UNIJNY KOKTAJL

Po naszym wejściu do Unii miały stanieć samochody. No i podrożały – media informują o wykupywaniu aut w polskich salonach samochodowych przez Niemców. Można było to łatwo przewidzieć przy różnicach cen dochodzących do 20%. To wiedział, czy wiedzieć powinien student ekonomii, ale nie chcieli tego wiedzieć propagandziści polityczni i medialni. Tylko po co było robić wodę z mózgów? Po co było mącić ludziom w głowach? W końcu ludziska dopadną tych, co ich tak od lat oszukują.

EBOR, czyli Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, z siedzibą w Londynie, skrytykował Polskę za brak tworzenia nowych miejsc pracy i zbyt słabe zachęty ekonomiczne dla inwestorów zagranicznych. Jak widać – za brak realnej walki z bezrobociem nasz rząd krytykowany jest nie tylko przez Samoobronę, lecz przez międzynarodowe instytucje finansowe. Trudno się z EBOR-em nie zgodzić, nie tylko dlatego, że zainwestował w Polsce 2,8 mld euro w 130 projektach.

Zachodni i polscy eksperci twierdzą, że gospodarka Unii jest zbyt obwarowana zakazami, męczy się w gorsecie przepisów, jest przeregulowana. UE tyle mówi o wolnym rynku, ale tworzy system gospodarczy nakazowo-zakazowy oparty na centralnym, ręcznym sterowaniu. Okazuje się, że nie wszystko złoto, co się świeci. Złoto, które Polska nabyła, jest poszczerbione, znacznie gorszej próby, niż nam mówiono.

I tak już będzie. Unia to splot różnych interesów. W tej dżungli musimy się odnaleźć. I twardo walczyć o swoje. Trzeba wiedzieć, jak się to robi. Trzeba mieć doświadczenie. Należy odrzucić propagandę sukcesu z jednej strony i propagandę klęski – z drugiej. Polska na równych prawach w UE – to postulat do zrealizowania. Choć przerasta on zarówno tych, którzy gorliwie potakują Brukseli, jak i tych, którzy odwracają się do Unii plecami .

PS: Unijny koktajl nie musi być koktajlem Mołotowa…