Blog

Przewidziałem tę wiktorię – klucz widziałem w mobilizacji

walam sobie z mojego archiwum zaprezentować wywiad, którego  niemal tydzień przed wyborami europejskimi udzieliłem Radiu dla Ciebie, a konkretnie red. Michałowi Kolanko.  

Witam Państwa bardzo serdecznie, „Polityka w południe”, dzisiaj moim i Państwa gościem jest europoseł Prawa i Sprawiedliwości Ryszard Czarnecki 

 – Witam Pana, Witam Państwa

Kandydat do Parlamentu Europejskiego z Warszawy i z okolic Warszawy , z tzw. „obwarzanka” i za dwa tygodnie są wybory, sondaż dla „Rzeczpospolitej” pokazuje, że PiS ma umiarkowaną, ale wyraźną przewagę 5 punktów procentowych nad Koalicją Europejską. Czy ten dobry sondaż uśpi, czy ogólnie dobre sondaże będą usypiać wyborców Prawa i Sprawiedliwości? 

-Tendencja w ostatnich kilkunastu  sondażach jest dla nas dobra, ale absolutnie, Boże broń, to nie może nas demobilizować. Ja przypomnę, zwłaszcza naszym wyborcom, że przed wyborami samorządowymi nasza przewaga nad  Platformą Obywatelską była znacznie większa, a potem to się „spłaszczyło” w tym ostatnim tygodniu. A więc dlatego, obawiając się podobnej sytuacji, apeluję o mobilizację, maksymalną mobilizację. Tak, aby potem nie okazało się, że na finiszu jednak, Koalicja Europejska nas dogodni.

A jest takie ryzyko, Pana zdaniem? 

– Ja uważam, że należy dmuchać nawet na zimne i trzeba mobilizować wyborców. Myślę, że , jest wielka szansa, że wygramy. Ale musimy zmobilizować wyborców. Jest inaczej niż w latach poprzednich, kiedy nasi wyborcy  uznawali, że te wybory są mniej dla Polski ważne i koncentrowali się na wyborach parlamentarnych czy prezydenckich. To błąd. Te wybory takze dlatego są bardzo ważne, bo ¾ polskiego ustawodawstwa decyduje się  tak naprawdę w Brukseli i Strasburgu – podobnie jak taka sama wielka część ustawodawstwa francuskiego, niemieckiego czy czeskiego.

Pytanie też o inne ryzyka dla Prawa i Sprawiedliwości, na przykład ten sojusz sił narodowych i wolnościowych czyli Konfederacja, w sobotę był marsz Konfederacji, było wiele osób w Warszawie przeciwko tzw. ustawie 447. Czyli ustawie „Just Act”, którą przyjął senat USA, a która dotyczy tzw. mienia bezspadkowego. Pytanie czy Konfederacja sen z powiek Panu spędza jako  lista, która może zabrać nieco elektoratu Prawu i Sprawiedliwości? 

 – Ja rzeczywiście sypiam mało, ale to dlatego, że ciężko pracuję w kampanii wyborczej, spotykając się bardzo często bezpośrednio z wyborcami. Natomiast  co do tej kwestii, w tej sprawie Jarosław Kaczyński był absolutnie jednoznaczny, premier Morawiecki podczas swojej wizyty w USA również. Nie ma mowy o jakichkolwiek roszczeniach wobec Polski. Owszem, w drugą stronę – to Polska będzie miała roszczenia odszkodowawcze mówiąc językiem precyzyjnym, prawniczym  – wobec Niemiec, kraju, który na nas napadł i tym samym rozpoczął drugą wojnę światową.

Myśli Pan, że realnie  ten zespół pod przewodnictwem posła Mularczyka, który zresztą też kandyduje w tych wyborach, ale z Małopolski i Świętokrzyskiego , ze on i jego prace rzeczywiście doprowadzą w perspektywie pięciu – dziesięciu lat  do tego, że Niemcy będą wypłacać reparacje odszkodowawcze Polsce? 

 – Myślę, że to jest nieuchronne, zespół pana posła Arkadiusza Mularczyka oszacuje straty, te pojawią się na stole negocjacyjnym w rozmowach Warszawy z Berlinem. Myślę, że teraz Berlin po pierwsze zechce pokazać, że nie ma tematu, że rzekomo nie ma podstaw prawnych (taką taktykę przyjął), a druga sprawa  – chce ten problem realny zamilczeć, żeby udać ,ze ten problem w ogóle nie istnieje. I dlatego uważam, że trzeba bardzo twardo i jednoznacznie się tego domagać.  Ale – uwaga- jeśli nie będzie zgody politycznej w relacjach bilateralnych, dwustronnych miedzy Warszawą a Berlinem, to trzeba te sprawę umiędzynarodowić tak, aby po prostu na forum czy Parlamentu Europejskiego czy Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, czy ONZ sprawa ta stanęła. Bo myślę, że presji międzynarodowej Niemcy będą chcieli uniknąć, bo to jednak na skalę całego globu przypomni kto wywołał drugą wojnę światową, kto dokonał agresji na Polskę.

 A wracając jeszcze do tematów bezpośrednio związanych z kampania europejską. Jest też pytanie o rolę Donalda Tuska, bo niektórzy politycy Platformy czy sztabowcy Platformy są przekonani, że Donald Tusk będzie mobilizował czy zmobilizował elektorat Platformy w tych wyborach. Myśli Pan, że rzeczywiście tak będzie, jeśli się jeszcze pojawi w tej kampanii? 

 – Rzeczywiście, życie pokaże.  Zwracam uwagę i proszę zwrócić na to uwagę, że Donald Tusk mobilizuje też naszych wyborców, bo jednak nasi wyborcy pamiętają, kto podwyższył wiek emerytalny, kto odpowiada za nierozliczone afery, zamiecione pod dywan: aferę hazardową, negocjacje na cmentarzu, aferę Amber Gold, szereg innych. Kto doprowadził do upadku przemysłu stoczniowego, dzięki czemu niemieckie stocznie odetchnęły. Jednym słowem – kto prowadził taką politykę, która w zasadzie sprowadzała się do abdykacji państwa. Sprowadzała się do tego, ze minister w rządzie Donalda Tuska, pan Sienkiewicz  powiedział o stanie państwa polskiego o tym, ze jest to „ch…, d… i kamieni kupa”, więc…

 Ale czy wyborcy będą jeszcze to pamiętać?

– Ja myślę, że akurat wyborcy PiS, a także rozczarowani wyborcy Platformy będą to pamiętać, a więc im więcej Tuska, tym myślę, dla nas lepiej. Ja się akurat wcale nie martwię jego wystąpieniami, ponieważ one też są przyjmowane u nas jako sygnał: „jeżeli się nie zmobilizujemy, jeżeli nie poprzemy PiS, to będziemy mieć deja vu, powrót tej kiepskiej rozrywki, powrót do kiepskiego rządzenia, czyli Donald Tusk 2.0”.

Donald Tusk chce tymczasem, by na  czerwcowym szczycie pojawiły się już nazwiska obsady tych najważniejszych urzędów w Brukseli. Myśli Pan, że to jest przygotowanie do tego, żeby Donald Tusk szybciej skończył swoją kadencję? Czy o czymś takim się mówi w kuluarach? 

-Kalendarz jest jednoznaczny. Na początku lipca ukonstytuuje się Parlament Europejski, w listopadzie  ukonstytuuje się Komisja Europejska. Co do skrócenia kadencji szefa Rady Europejskiej – takiego precedensu nie było. Ponadto, myślę, to się nie opłaca panu Tuskowi, który będzie chciał jak najdłużej być w tej roli i w tej roli  przyjeżdżać do Polski. Im szybciej tu wróci, tym szybciej się zużyje. Zatem nie sądzę, żeby ten wariant, ten scenariusz, o którym Pan mówi był prawdopodobny.

 A jakie scenariusze, pana zdaniem, są prawdopodobne, jeśli chodzi o obsadę stanowisk w Unii Europejskiej. Myśli pan, że ta rola tych „Spitzekandidaten”, takich jak Frans Timmermans czy Manfred Weber oczywiście zakończy się tym, że któryś z nich będzie szefem nowej Komisji? Czy to będzie już w czerwcu? 

 – Na pewno nie w czerwcu.  Podkreślam ponownie: późna jesień, zresztą podobnie jak to było 10 lat temu, bo 5 lat temu było inaczej – Komisja powstała już w lipcu, ale myślę, że w tym roku będzie inaczej, będzie powstawała dłużej. Natomiast  najpierw Parlament Europejski musi się ukonstytuować, dostać kandydatów na komisarzy. To potrwa. A co do wyścigów kandydatów wiodących, to  w moim przekonaniu ich rola jest mniejsza niż była 5 lat temu, kiedy konkurował Juncker z Schulzem i był to pojedynek bokserów wagi ciężkiej.

 A kto inny na szefa Komisji? Bo w kuluarach, z tego co czytam pojawia się nazwisko Michela Barniera, obecnego negocjatora Unii w sprawie Brexitu; komisarza UE do spraw konkurencji Margrethe Vestager i inne nazwiska  też się pojawiają  – jak wspomniany Frans Timmermans czy Manfred Weber. 

 – No cóż, tylko przypomnę, bo może ktoś mało pamięta, że Michel Barnier już był kandydatem na kandydata, były nawet prawybory w Europejskiej Partii Ludowej i wtedy uzyskał bardzo dobry wynik, wygrał wprawdzie Juncker, ale Barnier miał bardzo dobry wynik, duże poparcie. Być może do tego wrócą. Natomiast gdyby został szefem KE Manfred Weber z CSU z Bawarii, to  byłby to pierwszy niemiecki szef Komisji Europejskiej od ostatnich 50 lat, ostatnim -i pierwszym zarazem -był Walter Hallstein, który pełnił tę funkcję w latach 1959-69.

Ale uważa Pan, że Polak ma szansę na jakieś wysokie stanowiska unijne po tym, jak Donald Tusk przestanie być szefem Rady Europejskiej? Uważa Pan, że Polak może się w tej układance znaleźć jako kandydat „nowej Unii”? 

 – Jest tak, że Unia Europejska bardzo pilnuje tego parytetu geograficznego  – to znaczy teraz  stanowisk będą domagać się przedstawiciele Europy Północnej czy Południowej, natomiast co do Europy Środkowo-Wschodniej, to myślę, że inne kraje poza Polską będą podkreślać: „Zaraz, zaraz, Polacy mieli szefa Parlamentu Europejskiego, szefa Rady Europejskiej, to teraz może czas na nas”.. – Mam też wrażenie, że Pan tylko mówi „Unia”, a ja też myślę o NATO – tam też będą ważne stanowiska – ta paleta jest szersza.

 A jak blisko jesteśmy tego, kiedy PiS przedstawi  kandydata na komisarza, bo kiedy ostatni raz rozmawialiśmy, mówił Pan, że ta lista jest szeroka, liczyła – jak Pan powiedział – dziesięć osób. Czy podjęto już decyzję, kto będzie kandydatem? 

 – Po pierwsze żaden kraj członkowski UE nie ogłosił kandydata na komisarza, więc Polska nie musi wychodzić przed szereg w tej kwestii. Po drugie nie było  takiej decyzji Prawa i Sprawiedliwości. Podkreślam: mamy jeszcze  około pół roku, bo mam nadzieje, że dopiero w listopadzie Komisja Europejska się ukonstytuuje. I wtedy przedstawimy naszego kandydata. Czy to będzie technokrata czy polityk – zobaczymy…

 Wracając jeszcze do samej kampanii, w tym sondażu, o którym wspomniałem na samym  początku, frekwencja deklarowana wynosiła aż 54% , czyli podobnie jak w wyborach samorządowych. Myśli Pan, że frekwencja może się „odtworzyć” –  czyli będzie taka sama jak w wyborach samorządowych? Co by to oznaczało dla wyniku? 

 -Przede wszystkim, powiem że Polska do tej pory była krajem o jednej z najniższych frekwencji wyborczych, gdy chodzi o wybory europejskie. Były one  trzykrotnie w naszym kraju, raz byliśmy na drugim miejscu od końca pod tym względem, dwukrotnie na trzecim: Litwa i Słowacja tylko miały większą absencję niż my. Uważam, ze to poprawimy. Znam badania, Czechy na poziomie 18% frekwencji , Słowacja na poziomie 13% – to jest dramat. U nas powinna być wyższa, powinna przekroczyć 30%. Ja apeluję za pośrednictwem „Radia Dla Ciebie”, by Państwo poszli na te wybory europejskie, także dlatego, że jak powiedział Jarosław Kaczyński wybory  europejskie to jest pierwsza tura, a druga to będą wybory parlamentarne.

 Czyli jeśli nie będzie zwycięstwa PiS teraz, to nie będzie jesienią? 

 – Myślę, ze wybory europejskie to są wybory najtrudniejsze dla nas z racji tego, że nasz elektorat, jak już powiedziałem bardzo chętnie chodzi na wybory -ale parlamentarne i prezydenckie. Jeżeli wygramy teraz, to bardzo znacząco zwiększymy szanse na zwycięstwo w wyborach do Sejmu i Senatu.

 Jak Pan sądzi,  kiedy w tej układance będzie też decyzja o kandydowaniu przez prezydenta Andrzeja Dudę. Czy myśli Pan, że w tym roku poznamy też decyzję prezydenta Dudy? Na ile też to się mieści w tym całym planie Prawa i Sprawiedliwości na drugą kadencję? 

 – Zobaczymy, jak będzie. Jestem przekonany, że prezydent Rzeczpospolitej, pan doktor nauk prawnych Andrzej Duda będzie naszym kandydatem za  rok. A kto będzie jego konkurentem? Myślę, że opozycja ma z tym ból głowy.

 A propos, opozycja może wystawić właśnie Donalda Tuska albo kogoś innego… 

 Ale Tusk wydaje się być takim faworytem w tych takich nieoficjalnych  przedbiegach. 

 – Mam wrażenie, że jest wielu chętnych, a jak mówi stare polskie przysłowie: „gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”…

 Wracając na sam koniec  do kampanii, do jej przebiegu. Czy będą jakieś debaty kandydatów w okręgu  właśnie warszawskim?  Bo wydaje się, że tych debat na poziomie liderów  partii politycznych  – nie będzie. 

 – No właśnie, a ja policzyłem, a to jest moja dziewiąta kampania, jeszcze nigdy nie było tak mało debat. Ja wczoraj maiłem debatę w Lesznowoli, w powiecie piaseczyńskim z panem Andrzejem Halickim, startującym z listy Koalicji Europejskiej. Miałem wcześniej też debatę z przedstawicielami Platformy i  Zielonych w jednej z telewizji. I kropka. Tych debat jest bardzo mało. I szkoda.

Ale też wydaje się, że ta  kampania przebiega w inny sposób niż te wcześniejsze. Tematy są bardziej krajowe, a w 2014 roku tematem numer jeden był rozpoczynający się, jak się okazało, konflikt  na Ukrainie i zajęcie Krymu przez Rosję. Teraz tematy są bardziej krajowe: „Piątka Kaczyńskiego”, projekt Platformy dotyczący  zdrowia czy inne sprawy, które się pojawiają w trakcie. 

Zwracam uwagę, że jak myśmy  mówili o „Piątce Kaczyńskiego” to myśmy mówili o tym dwa dni przed ogłoszeniem przez prezydenta Andrzeja Dudę terminu wyborów, a więc poza kampanią europejską- no ,to wtedy nam Koalicja Europejska zarzucała, że mówimy o tematach krajowych, a sami teraz  to czynią.  A więc nie rób drugiemu, co tobie nie miłe. To jest hi -PO-kryzja. Ale wracając do kampanii, nie jest ona spokojna i elegancka. Dzisiaj rano w Sądzie Okręgowym, o czym informuję, wygrałem po raz  trzeci z Koalicją Europejską. Sąd nakazał, aby -gdy chodzi o spoty PO- żeby stamtąd zniknęło moje nazwisko , mój wizerunek i żeby nie rozpowszechniać mojego wizerunku, bo tam padało  kłamstwo…

 A będzie Pan jeździł PiS-busem razem z premierem  Morawieckim? 

 -Tak, tak, będę jeździł i jutro i pojutrze.

I o tym, jak przebiega kampania w jej finałowym odcinku będziemy mówić wielokrotnie na antenie  „RdC”. Bardzo dziękuję za rozmowę, Państwa i moim gościem był Ryszard Czarnecki, kandydat  do europarlamentu z listy  Prawa i sprawiedliwości z okręgu warszawskiego. Dziękuję bardzo za rozmowę.