Kali, Ludmyła i kodeks Hammurabiego

Ponoć kandydat PO na prezydenta stolicy największe poparcie ma w grupie wiekowej „120 plus” – to właśnie przedstawiciele tych Matuzalemów odzyskiwali przecież swój majątek z okresu II wojny światowej. Były europoseł Platformy może też liczyć na twardy elektorat tej partii, czyli osadzonych w zakładach karnych i aresztach śledczych. Tutaj Patryk Jaki nie ma szans. Problem polega na tym, że nie wszyscy mieszkańcy stolicy to ludzie metryką sięgający końca XIX wieku, więźniowe czy też ludziska ogarnięte antypisowską obsesją. Sporo jest jeszcze „normalsów”. A jak sporo, to zobaczymy…
Tymczasem nasi siatkarze rozkręcili się niemożebnie na mistrzostwach świata we Włoszech. Po dwóch chwilach słabości z Argentyną i Francją, znowu kroczą drogą efektownych wiktorii. Piszę to po łomocie 3-0 z naszymi braćmi-Słowianami z Serbii. „Słowiańska solidarność” ma jednak swoje granice i Biało-Czerwoni wychodzą na boisko, aby spuścić chłopakom z Bałkanów manto. Skądinąd drugi raz na tych mistrzostwach.
Gdy chodzi o solidarność – jest również jeszcze „europejska”. Kolorem tej europejskiej solidarności jest …. Zagadka. Odpowiedź: czarny. Dlaczego czarny? Bo czarną skórę ma nasz koleżka − ale nie Bambo, tylko Kali. Kali, jak ujął to Henryk Sienkiewicz, jeśli ukradnie krowę to dobrze, jeżeli natomiast to jemu ukradną – to jest to okrutne złodziejstwo wołające o pomstę do nieba (i okolic nieba). „Solidarność europejska” ma być wtedy, jak trzeba na gwałt (hm, nomen omen) przyjmować muzułmańskich uchodźców, głównie spoza Europy. Ale już w przypadku Nord Streamu to owa „europejska solidarność” nie jest wymagana. Nie ma jej także ze strony Republiki Federalnej Niemiec i Królestwa Belgii, gdy chodzi o sprawę „pani Ludmyły”. Ludmyła nawiedziła była Bundestag oraz Parlament Europejski. Stara śpiewka Ludmyły, jak to Polska jęczy w okowach Kaczora-dyktatora została zaprezentowana nad Sprewą, a potem „w sercu Unii” czyli budynku PE przy Rue Wiertz. Dla Ludmyły polskie władze są „be”, co ogłosiła jeśli nie „Urbi”, to na pewno „Orbi”. Ameryki nie odkryła. Skądinąd każdy ma taką Amerykę, na jaką zasługuje.
Dla Rzeczpospolitej Ludmyła od Abliazowa jest persona non grata – ale dla naszych zachodnich sąsiadów i zza miedzy, i trochę dalej – już nie. Jak kiedyś przyjdzie kryska na niemieckiego czy belgijskiego Matyska i Berlin czy Bruksela będą potrzebowały jakiejś pomocy, to wówczas Polacy w ramach rewanżu pokażą gest popularnie nazywany: „tu się zgina dziób pingwina”.
Musimy w końcu nauczyć nasz europejskie otoczenie, że – naszym zdaniem – w polityce międzynarodowej obowiązuje Kodeks Hammurabiego czyli „oko za oko, ząb za ząb”. I drugiego policzka Polska nadstawiać nie będzie. Wręcz przeciwnie….
Achtung, attencion! Zapamiętacie raz na zawsze.

„Gazeta Polska” (03.10.2018)

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.