Międzymorze kontra „uboga panna”

Choć obecnie otwiera się szansa na nawiązanie bliższej współpracy pomiędzy państwami Europy Środkowej, to jednak unikałbym określeń ściśle formalizujących ewentualny blok państw skupiony na realizacji idei „Międzymorza”. Nie jest to wskazane ze względów oczywistych. Po pierwsze istnieje już szereg formalnych struktur typu Inicjatywa Środkowoeuropejska (IŚE) czy w mniejszym wymiarze Grupa Wyszehradzka, a po drugie nie jest powiedziane, że państwa, które chcą pracować w ramach szerszego bloku państw „nowej Unii” plus kraje dawnego ZSRS chciałyby to formalizować. Są wspólne mianowniki, które łączą – lub mogą łączyć – kraje „Międzymorza”. Jednym, dla części, są uzasadnione obawy przed imperialną Rosją. Drugim jest kwestia inwazji imigrantów. Trzecim wreszcie kwesta obrony strefy Schengen, co w jakiejś mierze, po części, wiąże się z tym drugim „wspólnym mianownikiem”. Kwestia imigrantów czy uchodźców to dzisiaj sprawa, która może połączyć wszystkich czy prawie wszystkich w ramach „nowej Unii” (oczywiście bez Malty i Cypru, bo to inna bajka geopolityczna). Choć wyraźnie widać, że najbliżej tej kwestii współpracują i chcą współpracować kraje Grupy Wyszehradzkiej plus Rumunia.

W polityce międzynarodowej, w kategoriach „długiego trwania”, jak twierdził Gregg Braden, nie ma czegoś takiego jak „trwałe sojusze”. W przypadku idei „Międzymorza” można założyć, że nawet jeśli Rosja będzie słabnąć ekonomicznie – a tak się dzieje – to i tak będzie wzbudzać lęk swoją zaborczością polityczną czy gospodarczą. Dlatego też taki sojusz, jak w postaci „Międzymorza” mógłby być dłuższy niż tylko doraźny. Także zresztą w kontekście uchodźców – imigrantów. Choć oczywiście poszczególne państwa będą się weń angażować z mniejszym lub większym zapałem: to już zależy od siły rosyjskiego lobby z jednej strony, a niemieckiego z drugiej.

Śp. Władysław Bartoszewski raczył niegdyś stwierdzić, że Polska jest ‹‹brzydką panną bez posagu››, więc w polityce europejskiej ‹‹nie powinna być nadto wybredna››.To idiotyczne stwierdzenie kompletnie nieadekwatne do potencjalnej roli blisko 40-milionowego narodu w środku Europy i jednego z sześciu największych krajów UE. Oczywiście koncept „Międzymorza” lub nawet innych mniejszych układów regionalnych stoi w diametralnej sprzeczności z tym publicystycznym bełkotem popełnionym przez doradcę Donalda Tuska.

Gdyby „Międzymorze” stało się faktem, to oczywiście nie może podobać się ani Berlinowi, ani Paryżowi, ani też Brukseli. Pamiętam jak niegdyś w tejże Brukseli premier Czech mówił mi, że nawet bliższe relacje w ramach Grupy Wyszehradzkiej budzą zaniepokojenie jednego z naszych sąsiadów. Chodziło mu oczywiście o Berlin. Skoro tak, to tym bardziej „Międzymorze” będzie kłuło w niemieckie czy francuskie oczy, bo stanowić będzie przeciwwagę dla wpływów największych państw UE. W gruncie rzeczy Niemcy wobec mniejszych krajów członkowskich Unii stosują metodę… Moskwy, która przez lata robiła wszystko, aby prowadzić bilateralne rozmowy z poszczególnymi krajami UE, a nie z całą Unią. Zapewne gdyby „Międzymorze”, a więc chociażby silniejsza współpraca Polski z krajami bałtyckimi oraz mandat w imieniu innych państw, stałyby się faktem, to pewnie Nord Stream ani jego kolejne „nitki” nie byłyby możliwe.

http://pl.blastingnews.com/europa/2016/03/polska-jako-brzydka-panna-bez-posagu-to-idiotyzm-miedzymorze-pokazuje-nasz-potencjal-00818117.html