20 lipca 2004

Dzisiaj w Strasburgu dla odmiany leje jak z cebra aż do wieczora. W Parlamencie Europejskim młyn straszny. Biegam z głosowania na wywiad, z wywiadu na głosowanie, z głosowania na oficjalny lunch parlamentarnej intergrupy SOS Democracy. Stamtąd znowu na głosowanie. Dalej z kolei na spotkanie liderów partii, które się nigdzie nie zapisały, potem zebranie całej grupy niezrzeszonych, wreszcie negocjacje ze Słowakami odnośnie wyboru przedstawiciela “Niezależnych” do Komitetu Prezydentów, czyli organu skupiającego szefów grup politycznych w PE.

Ostra jazda. Dobrze, że chociaż miałem spotkanie polityczne wraz z obiadem, inaczej bym go nie miał kiedy zjeść.

Głosuję na Geremka. Dostaje on ponad 200 głosów, ale to za mało żeby uzyskać fotel szefa PE. Przynajmniej w mediach mówiono o Polsce przez ostatnie dwa tygodnie i to pozytywnie. Jesteśmy z zupełnie innych politycznych bajek, a facet mnie w swoim czasie ostro atakował, gdy byliśmy ministrami w rządzie Buzka. Poparłem go traktując to jako rzecz oczywistą.

Dziś sporo wywiadów telewizyjnych i prasowych, ale mam świadomość, że to tylko kwestia pierwszych dni w PE. Po inauguracji zainteresowanie mediów spadnie. Nawet ciężka praca w Komisjach nie będzie żadną atrakcją dla żurnalistów. Takie są reguły gry.

Parę osób, w tym jeden ksiądz zamieszkały we Francji zwróciło mi uwagę, że zbyt ostro i przy użyciu zbyt mocnych słów opisałem napaść na mojego młodszego syna. Ale blog to blog. Pamiętnik ma swoje prawa i nie będę tuszował swoich odczuć. Łobuzów trzeba nazwać po imieniu.

Angażuję się w działalność dwóch tzw. intergrup, czyli formalnych struktur działających w ramach PE na rzecz określonego celu. Jedna to “Family in Europe” (z udziałem różnych nacji, w tym z Polaków: cała LPR, Samoobrona i jakiś solista z PO) i SOS Europe Democracy (z Polaków: PiS i Samoobrona). Jutro ma powstać tzw. Koło Polskie w PE z moim udziałem.

Gastronomicznie dzień nie był stracony, choć nie należał do tych godnych do zapamiętania. Najlepsza była przystawka na obiad “prosciuto e melone” (szynka z melonem) oraz wieczorne francuskie sery i białe wino.

Jutro po raz pierwszy przemawiam w Parlamencie Europejskim. Ocena prezydencji irlandzkiej to tylko pretekst. Będę mówił o udostępnianiu rynków pracy dla Polaków i mieszkańców “Nowej Europy”. A właśnie za tej prezydencji otworzono w tym zakresie pewną furtkę.

Dodaj komentarz