Blog

Polska – kraj unikatowej ordynacji europejskiej

Wybory do Parlamentu w Brukseli i Strasburgu – zwane potocznie wyborami europejskimi – odbędą się w ostatnią niedzielę maja. Będą one w jakiejś mierze „randką w ciemno”, bo nie wiadomo, czy weźmie w nich udział Wielka Brytania, czy też nie. To znaczy kiedy Państwo czytają te słowa, może to już wiecie, ale gdy ja pisałem je 22 lutego, nie było to jasne. Możliwość startu przedstawicieli Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej dopuścił ostatnio sam przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Według wcześniejszych przecieków Bruksela dopuszczała możliwość przesunięcia brexitu nawet o 9 miesięcy, ale bez startu brytyjskich polityków w wyborach do europarlamentu. Prawdę mówiąc, ten sam efekt miałby tzw. twardy brexit, czyli wyjście Wielkiej Brytanii z UE bez żadnego porozumienia, niejako na „wariackich papierach”. 73 mandaty, które pozostały po Brytyjczykach, podzielono na dwie pule: część rozdzielono na obecne kraje członkowskie Unii, część zarezerwowano dla przyszłych członków UE.

Ta druga pula będzie zapewne użyta dopiero za 10–12 lat, gdy do Unii przystąpią – w pierwszej kolejności – takie państwa jak Czarnogóra, Macedonia, Serbia, ewentualnie Albania (byłby to zresztą pierwszy kraj członkowski UE z większością muzułmańską…). To z tej puli byłyby czasowo „wypożyczone” mandaty dla reprezentantów Albionu i innych poddanych Jej Królewskiej Mości. Co do tej pierwszej szuflady z mandatami, to podzielono je według zupełnie kuriozalnych reguł najpierw na posiedzeniu AFCO, czyli Komisji Spraw Konstytucyjnych PE, by potem przegłosować je na sesji plenarnej europarlamentu. Możemy być jako Polacy słusznie oburzeni tym podziałem mandatowej masy upadłościowej po Brytyjczykach. Bolesnym paradoksem był fakt, że nasz kraj, mając porównywalną liczbę ludności do Hiszpanii, dostał raptem o jeden mandat więcej niż dotychczas (było w tej kadencji 51, będzie 52, a poprzednio liczba mandatów dla Polski oscylowała między 54 w pierwszej „polskiej” kadencji, czyli w latach 2004–2009, do 50 w kolejnej). Tymczasem Hiszpania otrzymała aż o 5 mandatów więcej niż dotychczas (wzrost z 54 do 59). Zysk Madrytu wyniósł tyle samo co wzrost ilości mandatów Francji (5), zaś wzrost liczby mandatów piątego co do wielkości kraju UE, czyli Polski, był identyczny jak… maleńkiej Estonii – o jeden. Racjonalnie nie da się wytłumaczyć tej polskiej krzywdy. A powinna to uczynić przewodnicząca tejże Komisji Spraw Konstytucyjnych, europosłanka z… Polski, wybrana z listy PO, a będąca niegdyś komisarzem z ramienia rządu SLD-PSL Danuta Huebner. Ale jakoś tego nie uczyniła.

Polska ordynacja wyborcza w wyborach europejskich jest absolutnie unikatowa w skali UE. Zdecydowana większość państw członkowskich stosuje listę krajową (ponad 20 krajów!). Niektóre z nich co prawda absurdalnie obniżają próg wyborczy – na przykład w Niemczech do 1 proc.! – co skutkuje nalotem na Brukselę i Strasburg ugrupowań, które nie mają szans wejść do parlamentów narodowych. We Włoszech była to na przykład nacjonalistyczna Fiamma Tricolore (Trójkolorowy Płomień) z profesorem Lucą Romagnolim, a z kolei niemieccy wyborcy zapewnili pięć lat w Brukseli i Strasburgu przedstawicielowi partii niemieckich rodzin Arne Gericke oraz reprezentantce Partii Piratów Julii Redzie.

W Polsce wszystkie partie po cichu myślały o wprowadzeniu listy krajowej do europarlamentu, ale nikt tego nie uczynił. W efekcie mamy ordynację, która dzieli Polskę na 13 okręgów, w których partie zgłaszają maksimum po 10 kandydatów. Nie ma, inaczej niż w ordynacji krajowej, określonej, zamkniętej liczby mandatów w okręgu – mandaty „przepływają” między poszczególnymi okręgami. Zależy to od frekwencji w danym okręgu. Dlatego małe województwo kujawsko-pomorskie raz miało tylko jednego przedstawiciela (2004–2009), ale niewiele brakowało, by nie miało go w ogóle. Polacy są cudownym narodem, skoro wymyślają tak skomplikowane rzeczy…

 *tekst ukazał się w marcowym numerze “Nowego Państwa” (03.2019)