. małopolskie z woj. świętokrzyskim, woj. dolnośląskie z opolskim czy zachodniopomorskie z lubuskim). Konwencja w Jasionce była okazją do pokazania „jedynek” na listach. Natomiast czy te „jedynki” będą też „jedynkami” po wyborach, to zależy od wyborców – oni zdecydują. Przed nami konwencja we Wrocławiu, potem kolejnych jedenaście. Myślę, że wczoraj najważniejsze były wystąpienia prezesa Prawa i Sprawiedliwości oraz premiera Mateusza Morawieckiego.

Jarosław Kaczyński powiedział: „Dwa tygodnie temu mówiłem, że te wybory w dwóch turach: do PE i parlamentu polskiego to w gruncie rzeczy jedne wybory, a stawką tych wyborów jest przyszłość Polaków, przyszłość Polski. Mówiłem również i to powtórzę, że jeżeli wygrają nasi przeciwnicy, to nie będzie tak, jak było, ale będzie gorzej jak było”. Sondaże pokazywane przez TVPinfo (pokazywane wczoraj) wskazują, że Koalicja Europejska idzie łeb w łeb w Prawem i Sprawiedliwością.  O czym to świadczy? Jak będzie przebiegała ta kampania? Jaki może być jej finał? 

Oczywiście jest to kluczowy – jeśli chodzi o Polskę – wyścig. Obóz patriotyczny i obóz „kosmopolityczny”, który sam nazywa się europejskim idą bardzo równo, mówiąc językiem wyścigów konnych „łeb w łeb” lub też językiem kolarzy „koło w koło”. Stąd wszystko w rękach naszego elektoratu, jeśli się zmobilizuje to wygramy, jeśli nie to może być problem.

 W czym rzecz?   

Jeżeli nasz elektorat uzna, że ta „daleka” Bruksela to abstrakcja, to zrobi prezent Platformie i jej „przystawkom”, oni będą wtedy mogli „odtrąbić” swoje zwycięstwo w Europie i świecie i utorować sobie w ten sposób drogę do zwycięstwa w wyborach do Sejmu jesienią tego roku. Natomiast  jeśli nasz elektorat rozumiejąc, że w tej chwili ponad 70% polskie ustawodawstwa jest tworzone w Brukseli czy Strasburgu – a więc trzeba tam ludzi, którzy będą walczyli o polskie interesy, a nie jak pani komisarz Bieńkowska akceptować budżet na lata 2021-2027 fatalny dla naszego kraju –  postanowi iść do urn i oddać na nas głos wówczas zwyciężymy.

Jeśli nie dojdzie do takiej mobilizacji to swoje szanse na zwycięstwo zwiększy „totalna opozycja” czego skutki byłyby dla Polski katastrofą.  

Jarosław Kaczyński podkreślił też, że rodzina jest najważniejsza. „Tym zagrożeniem jest atak na rodzinę, atak na dzieci” stwierdził prezes PiS. Wyjaśnił, że chodzi „pewną specyficzną socjotechnikę”, w której centrum jest seksualizacja dzieci. „Włosy na głowie dęba stają” dodał. Prezes PiS podczas konwencji zwrócił uwagę na problem seksualizacji dzieci, dlaczego?

W tej chwili widoczna jest próba swoistego eksperymentu ideologicznego, który siły liberalne i lewackie – wykorzystując fakt ,ze maja władze w samorządach – usiłują wtłoczyć w polskie życie publiczne, w tym do przedszkoli i szkół. Cóż, ja tu widzę nawiązanie do taktyki komunistów, proponowanej kiedyś przez włoskiego przedstawiciela lewicy komunistycznej – Gramsciego, który mówił o „marszu przez instytucje”.

To znaczy? 

Mówił on, że komuniści powinni wejść do struktur władzy i tam promować swoją ideologię. Teraz robi się to samo z tym, że robią to liberałowie i lewacy – czyli nie komuniści, a postkomuniści. Jeśli by im się to udało, będzie to katastrofa dla Polski. Mam nadzieję, że silna reakcja społeczna, która już jest w Polsce widoczna będzie skuteczna i tradycyjne wartości zostaną obronione.

Dziękuję za rozmowę.

 

Blog

Piąta kolumna?

Posted on

Co przedstawiciele PO zrobili dla Polski na forum UE w ostatnich latach? Dwa przykłady z brzegu. Brexit staje się faktem – zostały rozdzielone 73 mandaty po Brytyjczykach i tylko jeden z nich przypadnie Polsce. Taka była propozycja Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego kierowanej przez byłą komisarz z nominacji SLD- PSL, a potem eurodeputowaną PO Danutę Huebner. Pani europosłanka z PO zaproponowała jednocześnie ,aby Hiszpania- absolutnie porównywalna z nami ludnościowo -otrzymała aż pięć nowych mandatów. Skądinąd tyle, co Francja. Tymczasem nasza ojczyzna dostała tyle samo, co maleńka Estonia – czyli jeden…

Komisarz z nominacji rządu PO-PSL, była wicepremier u Tuska, Elżbieta Bieńkowska szereg razy publicznie atakowała własny kraj, a nawet publicznie przyznała, że opowiadała kolegom komisarzom jaki to Polsce jest dramat. Gdy Komisja Europejska zaproponowała nowy budżet UE na lata 2021-2027 – dla Polski i naszego regionu fatalny, bo przesuwający pieniądze do zamożniejszej od nas Europy Południowej i bogatej Europy Zachodniej (!) – pani Bieńkowska (PO) była „ZA”. A przecież mogła złożyć votum separatum. Wybierając polityków z listy PO (i jej  przystawek) do PE pamiętajmy, że nie jest to żadna randka w ciemno – oni będą robić tak, jak Huebner i Bieńkowska.

*komentarz ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (09.03.2019) 

Blog

Serbia wybiera Europę – a nie Rosję!

Posted on

Belgrad, Serbia. Ostatnie dni lutego 2019. Pięcioosobowa delegacja Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego – w której jestem jedynym Polakiem – przyjeżdża na Bałkany Zachodnie (także do Kosowa), aby rozmawiać miedzy innymi  o stanie przygotowań państwa, które wejdzie do Unii Europejskiej  jako pierwsze lub jako jedno z pierwszych. Nie Kijów, ale Belgrad właśnie, Podgorica, może Skopje, może Tirana. Nieprędko. Za dziesięć, jedenaście lat – ale wejdzie.

Serbia, Kosowo, problem…

W typowo serbskiej restauracji, w której nie obowiązują unijne zakazy palenia papierosów w miejscach publicznych słychać, paradoksalnie hiszpańską, muzykę. Restauracja nazywa się, jak dzielnica – czyli Savski Vienac (Sawski Wieniec). Siedzimy i rozmawiamy o Serbii, Polsce, Rosji, europejskiej drodze Belgradu. Z knajpy wszędzie blisko. Polska ambasada po drugiej stronie ulicy, do MSZ rzut kamieniem, do Kancelarii Premiera niewiele dalej, w pobliżu sporo ambasad: poza naszą także włoska, kanadyjska, bułgarska czy chorwacka. Popijając „Svetlo Pivo” czyli jasne piwo popularnej tu marki „Nikšićko”, słyszę, że mój dzisiejszy rozmówca, nie znający angielskiego minister spraw zagranicznych Ivica Dačić nie tylko ma mocną pozycję w rządzie, ale też jest skuteczny. Za jego urzędowania już 13 państw wycofało uznanie Kosowa. Nawet jeśli są to kraje egzotyczne, jak Burundi czy Dominika na Morzu Karaibskim (nie mylić z Dominikaną!), to jak w ONZ: jedno państwo – jeden głos. Celem Dačicia jest, jak sam nieoficjalnie deklaruje, zmniejszenie liczby krajów uznających państwowość Kosowa do mniej niż połowy członków ONZ.

Polski most z Belgradu do Unii

Już za niespełna pięć miesięcy w Poznaniu odbędzie się trzeci szczyt UE – Bałkany Zachodnie. Poprzednie były w Berlinie i Londynie. Serbia tam będzie, choć po cichu się obawia, czy aby inwestowanie politycznej Europy w taką inicjatywę nie jest formą pretekstu do odsunięcia w czasie akcesji Belgradu do Unii. Ale tak nie jest. Na razie w naszych rozmowach dwustronnych poznański Szczyt Zachodniobałkański ma mniejsze znaczenie – z punktu widzenia Serbów – niż prośby Belgradu, aby zablokować formalne wejście Prisztiny do Interpolu.

Przed laty w periodyku Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych domagałem się większego zaangażowania na Bałkanach – zwłaszcza w tych krajach, które dopiero mają wejść do UE. Teraz się cieszę, że w ramach tzw. „Konferencji Belgradzkiej” Polska w dwustronnym, eksperckim, formacie przygotowuje Serbię merytorycznie do akcesu na europejskie salony, zwłaszcza w obszarach sprawiedliwości, spraw wewnętrznych i rolnictwa.

Trochę to przypomina Konferencję Utrechcką, w której to Holandia przygotowywała Polskę do wstąpienia do Unii. Teraz my się rewanżujemy, nie tylko Serbii, ale wcześniej już Macedonii i Gruzji. Pierwsza edycja Konferencji Belgradzkiej miała miejsce rok temu w Warszawie, a w 2018  w Belgradzie współotwierał ją ze wspomnianym ministrem Dačiciem szef polskiego MSZ Jacek Czaputowicz. W tym roku ponownie odbędzie się ona w Polsce.

Ale to nie Czaputowicz, ale jego poprzednik Witold Waszczykowski miał podobno usłyszeć od swojego serbskiego odpowiednika, że Macedonia to część Serbii. Gdy obecny przy tym ówczesny premier, a dzisiaj prezydent Aleksandar Vučić przestraszył się i przerwał tyradę swojego ministra spraw zagranicznych, Polak miał odpowiedzieć dyplomatycznie: „ależ ja rozumiem, rozumiem.”.

Arogancja Zachodu i „bałkański kocioł”

Zachód wobec Bałkanów w ogóle, a teraz w szczególności Bałkanów Zachodnich, wykazuje konsekwentną arogancję. Świadczy o tym upowszechnione pojęcie „kotła bałkańskiego” i przeświadczenie, że narody w tym regionie irracjonalnie i źle się same rządzą. Ta sama arogancja, choć nie w takiej skali ma miejsce wobec naszej Europy Środkowo-Wschodniej.

Głównym kamieniem niezgody, utrudniającym szybkie poruszanie się Belgradu na drodze do Brukseli jest oczywiście Kosowo, będące kolebką serbskiej państwowości i mające szczególną rolę historyczną. Staram się zrozumieć Serbów – myśląc, że Polacy też nie wyobrażaliby sobie oddania komukolwiek  pierwszych polskich stolic: Gniezna i Poznania. Czy w grę wchodzi, jak mówi się w belgradzkich, dyplomatycznych,  kuluarach salomonowe rozwiązanie polegające na wymianie terytorialnej: do Serbii miały być włączone ziemie stanowiące część Kosowa, na których 95% mieszkańców to Serbowie, a do Kosowa miałby trafić zamieszkany w zdecydowanej większości przez Kosowarów skraweczek Serbii Południowej? Tyle, że historyczne i święte dla Serbów  miejsca, jak Graczanin, Kosowe Pole czy Pecz ta wymiana by nie objęła.

Polacy w Serbii

Serbski brzmi swojsko, bardzo wiele wyrazów jest podobnych do naszych i tylko specjaliści pokazują, jak wieki tureckiej okupacji przyczyniły się do zapożyczeń z języka Turków do mowy ojczystej kniazia Miłosza.

Serbskie sporty narodowe to, poza oczywiście piłka  nożna, piłka wodna oraz siatkówka. W tej ostatniej Serbki zdobyły ostatnio tytuł mistrzyń świata. Zostało to bardzo finansowo docenione przez władze. Wyjątkowi są natomiast serbscy kibice. Rywalizacja między dawną milicyjną Cverną Zvezdą („Czerwoną Gwiazdą”) a wojskowym „Paritzanem” Belgrad jest słynna w Europie. Skądinąd kibice z Belgradu trzymają  się z kibicami warszawskiej Legii, którzy przyjeżdżają na coroczną demonstrację w rocznicę zaboru Kosowa. Na obu stadionach rywalizujących klubów położonych zresztą niedaleko, niczym Wisła i Cracovia, rozdzielone krakowskimi Błoniami, co rusz pojawiają się patriotyczne hasła i transparenty, słyszymy narodowe pieśni, a także antyalbańskie i antychorwackie hasła. Stadion „Cvernej Zvezdy”, choć nosi imię piłkarza Rajko Miticia, powszechnie nazywany jest „Maracaną”, na wzór tej brazylijskiej – i rzeczywiście jest podobnie gorący…

W naszej ambasadzie pracuje 21 ludzi, co wydaje się sporo przy ośmiu zatrudnionych w Bośni i Hercegowinie i sześciu w Czarnogórze. Ale to chyba i tak za mało wobec potrzeb i w porównaniu z olbrzymią aktywnością Czechów i Węgrów. Skądinąd spada liczba Madziarów zamieszkałych w serbskiej Vojvodinie, choć Węgrzy dalej są tu największą mniejszością narodową. Niemal wszyscy oni mają już węgierskie paszporty, co umożliwia osiedlenie się na Węgrzech lub emigrację zarobkową do Europy Zachodniej.

A skoro o mniejszościach już mowa, to dopiero co, pierwszy raz w historii uznano tutejszych Polaków za mniejszość narodową. Stało się to w listopadzie 2018 roku, gdy zgodnie z serbskim systemem, wybrano Polską Radę Narodowościową. Jej przewodniczącą została pani Anita Szalbot. Na polską diasporę w Serbii składają się dwie grupy: pierwsza to potomkowie XIX-wiecznej emigracji ze Śląska Cieszyńskiego, a druga to Polki, żony Serbów, które przyjechały tu w latach 1970.i 1980. Zresztą ta „emigracja małżeńska” dotyczy terenów całej Jugosławii, od Słowenii do Kosowa. Polaków jest tu około tysiąca, ale to i tak wiele razy więcej niż Serbów w Polsce…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (04.03.2019)

 

Blog

USA i Skandynawia: niepolityczne zamachy na polityków

Posted on

W Polsce toczy się bardzo upolityczniona  dyskusja o tym, jak bardzo polityczny był zamach na prezydenta Gdańska ś. p. Pawła Adamowicza. Intencje głównych uczestników tej debaty – zarówno polityków opozycji, jak i mediów („Gazeta Wyborcza”, TVN, portal naTemat, ale też „Puls Biznesu”) są jasne: winą za „polityczny” zamach obarczyć rządzącą w Polsce formację. Nie będę w tych rozważaniach skupiał się na przypominaniu faktów, ze zarzuty prokuratorskie prezydent Gdańska otrzymał za rządów PO i PSL, że w tamtym czasie Platforma Obywatelska zawiesiła jego członkostwo w partii, a  w ostatniej kampanii wyborczej był brutalnie atakowany przez polityków opozycyjnych (lider Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer pisała o nim jako o „polityku całkowicie skompromitowanym”, a konkurent do stanowiska prezydenta Gdańska, kandydat PO Jarosław Wałęsa publicznie mówił, że ś.p. prezydent Paweł Adamowicz będzie siedział…). Wolę pokazać, ze i na świecie bywaly zamachów na polityków, które wcale nie były „polityczne”. Często ich sprawcami byli ludzie psychicznie niezrównoważenie, albo przynajmniej niestabilni. Ich motywem nierzadko była chęć „zabłyśnięcia”, sławy medialnej, skupienia na sobie uwagi.

Klasycznym przykładem był zamach na prezydenta USA Ronalda Reagana. Miał on miejsce 38 lat temu, a zamachowcom był John Hinckley Jr. Jego motywem była chęć… zaimponowania słynnej aktorce Jodi Foster, w której kochał się od momentu, gdy pierwszy raz zobaczył ją w „Taksówkarzu”. Choć Foster raczej sprzyjała Demokratom, Republikanie nie oskarżyli o zamach swoich politycznych oponentów i nie zbijali kapitału politycznego na tym dramacie.

Skądinąd Reagan przeżył cudem, bo kula o parę centymetrów ominęła jego serce. W zamachu tym ciężko ranny został rzecznik Białego Domu James Brady – Hinckley Jr. strzelił mu w głowę, w wyniku czego Brady zostal inwalidą. Zresztą po przeszło 30 latach zmarł właśnie w wyniku odniesionych wtedy obrażeń. Ranni też zostali: oficer ochrony i policjant Thomas Delahanty i Timothy McCarthy. Gdy z miejsca strzelaniny, spod hotelu Hilton w Waszyngtonie odtransportowano Reagana do szpitala noszącego imię pierwszego prezydenta USA George’a Washingtona, czterdziesty lokator Białego Domu w dziejach Stanów Zjednoczonych pokazał, że ma poczucie humoru nawet w tragicznych sytuacjach, mówiąc „I hope you’re all Republicans” („Mam nadzieje,ze wszyscy jesteście Republikanami”). Zdążył jeszcze usłyszeć odpowiedz, która weszła do historii USA: „Myślę, Panie Prezydencie, że w tej chwili wszyscy jesteśmy Republikanami”…

Niedoszły zabójca Ronalda Reagana wyszedł z więzienia trzy lata temu, po 35 latach spędzonych za kratami. Miał wtedy 61 lat. Zamieszkał ze swoją 90-letnią  matką w stanie Wirginia. Sąd zakazał mu udzielania wywiadów, a także czynnego korzystania z portali społecznościowych, jak Facebook czy Twitter.

Ponad 15 lat temu w Sztokholmie w wyniku zamachu zginęła szefowa MSZ Szwecji, Anna Lindh. Podczas robienia zakupów w centrum handlowym NK ciężko poranił ją nożem syn serbskich imigrantów Mijajlo Mijajlovic. Dzień po zamachu socjalistyczna polityk zmarła w szpitalu . Szwedzkiej opinii publicznej nie przyszło jednak do głowy, aby oskarżyć o tę zbrodnię centroprawicowa opozycje skupionej wokół partii Moderata i chadeków. Nikt nie wydał takiego werdyktu, bo byłoby to i nieetyczne i niedorzeczne. Po dwóch tygodniach złapano serbskiego Szweda (urodził się już w nowej ojczyźnie), który przyznał się do winy.

Zamach w USA z 1981 roku i ten ze Skandynawii z 2003 były niewątpliwie zamachami na bardzo znanych i wyrazistych polityków. Jednak nie były to zamachy z pobudek. stricte politycznych. Mam wrażenie, że tragedia w Gdańsku A. D. 2019 przypomina zdecydowanie bardziej kule w Waszyngtonie i nóż w Sztokholmie niż niewątpliwie polityczne morderstwa na pierwszym prezydencie RP Gabrielu Narutowiczu (sprawcą był skrajnie prawicowy fanatyk, malarz Eligiusz Niewiadomski) w 1922 roku i na łódzkim działaczu Prawa i Sprawiedliwości, Marku Rosiaku (sprawca był eks-członek PO, taksówkarz Ryszard Cyba) w 2010 roku.

Warto rozmawiać o faktach i powściągać emocje.

*tekst ukazał się w miesięczniku “Nowe Państwo” (luty 2019)