Blog

UE: gra rozpoczęta

Wybory do Parlamentu Europejskiego za nami. Teraz miejscem meczu jest międzynarodowe boisko. Do wyborów władz PE został równo miesiąc i dzień (2 lipca). Wybór Komisji Europejskiej nastąpi albo w połowie lipca, albo (raczej?) jesienią. Jak dobrze pójdzie, Polacy będą wybierać nowy Sejm w tym samym czasie gdy wybrana będzie nowa Komisja – skądinąd przy czynnym udziale rządu premiera Morawieckiego. O co toczy się gra, w której Polska uczestniczy? Na stole jest pięć stanowisk.  Właśnie szefa europarlamentu, przewodniczącego Komisji Europejskiej, szefa Rady Europejskiej (wybór późną jesienią), wiceprzewodniczącego KE do spraw polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz prezesa Europejskiego Banku Centralnego. Przeciąganie liny pomiędzy krajami UE zaczęło się dwa dni po wyborach. Na Konferencji Przewodniczących PE usiłowano przeforsować pomysł, aby wybór szefa Komisji Europejskiej nastąpił wyłącznie pośród tych, którzy biorą udział w rywalizacji tzw. Spitzenkandidaten czyli „kandydatów wiodących” na szefa KE. Już po paru godzinach Rada Europejska w praktyce odrzuciła ten postulat, a Grupa Wyszehradzka wręcz zgłosiła własnego kandydata na przewodniczącego KE -został nim słowacki komisarz, socjalista Marosz Szefczovicz.  Jedno jest pewne: po 2,5 latach kadencji J. Buzka i 5 latach D. Tuska Polska nie ma żadnych szans na jedno z ważniejszych unijnych  stanowisk. Potrzebne jest jednak zawieranie sojuszy „zadaniowych”, „celowych”. I to robimy, dogadując się z różnymi państwami mimo różnic  politycznych i ideowych, np. w sprawie budżetu UE.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (01.06.2019)