Blog

Polityczna „Seksmisja”

Tak, tak, Panie Dzieju. Czasy się zmieniają. Kobiety dominują w polityce w coraz większym stopniu. Także w polityce międzynarodowej. Znane powiedzonko: „zawsze musi być ten pierwszy raz” odnosi się w tym roku do zdobycia dwóch spektakularnych politycznych szczytów przez damy. I tak po raz pierwszy w 60-letniej historii tej instytucji kobieta został szefem Komisji Europejskiej w Brukseli. Mowa o Niemce Ursuli von der Leyen, z domu Albrecht. I tak po raz pierwszy też prezesem Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie nad Menem została kobieta – Francuzka Christine Lagarde, z domu Lallouette. Dzieje EBC są niemal trzy razy krótsze niż dzieje Komisji Europejskiej, bo liczą 21 lat. Specjalnie napisałem nazwiska obu Pań „de domo” tak, żeby jednak zaznaczyć, że owe szczyty uzyskały one pod nazwiskami… mężów.

Jedna uwaga: stwierdziłem, że Niemka i Francuzka weszły na te polityczne szczyty – to prawda w sensie politycznym, choć formalnie obejmą te stanowiska od 1 listopada. Piszę wszak te słowa dzień po głosowaniu w Parlamencie Europejskim w Strasburgu odnośnie stanowiska prezesa EBC, gdzie madame Lagarde uzyskała wyraźną większość (choć daleko było do jednomyślności: wygrała przewagą stu parudziesięciu głosów, przeciwko niej głosowała zapewne lewica i Zieloni – zapewne, bo głosowanie było tajne). Skądinąd pani Krystyna Lagarde, która przeniesie się z Waszyngtonu do Frankfurtu nad Menem przechodzi do historii, bo po raz drugi jest „pierwszą”. Oto bowiem w 2011 roku została pierwszą w 74-letniej już historii International Monetary Fund (IMF) kobieta-prezydentem. Charakterystyczne, że w tej sztafecie po ośmiu latach kadencji Francuzki pałeczkę w IMF przejmuje… tez kobieta Bułgarka Kristalina Georgieva. Ta moja dobra znajoma – była wcześniej bułgarskim komisarzem i partnerem mojej Komisji Kontroli Budżetu w europarlamencie – kandydowała na Sekretarza Generalnego ONZ. Nieskutecznie, bo wygrał Portugalczyk Antonio Guterres. No, właśnie. Tego szczytu jeszcze kobiety nie zdobyły. Nigdy w historii ONZ od 1945 roku Sekretarzem Generalnym nie była dama.

A teraz weźmy proponowany skład Komisji Europejskiej, która ma rozpocząć prace za nieco ponad miesiąc (oczywiście, o ile kandydaci na komisarzy przejdą krzyżowy ogień pytań w Parlamencie Europejskim). I tutaj mamy rekordową liczbę kobiet w składzie KE. Dotychczas najwięcej ich było w kadencji poprzedniej, w latach 2014-2019 – wtedy w 28-osobowym składzie Komisji było osiem dam. Teraz w składzie nieco mniejszym, bo bez komisarza brytyjskiego, a więc 27-osobowym, jest ich aż dwanaście. Rekord został więc pobity aż o cztery! W Komisji mogą znaleźć się kobiety-komisarze z Francji, Portugalii, Malty, Cypru, Szwecji, Finlandii, Danii, Estonii oraz Czech ,Chorwacji ,Bułgarii i Rumunii. Oczywiście, ten coraz bardziej sfeminizowany skład Komisji, podobnie jak funkcja szefa tejże KE i prezesa EBC będzie lub była przegłosowana przez europarlament, gdzie wciąż mężczyźni – nieboraki stanowią większość….

PS: Tytuł felietonu nawiązuje oczywiście do kultowego filmu „Seksmisja”. Tylko finał może będzie inny…

*felieton ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (25.09.2019)