Blog

25 października 2010

Futbol i polityka: podobieństwa i różnice

Kiedyś w polskiej piłce było jak w polityce: 2-3 faworytów, reszta walczyła o to, aby się utrzymać, nie spaść z ligi. Futbol ligowy powielał politykę krajową niemal w 100 proc. Był jej niemalże wierną kalką. Teraz to się zmieniło. O piłkarskiego mistrza Polski walczy tak naprawdę 8-9 klubów – o mistrza politycznego od 5 lat wciąż te same dwie drużyny. Przy czym w polityce jest jeden pewniak do trzeciego miejsca i brązowego medalu i jeden team (gra w zielonych barwach), który rozpaczliwie, ale może i skutecznie broni się przed spadkiem. W polityce sytuacja jest spetryfikowana, w futbolu wręcz odwrotnie. W polityce buzuje, gra się ostro i fauluje, ale mistrzem może być tylko jedna z dwóch drużyn, w piłce (kopanej) też buzuje, też się kosi równo z trawą, faule odchodzą na całego, ale komu przypadnie złoto i laur mistrza – nie wiadomo. Może dlatego futbol w Polsce jest ciekawszy od polityki, a ja lekturę gazet rozpoczynam od stron sportowych. I to od lat – obojętnie kto rządzi i kto jest liderem na boisku… A co jest bardziej brutalne, piłka czy polityka? Mam niejakie wrażenie, że jednak to drugie. W futbolu można komuś złamać nogę, w polityce – życie. W piłce łapiesz kontuzje, a w polityce możesz – jak pokazały ostatnie wydarzenia – stracić życie, a na pewno dobre imię…

Dodaj komentarz