Będą stałe bazy USA w Polsce – ale zwiększymy też armię

Poniżej polecam lekturę wywiadu, jakiego udzieliłem red. Tomaszowi Wandasowi dla portalu Fronda.pl

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Prezydent USA Donald Trump podczas burzliwych rozmów na brukselskim szczycie NATO stwierdził, że USA mogą opuścić NATO. Stanie się tak, jeśli państwa członkowskie nie zaczną wydawać więcej na obronność. Jak została odebrana ta wypowiedz przez brukselskie elity? Wzięli to na poważnie?

Ryszard Czarnecki, europoseł PiS: Z pewnością jeszcze nikt w historii nie mówił tak poważnie, tak mocno do brukselskich elit – Donald Trump kierował do nich te słowa już w kampanii wyborczej, która miała miejsce w 2016 roku. Muszę przyznać, że teraz kiedy zostały TW sformułowania powtórzone , już nie w kampanii wyborczej, przez kandydata na prezydenta USA, a oficjalnie przez głowę Stanów Zjednoczonych – wywołały ogromne oburzenie wśród brukselskich elit.

Skąd aż tak wielkie ich oburzenie?

Proszę zwrócić uwagę, że Niemcy przeznaczają na obronności 1,24 % PKB – jest to 5/8 tego, co powinny dawać z budżetu. Hiszpania i Włochy płacą około 1%. Fakt ten świadczy o tym, że sytuacja jest niesłychana. Nie dziwmy się Donaldowi Trumpowi, który jest człowiekiem biznesu, patrzy on na te rachunki – w sytuacji, kiedy np. Niemcy znacznie więcej eksportują do USA niż stamtąd importują  i jest wściekły. Strategia prowadzona przez Trumpa jest bardzo korzystna dla Polski. Zdecydowanie wyróżniamy się w tej kwestii na tle pozostałych państw członkowskich NATO, płacimy 2% PKB na obronność (łącznie do końca roku2018 będzie to  2,01%). Prezydent USA widzi nasze zaangażowanie i docenia fakt, że inwestujemy w obronność, cieszy go, iż nam na niej zależy. Co więcej nie zamierzamy na tym poprzestać, dążymy do liczebnego powiększenia własnej armii oraz staramy się o większą i stałą obecność na naszym terytorium wojsk amerykańskich.
Niewątpliwie, dziś polski rząd stara się pokazywać Waszyngtonowi, że mamy wspólny interes. Uważam, że ta taktyka polskich władz, na tle panującego w krajach Europy Zachodniej antyamerykanizmu „cementuje” sojusz USA i Polski.

Obecne kryterium wynosi 2% PKB – jak Pan wspomina – wypełnianie tego zobowiązania przez państwa członkowie NATO to rzadkość. Po zakończeniu sesji roboczych pierwszego dnia szczytu sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg powiedział, że najpierw należy osiągnąć pierwotne założenia. Co to znaczy? Czy nie brzmi to jak odciąganie w czasie realizacji żądań prezydenta Stanów Zjednoczonych?

Oczywiście w tej sytuacji rolę „złego policjanta” będzie odgrywał Donald Trump – to on „pogania” państwa członkowie NATO (szczególnie te najbogatsze, które najbardziej skąpią) do większego wkładu finansowego na obronność. Rolę „dobrego policjanta” przyjmuje natomiast sekretarz generalny NATO, który jest dyplomatą, najwyższym urzędnikiem i musi szukać konsensusu pomiędzy państwami członkowskimi Sojuszu – nie dziwmy się zatem, że jest to w pewnym sensie gra „na dwóch fortepianach”. W interesie samego Stoltenberga jest to, by organizacja, na której stoi czele, miała więcej pieniędzy, była sprawniejsza i silniejsza. Stąd choćby z tego względu sekretarz generalny NATO, zawsze będzie sojusznikiem Białego Domu.

„Wszyscy przywódcy byli skonsternowani, ponieważ każdy myślał, co oznaczają te cztery procenty i na ile prezydent Trump był poważny, stawiając taki warunek. (…) NATO nie jest giełdą, na której można kupić bezpieczeństwo. NATO jest sojuszem suwerennych państw, zjednoczonych strategicznymi celami i wspólnymi wartościami – powiedział w środę prezydent Bułgarii. Brzmi to rozsądnie, ale czy w tym kontekście jest to odpowiednia teza?

Trump słynie ze stosowania „terapii szokowych” – oczywiście, ma do tego pełne prawo, gdyż tak jak jest sponsorem ONZ ,tak też finansuje NATO. To dzięki niemu ta organizacja istnieje i nie jest „malowanką” jaką jest np. Trójkąt Weimarski. W biznesie jest tak – o czym prezydent Trump doskonale wie – że trzeba licytować, czasem zgłasza się większe żądania przy założeniu, że wynegocjuje się to, co się chce „schodząc” z podanego warunku – w tym przypadku- o około 2%. W związku z tym, Donald Trump, po to „potrząsa” krajami Europy Zachodniej i powtarza: „4%, 4%” by skończyło się na wkładzie rzędu niewiele przekraczającego 2%.

Jak skończy się sprawa, czy – jak Pan to określa – „terapie szokowe” stosowane w tym kontekście przez Trumpa, przyniosą oczekiwany przez niego skutek?

Pozwoli pan, że odpowiem na to pytanie powiedzeniem premiera Jej Królewskiej Mości, pani Margaret Thatcher. Pragnąc pokazać, że tylko jej interes jest słuszny, przy wielu okazjach powtarzała „there is no alternativie” czyli TINA. Podobnie rzecz ma się w przypadku Donalda Trumpa – tak naprawdę nie ma alternatywy. Sojusz, jeśli chce być realną strukturą, musi przeznaczać więcej środków na obronność. Rosja zawsze miała plany imperialne, jednak w tym momencie coraz bardziej stara się przełożyć je na rzeczywistość.

O czym Pan mówi?

Jeżeli Kreml inwestuje teraz ogromne pieniądze w wojska rakietowe średniego zasięgu, których celem jest sparaliżowanie relokacji wojsk wroga, to co mamy myśleć? Fakt intensywnego dziś zbrojenia Rosjan oznacza, że jeśli Amerykanie, NATO rzeczywiście chcą bronić wschodniej flanki krajów bałtyckich, Polski, to muszą -zatem pytanie brzmi nie „czy” tylko „kiedy”- zdecydować się na stałe bazy. Oczywiście będzie wymagało to pieniędzy. W związku z tym raz jeszcze można powtórzyć „there is no alternative”.

Czy ta taktyka prezydenta Stanów Zjednoczonych jest słuszna?

Taktyka Trumpa jest słuszna, choć jest dzisiaj celem ataków establishmentu europejskiego oraz quasi„elity” w Polsce. Warto przypomnieć jak swojego czasu przez ten sam establishment wyśmiewany był Ronald Reagan-a dziś stawia się mu pomniki.  Nawet amerykańska lewica, liberałowie przyznają, że był to wielki prezydent. Natomiast za jego życia mówiono „co ten aktor chce robić w wielkim świecie polityki”, „to nie jest plan filmowy” itp. Myślę, że paradoksalnie ten denerwujący establishment Donald Trump, może mieć bardzo duże zasługi ,gdy chodzi o wzmocnienie siły, powagi i prestiżu Paktu Północnoatlantyckiego.

Dziękuję za rozmowę.

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.