Boże Narodzenie w Polsce

Katolicka Agencja Informacyjna (KAI) zadała nam, europosłom, kilka przedświątecznych pytań. Oto one oraz moje odpowiedzi.

1. Jak Pani/Pan zamierza spędzić Święta?

Święta Bożego Narodzenia spędzę tradycyjnie, jak Pan Bóg przykazał, zgodnie ze starą polską tradycją: w gronie rodzinnym z wieloma (jeśli nie prawie, to dwunastoma) potrawami. Na dobór wigilijnych potraw ma w mojej rodzinie wpływ tradycja Kresów Wschodnich Rzeczypospolitej, z której pochodzą zarówno moi teściowie, jak również moja rodzina po Ojcu (w przypadku obu rodzin z Wołynia). Ma to swoisty urok – także kulinarny. Tak będzie i tym razem.

2. Jakie są zwyczaje świąteczne w Pani/Pana domu: np. miejsce i czas wigilii, potrawy wigilijne i zwyczaje świąteczne?

Zwykle obchodzimy wigilię w domu teściów stojącym w lesie, co stwarza niepowtarzalny klimat. Przez całe święta w tle słychać CD z kolędami, co dla dorosłych jest miłe, ale ma też szczególny walor wychowawczy dla najmłodszych członków rodziny…

3. Czy usuwanie z przestrzeni publicznej w wielu krajach UE elementów religijnych Świąt Bożego Narodzenia (np. zakazy szopek w miejscach publicznych i św. Mikołaja w szkołach i przedszkolach, zmiana nazwy Bożego Narodzenia na „święta końca roku we Francji”, czy chociażby Jarmarku Bożonarodzeniowego na „delicje zimowe” w Brukseli, etc) jest znakiem tak zaawansowanej laicyzacji Europy czy może narzucania obywatelom laickiej poprawności politycznej?

Na szczęście w Polsce nie ma – jeszcze (?) ‒ tak beznadziejnych, bezsensownych, wymierzonych w historię i tradycję, ale także w zwykle ludzkie oczekiwania – działań. U nas po prostu jest tak, jak było wcześniej. Bogu dzięki, nie dostosowujemy się w tym względzie do Europy Zachodniej czy Północnej. A rugowanie z przestrzenie publicznej znaków wiary, w tym także symboli Bożonarodzeniowych, jest podcinaniem fundamentów chrześcijańskiej Europy i kształtowanych przez wieki przez chrześcijaństwo narodów Starego Kontynentu. Ma to opłakane wręcz skutki, bo ułatwia dalszą laicyzację Europy i szerzej otwiera bramy na political correctness czyli polityczną poprawność, która stała się swoistym gorsetem dla społeczeństw europejskich, korzeniami przecież sięgających chrześcijaństwa. Uderza to szczególnie w tych chrześcijan, w tym katolików, którzy nie tyle obnoszą się ze swoją wiarą, co jej się po prostu nie wstydzą. Uczmy się zatem – my, w Polsce – na fatalnych błędach w tym obszarze, które na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci, a szczególnie intensywnie w ostatnich latach, stały się udziałem naszych zachodnich i północnych sąsiadów. Tych idiotyzmów naprawdę nie warto importować nad Wisłę, Odrę, Wartę i Bug.