CUDZE BŁĘDY

“Mądry Polak po szkodzie…”- mówi stare polskie przysłowie wiele osób, a właściwie coraz więcej osób uważa, że tak samo będzie w kontekście naszego wejścia do Unii Europejskiej. Trudno się temu dziwić skoro co innego słyszeliśmy przed referendum, w czerwcu 2003, a co innego widzimy teraz, stąd też poparcie dla naszego wejścia do UE miedzy lipcem 2003 a lutym 2004 spadło we wszystkich sondażach aż od 15-20 %. Nie warto obrażać się na sondaże, nie warto obrażać się na społeczeństwo, któremu nie wystarczają już euroobiecanki – cacanki ani euforia, która kończy się twardym lądowaniem, bo Unia nie jest wcale taka cacy, jak malowała sama siebie przy wybitnym współudziale wielu polskich polityków i dziennikarzy.
Wolałbym jednak, zamiast pastwić się nad politykami zarówno koalicji rządzącej jak i dużej części opozycji zaproponować przeformułowanie tego przysłowia, zamiast “mądry Polak po szkodzie”, proponuję “mądry Polak po cudzej szkodzie”. Co to znaczy? Ano to,. że warto rozważyć doświadczenia, także i negatywne, “grzechy zaniechania”, błędy, krajów, które przed nami wchodziły do EWG \ UE .

GRECJA – Popełniła trzy błędy strategiczne po pierwsze większość środków z Brukseli przeznaczyła na stolicę kraju i tak już zdecydowanie bardziej rozwiniętą od greckiej prowincji. Skumulowanie pomocy z UE na Atenach pogłębiło dysproporcje między bogatą stolicą a znacznie biedniejsza reszta kraju. Błąd numer dwa, to gigantyczna korupcja w obszarze unijnych dotacji (uznana przez Komisję Europejską za największą w historii Zjednoczonej Europy) porównywana przy zachowaniu wszelkich proporcji z Rosją, w kontekście pomocy z Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz pożyczek międzynarodowych. Wreszcie trzeci błąd Grecji, to przeznaczenie gros środków z UE na inwestycje infrastrukturalne a nie zasoby ludzkie. Grecja, aż 70% tych środków dała na infrastrukturę a tylko 30% na zasoby ludzkie – Irlandia dokładnie odwrotnie. Gdzie teraz jest Grecja (czerwona latarnia ekonomiczna Unii) – a gdzie Irlandia (prymus rozwoju gospodarczego w ramach UE) – wszyscy wiemy.

HISZPANIA – przez pierwsze trzy lata obecności w EWG ten biedny kraj.. więcej wpłacał do kasy w Brukseli niż stamtąd brał!!! Skąd ten paradoks? Madryt nie był w stanie wygenerować z własnego budżetu środków koniecznych do finansowego uzupełnienia (25-50%) projektów akceptowanych przez Brukselę i przez nią współfinansowanych. Bolało to tym bardziej, że Królestwo Hiszpanii było płatnikiem netto, mimo ze przez pierwszych 6 lat nie płaciło 100%-składki członkowskiej do eurokasy (czego nam się w negocjacjach – ukłon w kierunku negocjatorów – nie udało uzyskać). Hiszpania tezę dała sobie narzucić wyraźnie zaniżone limity w obszarze rybołówstwa, będącego jednym z trzech”przemysłów narodowych” tego kraju (obok rolnictwa i turystyki), spowodowało to problemy ekonomiczne i społeczne (bezrobocie). Dopiero renegocjacje w 1991 roku, po 5 latach obecności w EWG spowodowały zwiększenie limitów połowowych i wielkości akwenów, gdzie mogli odławiać rybacy z Kastylii, Andaluzji czy Katalonii.

AUSTRIA – ten bogaty kraj wchodził do Unii w 1995 roku z bardzo wysokiego poziomu cywilizacyjno ekonomicznego. Austriacki rząd brał udział w propagandzie sukcesu (pięciokrotnie przeszacowując!) korzyści jakie wynikną z akcesji dla pojedynczego Austriaka, szybko okazało się, że co prawda Austriacy kupili te bajeczki przed referendum (skąd my to znamy?), ale już wkrótce po wejściu do eurostruktur, w poczuciu niespełnienia obietnic i nadziei stali się najbardziej eurosceptycznym społeczeństwem “piętnastki” . Także dlatego właśnie Austria była najbardziej niechętna (jako społeczeństwo, nie jako rząd) w przyjmowaniu nowych członków, a szczególnie Polski. To tylko przykłady z brzegu. jest ich więcej (w czasie swojej wizyty w Polsce w grudniu w 1997 roku, ówczesny i obecny premier Szwecji Goran Person, w prywatnej rozmowie powiedział, że jego kraj jeszcze przez kilkanaście lat będzie płacić wysoką cenę za błędy szwedzkich negocjatorów w rokowaniach przedakcesyjnych) obawiam się niestety, że Polska zaczyna powielać błędy Grecji, uprawiając jednocześnie “austriackie gadanie” czyli retorykę propagandy sukcesu, którego nie ma i jeszcze przez parę lat nie będzie.