O związkach ze Ś. P. Kornelem – moim i Przemka – i politycznym „harakiri” Wałęsy

Gorąco polecam lekturę zapisu mojego radiowego wywiadu, jakiego udzieliłem dla autorskiego programu red. Jerzego Jachowicza „Przekładaniec”. Rozmowa miała miejsce w PR 24 w ostatnich dniach.

Dzień dobry Państwu, zajmiemy się dziś polityką, moim gościem jest dziś pan europoseł Ryszard Czarnecki. Wczoraj spotkaliśmy się Panie Pośle w kościele, na cmentarzu, w związku z uroczystościami pogrzebowymi Ś.P. Kornela Morawieckiego, prawda? 

– Tak, witam Pana, witam Państwa. Smutny dzień, ale też dzień chwały, bo miał szczęście Kornel Morawiecki, że mógł tyle dla Polski zrobić, ale też miał szczęście – mówię to z pewną goryczą –  że zmarł w roku 2019, a nie na przykład pięć lat temu. Umarł w 2019 roku i wcześniej, w 2015 został Marszałkiem-Seniorem, a także dzięki nowej sytuacji politycznej w kraju zaczęto, także dzięki temu, że jego syn został premierem, najpierw był w rządzie wicepremierem, potem premierem, zaczęto mówić o tym najbardziej niezłomnym, najbardziej antykomunistycznym nurcie polskiej opozycji demokratycznej i o samym Kornelu Morawieckim – bo mam wrażenie graniczące  z pewnością, Panie Redaktorze, nie wiem co Pan na taką tezę, że Kornel Morawiecki, podobnie jak Anna Walentynowicz, jak Andrzej Gwiazda, jak Krzysztof Wyszkowski – to byli ludzie skazani na przemilczenie albo na wyszydzanie, wykpiwanie, śmiano się z nich. Teraz Ci ludzie wracają, jak zapomniana Anna Walentynowicz, mówię o tych nieżyjących już ,świętej pamięci Walentynowicz zginęła pod Smoleńskiem, czy właśnie zmarły przed paroma dniami Kornel Morawiecki. Oni wracają do tego zbiorowego myślenia Polaków.

A zarazem do Panteonu najbardziej zasłużonych 

– Tak, do Panteonu. Na pewno są to punkty odniesienia. Z całą pewnością. I to jest taki kawałek prawdziwej historii Polski. Ja miałem przyjemność, zaszczyt znać Kornela, współpracować z nim, nawet mocno zabiegalem , żeby kandydował w 2011 roku do Senatu z poparciem Prawa i Sprawiedliwości. Wtedy te wybory we Wrocławiu przegrał, ale wtedy bardzo mocno ja i mój syn, Przemysław Czarnecki, współpracowaliśmy z nim. Przemek ,który kandydował do Sejmu miał nawet wspólna z nim kampanie senacko-sejmowa. Ale wcześniej pamiętam, jak odbierałem go z lotniska Heatrow w Londynie, kiedy go deportowano z Polski. I to był człowiek niezłomny, ale też człowiek, który nie tylko mówił – my politycy lubimy często mówić – a on też słuchał. Być może dlatego był taki inny. I być może dlatego był taki wielki.

Trudno nie zgodzić się z Pana tezą, że przez całe ćwierćwiecze był pomijany w polskiej polityce, skazany na margines, a zdarzało się, że był także wyszydzany. Ale oto mamy szósty października 2019 roku i okazuje się, ze na antypodach postaci Kornela Morawieckiego są inni – którzy robią to samo, co robiono w trakcie tego ćwierćwiecza. Czy oglądał Pan może wystąpienia Pana Lecha Wałęsy na dzisiejszej konwencji Koalicji Obywatelskiej? 

– (…)Mam takie wrażenie, że Lech Wałęsa jest człowiekiem, który sam siebie niszczy. Ja pamiętam, jak w stanie wojennym ja i wielu Polaków, Pan pewnie też – myśmy uważali wtedy, że tacy ludzie jak Lech Wałęsa czy Władysław Frasyniuk są jak Robin Hood. Przecież Robin Hooda nie można zabić. Nie przewidzieliśmy jednej rzeczy, że Robin Hood może popełnić samobójstwo i właśnie to spektakularnie robi Lech Wałęsa, dzień po dniu. Jak czytam jego tweety czasami, to dzień po dniu popełnia takie samobójstwo, takie harakiri, mordując własną legendę. Szkoda.

Ja może przypomnę tylko słuchaczom, co dziś powiedział, a właściwie powtórzył to, co miał odwagę i czelność powiedzieć w dniu śmierci Kornela Morawieckiego. Mianowicie użył słowa „zdrada”… Że był zdrajcą. Zdrajcą „Solidarności”, nie tylko dlatego, że podzielił – ale to nie on podzielił, tylko „Solidarność” podzieliła się czy została podzielona między innymi przez Lecha Wałęsę. Ale że utworzył „Solidarność Walczącą”…To jeszcze byłby zarzut, nad którym można by teoretycznie dyskutować – ale on powiedział, użył słowa „zdrady” właśnie w takim kontekście, że Kornel Morawiecki pisał ulotki pod dyktando gen. Czesława Kiszczaka. 

– Ja myślę, że kto jak to, ale Lech Wałęsa powinien bardzo starannie unikać wszelkich słów takich  „zdrada”, bo bardzo łatwo jest mu przypomnieć te najbardziej niechlubne momenty – ale bardzo ważne – które wpłynęły na jego życiorys i ocenę jego osoby, momenty z jego historii. To współpraca ze Służą Bezpieczeństwa, to wypożyczenie teczek do Pałacu Prezydenckiego, to tajemniczy wybuch gazu w jednym z domów w Gdańsku. Jednym słowem to próba fałszowania historii z tym związanej. Myślę, że naprawdę Lech Wałęsa, czego jak czego, ale słowa „zdrada” używać nie powinien, bo to mu się po prostu nie opłaca.

Panie Pośle, Lech Wałęsa zachowuje się często w sposób niezrozumiały, ale jednocześnie zasmucający wielu Polaków. To o czym Pan wstępnie mówił, to że był pewnym symbolem „Solidarności” – ruchu, który wyzwolił, przyczynił się do wyzwolenia Polski, całej Europy Wschodniej, to niezależnie od tych negatywnych ocen samego Lecha Wałęsy, zdawałoby się, że politycy powinni jednak mieć w pamięci to, kim on teraz jest. Tymczasem, zadziwiające było to, że te słowa podczas spotkania, podczas konwencji Koalicji Obywatelskiej zostały przyjęte z ogromnym aplauzem, z wielkimi brawami, tak jak gdyby to partia akceptowała ten punkt widzenia na Kornela Morawieckiego. 

– No , cóż, “powiedz mi co oklaskujesz, a powiem Ci kim jesteś”. Myślę, że to jest dzień hańby. Myślę, że większą klasę zachowali nawet niektórzy politycy lewicowi, którzy potrafili po śmierci – tak ,co prawda dopiero po śmierci – docenić dorobek, uczciwość, taką nieskazitelność Kornela Morawieckiego. Tutaj Lech Wałęsa pogrążony w tych swoich wojenkach, emocjach i kompleksach wobec Kornela Morawieckiego, mówi to, co mówi. Jest żałosny w tym, ale ta sala, jak słyszę, reaguje jak reaguje. I to jest – Gustav Le Bon pisał o „psychologii tłumu” – to jest tłum. Tak, w tym wypadku to jest tłum- a nie obywatele – który tak reaguje na konwencji Platformy. To rzeczywiście jest haniebne.

Zwróciłem także uwagę, właściwie nie ja, tylko Ci, którzy wnikliwie śledzili całą konwencję, zarejestrowali brak polityka, o którym także chciałbym dziś powiedzieć, który także jest w pewnym stopniu na antypodach postaci Kornela Morawieckiego, mianowicie Pan Sławomir Neumann. Na antypodach – jako punkt wyjścia chciałbym potraktować pojęcie niepodległość, które dla obydwu tych polityków znaczyło – dla Kornela Morawieckiego wiemy co znaczyło. Dla Pana Neumanna została niepodległość użyta jako symbol zatajenia, zafałszowania rzeczywistości. Tajenia przestępstwa wręcz, wtedy kiedy powiedział „będziemy Ciebie bronić, jak niepodległości” . Będziemy ukrywać nie tylko wstydliwe, ale też te przestępcze działania.. 

– Tak, to prawda. Ja jestem Panu wdzięczny, że Pan nie zacytował w całości tej wypowiedzi, bo tam były bluzgi. Był rynsztok słowny, więc to dobrze się stało, bo jednak słuchają nas kobiety i być może też ci, którzy nie mają 18 lat, młodzież. Zatem rzeczywiście, nie ma co tych wzorców upowszechniać. Ale tak, rzeczywiście, powiedzenie, że; „(…) jak będziesz w PO, to ja cię, k… będę bronił jak niepodległości. Jak z Platformy wyjdziesz, to już sam będziesz sobie radził” – to znaczy, że jak będziesz chłopie we właściwej partii, to ta partia niczym mafia, która też broni swoich ludzi, swoich żołnierzy, to Cię będzie bronić. A jak mafię zdradzisz, to cię mafia, a w tym wypadku partia, bronić nie będzie. Muszę powiedzieć, że tutaj jest taka lekcja, lekcja myślenia o państwie ze strony lidera PO- jest przewodniczącym klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej- był też alternatywą dla Schetyny. Został w końcu szefem klubu. A więc podkreślam, absolutny top partyjny, „numer dwa”, no i właśnie takie myślenie, które bym powiedział jest nie tyle państwowe, co  antypaństwowe. Bo „Państwo” to jest działanie na rzecz obywateli, wspólnego dobra, a nie ma bronić swojaków, którzy robią różne lewizny.

Panie Pośle przed chwilą uzyskałem na słuchawkach od swojego wydawcy informację, o której mówimy, więc może brak na konwencji Pana Sławomira Neumanna, który zawsze siedział w pierwszym rzędzie, w pierwszym szeregu na wszystkich konwencjach pośrodku obok Grzegorza Schetyny, nie był przypadkowy, bo oto usłyszałem  przed chwilą przekazaną mi wiadomość, że pan Neumann zrezygnował z przewodnictwa klubu Platformy Obywatelskiej. 

 – To jest wiadomość dobra. Ale zwracam uwagę, Panie Redaktorze, kiedy to zrobił? Wtedy, kiedy wyszły te taśmy na jaw, a nie wtedy, kiedy wyszły zarzuty prokuratorskie. Jak wiec widać, jeżeli ktoś dostaje zarzuty prokuratorskie, to dla Platformy jest pikuś, to jest kaszka z mleczkiem. No, ale jeżeli sprawa się nagłośni, jeżeli to się rypnie do mediów, to wtedy jest problem, medialny problem, wyborczy problem i trzeba tutaj coś zrobić – i w związku z tym już go w pierwszym rzędzie nie ma, już nie będą mieli, na tydzień przed wyborami, szefa klubu parlamentarnego. Pospolite ruszenie będzie, być może. Mam takie wrażenie, co warto podkreślić, to jest to, że nie są problemem  poważne zarzuty, z czasów kiedy pan Neumann był wiceministrem w rządzie i robił to, co robił, wiadomo czego te rzeczy dotyczą, że nie jest to kwestia przekroczenia szybkości na drodze, tylko rzeczy poważne. Trafiły do prokuratury. Natomiast, kiedy rzecz został upubliczniona, obywatele o tym mówią, jest to temat rozmów – to wtedy gościa się przesuwa taktycznie z pierwszego rzędu.

Można powiedzieć mniej więcej tak, gdyby kierować się jakimiś podobieństwami, to teoretycznie ważne zarzuty ma też Krzysztof Brejza. Ale ponieważ mówię o zorganizowaniu hejtu w ratuszu, gdzie prezydentem miasta jest jego ojciec, ale póki nie zostaje to udowodnione, tylko jest przekazem takim jeszcze nieoficjalnym, to pan Brejza używa tej samej strategii, którą do dziś używał Pan Sławomir Neumann. Mianowicie, że jest to polityczny atak PiS-u na niego.  I w tym nie ma ziarna prawdy. Dopiero taka demaskacja już nie do podważenia, jaką były te taśmy, zmusiła do reakcji. 

 – Tak, jest takie stare powiedzenie, że „ubrał się diabeł w ornat i na mszę dzwoni” albo złodziej krzyczy „łapać złodzieja”. Człowiek, który operuje hejtem, który ten hejt organizuje, który za ten hejt odpowiada, który sam, osobiście używa języka nienawiści, oskarża na lewo i na prawo Prawo i Sprawiedliwość, tę kampanię nienawiści czyni, rozsiewa. A mówi to między jednym a drugim występem medialnym, kiedy właśnie praktykuje nienawiść, praktykuje język pogardy, który mamy w Polsce, który w Polsce jest bronią Platformy Obywatelskiej – jeszcze od czasów, gdy prezydentem był ś. p. Lech Kaczyński. Wtedy ten język pogardy zaczął być częścią politycznego funkcjonowania PO – pogardy wobec Lecha Kaczyńskiego, Jarosława Kaczyńskiego, wobec ludzi, wobec także ,uwaga, wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Bo z jaką pogardą o wyborcach PiS-u mówią celebryci, którzy jednocześnie wcześniej czy później byli na różnych listach Komitetów Honorowych czy to Bronisława Komorowskiego, czy Platformy. To wszyscy wiemy, co ostatnio mówił Jerzy Stuhr, ale także przecież szereg innych ludzi …

Pan profesor Wojciech Sadurski, Pan profesor Marek Matczak, 

 – Dokładnie tak

Pani pisarka, Maria Nurowska, 

 – Zgoda, zgoda.

Ale dobrze, że Pan o tym wspomniał, bo ja chciałem zapytać, przecież na tych taśmach, tej pogawędki Sławomira Neumanna z byłym prezydentem Tczewa padają również oceny wyborców Platformy 

– Proszę nie cytować, Panie Redaktorze….

Nie, nie  będę. Nie jestem przyzwyczajony – są pewne słowa, które mi po prostu przez gardło nie przejdą, ale chce powiedzieć o tym, czy Pana zdaniem, wpływ na wynik wyborów może mieć to, co powiedział pan Sławomir Neumann na tych taśmach, jeśli chodzi o Komitet Obrony Demokracji? 

– Myślę, że bardziej może mieć wpływ na wynik wyborów w Tczewie. Nie będę mówił, co powiedział Sławomir Neumann, którego najpierw wyborcy w Tczewie wybrali, jego formację do parlamentu, a potem „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść”– w związku z tym można o tych wyborcach mówić z najwyższą pogardą, mówić językiem bluzgów, językiem wulgaryzmów. A już ten tekst, że pan Neumann, szef klubu PO do niedawna „rzyga Tczewem” – to też trzeba przyznać, że to zupełnie coś nieprawdopodobnego. To właśnie taki język pogardy, już nawet nie tylko wobec przeciwników czy oponentów politycznych, ale wobec wspólnoty, lokalnej wspólnoty mieszkańców, którzy przecież zapewniali politykom Platformy to, że oni byli w parlamencie, byli w rządzie, rządzili tym miastem. Przecież prezydent tego miasta , który był oskarżany przez CBA o zaniżanie ceny gruntów sprzedanych przez miasto, też był z PO. Zatem muszę powiedzieć to są „taśmy prawdy”. To pokazuje pewny styl myślenia o funkcjonowaniu państwa w skali lokalnej i ogólnej, centralnej. Co do KOD-u zas, Platforma uważała tak od początku, na demonstracje KOD przychodziła, żeby się tam się pogrzać w tym antypisowskim świetle, ale bardzo nie chciała, żeby KOD za dużo urósł, zresztą Mateusz Kijowski zadbał o to, żeby KOD nie urósł.

Panie Pośle, mamy mało czasu, ale chciałem Pana zapytać o rzecz związaną z Pana codziennym działaniem politycznym na płaszczyźnie Unii Europejskiej – czy Pana zdaniem te informacje dotyczące nie tylko wątpliwości, ale wręcz sugestii, że pan Wojciechowski nie będzie miał szans na zostanie komisarzem do spraw rolnictwa jest uzasadniony? 

 – To jest element wojny psychologicznej, to jest element walki z polskim kandydatem do Komisji Europejskiej. Chodzi o – po pierwsze – że to nie politycy opozycji czy media w Polsce będą decydować o tym, tylko Komisja Rolnictwa jutro o 18:30 w Brukseli. Mówienie, że przedstawiciel Polski źle wypadł, marnie wypadł, służy pokazywaniu, że PiS się nie sprawdza na arenie międzynarodowej, chociaż ten PiS ma więcej przedstawicieli w prezydiach komisji Parlamentu Europejskiego, bo trzech – w tym mówiący te słowa – niż Platforma. Co do Janusza Wojciechowskiego, to bronił polskich interesów, powiedział, bardzo wyraźnie, jednoznacznie, że woli tysiąc gospodarstw mniejszych, niż mniej większych – jak to określę:  „latyfundiów”. To jest akurat obrona polskiego rolnictwa.

Panie Pośle, musimy kończyć. Czas na przerwę i wiadomości. Moim gościem był, a być może jeszcze będzie Pan Poseł Ryszard Czarnecki. 

– Dziękuję.