O urzędnikach państwowych i ich awansach – szczerze

Urodziłem się w kraju, w którym w każdym ministerstwie jest jeden wiceminister, który jest „na zawsze” czyli nie zmienia się bez względu na wynik wyborów. Minister i reszta wiceministrów odchodzi po zmianie władzy, ale wiceminister -„civil servant” pozostaje na stanowisku i dba o ciągłość pracy w resorcie. Ten kraj to Wielka Brytania. Ale ja jestem Polakiem i doświadczenia mojego kraju są inne. U nas, podobnie jak w USA, wymienia się po wyborach i zmianie władz wszystkich. Ale jednocześnie coraz większą rolę odgrywają w polskiej administracji absolwenci Krajowej Szkoły Administracji Publicznej szkoły trochę na wzór francuskiej elitarnej „kuźni” kadr państwowych, słynnej „ENA”. I rzeczywiście część tych ludzi na stanowiskach dyrektorów generalnych w różnych ministerstwach, a więc odpowiedzialnych za przyjmowanie pracowników, awanse, politykę kadrową, zmiany w strukturze resortów to ludzie którzy byli tam lub w innych ministerstwach wcześniej i dla administracji państwowej pracują czasem kilkanaście lat. To dużo, jak na kraj który jest cały czas w fazie transformacji ustrojowej. Oni nie są w randze wiceministrów, ale pełnią kluczowe role, zapewniając zatem formę kontynuacji, uwzględniając jednocześnie werdykty które zapadają w demokratycznych wyborach i powodują zmiany na szczytach władzy, w tym w poszczególnych resortach.

Jednocześnie obserwujemy inny ciekawy proces: absorpcję do świata polityki przedstawicieli wysoko kwalifikowanej grupy zawodowej urzędników-absolwentów wspomnianej tu już KSAP czyli Krajowej Szkoły Administracji Publicznej. Już jako przedstawiciele partii politycznych, mając jednak za sobą znaczące kwalifikacje i background urzędnicy obejmują teraz, za obecnego rządu zupełnie kluczowe funkcje w rządzie. Przykładem takiego awansu urzędnika w ramach partii politycznej jest kariera obecnego ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Błaszczaka. W każdym rządzie funkcja szefa MSW jest fundamentalna także w Polsce. Taka zatem sytuacja jest jednocześnie sygnałem dla młodych ludzi kształcących się w prestiżowej szkole kadr państwowych, że partie polityczne, a przynajmniej moja, stawiają na takich ludzi i że warto się kształcić i podnosić kwalifikacje.

Również podobna sytuacja była w poprzednim rządzie, gdzie funkcję wicepremiera i ministra rozwoju regionalnego pełniła również absolwentka Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, a wcześniej iranistyki, Elżbieta Bieńkowska. Warto uzupełnić, że dzisiaj pani Bieńkowska jest komisarzem w Komisji Europejskiej i reprezentuje Polskę we władzach wykonawczych Unii Europejskiej. Dodam, że do Krajowej Szkoły Administracji Publicznej trafiają ludzie, którzy już skończyli wyższe studia i znają co najmniej jeden język obcy zachodni.

Podnoszeniu kwalifikacji naszych urzędników oraz przyszłych urzędników służą staże zarówno w zachodnioeuropejskich uczelniach kształcących administrację publiczną, jak i staże w urzędach i instytucjach innych państw członkowskich Unii Europejskiej. Oczywiście również w instytucjach Unii Europejskiej, Parlamencie Europejskim, Komisji Europejskiej czy Radzie. Nasi przedstawiciele przez lata odbywali i dalej odbywają staże kilkumiesięczne bądź dłuższe. Część z nich zresztą wróciła do Brukseli już jako przedstawiciele Polski w administracji UE. Trzeba też powiedzieć, że staże w poszczególnych krajach UE, jak i w instytucjach unijnych były w całości pokrywane z środków naszych zachodnich partnerów lub przez Unię Europejską. Nie chodzi tu tylko o pogłębienie znajomości języków obcych przedstawicieli naszej administracji. Chodzi o doświadczenie ale nie automatyczne przenoszenie czy kopiowanie zagranicznych wzorców na polski grunt. Przestrzegam zresztą przed tym moich szanownych ukraińskich gospodarzy: wykorzystujcie nasze europejskie czy także nasze, bliższe geograficznie, kulturowo i mentalnie, doświadczenia polskie, ale nie kopiujcie bezmyślnie tego, co nad Renem, Sekwaną, Tamizą, Tybrem czy Wisłą do rzeczywistości ukraińskiej. Macie bowiem także własne, specyficzne wyzwania i odrębne doświadczenia oraz czasem podobne, ale też nierzadko różne, uwarunkowania. Nie polecam bycia kserokopiarką rozwiązań przyjętych przez Waszych bliższych i dalszych europejskich sąsiadów. Korzystajcie z tych doświadczeń, uczcie się na naszych błędach, wyciągajcie wnioski, przenoście w mądry sposób uniwersalne rozwiązania ale pamiętajcie o Waszym specyficznym narodowym, ukraińskim kontekście.

To jest konkluzja: w dziedzinie administracji, kultury i sztuki, a także w dziedzinie polityki, powinniście być sobą i iść własną drogą. Oczywiście nie zamykając oczu na lepsze czy gorsze, bardziej lub mniej inspirujące, ciekawsze bądź mniej ciekawe doświadczenia innych krajów.

(Polska wersja wystąpienia wygłoszonego w języku angielskim na międzynarodowej konferencji YES, która zakończyła się w ostatni weekend w Kijowie)