WŁOSKIE GADANIE

Właśnie wróciłem z Mediolanu, gdzie miałem wykład w ramach konferencji L’Italia saluta la Polonia nell’Unione Europea (Włochy witają Polskę w Unii Europejskiej) zorganizowanej przez Instituto nazionale per il Commercio Estero (Krajowy Instytut Handlu ze Wschodem) wraz z miejscową Polonią kierowaną przez dr Joannę Heyman. Nie będę tu streszczał swoich wywodów, bo moje poglądy na obecność Polski w Unii Europejskiej Państwo znacie. Twierdzę bowiem, że: tak, ale nie na tych warunkach!.

Choć z drugiej strony przypominam sobie raporty człowieka – legendy II Rzeczypospolitej, ulubieńca Marszałka Józefa Piłsudskiego, kawalerzystę, także z charakteru (potrafił jechać na koniu, wieczorową pora do warszawskiej restauracji, która… znajdowała się na I piętrze!) generała Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego. Będąc ostatnim ambasadorem Polski w Rzymie przed II wojna Światową, swoje raporty do MSZ, ze swoich rozmów z zięciem Mussoliniego, hrabią Ciano – Ministrem Spraw Zagranicznych Italii poświęcał wyłącznie nie temu, co usłyszał od prawej ręki Duce, lecz zawierał w nich głównie… streszczenie swoich uwag przekazanych włoskiemu ministrowi. A Wierzbową (na tej ulicy w Warszawie mieścił się przed wojną polski MSZ) interesowało jednak nie to co Wieniawa gadał do Ciano, tylko co Ciano gadał do Wieniawy…

Występowałem w Mediolanie, ale nic nie mówiłem o Berlusconim, bo w tym Jego mieście, połowa ludzi go kocha a druga połowa nienawidzi, a polski polityk nie powinien wtrącać się w wewnętrzne sprawy Włoch, a raczej pozyskiwać jak największe grono Włochów dla polskiego stanowiska. “Pojechałeś Andreottim” powiedział Paolo Salvade, zaprzyjaźniony, mediolański intelektualista i ostry krytyk premiera Silvio B. Co to znaczy “pojechać Andreottim”? Otóż ten były, kilkakrotny premier Włoch, który na moje zaproszenie gościł w Polsce w 1993 roku, wielokrotnie podkreślał, że głównym zagrożeniem dla Republiki Włoskiej – ekonomicznie i politycznie są Niemcy. A ja mówiłem o próbach niemiecko-francuskiej dominacji w Unii na przykładzie konstytucji, ale nie tylko. Co ciekawe biorący udział w debacie Roberto Santaniello (szef przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Mediolanie) już po zakończonej dyskusji (broń Boże nie publicznie!) przyznał w rozmowie z moimi znajomymi, że Czarnecki miał rację.

Oczywiście oficjalnie powiedzieć tego nie mógł. Fabio Sdogati, profesor ekonomii, podkreślał, że pomysł rozszerzenia UE na Rosję jest “infantylna hipotezą”. Mówił też z naciskiem, podobnie jak Santaniello – że obecnie włoscy inwestorzy będą odwracać się od Polski i innych krajów naszego regionu. Pójdą tam gdzie jest tania siła robocza: do Chin i Indii. I trudno by było z tym, polemizować. A na inne bajeczki, o tym, jak to gwałtownie napłynie do Polski zagraniczny kapitał, po naszym wejściu do UE mogą odpowiadać sobie nawzajem – Miller, Kalinowski i Kaczyński.

Wracając jednak do gospodarczej stolicy Włoch czyli Mediolanu, włoski ekonomista był tak zakochany w euro, iż oświadczył, że europejska waluta powinna stać się podstawą światowego systemu finansowego i rezerw walutowych. No cóż nobody is perfect. Direttore Santaniello publicznie pouczył nas, że powinniśmy “nauczyć się lepiej integracji” oraz lepiej rozumieć problemy Unii, dodał jeszcze, iż ma nadzieję, że wkrótce będziemy mieć europejską konstytucję. A ja mam nadzieje, że jego nadzieja jest płonna. Co mówił prywatnie – napisałem wyżej.

Prawicowy senator Cantoni (Forte Italia) zdroworozsądkowo zauważył, że to nie Polska potrzebuje Europy, ale Europa potrzebuje Polski. Senator mówił, ze od 40 lat jeździ do Polski, może dlatego przytomnie zauważył, że “nie ma samych tylko korzyści”. On też mówił o tym, że Azja bije Europę Wschodnią niższymi kosztami produkcji.
Kiedyś mówiło się o “austriackim gadaniu” ale “włoskie gadanie” jest znacznie sympatyczniejsze no i kuchnia lepsza.