Blog

Nowa europejska układanka 2.0

Posted on

W tym tygodniu nastąpi w Parlamencie Europejskim w Strasburgu (podczas drugiej sesji kadencji 2019-2024) głosowanie, na które czeka cała polityczna Europa. Chodzi o zatwierdzenie przez europarlament wyboru Niemki Ursuli Gertrud von der Leyen (z domu Albrecht) na stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej. Kandydatka spotkała się z głównymi grupami politycznymi, w tym z nami – Europejskimi Konserwatystami i Reformatorami. Sytuację ma trudną, bo póki co socjaliści, komuniści i „Zieloni” chcą głosować przeciwko. Głosów samej Europejskiej Partii Ludowej i  liberałów (Renew Europe) będzie za mało. W dużej mierze od tego, jak zagłosuje 26 europosłów PiS zależy, czy kandydatka ustalona na brukselskim szczycie UE 12 dni temu będzie wybrana.

Polskie aktywa w Parlamencie Europejskim

Na razie ukonstytuowały się w dużym stopniu prezydia 22 komisji i podkomisji Parlamentu Europejskiego. W dużym stopniu, bo wybór niektórych członków prezydiów został „zamrożony”  i odbędzie się ponownie za dwa tygodnie, też zresztą w Brukseli.

Europosłowie z Polski tym razem nie maja żadnego przewodniczącego: poprzednio Komisją Przemysłu ,Badań Naukowych i Energii (ITRE) kierował Jerzy Buzek, a Komisją do Spraw Konstytucyjnych (AFCO) Danuta Huebner. Tym razem Platforma Obywatelska uzyskała stanowisko wiceprzewodniczącego Komisji Budżetowej (BUDG) – dla Janusza Lewandowskiego oraz wiceprzewodniczącej Komisji Rynku Wewnętrznego (IMCO) dla pani von Thun und Hohenstein czyli PO dostała w sumie dwóch wiceprzewodniczących  komisji. PSL natomiast jednego- Krzysztof Hetman został  wiceszefem Komisji Rozwoju Regionalnego. Dodatkowo lider „Wiosny” – hmm, lider w jakiejś mierze na emigracji… – Robert Biedroń został wiceprzewodniczącym Komisji… do Spraw Kobiet (FEMM). Serio!

Jeżeli chodzi o reprezentantów PiS nastąpiło zdecydowane zwiększenie naszej obecności w prezydiach komisji. Przedtem przedstawiciele formacji rządzącej zasiadali w prezydiach Podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony (Anna Fotyga, (przewodnicząca) oraz Transportu i Turystyki (Tomasz Poręba, wiceprzewodniczący). Teraz jesteśmy w trzech,(ale niedługo będziemy w czterech ): Komisji Spraw Zagranicznych (AFET) – Witold Waszczykowski, wiceprzewodniczący;  w Komisji Przemysłu Badań Naukowych i Energii (ITRE) –  Zdzisław Krasnodębski, wiceprzewodniczący oraz w Komisji Petycji (PETI)  – Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący.

Polityczny odwet za Timmermansa

A na tym nie koniec, bo przecież  z parytetów wynika, że to przedstawiciel polskiej delegacji w grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów ma być szefem Komisji Zatrudnienia i Spraw Socjalnych (EMPL). Na razie odrzucono kandydaturę Beaty Szydło i przerwano głosowanie, w  związku z tym prezydium komisji się nie ukonstytuowało. Można więc do tego wyboru wrócić ponownie, za np. tydzień, podczas sesji w Strasburgu  lub za dwa tygodnie po europarlamentarnych wakacjach. Nie jest wykluczone, że pani premier Szydło będzie kandydować ponownie. Skądinąd zagłosowanie przeciw kandydaturze byłej polskiej premier i wicepremier należy potraktować jako akt politycznej zemsty za zablokowanie kandydata na szefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, szczególnie popieranego przez socjalistów, liberałów i Zielonych.  

Warto prześledzić skład prezydiów poszczególnych komisji parlamentu w Brukseli i Strasburgu.

Zacznijmy od CONT czyli Komisji Kontroli Budżetu, która tradycyjnie jest w rękach Niemców, a raczej Niemek z CDU. Obecnie wybrano Monikę Hohlmeier, córkę byłego premiera Bawarii Franza Josefa Straussa. Wiceprzewodniczącym tej komisji został człowiek Viktora Orbana Tamas Deutsch, skądinąd prezes jednego z klubów piłkarskich w Budapeszcie. Druga wiceprzewodniczącą została też włoska socjalistka Caterina Chinnici, córka prokuratora walczącego z mafią w Italii i zamordowanego przez nią(o jej ojcu powstał nawet film fabularny, którego premierę europejska oglądałem w PE w Brukseli). Dodam, że w tej komisji już trzecią kadencję będę koordynatorem czyli szefem posłów zasiadających  tam z ramienia Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

Następczynią Anny Fotygi na stanowisku szefowej Podkomisji Bezpieczeństwa i Obrony została dotychczasowa minister do spraw europejskich Francji, liderka listy Macrona w wyborach do Parlamentu Europejskiego, Nathalie Loiseau. Wiceprzewodniczącą jest tam Niemka z tureckimi korzeniami Ozlem Demirel, liderka listy postkomunistycznej w  ostatnich wyborach do PE. Inną wiceprzewodniczącą została Kinga Gal z FIDESZU, Węgierka urodzona w Rumunii.

Dla europosłów PiS „próba ognia” czyli tajne głosowania

Miałem zaszczyt być w środę wybrany wiceprzewodniczącym Komisji Petycji (PETI) w europarlamencie.  Zajmuje się ona skargami obywateli krajów członkowskich UE  i petycjami z nimi związanymi, które napływają zwłaszcza w trzech obszarach: 1)prawa dzieci w ruchu transgranicznym – chodzi na przykład o dzieci polskich rodziców (lub gdy jedno z rodziców jest Polakiem) zabieranych przez instytucje typu niemiecki „Jugendamt”, 2) prawa ludzi niepełnosprawnych, 3) skargi mieszkańców na inwestycje związane z ochroną środowiska. Przed moim wyborem na żądanie liberałów zamiast tradycyjnego głosowania przez aklamację – udział w poszczególnych prezydiach komisji jest gwarantowany frakcjom systemem d’Honte’a – gdy chodzi o moją kandydaturę przeprowadzono „secret ballot” czyli głosowanie tajne. Tym razem nie udał się manewr zastosowany wobec premier Beaty Szydło: uzyskałem 18 głosów „za”, 10 „przeciw”, 3 „wstrzymujące” i zostałem wybrany do prezydium Komisji Petycji.

Przewodniczącą tej komisji została  była minister zdrowia, służb społecznych i równości (sic!) w rządzie hiszpańskiej Partido Popular Dolors Montserrat (skądinąd była liderką listy swojej partii w wyborach europejskich), a wiceprzewodniczącymi posłanki reprezentujące dwa kraje bałtyckie: Tatiana Żdanoka (Łotwa) i Yana Tomm (Estonia). Obie przyznają się do rosyjskich korzeni. Europoseł Tatiana Żdanoka bardzo często zreszta komentowała w rosyjskich mediach sytuację na Ukrainie. W prezydium Komisji PETI są aż cztery panie – jestem jedynym mężczyzną w tym gronie. 40% składu prezydium pochodzi z krajów bałtyckich, drugie 40% z Hiszpanii, bo jedną z wiceprzewodniczących jest tez reprezentująca socjalistów Cristina Maestre Martin de Almagro.

Ukonstytuowała się również Komisja Rozwoju (DEVE). Zostałem jej członkiem, pamiętając, że w 2008 roku właśnie w tej kategorii jako trzeci Polak po Jerzym Buzku i Janie Olbrychcie, a pierwszy reprezentant PiS zostałem wybrany w ankiecie „The Parlament Magazine” i w głosowaniu posłów „Deputowanym Roku”. Przewodniczącym tej Komisji został Szwed, Tomas Tobe, przedstawiciel centroprawicy. Wśród czterech wiceprzewodniczących jest aż troje Niemców, w tym dwóch reprezentantów „Zielonych” : mająca afrykańskie korzenie Pierrette Herzberger-Fofana oraz Erik Marquardt, a także socjalista Norbert Neuser. Jest też przedstawicielka formacji Macrona Chrysoula Zacharopoulou. Koordynatorem EKR w Komisji Rozwoju została była minister do spraw polityki migracyjnej w polskim rządzie Beata Kempa.

Za tydzień, po głosowaniu nad ewentualną nową przewodniczącą Komisji Europejskiej, pozwolę sobie przedstawić kolejne elementy nowej europejskiej politycznej układanki.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (15.07.2019)

Blog

Prorocze słowa: “bez polskich głosów von der Leyen nie będzie wybrana”

Posted on

Nie żebym był prorokiem, ale znam polityczną matematykę w europarlamencie i przewidziałem, że wybór kandydatki Rady Europejskiej na stanowisko szefa Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen dokonać się może wyłącznie dzięki głosom Polaków, a konkretnie europosłów PiS. Oto dowód (jeden z kilku!) w postaci wywiadu, jakiego udzieliłem red. Krzysztofowi Grzesiowskiemu dla Programu 1 Polskiego Radia, a ściślej dla magazynu „Polska i świat”.

Dziś w Parlamencie Europejskim wybierano władze komisji Parlamentu Europejskiego. I tak Witold Waszczykowski został wybrany wiceprzewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych, Janusz Lewandowski został wybrany wiceprzewodniczącym Komisji Budżetowej, Róża Thun wiceszefową Komisji Rynku Wewnętrznego i Ochrony Konsumentów, Zdzisław Krasnodębski został wybrany  na wiceprzewodniczącego Komisji  Przemysłu, Badan Naukowych i Energii, Krzysztof Hetman jako wiceprzewodniczący Komisji Rozwoju Regionalnego, a Ryszard Czarnecki został wiceprzewodniczącym Komisji Petycji w Parlamencie Europejskim. Dobry wieczór, panie europośle 

-Witam Pana, witam Państwa bardzo serdecznie.

Tak krótko, jeśli można. Czym zajmuje się Komisja Petycji europarlamentu? Każdy może coś napisać, a Państwo to muszą rozpatrzeć? 

– Komisja Petycji zajmuje się tymi sprawami, które wnoszą obywatele państw członkowskich Unii Europejskiej. To są bardzo różne sprawy, na przykład mogę powiedzieć a propos tego, co usłyszałem przed chwilą –  dotyczą praw dzieci. Cieszę się, że tutaj polski rząd ma sukces, bo jako historyk mogę powiedzieć, jak to wyglądało w XVI i XVII wieku, gdy  Rosjanie z Rosji przyjeżdżali do Polski, bo chcieli żyć w wolnym kraju. A teraz Rosjanie ze Szwecji uciekają do Polski, bo chcą chronić swoją rodzinę. To ciekawa metafora historyczna.

Panie Pośle, czy te osoby, które zostały dziś wybrane, których listę przedstawiłem – czy one były wcześniej uzgodnione przed decydującymi głosowaniami? 

– My tutaj śmiejemy się, że w Brukseli rządzi pan d’Hondt czyli system, który polega na tym, że większa frakcja ma więcej stanowisk, ale te średnie też swoich przedstawicieli mają. Natomiast co jest charakterystyczne, że w przypadku kandydatów Prawa i Sprawiedliwości w większości były to głosowania tajne. W przypadku innych, tego nie chciano – były one jawne, często przez aklamację. Ja i minister Waszczykowski mimo tego wygraliśmy je duża przewagą. To powód do dumy. Dzisiaj się cieszymy, a jutro zaczyna się praca i na pewno będziemy walczyć o polskie interesy. Także w interesie polskich obywateli, którzy będą składać petycje.

Tak, to będzie Pana kompetencja. Panie Pośle, ale najwięcej komentarzy budzi niewybranie pani premier Beaty Szydło na stanowisko przewodniczącej Komisji Zatrudnienia i Spraw Socjalnych Parlamentu Europejskiego. Dlaczego do tego doszło? 

– Decyzja absolutnie niemerytoryczna, tylko polityczna. Zemsta za to, że Polska stworzyła taki obóz składający się z krajów naszego regionu  plus z paru krajów Europy Zachodniej, aby zablokować wybór na szefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, który nasz kraj czy inne kraje członkowskie Unii  z naszego regionu atakował wielokroć. To się udało, a  to, że nie wybrano pani premier, to jeśli chodzi o kompetencje do przewodniczenia tej Komisji, bo była w jakimś sensie twarzą „500plus” , była odpowiedzialna za politykę społeczną, więc fantastyczne pasowała do Komisji do spraw Zatrudnienia i Socjalnych. To jest zemsta polityczna za Timmermansa.

I na koniec pytanie, jeśli Pan pozwoli, Panie Pośle, dotyczące Ursuli von der Leyen. Kiedy jak Pan sadzi zapadnie decyzja o jej wyborze na szefa Komisji Europejskiej? 

– Głosowanie w europarlamencie nastąpi w srode, jutro jest jej prezentacja, spotkała się z przedstawicielami poszczególnych frakcji, także z nasza wczoraj. Pytanie czy uzyska większość? Bo na razie socjaliści mówią nie, komuniści tez mówią nie, „Zieloni” są sceptyczni,  wiec musi o nich walczyć. Nie ukrywam , ze są także pielgrzymki do polskich posłów, żeby tego poparcia pani niemieckiej minister obrony udzielić, co nie dziwi, bo bez polskich głosów prawdopodobnie nie będzie wybrana.

Czyli decyzja zapadnie w przyszłym tygodniu. Bardzo dziękuje. Ryszard Czarnecki, deputowany do Parlamentu Europejskiego z ramienia Prawa i Sprawiedliwości był gościem magazynu „Polska i świat”. 

 

Blog

Juncker szydzi z Tuska czyli toaleta dla „trzeciej płci”…

Posted on

Dobry znajomy został wykładowcą na jednych z brytyjskich uczelni. Jak tylko dopełnił wszelkich formalności, dostał identyfikator umożlwiający mu wstęp na uczelnię. Mógł wybrać sobie kolor tasiemki do niego: było parę do wyboru, w tym oczywiście… tęczowy. Na uczelni poza toaletami dla mężczyzn i kobiet, są też toalety dla „trzeciej płci”. Po przyjściu z pracy może włączyć sobie telewizję i na otwartym kanale obejrzeć bajkę dla dzieci, w której para gejów, w tym książę w koronie wraz z „adoptowaną” 10-letnią dziewczynką bierze udział w wyścigu…

Nie dziwię się, że mój znajomy, wykładowca pisze do mnie: „polityczna poprawność przepoczwarza się w szaleństwo”.

W Polsce kolejna tzw. „parada równości”, mocno ochraniana przez policję, bo entuzjazm obywateli nie zna granic – tym razem w Rzeszowie. Ponoć była nieliczna, ale i tak pewnie napiszą, że była liczna. Miejscowa ludność przyjęła ją z podkarpacką gościnnością, że tak to określę. Organizatorzy nie wykazali fantazji oraz rozmachu i nie było tym razem profanowania mszy świętej (Warszawa), ani też „waginy-monstrancji” (Gdańsk), Ów „happening” – jak to ujęła „Gazeta Wyborcza” – w Trójmieście został dostrzeżony przez panią prezydent miasta i potępiony po …dwóch dobach, już po wyborach, co świadczy o refleksie pani D. Bynajmniej nie wyśmiewam się z niebywałej powolności jej reakcji, bo na tle prezydenta Warszawy pani D. jest jak „szybki Bill”, bowiem pan T. do tej pory nie potępił obrażania katolików na warszawskiej „paradzie równości”. Jak widać, słychać i czuć owe „parady równości” są dla jednych równe, dla innych równiejsze, a dla osób wierzących… Niech sobie każdy odpowie sam na to pytanie.

Trawestując księdza Jana Twardowskiego: „śpieszmy się kochać brukselskich komisarzy- tak szybko odchodzą”. Juncker żegna się ze stanowiskiem szefa eurokomisji z przytupem, bo kadencję miał momentami nieco, jakby to powiedzieć ,chwiejną. To za jego rządów Wielka Brytania powiedziała Unii „bye-bye”, chociaż Luksemburczyk sprytnie wypchnął do rozmów z Londynem Tuska. Z Tuska facjaty uczynił twarz „pierwszego exitu” w dziejach EWG-UE (nie licząc Grenlandii, ale ówczesnym „exitem” nie przejęły się nawet tamtejsze pingwiny). Jednak Juncker pod koniec kadencji finiszuje jak doświadczony kolarz, w dobrym stylu. Przed wyborami europejskimi oświadczył, że: 1) nic się nie stanie, jak PiS wygra wybory parlamentarne, 2) naród polski ma wspaniałą historię, 3) nie będzie nas nakłaniał do strefy euro. Teraz na wspólnej konferencji prasowej z Tuskiem po pytaniu dziennikarza do pana T. o to czy jest on na liście kandydatów na szefa KE i jego smutnej odpowiedzi „nie” – Juncker dodał „na szczęście nie”, co należy uznać za podsumowanie pracy b. lidera PO w Brukseli. Trzeba zresztą przyznać Junckerowi konsekwencję. To samo, tylko dobitniej powiedział w Strasburgu podczas „Orędzia o stanie Unii” we wrześniu 2017 – wtedy wprost uznał, że stanowisko zajmowane przez pana Donalda jest w UE w ogóle niepotrzebne.

Zakończyło się kompromisem: Tusk odchodzi, funkcja zostaje…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (03.07.2019)

Blog

10 lipca – o roku ów…

Posted on

Zaskoczę wszystkich i nie będę pisać o szczycie w Brukseli, który miał trwać parę godzin, a trwał w sumie trzy dni i zakończył się po raz pierwszy w historii EWG -UE pokazaniem „gestu Kozakiewicza” nieformalnej „grupie trzymającej władzę” w Unii czyli „Biuru Politycznemu” złożonemu z największych i najbogatszych państw.

Zaskoczę wszystkich i nie będę pisał o tym, że z kolei w Strasburgu inny „gest Kozakiewicza” pokazał Parlament Europejski – tyle że Radzie Europejskiej, wybierając na szefa PE owszem „człowieka z Południa”, tylko że nie z Bułgarii, a z Italii.

Zaskoczę wszystkich, ale nie będę pisał o napięciach między poszczególnymi instytucjami Unii Europejskiej – a tu rzeczywiście aż iskrzy.

Zaskoczę wszystkich i nie napiszę o tym, że równie wielkie konflikty i napięcia są między „starą Unią” czyli dawną EWG, a „nową Unią” czyli krajami, które do UE weszły w ostatnich 15 latach.

Nie napiszę, bo o tym już mówiłem i po części już pisałem. O tym Państwo już wiecie. Napiszę natomiast o tym, o czym wiecie mniej. Napiszę o dniu, w którym Państwo możecie kupić ten numer „Gazety Polskiej” w kioskach, czyli o 10 lipca. To data dla mnie osobiście ważna, a w historii Polski jeszcze ważniejsza. Mało kto wie o tym, że właśnie w tym dniu 370 lat temu rozpoczęła się obrona Zbaraża przed Kozakami. I też 10 lipca, tyle że dwa lata później wojska polskie tychże Kozaków dobiły na bagnach nad Płaszówka (taka rzeka), co zakończyło trwającą 12 dni słynną zwycięską bitwę pod Beresteczkiem. Mieszkańcom Poznania i czytelnikom „GP” w Szwecji dedykuję natomiast inną rocznicę: smutną, bo 10 lipca 1657 roku podczas „Potopu” Szwedzi podpalili kolegiatę świętej Marii Magdaleny w stolicy Wielkopolski.

Król mianował króla… Tak, to nie pomyłka. Jan III Sobieski mianował 10 lipca 1682 roku na stanowisko króla cygańskiego (sic!) w pierwszej Rzeczpospolitej Stanisława Węgłowskiego. To były jeszcze czasy, w których Cyganów nazywano Cyganami, a nie Romami.

O tego momentu minęło równo 112 lat i właśnie pod tą datą zapisały się bitwy podczas Powstania Kościuszkowskiego: pod Raszynem, Rajgrodem, Kolnem i Błoniem.

Jak świadczy o historii Polski fakt, że gdzie nie spojrzeć w kalendarz, to zawsze bitwy, powstania, bitwy, powstania. I tak 10 listopada 1831 roku nasi dali łupnia Rosjanom w III bitwie pod Kałuszynem, a w Powstaniu Styczniowym tez spuściliśmy im manto-w bitwie pod Ossą.

Dla tych – jak ja – dla których ważne są przestworza, warto wspomnieć, że tegoż 10 lipca, tyle że 1930 roku ukazał się pierwszy numer „Skrzydlatej Polski”.

Trzydzieści dwa lata temu, właśnie 10 lipca, 42. prezydent w dziejach USA William (Bill) Clinton rozpoczął wizytę w Polsce.

I wreszcie bardzo ważna data w najnowszej historii Polski: 10 lipca 2006 roku Jarosław Kaczyński został prezesem Rady Ministrów RP. Można zapytać: i komu to przeszkadzało? Ano, przeszkadzało tym samym, którym przeszkadza obecny rząd i obecny prezydent…

Pamiętajmy o tym – że wrogowie zawsze są ci sami. Pamiętajmy o tym nie tylko 10 lipca…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (10.07.2019) 

 

Blog
Posted on

Polecam lekturę wywiadu, którego udzieliłem pod koniec zeszłego tygodnia,ale mówiłem w nim o rzeczach aktualnych czyli o tym,co Polska może uzyskać za poparcie dla von der Leyen. A wątki dotyczące Ukrainy i wyborów są więcej niż aktualne -o wizycie D.J. Trumpa nie wspominając . Rozmowę dla „Radia dla Ciebie” i jednocześnie TVP 3 przeprowadził red. Michał Kolanko 

***

 Michał Kolanko, audycja „Polityka w południe” . Dzisiaj Państwa i moi  gościem jest Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości, witam serdecznie 

 – Witam Pana, witam Państwa

Europoseł z Warszawy też warto nadmienić. Pytanie numer jeden teraz  w kręgach Brukseli i Strasburga jest takie czy desygnowana na szefową Komisji Europejskiej  Ursula von der Leyen będzie tą szefową Komisji Europejskiej, czy Parlament Europejski przegłosuje jej kandydaturę? 

– Na dwoje babka, nomen-omen, wróżyła. W tej chwili, na dzisiaj, na teraz, kandydatka Rady Europejskiej, niemiecka minister obrony, pani von der Leyen nie m większości. Socjaliści oficjalnie są przeciwko niej. Zieloni też. Komuniści też. Myślę, że duża część eurosceptyków – również przeciw niej. W związku z tym jej kandydatura jest zagrożona, no ale głosowanie najwcześniej we wtorek – i do tego czasu może się to jeszcze zmienić. I tylko przypomnę, że jest sytuacja coraz większych konfliktów, napięć między instytucjami Unii Europejskiej – czego spektakularnym przykładem było odrzucenie przez tenże Parlament Europejski, który będzie za parę dni głosował nad kandydaturą Niemki – odrzucenie na pierwszej sesji ustalonego na szczycie unijnym kandydata na szefa europarlamentu Sergeja Staniszewa i wybranie zamiast Bułgara z naszego regionu Europy, Włocha Davida Marię Sassoli. Co to oznacza? Ano to oznacza, że po raz pierwszy Parlament Europejski postawił się szczytowi Unii i jego decyzjom i być może uczyni to ponownie w najbliższych dniach.

A PiS i jego dwadzieścioro siedmioro eurodeputowanych poprą panią von der Leyen? 

– W tamtym tygodniu we wtorek było właśnie spotkanie z panią minister obrony RFN. Miała zresztą także spotkania z innymi grupami politycznymi.

Jakie pana wrażenia? Tak zapytam. 

– Ja bym powiedział tak: dla każdego coś miłego, każdej frakcji politycznej mówi rzeczy, które chętnie by te środowiska polityczne usłyszały. No, ale są wybory, więc to w Unii nie powinno dziwić. Czy jest ona wizjonerem co do przyszłości Unii? Z tego nie była znana. Plusem na pewno jest to, że jest ona pragmatyczna, jeśli chodzi o relacje z USA, a w dobie takiego zupełnie obsesyjnego antyamerykanizmu, który jest udziałem lewicy czy też w dużym stopniu liberałów zachodnioeuropejskich – to jest plus. Także  z naszego punktu widzenia, kraju, który ma szczególne relacje z USA, w kontekście militarnym i geopolitycznym.

Czyli PiS jest bliżej poparcia,  grupa Europejskich Konserwatystów i Reformatorów jest bliżej poparcia pani von der Leyen? 

– Mamy jeszcze parę dni czasu. Toczą się rozmowy. Są dla nas ważne takie rzeczy, jak budżet unijny na siedem lat, poczynając od 2021 roku do 2027. Ważne jest też to, aby otrzymać dla Polaka, Polki, bardzo ważną tekę w Komisji Europejskiej. Żeby mieć gwarancje, zresztą podobnie jak inne kraje naszego regionu, które były pod pewnym ostrzałem, żeby nie wtrącano się, nie ingerowano w nasze wewnętrzne sprawy z poziomu unijnego. Te rozmowy przed ewentualnym poparciem tego powinny dotyczyć.

A czy możliwe jest – bo też wśród komentarzy  taki wątek, że będzie pewnego rodzaju qui pro quo, że PiS, EKR poprze nową desygnowaną na szefa Komisji Europejskiej, w zamian za to, że Komisja Europejska i Frans Timmermans, który nadal w tej Komisji będzie się zajmował praworządnością przestanie się zajmować praworządnością i nie będzie prowadził tych zadań w takiej formie, zwłaszcza przez pierwsze kilka lat rządów PiS. Tylko będzie działał w inny sposób. 

– Przez pierwsze kilka lat rządów PiS… Rozumiem, że proroczo Pan sugeruje będą następne. Też tak uważam…

 …że do chwili, gdy Prawo i Sprawiedliwość generalnie wycofało się z jednej z reform sądowych i później Komisja Europejska na to zareagowała. To był chyba jednak przełom, jeśli się nie mylę w ubiegłym roku. Więc w tym sensie pan komisarz Timmermans też ton ten zmienił troszeczkę. W tym sensie miałem na myśli, czy jest to qui pro quo, że Timmermans nie wróci do swego działania sprzed lat? 

– Zycie pokaże. Miałem wrażenie, że są różnice między panem Junckerem z Komisji Europejskiej a jego pierwszym zastępcą panem Timmermansem. Ja nie wiem, czy pani von der Leyen jest silniejszą „personality” , osobowością niż pan Juncker. Myślę, że pan Timmermans dosyć był samodzielny w tym, co robił  – ale też zapłacił wysoka cenę. Nie będzie szefem Komisji Europejskiej właśnie dlatego, że atakował Polskę oraz inne kraje z naszego regionu -więc spektakularnie poniósł klęskę. Zapłacił wysoką cenę za ten swój antypolonizm czy wręcz niechęć do naszego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. A  czy w Komisji zostanie to jest w dużej mierze decyzja rządu Królestwa Niderlandów, gdzie jego Partii Pracy nie ma, ale możliwe, że pan premier liberał Mark Rutte zaproponuje taką właśnie kandydaturę -pana Timmermansa. I jak rozumiem, nowy szef Komisji czy to będzie Niemka, pani von der Leyen czy ktoś inny, musi się zgodzić na tę kandydaturę. Ja myślę, że będziemy mówić o jednym z wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej – do tej pory było ich siedmiu – a taka ciekawostka, mało kto wie, że Komisja liczy w sumie 28 ludzi z przewodniczącym, a ma osiem osób w prezydium, czyli ponad ¼ całego składu, bo jest tam siedmiu wiceprzewodniczących.

No właśnie, a więc  wszystko się może zdarzyć. PiS nie wyklucza poparcia pani von der Leyen, chyba 16-tego? 

 – Tak. W przyszłym tygodniu.

 A jeśli pani von der Leyen nie zostanie wybrana, to wtedy co Unię Europejską czeka? Pytałem ot o niedana pana wiceministra MSZ , pana Konrada Szymańskiego i mówił, że to będzie kłopot. 

 – Na pewno to będą turbulencje w wymiarze czasowym – w tym momencie opóźni się powołanie  nowego szefa Komisji Europejskiej, bo i tak powołując ja w ten wtorek po wystąpieniu przed europosłami, nie należy oczekiwać że ona sformułuje skład Komisji wcześniej niż we wrześniu. Zatem komisarze będą powoływani po przesłuchaniach w europarlamencie  w Brukseli  we wrześniu czy październiku. Jeśli nie wybierzemy przewodniczącego, przewodniczącą, pierwszą w historii kobietę na tym stanowisku, to wówczas wybór szefa będzie odłożony do września i dopiero wtedy europarlament się zbierze i będzie mógł zagłosować.

Czyli wrzesień? 

– Tak, ale to wtedy oznacza proces opóźnienia w powołaniu Komisji. Dziesięć lat temu Komisja została powołana pod koniec roku. Takie precedensy już były.

Będzie to miało też wpływ na wybór komisarzy oczywiście. Procedura powoływania komisarzy bywa skomplikowana. A czy prezes, władze PiS podjęły już decyzje, kto będzie komisarzem? Bo pani von der Leyen mówiła, że chce dwie kandydatury: kobietę i mężczyznę. Czy już ten duet jest przygotowany? 

 – Myślę, że Polska przedstawi jedną kandydaturę. Myślę, że prezes Kaczyński już wie, kogo chce przedstawić. Natomiast żaden kraj swojego kandydata czy kandydatki nie ujawnił. I na pewno Polska nie będzie wychodzić przed szereg. Tutaj taka ciekawostka, że te kraje ,które do tej pory miały swoich komisarzy- kobiety, to mogą teraz  przedstawić mężczyznę, mogą też przedstawić kobietę. Te kraje, które miały mężczyzn są niejako zobligowane, żeby była to kobieta.  Polska w swej historii miała trzech komisarzy i dwie z nich to były kobiety. Polska jest wzorem pod tym względem dla reszty Europy.

 Komisarzem jest pani Bieńkowska, więc Polska ma trochę większą swobodę manewru, jak rozumiem. Ale wracając do samego Parlamentu Europejskiego – dużo emocji w tym tygodniu wywołało głosowanie w jednej z komisji, w której była pani premier, europoseł Beata Szydło była obierana na szefową Komisji Zatrudnienie i Spraw Społecznych Parlamentu Europejskiego. Z  Pana  doświadczenia europarlamentarnego, to jest Pana czwarta kadencja, takie przypadki miały miejsce w przeszłości? Bo chyba jednak jest to pewne złamanie zasad? 

– Dziesięć lat temu był przypadek Słowaczki i aktywnej działaczki ruchów katolickich Anny Zaborskiej, zresztą z Europejskiej Partii Ludowej, która nie została wybrana za pierwszym podejściem na przewodnicząca  Komisji do Spraw Kobiet i Równości. No, ale po dwóch miesiącach ją wybrano. Posiedzenie Komisji Zatrudnienia i Spraw Społecznych, o których Pan mówi, zostało przerwane po tym, jak Pani Premier została odrzucona w tajnym głosowaniu kilkoma głosami zresztą. Można do tej kandydatury i do głosowania wrócić ponownie.

Pewnie też ma Pan wrażenie, że ta kadencja zaczyna się w jakiś nowy sposób, że te napięcia, ta polaryzacja, mówiąc innym językiem, jest większa? 

 – Przy czym ta polaryzacja, te napięcia, bardzo ostre spory przebiegają na trzech płaszczyznach. Po pierwsze: napięcia pomiędzy instytucjami UE, Rada kontra europarlament, Trybunał Obrachunkowy czyli europejski NIK, który miażdży propozycje Komisji Europejskiej w sprawie powiązania budżetu unijnego z subiektywną oceną praworządności  w poszczególnych krajach, ale także drugi poziom – taki swoisty polityczny mecz między „starą Unią” , dawną EWG, a „nową Unią” – coraz większa chęć tej Europy Zachodniej szeroko rozumianej, by jak najmniej dać naszemu regionowi. Poziom trzeci, to już poziom stricte polityczny i rzeczywiście te napięcia pomiędzy prawicą a lewicą są coraz ostrzejsze.

 A myśli Pan, że w tej kadencji będzie też taki  cykl debat, wniosków i rezolucji w sprawie Polski, jeśli PiS wygra drugą kadencję i czy myśli Pan, że  przez tę polaryzację między innymi będą kolejne debaty i tak dalej? 

– Życie pokaże, ale zwracam uwagę , że debaty takie odbywały się tez w  kontekście Węgier, także Rumunii, także Czech, Słowacji, więc nie jest to specyfika akurat, że jest Bruksela kontra Polska. To jest to, o czym powiedziałem przed chwilką : to jest Bruksela, „stara Unia” de facto kontra nasz region Europy Środkowo-Wschodniej, „nowej Unii” . Oczywiście nie służy to wizerunkowi Unii i projektowi europejskiemu.  Tego typu debaty jeszcze bardziej Europę dzielą – i przesuwają na taką równię pochyłą – niż Europę jednoczą.

A co do samej Komisji Europejskiej, to co dalej z Fransem Timmermansem? Platforma Obywatelska, Koalicja Europejska mówią, co to za sukces Prawa i Sprawiedliwości. Timmermans miał być szefem Komisji, będzie wiceszefem, dalej będzie zajmował się praworządnością, żaden sukces… 

 – Jeżeli ktoś był przez pięć lat wiceprzewodniczącym i chciał być przewodniczącym, był w  roli „Spitzenkandidata”, to zostawienie go na tym starym stanowisku po ostrej kampanii jest porażką. To jest sygnał wysłany do polityków w Europie Zachodniej i na całym świecie – jeżeli ktoś atakuje Polskę, to nie będzie miał szansy na objęcie ważnych stanowisk w strukturach międzynarodowych. Mam nadzieję, że tę pracę domową, te lekcję politycy z Europy czy spoza Europy odrobią, Polski atakować nie będą, bo to się nie opłaci.

Zmieniając trochę temat. Szykuje się ciekawy wrzesień międzynarodowy, ale też najbliższe tygodnie i miesiące: będą wybory parlamentarne na Ukrainie, ważne dla Polski, nie sposób nie połączyć tego z kolejną rocznicą Rzezi Wołyńskiej , 11 lipca, „Krwawej Niedzieli”. Pytanie: co na to nowa administracja nowego prezydenta? Nowe wybory i nowy prezydent ukraiński dają nadzieję na reset, jeśli chodzi o relacje Polski z Ukrainą w aspektach historycznych? 

– Pan się wstrzelił z tym pytaniem, ponieważ po sesji europarlamentu, w  czwartek lecę do Kijowa jako jedyny Polak-obserwator z ramienia Parlamentu Europejskiego w oficjalnej misji obserwacyjnej. Będę ją sprawował w Kijowie, w stolicy państwa, inni będą  to czynić  w Odessie, we Lwowie i na wschodzie Ukrainy. Tak, ja uważam, że zawsze wybór nowych władz, w tym prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego  jest okazją do pewnego resetu. Mam taką nadzieję, być może płonną, ale wierzę w to, że nowy prezydent będzie chciał jednak naprawić te relacje. Tym bardziej, że Polska jest krajem, który konsekwentnie wspiera Ukrainę i żeby to wsparcie utrzymać, to jednak trzeba pewne rzeczy nazwać po imieniu. Na pewno nie wolno nam przehandlować pamięci o naszych zamordowanych w sposób bestialski rodakach, zamordowanych tylko dlatego, że byli Polakami. I o nich pamiętać musimy zawsze. To nasz moralny obowiązek.

Pytanie też na sam koniec o wizytę Donalda Trumpa, prezydenta USA. Dzisiejsza „Rzeczpospolita” pisze, że potrawa ona dwa dni, nie jeden dzień we wrześniu. Czy myśli Pan, że prezydent Trump przyniesie dary takie, jak na przykład zniesienie wiz? 

 – Ja bym to raczej określił aktem sprawiedliwości, bo przypomnę, że już od ćwierć wieku Amerykanie mogą do Polski wjeżdżać bez wiz i jest niezrozumiałą dla mnie asymetrią, że Polacy cały czas te wizy wjazdowe do USA muszą posiadać. Mam nadzieję, że to stanie się jak najszybciej. Ja wiem, że to nie jest kompetencja prezydenta USA tylko kompetencja Kongresu, ale jednak w tym Kongresie większość mają Republikanie, prezydent jest Republikaninem, a więc myślę, że dotrzyma słowa z kampanii wyborczej, gdy Donald John Trump wielokrotnie to obiecywał, chociażby na spotkaniu z amerykańskimi Polakami. A przypomnę, że w tych „swing states” – to są te stany, które przechodzą z rąk Demokratów w ręce Republikanów…

 To jest Ohio, Floryda  Pensylwania, Michigan… 

– I tam wedle różnych analityków zdecydowały głosy amerykańskich Polaków czy polskich Amerykanów, ludzi, którzy bardzo często głosowali na Demokratów, ale teraz zagłosowali na Trumpa. I te głosy zadecydowały o tym, że Trump dostał tam elektorów. A głosy elektorskie na tym obszarze zadecydowały, że otrzymał większość w Kolegium Elektorskim. A nie miał większości głosów w Ameryce, bo większość głosów miała pani Hillary Rodham Clinton

 A czy czegoś jeszcze możemy się spodziewać, bo kwestia Fort Trump jest rozstrzygnięta w tym sensie, że będzie zwiększona obecność dowódcza, ale nie będzie stałej bazy takie, jak Ramstein. 

Donald Trump jest bardzo pragmatyczny. Jest człowiekiem biznesu.  Bardzo dużo nie tylko mówi, ale robi dużo dla gospodarki amerykańskiej. Także tę wizytę będzie chciał wykorzystać do pokazania więzów, które łączą nasze dwa państwa czyli USA i Polskę.

O tym będziemy też mówić w odpowiednim czasie. Teraz będziemy mówić o tym, czy pani von der Leyen będzie zaakceptowana przez Parlament Europejski, a teraz już bardzo dziękuję. Moim i Państwa gościem był europoseł z Warszawy, Ryszard Czarnecki. 

-Dziękuję Panu, dziękuję Państwu.

 

Blog

Von der Leyen wygrała dzięki europosłom PiS!

Posted on

Poniżej znajdą Państwo wywiad, jakiego wczoraj czyli w środę rano udzieliłem PR 24. Rozmowę przeprowadziła red. Eliza Olczyk. 

Witam serdecznie, Szanowni Państwo, moim gościem prosto ze Strasburga jest Ryszard Czarnecki , dzień dobry. 

– Witam Panią, witam Państwa, kłaniam się właśnie z siedziby Parlamentu Europejskiego, jeszcze pustej o tej porze, ale już niedługo się zapełni.

No właśnie, życie wre, wczoraj była taka bardzo emocjonująca decyzja podejmowana przez posłów do Parlamentu Europejskiego czyli wybór szefowej Komisji Europejskiej. No i została wybrana pani Ursula von der Leyen. I Pan głosował za tą kandydaturą? 

– Delegacja Prawa i Sprawiedliwości poparła kandydaturę pani minister Ursuli Gertrud von der Leyen na stanowisko szefa Komisji Europejskiej. To pierwsza kobieta na tym stanowisku w dziejach EWG i Unii Europejskiej

Już samo to się chwali… 

– Nie był to główny powód oczywiście. Uznaliśmy, że należy respektować wyniki szczytu Rady Europejskiej. Szczytu, który z udziałem polskiego premiera, polskiego rządu zdecydował właśnie w ten sposób. Byłaby sytuacja pewnego chaosu i to pewnie paromiesięcznego, który by zapanował po negatywnej decyzji europarlamentu w sprawie szefa Komisji i to byłoby rzeczą niedobrą. Zwracam tez uwagę, że przeciwko pani von der Leyen głosowali komuniści, głosowali w dużym stopniu socjaliści, duża liczba posłów z frakcji socjalistów głosowała przeciwko niej, uwaga, także socjaliści niemieccy i francuscy – a więc te dwie największe grupy w ramach socjalistów, także część liberałów, Zieloni.

Szczerze mówiąc wiedzieliśmy, że oni będą głosować przeciwko pani von der Leyen i dla nas istotne było to, że w tym towarzystwie nie chcieliśmy się znaleźć. Pamiętam jaką akcję właśnie oni podjęli w europarlamencie przeciwko pani premier Beacie Szydło. Przeciwko naszemu kandydatowi na wiceszefa europarlamentu także. No i właśnie miny mieli wczoraj wieczorem raczej smutne.

A co liczyli na to, że PiS przyłączy się do nich po tym, jak dwukrotnie potraktowali Beatę Szydło? Mieli taką nadzieję? 

– Nie wiem na co liczyli. Natomiast wiem, że przeciwko kandydaturze pani von der Leyen głosowało część eurosceptyków, także ludzi z partii „Brexit”. My uznaliśmy, że skoro polski rząd, polski premier uczestniczył w negocjacjach na unijnym szczycie, no ,to pewne umowy się respektuje. Ale pewnie alternatywa dla pani von der Leyen byłaby zupełnie gorsza.

No na pewno, całą układankę trzeba by było rozkładać od nowa, no więc na pewno nikomu by to nie służyło. Ale z drugiej strony byłaby to kandydatura w pewnym „pakiecie”. I ten „pakiet” między innymi obejmował szefostwo w Komisji dla pani Beaty Szydło, mowa tu o Komisji do Spraw Zatrudnienia, a tutaj, jak rozumiem, nic nie udało się uzyskać. Co więcej, jedna z europosłanek holenderskich otwarcie powiedziała, że Polska nie powinna się ubiegać o to stanowisko, chociażby dlatego, że była przeciwna dyrektywie w sprawie pracowników delegowanych, a to właśnie ta Komisja przygotowała tę dyrektywę. 

– Wyjaśnię, że ustalenia szczytu unijnego w Brukseli obejmowały podział pieciu stanowisk: odnośnie szefa Komisji Europejskiej ,  szefa Parlamentu Europejskiego, akurat to nie zostało dotrzymane, ponieważ szczyt unijny wybrał byłego premiera Bułgarii, Siergeja Staniszewa, a  europarlament odrzucił tę kandydaturę, w praktyce wysunął inną  – czyli Włocha Sassoli i to on został szefem europarlamentu. Tak więc kandydatura przedstawiciela szefa europarlamentu z naszego regionu została odrzucona de facto. I dalej ,gdy chodzi o stanowiska:także  szefa Europejskiego Banku Centralnego, szefa Rady Europejskiej oraz szefa unijnej dyplomacji. Natomiast podział stanowisk w europarlamencie, o którym mówiłem uprzednio, to już był nie obszar decyzji na szczycie Unii. To była wewnętrzna sprawa europarlamentu, ale oczywiście demokracja została złamana. Co do tej wypowiedzi Holenderki, to chciałem powiedzieć, że akurat gdy chodzi o pracowników delegowanych to jest taki przykład kolejny, gdy ta „stara Unia”, dawna EWG, dawna „Piętnastka” bardzo bezceremonialnie traktuje kraje naszego regionu, czy też nie tylko naszego, bo też był problem na przykład Hiszpanów i Portugalczyków, stąd polski rząd zawarł z nimi, z  Lizboną i Madrytem właśnie koalicję w tej sprawie. Natomiast te różnice interesów tych dwóch części, tych dwóch płuc Europy czyli Europy Zachodniej i Europy Środkowo-Wschodniej, szeroko rozumianej, one są spektakularne – chodzi nie tylko o podział stanowisk, ale właśnie kwestie takie bardzo konkretne, gospodarcze.

No, ale co będzie dalej z panią Szydło, a właściwie nie z panią Szydło, tylko obsadą Komisji do spraw Zatrudnienia? 

– Nie jest to przesądzone. Komisja Zatrudnienia i Spraw Socjalnych zbierze się już jutro, a więc w trakcie tego posiedzenia w Strasburgu.

Ale chodzi mi o to, czy zostanie wybrany przewodniczący i czy będzie to ktoś z polskiej delegacji? 

– Komisja zbierze się po to, żeby wybrać prezydium. Natomiast jest oczywiste, że to miejsce przewodniczącego Komisji należy się grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, a  w ramach podziału stanowisk szefów komisji należy się delegacji polskiej. Takie były ustalenia i nic się nie zmieniło.

No, ale tam, jak dochodzą nas sygnały, uważa się, że Polska nie powinna się o nie w ogóle ubiegać. I tak nie zostanie wybrany żaden przedstawiciel Polski na szefa tej Komisji. 

– Trzech Polaków zostało wybranych na stanowiska wiceprzewodniczących trzech komisji, w tym mówiący te słowa, na stanowisko wiceszefa Komisji Petycji.

Gratulujemy. 

– Dziękuję bardzo.

To bardzo ważna komisja jest. Może nie wszyscy o tym wiedzą. 

– Zwłaszcza, gdy chodzi o trzy obszary: kwestie osób niepełnosprawnych, kwestie praw dzieci w ruchu transgranicznym, na przykład kwestii polskich dzieci dyskryminowanych przez niemieckie Jugendamty czy inne urzędy tego typu w Europie. Sprawy tego typu rozwiązuje Komisja Petycji, gdzie można kierować skargi. A także kwestie ochrony środowiska i protesty obywateli w kontekście różnego rodzaju inwestycji. Ta komisja petycji się tym zajmuje, ale oprócz tego, dwóch Polaków, dwóch przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości zostało wiceszefami ważnych komisji – to znaczy wiceszefami Komisji do Spraw  Zagranicznych Witold Waszczykowski i Komisji do spraw Przemysłu, Badań Naukowych i Energii – Zdzisław Krasnodębski.

Ale ucieka Pan od odpowiedzi na pytanie, kto zostanie szefem Komisji do Spraw Zatrudnienia? 

– Mamy pełne prawo, wynika ono z systemu d’Honte’a, który powinien być święty.

Ale głosów nie mamy. 

– To się okaże. Natomiast ja sobie nie przypominam sytuacji w Parlamencie Europejskim, poza jedną, gdzie tego nie respektowano. Mówię o sytuacji sprzed 10 lat, kiedy przedstawicielka Europejskiej Partii Ludowej, a wiec chadecji została zablokowana. Pani Anna Zaborska, Słowaczka, miała być szefem Komisji do Spraw Kobiet i Równouprawnienia. Głosowanie w jej sprawie zostało przełożone o dwa miesiące, w końcu została wybrana. Zatem mam nadzieję, że również zgodnie z polskimi interesami przebiegnie głosowanie w Komisji do Spraw Zatrudnienia.

Dobrze, chwileczkę jeszcze tylko Pani Ursuli von der Leyen, szefowa Komisji europejskiej, miała takie wystąpienie przed wyborami, w  którym mówiła przede wszystkim o tym, żeby Europa stała się pierwszym neutralnym klimatycznie kontynentem do 2050 roku, że będzie właśnie prowadzić negocjacje, by te ambicje klimatyczne były jeszcze większe niż obecnie, wobec czego przedstawi program „Zielony ład dla Europy”. No i jeszcze oprócz tego, że przedstawi nowy pakt na rzecz migracji i azyli, no i że nie będzie kompromisów jeżeli chodzi o poszanowanie zasad praworządności. Są trzy takie punkty, czy Polska w związku z tym powinna się niepokoić ? 

– To było wystąpienie czysto wyborcze. Pani von der Leyen usiłowała pozyskać głosy Zielonych w kontekście tego pierwszego punktu, co jej się kompletnie nie udało. Jestem długo w polityce i rozumiem czasem sytuację, gdy tuż przed wyborami polityk  stara się pozyskać jakaś nową grupę wyborców. To był przykład właśnie niemieckiej minister obrony, chociaż akcja była nieskuteczna. Ale także jej wystąpienie widzę w kontekście wyłącznie niemieckim – jest bardzo prawdopodobne, że przyszła koalicja w Republice Federalnej Niemiec to będzie koalicja Schwarz-Gruen czyli czarno-zielona, a więc CDU – formacja pani von der Leyen, CSU i właśnie Zieloni. Stąd tego typu akcenty w jej wystąpieniu mogą też służyć pochwale takiej koalicji.

Czyli nie powinniśmy się niepokoić, Pana zdaniem? 

– Polska będzie walczyć o swoje interesy, także w tym kontekście. Czy to było wystąpienie czysto wyborcze, zobaczymy w praktyce. Natomiast zwracam uwagę, że ona wcześniej z takich poglądów nie była znana, więc albo nastąpiło takie nagłe „nawrócenie”, albo też był to element pewnej gry wyborczej z jej strony. Jak widać okazało się, że wisiała na głosach Prawa i Sprawiedliwości, dzięki głosom PiS-u została wybrana.

Tak, na dziewięciu głosach. Tak, to jest prawda. No, ale co z tymi zasadami praworządności? Nie będzie kompromisów? 

– Propozycja, by dokonywać przeglądu co roku, we wszystkich krajach Unii Europejskiej, a to jest na stole, to jest propozycja o tyle ciekawa, że to nie jest dosłownie sfokusowanie się na państwach naszego regionu, tak jakby była to jakaś  gorsza część Unii Europejskiej , Europa „B”, tylko to dotyczy wszystkich krajów, na przykład także Francji, gdzie są co tydzień brutalnie tłumione demonstracje żółtych kamizelek, a więc tutaj to jest jakby pójście  w kierunku pokazania, że nie będzie podwójnych standardów. Zobaczymy w praktyce. Natomiast nie widzimy żadnych powodów, aby czynić z tej sprawy coś szczególnie ważnego, a przypomnę, że rzecz dotyczyła kwestii obrony praworządności, rzecz dotyczyła nie tylko Polski, także Węgier, Czech, Słowacji, Rumunii. Tak się złożyło dziwnie, że są to kraje naszego regionu, tzw. „nowej Unii” i myślę, że był to element pewnej gry między tą „starą Unią” a naszym regionem.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Moim gościem był Ryszard Czarnecki, europoseł PiS-u i jak rozumiem jutro jeszcze kolejne emocje związane  z głosowaniem w Komisji Zatrudnienia. 

 – Tak, a emocje dotyczące wyboru komisarzy we wrześniu.

Dziękuję bardzo za rozmowę. 

 – Dziękuję bardzo.

Blog

Wczoraj rano mówiłem: von der Leyen przejdzie głosami PiS…

Posted on

Proponuję lekturę – proroczego w pewnym sensie! – wywiadu, którego udzieliłem „Sygnałom Dnia”-PR 1. Rozmowę przeprowadziła red. Katarzyna Gójska.

Katarzyna Gójska: Teraz przenosimy się do Strasburga, do siedziby Parlamentu Europejskiego. Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości. Witam bardzo serdecznie. 

Ryszard Czarnecki: Witam Panią, witam Państwa.

Panie Pośle, dzisiaj około godziny 18 ma się odbyć głosowanie nad kandydaturą niemieckiej minister obrony narodowej, pani minister Ursuli von der Leyen, na przewodniczącą Komisji Europejskiej. Jak pan uważa w tej chwili, jakie są szanse, żeby Parlament Europejski przyjął tę kandydaturę? 

Wydaje się, że na dzisiaj rano jest szansa, aby pierwsza w historii kobieta objęła funkcję przewodniczącego, przewodniczącej Komisji Europejskiej. Wydaje się, że pani Ursula Gertrud von der Leyen może liczyć na może nie jakąś imponującą, ale jednak większość, tak to oceniam, chociaż w moim przekonaniu tutaj mogą o tym decydować głosy Polaków, głosy delegacji Prawa i Sprawiedliwości i głosy grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, grupy, w której główną rolę odgrywają europosłowie PiS-u.

No właśnie, a dlaczego poczynił Pan takie zastrzeżenie, że na dzisiejszy poranek ta perspektywa wyboru minister obrony narodowej Niemiec na przewodniczącą Komisji Europejskiej wydaje się pozytywna dla niej? Czy w Pana opinii coś może się jeszcze takiego wydarzyć w ciągu tych najbliższych godzin, do osiemnastej jednak pozostał cały dzień, że ta kandydatura na przykład może odpaść? 

Po pierwsze przed nami debata z udziałem kandydatki i ona też może mieć wpływ na to, jak poszczególni posłowie będą głosować. Głosowanie jest tajne. Co to oznacza? No, to oznacza, że niektórzy czy szereg posłów z różnych frakcji, które deklarują oficjalnie, że mogą poprzeć…

Może nie poprzeć, tak? 

…mogą w głosowaniu tajnym, kiedy szefostwo klubu tego nie widzi, nie poprzeć. Atmosfera jest gorąca. Ja przed chwilą zaczynając dzień od porannej herbaty w barze, zresztą dla dziennikarzy głównie, widziałem transparenty umieszczone wokół europarlamentu, nie będę ich przytaczał, bo są nieco obraźliwe dla kandydatki, ale bardzo atakujące panią minister obrony Republiki Federalnej Niemiec, podkreślające, że tutaj miało tak być, bo rzeczywiście tak miało być, że szef Komisji Europejskiej będzie wyłoniony z grupy tak zwanych „Spitzenkandidaten”, kandydatów wiodących poszczególnych frakcji, tak jak to było 5 lat temu. No, rzeczywiście teraz z tą zasadą zerwano, co budzi protest wielu polityków, a także jak widać, części opinii publicznej, stąd tak, pani von der Leyen jest faworytem tego głosowania, ale pewności mieć nie można.

Dobrze. Wspomniał pan o tym, że grupa EKR, czyli frakcja, w której również pan zasiada, frakcja, w której zasiadają eurodeputowani Prawa i Sprawiedliwości, może być bardzo ważna i jest bardzo ważna z punktu widzenia wyboru Ursuli von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej. Ale to teraz spójrzmy na ten dzisiejszy wybór około godziny 18 z perspektywy wczorajszego wyboru, do którego nie doszło, około godziny 20 tym razem, pani premier Beata Szydło, eurodeputowana Prawa i Sprawiedliwości, startowała na przewodniczącą Komisji Zatrudnienia Parlamentu Europejskiego i po raz drugi nie została wybrana, choć zdaje się, że ustalenia, po raz kolejny zresztą, były takie, że to właśnie frakcja EKR będzie mogła obsadzić to stanowisko. I teraz tak – czy brak wyboru Beaty Szydło na przewodniczącą Komisji Zatrudnienia będzie rzutował jakoś na waszą decyzję w dzisiejszym głosowaniu około godziny 18? 

Z całą pewnością ta decyzja, która łamie pewne elementarne reguły demokratyczne, bo przecież to stanowisko, tak samo jak stanowisko szefa Komisji Budżetowej europarlamentu, przypadło zgodnie z wielkością naszej frakcji właśnie Europejskim Konserwatystom i Reformatorom- i to pogwałcenie demokracji nie będzie służyło kandydatce z Niemiec na szefa Komisji Europejskiej. Mamy o godzinie wpół do pierwszej nadzwyczajne posiedzenie naszej grupy politycznej, no i tam będziemy podejmować decyzję, natomiast myślę, że poparcie kandydatury pani von der Leyen wczoraj przed godziną 20, czyli przed tym feralnym głosowaniem i odrzuceniem kandydatury pani premier Beaty Szydło, możliwość poparcia naszego była wczoraj większa niż jest dzisiaj.

To jeszcze dwa pytania na koniec. Już jakby wychodzimy do przodu, teraz zakładamy, że Ursula von der Leyen zostanie przewodniczącą Komisji Europejskiej, ale wybrana będzie bardzo taką minimalną liczbą głosów. Co to będzie oznaczać? Czy to w ogóle będzie miało jakieś znaczenie dla funkcjonowania jej na tym stanowisku, dla funkcjonowania Komisji Europejskiej, dla składu Komisji Europejskiej, czy raczej nie, to nie ma znaczenia, że jeżeli zostanie wybrana, to po prostu jest przewodniczącą i to już nie ma znaczenia, czy z dużą liczbą głosów, czy z minimalną? 

To, oczywiście, ma znaczenie, to jest kwestia siły mandatu, to jest kwestia także uzależnienia się od tych, którzy ją poprą. Jeżeli na przykład przejdzie głosami europosłów Prawa i Sprawiedliwości czy też szerzej – europosłów konserwatywnych, to będzie oznaczało, że będzie niejako wisieć na tym poparciu przez najbliższe 5 lat. Natomiast oczywiście ci, którzy zagłosują przeciwko niej, będą o tym pamiętać i myślę, że to będzie dosyć… może to być dosyć trudny okres, gdy chodzi o współpracę, o koegzystencję między Parlamentem Europejskim a Komisją w sytuacji głosowania na styk, nawet jeżeli będzie pozytywne.

To teraz mamy dosłownie niecałą minutę i rozważmy inny scenariusz, dokładnie przeciwny, że minister obrony Niemiec nie dostaje tego minimalnego poparcia i nie przechodzi, nie zostaje przewodniczącą Komisji Europejskiej. Do jakiej sytuacji wówczas Unia Europejska powraca? Czy wtedy automatycznie do gry wchodzi chociażby Frans Timmermans, czy będzie zupełnie inna propozycja? 

Nie, wtedy przewodniczącym Komisji Europejskiej jest dalej Jean-Claude Juncker i wybór szefa Komisji dokona się dopiero we wrześniu, dokładnie 17 albo 18 września w czasie pierwszej po wakacjach sesji europarlamentu w Strasburgu.

No dobrze, ale czy do gry, rywalizacji o to stanowisko Frans Timmermans będzie mógł wrócić jako pretendent… 

Nie sądzę…

 …do przewodniczącego, do funkcji przewodniczącego Komisji Europejskiej? 

Nie sądzę, nawet jestem pewien, że nie, ponieważ to stanowisko zostało zarezerwowane dla Europejskiej Partii Ludowej, a pan Timmermans to socjalista, socjaliści już wzięli szefa europarlamentu, został nim Włoch Sassoli, w związku z tym to będzie, to stanowisko szefa Komisji Europejskiej będzie zostawione przedstawicielowi Europejskiej Partii Ludowej. Czy to będzie Michel Barnier, czy ktoś inny, to już zobaczymy, natomiast nie jest możliwe, żeby Timmermans nagle objawił się ni stąd, ni zowąd, gdyby pani von der Leyen przegrała.

Bardzo dziękuję. Ze Strasburga, z siedziby Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości, dla Sygnałów Dnia. 

Dziękuję bardzo.

 

Blog

Polska – Timmermans: 1-0, ale rozgrywka trwa…

Posted on

Fiat! Stało się! Polska zainicjowała akcję, która zablokowała Timmermansa na stanowisko szefa Komisji Europejskiej. To polski rząd z premierem Mateuszem Morawieckim zbudował koalicje, która okazała się wystarczająco silna, aby to uczynić. Gdyby nie polski opór, nawet sarkające na tego kandydata rządy państw naszego regionu czy dość miękki premier Włoch Giuseppe Conte, pewnie by ulegli woli kanclerz Angeli Merkel i prezydenta Macrona.

Unijny mecz trwa – kolejna runda za dwa tygodnie

„Nowe rozdanie” w Unii Europejskiej dzieje się na naszych oczach. Tak, tutaj czas teraźniejszy jest lepszy niż czas przeszły, bo decyzje, które zapadły na dramatycznym, unijnym szczycie w Brukseli dopiero teraz będą wcielane w życie. Ostatnia z nich, wybór belgijskiego premiera Charlesa Michela na szefa Rady Europejskiej nastąpi pod koniec roku, 1 grudnia. Trochę wcześniej, 1 listopada zostanie wybrany nowy prezes Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie and Menem. Tam Włocha Mario Draghiego zastąpi Francuzka Christine Lagarde.

Parlament Europejski w dniu, w którym piszę te słowa, w środę 3 lipca wybrał nowego przewodniczącego. I tu rzecz ciekawa. Oto bowiem socjaliści, którym na szczycie w Brukseli przypadło to stanowisko, zaprotestowali przeciwko decyzji Rady Europejskiej: szefowie rządów UE zdecydowali, że nowym przewodniczącym europarlamentu będzie były premier Bułgarii Sergej Staniszew. Jednak wpływy Europy Zachodniej i Południowej we frakcji socjalistycznej w PE okazały się silniejsze niż wpływy naszego regionu Europy i szefem europarlamentu został w II turze głosowań David Sassoli.

Skądinąd ów ekspremier Bułgarii, Siergiej Dmitriewicz Staniszew, niedoszły szef europarlamentu przez pierwsze 30 lat swojego życia był obywatelem … Związku Sowieckiego!, a następnie Federacji Rosyjskiej. Urodzony w Chersoniu (ZSRS) nad Dniestrem na południu Ukrainy, obywatelstwo bułgarskie przyjął dopiero w 1996 roku. Skończył zresztą Państwowy Uniwersytet w Moskwie. Nie był pierwszym mieszkańcem Chersonia, który został premierem innego państwa niż Ukraina. Był nim natomiast Mosze Szaret, drugi szef rządu Izraela po Davidzie Ben Gurionie.

Groźby socjalistów

Nowy przewodniczący Parlamentu Europejskiego Włoch David Maria Sassoli zastąpi innego Włocha Antonio Tajaniego. Obu łączy to, że byli dziennikarzami i prezenterami telewizyjnymi. Tyle, że Tajani zdążył być jeszcze dwukrotnym komisarzem – reprezentantem Italii w Komisji Europejskiej, a także jej wiceprzewodniczącym, a 63-letni Sassoli niemal wprost od prowadzenia głównego wydania dziennika telewizyjnego w RaiUno przesiadł się w 2009 roku na fotel europarlamentarzysty. Współpracowałem z nim przez cztery lat w prezydium europarlamentu :miły, spokojny, daleki od nawracania bliźnich na lewicową modłę, gonił mnie kiedyś przez całe lotnisko Zaventem w Brukseli, bo niechcący wziąłem z taśmy jego walizkę, a nie swoją, bardzo podobnie wyglądającą, ale nawet w tej sytuacji wykazał stoicki spokój i poczucie humoru. Tyle, że zdecydowany zwolennik sprowadzania imigrantów spoza Europy.

Jeśli w środę, 17 lipca, a więc już w przyszłym tygodniu, Niemka Ursula von der Leyen uzyska większość głosów w PE, to zostanie pierwszą w historii kobietą – przewodniczącą Komisji Europejskiej! Nie jest jednak wcale pewne, że tak się stanie. Rozpoczęty z 3,5-godzinnym opóźnieniem niedzielnym szczytem polityczny europejski mecz trwa w najlepsze. Socjaliści odrzucili już uzgodnionego przez Radę Europejską kandydata na szefa europarlamentu, a teraz przewodnicząca frakcji „Socjalistów i Demokratów” w PE, Hiszpanka Iratxe Garcia zapowiedziała wprost, że będą głosować przeciwko kandydaturze Niemki na przewodniczącą Komisji Europejskiej. Tymczasem do takiego wyboru minister w kolejnych rządach Angeli Merkel – jest w nich od 14 lat (sic!), w tym od sześciu jako szefowa resortu obrony – potrzeba połowy obecnych na sali posłów: tej większości nie stworzą nawet połączone siły Europejskiej Partii Ludowej, naszej frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów oraz liberałów. Oczywiście, jeśli chadecy poproszą nas o takie wparcie… Przy braku poparcia socjalistów może się okazać, że trzeba szukać kolejnego kandydata. Lewica na pewno nie będzie chciała wypowiadać otwartej wojny chadecji i nie zgłosi własnego kandydata, skoro sami otrzymali stanowisko szefa europarlamentu. Jednak tak jak Bułgara zamieniono na Włocha, tak samo można zażądać wymiany Niemki na kogoś innego. Czy taki scenariusz się sprawdzi, zobaczymy już za dziewięć dni.

Von der Leyen zależy od polskich głosów

Nie zapeszając więc warto powiedzieć kilka słów więcej o niemieckiej polityk, która ma dużą szanse, ale jeszcze jednak nie pewność zostania pierwszym – po równo półwieczu! –niemieckim szefem Komisji w Brukseli. Pierwszym, a jednocześnie pierwszym w historii Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej(EWG) i Unii Europejskiej przewodniczącym Komisji Europejskiej był Walter Hallstein. Pełnił on swoją funkcję przez dwie pięcioletnie kadencje, rozpoczynając swą misję w 1959, a kończąc w 1969.

Ursula Gertrud von der Leyen z domu Albrecht (była córka premiera landu Dolna Saksonia) nie powinna jednak myśleć o drugiej kadencji, bo nie jest oczywiste czy rozpocznie pierwszą… To jedna z najbardziej doświadczonych polityków niemieckich – w gabinecie w Berlinie zasiada już 14 lat. Najpierw była ministrem do spraw rodziny, osób starszych, kobiet i młodzieży Niemiec (2005-2009) w pierwszym rządzie Angeli Merkel, zastępując Renatę Schmidt. Następnie awansowała w listopadzie 2009 na ministra pracy i spraw społecznych (w miejsce Franza Josefa Junga). Wreszcie w trzecim i czwartym rządzie Merkel od grudnia 2013 pełni funkcję ministra obrony. O jej pozycji świadczy fakt, że była wymieniana jako potencjalna następczyni Angeli Merkel i na stanowisku szefa CDU i w Kanzleramt. Przegrała tę rywalizacje z Annegret Kramp-Karrenbauer, ale właśnie może ta porażka przyniesie jej znacznie większe laury – w Brukseli?

Jako minister oceniania była nieraz krytycznie: niemiecka armia się zmniejsza, w dniach poprzedzających jej nominacje na szczycie w UE doszło do dwóch katastrof niemieckich samolotów wojskowych, wreszcie złośliwcy wypominali jej, że bardziej niż o uzbrojenie i morale armii RFN martwi się o … żłobki dla dzieci pracowników cywilnych i żołnierzy Bundeswehry (może nie ma w tym nic dziwnego, skoro jest matką siedmiorga dzieci, w tym dwojga bliźniąt, urodzonych na przestrzeni 22 lat!).

Ma ona jednak jedną znaczącą zaletę w porównaniu z Fransem Timmermansem. Tamten, jako człowiek lewicy, ulegał antyamerykańskiej fobii, znacznie zwiększonej za czasów Donalda J. Trumpa. Von der Leyen jest natomiast szczerym zwolennikiem bliskich więzów transatlantyckich i praktykowała to przez ostatnie sześć lat jako minister obrony największego europejskiego członka NATO.

Gdy chodzi o Polskę, raz, korzystając chyba z niezbyt ścisłych informacji, wsparła publicznie opozycję w Polsce, z drugiej strony podkreślała, że parę jej dzieci studiowało w Polsce w ramach Erasmusa. Teraz jej los zależy w dużej mierze właśnie od polskich europosłów…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (08.07.2019)

Blog

„Stara Unia” kontra „nowa Unia”

Posted on

W przyszłym tygodniu Parlament Europejski na drugiej w tej kadencji sesji w Strasburgu rozstrzygnie czy minister obrony RFN Ursula von der Leyen zostanie pierwszą w historii kobietą – przewodniczącą KE. Na razie: na dwoje babka (nomen-omen), wróżyła. Przeciwko kandydaturze Niemki jest lewica i „Zieloni”. Rośnie więc waga 26 „szabel” europosłów PiS. Tak, to polskie głosy mogą być decydujące o wyborze nowego szefa KE – i tu jest zadanie dla polskiego rządu i naszej dyplomacji, aby za to poparcie uzyskać wymierne korzyści dla Rzeczpospolitej. Chodzi nie tylko o mocna tekę dla polskiego komisarza w nowej Komisji, ale także gwarancję dużego kawałka dla Polski unijnego tortu budżetowego na lata 2021-2027. Ale może też np. gwarancje nie ingerowania w nasze sprawy wewnętrzne, co w ostatnich latach Bruksela czyniła nie tylko w kontekście Polski rządzonej przez prawicę, ale także Rumunii i Słowacji rządzonych przez lewicę, Węgier rządzonych przez chadecję czy Czech rządzonych przez liberałów. To, czego opozycja w Polsce nie jest w stanie zrozumieć lub udaje, ze nie rozumie, to fakt, że atakowanie naszego kraju przez niektóre organy UE to istotny, ale jednak fragment szerszego ataku na państwa całego naszego regionu. Czy wybór Niemki ograniczy napięcia miedzy „starą” a „nową” Unią? Życie pokaże.

*komentarz ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (13.07.2019)

 

Blog

PPR, sznur i frajerzy

Posted on

Zrobiliśmy dużą rzecz z Amerykanami. Rzecz historyczną. Opozycja zamiast się cieszyć polskim sukcesem, kwiczy niczym prosię i narzeka niczym smurf Maruda. Przypomniały się przy okazji dwie partie. Pierwsza to PPR czyli „Partia Przyjaciół Rosji”. Druga to „Partia Kupiecka”. Przedstawiciele pierwszej chętnie wejdą Moskwie nie powiem gdzie. Nie powiem gdzie – bo i tak wiadomo. Ci drudzy o naszym bezpieczeństwie chcą rozmawiać, akcentując kupieckie detale i podnosząc obiekcje w tym zakresie. O tyle to ciekawe, że żadnych ustaleń co do kwot za amerykańskie F-35 nie ma. Negocjacje się toczą. Ale opozycja oczywiście wie lepiej… Co do tego „wie lepiej”, to w 1968 roku cenzura zdjęła artykuł, który odnosił się, także w tytule, do ideologa PZPR, Tadeusza Kura: „Kur wie lepiej”…

Przepraszam za skojarzenie. Opozycja krytykuje, że przepłaciliśmy Amerykanom za samoloty, choć nie ma jeszcze ani samolotów ani ich ceny. Są natomiast przecieki, co do ceny. Skoro opozycja chce walczyć z nami na przecieki, to niech się przeciek przeciekiem odciska – niczym gwałt. Wiem zatem z przecieku, że Królestwo Belgii za F-35 płaci więcej (wyraźnie więcej) niż my…

Ponoć – według przecieków, oczywiście! – wraz ze szkoleniem pilotów 32 myśliwce F-35 mają kosztować polskiego podatnika 50 miliardów złotych. Cóż, można rzec, że gdyby w wyniku gigantycznego przekrętu-afery VAT nie wyparowało 260 miliardów, to można by kupić nie 32 takie samoloty, lecz… 160! Biało-Czerwone szachownice mogłyby panować nie tylko na naszym terytorium, ale również w akwenach powietrznych kilku sąsiadów (za ich zgodą oczywiście), ale nie będą panować, bo przez 8 lat rządów PO i PSL okradziono budżet państwa na właśnie tyle.

Na białym koniu miał do Polski wracać Donald Tusk. Chabeta padła, takiego wstydu by nie zniosła. Zamiast Tuska zatem na białym mustangu (uwaga, to metafora!) z USA wraca prezydent Andrzej Duda. Tak, opozycja ma pecha. Jak nie kijem ją – to pałką. Przypomina mi to żydowski kawał o Icku, który skarżył się do pana Boga, że zbankrutował , żona od niego odeszła, córka skończyła na ulicy, a syn w więzieniu. I dalej narzekał a narzekał: „czemuż to mnie spotyka, czemuż ?”. Na co w końcu Jahwe nie zdzierżył, wychylił się z nieba i powiedział: „A to wszystko dlatego, Icek, że Cię po prostu nie lubię”. Przepraszam za skojarzenie.

W Brukseli zapada zmierzch. Na placu Jourdan w restauracji na powietrzu siedzą europosłowie Koalicji Europejskiej: Miller, Cimoszewicz, Balt i Liberadzki. Ich polityczne praszczury sprzedawali kapitalistom sznur na którym ci mogli się powiesić. Ci sprzedali liberałom z PO, sorry KE, Kolumnę Zygmunta w zamian za europoselskie mandaty.

Frajerów nie sieją, sami się rodzą.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (26.06.2019)

Blog

OTUA, feministki z PSL-em i moralność pani D.

Posted on

Eksprezydent Wałęsa znacznej częściej niż w garnitur wbija się w T-shirt z napisem „Konstytucja”. Wdzianko na Wałęsie się kurczy toteż często widać na nim tylko litery „OTUA”, co pasuje raczej do jakiegoś rugbisty z Fidżi niż do lokatora Pałacu, nomen -omen ,Namiestnikowskiego. Skądinąd Wałęsa miał prawnika Falandysza, który mniej lub bardziej sprawnie ,ale za to zawsze z wyraźna przyjemnością, obchodził konstytucje. Stąd też ten sam Wałęsa jako obrońca konstytucji to „pic na wodę, fotomontaż” . Jasne, że skoro PiS chce zmienić konstytucje, to wystarczy, by ją Wałęsa bronił . Gdyby Prawo i Sprawiedliwość powiedziałoby jutro, że trzeba ustawowo potwierdzić, iż po sobocie jest niedziela, a po jesieni zima -to Wałęsa wraz z Wałęsą juniorem, który właśnie dopiero co przerznął był wybory do europarlamentu oraz z całą PO zaprotestują i będą udowadniać , że sobota jest po niedzieli albo bezpośrednio po sobocie jest poniedziałek, a z tą jesienią i zimą jest zupełnie inaczej niż mówi to PiS…

Koalicja Europejska zdaje się właśnie przestała istnieć, choć nie słychać było spektakularnego huku, jeno pisk przypominający odgłosy wydawane przez mysz. Zwracam uwagę, że spektakularna klęska KE w wyborach do Parlamentu Europejskiego nastąpiła tuż po tym, jak Koalicja rozszerzyła się o KOD i … Inicjatywę Feministyczna(pozdrawiam tęczowy PSL!) . Ten drugi podmiot podobno jest na lewo od „Wiosny” Biedronia. Trzymam zatem kciuki za Platformę Obywatelską, by dalej poszerzała koalicje wokół siebie. Najlepiej też na lewo i z takim samym skutkiem ,jak 26 maja 2019. Mogłaby na przykład rozważyć przyjęcie „Polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti”. Co prawda kaczystowski reżim robi trudności z jego rejestracją i jego wyznawcy szukają pomocy nie tyle na ulicy ,co zagranicą. Złożyli skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (serio!) . No, ale może właśnie zagranica pomoże opozycji? Zresztą nie raz już pomagała – choć realnie z kiepskawym skutkiem. Jedno co mi się naprawdę nie podoba w tym „Kościele Latającego Potwora Spaghetti” to fakt, iż swoją skargę na Polskę, że ich nie zarejestrowaliśmy złożyli 25 stycznia (tego roku), a więc akurat w moje urodziny. Zamiast złożyć życzenia i przynieść jakąś „butelkę pokoju” to piszą skargi na Berdyczów.

Premier Mateusz Morawiecki ma jedną z najniższych pensji w Europie spośród szefów rządu. Podwyżki nie postuluje, bo wiem, że to niemożliwe, ale mam jednak pomysł jak Prezesowi Rady Ministrów  trochę dosypać grosza. Wystarczy – z powodu spotkań z panią prezydent Gdańska – dać mu dodatek za pracę w warunkach szkodliwych dla zdrowia…

Kiedyś Gabriela Zapolska napisała „Moralność Pani Dulskiej” . Sposób, w jaki przedstawiciele opozycji odnoszą sie do skandalicznych zdarzeń na „Paradach Równości” , można, trawestując, określić jako „Moralność  Pani Dulkiewicz”. Cóż , każda epoka ma swoją panią Dul…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (19.06.2019)

 

Blog

Jak słyszę o kandydacie na szefa Rady – to myślę, że się starzeję: znam jego ojca…

Posted on

 

Wczoraj Skowroński i dziś Skowroński – zapraszam do lektury wywiadu, jaki przeprowadził ze mną dla Radia Wnet red. Krzysztof Skowroński. On był w ramach objazdu Polski na Lubelszczyźnie, we Włodawie, ja w Strasburgu – łączyliśmy się telefonicznie. Oto spisana wersja tej rozmowy. 

Przy telefonie jest, tez można powiedzieć ojciec, Ryszard Czarnecki, europoseł, Prawo i Sprawiedliwość. Dzień dobry! 

– Witam Pana, witam Państwa, ojciec rzeczywiście, bo trzech synów. Jednak myślę, że nikt nie byłby w stanie przeskoczyć tego Bugu, bo rekord świata w skoku w dal, wynosi wg mnie 8 metrów 90 centymetrów a tam jest 15 metrów, także to niemożliwe. To tak a propos tej Włodawy, panie redaktorze.

To prawda i dlatego powiedziałem, że w pięciu susach by przeskoczył ten Bug, a nie w jednym. Myślałem o rekordzie świata w trójskoku i o takiej trudności odbijania się od tafli wody , bo to jest trudne. Ale z tymi trudnościami poradzili sobie politycy, bo mamy nowego kandydata, ale właściwie pewniaka, kandydatkę na szefa Komisji Europejskiej. Jak do tego doszło i kim jest? 

– No więc mamy i nie mamy. Mamy w sensie woli politycznej Rady Europejskiej i Bogu dzięki, ze udało się zablokować polityka, który swoja karierę budował na antypolonizmie, na szkalowaniu Polski, mówię o towarzyszu, bo to socjalista, Fransie Timmermansie. Natomiast jest kandydatka rzeczywiście uzgodniona, Ursula von der Leyen, minister obrony Niemiec. Nota bene jej dzieci były na Erasmusie w Polsce, co zresztą pani minister podkreślała szereg razy publicznie, taka ciekawostka. Ma tych dzieci siedmioro, co się rzadko zdarza politykom, zwłaszcza w Europie Zachodniej. Natomiast czemu powiedziałem, że nie jest to pewne. Ano dlatego, że już wczoraj, późnym popołudniem szefowa frakcji socjalistów w europarlamencie,Hiszpanka zreszta, oświadczyła, że nie poprą tej kandydatury niemieckiej minister obrony na szefową Rady Europejskiej. Szczerze mówiąc, co by to oznaczało? Gdyby tylko głosy Europejskiej Partii Ludowej, naszej frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów plus nawet i liberałów poszły na  panią Ursulę von der Leyen, to byłoby mało. Socjalistów w tym oporze zapewne poprą „Zieloni” , postkomuniści, i – może to będzie paradoksem, a może nie – ludzie z partii Brexit w Wielkiej Brytanii, także pani Le Pen. Jednym słowem nie ma pewności, co do uzyskania poparcia dla tej kandydatury w europarlamencie, chociaż głosowanie w tej sprawie nastąpi równo za dwa tygodnie, 17 lipca. I oczywiście przez dwa tygodnie jest czas, żeby przekonywać socjalistów, lewicę, „Zielonych” do tej kandydatury.  Czy ten czas będzie wykorzystany – życie pokaże, ale widać, że tutaj są problemy. Nawet te ustalenia wczoraj ze szczytu Unii mówiły o tym, że szefem Parlamentu Europejskiego z ramienia socjalistów będzie człowiek z naszego regionu Europy, z  tej „nowej Unii”, były premier Bułgarii Staniszew. Ale okazuje się, że tych sugestii nie posłuchali tutaj socjaliści, którzy wbrew zdaniu swoich liderów na Radzie Europejskiej, wybrali… Włocha, dobrze mi znanego pana Sassoli, który przez dwie kadencje był wiceprzewodniczącym europarlamentu, zaczynał razem ze mną. A więc taki bunt na pokładzie lewicy. Nie chcieli Bułgara, a chcą Włocha. To by oznaczało, ze nasz region Europy, że „nowa Unia” , czyli te państwa, które weszły do Unii w ostatnich 15 latach, nie będą  mialy przedstawiciela wśród tej „Top Four” – tej czwórki najważniejszych stanowisk unijnych. Ja już jestem w Parlamencie Europejskim, mimo wczesnej godziny. Tutaj o dziewiątej zacznie się pierwsza tura głosowań na szefa PE. Na razie mamy dwóch kandydatów, właśnie pana Sassoli i Niemkę, „Zieloną”, panią Ska Keller. Była ona „Spitzenkandidat” swojej formacji właśnie na szefa Komisji Europejskiej, teraz będzie kandydatem na szefa europarlamentu, tyle że ma znacznie mniejsze szanse niż pan Sassoli z frakcji socjalistycznej.

Nie tylko jest to kandydatura na szefową Komisji Europejskiej, ale też inne stanowiska zostały rozdane czy politycy porozumieli się co do tego, kto pozostanie szefem  Europejskiego Banku Centralnego, kto zostanie szefem dyplomacji europejskiej. Te wszystkie karty zostały położone na stół. I z tego rozdania co wynika dla Polski, co wynika dla Europy? 

– No cóż, ja to jeszcze raz podkreślam, że to wszystko się dzieje, że tu mogą być jeszcze niespodzianki, ze to będą walki, aby ten plan zrealizować. Dla nas najważniejsze jest to, że nie ma Timmermansa. Poszedł sygnał, ze polityk, który podnosi rękę na nasz kraj nie ma szans na karierę międzynarodową. Ja tutaj nie chcę jakichś analogii snuć, ale  podobnie jak Żydzi się bardzo starają, żeby antysemici nie obejmowali ważnych stanowisk, tak samo my Polacy powinniśmy starac się, żeby ludzie, którzy atakują nasz kraj nie obejmowali żadnych ważnych stanowisk w strukturach międzynarodowych. To się stało z panem Fransem Timmermansem. Natomiast co do innych stanowisk, na przykład Francuzka, pani Lagarde, a więc szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF) ma być szefową Europejskiego Banku Centralnego. Tę funkcję ma objąć 1 listopada, bo wtedy kończy się kadencja pana Mario Draghiego czyli Włocha, byłego szefa Banku Centralnego Italii – a więc będzie to raczej kontynuacja kursu, który zakłada  większą pobłażliwość dla krajów Południa, co jest ewidentnie wbrew niemieckim sugestiom. Szefem dyplomacji ma być dobry znajomy z europarlamentu, były szef Parlamentu Europejskiego w latach 2004-2007, Hiszpan, a mówiąc ściślej, Katalończyk – Josep Borrell, który był ministrem w rządzie hiszpańskim w swoim czasie, miał sprawę o korupcję, która nie zakończyła się wyrokiem skazującym. A nawet pamiętam taką anegdotę w związku z nim. Jeśli pan redaktor był w Strasburgu to wie, a wiem, że Pan był, że na dziedzińcu stoi taka wielka szklana kula, wyobrażenie globu, tam wszyscy robią sobie zdjęcia. Ta kula to prezent miasta Wrocławia i żeby ją ustawić  ja właśnie rozmawiałem, negocjowałem w jego ,Borrella gabinecie jako szefa europarlamentu i chociaż wszystko miał wcześniej napisane, miał dokumenty, to kiedy mówiłem o Wrocławiu, to widziałem, ze on nie za bardzo wie o co chodzi. W końcu mnie olśniło i powiedziałem, że to polskie miasto Wrocław kiedyś było Breslau i w tym momencie olśnienie, hiszpański przewodniczący Parlamentu Europejskiego zrozumiał o co chodzi. To taka anegdota. Tenże Borrell ma być szefem dyplomacji, a szefem Rady Europejskiej ma być Charles Michele czyli belgijski premier, Walon, frankofonski. Gdy usłyszałem o tej decyzji, to pomyślałem, że się zestarzałem, bo znam jego ojca, który – uwaga – był komisarzem z ramienia Belgii w Komisji Europejskiej, a teraz jest kolejną kadencję eurodeputowanym. Jego syn z kolei będzie przewodniczącym Rady Europejskiej. I przynajmniej takie są ustalenia.

Ursula von der Leyen też miała ojca, który był i politykiem i był w strukturach Unii Europejskiej. Także dzieci obejmują stanowiska. Jeszcze powiedzmy dwa słowa na temat pani Ursuli von der Leyen. 

– Pani Ursula von der Leeyn jest osobą, która od lat pełni funkcję ministra obrony w rządzie niemieckim, bardzo silna postać CDU, była rozważana jako następczyni pani kanlcerz Merkel na stanowisku kanclerza Republiki Federalnej, w końcu przegrała ten wyścig z panią premier Saary. Natomiast mogę powiedzieć, że jest osobą pochodzącą z rodziny „politycznej” z domu Albrecht, jej ojciec był szefem landowego rzadu. Była nie tylko ministrem obrony, była wcześniej przez 4 lata ministrem pracy i spraw społecznych, jeszcze wcześniej ministrem rodziny i młodzieży ,a ministrem obrony jest już lat sześć, więc w sumie od 15 lat jest w rządzie Republiki Federalnej Niemiec. I ,uwaga, to jest coś, o czym się mniej mówi – mianowicie jest matką siedmiorga dzieci, które rodziły się na przestrzeni 22 lat, to taka ciekawostka. Jej mężem jest Heiko von der Leyen, arystokrata. A Pan wspomniał słusznie o jej ojcu. To były premier landu Dolna Saksonia, Ernst Albrecht. Na koniec taka anegdota ciekawa, coś co się zdarzyło naprawdę. Mianowicie, kiedy zakończył się szczyt NATO w Warszawie, trzy lata temu, duży polski sukces,  w sensie ustaleń, ale także organizacyjny, pani Ursula von der Leyen pogratulowała ministrowi obrony narodowej Polski tego, że ten szczyt był takim sukcesem. Wtedy minister Macierewicz powiedział na to z uśmiechem, że to taki przykład „polnische Wirtschaft”, co było dużą ironią, bo jak wiadomo to pojęcie jest takim ironicznym stwierdzeniem niemieckim wyrażającym sceptycyzm wobec polskiego gospodarowania się, rządzenia, polskiej organizacji…

Jeszcze jedna ważna uwaga, ona jest zwolenniczką bliskich więzów transatlantyckich, inaczej niż Timmermans, a więc jest zwolenniczką bliskiej współpracy z USA. Timmarmens jest typowym antytrumpistą, nie był specjalnie jakimś orędownikiem trzymania się z USA . Pani Ursula von der Leyen gwarantuje, że Ameryka nie będzie dla niej wrogiem.

Jeszcze jeden komentarz do tego, co zdarzyło się w Parlamencie Europejskim czyli reakcji brexitowców czy eurosceptyków na tę nieoficjalną piosenkę, która jest hymnem Unii? 

– Sprawa jest już znana. Nawet informowałem o niej na swoim Twitterze. Brytyjczycy wstali i odwrócili się plecami do reszty posłów na sali plenarnej. Państwo od pani Le Pen, ci eurosceptycy francuscy demonstracyjnie siedzieli. Ale jak ktoś siedzi to jest mniej widoczny, jak ktoś staje plecami natomiast- to jest bardziej widoczny. Brytyjczycy przebili francuskich eurosceptyków. Oczywiście olbrzymia większość stała. Ale byli też tacy, którzy taktycznie spóźnili się, bo po prostu nie uważają „Ody do radości” za hymn.  Zresztą w Traktacie Europejskim,  mówię to tutaj bardziej jako ekspert, wyraźnie unikano sugestii, że jest flaga europejska, hymn – tak, aby Unia Europejska nie była kojarzona z państwem jako takim. Bo państwem oczywiście nie jest. Jest tylko zbiorem państw.

Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę z gorącego Strasburga o tym, co się tam dzieje mówił Ryszard Czarnecki, europoseł, polityk Prawa i Sprawiedliwości. Dziękuję za rozmowę. 

ą ustawić  ja właśnie rozmawiałem, negocjowałem w jego ,Borrella gabinecie jako szefa europarlamentu i chociaż wszystko miał wcześniej napisane, miał dokumenty, to kiedy mówiłem o Wrocławiu, to widziałem, ze on nie za bardzo wie o co chodzi. W końcu mnie olśniło i powiedziałem, że to polskie miasto Wrocław kiedyś było Breslau i w tym momencie olśnienie, hiszpański przewodniczący Parlamentu Europejskiego zrozumiał o co chodzi. To taka anegdota. Tenże Borrell ma być szefem dyplomacji, a szefem Rady Europejskiej ma być Charles Michele czyli belgijski premier, Walon, frankofonski. Gdy usłyszałem o tej decyzji, to pomyślałem, że się zestarzałem, bo znam jego ojca, który – uwaga – był komisarzem z ramienia Belgii w Komisji Europejskiej, a teraz jest kolejną kadencję eurodeputowanym. Jego syn z kolei będzie przewodniczącym Rady Europejskiej. I przynajmniej takie są ustalenia.

Ursula von der Leyen też miała ojca, który był i politykiem i był w strukturach Unii Europejskiej. Także dzieci obejmują stanowiska. Jeszcze powiedzmy dwa słowa na temat pani Ursuli von der Leyen. 

– Pani Ursula von der Leeyn jest osobą, która od lat pełni funkcję ministra obrony w rządzie niemieckim, bardzo silna postać CDU, była rozważana jako następczyni pani kanlcerz Merkel na stanowisku kanclerza Republiki Federalnej, w końcu przegrała ten wyścig z panią premier Saary. Natomiast mogę powiedzieć, że jest osobą pochodzącą z rodziny „politycznej” z domu Albrecht, jej ojciec był szefem landowego rzadu. Była nie tylko ministrem obrony, była wcześniej przez 4 lata ministrem pracy i spraw społecznych, jeszcze wcześniej ministrem rodziny i młodzieży ,a ministrem obrony jest już lat sześć, więc w sumie od 15 lat jest w rządzie Republiki Federalnej Niemiec. I ,uwaga, to jest coś, o czym się mniej mówi – mianowicie jest matką siedmiorga dzieci, które rodziły się na przestrzeni 22 lat, to taka ciekawostka. Jej mężem jest Heiko von der Leyen, arystokrata. A Pan wspomniał słusznie o jej ojcu. To były premier landu Dolna Saksonia, Ernst Albrecht. Na koniec taka anegdota ciekawa, coś co się zdarzyło naprawdę. Mianowicie, kiedy zakończył się szczyt NATO w Warszawie, trzy lata temu, duży polski sukces,  w sensie ustaleń, ale także organizacyjny, pani Ursula von der Leyen pogratulowała ministrowi obrony narodowej Polski tego, że ten szczyt był takim sukcesem. Wtedy minister Macierewicz powiedział na to z uśmiechem, że to taki przykład „polnische Wirtschaft”, co było dużą ironią, bo jak wiadomo to pojęcie jest takim ironicznym stwierdzeniem niemieckim wyrażającym sceptycyzm wobec polskiego gospodarowania się, rządzenia, polskiej organizacji…

Jeszcze jedna ważna uwaga, ona jest zwolenniczką bliskich więzów transatlantyckich, inaczej niż Timmermans, a więc jest zwolenniczką bliskiej współpracy z USA. Timmarmens jest typowym antytrumpistą, nie był specjalnie jakimś orędownikiem trzymania się z USA . Pani Ursula von der Leyen gwarantuje, że Ameryka nie będzie dla niej wrogiem.

Jeszcze jeden komentarz do tego, co zdarzyło się w Parlamencie Europejskim czyli reakcji brexitowców czy eurosceptyków na tę nieoficjalną piosenkę, która jest hymnem Unii? 

– Sprawa jest już znana. Nawet informowałem o niej na swoim Twitterze. Brytyjczycy wstali i odwrócili się plecami do reszty posłów na sali plenarnej. Państwo od pani Le Pen, ci eurosceptycy francuscy demonstracyjnie siedzieli. Ale jak ktoś siedzi to jest mniej widoczny, jak ktoś staje plecami natomiast- to jest bardziej widoczny. Brytyjczycy przebili francuskich eurosceptyków. Oczywiście olbrzymia większość stała. Ale byli też tacy, którzy taktycznie spóźnili się, bo po prostu nie uważają „Ody do radości” za hymn.  Zresztą w Traktacie Europejskim,  mówię to tutaj bardziej jako ekspert, wyraźnie unikano sugestii, że jest flaga europejska, hymn – tak, aby Unia Europejska nie była kojarzona z państwem jako takim. Bo państwem oczywiście nie jest. Jest tylko zbiorem państw.

Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę z gorącego Strasburga o tym, co się tam dzieje mówił Ryszard Czarnecki, europoseł, polityk Prawa i Sprawiedliwości. Dziękuję za rozmowę.