Austria i Polska: jak daleko, jak blisko …

Minął pierwszy miesiąc półrocznej prezydencji Austrii w Unii Europejskiej. To świetny pretekst, aby zająć się stosunkami na linii Warszawa–Wiedeń. Warto przy tym uniknąć skrajności.

Nie ulegajmy złudzeniom, które towarzyszyły części z nas (choć nie piszącemu te słowa) po wyborach „nad pięknym, modrym Dunajem” i po powołaniu nowego rządu, akcentującego sceptycyzm w kwestii imigrantów i dystans do Brukseli. Część obozu niepodległościowego marzycielsko uważała, że mając zbliżone poglądy z krajami Grupy Wyszehradzkiej w zakresie polityki europejskiej i imigracyjnej, Wiedeń zapisze się do V4.

Austriacy dokonali swoistej rewolucji wewnętrznej: wybrali na prezydenta polityka (Alexander Van der Bellen) spoza establishmentu, wsparli rząd z udziałem partii antysystemowej (wolnościowcy) – ale na rewolucję w polityce zagranicznej gotowi nie byli. Całych dekad strategicznej współpracy z Berlinem nie chciano składać na ołtarzu przyszłej ewentualnej współpracy środkowoeuropejskiej. Być może z tych polskich zawiedzionych nadziei pokładanych w Austrii narodziła się druga skrajność z naszej strony. Polega ona na uznaniu, że z Wiedniem grać nie warto, bo i tak wykazuje on stały azymut na Niemcy.

CK Austro-Węgry trwają

Zamiast ulegać obu tym skrajnościom, warto do relacji polsko-austriackich podejść pragmatycznie. Są one, owszem, szczególnie ważne w tym półroczu z racji szczególnej, choć tymczasowej roli Wiednia w Unii Europejskiej. Jednak na austriackiej prezydencji w UE świat stosunków Warszawa–Wiedeń się nie kończy. Nie należy się skupiać tylko na wielkiej polityce, warto poświęcić uwagę stosunkom gospodarczym między naszymi krajami.

Charakterystyczne, że mimo iż 100 lat mija od upadku Cesarsko-Królewskich Austro-Węgier, to wciąż spuścizna CK Austrii ma przełożenie na współczesną gospodarkę i zewnętrzną wymianę handlową Wiednia. I tak konkretnie wymiana handlowa między Austrią i Polską jest mniejsza niż między Austrią a Czechami oraz Austrią i Węgrami, mimo nieporównywalnego potencjału gospodarczego Rzeczypospolitej i tych dwóch państw. To ważne, bo gospodarka austriacka jest dziesiątą gospodarką UE-28, i to gospodarką rozwijającą się w szybszym tempie niż niemiecka! Wzrost jej PKB jest porównywalny z Polską – w 2017 r. wyniósł 4,6 proc. Jednocześnie austriackie inwestycje rosną w tempie prawie 5 proc. rocznie, a eksport – nawet 5,6 proc. Bezrobocie – tak jak w Polsce – spada i wynosi teraz 5,5 proc.

Beneficjent Eurolandu i rozszerzenia UE

Austria jest krajem spektakularnego sukcesu gospodarczego. Warto zastanowić się nad jego przyczynami. Przede wszystkim wchodząc do UE w 1995 r. na fali czwartego w historii rozszerzenia, Austria przystępowała do niej z najwyższego pułapu. Była – oprócz Szwecji – najbogatszym krajem, który złożył akces do Wspólnot Europejskich od 1973 r. i od wejścia Wielkiej Brytanii do jeszcze wtedy Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. To nie była droga relatywnie biednej Hiszpanii, która przez pierwsze trzy lata swojego członkostwa w EWG dopłacała więcej do kasy w Brukseli w formie składki członkowskiej, niż stamtąd brała! Wynikało to z tego, że z własnego budżetu nie była w stanie wygenerować środków na „montaż finansowy” z udziałem EWG-owskich dotacji.

Austria wręcz przeciwnie. Była jednym z tych bogatych krajów UE, jak Niemcy czy Holandia, które skorzystały na strefie euro – tej samej, która okazała się katastrofą gospodarczą dla państw Europy Południowej, włącznie z kryzysem finansowym i bankowym Grecji, Włoch, Hiszpanii, Portugalii czy Cypru. To dzięki wspólnej walucie otworzył się wielki rynek zbytu w Eurolandzie dla zamożnych austriackich firm. Jeszcze do lat 90. austriackimi eksporterami były w zdecydowanej większości wielkie korporacje i koncerny. Obecnie są to w dużym stopniu małe i średnie firmy. Od 2000 r. liczba podmiotów w austriackim eksporcie wzrosła przeszło czterokrotnie – z 12,5 tys. do prawie 53 tys.

Jedną z istotnych przyczyn tego lawinowego wzrostu eksportu znad Dunaju było – poza ekspansją w ramach eurozony – rozszerzenie Unii Europejskiej w 2004 r. o dziesięć państw, w tym osiem z naszego regionu. W kolejnych kilku latach doszły następne trzy – wszystkie z naszej części Starego Kontynentu. Wiedeń skorzystał zwłaszcza na akcesji krajów Grupy Wyszehradzkiej i bałkańskich (początkowo tylko Słowenii, ale w kolejnych dwóch etapach także Bułgarii, Rumunii i Chorwacji).

Tym większym paradoksem jest fakt, że ten beneficjent unijnego Big Bangu stanął w awangardzie eurosceptycyzmu i niechęci do rozszerzania UE. Symptomy tego zjawiska zaczęły się już 14 lat temu. W badaniach przeprowadzonych przed zbiorową akcesją w 2004 r. Austriacy okazali się najbardziej przeciwnym nowym członkom UE społeczeństwem w starej Unii, czyli Piętnastce. Ponad połowa obywateli Austrii nie chciała rozszerzenia Wspólnoty. Gdy po kilkunastu latach Austriacy wybrali dość eurosceptyczny rząd z udziałem wolnościowców – formacji budującej swój kapitał polityczny na sprzeciwie wobec Brukseli i imigrantów – to genezy tej sytuacji należy szukać w ich euronegatywizmie z początku XXI w.

Więcej Polski nad Dunajem

Austria jest blisko naszego regionu Europy i geograficznie, i gospodarczo. Aż 30 proc. wszystkich inwestycji zagranicznych tego kraju przypada właśnie na Europę Środkową i Wschodnią (w liczbach bezwzględnych oznacza to 64 mld euro – z czego ponad jedna piąta, 14 mld, przypada na Czechy). Wiedeń jest największym inwestorem w trzech krajach Międzymorza: Słowenii, Chorwacji oraz Bośni i Hercegowinie. Jest na drugim miejscu wśród inwestorów zagranicznych w Czechach, Słowacji i Rumunii, na trzecim natomiast na Węgrzech i Białorusi, a na czwartym – na Ukrainie. Polska jest tu anomalią – na liście inwestorów zagranicznych Austria jest u nas dopiero na ósmym miejscu. Na tym samym ósmym miejscu jest z kolei Polska w tabeli austriackiego eksportu.

Nasze bilateralne stosunki handlowe nabierają tempa: Rzeczpospolita zwiększyła eksport do Austrii o ponad jedną siódmą w ciągu roku, choć wciąż mamy ujemny bilans handlowy (pół miliarda euro na minusie). Zwiększył się też nasz import z Austrii – o jedną dziewiątą, do 4,3 mld euro w 2017 r. Pocieszające są z polskiej perspektywy dwa fakty. Po pierwsze, w strukturze naszego eksportu wyraźnie rośnie udział produktów gotowych (np. meble, produkty sportowe i odzież), a po drugie, w naszej wymianie handlowej w dziedzinie usług, która jest trampoliną nowoczesnej gospodarki, nasz eksport jest ponad 12 razy większy niż austriacki do Polski!

Handlować trzeba

Austria jest bardzo istotnym kierunkiem dla polskich turystów: i narciarzy, i tych jadących na wiedeński Kahlenberg posmakować wiktorii króla Jana III Sobieskiego z 12 września 1683 r. Ten naddunajski kraj odwiedza też więcej Polaków niż… Francuzów, Amerykanów czy Rosjan.

Polsko-Austriacka Inicjatywa Współpracy Gospodarczej ocenia, że polska gospodarka ma trzy główne atuty. Pierwszym jest nasz bardzo szybki wzrost gospodarczy, drugim dodatni bilans handlu zagranicznego, wreszcie trzecim fakt (mało zresztą w Polsce znany), że nasze państwo jest wśród 25 najważniejszych gospodarek świata. Jednocześnie podkreśla się pozytywne perspektywy planu premiera Morawieckiego na dalsze pobudzenie polskiej gospodarki oraz obniżkę CIT dla małych firm i start‑upów.

Warto bliżej współpracować z Wiedniem gospodarczo, jeśli nawet politycznie kanclerz Sebastian Kurz jest podopiecznym kanclerz Merkel (uczestnicy posiedzeń Rady Europejskiej opowiadali mi o przemożnym wpływie Niemki na młodego Austriaka). Handlować trzeba przy całej świadomości, że Kurz krytykuje Polskę w kontekście słynnego art. 7 Traktatu o UE i chce zniesienia sankcji wobec Rosji. To drugie nie powinno dziwić, skoro inwestycje rosyjskie w Austrii wynoszą przeszło jedną szóstą wszystkich inwestycji zagranicznych nad Dunajem. A austriacki koncern OMV jest jednym z pięciu europejskich udziałowców Nord Streamu (ma 10 proc. udziałów). Nie ma co się za to obrażać, ale trudno tego nie zauważać.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (06.08.2018)

O Ryszard Czarnecki

Polityk Prawa i Sprawiedliwości, historyk, dziennikarz, działacz sportowy, poseł na Sejm I i III kadencji, deputowany do Parlamentu Europejskiego VI, VII i VIII kadencji, były wiceminister kultury, były przewodniczący Komitetu Integracji Europejskiej i minister – członek Rady Ministrów; wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Dodaj do zakładek Link.

Komentarze są wyłączone.