Wygrane wbrew wielu…

Polska – piąty kraj UE – jest jednocześnie trzecią siłą w Unii, gdy chodzi o liczbę osób zatrudnionych w przemyśle. W naszym kraju mamy 4 miliony pracowników przemysłowych –  a np. Francja ma ich tylko 2,9 mln, Hiszpania 2,2 mln. Wyprzedzają nas tylko Niemcy, to zrozumiałe – 8,3 mln oraz minimalnie Włochy 4,3 mln. To, że jesteśmy przemysłową potęgą wielu naszym bliższym i dalszym sąsiadom się nie podoba. Stąd próby ograniczenia konkurencyjności Polski, także naszego przemysłu poprzez unijną tzw. Nową Politykę Klimatyczną i tzw. Zielony Ład.  Podnoszone w ostatnich 5 latach na forum europarlamentu, Komisji czy Rady Europejskiej sprawy praworządności w Polsce, mediów, Puszczy Białowieskiej – itp. to tylko preteksty, aby osłabić polski wzrost, polską siłę i sprawić, abyśmy się jako państwo polskie zajęli tłumaczeniem, że nie jesteśmy wielbłądem, zamiast koncentrować się na rozwoju gospodarczym i poszerzaniu wpływów politycznych. Warto wiedzieć po co robi to UE czy największe kraje Unii. A mimo tego odnieśliśmy wielkie zwycięstwo w wojnie o gigantyczne unijne pieniądze i wygraliśmy bitwę w sprawie tzw. praworządności, która miała stać się kijem bejsbolowym przeciwko Polsce, a póki co okazała się kapiszonem. Nawet jeśli PE wyda 100 rezolucji o praworządności, nie zmieni to kluczowych decyzji szczytu UE z wtorku.

 *tekst ukazał się w  „Gazecie Polskiej Codziennie” (25.07.2020)