17 lipca 2004

Sobota to taki miły dzień, gdzie czasem, nie zawsze, ale np. dziś można wyspać się do oporu. Co za błogie uczucie. Zauważyłem, że ostatnio (akurat nie tej nocy) prawie wszystkie moje sny są związane z polityką. Fatalnie. Wolałbym żeby śniły mi się zupełnie inne rzeczy. Ale sen nie sługa, a podświadomość działa. Dzisiaj młody chłopak po politologii we Wrocławiu, Marcin, mówi mi, że moja strona internetowa i szerzej – internet – oddziaływują tylko na ludzi do 35 roku życia. Mam nadzieję, że nie do końca ma rację. Ale na pewno ten instrument kontaktu z otoczeniem jest bardziej wykorzystywany przez np. studentów niż emerytów. Co zaś do wieku – to każdy z nas codziennie się starzeje. Przypomina mi to anegdotę z okresu II Rzeczpospolitej, gdy znany historyk dziejów Polski, prof. Władysław Konopczyński, przedstawił Senatowi Uniwersytetu Jagiellońskiego kandydaturę bardzo młodego – jak na tamte czasy – 28-letniego dr Jana Sobieskiego na profesora UJ. Wielce szacowny i mocno konserwatywny Senat najstarszej, polskiej uczelni trochę grymasił ze względu na stanowczo młodzieżowy wiek kandydata na profesora. Zdesperowany Konopczyński w swoim ostatnim wystąpieniu przed głosowaniem stwierdził, iż “obiecuję Wysokiemu Senatowi, że dr Sobieski z każdym dniem będzie coraz starszy…”. w końcu kandydatura przeszła, a Jan Sobieski stał się znanym historykiem, autorem Syntez Dziejów Polski, które zresztą wydawaliśmy i kolportowaliśmy w podziemiu po stanie wojennym.

Dzisiaj mam mały festiwal medialny: w Gazecie Wyborczej moje zdjęcie z Geremkiem jak mu grzecznie nalewam herbatę (GW napisała, że Czarnecki usługuje Geremkowi), a w Rzeczpospolitej jestem na zdjęciu z Geremkiem i Piskorskim, stoję z rękami założonymi i z czegoś się strasznie cieszę. Zero megalomani, ale obejrzenie siebie w czołowych, polskich dziennikach, nie jest rzeczą specjalnie przykrą. Ale prawicowy “Nasz Dziennik” i lewicowa “Trybuna” nie bąknęły nawet słowa. Jak tu lubić skrajności.

Bartek wrócił z 10-dniowego pobytu nad włoskim morzem. Rośnie jak na drożdżach, opalony i z nowymi kolegami. Wiadomość od starszego, Przemka, że o 3 tygodnie skraca pobyt w Irlandii.
Przemawiam w czasie posiedzenia Rady mojego ugrupowania. Dziękuję za pomoc w kampanii, ale także za to, że moje ugrupowanie potraktowało mnie życzliwiej niż Parlament Europejski. Tutaj mogę przemawiać 3 minuty, a w Brukseli czy Strasburgu tylko do 2 minut. Podkreślam, że nie możemy pójść i nie pójdziemy w PE ani ze skrajną prawicą ani ze skrajną lewicą. Jednym słowem: “nie” dla ultrasów. Już front narodowy Le Pena proponował mi utworzenie wspólnej frakcji a mnie jako przewodniczącego, takiej grupy politycznej… Dałem im czarną polewkę ze względów oczywistych. Ich lider w PE p. Bruno Golnisch może być kulturalnym człowiekiem, ale partia Le Pena jest nie do przyjęcia ze względów i medialnych i merytorycznych. Odrzucając tę propozycję myślałem, że w poważnej polityce trzeba myśleć o tym co będzie za rok i za trzy lata, a nie tylko o tym co będzie jutro. Z tych samych powodów po wyborach prezydenckich w 1995 roku odrzuciłem propozycję Aleksandra Kwaśniewskiego, zostania u niego, w jego Kancelarii Prezydenta, ministrem – sekretarzem stanu ds. stosunków z Kościołami, pamiętam, że byłem wówczas w dość trudnej sytuacji finansowej, ale odmowa wydawała się dla mnie dość oczywista.

Dostaję dzisiaj w prezencie od Andrzeja Leppera biało-czerwony krawat z unijnymi, złotymi gwiazdkami, na granatowym tle. U nas w Polsce jedni będą niezadowoleni – a propos krawatu – bo jest on biało-czerwony, inni bo są tam symbole Unii. Fotoreporterzy się rzucili, może więc w poniedziałkowych gazetach będę już nie z Geremkiem a z Lepperem i dwoma krawatami. Zaraz potem, udzieliłem wywiadu dla radia “Zet” mówiąc, że połączenie obu elementów – narodowego i europejskiego – jest jak najbardziej słuszne, bo moja partia jest eurorealistyczna. No i wystąpię w nim w PE w tym roku conajmniej dwa razy: pierwszy raz na inauguracji Parlamentu europejskiego, a drugi z okazji planowanej wizyty polskiego papieża w PE (wrzesień 2004). Czy zaś będzie mi w nim do twarzy – mówiłem dla “Zetki”- zapytam znajomych wizażystek…

Dodaj komentarz