Blog

UE czyli zwierzęta „równe” i „równiejsze”

Posted on

Polecam Państwu lekturę zapisu mojego radiowego wywiadu, jakiego ostatnio udzieliłem dla Radia WNET.

Przenosimy się na chwilę do Brukseli, do europarlamentu gdzie już jest europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki. Dzień dobry. 

– Witam Pana, witam Państwa. Parlament Europejski, Strasburg, Strasburg nie Bruksela. Tutaj trwa pierwsza w tym roku sesja europarlamentu, sesja pasjonująca, bo dotyczy w niemałej mierze Polski

Właśnie, co z tą praworządnością w Polsce? Co z tą praworządnością we Francji, jeżeli mógłby Pan opowiedzieć?

– Po pierwsze cieszę się, że Parlament Europejski wsparł Polskę, gdy chodzi o prawdę historyczną, o politykę historyczną. Właśnie w tym momencie wyszedłem z sali Parlamentu, żeby o tym z Państwem porozmawiać. W tym momencie trwa debata z inicjatywy, między innymi polskich europosłów, która jest polityczną odpowiedzią na te oszczerstwa strony rosyjskiej. Tutaj plus dla europarlamentu. Natomiast co do praworządności to stara śpiewka, debaty na temat Polski ,Czech i Węgier, a więc znowu naszregion Europy jest stawiany pod ścianą, ale widać tutaj pewną hipokryzję, podwójne standardy, bo w poniedziałek Parlament Europejski odrzucił, nawet odmawiając głosowania personalnego w tej kwestii, odrzucił nasza propozycję debaty na temat pobicia sędziów Sądu Apelacyjnego w Paryżu przez policję francuską.

 To nie jest tak, że są świnie równe i równiejsze? 

 – Tutaj Pan nawiazuje brytyjskiego pisarza George’a Orwella,skadinad lewicowego, który napisał „Folwark zwierzęcy”, o folwarku , którym rządzą zwierzęta „równe” i „równiejsze”. Właśnie tutaj świnie są równiejsze i tutaj mamy do czynienia z sytuacją, w której rzeczywiście pewne kraje są ustawiane pod ścianą, a innym różne, dużo gorsze rzeczy uchodzą na sucho. Przy czym chciałbym od razu tutaj powiedzieć, że w praktyce nie chodzi tylko o kwestię praworządności, także o kwestie gospodarcze. I tutaj nie chodzi tylko o Polskę, bo mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której Portugalia czy Włochy rządzone wtedy przez eurosceptyków, przekraczały normy deficytu budżetowego, które przyjęła Unia Europejska i były za to atakowane, karane, ale gdy Francja przez szereg lat je przekraczała, w ogóle nie było mowy o karach, a pytany o to przewodniczący Komisji Europejskiej – Juncker, już były przewodniczący, odpowiadał „a bo to Francja”. Czyli Francji wolno więcej. Jeśli chodzi o praworządność, to sprawa jest jasna, tutaj Unia Europejska zamyka oczy na to, co dzieje się we Francji, gdzie sędziowie są bici przez francuską policję. Natomiast w Polsce policja ochrania sędziów, żeby mogli sobie spokojnie demonstrować. Pomijając to, że na przykład prezydent Francji, o czym Unia milczy, wystąpił z inicjatywą zwiększenia wpływu Prezydenta Republiki na powoływanie sędziów. A politycy na powolywanie sędziów np. w Niemczech i na szczeblu landowym, krajów związkowych i federalnym państwa niemieckiego – mają większy czy znacznie większy wpływ niż władze w Polsce. W związku z tym widać tą daleko idącą hipokryzję.

A w takim razie jak odniesie się Pan do słów wiceszefowej Parlamentu Europejskiego – Katariny Barley, która powiedziała, że nie wyklucza, że Polsce należy zagrozić dotkliwymi karami finansowymi. Czy to rzeczywiście może się z czymś wiązać? 

 – Biedna niemiecka socjalistka, której partia pikuje w sondażach, już jest partią „numer 4”w Niemczech, mimo że przez wiele lat rządziła albo ostatnio współrządziła z chadekami. Akurat pani, o której Pan Redaktor wspomniał, może powiedziec jak jest w Niemczech, gdzie- jeszcze raz podkreślam – jej partyjni koledzy mają dużo większy wpływ i na szczeblu landów i na szczeblu federalnych Niemiec na powoływanie sędziów .  I to jakoś jej nie przeszkadza. Lewica stawia sobie za punkt, nie powiem honoru, bo to nie jest tutaj dobre określenie – ale w jej interesie jest na pewno atakowanie Polski. Rządzonej, dzięki decyzji wyborców, przez prawicę. Zresztą Polska jest wyjątkiem w skali europejskiej, bo rzadko się zdarza, żeby tylko co ósmy wyborca głosował na lewicę, a to zdarzyło się w Polsce.

 Czyli znowu mamy do czynienia ze świniami równymi i równiejszymi. Jeszcze ostatnie pytanie. Jak się Pan odniesie do ostatniej porażki opozycji w polskim Senacie? Wniosek Komisji Europejskiej ws. zdjęcia z obrad punktu dotyczącego wyboru przedstawicieli senatorów do KRS przepadł. W głosowaniu padł remis, a przeciw zagłosowało trzech senatorów niezwiązanych z PiS 

 – Myślę, że to jest tak, iż czasem ta elementarna przyzwoitość wykracza poza wymogi dyscypliny partyjnej, czy też koleżeńskiej. To dobry sygnał. Mam nadzieję, że to nie ostatni przykład, kiedy Senat kieruje się polską racją stanu, polskim interesem, a nie jest takim instrumentem dla opozycji do bicia w rząd

Dziękuję serdecznie, prosto, że Strasburga, nie z Brukseli mówił dla państwa Ryszard Czarnecki, europarlamentarzysta, Prawo i Sprawiedliwość, EKR. Dziękuję serdecznie.

 – Dziękuję bardzo.

Blog

Chorwacja i jej pierwsza w historii prezydencja w UE

Posted on

Już niemal trzy tygodnie trwa pierwsza w historii Unii Europejskiej prezydencja Chorwacji – najmłodszego członka UE. Republika Chorwacji przystąpiła do Unii sześć lat temu, a sześciomiesięczne kierownictwo w UE objęła symbolicznie w momencie, kiedy Wspólnotę Europejską opuszcza po 47 latach obecności w niej Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Państwo ze stolicą w Zagrzebiu przystąpiło do UE jako czwarte państwo z Bałkanów: po Słowenii (2004) oraz Bułgarii i Rumunii (2007). Ten ponad czteromilionowy kraj znany jako kierunek wakacyjnej turystycznej destynacji niemal miliona naszych rodaków rocznie oraz potęga w sportach zespołowych (piłka nożna, piłka ręczna, koszykówka) i sportach, uwaga, zimowych (zwłaszcza narciarstwo alpejskie i skoki) objął prezydencję w decydującej fazie negocjacji dotyczących budżetu UE na lata 2021-2027. Ów budżet siedmioletni będzie domknięty za prezydencji niemieckiej (od 1 lipca do 31 grudnia 2020), ale zasadnicze jego zręby będą przygotowane do 30 czerwca – Zagrzeb wpada więc na głęboką wodę.

Przepływ pracowników – w kontrze do Niemiec i Francji

W zeszłym tygodniu w Parlamencie Europejskim w Strasburgu przedstawiono wspólne oświadczenie Rady Europejskiej i Komisji Europejskiej w sprawie planu działania prezydencji chorwackiej.

Polska popiera szereg propozycji naszego bałkańskiego partnera. W naszym wspólnym interesie jest pogłębianie rynku wewnętrznego, co jest korzystne dla ekspansywnych polskich firm. W ostatnich latach nastąpiło odejście – pod pretekstami „prospołecznymi” – od unijnych fundamentów w postaci wolności przepływu pracowników. Spektakularnie było to widać w obszarze transportu drogowego. Należy docenić, że Chorwacja jako jeden ze swoich priorytetów uznała zwiększanie konkurencyjności Unii między innymi w zakresie usług. Dla nas to dobrze . Czy jednak Niemcy, Francja i choćby Austria, które najbardziej gorliwie i dość skutecznie blokowały te jedna z podstawowych wolności europejskich poprzez wprowadzenie limitów dla kierowców z polskich firm transportowych jeżdżących poza ojczyznę (nasze firmy w tym sektorze zatrudniają pół miliona ludzi i są „numerem 1” w branży na Starym Kontynencie) pozwolą Chorwatom wyjść w tej ważnej gospodarczo i prestiżowo sprawie poza sferę  werbalną?

Polityka Spójności łączy, „praworządność” dzieli…

Chorwacja akcentuje w swoich priorytetach rolę polityki spójności, co oczywiście zyskuje poparcie naszego kraju. W interesie obu państw i w zasadzie niemal całego regionu jest brak zgody na cięcia polityk traktatowych, jak i nie mającą gospodarczego uzasadnienia zmianę – w proponowanym budżecie UE 2021-2027 – w metodzie alokacji środków z polityki spójności. Chcielibyśmy uwierzyć, że chorwacka prezydencja dokona głębokiej korekty w tych kwestiach. W interesie i Zagrzebia i Warszawy jest zablokowanie proponowanego przez KE tzw. „pakietu nowych zasobów własnych”. Są to zasoby oparte o nierecyklingowane opakowania ze sztucznych tworzyw. Uderza to w biedniejsze kraje członkowskie UE, a Chorwacja obok Polski mimo sporego wzrostu PKB per capita wciąż należą do siedmiu najmniej zamożnych krajów Unii.

Zagrzeb podkreśla, że „rozwój gospodarczy UE musi pozostać zgodny z polityką klimatyczną”. Tyle, że diabeł siedzi w szczegółach. A te szczegóły dla Polski i Chorwacji są kluczowe.

Polski rząd i europosłowie Prawa i Sprawiedliwości poprą te priorytety Chorwacji, które dotyczą zwiększenia bezpieczeństwa państw Unii w wymiarze wewnętrznym i zewnętrznym oraz – uwaga – zachowania integralności Strefy Schengen. W interesie z kolei Chorwacji jako kraju potencjalnej destynacji imigracyjnej leży poparcie polskich postulatów dotyczących właśnie kwestii imigracji. W interesie obu państw, ale i całej UE-27 jest tworzenie nowego systemu azylowego, który zapewni trwałe odzyskanie pełnej kontroli nad migracją do Unii i zabezpieczy bezpieczeństwo zewnętrznych granic. I Warszawa i Zagrzeb źle przyjmują propozycję łączenia przepisów dotyczących polityki azylowej do oceny mechanizmu funkcjonowania strefy Schengen i jego ewaluacji.

To, co nas na pewno z Chorwacją różni, niestety, to jej zapowiedź „kompleksowego ujęcia zasady praworządności”. Sprowadza się ono do powiązana subiektywnej oceny stanu praworządności w danym kraju z unijnym budżetem. Nie chodzi tu zresztą tylko o stanowisko Polski. Propozycję tę we wrześniu 2018 bardzo ostro, a jednocześnie merytorycznie skrytykował Europejski Trybunał Obrachunkowy w Strasburgu. Również Służby Prawne Rady Europejskiej uznały, że propozycja Komisji Europejskiej w tym zakresie jest niezgodna z Traktami Europejskimi. Co więcej, nie można w tym zakresie wychodzić poza procedurę określoną w artykule 7 Traktatu o Unii Europejskiej (TUE) czyli nie jest to wniosek niezależny i autonomiczny od art.7.

„Tak” – dla rozszerzenia UE, „nie”– dla oszustw podatkowych…

Natomiast Polska całkowicie popiera propozycję Zagrzebia w zakresie „ochrony interesów finansowych UE i Państw Członkowskich”. Można nawet powiedzieć, że Zagrzeb kroczy tu drogą wytyczoną przez Warszawę, bo to przecież rzad RP skutecznie walczy z oszustwami w obszarze VAT, bardzo ograniczając tzw. lukę VAT-owską. I to właśnie polski rząd zaproponował stworzenie na poziomie Unii koalicji na rzecz zwalczania systemowych oszustw podatkowych. Akurat ten miesiąc to termin pierwszego spotkania tej koalicji u nas, w Warszawie.

Zdecydowanie wspieramy również propozycję Chorwacji przyspieszenia procesu rozszerzenia UE o kraje zachodnich Bałkanów. Oba państwa, jak widać, wolą integrację europejską rozszerzać, a nie ja pogłębiać. Polska jest za tym, aby za dwa miesiące -podczas szczytu Rady Europejskiej przed majowym szczytem krajów Bałkanów Zachodnich właśnie w Zagrzebiu-  podjąć decyzję o otwarciu przynajmniej traktatów akcesyjnych z Macedonią Północną i Albanią.

Od pewnego czasu w Unii Europejskiej funkcjonują tzw. „tria” prezydenckie. Chorwacja jest ostatnim państwem w ramach tria z Rumunią (I połowa 2019) i Finlandią (II połowa 2019).

Zobaczymy na ile na papierze – a są takie obawy – zostanie optymistycznie brzmiące hasło chorwackiej prezydencji „silna Europa w trudnym świecie”. Zagrzeb określił cztery obszary, które będą dla niego strategicznymi priorytetami. Oto one:

1) „Europa , która rozwija”,

2) „Europa, która łączy

3) „Europa, która chroni”,

4) „Europa, która ma wpływ”

Trochę to brzmi jak Sienkiewiczowskie „sursum corda” dla Rzeczpospolitej. Na razie „pierwsze koty za płoty”. Na ile Chorwacja zaznaczy się bardziej trwale w historii półrocznych prezydencji krajów członkowskich, zobaczymy po 30 czerwca 2020.

 *tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (20.01.2020)

Blog

Debata w PE. I co? Nic

Posted on

W Parlamencie w Strasburgu odbyła się debata, jak policzyłem „nr 10”na temat Polski. Pierwsza miała miejsce w styczniu 2016 roku z udziałem premier Beaty Szydło, a ta ostatnia równo po czterech latach. Miałem poczucie „deja vu”. Nie tylko ja. Średnio daje to 2,5 debaty na rok, licząc także te w komisjach PE. A jednak pierwszy raz w historii europarlamentu tego samego dnia i popołudnia „grillowano” aż trzy kraje: obok naszego, także Węgry i Czechy. Widać wyraźnie, że nie chodzi tu tylko o Polskę, ale o cały region, który wymknął się spod politycznej i gospodarczej kontroli. Ci sami europosłowie: socjaliści, komuniści, liberałowie, zieloni i „ludowcy” tam, gdzie PO i PSL), którzy zadali debaty o Polsce odrzucili w poniedziałek wniosek, aby prowadzić debatę na temat pobicia przez żandarmerię w Paryżu sędziów Sadu Apelacyjnego – i to w gmachu tegoż. Widać, że w Strasburgu królują podwójne standardy, a rządzi hipokryzja. A co wynika z „naszej” debaty? To samo, co z poprzednich czyli jak śpiewała Edith Piaf „rien”- „nic”. Rezolucja PE przyjęta następnego dna nie jest wiążąca dla kogokolwiek, nie ma żadnych formalno-prawnych skutków. Na sali podczas debaty było może 6-7 %wszystkich europosłów(!). Pogadali, zagłosowali i poszli. Nie powiedzieli tylko tego, co najważniejsze: że tak naprawdę chodzi o ograniczenie konkurencyjności Polski.

*komentarz ukazał się w  „Gazecie Polskiej Codziennie” (18.01.2020) 

 

 

Blog

Jak zostałem Japończykiem, czyli Radżastan i polska wódka

Posted on

„Jest Pan Japończykiem, Sir?”- słyszę, ale nie mogę uwierzyć własnym uszom. Brali mnie już za Amerykanina, Anglika, Francuza, ba, Rosjanina – ale za Japończyka, na miły Bóg, nigdy! Nigdy ze względów oczywistych – na Australijczyka czy nawet mieszkańca Nowej Zelandii (choć nie autochtona!) to ja może i wyglądam – mimo, że w takim Auckland w życiu nie byłem – ale jako żywo skośnych oczu nie mam i innych akcesoriów typowych dla synów Kraju Kwitnącej Wiśni również. Patrzę zatem ze zdumieniem na kelnera w mieście w północno-zachodnich Indiach, skąd już tylko krok – co prawda duży – żeby znaleźć się w Pakistanie. Czy on Japończyków nie widział? Może żadnego w życiu? Ale przecież mówi potem, że pracował na Goa, a w tej ekskolonii portugalskiej (przestała nią być ledwo 60 lat temu) przybysze z Tokio czy Honsiu zjawiają się regularnie! Byłem co prawda w Japonii pięć razy, ale z faktu przebywania w ich obecnej stolicy czy tej dawnej – Kyoto czy w Suzuka czy Mito czy Hokkaido czy wreszcie Nagasaki (a wszędzie tam byłem, choć szczególnie przeżyłem pobyt w tym ostatnim mieście, związanym z misjonarską posługą świętego Maksymiliana Kolbe) – nie dostaje się skośnych oczu ani żółtej cery. Cóż, przeżyje i to. Odpowiadam, że jestem z Polski. Tak, tak, między Rosją a Niemcami. Z geografii miejscowi są lepsi niż z lingwistyki stosowanej. Nie pyta na szczęście – a zdarzyło mi się to parę razy na różnych kontynentach – czy w Polsce mówi się po rosyjsku…

Skądinąd to, że szereg razy brano mnie za Rosjanina wynika oczywiście z faktu, że dla osób zwłaszcza z innych kontynentów mających kontakt z rosyjskimi biznesmenami czy turystami język polski przypomina rosyjski (i odwrotnie). To nie lingwiści, subtelnie rozstrzygający różnicę miedzy naszą mową ojczystą a najbliższym jej językiem obcym czyli słowackim.

Jestem więc w Radżastanie. Następnego dnia przeczytam w gazecie, że od 55 lat nie było tu tak zimno, a więc  niemal tyle co żyje. Ale czy to z powodu, sensacja: ujemnych temperatur (całe minus pół stopnia!) można ze mnie robić rodaka cesarza czy samurajów? Czy ja naprawdę przypominam „Boski Wiatr”- „kamikadze”- samobójców atakujących wraże okręty? Daj spokój, Hindusie! Ale młody krajan Mohandasa Mahatmy Gandhiego rzutem na taśmę przypomina sobie coś, co jest związane z Polską. Rozpaczliwy wysiłek widnieje na jego ciemnej twarzy… Jest! Tak – kiwa głową – a z Polski to jest wódka „Belvedere”, prawda? Potwierdzam, nie wschodząc w szczegóły przemian własnościowych w naszym przemyśle spirytusowym. Widzę ulgę na twarzy rozmówcy.

Tak, Panie Dzieju, tysiące kilometrów od Polski nie Robert Lewandowski ani nawet polski papież, jeno polska wódka jest ambasadorem Rzeczypospolitej. To tak a propos toastów na Nowy Rok Pański 2020…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (08.01.2020) 

 

Blog

Zwierzęta jako symbole partii czyli zoologizacja polityki

Posted on

Zwierzęta są obecne nie tylko jako element programów partii politycznych (na przykład dobrostan zwierząt lub też walka o zwiększenie pogłowia bydła, etc.), ale także bardzo często jako …symbole partii politycznych! Jest to widoczne i w Azji i w Afryce i w Ameryce, ale także, choć w mniejszym stopniu, w Europie.

Polityczne zwierzę… niejedno ma imię

Oto w USA mamy osła – uosobienie elastyczności i silnej woli jako swoistego „patrona” Partii Demokratycznej. Ale słoń z kolei – zwierzę silne i nieustraszone – ma symbolizować Republikanów. Z kolei pelikan – ów chrześcijański, zdaniem twórców tej partii ptak – który reprezentuje „poszukiwanie wspólnego dobra wyżej ceniąc miłość niż władzę” to symbol mało znaczącej, ale przecież istniejącej amerykańskiej Partii Solidarności. Zaś sowa reprezentując wszak i mądrość i centrowość – (sic!) to swoisty patron też amerykańskiej „Modern Whig Party”. Natomiast Partia Konstytucyjna USA ma logo w postaci oficjalnego symbolu Stanów Zjednoczonych czyli orła bielika. Marginalna jednak, ale mająca swoje miejsca na kartach historii USA – Partia Prohibicji – ma inny symbol: to wielbłąd. Czemu? Bo „wielbłądy nie piją zbyt często, a kiedy piją, piją tylko wodę”… Początkowo Partia Prohibicji używała wielbłąda z jednym garbem, ale potem dodała mu drugi garb tak, aby nie mylić go ze słynnym logo papierosów „Camel”.

Słonie, słonie…

Największa – czyli najludniejsza – demokracja świata czyli Indie również gustuje w „politycznych” zwierzętach. I tak kogut to symbol partii aktorki filmowej Jayaram Jayalalitha. Skądinąd jej posłowie i ministrowie… padali publicznie na twarz przed szefową partii, co po pewnym czasie zaczęło wywoływać kontrowersje. Partia działa w indyjskim stanie Tamil Nadu, a jej założycielka zmarła trzy lata temu. Słoń symbolizować ma dwie partie indyjskie. Pierwsza z nich jest Bahujan Samaj Party (BSP), która istnieje od 35 lat, a jej celem jest reprezentowanie 85% populacji Indii póki co podzielonej na 6 tysięcy (!) kast. W tym wypadku słoń symbolizuje „siłę fizyczną, siłę woli, stabilność, nieustraszoność oraz znakomitą dalekowzroczność”. BSP w wyborach w 2019 stała się partią numer dwa w Indiach. Największe sukcesy odnosi w dużym stanie Uttar Pradesh. Słoń jest też symbolem Asom Gana Parishad, która działa w stanie Assam. Dwukrotnie tworzyła rząd stanowy (w latach 1985-1989 oraz 1996-2001). Jako herbaciarz z długą rodzinną tradycją (wyłącznie herbatę pił mój dziadek Henryk Karol i ojciec Henryk Tadeusz, pija ją jako główny gorący napój wszyscy moi synowie) podkreślę, że Assam to stan, w którym produkuje się słynną herbatę.

Biały – a nie czerwony – koń socjalistów

Przenieśmy się do Rosji. Tutaj niedźwiedź (jakżeby inaczej!) jest symbolem proputinowskiej Partii Zjednoczonej Rosji.

Z Moskwy już tylko krok do Afryki, a tutaj na przykład głowa fioletowej krowy to symbol ZACP czyli Partii Kapitalistycznej w RPA. Czemu krowa? Bo w Afryce Subsaharyjskiej bydło kojarzy się z bogactwem. W tejże samej Republice Południowej Afryki Inkatha Freedom Party ma w logo… trzy słonie. Te największe ssaki mają kojarzyć się z majestatem. Pewnie słusznie. Z kolei w Botswanie czarna krowa – ciekawe, że symbolizuje nie tylko bydło, ale też … górnictwo (!) i dobrobyt jako taki – jest „patronką” Partii Kongresowej. Zaś w Ghanie Ludowa Partia Konwentu Ghany ma jako symbol czerwonego koguta. To skojarzenie z metaforycznie pojmowanym nowym świtem.

W Nigerii socjaliści (partia socjaldemokratyczna) mają za symbol… białego konia. Tak, tak, białego – a nie czerwonego.

W Zimbabwe Partia MAAT jest symbolizowana przez mitycznego ptaka „sankofa”. Ów ptak ma lecieć z głową skierowaną… do tyłu, trzyma w dziobie cenne jajko, a nogi ma skierowane do przodu. W tłumaczeniu z języka o nazwie twi „sankofa” oznacza powrót oraz zabranie tego ptaka po to, by mieć zapewniony, udany powrót do korzeni. Skomplikowane? Nie dla sankofy…

W Kenii zwierząt i partii w bród…

W Kenii, w której byłem dopiero co na szczycie ONZ wyróżnia się partia Agano. Jej symbolem jest baranek. Tak, właśnie: baranek, a nie baran. Baranek ów ma reprezentować łagodność, nienaganność, pojednanie i czystość. Członkowie partii są gotowi umrzeć, gdy będzie tego wymagać interes Kenijczyków. Tak przynajmniej oficjalnie deklarują.

W tejże samej Kenii partia Shrikisho jako symbol wybrała… rekina. Argumentem było to, że to ryba spokojna, ale niebezpieczna tylko wtedy, gdy jest wściekła. Hmm.

Kolejne kenijskie ugrupowanie – „Partia Rozwoju i Reform w Kenii” ma w logo byka. Uzasadniane jest to tym, że formacja ta jest nie do powstrzymania, jeżeli chodzi o przejęcie władzy. Ostre rogi byka mają stanowić ochronę przed wrogami kraju…

I znowu Kenia. Symbolem Partii Inicjacji Ludowej jest słoń. Uzasadnienie jest proste: symbolizuje on „siłę i stanowczość partii” w ochronie praw człowieka i praworządności poprzez upodmiotowienie ludzi (jakże).

Żyrafa, ten najwyższy zwierz z mi znanych jest symbolem Narodowej Partii Liberalnej Kenii. Tłumaczy się to tym, iż żyrafa ma co prawda łagodnego ducha, ale … mocno kopie. Długa szyja żyrafy symbolizować ma zdolność patrzenia w przyszłość i osiągania celów, które obecnie są poza zasięgiem!

Kogut, który symbolizuje świt kolejnego dnia, ale także wolność, rolnictwo oraz bogactwo narodowe – to symbol kolejnej (!) partii z Kenii – Afrykańskiej Unii Narodowej. Wreszcie – wielbłąd. To symbol partii także działającej w Kenii – Sojuszu Trzeciej Drogi. W tym wypadku wielbłąd symbolizuje „zdolność do życia w trudnych warunkach” – wielbłąd jest mistrzem przetrwania i uczy jak optymalnie wykorzystać własne zasoby. Partia sugeruje w ten sposób, że „będzie zaradna i zdeterminowana”, aby uczynić iż „bogactwo będzie udziałem wszystkich”. A przy okazji wielbłąd traktowany jest niemalże dosłownie wyborczo, bo Sojusz Trzeciej Drogi „wspiera edukację pasterzy i koczowników”.

Zwierzęta symbolizują także partie polityczne w Nepalu, Birmie, Sri Lance (Cejlonie), Pakistanie, Indonezji. W Europie natomiast ma to miejsce w Wielkiej Brytanii, Belgii, Turcji i Słowacji. Tylko w Polsce nie ma chętnych na symbol w postaci głowy osła…

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (13.01.2020)

Blog

Bez debaty o Francji, gdzie policja bije sędziów – ale z debatą o Polsce

Posted on

Wczoraj byłem gościem prestiżowych „Sygnałów Dnia” w Polskim Radiu Program 1. Oto zapis tego wywiadu, w całości poświęconego sprawom międzynarodowym. Rozmowę przeprowadził red. Krzysztof Świątek.      

Krzysztof Świątek. Gościem „Sygnałów Dnia” w naszym studiu w Strasburgu Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości. Dzień dobry, Panie Pośle. 

– Witam Pana, witam Państwa.

Panie pośle, burzliwa debata w Parlamencie Europejskim, sprawa praworządności w naszym kraju i wypowiedź na przykład europoseł niemieckiej. Katarina Barley z SPD, była minister sprawiedliwości, co warto podkreślić, mówi tak: „Działania polskiego rządu niczym nie różnią się od działań władzy komunistycznej, bo podejście: »Tylko ja mam rację« jest typowe dla władzy totalitarnej”.

Wczoraj były aż trzy debaty o trzech krajach członkowskich Unii z naszego regionu. Przed Polską debata o Węgrzech, po Polsce debata o Czechach, a więc widać, że ta tak zwana…

Ale o Francji nie było. 

– …ta stara Unia grilluje nasz region Europy, ale w poniedziałek ci sami europosłowie, którzy chcieli, żeby była debata o Polsce, a także o innych krajach Grupy Wyszehradzkiej, odrzucili wniosek o debatę na temat Francji i pobiciu w Paryżu przez policję sędziów Sądu Apelacyjnego. Bo tym się różni polska policja od francuskiej, że polska policja ochrania legalne demonstracje sędziów czy części sędziów, a francuska policja tychże sędziów bije, i to nawet w gmachu sądu, więc…

Ale czy padły jakieś argumenty, Panie Pośle, dlaczego o Francji nie możemy podebatować w Parlamencie Europejskim? 

– Nie, zero argumentów merytorycznych: „Nie, bo nie”. Tutaj się kłania Jean–Claude Juncker, były szef Komisji Europejskiej, który zapytany, dlaczego Portugalia i Włochy, a konkretnie ówczesny eurosceptyczny rząd Włoch, były atakowane za przekraczanie deficytu budżetowego, a Francja za to samo, chociaż miała ten deficyt budżetowy przez lata całe, atakowana nie była, odpowiedział: „A bo to Francja”. Ale to jest sytuacja podwójnych standardów, to jest bardzo widoczne. I akurat dzieje się to w miesiącu, Panie Redaktorze, w którym Wielka Brytania oficjalnie opuszcza Unię Europejską. Ona ją opuszcza właśnie także dlatego, że ze strony Unii było dużo hipokryzji, arogancji i traktowania nierównego także Wielkiej Brytanii. W związku z tym jeżeli Unia Europejska będzie fundować kolejne tego typu spektakle jak wczoraj w Parlamencie Europejskim, no , to wzrost eurosceptycyzmu nie tylko w Polsce, ale w wielu innych krajach europejskich będzie oczywisty…

 Panie Pośle… 

–  …i Unia Europejska znajdzie się na równi pochyłej.

 …czy była jakaś odpowiedź? Bo cytuję słowa byłej minister sprawiedliwości Niemiec, czyli polityk bardzo wpływowej, pani Barley, która mówiła też tak: „Podważasz wyroki niezależnego sądu, nie jesteś lepszy od komunistów”. Ona porównuje władze polskie do władz komunistycznych. 

–  No, więc bardzo dobrze, że Pan o tym wspomniał. Oczywiście, była odpowiedź ze strony naszego kolegi, europosła Patryka Jakiego. Zwracam uwagę i on też na to zwrócił uwagę, że wpływ polityków w Niemczech, a więc w ojczyźnie pani…

Pani Barley. 

– …europoseł i wiceprzewodniczącej Parlamentu skądinąd, jest znacznie w sensie ustawowym większy i na poziomie krajów związkowych, czyli landów i na poziomie federalnym czyli całego państwa. To po pierwsze. Ja już nie mówię o sytuacjach takich, że w Bremie, a więc landzie Brema, szefem sądu została urzędniczka ratusza z legitymacją partyjną SPD czy sytuacja, w której nawet ostatnio wiceszef Trybunału Konstytucyjnego poucza Polskę za to, że politycy mają wpływ na powoływanie sędziów, gdy tymczasem sędziów w Polsce wybierają sędziowie, jak wiadomo, natomiast akurat wiceprzewodniczący Trybunału Konstytucyjnego, który wlasnie poucza, do niedawna był przez 11 lat posłem do Bundestagu, wiceprzewodniczącym frakcji chadeckiej ,CDU w izbie niższej niemieckiego parlamentu. No, przecież ta hipokryzja jest niesłychanie widoczna. Wczoraj w debacie występowały dwie pani z Holandii, jedna z frakcji Liberałów, druga z frakcji Zielonych, nawet się nie zająknęły, pouczając Polskę, że u nich na przykład w ogóle nie ma Trybunału Konstytucyjnego, a europosłowie z Holandii atakowali nas, że my zmieniamy prawo dotyczące Trybunału Konstytucyjnego w sytuacji, gdy tam w ogóle tej instytucji nie ma i z tego powodu Unia Europejska jakoś nie płacze, tak samo jak Unia Europejska nie reagowała, gdy Luksemburg, ojczyzna pana Junckera, Trybunał Konstytucyjny likwidował.

Panie Pośle, ale Vera Jurová, wiceszefowa Komisji Europejskiej, stawia poważny zarzut, mówi, że nowy system dyscyplinarny nie zapewnia ochrony sędziów przed polityczną kontrolą ich decyzji. To był argument, który się wczoraj pojawiał w tej debacie. 

Tak, ale naprawdę to są takie deklamacje, slogany, mity, stereotypy nie poparte żadnymi konkretnymi przykładami. To była debata bodajże nr 10 na temat Polski w ostatnich czterech latach. Miałem tutaj poczucie déjà vu, nie ukrywam. I zawsze jest to samo, to znaczy na nasze argumenty czy argumenty bardzo takie konkretne polskiego rządu spotykamy się z taką ścianą deklamacji. W ogóle kiedy pytamy o konkrety, tutaj tych konkretów nie ma i jest cały czas powtarzanie sloganów, że w Polsce jest źle. Ale jak się porówna polskie ustawodawstwo z krajami takimi jak Niemcy, Francja, Hiszpania, Holandia i tak dalej, okazuje się, że te same rozwiązania w tych krajach funkcjonują, często w stopniu daleko bardziej idącym niż w Polsce. I wczoraj komisarz Reynders, który przemawiał na końcu debaty, pozwolił sobie na dosyć niesamowite sformułowanie, że nie można porównywać tego, co jest w prawie krajów Europy Zachodniej z tym, co jest w Polsce. A dlaczego nie można porównywać? To Polska jest gorsza? Polska jest od macochy? Czy te kraje mają jakąś inną pozycję, uprzywilejowaną tylko dlatego, że tak się historia ułożyła, że nie były pod komunistycznym butem i mogły współtworzyć Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, a potem EWG, a Polska czy kraje naszego regionu takiej możliwości nie miały? To jest właśnie przykład tych double standards, podwójnych standardów, których w Parlamencie Europejskim, w Unii Europejskiej jest, niestety, coraz więcej.

Panie Pośle, jakie są konkluzje tej debaty i czy Prawo i Sprawiedliwość pod tym naporem krytyki, pod… Pan mówi: „Debata nr 10 w Parlamencie Europejskim”. Czy Prawo i Sprawiedliwość wycofa się z części zapisów tych ustaw sądowych? 

– Zwracam uwagę, że nas atakowali bardzo często politycy, którzy we własnym kraju stają się politycznymi bankrutami. Pani wiceprzewodnicząca europarlamentu, która była ministrem sprawiedliwości w rządzie koalicyjnym CDU/CSU/SPD, teraz reprezentuje partię, która według ostatnich sondaży zrobionych w okolicy świąt Bożego Narodzenia w Niemczech, jest partią nr 4 w Niemczech, a nas poparli Polacy w sześciu kolejnych wygranych wyborach. Mamy mandat demokratyczny i my będziemy te reformy realizować, bo taka jest wola Polaków, którzy chcą zamiany wymiaru niesprawiedliwości na wymiar sprawiedliwości.

Panie Pośle, będziemy zaraz kontynuować naszą rozmowę, porozmawiamy także o drugiej debacie, która się odbyła na forum Parlamentu Europejskiego, a to po słowach prezydenta Rosji Władimira Putina. Przypomnę, naszym gościem jest Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, w naszym studiu w Strasburgu. Ciąg dalszy tej rozmowy na stronie jedynka.polskieradio.pl, na Twitterze, Facebooku i serwisie YouTube. 

***

– Panie Pośle, chciałem zapytać jeszcze o to, co grozi Polsce, jeżeli zostanie stwierdzone naruszenie artykułu 7 Traktatu Europejskiego? 

– Przede wszystkim w praktyce to ta debata nie prowadzi do żadnych konkluzji praktycznych. Po drugie próba ożenienia wypłacania środków unijnych z subiektywną oceną praworządności została nie tylko zdruzgotana w ocenie Europejskiego Trybunału Obrachunkowego w Luksemburgu, a więc takiego europejskiego NIK-u, nastąpiło to we wrześniu 2018 roku, ale co więcej – służby prawne Rady Europejskiej, tak, Rady Europejskiej podkreślam, jednoznacznie oceniły, że tego typu procedura, a więc próba karania poszczególnych krajów członkowskich, odbieranie im unijnych funduszy jakby wyjęta z artykułu 7, potraktowanie jej zupełnie autonomicznie, niezależnie jest czymś niedopuszczalnym. A więc w tej sytuacji jeżeli jedna instytucja unijna oraz służby prawne drugiej instytucji unijnej , te dwie kluczowe, mówię – ETO, Trybunał Obrachunkowy w Luksemburgu, czyli europejski NIK i służby prawne Rady Europejskiej – mówią, że nie można takich rzeczy robić, no , to jednak wydaje mi się, że przede wszystkim instytucje unijne powinny między sobą ustalić, co można, a czego nie można, bo to nie jest kwestia konfliktu między Polską a Unią, podkreślam, tylko jest to konflikt między instytucjami unijnymi, które różnie interpretują i są w głębokim konflikcie, gdy chodzi właśnie o interpretację poszczególnych propozycji Komisji Europejskiej. To jest tak, że nie cała Unia jest za tym, że na przykład Polsce czy Węgrom, czy Czechom, czy Słowacji, czy Rumunii, przypadkiem jakoś wszystkie kraje naszego regionu – odbierać pieniądze.

A to dlaczego jest w takim razie taki przypadek, że to dotyczy krajów naszego regionu i dlaczego jest debata nr 10 na temat praworządności w Polsce? 

 – No, to ja powiem otwartym tekstem, bo dyplomatą nie jestem i nie będę, mianowicie to są wszystko preteksty – kwestia sądów, kwestia wcześniej Puszczy Białowieskiej i kornika drukarza, kwestia Trybunału Konstytucyjnego, mediów. To są preteksty. Tak naprawdę chodzi o ograniczenie konkurencyjności Polski, tak jak w przypadku pakietu klimatycznego. Chodzi o to, żeby Polska, która jest na dużej fali wznoszącej, gdy chodzi o gospodarkę, ma szósty kwartał z rzędu największy wzrost PKB per capita na głowę mieszkańca w Unii, a także inne dynamicznie rozwijające się  kraje naszego regionu, żeby dostały po głowie, żeby zajęły się udowadnianiem na forum międzynarodowym, że nie są wielbłądem, co oczywiście niekoniecznie zachęca chociażby inwestorów zagranicznych do inwestowania w naszym kraju. I o to tutaj chodzi. Jak nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze, a nie o jakieś slogany o demokracji, praworządności, bo akurat i Niemcy, i Francja mogą uderzyć tu się w piersi, a nie pouczać innych.

 A Patryk Jaki wczoraj w czasie tej debaty powiedział, że Polska przeszkadza, bo przestała się trzymać niemieckiej nogawki. To zapytam pana, kto trzymał się tej niemieckiej nogawki, na czym polegało to trzymanie się i jakie są konsekwencje w takim razie, jeżeli my teraz puszczamy tę niemiecką nogawkę? 

– To jest metafora uprawniona, natomiast to jest oczywiste dla każdego, obojętnie, czy jest to polityk obiektywny, czy ekspert, czy naukowiec, politolog, że w swoim czasie przez lata rządów Platformy i PSL-u relacje między Berlinem a Warszawą były inne. Teraz są inne, teraz są dużo bardziej partnerskie, Polska formułuje swoje interesy, pokazuje swoje aspiracje, czasem się z Niemcami zgadzamy, czasem się nie zgadzamy, ale  jednak to są relacje partnerów, z których oczywiście jeden jest większy i bogatszy, a drugi mniejszy, chociaż się dynamicznie rozwijamy, natomiast wtedy była to relacja pewna zależnościowa. I o to, jak sądzę, chodziło eksministrowi Patrykowi Jakiemu.

Panie Pośle, wczoraj się odbyła także debata po słowach Władimira Putina, prezydenta Rosji, który zaatakował Polskę, oskarżył o przyczynienie się do wybuchu II wojny światowej. Zdaje się, że podczas tej debaty ciepło dosyć mówiono o Armii Czerwonej. 

–  Dobrze, że taka debata miała miejsce. I to jest ciekawa rzecz, tego samego dnia i tego samego popołudnia odbyły się dwie debaty. Jedna można powiedzieć „wewnętrzna”, my się w Unii Europejskiej spieramy, kraje naszego regionu na przykład z krajami starej Unii, tak zwanej „Piętnastki”, dawnej EWG, i to jest przykład debaty na temat praworządności w Polsce, Czechach i na Węgrzech. I jest debata ta w wymiarze zewnętrznym, to znaczy Rosja zaatakowała Polskę. I co się dzieje? Dzieje się to, że Unia Europejska reaguje w obronie Polski, że Parlament Europejski, ten Parlament Europejski, który nie zawsze jest sprawiedliwy w ocenie naszego kraju, tutaj się za Polską generalnie rzecz biorąc ujął. I to jest przykład, jak Polska potrafi wykorzystywać instytucje unijne do obrony własnych interesów, tak jak- tutaj się odwołam do takiego przykładu, jak w swoim czasie śp. prezydent Lech Kaczyński potrafił wykorzystać prezydencję Niemiec w Unii Europejskiej, to był 2007 rok, pierwsze półrocze, do tego, żeby pani kanclerz Merkel jako szefowa rządu kraju, który miał wtedy półroczne przewodnictwo w Unii Europejskiej, walczyła o to, żeby znieść embargo rosyjskie na polskie towary, na polskie mięso. A więc potrafimy wykorzystać instytucje Unii Europejskiej. A w tej debacie, oczywiście, pojawiali się różni ludzie, także którzy mają jakieś prorosyjskie sympatie, bo ta PPR, Partia Przyjaciół Rosji, jak to określam, oczywiście ona w Parlamencie Europejskim i instytucjach unijnych istnieje i myślę, że może nawet z czasem będzie nabierać znaczenia.

 Ale to nie jest koniec ataków na Polskę, ponieważ Wiaczesław Wołodin, przewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej, wzmocnił jeszcze to, o czym wcześniej mówił prezydent Putin, i powiedział tak, że powstaniu nazistowskich obozów, tutaj cytat, „na terytorium okupowanej Polski sprzyjał między innymi przedwojenny antysemityzm w II Rzeczpospolitej”. 

– Tak, przypomnę, że akurat Związek Sowiecki był spadkobiercą Rosji carskiej, która była ojczyzną pogromów, i słowo „pogrom” w ogóle się wziął z rosyjskiego w językach zachodnich, także polskim. Natomiast przypomnę, że tutaj na przykład Stalin, który odpowiada za pakt Ribbentrop–Mołotow i za tą agresję sowiecko–niemiecką na Polskę, Stalin akurat tropił tzwspisek żydowskich lekarzy i tych żydowskich lekarzy wsadzał do więzienia i mordował tuż po II wojnie światowej. A więc akurat tutaj myślę, że Moskwa mogłaby się uderzyć w piersi, ale tego nie czyni. Ale podoba mi się stwierdzenie jednego z rosyjskich -uwaga!- komentatorów, który napisał… komentatorek, mówiąc ściślej, która napisała, że Ukraina już przestała być tym dyżurnym wrogiem Rosji, a teraz zaczęła tym wrogiem być Polska. Ale dlaczego to się dzieje? Rosja ma poważne problemy ekonomiczne, społeczeństwo jest niezadowolone, sondaże poparcia dla prezydenta Putina spadają, stąd te ruchy typu wymiana premiera Miedwiediewa na premiera Miszustina, szefa Federalnej Służby Podatkowej, stąd właśnie…

A ta zmiana coś oznacza dla Polski? 

– Nie, to jest po prostu pewna żonglerka personaliami. Robi się pewne ruchy wewnętrzne, personalne i kieruje się, to jest tradycja rosyjskiej dyplomacji, w ogóle Rosji, zwraca się uwagę opinii publicznej na zagrożenia zewnętrzne, a to Amerykanie, a to Polacy, a to ktoś inny, po to, żeby odwrócić uwagę od problemów wewnętrznych. Naprawdę róbmy swoje…

A Rosja chce nadal, żeby Polska była w jej strefie wpływów?

–  Oczywiście, że Rosja chce, aby kraje i bałtyckie przede wszystkim, które były częścią Związku Sowieckiego i kraje zależne kiedyś od Rosji w ramach bloku wschodniego, bloku socjalistycznego, powróciły do strefy wpływów Rosji, ale to są marzenia ściętej głowy, to „se ne vrati” , nie ma takiej możliwości i…

To „se ne vrati” , mówi… 

–  Ukraina na przykład już odżeglowała od Rosji . I to jest ważne, tego Rosja nie może przeboleć.

Bardzo dziękuję, Panie Pośle. Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości, w naszym studiu w Strasburgu był gościem „Sygnałów Dnia”i radiowej „Jedynki”. 

Blog

Europarlament: wreszcie świąteczne kartki z chrześcijańskimi symbolami

Posted on

Oto zapis mojego wywiadu dla „Poranka” Radia WNET. Rozmowę przeprowadził prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP) i redaktor naczelny tegoż radia Krzysztof Skowroński. Polecam Państwu jej lekturę.  

Przegląd prasy rozpoczynamy od rozmowy z Ryszardem Czarneckim, europosłem, politykiem Prawa i Sprawiedliwości, który opowie o tym co dzieje się w Strasburgu, co dzieje się w sercu Europy. Jeszcze raz dzień dobry Panu. 

 – Witam serdecznie Panie Redaktorze, witam Państwa. Dzieje się wiele, dzieją się rzeczy interesujące, ważne i ciekawe. Wczoraj np. przegłosowano przystąpienie Wysp Salomona do umowy przejściowej o partnerstwie między Unią Europejską a państwami Pacyfiku. Jak widać rzecz ciekawa, a także umowę między Unią Europejską a Liechtensteinem ws. intensyfikacji współpracy transgranicznej, A więc jak widać, rzeczy, które może nie są najważniejsze, ale ciekawe. Z takich spraw politycznych – trzygodzinna debata, wczoraj, na temat praworządności na Malcie, po ujawnienie informacji w sprawie morderstwa dziennikarki Caruany Galizi. Na Malcie rządzą socjaliści, dziennikarka niewygodna, dziennikarka śledcza, ujawniała przekręty, została zamordowana . Ta sprawa ciągnie się od wielu miesięcy, po raz kolejny trafiła do Parlamentu Europejskiego. Ale także wczoraj tematem stały były Czechy tzn. chodziło o kwestie konfliktu interesów i korupcji, która uderza w interes finansowy Unii Europejskiej, państw członkowskich. Chodziło o to, że premier Czech, który negocjuje z Unią Europejską pomoc, granty, ma firmy ,która taka pomoc otrzymywały. Dla niektorych europosłów był to konflikt interesów. ( połączenie telefoniczne zostało zerwane)

 Czy o praworządności w Polsce też była mowa wczoraj w Parlamencie Europejskim? 

 – Witam ponownie, do trzech razy sztuka -„Boh Trojcu Liubit”, jak mówi rosyjskie przysłowie.

Nie, wczoraj w Parlamencie Europejskim była debata na temat cytuje “inicjatywa Unii Europejskiej na rzecz owadów zapylających”. Ale także mówiono o “dobrostanie zwierząt, a warunki transportu do państw trzecich” -koniec cytatu. Nie było na temat praworządności, muszę Pana zmartwić Panie Redaktorze, to nie jest tak, że kwestia sądów w Polsce to jest pępek świata i zainteresowań europosłów. Nie było debaty na temat Polski w Parlamencie Europejskim, była debata ws. Czech jak już mówiłem. Zresztą przedwczoraj była zwołana na późny wieczór Komisja Kontroli Budżetu, gdzie jestem koordynatorem i też była mowa o Czechach. Nie było w ogóle o Polsce. Rozumiem że Pan nawiązuje do wypowiedzi na konferencji prasowej Christiana Wiganda – rzecznika Komisji Europejskiej. To miało miejsce przedwczoraj. Powiedział on, że Komisja przyjrzy się tym propozycjom złożonym przez posłów w sejmie, które mają zapobiegać chaosowi w wymiarze sprawiedliwości w Polsce. Komisja się przyjrzy to się przyjrzy. Z jednego zdania na konferencji prasowej myślę, że nie ma co czynić tematu.

 Czyli nie będziemy. Dziś  i jutro i tak ostatnie dni posiedzenia Parlamentu Europejskiego, możemy się spodziewać jakichś sensacji? 

 – Nie, tutaj sensacji nie będzie, jest atmosfera świąteczna. Wczoraj europosłowie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów mieli kolację wigilijną, dzisiaj europosłowie PiSu będą mieli taki opłatek, a więc na obczyźnie – ale wierni tradycjom. Zresztą zawsze co roku tak jest w Parlamencie Europejskim, w Brukseli i w Strasburgu. Zawsze w najważniejszym punkcie Parlamentu Europejskiego w jego brukselskiej siedzibie stoi choinka, którą przywożą europosłowie -chrześcijańscy demokraci z Austrii. Uwaga, po raz pierwszy od kilkunastu lat kwestorzy, czyli posłowie, którzy pełnią rolę skarbników Parlamentu Europejskiego – jest to piątka europosłów ,w tym Polak poseł Karol Karski – zdecydowali, że po raz pierwszy od parunastu lat posłowie ,którzy zawsze mieli do wyboru kartki świąteczne, ale po raz pierwszy będą mieli kartkę z bardzo wyraźnymi elementami chrześcijańskimi, z krzyżem. Przedtem tego nie było, a więc tutaj można powiedzieć, że jest taki postęp i to uwaga: w dobrą stronę.

 Prawdziwa rewolucja: kartki z krzyżem będą wychodzić z Parlamentu Europejskiego. Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę.

– Dziękuję bardzo, kłaniam się ze Strasburga.

Blog

Polskie tradycje i duma z bycia Polakiem

Posted on

Polecam lekturę ankiety Katolickiej Agencji Informacyjnej (KAI). Została ona przeprowadzona wśród polskich europosłów. Oto pytania KAI i moje odpowiedzi.

1. Jak Pan zamierza spędzić Święta? 

Święta Bożego Narodzenia – te chyba najbardziej polskie ze wszystkich świat katolickich – zamierzam spędzić jak zwykle z najbliższymi. Oczywiście w Polsce – nie mogłoby być inaczej, skoro pracuje poza granicami kraju. Prowadzę bardzo intensywne życie zawodowe, dużo podróżuje, ale czas narodzin Pana Naszego Jezusa Chrystusa to moment zatrzymania w biegu, wyciszenia, pomyślenia o tym co nigdy nie przemija, refleksji. Ale to też czas myślenia o wspólnocie : dzieciach , rodzinie, ale też o tej szerszej wspólnocie – wspólnocie narodowej .

2. Jakie są zwyczaje świąteczne w Pani domu: np. miejsce i czas wigilii, potrawy wigilijne i zwyczaje świąteczne? 

Święta spędzam bardzo tradycyjnie, tak jak olbrzymia większość polskich rodzin : wigilia po zapadnięciu zmierzchu, tradycyjne potrawy w części związane z tradycją Kresów Wschodnich RP, ale też kolędy, kolędy… Oczywiście jest sianko pod obrusem, oczywiście jest puste nakrycie na stole i miejsce dla niespodziewanego gościa i wreszcie jest opłatek i cała „magia”-w dobrym słowa tego znaczeniu – z nim związana.

3. Jak Pana obecny – międzynarodowy – rytm życia wpłynął na postrzeganie Świąt i polskich tradycji? 

Jako młody człowiek dwukrotnie spędzałem święta Bożego Narodzenia na obczyźnie – w „polskim Londynie”. Najlepiej więc wiem, jak się poza Polską tęskni za świetami w rodzinnym kraju, polskim obyczajem, tą wyjątkową, swojską atmosferą. Pracując od ponad 15 lat w Brukseli i Strasburgu , widząc wiele przykładów laicyzacji i odchodzenia od tradycji. Tym bardziej doceniam wyjątkową atmosferę świąt w Polsce, ich zakorzeniony w polskim kontekście wymiar religijny, ale też ten jakże wyjątków wymiar wspólnotowy: rodzinny , narodowy, patriotyczny. W czasie świąt Bożego narodzenia odczuwam, jak wielu z nas, towarzysząca mi co prawda na codzień, ale wtedy wyjątkową dumę z faktu, że jestem Polakiem i chrześcijaninem .

Blog

Operacja „Polexit” czyli fiasko opozycyjnego planu

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu telewizyjnego wywiadu, jakiego udzieliłem WPolsce TV. Rozmowę przeprowadziła red. Edyta Hołdyńska.

Naszym gościem telefonicznym – tak jak wspomniałam – jest także gość z Brukseli – Ryszard Czarnecki, europarlamentarzysta Prawa i Sprawiedliwości, dzień dobry Panie Pośle.

 – Witam Panią, witam Pana Przewodniczącego, witam Państwa

Panie Pośle już dzisiaj zastanawia się Pan nad tym jak daleko zajdą te protesty? Czy rzeczywiście jest się czego obawiać jeśli mowa o tych protestach na ulicach miast? Bo tak zapowiada opozycja, tak zapowiadają niektórzy sędziowie. Czy ta sprawa niepokoi także innych europarlamentarzystów w Brukseli z innych krajów? Pytają Pana o te sprawy? 

 – Nie. W ogóle muszę powiedzieć że po wyborach parlamentarnych Prawo i Sprawiedliwość dostała silny mandat demokratyczny do ponownego sprawowania władzy. Tutaj zostały ucięte wątpliwości i spekulacje. Europa Zachodnia, jej politycy, liczą się z faktami, a fakty są takie że Prawo i Sprawiedliwość, podobnie jak FIDESZ na Węgrach, jest skuteczny , wygrywa.  To było widać nawet przy wyborze polskiego komisarza . W Parlamencie Europejskim, gdzie wydaje się, że politycy opozycji mieli duże nadzieje na to że ich frakcja – Europejska Partia Ludowa, tam gdzie jest Platforma i PSL, będzie atakować Janusza Wojciechowskiego, będzie negować jego kandydaturę i doprowadzi do jego upadku. Tymczasem Europejska Partia Ludowa popierała tę kandydaturę. A więc następuje taki rozjazd między Platformą, ja myślę, że też PSLem i ich macierzystą frakcja czy partią na poziomie europejskim. Po prostu Zachód jest pragmatyczny, realistyczny, liczy się z faktami, a fakty są takie, że PiS wygrał wybory.

Czy ten scenariusz ulica – zagranica będzie w powtórzony Pańskim zdaniem? 

 – Tak, tylko to świadczy o bezradności opozycji, bo to było ćwiczone przez ostatnie cztery lata. W efekcie doprowadziło to do klęski wyborczej. Platforma operując tą retoryką traci powoli pozycję „nr 1” na opozycji. Może być za chwilę partią „nr 3” dopiero, a nie pretendować do rządzenia. Żadnych wniosków nie wyciągnęła, oczywiście że „ulica i za granica” . Tyle, że na ulicach te demonstracje są stosunkowo niewielkie, natomiast co do zagranicy– są granice hipokryzji. Jeżeli prezydent Francji podejmuje inicjatywę zwiększającą wpływ prezydenta Republiki na wybór sędziów, jeżeli wpływ polityków, stricte polityków, na wybór sędziów na poziomie landowym i na poziomie federalnym w Niemczech jest znacznie większy niż obecnie obowiązujące w Polsce ustawodawstwo, regulacje, to pokazuje, że w zasadzie Komisja Europejska gdyby się tutaj jakoś nas czepiała ,mówiąc kolokwialnie, to musiałaby zamykać oko na rozwiązania, które są przyjęte we Francji, w Niemczech, Hiszpanii, Holandii, w innych krajach. Myślę, że taka hipokryzja byłaby widoczna gołym okiem.

Sędziowie Sądu Najwyższego powiedzieli wczoraj, że działania „Prawa i Sprawiedliwości”, Zjednoczonej Prawicy, to dążenie do polexitu, czy Ryszard Czarnecki się z tym zgadza? 

 – Są granice absurdu. Dążenie do zamiany wymiaru niesprawiedliwości na wymiar sprawiedliwości nie ma nic wspólnego z polexitem. Zwracam uwagę, że dotychczas polskie społeczeństwo było jednym z najbardziej prounijnych społeczeństw , narodów w całej politycznej Europie. Te wskaźniki poparcia dla naszej obecności w Unii były niesłychanie wysokie i uwaga, paradoksalnie to ingerencje Brukseli, ingerencje Komisji Europejskiej czy poszczególnych instytucji Unii, Trybunału mogą spowodować wzrost eurosceptycyzmu w Polsce. Zatem właściwie jest odwrotnie. To oznacza, że to co w tej chwili opozycja robi, w tej chwili ,a w zasadzie od 3 lat, namawiając Brukselę do ingerowania w wewnętrzne polskie sprawy -a przypomnę, że unijne prawo wyraźnie pozostawia w gestii krajów członkowskich Unii sprawy wymiaru sprawiedliwości – te próby naciągnięcia Unii na interwencję, właśnie mogą spowodować polityczny efekt w postaci wzrostu eurosceptycyzmu. I to się być może już dzieje. W każdym razie, w moim przekonaniu z tym polexitem to są jakieś banialuki, ale to jest taka próba przyklejania „gęby” Prawu i Sprawiedliwości, że rzekomo jesteśmy za polexitem w sytuacji gdy społeczeństwo jest za naszą obecnością w Unii. A może przez to -myślą liderzy opozycji – może przez to spadnie poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości. Tylko, że ta taktyka nie przyniosła rezultatu. Przegrywają kolejne wybory, cztery razy z rzędu.

Dziękuję bardzo, Ryszard Czarnecki Europarlamentarzysta, Prawo i Sprawiedliwość był naszym gościem. 

Blog

Będą nas bili ze wszystkich stron

Posted on

Zapraszam do lektury mojego wywiadu, który został opublikowany w tygodniku „Sieci”. Rozmowę przeprowadził redaktor Michał Karnowski.

Cztery lata temu wywiad z wpływowym politykiem Prawa i Sprawiedliwości oznaczał spotkanie z przedstawicielem formacji o ambicjach rewolucyjnej zmiany Polski i Europy, dziś coraz bardziej przypominacie niemiecką chadecję z lat 80 i 90.: sprawy klimatu na agendzie, próba wejścia do głównego nurtu w Unii. Taki krajobraz wyłania się po wyborach. Zgadza się pan z takim opisem? 

– I tak i nie. Wtedy zdobyliśmy władzę na fali buntu społecznego, po ośmiu latach bardzo niedobrych dla Polski rządów PO-PSL. Teraz tę władzę utrzymaliśmy, dobrze dźwigając odpowiedzialność za państwo. To jest zatem inny moment, inna jest także nasza pozycja w Unii. Ale cel – silna Polska w Europie- pozostaje bez zmian. Przypomina mi się w kontekście PiS i Polski, bo dobrze pasuje,  haslo wyborcze polityka akurat socjalistycznego, Françoisa Mitterranda, z jego pierwszej zwycięskiej kampanii prezydenckiej w 1981 roku: „Spokojna siła”.

Brzmi znajomo – pamiętamy „siłę spokoju” Tadeusza Mazowieckiego. 

– Nieprzypadkowo, bo zapewne francuscy doradcy Tadeusza Mazowieckiego skorzystali z tego wzorca. Nam „siła spokoju” kojarzy się kojarzy fatalnie, ale francuski oryginał dobrze oddaje, czym Prawo i Sprawiedliwość chce być w wymiarze zewnętrznym i krajowym.

 Gdzie jest istota tej korekty, gdzie ona się dokonuje? Już nie mierzycie się z III RP? Nie chcecie zmieniać reguł gry? 

– Sam fakt istnienia rządu obozu patriotycznego oznacza zupełną, diametralną zmianę polityki historycznej i daleko idące rozliczenia z postkomunizmem. Jeżeli one jeszcze nie w pełni  są takie, jak by wielu chciało , to warto pamiętać , iż polityka jest sztuką osiągania rzeczy możliwych w danym miejscu i czasie. Warto porównać to, co my robimy w tym obszarze z tym, czego nie robili nasi poprzednicy, którzy dziedzictwo postkomunizmu w każdym wymiarze utrwalali.

Tu zgoda, ale Budapesztu nad Wisłą, rozumianego jako dogłębna, w każdym wymiarze, przebudowa państwa, zmiany reguł gry, nie ma i nie będzie?

– Polska jest Polską, a Węgry – Węgrami. Mamy inną sytuację w polityce krajowej. Ale te różnice są widoczne także w podejściu do Rosji czy stosunku do Unii Europejskiej. Victor Orban w Budapeszcie bardzo ostro krytykuje brukselską biurokrację, Komisję Europejską, ale jak przyjeżdża na posiedzenia Rady Europejskiej to zwykle jest gołębiem, a nie jastrzębiem. A my mamy generalnie ten sam przekaz w sprawach europejskich i w Warszawie i w Brukseli. A przebudowa polskiego państwa jest dalej naszym celem.

 Może Orban ma rację pilnując, by na podwórku krajowym nikt mu z prawej strony ponownie nie wyrósł? Premier Mateusz Morawiecki kilkadziesiąt razy odmieniał słowo „normalność” i to expose zrobiło dobre wrażenie na Polakach. Ale długoterminowo trzeba się będzie mierzyć z presjami z dwóch stron – ideologicznie nakręconej Lewicy i narodowej, jadącej bez żadnych hamulców, podpalającej emocje, Konfederacji. Czy da się tu wygrać tą „normalnością”? 

– To prawda, że ta kadencja będzie dużo trudniejsza niż poprzednia, bo musimy grać w coś, co przypomina grę w dwa ognie – będzie w nas biła Konfederacja z jednej, Lewica z drugiej strony, a nie zapominajmy o Platformie Obywatelskiej i sprzyjających jej mediach, a wiec głównej sile opozycyjnej . Znacznie trudniejsza będzie także sytuacja gospodarcza. Rząd do tej pory świetnie sobie radził, uciekaliśmy skutecznie przed spowolnieniem, które dopadło naszych sąsiadów. Ale siłą rzeczy Polska nie jest samotną wyspą w gospodarce europejskiej i z tym spowolnieniem też będziemy musieli się zmierzyć, choć później niż inni. Tym bardziej Polacy będą chcieli normalności, choć ja dodaję od siebie: na najwyższym możliwym poziomie gospodarczym i socjalnym. Ta normalność to także szacunek dla wartości rodzinnych, respekt dla tradycji narodowej. A to nie jest oczywiste dla opozycji, bo słychać, co wygadują liderzy SLD, widać, jak przywracają komunistyczne nazwy ulic politycy PO.

Sama Platforma nie brzmi już dzisiaj archaicznie w swojej totalności? Wiele jest takich głosów – cztery lata minęły, a oni się zachowują jakby był rok 2015 i właśnie stracili władzę. Nie rozwijają się, nie modernizują. Dalej straszą PiS-em. 

– Może i tak, ale w politycznym „realu” codziennie odcinają kupony od tego, że są największym „antyPiSem”. Jest prawdopodobne, że wygrają jednak bratobójczy wyścig w opozycji o to, kto ma się zmierzyć z prezydentem Andrzejem Dudą w II turze. Zakładając, że ta II tura będzie, ale trzeba się z tym liczyć. To petryfikuje, utrwala obecny układ polityczny w opozycji , nawet jeśli wydaje sie nam , że Platforma trąci myszką, a windy wiozą dziś do góry Lewicę, czy w dużo mniejszej mierze też Konfederację.

 Struktury i pieniądze mają znaczenie, ale Lewica je znowu ma – i w niektórych badaniach bardzo zbliża się do PO. Idą zmiany na scenie opozycyjnej? 

– Najważniejsze jest to, że Lewica rośnie dzisiaj głównie kosztem Platformy. Na dłuższą metę to jest dla Platformy ogromne wyzwanie. Czy to skłoni, jak chcą niektórzy zwolennicy  Platformy i wspierający ja znani dziennikarze , do ustawienia się tej partii jako siła jednoznacznie liberalna? Pokusa jest duża, ale też może prowadzić do zguby. Zwracam uwagę, że w 2/3 krajów europejskich liberałowie są mało liczącymi się przystawkami, a rządzą czy współrządzą tylko w 1/3 państw wspólnoty. To pokazuje szerszy trend.

W Holandii premier Mark Rutte wygrał ostatnie wybory. A to przecież super-liberał. 

– Nie taki super, bo wygrał wybory, zresztą ponownie, dzięki podjęciu haseł antyimigranckich. Platforma taka nie jest i raczej się nie odważy, mimo iż jej nastawienie proimigracyjne jest wbrew jej wyborcom. Taka ciekawostka: badania wykazały, że 64 procent wyborców PO jest przeciwnych imigracji spoza Europy , głównie z krajów muzułmańskich, a wśród wyborców PiS tylko o kilka procent więcej.

Czyli pana zdaniem za wcześnie, by Platformę przekreślać? 

 – Na podstawie swojego doświadczenia w polskiej polityce bardzo przestrzegam przed politycznym chowaniem PO i czegokolwiek lub kogokolwiek do grobu. Tu anegdota sprzed 27 lat. Rzecz dzieje się w czasie gniewnego wystąpienia przewodniczącego Komisji Finansów Publicznych Henryka Goryszewskiego w Sejmie, który w kontekście ekspansji wówczas austriackich kasyn w Polsce i nacisków politycznych Wiednia w tej sprawie przywołuje ambasadora rosyjskiego Repnina z okresu rozbiorów  I Rzeczypospolitej. Spora część posłów reaguje salwami śmiechu, bo wystąpienie choć merytorycznie uzasadnione, ale w sensie formy specyficzne i kontrskuteczne. Nachyla się wtedy do mnie ówczesny przewodniczący Klubu Parlamentarnego ZChN Stefan Konstanty hrabia Myszkiewicz-Niesiołowski i mówi: „Rysiu, Kobra jest skończony”. A „Kobra” czyli Goryszewski po dwóch miesiącach został wicepremierem w rządzie Hanny Suchockiej…

Jest pan politykiem mocno kojarzonym z centrum decyzyjnym Prawa i Sprawiedliwości, znającym kuluary ulicy Nowogrodzkiej. Jak z tej perspektywy wygląda sytuacja wewnętrzna? Skrzydła nie chcą machać za bardzo? Frakcje nie rzucają się sobie do gardeł? 

– Prezes Jarosław Kaczyński uważa, że PiS nie jest ptakiem, więc skrzydeł nie powinien mieć. Jeśli są jakieś odrebne środowiska, to nie dziela się według podziałów  ideowych , ale grupuja się wokół pewnych osób , co naturalne. Prezes bardzo dba o równowagę sił, by nikt nie miał poczucia, że jest pod ścianą lub dominuje.

Wicepremier Gowin realnie zablokował tzw. trzydziestokrotność. Więc jednak siłę mają. 

– Ale to mówi Pan już o czymś innym – pan Gowin nie jest w Prawie i Sprawiedliwości, jest liderem partii Porozumienie. Koalicjanci to inna sprawa. To normalna rzecz, że jeżeli jakaś formacja ma kilka „szabel”, to jest bardziej minimalistyczna w swoich postulatach, a jak ma kilkanaście, to pręży muskuły. Nie obrażajmy się zatem na naszych sojuszników Gowina czy ministra Ziobro, że mają teraz większe ambicje. Możemy się natomiast niepokoić ,gdyby zapomnieli – oni lub my – jak bardzo szkodzi całemu obozowi publiczne pokazywanie różnić. Zwłaszcza teraz, po tym jak wygraliśmy wybory do Sejmu, ale może nie w takiej skali, jak liczyliśmy a Senat został, może czasowo, ale jednak stracony. Dziś jedność powinna być elementem instynktu samozachowawczego.

W kuluarach PiS krąży wersja, że dobry wynik PiS to efekt zamrożenia rywalizacji wśród kandydatów partii PiS, swego rodzaju zakazu podgryzania wskazanych liderów list. Nie obowiązywało to ludzi Gowina i Ziobry, którzy na tym tle jawili się jako energiczni, dynamiczni i bardzo obecni. Zgadza się pan z tą teorią? 

Nie, to nieprawdziwy opis. Brałem udział w kampanii i wiem, że jest szereg przykładów kandydatów z PiS, które z dalszych miejsc przebili się do Sejmu i kilku liderów czy współliderów list, którym poszło słabiej. Wyjaśnienie silniejszej niż przewidywano pozycji koalicjantów leży gdzie indziej. Po pierwsze, mniejszym środowiskom politycznym w ramach naszego Obozu łatwiej skupić się na kampanii jednego kandydata na liście w okręgu i tam skoncentrować wszystkie siły. Po drugie, rzecz nie w tym, że koalicjanci mają po kilkunastu posłów, a w tym, że Prawo i Sprawiedliwość zdobyło poniżej 200 mandatów, a nie jak szacowano dwieście kilkadziesiąt.

Gdzie przyczyna? 

– Nastąpiło wahnięcie części naszego elektoratu w miastach, paradoksalnie w kierunku PSL, o czym świadczy choćby wybór posła ludowców z Warszawy, pierwszy raz od 1993 roku.

 Tak, został nim Władysław Teofil Bartoszewski. 

 – Kolejnym czynnikiem osłabiającym wynik PiS było przekroczenie progu wyborczego przez Konfederację.

  Ale dlaczego te wahnięcia nastąpiły? 

– Myślę, że jest ziarno prawdy w analizach wskazujących, że pewne nasze obietnice w sferze społeczno-gospodarczej generowały obawy polskich przedsiębiorców, zwłaszcza mniejszych i średnich.

  A co poszło nie tak w Senacie? 

– Marszałek Stanisław Karczewski powiedział mi parę tygodni przed wyborami, że według jego szacunków jest „fifty-fifty”, gdy chodzi o szanse na nasze zwycięstwo w wyborach senackich. Miał wiarygodne analizy, jak się okazało. Rację mieli też nasi przeciwnicy, którzy podobnie szacowali – miałem takie przecieki.

  Zdecydowała formuła jedności opozycji, Pakt Senacki? Gdyby opozycja poszła razem do Sejmu, też by tam wygrała? 

– Nie, to tak nie działa. Przecież przećwiczono już ten wariant w wyborach do Parlamentu Europejskiego i tam taka formuła „wszyscy razem przeciw PiS” odepchnęła część wyborców. Wybory do Senatu też moglibyśmy zatem wygrać, mimo Paktu Senackiego. W mojej opinii pewna część naszych kandydatów  uznała, że ponieważ sondaże są dobre, a oni mają znane nazwiska, to nie muszą już robić „na maksa”. Przeliczyli się, a my wraz z nimi. Tu była przyczyna porażki, tym bardziej, że dotyczyło to niektórych okręgów, które można było uznać za teoretycznie „bezpieczne”, przychylne prawicy.

 Kto konkretnie? 

 – Nie namówi mnie Pan na takie partyjne samobójstwo.

To odpowiem Panu, co mówią ci przegrani senatorowie: nie mieli wsparcia ze sztabu, byli skazani na siebie. A w części okręgów partia wystawiła osoby nieznane, w oczach wyborców mało atrakcyjne. Dodam jeszcze: skoro wybory do Senatu miały taką wagę, może trzeba było powołać specjalny sztab, zajmujący się tylko pomocą kandydatom w okręgach jednomandatowych? 

– Dotychczas nigdy żadna formacja polityczna takiego osobnego sztabu nie powoływała.

Nigdy nie było to tak ważne. 

– Zgadzam się, że należy wyciągnąć wnioski i w kolejnych wyborach mocniej skoncentrować się na wyborach do Senatu. Na pewno warto pamiętać, że o rządzeniu decyduje Sejm. A także o tym, że sporo bardzo silnych, popularnych, ważących politycznie nazwisk, lokomotyw wyborczych, wystartowała w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Siłą rzeczy zabrakło ich w wyborach do Sejmu i – może szczególnie – do Senatu. To koszt decyzji, która była jednak uzasadniona – zwycięstwo w majowych wyborach do PE- których zresztą nigdy wcześniej nie wygraliśmy !  – dało naszej formacji silną „pool position”, pozycję wyjściową do najważniejszych wyborów: sejmowych i na długo osłabiło opozycję.

Senat jest stracony dla prawicy na cztery lata? 

– Nie radziłbym nikomu zakładać się, że obecna kompozycja Senatu przetrwa do 2023 roku. Uważam, że mogą nastąpić zmiany, docierają różne sygnały. Teraz presja na senatorów ze strony ich opozycyjnych partii jest ogromna, ale co będzie, jeśli wygramy wybory prezydenckie? Wtedy przed nami trzy i pół roku bez wyborów i niektórzy senatorowie mogą krytyczniej ocenić własne formacje „totalnej opozycji”.

 O ile wygracie. 

– Prezydent ma wielką szansę na reelekcję, ale zwycięstwo nie będzie położone na tacy. Na pewno jedno już mu sprzyja – nie ma prawyborów całej opozycji, nie będzie jednego kandydata, trwa tam realna, krwawa przedwyborcza bitwa . Dla naszego zwycięstwa kluczowa będzie mobilizacja społeczna. Paradoksalnie, fakt, że przegraliśmy Senat będzie jej sprzyjał.

  Bo ludzie zobaczyli, że rządy „dobrej zmiany” nie są oczywiste? 

– Tak, dla wielu to zimny prysznic. Gdy nie ma maksymalnej mobilizacji obozu patriotycznego, wraca III RP. To lekcja, którą każdy powinien wziąć do serca.

 Jest szansa na pierwszą turę? 

– Będzie to bardzo trudne. Nasza szansa przed I, ale może głównie przed II tura to fakt, że wyborcy PSL i innych formacji, także tych o profilu konserwatywnym, nawet wbrew swoim liderom partyjnym, poprą Andrzeja Dudę. Bardziej może w II turze niż pierwszej. Bo widzą, że partie przez nich popierane akurat w wyborach prezydenckich grają w scenariuszu lewicowo-liberalnym. Tak się zresztą już zdarzyło w roku 2015, kiedy wyborcy PSL nie posłuchali apeli swoich liderów, by głosować na Bronisława Komorowskiego i poparli Andrzeja Dudę.

Szymon Hołownia jest groźny? 

– To tylko pokazuje, jak rozpaczliwe jest tam szukanie kandydata, który albo byłby „czarnym koniem”, w co wątpię, albo posłusznie poparłby w II turze kandydata PO.

Tu dochodzimy do kwestii, jak czytać wyniki ostatnich wyborów – czy tak, że więcej głosów padło na formacje krytyczne wobec PiS, czy jednak w ten sposób, że prawie 11 milionów wyborców opowiedziało się za formacjami choćby formalnie konserwatywnymi, chrześcijańskimi, niechętnymi lewicowym planom reedukacji Polaków? 

– Teza druga jest mi bliska. Czyli, że jednak większość Polaków głosowała za obozem patriotycznym, za wartościami narodowymi. Mówił o tym przekonywująco marszałek-senior Antoni Macierewicz. Poza tym mówienie o zwycięstwie „antyPiS” w liczbie głosów jest jakimś kuriozum – mamy taką ordynację, a nie inną, i wszyscy grają wedle jej ,znanych wcześniej, reguł.

Opozycja liczy, że sprawa prezesa NIK Mariana Banasia was do maja pogrąży. Widzi pan takie ryzyko? 

 – To na pewno nam nie służy.

Co, Pana zdaniem, u progu kolejnej kadencji jest największym zagrożeniem dla obozu Jarosława Kaczyńskiego? Jest oczywiste, że narastają konflikty, ludzie odrywają się od wyborców? 

– Tego akurat nie widzę, prezes Jarosław Kaczyński pilnuje, by politycy prawicy wiedzieli, co ludzie mówią, czego chcą wyborcy i mieli „słuch społeczny”. Największe ryzyko jest w poczuciu samozadowolenia i mylnym przekonaniu, że nie mamy z kim przegrać. Jeśli do tego dopuścimy, to przegramy.

 Donald Tusk może namieszać? 

– Nie. Dziś widzimy jak ważną i dalekowzroczną decyzję podjął Jarosław Kaczyński w roku 2016, kiedy zdecydował, by wystawić polskiego kandydata przeciwko kandydatowi innych państw Donaldowi Tuskowi w wyborach na szefa Rady Europejskiej.

I był łomot – 27 do jednego.

– Na dłuższą metę powiedzenie tej prawdy rozpoczęło proces totalnej erozji poparcia dla Tuska. Wielu ludzi zobaczyło, że to nie jest polityk umocowany w Polsce, że jest związany z innymi interesami. To miało fundamentalne znaczenie dla przebiegu dalszych wydarzeń i ma do dzisiaj. Uważam, że nie odegra już większej roli-przynajmniej w perspektywie najbliższych kilku lat . Jego rezygnacja z kandydowania w wyborach prezydenckich pokazuje, że jest chyba póki co niezdolny do twardej, konsekwentnej walki politycznej w Polsce. Przecież kalendarz mu sprzyjał: koniec kadencji prestiżowej funkcji szefa Rady Europejskiej ma miejsce pół roku przed wyborami ! A jednak abdykował. Natomiast na pewno będzie z Brukseli wbijał szpile, atakował z emigracji. Ale akurat jego ataki my, ludzie Prawa i Sprawiedliwości, znosimy dość dobrze – w ostatniej kampanii wyborczej do europarlamentu jego aktywne wsparcie nie  pomogło  Koalicji Europejskiej, wręcz przeciwnie.

Blog

Davos – tak, Putin – nie

Posted on

Ci, którzy publicznie krytykowali prezydenta RP za jego nieobecność na mającej odbyć się pod koniec miesiąca „ustawce” z Putinem w Izraelu lub wylewali krokodyle łzy nad rzekomym „osamotnieniem” Polski w tym kontekście, albo nie wiedzą, co bredzą, albo pokazują maksimum złej woli. Po skandalicznych występkach prezydenta – pułkownika KGB Putina można się spodziewać, że również na spotkaniu finansowanym przez prywatną fundację rosyjskiego oligarchy, „car” z Moskwy powtórzy swoje oszczerstwa – tym bardziej tych kalumnii nie powinien wysłuchiwać prezydent Rzeczypospolitej. Ci, którzy podkreślają, że nie zaproszono polskiego prezydenta, a będą tam prezydenci Francji i Niemiec, jakoś nawet się nie zająknęli, gdy za rządów Platformy i PSL-u tzw. „format normandzki” , który miał uśmierzyć wojnę między Rosją a Ukrainą był też z udziałem prezydentów obu tych państw Trójkąta Weimarskiego – ale bez Polski. Hipokryzja jest, zdaje się, ulubioną bronią opozycji i dawnego medialnego establishmentu. Skądinąd jest jeszcze jeden prosty powód pożądanej nieobecności w tym czasie w Izraelu naszej Głowy Państwa. Przy wielu zaletach prezydent Duda nie ma jeszcze, póki co, właściwości św. Ojca Pio, który potrafił być w dwóch miejscach naraz – polski prezydent w tym czasie będzie walczył o nasze interesy gospodarcze na szczycie w Davos.

 *pełna wersja tekstu, który w nieco skróconej formie  ukazał się w “Gazecie Polskiej Codziennie” (11.01.2020)

Blog

Katar, czyli cień sztukmistrza z Sopotu, prohibicja i mundial

Posted on

Nazwa państwa „Katar” w Polsce brzmi, jak brzmi i jest powodem do żartów ze swojego czy cudzego stanu zdrowia. Do polskiego języka politycznego Katar wszedł w okresie przed wyborami europejskimi AD 2014, gdy sztukmistrz z Sopotu sprzedawał fatamorganę zatytułowaną „inwestor z Kataru”. Zostawmy ten poziom depresji na Żuławach i przejdźmy do spraw poważnych. Bo relacje Rzeczypospolitej z tym z jednym z najbogatszych państw świata to rzecz doprawdy na serio. Aby je mieć warto Katar poznać z jego, czasem zdumiewająca, specyfiką. Polakom pamiętającym  „kartki na alkohol” blisko cztery dekady wstecz może się wydać dziwnie znajoma regulacja wprowadzona przez władze w Dosze. Każdy bowiem cudzoziemiec może wykupić w specjalnym sklepie w stolicy kraju – jedynym takim w całym państwie – określona ilość butelek alkoholu. Ich liczba jest ściśle uzależniona od … wysokości zarobków. Im więcej zarabiasz – tym więcej możesz, za przeproszeniem, wychlać . A miejscowi po cichu proszą, aby wykupić też i dla nich „wodę ognista”. Sami takich limitów nie maja, przecież – oficjalnie – pić nie mogą. No, chyba wtedy , gdy Allah nie patrzy… Ale nie daj tenże Allah, aby cudzoziemski delikwent choćby po jednym drinku został złapany na drodze. Wtedy nie tylko zabiorą prawo jazdy, ale wsadza do ciupy, by finalnie gościa deportować. Chyba ta ostatnia groźba jest najskuteczniejsza. Zarobki są tu niebotyczne i nie płaci się od nich podatków. To „obowiązek” firm. Ma się teraz, wzorem ZEA czyli Zjednoczonych Emiratów Arabskich, wprowadzić podatek VAT dla przedsiębiorstw. Co do opuszczania kraju przez obcokrajowców to poza wydalaniem tych, co jechali  „pod wpływem” obowiązują reguły, według niektórych określane jako „feudalne”. Oto bowiem zatrudniony tu cudzoziemiec nie może opuścić Kataru bez zgody pracodawcy! Tak! Łatwiej o takie przyzwolenie, gdy jest się naukowcem czy lekarzem  z Polski (czy siatkarzem – gra tu wybitny polski zawodnik Łukasz Zygadło), znacznie gorzej maja robotnicy z Bangladeszu czy Pakistanu. Nasi załatwiają to niemal automatycznie, w ciągu paru godzin. Przełożeni wpuszczają specjalne info do systemu informatycznego, który funkcjonuje na lotnisku. Kontrola graniczna bez tej adnotacji nie wypuści osobnika i zawróci …Fachowo to się nazywa „exit permit”.

Byłem przy stadionie na którym już za trzy lata maja się rozpocząć i zakończyć piłkarskie mistrzostwa świata -pierwsze w tym zapalnym regionie globu i pierwsze poczynając od 1930 roku, które rozegrane zostaną w…listopadzie . Mundial budzi protesty, ale władze traktują je z olimpijskim spokojem. Bardziej martwią się jak zazielenić miejsca wokół stadionów -tu zieleń jest więcej niż na wagę złota, ale tez co zrobić z fundamentalna prohibicją, gdy do Kataru przyjedzie tysiące kibiców spragnionych niekoniecznie wody mineralnej ? Cóż, jaki kraj taki i dylemat…

*tekst ukazał się w tygodniku “Gazeta Polska” (31.12.2019)