Ren, jak Sekwana – płyną do Moskwy…

Niektórzy na siłę porównują Węgry i Polskę w kontekście gry Brukseli w sprawie KPO. Przestrzegam przed tym. Różnica jest zasadnicza. Madziarzy mają wybory za 3,5 roku, a my za rok. Brukseli dużo bardziej opłaca się pójść na ustępstwa wobec Budapesztu, bo tam rządu obalić nie mogą . W przypadku Polski ustępstwa UE mogą zwiększyć szanse PiS na kolejną, ósma już wygrana. W związku z tym kompromis z Orbanem niewiele kosztuje Brukselę : jego brak wcale nie oznacza zwiększenia szans na zmianę władzy nad Dunajem. Natomiast brak kompromisu w przeciąganiu liny z Rzeczypospolita zwiększyć może , przynajmniej w teorii , szanse „totalsów”. Stad tez w biurku U.G. von der Leyen na 13 piętrze budynku Komisji Europejskiej w Brukseli – w której tradycyjnie kreślę te słowa – Warszawa i Budapeszt są zupełnie w innych szufladach. 80 minut drogi szybka koleją TGV od Brukseli – w Paryżu, w jednej z TV były ambasador Francji w Moskwie stwierdza, że Unia przyjmie Ukrainę może za 20 lat. Zdziwieni? Ja nie. Pamiętam mowę Macrona w Strasburgu, w maju, gdy taką właśnie perspektywę zakreślił dla Kijowa. Słowem: pokazał Ukraińcom drzwi. Jak kiedyś widmo komunizmu, według Marksa, krążyło nad Europą , tak dziś nad Paryżem krąży widmo marzenia o dalszej bliskiej współpracy z Moskwą. Od czasów gdy Francja Napoleona usiłowała zdobyć Kreml minęło równo 210 lat. Tyle że Francuzom to się nie udało – w przeciwieństwie do Polaków, którzy rządzili w Moskwie dwa wieki wcześniej. Teraz Paryż pokłócił się z Berlinem o kwestie elektrowni atomowych, pomocy publicznej i miejsca Francji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ (Niemcy chcą żeby to miejsce… było dla UE!) – ale akurat w sprawie stosunku do Rosji Putina są blisko, bardzo blisko…

 

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (23.11.2022)