Blog

Czarnecki z Wrocławia: chcemy mieć zdecydowaną większość

Proponuję lekturę zapisu mojego wywiadu radiowego, jakiego ze studia w moim Wrocławiu udzieliłem dla PR 24. Rozmowę – z Warszawy – prowadzili redaktorzy: Grzegorz Adamczyk i Grzegorz Jankowski.

Grzegorz Adamczyk: Dobry wieczór, łączymy się ze studiem Polskiego Radia we Wrocławiu, gdzie jest nasz gość Ryszard Czarnecki, eurodeputowany. 

 – Witam Panów, witam Państwa z mojego Wrocławia.

 G. A. Panie Pośle, za 14 lat Polska dogoni średnią europejską, jeśli chodzi o poziom życia. To jest realny czas? Damy radę? 

 – Myślę, że jest to perspektywa realna i zwracam uwagę, że za obecnego rządu prześcignęliśmy pierwszy kraj dawnej EWG, dawnej „Piętnastki”, tzw. „starej Unii”, czyli Grecję  ,gdy chodzi o PKB per capita czyli na głowę mieszkańca. Prześcigamy właśnie Portugalię, a więc widać, że Polska jest w tej windzie wznoszącej się dość szybko do góry, chociaż – to jasne – cały czas ten dystans istnieje, bo Polska według statystyk unijnych jest wciąż jednym z siedmiu najmniej zamożnych krajów, obok Łotwy, Rumunii, Bułgarii, Chorwacji, Węgier i właśnie Grecji, którą prześcignęliśmy.

Grzegorz Jankowski:  A pytanie wobec tego:  polskie PKB ma tym roku wynieść 4,4%, niemieckie tylko niecałe 1%. Za zachodnią granicą widać spowolnienie, a nasza gospodarka jest od Niemiec uzależniona – i co wtedy? 

– Po pierwsze, Bogu dzięki, że nie jesteśmy w strefie euro, bo wyraźnie, jeżeli Państwo zobaczycie statystyki dotyczące chociażby skali bezrobocia w Unii Europejskiej, Polska jest na czwartym miejscu w UE-28 –        wciąż jeszcze „28”, z Wielką Brytanią – gdy chodzi o niskie bezrobocie i większość w tej czołówce stanowią kraje spoza eurolandu – to też trzeba podkreślić, że jeśli chodzi o wzrost PKB, my jesteśmy szósty kwartał liderami w Unii Europejskiej. A co do spowolnienia gospodarki, oczywiście Pan ma rację, Niemcy to jest destynacja ,jeśli chodzi o polski eksport  numer 1 i jeśli chodzi o polski import-tez numer 1. Myślę, że taka przemyślana polityka rządu, która potrafi pogodzić kwestie prosocjalne, prospołeczne z prorozwojowymi spowoduje, że Polacy otrzymują spore środki do własnej kieszeni z tytułu 500plus – już od pierwszego dziecka, trzynaste emerytury, wyprawki szkolne – te pieniądze trafiają w olbrzymim stopniu na rynek, to one powodują, że tego spowolnienia nie ma. Cały czas nasi obywatele dzięki pieniądzom rządowym potrafią zapewnić tę wysoką konsumpcję. Kupują w polskich firmach, kupują towary, kupują usługi i dzięki temu my mamy naprawdę miękkie lądowanie – bo Pan tu mówił o Niemczech, ale szereg krajów Europy odczuwa w tej chwili spowolnienie – głównie są to kraje ze strefy euro. Na marginesie, pewna glosa do dyskusji czy warto do niej wchodzić, kiedy wchodzić? Myślę, że im później, tym lepiej, z naszej perspektywy. W moim przekonaniu w najbliższych miesiącach nam nie grozi to, że Polska będzie miała to, co ma w tej chwili Europa Zachodnia, czyli wejdzie w tę strefę spowolnienia gospodarczego. Tutaj to też nie jest dziełem przypadku, to nie jest tak po prostu, że tak jest. Tylko po prostu to są działania rządu bardzo świadome i skuteczne.

G. A.: A euro prawdopodobnie za 21 lat, bo skoro Jarosław Kaczyński mówi, że do strefy euro możemy wejść wtedy kiedy będziemy na takim poziomie życia, jak Niemcy – mówi, że Niemcy zostaną dogonione za 21 lat – to znaczy, że do euro będziemy mogli wejść w roku 2040. Dobrze liczę? Dobrze. Ale zostawmy to na razie na boku. Panie Pośle, mówi Pan, że  w najbliższej perspektywie nie ma żadnych ciemnych chmur nad polską gospodarką. A co oznacza,  zapowiedziany na 3 października wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w  sprawie kredytów frankowych? Li tylko na samej tej dacie złotówka dostała w plecy niecałe 1%. Duże zaniepokojenie, że jeżeli wyrok będzie korzystny dla tych osób, które brały kredyty we frankach, to banki będą musiały wypłacać setki miliardów złotych, a to grozi ich destabilizacją – to może odbić się na całej gospodarce. Czy nie jest to jedna z takich gradowych chmur, które grożą całej gospodarce? 

– Trybunał  Sprawiedliwości Unii Europejskiej, bo tak brzmi nazwa już od paru lat jego nazwa – to dawny ETS czyli Europejski Trybunał Sprawiedliwości – podejmie tę decyzję dopiero za 10 dni, natomiast samo mówienie o tym,  nakręca pewną taką bańkę niepokoju. Zwracam uwagę, że tego typu problemy w innych krajach, śledziłem to i pisałem o tym –  jak Węgry, Chorwacja, Hiszpania – one były tam rozwiązywane na poziomie sądów krajowych. TSUE się nie wypowiadał. Ja nie chcę tutaj mówić, że sądy się nie sprawdziły w Polsce, także  w tej kwestii, na pewno tego nie uczynię. W tej kwestii jednak zwracam uwagę, że zinternacjonalizowane tego problemu, może być problemem, natomiast nie uważam, żeby  miało to jakieś dalekosiężne skutki, wpływ na kondycję polskiej  gospodarki. Zresztą  poczekajmy na wyrok.

G. A.: A w takim razie pytanie. Pan premier zapowiedział ostatnio tzw. „Piątkę dla przedsiębiorców”  – w tej „Piątce” jest m. in oferta obniżenia składki ZUS-owskiej dla przedsiębiorców, którzy osiągają przychód do 10 tysięcy złotych miesięcznie. Premier mówi, że program będzie kosztował miliard złotych – czy będą na to pieniądze, czy budżet nie jest bez dna – bo słyszymy jeszcze o ”trzynastce”, kontynuowania programu 500 plus, będzie wyprawka, itd., itd.? 

Właśnie premier Morawiecki zapowiedział to, dosłownie  rzut beretem, nie tak daleko od Wrocławia – w Trzebnicy. Zwracam uwagę, że po raz pierwszy od ćwierćwiecza, od 25 lat proponowany budżet jest bez deficytu. To oznacza, że możliwości prowadzenia polityki prorozwojowej i prospołecznej są większe czy znacznie większe niż były kiedykolwiek. Tutaj akurat muszę powiedzieć, że premier Morawiecki potrafi pogodzić żelazną dyscyplinę finansową, o czym świadczy rok 2020, z realizacją polityki społecznej, która powoduje, że Polacy maja coraz więcej środków finansowych, a to też nakręca i podtrzymuje koniunkturę gospodarczą. Ja się absolutnie nie boję. Ja wiem, że to jest taka stara śpiewka opozycji – mówienie, że zabraknie pieniędzy. Ja to słyszę od czterech lat. Pamiętam pana Rzońcę z Platformy, który wieszczył, jakoś nieprofetycznie zupełnie, że będzie deficyt na poziomie 100 miliardów – i pomylił się o te sto miliardów właśnie. Także strachy na Lachy.

G. J.: Kampania wyborcza nabiera rumieńców, ale mam takie wrażenie, że jednak mimo wszystko nie jest aż tak gorąca jak przed wyborami do europarlamentu. Panie Pośle, czy może się wydarzyć coś w ciągu tych ostatnich trzech tygodni, co odbierze władze Prawu i Sprawiedliwości? Czy jest coś, co myślicie, kurczę opublikują coś w gazetach i cholerka nie wiadomo cóż  tym chcą zrobić? 

– Bardzo ciężko pracujemy każdego dnia. Ja też dzisiaj byłem na przykład w Twardogórze i miałem spotkania we Wrocławiu. Natomiast z pełną pokorą podchodzimy do wyniku wyborów. Obiecaliśmy Polakom szereg rzeczy cztery lata temu, umówiliśmy się na to, byliśmy wiarygodni, kolejne obietnice także  w trakcie naszego rządzenia zostały zrealizowane, bo przecież 500 plus na pierwsze dziecko, to nie była obietnica wyborcza, podobnie kwestia wyprawki szkolnej, czy kwestia trzynastej emerytury i wydaje mi się, że to są sprawy bardzo ważne dla Polaków. Chcemy mieć silny, demokratyczny mandat, chcemy mieć zdecydowaną większość w Parlamencie, żeby to zwycięstwo było nie tylko arytmetyczne, ale też polityczne  – pracujemy na to. Podchodzimy z pokorą do wyniku wyborów : suweren, naród rozstrzygnie.

G. J.: To w takim razie sprawy międzynarodowe, jeśli wygracie wybory, co jest bardzo prawdopodobne, czy przestawicie Berlinowi rachunek za straty wojenne. Obiecaliście to już chyba cztery lata temu? 

– Trochę później. Tu jeszcze jedno słowo o kampanii wyborczej, bo szereg razy miałem okazję z bliska obserwować wybory prezydenckie w USA, po raz pierwszy wtedy, kiedy wygrał pierwszy raz Clinton , a ostatni raz, kiedy wygrywał Donald John Trump. Chciałem powiedzieć z ręką na sercu, że kampania w Ameryce jest naprawdę dużo bardziej ostra, bardziej brutalna niż w Polsce, nawet myślę bardziej od kampanii brytyjskiej – też obserwowałem je bezpośrednio, też muszę powiedzieć, że są jeszcze bardziej ostre niż w Polsce. Natomiast wracając do pytania…

G. A.: Jak to się dzieje, że w Wielkiej Brytanii ta kampania odbywa się bez tej masy plakatów na ulicach, na każdym płocie – są billboardy, ale jest ich niewiele. W USA ludzie sobie sympatie polityczne małymi tabliczkami na trawnikach afirmują, a u nas to wszystko musi być zaklejone? Dlaczego tak jest? 

Kampania w Ameryce czy na Wyspach Brytyjskich , jeśli chodzi o szczegóły, jest dużo bardziej spersonalizowana – mianowicie tam sztaby wyborcze, czy to Demokraci i Republikanie w USA czy Konserwatyści  czy Labourzyści czy Liberalni Demokraci w Wielkiej Brytanii – oni mają bardzo rozpracowane sympatie wyborcze  w swych niewielkich okręgach, wiedza kto na kogo głosował, wręcz to jest mierzalne na tym poziomie. I to jest bardzo spersonalizowana kampania ,nawet mailem, także poprzez kampanię door- to- door. Chodzenie od drzwi do drzwi przez kandydatów czy też przez ludzi ze sztabu …

G. A.: Tak, ale tam z każdego wiaduktu nie powiewa jakiś kandydat na posła, a tutaj … 

– Wie Pan, możemy przywołać tutaj kampanię we Francji, ja nie chcę by ktoś tutaj się obraził na mnie, ale we Francji jest zakaz kampanii billboardowych. I billboardów wręcz nie ma. To już jest specyfika poszczególnych krajów, też jest pytanie o ciszę wybroczą, która jest w wymiarze formalno-prawnym, która istnieje, ale tak naprawdę nie istnieje, gdy chodzi o Internet nie istnieje, jeśli sobie kandydat postawi przed lokalem Komisji Wyborczej samochód z przyczepką, na której jest billboard. I tutaj nie ma sankcji, nikt tego nie usunie. W związku z tym tutaj powinni to doprecyzować. Uważam, że rzeczą dobrą w niektórych krajach jest zakaz publikacji sondaży tydzień, a  nawet dłużej przed wyborami. Ja byłem wiele razy obserwatorem z ramienia Parlamentu Europejskiego w krajach arabskich czy takich, które dopiero dochodzą do demokracji. Tam ciszy wyborczej często  nie ma i wręcz często sztaby wyborcze nagabują wyborców przed lokalami wyborczymi i to nie jest fajna rzecz.

G. A. Ja wybiłem Pana z rytmu, przepraszam było jeszcze pytanie Grzegorza  Jankowskiego? 

– Racja, ja powinienem mówić o odszkodowaniach… Odszkodowania od Niemiec nam się należą. Jesteśmy pierwszą ofiarą niemieckiej napaści, która rozpoczęła drugą wojnę światową. Jeżeli dzisiaj Niemcy przyznają, że reparacje należą się Namibii -za to, co Niemcy zrobili na początku XX wieku w tej byłej niemieckiej kolonii i jeżeli rząd Niemiec uznaje słuszność żądań ze strony Aten, ze strony Grecji, to również  rzeczą oczywistą jest, że żądania Polski będą musiały zostać zrealizowane. Jest tylko pytanie o skalę. Uwaga, jest tylko jedna rzecz dla Niemców myślę, że szczególnie ważna. Niemcy w ostatnich latach szczególnie mocno pracowali nad nową polityką historyczną niemiecką – stąd przedstawiane były Niemcy także – uwaga – jako ofiara II wojny światowej – i że odpowiadali za nią naziści, często bez narodowości. Jeśli te żądania ze strony Polski nie będą uwzględnione ze strony Niemiec, to Polska na arenie międzynarodowej, a nie w relacjach dwustronnych, a wiec na forum Parlamentu Europejskiego, Rady Europy, ONZ, gdziekolwiek -będzie stawiała te żądania  i to dla Niemiec nie będzie wygodne.  Teraz jeszcze jedna uwaga – apel do opozycji, żebyśmy byli w tej sprawie jedną Biało-Czerwoną drużyną, bo ja mam w pamięci bardzo dobrze, kiedy greccy europosłowie zorganizowali w PE konferencję na temat odszkodowań ze strony Niemiec, to przyszli wszyscy od skrajnej prawicy po skrajną lewicę. I przez to ten głos Grecji jest bardziej donośny, Niemcy się na te żądania odszkodowawcze ze strony Aten godzą. Kiedy europosłowie PiS robili konferencję na temat odszkodowań w tymże samym europarlamencie, to przyszli tylko europosłowie PiS-u. Nie było PO, PSL czy SLD. Myślę, że to jest tutaj rzecz fatalna, że na arenie międzynarodowej opozycja w sprawach oczywistych – także myślę, że dla wielu wyborców opozycji jasnych – nie jest w stanie zagrać o to wspólnie  z rządem.

 G. J.: Kandydatka opozycji na premiera wyraźnie powiedziała, że sprawa odszkodowań została zamknięta, bo podpisane zostały odpowiednie umowy. 

– Przestrzegam polskich polityków przed tym, żeby byli rzecznikami rządu niemieckiego. To jest katastrofalne nieporozumienie, to jest wbrew naszej racji stanu.

 G. J.: Co mówią właśnie europosłowie opozycji w tej sprawie?  

  – Unikają tego tematu. Myślę, że wielu z  nich prywatnie zgadza się z tym, że warto to podnosić, zresztą zwracam też uwagę na przesunięcie się, wahniecie się opinii publicznej w ostatnich latach, w ostatnim roku wręcz  o kilkanaście procent  wzrosła liczba tych, którzy chcą, uważają, że te odszkodowania Polsce się należą w tej chwili. Już niemal 7 na 10 Polaków uważa, że Niemcy te odszkodowania powinni płacić.

 G. A.: Mamy niecałe trzy minuty, prezydent Andrzej Duda już jest w Nowym Jorku, gdzie bierze udział w sesji Zgromadzenia Parlamentarnego ONZ, ma spotkać się z prezydentem Donaldem Johnem Trumpem i podczas tego porozumienia ma zostać podpisana kolejna umowa dotycząca wzmocnienia obecności amerykańskiej w Polsce. Część komentatorów mówi, że to oznacza, że jednak Donald Trump nie przyjedzie w tym roku, skoro ta deklaracja miała być podpisywana w Nowym Jorku, a  to miał być główny punkt programu, podpisanie tej deklaracji. 

 – Ja się cieszę, że dosłownie w ciągu trzech tygodni następują spotkania polsko-amerykańskie na szczycie. Najpierw wiceprezydent Michael Richard Pence w Warszawie, a teraz spotkanie Donalda Trumpa z prezydentem Andrzejem Dudą. Ja nie uważam, że to jest alternatywa dla spotkania w Warszawie, tylko zwracam uwagę na aspekt wewnętrzny polityki amerykańskiej – otóż Donald Trump wygrał wybory prezydenckie nie uzyskując większości liczebnej, bo większość głosowała na panią Hilary Rodham Clinton – uzyskał on większość w kolegium elektorskim, dzięki temu, że wygrał w tych „swing states”, gdzie raz głosują na Demokratów, raz na Republikanów, jak chociażby Michigan, Ohio. Wygrał tam dlatego, że polscy Amerykanie głosowali tam  na Trumpa, mimo że wcześniej głosowali na Demokratów. W obozie Republikanów jest powszechne poczucie, że oczywiście wygrał dzięki głosom Amerykanów, którzy mieli dosyć politycznej poprawności, ale wygrał również dzięki poparciu Polaków w „swing states”, gdzie poparcie się zmienia. Właśnie z tego powodu Donald Trump będzie chciał przyjechać do Polski, bo będzie walczył o reelekcję.

Bardzo dziękujemy, gościem magazynu „Świat24” we Wrocławiu był Ryszard Czarnecki, Prawo i Sprawiedliwość, deputowany do PE. Dziękujemy bardzo. 

 –  Wrocław dziękuje i pozdrawia Warszawę.