Von der Leyen wybrano głosami PiS – to inwestycja

Serdecznie polecam lekturę zapisu mojego wywiadu radiowego ,którego ostatnio udzieliłem PR 24. Rozmowę przeprowadził red . Antoni Opaliński.

„Świat w powiększeniu” – dobry wieczór Państwu, Antoni Opaliński, zapraszam na „Świat w powiększeniu”, audycja co prawda poświęcona jest sprawom międzynarodowym, ale dzisiaj jest takie skrzyżowanie spraw z polityki zagranicznej i polityki krajowej. Naszym rozmówcą w studiu w Brukseli jest Pan Ryszard Czarnecki, poseł do Parlamentu Europejskiego. Halo, dobry wieczór! 

– Witam Pana, witam Państwa, kłaniam się z Brukseli, z siedziby Parlamentu Europejskiego.

To zaczniemy sprawy, które łączą politykę europejska, politykę polską, Przewodniczący Rady Europejskiej kończącej się, a właściwie zakończonej kadencji Donald Tusk oświadczył, że nie będzie, wbrew wielu nadziejom ze strony wielu osób kandydował na urząd prezydenta Rzeczpospolitej. Czy Pana to zaskoczyło? Jak Pan przyjął tą deklarację? 

– Proszę do mnie od dzisiaj mówić „proroku Ryszardzie”. Ja już to ponad rok temu mówiłem, że Donald Tusk nie wystartuje, ponieważ ma jedną, dużą wadę – ma też oczywiście zalety: uwodził wyborców przez lata- natomiast ma wadę – nie jest człowiekiem odważnym, a to w polityce jest ważne. On tą decyzją pokazuje, ze nie wierzy, żeby można było wygrać z prezydentem Andrzejem Dudą – i tu pewnie ma rację. Natomiast jest człowiekiem, który obawia się politycznego ryzyka, to pokazał. Do dziś ma pewną traumę, traumę po przegraniu bardzo zdecydowanym, aż ośmioprocentowym wyborów prezydenckich, wyborów w 2005 roku. Przegrał bardzo wyraźnie, mimo, że wygrał pierwszą turę, był faworytem drugiej ,dawano mu znaczące zwycięstwo, mial duza przewagę nad  profesorem Lechem Kaczyńskim, ówczesnym prezydentem Warszawy, potem dobrym, świetnym prezydentem Rzeczpospolitej- przegrał z nim aż o 8 punktów procentowych i myślę, ze ta trauma do dzisiaj w nim tkwi. Żałuję, że nie będzie startować, ponieważ myślę, że bardzo by zmobilizował bardzo pokaźną liczbę Polaków, żeby pójść na wybory prezydenckie, na głosowanie przeciwko niemu. Oczywiście zmobilizowałby także wyborców Platformy, ale on nie ma tutaj możliwości poszerzenia elektoratu – duża część wyborców opozycyjnych z innych formacji, PSL na przykład czy lewica – oni na przykład by na niego nie zagłosowali. Także myślę, że tym jest podyktowana ta jego decyzja – brakiem wiary w zwycięstwo z Andrzejem Dudą.

Jak Pan sadzi, kto wobec tego będzie kandydował i czy będzie jeden kandydat z opozycji, który będzie tutaj symbolizował głosy tych wszystkich, którym nie podobają się rządu zjednoczonej prawicy. 

– Na pewno nie będzie innego kandydata. Ja mam w pamięci przypadek Unii Wolności, która nie wystawiła żadnego kandydata w roku 2000 i potem znikła ze sceny politycznej. Wybory prezydenckie służą promocji nie tylko poszczególnych osób, ale także formacji, które stoją za nimi. W związku z czym na pewno PSL wystawi własnego kandydata , lewica również wystawi swojego kandydata – ale uwaga, jeżeli w drugiej turze kandydaci lewicy czy PSL-u się nie znajda, to wcale nie jest powiedziane, ze ich wyborcy poprą automatycznie na przykład kandydata Platformy. To pokazują wybory prezydenckie w 2015 roku, gdzie wbrew apelom liderów  PSL, żeby postawić na pana Komorowskiego, wyborcy PSL zagłosowali w dużej mierze na obecnego prezydenta, wówczas kandydata , doktora Andrzeja Dudę. W związku z czym to nie są takie układanki papierowe, gdzie się przesuwa te elektoraty, sumuje się wyniki wyborów parlamentarnych i  wynika z tego, że opozycja ma szansę na zwycięstwo. Nie, myślę, że tutaj prezydent Andrzej Duda bardzo roztropnie, mądrze, poszerzał swój elektorat w ciągu tych ostatnich 4,5 roku. I myślę, że efekty tego, owoce polityczne tego, obejrzymy i poczujemy w maju przyszłego roku.

Nie wiemy oczywiście, jak będą głosować polscy wyborcy, natomiast zdaje się, że możemy się spodziewać, jakie zdanie na temat przyszłości Donalda Tuska mają politycy europejskiej chadecji. Czy to stanowisko, o którym się mówi wiele w kontekście szefa Europejskiej Partii Ludowej – jak ono się sytuuje na europejskiej scenie politycznej? Czy to jest ważne stanowisko? 

– Emerytura. Godna, za bardzo dobre pieniądze. Pewnie jakiś prestiż, natomiast w wymiarze politycznym to niewielkie wpływy. Tak bardzo konkretnie, obecnie przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej (EPP) jest Joseph Daul, poza dziennikarzami w Polsce i politologami, pewnie mało kto wie w ogóle kim on jest. To były szef frakcji EPL w Parlamencie Europejskim, szef Komisji Rolnictwa, poprzednio szefem EPL-u był Wilfried Martens, były premier Belgii – i to jest właśnie taka emerytura. I są właśnie „byli” – były szef rządu czy frakcji czyli jest to trochę jak bycie szefem jakiejś fundacji. To jest porównywalne z politycznego punktu widzenia. Taki paradoks, że Donald Tusk, który spowodował podwyższenie wieku emerytalnego Polaków, sam będzie miał bardzo godną emeryturę w Brukseli.

To dobrze, że ktoś będzie miał godną emeryturę. Jeśli chodzi o europejską politykę, czy to jest tak, że politycy tego europejskiego establishmentu, tych wielkich partii, o których wiadomo, że nie za bardzo lubią rządy Prawa i Sprawiedliwości w Polsce, czy oni tutaj nie wywierają jakiegoś nacisku, nie spodziewają się, że opozycja wystawi jakiegoś jednego kandydata – nie oczekują po tych politykach, których tak często wspierali, że coś zrobią, żeby choć częściowo odsunąć Prawo i Sprawiedliwość od władzy? 

– Dobre pytanie. Zachód jest pragmatyczny. Zachód to realiści. Oni się liczą z tym, co się dzieje – z faktami, z tym, co się dzieje w realu, a nie w wirtualu. Po raz drugi z rzędu Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne – ma większość bezwzględną w parlamencie, co się nie zdarza w Europie, poza Węgrami, poza Wielką Brytanią, gdzie jest inny system – okręgi jednomandatowe, gdzie oczywiście łatwiej większość bezwględna wygenerować, ale też nie zawsze, bo w poprzedniej kadencji na przykład w House of Commons była też koalicja, bo konserwatyści nie mieli większości w Izbie Gmin. Wynik PiS był imponujący – ponad 40%. To się nie zdarza w Europie, w związku z czym myślę, że ten zachodni pragmatyzm zwycięża. Takie inwestowanie w opozycję nie jest efektywne – oni inwestowali w ciągu ostatnich paru lat i to nie przyniosło żadnych większych skutków, więc po prostu mogą nie przepadać za rządem Prawa i Sprawiedliwości, ale muszą się z nim pragmatycznie, realistycznie liczyć.

Decyzjami rządu Prawa i Sprawiedliwości zajmował się Trybunał Unii Europejskiej w Luksemburgu i właśnie wydał dzisiaj orzeczenie dotyczące przepisów, które już co prawda zostały zmienione, ale zaraz potem wystąpiła rzeczniczka wciąż jeszcze działającej Komisji Europejskiej i powiedziała, że polski rząd coś tutaj powinien zrobić. Popatrzeć, czy przepisy, które już nie działają nie mają jakichś skutków, które  należałoby naprawić. Skąd tak zacięte działanie, że tak powiem? Żeby zajmować się przepisami Trybunału, które już ostały przez polski rząd zmienione? 

– Myślę, że to dla wielu obserwatorów, także w Europie, jest to bardzo dziwne. Bo to nie służy budowaniu autorytetu instytucji, że Trybunał zajmuje się przepisami, których nie ma. Czyli zajmuje się jakimś wirtualem – on się odnosi niczym jakiś „trybunał historyczny” do przepisów, które zostały już dawno zlikwidowane. Przypomnę, że Komisja Europejska wystąpiła z wnioskiem ponad dwa lata temu, a więc dwadzieścia parę miesięcy temu była inna sytuacja, teraz jest inna, zupełnie inna. Polska zmieniła w międzyczasie czasie prawo, ale Komisja Europejska wniosku nie wycofała, mimo że była o zmianach w prawie informowana. A Trybunał też się tym jakoś specjalnie nie przejął. Trochę naraża to na śmieszność instytucje unijne. Ja zwracam uwagę na coś innego – na coraz większe podziały w ramach instytucji europejskich. Nie możemy mówić „Bruksela, Bruksela”. Poszczególne instytucje bardzo się różnią w kwestiach fundamentalnych – np. kwestia polityki migracyjnej :  tenże Trybunał Sprawiedliwości UE potępił Polskę i Węgry i Czechy, a wcześniej Rada Europejska bardzo jednoznacznie powiedziała, że jeżeli jakieś państwo nie chce przyjmować imigrantów, głównie muzułmańskich spoza Europy, to nie musi, jak chce przyjmować  – to przyjmuje. Napięcia merytoryczne między Radą a Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej w kwestii migracyjnej są faktem. Tak samo, jak na przykład Komisja Europejska chce powiazania budżetu unijnego i poszczególnych jego części z ocena państw członkowskich  „łamiących praworządność”- a  Europejski Trybunał Obrachunkowy – European  Court of Auditors – w Luksemburgu, zmiażdżył tę propozycję Komisji Europejskiej. Tu możemy wskazać też kwestię pytań prejudycjalnych, w ich sprawie Trybunał Sprawiedliwości UE co innego, a Komisja co innego… Mamy wiec do czynienia dzisiaj z sytuacją ciekawą dla politologa – mianowicie te instytucje się rozjeżdżają, one mówią w kwestiach bardzo ważnych zupełnie co innego.

Tak, ale w takim razie, jeżeli tak mocno widać rozbieżności miedzy różnymi instytucjami europejskimi, może polska polityka powinna być bardziej elastyczna, może polscy politycy powinni poruszać się nieco sprawniej w tych korytarzach brukselsko-strasburskich i te sprzeczności wykorzystywać, a nie wystawiać się zawsze na uderzenie. 

– Pełna zgoda i Pan w zasadzie nazwał tą politykę, którą już w tej chwili rząd prowadzi, bo jednak tutaj umiejętność gry jest potrzebna, ale to się dzieje.  Zwracam uwagę, że dzięki decyzji prezesa Kaczyńskiego, bo to jest jego decyzja, że europosłowie Prawa i Sprawiedliwości, co zaskoczyło niektórych, zagłosowali za nową przewodniczącą Komisji Europejskiej, panią von der Leyen – dzięki temu to ona nią została, bo wygrała ośmioma głosami, a jest dwudziestu paru europosłów PiS-u. I od tego momentu ona wyraźnie „wisi” na naszych głosach. To, czy będzie wybrana zależało od europosłów PiS – i już widać, że była to pewna inwestycja. Inwestycja  w dobre, a na pewno duże lepsze relacje miedzy przewodniczącą Komisji Europejskiej a polskim rządem, polskimi władzami. Zatem tutaj myślę, że umiejętność gry na tych europejskich fortepianach jest udziałem polskich władz i Jarosława Kaczyńskiego.

Przekonamy się zatem, jak to będzie dalej wyglądać, a jeśli chodzi o Komisję, skoro już o niej żeśmy wspomnieli, kiedy możemy się spodziewać, że ta nowa Komisja zacznie działać, bo na razie działa cały czas stara Komisja i wystawia tutaj różne cenzurki. 

– Mówiąc językiem pani przewodniczącej KE – „eine gute Frage” – „to jest dobre pytanie”. Pan przewodniczący Juncker się żegnał w Strasburgu, ale dalej jest w robocie – to znaczy jeszcze parę tygodni, a może więcej będzie funkcjonować, ponieważ Komisja Europejska w tej chwili jest  w składzie niepełnym, to znaczy jest zaakceptowanych dwudziestu trzech komisarzy plus pani przewodnicząca – to jest dwudziesta czwarta osoba, ale trzy państwa czyli Francja, Rumunia i Węgry – to są kraje, których kandydaci, „komisarze desygnowani” zostali odrzuceni. Przy czym to jeszcze pół biedy, ale Francja się na razie obraziła i nie wystawiła innego kandydata, Rumuni się pokłócili, tzn. rumuński rząd socjalistyczny przedstawił mojego kolegę europosła, a rumuński prezydent powiedział, że nie – a to on reprezentuje Rumunię na Radzie Europejskiej. Tak więc jeszcze przez te jeszcze kilka tygodni stara  Komisja Europejska będzie funkcjonować.

Na tej kwestii rumuńskiej postawimy kropkę, bo nasz czas się kończy. Dziękuję bardzo, za te kilka tygodni wrócimy do rozmowy. A może wcześniej, bardzo serdecznie dziękuję. Ryszard Czarnecki prosto z Brukseli dla „Polskiego Radia 24”. Dziękuję bardzo. 

– Dziękuję.