KORUPCJA W UNII!

Grupa deputowanych do Parlamentu Europejskiego zbiera podpisy pod wnioskiem o odwołanie Komisji Europejskiej! Gdyby ten wniosek postawiono na forum PE, byłby to już czwarty taki przypadek w historii.

Pierwsze dwie próby odwołania władz Unii zakończyły się niepowodzeniem Ale trzecia, przed kilkoma laty, była już skuteczna. Po miażdżących raportach europejskiego “NIK-u”, czyli Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (z siedzibą w Luksemburgu), dotyczących niegospodarności i korupcji Komisji oraz nepotyzmu komisarzy, Parlament Europejski doprowadził do zbiorowej dymisji tego tak bardzo decyzyjnego organu UE. A tak na marginesie: jednym z zarzutów Trybunału wobec Komisji były okoliczności niesprawiedliwego “ukarania” Polski i Węgier nieprzyznaniem identycznej zresztą kwoty 34 mln ECU. Stało się to półtora roku po tym, gdy polskie media i duża część klasy politycznej oskarżyła o sprawy utraty pieniędzy ówczesnego ministra ds. integracji europejskiej, czyli mnie. Komisja Europejska przyznała, że wina leży po stronie Unii. Decyzje w tej sprawie podjęła – jak się okazało – Rada Unii Europejskiej, a nie Komisja. Rada zaś, również przyznając, że grzech fałszywego oskarżenia leży po stronie Brukseli dowodziła, że formalna odpowiedzialność ciąży na Komisji. Zostawmy to jednak, choć cała historia pokazuje, jak bardzo bywa omylna szacowna Unia Europejska.

Powodem do czwartego w historii eurostruktur wniosku o dymisję jest gigantyczna afera korupcyjna, która od paru miesięcy bulwersuje europejską opinię publiczną. Chodzi o EUROSTAT, czyli unijną agendę, zajmującą się badaniami statystycznymi na wielką skalę na potrzeby władz UE. Okazało się, że w tym organie UE machloje mają niewiarygodny wręcz rozmiar. Część eurodeputowanych zaryczała więc jak ranny łoś. Aby postawić formalnie wniosek o odwołanie Komisji Europejskiej, potrzeba zgromadzić podpisy 10 % deputowanych do PE. W obecnym Parlamencie jest 646 deputowanych, w przyszłym obejmującym reprezentantów już 25 krajów będzie ich więcej – 726, a więc próg ten podniesie się do 72 deputowanych. W chwili, gdy piszę te słowa zebrano już ponad sześćdziesiąt podpisów. Akcja ta jest koordynowana przez frakcję EDD (Europa Demokracji i Różnorodności), na czele której stoi mój dobry znajomy i prawdopodobny partner Jeans Peter Bonde z Danii. Oczywiście cała procedura odwołania komisji Europejskiej jest skomplikowana. Na razie zrobiono pierwszy ważny krok. Wątpię, czy do formalnej dymisji dojdzie – przecież już za dwa miesiące są wybory do Europarlamentu. Akcja ta ma więc gównie wymiar moralny. Pokazuje ona jednak, że UE nie jest wcale taka święta, jak ja malują niektórzy polscy politycy i propagandziści.
Walcząc z korupcją w Polsce, nie liczmy na to, że po wejściu do UE Bruksela za nas ten problem rozwiąże. Przeciwnie! Sama ma z nią problemy. Nie liczmy więc na cudowne recepty z brukselskiej apteki. Tamtejsi urzędnicy też mają swoje grzechy.