Kabaret nieświadomych aktorów

Polaków nie interesuje unijna zabawa w złego policjanta Fransa Timmermansa i dobrego policjanta, jego szefa – przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana Claude’a Junckera”. – z Ryszardem Czarneckim, wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego rozmawia Wojciech Mucha

Co Pan na ostatnie wydarzenia w Parlamencie Europejskim? Dyskusja o Polsce, rezolucja, gromy ciskane na rząd.

Zaletą debaty było to, że była bardzo krótka, raptem godzinna, bo im taki cyrk trwa krócej, tym lepiej. Obecni tam nieliczni członkowie parlamentu sprawiali bowiem wrażenie gremium kompletnie zamkniętego na jakiekolwiek fakty, argumenty, konkrety. Dowodem na to są słowa wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, który w ogóle nie odpowiadał na pytania, ale uciekał w jakieś metafory, historie, zupełnie nie odnosząc się do realiów w Polsce.

Z drugiej strony jednak mieliśmy krytykę opozycji. Zaniepokojenie tej części środowiska politycznego w Polsce jest chyba jakimś sygnałem, skoro dotarło aż do Brukseli?

Nie. Z drugiej strony mieliśmy jakieś kosmiczne wystąpienie Janusza Lewandowskiego, przedstawiciela Platformy, który – gdyby ktoś nie wiedział, co się dzieje w Polsce, a słuchał tylko jego – to wyciągnąłby jakieś absurdalne wnioski na temat polskiej rzeczywistości. I skądinąd – to taka ciekawostka – w jego hierarchii ważnych Polaków Jan Paweł II był na trzecim miejscu. Po Buzku i Tusku. Można tylko pogratulować hierarchii.

Czy ta debata i rezolucja coś zmienią? Rezolucja nie ma przecież mocy wiążącej.

Oczywiście, że nie ma. To nie ma absolutnie żadnego wpływu na realia życia Polaków ani polską gospodarkę. Jest to dokładne powielenie tego, co się mówiło w Brukseli na temat Węgier. Przypomnę, że Parlament Europejski miał cztery podobne debaty na temat rządu Orbána i zakończyły się one czterema rezolucjami krytycznymi wobec Węgier.

Nic to nie zmieniło? Przecież słyszeliśmy, że Węgry są na dnie, zaraz upadną i że przepędzi się ich z Unii z powrotem w Karpaty, skąd wg. legendy zeszli.

Nic się nie zdarzyło. Choć nie – w tym czasie PKB na jednego Węgra rosło, inwestycje zagraniczne napływały szeroką falą, w dużo większym stopniu, niż było to za czasu rządów socjalistycznych, a Węgry szły do przodu w sensie gospodarczym. I w związku z tym uważam, że ta debata była tylko fotografią stanu umysłów polityków głównie ze starej Unii, którzy myślą, że Europa jest taka sama jak rok czy dwa lata temu i że można pokrzykiwać na państwa nowej Unii.

A nie jest?

To już się skończyło, tylko że oni o tym jeszcze nie wiedzą.

No dobrze, ale w tym samym czasie szef MSZ Luksemburga, Jean Asselborn, zaczął się domagać zawieszenia Węgier w członkostwie w Unii Europejskiej.

To świadczy o tym, że elity starej Unii, bo to nawet nie elity unijne, gdyż to jest szef MSZ bardzo małego kraju który, przypomnę, bo Luksemburg miał prezydencję w UE w ubiegłym roku, właśnie w momencie gdy PiS wygrał wybory, natychmiast pan Asselborn zaczął krytykować Polskę są oderwane od rzeczywistości. Teraz chce zawieszenia Węgier, a jutro to samo może również spotkać Polskę.

Czyli nie będzie wojny z Luksemburgiem?

Przedstawiciel bardzo małego kraju wypowiada się, jakby mógł cokolwiek zrobić państwu czterdziestomilionowemu jak Polska czy dziesięciomilionowemu jak Węgry – przecież to jest kabaret! Tylko niestety nie wszyscy, którzy są w tym unijnym kabarecie, wiedzą, że w nim występują. Myślą, że coś mogą, ale realia się zmieniły.

Tymczasem na Polskę spadły nie tylko gromy. Co Pan sądzi o tym, co dzisiaj powiedział bodaj Juncker? Wspomniał, że Unia się nie godzi na to, że Polacy są atakowani w Wielkiej Brytanii. Chciał nas chyba rozmiękczyć i pokazać Unię jako zatroskaną o los Polski.

Polaków nie interesuje ta unijna zabawa w złego policjanta Fransa Timmermansa i dobrego policjanta, jego szefa – przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana Claude’a Junckera. Jeden wczoraj atakował Polskę, a dzisiaj drugi bronił Polaków – to jest przecież śmieszne. My oczekujemy, że Komisja Europejska, która bądź co bądź została wybrana przez przedstawicieli państw narodowych, nie będzie w dni parzyste nauczycielem, sędzią i prokuratorem, i egzekutorem wobec Polaków, a w dni nieparzyste będzie wylewać krokodyle łzy z powodu Polaków w Wielkiej Brytanii.

Trochę Pan przesadza. Może rzeczywiście się martwią?

Ani trochę. To jest żenująca niekonsekwencja i tak naprawdę źle świadczy o intencjach liderów unijnych, a także o ich politycznych kompetencjach. Widać to doskonale.

À propos kompetencji. Co Pan sądzi o przybyciu do Polski Donalda Tuska. Trudno nie odnieść wrażenia, że pokazał się on jako polityk ponadnarodowy, taki brukselsko-unijny urzędnik.

O tym, jak Tusk zapatruje się na wagę Polski, może świadczyć hierarchia ważności, jaką przyjął wobec nas w swoim kalendarzu wizyt. Najpierw był na Malcie i w Luksemburgu, a potem dopiero przybył do Polski. To trochę żenujące i trochę śmieszne pokazywanie swoich partyjno-personalnych uprzedzeń.

Tusk dość mocno wyraził się o pomysłach reorganizacji Unii Europejskiej. Wydaje się, że chciał odwieść polski rząd od podejmowania podobnych inicjatyw, także na forum np. Grupy Wyszehradzkiej.

Oczywiście. Mówiąc, że Europie nie potrzeba żadnych nowych traktatów, żadnej rewolucji, Tusk wystąpił jako klasyczny obrońca Ancien Régime, obrońca starego porządku. obrońca establishmentu, który uważa, że to, co Europie grozi to zmiany.

Pan, jak rozumiem uważa, że zmiany są konieczne?

Unia nie przetrwa bez istotnych zmian, o czym mówi Jarosław Kaczyński. I jeżeli tych zmian nie będzie, to Unia się będzie dalej staczać po równi pochyłej. A jeżeli Tusk tego nie rozumie, to znaczy, że jego walka o jego reelekcję na stanowisko w Unii, jest ważniejsza od, że tak powiem, troski o Unię i tworzące ją kraje.

I jeszcze w kontekście reform. Z Austrii płyną sygnały, że jeżeliby wybory prezydenckie w tym kraju wygrał Norbert Hofer, to Austria chciałaby zbliżyć się do Grupy Wyszehradzkiej.

Norbert Hofer na 90 procent wygra te wybory. Oczywiście system sprawowania władzy w Austrii jest taki, że decyzje zagraniczne podejmuje rząd, a nie prezydent, ale to, co mówi Hofer to czerwona kartka dla ograniczeń polityki nie tylko Austrii, ale szeregu innych krajów tak zwanej starej Unii – tej piętnastki – które dusiły się we własnym sosie, traktowały z wyższością, by nie powiedzieć z pogardą, kraje nowej Unii, w tym ich lidera – Polskę, co zaowocowało kryzysem europejskim.

Czy Austria może nagle okazać się sojusznikiem państw Europy Środkowej i Wschodniej?

To, że Austria w sposób naturalny zbliża się do Europy Środkowej czy Europy Środkowo-wschodniej jest sygnałem, że polska polityka reaktywowania Grupy Wyszehradzkiej, czy reaktywowania w ogóle w naszej części Europy pewnego sojuszu regionalnego, odnosi sukcesy, że jest atrakcyjna nawet dla państw starej Unii.

*Wywiad Ryszarda Czarneckiego dla „Gazety Polskiej Codziennie” , pytał: Wojciech Mucha, opracował: Piotr Jackowski