18 lipca 2004

Rano zimny prysznic, jak co dzień. Może nie jest to perwersja, ale na pewno znam przyjemniejsze rzeczy. To przynajmniej cuci człowieka dokumentnie.

Dzisiaj spędzam parę godzin z moją Mamą. Mama opowiada o czasach okupacji i biedzie powojennej, o sprzedaży majątku po wojnie, rozwodzie z ojcem, jak potem z trudem wiązała koniec z końcem. Wspominamy naszą Babusię, która wychowała najpierw Mamę, potem mnie i umarła w wieku 92 lat, gdy miałem 16 lat. Nie była z nami spokrewniona, ale jako piastunka weszła do rodziny. Pamiętam, że w dniu gdy się o tym dowiedziałem miałem w szkole mokre oczy, a raczej spocone, bo przecież chłopaki nie płaczą. Dziś spoczywa w naszym grobowcu rodzinnym.

Jesteśmy z Mamą na Mszy Świętej, siostra elżbietanka mówi o jakiejś starszej pani, która twierdzi, że jest niewierząca i nie chodzi do kościoła. Wadzić się z Panem Bogiem za młodu to głupota, ale wadzić się na starość to głupota jeszcze większa. Mama zawsze była religijna a teraz jest jeszcze bardziej, przeżywa każdą mszę Świętą mocno, wczoraj dostała szkaplerz. Starsi ludzie są bliżej Boga chyba dlatego, że są bardziej doświadczeni życiem i wiedzą co ważne.

Dostałem parę sygnałów od ludzi, którzy dojrzeli mnie, we wczorajszej Gazecie Wyborczej. Mam skwitowała to krótko: “to dobrze” i jakoś mało kto zwrócił uwagę na kąśliwy podpis. Potęga mediów, a może potęga cywilizacji obrazkowej?

Dzisiaj cały dzień upał, strasznie parno, duchota, marzę o morskiej bryzie albo górskim wiaterku (byle nie halny). Ale jestem w sercu, czerwonego od upału, wielkiego miasta.

Moi żużlowcy wygrali z Rybnikiem 51:39. Planowana Viktoria, mało kibiców (bo upał i przeciwnik słaby), nasz zawodnik miał groźny upadek, wylądował w szpitalu, ale prognozy są dobre. Jesteśmy na 2 miejscu w tabeli, po Tarnowie, z wielkimi szansami na medal, może nawet złoty. Następny, nasz mecz w Częstochowie. A ja już myślę o Strasburgu, inauguracyjnej sesji, pierwszym przemówieniu, ślubowaniu itd. itp.

Dodaj komentarz