Blog

Opozycja atakuje Polaków-kandydatów na ważne stanowiska w UE

Dziś ostatni dzień przed ciszą wyborczą. Dlatego już przedwczoraj zamiast tradycyjnego jednego bloga opublikowałem dwa (oba: wywiady). Tak samo wczoraj. Dziś rekordowa liczba: proponuję lekturę z 5-6 materiałów. Oto drugi z nich – zapis mojego radiowego wywiadu dla PR 24. Rozmowę przeprowadziła red. Eliza Olczyk. Poświęcona była ona głównie problematyce międzynarodowej.

Moim gościem, aczkolwiek nie w studiu w Warszawie, tylko w Brukseli jest europoseł PiS, Ryszard Czarnecki, dzień dobry! 

– Witam Panią, witam Państwa bardzo serdecznie.

Panie Pośle śledził Pan przesłuchanie naszego kandydata na komisarza do spraw rolnictwa, Pana Janusza Wojciechowskiego przed Komisją? 

– Tak, od pierwszej minuty, od godziny w pół do trzeciej popołudniu do samego końca.

No i dlaczego mu tak kiepsko poszło? 

– Poszło mu bardzo dobrze w sensie merytorycznym i to chciałem bardzo mocno podkreślić. Byłem na jego wystąpieniu i pierwszym i końcowym, słuchałem wszystkich jego odpowiedzi na różne pytania, zarówno te pisemne, złożone wcześniej, jak i już ustne w trakcie posiedzenia obu połączonych Komisji: Rolnictwa i Ochrony Środowiska. Bardzo merytoryczne, dobre, spokojne wystąpienie. No, ale cóż…

Członkom Komisji się nie spodobało, krótko mówiąc. 

– Polski kandydat był sobą, nie kłaniał się okolicznościom i podtrzymał to, co myśli o strukturze rolnictwa w Unii Europejskiej – a więc, jak to powiedział, nieco metaforycznie używając tej liczby: woli tysiąc gospodarstw mniejszych niż mniej większych – latyfundiów, można by to powiedzieć, to już moje określenie- i to jest zgodne i ze strukturą polskiego rolnictwa i jest w interesie polskich rolników.  W polskim interesie  jest właśnie obrona tej struktury, podobnie zresztą jak to jest w szeregu innych krajów Unii Europejskiej.  Wojciechowski był atakowany, uwaga, głównie, przez posłów z Komisji Środowiska, którzy m.in. mówili wprost, że te mniejsze gospodarstwa są mniej ekologiczne, a większe są bardziej – zupełnie pomijając taki społeczny aspekt rolnictwa. Uważam, że wypadł merytorycznie świetnie. Nie uzyskał jednak 2/3 głosów koordynatorów-a nie było głosowania na komisji. O tym uważam, zadecydowała, polityka. Odbędzie się jeszcze jedno wysłuchanie …

Najpierw Pan Wojciechowski będzie odpowiadał na piśmie na dodatkowe pytania. Podobno to nie chodziło jednak o to, że jego poglądy się nie spodobały, tylko właśnie o to, że zbyt mgliście odpowiadał na pytania, na wszelki wypadek unikając zadrażnień.

– Ja nie miałem takiego wrażenia.

Nie miał Pan. 

– To, że nie wchodził w szczegóły  – to, jak Pani wie, diabeł tkwi w szczegółach…

Właśnie… 

– I dlatego też myślę, że przyjął dobrą taktykę.

Lepiej nie budzić diabła, tak? 

– W moim przekonaniu sytuacja, w której zaczyna się mówić bardzo szczegółowo o różnych detalach może spowodować kłopot. Bardzo podobała mi się wypowiedź byłej wicepremier Finlandii, pani Jutty Urpilainen, którą między innymi ja przesłuchiwałem w Komisji Rozwoju. Zapytali ją, jakie będą skutki Brexitu w kontekście współpracy międzynarodowej  Unii Europejskiej. Odpowiedziała, cytuję, : „Nie jestem powołana do odpowiedzi na to pytanie”. Zatem w ogóle uniknęła odpowiedzi, zrobiła unik w kwestii odpowiedzi na to pytanie i miała do tego prawo i myślę, że w związku z tym nie oskarżajmy polskiego kandydata, że też nie chciał brnąc w szczegóły.

Jasne, ale czy Pana zdaniem, Pan Janusz Wojciechowski dostanie tekę komisarza, czy nie? 

 – Tak, uważam, że dostanie. Głosować będzie, uwaga, Komisja Rolnictwa –  a tam myślę, cieszy się on sporym poparciem.

23 października będzie głosowanie nad całym składem Komisji, a więc 10 dni po naszych wyborach parlamentarnych. Może się zdarzyć, że kto inny wygra i kto inny zgłosi nowego kandydata na komisarza? Jak Pan sądzi? 

– Po pierwsze, zostawmy to polskim wyborcom, my podchodzimy do tych wyborów z pełną pokorą, ciężko pracujemy, aby zmobilizować maksymalnie wyborców, aby frekwencja była maksymalnie jak najwyższa. To zresztą będzie świadczyło o zaangażowaniu Polaków w demokrację. Natomiast uważam, że Prawo i Sprawiedliwość ma wielką szansę te wybory wygrać.  Ale tez nie ma takiego zwyczaju, że w sytuacji, gdy obejmuje władzę nowy rząd, to wówczas zmienia się kandydata na komisarza, kiedy jest on już komisarzem desygnowanym, jak Janusz Wojciechowski, więc tutaj ta groźba myślę, że nie istnieje. Pamiętam, że jak była taka próba kilka lat temu, dokładnie tak z dziewięć lat temu bodaj, gdy doszedł do władzy po raz drugi Viktor Orban i chciał wycofać kandydata do ECA – European Court of Auditors –  Europejskiego Trybunału Obrachunkowego to po prostu skończyło się to fiaskiem, więc nie sądzę, aby tutaj taka praktyka była możliwa. Ale ja tez wierzę w zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości.

Janusz Lewandowski z Platformy Obywatelskiej uważa, ze zgłoszenie kandydatury Janusza Wojciechowskiego w ogóle było błędem, bo Parlament Europejski już raz odrzucił jego kandydaturę do Europejskiego Trybunału Obrachunkowego w związku z niejasnościami, z jego delegacjami, dietami, i tak dalej – czy Pan podziela takie stanowisko? 

– Przypomnę posłowi Platformy, który widać nie zapomina, że jest kampania wyborcza, a  szkoda, bo przecież chodzi o wybór Polaka na ważne stanowisko. Przypomnę, że gdy pan Janusz Lewandowski kandydował na komisarza, to ja osobiście , publicznie wspierałem jego kandydaturę na Komisji Budżetu – specjalnie wtedy przyszedłem, był mi za to wdzięczny i wtedy dziękował. Natomiast teraz oczekiwałbym od opozycji wspierania polskiego kandydata. Ale też przypomnę, skoro ma złą pamięć, że pan Janusz Wojciechowski wygrał 28:0 – taki był wynik głosowania na Radzie Europejskiej

Tak, ale nie w parlamencie… 

– Tak, tylko ja to też pamiętam. Uderz w stół, nożyce się odezwą, skoro Pani powiedziała o Januszu Lewandowskim, to pamiętam, że na Komisji Kontroli Budżetu PE dwie europosłanki PO pani Von Thun und Hohenstein i pani Pitera atakowały polskiego kandydata do europejskiego NIK-u. Właśnie Janusza Wojciechowskiego. To są rzeczy niebywałe, żeby zwalczać kandydatów z własnego kraju na różne funkcje międzynarodowe, gdy nie ma on żadnej polskiej alternatywy – a tak było w przypadku Janusza Wojciechowskiego . I myślę, że opozycja idzie bardzo złą drogą właśnie atakując publicznie, czy na forum PE Polaków kandydujących na różne stanowiska – tak dokładnie, jak to robił pan Robert Biedroń rozsyłając emaila 10 lipca o 12:41 dokładnie – bo widziałem tego maila, mam jego kopię – w którym sugerował, prosił, apelował, żądał, żeby nie głosować na Polaków kandydujących na stanowiska w prezydiach komisji europarlamentu i wymieniał nazwiska: Krasnodębskiego, Szydło, Waszczykowskiego i Czarneckiego.

Czyli ma Pan osobistą zadrę do Roberta Biedronia? 

– Nie, nie, ja wygrałem głosowanie zdecydowanie, tak samo jak wygrałem głosowanie w zeszły czwartek na szefa delegacji Unia-Rosja.

To gratujemy. Chciałam Pana spytać, ponieważ sam pan wspomniał o NIK-u, co prawda nie polskim, tylko europejskim, to ja chciałam zapytać Pana o sytuację w polskim NIK-u – czy pan uważa, że sprawa Pana Mariana Banasia – to jest sprawa, która się położy cieniem na kampanii wyborczej PiS-u? 

– Uważam, że Pan Banaś zachował się jak należy, wziął bezpłatny urlop, a więc w ten sposób pokazał, że także nasza formacja ma zupełnie inne standardy i tych innych standardów przestrzega. Przypomnę, że jego poprzednik, który był ministrem sprawiedliwości Platformy miał wręcz zarzuty prokuratorskie i  cały czas prezesem NIK-u był.

Tak, to prawda. Nawet sprawę w sądzie. Jednak zrzekł się immunitetu i przed sądem stawał. 

– No tak, tylko mówię, że cały czas był prezesem  NIK-u…

 To prawda. 

 – W sytuacji, gdy są postawione pewne zarzuty przez dziennikarzy, a nie przez wymiar sprawiedliwości, pan Banas wziął urlop bezpłatny – co jakby pokazuje, że Prawu i Sprawiedliwości wolno mniej, że ta poprzeczka standardów jest w tym przypadku wyższa czy znacznie wyższa niż w przypadku poprzedników PiS-u, gdy chodzi o rządzenie krajem, niż w przypadku PSL, SLD, czy Platformy.

A Pana nic w tej sprawie nie bulwersuje? Nie jest to dla Pana problem, że kamienica, którą wynajmował pan Marian Banaś jest taka trochę niewiadomego pochodzenia? Że dochodziło do takich niezbyt sympatycznych dla polityka kontaktów z osobami z półświatka, to nie jest bulwersujące? 

– Pan Marian Banaś wyjaśnił kwestię pochodzenia kamienicy.

Że dostał do kombatanta z AK. A Pan dostał kiedyś kamienicę do kogoś? 

 – Nie dostałem. Takiego szczęścia w życiu nie maiłem. Pani też życzę. Natomiast tutaj nie neguję absolutnie wyjaśnień prezesa NIK. Natomiast, podkreślam, wziął urlop i czeka na wyjaśnienie sprawy.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Moim gościem był Pan Ryszard Czarnecki, europoseł PiS-u, prosto z Brukseli. 

– Dziękuję, ukłony z Brukseli.