Polacy w USA mogą znów zdecydować o wyborze Trumpa!!!

Serdecznie zapraszam do przeczytania zapisu mojego telewizyjnego wywiadu, którego udzieliłem w programie „Republika po południu”. Rozmowę przeprowadził red. Adrian Stankowski. Została ona wyemitowana „na żywo” w TV Republika

Witam, ponownie Adrian Stankowski, w tej części programu „Republika po południu”  moim i Państwa gościem jest pan poseł  Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości, witam serdecznie Panie Pośle. 

– Witam Pana, witam Państwa, ukłony ze Strasburga, gdzie trwa przedostatnia w tym roku sesja europarlamentu, właśnie tutaj w Alzacji, we Francji.

No i właśnie na tej sesji Parlament Europejski zdecydował się poprzeć nową Komisję Europejską pod przewodnictwem Pani Ursuli von der Leyen – 461 głosów „za”  przy 157 głosach „przeciw”. Wydawało się, że ta Komisja będzie miała pewną trudność z akceptacją Parlamentu, zwłaszcza polscy komisarze, a tymczasem, że tak powiem przeszło chyba w miarę gładko. 

– Mam chwilowy problem ze sprzętem…

Już jest dobrze. 

– Ale chyba mniejszy problem niż miała Ursula Gertrud von der Leyen ze swoimi „komisarzami desygnowanymi”, czyli kandydatami na komisarzy , bo aż troje zostało odrzuconych. Najpierw Rumunka i Węgier, potem w wyniku walk wewnątrzrumuńskich kolejny kandydat z Rumunii-w końcu ten trzeci kandydat z Rumunii przeszedł, ale Francuzka też odpadła. Ale dzisiaj wyraźna wygrana, zdecydowanie wyższa niż się spodziewano. Dlaczego? Prosta sprawa, tym razem inaczej niż w lipcu, gdy w głosowaniu tajnym wybrano panią przewodniczącą von der Leyen, dzisiaj było głosowanie jawne – a więc ci, którzy wtedy, wbrew kierownictwu swoich grup politycznych: socjalistycznej, liberalnej głosowali przecie von der Leyen, dzisiaj chcąc, nie chcąc być może głosowali „za” Komisja. Dzisiejsze jej wystąpienie było takie spokojne, w tonie koncyliacyjnym, nie chciała nikogo urazić. Też wyraźna różnica między sposobem występowania Juncekra i nowej przewodniczącej KE, zresztą pierwszej kobiety na tym stanowisku w historii EWG-UE. Juncker bardziej wchodził w starcia, atakował brexitowców, eurosceptyków – von der Leyen raczej starała się wylewać oliwę na morze, gdy została zaatakowana przez brexiterów – to uśmiechała się w  milczeniu przez dłuższą chwilę, jednym słowem nie dolewała oliwy do ognia. Bardzo dobry wynik w sumie, dużo lepszy niż głosowanie nad nią personalne – a więc można powiedzieć, że te cztery miesiące między powołaniem jej na szefowa KE a powołaniem jej Komisji ona politycznie je wykorzystała.  Podkreśliła tez w wystapieniu rolę polskiego komisarza Janusza Wojciechowskiego, mówiąc, że będzie odpowiadał właśnie za kwestię rolnictwa. Skądinąd wczoraj spotkała się z kierownictwem naszej frakcji, kierownictwem Europejskich Konserwatystów i Reformatorów i peany na rzecz polskiego komisarza tam przedstawiała. To zawsze rzecz miła. Komisja jest, a formalnie rozpocznie pracę od 1 grudnia, no ,ale – żeby to wyjaśnić – nie było możliwości głosowania nad poszczególnymi komisarzami osobno. Gdyby tak było, być może pan Timmermamsn miałby trudności z przejściem, a na pewno uzyskałby kiepski wynik. Było to jednak głosowanie „en bloc”  na całą Komisję. Ja powiem tak pragmatycznie – lepsza nowa Komisja z panią von  der Leyen, która jest dłużnikiem polskich europosłów z Prawa i Sprawiedliwości, którzy przesądzili o jej osobistej wygranej – wygrała ośmioma głosami, nas jest dwudziestu sześciu – niż Komisja stara z Junckerem, które miał problemy, nie będę już o nich mówił, wiadomo jakie i o co chodzi i  de facto z zastępującym go Timmermansem, który budował swoją pozycję polityczną na antypolonizmie, niechęci do Polski opiewanej na różne sposoby. W związku z tym ta nowa Komisja to nadzieja na normalność.

No, tak chciałem się właśnie zapytać o pana komisarza Fransa Timmermansa, który siedział podczas obrad tuż obok pani Ursuli von der Leyen. Wiemy, że nie będzie odpowiadał za praworządność, ale czy te kwestie klimatu i ochrony klimatu w jego rękach nie staną się groźniejsze dla Polski? 

– Po pierwsze, o czym się nie mówi oficjalnie w Polsce – zmienia się struktura kompetencyjna w ramach Komisji Europejskiej: teraz więcej będzie kompetencji w rękach szefa czyli przewodniczącej Komisji Europejskiej, mniej w rękach komisarzy, wiceprzewodniczących będzie aż siedmiu – a więc osiem osób na 27-soobowe prezydium – to jest 1/3 i ci, którzy mówią o eurobiurokracji będą mieli teraz taki przykład do używania. Natomiast co do Timmermansa , to powiedziałbym tak – jego pole manewru będzie mniejsze niż dotychczas. I muszę powiedzieć, że pan Timmermans będzie bardziej w ryzach pani von der Leyen, która reprezentuje Niemcy, największy kraj członkowski Unii Europejskiej. Juncker reprezentował jedno z dwóch, trzech najmniejszych państw w Unii i takiego autorytetu siłą rzeczy nie miał.

Panie Pośle , nasz program „Republika po południu” to nie jest program globtroterów, ale tak się złożyło, ze widzieliśmy się jeszcze całkiem niedawno  Stanach Zjednoczonych, gdzie odbywał się zjazd klubów „Gazety Polskiej”. Pan tam był, bo jest to – jak Pan podkreślał – również Pański okręg wybroczy. Jak pan ocenia to spotkanie klubów „Gazety Polskiej” i w ogóle kondycje Polonii w Stanach Zjednoczonych? 

– To może wyjaśnijmy, że ja nie kandyduje na kongresmena ze stanu Michigan, tylko po prostu Polacy z polskimi paszportami, z polskim obywatelstwem głosują na Warszawę, ale ja reprezentuję Warszawę w Parlamencie Europejskim – stad także w tym sensie jest to mój okręg wyborczy. Ważny zjazd, dobra inicjatywa, jak co roku. Tym razem w takiej katolickiej placówce, bastionie polskim, katolickim w Orchard Lake istniejącym od 134 lat. I spotkanie polskich działaczy z USA i Kanady – zarówno ludzi, którzy kiedyś byli internowani i uwięzieni, jak i ludzi też dużo młodszych, którzy często do życia publicznego przyszli niedawno, parę lat temu. Taka mieszanka rutyny i świeżości. I myślę, że z roku na rok są to ludzie z coraz lepszymi koneksjami z władzami amerykańskimi szczebla stanowego i federalnego. To dobrze, bo do tej pory mówiło się, że Polacy są taką mniejszością narodową w USA numer 3, gdy chodzi o biznes, o finanse, po Żydach i Japończykach. Ale zupełnie tego nie widać, jeśli chodzi o świat polityki. Myślę, że w ostatnich wyborach, kiedy to Donald Trump – jak sam przyznawał – 45. prezydent w dziejach USA przyznawał, że wygrał dzięki Polakom w „swing states” – stanach, które przechodziły między Republikanami a Demokratami, a tam w ostatnich wyborach prezydenckich wygrali republikanie, wygrał Donald Trump, dzięki wsparciu Polaków, którzy normalnie głosują na Demokratów, a tym razem postawili na Donalda Trumpa. Trzeba przyznać, że tutaj pokazaliśmy „power”. Myślę, że koncentracja na tych kilku stanach, które przechodziły z rąk do rąk, w wyborach, które będą bądź co bądź w roku przyszłym, jesienią, raptem parę miesięcy po wyborach w Polsce, też prezydenckich, tutaj to sfokusowanie się nas,  Polaków w kraju, którzy mają kontakt z „Polską poza Polską” – jak to polski papież mówił –  czyli z  Polakami w USA może przynieść rezultaty bardzo ważne, bo właśnie znowu głosy Polaków w tych kilku stanach – Pensylwania, Michigan mogą zdecydować o tym, kto będzie prezydentem nr 46 w historii USA.

Mamy jeszcze chwilkę czasu, chciałbym wrócić do Parlamentu Europejskiego, gdzie pan eurodeputowany Robert Biedroń kolejną taką debatę na temat Polski, że rzekomo w  Polsce są dyskryminowane mniejszości seksualne. Skąd się bierze taka chęć do debatowania na temat Polski? 

– Jak się nie ma tematów realnych, to się sięga po tematy wirtualne. Wszystkie statystyki pokazują wyraźnie, że w sensie procentowym ilość agresji fizycznej na osoby z mniejszości seksualnych w Europie Zachodniej i Europie Wschodniej zresztą – czyli na zachód i wschód od polskiej granicy – jest wyższa czy znacznie wyższa niż w Polsce. To są fakty. No, ale oczywiście jeżeli są fakty, to tym gorzej dla faktów i środowiska liberalne, lewicowe usiłują pokazać Polskę jako taki kraj, gdzie mniejszości są prześladowane, likwidowane. Kompletny surrealizm. Ale przecież to nie chodzi o ustalenie prawdy, ale o to, żeby tego polskiego króliczka gonić i gonić. I Polskę oskarżać medialnie – w tym rzecz, żeby to było jasne. Wczoraj ta debata w tytule nie miała w ogóle słowa Polska i mniej więcej uczestniczyło w niej, jak policzyłem około 6% wszystkich europosłów – czyli tam było na sali 50-60 osób. To naprawdę bardzo niewiele. Jestem tutaj trzeci dzień w Strasburgu. Żaden poseł, żaden z  urzędników nie pytał mnie o sytuację mniejszości seksualnych w Polsce. To znaczy, że ten temat się w ogóle nie przebił. I myślę, że to też jest godne podkreślenia. Można powiedzieć „miej proporcję, mocium Panie”.

Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę, gościem „Telewizji Republika” był pan Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości. Dziękuję bardzo. 

– Dziękuję bardzo.