Donald-piroman: gasi to, co podpala…

O Boże! Ratuj Brytanię! Nie chodzi bynajmniej o brexit – to już się stało ‒ ale o najnowsze wyznanie Donalda przewodniczącego Tuska, który zapowiedział, że zajmie się warunkami wychodzenia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej. Brytyjczycy zapewne struchleli, bo już ten gość zajął się kiedyś ich krajem. Były to ostatnie tygodnie przed referendum w sprawie brexitu. „Prezydent Europy” (naprawdę tak go PO nazywała …) był twarzą tych rokowań między Brukselą a Londynem. Sprytny Juncker, Luksemburczyk kuty na cztery nogi czuł pismo nosem, że Brytole mogą stanąć dęba i urwać unijny postronek . W związku z tym z gracją zrobił miejsce w pierwszym szeregu dla Tuska Donalda. Efekt znamy: Tusk stał się twarzą brexitu, Angole i reszta dali nogę, a premier Grecji Cipras niczym jego rodak Zorba, mógł zaśpiewać: „jaka piękna katastrofa”.

Stara anegdota mówi, że dzień po weselu w Kanie Galilejskiej biesiadnicy budzą się i łakną wody: zgłasza się jak zawsze uczynny Jezus i słyszy: „Jezu, tylko nie Ty”… Cóż, trawestując :Donald, Ty się nie zajmuj Wielką Brytanią. Ty się już ją zająłeś. Sprawa rozwodowa w toku, a awantury o podział majątku zapewne jeszcze przed nami. Ty, Donald, zostaw Albion i okolice w spokoju, a najlepiej, jakbyś również dał spokój krajom po drugiej stronie Kanału Angielskiego, czy też kanału La Manche – a więc tym, którzy tworzą Europę kontynentalną. Polska tez ją współtworzy, a więc i Polsce, Donek, daj spokój, omijaj „ten kraj”, jak to Twoi mówią, szerokim łukiem. Poproś o azyl w Pernambuko, ale zejdź z pleców ojczyzny naszej, bo nam, Polakom, duszno. I co ? I nic. Gadał dziad (Czarnecki) do obrazu (Tusk), a obraz doń ani razu. A to dlatego, że był zajęty oglądaniem w telewizji meczów trzeciej ligi szkockiej. Dlaczego szkockiej? Bo mu się szkocka liga kojarzy ze „szkocką”, którą zawsze można wznieść toast na pohybel kaczystom. Liga szkocka – ta trzecia – jest dlatego ponoć tak ciekawa , że tam na pozycji wymiatacza gra potwór z Loch Ness. Podobno nikt go nie widział – tak jak Tuska przy robocie – ale proszę, gra. I wymiata.

Piszę ten felieton wieczorem w Brukseli. Właśnie wróciłem z placu Jourdan, gdzie spożywałem dary Boże. Jem włoskie kluski z gorgonzolą, patrzę, a tu chodnikiem koło restauracji idzie Graś. Paweł Graś. Pomyślałem to, co napisał Tadeusz Boy Żeleński po obejrzeniu premiery sztuki „Gałązka rozmarynu” Zygmunta Nowakowskiego . Co konkretnie napisał? To, com wyszeptał widząc przybocznego owego Tuska Donalda wieczorową porą w Brukselskiej ciemności: „nic w życiu nie było mi oszczędzone”…

Graś poszedł, a kluski zaczęły rosnąć i na talerzu, i w gardle. Trzymała mnie tylko myśl, że Polska nie ogłosiła jeszcze „polexitu”, a więc Donald Tusk nami się nie zajmie, jak Wielką Brytanią po „brexicie”. Ufff…

*felieton ukazał się w „Gazecie Polskiej” (12.09.2018)

 

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.