Blog

Cohn Bendit: przyjaciel pięcioletnich dziewczynek, wróg Polski

Daniel Cohn Bendit, mój „kolega” z Parlamentu Europejskiego często z tej instytucji wychodził na rauszu, ale przemawiał, niestety, świetnie. Jeden z lepszych oratorów w kadencjach PE 2004-2009 i 2009-2014, używał wszak daru wymowy do złych celów. Był też wyjątkowym chamem – mówiąc wprost. To, w jaki sposób potraktował prezydenta Klausa na zamku w Hradczanach, gdy Czech podejmował liderów frakcji europarlamentu, przekraczało wszelkie granice, nawet nie tyle protokołu dyplomatycznego (to też), ale zwykłych ludzkich standardów zachowania, gdy korzysta się z cudzej gościnności.

Hasło rewolucji ‘1968 brzmiało: „zabrania się zabraniać”. Chyba w myśl tego hasła pięć lat wcześniej Cohn Bendit zrezygnował z francuskiego obywatelstwa – a więc obywatelstwa kraju,w którym się urodził i który udzielił gościny jego żydowskiej rodzinie, uciekającej przed niemieckim piekłem 1939-1945. Choć nie był już obywatelem Republiki, nie przeszkadzało mu to studiować nad Sekwaną – do momentu aż deportowano go z Francji, gdy podczas czas rewizji znaleziono u niego instrukcję, jak… wyprodukować bombę. W jego oficjalnych życiorysach dziwnie skwapliwie przemilcza się fakt ujawnionego po latach skandalu związanego z jego pracą w „alternatywnym przedszkolu” we Frankfurcie nad Menem. Jawnie pedofilskie wyznania z jego wspomnień, które wstrząsnęły częścią opinii publicznej nie wywołały jednak żadnej reakcji wielkiego przyjaciela Cohn-Bendita, przez 7 lat szefa niemieckiego MSZ Joschki Fischera. Może dlatego, że ten ostatni wolał od obmacywania parolatka kobiety ‒ był pięciokrotnie żonaty…

Maj 1968 (w kontekście tego, co się działo, trudno nawet pisać: Anno Domini 1968 … ) pokazał olbrzymie podobieństwo kontrkultury amerykańskiej i zachodnioeuropejskiej: skrajnie naiwny pacyfizm, de facto służący Związkowi Sowieckiemu ( więc przez niego podkręcany),rewolucja seksualna, negacja tradycyjnych wartości. A jednocześnie właśnie wiosna 1968 roku pokazała, że Europa Zachodnia i Europa Wschodnia to dwa różne światy: w bloku komunistycznym była Praska Wiosna, którą po paru miesiącach rozjechano sowieckimi czołgami, a w Polsce studenci byli pałowani w ramach Marca ’68 czyli, używając, siatki pojęciowej polskiego papieża Jana Pawła II w naszej części Europy walczono o „wolność do” ‒ a w tym samym czasie na szeroko rozumianym Zachodzie, po obu stronach Atlantyku spektakularnie wybierano „wolność od”. Zresztą świadomie lub nieświadomie solidaryzując się z tymi, którzy tę wolność tłumili od Łaby po Władywostok.

Czym się różniły bezrefleksyjne, bezmyślne, łatwe do manipulacji, nienawidzące konserwatywnego porządku, a często instytucji państwa jako takiej ‒ „dzieci kwiaty” w USA, Francji i okolicach od sowieckich KGB-istów i komunistycznych cenzorów? Ci drudzy nie opalali się haszyszem, a zapewne byli mniej rozwiąźli. Jednak, biorąc pod uwagę nie intencje, a efekty działań i jedni, i drudzy służyli – trawestując Aldousa Huxleya ‒ „nowemu wspaniałemu czerwonemu światu”.

Gdy w Strasburgu widziałem wieczorami opuszczającego gmach PE wesolutkiego Cohn- Bendita uważałem, że tradycyjnie opił się francuskiego wina. Ale może był wierny rewolucjom i tradycjom Maja ’68 i „zajarał trawę”. A może zjadł trochę „haszyszowych ciasteczek” ? To akurat cytat. W wywiadzie dla francuskiej TV jeszcze w latach 1970. zwierzał się tam, ku osłupieniu innych uczestników programu: „Czy wiecie, jak mała dziewczynka w wieku 5,5 roku zaczyna was rozbierać? To fantastyczne… Bo to jest gra… absolutnie erotyczna, maniakalna.”. Potem tłumaczył ,ze przed występem w TV zjadł właśnie kilka „haszyszowych ciasteczek”.

Oto jeden z liderów kontrrewolucji sprzed pół wieku. To o nim studenci Paryża mówili „wszyscy jesteśmy Cohn Benditami”. Cóż, jaki lider, taka (kontr)rewolucja.

Oto facet, który w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” mówił o nas : „Ci cholerni Polacy…”

*felieton ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” (07.2018)