WIRTUALNA FORSA

Mamy do czynienia z kolejną fazą propagandą sukcesu. Pierwsza była za Gierka, druga przy okazji szczytu w Kopenhadze w grudniu 2002 roku, gdy uroczyście zakończono negocjacje UE m.in. z Polską. Propaganda sukcesu ma to do siebie, że się jej bladnie słucha, ale zderzenie z twardą rzeczywistością miłe nie jest. Olbrzymie długi zagraniczne, kolejki, puste sklepy i kartki, nawet na papierosy – tak zakończyła się propaganda sukcesu epoki Edwarda Gierka. Podobnie groteskowym fiaskiem zakończyła się propaganda sukcesu Millera, to co odtrąbiono jako sukces już w krotce okazało się porażką w wielu podstawowych obszarach od limitów produkcyjnych, które ograniczać będą produkcję polskich towarów przemysłowych, rolniczych przez faktyczny szlaban na pracę dla obywateli RP, po wirtualne pieniądze, które będą co najmniej 2 razy mniejsze niż miały być (dziś mówi się, że dobrze będzie jak nie będziemy płatnikiem netto, czyli ewentualnie trochę więcej weźmiemy niż damy.

To samo będzie z obecnym biciem w bębny sukcesu , którym uraczono nas przy okazji przymiarek do budżetu UE, na lata 2007-13, a jak jest z tym naprawdę?
Po pierwsze jest to projekt projektu – niczego nie przesądzono. Ostateczne decyzje zapadną najwcześniej za półtora, a nawet za dwa lata. Jest więcej niż wątpliwe, że taką rzekę pieniędzy otrzymamy, ponieważ sprzeciw wobec tego “projektu” zapowiedziały RFN, Francja, Holandia, Austria Szwecja. Prawdopodobnie zrobi to jeszcze Wielka Brytania. Nie zmienione zostaną zasady finansowe na lata 2004-06, gdzie Polska od razu będzie płacić 100%v składkę członkowska (inaczej niż Hiszpania i Portugalia przez pierwsze 6 lat po wejściu do EWG), a na pewno nie będziemy w stanie wygenerować aż następnych 3, 4 mld euro, jako uzupełnienie projektów unijnych, na zasadzie montażu finansowego. Potencjalnie większe pieniądze z Unii oznaczają na pewno większą składkę członkowską – stąd zdziwienie niemieckiego ministra finansów, który pytał polskiego ministra finansów, czy Polska zdaje sobie sprawę z tego, że będzie musiała generować większą składkę do UE?

Największy wzrost wydatków UE – o – 38% – nastąpi bynajmniej nie w obszarze najbardziej istotnym dla nowych krajów członkowskich (Funduszu Spójności czyli Funduszach Strukturalnych), lecz w obszarze Funduszu Wzrostu przeznaczony w większości dla starych krajów członkowskich, służyć on będzie procesowi tzw. renacjonalizacji składki członkowskiej . Polega to na tym, że bogate państwa obecnej Unii zbuntowały się przeciw nadmiernym wydatkom ich budżetów na UE i chcą jak najwięcej pieniędzy wpłaconych w formie składki członkowskiej odzyskać. Jedyną poważną możliwością jest zwiększenie środków w budżecie UE na rozwój nowoczesnych technologii IT, badania naukowe itd. W tym obszarze (obszarze Wzrostu nowe państwa UE dostana grosze gro pieniędzy stanie się udziałem “starej europy”).

Zaledwie o 2,08 % wzrośnie budżet UE na CAP (Common Agriculture Police) czyli Rolnictwo. To niekorzystne dla Polski – jednego z 3 największych rolniczych, (obok Hiszpanii i Francji), krajów UE. O 7% wzrosną wydatki na biurokrację, można powiedzieć ze 7% za dużo, ale to akurat wielka mistyfikacja Komisji Europejskiej: eksperci wskazali ze zakładany wzrost kosztów administracyjnych będzie wielokrotnie większy, lecz sprytnie został schowany w różnych rubrykach budżetowych. Cwaniactwo UE ma tu krótkie nogi.

Co najbardziej zabawne autorzy “projektu projektu” budżetu UE na 2007-13 nie byli w stanie na jego prezentacji wskazać dlaczego przyjęto taką a nie inną strukturę i podział środków budżetowych UE.
Jednym słowem na razie z wielkiej chmury mała mżawka obietnic. A to już w relacjach Warszawa – Bruksela słyszeliśmy wiele razy.