Nie módlmy się do Demokracji! Kontrolujmy ją…

 „Za ile głosów liczy się w głosowaniu głos historii?” – mądrze pytał Stanisław Jerzy Lec. Myśl, aby rządzący odpowiadali przed „Bogiem i Historią” może być dla władzy pokusą ucieczki od odpowiedzialności „hic et nunc”, „tu i teraz”, od rozliczenia na tym ziemskim łez padole – to prawda.

Z drugiej jednak strony uznanie, że Bóg czy Historia nijak żadnej władzy nie mogą rozliczyć i nic nie mają do rządzenia może również, o paradoksie, spowodować poczucie bezkarności. Zatem: i tak źle i tak niedobrze. Zwalanie wszystkiego na osądy Opatrzności Bożej i Dziejów – źle. Uznanie, że Pan Bóg i owe Dzieje nie mają żadnego wpływu na rzeczywistość ani też instrumentów ocennych i w zasadzie nie są ważni – drugie źle.

Ów dylemat pokazuje, że owszem, dyktatury mogą mieć w nosie osąd współczesnych, bo zagrają kartą odpowiedzialności przed Historią (i – lub – Bogiem). Jednocześnie demokracje, zwłaszcza te w XXI wieku, w dobie „demokracji medialnej” dochodzące do władzy w wyniku w sporej mierze wsparcia medialnego establishmentu, mogą mieć tak samo w nosie – tyle, że osąd Historii (i – lub – Boga). Rzecz w tym, że dyktatura ma od razu pod górkę, wszyscy w świecie na nią skaczą, jak koza na pochyłe drzewo, ma przeciw sobie z definicji wszystkie możliwe media zewnętrzne, a jak nie jest prawdziwą dyktaturą, to również sporą część tych wewnętrznych, krajowych. Za to demokracja przyjaciół może mieć wszędzie, zwłaszcza jak je z ręki innym, bogatszym demokracjom i w praktyce często pozbawiona jest jakiejkolwiek poważniejszej weryfikacji, a nawet kontroli.

Cóż, jak zauważył Stefan Kisielewski: „Demokracja pociąga, gdy jej nie ma”. Słusznie to sportretował przywódca Indii Jawaharlal Nehru: „Demokracja jest dobra. Mówię to tylko dlatego, że inne systemy są gorsze”. Jeszcze ostrzej – może dlatego, że był pisarzem, a nie politykiem, ujął to George Bernard Shaw. Napisał on: „Demokracja zastępuje wybór przez skorumpowaną garstkę wyborem przez niekompetentną większość”…

Nie jestem krytykiem demokracji – uważam tylko, że nie należy się do niej modlić, tylko ją kontrolować.

Żeby powyższe rozważania nie były odbierane jako całkiem teoretyczne (choć takowe przecież nie są), na koniec, pod katem wyborów prezydenckich w Polsce w ostatnia niedziele czerwca (??) pozwolę sobie zacytować 32. prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta, który rzekł był: „Nikt nie odbierze obywatelom Stanów Zjednoczonych prawa wyborczego z wyjątkiem ich samych. A uczynią to nie idąc do urn wyborczych”…

 

*tekst ukazał się na portalu dorzeczy.pl (01.06.2020)